Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    związki, byc czy nie być?

    24.11.09, 07:51
    Witam, rozeszłam się z facetem na jakis czas.. mamy dziecko. Piszę ,
    bo mam pytanie do osób, które są w podobnej sytuacji lub były. Czy
    warto być dalej w związku , gdzie dopiero zaczęłam terapię, a tak
    naprawdę odkryłam te wady: ciągle skupiam się na nim, odpycham i
    przyciągam oraz mam ten strach, przed porażką, że nie sprostam, że
    będzie znów jak było. Do tego idealizuje partnera, a wymagania też
    mam duże. Facet też ma problemy brak wiary w siebie. Nie poddaje się
    próbom, boi się , że poniesie klęskę i nic nie robi. Jestem w kropce.
    Na terapie też nie chce iść, bo to kolejna porażka tak to widzi.
    Jestem w złej sytucji finansowej. Sama nie dam rady, ale tym napewno
    nie chce się kierować. Pomocy!!!
    Obserwuj wątek
      • kajda28 Re: związki, byc czy nie być? 24.11.09, 08:23
        Dlaczego się rozeszłaś? Jaki jest powód?
        I co znaczy na jakiś czas?!!!
        Powiem Ci że jeszcze półroku temu uważałabym że rozejście się to nic
        złego, i jak jest źle to lepiej odejść. Teraz powoli staje się
        przeciwniczką rozwodów- o ile to nie jest naprawdę konieczne. Nie ze
        względów finansowych, ale właśnie na dziecko, zawsze jego
        największym marzeniem będzie aby tata i mama byli razem. Więc jeżeli
        on nie jest tylko zły, patologiczny, agresorem to chódź na terapię i
        być może swoim "nowym" zachowaniem zmienisz i jego a napewno zmienią
        się Wasze relacje.
        • mamamisiasia Re: związki, byc czy nie być? 24.11.09, 11:25
          a czasami jest tak, ze to w nas jest problem i kolejny zwiazek
          bedzie tylko powtórką poprzedniego, bo kobieta wybiera podobnego
          partnera i przezywa podobne emocje. Nic się nie dzieje bez przyczyny
          i podswiadomie doskonale czlowiek wie z kim się wiąże zanim
          świadomie pozna walory partnera. Terapia pozwoli Ci ułożyć i
          spojrzeć zupelnie z innej perspektywy na swoje życie. I biorąc pod
          uwagę jakie emocje mna targały (i w zasadzie dalej, chociaż już
          lepiej poukładane) na poczatku terapii i jak fatalnie się czułam,
          bałabym sie wchodzić w nowy związek.
      • nowe-ja Re: związki, byc czy nie być? 24.11.09, 19:43
        niestety on ma słby kręgosłup , teraz oświadczył mi, że zamiast
        pójść do dodatkowej pracy , która dała by na spokój weżmie kasę od
        mamy , która jest wiekową kobieą i sama nie ma. Dla mnie to sygnał,
        że nie chce odpowiedzialnie stanąć na nogi, w sumie robił juz tak
        zawdsze liczył tylko na kogoś, leczyć też nie chce się. Nawet nie
        wei sam czego chce. To nie ma sensu , bycie z drugim dzieckiem na
        szyji uwiązanym.
        • kajda28 Re: związki, byc czy nie być? 24.11.09, 21:08
          > czy mam poswięcić dziecko dla niego , bo on nie chce sie leczyć?
          > jeśli on nie zacznie terapii , to i tak nic z tego nie będzie
          > dobrego.

          Nie poświęcisz dziecka dla niego jak od niego nie odejdziesz. Nie
          wykręcaj się dzieckiem. Jemu będzie najlepiej w pełnej rodzinie.
          Pracuj nad sobą, rozmawiaj z mężem, w trakcie terapii będzie się
          wszystko zmieniać, ty się będziesz zmieniać, twoje postępowanie. Wg.
          mnie powinnaś zrobić wszystko aby ratować ten związek. Jest bardzo
          duże prawdopodobieństwo że następny Twój partner będzie podobny do
          obecnego, a pogodzenie całej tej sytuacji będzie dużo bardziej
          trudniejsze jak teraz. Z tego co opisujesz nie jest on złym
          człowiekiem, postępuje tak jak mu się pozwala.
          • nowe-ja Re: związki, byc czy nie być? 24.11.09, 21:21
            Chodzę na terapię , ale on nie i nie chce sie leczyć do tego będzie
            słuchał mamusi, to kto dla niego jest ważnieszy? my czy mama. Chyba
            lepeij będzie dziecku jak będzie miało spokój z 1 rodzicem, a nie
            ciągle dziwną atmosferę. Mnie to przeraża bo o to nie trwa ro dwa,
            trzy lylko latami. Myślę, że tak dlaej nie może być..
            • kajda28 Re: związki, byc czy nie być? 24.11.09, 22:45
              To Twoja decyzja, ja piszę z perspektywy rozwódki. 3 lata temu z
              dwójką dzieci odeszłam od męża, i dopóki byłam sama było wszystko
              ok, teraz kiedy mam nowego partnera zaczynają się schody. Dzieci b.
              kochają swojego tatę i bardzo by chciały aby z nami mieszkał- pomimo
              że nie widzą go po 7 m-cy w roku. Tym bardziej że właśnie zaczęłaś
              coś robić ze sobą, że zaczęłaś zmieniać swoje życie. Nie wiem co mu
              mówi mama, może spróbuj z nią pogadać, może razem uda wam się
              namówić go do wizyty u ortopedy, jej przecież też pewnie zależy aby
              jej syn był zdrowy.
              • nowe-ja Re: związki, byc czy nie być? 25.11.09, 02:16
                on nie wierzy w siebie od samego początku , przed naszym związkiem
                mówił, że nie ma marzeń.. nie ma iśc do ortopedy tylko na terapię,
                lecz nie chce, jego wybór. Myśle, że jest DDD teraz mieszka ze
                swoimi rodzicami, nic się nie zmieni, jeśli obydwoje nie pójdziemy
                na terapię, jest kompletnie nieodpowiedzialny.Oświadczył mi teraz,
                że zamiast pójść do pracy dodatkowej, mam będzie płacić jego
                rachunki. Przezież ja bym wzięła tę pracę jeśli powiedział by mi
                prawdę, że jej nie chce. Jego matka nie chce ze mną rozmawiać. Za
                dużo jest na "nie", nie widzę sensu. On nie ponosi
                odpowiedzialności, ma myśli samobójcze od kiedy pojawiło się
                dziecko, dowiedziałam się o tym teraz, obarcza mnie tym, że to
                przezemnie. Trudna sprawa..
          • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: związki, byc czy nie być? 25.11.09, 12:04
            kajda28 napisała:

            > Nie poświęcisz dziecka dla niego jak od niego nie odejdziesz. Nie
            > wykręcaj się dzieckiem. Jemu będzie najlepiej w pełnej rodzinie.

            Odebrałem Twoje słowa jako dość agresywne i oceniające. Masz swoje doświadczenia, ale dlaczego zakładasz, że u kogo innego będzie tak samo?
      • nowe-ja Re: związki, byc czy nie być? 25.11.09, 13:40
        do pielgrzyma: może podpowiesz mi co najbardziej Ci pomogło w tamtej
        sytuacji? Jak stanąłeś na nogi? Ja się nie poddaję, szukam
        dodatkowej pracy, sklep mi pada, ale spróbuję się przenieś. Ale
        najważniejsze jak zadbać o siebie?
        • liczmond Re: związki, byc czy nie być? 25.11.09, 15:21
          Ja też jestem na terapii i mam nie podejmować nagłych czy tam ważnych
          zmian....ale przecież to ten facet nie chce nic robić ze sobą a nie t a
          kobieta. Wiadomo, nie trzeba od razu rozwodu itp. ale przecież 1 osoba nie
          pociągnie za dwoje. To w tym układzie on podejmuje tą decyzję...o ucieczce od
          problemów. Ja tak to widzę. Nie ma się co śpieszyć i robić coś na szybko ale
          zauważyłem, że terapi ana tyle zmienia ludzi, że im więcej się widzi "lewizny"
          tym mniej się chce mieć z nią do czynienia...
        • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: związki, byc czy nie być? 25.11.09, 20:46
          Chodzi Ci o terapię? To nie wiem jak, cały czas trwa :)

          Jeśli zaś chodzi o zmiany, to myślę, że są co najmniej dwa powody, dla których zobowiązaliśmy się do unikania ich.
          Po pierwsze jak chyba same czujecie - bo tak naprawdę nie wiemy czego chcemy. Zmiany nastroju, zmiany perspektywy, to się dzieje z sesji na sesję niemal.
          Po drugie, bo duża zmiana odciąga nas od terapii. Zamiast myśleć o tym, co się dzieje z nami, zastanawiamy się kto weźmie telewizor, a kto psa, gdzie zamieszkamy, jaką pracę podejmiemy i tak dalej.
          • liczmond Re: związki, byc czy nie być? 25.11.09, 21:12
            Ja nikomu nie proponuje zmian..w ogóle nic nie proponuję. Te zmiany nastrojów
            sam odczuwam i zmienia mi się czasem w głowie jak w kalejdoskopie...ale z
            drugiej strony lepiej o tym pogadać z terapeutą. Ja na początku terapii
            wyprowadziłem się akurat od rodziców...żeby nikogo nie "pozabijać"...ale to
            trochę inna sytuacja. W każdym razie z tego co piszesz to też bardzo trudna i na
            pewno warto poradzić się terapeuty. Ja w wielu sprawach tak robię jak jestem w
            "martwym punkcie". Powodzenia
      • nowe-ja Re: związki, byc czy nie być? 27.11.09, 16:22
        Terapeuta nic nie mówił, żebym nie podejmowała radykalnych zmian..
        dziwne, raczej czuję, że był za tym abym taką osobę co wisi mi
        ciagle na szyi ospuściła sobie, bo ciężko będzie mi przejśc terapię.
        • liczmond Re: związki, byc czy nie być? 27.11.09, 20:22
          Nie wiem pielgrzym ale mam wrażenie, że chyba nie rozumiesz co chce
          przekazać...? Nie pisałem, że ma za ciebie podejmować decyzję...ale ja mam tak,
          że omawiając problem na grupie biorę pod uwagę opinie i doświadczenia innych
          osób pod uwagę i konfrontuje je ze swoim stanowiskiem. Z drugiej strony ten ktoś
          tez pisze na forum i szuka jakiś rozwiązań konfontując swoje przekonania z
          przekonaniami innych. Często jest tak, że punkt widzenia innej osoby może pomóc
          w podjęciu decyzji..i nie ma się co śpieszyć. Decyzję tak czy inaczej
          podejmujemy samodzielnie więc nie wiem dlaczego widzisz w tym problem? Ja kiedyś
          byłem bardzo impulsywny i nie słuchałem nikogo i co ..myślisz że było lepiej? Z
          tym co miałem w głowie trafiłem na terapie bo sam sobie tego pookładać nie mogłem...
          Nowe-ja ja akurat pewne sprawy omawiam z terapeutą czy z grupą nie dlatego, że
          chce od nich gotowe rozwiązanie ale dlatego aby dojść do "prawdziwych" motywów
          swojego postępowania.
          A co do pielgrzyma to mam wrażenie, że masz inną wizję terapii niż ja..
          • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: związki, byc czy nie być? 27.11.09, 20:38
            liczmond napisał:

            > Nie wiem pielgrzym ale mam wrażenie, że chyba nie rozumiesz co chce
            > przekazać...? Nie pisałem, że ma za ciebie podejmować decyzję...ale ja mam tak,
            > że omawiając problem na grupie biorę pod uwagę opinie i doświadczenia innych
            > osób pod uwagę i konfrontuje je ze swoim stanowiskiem.

            I ja przecież w żadnym punkcie tego nie negowałem.

            > Z drugiej strony ten ktoś
            > tez pisze na forum i szuka jakiś rozwiązań konfontując swoje
            > przekonania z
            > przekonaniami innych. Często jest tak, że punkt widzenia innej
            > osoby może pomóc
            > w podjęciu decyzji..i nie ma się co śpieszyć. Decyzję tak czy
            > inaczej
            > podejmujemy samodzielnie więc nie wiem dlaczego widzisz w tym
            > problem?

            Też nie wiem, dlaczego miałbym widzieć w tym problem. Przedstawiłem swoją
            opinię, tylko.

            > Ja kiedy
            > ś
            > byłem bardzo impulsywny i nie słuchałem nikogo i co ..myślisz że
            > było lepiej?

            Myślę, że ten czas przeszły nie do końca jest uprawniony. Odpowiedziałeś mi dość
            impulsywnie, z założeniem, że "widzę problem". Do tego poczułem się atakowany
            przez to końcowe pytanie, jakbym był pod presją - muszę przyznać ci rację.

            > A co do pielgrzyma to mam wrażenie, że masz inną wizję terapii niż ja..

            Całkiem możliwe.
            • liczmond Re: związki, byc czy nie być? 27.11.09, 23:59
              Ja akurat Twoją wcześniejszą wypowiedź tak odebrałem...bo dostrzegłem akurat w
              niej (być może nie takie miałeś intencje) lekką ironię jeśli chodzi o rolę
              terapeuty.
              Poza tym mój sposób komunikacji odbierasz za atakujący swoją osobę lecz nie jest
              to moim celem. Być może widzisz w tych słowach emocje nie moje lecz swoje ?
              Chociaż pisanie, że ten czas przeszły nie jest uprawniony(w stosunku do mojej
              impulsywności?) w tym wypadku ja mógłbym odebrać jako zachowanie
              agresywne/ośmieszające choć domyślam się, że ta lekka drwina w tej wypowiedzi
              była próbą kontrataku (ale to tylko moja opinia). Pisanie na forach ma to do
              siebie moim zdaniem, że ludzie analizując styl pisania tworzą swoje wizje tej
              drugiej osoby co w rzeczywistości być może nie jest ich prawdziwym obliczem...no
              chyba, że ktoś ma olbrzymią wyobraźnię połączoną ze zdolnościami telepatycznymi.
              Pozdrawiam
              • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: związki, byc czy nie być? 29.11.09, 11:57
                Oczywiście, że każdy z nas jedynie mniej lub bardziej udolnie próbuje
                rekonstruować intencje drugiej osoby, a interpretacje, jakie mamy i jakie
                podajemy mogą więcej mówić o nas, niż o osobach których wypowiedzi oceniamy.
                Mam tego świadomość, dlatego swoich "oceny" nie traktuję jako obiektywnej
                prawdy, a raczej podobnie do informacji zwrotnej na terapii - nie oczekuję
                tłumaczeń, czy dyskusji, bo przecież to, że odebrałem jakąś wypowiedź jako
                agresywną nie jest rzeczą, o którą możemy się spierać, prawda? Możemy się co
                najwyżej zastanowić - i ja i osoba, do której wypowiedź skierowałem.
      • nowe-ja Re: związki, byc czy nie być? 29.11.09, 20:00
        mieszkamy już ponad tydzień osobno, miał przemysleć co dalej, ale
        dalej to nie wie co dalej..
        nie mam już takiego uczucia ciężkości, tej atmosfery, nawet zaczynam
        żartować i mam ochotę na wiele rzeczy:)
        szkoda mi tylko naszego dziecka, bo wiem , że on terapii nie zacznie.
        Jego wybór. Prezdemną dużo [racy, ale naprawdę chcę pracować nad
        sobą.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka