invincible_02
19.01.06, 10:34
Wierzę w afirmacje, wierzę w naszą podświadomość. Mój obecny stan umysłu
mozna określić ostatnio jednym słowem - zmęczenie. Dwoma - wielkie zmęczenie.
Może więc afirmacje? Zaczęłam afirmować, pamiętając o tym ze wazny jest cel
ostateczny itp. Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia - może własnie w tym
problem. Uruchomiłam chyba jakąś lawinę, która pędzi w niewiadomo jakim
kierunku. Pozwólcie, że posłużę się abstrakcyjnymi przykładami, przynajmniej
na razie.
Zmęczona suszą afirmuję życie w umiarkowanym klimacie, proszę o deszcz, który
użyźni moje zycie. Niebo zaciąga się, zaczyna lekko padać - to działa! Nagle
szast prast, i w ciągu chwili z suszy robi się susza stulecia. Trace
wszystko - ostatnią kroplę wody, parasol przecwsłoneczny, szykuje się tez
zamach na ostatni skrawek cienia. Im bardziej afirmuję deszcz, tym bardziej
robi się gorąco.
Jadąc dzis do pracy pomyślałam - może to moja podświadomość się buntuje.
Dziwne, bo nie jestem wstanie zapamiętać tesktu swojej afirmacji - mam z tym
problem, jakby moja dusza postanowiła za wszelka cene pokutować na tej
pustyni. Zakładając, że tak własnie jest, jak mam wierzyć, że z tego upału,
który chyba sama na siebie zciągnełam, stanie się deszcz?? Trace nadzieję,
nie mam pomysłów. Pomóżcie mi albo napiszcie coś mądrego, bo czuję, że się
pogrążam...