• aankaa Re: KV 10.03.06, 18:18
      Stirlitz przechadzał się lasem. Nagle zauważył parę dużych świecących oczu
      obserwujących go z drzewa.

      - Pustułka - pomyślał Stirlitz.
      - Sam jesteś pustułka - pomyślał Borman.
    • aankaa Re: KV 10.03.06, 18:21
      Pani kazała na lekcję przygotować dzieciom historyjki z morałem. Opowiedzieć je
      mieli im rodzice. Następnego dnia dzieci po kolei opowiadają. Pierwsza jest
      Małgosia:

      - Moi rodzice hodują kury - na mięso. Kiedyś kupiliśmy dużo piskląt, rodzice
      już liczyli ile zarobią, ale większość umarła.

      - Dobrze Małgosiu. A jaki z tego morał?
      - Nie licz pieniędzy z kurczaków zanim nie dorosną. - Tak powiedzieli rodzice.

      - Bardzo ładnie.


      Następny Mareczek:
      - Moi rodzice mają wylęgarnie kurcząt. Kiedyś kury zniosły dużo jaj, i rodzice
      już liczyli ile zarobią, ale z większości wykluły się koguty.

      - Dobrze Mareczku, a jaki z tego morał?
      - Nie z każdego jajka wylęga się kura. - Tak powiedzieli rodzice.

      - Bardzo ładnie.


      No i wreszcie kolej na asiora - Jasia (pani łyka valium):

      - Ojciec to mi tak powiedział:

      Kiedyś dziadek Staszek w czasie wojny był cicho ciemnym. No i zrzucali go na
      spadochronie nad Polską. Miał przy sobie tylko mundur, kałacha, sto naboi, nóż
      i butelkę szkockiej whisky. 50 metrów nad ziemią zauważył że leci w środek
      niemieckiego garnizonu. Niemcy już go wypatrzyli, więc dziadek Staszek wypił
      całą whisky od razu, żeby się nie zmarnowała, odpiął spadochron i spadł z 20
      metrów w sam środek niemieckiego garnizonu. I tu dawajta! Dziadek Staszek
      pruje ze kałasza! Niemcy walą się na ziemię jak afgańskie domki! Juchy więcej
      niż na filmach z gubernatorem Arnoldem. Z osiemdziesięciu ubił i jak skończyły
      mu się naboje, wyjął nóż i kosi niemców jak Boryna zboże. Na trzydziestu klinga
      poszła, a pozostałych dziadek zarąbał z buta i uciekł.

      W klasie konsternacja. Pani, mimo valium w spazmach, pyta się:
      - Śliczna historyjka dziecko, ale jaki morał?

      - Też się taty pytałem, a on na to: "Nie wkurwiaj dziadka Staszka jak se popije!
    • krwawymsciciel okurwa 13.03.06, 11:59
      W zatłoczonym autobusie stoi lekko zawiany jegomość, który co pewien
      czas mówi głośno "O kurwa!". Pasażerowie zwracają mu uwagę, ale on nie
      reaguje, tylko powtarza swoje. W końcu kierowca zatrzymuje autobus,
      podchodzi do faceta i grozi, że jesli nie przestanie, to zawiezie go
      na policję.. Na to facet nachyla się, mówi kierowcy kilka słów na ucho.
      Kierowca pobladł gwałtownie i mówi:
      - O kurwa! Ja bardzo państwa przepraszam, ale żona tego pana urodziła
      wczoraj bliźniaki i dała im na imię Lech i Jarosław.
      - O kurwa! - zgodnie chórem odpowiedzieli pasażerowie.
    • alma82 Re: KV 14.03.06, 09:23
      Zięć do teścia:
      - sssss?
      - sssss sssss!

      Tłumaczenie:
      - Jest żmija?
      - Są obie.


      Z cyklu-bez sensu-:
      - Znalazł facet podkowę, podnosi a tam z drugiej strony koń
      - Wstaje koleś rano, pełno krwi na dywanie - patrzy: a tam ranne pantofle
      - Usłyszał leśniczy jakiś hałas za oknem, wygląda, patrzy, a tam scieżka biegnie do lasu.
    • warszawianka_jedna Re: KV 16.03.06, 14:51
      Do taksówki wsiadły dwie paniusie typu "damulka z pretensjami".
      Po drodze gwarzą sobie o tym i o owym.
      - To doprawdy okropne! Jacy ludzie bywają niekulturalni! Wyobraź sobie moja
      droga, byłam ostatnio na przyjęciu, gdzie do ryby podano mi nóż do befsztyków!
      - O tak, szokujący brak ogłady. Mnie znowu zaproponowano sherry w kieliszku do
      szampana!
      W tym momencie wtrąca się taksówkarz:
      - Panie nie wezmą mi za złe, mam nadzieję, że ja tak tyłem do pań siedzę?
    • desperately.seeking.something Re: KV 17.03.06, 09:26
      Bogaty prawnik z renomowanej kancelarii zaparkował swojego nowiutkiego
      mercedesa przed głównym wejściem biurowca. Kiedy wysiadał z niego, szykując
      się do zademonstrowania swojego cacka kolegom z pracy, tuż obok przejechała
      nagle wielka ciężarówka urywając całe drzwi... Mecenas błyskawicznie
      wyciągnął komórkę wzywając policję, a kiedy po chwili zajechał radiowóz,
      zaczął
      natychmiast opisywać policjantowi swoją szkodę:
      - Czy pan wie jaką poniosłem stratę?! Mój nowy samochód, dopiero co kupiony,
      został całkowicie zniszczony. Nigdy już nie będzie taki sam! Nieważne, ile
      roboty i pieniędzy pochłonie naprawa, nie będzie już nigdy pełnowartościowy...
      Kiedy na chwilę przerwał, policjant wtrącił się:
      - Wy, prawnicy, to jednak jesteście materialistami.
      - Dlaczego pan tak uważa?
      - Dlaczego? Przecież razem z drzwiami urwało panu też całe lewe ramię!
      - Jezu Chryste, mój Rolex!
    • aankaa Re: KV 17.03.06, 17:37
      jak się ustrzec przed ptasią grypą

      >> Nie bawić się ptaszkiem
      >> Nie chodzić spać z kurami
      >> Nie siadać na jajach
      >> Nie rzucać pawiem
      >> Nie rżnąć orła w progu
      >> Uważać na wylatujące gile
      >> Nie pić na sępa

      ---
      aankaamałpagazetakropkapeel
    • warszawianka_jedna Re: KV 20.03.06, 11:00

      Autentyk czyli Wspomnienia Taternika:
      "Podczas jednego z obozów wspinaczkowych w Tatry pojechaliśmy w rejon Morskiego
      Oka.
      Dotarliśmy pod scianę. Nasz instruktor (jako, że byliśmy przygotowani na
      wyprawę pod
      każdym względem) zaproponował, żebyśmy sobie strzelili po jednym - "żeby nam się
      ściana trochę położyła - będzie się lepiej wchodzić". Towarzystwo nie namyślało
      się
      długo i zaczęli "kłaść ściany" dosyć intensywnie, z czasem flaszki zaczęły
      topnieć
      jedna po drugiej i skończyło się na kompletnym uboju. Gdy grupa ocknęła się
      równo ze
      świtem zauważyli, że brakuje wśród nich prowodyra libacji - instruktora..."

      I tutaj następuje wersja GOPR-owców:
      "Zapieprzamy gazikiem, wyjeżdżamy zza zakrętu a tu jakiś facet na środku drogi
      idzie
      na czworaka, wbija haki w asfalt i asekuruje się liną..."
    • kocio-kocio Re: KV 20.03.06, 21:36
      W Warszawie na skrzyżowaniu wypadek. Z jednego auta wychodzi Tusk, z drugiego
      Kaczyński:
      - To cud, że żyjemy - mówią.
      - Tak, to znak żebyśmy się wreszcie dogadali - mówi Kaczyński - uczcijmy to.
      Wyciąga piersiówkę i podaje Tuskowi. Tusk bierze łyk, a Kaczyński zakręca
      butelkę i chowa.
      - No a ty? - pyta Tusk.
      - Ja poczekam aż przyjedzie policja.

      *

      Taka piękna pogoda, a ty męczysz się myciem podłogi - mówi mąż do żony -
      wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód...

      *

      Paryż. W barze siedzi młody mężczyzna i dziewczyna.
      - Koleżanka się śpieszy? - zagaduje mężczyzna.
      - Nie, koleżanka się nie śpieszy - przekornie odpowiada dziewczyna.
      - Koleżanka napije się kawy?
      - Tak, napiję się kawy...
      - Koleżanka wolna?
      - Nie, mężatka...
      - Mężatka? A koleżanka może zadzwonić do domu i powiedzieć, że została
      zgwałcona w barze?
      - Tak, koleżanka może zadzwonić do domu i powiedzieć, że ją zgwałcili 10 razy.
      - 10 razy???!!!
      - Kolega się śpieszy?

      *

      W pewnej mieścinie był piekarz, który piekł pieczywo nie nadające się w ogóle
      do jedzenia.
      W sekrecie przed nim zebrali się mieszkańcy i postanowili uradzić co z nim
      zrobić. Radzą tak kilka godzin i nic nie mogą wymyśleć. W pewnym momencie
      wstaje kowal, chłop wielki i barczysty jak wół i mówi :
      - Może mu jebnę?!
      Na co ludzie mówią:
      - Nie no... tak nie można... w końcu mamy tylko jednego piekarza, nie możemy
      zostać w ogóle bez... - i dalej debatują.
      Za jakiś czas znowu wstaje kowal i mówi:
      - To może jebnę stolarzowi?! Mamy dwóch....

      *

      - Dlaczego panny sa szczuplejsze od mezatek?
      - Bo panna wraca do domu, patrzy co ma w lodowce i idzie do łozka.
      Mezatka wraca do domu, patrzy co ma w lozku i idzie do lodowki

      *

      Ruski mafioso wybrał się na ryby i jak to ruski mafioso miał, ze dwa złote
      łańcuchy (po pół kilo każdy) na szyi, na każdym palcu złoty sygnet, a w
      kieszeni gruby rulon dolarów - oczywiscie same setki.
      Wziął ze sobą trzy flaszki. Zimno było więc obrócił je po kolei.
      Oczywiście upił się i usnął. Budzi się, a tu nie ma łańcuchów, sygnetów, ani
      dolarów. Zadzwonił z komórki po swoich ludzi i nie mineło pół godziny, a
      podjechały cztery czarne mercedesy, w każdym po pięciu ludzi,wszyscy z
      kałachami. Stwierdzili, że to najprawdopodobniej ktoś z okolicznej wsi obrobił
      szefa. Wpadają do wsi i pytają o sołtysa. Ktoś z miejscowych wskazał dom
      pośrodku wsi. Wpadaja do sołtysa, a tam na ganek wychodzi facio w kufajce, na
      szyi ma dwa złote łańcuchy, na każdym palcu sygnet, a z kieszeni kufajki
      wystaje mu rulon 100 dolarówek.
      Przeładowali broń i pytają skąd to wszystko ma. Sołtys mówi:
      - No nie uwierzycie chłopaki. Idę sobie przez las z psem na spacerze, a tu nad
      brzegiem jeziora leży jakiś facet, w trupa pijany i ma to wszystko przy sobie.
      No to go obrobiłem. Na koniec ściągąłem mu gacie, zerżnąłem w d*** i poszedłem
      do domu.
      Chłopaki patrzą pytajacym wzrokiem na szefa. Szef podchodzi do sołtysa,
      przygląda się chwilę błyskotkom i mówi:
      - To nie moje...
    • warszawianka_jedna Re: KV 23.03.06, 14:12
      Położnik przy porodzie:
      - Jeszcze więcej! Więcej!! Zbierz się w sobie i przyj!!! Już go widzę!
      - Mocniej!!! No śmiało! Jeszcze raz!! A teraz z całej siły!!
      Rodząca zbiera ostatki sił, prze z całej siły... aż tu nagle BUUUUUM!!!
      Lekarz:
      - Tak. A teraz idź go sobie poszukaj...
    • desperately.seeking.something Re: KV 28.03.06, 11:47
      Po pracowitej nocy zmęczona Komarzyca wracała do domu. Marzyła tylko o jednym:
      Przysiąść w spokoju i przetrawić krwistą kolację, za którą musiała się tyle
      nalatać. Pracowity Kornik rył kolejne tunele i drążył przez cały dzień... Zleceń
      napływało mnóstwo, nie miał nawet chwili wytchnienia. Postanowił zrobić sobie
      przerwę na papierosa i wyszedł na zewnątrz. I wtedy się spotkali. Kornik patrzył
      na ponętne ciało Komarzycy, a ta, obrzucała zaciekawionym spojrzeniem jego
      muskularne ciało.
      -Bzzz bzzz... - Szepnęła Komarzyca
      -Bezy bezy -odparł Kornik.
      To była miłość od pierwszego bzyknięcia. Kochali się jak szaleni, nie przejmując
      się niczym. Plotka z szybkością błyskawicy rozeszła się po łące. I wtedy zaczęły
      się trudności. Świat stanął im naprzeciw. Postanowili zalegalizować związek.
      Rodziny odwróciły się od nich, a znajomi nie chcieli już ich znać. Zostali
      wyklęci odrzuceni od reszty społeczeństwa. Niedługo pózniej urodziło się
      dziecko... Potwór zrodzony z krwiopijcy Komarzycy i niestrudzonego drążyciela
      Kornika. Poczwara, przed którą wszyscy będą uciekać. - Dziecko, które tylko
      rodzice będą kochać.... Z kołyski swymi złośliwymi oczkami spoglądał na
      rodziców..... Tak narodził się.....KOMORNIK.
    • warszawianka_jedna Re: KV 30.03.06, 10:48

      Poznał chłopak dziewczynę. Po kilku spotkaniach ona zdecydowała się zaprosić
      chłopaka na obiad niedzielny do rodziny. W związku z tym, że chłopak pochodził
      z biednej rodziny i nie miał za wiele kasy, nie wiedział za bardzo w co ma się
      ubrać i co zrobić żeby dobrze się zaprezentować. Po chwili zastanowienia wpadł
      na genialny pomysł. Przypomniał sobie, że ma w szopie starego Junaka, więc w
      połączeniu ze starymi dżinsami i kurtką skórzaną będzie git. Poszedł do szopy,
      odgarnął całe to siano, którym pojazd był przykryty i... zamarł. Junak był cały
      zardzewiały. Już prawie się załamał, gdy wpadł na genialny pomysł. Wysmaruje go
      wazeliną... Jak pomyślał tak zrobił, junak świecił się jak psu jaja. W
      niedziele pojechał do dziewczyny, ona czekała na
      niego przed wejściem i mówi:
      - Słuchaj Kaziu, pamiętaj o jednej rzeczy, po zjedzeniu obiadu nie wolno Ci się
      odzywać. Kto pierwszy to zrobi, ten myje wszystkie gary... No taka jest u nas
      tradycja.
      Kaziu myśli: "niech będzie, no problemo, chyba ich porypało, jeżeli myślą, że
      ja, gość, będę mył te gary".
      Weszli do domu, kwiatuszki dla mamusi, dzień dobry, witamy itp. Obiad minął bez
      problemu, wszystkim smakowało, skończyli jeść i... cisza, nikt się nie odzywa.
      Ojciec myśli: "co ja się będę odzywał, robiłem na nockę, a teraz miałbym te
      gary myć. Nigdy w życiu, siedzę cicho". Matka myśli: "nom chyba ich poczesało,
      jeśli myślą, że się odezwę. Cały dzień gotowałam, a teraz miałabym zmywać. A
      tam ta patelnia jest tak urypana... Nie ma mowy siedzę cicho". Dziewczyna
      myśli: "Żeby tylko Kazik się nie odezwał..." Kazik myśli: "Porąbani,
      przyszedłem w gości i myślą, że będę gary mył???"
      Minęła godzina i cisza. Kazik się wkurzył, wziął swoją dziewczynę, położył na
      stole, zdjął majtki i zerżnął.
      Ojciec myśli: "a co mnie to obchodzi, pewnie dyma ją codziennie, ja się tych
      garów nie chyce".
      Matka myśli: "w dupie to mam. Jak pomyśle o tej patelni, to mi się słabo robi".
      Mija dwie godziny i cisza. Kazik się wkurwił, wziął matkę, położył na stół i ją
      zerżnął.
      Ojciec myśli: "!#$% mać, przegiął pałę, ale ja to mam w dupie. Całą noc
      harowałem, a teraz będę garnki mył?"
      Dziewczyna myśli: "Grunt, żeby się tylko Kazik nie odezwał".
      Mijają trzy godziny i cisza ale... zaczął padać deszcz... Kazik podbiega do
      okna, patrzy a tam całą wazelinę zmyło mu z Junaka. Załamany myśli:
      "Huk, odezwę się."
      - Czy macie może wazelinę???
      A ojciec na to:
      - To ja już może umyję te garnki...
    • warszawianka_jedna Re: KV 31.03.06, 10:50

      K - Klient
      H - Helpdesk

      K: Halo, tu Klaudia Nowak. Nie mogę wydostać swojej dyskietki z kmputera.
      H: Czy naciskała Pani na ten guziczek obok wrzutnika dyskietek?
      K: Tak, ale to nic nie dało.
      H: Ok, zapiszę problem i informatyk skontaktuje się z Panią ...
      K: Ojej, chwilkę... Przepraszam bardzo. Właśnie zauważyłam moja dyskietkę na
      biurku. Widocznie wogóle jej nie wkładałam do komputera.

      H: Proszę nacisnąć na "Mój komputer" - jest po lewej stronie ekranu.
      K: Po lewej u mnie czy u Pana?

      H: Dzień dorby, w czym mogę pomóc?
      K: Halo... nie mogę drukować.
      H: Proszę kliknąć na Start i ...
      K: Nie zaczynaj z tym całym technicznym gównem, nie jestem Billem Gates'em...

      Wiadomość nagrana na automatycznej sekretarce Helpdesk:
      "Halo, tu Ewa Jansen. NIe mogę drukować. Za każdym razem jak klikam na drukarkę
      w Wordzie, otrzymuję komunikat: "Drukarki nie zaleziono". To niemożliwe,
      drukarka stoi na biurku od razu obok komputera, ja widzę ją doskonale a
      komputer jej nie widzi??

      K: Dzień dobry, moja drukarka nie drukuje koloru czerwonego.
      H: Czy ma Pani kolorową drukarkę?
      K: Aha..., przepraszam i dziękuję.

      H: No dobrze a co widzi Pani w tej chwili na ekranie.
      K: Zdjęcie pluszowego misia, które przesłał mi moj chłopak.

      H: Teraz prosze nacisnąć F8
      K: Nic się nie dzieje...
      H: Co dokładnie Pani zrobiła??
      K: Nacisnęłam 8 razy klawisz "f" i nic się nie dzieje...

      K: Moja klawiatura nie działa.
      H: Jest Pani pewna, że jest podłączona i zainstalowana?
      K: Nie wiem bo nie mogę spojrzeć na tył komputera, czy wtyczka jest tam
      wetknięta.
      H: Proszę zatem wziąść klawiaturę w ręce i odejść od komputera kilka kroków.
      K: OK
      H: Czy mogła Pani odejść od komputera?
      K: Tak.
      H: To znaczy, że klawiatura jest niepodłączona. A może jest jeszcze jedna
      klawiatura w pobliżu komputera?
      K: Tak, leży jeszcze jedna. Oho, ta działa ...

      H: Pani hasło brzmi małe "a" i duże "V" oraz liczba 7.
      K: 7 duże czy małe?

      Klient nie może wejść do Internetu
      H: Jest Pani pewna, że wpisuje poprawne hasło?
      K: Tak oczywiście, patrzyłam dokładnie na kolegę i wpisuję to samo hasło.
      H: Czy byłaby Pani tak miła i powiedziała mi hasło jakie Pani wpisuje?
      K: Pięć gwiazdek

      H: Przepraszam a jakiego programu antywirusowego Pani używa?
      K: Netscape.
      H: Niestety to nie jest program antywirusowy.
      K: Tak, tak przepraszam, miałam na myśli Internet Explorer

      K: Mam nadzieję, że mi Pan pomoże. Kolega wgrał mi świetny wygaszacz ekranu,
      niestety za każdym poruszeniem myszki on znika...

      H: Jak mogę Pani pomóc?
      K: Pierwszy raz piszę e-maila.
      H: ok, a w czym tkwi problem??
      K: Przy wpisywaniu adresu mojego kolegi. Znalazłam "a" na klawiaturze, ale nie
      wiem w jaki sposób mam do niego dodać tą śmieszną końcówkę??
    • warszawianka_jedna Re: KV 01.04.06, 17:26
      - Mój Boże! Nawet nie wiesz jak mi się to wszystko sprzykrzyło -
      mówił do niej nerwowo zaciągając się papierosem. - Mieszkasz tam, gdzie
      diabeł mówi dobranoc, mieszkanie byle jakie, palić nie można, całować się
      nie wypada, muzyki nie ma... Zbrzydło mi się już z Tobą spotykać na tych
      głupich randkach po zajęciach, jeść z Tobą te tłuste hamburgery zamiast
      porządnego obiadu, wysiadywać na mrozie na kretyńskich ławeczkach... A ile
      pieniędzy na kwiaty przeputałem!
      Ona spojrzała na niego zdziwiona, oczy zaszły jej łzami, świat się zawalił...
      - Krótko mówiąc - twardo kontynuował - już dłużej tak nie będzie! Trzeba z tym
      skończyć! Wyjdziesz za mnie za mąż?
    • qfazi Re: KV 01.04.06, 19:32
      Co Chuck ma pod brodą? Koleją pięść
      Co Jarosław Kaczyński ma pod brodą? Pasek od spodni.


      Teoria ewolucji nie istnieje. Tylko lista stworzeń, którym Chuck Norris
      pozwolił żyć...
      ...na polecenie Jarosława Kaczyńskiego.



      Chuck Norris jest mistrzem półobrotu!
      Jarosława Kaczyńskiego jest w ogóle pół!



      Niektórzy noszą koszulki z Chuckiem Norrisem.
      Chuck Norris nosi koszulkę z Jarosławem Kaczyńskim


      Chuck Norris gra w rosyjską ruletkę z całkowicie nabitym rewolwerem. I wygrywa.
      Jarosław Kaczyński robi to samo z dwoma rewolwerami


      Chuck Norris kopie się z koniem.
      Jarosław Kaczyński dyskutuje z Romanem Giertychem.


      Chuck Norris potrafi trzasnąć obrotowymi drzwiami.
      Jarosław Kaczyński potrafi zaskrzypieć wodnym łóżkiem.





    • warszawianka_jedna Re: KV 04.04.06, 21:54

      Pewien biznesmen postanowił zafundować sobie odmładzająca operacje plastyczna.
      Po opuszczeniu kliniki zachwycony podbiegł do kiosku i zapytał sprzedawcę,
      na ile wygląda lat.
      - Może 35...
      - Ha! Doskonale! Mam 47 lat!
      Potem poszedł do McDonaldsa i zapytał o to samo kasjerkę.
      - Ma pan 32 lata?
      - Nie! 47! - zakrzyknął uradowany.
      Do domu wracał przez park. Na jednej z ławek siedziała staruszka.
      - Babciu, jak my?lisz, ile mam lat? - zapytał.
      - Ja niedowidzę, synku. Ale mam taka metodę, ze jak włożę ci rękę w rozporek, to
      poznam wiek.
      - Dobrze - zgodził się mężczyzna.
      Starowinka wsadziła mu rękę w rozporek, gmerała, gmerała, gmerała, aż po
      dziesięciu minutach wyciągnęła i powiedziała:
      - 47.
      - Skąd wiesz?! - zakrzyknął zdumiony mężczyzna.
      - A... hihihi.... stałam za tobą w McDonaldsie.
    • warszawianka_jedna Re: KV 04.04.06, 21:59
      Ranek w akademiku. Student pierwszego roku mówi:
      - Chodźmy na zajęcia, bo się spóźnimy!
      Student drugiego roku na to:
      -E, pośpijmy jeszcze...
      Student trzeciego roku:
      - Może skoczmy na piwo?
      Student czwartego roku:
      - Może od razu na wódkę?
      Jako, że nie mogli się dogadać, udali się do studenta piątego roku, by ich
      rozsądził. Ten zarządził:
      - Rzućmy monetą. Jak wypadnie orzeł, pijemy wódkę. Jak reszka - idziemy na piwo.
      Jak stanie na kancie - śpimy dalej. Jak zawiśnie w powietrzu - idziemy na zajęcia.
    • aankaa Re: KV 07.04.06, 22:25
      Przed bitwa pod Grunwaldem spotykaja sie obie armie. Zadowoleni z tego,
      ze sie wzajemnie odnalezli urzadzaja imprezke. W krzyzackim obozie
      wszyscy urznieci w trupa, klina klinem popychaja, sytuacja trwa kilka dni.
      Pewnego poranka budzi sie Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierajac
      podawana mu flaszke, pyta slugi:
      - Co to my dzisiaj mamy?
      - Dzisiaj ma byc bitwa, Wielki Mistrzu...
      - O k...a... - powiedzial skacowany Mistrz przecierajac twarz.
      Gdy juz po paru glebszych Mistrz zaczal kontaktowac, doszedl do wniosku,
      ze zamiast wymordowywac sie wzajemnie mozna by wystawic do walki po
      jednym rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwyciezy.
      Nie bedzie musialo tylu ginac. Jak pomyslal - tak zrobil.
      Wyslali wiec kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gosci z jednym
      mieczem?) z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na calego! Trzeba
      znalezc Jagielle! Po pewnym czasie odnalezli go w koncu najebanego w
      stogu siana. Przystal na wszystko co mu powiedzieli...
      Teraz trzeba wybrac odwaznego do walki. Krzyzacy nie mieli z tym
      wiekszego problemu - wybrali oczywiscie Zygfryda de Loewe -
      najmezniejszego z meznych. Byl to rycerz z drewna nie strugany. 3,80
      wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znalezc dla niego konia. Niestety,
      jakiego by nie przyprowadzili, to albo sie zalamywal albo Zygfryd
      kolanami o ziemie szorowal... Sytuacja beznadziejna. Na szczescie Wielki
      Mistrz mial znajomosci u Hannibala.
      -Masz tu ode mnie tego sloniokonia - na pewno bedzie dobry.
      Rzeczywiscie, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykal. Kolejny
      problem to miecz: szukaja i szukaja, ale zaden nie jest dobry.
      Najwiekszy miecz jaki znalezli w calych Prusach to Zygfryd w trzech
      palcach trzymal! To przeciez bez sensu! Poszli wiec do kowala, aby wykul
      odpowiednie oreze. Kowal wykul najpotezniejszy miecz jaki istnial -
      siedmiometrowy! Zygfryd zwazyl go w reku, jak machnal, to za jednym
      zamachem scial 14 debów! No, tym to moge walczyc!
      Pozostala jeszcze zbroja. Jakiej by nie znalezli to albo za mala, albo
      jakas taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykul odpowiednia
      zbroje dla Zygfryda. Zajebista plytówka - pasowala jak ulal, zdobiona
      zlotem i nader wszystko wytrzymala. Zygfryd byl gotowy do walki.
      Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiello szuka ochotnika,
      ale nikt sie nie zglasza. Król postanawia wziac ich sposobem - polewa
      dodatkowa porcje miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie najebani
      nie chca walczyc. Jagiello poszedl do starego druha - Zawiszy Czarnego.
      Niestety, ten nie byl skory do opuszczania domu.
      - Ubrudze sie tylko, jeszcze moze mi sie cos stac... Daj mi spokój!
      Kolejny byl Macko z Bogdanca - ale ten równiez nie byl chetny.
      - Tu Jagienka na mnie czeka, a ja sie bede gdzies po jakis polach bitwy
      chedozyl? Nie ma mowy!
      Nastepny Jurand - ale ten ma oczy wylupane! BEZNADZIEJA! Zalamany Król
      wzial sznur i poszedl do lasu sie powiesic. Idzie i nagle widzi: jakis
      kurdupel - metr dwadziescia - konus taki, ubrany w marna skórzana
      kurteczke, z zardzewiala szabelka u pasa, opiera sie o drzewo i napruty
      jak worek... spawa. U Króla pojawila sie iskierka nadziei, takie male
      swiatelko w tunelu. Podchodzi i pyta, czy ten sie zgodzi na walke.
      - No pewnie! - odpowiedzial napierdolony totalnie glos. Nie byl w stanie
      powiedziec nic wiecej.
      Teraz trzeba go wyposazyc. I tu problem. Jakiego konia by nie znalezli,
      to dla malego Polaczka olbrzym. Nie utrzymalby go nawet. Olali sprawe.
      Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie byl w stanie uniesc.
      Wyluzowali. Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przyniesli, to dla naszego
      bohatera jak dom wielka - popijawy by mógl w srodku urzadzac. Dali se
      siana. Zostawili mu tylko to co mial - cienka skóre i przerdzewiala
      szabelke. Na koniec poprosili tylko o jedno:
      - Po wszystkim mozesz robic co chcesz, ale w dzien bitwy, na Boga,
      przyjdz trzezwy!
      Slonce wzeszlo, obie armie stoja naprzeciwko siebie. Z szeregu
      krzyzackiego wylania sie wspanialy rycerz. Ale gdzie Polak???... Szukaja
      go i szukaja. W koncu znalezli - oczywiscie nawalony jak dzwonek.
      Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cuca go i wypychaja.
      Na ugietych nogach, zataczajac sie wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw
      niemu wielki Zygfryd de Loewe w blyszczacej zlotem zbroi, z wielgachnym
      mieczem, na poteznym sloniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku.
      Pedzi z ogromna predkoscia, ziemia drzy pod kopytami sloniokonia, drugie
      slonce blyszczy na zlotej piersi Zygfryda (wielki miecz zaslania to
      pierwsze).
      Jagiello wytrzezwial natychmiast i pojal co zrobil. "Ja pier....!
      Przeciez on zaraz zmiazdzy naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w
      puch. Jestesmy juz martwi!" - pomyslal zaslaniajac twarz.
      - W NOGI, k...a, W NOGI!!! - krzyczy Król i wszyscy rura gdzie popadnie.
      Zygfryd de Loewe na swym sloniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk,
      trzask, uniósl sie tylko kurz i dym...
      Wielki Mistrz podjezdza na miejsce potyczki, aby pogratulowac swojemu
      zwyciestwa. Kurz opada, a tu straszny widok: sloniokon lezy z obcietymi
      nogami, parenascie metrów dalej Zygfryd (cale piszczele ma pokrwawione),
      a Polak, tak schlany, ze ledwo stoi na nogach mowi:
      - Gdyby król nie kazał "W NOGI", to bym cie k...a zajebal..."
    • aankaa Re: KV 07.04.06, 23:04
      Dwie gospodynie stoją przy pralce:
      – Jadźka, ale tak między nami... anal już próbowałaś?
      – Nieee, zadowolona jestem z dosi...
      • leniwy_wiesniak Re: KV 08.04.06, 18:54
        Wpadł koleś do szaletu miejskiego, zasiadłna tronie nagle dobiega go głos z
        kabiny obok:
        - Cześć, co słychać??
        Koleś w szoku ale odpowiada:
        - W porządku...
        A tu znowu:
        - I co ciekawego porabiasz?
        Tu pojawiło się zakłopotanie i małe zdziwienie ale ciągnie dalej:
        - Hmm.. no wiesz.. chyba to co ty..
        Postanowił opuścić lokal tak szybko jak się da ale głos go znów dopadł:
        - Mogę wpaść do ciebie na chwilę?
        - Nie... nie, jestem trochę zajęty w tej chwili...
        Szybko zakłada spodnie na dupę i słyszy:
        - Słuchaj, oddzwonie później bo ciągle mi odpowiada jakiś debil z kabiny obok
      • leniwy_wiesniak Re: KV 08.04.06, 18:55

        Wytwory gentleman wychodzi z Ritz Hotel w Londynie na małą przechadzkę. Po
        drodze, gdzieś w rejonie Piccadilly staje przy budce telefonicznej i bierze
        jedną z broszurek oferujących wymyślne usługi seksualne. Po powrocie do hotelu
        wykręca numer agencji.

        Pani z jedwabistym głosem pyta, w czym może pomóc.

        - Hello kotku, możesz pomóc i to jeszcze dzisiaj! Zrobisz mi pięknego loda,
        potem kwadrans "po bożemu", trochę "na pieska", potem pozwolę ci chlastnąć mnie
        kilka razy czarnym batem, by wreszcie na koniec popryskać ci szyjkę i zostawić
        na niej śliczny mokry, perłowy naszyjnik. Co ty na to, kocie?

        Na to jedwabisty głos:

        - Sir, to brzmi naprawdę intrygująco, ale tu jest recepcja. By dzwonić na miasto
        proszę wybrać wpierw dziewiątkę.
    • warszawianka_jedna Re: KV 11.04.06, 15:12
      Któregoś tam pięknego wieczoru jeździliśmy z kolegami
      w poszukiwaniu klem, bo samochód nie chciał odpalić
      (dla tych co nie wiedzą klemy to takie zaciski na akumulator).
      Trafiliśmy w końcu na stację benzynację naszego monopolisty,
      za kasą urocze dziewczę, więc kolega podchodzi i pyta się:
      - Są klemy?
      Pani obsługująca z rozbrajającym uśmiechem również pyta:
      - Do rąk czy do twarzy?
    • leniwy_wiesniak stare, ale tak mi się przypomniało 11.04.06, 20:01
      Jasio z domu dziecka co roku wysyłał listy do Św. Mikołaja. Ponieważ Św.
      Mikołaja nie ma (przepraszam tych, którzy o tym nie wiedzieli i jest ta
      wiadomość dla nich szokiem) pani na poczcie otwierała za każdym razem list i
      odkładała go do szuflady.
      A Jaś co roku prosił o to samo: piłka, rowerek i motorówka.
      W końcu, po trzech czy czterech latach pani na poczcie bardzo żal się Jasia
      zrobiło, pogadała z koleżankami i zrobiły zrzutkę. Jako, że przy pensji pani z
      poczty motorówka jest nierealna, kupiły piłkę i rowerek.
      Zapakowały prezent i wysłały do domu dziecka.

      Tydzień po Świętach przychodzi list od Jasia do Św. Mikołaja:

      Kochany Św. Mikołaju!
      Bardzo dziękuję Ci za piękną piłkę i rowerek. Wiem, że motorówkę też mi
      wysłałeś, tylko pewnie te k***y na poczcie ją zaje**ły.
    • leniwy_wiesniak Re: KV 13.04.06, 12:30
      Manager ze swoją świtą obszedł już wszystkie zakamarki fabryki,
      porozmawiał z kilkoma uśmiechniętymi (i o dziwo znającymi doskonale
      język angielski) robotnikami, aż na koniec dotarł do hali
      produkcyjnej.
      Po chwili zauważył dwóch stojących naprzeciw siebie gości w zaplamionych
      kombinezonach, mocno gestykulujących i przekrzykujących warkot maszyn.
      "Pewnie rozmawiają o jakichś ważnych sprawach produkcyjnych" - pomyślał manager,
      skinął na swoją osobistą tłumaczkę i powiedział:

      - Proszę podkraść się do nich niezauważenie, podsłuchać o czym mówią,
      przetłumaczyć na angielski i wieczorem dostarczyć mi spisaną rozmowę.
      Jestem przecież fachowcem i zdaję sobie sprawę z tego, że więcej
      dowiem się o problemach zakładu z takiej rozmowy, niż ze wszystkich
      papierów i ocen prywatyzacyjnych.

      Wieczorem, po powrocie do hotelu zastał na łóżku kartkę z zapisem
      rozmowy:

      Majster do robotnika: "...wstępuję w intymne związki seksualne z tobą
      i twoją mamą, ty, kobieta lekkich obyczajów, nawet gwałconej tokarki,
      kobieta lekkich obyczajów, nie możesz, kobieta lekkich obyczajów,
      prawidłowo włączyć. Dyrektor, kobieta lekkich obyczajów, polecił w
      żeński organ rozrodczy, kobieta lekkich obyczajów, wejść z tobą w
      intymne związki seksualne w tylnej linii bioder, kobieta lekkich
      obyczajów, jeśli przez ciebie pasywny homoseksualisto znowu nie
      wykonamy, kobieta lekkich obyczajów, tego nie podobnego do męskiego
      organu rozrodczego planu, kobieta lekkich obyczajów, który musi zrobić
      gwałcona z tyłu w linii bioder fabryka."

      Robotnik do majstra: "Majster to mógł wstąpić w intymne związki
      seksualne ze swoją mamusią, ja już wstąpiłem w intymne związki
      seksualne w tylnej linii bioder z panem dyrektorem, i nie będę
      wchodził w takie związki, kobieta lekkich obyczajów z gwałconymi
      tokarkami. A co najważniejsze na męskim organie rozrodczym wiszą mi
      wszystkie, kobieta lekkich obyczajów, plany tego gwałconego zakładu."

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka