berkanan
08.11.05, 13:19
nie dopisywałam się do tego wątku, bo mam zupełnie innego typu
refleksje...pewnie uznacie, że to temat do przepracowania u mnie. Ja mam
zwykle poczucie, ze bogactwo to jest coś co jest zrównoważeniem czyjegoś
ubóstwa. Tak więc miałam opory do afirmacji, czy nie naruszę jakiejś
równowagi w moim "ekosystemie" nagle zyskując coś, co "nie jest mi pisane".
Piszę w cudzysłowiach, bo brak mi określeń na takie moje przeczucia...te
słowa są najbliższe. Jakoś tak mi się układało w życiu, że zauważałam, że
wszystko wokół się zrównoważa, także w moim, zyciu, jeśli miałam brak czegos
lub nadmiar, dosyć szybko karta się odwracała. Że się tak wyrażę
najbezpieczniejszy był stan stagnacji...mało rozwojowy... Doszło do tego, że
obawiałam się uznać, że jestem szczęśliwa, bo spodziewałam się kopniaka od
życia. Stare powiedzenie, że wszytko ma swoją cenę.
Wiem, ze myśli czynią słowa, a słowa czynią rzeczywistość...może faktycznie
sama to sobie sprowadzam swoim myśleniem ...