kochamchelm
08.12.03, 23:11
Czy tylko w Chełmie?
Forum SBP w Nałęczowie 18 września br. a także wypowiedź dyrektora
Biblioteki Narodowej Michała Jagiełły na międzynarodowej konferencji 20
listopada br. skłaniają do refleksji nad przyszłością naszej organizacji.
Jak długo będziemy spolegliwi w stosunku do władz, jak długo jeszcze
będziemy przyglądać się na to co się dzieje na podwórku bibliotekarskim?
Panie dyrektorze, apel Pański o apolityczność bibliotek jest spóźniony.
Uruchomiona, w ostatnim czasie, karuzela na stanowiskach dyrektorskich w
bibliotekach każe domniemywać, że organizatorzy placówek traktują je jako
synekurę dla swoich kolesiów, którym nie udało się zabezpieczyć
intratniejszych posad. Nie liczą się w tym wypadku koszty wymiany
doświadczonej kadry, nie liczą się straty wynikłe z nieprzemyślanych decyzji
likwidacji placówek, ważne że wywiązują się z przyrzeczeń danych swoim
poplecznikom w trakcie kampanii wyborczej a ponadto jako ignoranci w
zawodzie będą ślepo wykonywać polecenia władz w zakresie szukania
oszczędności. Doszliśmy do ściany w normach zakupu nowości, ale można
przecież znaleźć oszczędności na drodze ograniczania dostępu, czytaj
likwidacji sieci bibliotek w miastach, ograniczenia zatrudnienia fachowców.
Pamiętam okres przekazania samorządom bibliotek gminnych, wówczas również
pierwsze decyzje dotyczyły likwidacji filii bibliotecznych oraz wymiany
wykształconej kadry na nieprzygotowaną do zawodu, gdyż ta była tańsza. Z
tamtego okresu powinniśmy wyciągnąć wnioski i nie dopuścić do "powtórki z
rozrywki".
W Chełmie wybrana władza samorządowa, przerażona dziurą budżetową (pamiętamy
obraz Prezydenta miasta, który zasłabł po uświadomieniu sobie problemów z
jakimi będzie musiał się borykać) podjęła decyzję wymiany 100 % kadry
kierowniczej w placówkach kultury, czyniąc ich niejako odpowiedzialnymi za
tę dziurę. Nowi dyrektorzy nie dość że nie legitymują się fachowym
przygotowaniem to nie posiadają żadnego doświadczenia w pracy w jednostkach
kultury czy nawet w kierowaniu zespołami ludzkimi
Powołani na te stanowiska zostali zobowiązani do drastycznego ograniczenia
kosztów. W bibliotece dokonano zmiany nie tylko dyrektora ale i jego
zastępcy. Nowi szefowie, wynagradzani szczodrze, opracowali nowy regulamin
organizacyjny biblioteki, likwidując bądź łącząc wiele działów. Między
innymi połączono dział księgowości z działem administracyjnym, zlikwidowano
w przeddzień akcesji do Unii Europejskiej Ośrodek Informacji Europejskiej,
drastycznie ograniczono prenumeratę czasopism, zlikwidowano największą
placówkę biblioteczną obsługującą ponad 4000 czytelników rocznie. Działania
te miały przynieść 30 tys. złotych oszczędności na czynszu, które to
Dyrekcja zamierza przeznaczyć na zakup nowości wydawniczych. W tym wypadku
pragnę poinformować, że tych oszczędności w budżecie miasta nie będzie,
albowiem był to lokal Domu Kultury również utrzymywany z tego samego budżetu
i wszystko jedno jaka forma działalności zastąpi wypożyczalnię i czytelnię
zużycie energii, ciepła i wody pochłonie z budżetu miasta co najmniej taką
samą o ile nie większą kwotę pieniędzy. Tyle tylko, że te 30.000 zamiast via
biblioteka trafi bezpośrednio do administratora obiektu.
Do ciekawszych, czytaj kuriozalnych, decyzji można zaliczyć pomysł nadania
nowych (porządkujących?!) numerów filiom bibliotecznym, wymagająca od
bibliotekarzy przestemplowania dziesiątków tysięcy książek i nadania im
nowych numerów inwentarzowych, nie wspominając o zamieszaniu wywołanym wśród
czytelników.
Jedynym, wymiernym efektem tych działań jest ograniczenie dostępu do
książek. W siedemdziesięciotysięcznym mieście pozostało zaledwie 4 placówki
biblioteczne (w latach osiemdziesiątych było ich 9). Podobno czytelnik,
jeżeli potrzebuje dotrze do biblioteki nawet oddalonej o kilka kilometrów.
Przeprowadzone zmiany kadrowe w działach merytorycznych uzasadniają obawy,
że w placówce pracować będą wyłącznie pokorni i poddani. Wszyscy,
merytorycznie sprawdzeni bibliotekarze, którzy nie kryją swoich opinii są
pozbawiani funkcji kierowniczych, przenoszeni do innych działów, placówek
bądź są zwalniani. Wszelkie, podejmowane przez dyrekcję decyzje nie maja
prawa być dyskutowane czy poddawane w wątpliwość. Pozbawienie zaś
bibliotekarzy dostępu do literatury fachowej przyczyni się do obniżenia
poziomu wiedzy fachowej a co za tym idzie świadczonych usług. "Poradnik
Bibliotekarza" prenumerowany jest nawet przez gminne biblioteki.
Tu ciekawostka. Jako największa organizacja społeczno-zawodowa mamy prawo
opiniować kandydata na stanowisko dyrektora ale nie mamy prawa wydawać
opinii w sprawie tak istotnej jak zmiana regulaminu organizacyjnego
biblioteki. Ponadto jako pozbawieni ochrony prawnej przed zwolnieniem, wielu
członków zarządów woli nie podejmować decyzji które świadczyły by, że mają
odmienne zdanie, że są przekonani o szkodliwości proponowanych rozwiązań. W
Chełmie, organizator zwrócił się do organizacji po opinię kandydata na
dyrektora po tym jak pełniący obowiązki dokonał szeregu zmian kadrowych,
zwalniając między innymi przewodniczącego Zarządu Oddziału i Członka Zarządu
Głównego. O tym, że było to posunięcie przemyślane świadczy fakt iż Sąd
Pracy, do którego zwrócił się Przewodniczący, uznał podane w wypowiedzeniu
umowy przyczyny nie odpowiadają prawdzie: "...Jako powód wypowiedzenia
Witoldowi Sulimierskiemu umowy o pracę pracodawca wskazał na piśmie
przyczyny ekonomiczne i zmiany organizacyjne związane ze zmniejszeniem
obsady etatowej i liczby działów..., Wskazana przez stronę pozwaną przyczyna
nie była prawdziwa, gdyż w okresie wypowiedzenia powoda i po jego upływie, z
Katarzyną Bedlińską-Polak zostały zawarte umowy o pracę na czas określony
najpierw od dnia 1 lipca 2003 do 30 września 2003 a następnie od dnia 1
października 2003 roku do dnia 1 marca 2004 roku....." W atmosferze
zastraszenia Zarząd (bez udziału Przewodniczącego) wydał opinię "...nie
widzimy przeszkód..."
Chyba najwyższy czas, by dzwonić na alarm. Nie jest to, jak sądzę, jedynie
problem Chełma. Jako organizacja społeczno-zawodowa mamy prawo a nawet
obowiązek zabierania głosu w istotnych dla bibliotekarstwa sprawach. Lecz by
głos nasz był niezawisły powinniśmy uzyskać ochronę prawną. Dzisiaj związek
zrzeszający 12 członków ma zagwarantowaną ochronę nawet gdyby była to
czwarta organizacja związkowa w zakładzie, natomiast organizacja skupiająca
80% załogi takiej nie posiada.
Już teraz odbieram głosy, po co należeć do takiej organizacji, z którą można
się nie liczyć, której rola ograniczona zostanie do organizowania
uroczystości jubileuszowych pracownikom i Dnia Bibliotekarza.
Witold Sulimierski
Przewodniczący Zarządu Oddziału
Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich w Chełmie
Członek Zarządu Głównego SBP