Pewna mądrość..... :)

09.02.05, 09:36
Pozwólcie że podzielę się tym co dostałam z inego forum smile)))

Smutek i staruszka

Po piaszczystej drodze szla niziutka staruszka. Chociaz byla już bardzo stara,
to jednak szła tanecznym krokiem, a usmiech na jej
twarzy był tak promienny, jak usmiech mlodej, szczesliwej dziewczyny. Nagle
dostrzegla przed soba jakas postac. Na drodze ktos
siedzial, ale byl tak skulony, ze prawie zlewal sie z piaskiem. Staruszka
zatrzymala sie, nachyliła nad niemal bezcielesna istota
i zapytala:
- Kim jestes?
Ciezkie powieki z trudem odslonily zmeczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
- Ja? Nazywaja mnie smutkiem.
- Ach! Smutek! - zawolala staruszka z taka radoscia, jakby spotkala dobrego
znajomego.
- Znasz mnie? - zapytal smutek niedowierzajaco.
- Oczywiscie, przeciez nie jeden raz towarzyszyłes mi w mojej wedrówce.
- Tak sadzisz? - zdziwil sie smutek - to dlaczego nie uciekasz przede mna. Nie
boisz sie?
- A dlaczego mialabym przed Toba uciekac, mój mily? Przeciez dobrze wiesz, ze
potrafisz dogonic kazdego, kto przed Toba ucieka.
Ale powiedz mi, prosze, dlaczego jestes taki markotny?
- Ja ... jestem smutny - odpowiedział smutek lamiacym sie glosem. Staruszka
usiadla obok niego.
- Smutny jestes? powiedziala i ze zrozumieniem pokiwała głowa. - A co Cie tak
bardzo zasmucilo?
Smutek westchnal gleboko. Czy rzeczywiscie spotkal kogos, kto bedzie chcial go
wysłuchac? Ilez razy juz o tym marzył.
- Ach, wiesz ... - zaczal powoli i z namyslem, najgorsze jest to, ze nikt mnie
nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykac sie z
ludzmi i towarzyszyc im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjde, oni
wzdrygaja się z obrzydzeniem. Boja sie mnie jak
morowej zarazy - I znowu westchnal - Wiesz, ludzie wynalezli tyle sposobów,
zeby mnie odpedzic. Mówia: tralalala, zycie jest
wesole, trzeba sie smiać. A ich falszywy smiech jest przyczyna wrzodów zoladka
i dusznosci. Mówia: co nie zabije, to wzmocni. I
dostaja zawalu. Mówia: trzeba tylko umiec się rozerwac. I rozrywaja to, co
nigdy nie powinno być rozerwane. Mówia: tylko slabi
płacza. I zalewaja się potokami lez. Albo odurzaja się alkoholem i
narkotykami, byle by tylko nie czuc mojej obecnosci.
- Masz racje- potwierdzila staruszka - ja tez często widuje takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej sie skurczyl.
- Przeciez ja tylko chce pomóc kazdemu czlowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim,
moze spotkac się sam ze soba. Ja jedynie pomagam
zbudowac gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny czlowiek jest tak
bardzo wrażziwy. Niejedno jego cierpienie podobne
jest do zle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przeciez wiesz, ze dopiero wtedy, gdy czlowiek
pogodzi się ze smutkiem i wyplacze wszystkie wstrzymywane lzy, moze naprawde
wyleczyc swoje rany. Ale ludzie nie chca zebym im
pomagal.
Wola zasłaniac swoje blizny falszywym usmiechem. Albo zakładac gruby pancerz
zgorzknienia.
Smutek zamilkl. Po jego smutnej twarzy popłynely łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczelo ich przybywac, az wreszcie zaniosl sie
nieutulonym placzem. Staruszka serdecznie go objela i przytulila do siebie.
- Placz, placz smutku..- wyszeptala czule - Musisz teraz odpoczac, zeby potem
znowu nabrac sil. Ale nie powinienes juz dalej
wedrowac sam. Będe Ci zawsze towarzyszyc, a w moim towarzystwie zniechecenie
juz nigdy Cie nie pokona.
Smutek nagle przestał plakac. Wyprostowal sie i ze zdumieniem spojrzal na
swoja nowa towarzyszke.
- Ale ... ale kim Ty własciwie jestes?
-Ja? - zapytala figlarnie staruszka usmiechajac sie przy tym tak beztrosko,
jak male dziecko. Ja jestem NADZIEJA!

*************

Ciekawe jakie macie o tym zdanie, wiecie strasznie blika jest mi ta staruszka
nadzieja smile ... choc smutek jest tu taki ciepły, Ja w swoim zyciu zawsze
szukam dobre strony kazdego smutku, jakoś nie umiem smucić się wewnętrznie ,
nie umiem albo nie lubię, za każdym razem szukam tych dobrych stron. Własnie
nawet moim dzieciom to wpajam, aby umiały w chwilach smutku doszukiwać się
radości z tego ze za chwilę będzie inaczej, niech pomyslą o tym ze to co je za
godzinę spotka jest powodem do radości itd.
Trochę odbiegłam od "wpatrywania się w rany i ich leczenia" ale nie wiem czy
mi to potrzebne do "samoleczenia" o ile jego ktoś potrzebuje.

pzdr
Anna
    • tamaya_lunaris Re: Pewna mądrość..... :) 09.02.05, 12:10
      Znam akurat tą historię i jest bardzo piękna. Czym byłoby życie bez odrobiny
      nadziei. Każdy jej potrzebuje.
      Pozdrawiam, Tamaya
    • beataanna1 Re: Pewna mądrość..... :) 09.02.05, 20:53
      Wiesz dzisiaj jest mi bardzo smutno, nawet nie wiem dlaczego, Smutek walczy z
      Nadzieją...Nadzieja wzięła górę od godziny 15 tej po południu, przy dobrej
      kawie, i słodkim ciastku, przy chwili rozmowy z koleżanką..której na chwilę
      udało się mnie pocieszyć...Teraz wieczór...Smutek znowu ma przewagę...ale tak
      ma być...ja nie odpędzam Smutku na siłę, jeśli przyjdzie, muszę jakoś go
      przetrwać...wiem że rano będzie mi lepiej....

      Płakać ludzka rzecz, byle tylko nie zatonąć od łez...
      Jak już Smutek się wysmuci, odejdzie...przyjdzie Uśmiech...
      Mam wrażenie czasami że mój Dobry Anioł Stróż poszedł na popijawę z innym
      Aniołem...zostawił mnie, wziął sobie wolne,jutro będzie skacowany, i może
      będzie wesoło hehe....i dlatego mam takie chwile smutku i depresji...to ciekawe
      stwierdzenie...bo może poszedł z Aniołem mojej siostry, ona też jest dzisiaj
      przygnębiona....hehe.

      a tak w ogóle to czemu nie piszecie...piszcie coś...bo chętnie poczytam...i się
      rozweselę tym....wink)))) 8-D

      Beata
Pełna wersja