Witajcie, i od razu pytanie

31.12.05, 14:59
Co sądzicie o fizycznym zbliżeniu z kimś, kto nie jest naszym partnerem, a
kto również żyje w związku? Czy zbliżenie takie można traktowac jako wymianę
energii, potrzebną na danym etapie rozwoju? Jeżeli oboje wiedzą, że w żaden
sposób, nigdy nie chcą rozstania ze swymi wspólmałżonkami?
Pozdrawiam, Joanna
    • awdo Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 15:33
      to zapewne zależy od priorytetów i od tego jakie role, funkcje,zasady ustalą między sobą współmałżonkowie. Jeśli dopuszczają zbliżenia z innymi i są na tyle silni psychicznie, żeby to wytrzymać to niech robią to, co uznają za stosowne. Oczywiście podjęcie takiej decyzji zalezy od światopoglądu i wielu innych czynników jak chociażby kwestie moralne i nie mówię tu o tak oczywistej sprawie jak miłość w partnerstwie. Jesli ktoś uzna, że jest mu to potrzebne do rozwoju to przecież nikogo nie musi pytać o zdanie...Pozostaje sprawa lojalności, poczucia winy wobec kogoś z kim się jest i to tutaj trzeba to jakoś rozwiązać. Co to właściwie dla Ciebie znaczy wymiana energii na danym etapie rozwoju? Jak wazny jest dla Ciebie czlowiek, z którym jesteś? Pytań mozna postawić wiele, ale niezaleznie od tego trzeba to rozwazyć w sobie i podjąć decyzję. Pozdrawiam
      • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 16:05
        Witaj, awdo, dziękuje że mi odpowiedziałaś.
        Człowiek, z którym jestem jest dla mnie najważniejszy na świecie. Nigdy,
        przenigdy nie chcę Go skrzywdzic. Jednocześnie jednak chyba ta swoja miłoscią
        krzywdzilam Go. Byłam zazdrosna o jego przeszłosc, o dziewczyny ktore mial
        przede mną, dreczyłam sie myślami "co by bylo gdyby', np. a gdyby tak nie
        wybrał mnie... jest ode mnie sporo starszy, więc dręczyłam się tym, że podczas
        gdy On bawił sie na prywatkach, ja miałam kilka lat,potem czułam żal do losu ze
        nie urodziłam sie kilkanascie lat wcześniej, że los okrutnie mnie potraktowal.
        I jeszcze kombinowałam, jak to zrobic by umrzec razem z Nim, jednego dnia.
        Muzyka z czasów Jego mlodosci sprawiala mi bol, wydawalo mi sie ze on z
        rozrzewnieniem wspomina "tamte" prywatki. Mimo ze przed poznaniem Go lubiłam
        tamtą muzykę, to przestałam jej słuchac, przez ten ból.
        To tak w skrócie opisalam pieklo ktore sobie stworzyłam. Często mialam "doły",
        cierpieliśmy wtedy oboje. On nie rozumial mnie, bo to rzeczywiscie trudne do
        zrozumienia, ja myślę ze to moja wola zycia buntowala się. Wiesz, to tak jakby
        Ci ktoś zabrał te lata, ktorych nie przeżyłaś, a nie chcial dac tych, ktore
        moga być Twoim udziałem, bo po co zyć kiedy Jego nie bedzie?
        I wtedy poznalam kogoś, przy kim tego nie czuję. Niczego między nami nie ma,
        ale sama rozmowa z nim sprawia, ze wszystko wraca na swoje miejsce. Ogarnia
        mnie spokój i nadzieja. Słucham tego co lubię. To tak, jakby ktoś dał mi
        pozwolenie na życie. A jednocześnie wcale nie kocham mniej mojego Partnera.
        Jestem pogodna, cieszę sie Nim, wiem ze Jemu jest lepiej, bo nic nie wprawialo
        Go w wiekszy smutek niz moje doły, nastroje ktorych nie rozumiał.
        I tak rozumiem tę wymianę energii. Czy możliwe jest, by taki związek przyniósł
        dobro?
        Pozdrawiam, Joanna
        • awdo Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 17:13
          Witam ponownie Johannah1...
          Nie mam wystarczających informacji na Twój temat. Z Twojego postu wynika, że najpierw musisz sama siebie okreslić,ustabilizować siebie emocjonalnie zanim zaczniesz okreslać siebie w związku. Nie mozna budować swojego zycia uzalezniając się całkowicie od drugiej osoby, krzywdzisz siebie przede wszystkim. Nie mozesz zadręczać się problemami, których nie ma. Jest teraz. Przeszłość jest poza Tobą i poza Nim także. Możesz wyciągać wnioski z własnej przeszłości jedynie. Zadaj sobie pytania Kim Jesteś? co jest dla ciebie najważniejsze w życiu? To co dotyczy jego osoby w przeszłości jest jego sprawą. Rozmawiałaś z Nim szczerze o swoich rozterkach? Czy to co czujesz do Niego jest uczuciem czy uzależnieniem się? Chcesz partnera zyciowego czy ojca? Co dla Ciebie znaczy być partnerem? Czego oczekujesz od siebie i od drugiej osoby? Nie wiem jakie są relacje pomiędzy Tobą a Twoim ojcem, matką...Jakie są wogóle relacje między Toba a ludźmi? To i wiele innych pytań mozna zadać i to temat na psychoanalize problemu...może na początek zadaj sobie 2 pytania:
          1. Na co mam wpływ w życiu?
          2. Co wpływa na mnie?
          Jak już sobie odpowiesz na te pytania ( może lepiej nie na forum...to zbyt osobiste, a na kartce papieru, spokojnie w domu)wtedy mozna przejść dalej do odpowiedzi na dalsze pytania. Oczywiście jesli tego naprawdę chcesz, jesli naprawdę chcesz zbudować solidne relacje między Tobą a ludźmi wogole.
          Jesli chodzi o Twoje pytanie dotyczące dobra z wymiany energii z drugą osobą poza partnerem...
          Odpowiem Ci, ze z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, ze wszystko przynosi nam dobro. Problem polega na tym, czy potrafimy to dobro dostrzec. W tym wymiarze dobro zyskuje formę uniwersalną i nie zawsze jest tożsame z dobrem, wynikającycm z naszych przekonań i z naszego światopoglądu jak również z naszych kodów związanych np. z religią... może dobrze by było gdybyś poszukała kogoś, kto pomoże Ci odnaleźć siebie ( moze spotkanie z psychologiem?.
          Traktuję poważnie Twój problem i moim zdaniem, wynika on z braku poczucia własnych granic, z braku kontaktu ze sobą i swoimi uczuciami, braku umiejętności określenia siebie. Zacznij od siebie, zbuduj siebie na nowo, postaw granice i stań się wolna. Dopiero wetedy będziesz w stanie okreslić siebie w związku. Ponieważ według mnie prawdziwie zdrowy związek mogą stworzyć dwie silne, niezalezne od siebie jednostki. jak każdy czlowiek mogę się mylic a ty możesz się ze mną nie zgodzic. Przeszłam psychoanalizę siebie i doszłam do takich właśnie wniosków. Ty postąpisz jak zechcesz. Jesli chcesz piszmy siebie na priv..albo na gg. Mój numer gg 993471. Postaram Ci się pomóc, posiłkujac się konsultacją z psychologiem. Pozdrawiam serdecznie

          • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 17:28
            Dzięki, awdo.
            Czytając Ciebie zrozumiałam, ze nie zrobiłam tego, co najważniejsze.
            Zaniedbalam to. otoczenie odbiera mnie jako silną, niezależną jednostkę, a ja
            sama siebie dotad nie znam. Wysyłam sprzeczne sygnały. Czy wiesz, że to ja
            utrzymuje naszą rodzinę? Spędzam w pracy 12, nieraz więcej godzin (założyłam
            firmę, oprócz tego pracuę na etacie)robie to po to, by zapewnic byt moim
            Kochanym. A Oni myślą, ze to normalne, mnie też wydaje sie to normalne...Sama
            idę tam, gdzie tak do końca nie chcę, jednocześnie coraz bardziej oddalam się
            od siebie, może dlatego ze prawdy o sobie boję się. Bo co sie stanie, gdy ja to
            sobie tylko wyobraziłam?...Napiszę do Ciebie na gadu, dziękuję.
            • awdo Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 17:48
              Sama ich do tego przyzwyczajasz. Składasz ofiarę... Jesteś prawdopodobnie nałogowym dawcą, ale nalogowy dawca musi się nauczyć mądrego dawania bez szkody dla siebie. Jesli chodzi o biorców..to ludzie szybko się przyzwyczajają do takiego stanu i uznają to za należność. Takie granice ustaliłaś. Mozna to zmienić, Ty także masz prawo być szczęśliwa, masz prawo do odpoczynku, do własnych pasji. We wszystkim konieczna jest równowaga. Wiem z własnego doświadczenia ( byłam nałogowym dawcą i pragnęłam wszystkich uszczesliwić w mojej rodzinie kosztem siebie) że jeśli nie ma równowagi to wczesniej czy później coś "pęka" i wtedy dobrze jest mieć świadomość tego procesu, żeby nie wpaść w panikę i działać z rozmysłem. Inaczej pojawia się lęk, który bywa złym doradcą. Lęk pojawia się zwykle wtedy, kiedy nie znamy mechanizmu danej sprawy, problemu. kiedy już go poznamy wtedy znika.
              "Lęk jest małą śmiercią. niszczy i rozbija na kawałki. Lęk jest wiatrem a ja jestem siecia. Przenika przeze mnie i zostaje z tyłu. Znów jestem całością" cytat , który wiele zmienił w moim zyciu...
              Dlatego chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami pod tym względem. tymczasem wszystkiego dobrego w Nowym Roku, spełnienia w Życiu i równowagi...Pozdrawiam serdecznie Agnieszka
              • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 18:25
                I ja życzę Ci tego , co najlepsze, dla Ciebie najlepsze.
                A swoją droga - cóż to za zbieg okoliczności - i ja mam na imię Agnieszkasmile
    • bioemin Re: Witajcie, i od razu pytanie 31.12.05, 16:08
      Każde fizyczne zbliżenie to wymiana energii (dążenie do równowagi). Pozostaje tylko kwestia jej jakości (przy założeniu, że wiesz co wymieniasz). Nie wiem, jakie masz stosunki z mężem, a tym bardziej nic nie wiem o "nim", ale przy odrobinie wyobraźni nie trudno przewidzieć jakie taki "romans" rodzi konsekwencje.
      Dla mnie rozwój to m.in. ruch, gromadzenie doświadczeń, doskonalenie jakości siebie i swoich talentów. Jeżeli uważasz, że ww. Ciebie wzbogaci - wzniesie na wyższy poziom rozwoju, to nie potrzebne Ci jest zdanie innych na ten temat (jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz...).
      Pewien człowiek kiedyś powiedział mi, że MIŁOŚĆ między ludźmi w pojęciu wyższym nie istnieje w naszej świadomości, ponieważ nasz gatunek nie jest jeszcze na odpowiednim stopniu rozwoju energetycznego (jest nieoświecony?). W związku z tym kochając się (w ujęciu cielesnym i psychologicznym) wymieniamy energie na dostępnym nam poziomie.
      Jest to również poziom moralności, uświadomionych i nieuświadomionych potrzeb, ego, lęków itp. itd.
      "Rozgrzeszenie" jest wyłącznie w Twoim zasięgu (jesteś sama i nic Ci się nie należy).
    • mskaiq Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 04:48
      Jesli kochasz Swojego Meza to pojscie z kims innym do lozka to olbrzymi blad.
      Zwykle zaczynamy to rozumiec kiedy jest za pozno, wyrzuty sumienia, poczucie
      winy sa tak silne ze powiesz to Mezowi, nie bedziesz w stanie z tym zyc.
      Cokolwiek nie powiesz Mu On bedzie uwazal ze zdradzilas Go dlatego ze jest za
      stary, ze nie daje Ci tego co mlodszy mezczyzna moze zaoferowac.
      Wtedy uratowanie malzenstwa jest bardzo trudne.
      Nie rozumiem rowniez co chcesz osiagnac przez zdrade Swojego Meza. W ten sposob
      nie pozbedziesz sie zazdrosci, zazdrosc to strach.
      Z tym czlowiekiem ktorego poznalas nie nie ma tej zazdrosci, dlatego nie ma w
      tej chwili strachu i bez niego dobrze sie czujesz.
      Ten strach pojawi sie natychmiast kiedy zacznie Ci na nim zalezec. Musisz
      pokonac strach, aby byc wolna, zmiana partnera nie jest rozwiazaniem.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 11:57
        Dzięki, mskaiq.
        "Pokonać strach", mówisz. A jak to zrobić?
        • awdo Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 12:56
          Hej, przepraszam, że się wtrącam. Pytasz o pozbycie się strachu, lęku...napisałam trochę o tym w moim poprzednim poście...trzeba uczciwie sobie odpowiedzieć na pytanie czego się obawiam? Boimy się tego, co jest nieuświadomione w nas. Trzeba więc lęk poznać...Weź kartkę i wypisz ( solidnie, bo robisz to dla samej siebie) wszystkie swoje lęki. Nie obawiaj się że mogą być dziwne, czasem zabawne, czasem małe czasem duże..pisz wszystko. Nie martw się także, że może być ich dużo. Spokojnie zajmij się najpierw tymi lękami, z którymi potrafisz sobie poradzić.Możesz wyobrazić sobie, jak będziesz się czuła,jak będziesz wyglądała, co będą o Tobie mówić inni, jak bardzo Ty sama będziesz dumna z siebie gdy pokonasz lęk. Lęki w nas są na naszą "miarę" i ze wszystkimi potrafisz sobie poradzić, nawet jeśli w danym momencie nie wiesz jak. Możesz sobie pomagać czytając psalm 91 " Jesteś pod ochroną Najwyższego...", możesz pisać afirmacje, możesz się modlić, prosić swojego Anioła Stróża o pomoc, możesz iść do psychologa...możliwości jest wiele. możesz zasypiać i prosić o rozwiązanie z wiarą, że to rozwiązanie przyjdzie...Zaufaj a rozwiązanie zawsze przyjdzie...Pamiętaj, że zawsze jest rozwiązanie i że zawsze jest ktos, kto moze Ci pomóc. Pozdrawiam serdecznie
        • awdo Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 13:11
          Jeszcze jedna refleksja...Może warto jednak iść do psychologa? Czasem potrzeba nam kogoś kompetentnego, kto dokładnie rozpozna problem, przedstawi mozliwości właściwiej terapii. To wazne, żeby ktoś taki, przynajmniej na początku nam pomógł. Nie szuka się wtedy po omacku a od razu można zacząć pracować nad sobą pod kontrolą kogoś, kto z dystansem spojrzy na nas i skoryguje na bieżąco błedne myślenie. Czasem uświadomienie lęków może nas nieco przerazić, dlatego w trosce o Ciebie Johannah1, proszę, zastanów się nad taką możliwością...Jeszcze raz pozdrawiam
          • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 14:29
            Witaj w Nowym Roku, pozdrawiam Cię.
            U psychologa byłam już nieraz. I zawsze słyszę, ze odpowiedź jest we mnie i
            potrafię sobie poradzić ze wszystkim. I to, że mam umysl analityczny i rozumiem
            pobudki wlasnego działania. Wiem, że być może dłuższa psychoterapia coś by
            dała, ale w tej chwili finansowo i czasowo nie stać mnie na to.
            Jest przecież tyle różnych potrzeb. A obiektywnie jestem wybrańcem losu. Mam
            cudownego Męża. Świetne, zdrowe i zdolne dzieci. Bardzo dobre wykształcenie,
            ładne mieszkanie, dobrą pracę. Radzę sobie ze wszystkim, teraz rozkręcam firmę.
            Tylko te myśli wykańczały mnie. Natrętne, że gdybyśmy się spotkali jako
            równolatkowie, to nie zwróciłby na mnie uwagi. I co psycholog może z tym
            zrobić? No co? Przecież to śmieszne. Ja to wiem.
            I jeszcze to poczucie odpowiedzialności. Mój Mąż, przy wszystkich swoich
            zaletach i szlachetności, jest człowiekiem niepraktycznym. Pracuje,ale jego
            zarobki nigdy nie będą w stanie zaspokoić potrzeb rodziny. Ja to rozumiem i nie
            oczekuję od Niego tego, mam taki zawód ze mogę ten byt zapewnić. Tylko że On
            myśli, że ja jestem królem Midasem. Nie rozumie, jaką cenę płacę za rozkręcanie
            firmy. Jaki to ból. I w tym momencie pojawia sie czlowiek, który jest doskonale
            zorganizowany, praktyczny, działania jego są efektywne, myśli logicznie. Jego
            doradztwo owocuje, firma powoli robi się sławna w naszym mieście. Po prostu
            jestem zafascynowana. Przestałam myśleć o przeszłosci, działam tu i teraz. Mam
            więcej ciepła dla swoich bliskich. Czuję sie tak, jakbym dostała energię,
            której nie miałam. Jednocześnie priorytety sa zachowane - nadal najwazniejsi sa
            Oni. Ale czy mają prawo żądać ode mnie całej mnie? Mojej wierności? pO TYM, CO
            MI ZROBILI?
            Dzięki, Agnieszko, i Pozostali. Powoli coś zaczynam sobie ukladać...

            • eevvaa Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 14:50

              Nic nikomu nie jesteś winna. Nie powinnaś niczego robić wbrew sobie - stąd Twoje
              rozterki , bo wiesz, że jesteś wykorzystywana.
              ewa
              Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
            • mskaiq Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 15:53
              Jak mozna pokonac zazdrosc. Mysle ze u Ciebie pojawia sie mysl o przeszlosci
              Meza, poddajesz sie tej mysli. Zwykle uklada sie wtedy rozmaite scenariusze, co
              On robil, z kim sie spotykal, tworzy sie nieprawdziwe sytuacje. Jesli ukladasz
              takie scenariusze to musisz przestac. To pierwszy krok, chyba najwazniejszy.

              Jesli chodzi o Meza i tego Czlowieka ktory jest praktyczny, ktorego dzialania
              sa efektywne itp to stoisz przed wyborem pomiedzy miloscia a wspanialoscia
              czlowieka.
              Kiedys przeszedlem przez taki wybor, w moim przypadku byla to milosc do
              dziewczyny i podziw do tej samej osoby. Nagle zauwazylem ze przestaje Ja kochac
              ze zaczynam podziwiac. Wrocilem do milosci, przestalem Ja podziwiac. Jest wiele
              osob ktore podziwiam ale kocham tylko Ja.

              Jest jeszcze jedna sprawa budzisz w Sobie wiele zalu, czujesz sie pokrzywdzona
              ze to Ty jestes glownym zywicielem Rodziny.
              Kiedy ten zal pojawia sie u Ciebie wtedy zaczynasz dzialac przeciwko milosci do
              Meza i Rodziny. Zal jest jedna z najbardziej niszczacych energi, pod jej
              wplywem mozesz zrobic cos czego bedziesz pozniej zalowala do konca zycia.
              Serdeczne pozdrowienia.

              • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 18:22
                Dzięki, mskaiq, za czas ktory mi poświęcasz.
                Widzisz, wiem ze zazdrość jest niszcząca, ze robię (a własciwie robiłam) źle
                tworząc scenariusze. Wiem również, ze to Męża kocham. Potrafię odróżnić podziw
                i fascynację od miłości.
                I wiem, ze żal do kogokolwiek o cokolwiek jest zły, sprawia cierpienie i
                prowadzi do destrukcji. Ale to wszystko teoria. Nie mogę siłą woli zmusić się,
                by nie czuć żalu, że spędzam w pracy tak dużo czasu, podczas gdy Mąż i dzieci
                są na spacerze. A wcześniej nie potrafiłam pozbyć się zazdrości o to, co było.
                Dopiero kontakt z tym drugim, na razie rozmowy, spowodowały że to się
                skończyło. I dlatego napisałam tu, a nie na forum Psychologia czy Znudzeni
                mąłżeństwem. Bo ja chcę sprostać temu, co na siebie wzięłam, a jednocześnie
                jest mi w cudowny sposób łatwiej, gdy jestem przy Tamtym...Tak jakbym ładowała
                akumulatory. Czy to możliwe, że Jego energii mi trzeba?
                • eevvaa Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 18:29

                  a może tak odczuwasz, bo do niego nie masz żalu. Miło z nim spedzasz czas...
                  ewa
                  Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
                  • awdo Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 18:54
                    No wlaśnie, również o tym pomyślałam...przy tym drugim mężczyźnie uciekasz od problemów rodzinnych...przy nim, po prostu o tym nie myslisz, odpoczywasz, stąd ten zastrzyk energii później. Ale czy to nie jest pozorne? To jest takie doładowanie chwilowe, przez jakiś czas czujesz się lepiej. Trzeba na to uwazac, poniewaz mozna się od tego uzależnić. Zawsze mozna znaleźć kogoś lepszego i gorszego od Twojego męża. Jesli człowiek zaczyna wartościować, porównywać wpada w coraz większe rozterki. To w sobie trzeba znaleźć energię do zycia i działania. Uzależnianie tego od innych nie jest bezpieczne i rodzi rozczarowanie. Jesli czlowiek znajdzie pasję w życiu, to zaczyna byc w przepływie energetycznym. Dlatego pomysl przede wszystkim o sobie ( to nie jest egoizm, masz prawo mieć czas dla siebie, masz prawo robić, to o czym marzysz). Jesli Ty będziesz czuła się szczęśliwa, to zapewniam, szczęśliwsi będą również Twoi najbliżsi. Jest w Tobie dużo żalu do męża...ktoś wazny dla mnie powiedzial mi, że poszukiwanie winnych na zewnątrz to porażka. Zmień siebie, popracuj nad sobą. Ważne są też zasady komunikacji między ludźmi. Szczerość, masz prawo powiedziec, że źle Ci jest w tej sytuacji, że nie robisz tego co byś chciała...Sama pisalaś, że meżowi zalezy na Twoim dobrym samopoczuciu. Porozmawiaj z nim szczerze i otwarcie. Szukanie bliskosci fizycznej poza związkiem, nie jest dobrym rozwiązaniem ( energia seksualna jest bardzo silna i wiąże ludzi, nastepuje wymiana tej energii również na poziomach subtelnych, dlatego trzeba wiedzieć jakie to może zrodzić konsekwencje). Dlatego jestem zdania, że trzeba zaczynać zawsze od siebie i to w sobie pobudzić energię do działania...Wzięłaś na siebie zbyt wiele byc może, ale to zrobiłaś sama... Dlatego nie rozpatruj tego w kategoriach winy i kary, nie miej żalu do innych ani do siebie. Po prostu zajmij się sobą... Pozdrawiam jeszcze raz
                    • shamann Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 19:44
                      coz, z duchowoego punktu widzenia, jak mniemam, taka wymiana energii jest
                      pozorna. Z doraznego punktu widzenia wszystko jest OK, ale obawiam sie ze
                      klamka zapadla. Liczysz sie tylko Ty. Wszyscy sa niedoskonali, kazdemu mozna
                      cos wytknac, w kazdym mozna znalezc jakis nektarek, a wiadomo iz swiezy, a
                      jeszcze do tego zakazany owoc, pociaga, utrzymuje zwiazek/zwiazki na
                      ekscytujacym poziomie. A czego mi tu brakuje? Najzwyklejszej pracy nad
                      tworzeniem wina z wody, poprawy tego co sie mialo, zwiazek w ktory sie
                      zdecydowalo zaangazowac. Mysle ze to brak otwartosci, najprawdopodobniej z
                      powodu leku by nie urazic ukochanego, spowodowal nawarstwienie sie roznic nie
                      do przekroczenia, a przy braku rzetelnej wspol-pracy, nastapilo dzialanie
                      reakcyjne, niekontrolowane. Kieslowski pieknie opisuje takie struktury, i ich
                      konsekwencje, szczegolnie w Kolorach.
                      • johannah1 Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 20:25
                        Widzicie, problem polega na tym, że wielokrotnie i otwarcie mówiłam Mężowi, że
                        jest mi ciężko, nie daję rady (bo wielokrotnie pracuję także w soboty i
                        niedziele, po takim tygodniu trudno mi normalnie funkcjonować, czuję jak się
                        rozpadam. On przytula mnie i to wszystko (ale wiem, że to bardzo dużo). Nic z
                        tego nie wynika, On uważa że TEŻ ciężko pracuje (etat w urzędzie, a potem jest
                        z dziećmi). Ja też chcialabym z Nimi być, realizowanie się na gruncie zawodowym
                        nie jest tym, co "kręci" mnie najbardziej. Ale jest taka koniecznośc, pewnie ze
                        można życ za 504zł i pobierać zasiłek, potem poslac dzieci do pracy a nie na
                        studia, a w przypadku choroby obciążyć rodzinę bliższą i dalszą. Ja tak nie
                        potrafię, skoro powołałam dzieci do życia, to muszę im zapewnić godne życie.
                        Mój Mąż twierdzi, ze ma skromne potrzeby i ze jeżeli jest mi ciężko, to mogę po
                        prostu przestać tak pracować, rzucić to, tylko że ostatnio za samo leczenie
                        Jego zębów zapłaciliśmy 1000zł...
                        • shamann Re: Witajcie, i od razu pytanie 01.01.06, 21:35
                          zawsze jest albo-albo. Reszta to konsekwencje. Trudno rezygnowac z wyzszego
                          statusu materialnego na nizszy, za to wyzszy duchowo, emocjonalnie. Wszyscy
                          przed takimi wyborami stajemy w zyciu, predzej czy pozniej. Zawsze sie traci i
                          zyskuje, jednoczesnie. W tych kwestiach nie ma oszustwa, tylko czas i
                          konsekwencje. Ale podstawa jest szczerosc. Gdyby maz wiedzial o Twoim drugim
                          zwiazku, to by znaczylo iz szanujesz jego wolna wole, czlowieczenstwo,
                          wspoluczestniczen ie w Twoim zyciu jako osoba odrebna. Jakies gadanie o nie
                          krzywdzeniu, to bzdura samozachowawcza. Krzywda zostala juz uczyniona w
                          momencie kiedy wpuscilas do siebie, bez swiadomej zgody meza, ktory byl juz
                          czescia Ciebie, inna osobe. To wszystko jest dozwolone, jesli uczestnicza w
                          takich trojkatach i wielokatach osoby o odpowiednim charakterze, swiadomie. W
                          przeciwnym razie mozna tylko doprowadzic do strasznych tragedii. Jesli nie ma
                          zgody wszystkich zainteresowanych to tylko posiadanie, w imie 'dobra
                          wszystkich' pod Twoja kontrola. W takiej sytuacji gadanie o obowiazkach to
                          preteksty do usprawiedliwienia status quo. Rozum na uslugach mniej lub
                          bardziej utajonej woli i, niestety, egoizmu samosatysfakcji. Jasne ze chodzi o
                          to by bylo Tobie dobrze, ale zycie to wspol-zycie. Wybacz, ale tak ja to
                          widze,niedoskonale, nie znajac szczegolow. Przydalaby sie profesjonalna wspolna
                          terapia. Pelne uswiadomienie sytuacji, co sie wiaze rowniez z ewentualnym
                          wybaczeniem, stworzeniem jakiejs prawdziwej relacji przyjazni, etc., a nie
                          ukrywanie tak dlugo jak sie da, a potem walka z wulkanem, kiedy czlowiek
                          doprowadzony do eksremalnosci sluzy jedynie drugiej stronie do rozgrzeszania
                          wlasnych bledow. Ufff, ludzie nie wiedza w co sie pakuja, jak alkooholicy.
                          Przebudzenie nastepuje dopiero wowczas kiedy nie ma jak sie wycofac. Trzeba sie
                          przylapywac na malych bledach i wycofywac z destrukcji, w przeciwnym razie
                          nastepuja nawarstwienia i dochodzi do lawinowych reakcji.
Pełna wersja