kwiat_paproci
21.08.04, 19:06
Od razu sprowadzę wszystkich moich fanów na ziemię, że chyba nic z tego nie
będzie. Ale może zacznijmy od początku:
Kfiatek przyszedł sobie do Chadeku około godz. 15.30, prosto z roboty. Byłam
więc głodna (sławy, oczywiście ;-), brudna i zmęczona. Pomyślałam sobie, że
pewnie pół godziny i z głowy. A gdzie tam. Spędziłam tam ponad 2 godziny. Od
razu w oczy me uderzył widok połowy I LO, które, jak wiadomo, słynie z
ponadprzeciętnej muzykalności (ironia). Wśród ogółu przeważały napalone
cziksy, takie strasznie mrrroczne dziewczęta, których było chyba nawet więcej
niż cziks, no i Kfiatek. Było jeszcze parę "normalnych" osób, ale wliczam je
jako błąd statystyczny ;-) Ku mojemu zasmuceniu było bardzo mało
przedstawicieli płci powszechnie uważanej za brzydszą (z czym nie do końca
się zgadzam). W środku panował niemiłosierny tłok. Dodatkowo, dowiedzieć się
skąd należy brać ankiety graniczyło z niemożliwością. Kfiatek jednak pokornie
stanął w kolejce i zapytywał kolejne osoby, o co w tym, k***, chodzi. Po
chyba godzinie rzucono sępom na pożarcie garść ankietek, no i Kfiatek ochoczo
zabrał się za wypełnianie debilnego kwestionariusza. Były tam pytania, m.in.
o swojego idola, dlaczego akurat ja, tytuł i autora piosenki, największe
osiągnięcie i kilka słów od siebie. Kfiatkoska ostatecznie zdecydował się
na "60 miles an hour" New Order, bo uznała, że ta piosenka jest git i
niespecjalnie trudna. Potem jeszcze czekała mnie jakaś godzina przepychania
się w bliżej niesprecyzowanym tłumie. Przyznaję, że przez moment miałam nawet
ochotę złożyć tam się w harmonijkę z powodu odwodnienia, ale uznałam, że
lepiej nie robić trzody, bo "jeszcze mnie ktoś znajomy zobaczy". Wreszcie
otworzyły się wrota prawdy i Kfiatek z 3 innymi osobami wszedł do tzw.
poczekalni. Wcale 2 z nich nie znałam ;-) Drogą losowania wytypowano, że
Kfiatek pójdzie na drugi ogień, no i tak się stało. A teraz najważniejsza
część. Przy wejściu przywitał mnie miły pan, zabrał moje klamoty i zręcznym
ruchem przykleił mi na piersi numerek (zboczeniec!). W środku przy stoliczku
siedziało sobie znane z ekranów telewizorów żiri w składzie: Pan Redaktur
Moskal, 2 krótkowłose panie w wieku przedklimakteryjnym, jeszcze jeden pan,
no i pan od numerków, który okazał się panem kamerzystą. Z której strony, by
na nich nie spojrzeć, to nie przypominali Kuby Powiatowego i jego ziomali.
Kfiatek zdenerwowany na maksa coś tam zaczął bredzić, że się wcale, ale to
wcale nie denerwuje, a redaktur Moskal dodał: "Będzie dobrze, bo to bardzo
zdolna dziewczyna". Powages. No i jak pan od numerków dał mi znak, to
zaczęłam śpiewać, ale nawet nie zdążyłam dojść do refrenu, bo mi przerwała
pani blondi (dewotka!). Pani ruda zaczęła mówić, że mam jeszcze zaśpiewać...,
no ale pani blondi jej przerwała i powiedziała, że właściwie, to wystarczy i
że się skontaktują (każdemu tak mówili). No i dupa, czyli koniec. Mam
nadzieję, że nie będą mnie pokazywać jako kosmitę. Więcej nic nie oczekuję. A
jak sama oceniam swój wiekopomny występ? Pierwsza część wyszła mi naprawdę
nieźle i z niej jestem bardzo zadowolona, za to druga wyszła mi trochę zbyt
piskliwie. Jestem natomiast zawiedziona, że byłam strasznie spięta i
zdenerwowana i nie udało mi się użyć opcji "urok osobisty i wyjątkowa
błyskotliwość", na którą tak liczyłam. Nawet protekcja pana Redaktura mi
chyba nie pomoże. Po wyjściu jeszcze tylko chwila dla fotoreporterów, no i
można było wracać do domu. Oczywiście numerek na piersi schowałam głęboko pod
sweterkiem, bo to przecież syf i komercha (jeszcze by mnie ktoś zobaczył ;-)
Nie smucę się, jeszcze tylko trochę poćwiczę oddychanie przeponą i wystartuję
w 15. edycji Idola :DDD