warszawianka_jedna
30.08.05, 13:51
Pewne amerykańskie małżeństwo, w którym mężczyzna nie mógł niestety mieć
>dzieci, postanowiło skorzystać z usług tzw. zastępczego ojca. Po dokonaniu
>
>wszelkich niezbędnych ustaleń i formalności małżonek wyszedł na golfa,
>zostawiając żonę w oczekiwaniu na przybycie "specjalisty".
>Przypadek sprawił, że w tym samym dniu w miasteczku zjawił się objazdowy
>fotograf, specjalizujący się w zdjęciach dzieci. Zadzwonił do drzwi w
>nadziei na zarobek.
>- Dzień dobry, madame, ja jestem.
>- Ależ wiem, oczekiwałam pana - odpowiada kobieta i prowadzi go do środka.
>
>- Ooo, doprawdy? - zdziwił się fotograf. - Ja, widzi pani, specjalizuję
>się w dzieciach.
>- Wspaniale, właśnie o to chodziło mężowi i mnie. - mówi kobieta i po
>chwili
>pyta spłoniona z emocji: - To gdzie zaczniemy?
>- No cóż - odpowiada fotograf - myślę, że może pani zdać się zupełnie na
>mnie. Mam duże doświadczenie. Z reguły zaczynam w kąpieli, tak ze dwa -
>trzy razy, później zwykle ze dwie pozycje na kanapie, w fotelu i z pewnością
>parę w łóżku. Nieraz doskonałe efekty osiąga się na dywanie w salonie.
Naprawdę można się wyluzować.
>"Dywan w salonie." - Myśli kobieta. - "Nic dziwnego, że mnie i Harry\'emu
>nic nie wychodziło."
>- Droga pani, nie mogę gwarantować, że każde będzie udane. - kontynuuje
>fotograf. - Ale jeżeli wypróbuje się kilkanaście pozycji, jeżeli strzelę z
>sześciu - siedmiu różnych kątów, wówczas jestem pewien, że będzie pani
>zadowolona z rezultatu.
>Kobieta z wrażenia zaczęła wachlować się gazetą, a facet nawija dalej:
>- Musi się pani również liczyć z tym, że w tym zawodzie, podczas roboty,
>człowiek cały czas jest w ruchu. Kręcę się tu i tam, wchodzę i wychodzę
>nieraz kilkanaście razy w ciągu minuty, ale proszę mi wierzyć, że
>rezultaty mojej pracy rzadko zawodzą oczekiwania.
>Kobieta usiadła przy otwartym oknie, spocona z wrażenia.
>- Ha! A żeby pani widziała, jak wspaniale wyszły mi pewne bliźniaki!
>Zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności, jakie ich matka robiła mi przy
>współpracy.
>- Taka była trudna? - spytała mdlejącym głosem kobieta.
>- Straszliwie. Żeby uczciwie zrobić robotę, musieliśmy pójść do parku. Ale
>był cyrk! Ludzie tłoczyli się dookoła ze wszystkich stron, żeby zobaczyć
>mnie w akcji. TRZY GODZINY! Proszę sobie tylko wyobrazić: TRZY GODZINY
>ciężkiej fizycznej pracy! Matka cały czas się darła się tak głośno,
>że z trudem mogłem się skoncentrować. W końcu musiałem się spieszyć, bo
>zaczynało się robić ciemno. Ale naprawdę się wkurzyłem, kiedy wiewiórki
>zaczęły mi obgryzać sprzęt.
>- Sprzęt. - głos kobiety był ledwo słyszalny. - Chce pan powiedzieć, że
>wiewiórki naprawdę obgryzły panu. khem.. sprzęt..?
>- Hehehe, a skądże, połamałyby sobie zęby, twardy jest jak hartowana stal.
>
>No cóż, jestem gotów, rozstawię tylko statyw i możemy się zabierać do
>roboty.
>- STATYW ?
>- No a jakże, musze na czymś oprzeć tę armatę, za ciężka jest, żeby ją
>stale
>nosić. Proszę pani! Proszę pani!!! Jasna cholera, ZEMDLAŁA!!!!