Dodaj do ulubionych

Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastrofie

10.04.10, 11:30

Prosze o modlitwe
--
Nie ma drogi do szczescia,szczescie jest droga...

☻/ Chudne !
/▌
Obserwuj wątek
      • agnitunn Re: Do Agnitunn 11.04.10, 09:57
        Flower sam nie wiem... Hmmm, ale poznamy po owocach. Pamiętajmy o ś.P. Kaczyńskim, że był jednym z największych przeciwników Traktatu Lizbońskiego. Właściwie to On razem z Klausem z Czech, blokowali i zwłaszcza ten drugi, ostrzegali przed zgubnymi rezultatami podpisania "zrzeczenia się niepodległości" na rzecz sitwy z Brukseli (w domyśle: ludzi zza kurtyny)

        Może zacytuję słowa specjalisty:

        Wypowiedź Ryszarda Drozdowicza z Laboratorium Aerodynamicznego Politechniki Szczecińskiej (ZUT)

        Jako pilot oceniam, że sugerowany w mediach błąd pilota jest mało prawdopodobny. Na podejściu do lądowania nie wykonuje się żadnych manewrów typu silne przechylenie lub nagłe zmiany prędkości. A takie silne przechylenie zauważyli świadkowie. Pilot wykonał dodatkowe kręgi nadlotniskowe, aby upewnić się co do warunków lądowania i na tej podstawie podjął uzasadnioną decyzję o lądowaniu. Nieprawdopodobne też jest, aby doświadczony pilot wraz z drugim pilotem pomylili się co do wzrokowej oceny wysokości, nawet w przypadku awarii przyrządów, która jest również nieprawdopodobna. Należy tutaj zauważyć, że mgła jest na ogół z prześwitami i przy dziennym świetle nie stanowi istotnej przeszkody do wzrokowej oceny warunków lądowania. Okoliczności wskazują jednak na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap bezpośrednio na prostej przed lądowaniem. Przy blokadzie klap lub lotek na prostej katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny, mając wysokość rzędu 50-100 m i prędkość rzędu 260 km/h.

        Może tu szybciej do czegoś dojdą smile
        www.davidicke.com/forum/showthread.php?t=111684
        Pewno ciąg dalszy nastąpi...

        Agnitum
      • takajednatam Re: Do Agnitunn 11.04.10, 17:32
        flowerbomb5 napisała:

        > Prosze powiedz, co sadzisz o tej katastrofie. Przypadek czy
        > zorganizowana akcja?

        Chore.
        Chore to miejsce.

        To moje osobiste zdanie, które zapragnęłam publicznie wyrazić.
            • agnitunn Re: Do Agnitunn 11.04.10, 20:18
              Świetne słowa!!
              Pewno masz tak samo jak ja, jak oglądam przykładowo TVN i teraz jak się kulą i wyrażają współczucie ze śmierci tylu "wielkich Polaków" a wcześniej dziennikarze prześcigiwali się w pluciu na prezydenta Ś.P. Kaczyńskiego, kiedy ten zapowiedział, że Polska tak szybko nie podpisze Traktatu Lizbońskiego. Cytowały jak to niemieckie media nazwały "Kaczyńskiego" kartoflem. Również Monika Olejnik w tvn24 prześcigiwała się w kolejnych edycjach programu w zapraszaniu osób pokroju Palikot, byleby byli "antypisowscy" i "antykaczyńscy" a dziś ta sama telewizja mówi że Prezydent był wielkim, wybitnym i światłym Polakiem.

              Ps.
              Prywatnie uważam, że Ś.P. Kaczyński, był najlepszym polskich prezydentem XX-XXI wieku. Następny prezydent już taki nie będzie. Odda nam ojczyznę, sprzeda i rzuci w macki Brukselskiej sitwy. Taka prawda.

              Ps.2
              "Po owocach poznacie" poczekajmy co przyniesie przyszłość.

              Agnitum
              • flowerbomb5 Re: Do Agnitunn 12.04.10, 15:27
                Nie widze w tym nic zaklamanego - zmarli juz w niczym nie moga im
                przeszkodzic ani zaszkodzic. Dlaczego mieliby mowic o nich zle
                teraz? o zmarlych dobrze albo wcale.
                Ale fakt ze prezydent PR mial fatalny i nie dbal o niego. Szkoda, bo
                to co pokazywaly media rzadko stawialo go w pozytywnym swietle a
                innego ludzie nie znaja.
    • agnitunn Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 11.04.10, 18:56
      A ja dam kontrpropozycje.

      Przy całym szacunku dla ofiar tragedii...

      Takich "samolotów z dziećmi" z powodu ŚLEPOTY 99% ludzi na tej planecie, "ginie" dziennie PONAD 1000!!!

      Rozwijając temat: Codziennie umiera 90 TYSIĘCY DZIECI na Świecie. Co 8 sekund umiera dziecko.
      Z powodu głodu, wojen i tych samych ludzi, którzy są za kurtyną
      .

      I jakoś media o tym nie trąbią. Ach zapomniałem, właściciele i mocodawcy to osoby bardzo zbliżone...

      Może byśmy tak ogłosili ROK ŻAŁOBY z powodu tych istnień?

      Agnitum
      • szizumami Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 11.04.10, 21:49
        witajcie-

        tak samo mam AGNITUŚ--gdzie te minuty ciszy dla tych
        bezimiennych,maluczkich...

        tyle tylko,ze nie wypada nam powtarzać tego co mówimy na swój rzad
        na codzień,,to nie pruderia --to wewnętrzny wstyd ...
        o zmarłych nie mówi sie żle dlatego że nie popełniali błedów-ale
        dlatego,że -tam-dalej -maja ponieść--ze soba--"tace z dobrymi
        owocami"....



      • ufzes Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 12.04.10, 08:00
        Exactly!!!
        Świat jest zakłamany do n'tej potęgi. Agn wymieniłeś dzieci, a ja dodam że drugie tyle ginie dorosłych, w tym MAM TYCH DZIECI!!!.
        I nie mówimy tu o zabójstwach, tylko o ofiarach wojen, przemocy ze strony rządów, eksperymentach medycznych. I po tym co widziałem podczas podróży po czarnym lądzie;;; większość tych istnień jest do uratowania sad
        A te same moczymordy, co przedtem obrażali prezydenta teraz podkulili ogon i gadają piękne frazesy.

        ufżesz
        --
        Czy naprawdę nic Cie nie straszy??? smile)
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25670
        • szizumami Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 12.04.10, 09:03

          UFZESIE
          MY TO WIEMY,I WIELU INNYCH TO WIE
          ale czy byłoby ci lepiej gdybyśmy wyrzucali te pomyje teraz
          publicznie---i przyznawali sie do własnej głupoty w takim czasie---
          wiesz jakiej kurtuazji i inteligencji wymagałoby ---- by wplesć ta
          cała prawde pomiedzy słowa dyplomacji?!
          i odwagi--ryzykownej--wsród publiki?

          nie ma ludzi--i to nam wystarczy-żal
          boli nas że świat nie płacze publicznie nad każdym zamordowanym
          kwiatem,padającym z głodu--nas to boli-pojedyńczo--a tych nas jest
          wielu...
          ale tych co myslą inaczej nie nauczysz niczego publiczną agresja-
          to musiłby być autorytet by umiał wplesć prawde pomiedzy
          dyplomacje....
        • mahasaya moczymordy????? 24.05.10, 20:59
          "A te same moczymordy, co przedtem obrażali prezydenta teraz podkulili ogon i
          gadają piękne frazesy"

          Zgodne z polską tradycją wspomnienia o Lechu Kaczyńskim, które pojawiły się we
          wszystkich mediach, zostały przez komentatorów sprzyjających braciom Kaczyńskim
          zinterpretowane jako pośmiertne uznanie wielkości prezydenta. Krytyczna ocena
          jego działań przez jakiś czas była niemożliwa. Za to działacze PiS, a zwłaszcza
          ich zwolennicy, brutalnie atakowali obóz rządowy i media niesprzyjające braciom
          Kaczyńskim, posuwając się do zarzutów o odpowiedzialności (co najmniej moralnej)
          premiera za katastrofę. Krytycznych wobec prezydenta publicystów, którzy teraz z
          szacunkiem wyrażali się o zmarłym, oskarżano o obłudę oraz o zorganizowanie
          sterowanej kampanii, która spowodowała, że naród nie dostrzegał za życia
          wielkości prezydenta...... Więcej...
          wyborcza.pl/1,75248,7919172,Kampania_obok_problemow.html#ixzz0os7dlcdc
          Ja nadal tej wielkości nie dostrzegam, może i był dobrym mężem, ojcem i
          dziadkiem, miły i sympatyczny dla przyjaciół ale prezydentem był miernym.
    • agnitunn No więc lecimy... 13.04.10, 08:57
      Co pisze Jane Burgermeister, w skrócie:

      Śmierć Sławomira Skrzypka, prezesa NBP w katastrofie samolotowej może zmienić polityke monetarną Polski. Był on kluczową postacia, która umozliwiała Polsce przeprawę przez rozpad ekonomiczny, który dotkął USA i Europe. Razem z ministrem finansów nalegał na to by nie Polska nie rozszerzała kredytu z Miedzynarodowego Funduszu Walutowego poza 20.5 miliarda dolarów.
      Dodatkowo sercem opozycji wobec wejścia Polski do strey Euro, a jak wiadomo jest to waluta kontrolowana przez globalnych bankierów.
      W piątek, na dzień przed tajemniczą katastrofą samolotu w Rosji, bank centralny zainterweniował na rynku walutowym by osłabic złotego, co w efekcie ma pomóc Polsce poprzez poprawę konkurencyjnosci w eksporcie.
      Skrzypek popierał także wzrost stopy odstetek by zatrzymać napływ kapitalu, który jest m.in. przyczyną bańki rynku nieruchomości.
      Strategia moneterna, którą przyjął Skrzypek mogła wywołać sprzeciw globalne “elity”, które generalnie promują rozwiązania zmierzające do osłabienia ekonomii krajów, przemysłu i bazy eksportowej, a przez to powodują ich zadłużenie, co w efekcie umożliwia zarządzanie przez Międzynarodowy Fundusz walutowy bądź Unię Europejską.
      Jak podaje Infowars.com (strona Alexa Jonesa, przyp. M.P.) nadchodzące czerwcowe spotkanie grupy Bilderberg skupi się na utworzeniu rządu światowego bazującego na strukturze ONZ i MFW, która zostanie utworzona na ruinach kryzysu ekonomicznego, który zostął wykreowany przez syndykat korporacyjny Bilderberga.
      W zeszłym roku spotkanie grupy Bilderberg poświęcone było przekształceniu Światowej Organizacji Zdrowia w globalne ministerstwo zdrowia.
      Wiele osób, które stało za tzw. “pandemią” świńskieg grypy wliczając w to prezesa Novartisu Daniela Vesella i austriackieo Kanclerza Wernera Faymanna, było cżonkami spotkania Bilderbergu w Atenach w ubiegłym roku.
      W spotkaniahc bierze udział starannie wyselekcjonowana grupa masonów skupiona wokół Dawida Rockefellera. Mają oni dopracować plany “elit” dominacji nad światem.
      Polska Minister Zdrowia była jedyną w europie, która nie zamówiła szczepionek na świńską grype.
      Inerwencja prezesa NBP w celu dewaluacji złotego, co było popierane przez prezydenta Lecha kaczyńskiego, który również zginął w katastrofie, mogła wywołać zaniepokojenie Bilderberga, gdyż mogłoby to być precedensem dla innych krajów.
      Jak podał Wall Street Journal, Skrzypek niedawno nazwał złotego “bardzo dobrym absorberem szoku”, co oznacza, że dewaluacja może odizolować ekonomię od finansowego kryzysu sztucznie wytworzonego przez globalistów.
      Wall Street Journal podał, że obecnie kilka krajów kwestionuje wejscie do strefy Euro, są to Czechy, Bułgaria, Węgry i Rumunia.
      Kraje, które przyłączyły się do strefy Euro nie są już w stanie zdewaluować walut, co oznacza, że ich przemysł staje się mało konkurencyjny – co skutkuje obniżeniem eksportu, zwiększeniem bezrobocia, długu i deficytu handlowego (…wink
      Niektórzy eksperci sugerują by Grecja powróciła do Drahmy, którą powinno się szybko zdewaluować by uniknać ekonomicznego upadku wewnątrz strefy Euro, głównie na skutek implozji kredytowej.
      Gazeta globalistów The Financial Times podaje, że polska interwencja w rynek walut, która miała miejsce w piątek, może spowodować podobne posuniecia w innych krajach, a to z kolei oznaczałoby potężny cios dla planów globalistycznych w celu kontroli ekonomii krajów europejskich.

      grypa666.wordpress.com/katastrofa-pod-smolenskiem/
    • agnitunn Ciekawa teza czI 13.04.10, 12:24
      Tylko nie piszcie, że moja hipoteza smile. Ale warto poczytać:

      <cytat>
      Katastrofa lotnicza część III
      Kwestia ta nie daje mi spać. Co chwilę słychać konfliktowe informacje. Coraz bardziej zaczyna to pachnieć okrutnym spiskiem.

      Poniżej linki do nagranych rozmów radio amatorów ze Smoleńska, którzy opublikowali na forum fragmenty rozmów członków załogi samolotu z wieżą kontrolną.

      www.radioscanner.ru/uploader/2010/22_48_44_1.mp3
      www.radioscanner.ru/uploader/2010/22_46_55_1.mp3
      www.radioscanner.ru/uploader/2010/22_46_34_1.mp3
      www.radioscanner.ru/files/download/file10279/22_47_58_1.mp3
      www.radioscanner.ru/files/aviarecords/file10279/
      Pierwszy link podaje nam niezwykłą informację. U nas tolko czetyrie człowieka.

      Kolejny ślad potwierdzający brak pasażerów na pokładzie Tu-154

      Kilka linków do angielskich artykułów w języku angielskim.

      # Poland to hold EU Presidency in 2011: death of elite will impact on policies
      # Presidents plane caught fire shortly after take off
      # Presidents travel plans to Russia changed at last moment
      # Polish pilot says evidence of intentional blocking of control system
      # No sign of dead bodies at crash scene in smuggled TV footage
      # Poland prohibited military leaders to fly with deputies in 2008
      # Polish Bank Governor dead and Zloty rises again

      Z ciekawszych... samolot się zapalił po wystartowaniu

      Polski pilot twierdzi, że są dowody na celowe blokowanie kontroli systemu samolotu.

      Na żadnym z filmów nie ma śladów ciał pasażerów, zwłaszcza na przeszmuglowanym filmie polskiego kamerzysty.

      Polskie prawo zabraniało dpwódcom wojska latać razem z przywódcami państwowymi. W 'katastrofie' zginął dowódca lotnictwa wojskowego.

      Polski złoty zaczął wzrastać na wartości.

      P0niżej ciekawa wiadomość, sugerująca wiedzę przed wypadkiem.

      Pan redaktor Pospieszalski, podczas wywiadu z nim w programie pierwszym państwowej telewizji, powiedział nieopatrznie, podczas trwającej żałoby narodowej, że pan Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu, wysłał już w sobotę do Pałacu Prezydenckiego swojego człowieka, żeby ten poszukał w Pałacu raportu z rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych(???). Chodzi o tzw. zbiór zastrzeżony, który pan prezydent- jako głowa państwa, posiadał u siebie w Pałacu.

      Powiedział jeszcze, że, także w Instytucie Pamięci Narodowej zaczęły się pierwsze ruchy po śmierci prezesa Kurtyki. Każda pora ma swój czas.

      Wygląda na to, że dla przyszłego prezydenta, a obecnie pełniącego zaszczytne stanowisko głowy państwa po śmierci pana Lecha Kczyńskiego najważniejsze jest, żeby jak najszybciej dotrzeć do zbioru zastrzeżonego po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych i do materiałów Instytutu Pamięci Narodowej. Bo kto panuje nad przeszłością, popanuje sobie nad teraźniejszością- ale chodzi przede wszystkim o przyszłość.


      Źródło - waldemar-rajca.blog.onet.pl/

      Link do zdjęć z katastrofy. wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/5,80291,7752612,Miejsce_katastrofy_samolotu_prezydenta__ZDJECIA_.html?i=13%3Cbr%3E%3Cbr%3Ezdjecie

      Artykuł ze znanym już zdjęciem i filmem - ciekawe komentarze.

      www.globalnaswiadomosc.com/prezydentzginalnowe.htm
      Fragment:

      "Wiśniewski, telewizyjny montażysta, został w hotelu, gdzie montował materiał. Reszta ekipy poszła już przygotowywać się do relacjonowania uroczystości katyńskich. Budynek znajdował się blisko lotniska. - Miałem akurat chwilę wolnego czasu, szykowałem sobie sprzęt do montowania. Pamiętałem, że tu nie daleko jest podejście do lądowania i tu np. podchodził samolot Tuska czy Putyina. I słyszę głos silnika, tylko ten dźwięk był trochę inny – relacjonował w TVP Info Wiśniewski.

      - Patrzę w mgle i widzę, że idzie samolot bardzo nisko, lewym skrzydłem prawie w dół. I normalnie przez okno usłyszałem taki straszny huk. Widać było jakby coś było niszczone, tratowane. Dwa błyski ognia, ale nie jakaś wielki wybuch jak zwykle się widzi przy katastrofach lotniczych – dodaje montażysta. - Od razu pomyślałem, rozbił się samolot. Automatycznie złapałem za kamerę, jak to typowy pracownik mediów. I biegiem przeleciałem przez te błoto i patrzę, że to polski samolot. Od razu zauważyłem czarną skrzynkę, rozwalony ogon, zniszczony silnik, kadłub, szczątki – opowiadał pracownik TVP.

      - Nie było wielkiego ognia. Od razu przyjechała jedna straż, ale miernie im to szło. Ale nawet nie było widać, że ktoś zginął. Więc początkowo myślałem, że to był pusty samolot. Była taka potworna cisza jak po katastrofie – dodał. - To jednak nie był taki widok jak po zwykłym wypadku lotniczym. Byłem świadkiem wydarzeń w Kabatach, to wyglądało inaczej. Tu nie było widać ciał – mówił Wiśniewski.

      Mnie uderza kilka faktów.
      Brak ciał na filmach. Twierdzenie pilota, że jest nas czworo.
      Palący się silnik.
      Liczba niewiadomych jest zbyt wielka na ostateczny wniosek, co się w rzeczywistości wydarzyło.
      Wygląda to na nagłą i niespodziewaną zmiane planów dotarcia do Katynia pociagiem, Z nieznanej przyczyny zmieniono plany. To już wyglada podejrzanie. Łamanie przepisów zabraniających latania dowódców wojskowych z władzami tym samym samolotem to druga poważna poszlaka.
      Mgła. Nie jest to żadną przeszkodą dla pilota, który bardziej polega na istrumentach pokładowych niż na tym co widzi przez okno. Pilot musi umieć wyladować na ciemno. Nowoczesny GPS oraz reszta przyrządów nawigacyjnych wykluczy jakiekolwiek pomyłki nawet w samolocie bez okien.
      Czterokrotne podejście do lądowania wskazuje na jakąś usterkę czy też celowe blokowanie systemów nawigacyjnych samolotu.
      Kolejna interesująca wiadomość.

      ........
      • zew-is Re: Ciekawa teza czI 13.04.10, 20:54
        do któregoś z nagrań znalazłam wyjaśnienie (chyba nawet podlinkowane na którejś z podanych stron):


        /Marcin Friedrich, RMF FM/

        W listach do nas pytacie, dlaczego nie ujawniamy zapisów rozmów samolotu prezydenckiego z rosyjska kontrolą. Bo w internecie, a później w rosyjskich i innych polskich mediach pojawiły się tak tytułowane nagrania. Niemiecka prasa - powołując się na nie i znajdujące się w nich stwierdzenie: "nam nada zniżac" - spekuluje, że na pilota wywarto presję, by wylądował. Problem w tym, że nagranie rzeczywiście jest, ale to nie jest rozmowa załogi prezydenckiej maszyny.

        Ja z tym nagraniem zapoznałem się jeszcze w dniu katastrofy, bo już wówczas zamieścił je jeden z użytkowników rosyjskiego forum radioamatorów. Ja to forum śledzę od wielu miesięcy, bo nie ukrywam, że sam często podsłuchuję pilotów na specjalnej stronie internetowej. Otóż to nagranie rozpoczyna się od znaków rozpoznawczych maszyny - każdy pilot rozmawiając z wieżą musi się przecież przedstawić, by kontroler wiedział, z którym samolotem rozmawia. I właśnie pilot na tym nagraniu podaje znaki: India Golf Alfa 703, czyli znaki czarterowego samolotu jednej z polskich firm. Prezydencki Tupolew zgłaszałby się zapewne jako Papa Lima Foxtrot 101. Ten czarterowy samolot rzeczywiście leciał w kierunku Smoleńska, ale wiele godzin po katastrofie.

        Dodam jeszcze, że w języku rosyjskim "lądowanie" to "posadka". Tamten pilot zaś poprosił jedynie o zgodę na zmianę wysokości. No i nie była to rozmowa ze Smoleńskiem.

        Sama firma wyraźnie oświadczyła na swoich stronach internetowych, że w tym dniu latała do Witebska i Smoleńska.

        link do tekstu: www.rmf24.pl/opinie/komentarze/marcin-friedrich/news-to-nie-byla-rozmowa-tupolewa,nId,272531
          • motyyvvacja no wlasnie 14.04.10, 16:25
            Jak sie to wzystko wyda,to pewnie bedzie wojna.No bo kto wybaczy
            ruskim zalatwienie naszych wielkich?
            Agnitum moge cie wziasc pod swoje skrzydla w razie zajscia potrzebysmile
            ale...musial bys splniac moje kaprysy...jestem wymagajaca

            --
            Nie ma drogi do szczescia,szczescie jest droga...

            ☻/ Chudne !
            /▌
            • agnitunn Re: no wlasnie 15.04.10, 08:02
              Agnitum wie, znaczy się ma upatrzoną już wysepkę w stylu wyspy z "The beach" (z Leonardem) ( www.youtube.com/watch?vshockbKpwmZkl24 )
              Dość podobną, ale jest prawdziwą utopią smile, bo... mało ludzi tam dociera. Kilkadziesiąt osób w skali roku smile
              No i w razie czego ewakuacja tam smile

              Agnitum
              • motyyvvacja Re: no wlasnie 15.04.10, 11:56

                No wiesz Agnitek ,a ja myslalam ze chcialbys sie ukryc pod
                skrzydlami silnej kobiety,by moc pracowac nad swoim pierwiastkiem
                kobiecoscismile

                --
                Nie ma drogi do szczescia,szczescie jest droga...

                ☻/ Chudne !
                /▌
    • agnitunn Ciekawa teza czII 13.04.10, 12:26
      .......

      olejna interesująca wiadomość.
      Pilot rządowego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem, doskonale znał język rosyjski. Znał też samo lotnisko - tak o kapitanie Arkadiuszu Protasiuku mówią jego przełożeni i koledzy z 36. specpułku.

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7764434,Kpt__Protasiuk__doskonale_znal_jez__rosyjski_i_lotnisko.html
      Czyli wiele wskazuje na taki możliwy scenariusz.

      Rząd został aresztowany, wywieziony do Rosji i tam zlikwidowany.

      Pusty samolot, pomimo wysiłków pilotów aby bezpiecznie wyladować, został w końcu zestrzelony lub wysadzony. Oficjalna wersja podaje, że samolot spadł z wysokości 10 metrów. To spowodowałoby połamianie samolotu a nie rozerwanie go na wiele strzepów na obszarze ponak 1 kilometra.

      Co jest jeszcze ciekawe - taka mała dygresja. Przecież według oficjalnej wersji samoloty pasażerskie wbijają się jak w masło w żelozobeton, jak pokazano nam w filmach z 911.

      A tutaj parę małych drzew, niemalże krzaków poobcinało TU 154 skrzydła!?

      Pozostawiam ten temat na tym etapie. Muszę się skupić bardziej na temacie witryny.

      Poniżej link do źródła wielu informacji na temat tej niezwykłej konspiracji.

      grypa666.wordpress.com/katastrofa-pod-smolenskiem/?replytocom=52222#respond
      </cytat>

      To taka teza. Można wierzyć, niewierzyć, ale warto przeczytać smile

      Agnitum
    • daaar0 Coś się dzieje na świecie. 14.04.10, 19:32
      Właściwie to już na naszym podwórku. Co do tego nie mam wątpliwości.
      Od siebie chcę dodać jeszcze jeden szczegół, o którym tu nie było.
      Gaz. Od jakiegoś czasu trochę się mówi na temat złóż gazu łupkowego w Polsce.
      forsal.pl/artykuly/392060,krajowe_zloza_gazu_lupkowego_moga_uniezaleznic_nas_od_rosji.html
      wyborcza.pl/1,76498,7706669,Wolnosc_ma_zapach_gazu.html
      Ciekawy jestem co będzie się dalej działo w tej materii?
      Jeżeli nawet spisek ogólnoświatowy wydaje się czymś "naciąganym" to straty jakie
      poniosła by Rosja, gdybyśmy się uniezależnili od niej energetycznie uzasadniają
      każdą, nawet najbardziej drastyczną interwencję.
      Co do samej katastrofy... Nie potrafię uwierzyć w jedno, że nikt nie przeżył.
    • agnitunn Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 20.04.10, 09:09
      Przeróżne hipotezy i domysły, niektóre mniej, niektóre bardziej fantastyczne:

      www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/536128,To-mogl-byc-zamach-najwieksze-watpliwosci.html
      www.niezalezna.pl/article/show/id/33217
      prawdaxlxpl.wordpress.com/2009/12/14/rozbior-scisle-tajny/
      wolnemedia.net/?p=21277
      wzzw.wordpress.com/2010/04/14/mam-straszliwe-podejrzenia/
      wyborcza.pl/1,75477,7772523,Zawiodl_system_ostrzegawczy_.html
      Agnitum
    • martola80 Drogi Agniutumie:) 27.04.10, 09:12

      Jeszcze dwa lata temu twoje teori ewydawały mi ise jekieś kosmiczne,
      ale moja świadomośc sie zmienia. Co do katastrofy to w to raczej nie
      wierzę, ale to co pisalęs o prezesie NBP, to bardzo ciekawe.
      Ostatnio zaczęlam się interesowac biznesem, mentalnościa ludzi
      bogatych i prawami rządzącymi ich światem i musze powiedzieć że to
      bardzo ciekawe co piszesz. Szkoda że większośc ludzi zyje jak ja, w
      swoim małym switaku i nic nie wie, władze wybaierane sa wlasciewie
      na oślep.
      Przeraż amnie moja nieswiadomośc i mam pytanie do Ciebie, skąd ty
      czerpiesz informacje? Skąd ja mam sie dowiedzieć o co chodzi wogóle
      w tym swiecie? Bo jestem jak slepa mróweczk aa nie chcę nią być!

      --
      kocham
      • agnitunn Re: Drogi Agniutumie:) 29.04.10, 09:00
        Hej Martola.

        Pewnie nie wszystko co mówię jest prawdą. Niestety dzisiaj na wiele informacji z niezależnych mediów przypada równie dużo dezinformacji.
        Niedawno czytałem dość ciekawe opracowania o Himmlerze. Otóż Himmler, korzystał ze zdobyczy psychologii, psychologii i socjologi zachowań i tłumu. Mianowicie, jeśli trzeba było kogoś ośmieszyć, rozrzucano, preparowano kłamstwa (które od razu na takowe nie wyglądały), dodawano do tego prawdziwe informacje o tej osobie po czym puszczano to w "eter". Po jakimś czasie niejako oficjalnie zajmowano się tą sprawą i poprzez np. gazety pojawiały się artykuły na temat tych rewelacji o danej osobie. Demaskując fałszywe informacje jednocześnie dyskredytowano daną osobę. Tak samo robiono również z ideami, które partii nazistowskiej nie były "po drodze". Do tego należy dodać technike "powtarzania". Kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą...

        Dziś te techniki wzbogacone poprzez nlp, techniki autosugestii, lekkiej hipnozy są dalej w użyciu, zwłaszcza przez czołowe media.

        Wracając do Twojego pytania. Ja sam napotykam mnóstwo kłamstw, czasami sam nie wiem, mam wątpliwości co do pewnych teorii. Na pewno nie możesz stracić instynktu samozachowawczego. Pamiętać o zasadzie "follow the money" - chyba jedna z lepszych w poszukiwaniu prawdy smile

        Chcieć i szukać, wertować internet, mądre książki (a tych ostatnich jest pare)
        Pooglądać nagrodzone filmy dokumentalne. Obecnie polecam w kinach studyjnych w Polsce: "Doktryna Szoku" Naomi Klein. Dużo ciekawych informacji. (conieco o filmie: www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/naomi-klein--czyli-pasja-aktywistki,56951,2 lub film.onet.pl/18513,,Doktryna_szoku,film.html )
        Polecam też oczywiście książki: jedna pod tym samym tytułem a druga "No Logo".
        Szukać i szukać, nawet w naszym ojczystym języku jest dużo ciekawych książek...

        Pozdrawiamsmile
        Agnitum
        • martola80 Re: Drogi Agniutumie:) 30.04.10, 13:05
          Kurcze, moja dusza jest chyba z innej planety. Dla mnie ten świat
          jest alogiczny, przerażający, dziwny i nie rozumiem go, nie rozumiem
          ludzi..to jakies dziwne stwory.
          Dobrze ze jade na urlop do klasztoru, troche sie uwolnie od tego
          swiata.
          Tęsknie za domem.
          --
          "Gdy wszyscy myślą tak samo to znaczy, że nikt nie myśli"
    • agnitunn Ciekawe podsumowanie wypadku czI 29.04.10, 09:05
      "Samolot nie mógł rozpaść się na kawałki"

      Prezydencki Tu-154 nie mógł ulec tak poważnym zniszczeniom, jeśli jego ostatnie chwile wyglądały tak, jak to przedstawiają Rosjanie – mówi „Gazecie Polskiej” znawca dynamiki lotu i mechaniki płatowców. – Powinien, „ślizgając się” po zagajniku, uderzyć kadłubem o podłoże. Nie zdążyłby się przewrócić. Niemożliwe, by roztrzaskał się na drobne kawałki – dodaje. Jeśli to prawda, co spowodowało rozbicie Tu-154?

      Niemal wszystko wokół tej katastrofy jest niejasne, a w całej sprawie więcej jest pytań niż odpowiedzi. Jednak z relacji świadków i informacji ze śledztwa, w tym dotyczących odczytu czarnych skrzynek oraz z opinii specjalistów, wyłaniają się najbardziej prawdopodobne hipotezy.
      Śledczy badający przyczynę katastrofy samolotu prezydenckiego będą brali pod uwagę m.in. jako jedną z wersji ewentualny zamach – przyznał to w końcu na konferencji prasowej prokurator generalny Andrzej Seremet.

      Niewytłumaczalna skala zniszczeń

      Doświadczeni piloci nie kryją oburzenia: – Podchodzenie do lądowania nie w osi pasa, wysokość samolotu kilka metrów nad ziemią na kilometr przed pasem… Co tam się działo, na Boga? – dziwi się emerytowany pilot tupolewów i antonowów.
      Naoczni świadkowie, pracownicy bazy i mieszkańcy potwierdzają, że samolot skręcał na bardzo niskiej wysokości, zahaczając niemalże o samochody jadące lokalną drogą. Kierowcy i przechodnie widzieli upadek oraz wybuch i pożar. Niektórzy, według doniesień, twierdzą, że wybuch nastąpił, zanim maszyna rozbiła się o ziemię.
      Tupolew 154 jest masywnej konstrukcji. Znane są przypadki awaryjnych lądowań „tutka” na polach. Nie brak opinii, że miał wystarczające zabezpieczenia, aby wylądować awaryjnie nawet na małym lesie (bardzo mocna konstrukcja kadłubowa i wielokołowe podwozie). Skąd więc taka skala zniszczeń samolotu? W relacjach filmowych widać kilka poszczególnych części samolotu, 10–15 proc. kadłuba. Gdzie się podziała reszta szczątków tej potężnej maszyny? Jest to 80-tonowy samolot, zabierający ponad 100 pasażerów. Skoro maszyna rozbiła się na ziemi, dlaczego części zostały rozrzucone na obszarze 700–800 m? Niewykluczone, że Tu-154 rozleciał się już w powietrzu, a na ziemię spadały pojedyncze szczątki. Przypomnijmy, że prezydencki tupolew zahaczał o drzewa, po ścięciu gałęzi na wysokości najwyżej 5–6 m wzbił się na chwilę w górę, a pilot stracił kontrolę prawdopodobnie dopiero po zetknięciu z większym drzewem, najwyżej 6–8 m nad ziemią. Impet uderzenia pochodził więc głównie od ruchu w poziomie, przy minimalnej prędkości. Rzadki zagajnik – jak widać na zdjęciach, w którym leżą szczątki – nie powinien, według niektórych specjalistów, spowodować tak strasznych skutków przy lądowaniu.
      Najbardziej zagadkową sprawą jest właśnie stan samolotu. Trudno wyobrazić sobie, by 80-tonowa maszyna lecąca z minimalną prędkością (ok. 280 km/h) na wysokości kilku metrów nad ziemią roztrzaskała się na drobne kawałki.
      – Raczej powinien osiąść, ślizgając się po małym zagajniku, jaki tam rośnie. Samolot od razu przechodzi w takiej sytuacji, jak mówią piloci, na obniżanie – więc po prostu powinien uderzyć kadłubem o podłoże. Nawet nie zdążyłby się przewrócić. Naturalne wydaje się właśnie takie zachowanie masywnego tupolewa. Nie jest według mnie możliwe, żeby roztrzaskał się na drobne kawałki, które widać na zdjęciach. Rozmiar zniszczeń wydaje się nieproporcjonalny do sytuacji – mówi nam fachowiec od mechaniki i dynamiki lotu, zarazem zawodowy pilot, który wielokrotnie siedział za sterami Tu-154 (nazwisko i imię do wiadomości redakcji). – To oczywiście muszą potwierdzić badania aerodynamiczne. Nie są one skomplikowane. To, jak prezydencki Tu-154 powinien zachować się przed rozbiciem o ziemię, można obliczyć, wykorzystując odpowiednie wzory i zasady mechaniki i dynamiki lotów, tj. w jakim miejscu samolot o takiej masie i konkretnej w tamtej chwili prędkości, po ścięciu drzew o znanej średnicy, mógł uderzyć w ziemię i w jaki sposób (skrzydłem, podwoziem etc.), jakie było w chwili wypadku przeciążenie i jak powinien zachować się kadłub o konkretnej wytrzymałości po takim uderzeniu. To można obliczyć po uwzględnieniu wszystkich danych – dodaje.

      Jak po upadku z kilkuset metrów

      „Gazeta Polska” przeanalizowała zdjęcia i artykuły na temat innych, wcześniejszych katastrof z udziałem Tu-154. Wniosek jest jeden: wygląd wraku prezydenckiego samolotu przypomina szczątki tupolewów, które ulegały zniszczeniu, opadając z wysokości kilkuset metrów. 15 grudnia 1997 r. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – 13 km od lotniska – rozbił się Tu-154 należący do linii lotniczych z Tadżykistanu. Piloci tej maszyny, podobnie jak załoga polskiego samolotu, zbyt późno zorientowali się, że są za nisko, tyle że panowanie nad tupolewem stracili całkowicie w wyniku turbulencji, aż 210 m nad ziemią. Po uderzeniu w ziemię samolot rozpadł się – podobnie jak Tu-154 z Lechem Kaczyńskim – na kawałki (fotografia po prawej), ale jedna z 87 osób znajdujących się na pokładzie przeżyła.
    • agnitunn Ciekawe podsumowanie wypadku czII 29.04.10, 09:08
      4 lipca 2001 r. pod Irkuckiem z wysokości 853 m w ciągu kilkunastu sekund runął Tu-154 będący własnością rosyjskiej Vladivostokavii (nikt nie przeżył). Maszyna spadała bezwładnie przez kilkanaście sekund, mimo to jej szczątki – rozrzucone na obszarze 100 na 60 m – były w niewiele gorszym stanie niż wrak polskiego samolotu (zdjęcia na Niezależna.pl). Pięć lat później – w sierpniu 2006 r. – na terenie wschodniej Ukrainy rozbił się inny rosyjski Tupolew 154. Choć spadał z bardzo dużej wysokości (bezradni piloci wysyłali SOS, gdy maszyna była na 1100 i 900 m), szczątki konstrukcji i ciał rozrzucone były na długości 400 m, a zniszczenia samolotu porównywalne ze skutkami katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeszcze w powietrzu w rosyjskiej maszynie wybuchł pożar, a po upadku nastąpiła olbrzymia eksplozja, utrwalona na filmie przez świadków).
      W lutym 2009 r. trochę lżejszy i mniejszy od Tupolewa 154 boeing 737 tureckich linii lotniczych – w wyniku usterki wysokościomierza i błędu pilotów – uderzył o ziemię z prędkością 175 km/h paręset metrów od lotniska w Amsterdamie. Wcześniej, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, w maszynie przestały pracować silniki (wyłączył je autopilot, wprowadzony w błąd działaniem wysokościomierza). Po upadku na błotniste pole samolot przełamał się na trzy części i stracił ogon, ale nie rozpadł się na kawałki (fotografia powyżej); zginęło jedynie 9 ze 135 osób na pokładzie.

      Tymczasem w podobnej – jeśli chodzi o tor lotu maszyny – katastrofie pod Smoleńskiem (jedyna zasadnicza różnica to obrót polskiego Tu-154 przed upadkiem o 180 stopni) zginęli wszyscy pasażerowie i cała załoga. Z samolotu zostało tylko kilka większych części, reszta konstrukcji została rozrzucona (jak już wspominaliśmy) na obszarze 700–800 m. Tylko 24 z 96 ciał udało się zidentyfikować bezpośrednio przez rodziny ofiar, jak powiedziała minister zdrowia Ewa Kopacz. W wypadku innych ciał najczęściej potrzebne były testy DNA. Dlaczego część osób znajdujących się w samolocie została – jak stwierdził Sergiej Szojgu, minister obrony cywilnej Rosji – spalona? Silniki Tu-154 są na ogonie i – według zdjęć – brak jest śladów wybuchu silników. Samolot przy lądowaniu ma mało paliwa. Zdjęcia tuż po tragedii pokazują, że nie było dużego pożaru, co potwierdził rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow podczas spotkania polskich i rosyjskich przedstawicieli rządu („Nie było pożaru ani wybuchu”wink.

      Nie wiedział, ile jest metrów nad ziemią


      Przyczyną tragedii pod Smoleńskiem była zbyt mała wysokość lotu prezydenckiego samolotu Tu-154M w ostatniej fazie lotu – krótko przed posadzeniem maszyny na płycie lotniska. A więc kluczowym pytaniem jest, dlaczego 2 km od początku pasa lotniska samolot znajdował się na dramatycznie niskiej wysokości? Pilot obniżył pułap do 2,5 m nad ziemią, co przy jego doświadczeniu jest wręcz nieprawdopodobne.

      Piloci nie rozpoczęliby podejścia do lądowania, gdyby wiedzieli, że znajdowali się na niebezpiecznej wysokości. Ślady katastrofy – szczątki samolotu wskazują, że samolot w ostatniej chwili zmienił prawidłowy kurs, a nie – jak sugerowano zaraz po wypadku – próbował trafić w pas startowy. Przy widoczności 500 m pilot musiał dostrzec zabudowania. Po co miałby więc skręcać w lewo?

      Żeby odczytywać prawidłową wysokość lotu, piloci powinni ustawić na barometrze wielkość ciśnienia obowiązującą w tym czasie na ziemi podawaną załodze przez kontrolera z wieży. – Jeśli Rosjanie mówią: „dawlienije” (ciśnienie), to znaczy, że podają QFE (ciśnienie lotniska startu). Mogło nastąpić tragiczne nieporozumienie – kontroler podał wartości ciśnienia np. w jednostkach QFE, a piloci przyjęli je w jednostkach QNH, jak się przyjmuje w systemie zachodnim. Różnica między QNH i QFE w przeliczeniu na wysokość to 255 m. Bo to lotnisko jest 255 m nad poziomem morza. QNH daje po wylądowaniu wysokość elewacji (lotniska), czyli na wysokościomierzu będzie 255 m. Jeżeli będzie podane QFE, to po wylądowaniu na lotnisku będzie 0 m – tłumaczy doświadczony pilot samolotów pasażerskich.

      Według jednej z opinii pilot prezydenckiego Tu-154 zbliżał się do lotniska w Smoleńsku w gęstej mgle, dlatego nie widział, że leci nad głębokim wąwozem. Czy myśląc, że znajduje się znacznie wyżej, niż był w rzeczywistości, zaczął zniżać kurs? Przy zbliżaniu się do pasa startowego od wschodu samoloty przelatują nad jarem o głębokości 60 m. Około 1700 m od skraju pasa prezydencki Tu-154, akurat nad najgłębszym miejscem wąwozu, zaczął skręcać w lewo, choć nalatywał dokładnie na pas startowy, gwałtownie zaczął też tracić wysokość, choć przedtem szedł kursem właściwym. Jeśli to wersja prawdziwa, dlaczego inne systemy, przede wszystkim amerykański TAWS (o którym szerzej piszemy w dalszej części artykułu), nie ostrzegły pilota przed bliskością ziemi?
      ...
      • aarvedui zbyt szybkie obnizenie pułapu 29.04.10, 15:00
        wraz z dziwnym odchyleniem (manewrami) od razu sugerowało mi wpływ zewnętrznych
        czynników.
        najprostszym skojarzeniem jest próba uniknięcia "czegoś". począwszy do pocisków
        a skończywszy na promieniowaniu (radaru? zagłuszającym?)

        bardziej prawdopodobna jest awaria większości systemów elektronicznych samolotu
        i brak pomocy ze strony wieży.
        piloci mogli próbować zejść niżej, aby zobaczyć gdzie w ogóle są (pod pułap
        chmur/mgły) i jak mogą lądować - jeśli wszystkie systemy elektroniczne zostały
        uszkodzone.

        brak zdecydowanej reakcji i zażądania natychmiastowego wydania czarnych skrzynek
        mogę poczytać tylko jako zdradę stanu.
    • agnitunn Ciekawe podsumowanie wypadku czIII 29.04.10, 09:10
      Gen. dyw. pilot dr Antoni Czaban, szef Szkolenia Sił Powietrznych, powiedział w TVN24, że nie wie, dlaczego samolot schodził tak szybko do lądowania, ponad normę dla tego samolotu. Podkreślił, że w samolocie są trzy niezależne i na różnych zasadach działające wysokościomierze, które alarmują od 200 m nad ziemią niezależnie od mgły o zbliżaniu się do ziemi. Jego zdaniem pilot nie ma prawa zejść poniżej 200 m we mgle, bo działają alarmy i zabezpieczenia.

      Tu-154M ma trzy niezwykle precyzyjne wysokościomierze ciśnieniowe i jeden radiowysokościomierz, działający dokładnie tak samo jak barometr. Takie wysokościomierze mają dokładność do 1 stopy (ok. 30 cm).

      Bezpieczeństwo lądowania na lotniskach określa się w trzystopniowej skali: 1. Można lądować bezpiecznie; 2. Uważaj; 3. Nie wolno lądować. Jeżeli warunki stwarzają ryzyko bezpiecznego wylądowania, obsługa wieży powinna zamknąć lotnisko. Jeśli tego nie zrobi, oznacza to, że lądować można, ale z zachowaniem większej ostrożności.

      – Obsługa wieży na lotnisku w Smoleńsku powinna przed lądowaniem prezydenckiego samolotu zamknąć lotnisko. Przed tragiczną próbą wylądowania polskiego Tu-154 próbował wylądować Ił-76. O mało się nie rozbił, w ostatniej chwili poderwał maszynę. To były wystarczające sygnały, by zamknąć ruch na lotnisku – mówi „GP” pilot samolotów pasażerskich. – Warunki do lądowania nie były jednak skrajnie złe. Minimalne warunki do lądowania w czasie mgły na tym lotnisku to 100-metrowa podstawa i kilometr widoczności. W Smoleńsku 10 kwietnia przed godz. 9 widoczność wynosiła 500 m. Na Okęciu dla tupolewów przyjmuje się minimum 550 m, przy systemie naprowadzania ILS. W Smoleńsku nie ma ILS, ale można było tak zgrać informacje z wieży i przyrządów pokładowych, by wylądować – dodaje.

      Dlaczego więc doszło do katastrofy?

      TVN w jednym z pierwszych wydań „Faktów” umieścił nagranie uwieczniające zatrzymanie rosyjskich kontrolerów lotu. Uciekali oni przed rosyjską milicją, a po zatrzymaniu się wyrywali. Jeden z nich zbiegł, ale go złapano. Czego się bali?

      Wypowiedzi pracowników wieży wskazują, że należy przyjrzeć się temu, jak w ostatnich minutach wyglądała komunikacja między wieżą a samolotem. Kłamstwo dotyczące nieznajomości języka rosyjskiego przez kapitana polskiego statku samolotu nasuwa podejrzenie, że powodem katastrofy mogło być złe poinformowanie pilota o warunkach atmosferycznych. To mogło doprowadzić do złej kalibracji urządzeń pokładowych – napisał w internecie jeden ze specjalistów. Jeśli wieża podałaby nieprawdziwe ciśnienie na lotnisku, przełożyłoby się to na różnicę wskazań, mimo prawidłowego działania przyrządów. Żeby odczytywać prawidłową wysokość lotu, piloci powinni ustawić na barometrze wielkość ciśnienia obowiązującą w tym czasie na lotnisku, podawaną załodze z wieży. Wypowiedzi kontrolerów z wieży w Smoleńsku o problemie polskich pilotów ze zrozumieniem liczb zastanawiają, czy wieża nie podała błędnych danych i teraz winę stara się zrzucić na pilotów? Albo wskazania wieży były błędne, albo doszło do awarii urządzeń pokładowych.

      Znana rosyjska komentatorka Julia Łatynina w rozmowie z korespondentem RMF FM powiedziała, że o ile wizyta premiera Tuska była przygotowana, o tyle wizytę prezydenta Kaczyńskiego rosyjskie władze traktowały jak zbędną. Na stronie „The Moscow Times” pojawiła się informacja o zainstalowanej na smoleńskim lotnisku dodatkowej aparaturze naprowadzającej samoloty. Taką samą informację podało niezależne radio Echa Moskwy. Tzw. MMLS – Mobile Microwave Landing System – miał pomóc wylądować maszynie, na której pokładzie znajdował się premier Władimir Putin. MMLS, który jest wersją mobilną ILS, umożliwia wylądowanie w najgorszych warunkach pogodowych, ponieważ automatycznie naprowadza samolot na pas. Sprzęt miał być wypożyczony przez smoleńskie lotnisko specjalnie na uroczystości w Katyniu. Po wylocie Tuska i Putina urządzenie zostało zdemontowane. Przed przylotem Putina i Tuska do Smoleńska po katastrofie aparaturę tę ponownie zainstalowano. To dowód, jak strona rosyjska potraktowała wizytę polskiego prezydenta.
      ...
    • agnitunn Ciekawe podsumowanie wypadku czIV 29.04.10, 09:11
      Samolot, który nie mógł się rozbić

      Na zagadkowość katastrofy pod Smoleńskiem zwrócił uwagę John Hamby, rzecznik producenta urządzenia, zwanego Terrain Awareness and Warning System (TAWS). TAWS zawiera skomputeryzowane mapy świata i ostrzega pilotów za każdym razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody – a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi. Zdaniem Marka Strassenburga Kleciaka – pracującego w Niemczech specjalisty od systemów trójwymiarowej nawigacji – TAWS podaje dane z dokładnością 1:1 m, samolot z tym systemem nie może się więc rozbić.

      Od 2005 r. urządzenia TAWS są obowiązkowo montowane we wszystkich nowo wyprodukowanych samolotach linii komercyjnych. Jeśli samolot jest na zbyt małej wysokości, TAWS reaguje głośnym sygnałem dźwiękowym. Dzięki temu doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować ten system w starych i nowych maszynach, żaden wyposażony weń samolot nie uległ katastrofie. Żaden – do 10 kwietnia 2010 r., gdyż tupolew, którym leciał Lech Kaczyński, miał TAWS. Czy w związku z tym mógł się roztrzaskać w wyniku błędu pilota, mgły lub usterki wysokościomierza?

      John Cox, znany amerykański konsultant ds. bezpieczeństwa i ekspert od wypadków, stwierdził wprost: „Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym różnił się ten samolot, że stało się inaczej?”. Jeden z czytelników „GP” z USA potwierdził bezpośrednio w spółce Universal Avionics Systems of Tucson, że wszczęła ona własne wewnętrzne dochodzenie w sprawie tragedii pod Smoleńskiem. Ani Rosjanie, ani Polacy nie zaprosili jednak Amerykanów z Tucson do pomocy w śledztwie prowadzonym na terenie Rosji.

      Co ciekawe – po ukazaniu się informacji o obecności TAWS w prezydenckim Tu-154 natychmiast pojawiły się opinie, że system ten mógł być wyłączony lub nie mieć dokładnych map lotniska w Smoleńsku. Pierwsza hipoteza upadła, gdy po odczycie czarnych skrzynek okazało się, że TAWS działał do samego końca; druga wydaje się całkowicie niewiarygodna. – To absurd. To są dokładne mapy robione na zamówienie klienta. W przypadku polskiej maszyny wojskowej byłoby dość dziwne, gdyby nie było na niej rosyjskich lotnisk wojskowych. Przeciwnie: nie trzeba być fachowcem, by domyślić się, że lotniska wojskowe sąsiadującego państwa, które na dodatek nie jest sojusznikiem, lecz potencjalnym zagrożeniem, są najdokładniej opracowywanymi mapami, jakie tylko można zrobić. Tłumaczenie, że mogło być inaczej, pachnie zdradą stanu – mówi nam inny ekspert od systemów nawigacji satelitarnej.

      Jeśli zatem TAWS działał poprawnie, a tupolew nie miał żadnych usterek technicznych (np. wysokościomierza), co aż tak bardzo zmyliło doświadczonych pilotów prezydenckiego samolotu? Sposobów, by zakłócić działanie systemów nawigacyjnych i zabezpieczających, jest kilka – ale wszystkie one wymagają świadomej ingerencji osób trzecich. Jedną z nich jest „meaconing”. Polega on na ukradkowym nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. W przypadku Tu-154, podchodzącego właśnie do lądowania, wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Dziwne zachowanie się pilotów i maszyny – a więc próba podejścia do lądowania 1,5 km (!) przed lotniskiem i ze sporym odchyleniem od właściwego kursu – wskazywałyby na taką właśnie możliwość. – Katastrofę można było spowodować także przez „spoofing”. Chodzi o wysłanie sfałszowanego sygnału satelitarnego o większej mocy niż prawdziwy i o identycznej strukturze. Takiego ataku można było dokonać zarówno z lasku, w którym rozbił się Tu-154, jak i oczywiście przy użyciu bardziej zaawansowanych metod, z dalszej odległości – twierdzi nasz rozmówca.

      Na ślady tego rodzaju ingerencji można natrafić poprzez dokładną analizę zawartości czarnych skrzynek. Niestety – wkrótce po katastrofie trafiły one w ręce Rosjan, którzy mieli i czas, i możliwości, by w razie potrzeby sfałszować zapisy rejestratorów dotyczące działania urządzeń pokładowych.
      ...
    • agnitunn Ciekawe podsumowanie wypadku czV-ostatnia 29.04.10, 09:13
      Naraził się Putinowi

      Jeśli katastrofa, w jakiej ginie prezydent państwa oraz szefowie wojsk i najważniejszych instytucji państwowych, zdarzyła się w kraju, który wciąż traktuje Polskę jako swoją strefę wpływów, a skład delegacji to w rozumieniu władz Rosji wrogowie prowadzonej przez nich geopolityki europejskiej, to pierwszą rozpatrywaną hipotezą powinno być umyślne spowodowanie upadku samolotu. Gdy w samochodzie żony Radosława Sikorskiego wybuchł gaz, od razu brano pod uwagę zamach. W przypadku katastrofy pod Smoleńskiem w ogóle nie rozpatrywano takiej możliwości. A w czasach terroryzmu powinna być jedną z podstawowych hipotez. Przyciśnięty do muru polski prokurator wobec piętrzących się niejasności przyznał dopiero kilka dni temu, że również hipoteza o umyślnym spowodowaniu wypadku jest brana pod uwagę.

      Warto pamiętać, że w latach 90. w podmoskiewskiej miejscowości Bałaszycha były prowadzone kursy dla funkcjonariuszy KGB (od 1991 r. – FSB), którzy mieli likwidować głowy państw. Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze. Wielu przeciwników KGB i FSB zginęło, wiec dlaczego nie brać pod uwagę hipotezy o zamachu?

      Rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz importu polskich produktów do Rosji – Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu.

      Tymczasem w Polsce niemal wszystkie media od razu wykluczyły hipotezę o celowym spowodowaniu katastrofy, zachwycając się zdjęciami premiera Tuska w objęciach Władimira Putina, emisją filmu „Katyń” w rosyjskiej telewizji oraz przyznaniem przez prezydenta Miedwiediewa, że w 1940 r. polskich oficerów wymordowano na rozkaz Stalina. Dopiero w ostatnich dniach, wskutek drążenia tematu przez m.in. „GP” i „Nasz Dziennik”, rozważają przyczyny katastrofy niezależne od polskiego pilota.

      Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski

      Przygotowując się do tekstu, wysłaliśmy do Naczelnej Prokuratury Wojskowej (NPW) kilka pytań, m.in. „Czy w Rosji dokonano jakiejkolwiek sekcji zwłok ofiar katastrofy? Jeśli tak, ile przeprowadzono takich obdukcji?”. Płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW, nie odpowiedział na pytanie, pisząc jedynie: „W Rosji przeprowadzone zostały oględziny zewnętrzne oraz otwarcie zwłok wszystkich 96 ofiar katastrofy samolotu Tu-154M 101. Czynności tych dokonano w obecności polskich prokuratorów”.

      Według informacji „GP”, ani w Rosji, ani w Polsce nie przeprowadzono żadnej sekcji zwłok. Przy założeniu polskiej prokuratury, że w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem należy zakładać każdą ewentualność, także możliwość umyślnego spowodowania katastrofy, postępowanie polskich władz i prokuratorów jest – najdelikatniej mówiąc – niezrozumiałe.

      KONIEC
    • mskaiq Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 30.04.10, 14:00
      martola80 napisala
      >Kurcze, moja dusza jest chyba z innej planety. Dla mnie ten świat
      >jest alogiczny, przerażający, dziwny i nie rozumiem go, nie
      >rozumiem ludzi..to jakies dziwne stwory.
      >Dobrze ze jade na urlop do klasztoru, troche sie uwolnie od tego
      >swiata.
      >Tęsknie za domem.
      Nie rozumiem po co czytasz te spekulacje Agnitunn . Takich ludzi
      jest wielu, dla nich swiat wyglada tak jak go opisuja. To swiat
      oszustwa, braku zaufania, strachu i braku milosci. To smutny swiat
      bezsensu i zniszczenia, na szczescie jest to wyimaginowany swiat.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • agnitunn To był zamach - mówią eksperci czI... 26.05.10, 15:24
      To był zamach – mówią eksperci polski i niemiecki

      Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, potwierdza niemal ze stuprocentową pewnością tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu. Oznaczałoby to, że Lech Kaczyński z małżonką i pozostałe 94 osoby na pokładzie zostały zamordowane.

      Raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), zaprezentowany w Moskwie przed kamerami telewizyjnymi, za katastrofę pod Smoleńskiem obarcza winą polskich pilotów, pozostawiając przy tym miejsce dla domysłów, że załoga uległa naciskom któregoś z pasażerów. „Komisja Techniczna jednoznacznie stwierdziła – w czasie lotu nie doszło do aktu terrorystycznego, wybuchu, pożaru na pokładzie, niesprawności urządzeń technicznych samolotu. Silniki pracowały do samego zderzenia z ziemią. (...) Ustalono, ze w kabinie znajdowały się osoby niebędące członkami załogi. Głos jednej z nich dokładnie zidentyfikowano, głos innej (lub innych) poddawany jest dodatkowej identyfikacji przez stronę polską. Jest to ważne dla śledztwa” – czytamy w dokumencie. Ale mimo ogólnikowego charakteru i rażącej jednostronności w raporcie znalazły się istotne informacje, które podważają wersję Rosjan, wskazując przy tym, że tragiczna śmierć 96 Polaków – w tym prezydenta RP – wcale nie była konsekwencją nieszczęśliwego wypadku.

      Kto zmylił autopilota?
      Z raportu rosyjskiego MAK wynika przede wszystkim, że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Co ciekawe, informacji tej nie podano podczas konferencji prasowej; znajdowała się ona tylko w pisemnej wersji dokumentu.
      „Wyłączenie pilota automatycznego w płaszczyźnie wzdłużnej i automatycznego regulatora ciągu nastąpiło przy próbie odejścia na drugi krąg odpowiednio na 5 i 4 sekundy przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), które zapoczątkowało niszczenie konstrukcji samolotu” – informują autorzy raportu. To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych (na GPS opiera się zresztą cały nowoczesny „flight management system”, w którym zintegrowane są urządzenia nawigacyjne, podłączone do komputera pokładowego).
      Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, leżące obok siebie tzw. waypoints: 10 km przed pasem – wysokość 500 m, 8 km – 400 m, 6 km – 300 m, 4 km – 200 m, 2 km – 100 m – ten ostatni punkt to tzw. punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jeśli pilot nie widzi tutaj pasa startowego, to musi zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że można to zrobić w sekundę, jednym ruchem ręki. Należy zaznaczyć, że waypoints przy lądowaniu są określone inaczej dla każdego typu maszyny i nie mają nic wspólnego z tym, gdzie lądujemy.
      Dziennik „Fakt”, powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci – dotąd spokojni – zaczęli wołać: „Daj drugi... W drugą!”. Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości – prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB lub – jak czytamy w raporcie – uderzyli w drzewo. Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Czy byli samobójcami? Dlaczego nie reagowali na wskazania urządzeń pokładowych, które – jeśli działały bez zarzutu, jak twierdzą Rosjanie – musiały informować ich, że są na wysokości 100, a potem 70 czy 20 m? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych z komputera pokładowego, a piloci myśleli, że są znacznie wyżej.

    • agnitunn To był zamach - mówią eksperci czII... 26.05.10, 15:26
      Strąceni fałszywym sygnałem
      To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem sygnał GPS w Tu-154 był zakłócony – co
      doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej (160 m w lewo od
      osi pasa startowego oraz szacunkowo 80 m w pionie) – jest oczywiste.
      Inteligentną metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu
      sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z
      większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. Od
      razu podkreślmy, że nie jest to żadna fantastyczna technika z filmów o Jamesie
      Bondzie: od czasu zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center
      meaconingu używa się w prawie wszystkich krajach świata m.in. do ochrony
      obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe czy obiekty
      rządowe (np. w razie ataku rakietowego).
      W przypadku Tu-154 podchodzącego właśnie do lądowania wystarczyłoby niewielkie
      przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można „ustawić” z
      precyzją do 0,3 m, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła
      oddalonego nawet o kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. Technicznie możliwe
      jest również zmylenie wysokościomierza radiowego. Gdyby dodać do tego
      przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie
      poinformowali dotychczas, jakie ciśnienie podali dowódcy tupolewa), załoga
      samolotu była – nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w
      Smoleńsku – bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem
      Smoleńsk-Siewiernyj – rozległa niecka – stanowiło dodatkową gwarancję powodzenia
      ataku.
      Wskazania wysokości przez GPS i innych urządzeń nie były prawidłowe, ale mimo
      wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o
      odległości samolotu od gruntu). Jego sygnał ostrzegawczy włącza się, gdy samolot
      schodzi poniżej 666 m (2000 stóp) nad ziemią. Piloci zignorowali ostrzeżenie
      EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi
      on to za każdym razem, kiedy się ląduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś
      czas zobaczą pas startowy (zgodnie z procedurami pilot miał prawo podchodzić do
      wysokości decyzyjnej i dopiero wtedy podjąć decyzję o kontynuacji lub
      zaniechaniu manewru). Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach
      położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego:
      Tu-154 wkrótce znalazł się więc nie 100, lecz 5 m nad ziemią. Piloci nie zdążyli
      nawet poszukać wzrokiem pasa startowego...
      Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci
      wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji. Samolot zaczął „nurkować”,
      zanim piloci przeszli na ręczne sterowanie, co oznacza, że albo doszło do awarii
      autopilota, albo celowego zakłócania. Komisja nie stwierdziła awarii, poza tym
      urządzenie będące tyle lat w eksploatacji raczej nie powinno mieć takich
      niespodziewanych awarii.
      I nie może tu być mowy – jak sugerowali niektórzy dziennikarze – o jakimś innym
      wytłumaczeniu, jak np. pomyłce przy wprowadzaniu danych o ciśnieniu,
      spowodowanej stosowaniem innych jednostek w Rosji. Zarówno qnh, qfe, pascale czy
      mmHg są wartościami standardowymi stosowanymi na całym świecie. Oprogramowanie
      używane w komputerach pokładowych jest przystosowane do analizy poprawności
      wprowadzanych danych właśnie ze względu na ryzyko pomyłki.
    • agnitunn To był zamach - mówią eksperci czIII... 26.05.10, 15:29
      Jak dojść do prawdy
      Wraz z upływem czasu coraz trudniej będzie uzyskać dowody wyjaśniające, kto i jak doprowadził do katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Zastanawiające, że dane, które mogłyby zaprzeczyć zarówno prezentowanej na łamach „GP” hipotezie o możliwości eksplozji w Tu-154 (przy czym teza o wybuchu nie wyklucza wcześniejszego zmylenia załogi poprzez meaconing!), jak i naszym ustaleniom – znajdują się w rękach Rosjan, którzy nie chcą lub przez długi czas nie chcieli udostępnić ich stronie polskiej.
      Gruntownej analizie poddano jedynie same przyrządy nawigacyjne, a także urządzenia TAWS, które nie zawierają informacji o sygnale GPS, w związku z czym są bezużyteczne przy weryfikacji hipotezy o zakłóceniu sygnału satelitarnego.

      Atak na przyrządy nawigacyjne można bowiem stwierdzić wyłącznie przez analizę czarnych skrzynek, a dokładniej: jednego z parametrów zapisanych w jednym z rejestratorów. Niestety, czarne skrzynki to tylko lepiej lub gorzej zabezpieczone nośniki i usunięcie śladów meaconingu – zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów – nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby ingerującym w zawartość rejestratorów nikt przez kilka godzin, a tym bardziej przez kilka tygodni nie przeszkadzał.

      Marek Strassenburg Kleciak, Hans Dodel

      Marek Strassenburg Kleciak – pracujący w Niemczech polski specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji; wygłaszał prelekcje m.in. na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium i w Instytucie Faunhoferea w Darmstadt; doradca niemieckich organów administracji państwowej.

      Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”.

      Historia lubi się powtarzać?
      19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem. Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:
      1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny,
      2) wykluczono akt terroru lub sabotażu,
      3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu,
      4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.
      Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na... zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.
      Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.

      Agnitum
    • agnitunn Re: Plakac mi sie chce jak przeczytalam o katastr 03.06.10, 21:34
      Coraz bardziej skłaniam się do hipotezy, że katastrofa została sprowokowana przez odpowiednie służby... (zainteresowanego tym państwa)

      www.bibula.com/?p=22471
      youtube.com/watch?v=kyDpJ8yV8xI
      youtube.com/watch?v=PXZcrOPnQjA
      youtube.com/watch?v=v8rxDPoqrjs
      No i coś... hmmm z jajem wink
      youtube.com/watch?v=seG5w8qmOXk
      Agnitum
    • agnitunn Linki do kliknięcia :) 17.06.10, 09:47
      niepoprawni.pl/blog/164/gruppenfuehrer-kat
      www.niezalezna.pl/article/show/id/35417
      Ciekawa w kontekście pierwszego odnośnika wydaje się być śmierć Grzegorza
      Michniewicza...

      Agnitum

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka