banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe

05.05.05, 08:35
Wznawiam (nieładnie mówiąc wklejam z innego forum) wątek o poprawie własnego
hmmm losu i przyszłości bo uważam że jest zawsze na czasie i nadaje się na to
forum.

Ci co czytali niech mi wybaczą, ale ten wątek musi tu być (na tym forum) wink
moim skromnym zdaniem.
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:37
      Cierpienie pochodzi...od terminologi wszechnarzucającej nam przez media,
      rodziców, znajomych i nieznajomych. Niestety tzw. przysłowia wcale nie są (wiele
      z nich!) mądrościami narodów sad heh. Te przysłowia potrafią niszczyć jak i słowa
      innych ludzi bo podświadomość nasza, od której zależy wszystko w życiu każdego z
      nas - wszystko dokładnie rejestruje (jest uniwersalną kamerą z rejestracją
      innych wraże ń (zapach, smak itp)) a później odgrywa taki scenariusz jaki sobie
      "nagraliśmy"
      Pora więc pracować z własną podświadomością (np. afirmacje) i ją zmieniać.

      Bo cierpienie nie pochodzi od Boga a od bzdurnych reakcji jakie nauczyliśmy
      się.. przez tzw. edukacje i tfffu... tzw. doświadczenie życiowe. Jak słyszę
      kogoś kto mówi "Synku, słuchaj mnie bo jestem starszy i mam DUŻE DOŚWIADCZENIE
      ŻYCIOWE" to mnie skręca wink

      A więc odkryje tu najważniejszą prawdę życiową (chyba jedyną ?)
      NIE WAŻNE CO ŚWIADOMIE PRAGNIESZ I CO ŚWIADOMIE MYŚLISZ O SOBIE. W ŻYCIU TWOJĄ
      PRZYSZŁOŚC KREUJE TYLKO PODŚWIADOMOŚĆ (mówił o tym Jezus zresztą i wielu po Nim)
      ... gdybyś wiedział.. jaką siłę w sobie nosisz to powiedział byś tej górze....

      Cierpienie nie istnieje. Jest tylko programem podświadomości.
      Ale od wieków wiadomo smile że większość najlepiej to potrafi biadolić zamiast
      chwalić każdą szczęśliwą chwile. Mechanizm jest prosty: Poprzez biadolenie
      uczymy umysł (podświadomość) nowych zachowań które ona później skrzętnie
      realizuje.
      A dlaczego kochani zastanawialiście się kiedyś nad tym dlaczego tarot pokazuje
      tak dużo prawdy o nas samych i o najbliższej przyszłości?
      Pora pogłówkować!
      Zauważcie że w Tarocie sami wybieracie karty! ale to Wasza podświadomość
      podpowiada Wam które karty wybieracie.
      Po prostu dobra wróżka/wróż potrafi poprzez karty prowadzić dialog z
      PODŚWIADOMOŚCIĄ KLIENTA a później taki klient się dziwi (oczywiście świadomie)
      hehe smile jak to się stało że tak dużo się sprawdziło smile)
      Mechanizm cały czas działa ten sam. I będzie zawsze DZIAŁAŁ. Bo taka jest ZOE
      (Zasada Obiegu Energi) we Wszechświecie.
      Podświadomość ma MOC NIESKOŃCZENIE WIELKĄ i jest po to aby KAŻDEMU służyć.
      Ale realizuje taki program jaki człowiek sam sobie w niej trzyma smile
      Nie jest to cudowne? Wszystko jest proste. Mechanizm można powiedzieć jest
      banalny.

      Każdy z czytających to co napisałem (nieczytający również!!! smile) ) może być
      bogaty, szczęśliwy, mieć miłość, zdrowie i wszystko co sobie wymarzy a... moc
      której szuka nadaremno gdzie indziej - twki w nim samym.
      "Prawda jest w Was" Jezus
      • quarantina Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:49
        Będę bardzo nieuprzejma. Coś chrzanisz. Jeśli cierpienie nie istnieje, to
        proszę zakwalifikować następujący fakt: szczęśliwa młoda rodzina. Dwoje
        zdrowych dzieci. Po krótkiej, źle zdiagnozowanej chorobie zapada w śpiączkę
        młodsze (4 letnie dziecko). Po dwóch miesiącach śpiączki dziecko umiera. Co
        czuje matka?? I reszta rodziny?? Jeśli nie odczuwałeś nigdy cierpienia, nie
        znaczy to, że ono nie istnieje. Mam nadzieję, że twoja wypowiedź to tylko
        prowokacja do dyskusji. Przepraszam za ostry ton. Jestem poruszona i tego nie
        ukrywam.
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 09:09
          Witaj smile

          Po prostu masz inne postrzeganie. Długo by tu dyskutować z Twoim przykładem -
          rozumiem, że celowo nakreśliłaś taki skrajny przykład smile aby wywrzeć większą
          siłę przekazu w tej treści.
          Ale cierpienie nie istnieje smile A jeśli ktoś nazywa cierpieniem umartwianie się
          na różnymi sprawami to już jest jego indywidualny wybór.
          W Twoim przykładzie prawdziwa miłość nie wyzwala cierpienia.
          Skoro Ci ludzi bardzo kochali to dziecko - a to nie napisałaś - ale to wnosze z
          charakteru postu. To w czym jest cierpienie że dziecko od nich odeszło?
          Gdybyś przeanalizowała sprawy reinkarnacji, to łatwo byś zauważyła, że dusza
          dziecka pewno po jakimś czasie wcieliła się w kolejne życie.
          Więc Ci dalej rozpaczają a dusza dziecka pewno znowu gdzieś się rodzi. Jest to
          bardzo prawdopodobne i naturalne.
          Nieśmiertelna jest dusza smile a ciało? To tylko kolejne przybranie... Bóg nie mógł
          tego lepiej wymyśleć smile
          Prawdziwa miłość to moim zdaniem nie przywiązanie, to pozwolenie na odejście i
          pogodzenie się z tym (te ostatnie słowa wypowiedział... Antoine de Saint Exupery
          zresztą )
          Dlatego w wielu religiach stypa jest okazją do zabawy bez wzgledu na wiek
          zmarłego...

          Wielu autorów opisało przyczyny śmierci (duchowe przyczyny) w wieku "młodym",
          więc tego tematu nie będe papugował.

          Wiem żę wiele osób z ich koncepcją życia będzie poruszonych smile O to właśnie
          chodzi aby poruszać i rozłupać te stare naleciałości.

          Zastanówmy się wspólnie co może jeszcze łączyć rodziców z tym dzieckiem że
          rozpaczają? A będe zgryźliwy jak powiem żę pewno:
          - Tyle mogło zobaczyć w życiu (fakt fajny powód ale mglisty jeśli rodzice
          wiedzą o prawie reinkarnacji)
          - Tyle mieliśmy związanych z nim planów (no tak smile dość często dzieci mają
          spełniać ambicje rodziców (stąd tylu jest później niezadowolonych z życia i
          niewiedzących czego chcą magistrów itp) )
          - Był naszym oczkiem w głowie - kochaliśmy go bardzo
          itp. itd.

          Cierpienie w powyższym przypadku to bunt... to bunt przeciwko Bogu i po prostu
          eksplozja setek żali i zmartwień, które chętnie w takich chwilach się nasilają.
          Bo nie uwierze że cierpienie to ma doprowadzić do czegoś sensownego.
          To wiesz taki nawyk... Taki nawyk jaki uczy się w społeczności.
          Czegoś nie ma = użalamy się.
          • quarantina Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 09:34
            Reprezentujemy dwa skrajne poglądy: Ty twierdzisz, że cierpienie nie istnieje,
            ja wręcz przeciwnie. Nie wiem czy ma sens przekonywanie się nawzajem, bo chyba
            rzeczywiście jest to sprawa światopoglądu. Pozostańmy zatem przy prezentowaniu
            swoich stanowisk. Wydaje mi się, że Twoje tłumaczenie, iż dusza dziecka ulegnie
            reinkarnacji jest próbą radzenia sobie z cierpieniem. Inną próbą może być
            chrześcijańska wiara w życie wieczne tej duszy po śmierci. Tak czy owak nie
            można zaprzeczać istnieniu jednego z fundamentalnych ludzkich uczuć jakim jest
            cierpienie. Można dyskutować nad jego specyfiką, charakterem, najprościej
            mówiąc ontologią, ale nie można go negować. Na tej zasadzie możesz równie
            dobrze zanegować istnienie miłości, bo dlaczego by nie? Poza tym, skoro
            cierpienie nie istnieje, to skąd wziął się ten wątek? Gdyby go nie było, nie
            byłoby dyskusjismile Ono jest, sęk w tym aby dobrze go pojmować.
            • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 10:00
              Droga koleżanko skaczesz ze skrajności w skrajność smile
              To że wiem, że nie istnieje cierpienie nie jest analogiczne do tego że wg.
              Ciebie zaneguje istnienie miłości smile. Już takich manipulacji nie musisz się
              dopuszczać smile
              Bo właśnie ta ostatnia (miłość) jest dowodem na to, że cierpienia nie ma smile

              Oczywiście, że nie ma sensu się wzajemnie przerzucać argumentami smile
              Wystarczy że sobie sama siądziesz i zastanowisz się, gdzie takie myślenie Cie
              zaprowadziło i czy z tym jesteś szczęśliwa czy nie. Ja to już dawno zrobiłem.

              Piszesz:
              "nie można zaprzeczać istnieniu jednego z fundamentalnych ludzkich uczuć jakim
              jest cierpienie."
              Amen smile)
              I później mnie ktoś pyta w mailu... dlaczego jako naród tak mało jesteśmy
              szczęśliwi smile Skoro tak dużo ludzi myśli jak powyższy cytat...
              A mówiąc poważnie. Takie myślenie prowadzi na manowce. Bo to w co wierzysz w
              Twoim życiu się uwidacznia - mówił to Budda, mówił to Jezus. I pewno choć
              powie(działo) to jeszcze setki innych bardziej czy mniej oswieconych ludzi, to i
              tak podświadomość z pewnymi wzorcami przerobi to na swój własny użytek. Chcesz
              "cierpieć" to cierp. Ale jest to iluzja niczemu nie służąca. A po co żyć w iluzji?

              Ale trzeba pamiętać, że cierpiętnictwo jest bardzo popularne smile Ot patrzcie
              wszyscy jak cierpie - jakież to Boskie i szlachetne smile
              Jest to nieodłączny koloryt folkloru - cóż to ludzie nie wymyślą smile
              • quarantina Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 10:21
                Nie utożsamiam się z narodem, żadnym narodem. Jestem sobą i biorę
                odpowiedzialność tylko za to co ja robię i mówię. Tym samym przedstawiam tutaj
                tylko i wyłącznie swój osobisty pogląd na to czy owo. Nie wiem zatem, czy naród
                cierpi, czy nie cierpi i co gorsza w ogóle mnie to nie interesuje. Interesuje
                mnie cierpienie jednostkowego człowieka, którego spotykam na swojej drodze. Nie
                mówię mu: słuchaj stary weź się w garść, nie biadol tylko kochaj i bądź
                szczęśliwy. Staram się go zrozumieć. Oddzielanie cierpienia od przeżywającego
                go człowieka prowadzi właśnie do wyjałowienia tego pojęcia. Cierpienie zawsze
                ma charakter osobisty. Poza tym cierpienie, podobnie jak i szczęście nigdy nie
                jest permanentne. Premanenty charakter może mieć jedynie miłość, ale
                podejrzewam, że sens terminu miłość także pojmujemy różnie.
                • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 11:36
                  smile
                  Oczywiście że nie wychowałaś się w tym a nie w innym narodzie
                  Oczywiście że dookoła nie wpajano Ci od małego pewnych "zasad"
                  Oczywiście że cierpienie to Twoje całkowicie osobiste przemyślenia, które pewnie
                  narodziły się w medytacji czyli w połączeniu z źródłem prawdy.
                  Wybacz mi, ten ton, ale uświadamianie komuś istnienia i co gorsza sensu
                  cierpienia daje wszystkim świetną furtkę to niespełniania się w życiu...
                  Sens terminu miłości pojmujemy tez pewnie inaczej.

                  Piszesz: "Poza tym cierpienie, podobnie jak i szczęście nigdy nie jest permanentne."
                  Permanente w sensie "stałe" czyli ciągle trwające? czy jako "całkowite"?
                  Tak czy siak. U mnie i tysięcy ludzi szczęście jest permanentne (i w tym i w tym
                  słowa rozumieniu). Nie znam innej możliwości smile)

                  No i ciężko cierpienie porównywać do obecności szczęścia, to tak jak wymyślać
                  zło dla uzmysłowienia istnienia dobra. To taka ludzka ciuciubabka w porównania,
                  taka gra od wieków aby istniało białe to trzeba stworzyć iluzje czarnego.
                  Ale Bóg stworzył nas dla dobra, miłości, szczęścia. I On nie ma tej "złej strony
                  mocy" wink. Wydaje się to wielu ludziom niepradopodobne, ale dla ich zdrowia, dla
                  osiągniecia tego co o czym się marzą powinni sobie uświadomić, że idziemy w
                  stronie światła a nie ciemności smile
                  Wiesz setki a może tysiące, miliony ludzi biega po ulicach całego świata w
                  pomieszaniu umysłu pod kątem że raz pod wozem raz na wozie, że 7 lat grubych to
                  i chude nadejdą itp itd. W końcu Bóg daj Im w swojej miłości i zasadzie wolności
                  to co myślą.
                  Wybór należy do Ciebie. Siądź i zastanów się co Ci da upieranie się przy teorii
                  istnienia cierpienia. Jakie korzyści Ty jako istota Boska z tego odniesiesz. Czy
                  zbliżysz się z tym do Boga. Czy może On Ci już podpowiada, że patrz na Moje
                  (Jego) oblicze. Czy dojrzysz tam cierpienie? nieszczęścia? zło? Gdzie patrzysz?
                  smile

                  Dalej wnosze że cierpienie w opisanym przez Cienie wypadku... to mówiąc pewnie
                  kontrowersyjnie: odmiana egoizmu smile
                  Takie zamarkowanego ale jednak.
                  • quarantina Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 11:54
                    smile
                    Jesteś jedyną znaną mi osobą, która trwa w stanie permanentnego szczęścia.
                    Gratuluję, ale nie zazdroszczę. Moje życie to sinusoida i cieszę się, że nią
                    jest. Byłoby okropnie nudno być non stop szczęśliwym. Zwłaszcza zaś cenię sobie
                    ciemną stronę życia, czytaj cierpienie. Dla mnie cierpienie jest zawsze
                    momentem zastanowienia, zatrzymania się, przewartościowania. Jest jakimś
                    etapem, mam nadzieję, że na drodze rozwoju. Przypisujesz mi teorię cierpienia.
                    To nie jest teoria. To, powtarzam, najbardziej egzystencjalne uczucie ludzkie,
                    które dało początek wielu religiom i poglądom filozoficznym. Punktem wyjścia
                    zarówno Buddy jak Chrystusa było ludzkie cierpienie. Tak a propos.Często
                    odwołujesz się w naszej dyskusji do Boga. O jakiego Boga chodzi?
                    pozdrawiam Cię
                    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 12:25
                      smile
                      Czas aby Twoje życie nie było sinusoidą, tylko parabolą wznoszącą smile I wierz mi
                      życie w szczęściu (cały czas) Ci się bardzo spodoba!. Po uzdrowieniu paru
                      relacji do siebie, nie będziesz chciała tego stanu opuścić smile Wiem co mówie.
                      I cenisz sobie jak to piszesz tą ciemną stronę smile do czasu... do czasu aż ta
                      ciemna strona da Ci tak popalić, że będziesz na bosakach przez łąkę leciała byle
                      dalej od tego smile
                      Lepiej zawczasu taki scenariusz wyprzedzić. Warto smile Bo jesteś tego warta.

                      Piszesz, że cierpienie to najbadziej egzystencjonalne uczucie, które dało
                      początek wielu religiom i poglądom. Zgadzam się na 100% smile !
                      Jeszcze bym tylko zaraz po tym haśle ciepienie dodał "i pojęcie niegodności,
                      grzechu, zła"
                      Tak, tak masz racje. To właśnie takie pojęcia i ich tworzenie pozwalają religiom
                      manipulować ludźmi.
                      Bo pomyśl przez chwilę.... Taka mała opowieść.
                      Jest piękny słoneczny dzień, idziesz sobie po pięknych górkach, mijasz cudowną
                      dolinę i spotykasz takiego chochlika który stoi na rozwidleniu dwóch drug.
                      I on mówi Ci. Jeśli pójdziesz prawą ścieżką to będziesz cierpiała, dopadną Cie
                      wilki, a może skała na Ciebie zleci. A lewa ścieżka jest ok.
                      Którą wybierzesz? Oczywiście że lewą.

                      A teraz ta sama opowieść... ale
                      ten chochlik (w innym miejscu) mówi Ci że masz dwie drogi, obydwie są ok. To
                      którą wybierzesz?

                      Prawda że w drugim wypadku ciężko przewidzieć nawet Tobie to teraz?
                      To jest ta wolność.
                      A w pierwszym? Wybierzemy pewnie lewą stronę.. Ale czy jest to wolność?
                      I tak to własnie obecnie jest w naszych Religiach Światowych. Ktoś straszy jedną
                      drogą a przy okazji "pobiera opłaty przy tej drugiej" niby "właściwej" smile
                      Jakie opłaty? Dosłownie i przenośnie. Chociażby udając że jest pośrednikiem do
                      Boga...

                      Więc z cierpieniem to jest tak samo. Niby nikt nie chce wybierać tej drogi, ale
                      każdy wierzy że istnieje smile A podświadomość to małe dziecko w nas. Ono nie
                      rozumie tych zawiłości. Albo coś istnieje albo nie smile Jeśli ktoś tą iluzję
                      stworzy to w Jego życiu pojawiają sie setki sytuacji

                      Totalne zamieszanie smile No i te tfffu "przysłowia narodowe".
                      Jakiś profesor z UJ powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że w Polsce i byłych
                      krajach demoludów jest kilkadziesiąt razy wiecej "przysłow i tzw. mądrości
                      narodowych" niż ma to reszta Europy + obydwie Ameryki.
                      No i widać gdzie te mądrości w głowach ludzi nas zawiodły smile No dobra nie będe
                      zgryźliwy choć zawsze mnie korci aby o tym przy każdej okazji napisaćsmile

                      Acha i jeszcze jedno.
                      Piszesz: "Punktem wyjścia zarówno Buddy jak Chrystusa było ludzkie cierpienie".
                      Ot co, odważna teza smile Nie powiem. Życiorysu Chrystusa nie znam, i nikt
                      dokładnie nie zna jak było naprawdę (chyba że księgi w III obiegu) (a to
                      wszystko z powodu setek jak nie tysięcy ingerencji w zapisy aby było "po
                      swojemu"). Ale do Buddy się też przyczepie.
                      Hmmm przeczytałem kilkanaście książek o Buddzie (i kolejnych inkarnacjach), jak
                      również miałem okazje zwiedzić troche Daleki Wschód na łamach innych książek.
                      Czy możesz mi powiedzieć skąd ta teoria? Jakoś nie przypominam sobie motywu
                      cierpienia.

                      O jakiego Boga chodzi?
                      O Boga smile A znaczy się wymień kilku bo nie wiem o Którego pytasz skoro On ma
                      wiele imion... smile
                      • quarantina Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 12:36
                        Ale do Buddy się też przyczepie.
                        > Hmmm przeczytałem kilkanaście książek o Buddzie (i kolejnych inkarnacjach),
                        jak
                        > również miałem okazje zwiedzić troche Daleki Wschód na łamach innych książek.
                        > Czy możesz mi powiedzieć skąd ta teoria? Jakoś nie przypominam sobie motywu
                        > cierpienia.
                        --------------------------------
                        smile
                        Nie należy czytać o Buddzie, ale Buddę (przepraszam za pouczający, okropny
                        ton). Najlepiej sutry, w szczególności: DWAJATAANUPASSANA SUTTA.
                        pozdrawiam
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:41
      Wersja dokumentu: 1.0.3
      Ostatnia korekta: 12 listopad 2004

      Pozwolę sobie tu zamieścić rozważania o życiu...

      ŻYCIE
      Życie wydaje mi się proste – bo to tylko ludzie je komplikują. Komplikują i to
      bardzo. A później jedna czy druga osoba dziwi się „Jak to inni mają łatwo a ja
      mam źle” Wyobrażam sobie jak wielkie spustoszenie w umysłach setek, tysięcy,
      milionów ludzi mógł dokonać brak chęci rozwoju nad sobą samym... tak! Nie
      przesłyszałeś się – do pracy nad sobą. Na dzień dzisiejszy praca nad sobą –
      czyli własnym umysłem jest cięższą pracą aniżeli jakakolwiek praca fizyczna czy
      umysłowa (czytaj: biurowa). Większość neguje swój umysł, a szkoda – bo ten
      zaniedbywany umysł wyrządza im różne figle w życiu, zamiast służyć ze swoją całą
      mocą – a jest ona NIESKOŃCZONA.
      MOJE WIDZENIE RZECZYWISTOŚCI
      Bardzo proszę aby w tym miejscu przestały czytać osoby, które pragną tylko
      krytykować to co poniżej napisałem – natomiast nie przyłożą się do rozważenia za
      i przeciw. Moje poglądy są moimi poglądami i jeśli pomogą Ci one w zrozumieniu
      rzeczywistości – którą ja w ten sposób postrzegam to cieszę się z tego!. Jeszcze
      bardziej będę uradowany jeśli będziesz w stanie zmienić swoje życie i jak to
      pisze Ewa Folley „Zakochasz się w swoich możliwościach”. Po pierwsze musisz
      zrozumieć, że nie ma ludzi „lepszych i gorszych”. Wszyscy Ci co nazywają siebie
      ludźmi są sobie równi. Jest tylko jeden problem – różne wykorzystanie potencjału
      umysłu, który każdy posiada. Jedni go wykorzystują znakomicie, inni trochę,
      jeszcze inni wcale. Jak to jest z Tobą? Zaczniemy rozważanie od przedstawienia
      „logicznego obiegu energii” jaki ja sobie wyobrażam, na podstawie przeczytanej
      literatury, obserwacji życia jak i własnego pomysłu. Wygląda on mniej więcej tak:

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza1.gif
      dalej już jest komentarz...

      Teraz przejdźmy do wyjaśnień powyższego schematu:

      Świat fizyczny – to świat w którym na co dzień funkcjonujemy, w którym się
      bawimy, uczymy, pracujemy, darzymy innych uczuciami – słowem codzienna sielanka.
      Obszar „Pojedynczy człowiek (jednostka)” to mówiąc najogólniej każdy z nas.
      Astral – to hm mm no właśnie najprościej mówiąc, tzw. Przestrzeń – możemy ją
      sobie usadowić gdzie chcemy np. w kosmosiewink, ale jest to raczej inny wymiar
      mentalny. Jest to miejsce, gdzie „latają” myślokształty.
      Świat fizyczny, ma odwzorowanie w naszej świadomości – po prostu na co dzień
      dysponujemy świadomymi pragnieniami, czynami i w ten sposób wpływamy na kształt
      naszego świata fizycznego – na nasze życie osobiste, na życie innych ludzi. Jak
      więc widać na schemacie świat fizyczny oddziaływuje ze świadomością ze
      wzajemnością. Umysł każdego z nas składa się z trzech elementów, występujących
      zawsze tj.: świadomości już opisanej, podświadomości a także nadświadomości. O
      podświadomości i świadomości każdy pewnie już conieco słyszał ale o
      nadświadomości niekoniecznie. Cóż to jest nadświadomość?
      Termin trudny do zdefiniowania, wg mnie jest to najprościej mówiąc „cząstka
      Boska w nas”. Jest to część, która mówiąc matematycznie jest zbiorem wspólnym
      dla WSZYSTKICH ludzi, jest to „dobro” obecne w nas. Działalność jej jest często
      przejawiana u ludzi jako intuicja, jasnowidztwo itp. Wielokrotnie spotykałem się
      z określeniami: człowieczeństwo, humanizm – ale specjalnie ich tu nie używam z
      powodu tego, że nadświadomość jest obecna we wszystkich ożywionych jak i
      nieożywionych „tworach” wszechświata – więc nie są to najtrafniejsze pojęcia.
      Oczywiście struktury nadświadomości u człowieka, zwierzęcia czy kamienia będą
      się od siebie różniły – ma to związek ze stopniem zorganizowania danej jednostki.

      Z nadświadomością często „łączą” się ludzie (w sposób mentalny) podczas: LD
      (Lucid Dreams) czy też OBE (Out of Body Experience). Nadświadomość „żyje”
      własnym rytmem w nas i jest to rytm tzw. Wysokich Wibracji. Poprzez odpowiednie
      wytrenowanie umysłu (przykładowo: Kurs Silvy) można połączyć się z tą częścią
      naszego bytu i… spróbować wizualizacji i afirmacji – ale bez żadnych gwarancji
      skuteczności.

      Niestety, metody typu Silvy nie dotarły do sedna sprawy, otóż, nawet jeśli uda
      się kontakt z nadświadomością (Silva nazywa ich wewnętrznymi doradcami) to
      zapominają o przeprogramowaniu podświadomości. To tak jakby firma narzekająca na
      brak kontrahentów i klientów wymieniła, wyuczyła i zmotywowała pracowników
      zapominając o… portierze, którego postawa skutecznie odstrasza i blokuje dostęp
      potencjalnych klientów do biur firmy. Inaczej mówiąc kurs Silvy nie jest dla
      wszystkich – w dalszej części wytłumaczę: u kogo działa, u kogo nie i dlaczego.

      Kilkadziesiąt lat temu prof. Łozonow opracował (mało znaną w bloku sowieckim)
      metodę Superlearningu. Opiera się ona na metodzie wprowadzania umysłu w inny
      stan wibracji – nazywanej falami mózgowymi. Za pomocą metod empirycznych
      rozróżnia się 4 takie stany. EEG sugeruje obecność w naszym codziennym życiu
      częstotliwości: beta, alfa, gamma i teta. Częstotliwość w której na co dzień
      funkcjonujemy to: beta. Alfa to częstotliwość ok. Hz i jest ona obecna przed
      zaśnięciem i bezpośrednio po przebudzeniu. Gamma jest obecna w głębokim śnie, a
      teta – no cóż ciężko jest ją uchwycić w funkcjonowaniu „nieświadomej” jednostki
      – podkreślam – nieświadomej.

      Łozonow opierając się na swoich doświadczeniach doszedł do wniosku, że umysł
      posiada zwiększoną moc „naukową” podczas stanów głębszych (alfa, gamma i teta) i
      dowiódł, że jeśli udałoby się wprowadzać człowieka w taki stan, to mógłby on
      szybciej się uczyć (np. języków), lepiej rozwiązywać problemy a nawet być zdrowszy!.

      Zarówno Łozonow jak i polski pionier pod tym względem mgr Emfazy Stefański nie
      wiedzieli, że te inne wibracje pozwalają na swoisty dialog z nadświadomością –
      która potrafi wyeksponować nieograniczone pokłady mocy naszego umysłu.
      Narzędziem pracy jest podświadomość.

      Metody SuperLearningu czy Supernauczania zostały opracowane w sposób techniczny
      za pomocą urządzeń typu Biofeedback (sprzężenie zwrotne) czy też za pomocą
      oddechów (Stefański). Obecnie ich kopiami ideowymi są urządzenia typu: Brain
      Wave Generator, Mind Activator czy też znana na polskim rynku SITA ®.

      Jednakże jestem pewny, że ludzie, którzy zetknęli się lub nawet zakupili te
      urządzenia będą dzielili się na kompletnych zwolenników jak i krytykantów. Ba!
      Nawet jestem pewny, że grona tych pierwszych i ostatnich będą się systematycznie
      powiększać. „Rok nauki w tydzień” – czyż nie jest to cudowne? Niestety autorzy
      tej obietnicy zapomnieli cokolwiek powiedzieć o potrzebie przeprogramowania tego
      portiera naszego umysłu – podświadomości. Sprzedawana za niebotycznie pieniądze
      w Polsce SITA „zapomina” wspomnieć o pracy i to ciężkiej pracy nad zmianami w
      osobistym wizerunku rzeczywistości. Bloki istniejące w podświadomości nawet
      wobec zastosowania 1000 takich urządzeń z 1000krotną większą siłą oddziaływania
      skutecznie przeszkodzą w nabywaniu wiedzy. Prędzej zaszkodzą niż pomogą.
      Dlaczego zaszkodzą? Albowiem „gwarancja skuteczności” w przypadku negatywnego
      wyniku robi jeszcze większe zachwianie wiary we własne możliwości niż jej brak –
      „Jestem do niczego… bo u innych pewnie to działa a u mnie nawet ta cudowna
      metoda nie daje żadnych efektów”.

      Autorzy SITY dołączają płytę relaksacyjną i instrukcję zalecającą słuchanie jej
      przez kilka dni. Przecież jest to żenująca naiwność – jest to tzw. Syndrom
      łatwego dojścia do celu. Ale cóż się nie robi dla marketingu.
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:42
      Wersja dokumentu: 1.0.3
      Ostatnia korekta: 12 listopad 2004

      CZĘŚĆ 2

      Zadasz więc pewnie pytanie: „Czy te urządzenia to oszustwo?”. Odpowiadam „Nie!”.

      Pragnę podkreślić: SITA, MA czy BWG są urządzeniami 100% skutecznymi, pod
      wszakże jednym warunkiem:

      Osoby, które pragną z nich korzystać z taką skutecznością najpierw muszą zmienić
      swoje podejście do nauki, relaksu, życia; do siebie – czyli przeprogramować
      swojego dozorcę – podświadomość – a o tym już autorzy tych metod nie wspominają
      i to mam im za złe. Nie wiem czy robią to z braku wiedzy czy też jest to
      podyktowane polityką marketingową – „w końcu nie możemy informować o
      trudnościach”smile.

      Podobnie jest z metodą Silvy. Część osób udająca się na kurs będzie
      „zaprogramowana” (z góry) na ośmieszenie tej metody (świetnie wypełnią to
      zadanie), część na sukces. I to od tego czy umysł danej jednostki dopuści do
      siebie zmiany („jestem na to gotowy”wink zależy sukces po takim kursie, a sam kurs
      to już „przystawka do obiadu”.

      Metody Silvy, Uzdrawiania Duchowego, Poprawy Jakości Życia, SITA i wiele, wiele
      innych (wystarczy przeglądnąć tygodnik „Szaman”, miesięczniki „4 wymiar”, „Nie z
      tej ziemi” itp. i wynotować nazwy występujące po tekście „kurs” a mówiące o
      uzdrawianiu duchowym i poprawie jakości życia) przypominają mi sposób
      oczyszczania pokoju ze śmieci i kurzu poprzez wymachiwanie miotłą przez okno
      (nie ten zasięg i nie ta precyzja) – kiedy należy wejść przez drzwi i zrobić to
      dokładnie od środka. Tym pokojem jest nasz umysł. Otwarcie takich drzwi nie jest
      tu najtrudniejsze, ale już praca dalsza wymaga: oczyszczenia a następnie (mówiąc
      językiem informatycznym) wgrania nowego programu i wymaga żmudnego,
      szczegółowego postępowania. Przede wszystkim liczy się tu:

      1. Wiara w sukces

      2. Wytrwałość

      3. Ciągłość i wieloetapowość działań

      Obawiam się (ale jest to obawa taka baaaardzo pozytywnasmile), że po
      przeprogramowaniu podświadomości nie będą Wam potrzebne żadne urządzenia ani
      kursy – zaczniecie wykorzystywać potężną moc Waszego umysłu z potężnym
      urzeczywistnieniem w świecie fizycznym – materialnym i nic więcej do szczęścia
      nie będzie Wam potrzebne. Po prostu „róbmy swoje”wink.
      Jak si Jak się kształtuje to co musimy przeprogramować czyli podświadomość
      przedstawia poniższy schemat:

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza2.gif
      dalej już jest komentarz...

      Najważniejsze wpływy na podświadomość to obciążenia wrodzone oraz nabyte.
      Ingerencje „Najwyższego dobra” czyli Boga specjalnie zamieściłem tu „kreskowaną”
      linią ponieważ... Teoretycznie człowiek żyje całe życie zgodnie z zasadą
      „wolnostojeństwa” czyli wolnej woli. I Bóg nie ingeruje w nasze życie, ale w
      wyjątkowych momentach może tak być – raczej tu dopuszczam taką możliwość z
      powodu braku dowodów świadczących przeciw takiej ingerencji. Bóg w moim
      rozumieniu to nie spersonifikowana postać (jak się to dzieje w wielu religiach)
      a Uniwersalna Energia obecna wszędzie, zawsze i we wszystkim. Wydaje mi się, że
      takie podejście do tematu mogłoby spowodować „nawrócenie” wielu religii na idee
      miłości „zawsze, wszędzie i do wszystkich” i pozwoliłoby zrobić kolejny krok
      milowy w rozwoju ludzkości. Czy tak się stanie – jestem pewien że tak, ale kiedy
      – tego już nie wiemsmile. Być może stanie się to w pukającej (już prawie obecnej)
      do nas Erze Wodnika.

      Po tej długiej dygresji powróćmy do obiegu energii (przedstawionego na schemacie
      1). Większość nas nie zdaje sobie sprawy z niepowodzeń planów, życzeń, modlitw,
      medytacji czy prób. Niepowodzenie jednakże nie tkwi w tym „że tak miało być” ale
      w tym, że pociągamy za zły sznurek. Należy zmienić podświadomość, aby móc
      zwizualizować swoje pragnienia, marzenia – polepszyć każdy aspekt swojego życia.
      Dlaczego tak się dzieje?
      Albowiem podświadomość ma kontakt jako JEDYNA z naszą nadświadomością i program
      wgrany w komputer podświadomości jest dokładnie powielany poprzez energie (1)
      do pozycji ASTRAL. Tam następuje ja to nazywam: kreacja (tzw. myślokształty)
      tzn. nasze plany i dążenia są wzmacniane, wzmacnianie i wzmacniane. To jak
      budowniczy mostu, którego most nie powstaje od razu od pstryknięcia palcami, ale
      jest mozolnie przygotowaną operacją i etapami budowanym obiektem – tak na
      poziomie astralnym powoli urealniają się nasze plany, podsycane bądź
      niszczone(!) naszymi myślami i... spływają do świata rzeczywistego.
      Obieg energii wydaje się dość prosty – dlaczego więc dużo osób ma problem z
      urzeczywistnieniem swoich marzeń, idei, pomysłów? Brakuje dwóch istotnych czynników:

      1. Działania – odpada „siedzenie z założonymi rękami”
      2. Przeprogramowania podświadomości

      Działanie musi zawsze nastąpić bo „tylko głupcy nie dostrzegają wszelkiej
      przyczyny w braku czynów” (Albert Einstein). Przypomina mi to historię
      opowiedzianą przez pewną osobę zajmującą się tarotem o dziewczynie, która na
      kilka miesięcy przed egzaminem wstępnym na studiach przyszła do niej po poradę –
      tarot pokazywał trudności ale przewidywał „zdanie egzaminu”. Niestety osoba ta
      oblała. Gdy przyszła z pretensjami do owej wróżbitki, ta zapytała się krótko: „A
      uczyła się Pani?”. „Nie” – brzmiała odpowiedź. „No widzi pani”. Tarot jest
      świetnym narzędziem rozwoju duchowego, niestety nie dla... idiotówsmile wierzących
      w nieuchronność losu. Wbrew opiniom pojawiającym się w prasie i obiegowym
      „wierzeniom” a także zapewnieniom tzw. specjalistów, tarot nie jest wyrocznią
      ale wskazuje zawsze „tendencje” do wystąpienia określonych zdarzeń. Ale wybór
      zależy zawsze od nas samych. Aby zrozumieć w jaki sposób tarot (a także inne
      metody prekognicyjne takie jak: karty klasyczne, jasnowidztwo, runy, astrologia
      itp.) ukazuje możliwe tendencje przypatrzmy się poniższemu schematowi.

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza3.gif
      dalej już jest komentarz...

      Jak widać przeszłość już w naszym pojęciu czasu się urzeczywistniła więc nią się
      nie będziemy zajmowali. Teraźniejszość (kolor zielony) to obecny czas, w którym
      działamy. W niej dokonujemy wyborów. Właściwie to „Życie to wybór przez wybór”
      (Goethe) – całe życie to ciągłe wybory. Wybory mogą być świadome – obojętnie z
      jakim związkiem przyczynowo-skutkowym (np. uczyniłem/am tak bo tak mi
      kolega/koleżanka/ktoś poradził, zrobiłem tak, bo uważam, ze tak będzie
      najlepiej) jak i nieświadome – których zalążek znajduje się w podświadomości.
      Wybory uczynione w teraźniejszości – ich konsekwencje przejawiają się w
      odpowiednio zdeterminowanej przyszłości. Na schemacie oznaczyłem 3 wybory +
      kolejny n-ty wybór dla uzmysłowienia potężnej ilości różnych zdarzeń jakie mogą
      się zmaterializować dzięki takiemu a nie innemu wyborowi podjętemu w
      teraźniejszości. Każde zdarzenie determinuje kolejne zdarzenia – tzw. subparent
      czyli wynikające z wydarzenie macierzystego czyli poprzedniego itd. itd.

      Poprzez metody prekognicyjne typu tarot, runy (zauważcie, że to klient dokonuje
      wyboru kart) to podświadomość pokazuje jaką drogą podąża ten człowiek. Poprzez
      ostrzeżenia przed problemami człowiek jest w stanie zmienić swoją indywidualną
      ścieżkę a więc zmienić swoją przyszłość. Tarot i podobne jemu techniki są więc
      dialogiem z podświadomością.

      Nie ominę tu wątku religijnego. Obojętnie czy wierzysz w Boga, Wyższą Energie
      czy Najwyższe Dobro – możesz To nazwać obojętnie jak chcesz, to czy Ci
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:43
      Wersja dokumentu: 1.0.3
      Ostatnia korekta: 12 listopad 2004

      CZĘŚĆ 3

      Nie ominę tu wątku religijnego. Obojętnie czy wierzysz w Boga, Wyższą Energie
      czy Najwyższe Dobro – możesz To nazwać obojętnie jak chcesz, to czy Ci się to
      podoba czy nie to musisz zrozumieć, że Bóg nie ingeruje tak w życie człowieka
      jak to przedstawia wiele religii. Świadczą o tym Biblia, Koran czy też Księgi
      Weddyjskie – odpowiednie cytaty nie będę przytaczał bo są strony, które mają ich
      mnóstwo. Bóg dał człowiekowi wolną wolę. I dał… umysł – rozum aby człowiek mógł
      wykorzystać tą najlepszą broń, broń pokojową, którą może wywalczyć swoją lepszą
      przyszłość, zrealizować się na planie materialnym. Każda z Wielkich Religii ma w
      sobie elementy wspaniałe mówiące o miłości i mocy umysłu („Gdybyś uwierzył to
      byś potrafił góry przenosić” – nie wydaje Ci się to znajome?). Niestety
      instytucje zajmujące się gloryfikowaniem tychże religii często wypaczają
      właściwy sens przesłań. Więc proszę nie ograniczaj się do interpretacji, „nie
      katuj swojego umysłu narzuconymi schematami. Żyj bez ramek. Bądź wolny…” (Albert
      Einstein).

      Być może kiedyś opiszę tu jak z mojego punktu widzenia wypaczono najważniejsze
      przesłania... ale nie nastąpi to szybko. Wracając do głównego tematu. Wiesz więc
      już co trzeba zmienić (podświadomość), ale jeszcze nie napisałem „po co” i „jak”
      Podświadomość przekazuje nasze dążenia, pragnienia do tzw. nadświadomości.
      Nadświadomość wszystkich ludzi (być może wszystkich istot żywych) jest wspólna.
      Dążenia krystalizują się w części Astralnej i „spływają” czytaj: materializują
      się w życiu każdego z nas. Często jednak ludzie sobie zadają pytanie. „Jak to
      jest? Skoro chce być bogaty, a przecież żyję w biednym środowisku, mam biednych
      rodziców, ledwo wiążemy koniec z końcem – eee tam nie widzę szans na poprawę
      swojego bytu”.

      Chcesz zrobić test czy i ty masz podobne myślenie? Łatwiej robić poniższe
      ćwiczenie w parze z osobą „wtajemniczoną”. Zacznijcie mówić bez skrępowania o
      swoich wzajemnych marzeniach, o swoich planach i obserwujcie pierwsze swoje
      myśli jakie pojawią się po wymówieniu pewnych skojarzeń. Przykładowo jeśli
      któryś/eś z was po stwierdzeniu, przez drugą osobę, że chciałaby mieć helikopter
      – „uśmiechnie się w myślach”, lub pomyśli „no tak i jeszcze czego” tzn. że macie
      duże prawdopodobieństwo, że jesteście zaprogramowani na tzw. syndrom ubóstwa
      (zaprogramowani = program podświadomości).

      Ludzie często martwią się skąd przyjdzie to o co proszą, wizualizują, do czego
      zdążą – a prawda jest taka, że „Wyższa Świadomość znajdzie miliony sposobów aby
      trafiło do Was to czego pragniecie wewnętrznie, nie możecie się martwić: kiedy
      to nastąpi, od kogo, gdzie, ile itp.”

      Przyznaję, że ludzie bogaci będą mieli łatwiej zrealizować się np. na
      płaszczyźnie finansowej niż biedni. Wynika to z karmy wrodzonej, czyli zespołu
      cech/obciążeń wynikających z działalności danej jednostki w jej poprzedniej
      inkarnacji. Upsss poruszyłem tu już w model Reinkarnacji – to jest zupełnie
      osobny tematsmile. Mam jednak dobrą wiadomość – obciążenia karmiczne można się
      pozbyć – albowiem „lądują” one również w podświadomości – i trzeba je po prostu
      usunąć – czytaj: przepracować je.

      Teraz o tym co najważniejsze czyli o technice czyszczenia podświadomoścismile. ·W
      gazetach ezoterycznych zarówno polskich jak i obcojęzycznych ukazujących się w
      Polsce, jest wiele ogłoszeń dotyczących różnych technik doskonalenia umysłu.
      Niestety wiele z nich jest… nic nie warta. Dlaczego? Albowiem często dzieją się
      w hipnozie (nie działa bo umysł musi być świadomy zmian), często są prowadzone
      przez ludzi bez przygotowania (lub są łatwymi pieniędzmi dla ludzi
      współczesnych. Pieniądze – broń Boże nie są złe!. Są bardzo ważne i cudowne w
      życiu, ale nie mogą być celem samym w sobie, a wynikiem innego celu jakim jest
      ulepszenie „towaru” jaki „sprzedajemy innym”. Wówczas napływają one do naszego
      życia swobodnie i w dowolnych ilościach) i bazują na naszych najniższych…
      instynktach. Takim instynktem ja nazywam: lenistwo. Jeśli ktoś obiecuje Wam, że
      zrobi coś za Was to wybiegajcie od takiej osoby jak najszybciej. Oczyszczanie
      umysłu to żmudna praca. Na dzień dzisiejszy jedyną metodą jaką z czystym
      sumieniem mogę polecić jest Regresing ®, opatentowana metoda niehipnotycznego
      „czyszczenia podświadomości” przez Leszka Żądło. Gdy dowiem się o innych
      skutecznych metodach, to zamieszczę o nich wzmiankę w kolejnej wersji tego
      opracowania. Jeśli posiadasz informacje o takich metodach to podziel się nią ze
      mną na skrzynkę e-mail. Chciałbym równocześnie zaznaczyć, że ze wszystkimi
      metodami, technikami jakie tu opisuję zetknąłem się lub stykam się osobiście na
      co dzień – nie opieram się na opiniach innych niż moje własne.

      Co do Regresingu w wydaniu Leszka Żądło to należy pamiętać, mimo, że odbywa się
      ona poprzez spotkania u terapeuty to jednak większą część pracy trzeba włożyć
      samemu. Bazuje ona na następującym schemacie.

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza4.gif
      dalej już jest komentarz...

      Po odreagowaniu – usunięciu danego problemu (w rzeczywistości jest to bardziej
      skomplikowane – może trwać wiele sesji) należy zaprogramować podświadomość na
      nowo – aby nie powróciły stare przyzwyczajenia i nawyki. W tym celu wykorzystuje
      się afirmacje. Są to pozytywne stwierdzenia. Aby były one skuteczne, muszą być
      one wyrażane w czasie teraźniejszym (podświadomość nie rozróżnia przeszłości i
      przyszłości – dla niej jest tylko „tu i teraz” – tu robię ukłon w stronę
      najnowszych trendów w fizyce, która powoli zaczyna zauważać, ze czas jest
      pojęciem linearnym – lepiej później niż wcalesmile). Afirmacje muszą być również
      układane w formie twierdzącej – nie wolno tworzyć afirmacji poprzez zaprzeczanie
      np. niepoprawna afirmacja to: „W ogóle nie choruję” a poprawny jej odpowiednik:
      „Jestem zdrowy”. Należy też zapamiętać o naszym wielkim wewnętrznym oporze przed
      afirmacjami, przed ich tworzeniem (przygotowywaniem), pisaniem, słuchaniem.
      Wynika to z oporów stawianych przed podświadomość. Jej jest zawsze dobrze z tym,
      co ma obecnie zaprogramowane. Z powodu nierozróżniania przez nią pojęcia dobra i
      zła (tak by the way – czyż nie jest to przesłanka za nieistnieniem takich pojęć?
      Za nieistnieniem przysłowiowego „nieba” i „piekła”? Pozostawiam to do
      przemyślenia), nierozróżniania osób (ja, ty, on(a), my, wy, oni(e) -> to zawsze
      „ja”wink. Stąd tak ważne jest aby przesyłać pozytywne myśli, idee i czyny ku innym
      – bo tak naprawdę pomagamy jednocześnie nam samym!. A wysyłając negatywne
      energie szkodzimy równocześnie sobie.

      „Afirmacje nie są zaprzeczaniem rzeczywistości taką jaka jest, ale… są nadzieją
      na przyszłość” mówi Ewa Folley. Ja bym poszedł dalej i dopowiedział: „Ale
      pamiętaj, że to co Cię czeka w przyszłości w ogromnym stopniu zależy od tego co
      się dzieje tu i teraz”. Więc zakasaj rękawy i do roboty!

      Zapraszam do gorącej polemiki smile
      --
      Pozdrawiam smile
      M
    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:45
      O... religii...

      Jak byłem małym chlopczykiem (ach kiedy to było smile) to byłem bardzo pilnym
      uczniem przedmiotu religia, chodziłem regularnie do kościoła. Dawało mi to dużo
      satysfakcji. Uwielbiałem kazania (poważnie!), bo ksiądz którego znałem był
      (zresztą prywatnie uważam tak do dzisiaj) wspaniałym człowiekiem, a niektóre
      Jego pomysły były conajmniej genialne (pomysły aby przyciągnąć dzieci na msze).
      Było w tym wszystkim dużo dobroci i spontaniczności. Bardzo podobało mi się to.
      I te uczucia bardzo mile wspominam.

      Z czasem dorastałem i zorientowałem się może tak z końcem podstawówki że już
      mnie "to nie kręci". Zacząłem opuszczać lekcje religii, wypisałem się z Oazy
      (nawet przez pewien czas tam należałem) i jak to powiedzieli (oskarżyli) moi
      rodzice "Zacząłem służyć "diabłu"". Ale ten "Diabeł" nie wydawał mi się wcale
      taki denny i markotny.
      Wówczas zorientowałem się jak wiele wzorców mam w głowie, że Skoro nie chodzę do
      kościoła to pewno be i me jest ze mną i conajmniej za karę nie dostąpie
      wniebowstąpienia...
      Ale zauważyłem jeszcze jedno, Moi koledzy czy też koleżanki również zaczęli się
      opuszczać masowo podobne zajęcia (msze, lekcje religii itp) i wymigiwać się od
      "wycieczek po klasztorach" itp. Pomyślałem "W kupie raźniej". Ale jednocześnie
      zdałem sobie sprawę, że chyba nie może mylić się aż tak wielu?

      Zacząłem żyć innym życiem. Ale nie było to życie lepsze... Zastanawiałem się
      dlaczego? Dziś odpowiedź już znam. Każdy z nas, zwłaszcza jako dziecko został
      "zaprogramowany". Ach to tak jakbyśmy dalej spali. Byli niewolnikami własnych
      mechanizmów (wcześniej wyuczonych). No tak.... Dzieci są doskonałym obiektem
      "programistycznym". Dlaczego? Bo:
      1. Dziecko oczekuje od rodzica bycia "przewodnikiem"
      2. POdobnie oczekuje tego od księdza... bo w końcu wyryto mu w pamięci że
      "ksiądz jest przewodnikiem/przedstawicielem Boga na ziemi"
      3. Dziecko oprócz jakiejś tam karmy (która jednak realizuje sie z opóźnieniem -
      jest ku temu pewna teoria) jest tak naprawdę "czystą księgą" do zapisu. Więc
      chłonie każdy gest i każdym zmysłem.

      Dziwicie się Proszę Państwo dlaczego tak wiele osób odchodzi od wiary w Boga
      (UWAGA: wiara w Boga dla mnie nie musi sie równać = bycia katolikiem czy
      jakimkolwiek innym wierzącym (inne religie)). W końcu tak ludzi się programuje!!!
      Moim zdaniem jest to dość kontrowersyjne. Z jednej strony wkłada się u dzieci
      szacunek do Księdza (nie jako do człowieka!!! tylko jako do tegoż
      przedstawiciela) a z drugiej strony dzieci dorastając czytają artykuły np. o
      księżach pedofilach czy też o księdzu Jankowskim (ostatnie wydarzenia), Paetz
      czy też spotyakmy się na codzień że ksiądz (byłem tego swiadkiem) na kazaniu
      wymienia która rodzina nie dała mu na kolędzie bądź też odmawia pochówku chłopcu
      jednej rodzinie (chłopiec niby był satanistą i popełnił samobójstwo - było o tym
      na TVN całkiem niedawno).
      POMIESZANIE z POPLĄTANIEM.
      W co i w kogo ma wierzyć dorastający młody człowiek??? Kiedy zaczynają mu się
      plątać i mieszać (raz podświadomość ma tak zakodowane później szok... bo ktoś
      tam zrobił to i to).
      Zauważcie, że nie oceniam księży. Oni są takimi samymi ludźmi jak my wszyscy i
      tak samo godni Boga jak my wszyscy - czyli w 100%. Ale skończmy z szukaniem dla
      dzieci na siłe autorytetów! Ani ksiądz, ani wychowawca ani Papież nie są
      autorytetami. Autorytetem jest tylko Bóg i koniec. I basta jak to mówił poeta smile

      Chciałbym też zwrócić na kolejny problem uwagę. Ponieważ nauczamy nasze dzieci
      (ja jeszcze nie bo ich nie mam i mam nadzieję tych błędów nie powielać - modle
      się w tej intencji smile) że ksiądz jest autorytetem i jednocześnie wmawiamy
      dzieciom, że podczas spowiedzi ksiądz jest "trzecim uchem" Pana Boga to Boże
      wybacz! (wink) ale nie dziwcie się że dziecko nie dość że omija szerokim łukiem
      kościoły (tego akurat nie ma co żałować suspicious Zgryźliwy jestem? smile) ale jeszcze
      uważa (całkiem logicznie rzecz biorąc) że do BOGA NIE MOŻNA SIĘ ZWRÓCIĆ
      BEZPOŚREDNIO. (bo np. nie byłam u spowiedzi bo np. skłamałem na spowiedzi bo
      zapomniałem pójść do komuni, bo zrobiłem psikusa sąsiadowi itp). Tak wychowany
      młody człowiek łatwo siępoddaje w swoim rozwoju duchowym.
      W końcu monopol na rozwój duchowy ma Kościół (tak go nauczono). A widział
      ostatnio jak ksiądż zmienił auto na piękne BMW (a tu na kazaniach mówił coś
      jakoś o ubóstwie). Więc i tu jego wiara padła.
      Problem jest bardziej szeroki niż pojemność wszystkich stron na portalu Gazeta smile
      Kolejną sprawą jest jakość modlitw. Pamiętam w okresie tzw. buntu jak ktoś mi
      wspomniał, że mam się modlić to odwracałem się od niego jak od Idioty i od razu
      podejrzewałem że pewno proboszcz go na mnie nasłał (na tą zagubioną czarną owcę).
      Ależ wzorzec u mnie istniał. I to ponad 10 lat! grubo.
      Dla mnie modlitwa = coś co nauczył katechizm, czy też Pismo Święte czy też
      tabuny katechetek równał się jakieś dziwne obrządki, które są klepane
      beznamiętnie przez rzesze ludzi w kościele.
      Bardzo długo ktoś mi wbijał do głowy, że modlitwa może być radosnym dialogiem z
      WJ (Wyższą Jaźnią (nadświadomością, Bogiem)). A przecież jest dowiedzione smile że
      modlitwy są skuteczniejsze niż... afirmacje.
      Kolejny temat... Nazwijmy to:
      Problem NIEGODNOŚCI
      Możę coś zacytuje. "Nie jestem godzien (godna) abyś przyszedł do mnie ale..."
      Pewno to znacie? Pytanie retoryczne. Każdy to zna.
      Czy coś się rzuca w oczy? Niekoniecznie dla każdego. Dla mnie tak.
      DO cholery dlaczego nie jestem godzien? Do k* nędzy zawsze mi mówiono o tym że
      Bóg mnie kocha więc dlaczego nie jestem Jego godzien?
      Kochani, cytowałem dosłownie moje myśli kiedyś... całkiem niedawno. Bo prawda
      jest taka. Że jest tu ukryta (zaowaluowana) ANTYAFIRMACJA. Którą sięklepie co
      tydzień. Ach ileż to powtórzeń w ciągu życia. Kto chce niech policzy.
      Powiedzmy mamy 30 latek teraz... Chodzimy powiedzmy 4 x w miesiącu do kościoła.
      No i + wigilia, wielkanoc, 1.11 itd załóżmy: jakieś 55 razy na rok x
      38(powiedzmy że jako 2latek przysypialiśmy w wóżeczku smile) Wyszło: 2090 razy a
      ile mamy jeszcze szansy to powtórzyć! smile
      Ależ to Antyteza życia. Nic dziwnego że później "sieje" tyloma niezadowolonymi z
      życia ludźmi. Czasami nie macie wrażenia że jednak "czegoś" wam brakuje?
      Tym czymś jest świadomość swojej godności wobec Boga.
      Do diaska przestańmy uważać Boga za złośliwego starca, który stworzył świat w
      pare dni aby później ubawiać się naszą walką o przetrwanie i w zależności czy Mu
      się ukłonimy czy też nie zsyłać manne/błyskawice (*) (* niepotrzebne skreślić
      suspicious). BÓG NAS ZAWSZE KOCHA. NIE MA ZNACZENIA CZY CHODZIMY DO KOŚCIOŁA CZY TEŻ
      NIE, czy "grzeszymy" (tak naprawdę zło czy grzech to tylko wymysł Kościoła po to
      aby... hah po to aby "produkować" rzesze wyznawców uznających za "służenie Bogu
      przez Kościół" za jedyną słuszną drogę do wyzwolenia się od zła smile. W końcu jak
      wiecie z historii zawsze Dyktator który chciał trzymać w ryzę społeczeństwo to
      je zastraszał. Metodologia podobna - efekt ten sam)
      Świadomość miłości Boga do każdego z nas to temat dla każdego z nas
      to temat do przepracowania.
      Ja... (imie) jestem godny pomocy Boga
      Ja... (imie) już dzisiaj zasługuję na miłość Boga

      Jaka jest moja solucja do tego tematu? Ja podjąłem pewne kroki. Ale nikogo nie
      namawiam. Nie chce podejmować dezyzji za nikogo. Bo każdy ma serce i rozum i
      niech zmierzy swoim sercem to co napisałem. I sam oceni. Koniecznie wyłącczyć
      ROZUM smile) (przekabacony ROZUM rzecz jasna suspicious)

      Prosze popolemizujcie z tym co napisałem smile

      Ps.
      Niniejszy tekst nie jest krytyką kościoła. Jako instytucja nic przeciwko Jemu
      nie mam. Niech sobie gra, tańczy i śpiewa.
      Zgodnie z dobrą wolą moją i wszystkich.
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:46
      I jeszcze jedno co do tej miłości Boga do Nas.
      Bóg nas zawsze kocha, tak jak powiedziałem ale sęk w tym, że my a na pewno
      baardzo wielu z nas nie dopuszcza tej miłości (i prowadzenia) do siebie...
      Czyli ta miłość Boga gdzieś tam czeka obok Nas. Idzie za Nami jak idziemy do
      pracy, do kina, przygląda się nam jak czytamy gazetę i gramy w szachy.
      ALe dajmy Mu (Bogu) szansę ! On chętnie poprowadzi nas w życiu, więc nie
      zamykajmy się na Niego. Bowiem, zgodnie z zasadami WOlnostojeństwa (które sam
      Bóg ułożył, a na pewno Im podlega) mamy wolną wolę i Bóg nie wtrąca sie w nasze
      życie, jeśli Go o to nie poprosimy.
      Jeśli przeszkadza Wam chodzenie do Kościoła. To przestańcie chodzić
      Jeśli przeszkadza Wam szef w pracy. Zmiencie prace

      Ale z Bożym prowadzeniem jest na pewno łatwiej i bezpiecznie jak to u mamy smile
      Ale Bóg chce w Nas widzieć równoprawnych partnerów. Możecie w rozmowie z Nim
      nawet klnąć smile W razie czego powołajcie się na mnie że tak powiedziałem smile)
      Jego nic nie zdziwi i Wszystko już widział, widzi i wie a nawet więcej smile
      Modlitwą może być dialog z Bogiem.
      Chcecie test?

      Przeczytajcie powyższy mój tekst i zapytajcie się Boga:
      "Panie Boże, czy ten sc200 jest poplątany? A możę ma rację? Niech w moim życiu
      pojawią się wydarzenia, niech pojawią się ludzie którzy odpowiedzą mi na to
      pytanie. Niech się tak stanie"
      I odczekajcie pare minut, może godzin, może dni może tygodni czy lat. Ale
      nasłuchujcie odpowiedzi!

      "Bo rzecz jest w tym NIE DO KOGO MÓWIĘ, ALE KTO MNIE SŁUCHA. MÓWIĘ DO WAS
      CODZIENNIE, NIEUSTANNIE (Bóg)" (fragment książki)

      Te prawdy przekazywał Jezus, Budda i wielu przed Nimi i po Nich. Na tym polega
      oświecenie. Już tam jesteśmy tylko należy sobie z tego zdać sprawę! Nic nie
      trzeba robić smile Bóg nie wymyśla toru przeszkód do siebie. Te tory przeszkód
      (jakieś inicjacje, obrzędy religijne) wymyśla człowiek. No proste jest jak drut
      smile Życie jest proste.

      "Proście a będzie wam dane, Szukajcie a znajdziecie. Pukajcie a będzie wam
      otworzone" (Ewang. wg. św. mateusza 7,7)
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:49
      Wiele religii (w tym katolicyzm) ma wspaniałe przesłania. Te przesłania
      przekazują niejednokrotnie wspaniali ludzie (księża i inni). Dla tych przesłań
      warto pochodzić do kościoła - dla reszty już nie. Te przesłania można samemu
      również odczytać z Biblii a uważniejsi z własnego serca bez pośredników.
      Rzecz w tym, że wiele tych przesłań jest na obrzędach różnych (np. msza)
      interpretowana. To tak jakby ktoś dał nam wspaniałą książkę, a zaraz po tym Lupę
      do jej czytania. Lupę, która jedne słowa zmniejsza (że nie jesteśmy w stanie ich
      przeczytać) a jedne uwypukla (powiększa). I później z tego wychodzi jakaś...
      czasami manipulacja.
      Mimo istnienia potężnych religii na świecie. Mimo tego, że podobno 80% ludności
      swiata wskazuje na przynależność do tych religii - to dalej mamy wojny,
      konflikty, afery.
      Czy zastanawialiście się ile osób bierzących w jakichkolwiek obrządkach udział
      postępuje prawidłowo w życiu? Tzn. bez szkody dla innych? Primo non nocere.
      Dlaczego tak sie dzieje? Ponieważ religie te nie docierają do ludzi i niestety
      tak już pozostanie. Wynika to z powierzchownego traktowania najważniejszych idei
      i nie zauważania mechanizmów rządzących rzeczywistością.
      Ktoś kiedyś powiedział, że Muzułmanie nawołują do Dżihadu (chyba tak się to
      pisze?) i ich religia jest bardziej wojownicza. Nic bardziej mylnego. W swoim
      czasie (kilkanaście lat temu) przewertowałem Koran (było i nie wiem czy jeszcze
      dalej jest wznawiane Polskie wydanie) i nie było tam słowa o "atakowaniu
      innowierców". Również nie ma takich przesłań w Hinduiźmie czy Katolicyźmie.
      Jak wiec widać gołym okiem jest coś nietrafione. I to poważnie nietrafione.

      Chciałbym też zasygnalizować problem "Chrońmy nasze dzieci". Chrońmy je przed
      różnymi inicjacjami. Nie zabierajmy Im samostanowienia o sobie. Mam tu na myśli
      różne sakramenty (w różnych wiarach - ale ja się tu przykładowo bede odwoływał
      do Chrztu) które niejako energetycznie i realnie "związują" dziecko z daną religią.
      Jeden z profesorów Etnografii Amerykanin, spedził w Ameryce Pd. ponad 2 lata w
      jeden z wiosek indiańskich powiedzmy "PostMajowych". Zauważył bardzo ciekawą rzecz.
      Gdy rodzi siedziecko, nie są mu wtłaczane żadne przekonania, dopóki nie
      dorośnie, kiedy to Rada Plemienia daje mu MOŻLIWOSĆ WYBORU. Hah zaskoczyłem Was?
      Sam byłem zaskoczony. Otóż przedstawia się temu człowiekowi (nie wiem czy dobrze
      pamietam ale chodziło o wiek 17 lat) ALTERNATYWNE (sic!) filozofie religijne i
      należy do tego człowieka wybór. To się nazywa Wolny Wybór.
      I bez względu na to co wybierze nie jest "wyklęte przez społeczeństwo" a na
      pewno nie wciska mu się frazesów, że będzie dalej od Boga...
      Jakże to społeczeństwo jest cywilizowane!. Gdy popatrzymy na przekonania
      religijne Europy, Ameryki Pn. i pewno wielu innych krajów/kontynetów to można
      śmiało zasugerować, że żyjemy w ŚREDNIOWIECZU RELIGIJNYM. A Oni tam (przykładowo
      to plemie) są od Nas bezprzecznie wyżej rozwinięci - bo mają świadomość Boga.

      Nie widze poza Ktosią, żadnych wątków polemizujących i jestem zaskoczony tym
      powiem co niemiara smile Nie wiem czy to wynika z tego, że ktoś uważa mnie za
      wariata smile (każdy ma swój filtr tak jak ja), czy też że nie chce się Wam
      polemizować, a może (co lepsze! z mojego punktu widzenia 8-) ) zgadzacie się z
      tym co napisałem, albo czujecie to jakąś cząstką Waszych kochanych dusz.

      W każym razie kończe słowami Donalda Walsha: "Przykazań nie ma, Piekła i nieba
      nie ma (jak już coś to istnieje tylko niebo), pojęcie grzechu nie istnieje,
      jesteśmy ZAWSZE godni Boga, Bóg nas ZAWSZE kocha" żyć nie umierać, reszta się
      nie liczy smile
      Obiecuje, że następne poruszane tematy przeze mnie będą "łagodniejsze" i
      wybaczcie mi, że uderzyłem w bardzo czułe punkty wielu pewnie z Was, ale nie
      potrafię pisać o wszystkim pomijając "cokolwiek".
      Wszystko wynika ze wszystkiego i ze wszystkim się łączy.
    • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.05.05, 08:52
      sc mówi haha smile o wychowaniu smile (kurcze chyba wpadłem w samouwielbienie smile)

      W wychowaniu dzieci i młodzieży a tym samym "piję" wink do naszego wychowania
      ogromny wpływ ma TV, prasa - powiedzmy krótko - Multimedia. Kiedyś tych
      multimediów było mniej. Pamiętamy stare czasy z czarno-białym telewizorem i
      jedynie radio i prasa (komunistyczna) uzupełniały widzenie świata. Oczywiście
      widzenie w konkretnych "kolorach".
      Niestety umysł jest kreowany całe życie. I działa tak jak mówiłęm jak idealna
      kamera nagrywająca dźwięki, obraz, odczucia, zapach itd itp.
      Dziwimy się dlaczego dzieci są obecnie "TAK" wychowane a nie inaczej?
      Dziwią się ludzie, że skoro posyłają (pilnują!!!) aby dzieci chodziły na religie
      do KK lub też do pani psycholog (pedagog) w szkole, to dlaczego te dzieci często
      później robią jakieś wybryki, a czasami gorsze rzeczy.
      Nie tędy droga
      Skoro dorośli żyją w iluzji, to czy mamy prawo wymagać aby nasze dzieci nie żyły
      w iluzji? Ską One mają brać przykład jak wygląda "realność"?
      Moja dzisiejsza dyskusja dotyczy środków przekazu. Tych Multimedialnych.
      Włączcie Telewizor. Powiedzmy dzisiaj smile I niech ktoś liczy minuty, w których
      przekazano pozytywne przesłania? No i te w których negatywne. Dla ułatwienia
      powiem tak smile: Te pierwsze liczcie bo ich jest mniej i łatwiej odjąć od reszty.
      Włączcie "Wiadomości" na TVP1 - o czym mowa??? Zabójstwa, zamachy, afery,
      kradzieże itd. Coś przeoczyłem? No może poza sportem i prognozą pogody. Ach to
      pierwsze odpada! Coś dużo ostatnio o aferach dopingowych (nic dziwnego, bo
      rywalizacja sportowa jest kretynizmem i generuje automaty niezdolne do pomocy
      innym - jest to skrajne wypaczanie "doskonałości" naszego umysłu - pisze o tym
      np. Donald Walsh czy tez Anthony Robbins). No wiec zostaje pogoda. Troche mało?
      No dobra lećmy dalej. "Rozmowy w toku" (tvn), programy typu kto widział kto wie,
      jakieś 997 (nie wiem czy się tak dalej nazywa) itd itd setki programów na
      różnych kanałach wprost gloryfikujących przemoc.
      A filmy? No comments.
      Nawet filmy o Jezusie są końcem konców niegatywne. Tak. Mało tam, przesłań
      Jezusa, a wiecej informacji o Jego męczarniach, cierpieniu - a jestem pewień, że
      On w tamtych czasach, jak najmniej chciałby żeby o tym były filmy (o Nim).
      Ale nic dziwnego smile Takimi filmami religijnymi świetnie manipuluje się ludźmi
      (atmosfera grzechu, bycia niegodnym jako człowiek, potrzeby odkupienia brrrr aź
      ciarki przechodzą)
      No dobra jest coś pozytywnego? Może za mało oglądam ostatnio TV
      Ja prawie w ogóle nie oglądam.
      Nic dziwnego, że dzieci i młodzież są takie a nie inne, bo:
      1. Z jednej strony zamyka się ich na Boga (na TEGO Boga który jest tylko
      miłością, a nie facetem, którego trzeba wiecznie przepraszać za coś co i tak
      przecież ON WIDZI I WIE - bo jest wiecznością i WIDZI WSZYSTKO PRZED, W TRAKCIE
      i PO (skutki) o wiele wyraźniej niż MY). Zamyka sie bo... patrzcie watek mój
      dotyczący "grzechu" (wyżej)

      2. Z drugiej strony propaguje się przemoc (TV, gry komputerowe!!!) i chorą
      rywalizację (np. sportową, która się później przenosi na rywalizacje w pracy itd)
      Zauważcie, że kiedyś w trakcie "wymyślania" komputera ktoś powiedział (ktoś
      znany ale nie pamietam nazwiska), że za 30 lat tj. koło 1995-2000 roku dzięki
      komputerom ludzie będą pracować MNIEJ niż 7h dziennie i wiecej zarabiać.
      Ciwkawe czy tak jest? smile) Bzdura. Tzn ta osoba miała racje - widać kierował Nią
      odpowiedzialny humanitaryzm. Teraz firmy są NASTAWIONE tylko na zysk. Nie widać?
      Widać. Dzieje się tak dlatego, bo tak wychowywali ich rodzice (rywalizacja), bez
      poszanowania praw innych. Ech Ci sami ludzie tworzą naszą Filozofię dziejową
      brrr. I jest coraz gorzej pod tym względem. A najlepiej się mają specjaliści od
      "sztuki MANIPULACJI" innymi. Wiem bo... byłem na takim szkoleniu z własnej
      woli... aby się przekonać co jest w tym pozytywnego - niestety niewiele.
      Oczywiście rywalizacja wynika też z tego, że NIKT tym szefom, właścicielom w
      młodości nie mówił, że nie muszą z nikim o NIC walczyć, że wszystko jest w
      nadmiarze w wszechświecie dla WSZYSTKICH na naszej planecie... Ale kto im miał
      to mówić?

      No dobra wróćmy do tematu.
      Nie byłbym sobą, gdybym nie przedstawił antidotum.
      1. Wywalic bądź wyłączyć telewizor, radio. Nie czytać gazet
      2. Czytać i oglądać to co jest dla nasz niezbędne (np. prasa fachowa do pracy)
      lub też ciekawe np. filmy przyrodnicze, naukowe ale i np. informacyjne np. kursy
      walut 8-).
      3. Zająć się np. w tym czasie uczeniem się języków wink lub czytaniem książek
      (jest naprawdę setki natchnionych, wspaniałych pisarzy)
      4. Zająć się rodziną, dziećmi itd itp

      Niestety nie poprawimy naszego umysłu - nie wygenerujemy pozytywnych wzorców
      czyli atmosfery osiągania sukcesów - jeśli bedziemy dalej kontynuowali oglądanie
      bezsensownych programów, gier itd

      Ciekawostka przyrodnicza wink:
      Kiedyś w USA próbowani stworzyć tzw. Kanał Pozytywny, czyli same dobre
      wiadomości. Wiecie... wytrzymało to kilka dni i zbankrutowało (nie było
      reklamodawców - bo niska oglądalność). Niech każdy sobie odpowie dlaczego sam by
      nie oglądał... takiego kanału. Od uświadomienia sobie tego co jest "pożywką" dla
      naszego umysłu należy zacząć pracę nad sobą czyli nad kreowaniem sukcesów w
      swoim życiu.
      I... życiu dzieci i młodzieży.
      • junkoh Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 17.06.05, 13:20
        a ktoz bylby w stanie polemizowac, ledwo ostatkiem sil dobrnelam do konca i tak
        przyswajajac co 17-ta linijke, zbyt wyczerpanam na cokolwiek... zreszta akurat
        przepoczwarzam sie i podzielam opinie
    • onazg Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.07.05, 11:50
      Pozwole się wtrącić:
      Jezus w ogrodzie oliwym cierpiał-bał się i płakał.Strach to cierpienie
      Maryja po jego śmierci cierpiała jak każda matka po utracie dziecka....
      Nikt mi nie powie że ten ból to nie było cierpienie...
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.07.05, 11:57
        Masz pewność że tak było? smile
        A może po prostu ktoś Ci tak to przekazał?

        Strach, cierpienie nie pochodzi od Boga. Zresztą tak btw to właśnie Jezus też
        nauczał że Bóg to miłość, a miłość to Bóg. Więc po coś dodawać?
        • onazg Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.07.05, 12:29
          sc200 napisał:

          > Masz pewność że tak było? smile
          > A może po prostu ktoś Ci tak to przekazał?
          >
          > Strach, cierpienie nie pochodzi od Boga. Zresztą tak btw to właśnie Jezus też
          > nauczał że Bóg to miłość, a miłość to Bóg. Więc po coś dodawać?
          >

          A objawienia a fatima przecież Maryja wyrazie mówi że cierpi...
          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.07.05, 12:50
            Objawienia, Fatima i inne wydarzenia miały nawrócić ludzkość na droge miłości.
            Zawsze przekazywały to, na co ludzie byli gotowi i otwarci. Wiele prawd nie
            zostało powiedzianych, ale być może i to nastąpi niebawem.

            Natomiast kto jak i co zrozumiał i przekazał - na to już nie mamy wpływu.
            Znaczy się, każdy w sobie jest w stanie poznać prawde.
            • luka.s1 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.07.05, 13:08
              Cierpienia nie ma? Może to naiwne pytanie,ale kiedy mnie boli np. brzuch to nie
              cierpię?
              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.07.05, 13:39
                Cierpienia nie ma smile
                Ten temat w innym wątku: (grzech, cierpienie, zło)
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25670&w=22816435&v=2&s=0
Pełna wersja