Warszawa po Lechu Kaczyńskim

02.01.06, 16:28

Jakim Prezydent był prezydentem ?
“Prezydenturę Warszawy traktuję jako sprawdzian możliwości wprowadzenia do
polskiej polityki nowej jakości rządzenia. Jeśli nie uda się w Warszawie, to
znaczy, że nie ma szans w kraju” – powiedział Lech Kaczyński w grudniu 2002
r., jeszcze przed zaprzysiężeniem na prezydenta stolicy.
Był prezydentem Warszawy przez ponad trzy lata (urzędowanie zaczął 18 grudnia
2002 r.). Zgodnie z zapowiedziami z kampanii wyborczej zaczął od
przeprowadzenia gruntownych porządków w Ratuszu, pod hasłem oczyszczania
miasta z ludzi tzw. “układu warszawskiego”. Chodziło o układ biznesowo-
towarzyski firmowany nazwiskami grupy stołecznych polityków PO i SLD,
podejrzewanych o niejasne interesy, głównie związane z najważniejszymi
inwestycjami stołecznymi
    • kochamchelm Re: Warszawa po Lechu Kaczyńskim 02.01.06, 16:29
      Już na początku urzędowania, na fali walki z upiorami przeszłości, Kaczyński
      zwolnił z pracy setki ludzi. Na najbardziej eksponowane stanowiska –
      wiceprezydentów i dyrektorów – zatrudnił swoich współpracowników, głównie z
      czasów, gdy szefował Najwyższej Izbie Kontroli. Większość z nich już nie
      pracuje w stołecznym urzędzie: po ostatnich wyborach trafili do Pałacu
      Prezydenckiego lub zajęli stanowiska w rządzie.

      Trzy lata rządów Kaczyńskiego w stolicy minęło bez większych afer. Prezydent-
      szeryf skupił się przede wszystkim na śledzeniu nieprawidłowości w działaniach
      poprzedników. Do prokuratury trafiły dziesiątki doniesień o popełnieniu
      przestępstwa – m.in. w sprawie tzw. afery mostowej, spółki zajmującej się
      budową ratusza w Wilanowie, sprzedaży Gminnej Gospodarki Komunalnej Ochota. Sam
      Kaczyński nie umiał odpowiedzieć dziennikarzom na pytanie, ile tych zawiadomień
      było. Większość sygnałów prezydenta została jednak bez echa: prokuratura masowo
      umarzała postępowania. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy to zamieszani w
      rzekome afery urzędnicy i samorządowcy mieli niepodważalne dowody niewinności,
      czy może prezydent, kierowany chęcią oczyszczenia miasta, szedł do prokuratury
      ze sprawami, w których miał jedynie podejrzenia, a nie dowody.

      Do tropienia nieprawidłowości w Ratuszu powołano zresztą biuro audytu i
      kontroli wewnętrznej. Dzięki temu udało się na gorącym uczynku przyłapać
      dyrektora stołecznego biura informacji i promocji turystycznej Adama R., który
      miał przyjąć pieniądze od interesanta “w zamian za nawiązanie współpracy”.
      • kochamchelm Re: Warszawa po Lechu Kaczyńskim 02.01.06, 16:31
        Przesunięcie ciężaru działań miasta na bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną i
        stworzenie przyjaznych urzędów opłaciło się prezydentowi. Choć Lech Kaczyński w
        wyborach prezydenckich uzyskał w stolicy gorszy wynik od Donalda Tuska, to i
        tak w porównaniu z innymi dużymi miastami nie była to porażka miażdżąca. Sam
        polityk PiS tłumaczył ją faktem, że stolica to miasto liberalne i dlatego nie
        wygrał ze swoim przeciwnikiem z PO. Zresztą jako gospodarz siłą rzeczy był tu
        lepiej znany i zdecydowanie surowiej oceniany niż jego rywal.

        – Warszawiacy, kiedy jadą samochodem i w drodze jest dziura, od razu myślą o
        Kaczyńskim. Tak samo, kiedy stoją w korku i przypominają sobie niespełnione
        obietnice budowy Mostu Północnego. Do ludzi spoza stolicy takie sygnały nie
        docierają. Oni postrzegają Kaczyńskiego przez symbole, takie jak choćby
        otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego – mówi Bartłomiej Biskup z Instytutu
        Nauk Politycznych UW.

        Przegrana prezydenta w stolicy mogłaby być wyższa, gdyby nie ta spektakularna
        inwestycja, tak ważna dla warszawiaków czujących związek z tradycjami
        patriotycznymi. Na to historyczne zadośćuczynienie czekali 60 lat.

        Co z innymi instytucjami kulturalnymi w stolicy? Warszawa utrzymuje 18 teatrów.
        Dotacje dla nich wzrosły z 56 mln w 2002 r. do 81 mln zł w 2005. Na
        funkcjonowanie domów kultury miasto wydało w 2005 r. 51,4 mln zł – prawie dwa
        razy więcej niż w 2003 r.

        Miasto chętnie wspomaga kulturę oficjalną. Do tej offowej, niezależnej, nie ma
        już tak przychylnego podejścia. – Obserwując chociażby problemy klubu “Le
        Madame”, odnoszę wrażenie, że brakuje przychylności władz dla awangardowych,
        niezależnych projektów. Dobrze by było, gdyby wśród urzędników odpowiedzialnych
        za rozwój kultury w mieście znalazł się ktoś z otwartym światopoglądem, inną
        mentalnością – mówi Katarzyna Nowicka Novika, muzyk, piosenkarka, DJ i
        dziennikarka w jednym.

        Organizowane w “Le Madame” koncerty, wystawy, pokazy filmów młodych twórców i
        klasyków przyciągają tłumy. Miasto chciało jednak klub eksmitować po tym, jak
        odzyskało prawa do kamienicy, w której się mieści. Ostatecznie sprawa “Le
        Madame” nie została rozstrzygnięta. Złośliwi twierdzą, że klub mógł mieć
        kłopoty ze względu na jednoznaczny stosunek władz miasta do środowisk
        gejowskich, z którymi był kojarzony.

        Że za ludźmi o odmiennych preferencjach seksualnych Kaczyński nie przepada,
        dowiódł podczas Parady Równości. Oficjalnie jej zakaz był spowodowany tym, że
        organizatorzy nie dostarczyli do Ratusza pełnej dokumentacji potrzebnej do
        uzyskania pozwolenia na przemarsz. Lech Kaczyński otwarcie mówił jednak, że nie
        zgadza się, by homoseksualiści na ulicach stolicy obnosili się ze swoją
        seksualnością. Parada odbyła się wbrew zakazowi. Badania opinii społecznej
        pokazały jednak, że podobnego zdania co Lech Kaczyński jest większość Polaków.
        To, co niektórzy nazwali porażką demokracji, okazało się politycznym sukcesem
        kandydata na Prezydenta RP.
        • kochamchelm Re: Warszawa po Lechu Kaczyńskim 02.01.06, 16:32
          Sukcesem nie można z kolei nazwać tego, co przez trzy lata działo się z
          inwestycjami miejskimi. Zresztą Kaczyński przyznawał niejednokrotnie, że nie są
          one jego najmocniejszą stroną.

          Usprawiedliwiał się nie bez przyczyny – w tej dziedzinie nie spełnił wyborczych
          obietnic. Zapowiadał, że w 2006 r. rozpocznie się budowa Mostu Północnego,
          który ma połączyć Bielany z Białołęką, jednak przez trzy lata jego urzędnicy
          nie potrafili nawet wykupić wszystkich działek pod budowę przeprawy, choć
          miasto miało na to pieniądze. Kłopot jest także z projektem mostu: firma, która
          dwukrotnie przegrała konkurs architektoniczny na jego koncepcję, zaskarżyła
          wyniki do sądu i wygrała sprawę w pierwszej instancji.

          Wlecze się niemiłosiernie dokończenie budowy pierwszej linii metra. Za rządów
          Kaczyńskiego oddano tylko jedną nową stację. Zawiedli miejscy urzędnicy, którym
          nie udało się pozyskać 300 mln zł dotacji z UE.

          Jednak w kategorii pozyskiwania środków unijnych Warszawa i tak może być
          przykładem. Na rozbudowę i modernizację oczyszczalni ścieków “Czajka” przyznano
          jej 248 mln euro, czyli ok. miliarda złotych. Tak dużej kwoty nie udało się
          jeszcze wywalczyć na żadną polską inwestycję, zaś w kategorii projektów
          związanych z ochroną środowiska to jedna z największych dotacji, jakie zostały
          w ogóle przyznane w Europie.

          Nie ruszyła natomiast rewitalizacja Krakowskiego Przedmieścia (prace miały
          rozpocząć się wiosną 2005 r.). Nie widać końca zamieszania wokół odbudowy
          pałaców Saskiego i Bruhla: dwukrotnie powtarzano już przetargi. Władzom
          zabrakło też siły, by zmienić wygląd placu Defilad. Ścisłe otoczenie Pałacu
          Kultury i Nauki, oszpecone blaszanymi halami i prowizorycznymi parkingami,
          nadal wygląda bardziej jak przypadkowa układanka z niepasujących do siebie
          klocków niż centrum europejskiej metropolii. I nic dziwnego. Budować nowych
          obiektów tu nie można, bo plac nie ma jeszcze uchwalonego planu
          zagospodarowania przestrzennego, tak samo zresztą jak 80 proc. terenu stolicy.
          A to hamuje choćby budownictwo mieszkaniowe.

          Mieszkania w stolicy są niezwykle drogie. Deweloperzy prześcigają się w
          wyznaczaniu maksymalnych cen za metr kwadratowy – ostatni rekord to 21 tys. zł.
          O rekordowo tanich inwestycjach mieszkaniowych nikt nie słyszał. Z powodu braku
          planów deweloperzy muszą czekać na warunki pozwolenia na budowę. Jak długo? –
          Na przykład rok – mówi Rafał Szczepański, analityk warszawskiego rynku
          budowlanego i prezes spółki deweloperskiej “Juvenes”. – Czas płynie, a koszt
          budowy wzrasta. Żeby więcej i taniej budować (nie tylko w stolicy), trzeba też
          zmienić prawo. W tej chwili pozwala ono wielokrotnie oprotestowywać inwestycje,
          a do czasu rozpatrzenia protestów przez sąd nie można budować. Znów płynie czas
          i koszty wzrastają.

          Szczepański ostrożnie ocenia zaangażowanie Lecha Kaczyńskiego w rozwój
          budownictwa mieszkaniowego. – Kiedy przyszedł do Ratusza, musiał zająć się
          rewolucją administracyjną spowodowaną zmianami w ustawie warszawskiej,
          dającymi mu większe kompetencje niż poprzednikom. To zabrało mu jakiś czas.
          Trafił też na złą sytuację na rynku mieszkaniowym. Zresztą miał od początku
          inne priorytety, np. bezpieczeństwo – podsumowuje prezes.

          Można było zrobić więcej

          Czy stolica bezpieczniejsza niż kiedyś, jeśli kojarzona z aferami, to już tylko
          tymi z przeszłości, ale jednocześnie wciąż pogrążona w komunikacyjnym i
          urbanistycznym nieładzie, może być atrakcyjna dla zachodnich inwestorów? W
          prestiżowym rankingu “European Cities Monitor” międzynarodowej firmy doradczej
          Cushman&Wakefield Healey&Baker, który klasyfikuje największe europejskie
          metropolie pod względem atrakcyjności dla inwestorów, Warszawa zanotowała od
          2002 do 2004 r. awans o sześć lokat – z 26. na 20., a w 2005 r. utrzymała tę
          pozycję.

          – Zainteresowanie zachodnich inwestorów jest duże, ale można było zrobić
          więcej, by podwyższyć atrakcyjność miasta – ocenia Andrzej Arendarski, prezes
          Krajowej Izby Gospodarczej. – Przede wszystkim należało zainwestować w
          infrastrukturę: drogi, dojazdy do stolicy, objazdy Warszawy. Decyzje o
          położeniu nacisku na te sprawy należą wprawdzie do władz państwowych, ale i
          Ratusz ma w nich udział. Radziłbym także, by stolica, zamiast zaciągać kolejne
          kredyty bankowe, wykorzystała możliwości, jakie dają obligacje. Bolączką
          Warszawy jest to, że nie ma zapowiadanego Mostu Północnego i nie rozpoczęła się
          budowa drugiej nitki metra. Trzeba też zainwestować w promocję stolicy. Wrocław
          czy Gdynia mają w tym zakresie bardziej przemyślaną politykę. I przydałoby się
          duże centrum kongresowe, takie jak w Pradze czy Budapeszcie. Miasto ma
          olbrzymie szanse na przyciągnięcie inwestycji, bo ma coraz lepszą opinię u
          przedsiębiorców. Nie słyszałem, by skarżyli się na jakieś utrudnienia ze strony
          urzędników. Skargi były, ale dotyczyły poprzednich władz miasta.
    • ole707 Re: Warszawa po Lechu Kaczyńskim 06.01.06, 19:37
      Ciekawe czyu watrszawioacy się smucą, że odszedł!!!!!!!!!!!
Pełna wersja