Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    terapia, terapia i po terapii

    28.01.06, 00:40
    Hę, kurcze, tylko co dalej???
    Pamiętam jak dziś kiedy zadzwonił telefon z IPZ-u na Olbrachta, że zostałem zakwalifikowany do grupy wiosennej, to poczułem, jakbym wygrał na loterii, albo nie wiem- gwiazdkę z nieba dostał?
    Obiecywałem sobie bardzo wiele, byłem pewien, że po terapii będę zupełnie innym człowiekiem, że w końcu nadejdą moje upragnione „wywiady, autografy”....W miarę trwania , coraz bardziej czułem przeciekający przez palce czas, miałem coraz większe poczucie, że terapia trwa, a ja nic nie robie, że coraz bliżej końca, a ja się wcale nie zmieniam....
    Chociaż z drugiej strony, wytrwałem do końca, byłem osobą o największej frekwencji, i chyba, najbardziej aktywnym członkiem grupy (na pewno najbardziej wyrazistym – ze względu na gadulstwo i talent oratorski  )...
    Miałem też poczucie, że jestem „najcięższym przypadkiem” – jeśli to określenie jest na miejscu, niemal zawsze, kiedy słuchałem opowieści innych, czułem zazdrość. Zazdrościłem aktorowi, którego miałem w grupie; zawsze marzyłem, żeby zostać aktorem....Zazdrościłem biznesmenowi, osiągnął wszystko to, co ja sobie postawiłem z cel przed 30-ką...Zazdrościłem studencikom, mi nie pozwolono się kształcić....Z czasem uświadomiłem sobie, że targają mną sprzeczne uczucia, że obok sympatii do członków grupy pojawia się żywa niechęć, powodowana zawiścią, momentami przeradzająca się w gorącą, ślepą nienawiść. To uczucie, właściwie towarzyszyło mi przez lata, powodując niechęć do obcych ludzi, którzy „mają lepiej”. Nie będę się kajał – TAK –nienawidzę wszystkich tych, którzy mają lepiej, NIENAWIDZĘ!!!!! Ja też chciałbym lepszy start, też chciałbym wakacje na koloniach, nie wiem, obiadki ciepłe po przyjściu ze szkoły, czy mieszkanie na studiach opłacane przez tatusia....Miałem tylko ból cierpienie i strach.....
    Miałem nadzieję się tego wyzbyć...Nic z tego, z tą różnicą, że dzisiaj mam to zidentyfikowane i wiem, co mnie tak kłuło w boku przez te lata.. Dziś jestem bardziej wyrachowany, bardziej.perfidny..
    Terapia się skończyła, nie wiem: Co dalej? Bardzo dużo rzeczy na niej poruszyłem, a niewiele z nich zamknąłem......Jątrzą się teraz, niczym ropiejące rany i kładą się cieniem na dniu powszednim...Miałem to gdzieś tam na półkach pochowane, w zakamarkach nieświadomości, a teraz znowu się wysypało na głowę i spać po nocach nie daje.....Jestem przerażony, nie wiem, co dalej za sobą robić, co zrobię w czwartek rano....Jakaś pustka zostanie, zabraknie miejsca na naładowanie akumulatorów...Powiedziano, że teraz będzie wszystko inaczej, że jakoś lżej teraz będzie. Mam taką nadzieję, choć nikłą. Z jednej strony
    wyszedłem w ten mroźny poranek z uśmiechem na ustach i nadzieją w sercu, jednak, jakieś niepokojące , mroczne przeczucie, że jeszcze nie koniec, że teraz dopiero stanie się coś złego..
    Może wraz z wiosną, zaświeci i dla mnie słoneczko?
    Obserwuj wątek
        • kwiaaatek1 Re: terapia, terapia i po terapii 28.01.06, 18:37
          ufff...życie to nie terapia.przychodzi w końcu ten moment,kiedy trzeba sobie
          samemu poradzić.ja się tego momentu już nie obawiam,bo jestem na takiej
          drodzę,że wiem,co robić.po prostu od początku terapii zostaję wyposażana we
          wskazówki,jak postępować,hmmm....to znaczy sama dochodzę do tego,co dla mnie
          najlepsze i do wiedzy,co chcę osiągnąć.po terapii będę pracować dalej nad
          sobą,wiem ,z czym mam trudności i dalej będę je pokonywać.
          wkurzanie się na ludzi-ja też tak mam.dlaczego tak się dzieje?czy to
          zazdrość?jeśli coś nas w innych w kurza,znaczy,że mamy coś w sobie do
          przepracowania.mnie na terapii strasznie wkurza czcze gadulstwo a w moim
          srodowisku głupota i zbytnia pewność siebie u ludzi o ograniczonych
          horyzontach.mam potrzebę zmieniania ich,wychowywania,aby dostrzegli to co ja
          dostrzegam,aby mieli większą samoświadomość,ale to nierealne,więc chciałabym,aby
          przestali mnie wkurzać,ale czy to się kiedyś stanie,tego nie wiem.może to
          rzeczywiscie zazdrość,że tacy malutcy ludzie ,co nie mają nic ciekawego do
          powiedzenia i nie czytają książek lepiej sobie radzą w życiu ode mnie i czują
          się pewni siebie a widząc moją niepewność upoważniają się do tego,by mnie
          pouczać...nie mogę sobie z tym poradzić.mój kolega DDA powiedział,że my DDA to
          mieszanka megalomanii z komplekasmi.cos w tym jest:-)
          • anna.ka63 Re: terapia, terapia i po terapii 28.01.06, 19:18
            Wasze forum 'wizytuję' od niedawna, nie wiem też, czy zatrzymam się tu dłużej,
            ale Twój wątek chyba mnie dotyczy. Mam 43 lata i w listopadzie skończyłam
            terapię grupową. Mieszkam w Szczecinie i 2 lata temu trafiłam do ośrodka
            terapii uzależnień. Oczywiście z poczuciem wyjątkowości, bo w ciągu tych 2 lat
            nie spotkałam starszego od siebie DDA współuzależnionego w ten sposób (bo inne
            DDA traktowały ten syndrom drugorzędnie, mając pijącego współmałżonka). Po
            początkowym zachłyśnięciu się zdiagnozowanym problemem przeszłam etap
            rozczarowania, bo w tym niby dużym mieście jest bardzo mało specjalistów od
            DDA. Moja terapeutka indywidualna w pewnym momencie dała mi do zrozumienia, że
            nie ma mi nic więcej do zaoferowania - bo jest specjalistką od uzależnionych...
            Terapię grupową prowadzi psycholog dojeżdżająca z Warszawy, więc grupa pracuje
            w innym systemie - zajęcia w weekendy raz w miesiącu, a tych miesięcy 7.
            Między sesjami kontakt z terapeutą indywidualnym. Ja też czekałam na swoją
            grupę jak na zbawienie, mając trochę dość grup psychoedukacyjnych dla
            współuzależnionych, głównie żon alkoholików. W terapii grupowej najpierw
            pojawiła się u mnie zazdrość - że wszyscy są ode mnie młodsi i mogą uniknąć
            pewnych decyzji, których ja nie mogłam zmienić, bo podejmowałam je bez wiedzy i
            świadomości, które mam teraz. To jest chyba największa korzyść z terapii -
            świadomość, z którą (swoją drogą) życie wcale nie wydaje mi się łatwiejsze. I
            spokój. To duże uproszczenie, ale nie będę rozciągać tego postu w
            nieskończoność. Mam przy tym wszystkim ponure przekonanie, że nie
            dostałam 'produktu' najwyższej jakości, bo to Szczecin... (w którym mieszkam od
            10 lat i nadal wierzę, że w Warszawie, z której wyjechałam, terapia byłaby
            efektywniejsza..)
      • xs3 Jazz-use1 28.01.06, 19:19
        Napisz mi proszę,czy w Łodzi też jest ta terapia,bo ja narazie zapisałam sie do
        takiego zwykłego terapeuty.Dzięki.
        • konstatacja Re: Jazz-use1 29.01.06, 00:35
          Po terapii powinno byc mozna chodzic na spotkania dla absolwentow. Poza tym
          rok? Co to jest? Dla mnie to okres, w ktorym pewne rzeczy mozna dopiero
          odslonic, do przejrzenia sie im. Ja chodzilam na terapie lacznie trzy lata ze
          strasznymi, potwornymi wrecz osobistymi przed tym oporami, co sie pieknie
          mieszalo z motywacja, by jednak chodzic.
          Z jednej strony bardzo dumna i szczesliwa bylam, ze jestem w grupie najmlodsza.
          Ale teraz, patrzac na to z perspektywy - co z tego? Coz to zmienilo? Czy przez
          to nie bylo zlych decyzji w moim zyciu, czy przez to nie bylo pecha i
          straconych szans? Absolutnie nie. Jazz-use, piszesz, ze zazdroscisz innym
          szans. Ale wiesz, nieszczescie i niespelnienie odczuwa sie tak samo na kazdym
          stopniu drabiny.
          Ja mam kilka rzeczy, ktorych ludzie mogliby mi zazdroscic. Ale to nie znaczy,
          ze te rzeczy subiektywnie, MI daja szczescie. I nawzajem.
          Ty masz rodzine, masz dzieci, ktore ja bardzo chcialabym miec, masz zone i
          szanse na to, by tworzyc szczesliwy zwiazek. Ja jeszcze nie i tego Ci
          zazdroszcze.
        • jazz-use1 Do XS3 29.01.06, 08:54
          Nie mam pojęcia, gdzie w łodzi terapie...
          Jestem Z Warszawy, ale może jest tu ktoś, kto sie orientuje, co w łodzi można znależć?Trzeba by jakiegoś posta posadzić...
          • glista_ludzka do Jazz-use1 29.01.06, 18:21
            Dżizas, Ty musisz być fajnym człowiekiem! Tylko szkoda, że tak potwornie Cię
            skrzywdzono i poraniono w życiu... trzymaj się jakoś - wiem, że to brzmi jak
            czcze gadanie, ale zostawiam tu dla Ciebie wiązkę pozytywnej energii.
            • jazz-use1 Re: do Jazz-use1 30.01.06, 00:00
              oczywiście, że jestem fajnym człowiekiem....
              jestem młody, zabójczo przystojny, mam piękne oczy,
              cięty dowcip, wspaniale jeżdże na motocyklu, przepuszczam staruszki na
              przejściu, nie zabijam mrówek i robie rano kawe żonie-jak wstanę
              jestem przekonujący w rozmowie, doskonale przeklinam po angielsku
              i potrafie zbudować i naprawić komputer
              za wiązkę pozytywu dziękuję, złapałem w słoiczek i postawiłem przy komputerze...
                  • jazz-use1 Re: do Jazz-use1 30.01.06, 10:52
                    nic nie ma złego w myśleniu o sobie dobrze....
                    ale można myśleć o sobie dobrze i być świetnym facetem, albo dupkiem, prawda?
                    wolałbym po prostu uniknąć tego drugiego...
                    • wera11 Re: do Jazz-use1 30.01.06, 12:10
                      Jedno jest pewne, większość z nas ma swoiste poczucie humoru, które ratuje.
                      Mine ratuje.
                      Żadnego z nas "tutaj" nie nazwałabym tym przysłowiowym "dupkiem".
                      Pozdrawiam.

                    • inna.basia Re: do Jazz-use1 30.01.06, 13:47
                      Zabawne, że zawsze tak myślałam, a nigdy nie ubrałam tego w słowa, i teraz mnie
                      trzasło olśnienie, gdy zobaczyłam to czarno na białym...

                      Strasznie mi to w życiu przeszkadza, nawet porządnych dokumentow aplikacyjnych
                      nie potrafię zgrabnie sklecić - nie chcę napisać, że jestem lepsza niż jestem,
                      (a przecież tak się robi!), nawet to co umiem umniejszam, na wszelki wypadek,
                      żeby potem nie rozczarować pracodawcy.
                      I potem dupek bez kwalifikacji i umiejętności jest moim team leaderem, a ja
                      szeregowym pracownikiem ciągle mu pomagającym, nawet bez podziękowania...
                      • jazz-use1 Inna Basiu 30.01.06, 22:32
                        zapraszam na szkolenie....
                        jestem aktywny zawodowo od 12 lat.....przez te 12 lat tyle razy wyrzucali mnie
                        z pracy, że jestem chyba mistrzem w przygotowywaniu CV i przechodzeniu
                        zwycięsko przez rozmwy kwalifikacyjne...
                        • inna.basia Re: Inna Basiu 31.01.06, 12:17
                          A mogę się zastanowić? Bo to wiesz, niezwykłe rekomendacje ;-)
                          A poważnie - w moim przypadku brak pracy wynika bardziej z faktu posiadania
                          potomstwa sztuk 3, od 6 do 1 roku, a nie z nieumiejętności pisania cv. Po
                          prostu jako matka malucha i chorujących przedszkolaków czuje sie kiepskim
                          kandydatem do pracy.
                          Do tego nie chcę, żeby moja praca odbiła sie na rodzinie (wystarczy, ze studia
                          sie odbily), więc najchetniej pracowałabym w domu lub na pół, 3/4 etatu. Ale
                          mam wymagania, no nie?
                      • jazz-use1 Re: terapia,terapia i po terapii 06.02.06, 23:15
                        Zona mówi, że sie zmieniłem na lepsze, ludzie mówią, że sie zmieniłem na lepsze...
                        A ja?...
                        Ja się czuję bardzo rozbity...Pokancerowany...Poobijany...Kiedyś, jeszcze jakoś trzymałem fason, a dziś, rozsypałem się dokumentnie...
                        Bardzo dużo rzeczy , które gdzieś na dnie piekła miałem zasypane gruzem, musiałem wykopać i czasu nie starczyło, żeby je jakoś poukładać.
                        Dziś straszą po nocach, wychodzą po zmroku z najciemniejszych zakamarków jaźni, łapią w swe szpony i zostawiają głębokie, jątrzące się rany....
                        Cały ten ciężar odpowiedzialności, który mam na sobie, zamiast zaspokajać moje męskie ego, przygniata mnie ku ziemi.
                        Z jednej strony wiem, że wszystko jets w moich rękach, że mogę góry przenosić i świat powalić do swych stóp jeśli tylko zechcę.A z drugiej, przeraża mnie każdy poranek, każda jego kolejna chwila, że coś się stanie, że niebo mi się zwali na głowę, a źli ludzie przyjdą skopać mą dupę.Czasami mam ochotę schować się gdzieś, zakopać głęboko i umrzeć spokojnie, lub wyjść na dach w środku nocy i wyć do księżyca (tylko co to zmieni?).
                        Mam świadomość, że muszę ciężk onad sobą pracować, mam świadomość włąsnych niedoskonałości i braków, na dodatek,potrafię je nazwać i wypunktować..
                        Tylko co z tego? Moje życie dalej jest zasrane, dzisiaj cchyba nawet bardziej, niż przed terapią.

                        Mówią, że będzie inaczej..
                        Mówią, że będzie lepiej...

                        Zobaczymy....
                        • pixie65 Re: terapia,terapia i po terapii 07.02.06, 10:53
                          BĘDZIE LEPIEJ
                          Kończę właśnie swoją terapię i tez wcale nie jest mi lekko...Ale nikt nie
                          obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie. Wręcz przeciwnie, długo się
                          zastanawiałam, "czy już czas?", aż przyszła wiadomość, że jest grupa. Miałam
                          wątpliwości, czy dam radę: studia podyplomowe, świeżo wyszłam z depresji po
                          śmierci ojca, a wcześniej matki, dużo miałam różnych "ale". Podjęłam decyzję,
                          że skoro TERAZ mam możliwość, to znaczy TRZEBA. Dałam radę, widzę zmiany, nie
                          wiem, czy inni też widzą, ale najważniejsze jest dla mnie to, że patrzę na
                          siebie w lustrze z mniejszym obrzydzeniem, załatwiam różne sprawy, skończyłam
                          studia, borykam się z huśtawkami nastrojów, głodem alkoholowym i jestem na
                          1000% pewna, że WARTO BYŁO...Terapia niczego nie załatwiła "raz na zawsze",
                          dała mi dystans, spojrzenie " z zewnątrz", zrozumienia własnych zachowań,
                          reakcji. Reszta należy do mnie i mniej sie boję podjąć wyzwanie jakim jest
                          RESZTA MOJEGO ŻYCIA...A nawet patrzę z pewnym optymizmem na sprawy, o których
                          wcześniej nawet myśleć nie chciałam.
                          Pozdrawiam!
                          • kwiaaatek1 Re: terapia,terapia i po terapii 11.02.06, 20:08
                            masz rację pixie,tyerapia to jakiś początek,a potem trzeba radzić sobie
                            samemu,choć fajnie jest obok siebie osobę,przy której możemy się na co dzień
                            terapeutyzować,znaczy wygadać i nabrać dystansu-np.żonę,męża,kolegów,itd.wtedy
                            łatwiej się oderwać od terapii,bo jest w kimś oparcie.
                            terapia,mimo,że pomaga nieraz utrudnia życie,czasem myślę,że taki prosty
                            nieświadomy niczego człowiek,kierujący się podstawowymi odruchami ma lepiej niż
                            ten z dużą samoświadomością.można się zmęczyć takim ciągłym myśleniem nad
                            sobą.ja czasami mam dość.
                        • kwiaaatek1 Re: terapia,terapia i po terapii 11.02.06, 20:02
                          Jazz,trochę mnie straszysz,bo ja jestem po 5 miesiącach terapii grupowej DDA i
                          na razie w swoim otoczeniu żadnych zmian nie poczyniłam,brakuje mi kopa do
                          działania choć dokładnie wiem,czego mi potrzeba,wystarczy kilka telefonów,trochę
                          chodzenia,załatwiania,ale po prostu brakuje mi kopa i bardzo bym się
                          cieszyła,gdyby ktoś za mnie załatwił kilka spraw,odwlekam i odlwkam.ale zauważam
                          zmiany wewnętrzne-ciagłe myślenie i analizowanie codziennych problemówi i
                          szukanie rozwiązań,analizowanie siebie w jakichś minionych sytuacjach i
                          dołowanie,się,że mogłam postapic inaczej,ale też większa pewność siebie,pewnośc
                          w wyrażaniu własnego zdania i...co mnie niepokoi...jakaś antyspołeczność-chęć
                          bycia inną niż wszyscy,niechęć przed ujednoliceniem się z innymi.
                          piszesz,że czujesz się pokancerowany,ja się tego nie obawiam,ale ostatnio
                          czytałam swoją historię życia,a najpierw pisałam przez 4 godziny(czy Ty też
                          miałeś to zadanie?),pierwszej nocy po przeczytaniu śniła mi się matka w
                          najgorszym wydaniu a następnego dnia siostra też w najgorszym wydaniu,więc coś
                          się uruchamia,takie nieuświadomione lęki i to mnie niepokoi i zadaję sobie
                          pytanie,po co wywlekać te stare historie?to wywlekanie niby jest dobre,bo
                          dowiadujesz się,jak ukształtowały się w Tobie cechy charakteru,te dobre i
                          złe,jak się rozwijały od małego do dorosłości,tylko po co ta wiedza?może po
                          to,by umieć panować nad wadami i rozwijać zalety?
                          trochę groteskowo przedstawiłeś swoje obecne życie,ale widzę w tym jakiś optymizm.
                              • nigdynigdy Re: terapia,terapia i po terapii 15.02.06, 18:44
                                jazz-use fajny z Ciebie czlowiek- z takim talentem swiat stoi przed Toba otworem i wiesz co....zazdroszcze Ci tego talentu:) tez bym taki chciala miec- zawsze narzylam by napisac ksiazke...kto wie moze kiedys:)
                                a co do terapii: moja trwa w sumie niecaly rok, w tym glowna czesc- terapia grupowa wyjazdowa gdzie caly czas poswieca sie tylko na terapie bez kontaktu ze swiatem zewnetrznym, obecnie nadal chodze indywidualnie zeby jakies drobizgi przepracowac no i wepsrzec sie w trudnych chwilach ktore jeszcze sa- roznica jest taka ze dzis je widze i nie brne w nie, potrafie wlaczyc o swoje i upomniec sie gdy ktos zapomina ze i ja jestem wazna...
                                z bardziej "spektukularnych" osiagniec:): przerwalam chory zwiazek ktory trwal wiele lat- dzis jestem sama i jestem szczesliwa, zrobilam sie duzo bardziej ufna, otwarta na ludzi, odbudowuje a moze buduje na nowo grupe znajomych, cudownych , wrazliwych, ktorzy mnie lubia i to okazuja i nie ktorym tylko do czegos moge sie przydac... nauczylam sie miec czas na przyjemnosci, zachwycam sie byle czym:) slowem pelnia szczescia z...wielkimi dolami- bo jednak to wszystko kruche i bywa ze ktos np. w pracy wytraci mnie z nowego stanu i wtraci na chwile w stare ramki, potrzebuje jeszcze sporo czasu by sobie nazwac co mnie boli, co ten ktos mi zrobil i jak CHCE na dzis postapic, cholernie trudne czasami ale naparwde warto, dopiero teraz zaczelam zyc....nie ma slow by przeonac kogos ze warto, kazdy musi sam o siebie zawalczyc..albo sie poddac i stwierdzic ze jest beznadziejnie i nic sie zrobic nie da- wybor wolny! ja wybieram szczescie!:)
                                i tym optymistycznym akcentem caluje wszystkie DDa-tki, biegne z nowymi znajomymi spedzic mily wieczor:)
                                pa
                                kasia
      • karo74 Re: terapia, terapia i po terapii 28.02.06, 15:15
        cholera, ja też mam takie wrażenie, ale ja jestem dopiero na poczatku. czuję
        straszny chaos wewnętrzny, na każdym spotkaniu dowiaduję się o sobie czegoś
        nowego, ujawniają się jakieś nowe emocje i coraz trudniej poskładać to wszystko
        w jakąś całość... ale wierzę że wiosna nadejdzie!
      • amazon500 między terapiami 01.03.06, 21:58
        Dziś przyszła ta wiekopomna chwila. Dostałam cynk, że za 2 tyg. rusza grupa, na
        którą czekałam tak długo, że aż o tym zapomniałam. Cieszę się, choć nie
        przeżywam teraz aż tak wielkiej determinacji jak wtedy, gdy się ubiegałam o
        przyjęcie na terapię po raz pierwszy.
        To będzie druga terapia grupowa w moim życiu. Tę pierwszą przeszłam, a raczej
        nie przeszłam, 8,5 roku temu i nic mi to nie dało, głównie ze względu na moje
        podejście. Jak się ma 18-19 lat, to się wielu rzeczy nie wie, nie rozumie... w
        każdym razie wie i rozumie się znacznie mniej niż te 8 lat później.
        Tak więc za rok zobaczę, czy coś mi się udało podczas tej terapii wypracować...
        • kwiaaatek1 Re: między terapiami 09.03.06, 18:42
          jak się 18,19 lat to się wielu rzeczy nie wie,racja,zbyt małe doświadczenie.a ja
          doszłam ostatnio do wniosku,że człowiek się głupi rodzi i głupi umiera.
          na terapii się zdołowałam totalnie,bo dowiedziałam się,że całe życie do tej pory
          żyłam z irracjonalnymi poglądami na swój temat,a także na temat innych
          ludzi.dowiedziałam się,że cały czas przemawia przeze mnie na zmianę raz
          krytyczny rodzic,raz dzieciak,a dojrzałej osoby we mnie tyci.jak byście się
          czuli,gdybyście dopiero w wieku 30 lat dowiedzieli się,jacy naprawdę jesteście?:-(
          bardzo trudno jest wyeliminować te dziecięce i krytyczne poglądy,z nich się
          biorą negatywne uczucia,a za nimi zachowania.w starym wieku uczyć się dopiero
          obiektywnego patrzenia na siebie to dla mnie jak iść znów do szkoły.nie chce mi
          się,wciąż reaguję utartymi schematami.
          • amazon500 Re: między terapiami 11.03.06, 11:17
            Wiesz, Cwietoczku, myślę sobie, że ta wiedza jest bardzo cenna. Jeśli człowiek
            wie, nad czym powinien popracować, daje mu to szansę do wprowadzania zmian. Moje
            reakcje też są od lat te same, ale jak mam świadomość, co konkretnie przeszkadza
            mnie i przy okazji innym żyć, jest to już pierwszy krok ku zmianom. Teraz trzeba
            się zastanowić, jak postawić ten drugi krok.
            Masz rację, odkrywanie takich słabych punktów, a zwłaszcza przez innych, jest
            trudne i bywa bolesne.
            Powiem Ci, że moja mama, która podjęła terapię dla współuzależnionych (sama też
            jest DDA), bardzo się zmieniła na korzyść. Zmiany te nie nastąpiły od razu po
            terapii. Odbyła ją 10 lat temu, a ja dopiero od jakichś trzech lat mam z nią
            coraz lepszy kontakt.
            Z jednej strony jestem pełna nadziei, z drugiej się boję, bo to trochę jak
            zdzieranie z człowieka szat, które przyschły do ran.
            Pozdrawiam!
          • inna.basia Re: między terapiami 11.03.06, 15:15
            A Ty myślisz, że nie DDA wiedzą jacy są w wieku 30 lat? Bo ja myśle, że
            niekoniecznie... To my często jestesmy bardziej świadomi sposobu naszego
            reagowania niz "normalni" ludzie. I przynajmniej się sobie przyglądamy...

            • kwiaaatek1 Re: między terapiami 11.03.06, 18:06
              racja,wypada się cieszyć,że się zauważa swoje toksyczne myśli.dziś weszłam na
              jedno forum w kilka pierwszych wątków i:
              ''mam coraz wiekszego doła,bezsens życia,czuję sie strasznie wypalony,
              bezwartościowy,boję się własnego cienia,po prostu pustka,nic mnie nie
              cieszy,totalny dół ,moje życie to ciągła walka ,czuję sie pojebany,nie umiem być
              sobą, wydaje mi się że wszyscy mnie wykorzytują,moje niewyrażone uczucie nie
              znika, tylko jak pocisk, odbija się wewnątrz mnie od jednej ściany do drugiej,
              za każdym razem raniąc, tnąc, rzozrywając coś tam we mnie w środku,moj zwiazek
              się sypie,partner nie umie nzalezc we mnie oparcia,czuję się winna,uważam ze sam
              sobie poradzę,czułem się stłamszony,w tym domu jest coraz mniej miejsca dla
              mnie'',itd.,itd.....
              • inna.basia Re: między terapiami 12.03.06, 00:08
                O widzisz :) To sie nazywa pozytywne myslenie. Dojdzie do tego, że polubisz
                swoją DDAtowatość :)
                Ci niby normalni wcale nie mają aż tak znowu lżej. Mają podobne problemy, tylko
                może łatwiej nad nimi przechodzą do porządku dziennego, a my sie nad sobą
                rozczulamy, zwracamy uwagę na błahostki, bo dla nas to rzeczy wielkie.
                Przynajmniej tak jest u mnie...
                • kwiaaatek1 Re: między terapiami 12.03.06, 09:09
                  chciałam dodać,że to nie są moje myśli wyżej napisane,tylko innych osób
                  ,spisałam je z forum DDA z kilku pierwszych wątków.przyznam się,że jeszcze
                  miesiąc temu nie zauważałam tych toksycznych mysli ani u siebie ani u
                  innych,teraz zauważam,to jets t pozytywny objaw,ale z drugiej strony wkurza
                  mnie,że ludzie używają takich sformułowań,bo one im utrudniają życie.
                  terapia DDA ma jednak sens,przynajmniej poznawczy,wiele się można nauczyć.
      • olaff123 Re: terapia, terapia i po terapii 28.03.20, 18:55
        Moje wychodzenie z depresji zaczęło się ładnych parę lat temu i przez większość tych lat brałem antydepresanty. Nie żałuję, jednak po ich odstawieniu czułem, że stany depresyjne powracają.Aby nie dopuścić do nawrotu depresji zapisałem się na terapię. Znajomy polecił mi swojego terapeutę pana Michała M. Jest teraz dużo lepiej. Czuję się spokojniejszy i pozytywnie nastawiony do życia. Jeśli szukacie terapii, która pozwali wam zrozumieć samych siebie i wyciszyć się to polecam odwiedzić stronę psychoterapeuta-online.pl.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka