Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    no to narozrabiałem....

    20.07.06, 09:39
    wszystko zaczęło się od wizyty u nas koleżanki mojej żony dwa tygodnie temu...

    niby nic, ale pouruchamiała mi się kupa zapadek w głowie...
    i w zeszły weekend (w ten, kiedy było nasze, forumowe spotkanie) po jakiejś głupiej pyskówce po prostu wyszedłem z domu powiedziawszy, że idę na piwo...wróciłem po ponad 30 godzinach przejechawszy autostopem pół górnego śląska....najlepiej się czułem, stojąc w środku nocy na trasie w okolicach miejscowości wolbórz, czy jakoś tak....

    była noc, a ja byłem święcie przekonany, że za żadne skarby świata nie złapię dzisiaj stopa i że chyba szykuje mi się nocleg w trawie...czułem się bosko...coś tam w końcu się zatrzymało i pojechałem dalej..

    do domu wróciłem w niedzielę w nocy, pijany, brudny, nie śpiący od ponad 30 godzin...
    jak się okazało, wyskok ten będzie mnie chyba kosztował więcej, niż by się można było spodziewać, mianowicie, nie wiadomo, czy to się nie skończy rozpadem związku....magda ma w końcu dosyć mojego "dzikiego serca"...

    na razie nic więcej nie napiszę, mam pustkę w głowie, a jednocześnie tyle się w niej dzieje....ale, jak by co, to do niedzieli, nie?
    Obserwuj wątek
        • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 20.07.06, 14:56
          wiem, że niepoważne, nawet ośmieliłbym się nazwać ten wyskok mianem "gówniarstwa"

          jednak, co jakiś czas zdarzają mi się takie akcje, o mniejszym, lub większym współczynniku "zakręcenia"...jakieś wycieczki po nocy, jakieś takie dziwne historie...
          nie mam na to jakiegoś większego wpływu, w najlepszym wypadku, pakuję się w jakieś kłopoty...
          • uhu_an Re: no to narozrabiałem.... 20.07.06, 15:50
            alez masz wpływ. Moim zdaniem nie nalezy tez wszystko zwalac na wyuczone
            mechanizmy-choc wiem, ze nie uleganie im jest szalenie trudne. Wg mnie jesli
            widzisz, ze mechanizm zaczyna dzialac, to mozesz na niego wplynać, bo masz
            swiadomosc istnienia tego mechanizmu. zwlaszcza, ze powtarza sie to ktorys raz
            z rzedu. to my jestesmy odpowiedzialni za wlasne czyny.
            Wyobrazilam sobie gdybym to ja byla taka zona- mąz mi mowi, ze idzie na piwo.
            wsciekla mysle, ze ok, za 5 godz. wroci. No, ale taki gosc znika gdzies na 30.
            nie wiem, co sie z nim dzieje. Pierwsza mysl jest taka, ze pewnie sie gdzies
            lajdaczy w barze,a nie jezdzi stopem. Niemniej jednak jestem bardzo
            podenerwowana, ze nie daje znaku zycia. pozniej z nienacka pojawia sie w
            drzwiach brudny i pijany. Ja jestem wsciekla, bo sie martwilam i na dodatek
            jest schlany. Jak pisalam, zachowanbie nie odpowiedzialne, niepowazne. Ja
            wowczas mowie dosc. chce miec swiety spokoj od tych neispelnionych obietnic
            poprawy i fochów.

            oczywiscie moge sie mylic. Po prostu to jest obraz jaki mis ie stworzyl w
            mojej glowie, po przecyztaniu komentarza. To mozę byc jedynie moja fantazja,
            nic wiecej. Ale tak wlasnie sobie to wyobrazilam.
          • uhu_an Re: no to narozrabiałem.... 20.07.06, 15:56
            o ile mi wiadomo, to jest po terapii, więc "rozkminiałeś" się. może warto sobie
            zrobic raz jeszcze autoanalize wlasnych czynów tzn. czemu taik zrobiles- to, ze
            to byl wynik kłotni, to jasne, ale co za tym stalo- jakie uczucie, jakies
            odniesienie do domu rodzinnego, co ci to przypomnialo. itd.

            ja np. jak nie jestem z siebie zadowolona i cos mi sie nie udalo zrobil wlasnie
            z winy mechanizmow zadaje sobie pytanie co stalo za tym. pomaga..... nba
            przyslzosc niwelowac bledy.
                • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 20.07.06, 16:21
                  napisałaś, że o ile Ci wiadomo, jestem po terapii....owszem, jestem, ale dało mi to tyle co nic, bo kupę rzeczy pootwierałem, a czasu nie starczyło, żeby to pozamykać....tyle, że teraz wiem, dlaczego pewne rzeczy się dzieją, co w sumie nie daje nic...
                  • anis79 Re: no to narozrabiałem.... 21.07.06, 08:50
                    Jazz ja nie bardzo wiem co z takmi sytuacjami robic. Mam podobnie choc w
                    zupełnie innym temacie i z innymi objawami. Od marca jestem w terapii i chyba
                    zaczynam dotykac spraw dla mnie najistotniejszych. Też czuję, że się pootwierało
                    i choć w wielu przypadkach wiem co, skąd i jak się bierze, to widzę, że w jedny
                    miejscu mój schemacik się głęboko okopał. Rozumowo wszystko wiem, ale w
                    momencie, kiedy rusza lawina moich 'nieracjonalnych' myśli nie wiem, czy uda mi
                    się ją zatrzymać. Bywa tak, że w pon jest ok i sobie radze, a we wt kończy się
                    dołkiem i płaczem przez pół wieczoru. I w trakcie takich akcji czasem tracę
                    wiare, że to kiedykolwiek się zmieni. Ale potem mówię sobie, że to tylko w mojej
                    głowie, że ode mnie zależy, że dziś nie było tak, jak chcialam, ale następnym
                    razem sobie poradzę i niekiedy... wkurzam się na siebie, że choć wiem jak to
                    dziala, czasem nie potrafię się powstrzymać.
                    Ale z drugiej strony, patrząc na inne kwestie, z którymi sobie poradzilam, to
                    tak to właśnie wyglądało: rozpoznanie, a potem mniej lub bardziej udane próby
                    zmian, aż w końcu nawet się nad niektórymi cechami i zachowaniami nie
                    zastanawiam. Co więcej zapominam o nich. Np. o tym, że kiedyś byłam nieśmiała i
                    każda rozmowa z obcym czlowiekiem to byl dla mnie horror. Nie jest łatwo. I
                    wcale nie wiem czy mi się uda. Jedyna rada, to próbować, próbować, próbować...
                    Trzymam za nas wszystkich kciuki :)
                    • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 21.07.06, 11:33
                      ja gdzieś tam głęboko w środku też "rozumowo" to sobie potrafię wszystko wyjaśnić, skąd się co bierze i wynikiem czego jest.
                      ale są momenty, kiedy do głosu dochodzi "dzikie serce" i wtedy nic już nie jest proste, czarno-białe, i poukładane...
                      najgorsze jest to, że nawet nie mam z kim porozmawiać o tym wszystkim, co się dzieje we mnie wśrodku, bez obawy, że tego kogoś "obciążam"...
                      chodzi mi o kogoś, kto zna mechanizmy jakie mną kierują i nie będzie "fukał" słysząc, że mam czasem ochotę wyjść w nocy na dach, kogoś kto zna to uczucie rwania w środku...
                      ostatnio poznałem taką osobę, pech polega na tym, że jest to kobieta, na dodatek koleżanka mojej żony.....bardzo ją polubiłem, myślę nawet że za bardzo i nie chciałbym jej stawiać w sytuacji, kiedy to będzie wiedzieć o czymś, o czym wolałbym żeby moja żona nie wiedziała.....jest kilka takich rzeczy...
                      no i właśnie ona mi wiele rzeczy wyjaśniła, między innymi zmieniła moje podejście do młodgo, rzecz, która się nikomu nie udała do tej pory, nawet mojej terapeutce...
                      muszę lecieć, potem jeszcze coś skrobnę....robimy to spotkanko w niedzielkę?
      • tooinvolved do Jazza 20.07.06, 21:06
        to jest artykul ze strony cudownyportal.pl, jest to wortal poświęcony rozwojowi
        duchowemu. W tym artykule jest wyjaśnione pochodzenie Twojego wzorca.
        Przeczytaj go całego, nie musisz sie z nim zgadzać jeśli chodzi o wątki
        duchowe, ważne jest co innego...Pozdrawiam, życzę wytrwałości i pozytywnego
        spojrzenia.

        Atras Anna, Żądło Leszek
        Zawiedzenie rozwojem duchowym u DDA

        Trudno jest się rozwijać osobie z wzorcem DDA (Dorosłego Dziecka Alkoholika).
        Wzorzec ten funkcjonuje w oparciu o bardzo wiele innych wzorców obciążających
        psychikę. Dotarcie do niego wiąże się automatycznie z oczyszczeniem wielu
        innych struktur i mechanizmów emocjonalnych. Wzorzec ten posiada wiele
        skrajności i zawsze występuje w pewnym zestawie emocjonalnym. Rzadko się
        zdarza, że u kogoś występuje w całości, ale zdarzają się przypadki ludzi z tak
        silnym syndromem dziecka alkoholika, że widocznym jest w ich zachowaniu, jak
        silnie zostali obciążeni.
        Dla wielu DDA, rozwój duchowy wiąże się z rezygnacją z wyobrażeń na wiele
        tematów - szczególnie tych, które zostały przejęte od rodziców, gdy byli oni w
        stanie co najmniej zmienionej świadomości. Niestety, nie będąc świadomymi
        funkcjonującego u nich wzorca, DDA zaczynają rozwijać się duchowo, powielając
        te same błędy, które popełniały wcześniej. Nie dostrzegają, że rozwój duchowy
        polega na czym innym niż przystosowanie do toksycznej rodziny, czy na ucieczce
        od niej. Takimi osobami najłatwiej jest manipulować, łatwo wciągnąć je do sekty
        lub innej organizacji religijnej. Mają one, bowiem, silnie funkcjonujący system
        lęku przed bliskością, jak i silną potrzebę akceptacji ze strony kogoś, kto
        posiada wzorce podobne do wzorców ich rodziców.

        Gdy w dzieciństwie doznałeś odrzucenia ze strony swoich rodziców, to na pewno
        ten sam wzorzec będzie funkcjonował u ciebie podczas twojej drogi rozwoju
        duchowego. O ile nie oczyścisz swoich wyobrażeń właściwych dla DDA, to te same
        wzorce, które mogły skłonić cię do poszukiwań duchowych, będą ci udowadniały,
        że to wszystko nie ma sensu. Osoba z wzorcami DDA bardzo łatwo się zapala, ale
        jeszcze szybciej potrafi się zniechęcić. Tak było w jego otoczeniu. Rodzice
        (lub dziadkowie) szybko znajdowali w umyśle takiej osoby słabe punkty jej woli
        i skutecznie potrafili zniechęcać ją do wielu działań. Podobnie mogły działać
        inne osoby z najbliższego otoczenia.

        Niektóre z DDA, długo potrafią funkcjonować w środowiskach ezoterycznych, będąc
        ich aktywnymi członkami i nagle, równie silnie potrafią zaprzeczać wszystkiemu,
        w co do tej pory wierzyły. Popadają z jednej skrajności w drugą, co powoduje,
        iż w końcu same nie potrafią wytrzymać ze sobą. Szukają wyjaśnienia wielu spraw
        duchowych i nagle zaprzeczają wszystkiemu. Nie czują się godne, więc wolą
        wracać do starych, utartych schematów, w których znajdują zaprzeczenia
        wszystkiego, w co do tej pory wierzyły.

        Niektórzy w kółko zadają te same pytania i nie uzyskują satysfakcjonujących
        odpowiedzi. To przypomina próby dogadania się z pijanym rodzicem. DDA w
        dzieciństwie zadawało wiele pytań, na które nie ma innej odpowiedzi, jak ta, że
        alkohol zmienia osobowość i wywołuje zachowanie nielogiczne! Dziecko tego nie
        rozumie i żąda wyjaśnień. Wreszcie może dojść do wniosku, że "jeśli on jest
        OK., to ja nie jestem OK.". To bezpośrednio rzutuje na relację z Bogiem u
        większości chrześcijan. Logiczne jest, że jeśli nie jesteś OK., to nie możesz
        liczyć na pomoc, tylko na karę!
        Tu spróbujemy spróbować poznać przyczyny powtarzania pytań, na które DDA nie
        znajdują odpowiedzi.
        1. Nic się nie nauczyłeś. No ale jeśli wolisz mnożyć doświadczenia zamiast
        podnosić ich jakość, to tak właśnie jest.
        2. Zadajesz pytania, na które nie ma odpowiedzi. Po prostu źle je formułujesz.
        3. Nie odreagowałeś transu kręcenia się w kółko (jak narkoman lub alkoholik).
        4. Nie chcesz poznać prawdziwej odpowiedzi (np. przekonanie, że "docieranie do
        sedna sprawy świadczy o braku kultury osobistej").
        5. Masz tak zababraną podświadomość, że odpowiedź z Nadświadomości w ogóle do
        niej nie dochodzi.
        6. Podczas zejścia w materię postanowiłeś, że nie po to tu zlazłeś, żeby teraz
        wracać.
        7. Rozwijasz się duchowo z intencją bycia ciągle niezadowolonym, bo przecież
        zawsze tylko ta intencja pchała cię do rozwoju (albo tak ci się wydawało).
        Gdybyś był zadowolony, przez długi czas nie pytałbyś o nic i nie rozwijał się.
        Tu chcę zaznaczyć, że wzorzec DDA jest typowy dla większości istot określanych
        jako "Upadłe anioły". Wiele z nich żyje w rodzinach alkoholików lub narkomanów.

        Wiele DDA czuje pustkę. Dlaczego?
        Bo te osoby nie doświadczały w dzieciństwie miłości, tylko wibracji aury
        zaczernionej przez alkohol. Obecnie zamiast doświadczać miłości, usiłują
        ćwiczyć techniki rozwoju, kreować zabawki, pieniądze, dziewczyny. Wszystko to
        zamiast miłości. I to wszystko z intencją, żeby kiedyś być zadowolonymi, jak
        się wreszcie uda. A jak nie? Wtedy jest ta sama złość niespełnienia. Na czym
        polega błąd?
        Dla skuteczności kreacji trzeba wyjść z założenia: "ponieważ kocham, lubię,
        szanuję siebie, to zasługuję na..." Podstawą udanej kreacji i udanego rozwoju
        jest ZADOWOLENIE z siebie i ze swego życia. Naprawdę trudno pojąć DDA, że to
        jest możliwe na trzeźwo i przytomnie. No bo "zadowolonych" rodziców widziały
        tylko "pod wpływem".

        Nagłe zmiany poglądów i nastawień DDA pojawiają się przy korzystaniu z
        regresingu. Mogą się one ujawnić na samym początku, jak i w późniejszej fazie.

        Wiele osób przychodzi na regresing, by udowodnić, że to nie działa. Często
        zadają sobie wiele trudu, by przekonać do swoich teorii innych, biorących
        udział w zajęciach. Czasami osoby te są przysyłane przez różne instytucje czy
        grupy religijne i nastawione na agitację. Niektóre z nich przychodzą później
        już z własnej woli, gdyż zobaczyły, że metoda działa. Zdarzają się jednak
        uczniowie, którzy deklarując przez długie lata, że im to pomogło, nagle
        odwracają się od metody i jej twórcy, zaprzeczając czemukolwiek, co wcześniej
        deklarowali. Jest to przykład na to, jak łatwo można ulec wzorcowi DDA, który
        zmusza, by "zawieść się na mistrzach" (analogicznie jak na rodzicach), jeśli
        podejście do metody oparte było na nieczystych intencjach. Przecież nie wszyscy
        rozwijają się dla siebie. Wielu czyni to tylko po to, żeby mistrz ich zauważył,
        pochwalił, docenił.

        Jeśli zaczniesz korzystać z metod rozwoju duchowego, oszczędź sobie rozczarowań
        i najpierw oczyść intencje wobec siebie oraz prowadzących zajęcia. Oni nie
        muszą spełniać twych zachcianek i nie muszą cię chwalić. Nie będą też tak
        walnięci, jak twoi nieprzewidywalni po pijanemu rodzice! Ale jak się postarasz,
        to takich też znajdziesz! Zrozum wreszcie, że w rozwoju duchowym nie o to
        chodzi, żeby lider zastępował ci wiecznie schlanego, czy choćby tylko okazyjnie
        podchmielonego tatusia. Rozwijaj się dla siebie samego, by poprawić jakość
        swego życia!
        Wiele osób z wzorcem DDA, które zaczynały udział w jakichkolwiek terapiach, po
        pewnym czasie wracało do dawnych zachowań i relacji, opartych na starych
        mechanizmach. Wiele z tych osób bało się zmian, jakie zaczynały dokonywać się w
        ich życiu. Ich powrót do dawnych zachowań jest spowodowany przez lęk przed
        nowymi, nieznanymi podświadomości obszarami działania (typowe dla DDA: "tu jest
        źle, ale poza tym, co znam, może być jeszcze gorzej!", "Jeżeli rodzina była dla
        mnie tak okrutna, to o ileż gorsi będą obcy"). Powrót do dawnych zachowań
        zwykle poprzedzony jest doświadczeniami poczucia zagrożenia. Podświadomość
        wywołuje poczucie zagrożenia, by usprawiedliwiając się przed sobą, powrócić do
        znanych sobie sposobów postępowania i reagowania w danych sytuacjach.

        U wielu osób występuje także syndrom prób wprowadzania w życie nowych idei z
        rozwoju duchowego, lecz bez oczyszczania starych wzorców. To tak, jakby chciały
        wprowadzić do swego życia coś lepszego, ale
        • tooinvolved Re: do Jazza, c.d. artykulu 20.07.06, 21:09
          Wiele z tych osób bało się zmian, jakie zaczynały dokonywać się w ich życiu.
          Ich powrót do dawnych zachowań jest spowodowany przez lęk przed nowymi,
          nieznanymi podświadomości obszarami działania (typowe dla DDA: "tu jest źle,
          ale poza tym, co znam, może być jeszcze gorzej!", "Jeżeli rodzina była dla mnie
          tak okrutna, to o ileż gorsi będą obcy"). Powrót do dawnych zachowań zwykle
          poprzedzony jest doświadczeniami poczucia zagrożenia. Podświadomość wywołuje
          poczucie zagrożenia, by usprawiedliwiając się przed sobą, powrócić do znanych
          sobie sposobów postępowania i reagowania w danych sytuacjach.

          U wielu osób występuje także syndrom prób wprowadzania w życie nowych idei z
          rozwoju duchowego, lecz bez oczyszczania starych wzorców. To tak, jakby chciały
          wprowadzić do swego życia coś lepszego, ale usiłować zachować to, co było
          dotychczas ("nowe może jest lepsze, ale bezpieczne jest to, co już
          znam", "zupełnie nie wiem, co robić w nowej sytuacji, np. przy trzeźwych
          osobach, więc wolę nadal trzymać z tymi, których znam").

          Osoby, u których działa ten syndrom, przechodzą często przez wiele terapii, po
          czym stwierdzają, że i tak nic im to nie daje i wracają do dawnych nawyków.
          Wszystko wskazuje raczej na to, że szukają usprawiedliwienia, jakoby nie dało
          się wybrnąć z trudnej sytuacji. Chyba ograniczenia wyniesione z rodziny oraz
          tamten styl życia są dla nich bardziej atrakcyjne od perspektywy porzucenia ich
          i odzyskania wolności. W takich chwilach adepci rozwoju rozpaczają: "Chcę być
          normalny"!, "Inni piją i żyją! Dlaczego ja muszę pracować nad sobą?",
          albo "Inni żyją normalnie (piją, ćpają, nie rozwijają się), a używają życia i
          dobrze im się powodzi. A co ja gorszy?". Pójście za tym głosem podświadomości
          to droga na manowce.

          Moment, w którym zaczyna działać syndrom niezadowolenia, jest bardzo trudny do
          wykrycia, ale bardzo łatwo jest go zauważyć w końcowych efektach jego
          działania. Właściwie, ten syndrom działa od samego początku i napędza przez
          pewien czas do rozwoju. Ponieważ nic się nie zmienia (samopoczucie, czyli
          niezadowolenie jest, jakie było na początku), pojawia się chęć zaprzeczenia
          wszystkim osiągnięciom. Przecież tyle pracy i nic... Niezadowolenie przecież
          nie ustąpiło! "Więc może lepiej się wyluzować jak ci, których widziałem, gdy
          sobie popili". I wylać z siebie całe niezadowolenie na słabszych?

          Zauważam, jak trudno większości ludzi pracować z afirmacją: "potrafię być
          zadowolony z siebie i ze swego życia". Ona powoduje, że wali się cały świat
          DDA. Przecież dla niego niezadowolenie (czasem połączone z lękiem) to jedyny
          znany solidny fundament, na którym budowało swoje życie! Jak trudno się
          przestawić na budowanie na fundamencie miłości, mądrości, mocy, bogactwa i
          zadowolenia! Toż to "koniec świata!"

          Osoby, którym brak zaufania do Boga (nieprzewidywalnego szaleńca - ojca), od
          kiedy nauczą się kontaktować z Nadświadomością, nie traktują jej jako źródła
          inspiracji. Zamiast tego usiłują przejąć kontrolę i wykorzystać Nadświadomość
          (Boga) jako pomocnika mającego spełniać ich zachcianki, czy "kurę znoszącą
          złote jajka". Mają przekonanie, że są bardziej inteligentne, rozumne i wiedzą
          lepiej od Wyższej Inteligencji. Przecież tego nauczyły się w domu, że są
          bardziej rozsądne od starszego i rzekomo mądrzejszego szaleńca. A jak go
          chytrze podejdą, to nawet im pomoże! Z tego doświadczenia bierze się również
          mechanizm konkurowania z mistrzami.

          Znacznie poważniejszym błędem popełnianym przez rozwijających się duchowo jest
          opór przed zmianami. Bo są nieprzewidywalne, a wszystko, czego się nie da
          przewidzieć, u DDA budzi silny, czasem wręcz potworny, lęk. Największy lęk
          budzi na początek medytacja, a po jej opanowaniu, oświecenie, bo to wymaga
          puszczenia samokontroli. A to DDA kojarzy się tylko z niekontrolowanym amokiem
          nieodpowiedzialnego pijaka. Mając w podświadomości tak sprzeczne mechanizmy i
          intencje, trudno się rozwijać i trudno stać się ufnym i zadowolonym.

          Lęk przed zdradą ze strony Boga, czy życzliwych ludzi, motywuje DDA do tego, by
          zdradzać tych, którym coś zawdzięcza, a na koniec samego siebie.
          DDA, jeśli chce się skutecznie rozwijać duchowo, musi przejść przez terapię
          właściwą dla tego typu osób. Może się to odbywać jednocześnie z rozwojem
          duchowym, albo wcześniej. Bez rozpracowania wzorców właściwych dla DDA, może
          się liczyć z porażką na ścieżce. One są zbyt silne i zbyt mocno tkwią w
          podświadomości, by można było je zlekceważyć i pominąć w rozwoju duchowym.

          Gdy trafiłam na regresing, byłam w ciężkim stanie psychicznym, jak i fizycznym.
          Nie liczyłam na cud, ale wiedziałam, że jest to ostatnia szansa na to, by coś
          zmienić w moim życiu. Poddałam się regresingowi wierząc, że przyczyny moich
          niepowodzeń życiowych tkwią w mojej przeszłości. Tej metodzie zawdzięczam
          wiele, ale najwięcej zawdzięczam sobie i mojej determinacji w osiąganiu
          zamierzonych celów. Chciałam sobie pomóc w życiu i pomogłam, korzystając
          właśnie z regresingu. Od początku czułam, że jest to metoda, jakby stworzona
          dla mnie. Nie interesowało mnie oświecenie i droga duchowa, ja chciałam pomóc
          sobie i sprawić, by moje życie przestało być koszmarem. Może właśnie dzięki
          temu uniknęłam rozczarowań, kolejnej niespełnionej obietnicy szybkiego
          oświecenia, jakiej spodziewało się wielu innych uczniów, którzy się zawiedli.
          Mnie nie chodziło o oświecenie, ale o poprawę jakości mojego życia.

          Ty też weź dla siebie jedynie te rzeczy, które pasują do twojego schematu i z
          nich skorzystaj. Resztę pomiń i pozostaw dla innych.
          A może kiedyś przyjdzie czas, że pójdziesz dalej, niż teraz sobie pozwalasz?
          Nie zamykaj sobie drogi. "Nie wylewaj dziecka z kąpielą".
      • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 21.07.06, 05:24
        Kiedys napisales:
        >Tak, wieczory są najgorsze....Przychodzi moja Pani Chandra, ze swoją okrutną
        >i wyniosłą siostrą - Tęsknotą i siadają przy mnie cichutko, nic nie
        >mówiąc....Siedzimy tak jakiś czas, nie patrząc nawet na siebie aż w końcu
        >słyszę długi, rozdzierająci ciszę niby grzmot, krzyk Trzeciej Siostry -
        >Slepej Furii. Nagle okazuje się, że One cały czas mówią do mnie....

        Znow dales sie sprowokowac, tym razem moze Ci sie jescze udac. Jednego dnia
        mozesz zrobic to raz jeszcze i wtedy wszystko moze zawalic sie, mozesz stracic
        wszystko co kochasz. Wtedy trzy siostry wygraja.
        Musisz sie zdecydowac czy chcesz kontrolowac Siebie i Swoje zycie czy wolisz
        zostawic to siostrom.
        • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 21.07.06, 09:14
          nie no, tym razem to nie było w ten sposób...hee, nawet ci powiem, że ostatnimi czasy, jakośtak potrafię sobie popatrzeć z boku i na spokojnie obserwować te swoje "tęsknoty", czy jak je tam nazwiemy....
          to , co sięwydarzyło w weekend, to było jeszcze coś innego (albo może to samo?)

          wiesz, ja sobie gdzieś tam planowałem jakis wyjazd na weekend, miałem pojechać nad morze na jeden dzień, ale to były takie luźne plany, niesprecyzowane....
          potem nagle pyk! i poszło
          trochęmi się matka przypomniała w tym momencie, też robił takie numery.
          Zostawiała na mojej głowie cały dom, razem z moim małym bratem. Znikała na tydzień, czasami na miesiąc, nie interesując sięwcale, czy mamy co jeść, czy nie..możliwe, że jest to z mojej strony jakieś bierne powielanie wzorców zachowań. chciałbym tego uniknąć, bo brzydzę sięnią, ale jak mam odrżnić, kiedy są to wzorce powielane?
          • kwiaaatek1 Re: no to narozrabiałem.... 22.07.06, 14:49
            narozrabiałeś i cały czas (mam takie wrażenie) usprawiedliwiasz się w myśl hasła
            ''ten typ tak ma'',skupiasz się na sobie,mało piszesz o żonie.ujawniasz
            cechę,która mi się nie podoba u mężczyzn-takie właśnie dziecinne romantyczne
            ucieczki,które mogą się podobac kobietom w okresie narzeczeństwa,ale nie w
            małżeństwie i w takich sytuacjach to kobieta musi być tą racjonalną i trzeźwo
            myślącą osobą,która nie dość,że zajmuje się dziećmi to jeszcze mąż staje się
            kolejnym dzieckiem.nie wiem,czy masz dzieci,ale myślę,że mężczyzna,który ma
            dzieci nie może sobie pozwalać na takie wyskoki.zapytaj żony,czy ma ochotę
            wyjechać sobie na dwa dni,zostawić wszystko w cholerę i niech inni się
            martwią.mimo to myślę,że trzeba sobie takie rzeczy wybaczać,lecz nie w
            nieskończoność,po którymś razie ja bym nie wytrzymała i wniosła sprawę o rozwód.

            .................................................................

            www.terapiadda.republika.pl/
      • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 25.07.06, 19:46
        najnowsze wieści nie są zbyt wesołe....
        Magda (żona moja) odchodzi....
        ubiegły weekend spędziła u koleżanki, był tam też pewien mężczyzna, któy chyba zajmie moje miejsce....
        zna go mniej więcej od roku, internetowa znajomość, no i w ubiegły weekend się spotkali....w sumie, to szybko poszło, heh....trochę to gorzkie....
        powiecie pewnei," a czego się spodziwewałeś??" i pewnie będziecie mieli rację.chociaż to wszystko nie do końca tak, jak wygląda....
        mam takie wrażenie, jakby magda "wyszła na prostą"
        nie wiem, czy mam o nią walczyć...z jednej strony, coś krzyczy w środku, " Walcz o nią dupku!!! w końcu to Twoja Kobieta!!!!" a z drugiej strony, coś mi szepcze: zostaw, puść, niech leci, będzie jej lepiej........
        najgorsze jest to, że bez swojej córki chyba oszaleję..oszaleję, jeśli nie będę mógł patrzeć, jak się rano budzi, jak rośnie, jak gubi kolejny ząb i uczy się nowych rzeczy...chociaż wiem, że przy mnie chyba nic dobrego by ich nie czekało...
        może tak będzie lepiej? może tak powinno być?
        boję się tylko, że jeśli MAgdy zabraknie przy mnie, zniknie "ostatni bastion" mojego zdrowego rozsądku...boję się, że całkiem popadnę w szaleństwo, w obłąd jakiś, w który opadam od jakiegoś czasu....

        to nie w porządku.....to nie fair, że ja jestem obwiniany o niepowodzenia w naszym związku, że to wszystko z zewnątrz wygląda, jakbym ja wszystko sukcesywnie pieprzył i rozwalał.....kiedy magda miała jazdy wynikiem któych był pobyt na oddziale dziennym psychiatryka, to byłem przy niej, trwałem niewzruszony tymi "latającymi szklankami i talerzami"...kiedy terapia trwała, dawałem jej oddech i spokój tak niezbędne, kiedy nie można sobie w głowie czegoś poukładać.....

        teraz, kiedy ja nie mogę jakoś się poukładać, kiedy to ja mam w nocy ochotę z bezsilności w nocy wziąć żyletkę lub sznurek, kiedy to faktycznie zaczęło wymykać się spod kontroli, słyszę "spieprzyłeś to, facet"?
        to nie fair...
        wiem, ze nie zawsze byłem w porząk, ale do kurwy nędzy, to mi ciągle do plecaka dorzucano, kiedy szedłem pod górkę....

        teraz sie boję, ze skończęę jak matka, albo co gorsza, jak ojciec...nie mówiłem wam o nim - został kloszardem

        ha, madrale, co wy nato?
        • kwiatek.anyzku Re: no to narozrabiałem.... 25.07.06, 23:30
          Jazz...
          Smutne to bardzo.
          Zwlaszcza dlatego ze masz corke.
          Ona tez bedzie cierpiala i tesknila.
          Nie pozwol sobie stracic z nia kontaktu, musisz go miec jak najczesciej.
          I nie mysl o tej zyletce itp.

          Ja wiem- kwadratura kola. Tez to mam.
          Ostatnio nie zagladalam tu, bo jakos "roslam w sile" i zylam realnie, zaczelam
          czu sie "zdrowo" i normalnie, zyc bz szajb.
          I wczoraj dowiedzialam sie ze jestem calkiem "lewa" i bez dlugiej i dobrej
          terapii nie pozbieram sie. Ze wciaz reaguje nienormalnie i jestm uwiklana jak
          cholera jasna.
          I mam teraz takie odczucie, ze na darmo to wszytsko, te proby moje samodzielne z
          ktorych nawet zadowolona bylam.
          Ze poczatek prawdziwego zycia bedzie dopiero po terapii, ktorej nawet nie wiem
          gdzie szukac. Bo moja psycholog sie nie sprawdzila w 90%.

          A mi sie juz nie chce!
          Chce wstac jutro rano i zyc normalnie i nie miec tych wszytskich cholernych
          mechanizmow!!!!

          Przepraszam, ze o sobie pisze.

          Trzymaj sie jakos.
          I nie wiem co ci poradzic.
          Wyglada na to,ze rozumowo wiesz co jest dobre a co zle a emocjami nie rozumiesz,
          ze nie jestes "przeklety".
          Cholerny los nas wszystkich.
          :(

          Odpocznij a potem znowu walcz o siebie - to chyba jedynie sluszna rada.
          • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 01:02
            kurcze,walczyć o siebie.....jak mam walczyć o siebie, znowu ktoś mi pokazał, że jestem śmieciem.....czy śmieć ma prawo walczyć???

            ale czuję, że łatwo nie poddam......niech sobie pieprzony wrocławiak sam upoluje żonę i córkę...

            relacjonował będę na żywo....

            i jak ma mi się nie udać, skoro stoją za mną tysiące słońc, do kurwy nędzy?
            • kwiatek.anyzku Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 01:29
              No wlasnie nie wiem jak.
              Ale musisz.

              Wiesz, co mysle?
              Ze to ty sam chciales sobie pokazac ze jestes smieciem.
              Ta cala historia to byla takie desperacki akt pokazania ze nie warto w Ciebie
              wierzyc, cenic itp.
              Skonczyles terapie, prawda?
              I tak bardzo Cie przerazilo ze powinienes byc juz "normalny" i zaczac miec wplyw
              na swoje zycie, ze zrobiles cos idiotycznego po to tylko,zeby przypadkiem nie
              wylesc ze znanego bagienka.
              Boisz sie wyjsc z niego bo ono jest dobrze znane a "normalnosc" nie.
              Boisz sie zmian, pewnie jak kazdy z nas tutaj.
              Nawet jesli sa to zmiany na lepsze.
              Bo musialbys poczuc sie dorosly, odpowiedzialny a w Tobie wciaz tkwi maly
              przestraszony chlopiec,ktory nie ma mocy sprawczej. Po prostu nie wierzysz tak
              do konca w to ze mogloby sie udac.
              Wciaz poczucie winy, to idiotyczne jakie ma/mial chyba kazdy tutaj ze to jacy
              byli rodzice to przez ciebie bo nie byles/jestes wystarczajaco godny.

              Mnie niedawno oswiecilo zdanie: "Kazdemu dzieje sie wedle woli jego"
              Tylko ze wedle tej woli podswiadomej. Wzielam swoja pod lupe i sie przerazilam.

              Rany, nie wiem co Ci napisac.
              Mam nadzieje ze znajdziesz jakis sposob zeby siebie samego pokochac i wybaczyc
              sobie (och, przypadkowo zabrzmialam jak Mskaiq) bo chyba tu jest pies pogrzebany.

              Przeciez oprocz tego malego skrzywdzonego chlopca, ktory nie ma na nic wplywu
              jest tez w Tobie swietny facet, ktory ma ogromna wyobraznie i wrazliwosc, i wie
              co jest czarne a co biale i potrafi. Tak- POTRAFI.
              Trzeba tylko go wydobyc i zreanimowac.

              Kurcze, maszdwie drogi: uda sie albo nie. I obydwie tak samo, w 100% zaleza do
              Ciebie i nikogo innego.

              To powiedzial przemadry kwiatek.anyzku, ktory sam jest jedna reka w nocniku.
              Ale ja tam nie zamierzam sie poddac.

              Strasznie jestem spiaca i mam nadzieje ze to co napisalam to nie jest jakies bla
              bla bla, tylko ze ma sens.
            • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 11:23
              Masz dwa glosy w sobie, jeden mowi pusc, bedzie jej lepiej bez Ciebie. Nie
              sluchaj tego glosu, zrob tak aby Twojej Zonie bylo lepiej z Toba zeby nie
              musiala odchodzic.
              Nie daj sie tez sprowokowac ambicjom i zalowi bo smak jego trwa krotko a bokl
              bedzie trwal do konca. Masz Corke, jest Twoja miloscia, nie pozbywaj sie tej
              milosci. Potrzebna jest Tobie a Jej jeszcze wiecej. Jesli masz watpliwosci czy
              warto to robic dla Siebie to zrob dla Corki.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 12:44
                moi rodzice też się rozeszlli, jak miałem 6 lat..
                też było tak, że matka wyprowadziła się do innego faceta, u którego miało jej
                być lepiej. Różnie to potem bywało..
                Swojego ojca to właśie najsilniej pamiętam właśnie z tamtego okresu. Najpierw
                przyjeżdżał bardzo często, potem coraz rzadziej, zaczął pić, coraz więęcej i
                więcej... W końcu znikął mi z oczu, do dzisiaj nie wiem nawet, czy
                żyje..Strasznie za Nim tęsknię..
                I tak sobie myślę, że chyba właśnie dlatego ten pierwszy raz będę walczył...

                Relacjonował będę na żywo...

                Proszę Was gorąco, bądźcie ze mną..
                • kwiaaatek1 Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 13:31
                  przepraszam jazz,rzeczywiście wtedy mnie poniosło,bo ja kiedyś byłam w podobnej
                  sytuacji jak Twoja żona,przypomniały mi się moje przeszłe doświadczenia,stąd ta
                  ''napaść''.

                  .................................................................................


                  www.terapiadda.republika.pl
                • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 14:43
                  Mysle ze wszyscy bedziemy z Toba. Kieruj sie miloscia, nie pozwol aby w tym co
                  bedziesz robil decydowala dzikosc Twojego serca, niech decyduje Twoja milosc.
                  Nigdy nie podejmuj decyzji kiedy bedzie wiele zlosci w Tobie, poczekaj podejmuj
                  decyzje kiedy bedziesz spokojny.
                  Serdeczne pozdrowienia.
                • dda_fan Re: no to narozrabiałem.... 26.07.06, 15:10
                  Walcz stary, bo małżeństwo łatwo jest zniszczyć, gorzej oczywiście je utrzymać w
                  obliczu wielu przeciwności.
                  Jest taka ciekawa książka "7 nawyków skutecznego działania" i mi w niej utkwiło,
                  że miłość tworzy się w naszej głowie i jesli kogoś naprawdę chcemy kochać, to go
                  kochamy. Będziesz żałował, że wasza rodzina będzie rozbita, ratuj tak długo jak
                  tylko możesz! Nie zakładaj z góry, że nie warto.

                  Przeproś swoją żonę, dogadajcie się, chociaż to będzie trudne, ale nie łudź się,
                  że nastepny związek twój lub jej będzie na 100% udany o ile w głowie nic się nie
                  zmieni.

                  Jesteś potrzebny żonie i dziecku - pamiętaj! Opanuj swoje wybuchy i "dzikość
                  serca", nad tym można panować tylko trzeba tego chcieć. Ja do tego doszedłem
                  zbyt późno, ale teraz jednak wiem, że można.

                  Pozdrawiam,
                • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 28.07.06, 12:00
                  Cale moje zycie przezylem bez milosci do kobiety. Przestalem wierzyc ze
                  istnieje taka milosc. Kiedy wszystkie karty zdawaly sie byc juz rozdane w moim
                  zyciu pojawila sie dziewczyna i milosc.
                  Pojawila sie wtedy kiedy bylo juz za pozno, kiedy moje zycie osiagnelo ten
                  punkt ze planowanie zycia z kims kto dopiero w nie wchodzi bylo
                  niedorzecznoscia.
                  Rozsadek podpowiadal ze to nie ma sensu ale serce ciagle mowilo inaczej, milosc
                  byla ciagle ze mna, nie chcialem sie jej pozbyc. Byla olsnieniem ktorego nie
                  mozna sie pozbyc.
                  Postanowilem walczyc o ta milosc, trwa to juz siedem lat. Musialem uwierzyc ze
                  to jest mozliwe, uwierzyc ze Ona tez bedzie czekala ze odejdzie od Swojego
                  chlopaka.
                  Wiare tracilem wiele razy, szczegolnie na poczatku. Znajdowalem dziesiatki
                  argumentow ze jest to niemozliwe. Pojawiala sie taka sama argumentacja jak u
                  Ciebie ze bedzie jej lepiej z tym chlopakiem niz ze mna, co moge Jej
                  zaoferowac. Pare lat temu powiedziano mi ze wyszla za maz, nie wyszla. Pare
                  miesiecy temu znow powiedziano mi o Jej slubie, ale serce ciagle podpowiada
                  inaczej.
                  Pozwol Jej wybrac, pieniadze, pozycja, dlugi nie znacza wiele, liczy sie to co
                  podpowie Wam serce.
                  Serdeczne pozdrowienia.
      • jazz-use1 Walczę... 28.07.06, 07:19
        walczę, choć ciągle brak mi pewności, czy mam prawo walczyć...

        zaczęło się od mojego wyjazdu....pokłóciłem się po prostu z Magdą i przestraszony bardzo, po prostu uciekłem. Uciekłem, bo w złości zmusiła mnie, żebym pokazał jej archiwum GG...Przestraszyłem się bardzo, że pozna moje najskrytsze myśli i nieopatrznie je zinterpretuje...
        Nie powiedziałem Wam wszystkiego.....Pojechałem nie byle gdzie....Bo pojechałem w jedno jedyne miejsce, do któergo nie wolno mi było pojechać za żadne skarby tej ziemi....Pojechałem do Wrocławia...Spotkać się z kobietą, z którą miałem "przygodę" na spływie kajakowym. Nic ważnego, po prostu się potknąłem. Nie było flirtu, ani adorowania...Alkohol dopełnił reszty.. Nie, nie usprawiedliwiam się, nic tego nie usprawiedliwia.....Ale nie pojechałem, do niej, tylko właściwie do siebie.....Kiedy tak stałem na trasie w nocy, miałem dużo czasu na rozmawianie ze sobą.....Wtedy odkryłem, co to jest ta moja "dzikość" i "tęsknoty"
        Pierwszy raz uchwyciłem to , miałem możliwość po kolei wyłapać te "poczwary", podnieść do światła i przyjrzeć się im uważnie „a coś ty za jeden i czym się żywisz?”.....I oświeciło mnie to, że tak naprawdę, to tęsknię za żoną i za córką, a najbardziej wtedy, kiedy mam je przy sobie....
        Do wrocławia pojechałem, bo Kaśka najbardziej ciepło z moich znajomych mówiła o Magdzie, ona mi najbardziej uzmysławiała, że Ją kocham. Tak prawdziwie i czysto, pomimo, że nie do końca wiedziałem, co to znaczy...
        Na miejscu okazało się, że sam ze sobą muszę to rozkminić i tak też zrobiłem...Coś się wtedy we mnie obudziło, coś do strzegłem....Do domu pędziłem z radością i lękiem...
        Magda powiedziała, że to koniec, że to był ten „jeden most za daleko”, że przekroczyłęm pewną granicę, zza której mogę nie chcieć powrócić.....A ja nie miałem odwagi się odezwać...
        Potem pojechała do Żagania.
        W Żaganiu mieszka jej koleżanka, pojechała tam się odprężyć i naładować pozytywem...A okazało się, że ta koleżanka zadzwoniła właśnie po niego w tajemnicy przed wszystkimi...
        Pojechali razem do Wrocławia (on jest też z Wrocka, cóż za ironia losu!!)...
        W międzyczasie, kiedy ona byłą tam, ja pojechałem z kolegą dwa razy do Krakowa – „tam i z powrotem”, żeby mu towarzyszyć w trasie po prostu.....Wtedy wyklarowało się we mnie wszystko...Że nie ma żadnej „dzikości serca”, żadnych tęsknot...Jest tylko Magda i Wiktoria i Ja i moja miłość do nich....
        Czekałem na Nią, jak na zbawienie, cieszyłem się strasznie, że miała czas na naładowanie akumulatorów i nie mogłem się doczekać, kiedy wróci. Chciałem jej opowiedzieć tyle pięknych rzeczy, paść przed Nią na kolana i błagać o przebaczenie za to całe moje pogubienie przez tyle lat...
        Wróciła i powiedziała, że jest on......
        Sytuacja wygląda tak, że on jej zaoferował siebie, a ja czuję, że nie mam z nim szans...Daje jej to, czego ja jeszcze długo chyba nie będę mógł jej dać....
        Wczoraj szukałem pewnych dokumentów w szufladzie i wysypały się różne moje pisma od komorników, za jakieś bilety nie popłacone...Mam nielegalnie podłączony prąd od kilu lat...Jakieś takie rzeczy nierealne..

        A on jej oferuje siebie, ze swoim ciepłem, ze swoją stabilizacją, jest nieźle ustawiony, ma dom i samochód, a ja kupę długów i zadłużone mieszkanie, z którego lada moment możemy dostać eksmisję......
        Zarabiam raptem 1500 zł i wiem, że Magda jest cholernie zmęczona tym, że ciągle na coś brakuje pieniędzy.
        W sumie to sam jestem tym bardzo zmęczony....
        I wczoraj doszedłem do wniosku, w takiej chwili zwątpienia, że pomogę jej w podjęciu tej decyzji, żeby odeszła do niego, żeby była szczęśliwsza....
        Była taska piosenka kiedyś, „z nim będziesz szczęśliwsza”, czy jakoś tak.....Strasznie to było ciężkie dla mnie, przepłakałem w pracy pół dnia...Boję się, co się ze mną stanie, kiedy jej zabraknie.. Chcę wakczyć i będę walczył, choć mam chwile zwątpienia, czy mi wolno, czy mam prawo jej tak zakłócać....

        Podjąłem też decyzję, że jeśli się rozstaniemy, chcę zniknąć z Ich życia raz i na zawsze.....Jeśli Wiktoria ma mieć nowego tatę, to niech będzie całą dla niego...Ni chcę, żeby czekała na mnie, żeby tęskniła, żeby płakała po nocach.. Tak, jak ja płakałem.....Mój ojczym był w sumie fajnym gościem i dawał mi dużo ciepła i pamiętam, jak bardzo się czułem nie fair w stosunku do Taty....Było mi czułem się nie w porządku, że lubię faceta, który zabrał mojemu tacie rodzinę.....
        Nie chcę, żeby Wiktoria musiała się sobą dzielić, żeby musiał wybierać....Jeśli się rozstaniemy, to chcę, żeby o mnie zapomniał, żeby była cała dla niego, żeby nie pamiętał, nie tęskniła, nie czekała......Myślę, że tak będzie jej łatwiej, że będzie wtedy miał spokojne życie...
        Kiedy opowiedziałem to wczoraj Magdzie, powiedziała, że pierwszy raz czuje, że bardzo ich kocham....
        • emajlowa Re: Walczę... 28.07.06, 08:11
          Odkryłeś to co dotychczas było nie odkryte.
          Chłopak! Walcz o swoje Kobiety, walcz bo warto.
          Niezbyt podoba mi się myśl o "zostawieniu" Wiktorii, tak czy siak będzie
          problem, chcesz czy nie jesteś jej ojcem i Twoim obowiązkiem jest trwać przy
          niej, w ten czy w inny sposób ale masz być przy niej.
          Wiem dobrze radzić tak patrząc z boku, nie powinnam radzić, sama mam wszystko w
          totalnym bałaganie, w każdym bądź razie trzymam kciuki za Twoje "kochanie"
          (dziewczyny, uczucie itd.), walcz o nie.
          • jazz-use1 Re: Walczę... 28.07.06, 15:32
            nie zrozumiałaś mnie..
            chodzi o to, że jeśli mała miała by byćszczęśliwa "Tam" to lepiej by było, żeby
            zapomniała, nie tęskniła, nie czekała...
            pamiętam, że ja miałem fajnego ojczyma, i ciągle mi było przykro, że go lubię,
            bo nie jestem "fair" w stosunku do ojca...
            to, co powiedziałem, to naprawdę jest efekt bardzo głębokich przemyśleń

            ale walczę
            • emajlowa Re: Walczę... 31.07.06, 10:52
              Nie Jazz, dobrze zrozumiałam, dobrze.
              Chodzi mi o to, że tak się nie da.
              Obojętne co zrobisz, będzie źle, dziecko będzie rozdarte, pomiędzy Tobą a nim,
              tak czy siak będzie źle, nie wiem czy odsunięcie się na bok będzie najlepszym
              rozwiązaniem, Wiktoria może przez to cierpieć jeszcze bardziej, nigdy nie
              wiadomo co zrodzi się w małej główce, skąd wiesz, że nie będzie winić siebie za
              rozpad Waszego związku?
              Kochasz ją.
              Masz wielki problem, nie wiadomo jak i co zrobić żeby było dobrze.
              Dziś mając własne doświadczenia wydaje Ci się, że tak by było najlepiej,
              lecz... no właśnie jest to lecz...
              Jedno co wiem, z nami (DDA) w większości dobrze jest się rozstawać (mam to
              przerobionę parę razy - żadnych kłótni, ot tak po prostu rozstanie i namiastka
              przyjaźni), Twoim zadaniem w razie gdyby... będzie dbanie o nią (przyjaźń) co
              się przełoży na obie Twoje dziewczyny. Z całego serca życzę Ci żebyś sobie
              poradził, żeby Ci wszystko wyszło, i nawet jeśli Magda odejdzie jest jeszcze
              Wiktoria, największa Twoja miłość, hm... paradoksalnie wróciliśmy do wątku
              gdzie Januszek bronił swojej hierarchii ważności w związku, myślę, że Janusz ma
              wiele racji, jest wiele racji w tym co mówi, co pisze. Pozdrawiam Cię bardzo
              serdecznie i trzymam kciuki za zdany egzamin.
        • ofiarnyaniol Re: Walczę... 28.07.06, 20:43
          wiem że kochasz...ale czasem miłość ma różne oblicza. Poświęcenie, wolność,
          dawanie, zabieranie, obdarowywanie, tęsknoty....Zależy tylko co wybierzemy...
          Pamiętaj miłość jest, będzie, nikt Ci jej nie zabierze, zawsze będzie w Tobie.
          Zawsze będzie Twoja w twej duszy a reszta jest tylko ubraniem, osłoną,
          realizmem. Nie daj zabrać sobie tej miłości co masz w środku.
      • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 28.07.06, 12:39
        Cale moje zycie przezylem bez milosci do kobiety Jazz-use1. Przestalem wierzyc
        ze istnieje taka milosc. Kiedy wszystkie karty zdawaly sie byc juz rozdane w
        moim zyciu pojawila sie dziewczyna i milosc.
        Pojawila sie wtedy kiedy bylo juz za pozno, kiedy moje zycie osiagnelo ten
        punkt ze planowanie zycia z kims kto dopiero w nie wchodzi bylo
        niedorzecznoscia.
        Rozsadek podpowiadal ze to nie ma sensu ale serce ciagle mowilo inaczej, milosc
        byla ciagle ze mna, nie chcialem sie jej pozbyc. Byla olsnieniem ktorego nie
        mozna sie pozbyc.
        Postanowilem walczyc o ta milosc, trwa to juz siedem lat. Musialem uwierzyc ze
        to jest mozliwe, uwierzyc ze Ona tez bedzie czekala ze odejdzie od Swojego
        chlopaka.
        Wiare tracilem wiele razy, szczegolnie na poczatku. Znajdowalem dziesiatki
        argumentow ze jest to niemozliwe. Pojawiala sie taka sama argumentacja jak u
        Ciebie ze bedzie jej lepiej z tym chlopakiem niz ze mna, co moge Jej
        zaoferowac. Pare lat temu powiedziano mi ze wyszla za maz, nie wyszla. Pare
        miesiecy temu znow powiedziano mi o Jej slubie, ale serce ciagle podpowiada
        inaczej.
        Pozwol Jej wybrac, pieniadze, pozycja, dlugi nie znacza wiele, liczy sie to co
        podpowie Wam serce.
        Serdeczne pozdrowienia.
      • jazz-use1 walczę....dzieńń drugi 29.07.06, 10:11
        wczoraj nakazałem sobie spokój, żeby umieć pogodzićsię z tym, że magda odejdzie....i żwtedy uderzyło mnie to, że im bardziej jestem spokojny, tym bardziej chcę walczyć o Magdę..
        wtedy przyszło olśnienie, że w sumie to nawet nie będę walczył, o nią, tylko o siebie...
        o to, żeby mi było lepiej, niezależnie od tego, co się stanie, czy się uda czy nie

        pomyślałem, że to może być klucz..że w ten sposób pokażę magdzie, że powinna zostać i ze mną sklejać swoje życie...
        zmiana faceta nic nie da.....to nie we mnie jest problem, tylko w nas...i trzeba robić wszystko, żeby to NAM było dobrze, a nie MI i JEJ...i to chyba o to chodzi....
        chyba coś się we mnie zmieniło
        wczoraj po raz pierwszy nie czułęm lęku, kiedy wypuszczałem klienta z warsztatu...po raz pierwszy byłem pewien swojej roboty, swojego działąnia....

        i w postępowaniu z Magdą też mam jakąś taką jasność i klarowność myślenia...

        wiem, co robić, żeby jej pokazać, że może na mnie liczyć, że chcę ją wspierać, i opiekować się nią....
        wiem też, że nie mogę jej obiecywać, bo mi nie wierzy, nie mogę zapewniać, prosić i błagać.....a mam ochotę krzyczeć, paść na kolana i całować jej stopy

        poprosiłęm tylko, żeby nie odpychała mnie dalej niż stojęteraz....żeby pozwoliłą mi zostaćw tym miejscu, cociażwiem, że jestem o lata świetlne oddalony od niej, a jednocześnie, tak bardzo pragnę się zbliżyć do niej...

        strasznie jąkocham i nie chcę, żeby odchodziła, i mam tak malutko czasu, żeby jądo tego przekonać...niedługo przyjeżdża ten koleś z Wrocławia i jadą razem na naszą działkę na weekend....i boję się tego strasznie...
        Wiem, co mam robić, wiem że chcę walczyć, myślę jasno, czysto, klarownie i przede wszystkim SPOKOJNIE...ale żeby nie było, że popadłem w euforię, powiem Wam, że bojęsięstrasznie....jest we mnei lęk, czy wytrwam, czy starczy mi sił, i czy to , co czujęteraz, to nie jest amok i szok wywołany wstrząsem i strachem....

        czy ktoś mógłby mi coś doradzić?
        dziękuję wam za ciepło i wsparcie.

        dziękuję Kwiaaaaatkowi1 i Kwiatkowi anyżku.
        Dziękuję Mskaiq, dziękuję Uhu-an, Emailowej i Anis. Tooinvolved za mądry artykuł, log222 i anołowi ofiarnemu :)
        Dziękuję naszemu fanowi (DDA Fan),za oczywistość tego, żeby walczyć.
        A najbardziej Januszkowi za uświadomienie, że nie chodzi o to, żeby magdzie było lepiej, tylko żeby NAM było lepiej, żeby ...
        że trzeba robić tak, żeby szczęście znaleźć we dwójkę.

        Dziękuję Wam wszystkim gorąco, jesteście kochani..
        Wesprzyjcie mnie mądrą radą i słuszną uwagą.


        --
        Proszę daj mi siłę, by pogodzić się z tym,
        na co wpływu mieć nie mogę;
        Odwagę aby zmieniać to, co zmieniać mogę;
        • zuzka821 Re: walczę....dzieńń drugi 29.07.06, 11:08
          Jazz... tak obserwuje co piszesz... czytam patrze jak starasz sie zmienic... jak walczysz... i mogę sobie tylko wyobrazić jak jest Ci ciężko...
          miałeś rodzine zawsze przy sobie, byli i tego nie zauwazales... teraz odchodzą... czy na walkę nie jest za pozno czy Twoje przebudzenie nie trwalo zbyt dlugo ?
          czego oczekujesz od nich a jesli wróci to na jak dlugo uda Ci Jej wytrwac w takim związku ?

          trzymaj sie cieplutko a DDA to nie etykieta mozna to zmienic ja to wiem i zmieniam
      • jazz-use1 Najnowsze wieści (katastrofa) 29.07.06, 14:27
        oto najnowsze wieści

        magda wcale nie była u koleżanki w Żaganiu
        była u tego faceta i to nie był pierwszy raz, kiedy się widzieli..
        Doszło między nimi do zbliżenia.
        Więc mam teraz ROGI....

        Zmienia to całą postać rzeczy...
        I jescze śmie mi mówić, żechce być ze mnąszczera aż do bólu....Kłamiąc jednocześnie....

        Uprzedzając Wasze pytania "a czego sięspodziewałeś", chcępowiedzieć, że okej, stało się...Może sam sobie no to zasłużyłem. Ale, do kurwy nędzy, nie zasłużyłem chyba na to, żeby mnie okłamywać....Aż tak...
        Teraz to jużnie wiem, co robić....ale chyba dalej będęwalczył.....Kiedy się tego dowiedziałem, to dopadł mnie taki demon, wiecie? Chciałem się zapaść w to bezpieczne bagienko rozpaczy....Ale od wczoraj jestem kimśinnym...Mam jasne cele, myślęczysto i klarownie...Ale jeszce tu jestem, to jeszcze nie koniec...

        Janeeek!!!!
      • jazz-use1 Dzień Trzeci 30.07.06, 08:06
        Nie weim, co napisać....
        Magda powiedziała mi wczoraj, jak wiele Tamten dla niej znaczy....
        Przyłąpałem ją na niespójności opowiadań i okazało się, że pojechałą DO NIEGO...
        Jechałą i cieszyła się z tego z całęgo serca....Cieszyła się, że będzie mogłą mu dać Całą Siebie...
        Obiecałem sobie, że nie będę płakał, prosił, obiecywał, że zachowam się z godnością, a potem dowiedziałem się, że właściwie nic tu po mnie...

        Wczoraaj długo mi opowiadała, jak było u niego i zachowałem się godnie.Wycisnąłem z niej wszystkie - jak mówi - zwierzenia i nie krzyczałem, nie płąkałem..
        Ale okazało się, że ona już jest całą dla niego, każdą komórkąciałą krzyczy, czeka tęskni, że dla mnie tu chyba nie ma miejsca..
        A odnalazłęm w sobie TAKIE ŚWIATŁO....kieddy w piątek naprawiałem motocykl w pracy, pierwszy raz byłem pewny swego działania, bez lęku otworzyłem drzwi i wypuściłem klienta...I byłem PEWNY, pierwszy raz w życiu, że będę walczył, a widać, że ten demon z któym przyjdzie mi się zmierzyć, jest nieporównywalnie większy niż sądziłem i cały czas rośnie....
        Nie wiem, jak mam z nim walczyć, dostaję od magdy sprzeczne informacje, tak jakby ona prowadziła ze mną jakąś potyczkę, kto kogo przeczytrzy...
        Mówi mi dużo takich rzeczy, które mnie zbijają z tropu....

        Może to jest ten moment, kiedy trzeba powiedzieć cześć?

        We wtorek wyjeżdżam do Ciechanowa na dwa dni i myślę o tym, czy nie poprosić magdy, żeby...
        • mskaiq Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 08:33
          Kiedy zrozumialeas wszystko okazuje sie ze nie ma do czego wracac. Mysle jednak
          ze jest, masz Corke dla ktorej jestes wazny i ktora jest wazna dla Ciebie.
          Co zrobi Magda to Jej decyzja, tutaj nie wiele bedziesz mogl zmienic.
          Sprobuj skoncentrowac cala milosc na dziecku, nie mysl o Magdzie, o tym jaka
          bedzie Jej decyzja bo tak budujesz potezny niepokoj ktory znow rozbudzi Twoja
          dzikosc serca i mozesz zrobic cos co zniszczy wszystko.
          Musisz czekac, kazda mysl o Magdzie zamieniaj na mysl o Swojej Corce i czekaj.
          Staraj sie rowniez byc aktywny bo aktywnosc pozwala pozbywac sie zlych mysli, a
          masz ich obecnie bardzo wiele.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • januszek96 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 12:04
            To magda popełnia bląd...... szuka rozwiazania na zewnątrz , a nie w sobie , to
            jej napewno nie pomoże ...... Wiktoria od Ciebie nie odchodzi .... i to jest
            najwazniejsze ! Masz u mnie pełne wsparcie . Jestem lojalny . A moze " nastukać
            " facetowi ? Nalezy mu się ...... z kazdej strony , jakby na to nie patrząc
            ..... Pozdr :-)
            • zuzka821 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 12:10
              skąd wiesz co jego zona przezywa... moze szukała innego wyjścia tego nie wiemy, wina nigdy nie lezy po jednej stronie... czy zawsze kobieta musi byc winna ze odchodzi moze jej czegos brakowalo, milosci wsparcia bycia kochana a Ty chcesz to w 2 dni zmienic, nie rozumiem dlaczego to kobieta ma zawze byc tą najgorsza mowisz walcze o nia "jade do ciechocinka odpocząć" czy to jest walka a w tym wszystkim co z Twoją córką widzialam jej zdjęcia na forum piękna jest
              • jazz-use1 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 22:19
                nie jadę do ciechocinka, tylk odo ciechanowa.....
                i nie jadę odpocząć, tylko jadę ZDAWAĆ EGZAMIN NA PRAWO JAZDY!!!!!
                pierwsza rzecz po terapii, którądociągnąłem do końca....wypraszam sobie takie "odpocząć"
            • ofiarnyaniol Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 12:20
              Czemu nie spyta się nikt co ja czuję? Ta Ona.?
              Czemu mnie tu nie ma... Nie podoba mi sie to. Potraficie oceniać a nie patrzeć
              z boku. Czasami naprawdę nie ma wyboru. Za dużo się dzieje. Nikt nie spytał
              mnie czemu Ja ta Ona tak zdecydowała. A miałam prawo po pewnych wielu
              sytuacjach.
              • zuzka821 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 12:41
                DDA takie 3 literki a tak potrafią zawładnąć czlowiekiem i całym jego zyciem... latwo sie schowac a tak trudno wyjść... czasami trzeba poniesc konsekwencje swoich zachowań wyborów jak np odejscie zony córki męza...

                Trzymaj sie cieplutko Jazz jestem
                • januszek96 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 18:26
                  Jak to odejść ? Jak ja bym odchodził za każdym razem gdy mi się coś nie podobało
                  , to bym dzisiaj stał na Biegunie i przytupywał..... W zwiazku istnieją pewne
                  zasady , których nie mozna łamać..... I dalej stoję na stanowisku , że facetowi
                  trzeba wpierniczyć ( Nie porządaj żony bliźniego swego ) Łapy mu połamać ! ....i
                  podeptać troche chwasta ..... Odechciało by się szmaciarzowi cudzych żon..... Ot
                  co !
                    • januszek96 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 20:53
                      Trąci mi to agresywnym feminizmem ....... kuglowanie zasadami...... przeciez
                      magda poszła z Wiktorią do jakiegoś obcego faceta .... Jesteśmy DDa ....gdzie tu
                      dobro dziecka ? ! A jak facet jest pedofilem , normalny napewno nie jest .....
                      rozbija rodzinę ..... to człowiek bez zasad ! .... magdę też zostawi ..... i
                      zajmnie się inną mężatką ....... Nastukać gościowi !!!!
                      • zuzka821 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 21:27
                        Trąci mi to agresywnym feminizmem .......
                        nie rozumiem tego ... czy walka o Siebie czy odejscie kobiety od męża to feminizm... czy nie liczą się potrzeby 2 osoby...

                        magda poszła z Wiktorią do jakiegoś obcego faceta ....
                        ta kobieta ma prawo podejmowac wlasne decyzje a nie cale zycie uwazać bo on jest dda... i nic nie chce z tym zrobic... skąd wiesz jaka była miedzy nimi reakcja

                        A jak facet jest pedofilem ,
                        kim Jestes ze takie wnioski wysuwasz

                        Jesteśmy DDa ....gdzie tu dobro dziecka
                        czy cale zycie bedziesz sie afiszowac Jestem dda to nie dotykaj nic nie mow jestem biedny i nieszczesliwy bo nikt mnie nie kocha, nic z tym nie robiac bo tak lepiej... ?
                        sorki przesadziles
                        • januszek96 Re: Dzień Trzeci 30.07.06, 22:33
                          Bardzo interesujacy manifest....... mam nadzieję , ze nie jesteś hipokrytką i
                          przedstawiasz go każdemu facetowi który się Tobą interesuje. Miłej samotnosci.
                          Słyszałas coś na temat relacji interpersonalnych ?
                          • jazz-use1 Re: Dzień Trzeci 31.07.06, 05:42
                            janusz, proszę, odpuść....
                            nie o to chodzi, żeby skuć mu mordę, bo uwierz mi, sam mam ochotę obdzwonić całą swoją książkę telefoniczną....
                            ale to wtedy byłby koniec...
                            bądź i wspieraj mnie mądrą radą, i fachową wiedzą..(bardzo mi dużo dało Twoje "tu i teraz trzeba robić tak, żeby było dobrze)

                            i skończcie, proszę, tą bezsensowną sprzeczkę.
                            Dziękuję
              • jazz-use1 Re: Dzień Trzeci 31.07.06, 11:10
                opowiedz im o tych sytuacjach.....ale opowiedz im to szczerze....
                opowiedz, jakim byłem skurwielem, ale opowiedz im też o wakacjach nad morzem,
                narodzinach Wiki, opowiedz im o działce, ale też o grochowie...
                i tak Cię kocham, tym mocniej, im więcej słyszę od Ciebie o sobie
                i tym bardziej jestem pewwien, że Walczę, im więcej dowiaduję się o Tobie
                Szanuję Twoją decyzję, wiem, że masz prawo trwaćprzy niej niezachwianie. Ale
                wiem też, że decyzje są po to, żeby wiedzieć, kiedy można ją było zmienić.

                Koocham Cię.
      • jazz-use1 Dzień Czwarty 31.07.06, 06:03
        Jestem....
        Trwam....
        Chociaż jest mi ciężko....
        Jestem pogubiony, nie wiem, czym walczyć...
        Nie wiem, co jest prawdą, a co ułudą....
        Nie chcę walczyć o Wiktorię, chcę walczyć o nie obydwie...
        Wczoraj i przedwczoraj wysłuchałem wielu ciężkich rzeczy, słuchałem o Nim, słuchałem o tym, jak rozwijało się Uczucie, jaką nadzieję i wiarę ofiarował Magdzie ...
        Wysłuchałęm, jak to się wszystko stało, jak do tego doszło i wysłuchałem, Co się działo...Słuchałem i kochałem coraz mocniej i szczerzej
        Nie było krzyków, rozpaczy i wylewanych żali....
        Myślę, że zachowałem się godnie..

        A MAgda sprawia wrażenie, jakby była na mnie o to zła...Jakbym jej rozpieprzył jakąś misternie ułożoną budowlę, jakiś Wielki Plan...
        Wiem, że się boi, wiem, że czeka, kiedy wybuchnę, kiedy w końcu stracę nad sobą kontrolę i znowu cośw mieszkaniu rozpieprzę.
        W weekend spełniłem Swoje Wielkie MArzenie : powiesziłem sobie Verticale, takie pionowe żaluzje, zawsze o nich marzyłem...zrobiłęm w końcu coś, żeby mieszkać w Ładnym Domu....Trochę dla MAgdy, a trochę dla siebie...

        Przede mną Ciężki Tydzień...Muszę zdać prawko, ogarnąć sprawy związanie z nami, z mieszkaniem, zalegli klienci,umówić się z Psychologiem....Dużo tego... A jednocześnie, chciałbym cieszyćsiękażdą sekundą spędzoną z Nią, nie chcę uutracićani okruszka jej...No, ale tu jużmoje "zapadki" chyba się uruchamiają - więcej, mocniej, szybciej...
        Z jednej strony, chcęMAgdzie dać czas, nie chcę jej zagłąskać, bo widzę, aż ją to odtrąca. A z drugiej, bojęsię, że przegapięten moment, kiedy powinienem "docisnąć i zrobić krok....

        Trwam.
        Jestem.
        Czekam.

        I twardy jestem jak skała, "jak Tommy Lee Jones w >Ściganym<" he he

        Na razie tyle...
        • zuzka821 Re: Dzień Czwarty 31.07.06, 07:59
          Janusz tak sie sklada ze mam narzeczonego, terapie, przyjaciół...

          Jazz zycze powodzenia na egzaminie wiesz pomodlilam ise dzis dla Ciebie o sile o wsparcie, o to abyś nauczył się cieszyć... Jestem bliziutko trzymaj sie cieplutko, Ładne Twoja żona ma imię mowiłeś jej To
        • dda_fan Re: Dzień Czwarty 31.07.06, 16:08
          Cześć stary,

          Tak się zastanawiałem, co Tobie napisać i nawet napisałem, ale pechowo komp mi
          padł i raczej się nie opublikowało, więc zacznę od poczatku.

          Chciałbym dać Tobie kilka dobrych rad i jakoś pomóc, ale to nie takie łatwe.

          Czym walczyć pytasz?

          Z pewnościa nie agresją i złymi emocjami, a raczej poztywymi myślami i dobrem.
          Mam swoje doświadczenia i wiem, że "na siłę" raczej nie udaje się poprawić
          relacji między dwojga ludźmi.

          Ponieważ długo ze soba byliście, to łączyła was jakaś więź, jak była mocna tego
          nie wiem, ale warto wykorzystać. Teraz jest trudna sytuacja, ale nie
          beznadziejna, nawet jeśli ona ma innego partnera. Dobrze, że Tobie o tym
          powiedziała, to wygląda moim skromnym zdaniem jakby sygnał z jej strony dla
          Ciebie i chęć pokazania Tobie, że w końcu ona inaczej chce ułożyć sobie życie
          niż dotychczas.

          Postaw na dialog z nią, ale bez kłótni!

          Warto się uspokoić i rzeczowo podejść do całej sprawy. Gdy będziesz pozytywnie
          myślał, to twoja żona z pewnością zauważy. Nie byłoby dobrze robić jej teraz
          wyrzutów i prowokować nieprzyjemnych sytuacji.

          Pomimo tego, że kogoś znalazła, sądzę, że w głębi serca nadal mysli o Tobie,
          może nawet liczy, że coś się zmieni także w Tobie.

          Macie wspólne dziecko, które potrzebuje rodziców i nie dopuszczaj nawet myśli,
          ze dziecko jej zostawiasz i ono Ciebie nie potrzebuje, a przyszły tatuś Ciebie
          zastąpi. Masz równie ładną dziewczynkę jak moja i nigdy o niej nie zapomnij!!!

          Aby walczyć o nią użyj pokojowej metody Ghandiego, to może przynieść lepsze
          efekty. Ja wierzę, że dobro zwycięża.

          Trzymam za was kciuki :-)

          Pozdrawiam,
          • januszek96 Re: Dzień Czwarty 31.07.06, 20:05
            Ja w sumie też jestem pacyfistą ....... ale wiem jak to jest ciężko , gdy się
            wszystko rozpada ..... to wszystko co razem tworzyliśmy .....tworzyliśmy
            niemałym wysiłkiem z tymi wszystkimi naszymi lękami , dysfunkcami ..... a to się
            rozpada ....... te nasze marzenia....Przeżyłem to.....przetrwałem ...... teraz
            jest dobrze .... Myślę że przetrwacie .....będzie jeszcze świeciło Wam słońce
            .....Życzę Wam tego z całego serca
      • jazz-use1 pierwsze zwątpienie Jazz'a - kumple? 01.08.06, 06:54
        no właśnie, wczoraj z Magdą rozmawialiśmy jak kumple...i rozmawiało nam się bardzo fajnie....Zwątpienie? - chyba tak....ale czy to nie będzie zdrada siebie?
        po tym wszystkim, co ostatnio odkryłem w sobie? Czy nie oszukujęsam siebie, czy nie udaję?
        Mam nadzieję, że nie....
        Jadę do Ciechanowa, bojęsię, że zawalę, że to, co siędzieje ostatnio, nie pozwoli mi się wystarczająco skupić...Ale chyba będęsiętrzymał...

        Kumple....

        No nie wiem.....Chcę walczyć i będę walczył. Może to mój egoizm, bo to taie jest "dla mnie". Ale dla Magdy myślę, też chcę walczyć, żeby ją też nauczyć tego
        "tu i teraz"..
        Czy to nie mogłoby być prostsze?
        Szklanką o ścianę, trzaśnięcie dzrwiami, "cześć".....
        • jazz-use1 jescze jedno 01.08.06, 07:01

          zastanawiałem się też wczoraj, w ciągu dnia, czy "gdyby", to czy będę potrafił Magdzie zaufać.....

          "tamtego" na razie nie ma, to też jakaś euforia była, która ochłonęła..
          i jest we mnie niepokój, czy to nie kłamstwo, żeby go chronić w jakissposób przede mną....
          tak, wiem co piszę, zdaję sobie z tego sprawę....

          w każdym razie, jest zwątpienie, ale myślę, że przyszło taką naturalną koleją rzeczy...
          • mskaiq Re: jescze jedno 01.08.06, 16:28
            Nie ukladaj scenariuszy, musisz czekac. Inaczej pojawi asie znow dzikosc Tojego
            serca i zniszczysz wszystko.
            Nie mozesz watpic, musisz rowniez zaufac. Niczego nie wymuszaj, wtedy nie
            bedziesz mogl sie bac czy mozesz zaufac. Nie bojac sie, Ona powinna powiedziec
            Ci wszystko, klamstwo pojawia sie razem ze strachem.
            Serdeczne pozdrowienia.
      • jazz-use1 Dzień Szósty- Dziękuję 02.08.06, 17:53
        Dziękuję wam nszystkim za wsparcie, za mądrą radę, za słowa otuchy i za wszystko w ogóle...
        Bardzo dużo mi to dało...
        Walczę wciąż, choć Magda trwa niezachwianie w swej decyzji.
        powiedziała, że na razie nie myśli o tamtym, że to faktycznie za szybko się wydarzyło, że wyprowadza się, żeby samemu trochę pobyć
        żeby samej zmierzyć się z przeciwnościami losu, trudem dnia codziennego...
        Dowiedziałem sięod niej jeszcze paru żeczy, o których nie wiedziałem, ona poznała jeszcze dwie moje traumy, o których nie wiedział do tej pory nikt, nawet ja sam gdzieśto zakopałem w zakamarkach świadomości.
        Nie chc, żeby odchodziła, chcę razem z Nią pod górkęiść, trzymając sięza rękę...
        Wiem też, że jej decyzja jet z pewnych względów słuszna....Że może faktycznie tak będzie lepiej, ale przy swojej decyzji, żeby walczyćo Nią też chcętrwać..Moja decyzja, też jest ze wszech miar słuszna, nieprawdaż..
        Chcę si ęzmienić, chcę żeby narodził się nowy Jazz, on już gdzieś się przebija na światło dzienne, choćn ie następuje to bez bólu....
        Wiem, że idę do psychologa, tym razem chcę iść na terapię indywidualną i wiem, że teraz muszę przyjrzeć się WSZYSTKIEMU...Włącznie z tym, co mi zrobiono w dzieciństwie, a o czym nie wie nikt, oprócz JEJ.

        Dziękuję Wam jeszcze raz gorąco, jesteście Światłem i Miłością.
      • jazz-use1 czy to już?? 07.08.06, 19:28
        w piątek pojechałem na pielgrzymkę kajakowąna górę Św. Anny...
        chyba jednak nie dostąpiłem łaski, nie odnalazłem wiary...

        magda bardzo naciskała, żebym jechał...mówiła, że to mi będzie bardzo potrzebne i że to dobry moment i że nie chce, żebym siedział sam przez weekend..
        nakłąmała mi, że ma jakieśspotkanie na działce dziewczyn ze swojego forum...

        prawda okazała się taka, ze on przyjechał i dlatego ona tak naciskała, żebym wyjechał z Warszawy...

        kłamstwa, kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa....

        ciężko mnie doświadczasz, o losie...czy to próba jakaś, czy co?
        czasami myślę, że magda mnie sprawdza, ile wytrzymam...
          • jazz-use1 Re: czy to już?? 09.08.06, 20:21
            a skąd wiesz, czy nie pozwalam, co?
            taka jesteś mądra??
            nie wiesz, co mam w środku, nie wiesz, co czuję, znasz tylko część prawdy!!!
            NIE MASZ PRAWA PISAĆ TAKICH RZECZY !!!!
        • mskaiq Re: czy to już?? 09.08.06, 10:49
          Wiara to bardzo trudna sprawa Jazz-use1. Tracilem ja wiele razy, poddawalem sie
          czasem na pare dni a czasem na dluzej ale za kazdym razem wracalem.
          Tracilem wiare bo sam pozbawialem sie moich szans, sam znadowalem powody ktore
          oslabialy moja wiare, kiedy moj strach podpowiadal mi ze jest to niemozliwe.
          Nadal wierze i wiem ze osiagne to co zamierzylem, nie mam zadnych watpliwosci.
          Z tego co rozumiem Magda nie podjela jeszcze decyzji co dalej. Dopoki jej nie
          podejmnie, musisz wierzyc.
          Kontynuj Swoja zmiane, napisales co chcialbys zmienic, te zmiany sa konieczne
          bo to jest ta zmiana ktora jest potrzebna w Twoim zyciu.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • jazz-use1 odeszła... 11.08.06, 22:40
            już po wszystkim, tak mi się zdaje...
            boli strasznie, mam ochotę rwać pazurami swoje ciało
            na nic zdała się moja walka, od początku byłem skazany na porażkę.jak pojawia się nowy, lepszy facet, nic nie można zrobić, można co najwyżej przeczekać...
            płomień, o któym Wam pisałem, zgasł...Zawsze jak coś się we mnie ciekawego rodzi, to dostaję kop[a w twarz od życia..
            teraz walczę, żeby się nie rozsypać, płączę co chwila i rozpaczam..ktoś napisał "bezpieczne bagienko" - coś w tym jest.
            myślę o niej cały dzień, mam ochotę co chwila dzwonić, mówić że kocham i tęsknię

            byłem u psychologa, chcę się wpieprzyć w terapię, taką ostrą, jaką magda miała
            z tym, że jak położe szefowi na stole l-4 na trzy miesiące, to nie wiem, jak on to przyjmie...

            cały czas mi ten wyjazd chodzi po głowie, może to byłby dobry pomysł, taka "terapia szokowa"
            boję się, tak strasznie się boję...boję się że popadnę w szaleństwo, że matka wróci, że skończę jak mój ojciec...nie chcę tego, chcę zmienić swoje życie, ale się boję..
            nie wiem, jak magdę sobie z głowy wybić, mam koszmary w nocy, śni mi się to wszystko co się wydarzyło ostatnio , skumulowane w jeden sen...
            • mskaiq Re: odeszła... 12.08.06, 07:46
              Milosc nie boli Jazz-use1. To co boli to żal przeszłych chwil, niespełnionych
              pragnień, nie doczekania chwil, na które się czekało.
              Zal przynosi lzy i rozpacz. Bron sie przed tym zalem bo potrafi zniszczyc.
              Zawsze powtarzam sobie ze nie ma krzywdy ktora bylaby tak wielka aby mogla
              wywolac we mnie zal.
              Mozesz powtarzac ze ja kochasz ale nie wspominaj, nie wywoluj zalu za chwilami
              przeszlymi, nie mysl jak mogloby byc pieknie w przyszlosci.
              Nie popadniesz w szalenstwo kiedy bedziesz kontrolowal zal. Staraj sie rowniez
              byc bardzo zajety, pracuj jak najwiecej, kiedy pracujesz nie myslisz, nie masz
              czasu na budowanie zalu.
              Kiedy bedziesz mial wiele czasu mysli o Magdzie beda ciagle z Toba, beda ciagle
              ranily bo bedzie ciagle zal i wtedy trudno wytrzymac.
              Sprobuj takze budowac jak najwiecej mysli o Twojej Coreczce. Jej nie straciles,
              kocha Ciebie.
              Serdeczne pozdrowienia.

      • jazz-use1 Re: no to narozrabiałem.... 12.08.06, 11:37
        to nie tak.... walczę z tym żalem, walczę z gniewem.....
        tylko nie mogę przestć o Niej myśleć....czekam na telefon, sms'a....podrywam
        się na każdy dźwięk telefonu...
        ale chcę sięod niej uwolnić, nie chcę o niej myśleć, gdyby nie było tamtego,
        pewnie byłoby łatwiej...na pewno moja urażona duma tutaj gra, po prostu poszła
        i oddała sięinnemu, nie łatwo przejść nad tym do porządku dziennego...i jeszcze
        te kłamsta, intrygi, jużgo znająnasi wspólni znajomi i jej rodzina...
        to po prostu nie w porządku, ne tak szybko....
        • kwiatek.anyzku Re: no to narozrabiałem.... 12.08.06, 13:13
          Jazz, to przykre, ze sie nie udalo.

          Ale zeby zyc normalnie MUSISZ przezyc ten zal, dac sobie prawo do upustu emocji.
          Placz, wal glowa o sciane, krzycz, rzuc jakas szklanka, wydobac z siebie zal,
          gniew, wszystkie emocje. Przezyuj je najitensywniej jak mozesz.
          Tylko to jest warunkiem uporania sie z tym.
          To tak jak z rana, trzeba ja oczyscic grzebiac w niej, zeby mogla sie zagoic.

          Jezeli stlumisz emocje, wykonczy Cie to, poniewaz wciaz beda wracaly ukryte jako
          zupelnie inne objawy.
          Widze, ze jestes bardzo emocjonalnym facetem, wiec tym bardziej musisz poczuc
          swoja rozpacz, zal, wszytskie te uczucia- i wyladowac je.

          Pewnie dlugo jeszcze beda Cie targaly emocje, ale jesli pozwolisz sobie przezyc
          je teraz jak najsilniej, zakazdym nastepnym razem bedzie ci latwiej i lzej.

          Uwierz mi, sama to przerabialam, ale nie pisze oczywiscie tylko na podstawie
          osobistych doswiadczen.
          Statystycznie zaloba po zwiazku trwa ponoc 2 lata,ale ja mysle, ze to zalezy od
          konstrukcji caloksztaltu.

          I pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.
          Wierze ze Ci sie uda pozbierac.
          Daj sobie czas i prawo do bezsilnosci i czucia sie okropnie.
        • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 12.08.06, 15:03
          Walcz z zalem i gniewem, wiesz co oznacza zal i gniew. Przede wszystkim badz
          aktywny, sprobuj byc aktywny, zaobaczysz jak szybko aktywnosc przyniesie Ci
          ulge.
          Kazda mysl o Niej, szczegolnie zla, wywolujaca zal, gniew, urazajaca Twoja dume
          to nowy bol. Bolu nalezy unikac, to jest czescia naszego instynktu
          samozachowawczego. Jesli nie bedziesz myslal to nie bedziesz budowal zalu,
          rozpaczy i zlosci. Powoli emocje beda ustepowaly, poczujesz sie lepiej.
          Zwroc rowniez uwage na to abys sie odzywial, taki stres zwykle powoduje ze
          zapominamy o jedzeniu.
          Musisz byc silny, masz dla kogo zyc, masz Corke ktora potrzebuje Ciebie.
          Serdeczne pozdrowienia.

          • katarsis Re: no to narozrabiałem.... 15.08.06, 11:09
            Jazzie...
            "Kto walczy cale zycie zostaje wojownikiem..."
            Czy wojowac zamierzasz o cos przez cale zycie? Czy o milosc, ktora sie ma w
            sobie ciagle nalezy walczyc? Czy ta wieczna walka nie jest (zludnym) sposobem
            uzasadnienia Twojej milosci?
            Cos co doskonale (milosc) nie potrzebuje czegos mniej doskonalego (walka) by
            sie uzasadniac. Jest wystarczajacym powodem (milosc) dla siebie.
            Milosc to trwanie. Milosc to kontemplacja. Twoja walka 'z demonami' nie jest
            dowodem milosci. Milosc sie ma bezwarunkowo. Walka toczy sie ze strachem przed
            zmiana...przed samotnoscia...Milosc jest pelnia...Jest doskonalsza od strachu,
            ktory jest wytworem mysli
            Przestan obmyslac, projektowac co raz to nowsze sposoby walki i Twojej reakcji
            na Jej reakcje. To taki 'gabinet luster', w ktorym wypacza sie rzeczywistosc.
            Porzuc to co nierealne - powroc do tego co jest zrodlem. Zamiast projektowac -
            przezywaj. Szukaj sposobu na wyciszenie.
            Mnie w momencie podobnym do Twojego pomogla medytacja. Skupianie sie na
            czynnosciach - a zaprzestanie myslenia. Przezywanie w ciszy swojego bolu.
            Odrzucenia, ktore odczulam jako prawdziwy fizyczny bol.
            Dzieki medytacji powrocila radosc.
            Swiat sie rozjasnil.
            Odszedl bol...
            Zrozumialam czym jest cierpienie. Jest skutkiem przywiazania do tego co
            nierzeczywiste, do tego co niedoskonale. Mozna kochac nieskonczenie inna osobe,
            ale to nie ta osoba jest warunkiem istnienia naszej milosci. Milosc jest
            bezwarunkowa i nie ginie wraz z odejsciem tej osoby...
            A gdy naprawde przestaniesz sie bac jej straty ona (milosc) wroci do Ciebie.
            Pozdrawiam
      • jazz-use1 BOŻE!!! Co ja narobiłem!? 16.08.06, 18:46
        co ja najlepszego narobiłem??
        jak mogłem do tego wszystkiego dopuscić??
        przecieżOna mnie tak strasznie kochała (kocha?)
        i przez swojągłupotę, przez swoje zapadki, i traumy, przez swoje lęki i psychozy zmusiłem Ją do odejścia...
        wiem, że za późno to do mnie dotarło, wiem że za późno żeby wszystko naprawić i sklejać...oszaleję chyba...
        wołam Ją w nocy, kiedy nie ma jej przy mnie, szukam Jej dotyku, kiedy śpi w drugim łóżku i wiem, że już nie jest moja...że mnie nie ma, nie istnieję.....

        byłem taki głupi, taki nieporadny i teraz mam za swoje - moja żona, moje największe szczęście opuszcza mnie, bo nie okazałem się Jej godzien....

        nie dziwię się jej wcale, i tak dużo wytrzymała i życzę Jej jak najlepiej z Nim, chociaż boli i rwie..
        oszaleję chyba...
        dzisiaj zawiozłem Wiktorię do teściowej, na razie u niej będą mieszkać, na dowidzenia dała mi swojąksiążeczkę, żebym poczytał, jak mi będzie smutno..Moja Mała Księżniczka...Z niąteż nie umiem się cieszyć, dopiero musiałbym sięnauczyć sięzpędzaćz nią czas...

        W niedzielę magda jedzie na urlop do ?Niego...chyba oszaleję..Boże, co ja najlepszego narobiłem??Dlaczego mi na to pozwoliłeś???Ja jużmam dosyć, już swoje w życiu dostałem...

        wiem, że mnie kochała, że całego świata by mi uchyliła, a ja tego nie widziałem, nie potrafiłem przyjąć Jej Wielkiej Miłości.....Boże jak boli...
        teraz siedzę i płaczę, znowu się zapadam w bezpieczne bagienko rozpaczy...

        dzisiaj w ruch poszła żyletka...nie wiem po co..
        • amazon500 Re: BOŻE!!! Co ja narobiłem!? 16.08.06, 19:42
          Jazz... chyba nic nie napiszę, bo żadne słowa nie oddadzą tego, co czujesz i
          próba pocieszania przyniosłaby zapewne odwrotny skutek. Napiszę tylko, że
          pamiętam o Tobie i posyłam Ci wiązkę pozytywnej energii.
          <peace>
        • mskaiq Re: BOŻE!!! Co ja narobiłem!? 17.08.06, 03:19
          Kochaj Magde, ale nie obwiniaj Siebie. Milosc nie boli, co bedzie dalej
          zobaczysz, samo sie wszystko rozwiaze.
          Obwiniajac Siebie chcesz karac Siebie za to co sie stalo, dlatego poszla
          zyletka. W ten sposob nie rozwiazesz spraw, tylko okaleczysz Siebie.
          Rozwiaz sprawy, najpierw sprawy z Corka, piszesz ze nie umiesz sie ciszyc sie z
          Wiktoria, musisz sie tego nauczyc, musisz sie nauczyc milosci. To bardzo wielka
          sztuka. Jesli nauczysz sie milosci do Wiktori to nauczysz sie rowniez kochac
          Magde.
          Zwykle kiedy nie umiemy kochac siebie nie potrafimy kochac innych. Kochamy ale
          zamiast przynosic radosc i szczescie osobie ktora kochamy przynosimy bol,
          smutek i cierpienie.
          W tej chwili zamiast wybaczyc sobie probujesz uzywac zyletki. Wybaczenie to
          jeden z najwazniejszych atrybutow milosci. Musisz nauczyc sie wybaczyc Sobie,
          bedzie Ci to bardzo potrzebne.
          Seredczne pozdrowienia.
          • ofiarnyaniol Re: BOŻE!!! Co ja narobiłem!? 19.08.06, 11:24
            Rafał.....Proszę zacznij lubić siebie, to najważniejsze....Zacznij korzystać z
            tego że masz córkę....Kochaj ją z całych sił ale nie manipuluj....Proszę pokaż
            sobie że jesteś wspaniałym człowiekiem, a to że nam sie nie udało...
            Ehhh...Zrób to dla niej...Wczoraj jak staliśmy na komisariacie kiedy nas
            spisywali...Nie umiałam tego wytrzymać ja też mam zapadki... Ile razy budziłam
            się w nocy w strachu że Cię zabiorą .. Nie dopuśc do tego żeby to
            zrobili...Zajmij się sobą zajmij się córą...i chciałabym abyś był moim kumplem
            przyjacielem, znamy się tyle lat...ale daj mi wolny wybór...Wolny wybór...Nie
            panikę i ból, tylko wolny wybór... Jedz na Wileńską zacznij terapię, utrzymaj
            pracę wiem to jest ciężkie ale zrób to DLA SIEBIE I WIKI...Proszę...I dziękuję
            wam że tu z nim jesteście...
            • jazz-use1 magda 23.08.06, 18:42
              myślę, że nie powinnaśsięudzielaćw tym wątku
              piszesz, że chciałabyś, abyśmy byli przyjaciółmi, kumplami...
              ja teżchciaem...ale nie potrafię przestć myślećo tobie...jest we mnie dużo złości, na ciebie. nie powinnaśbyła jechać, po tym, jak mówiłaś o tym znalezieniu siły i światła w sobie. pPo tym, jak mówiłaś, że chcesz teraz być sama, że z Kochasiem faktycznie poszło za szybko, że teraz chcesz patrzeć w siebie i myślećtylko o swoim szczęściu ( i małej)

              Pokazałaś coś wręcz przeciwnego, że boi9sz sięzostaćsama ze swoimi zpadkami, ze sobą....Że ta Twoja terapia wcale nie przyniosła Ci tyle, ile chciałaś sobiie wmówić.
              Wiem, byłem skurwysynem, ale uważam, że nie zasłużyłem na takie potraktowanie. Ja naprawdę gdzieśw środku pogodziłem sięz tym, że Odchodzisz ( a właściwie, porzucasz, tak - PORZUCASZ), i prosiłe Cię tylko o troszeczkęczasu. A zamiast Twojego kumpelstwa dostawałem tylko stek kłamstw, bzdur i bajek.
              Mówiłaś tyle, że za szybko, że chcesz sama, jednocześnie zapraszając kochasia na działkę, potem, że nie wiesz, czy jedziesz do niego, a to jush było zaklepane.
              Czy według Ciebie, to jest GODNE rozstanie???
              A już chwytem poniżej pasa był Twój tekst, że okej, wyprowadzasz się natychmiast, ale Wiktorii więcej nie zobaczę.I TY śmiesz mi zarzucać szantaż emocjonalny???
              To, co się teraz dzieje, jest myślę naturalną konsekwencjątego wszystkiego tego, co mi zaserwowałaś przez ostatni miesiąc, tak samo jak uważasz, że sam sobie zapracowałem na rozpad naszego związku.
              Wiem, że zachowujęsięniegodnie, że powinienem siętak rozlatywać, ale uwierz mi, nie panuję nad tym.
              To co mówiłem, o tym pocięciu np. to nie był żaden szantaż, naprawdębałem sięo siebie i o Ciebie
              A teraz chcą mnie zamknąć w psychiatryku....
              Zobaczymy, co jutro mi psychiatra powie...
                  • mskaiq Re: magda 24.08.06, 11:52
                    Jesli chcesz wyjsc z tego musisz odzyskac kontrole nad Soba. Tylko Ty mozesz
                    pomoc Sobie, mysle ze zrozumienie tego jest najwazniejsze.
                    Wiem ze zdajesz Sobie sprawe ze potrzebne sa zmiany. Czy je zrobisz?
                    Musisz byc codziennie na dlugim spacerze, musisz przestac myslec o Magdzie.
                    Kiedy beda pojawialy sie mysli o Niej zajmnij sie czymkolwiek. Wtedy przyjdzie
                    ulga, przestajesz tworzyc dzisiatki mysli przeciwko Sobie, wywolywac zal
                    ktorego nie jestes w stanie wytrzymac.
                    Zacznij rowniez dbac o Siebie. Musisz sie regularnie odzywiac. Jesli uda Ci sie
                    to realizowac to szybko pojawi sie ulga, sprobuj.
                    Serdeczne pozdrowienia.

                    • januszek96 Re: magda 24.08.06, 12:19
                      Jak to zapomnieć o Magdzie ? Przecież ona zajmuje pokażną część głowy Jazza , a
                      poza ty jest matką Witorii , która zajmuje jeszcze większą część ....... i jak
                      tu zapomnieć ......:-( Nie mam pomysłu jak Ci pomóć ..... zazwyczaj jak jest
                      problem , to eliminuje się przyczynę....... Czyli identyfikacja i wyeliminowanie
                      "przyczyny"
                    • jazz-use1 Re: magda 24.08.06, 18:08
                      kiedy jestem na spacerze, płaczę
                      kiedy sięczymśzajmuję, płaczę
                      każda myśl, okruszek dnia, jest przepełniony myślą o niej....
                      wszystko, każda czynność, przypomina ją....
                      nie takie proste, jakby się mogło wydawać....
      • mskaiq Re: no to narozrabiałem.... 25.08.06, 01:54
        Jazz-use1 napisal

        >kiedy jestem na spacerze, płaczę kiedy sięczymśzajmuję, płaczę
        >każda myśl, okruszek dnia, jest przepełniony myślą o niej....
        >wszystko, każda czynność, przypomina ją....
        >nie takie proste, jakby się mogło wydawać....

        Placzesz bo ciagle myslisz o Magdzie, ciagle zyjesz zalem. Czasem jest to żal
        przeszłych chwil, niespełnionych pragnień, nie doczekania chwil, na które się
        czekało.
        Wiem ze to potrafi wciagac ale mozesz to pokonac.
        To nie przychodzi latwo, zal to jedeno z najtrudniejszych uczuc do pokonania.
        Tez plakalem poddajac sie zalowi. Probowalem wszystkiego, na przyklad pomagalo
        mi spiewanie, zmuszalem sie w ten sposob aby nie myslec aby odwrocic mysli
        ktore wracaly do zalu i do placzu.
        Ty nie placzesz dlatego ze kochasz, bo kochasz rowniez Swoja Corke i nie
        placzesz. Ty placzesz bo ciagle wywolujesz zal, bo chcesz zmienic to co sie
        stalo.
        Mozesz to przelamac, to bardzo duzy wysilek ale mozesz to wygrac. Wbrew pozorom
        jestes niezwykle wazna osoba i dla Magdy i dla Wiktori ale musisz najpierw
        pomoc Sobie. Wierze ze to zrobisz, musisz probowac. Nie uda sie, raz czy drugi,
        nie przejmuj sie, probuj az zacznie Ci sie udawac.
        Serdeczne pozdrowienia.



        • german_atu Re: no to narozrabiałem.... 10.09.06, 13:27
          Wiesz jezus znam cie osobiście chyba ze 8 lat i stwierdzam że zablokowanie
          mojego konta na gg raczej ci nic nie pomoże i tak będe cie nękał o forse
          a w ogule to napisałeś tutaj wszystko co trzeba ?
          chyba nie do końca.
          pisałeś że wyżuciłeś wszystkie żeczy magdy, na śmietnik, cały dobytek.
          A poza tym uważam że magda powinna cie kopnąć w dupe juz dawno temu
      • jazz-use1 będzie stówka, jakem dziki Jazz... 07.02.07, 23:59
        widizałem się dzisiaj z M.

        dużo się dizało przez ostatnie kilka miesięcy...nauczyłęm się żyć sam, spokojnie przyjmować świadomość, że nikt rano nie przywita uśmiechem..
        Gdzieś w tym wszystkim trochę się łąjdaczyłem, spałem - z kim popadnie, żeby się "znieczulić", nie szuklać partnerki..
        Dzikie noce, szybkie życie....Potem przyszło poczucie bezsensu takiego "pędu", poczucie - że to nie ja...
        Nauczyłem się więc siebie na nowo, nauczyłem - że nie każdy musi być stworzony do posiadanmia rodziny, że są rzeźbiaże i piosenkarze, że jeden umie coś, czego drugi nie potrafi i nie ma w tym tragedii...
        Inne auto potrzebujesz do gospodarstwa, żeby dzieciaki zawieźć do przedszkola i psa do weterynarza, a inne na weekendowy wypad za miasto.
        Że ja jestem właśnie takie "ferrari", że widocznie nie dane mi być mężem i ojcem i nie musi być w tym tragedii...Oczywiście, było to pokłosie tego całego poczucia winy za nieudany związek, jakim obarczyła mnie magda. Że tak właśnie miało być i kropka.

        I dzisiaj, po tym wszystkim co od niej usłyszałęm kilka miesięcy temu, po tym wszystkim, na co sam wpadłem, co samemu gdzieś tam w głowie z syzyfowym niemal trudem udało mi się w głowie poukłdać, po tym kilku miesięcznym zapijaniu wódą prochów, po próbie przejścia na drugą stronę, po tym wszystkim - ona mi mówi, że mnie kocha.....Jeeezuuuu....

        Przecież tak nie wono, ja mam już inne życie, z ledwqością poskładane, kruche jak domek z kart....co ona sobei myśli????

        KURWAJEGOMAĆ...
        • mskaiq Re: będzie stówka, jakem dziki Jazz... 11.02.07, 04:06
          Co Ty czujesz Jazz, mysle ze to jest istotne. Jesli chodzi o milosc to czesto
          nie potrafimy poradzic z tym uczuciem. Miesza sie z nim strach, zal, zlosc.
          Milosci trzeba sie nauczyc aby nie ranila drugiej osoby i aby nie ranila
          Ciebie.
          Jesli sie jej nauczysz i nauczy sie jej osoba z ktora jestes mozesz przezyc
          niezwykla przygode.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • amazon500 Re: będzie stówka, jakem dziki Jazz... 11.02.07, 12:09
            "Miłości nie da się nauczyć, lecz nie ma rzeczy bardziej niezbędnej do
            nauczenia" - nie wiem, kto to powiedział, ale cytacik ładny.
            Fajnie Cię znowu widzieć, Jazzik, i życzę Ci, żeby się poukładało wszystko tak,
            żebyś nie musiał mięskiem rzucać ;) A rodzinę przecież masz, Twoje dzieci to
            Twoja rodzina, nieprawdaż?
            3m się ciepło!
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka