molnar
25.07.06, 14:34
Teraz Babadag to nazwa kultowa. I słusznie - Stasiuk napisał wspaniałą
książkę - niełatwo jest patrzeć w siebie przez mijany świat, a atmosfera
zakurzonej drogi pachnie tam tujką i przydrożnymi kwiatami cykorii.
Ale mało kto wie, że nie pierwsze to zaistnienie Babadag w polskiej
literaturze. Była taka, napisana lekim językiem, barwna książka wspomnieniowa
Janusza Meissnera: Żądło Genowefy. Relacja wojny wrzesniowej po wylądowanie w
Anglii przez internowanie w Rumunii. I właśnie w Babadag był taki obóz
polskich wojsk. Meissner poświęcił mu kilka tragikomicznych rozdziałów.
A my do Babadag dostaliśmy się zupełnie przypadkiem, lata, lata temu. To co z
nas ocalało po uczcie komarów na naszej skórze w Sulinie wychynęło z wodolotu
w Tulczy. I własnie odjeżdżał autrobus do Babadag. Skojarzyliśmy nazwę z
ksiązką i pognali. Cudownie było - nieklarowany mulfatlar, wyprawa do Slava
Rusa. Pytaliśmy o autobus w tamtym kierunku, nikt nic nie wiedział, więc
poszliśmy zdrowy kawał do cukierni. A tu nagle dopadają nas ludzie, którzy
widzieli nas na dworcu, kelnerki na gwałt pakują ledwo co zaczete ciacha -
jest autobus. Kierowca czekał na nas zdrowe pół godziny, a gdy dojechaliśmy
do miejsca w którym zaczynała się ścieżka do Slava Rusa cały autobus wyszedł
z nami opisując dalszy trakt...
Piszę o tym dlatego, gdyż nigdzie (no może poza górami północnej Grecji) nie
spotkalismy się z tak ciepłym przyjęciem, jak w Dobrudży i na Bukowinie.
Ludzi biednych, ale pełnych godności i otwartych na przybyszów.
Ciekaw jestem, czy ktoś wiedział o Babadag Meissnera, dobre trzydzieści lat
starszym od Babadag Stasiuka?