tukee
23.12.05, 23:48
Nie wyobrazalam sobie, ze przygotowywanie karpika tyle ma w sobie
okropienstwa. Poniewaz lubie gadac - jak wszyscy wiecie to wam zapodam
Opowiesc Wigilijna. A bylo to tak. Mamunia moja poszla do sklepu i nabyla dwa
karpie. Ja: Mamuniu, ale jak kupowalas to karpie byly juz ogluszone, taaak? M:
tak, oczywiscie córuniu wybralam z akwarium i mily pan mi je pieknie
wypatroszyl. To jeszcze przezylam. Natomiast to co mi sie najokropniejszego
przyrafilo w ostatnim czasie to wydlubywanie karpich oczu. KOSZMAR nie do
przebicia! Leb juz odciety od reszty ale oczyska jeszcze chciwie lypia na
swiat. Trzeba wiec tak i tak zrobilam. Zanurzyc palec w oczodole, wepchnac oko
do srodka - wtedy slychac takie leciutkie chąstniecie i czuc pod palcem nie
duzy ale jednak opor. Nastepnie trzeba zakrecic palem w oczodole i czujesz ze
juz masz wszystkiego dosyc. Poniwaz nie dasz juz rady to biezesz noz i
wykrajasz karpie oczko i z satysfakcja wyciagasz kule jak przepiorcze jajo z
ciagnaca sie z tym calym jajkiem zylka. To bylo pierwsze oczko, zostaly
jeszcze trzy. Dwa kolejne sprawiasz juz z wprawa prawdziwego mordercy ale juz
przy czwartym padasz i ruchy noza w rybim oczodole nie sa juz tak sprawne jak
za drugim i trzecim razem. W zwiazku z tym i chcecia zakonczenia calego
koszmaru ostatnie oko karpia ktore zostalo do wyjecia rozlewa sie w krwawą
czereśnię. Tak to bylo i ja to zrobilam.