Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Mity i lęki DDA na tema związków

    22.08.08, 11:17
    Temat ten przewija w wielu postach. Ostatnio : Dlaczego on DDA tak się
    zachowuje w związku. Pomóżcie to zrozumieć. Światowej klasy terapuetka dla
    rodzin alkoholików opisała ten problem w książce Lęk przed blskością. A w
    niej znajduje się lista mitów DDA na temat jak związek powinien wyglądać albo
    co fatalnego się z nim stanie. Z jednej strony nierealny idealizm : w tym
    prawdziwym związku nigdy ludzie się nie kłócą, a jeżeli się kłócą to pewnie
    nie to. A z drugiej strony fatalizm : na pewno się nie uda. I miotanie się
    między tym idealizem, tęsknotą i przerażającym lękiem że czarny scenariusz sie
    spełni - sprawia że DDA miotają się uczuciowo i dla obserwatorów z boku
    zachowują sie nieracjonalnie. Jeżeli ktoś chce zapoznać z pełną listą mitów
    DDA na temat związków, ale też propozycjami zastąpienia tego realistycznym
    spojrzeniem podaję link
    ddablog.wordpress.com/2008/08/22/mity-i-leki-dda-na-temat-zwiazkow/
    Obserwuj wątek
          • madzionek Re: Mity i lęki DDA na tema związków 07.10.08, 10:21
            no tak, bywa często, jak w pierwszym poście, mnie mój dda właśnie zostawił na
            zapas, bo "przecież i tak by się kiedyś zjebało i tak by kiedyś jego dom
            wyglądał tak jak dom jego ojca"
            zamiast wziąć się za robotę u uwierzyć, że nie jest gorszy od innych i też
            zasługuje na normalny związek, to mnie zostawił, "żeby mnie nie krzywdzić w
            przyszłości"
            i żadne z nas nie jest z tego teraz zadowolone
            • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 07.10.08, 11:31
              To może go lepiej zostawić samemu sobie, bo skoro on nie ma woli
              walki, żeby stworzyć normalny dom, to Twoja wola sama nie wystarczy.
              Niestety nie zbawisz go i niewiele możesz mu pomóc tak naprawdę -
              tylko on się może z tego wszystkiego wydostać.

              Pozdrawiam Madzionku!
              • madzionek Re: Mity i lęki DDA na tema związków 07.10.08, 12:29
                Wiem, że masz rację. Dlatego chociaż serce mi pęka, to nie proszę, nie tłumaczę,
                tego, co już dawno powinien wiedzieć.
                Ja chyba już nic więcej zrobić nie mogę, skoro on w siebie nie wierzy i mimo
                tego, że mnie kocha, boi się zawalczyć i woli się poddać.
                Tylko strasznie mnie to wkurza, bo według mnie to jest uciekanie od problemu,
                który da się rozwiązać. I kurcze to jest bardzo wartościowy człowiek i po prostu
                nie zasługuje na to, żeby mu się w życiu nie układało po jego myśli. A myślę, że
                tak jak uciekł od nas, tak pewnie będzie uciekał też od innych ważnych spraw,
                byleby mieć święty spokój.
                Zamiast wziąć się za robotę, tylko obwinia siebie za niepowodzenia. Swojemu
                przyjacielowi powiedział, że "zjebał ważną dla niego sprawę", czyli mnie. Wziął
                winę na siebie, zwiesił głowę i odszedł.
                A ja już nic więcej zrobić nie mogę i strasznie mnie to denerwuje.
                    • madzionek Re: Mity i lęki DDA na tema związków 04.11.08, 19:18
                      no ale kryzysy przychodzą ;) prawie regularnie, po miesiącu względnego spokoju
                      dziś usłyszałam, że nic go nie obchodzi, że znalazłam pracę, a na pytania, czy
                      coś się dzieje niedobrego u niego i na próby rozweselenia usłyszałam tylko, że z
                      każdym moim tekstem rzygać mu się chce... a jak mi nie pasuje, to sobie mam
                      zmienić na kogoś bez humorów, co będzie pasował do mojego kolorowego świata...
                      ech, niepotrzebnie wdałam się w dyskusję, bo to zawsze pogarsza sprawę
                      ale chociaż już się chyba nauczyłam rozpoznawać "focha", to jeszcze nie umiem
                      trzymać wtedy języka za zębami
                      • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 04.11.08, 19:33
                        No i dobrze, że nie potrafisz trzymać języka za zębami, ponieważ on
                        nie powinien się odzywać do Ciebie w taki sposób.
                        Chamsko, bardzo chamsko!
                        Madzionku, granice! Są granice takich wypowiedzi!
                        Powinien Ci powiedzieć coś w stylu "przepraszam, że nie potrafię
                        okazać radości, ale sam miałem dzis jakieś klopoty". Ale nie teksty,
                        które przytoczyłaś. To ewidentne chamstwo i brak szacunku! Syndrom
                        dda go niestety nie tłumaczy.
                        Jak komuś zależy na drugiej osobie, to się tego nauczy.
                        Ja się tego nauczyłam, choć bywałam okropna i baaaardzo humorzatsa.
                        To, że jemu jest źle nie znaczy, że może bezkarnie dowalać innym i
                        czuć się usprawiedliwionym!
                        • madzionek Re: Mity i lęki DDA na tema związków 04.11.08, 19:56
                          kiedyś na forum dda w wątku założonym przez kogoś w podobnej sytuacji do mojej
                          przeczytałam wypowiedź jednej dziewczyny, która napisała, że nie wdaje się ze
                          swoim partnerem w bezsensowne gadki i taki unika niepotrzebnych awantur
                          a ja dlatego o tym trzymaniu języka za zębami wspomniałam, bo u mojego dda taki
                          mechanizm zauważyłam, że jak ma zły humor, to nagle zaczyna nam się źle
                          rozmawiać, odpisuje na przykład na co trzecią moją wiadomość, a im bardziej ja
                          pytam, czy jest wszystko ok, czy się nic nie stało, albo czy nie potrzebuje
                          pomocy, tym bardziej on się wścieka i gada takie rzeczy jak dziś...
                          i ja sobie te jego fochy (regularnie prawie co trzy, cztery tygodnie ;))
                          tłumaczę dda, no na inny sposób nie potrafię
                          nie potrafię zrozumieć tego, dlaczego jednego dnia jest czuły, kochany,
                          zainteresowany moimi sprawami, a drugiego dnia wygaduje takie rzeczy jak dziś
                              • madzionek Re: Mity i lęki DDA na tema związków 05.11.08, 11:40
                                dostaję i po części sama jestem sobie winna, bo nie umiem upomnieć się o swoje i
                                za często pozwalam po sobie jeździć
                                dobrych momentów jest o wiele więcej niż tych złych, i zbyt często przesłaniają
                                mi one właśnie te gorsze chwile
                                to tego mam nadzieję, że może kiedyś być inaczej, ponieważ problem jest już
                                "zlokalizowany", zaczął coś robić w kierunku no i po prostu ja kocham jego, a on
                                mnie
                                ale jego zdrowienie nie powinno odbywać się moim kosztem
                                dzięki ladynemeyeth za radę
                                • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 05.11.08, 11:52
                                  To bardzo dobrze wróży Waszemu związkowi, że on kocha Ciebie, Ty
                                  jego i że zaczął coś robić z problemem. Musi się też nauczyć, żeby
                                  Twoją miłość i Ciebie szanować. Takie teksty, jak wcześniej
                                  opisałaś, są niedopuszczalne! Teraz, kiedy jesteście zauroczeni i
                                  zakochani, dobre momenty przesłaniają Ci gorsze. Ale z czasem może
                                  się zdarzyć coś odwrotnego. Jeśli nie będzie Cię szanował, to nawet
                                  i 300 róż dziennie od niego nie będzie w stanie rozproszyć Twojego
                                  bólu, żalu do niego i urazy.
                                  Musi chłopak na tym szacunkiem pracować, bo jego teksty w stosunku
                                  do Ciebie są po prostu żenujące!
                                  Poczytaj Madziu, bo warto się nauczyć, jak sobie z takimi sytuacjami
                                  radzić. Szacunek do siebie i stawianie granic to podstawa. Miłość
                                  nie wszystko usprawiedliwia. To, że go kochasz nie daje mu az takiej
                                  taryfy ulgowej, że wszystko mu wolno powiedzieć.
              • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 08.10.08, 22:39
                skoro on nie ma woli
                > walki, żeby stworzyć normalny dom, to Twoja wola sama nie wystarczy


                Ale o co Ci chodzi? Z czym on ma walczyć a ona mu pomagać? Z własną osobowością, z genami tatusia alkoholika, brakiem treningu peawidłowego współżycia w rodzinie? Przecież swojej osobowości nie zmieni, genów nie naprawi a współżycia w rodzinie z książek nie wyuczy.
                • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 09.10.08, 09:31
                  > Przecież swojej osobowości nie zmieni<

                  Owszem, można zmienić swoją osobowość - po to służy terapia i cały
                  tzw. rozwój duchowy.
                  >genów nie naprawi a współżycia w rodzinie z książek nie wyuczy<

                  Ja też mam geny ojca alkoholika i jakoś sie nie upijam. Widocznie
                  wolna wola i wolny wybór w życiu potrafią zdziałać więcej niż geny.
                  A normalnego życia może się nauczyć z książek - lepiej, żeby o nich
                  przeczytał i w ogóle się dowiedział, że istnieje cos takiego, jak
                  normalne życie i normalna kochająca się rodzina. W dzieciństwie się
                  tego nie nauczył, bo to nie było możliwe.
                  Z czym ma walczyć?

                  Przede wszystkim z nawykami, które w sobie wykształcił żyjąc w
                  rodzinie alkoholika, bo myślenie i nawyki da się zmienić!!!

                  Bardzo Ci współczuję podejścia do życia, bo przesłanie Twojego posta
                  mówi mniej więcej : "jeśli raz się wpadło w gówno, to już nie można
                  z niego wyjsc". I jest to kompletna bzdura, a dowodami są ludzie,
                  którzy przeszli terapię albo są w trakcie, u ktorych wiele się w
                  osobowości i zachowaniu zmienia, którzy zwyczajnie zdrowieją,
                  poszukują, edukują się i udaje im się zmienić swoje życie. Ci ludzie
                  są obecni również na tym forum, wystarczy poczytać.
                  • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 15.10.08, 07:49
                    Bardzo Ci współczuję podejścia do życia, bo przesłanie Twojego posta
                    > mówi mniej więcej : "jeśli raz się wpadło w gówno, to już nie można
                    > z niego wyjsc". I jest to kompletna bzdura, a dowodami są ludzie,
                    > którzy przeszli terapię albo są w trakcie, u ktorych wiele się w
                    > osobowości i zachowaniu zmienia, którzy zwyczajnie zdrowieją,


                    Determinizm genetyczny jest faktem, niezależnie, czy Ci się to podoba czy nie, a jednostkowych doświadczeń nikt obeznany z naukową metodologią nie będzie traktował jako dowodów. Jeżeli - za sprawą cwanych, szukających kasy psychoterapeutów - dałaś się zakolczykować niczym bezrozumny prosiak na jarmarku etykietką DDA, to rzeczywiście masz ogromny problem wiążący się z sugestywnie wmówionym Ci poczuciem niskiej wartości, itp. Będziesz więc gonić na terapię, babrać się w tym - jak to sama upokarzająco nazwałaś "gównie", zamiast mieć szacunek dla siebie jako odrębnej jednostki, tolerować cudze słabości, cieszyć się życiem i brać odpowiedzialność dorosłego Człowieka za swoje postępowanie. Wmówili Ci,(widocznie jesteś straszliwie naiwna i sugestywna) że do końca życia pozostaniesz złym bachorem, który musi całą uwagę koncentrować na sobie, żeby się zmienić. W zamian za napędzanie im kasy podtawili przed Tobą kozła ofiarnego - rodzica-pijusa, którego możesz obciążać winą za swoje błędy, wady i klęski. Odtąd już nie będziesz mogła bez tego kozła żyć. Będziesz sobie myśleć - to nie ja jestem impulsywna, neurotyczna, chwiejna emocjonalnie, mało inteligentna, pozbawiona wytrwałości, niezdolna do ukończenia studiów, nieodpowiedzialna - to wina tatusia-pijusa, że mi się w życiu nie wiedzie. nawet mając 50 lat nie zerwiesz ze STEREOTYPEM DDA. Przywiążesz się do niego jak pijak do wódki.


                    A normalnego życia może się nauczyć z książek - lepiej, żeby o nich
                    > przeczytał i w ogóle się dowiedział, że istnieje cos takiego, jak
                    > normalne życie i normalna kochająca się rodzina.


                    No to się ucz współżycia w rodzinie "z książek" - powodzenia :)). 20 lat lub więcej asymilowałaś wzorce i postawy we własnej rodzinie a teraz w try miga, w ciągu tygodnia, nauczysz się wzorców i postaw typowych dla normy społecznej, takich jakich się 20 lat uczyła w rodzinie inna Kasia czy Basia. Zmienisz siebie i wrodzone filary swojej osobowości w miesiąc tak, jak się zmienia starą, złachmanioną sukienkę na nową. O, przepraszam, Ty będziesz o tą sukienkę "walczyć" :))). I zgłoś tutaj za 20 lat. Zobaczymy efekty tej nauki. Ucz się jak zatrzymać przy sobie męża, urodzić idealne, nie obciążone genami dziadków dzieci,ukończyć intratne studia i prowadzić szczęśliwe życie. Ale zanim do tej "nauki" nad książkami zasiądziesz, zdefiniuj obiektywnie ąa normę - dowiedz się co to jest NORMALNE życie, NORMALNA rodzina, bo pewnie i tego nie wiesz, skoro w nienormalnej się wychowałaś. Przy okazji "nauczysz się uczuć" choćby takich jak niekoncentrowanie się na czubku własnego nosa :). Inne, akceptujące siebie kobiety będą się w tym czasie uczyć ekonomii, matematyki, architektury, medycyny. Ty będziesz pobierać nauki w "szkole życia". I pewnie nigdy za cholerę nie zrozumiesz, dlaczego prawidłowo zsocjalizowani mężczyźni wybierają te pewne siebie, szanujące się, nie sfrustrowane, wykształcone kobiety na matki swoich dzieci.


                    Ci ludzie
                    > są obecni również na tym forum, wystarczy poczytać.


                    A ileż ci ludzie liczą sobie latek, jakie mają sukcesy w wychowaniu własnych dzieci w zdrowej moralnie rodzinie? Gdyby rzeczywiście je mieli, nie rwali by w forum DDA i nie identyfikowali się z patologią. O sukcesach w nauce można mówić dopiero po ukończeniu nauki.
                    • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 15.10.08, 09:35
                      :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                      To moja pierwsza reakcja na Twój durny, wyssany z palaca
                      komentarz!!!! Nie wiesz o mnie zupełnie nic, nie wiesz, w jakim
                      punkcie życia się znajduję i ile już osiągnęłam, a mimo wszystko
                      piszesz takie farfocle, że aż się śmiać chce!
                      Zostań sobie w tym swoim sosie - dla mnie jesteś już tak w nim
                      ukiszona, że niewiele ci cokolwiek pomoże! Nie masz pojęcia o tym,
                      co piszesz! Nie masz pojęcia ani o tych ksiązkach, ani o terapii,
                      ani o terapeutach, ani o dda, bo z twojej niechęci wynika, że nigdy
                      po to nie sięgnęłaś i nie chcesz sobie pomóc. Cóż, trochę to mi
                      ciebie szkoda, ale jeśli taki twoj wybor, to ja wracam do mojego
                      cudownego, kochającego męża, na wspaniałe studia podyplmowe
                      renomowanej uczelni, które sponsoruje mi równie wspaniała, znana i
                      wielka firma, gdzie właśnie zaproponowano mi spory awans i
                      proporcjonalnie sporą podwyżkę! Aha, żeby to uczcić jedziemy z mężem
                      na Maderę!!!
                      Boże, jakież ja mam "okropne" życie!!! :-))))))))))))
                      Wiesz, czemu dzisiaj tak ono wygląda?
                      Ponieważ 4 lata temu zasiadłam do książek, które tak wykpiłaś;
                      ponieważ zdecydowałam się na pomoc psychologa najpierw odpłatnie, a
                      teraz darmowo.
                      Wiesz, co wczoraj było tematem przewodnim na terapii dla
                      współuzależnionych?
                      Normalna rodzina. Potem odnieśliśmy do tego wzorca rodzinę
                      dysfunkcyjną.
                      Wiesz, co jeszcze stało się w ciągu kilku miesięcy terapii?
                      Wywaliłam z siebie tyle negatywnych emocji, że nie potrzebuję już
                      obwiniać ojca za picie i nie mam w sobie ładunku wybuchowego ze
                      złości. I złe wspomnienia do mnie nie wracają - mam spokój. A jeżeli
                      masz takie pojęcie, że zmiany dokonuja się w miesiąc, to tobie
                      należy życzyc powodzenia.
                      Cztery lata!!! Cztery lata pracy nad rozwojem duchowym, w tym rok
                      terapii indywidualnej nastawionej na problemy dda. Teraz terapia
                      grupowa dla wspoluzalznionych. W międzyczasie nauka języków,
                      ekonomii, matematyki, itd, zdobycie świetnej pracy i ślub z
                      człowiekiem, który nie jest dda, którego celem jest kochająca,
                      szczęśliwa rodzina i który każdego dnia powtarza mi, że to właśnie
                      ze mną on może i chce tę rodzinę stworzyć.
                      O sukcesach można pisać jeśli się je rzeczywiście osiąga, nie trzeba
                      czekać na koniec nauki czy 20 lat, jak to napisałaś.
                      Tak naprawdę całe moje życie jest przeciwieństwem twojej czarnej
                      wizji, a jeśli ja do niego doszłam ciężką pracą, to innym też się
                      uda! Cały ten twoj post to stek bzdur wyssany z palca przez osobe,
                      która sobie najwyrazniej szuka wymowek, żeby nie wyzdrowiec, nie
                      napracować się w tym kierunku i zostawic to wszystko tak, jak jest.
                      Have fun!
                      • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 18.10.08, 20:53
                        :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                        To moja pierwsza reakcja na Twój durny, wyssany z palaca
                        komentarz!!!! ...Cały ten twoj post to stek bzdur wyssany z palca przez osobe, która sobie najwyrazniej szuka wymowek, żeby nie wyzdrowiec, nie napracować się w tym kierunku i zostawic to wszystko tak, jak jest.



                        Wiele rzeczy potwierdza słusznośc tego, co napisałam - i zawalenie postu bezrefleksyjnymi znaczkami graficznymi, i brak jakichkolwiek rzeczowych argumentów a również Twoje wygórowane reakcje emocjonalne jak również obsesyjne, kurczowe przywiązanie do stereotypu DDA. Wiem, skąd się to bierze - otrzymałaś ode mnie informacje: psychoterapie są g...o warte - które powodują u Ciebie dysonans i żeby go zlikwidować działasz prymitywnie, po najmniejszej linii oporu - atakujesz źródło swojego dysonansu czyli mnie. Zagłuszyłaś informację i masz spokój :). Można by pomyśleć, że bez psychoterapii nie mogłabyś normalnie żyć i pewnie nie możesz bez tych wyimaginowanych, fantomowych protez. jJesteś od nich uzależniona jak pijak od wódki i więzień od kajdan. Twój ojciec chlał, ale chorobę wmówiono Tobie i teraz Ty z gorliwościa neofity wmawiasz ją pozostałym Dyskutantom. Z rozpędu nawet mnie, no bo skoro mam inne poglądy, to muszę być "chora", bardzo chora, gdyż nie możesz pojąć jak mozna akceptować i szanować siebie, żyć bez uzaleźnień, ignorować stereotypy, nie szukać bożków na glinianych nogach jakimi jawią Ci się psychoterapeuci, nie składać im danin ze swoich pieniędzy i wolnego czasu. Niby to usiłujesz mnie smagnąć upokarzającym współczuciem, a w gruncie rzeczy bardzo się boisz utraty subiektywnej wiary w sens Twoich 4 letnich terapii. Uważasz, że bez nich nie miałabyś sukcesów zawodowych i matrymonialnych. Czyżbyś nadal miała tak mało szacunku do siebie? Cóż, pewnie w ogóle nie rozumiesz o czym piszę :).
                        Więc z innej beczki - Jesteś kobietą, która dopiero ROZPOCZYNA życie zawodowe i małżeńskie. Buzują w Tobie skrajne, egzaltowane oceny - pracodawcy "wspaniali", mąż "cudowny". Jak zaznaczyłam wcześniej, Twoich nastawień nie zweryfikował ani dłuższy staż zawodowy i w nowej rodzinie. Na początku wszystko ogląda się przez różowe okulary...Dlatego więcej realiów w obiektywną ocenę skutków Twojej 4-letniej terapii dałaby znajomość jakosci aktualnych relacji rodzinnych - z rodzicami, rodzeństwem, teściami, rodziną męża. Póki nie urodzisz Waszych dzieci, to na razie jest jedynym kryterium Twoich umiejetności współżycia w rodzinie. Jakoś ani słowa na ten temat nie napisałaś. Szeroko rozkładasz swój egocentryzm jak paw ogon. Pewnie, prościej bezmyślnie wyklepać 3 linijki emotikonów i piać, jakie wszystko cuuudowne.
                        I jeszcze jedno - moje doświadczenia zawodowe oparte są na dziesiątkach przypadków, którym taka terapia wyimaginowanego "współuzależnienia" ZASZKODZIŁA efektami, jakie opisałam w poprzednim poście. A statystyki są w tym zakresie nieubłagalne - 5% z kilkutysięcznej populacji.
                        • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 19.10.08, 14:45
                          Leda, moje terapie nie trwają 4 lata, a niecały rok. Jak mogę się
                          poważnie odnieść do opinii na mój temat osoby, która nic o mnie nie
                          wie i nawet nie potrafi uważnie przeczytać posta?
                          Mniejsza o to.
                          Ty masz inne doświadczenia związane z terapią, ja inne. Dla Ciebie
                          przyznanie się do bycia dda jest złem, dla mnie wręcz przeciwnie. Ja
                          to uważam za chorobę, do której należy się przyznać, którą należy
                          nie tylko leczyć, ale i wyleczyć. Bo terapię należy zakończyć.
                          Możesz mnie atakować za moje poglądy, możesz mnie nawet nienawidzić
                          i obrzucać błotem, jeśli nie stać cię na inne, bardziej tolerancyjne
                          zachowanie.
                          Zbyt wiele jednak otrzymuję oznak mojego zdrowienia zarówno
                          wewnętrznych, jak i zewnętrznych, żeby wierzyć twoim poglądom czy,
                          co gorsza, się do nich zastosować. Każda z nas stworzyła sobie inne
                          życie, a mi w moim bardzo dobrze. Zakończę więc tylko tym, że po
                          prostu się z Tobą nie zgadzam i tyle.
                          • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 20.10.08, 07:04
                            Jak mogę się
                            > poważnie odnieść do opinii na mój temat osoby, która nic o mnie nie
                            > wie i nawet nie potrafi uważnie przeczytać posta?


                            Nie musisz. W gruncie rzeczy to nie jest nawet post o Tobie, tylko o pewnej postawie wobec życia, którą reprezentujesz. Postawie niesamodzielnej intelektualnie, egocentrycznej, sugestywnej jednostki, której banda cwaniaków wmówiła "chorobę". Kobiety tkwiącej od lat w stresie, zafiksowanej na przeszłości, nie mającej wyobrażenia o motywach manipulacji jakiej podlega.


                            Dla Ciebie
                            > przyznanie się do bycia dda jest złem, dla mnie wręcz przeciwnie. Ja
                            > to uważam za chorobę, do której należy się przyznać, którą należy
                            > nie tylko leczyć, ale i wyleczyć. Bo terapię należy zakończyć.


                            Owszem, zawsze należy kończyć to, co się zaczęło, z wyjątkiem działań, które szkodzą. Dotąd nie udowodniłaś pozytywnych efektów swojego uzależnienia od...terapeutów ;). Zastanawiam się jeszcze, dlaczego tak ochoczo przekonujesz siebie i otoczenie o swojej urojonej "chorobie"? Żeby poczuć się za swoje postępowanie mniej odpowiedzialna niż powinnaś, żeby znaleźć usprawiedliwienie u terapeutów? Potoczne pojęcie choroby np.dystrofii mięśni, białaczki itp. zakłada bezsilność i bezbronność człowieka wobec niej, dopust Boży albo przypadek losu. Z jednym wyjątkiem - uzależnień. To "choroba" na życzenie wynikła z hedonistycznej postawy dogadzania sobie za wszelką cenę, zwykle cenę, którą płacą inni, zdrowi: rodzina i społeczeństwo.
                            A przyznawać się do choroby? Przecież to Twoja prywatna sprawa. Dziewczyno, łudzisz się, że kogokolwiek to obchodzi poza terapeutą, dla którego Twoja "choroba" jest źódłem kasy? Przecież po to Ci ją wmówił...żeby czerpać z niej korzyści...


                            Możesz mnie atakować za moje poglądy, możesz mnie nawet nienawidzić
                            > i obrzucać błotem, jeśli nie stać cię na inne, bardziej tolerancyjne
                            > zachowanie.


                            Tu znowu prezentujesz mechanizm dysonansu poznawczego - rękami i nogami bronić "wiedzy" zgodnej z Twoimi potrzebami, nawet za cenę obrażania Dyskutantów i przypisywania im nienawistnych uczuć do... nicka internetowego :). Cóż, jeżeli próbę dyskusji o Twojej postawie postrzegasz jako atak i gotowa jesteś nawet odbierać moje słowa jako przejaw nienawiści, niż spojrzeć z dystansu na medialną, chwytliwą dla pewnego typu osobowości propagandę wyimaginowanego syndromu DDA, manipulację jakiej jesteś poddawana na własne życzenie, to raczej Ty masz problem, nie ja. Słowo "tolerancja" też jest tutaj wyraźnie nie na miejscu, bo zakłada szacunek dla...uzależnienia :).


                            byt wiele jednak otrzymuję oznak mojego zdrowienia zarówno
                            > wewnętrznych, jak i zewnętrznych, żeby wierzyć twoim poglądom


                            Wierzyć? Przecież Ty boisz się je nawet obiektywnie przemyśleć. ZKwitujesz je jednym słowem "brednie". A może byś tak raczej napisała spokojnie, bez emocji - na czym polega Twoja "choroba" i Twoje "zdrowienie", bo w ICD-10 o Twojej "chorobie" nie ma ani słowa.


                            czy,
                            > co gorsza, się do nich zastosować


                            Nie wątpię, że przecięcie pepowiny z pasożytami,do których się podwiązałaś na własne życzenie, byłoby dla Ciebie czymś baaardzo "gorszym" :). A tak, to masz cel życia identyczny jak alkoholowy ment - zdrowieć, zdrowieć,zdrowieć...
                            • megg2003 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 20.10.08, 08:11
                              Nie musisz. W gruncie rzeczy to nie jest nawet post o Tobie, tylko o pewnej
                              postawie wobec życia, którą reprezentujesz. Postawie niesamodzielnej
                              intelektualnie, egocentrycznej, sugestywnej jednostki, której banda cwaniaków
                              wmówiła "chorobę". Kobiety tkwiącej od lat w stresie, zafiksowanej na
                              przeszłości, nie mającej wyobrażenia o motywach manipulacji jakiej podlega.

                              Dzięki tym "cwaniakom" najprawdopodobniej żyję. Za totalną darmochę.
                              Z resztą szkoda słów na twoją ignorancję
                            • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 20.10.08, 11:02
                              Ty natomiast jesteś na tym forum (i nie tylko tym) zwykłym trollem,
                              któego wypowiedzi nic wartościowego nie wnoszą, bo nie takie ich
                              przeznaczenie, tylko robienie zadymy.

                              Trollowanie (trolling) – antyspołeczne zachowanie charakterystyczne
                              dla forów dyskusyjnych i innych miejsc w Internecie, w których
                              prowadzi się dyskusje.

                              Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w
                              celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie
                              kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często
                              nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu
                              zabiegów erystycznych. Podstawą tego działania jest upublicznianie
                              tego typu wiadomości jako przynęty, która doprowadzić mogłaby do
                              wywołania dyskusji.
                              pl.wikipedia.org/wiki/Trolling

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=299&w=79445682&a=79445682
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=60421023&a=60473427
                              szukaj.gazeta.pl/forumSearch.do?&s.sm.query=leda16
                              Chyba nie tylko tu nie wzbudzasz pozytywnego zainteresowania, ale
                              niech każdy sam wyciągnie wnioski.
                              • megg2003 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 20.10.08, 13:39
                                Dobre ladynemeyeth! :))) takie osoby od razu budzą podejrzenia i wtedy warto
                                uruchomić wyszukiwarkę. Ja tez już to zrobiłam. Popapraną psychike musi mieć to
                                coś, ale ja na szcęście mam to w dupie. Powtarzam, ignorowanie - jedyna metoda
                                na trolla
                        • log222 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 19.10.08, 16:25
                          > I jeszcze jedno - moje doświadczenia zawodowe oparte są na dziesiątkach przypad
                          > ków, którym taka terapia wyimaginowanego "współuzależnienia" ZASZKODZIŁA

                          Dlaczego "wyimaginowanego"? Nie ma czegoś takiego jak "współuzależnienie" czy w tych konkretnych przypadkach nie istniało?

                          Jak są naprawiane szkody takiej terapii?
                          • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 19.10.08, 20:39
                            Dlaczego "wyimaginowanego"? Nie ma czegoś takiego jak "współuzależnienie"


                            NIE MA. To termin wymyślony przez żądnych kasiory terapeutów. Po co drapać mniej szmalu, jak można więcej? Forsy na alkoholowe menty idzie bardzo dużo, chyba 1% od sprzedaży alkoholu. Pijus, na prawdę uzależniony od gorzały jest jeden i zazwyczaj leczyć się nie chce. Ale co im szkodzi wmówić sugestywnej, zastrachanej żonie z syndromem wyuczonej bezradności, że także jest "chora"? On będzie latami "trzeźwieć", ona też i gonić na terapię. Dzieci alkoholika (a taki w pijackim widzie mnoży się bez opamiętania)też można wpuścić w kanał, zmanipulować, wmówić chorobę, uzależnić od oszustów zwanych terapeutami. I w ten sposób pieniążki zostają zagospodarowane, na takie i śmakie "terapie". Nie ważne, że skutek mierny, bo dziedziczony po rodzicu-pijaku zestaw genetyczny pod wpływem gadania się nie zmieni, a chirurgia genetyczna jeszcze w powijakach. Grunt, żeby się interes kęcił. I kręci się jak złoto, co widać choćby po tej grupie dyskusyjnej zmanipulowanych naiwniaczek(faceci są jednak mniej sugestywni) które zwykle cierpią albo na zaburzenia osobowości albo niezrównoważenie emocjonalne. Ale są święcie przekonane o swoim "współuzależnieniu" od wódy :))).
                            Oczywiście, nie są to moje oryginalne poglądy. Kiedyś miałam zaszczyt odbyć staż u najwybitniejszego polskiego psychoterapeuty, do którego nawet Amerykanie uczyć się przyjeżdżali. Największy procent wyleczeń w Europie. On nie pierdzielił, że cała rodzina jest "współuzależniona" tylko koncentrował się na osobie rzeczywiście uzależnionej. Pierwsze, co robił, to za jego zgodą izolował uzależnionego od rodziny. Nie mówił, że delikwent jest "chory" - mówił, że jest zerem NA WŁASNE ŻYCZENIE i albo skończy z tym raz na zawsze, albo zdechnie pod płotem. Nikt się nad nim nie rozczulał, musiał zapracować na swoje utrzymanie. Nie? To won!
                            Zalety takiego podejścia? Przede wszystkim WYSOKA SKUTECZNOŚĆ.Uwolnienie rodziny od poczucia winy, wytworzenie w uzależnionym przekonania, że nikt inny tylko on sam jest odpowiedzialny za swoje wybory, niebagatelne oszczędności dla budżetu.
                    • megg2003 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 20.10.08, 08:03
                      Nie masz zielonego pojęcia na temat uzaleznienia, DDA i terapii w tym zakresie.
                      Może czas swoje frustracje wyładowywać gdzie indziej, a nie na ludziach, o
                      których nic nie wiesz. Lady akurat jest kimś, od kogo mogłabyś się wiele
                      nauczyć. Ale jeśli wolisz "wiedzieć swoje" i jest ci z tym dobrze, tylko o tobie
                      to świadczy. Lady zrobiła niesamowite postępy w terapii w ciągu roku. Wystarczy
                      spytać jej męża. Z tego, jaką postawę prezentujesz, tobie zdaje się nie
                      wystarczyłoby całego życia.
                      A ileż ci ludzie liczą sobie latek, jakie mają sukcesy w wychowaniu własnych dz
                      > ieci w zdrowej moralnie rodzinie? Gdyby rzeczywiście je mieli, nie rwali by w f
                      > orum DDA i nie identyfikowali się z patologią. O sukcesach w nauce można mówić
                      > dopiero po ukończeniu nauki.

                      A ileż ty masz latek???? Ile ty dzieci wychowałaś w zdrowiu i szczęsciu?? Albo w
                      patologii, bo to bardziej prawdopodobne w twoim przypadku..
                      • ladynemeyeth Re: Mity i lęki DDA na tema związków 20.10.08, 09:17
                        Wiesz megg, tak się wczoraj zastanawiałam, kiedy odpisywałam na
                        posty ledy16, czy warto kontynuować tego typu dyskusje ... Doszłam
                        do wniosku, że nie warto, tak jak nie należy wchodzić w dyskusję z
                        pijanym.
                        Po pierwsze całe życie - nie tylko moje, ale i wielu osób na tym
                        forum, między innymi Twoje sukcesy i proces zdrowienia - jest
                        zaprzeczeniem jej poglądów.
                        Po drugie, sposób w jaki ona "przekonuje" do swoich:
                        ton nie znoszący sprzeciwu, narzucanie swoich opinii, a kiedy się
                        ich nie przyjmie - manipulacja ubliżaniem i poniżaniem, posty
                        nasycone gniewem i nienawiścią nie tylko do alkoholików, ale i do
                        zdrowiejących dda.
                        Normalnie jak z koszmarnych awantur, które pamiętam z
                        dzieciństwa ... Szczerze mówiąc, w ogóle to do mnie nie przemawia, a
                        tylko budzi niechęć i niesmak.
                        Pozdrawiam Cię serdecznie!!!
                      • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 21.10.08, 21:14
                        Och, frustracje to chyba Wasza specjalność. Ja się tutaj czuję jak w kabarecie :)

                        Lady zrobiła niesamowite postępy w terapii w ciągu roku. Wystarczy
                        > spytać jej męża.


                        Nie zapomnę spytać jej męża :)))). A skoro Ty tu jesteś zapytam Ciebie - potrafisz logicznie myśleć, czy jednak nie za bardzo?


                        Ile ty dzieci wychowałaś w zdrowiu i szczęsciu??


                        Widać o życiu też wiesz niewiele, skoro uważasz, że jest ono pasmem nieustającej szczęśliwości. Nie wychowywałam dwojga swoich dzieci "w szczęściu", tylko w spokojnej, kochającej rodzinie. Takiej, jaką ja miałam. Owszem, jak były małe dość często chorowały, zwłaszcza, gdy zaczęły chodzić do przedszkola.



                        Albo
                        > w
                        > patologii, bo to bardziej prawdopodobne w twoim przypadku..


                        Dlaczego tak uważasz? Przecież to Ty zdeklarowałaś się tutaj jako DDA, więc chyba raczej Ty wychowywana byłaś w patologii? A co zafundujesz własnym dzieciom, to się jeszcze okaże. Z uprzejmości nie będę złym prorokiem :). Ale za synową raczej bym Cię nie chciała, bo jak mam do wyboru zdrowe jabłka i spady, wolę te pierwsze. Trochę sobie to Forum poczytałam - jedna z Was wrzeszczy na swoje malutkie dzieci, gdyż identycznie jak zapewne Jej rodzicielka - nie kontroluje emocji. Tu szuka współczucia dla...własnego chamstwa! Inna zachowuje się, jakby miała rozdwojenie jaźni - wypisuje listy sama do siebie raz prawą raz lewą ręką i roi że koresponduje z niemowlęciem :)))).Podobno wyższe studia skończyła... Któraś z kolei, zamiast kierować się rozumem własnym,a gdy go niedostatek - cudzym, wyobraża sobie, iż w jej ciele tkwi jakiś bachor i "wsłuchuje się w niego". Jeszcze inna kręci z facetem z pijackiego domu, który już chleje bez opamiętania z kumplami z marginesu i uważa, że to "dobry człowiek". Do czego dobry? Pewnie do założenia rodziny :))). Reszta z Was hołubi ten swój urojony syndrom DDA jak najczulszego kochanka, goni od terapii do terapii zapatrzona w czubek własnego nosa, a jak Je spytać, co tym sposobem uzyskały, wyklepują stek frazesów albo inwektywy pod adresem pytającej.
            • leda16 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 08.10.08, 22:50
              madzionek napisała:

              > mnie mój dda właśnie zostawił na
              > zapas, bo "przecież i tak by się kiedyś zjebało i tak by kiedyś jego dom
              > wyglądał tak jak dom jego ojca"


              Nie przejmuj się, Twoje słoje słownictwo już tak wyglada jak w domu jego ojca. Resztę braków szybko nadrobisz.


              > zamiast wziąć się za robotę u uwierzyć,


              Normalny człowiek wierzy tylko w Boga i w fakty, nie w siebie i nie w to, że na "normalny związek" musi zasłuzyć. Zasłużyć to może lokaj na pensję. Zaś normalny człowiek albo jest zdolny do głębokich związków uczuciowych albo nie.

              że nie jest gorszy od innych

              O, to zależy, jakie kryterium wartości zastosujesz. Ludzie są równi tylko wobec prawa a i to zazwyczaj czysto toretycznie. Natomiast we wszelkich innych dziedzinach życia jedni są lepsi lub gorsi od innych. Np. A. Małysz jest lepszy od innych w skokach narciarskich. Ale jest gorszy w fizyce kwantowej ;).
      • lucyna50 Re: Mity i lęki DDA na tema związków 19.10.08, 19:01
        Na zakończenie grupowej terapii DDA trwającej ponad 1,5 roku od
        pani psycholog prowadzacej grupę usłyszałyśmy:
        rozpoznać problem, powiedzieć o nim głośno, podjąć decyzję o
        terapii i wytrwać w niej do końca to WIELKIE BOHATERSTWO.
        To trudne ale możliwe, mimo, że tylko około 1/4 osób
        rozpoczynających terapię wytrwała do końca. Pozdrawiam.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka