Już nie boję się śmierci...

05.04.05, 18:01
Przede wszystkim witajcie ponownie,potrzebowałam czasu by uporać się ze sobą,
wiedziałam, ze jeśli tego nie zrobię, nie będę mogła uczestniczyć na tym
forum, tak jakbym tego chciała.Chociaż zapewne i tak nikt nie zauważył, że
mnie nie było przez pewien czas.
Rozpoczęłam ten temat,natchniona przez ostatnie wydarzenia,śmierć
najdroższego Ojca, sprawiła, że zatrzymałam się w zadumie nad tym, co jest po
tamtej stronie. Doszłam do wniosku, że nie ważne jak jest, bo jest tam
najbliższy nam człowiek - Jan Paweł II - zniósł tyle cierpienia, i nigdy nie
bał się śmierci. Jeśli kiedykolwiek jest mi źle, zawsze wtedy wspominam Ojca
Św. bo jest moim przewodnikiem, On ciągle jest z nami i będzie z nami.
Romowy o Bogu, czy sprawach kościoła nigdy mnie nie interesowały.(Mam troszkę
inne poglądy na pewne sprawy, których kategorycznie nie akceptuje Kościół
Katolicki). Papież był, żył sobie przez całe moje 26 letnie życie, a ja
zauważyłam Go, doceniłam Go dopiero, gdy odszedł. Smutne, zawsze wydawało mi
się , że On jest wieczny, że jest, i nic tego nie zmieni.Ale nawet tak Wielki
człowiek, był podatny na nieuchronny upływ czasu."Papież nie żyje" -
powiedział ktoś w TV, zgasła świeczka, przerwano jakiś serial telewizyjny
który oglądałam, oglądałam by zapomnieć na chwilę o smutku.Zabolało mnie w
sercu, popłynęły łzy, a przecież modliliśmy się o cud.Jednak Bóg chciał
inaczej, wezwał Go do siebie.Wtedy poczułam, że nic nie jest ważne, że
wszystko na tym świecie jest tak małe i marne. Trzeba żyć godnie, ale i z
godnością przyjąć wiadomość, że musimy odejść."Nie lękajcie się"
powtarzał...ja też powtarzam wszystkim, którzy się boją..."Nie lękajcie się",
każdy najmniejszy człowiek ma swoją misję do wypełnienia na Ziemi, jeśli
dokona wszystkiego, co jest od niego oczekiwane przez Najwyższego, wtedy tak
samo zostanie wezwany.Nie wiem co mi się stało, ale postanowiłam, że już
nigdy nie będę narzekać, jęczeć że coś mi się nie udało, będę wierzyć i ufać,
że wszystko się ułoży i będzie dobrze. Jestem pełna nadzieji, wiary, ufności
w Bogu, (mam nadzieję, że to nie są zadatki na Zakonnicę z odzysku hehe wink),
może poraził mnie prąd, może ktoś mnie walnął czymś we śnie, ale...jestem
szczęśliwa i cieszę się że żyję, wszystkich smutasów chcę pocieszać, dlatego
wróciłam tutaj, i mam nadzieję, że mnie przyjmiecie z powrotem....
    • strange_girl Re: Już nie boję się śmierci... 05.04.05, 20:13
      Witaj,
      dziekuje Ci za to co napisalas
    • anahella Re: Już nie boję się śmierci... 05.04.05, 20:34
      Bardzo ladnie to napisalas, i ciesze sie, ze takie przemyslenia padaja z ust
      osoby mlodej.
      Nie wiem czy boje sie smierci. Chyba jednak boje sie umierania.
    • sc200 Re: Już nie boję się śmierci... 05.04.05, 22:12
      Witaj smile A juści dużo osób zauważyło żę Cie nie było. Ja nawet stwierdziłem, że
      dałaś sobie spokój po wątku w którym napisałaś że "za dużo tu o Bogu" smile
      Pomyślałem, poszłaś to przemyśleć i pewno wrócisz (nawet o tym pisałem do ... smile )

      Bardzo fajny tekst popełniłaś. Chce Ci tylko dodać że dla mnie Papież również
      nie istnieje jako głowa... jakiejś tam organizacji religijnej, ale po prostu
      jako zwykły człowiek. I choć nie we wszystkim się z Nim zgadzam, to stawiam go w
      swoim prywatnym poczecie ludzi "czujących", mam nadzieje że ta lista będzie się
      sukcesywnie zwiększała i że kiedyś i siebie do niej zalicze.
      Jak uderzać to wysoko smile
    • eevvaa Re: Już nie boję się śmierci... 05.04.05, 22:30
      Witaj Beataanna smile

      Oczywiście , że zauważyłam, że Cię z nami nie ma.
      Cieszę, się z Twojego powrotu i optymistycznego podejścia do życia smile

      Serdecznie pozdrawiam smile

      ewa
      Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
Pełna wersja