Spotkania dla polskich dzieci

09.03.15, 12:14
Macie jakies doswiadczenia w organizowaniu spotkan dla dzieci? Laemmchen, pisalas, ze u was byla taka inicjatywa, mozesz napisac jakies szczegoly? Jak to bylo organizowane, gdzie, rodziny przychodzily cale z dziecmi, czy tylko podrzucali dzieci? kto organizowal materialy, ewentualne przekaski?

Chcemy z kolezanka zaczac organizowac spotkania, chyba raz w miesiacu, grupy dzieci przedszkolnych. Mamy tylko kilkoro, wiec pewnie uda sie u mnie w domu. Chyba na zasadzie jeden rodzic z dzieckiem/dziecmi. Kazde spotkanie mialoby jakis temat przewodni: wiosna/wielkanoc itd. Mysle, ze moglybysmy zrobic troche zabaw plastycznych, jakies muzyczne. Generalnie nieformalnie, taka domowka z dziecmi. Nie wiem jak sie za to zabrac, jakies porady na poczatek smile
Nie wiem tez na jaki odzew moge liczyc, na razie jestesmy dwie i jeszcze ewentualnie dwie mamy, ale pracujace, wiec spotykalibysmy sie raczej w weekend.
    • laemmchen79 Re: Spotkania dla polskich dzieci 09.03.15, 19:45
      Swietnie, szkoda, że my nie będziemy mogli dołączyćsad

      Uniwersalnej zasady oczywiście nie ma, ale spotkanie tematyczne raz na miesiąc, ze wspólnym jedzeniem, zabawą, może np. stałymi elementami scenariusza (piosenka na powitanie i pożegnanie, stała zabawa muzyczna czy ruchowa, planszówka, czytanie przyniesionej przez jedno dziecko książki na głos przez jednego z rodziców, zabawy plastyczne, sensorycze itd.) brzmi super.

      Można się oprzeć np. o Kluby tutusia dziecidwujezyczne.blogspot.de/2014/04/kluby-tutusia-szczegoy-projektu.html , które dostarczą nie tylko gotowych scenariuszy, ale i metodyki do wspólnego uczenia się języka, czytania itd.

      My, czyli 5 polskich mam z początkowo 5 dzieci w różnym wieku (różnica pomiędzy najstarszym a najmłodszym wynosiła prawie 2 lata) zaczęłyśmy się spotykać, bodajże, jak ta najmłodsza miała około 1,5 roku. Na początku dość spontanicznie, bez żadnych konkretnych pomysłów czy tematów, potem wymyśliłyśmy szkielecik scenariuszu zajęć (na około godzinę zajęć) i każda z mam (co tydzień inna mama prowadziła samodzielnie zajęcia) sama wymyślała pomysły pod konkretną metodę, przynosiła wszystkie potrzebne materiały, ewentualnie prosiła pozostałe mamy o przyniesienie pędzelków czy jakichś potrzebnych rzeczy. Spotykałymy się raz w tygodniu w czwartki po przedszkolu, po zajęciach często siedziałyśmy jeszcze chwilę przy takim mini-pikniku. Przez długi czas prywatnie w domach (ale trudno było wtedy prowadzić zajęcia, dzieci wolały się bawić ze sobą), a potem w pomieszczeniach parafii katolickiej. Wtedy nasze dzieci były jeszcze dość małe, więc wszystkie mamy też byly obecne na spotkaniach. Potem jedna z mam stwierdziła, że woli oddać prowadzenie zajęć w obce ręce, jakiś czas szukałyśmy adekwatnej osoby (przez ogłoszenia, maile itd.) i znalazłyśmy dość sympatyczną studentkę (mieszkającą sporo lat w Niemczech ze swoją rodziną, więc świetnie znała problem dwujęzyczności, ale sama doskonale mówiła po polsku), która przejęła pałeczkę i sama już zostawała z dziećmi (płaciłyśmy jej za godzinę zajęć 15 euro, dostała od nas sporo materiałów, miałyśmy też podręcznik dla przeszkolaków Entliczek, ale potem dziewczyna raczej sama wszystko przygotowywała). Studentka była sympatyczna, ale jej zajęcia chyba dość sztampowe, w każdym razie moje dziecko dość szybko stwierdziło, że nie chce tam chodzić, nie podobało mu się, nudził się i twierdził, że lepiej polskiego nauczy się w domu, argumentem nie były też spotkania z innymi polskimi dziećmi, z którymi się zaprzyjaźnił, bo wolał spotykać się z nimi u nas lub u nich w domu - długo stosowałam mniej lub bardziej łagodną presję, ale w pewnym momencie straciło to sens, bo odbierał wyjścia na zajęcia jak karę bez przewinienia. W między czasie stwierdzam, że tego rodzaju zajęcia z niezbyt dobrym prowadzącym kompletnie nie mają sensu i dlatego np. do nieciekawie prowadzonej polskiej szkoły dziecka bym zdecydowanie nie posłała.

      Z perspektywy czasu ważne jest też to, żeby na spokojnie i dość konkretnie obgadać i uzgodnić oczekiwania, jakie macie wobec takich zajęć - czy ma to być nauka (języka i innych rzeczy) czy chodzi tylko o zabawę dzieci między sobą - u nas z czasem wyszły dość spore różnice właśnie odnośnie oczekiwań i niestety na tym tle też kilka niesnasek.

      To tyle chyba z moich doświadczeń - ale zauważyłam też, że wraz z wiekiem zmieniają się jednak potrzeby takich spotkań. Jak Młody miał 3 latka i jego język (i polski i niemiecki) był jeszcze słabiutki, to bardzo zależało mi na takich dobrze zorganizowanych zajęciach, bezpośrednio wspierających rozwój mowy. Obecnie szukam raczej czegoś w rodzaju ciekawej zabawy tematycznej z fajnymi dzieciakami, oczywiście z inputem językowym w postaci gadającej po polsku społeczności, ale też z równie ważną, ciekawą, wręcz ambitną, formą (eksperymenty, wycieczki itd.).

      effie, napisz koniecznie, jaką koncepcję sobie obmyśliłyście i o Twoich wrażeniach z samych spotkań.
    • ambivalent Re: Spotkania dla polskich dzieci 09.03.15, 22:06
      Ja mam zerowe doswiadczenie chociaz nie z braku checi sad Juz kiedy Starsza miala pare miesiecy zaczelam sie rozgladac za jakas polska rodzina do zaprzyjaznienia. I co? I nic. Zostawilam nasz adres u pediatry (najbardziej znanego w miescie chyba) i nic. Zapisalam sie na polnischstammtisch (Laemmchen pomoz z tlumaczeniem) i okazalo sie, ze owszem, ale tylko polacy bez dzieci. I tak, miesiac po miesiacu stracilam nadzieje i zapal sad
      Chwilowo rozmyslam nad znalezieniem jakiejs osoby (podobnej w funkcji do studentki Lammchen), ktora prowadzilaby zajecia plastyczne - cos z czego Starsza na pewno bylaby zadowolona - raz w tygodniu za drobna oplata. Ale znowu to samo, jak narazie NIC.
      Wkurzajace to zakladajac, ze w H. znalazlam mnostwo zorganizowanych zajec - z reguly dla rodzin polonijnych ale tez czesto dla dzieci z rodzin mieszanych. Nie wiem dlaczego tutaj taka posucha.
      • laemmchen79 Re: Spotkania dla polskich dzieci 09.03.15, 22:29
        No jak to dlaczego, ambivalent - dlatego, że J. czy G., nawet mimo zamiejscowych uniwersytetów, to nie są to miasta przyciągające wybitne, zaangażowane jednostki (a myśmy ambivalent to tylko wyjątki potwierdzające regułęsmile (przepraszam z góry za taką dozę wredoty i arogancji, ale niestety jest w tym sporo prawdy). Znam ze słyszenia działalność młodej Polonii w Hamburgu czy we Frankfurcie, gdzie nauczycielki prywatnych polskich szkół na głowie stają, żeby dzieciakom coś ciekawego wymyśleć - u nas innowacyjny pomysł na zajęcia kończył się na ksero ze szlaczkami (znowum złośliwa, ale i to przykład autentyczny). Wybór ludzi, którzy mogliby poprowadzić zajęcia dla naszych dzieci, u nas sprowadził się do łącznie 4 osób - jedna to ta studentka, na którą się zdecydowałyśmy, jeszcze jedna ciekawa pani, którą pozostałe koleżanki z góry odrzuciły, ponieważ życzyła sobie 30 euro za spotkanie plus zwrot kosztów dojazdu z sąsiedniego miasta. Na pozostałe dwie panie, ich maile, gramatykę, ilość błędów ortograficznych i merytorycznych, spuszczę kurtynę milczenia. To wynik zgłoszeń po 3 czy 4 miesiącach poszukiwań, a że G. naprawdę dużym miastem nie jest, więc dość szybko udało nam się umieścić ogłoszenia praktycznie we wszystkich miejscach, gdzie można by spodziewać się adekwatnych ludzi. Mnie to swego czasu bardzo rozczarowało, tak samo, jak fakt, że przez 4 lata i dość sporą ilość polskich rodzin nie udało się u nas rozwinąć czegoś bardziej stabilnego i ambitniejszego, niż te cotygodniowe spotkania, w których od początku stycznia też już z wyboru Młodego nie uczestniczę. Przez długi czas nosiłam w sobie ogromną złość, ale teraz zrozumiałam, że niestety, braku w najbliższym otoczeniu ludzi z odpowiednim nastawieniem nie przeskoczysz, w takich wypadkach musisz wziąść sprawy we własne ręce - dokładnie tak, jak my to robimy na tym forum. I dziękujmy ... (Stwórcy, effie, nam samym), że jest internet, forum.gazeta.pl no i nasza trzódka, która tak wspaniale się wspiera, dzieli wiedzą i nakręca cały ten program. Na obecną chwilę mam wrażenie, że dam radę przez najbliższe lata przekazać dzieciom polski w dobrej i ciekawej formie - ale pod warunkiem, że DP dalej będzie się kręciło!!!
        • effie1980 Re: Spotkania dla polskich dzieci 10.03.15, 11:23
          No widzisz Laemmchen, ja tez jakos nie mam specjalnie dobrych doswiadczen, ale tak sie ludze, ze moze po prostu nie szukalam wystarczajaco dobrze. Wydaje mi sie jednak, ze jakies polskie otoczenie jest nam bardzo potrzebne, bo corka moze i troche lepiej teraz lapie polski, ale caly czas jest bardzo daleka od mowienia zdaniami po polsku i braku potrzeby mowienia w srodowisku anglojezycznym nie przeskoczymy.
          Mam nadzieje, ze uda nam sie cos rozkrecic, oczywiscie dam wam znac, jesli cos zrobimy. I dzieki za odzew.
    • alonka7 Re: Spotkania dla polskich dzieci 10.03.15, 13:01
      To jak urodzinkismile, nie? Temat i zabawa. Mysle, ze fajnie wyjdzie.
      U nas problemem jest francuski i zdarzalo mi sie zaprosic dziecko francuskie na spontaniczna zabawe - nie odwazylam sie na zabawy tematyczne bo moj francuski jest taki sobie. Dzieci same zlapia kontakt, pod warunkiem, ze nie bedzie ich za duzo. Moze na poczatku popatrz na te dzieci i na 'chemie' miedzy nimi. I wybierz grupke (nawet mala) z chemiasmile Skoro dla Twojej corki wyzwaniem jest polski to moze niech na poczatku pobawia sie zwyczajnie nie-tematycznie. Polubia sie. ? I umnie zadzialalo .
Pełna wersja