Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ

      Jestem straszną bałaganiarą

    18.09.08, 22:10
    ...a mój mąż nie może mi tego wybaczyć. Uważa że stanowię
    niebezpieczeństwo dla innych (pootwierane szafki w kuchni, wylana i
    nie starta woda na podłodze). A ja nie potrafię innaczej! Ponieważ
    mam 2 małych dzieci nie zawsze mam czas sprzątnąć co nabrudzę i po
    dzieciach. Staram się jak mogę, ale ostatnio poddałam się.I jeszcze
    te tysiące uwag męża typu ,,czemu to tu leży'', ,,odłóż to na swoje
    miejsce'', ,,czemu te szafki pootwierane''. Najgorsze jest to że mam
    ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu, czuje się gorszą kobietą,
    wstyd mi przed mężem i dziećmi że taka jestem. U mnie w domu
    rodzinnym tak było - najpierw totalny burdel, potem posprzątane
    jakby nigdy nic. Nigdy nic pośredniego, że np. trzeba odkłdać rzeczy
    na swoje miejsce itp. Właściwie to zostałam sama z dziećmi. Moja
    druga połowa wogóle nie pomaga mi przy dzieciach, czuje się
    opuszczona i samotna z dziećmi. Po pracy do 1 w nocy siedzi przed
    komputerem, właściwie się z przed niego nie podnosi. Powiedział mi
    że to specjalnie, że ma mnie dość i że w ten sposób może się
    odseparować odemnie. Tylko że ja nie mam takiego wyboru. Roczna
    córka nie śpi w nocy, w dzień chodzę z tego powodu jak neptyk. Tyle
    obowiązków, dzieci chorują , młodszą rehabilituję i jeszcze te
    ciągłe uwagi męża. Nie czuję w nikim wsparcia, w nikim. A tak
    potrzebuję aby mi ktoś powiedział że jestem dzielna, że sobie daje
    radę, i potrzymał mnie z rękę albo przytulił . Gdybym nie miała
    dzieci już by mnie przy nim nie było. Mąż sugeruje że dlatego że to
    za jego pieniądze kupione jest mieszkanie to ma być w nim czysto.
    Czuje się tu jak lokator. Jestem nieszczęśliwa w życiu i w moim
    małżeństwie. Pozdrawiam serdecznie. DDA
      • anet-ta Re: Jestem straszną bałaganiarą 18.09.08, 22:26
        Witam klubie:). Ja też jestem bałaganiarą i byłam:). Mam za sobą 11lat
        nieudanego małżeństwa i teraz jestem w drugim związku. Były mąż wychowany był w
        domu w którym była wręcz sterylna czystość i ode mnie wymagał tego samego.
        Bardzo się starałam, ale z małym dzieckiem nie zawsze mi to wychodziło. Kiedy on
        przychodził z pracy czułam wewnętrzne napięcie, ze znowu będzie coś nie tak i
        znowu zostanę nazwana syfiarą lub brudasem. Teraz jest inaczej. Do pedantki to
        bardzo mi daleko ale, mój obecny partner podchodzi do tego z humorem.
        Wiem, że łatwo to powiedzieć, ale postaraj się puszczać te durne uwagi mimo uszu
        i nie reagować na nie bo inaczej się zadręczysz. Masz prawo do tego, żeby
        zamiast latać ze ścierą położyć się i odpocząć (przecież w nocy często nie
        śpisz). A jak mu coś przeszkadza to niech sam to zrobi.
        Trzymaj sie cieplutko:)
      • moniczka72 Re: Jestem straszną bałaganiarą 19.09.08, 12:12
        261m :) ja Ci mowie ze jestes dzielna :)
        Autentycznie :)
        Bo ja nie mam pod opieka dwojki dzieci, meza a tez jestem balaganiara.
        Mysle ze robisz tyle ile mozesz, a wazniejsze dla dzieci jest to zebys mogla
        poswiecic im swoja uwage i czas a nie miala super dokladnie wysprzatane.
        Wazniejsze jest ich zdrowie i rozwoj emocjonalny.
        A maz.... No coz mysle ze nie powinnien Ciebie krytykowac, jesli jego pomoc w
        prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci ogranicza sie do krytycznych uwag, to
        zaproponuj mu zeby Ci pomogl, a Ty sobie posiedzisz przed komputerem i
        odpoczniesz. To przykre, ze nie masz od niego wsparcia :(
        A mieszkanie czemu niby za jego pieniadze kupione? Mial je przed malzenstwem,
        czy nabyte zostalo w trakcie trwania malzenstwa?
      • 261m Re: Jestem straszną bałaganiarą 19.09.08, 21:27
        Z mieszkaniem było tak: jak się poznaliśmy miał już swoje
        mieszkanie. Po ślubie wprowadziłam się do niego, . A 2 lata po
        ślubie kupliśmy większe mieszkanie w 90% z pieniędzy ze sprzedaży
        jego kawalreskiego. W akcie notarialnym mąż zatroszczył się aby było
        napisane że to z jego środków nieruchomość jest kupiona. I tyle. Nie
        pamiętam dokałdnie jak to brzmiało.
        Wczoraj wieczorem kłóciłam się z mężem. Mój 5-letni synek tak to
        przeżył, że w nocy strasznie krzyknął, ale to tak jak jeszcze nigdy
        nie słyszałam. Wogóle synek mówi, że lepiej czuje się u niani niż u
        nas w domu, że nie lubi nas. Prosi mnie ,,mamo nie krzycz na mnie
        proszę cię''. Ja się staram ale poprostu nie wyrabiam doliczając do
        tego problemy DDA. Tu roczna córka ciągle czegoś chce, jak o
        niemowlak, tu syn poprostu ciągle mówi i mówi i do tego nie
        odstępuje mnie cały czas na krok. Nie wiem dlaczego. Nawet chwilę
        nie moge obejżeć telewizji czy spokojnie zjeść bo on ciągle chcwe
        zajmować moją uwagę.Cholera , przerasta mnie to jak nie wiem co. To
        dla mnie koszmar że poniosłam taką porażkę w wychowaniu syna. Że żle
        mu ze mną. Pamiętam jak miałam 5 lat to powiedziałam do cioci że
        chcę do domu dziecka bo tak mi było źle w moim domu. A teraz mój
        własny syn...
      • fajny.piotrek25 Re: Jestem straszną bałaganiarą 19.09.08, 21:43
        "Zycie bez sznurka to byłby chaos"
      • kajda28 Re: Jestem straszną bałaganiarą 19.09.08, 21:44
        tez jestem straszną bałaganiarą, a jak są dzieci w domu to nic nie umiem
        posprzątać. mój eks się w końcu do tego przyzwyczaił, pamiętam jak kiedyś robił
        mi wyrzuty że są pajęczyny przy suficie, na początku byłam zła na siebie, i
        przyrzekałam sobie że będę je sprzątać- oczywiście nigdy nie pamiętałam. a
        później po prostu mówiłam mu że nie rozumiem po co mi to mówi, to też i jego
        dom, i jak widzi pajęczyny to niech je posprząta.
        co do małżeństwa i męża nie pomogę ci:( myślę że powinnaś bardziej postwaić na
        swoim i przekonać męża że i on ma obowiązki domowe i nie pozwalać mu się obijać,
        może zostaw go na parę godzin z dziećmi, po prostu wyjdź z domu, przez 2 godziny
        dzieciom nic się nie stanie, a jego krew zaleje, ale nie będzie siedział przed
        komputerem, a ty zrób sobie spokojnie zakupy, idź na spacer, pooddychaj świeżym
        powietrzem.
        pozdrawiam.
        • anet-ta Re: Jestem straszną bałaganiarą 19.09.08, 22:04
          Myślę,że Twój synek po prostu się boi, dlatego stale jest przy Tobie no a roczne
          dziecko ma prawo "ciągle czegoś chcieć". Rozumiem, że może dopaść Cię
          zniecierpliwienie, ale reagujesz chyba o za ostro, krzycząc na niego. Do tego
          dochodzą kłótnie, których na pewno nie da ukryć przed dziećmi:(. Bardzo ciężko
          takim osobom jak my panować nad emocjami ale da się to zrobić. Jest to ciężka
          praca, ale na pewno warto. Dla Ciebie, dla dzieci, i dla męża też. Czy myślałaś
          kiedyś o tym, żeby poprosić o pomoc jakiegoś fachowca??
      • 261m Re: Jestem straszną bałaganiarą 20.09.08, 08:49
        Jeżeli chodzi o pomoc fachowca, to intensywnie szukam w Olsztynie
        czegoś takiego ale nie mogę znaleźć. Wiem że to bardzo by mi
        pomogło. Rozmawiałam wczoraj do drugiej w nocy z mężem. Powiedziałam
        mu że potrzebuję jego pomocy przy dzieciach i tego aby nie siedział
        wiecznie przy komputerze ale poprostu ,,był z nami''. Ustaliliśmy że
        będzie codziennie przez pół godziny zajmował się dziećmi a ja w tym
        czasie będę miała czas dla siebie. Oprócz tego będzie korzystał z
        komputera po 21.oo jak dzieci idą spać. Ja z kolei będę zamykać
        szafki aby mąż nie utracił przedwcześnie życia:)i ogólnie będę się
        bardziej starać z porządkami. Stwierdził na końcu że przy mnie
        chamieje. Też bym chciała chamieć siedząc ,,do obucha'' przed
        komputerem ...Mój mężuś jest z tak zwanej dobrej rodziny, gdzie
        niegdy nie było kłótni i ogólnie miłość i szacunek itp. Ja
        odwrotnie - wiadomo. Więc to że mu robię awantury bardzo go wytrąca
        z równowagi , mówi że nie ejst do tego przyzwyczajony. Dlatego to on
        mnie obwinia o o wszytsmkie nasze problemy. Tu jest szkopuł. Cóż ,
        długo by pisać. A, wracam do biegania! Wyszukałam przez internet
        super adidaski do joggingu. Zawsze mnie to wzmacniało, lecz jak
        zwykle druga połowa nie chciała zostać z dziećmi abym ja mogła
        pobiegać. Muszę to więc jeszcze ,,omówić'' z mężusiem. Pa. Marta.
        • kajda28 Re: Jestem straszną bałaganiarą 20.09.08, 09:59
          pół godziny z dziećmi to bardzo mało, ale zawsze jakiś początek. i on jest nie
          tylko tatem, ale i mężem. no ale się czepiam. musisz mu uświadomić że nie ma już
          "jego" i "twojej" rodziny, to co było kiedyś dawno temu w Waszych domch
          rodzinnych to jest nie ważne, tego już nie ma , teraz liczy się jaką WY
          stanowicie rodzinę.
          ja też zawsze byłam winna wszystkich kłótni, tzn. nie ja je zaczynałam, ale
          przeze mnie one były, to zawsze ja coś źle zrobiłam, powiedziałam, albo nie
          powiedziałam:( dopiero po odejściu to wszystko sobie uświadomiłam, jak bardzo
          patologiczne było moje małżeństwo i że było przedłużeniem mojego domu rodzinnego:(
          myślę że bieganie to dobra decyzja, tylko nie daj się wpędzić poczucie winy jak
          się spóźnisz o 15 min.
          jeśli chodzi o pomoc fachową, to może spróbuj od psychologa, łatwiej go znaleźć,
          dopasować swój plan dnia.
          nie możesz zapominać o sobie, to bardzo trudne, że ty to jesteś ty a nie ty i
          dzieci. ja nie umiałam i nie umiem tego oddzielić:(
        • log222 Re: Jestem straszną bałaganiarą 20.09.08, 18:30
          No ja nie wiem, gdzie w mężu jest ta miłość i ten szacunek :] więc coś chyba w domu inne nauki były
        • moniczka72 Re: Jestem straszną bałaganiarą 21.09.08, 16:45
          261m wysle Ci wiadomosc na adres gazetowy, moze Ci w czyms pomoze :)
      • alkakk2d2 Re: Jestem straszną bałaganiarą 20.09.08, 16:42
        Witam,
        moze bede troche brutalna i bezkompromisowa, ale przede wszystkim
        powinnas sobie odpowiedziec na pytanie, co tak naprawde czujesz do
        swojego meza. Nikt nie poruszyl tego tematu, a to przeciez podstawa.
        Chcesz sie zmienic i zmieniasz sie dla siebie, nie dla "mezusia"
        Swoja droga jak na kogos, kto wychowal sie w "porzadnej" rodzinie,
        to nie ma zbyt wielkiego pojecia o szacunku.
        Pozdrawiam goraco,
        wszyscy walczymy
      • 261m Re: Jestem straszną bałaganiarą 20.09.08, 20:32
        Wyszłam za mąż z nadzieją, że miłość przyjdzie z czasem. I gdy jest
        dobrze między nami, to mam dla niego naprawdę wiele ciepłych uczuć
        np.przywiązanie itp. O miłości w moim życiu nie może być mowy bo
        mnie zaznałam jej w swoim domu rodzinnym (oschła do potęgi matka i
        alkoholik) i tak naprawdę nie kochałam nikogo nigdy bo nie mam tego
        uczucia ani dla siebie ani dla nikogo. {Poprostu nie wiem co to
        znaczy). A jakie to ma znaczenie w kontekście moich problemów?
        Przepraszam że może głupio pytam ale we własnej sprawie czasem nie
        ma odpowiedniej perspektywy. Ja generalnie boję się mężczyzn, bałam
        się wszytskich którzy byli w moim życiu. Stawiam ich ponad sobą, to
        silniejsze odemnie. Stąd generalnie moje problemy - oprócz tysiąca
        innych. Generalnie mroblemy twią w mojej głowie w dużej mierze, chcę
        je za pomocą terapii rozwiązać. A przecież jestem naprawdę niegłupią
        dziewczyną - skończyął z wyróznieneim dwie uczelnie, radzę sobie w
        pracy. A przy ,,chłopie'' czuję'' się jak głupia dziewczynka. Mówię
        nieskładnie, mylę się, jakbym normalnie rozum straciła. Tak samo
        jest przy szefie. Dziwne co? Cóż - tysiąc problemów do rozwiązania.
        • anet-ta Re: Jestem straszną bałaganiarą 20.09.08, 23:18
          Uczucia u dda są jakby uśpione, zamrożone, więc uważam, że w tej chwili ciężko
          Ci jest określić co czujesz do męża. Piszesz, ze mąż pochodzi z rodziny gdzie
          miłość i szacunek nie były mu obce, więc dziwi mnie, że np. mało Cię przytula itp.
          Ja mam za sobą 11lat małżeństwa, w czasie którego nigdy nie poczułam tego
          wszechogarniającego uczucia o którym piszą poeci. Coś tam do niego czułam, ale
          nawet nie potrafiłam tego nazwać. A nawet teraz, kiedy jestem w drugim związku i
          chodzę na terapię parę miesięcy są sytuacje, kiedy moje uczucia do partnera się
          zamrażają i czuję pustkę.A tak normalnie moja miłość jest bardzo duża. To
          okropne dla mnie, nienawidzę być w takim stanie.
          Może warto by było porozmawiać z mężem szczerze o wszystkim. Może on nie zdaje
          sobie sprawy co się z Tobą dzieje? Bo chyba w tym wszystkim Twoje
          "bałaganiarstwo" to pryszcz.
          Co do zachowania przy szefie to mi zawsze brakowało języka w gębie, i moja twarz
          stawała się kamienna, którą kiedyś mocno pudrowałam bo w byle sytuacjach robiłam
          się buraczkowa:)
          Wiem jedno z tym wszystkim da się walczyć a przynajmniej to zminimalizować, żeby
          lepiej, lżej i szczęśliwiej żyć:)
          Pozdrawiam Cię:)
          • alkakk2d2 Re: Jestem straszną bałaganiarą 22.09.08, 14:04
            Witam,
            wiesz ja tez kiedys bardzo latwo oddalam swoje zycie w cudze rece,
            myslac, ze tak juz musi byc, skoro ktos mnie wybral, to wszystko
            jakos sie ulozy. Prawie stracilam wszystko, co bylo dla mnie wazne.
            Wmawialam sobie, ze to milosc, ze pokona wszystko a tak naprawde
            poddalam sie szantazowi i trwalam tak przez dwa lata. Bylam, jak
            mala dziewczynka, ktorej wmawiano, ze biale jest czarne. Szkoda, ze
            tak trudno jest nam uwierzyc, ze tylko my mamy prawo do decydowania
            o wlasnym zyciu. Czasem mysle, ze tylko udaje dorosla i nie doceniam
            tego co mam.
            Cudowna jest swiadomosc wlasnych potrzeb.
            Bedzie lepiej
        • ladynemeyeth Re: Jestem straszną bałaganiarą 23.09.08, 10:31
          > Ja generalnie boję się mężczyzn, bałam się wszytskich którzy byli
          w moim życiu. Stawiam ich ponad sobą, to silniejsze odemnie. Stąd
          generalnie moje problemy - oprócz tysiąca innych. Generalnie
          mroblemy twią w mojej głowie w dużej mierze, chcę je za pomocą
          terapii rozwiązać. A przecież jestem naprawdę niegłupią dziewczyną -
          skończyął z wyróznieneim dwie uczelnie, radzę sobie w pracy. A
          przy ,,chłopie'' czuję'' się jak głupia dziewczynka. Mówię
          nieskładnie, mylę się, jakbym normalnie rozum straciła. Tak samo
          jest przy szefie. Dziwne co? Cóż - tysiąc problemów do rozwiązania. <

          Tak, to kilka zdań, które zrobiły wielką różnicę dla mnie i dziękuję
          Ci, że je napisałaś.
          Mimo, że nie mam prblemów małżeńskich, całe życie walczyłam o swoja
          wartość jako kobieta (tak jakbym na nią nie zasługiwała z racji
          tego, że żyję - chore). No ale tak właśnie myślałam i nie
          uświadamiałam sobie tego.
          W mojej rodzinie kobiety traktowano jak istoty drugiej kategorii,
          które nadawały się tylko do garów. Nieważne, że rodzice wybudowali
          dom za pieniądze mojej matki, bo to ona wzięła kredyt. Każda
          zaciągnięta pożyczka była zawsze na nią i w ogóle to ona brała na
          siebie każdą odpowiedzialność, nie tylko finansową. Więc czemu do
          jasnej cholery traktowało się ją jako obywatela drugiej kategorii,
          jakby siedziała w domu, nie pracowała, nie zarabiała i tylko
          pachniała?!!!!!!
          Strasznie mnie to wkurza, bo każdą kobietę u mnie w domu - mnie i
          moją siostrę - właśnie tak traktowano! Nie rozumiem dlaczego z takim
          przymrużeniem oka patrzy się na to, co mamy do powiedzenia i
          szczerze mówiąc mam tego dość!!!!
          Dziś miałam sen, że kupiliśmy z mężem dom, na co on powiedział: "to
          jednak będę bogaty!"
          Pewnie nie zrobił tego celowo, ale wkurwił mnie ten tekst
          dokumentnie!
          Czemu tylko on ma być bogaty?
          Bo ja nie będę zarabiać?
          Ja nie odniosę sukcesu? Nie spełnię się zawodowo? Nie zarobię kasy?
          Kurwa mać!!! Co to w ogóle ma znaczyć???? Że to faceci są panami i
          władcami tego świata, a kobiety mają grzecznie zając swoje miejsce
          przy garach i szczotkach?
          Czy to jest takie nieprawdopodobne, że ja zarobię kupę pieniędzy i
          też jestem zdolna do tego, żeby sfinansować np. budowę domu?
          Wkurwia mnie takie podejście, że to od faceta wszystko zależy i on
          jest kluczową osobą we wszelkich poważniejszych wydatkach!!!
          Bez względu na to, czy jakikolwiek facet kiedykowliek we mnie
          uwierzy, ja dalej będe robić swoje i dążyć do celu, który sobie
          założyłam. Ale jestem wściekła, że rola kobiety - przynajmniej taki
          stereotyp - jest po prostu żenująco zaniżona w tych relacjach i nie
          mam za bardzo zamiaru się na to zgadzać. W ogóle się nas nie
          traktuje jak poważne partnerki!
          Z drugiej strony wiele z nas sobie na to pracuje polegając tylko na
          mężu i jego pieniądzach, nie inwestując w swój rozwój, oddając
          męzowi berło w domu. Nawet jak źle parkuje to mu się tego nie powie,
          bo się urazi jego wielkie, przerośnięte ego!!!! Z kolei kiedy ja
          prowadzę samochód musze wysłuchać, ile to ja rzeczy robię źle i się
          stresować!!! A powiem Wam, że kiedyś uwielbiałam prowadzić samochód
          i bardzo dobrze mi to wychodziło. Ostatnio mi przeszło i nie mam z
          tego absolutnie żadnej przyjemności!!
          Tak, tak, dziś mam nieco z radykalnej feministki i to wojującej w
          dodatku, ale być może zbyt długo to wszystko było we mnie uśpione i
          teraz wybuchło!
          Pointa jest taka, że nie mam zamiaru odbierać sobie prawa do
          bogacenia się, zarabiania pieniędzy, bycia bardzo zaradną,
          umiejętności zadbania o siebie i resztę rodziny! To nie są tylko
          prawa mężczyzn, choć tak się powszechnie uważa. Niech oni będą
          szczęśliwi i niech się bogacą. To nie przeszkadza, żebyśmy
          jednocześnie i my były z życia, z siebie i z pieniędzy zadowolone.

          Musiałam to gdzieś z siebie wywalić :-))))

          Pozdrawiam!
      • 261m Re: Jestem straszną bałaganiarą 23.09.08, 21:51
        Odkąd wyszłam za mąż i za rok pojawiło się dziecko wszystko we mnie
        mi mówiło, że w NASZYM domu oboje jesteśmy gospodarzami i oboje
        będziemy w nim pracować tzn. sprzątać, myć ,,kibel'', prać ,
        zajmować się dziećmiitp.Jakiez było moje zdziwienie , gdy mąż
        oświadczył, że nie będzie tego robił. Nic nie będzie robił. Powód? A
        umiesz naprawić kran, magnetowić, przykręcić szafki? Ja jestem od
        takich prac. Tylko że szafki przykręca się raz na 30 lat, a
        zachrzaniać w domu trzeba codziennie.Po wielu kłótniach, łzach które
        nic nie dały cały ten czas tłumiłam w sobie uczucia złości ,
        rozgoryczenia, w końcu lęku i strachu że sobie już nie radzę.W głębi
        serca myślałam - jak zwykle - że to wszystko moja wina, że pewnie
        wszytsko mi nie pasuje i to też, że może jestem leniwa i mi się
        poprostu nie chce. Gdy pojawiło się drugie dziecko poprostu poddałam
        się - nie miałam czasu porządnie się umyć, zjeść a mąż miał
        pretensje że w mojej szafie jest nieporządek i nie ma generalnych
        porządków w domu. W tym momencie zaufałam swoim uczuciom i poszłam
        ich śladem. Skoro czuje żal, złość , czuję że się mnie
        niesprawiedliwie traktuje to to poprostu czuję i to jest mój
        drogowskaz. Żaden mąż tego nie zaneguje. Więc choćby niewiem co
        mężuś będzie mi pomagał, bo jak nie - tego jestem pewna i on o tym
        wie - odejdę od niego. Sama nie daje sobie prawa do robienia tego do
        czego mam prawo, co sprawia mi przyjemność. Nie czuje się na tyle
        ważna aby bez kłótni, ale stanowczo i konsekwentnie wymagać tego co
        mi się należy. Właśnie, czy coś mi się należy? Do tego też trzeba
        dojrzeć. Już się nie mogę doczekać grupy dla DDA, tyle przedemną do
        zrobienia. Mam całe życie przed sobą. Marzę aby nabrać szacunku do
        siebie i choć trochę siebie polubić. Wiem, że tak naprawdę fajna ze
        mnie babka. Trzymajcie się krajanki. Marta.
        • iza31.08 Re: Jestem straszną bałaganiarą 23.09.08, 22:22
          CZeść tez jestem DDA.Czytam wasze wypowiedzi i czuje jak byście
          pisały o mnie. Mój mąż uważa że jak on pracuje to ja mam się
          zajmować domem i dziećmi. Kocham swoje dzieci ale też potrzebuję
          chwili wytchnienia. Najgorsze jest to że nie mam z kim porozmawiać.
          Nadal mieszkam w jednym domu (2 osobne wejścia) z ,,rodzicami''
          (obydwoje piją), którzy raz na rok lub raz na dwa lata urządzają mi
          małe piekło. Zamiast rodzice pomagać mi to ja muszę pomagać im i
          wzamian mam tylko to że jak mówi moja matka ,,To wszystko twoja
          wina''. I chićbym sobie flaki wypruwała to i tak jest żle. Poważnie
          zastanawiam się o pójściu do psychologa bo zaczyna mnie to
          przerastać.Cierpią na tym moje dzieci bo chodzę zdenerwowana, a mój
          mąż mówi tylko że przesadzam.261m w pełni cię rozumiem. Pozdrawiam
          was Iza
        • kajda28 Re: Jestem straszną bałaganiarą 23.09.08, 22:24
          czytając twój post o bałaganie w szafce przypomniałam sobie moment z sali
          sądowej kiedy moja mama podała przykład że mój ówczesny mąż powyrzucał wszystko
          ze swojej szafki bo tam miał bałagan, wiesz dla mnie to nie było nic tak b.
          złego, nic co by się liczyło, p. sędzia była innego zdania. tego co wolno a co
          nie uczę się obserwując innych ludzi, stąd wiem że i moralnie, partnersko i
          prawnie mąż ma obowiązek sprzątać na równi z żoną.
          Trzymaj się Marta, wierzę że uda ci się i staniesz na nogi, nie będzie łatwo ale
          warto:)
        • neta5 Re: Jestem straszną bałaganiarą 23.09.08, 23:55
          Witaj
          bardzo poruszyło mnie to co napisałaś, że twój mąż w ogóle Ci nie pomaga w
          prowadzeniu domu i nic nie robi i ogólnie wszystko jest na twojej głowie.
          Rozumiem jak jest Ci trudno. Sama byłam w podobnej sytuacji. Tak zwane
          prowadzenie domu było całkowicie na mojej głowie. Nie mogłam związać końca z
          końcem. Miałam wrażenie, że świat się na mnie wali. Oprócz dzieci niańczyłam
          także męża i zarabiałam na dom. W końcu nie wytrzymałam i oznajmiłam, że o swoje
          brudy i o swój bałagan ma zadbać sam. Nie ruszyłam palcem kiedy nie miał już co
          na siebie włożyć. Skończyły się śniadanka, obiadki. Przestałam płacić jego
          rachunki i ogólnie odcięłam od kasy. Nie wiem skąd wzięłam na to wszystko siły,
          bo nie było łatwo. Ale byłam już w takim stanie, że na niczym mi nie zależało. I
          wiecie co męzuś doszedł do wniosku, ze już mu nie pasuję i zwinął żagle. Tyle
          była warta jego miłość. Czasami mam wątpliwości czy postąpiłam właściwie a tak
          naprawdę to te wątpliwości pogłębia we mnie moja matka. Mówi, że lepszy rydz
          nisz nic. Taka wspierająca. Ale ocieram łzy i mówię sobie po co mi ten truteń.
          Jak będę chciała mieć utrzymanka to go sobie znajdę i kiedy zechcę wyrzucę.
          Leniom i obibokom mówię stanowcze nie :)
          Trzymam za Ciebie kciuki
      • anciax Re: Jestem straszną bałaganiarą 26.09.08, 13:30
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=84759225&a=84759225
    Pełna wersja