261m
18.09.08, 22:10
...a mój mąż nie może mi tego wybaczyć. Uważa że stanowię
niebezpieczeństwo dla innych (pootwierane szafki w kuchni, wylana i
nie starta woda na podłodze). A ja nie potrafię innaczej! Ponieważ
mam 2 małych dzieci nie zawsze mam czas sprzątnąć co nabrudzę i po
dzieciach. Staram się jak mogę, ale ostatnio poddałam się.I jeszcze
te tysiące uwag męża typu ,,czemu to tu leży'', ,,odłóż to na swoje
miejsce'', ,,czemu te szafki pootwierane''. Najgorsze jest to że mam
ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu, czuje się gorszą kobietą,
wstyd mi przed mężem i dziećmi że taka jestem. U mnie w domu
rodzinnym tak było - najpierw totalny burdel, potem posprzątane
jakby nigdy nic. Nigdy nic pośredniego, że np. trzeba odkłdać rzeczy
na swoje miejsce itp. Właściwie to zostałam sama z dziećmi. Moja
druga połowa wogóle nie pomaga mi przy dzieciach, czuje się
opuszczona i samotna z dziećmi. Po pracy do 1 w nocy siedzi przed
komputerem, właściwie się z przed niego nie podnosi. Powiedział mi
że to specjalnie, że ma mnie dość i że w ten sposób może się
odseparować odemnie. Tylko że ja nie mam takiego wyboru. Roczna
córka nie śpi w nocy, w dzień chodzę z tego powodu jak neptyk. Tyle
obowiązków, dzieci chorują , młodszą rehabilituję i jeszcze te
ciągłe uwagi męża. Nie czuję w nikim wsparcia, w nikim. A tak
potrzebuję aby mi ktoś powiedział że jestem dzielna, że sobie daje
radę, i potrzymał mnie z rękę albo przytulił . Gdybym nie miała
dzieci już by mnie przy nim nie było. Mąż sugeruje że dlatego że to
za jego pieniądze kupione jest mieszkanie to ma być w nim czysto.
Czuje się tu jak lokator. Jestem nieszczęśliwa w życiu i w moim
małżeństwie. Pozdrawiam serdecznie. DDA