sc200
08.02.05, 14:38
Witajcie
Chciałbym przedstawić coś co może być szokiem, większym lub mniejszym.
Może być również nie do... przyjęcia, albowiem wymaga taka hipoteza (tu
przedstawiona) bardzo liberalnego stosunku do tego co napiszę.
A więc do rzeczy...
Często w wątku "banalny przepis" pisałem o jedności czasu.
To znaczy: Z punktu widzenia ziemskiego wszystko co robimy jest rozłożone w
czasie. Coś robiliśmy wczoraj, dzisiaj co innego a jeszcze prawdopodobnie co
innego jutro. Czas rządzi naszymi przyzwaczejaniami, do niego dostosowujemy to
co robimy w życiu. Układamy plany, chodzimy do pracy itp.
Jednocześnie zaznaczałem, że czas w sensie Boskim tzn. w Świecie Duchowym nie
istnieje. Mamy na to dowody w Bibli chociażby czy we wszelkich przekazach,
księgach itp. Co więcej powoli pojawiają się tezy pewne w fizyce nowoczesnej,
(które zakładają istnieje wymiarów bez czasu).
Bóg jest wiecznością. Ja jestem. Jestem. Zauważcie, nie ma czasu przeszłego
czy przeszłego - jest tylko teraźniejszy.
To dlatego, w afirmacjach układa się teksty w czasie teraźniejszym - jest to
jeden z powodów.
To dlatego, metody prekognicyjne np. tarot (niech wypowiedzą się osoby
praktykujące wróżenie), numerologia czy też runy itd itp wypowiadają się na
temat zdarzeń, które prawdopodobnie nastąpią (tłumaczyłem jak działają takie
metody w wątku tym) ale często okazuje się że w naszym wymiarze ziemskiego
pojęcia czasu przesunęły się one... np. o kilka lat więcej.
To dlatego, że w czasoprzestrzeni Duchowej (wizualizacyjnej = afirmacyjnej =
myślokształty generujące zdarzenia) nie obowiązuje nasze pojęcie czasu.
Do czego dąże.
Chciałbym abyście połączyli powyższą hipotezę (właściwie tezę) z tym co
pisałem na temat pochodzenia dusz, czy też z tym co sami o tym czytaliście/wiecie.
Przypomnie krótko. Otóż wszystkie dusze pochodzą od Boga. Bóg podzielił się na
cząstki - dusze aby robić to co robi... czyli się doświadczać. Poprzez
doświadczenia natury duchowej i fizycznej dusze się realizują, a ponieważ
pochodzimy od Niego więc i On się realizuje - cały czas i tak będzie zawsze.
Nie trudno więc wysnuć wniosek pierwszy:
Wszyscy jesteśmy tym samym bo pochodzimy od tego samego Boga. Ok
Ale jest jeszcze drugi wniosek.
Wszyscy jesteśmy tym samym obecnie na ZIEMI !!!
Ja jestem Ewą, Ewa delphinem2

ja nimi i każdym kto tu zagląda czy też nie
zagląda (bez względu na to czy się mu to podoba czy też nie

)
Wynika to z tego.
Że CZAS NIE ISTNIEJE. I tak naprawdę każdy z nas jest INNYM WCIELENIEM
FIZYCZNYM tej SAMEJ CZĄSTKI - TEJ SAMEJ DUSZY?
I dlatego Ja jestem innym Ty...
Jest to taka moja hipoteza
Potwierdzona przez afirmacje, modlitwe i o to że kochając siebie kochamy
innych

(kolejny dowód? że nie da się kochać innych nie kochając i
wyrzekając się czegoś w imie kogoś innego? hmmmm).
To dlatego w afirmacjach stosuje się tylko "Ja jestem taki i taki" A nie On...
Ona, My... bo podświadomość wie tylko o Ja (ma to niejako w spuściznie od
nadświadomości)
Oczywiście mówimy On i Ty w afirmacjach ale dotyczy to innej rzeczy. Otóż aby
wyplenić to co żeśmy nieopacznie podsłuchali o nas samych

a co
niekoniecznie było pozytywne (w końcu nie pracujemy nad tym co już jest pozytywne)
Więc nie możemy robić krzywdę innym (sobie i innym nawzajem) bo tak naprawdę
szkodzimy sobie... to jest bardzo ulotna, wprost eteryczna myśl... z potęgi
miłości.
Proszę o polemikę
Ps.
Tytuł może mieć coś wspólnego z książką Hani Kotwickiej

której tytuł
dokładnie brzmi "Ja jestem innym Ty"
Ponieważ całą serie Hani przeczytałem, to skłaniam się do tego że również
Majowie uważali tak jaka jest moja hipoteza...