pielcia
04.01.06, 02:09
Ktos znajomy powiedzialby o mnie doslownie:wesola,zarazajaca optymizmem,usmiechnieta,fajna dziewczyna,ktora nie ma problemow z nawiazaniem kontaktow...tak jest z pozoru i mimo wszytsko chce te pozory stwarzac.Moze nie do konca jest to nieprawda.Umiem cieszyc sie z zycia,ale polega to tylko na radosci,usmiechu i zabawie...ja szukam czegos innego.
Studiuje.Codziennie robie to samo: ide na uczelnie,ogarnia mnie strach przed jakakolwiek porazka intelektualna-decyduje sie nie isc na zajecia,wracam do akademika,siadam do komputera i tak spedzam reszte dnia.Czasami ktos wpadnie na herbate,porozmawia,czasami ja wyjde na samotny spacer...Codziennie to samo,nuda,pragnienie zrobienia czegos czego nigdy nie zrobilam,jakiejkolwiek zmiany w zyciu,wyrzuty ze potrafie tylko marudzic nad soba...
Po przeczytaniu watkow na forum mam wrazenie ze spotkalam wampira energetycznego. Licze sie z jego kazdym zdaniem,mimo iz odbiega od mojego,robie to co podsuwa jako dobre.Nie spotykamy sie juz.Wszystko dziwnie sie skonczylo,teraz pozostaje jedynie kontakt internetowy,mimo iz mieszkamy obok siebie.
Szukam winy w sobie.Codziennie zadaje sobie pytanie,co zrobilam nie tak,po co probuje sie zmienic dla osoby,z ktora nigdy nie bede...Ta 3-miesieczna znajomosc wplywa na mnie destrukcyjnie: przygaslam,znajomi dziwia sie moim dziwnym humorom,smutkowi,tlumacze to ciezka sytuacja na studiach,choc wcale tak nie jest.Nie zwierzam sie jak zawsze siostrze,boje sie jej krytyki,jej suchego spojrzenia na moje zycie,ze jestem glupia i stwarzam sobie tylko problemy.Dwa razy wpadlam we wielka furie,rzucajac przedmiotami,placzac i wypominajac wszytskich facetow na ktorych mi zalezalo.Wtedy sie przestraszylam,ze jednak moja rownowaga zostala zachwiana i jestem pewna,ze to przez niego.
Nie chce konczyc tej znajomosci,nie chce sie bronic przed nim jako wampirem energetycznym.Szukam mojej utraconej rownowagi psychicznej i duchowej.Chce spojrzec na swiat inaczej,chce czuc ze jestem jego czastka i cieszyc sie zyciem w inny sposob niz do tej pory.Chce zeby ludzie mowili nie jak zawsze: ale z ciebie glupol,tylko ze jestem pogodna,radosna osoba,ktora wszedzie rozsyla ten moj jak na razie pozorny optymizm.
Dlatego prosze o rade,co zmienic w zyciu,by stalo sie ono ciekawe.Jak zaczac wierzyc w siebie,stanac naprzeciwko dziwnym myslom,problemom, moc rozmawiac o sobie z ta osoba na ktorej mi zalezy. Czuje,ze jestem stworzona do rozmyslan nad urokiem zwyklej biedronki,tylko nie wiem jak zaczac...