nadia338
14.04.06, 14:19
Wielkanoc byla dla mnie od dziecka czasem swietowania. Wychowujac sie w
rodzinie bardzo katolickiej swietowalismy, bo Jezus zmartwychwstal. Byl to
dla nas fakt, do ktorego osobiscie nie przykladalam zadnego wiekszego
znaczenia. W tym roku zaczelam zastanawiac sie glebiej nad sensem Wielkanocy.
Nie z chrzescijanskiego a uniwersalnego punktu widzenia.
Przypomina mi sie artykul, ktory czytalam o motylu modraszku i jego
metamorfozie. Mlode gasienice aby przezyc musza zostac zaadoptowane przez
mrowki wscieklice. Gasienice wydzielaja slodka substancje, ktora jest
przysmakiem mrowek. Robotnice zabieraja mlodego modraszka do mrowiska, gdzie
ten zadomawia sie na 9-10 miesiecy. Zaadoptowany modraszek ujawnia swoja
ciemna strone charakteru podjadajac mrowcze potomstwo. Uchodzi mu to na
sucho, gdyz cwany wydziela feromony podobne do feromonow larw mrowek. Gdy
gasienica podje i podrosnie, przeobraza sie w poczwarke i – nastepuje jeden z
najwiekszych cudow natury – z poczwarki wylania sie motyl. Najciekawsze jest
to, ze modraszek nie tylko przechodzi przeobrazenie fizyczne, ale i duchowe!
Porzuca bowiem drapiezny styl zycia. Z brzydkiej, niezgrabnej, cwanej i
przebieglej poczwarki wylania sie przepiekny i wdzieczny motyl.
I wlasnie tak wyobrazam sobie nasza ludzka przemiane a Swieta Wielkanocne
przypominaja mi, ze jest to mozliwe, ze mimo wielu slabosci i ulomnosci, jest
nadzieja, ze poznamy nasze wyzsze ‘ja’, wyjdziemy ze skorupy, z podziemii i,
jak modraszek, wzbijemy sie do lotu aby delektowac sie pieknem naszego zycia
i planety.
Z wielkanocnymi pozdrowieniami!