jarekbb
26.06.06, 10:59
Skoro WojnaiPokoj skopiowal(a) swoj zeszloroczny post i ja to zrobie, moze
komus sie przyda. Pozdrowienia.
--------------------------------------------------------
Nie wiem skąd wzięła się opinia, że w Rumunii jest tanio,nawet taniej niż w
Polsce. Dałem się na to nabrać i pojechaliśmy, w sezonie wariujących cen
benzyny, na wycieczkę samochodem po Rumunii. Przy kursie (w początku
sierpnia) 1 nowa leja = 1.20 zł ceny żywności są nieco wyższe niż u nas, np.
(podaję tu najniższe jakie zanotowałem):
chleb – 1,10 lei
masło – 2,20
ser żółty – 14
kiełbasa – 11
pasztet w puszce 150g – 1,34
konserwa mięsna – 5
puszka polskich szprotek – 3,30 (te same szprotki w Tesco koło domu–2,36zł)
sok owocowy (najtańszy to Tymbark) 1 litr – 3,50
cukier – 1,80 (ha-ha tyle co u nas zanim wstąpiliśmy do Unii)
piwo krajowe (puszka) – 1,30
owoce: na targu w Braszowie owoce (nawet trywialne jabłka) i pomidory po
4,50-5 za kg
Gastronomia jest pod psem.
Jedyna restauracja gdzie udało się zjeść niezły obiad za rozsądną cenę to
Luciana w Cluj (na początku Blvd. Eroilor idąc od placu Avram Iancu, po
prawej). Ich ”oferta speciale” to 2 dania i deser (co prawda deserem bywa
makaron polany masełkiem na zimno i na słodko) za 8,50.
W Tulcea miałem kaprys poszukać knajpki regionalnej a niedrogiej. Przez 2
godziny łażenia w upale po nieciekawym śródmieściu znaleźliśmy: mnóstwo
piwiarni, sporo pizzerii (gdybym był miłośnikiem pizzy to pojechałbym do
Włoch, no nie?) i trzy smętne, puste, drogie restauracje serwujące do
znudzenia te same dania mięsne i rybne.
W Petrosani były dwie restauracje zamknięte i jedna czynna lecz przepełniona
pizzeria.
A w Eforie Nord zaskoczyła nas mnogość restauracji. Weszliśmy do pierwszej z
brzegu, „pod Drakulą”, i zamówili ciorba, pulpa de pui i legume de mexicana –
ale jedną porcję tylko. Błogosławiona przezorność! Kosztowało to 30 lei i
tylko ciorba była względnie jadalna, legume okazała się gotowaną, sczerniałą
już marchewką, zaś pulpa - wyschniętym, nieapetycznym kurzym udkiem po którym
jeden z członków wycieczki pochorował się.
Zaś parę kroków dalej (naprzeciwko poczty i przystanku autobusu) są dwa
czyste, obszerne bary samoobsługowe: różowy Berlin i niebieski Pescarus gdzie
ceny są podobne ale za to widać co jest w którym kociołku i można palcem
wskazać co się chce.
Turystów należy przestrzec, że w menu niektóre ceny (na pewno mięsa) podaje
się za jednostkę wagi, zapewne za 100 g. Głodnemu klientowi doskonale
uniemożliwia to oszacowanie kosztu posiłku bo nigdy nie wiesz ile schabowego
kucharz ci rzuci na talerz. Ale kelnerowi pozwala na drobne krętactwa; ot,
wspomniane zeschłe udko kosztowało w menu 2,50 a na rachunku 9 lei – zatem
ważyło ponoć aż 360 g!
Trochę drażni to maniackie podawanie papryczki chilli ze śmietaną do ciorby.
Przysmak to żaden a kosztuje dodatkowe 2-3 leje. Nie można im przetłumaczyć
żeby tego nie przynosili.
Natomiast osławiona mamałyga to kaszka kukurydziana na gęsto, podawana
zamiast ziemniaków do mięsa albo cu branza - z twarożkiem.
Szosy główne są lepsze niż w Polsce – też dwupasmówki ale bez łat asfaltu,
bez dziur i bez pomarańczowych chłopców co blokują pół jezdni i udają, że
naprawiają te dziury. Szosa Targu Jiu-Deva jest przed remontem i jazda
tamtędy to spora pomyłka. Zaś autostrada Bukareszt-Konstanca jest tak nowa,
że jeszcze nie wybudowali stacji benzynowych; jadąc tamtędy na resztkach
paliwa jak kania dżdżu wypatrywałem zjazdu do jakiegoś miasteczka; zresztą
nie w każdym miasteczku są stacje benzynowe.
W miastach dziury w drogach są jakby głębsze i bardziej dokuczliwe niż w u
nas. Natomiast drogi lokalne są nieprzejezdne. W pamięci mam „szosę” przez
Virciorog (pod Oradea) – najpierw asfalt był taki, że jadąc ok. 20km/h
lawirowałem wybierając takie miejsca, żeby podwoziem nie tłuc o nawierzchnię,
potem resztki asfaltu zniknęły ale dziury pozostały, w końcu pojawiły się
kamienie tak wielkie, że bałem się, że rozprują skrzynię biegów - wtedy
zawróciłem.
Natomiast świetnym pomysłem jest że na dużych skrzyżowaniach na
sygnalizatorze montują licznik odmierzający ile sekund pozostało do zmiany
świateł.
Benzyna (bezołowiowa tj. fara plumb, sądzę że 95) kosztowała 3,35 (czyli 1.02
euro). Nie jest prawdą, że w okręgu roponośnym Ploesti-Pitesti jest taniej.
Owszem, widziałem obskurne stacje „benzinara-motorina” poniżej 3 lei ale
bałem się tego tankować.
Opłaty graniczne.
Wjeżdżając do Rumuni nie płaciłem nic ale po paru dniach jednak kupiłem na
stacji benzynowej miesięczną winietkę za 12,60. Na granicy bułgarskiej
rzeczywiście winietkę sprawdzali i kasowali 10 lei „opłaty ekologicznej” (a
zaraz potem Bułgarzy zmusili do kupna swojej winietki – tygodniowa 4 euro+2
euro opłaty ekologicznej.) Natomiast na granicy węgierskiej nie zawracali
głowy ani winietkami ani opłatami.
Przeprawa promowa przez mętny, brudno-żółty Dunaj: w Braila–10, w Silistra–20
lei.
Natomiast niewybredny turysta zaoszczędzi na noclegach.
Przewodniki twierdzą, że w Rumuni można rozbić namiot wszędzie choć zalecają,
aby robić to w miejscach gdzie biwakują tubylcy. Ma to dobre (w kupie
raźniej!) i złe strony – każda kępka trawy na takim dzikim kampingu mogła
niedawno pełnić rolę łazienki a sterty śmieci których nikt nie sprząta,
przerażają!
Osoby bardziej wybredne mogą wybrać pole namiotowe – niestety Europa
Camping+Caravaning, przewodnik zwykle rzetelny, w przypadku Rumunii zawodzi.
Nasz prywatny ranking kampingów wygląda jak niżej. Ceny podaję za mały domek
(dwa wąskie łóżka i tak ciasno, że nawet karimata się nie mieści na podłodze)
i namiot dla dwóch osób+samochód:
1.Eldorado (wyjeżdżając z Cluj na Oradea ok.14 km od miasta tuż za Gilau po
prawej)
domek – 36, namiot - 29 (9 od osoby+7,20 namiot+3,80 za samochód)
Najlepszy kamping w Rumunii: prysznice i wc czyste, nic nie cieknie, nie
śmierdzi ani tynk nie odpada, drzwi w ubikacjach zaopatrzone w zasuwki (w
Rumunii to rzadkość!); czysto jak w domu!
Tylko to martwi, że żetony do pralki kosztują 12,50 (a w Stanach wciąż tylko
$1,25!)
2.Holidays w Mamaia (ok. 0,5 km za rogatkami w stronę Navodari)
domki różnej wielkości od 72, namiot - 27 (10/osobę+7 za namiot)
Obszerny, dużo drzew i z wyjściem na plażę; i kamping i plażę sprzątają
codziennie; wc co prawda „wschodnie” ale czyste. Tuż obok są jeszcze dwa
kampingi (nawet trzy licząc Turist, ten przed rogatkami) tańsze o parę lei
ale ubikacje mają obrzydliwe.
3.Darste (wyjeżdżając z Brasov na Bukareszt mijamy centra sklepowe i dealerów
samochodów, potem zakręt w prawo i na zakręcie po lewej mamy kamping -
recepcja wspólna z hotelem)
domek - 36, namiot - ok.20
Sanitariaty czyste, 4 kabiny prysznicowe na cały kamping, drzwi bez haczyków;
miejsce do jedzenia: 4 grille, stoły, zlewozmywaki.
4.East Zodiac-East Elodie w Jupiter (udało się znaleźć ten kamping po długim
błądzeniu, nawet nie wiem jak)
namiot - 22 (9/osobę+4 za namiot)
Sanitariaty względnie czyste ale wc "wschodnie"; położony tuż przy ulicy i
hałas nieco dokucza; do plaży ok 200m.
5.Faget (wyjeżdżając z Cluj na Bukareszt po prawej jest duża, żółta tablica z
nazwą, tam skręcić i jechać ok. 1 km)
domek - 45, namiot - ok.20
W ubikacjach coś cieknie i nieco śmierdzi; spora łaźnia nie podzielona na
kabiny.