Dodaj do ulubionych

Miłość/podświadomość/przeznaczeni e

27.08.06, 19:24
Nie wiem, na ktorym forum najwłaściwiej byłoby umieścić ten wątek, dlatego
umieściałm go na kilku forach. Jestem ciekawa, czy ktos z Was gdy spotkał
poraz pierwszy swoją drugą połowę, to w jakiś sposób świadomy lub podświadomy
czuliście, że to właśnie Ten, z którym spędzicie życie...? Co wtedy czuliście
podając na przywitanie rękę tej drugiej osobie, czy podświadomość coś Wam
podpowiadała, że los Was zwiąże z tą osobą?
Ja do tej pory nie spotkalam tej właściwej osoby, ale według jednej wróżki
powinnam niedługo spotkać, ale nie wiem po czym ją poznam, bo wokół tylu
fałszywych przyjaciół i adoratorów...A może to porostu się wie? A może nie ma
czegoś takiego jak Przenaczenie, i tak do końca nigdy niewiadomo, czy będziemy
z daną osobą czy nie, bo wszystko zależy od nas samych lub jak ktoś woli - od
kapryśnych i zmiennych sił wyższych? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii,
piszta proszę
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • agnitum Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 27.08.06, 19:49
      Cześc smile

      Moge zacząć ja? Ja ja! smile
      Musze Cie rozczarować. Mój punkt widzenia jest taki, że nie ma "połówek na całe
      życie" (Alkoholicy nie mylić! smile ).

      Są ludzie, którzy nam się wydają być stworzeni "na zawsze". Ale wynika to z:
      - wibracji podświadomośći w danej chwili lub okresie
      - zgodności na wielu płaszczyznach
      - pokrewieństwa dusz
      - przyrzeczeń preinkarnacyjnych itp
      I nie jest sensem na pewno życia czy zamysłem Boga abyśmy byli z jednym
      partnerem/partnerką do końca tego wcielenia.

      Również śmiem twierdzić, że jesteśmy na tyle zmienni (np. wewnętrznie), że może
      okazać się że po 10, lub n-stu latach wielka miłość już nią nie jest i to mimo
      najszczerszych chęci.
      To oczywiście nie zmienia faktu, że o związki trzeba dbać, w ten sposób znacząco
      zwiększamy szansę jego przetrwania, może nawet "do końca".
      Oczywiście że nie ma czegoś takiego jak przeznaczenie i to w każdym aspekcie
      życia, również jeśli chodzi o związki.

      Kiedyś sądziłem inaczej...

      Ps.
      Często zdarza się że wiele osób na tej planecie zbyt mocno temat "związków" ma
      przerobiony by szukać podświadomie drugiej połówki mimo... swoich najczystszych
      chęci świadomych jej posiadania. To tzw. opinia publiczna i narzucony
      filozoficzno-egzystencjonalny tryb życia narzuciło ludziom, że jeśli nie łączą
      się w pary to coś jest z nimi nie tak. Jest to złudne. Bo naszym celem nie jest
      szukanie drugich połówek, tylko ... dojście do sensu z samym ze sobą...
      Stąd też w przeważającej ilości... "produkuje się ludzi wyłączających" swoje
      dążenie, naukę zaraz po ślubie/potomku?

      Agnitum
      • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 27.08.06, 20:52
        Przyznam się szczerze, że osobiście nie mam wyrobionego zdania w tej kwestii,
        czasami wierzę w przeznaczenie a czasami nie więc ciągle się waham...Wierzę
        wtedy gdy coś przeczuwam jakiś czas a nic nie wskazuje na to, że tak będzie, a
        to się potem dzieje...Ale z drugiej strony poznałam człowieka, czułam, że to ten
        mi przeznaczony, na początku było super, ale rozpadło się z głupiego powodu, a
        tak poza tym to "coś" istaniało tylko w mojej wyobraźni, on tego tak nie
        czuł...Ale do tej pory czujemy przyciaganie, nie potrafimy zerwać kontaktu
        korespondencyjnego i zwierzamy się sobie z problemów...
        A z tym co napisałeś w pełni się zgadzam, tylko dlaczego tak czasem dziwnie się
        w życiu układa, że robimy coś, czego nie da się racjolnie wytłumaczyć, że
        kończymy udany związek a pakujemy się w związek bez przyszłości zupełnie nie
        wiedząc dlaczego tak postępujemy, może to właśnie przeznaczenie? Może takie
        doświadczenia są nam w jakiś sposób potrzebne by coś zrozumieć? Przeznaczenie na
        ogół kojarzy się nam z czymś dobrym, ale często bywa inaczej... Dlaczego jeden
        ma taka rodzinę a nie inną, jednym się w życiu udaje a innym nie? Ktoś by
        odpowiedział, że każdy jest kowalem swego losu, ale ja się nie zgodzę bo
        wszytsko zależy od tego, kto jaki start miał w życiu, dzieciństwo jest tu bardzo
        ważne oraz na jakich ludzi w życiu trafiał...
        • agnitum Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 08:01
          Witam smile
          Weszłaś na dalszą część tematu. Znacznie obszerniejszą...
          Istnieją wytłumaczenia i to sensowne wszystkiego co się nam w życiu przydarza smile
          Czy to ze strony rodziny, czy partnera/partnerki, innych ludzi.
          Jeśli nie zaczynamy pracować nad sobą, uświadamiać sobie swoje energie to nie
          zapanujemy nad skutkami. Wówczas dość często jest to nazywane "przeznaczeniem".

          Ale tak naprawdę przeznaczenie, to wyłącznie cecha ludzi, płynących z rzeką, bez
          jakichkolwiek prób zrozumienia, inicjacji zmian.
          Gdyby każde zdarzenie miało nas czegoś nauczyć to biorąc pod uwagę czasami
          kilkaset wcieleń jakie średnio każdy z nas ma za sobą, to łatwo ten mit obalić.
          Otóż nie wydaje Ci się, że wiele zdarzeń już się odegrało w naszym życiu? i to
          nie raz? A dlaczego nieraz?

          Piszesz: "Ktoś by odpowiedział, że każdy jest kowalem swego losu, ale ja się nie
          zgodzę bo wszytsko zależy od tego, kto jaki start miał w życiu, dzieciństwo jest
          tu bardzo ważne oraz na jakich ludzi w życiu trafiał..."

          Każdy jest kowalem swojego losu, bez względu w jakiej rodzinie się urodził,
          jakie ma dzieciństwo, na jakie wydarzenia/ludzi trafiał. A nie pomyślałaś że jak
          nowo wrodzone dziecko obrałaś sobie taką a nie inną drogę? Takich a nie innych
          ludzi? Takie a nie inne wydarzenia? Należy zacząć od czestego zadawania sobie
          takich pytań. Odpowiedź na 100% nadejdzie.
          Odpowiedź pozwoli sterować własnym życiem, dogłębnie poznać przyczyny swoich
          niepowodzeń/powodzeń. I zmienić to dowolnie na własną potrzebę smile

          Pozdrawiam,
          Agnitum
        • tlingel Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 29.08.06, 10:24
          > tylko dlaczego tak czasem dziwnie się
          > w życiu układa, że robimy coś, czego nie da się racjolnie wytłumaczyć, że
          > kończymy udany związek a pakujemy się w związek bez przyszłości zupełnie nie
          > wiedząc dlaczego tak postępujemy, może to właśnie przeznaczenie?

          jak dla mnie to nie 'przeznaczenie' tylko 'popieprzenie' w kwesti związków.
          pomieszaknie w umyśle na temat tego po co tu jestem, jak ma wyglądać moje
          życie, na co zasługuję a na co nie i 'gdzie jest moje miejsce' na tym świecie
          tudzież w związku smile
          a przyanajmniej tak było w moim przypadku - z moją ukochaną rozstawaliśmy się
          kilka razy, wlaśnie z powodu takiego popieprzenia i lgnięcia do innych,
          destrukcyjnych związków. Ale na szczęście mamy to już zasobą i wkońcu możemy
          się cieszyć tym co boskiego, konstruktywnego i budującego daje nasz związek.

          Pozdrawiam i powodzenia smile
    • wandal1 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 12:51
      chyba nie ma takiego czegos jak druga polowka ( mi sie w zyciu wydawalo juz z
      3 razy- pomimo ze nieskromnie powiem ze mam dobra intuicje). sa natomiast
      bratnie dusze. a ich moze byc kilka ( kilkanascie ? ). osoby w towarzystwie
      ktorych dobrze sie czujesz ( w sensie samopoczucia ), lubisz spedzac duzo
      czasu, dobrze sie rozumiesz - moga pretendowac na taka osobe. i jesli serce
      mowi tak- to warto sprobowac stworzyc zwiazek z taka osoba. taka jest moja
      opinia.
      przeznaczenie istnieje w sensie ogolnym - tzn. zadan zyciowych jakie osoba ma
      do przepracowania w danym zyciu i trudow zyciowych jakie przyjdzie nam przejsc
      ( stad rodzimy sie w takim a nie innym srodowisku, rodzinie ). to czy bedziemy
      podazac sciezka, ktora sobie wybralismy przed wcieleniem, czy z niej zbladzimy,
      to juz nasza indywidualna sprawa. dlatego tez twierdze ze kazdy jest kowalem
      wlasnego losu ( ale w warunkach jakie przyszlo nam zyc ), bo mamy wolna wole i
      mozemy wybierac. dlatego tez pewnie osiaganie doskonalosci nie jest takie
      proste..

      • wandal1 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 12:55
        "Co wtedy czuliście podając na przywitanie rękę tej drugiej osobie, czy
        podświadomość coś Wam podpowiadała, że los Was zwiąże z tą osobą?"

        gdy pierwszy raz sie spotkalem z kobieta ktora jest teraz moja zona, pomyslalem
        sobie - moglaby byc moja partnerka zyciowa. no i sie stala smile

        PS. mamy oboje wrazenia ze znamy sie jakby od wiekow, ale to przeciez moze byc
        tylko subiektywne odczucie.
    • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 18:47
      Przyrwacacie mi wiarę w przeznaczenie smile ale wciąż się waham, czasem wydaje mi
      się, że życie to jeden wielki przypadek eksperymentalny, a istota, która nas
      "programuje" stale ulepszając nasz kod genetyczny, nie jest wcale doskonała bo
      stale uczy się na błędach, i nie wie do końca, do czego zmierza i co chce
      osiągnąć...Tylko bawi się światem i ludźmi jak marionetkami, dlatego świat jest
      pełen chaosu...To tak na marginesie, aczkolwiek narazie poznaje różne teorie i
      ciągle się waham, która jest prawdziwa...
      A wracając do przeznaczenia, to u mnie było tak...Poznałam gościa, nie
      przypadliśmy sobie początkowo do gustu, ale coś mi podpowiadało, żelos nas
      połączy, i może to zabrzmi głupio - ale, ze zostanie moim mężem...I faktycznie
      po roku takiej "przymusowej" niezbyt udanej zanjomości zbliżyliśmy się do siebie
      i zaczęłam czuć, że to ten mi przeznaczony...Odtąd wszędzie byliśmy razem i nie
      wyobrażałam sobie, jak mogliśmy wcześniej nie cierpieć siebie na wzajem...Nasza
      znajomość ciągle zmienia charakter ale nie jesteśmy już parą, to była totalna
      pomyłka, człowiek nie dla mnie i jakby z nie tego świata...Czy ktoś potrafi mi
      wytłumaczyć, dlaczego ludzie idąc za głosem intuicji czasami padają ofiarami
      takich totalnych pomyłek...? Może komuś przydażyło się to co mi, bo wcześniej
      moja intuicja mnie nie zawiodła sad
      • motyvvacja Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 21:05
        a istota, która nas
        > "programuje" stale ulepszając nasz kod genetyczny, nie jest wcale doskonała bo
        > stale uczy się na błędach, i nie wie do końca, do czego zmierza i co chce
        > osiągnąć...Tylko bawi się światem i ludźmi jak marionetkami, dlatego świat
        jest
        > pełen chaosu.

        Hje hje hje.Tez tak kiedys myslalam i bylam pelna oburzeniasmile
        Ale czlowiek jest processem,processem wychodzacym ze swiata zwierzecegosmile
        Taki pomost laczacy swiat duchowy ze swiatem zwierzecym.
        Dlatego tyle dolkow ,i wpadek.Dlatego czasem mecza nas rozne intencje ze swiata
        zwierzecegosmile
        DLatego tyle kompleksow ,ktore sie wziely z mowienia NIE cialu-bo z drugiej
        strony to robic co by sie chcialo to 'sodoma i gomora' smile
        ..a my przeciez.....jestesmy ludzmitongue_out''czlowiek to brzmi dumnie''i caly rekaw
        kompleksowsmile)
        wiec sie krecimy wokol zwierzecej czesci,pomalu urabiajac nasze instynkty.
        A wszystko to bo ciebie kocham...lecz nie wiem jak ma z toba dluzej zycsmile
        i kompleks nienawisci do samej siebie bo nasze cialo pozada cos co jest
        grzechem.. o i nastepny kompleks bo cialo duzo je,, o i jeszcze jeden..jest
        zachlanne...

        Zaakceptowac cialo jako czesc swiata zwierzecego,potraktowac uprzejmie i
        serdecznie,aczkolwiek nie dac sie jemu ponosic,a bedzie dobrzesmile

        Faceci to w 3/4 zwierzeta udomowione,ja nie szukam takiej polowki!
        Po co ci facet?,ja mam kota.
        • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 21:23
          Wiem, że to zabrzmi staroświecko, ale nie potrafię samotnie normalnie
          funkcjonować. O ile mam przy sobie chopa, to mi wszystko w życiu przychodzi
          łatwiej, mam motwacje do działania. Nie potrafię istnieć sama dla Ciebie, i może
          to zabrzmo dziwnie, ale całe życie odczuwam brak tej drugiej połowy, jakbym była
          jakaś wybrakowana i potrzebowała połączyc się ze swoją zagubiona drugą półówką,
          tą silniejszą i twardo stapającą po ziemi, bo ja za bardzo bujam w obłokach i
          potrzebuje kogos trzeźwo myślącego...Czuje, że gdzieś jest, ale nie potrafię Go
          odnaleźć, nie zaznam w życiu szczęścia, dopóki Go nie odnajdę...Być może On
          istnieje tylko w wyobraźni, ale myśl o Nim pozwala mi przetrwać w tym okrutnym
          świecie, on jest moją nadzieją na szczęście. Nie wiem, czy ktoś z Was czuł to
          samo co ja, snuł o nim plany, rozmawiał w myśli, mam nadzieję, że to nie jakaś
          choroba psychiczna typu schizofrenia...?
          A kociaka miałam cudownego przez chwilę, i przepadł...Do tej pory mam po nim
          żałobę, poza tym całymi dniami pracuje i nieraz muszę wyjechać na kilka dni, i
          biedaczysko męczyłby się tylko tak sam w zamknęciu...A nie lubie więzić
          zwierząt, co innego gdybym miała więcej czasu...Ale z drugiej strony z kotem nie
          pogadasz, a facet a i owszem się czasem przydaje smile
          • motyvvacja Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 21:34
            nie zaznam w życiu szczęścia, dopóki Go nie odnajdę...

            to mozesz miec troche klopotow,bo to jest odwrotnie.Jak zaznasz w zyciu
            szczescie,to dopiero go odnajdziesz(swojego ksiecia)..Lekcje zregoly tak
            wygladaja.

            Ten twoj wymarzony jest reprezentantem twoich wlasnych ukrytych TALENTOW-ktore
            opierasz na obiekcie ksiecia.
            Ty to masz w srodku,wydobadz to bez potrzeby koronowania nimi faceta.
            Bo on tak wlasciwie nic nie robi.To nie rob.Wszystko wychodzi z ciebie.
            Uwierz w siebie i swoja moc.To wszystko.
            Ksiaze przyjdzie-ale taki z ktorm sie bedziesz dzielic moca.
            A przedewszystkim obydwaj bedziecie wiedzieli ze nie potzrebujecie sie
            wzajemnie.
            Jestescie tylko dlatego ze tak chcecie.

            Inaczej bedziesz sie zle czula,i zawsze mniejsza-pamietaj!
            smile
            pzdr.

            • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 28.08.06, 22:05
              To fakt, faceci lgną jak pszczoły do miodu do optymistek, wiecznie uśmiechnętych
              i z wszystkiego zadowolonych...i najlepiej do tego jeszcze ładnych i
              niewymagających...smile A kobieta to przecież też człowiek i nie może być idealna i
              wiecznie taka, jaką chcą ją widzeć mężczyźni...Ja tam jednak wolę być sobą bo
              dobrze mi z tym. Między innymi pwowodem rozpadu mojego ostatniego związku było
              to, że nie zachowywałam się tak jak on chciał, tzn. jak jego ideał kobiety
              (macochy), do której stale mnie przyrównywał i zaczęły się kłótnie...A ja
              chciałam być tylko sobą...A gdybym była szczęśliwa i zdowolona z życia, to facet
              nie byłby mi już do nieczego potrzebny, skupiłabym się na sobie i mógłby być
              ewentualnie dodatkiem do mnie...Oj, wszystko wskazuje, że będe sama bo nie dąże
              do ideału każdego meżczyzny sad ale co mi tam, może jednak przygarnę kota, jest
              łatwiejszy w obyciu? smile
              Dzięki za mądre rady, i na pewno coś jest w tym, co piszesz, bo szukam kogoś
              podobnego z charakteru do mnie, kogoś na wzór ojca, kto mnie poprowadzi przez życie.
              Ale jak to jest? - na brak powodzenia nie narzekam, ale każdy facio chce ze mnie
              odrazu zrobić nałożnicę więc ewentualni kandydaci po przejściu krótkiego testu
              odpadają na starcie, a pozostałych przeraża moja silna osobowość i dają
              nogę...Ale nie poddaje się i czekam dlaej na nadejście "księcia" z bajki smile

              Pozdrawiam serdecznie
              • tlingel Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 29.08.06, 10:40
                oj tak.... sprostanie wygamaniom bycia idealną kobietą czyli "taką jak mama" to
                ciężki orzech do zgryzienia tongue_out
                Podobnie jak rola bycia idealnym mężczyzną, "takim jak tata"...
                No właśnie. Nie chcesz być "mamą" dla partnera, wkurza Cię to. A jednocześnie
                chcesz by on był "na wzór ojca"... czy to aby nie brak konsekwencji ?

                Jeśli chodzi o "prowadzenie przez życie" to polecam intuicje/boga/wyższe ja*
                *)niepotrzebne skreślić wink

                > A gdybym była szczęśliwa i zdowolona z życia, to facet
                > nie byłby mi już do nieczego potrzebny, skupiłabym się na sobie i mógłby być
                > ewentualnie dodatkiem do mnie..
                Smutna (dla podświadomości) prawda jest taka, że facet nie jest do niczego
                potrezbny kobiecie (ani kobieta facetowi). I tak, jest tylko dodatkiem. A
                raczej "AŻ" dodatkiem wink
                Związek to pozwolenie aby druga osoba wniosła do naszego życia to na co się
                otwieramy, to czego chcemy doświadczać.
                Może to być czułość, troskliwość, delikatność, łagodność, życzliwość.
                A mogą to być presje, wymagania, pretensje, oczekiwania....
                tak czy inaczej, związek jest tylko jednym z możliwych sposobów doświadczania
                tego, czego doświadczyć chcemy smile
        • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 29.08.06, 19:27
          Wiara w przeznaczenie pomaga mi wierzyć, że światem nie żądzi chaos, że skoro
          istnieje przeznaczenie to wszystko z czym się spotykamy w ciągu życia ma jakiś
          sens, a wydarzenia, które nas spotykają to nie tylko zwykły przypadek lub zbieg
          okoliczności... Bo skoro jest przeznaczenie, to jakaś istota wyższa musiała nam
          wyznaczyć nasz los, a to, że bardzo cierpimy lub spotyka nas nieszczęście ma
          wówczas jakiś głębszy cel a nie cierpienie dla samego cierpienia...Podobnie gdy
          spotykasz miłość swego życia i wierzysz, że jest ci ta osoba przeznaczopna, to
          nie obawiasz się tak samotności i odrzucenia, jesteś spokojny, że zwykły
          przypadek nie odbierze ci twego szczęścia.
          A tak posumowując, to od zawsze mimo moich usilnych prób jestem w życiu zupełnie
          sama, pewna mądra osoba przepowiedziała mi, że samotność to moje przeznaczenie,
          ale odmieni się mniej więcej w wieku, który osiagnęłam, i stworzę wówczas udany
          związek z mężczyzną o podobnym pobelmie do mojego, zostanie moim mężem i
          założymy szczęśliwą rodzinę...Może brzmi to śmiesznie, że uwierzyłam obcej
          osobie i tylko wiara w tę jej przepowiednię sprawia się, że jakoś sie trzymam.
          Mama nadzieje, że to nie tylko utopia i nie wierzę w coś, co nie nastąpi...
          • agnitum Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 29.08.06, 21:14
            Ech tyle źle pojętych rzeczy - moim zdaniem.

            _Niewiara_ w przeznaczenie nie oznacza że światem rządzi chaos. Oznacza, że
            każdy z nas odpowiada za swoje czyny, każdy w sposób świadomy i to co
            najważniejsz - nieświadomy kreuje swoją rzeczywistość a przez to przyszłość..
            Żadna istota wyższa czy to Bóg czy kto inny nie wyznacza nam drogi. To MY ZAWSZE
            JĄ WYZNACZAMY.
            Proponuje Ci lekture jednego watku... (pisałem go jako sc200):
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25670&w=23502687&v=2&s=0
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&w=17317073&v=2&s=0
            To co dana osoba Ci kiedyś powiedziała, to była interpretacja pewnej drogi
            życiowej, nakreślanej w czasoprzestrzeni przez Twoje podświadome pragnienia (bo
            zakładam że świadomie nie chciałaś dopiero mając dokładnie x lat spotkać
            partnera). Ta interpretacja mogła się zmienić już na wiele sposobów.
            To że teraz czytasz ten tekst (uświadamiając, budząc się do poznania niższego
            ja) zmienia już Twoje "przeznaczenie" czyli prawdopodobny przebieg wydarzeń.

            Zacytuje to co pisałem jako sc200:
            "Współczuje (mówie to całkowicie poważnie) że masz takie przekonanie o
            "zaplanowaniu swojego życia". Oczywiście skoro w to wierzysz, to jest to Twoja
            prawda smile a co więcej będzie zawsze się ona sprawdzała w Twoim życiu (do czasu
            aż się uwolnisz od tej iluzji rzecz jasna smile )

            Piszesz:
            "Nasze życie jest z góry dokładnie zaplanowane!Nie ma w życiu przypadków. Ale
            nie będę cię przekonywać o moich racjach, bo wtedy musiałabym wyjawiać źródła
            mojej wiedzy, a tego nie wolno mi robić."

            Drugie zdanie nie zaprzecza i nie potwierdza pierwszego.
            Nie ma w życiu przypadków smile oczywiście. Wszystko co się dzieje wynika z naszych
            intencji do siebie i do życia.

            Jeszcze raz to powoli wyjaśnie.
            Nasze życie można porównać do rejsu na dużym oceanie.
            Jeśli kapitan (My) podejmie decyzje że płynie na wschód, to jest jasne, że tam
            płyniemy - to jest nasz cel. oczywiście kapitan może sobie wyciągnąć los z
            wielkiego kapelusza gdzie płynie (jest to analogia do działania podświadomosci,
            jeśli nie żyje się świadomie). I w jego mniemaniu zdaje się wówczas na ten
            przysłowiowy "los". Ale oczywiście nie ma tu przypadku.
            Płynąc oglądamy horyzont. Horyzont jest słabiej widzialny, choć pewnie duże
            obiekty będa (duże obiekty = ważne wydarzenia w analogii) wyraźne i co wiecej
            będzie można dość dokładnie określić czas spotkania się z nimi. To bliższe jest
            widoczne coraz lepiej i coraz trudniej jest to wyminąć...
            Tak samo działa tarot. Widzi wyraźnie to co blisko, i mało wyraźnie to co dalej
            ( z wyjątkiem teo "dużego obiektu". Wszelkie metody prekognicyjne tak działają.
            Każda dobra wróżka zaczyna tekst od "To są tendencje do wystąpienia określonych
            zdarzeń, jeśli pan/pani nic nie zrobi aby było inaczej". Magii to tu za bardzo
            nie ma. To są podstawowe prawa wszechświata. Każdy z nas ma ten program
            podświadomościowy na życie. Tarot znajduje ten element w nas (Zauważ: że to MY
            SAMI WYBIERAMY (przeważnie) KARTY, My = nasze niższe Ja) i wyciąga niejako na
            powierzchnie.
            Oczywiście, że tarot jest doskonałym narzędziem (mam na myśli w działaniu
            prekognicyjnym tylko!!!) dla ludzi, którzy mają zakłóconą bądź wręcz zablokowaną
            komunikacje między trzema składnikami swojego jestestwa. Jeszcze raz powtarzam,
            dyskutujemy o tarocie w kontekście prekognicji (spełnia bowiem też inną role).

            To co piszesz, można niejako potwierdzić od jednej strony. Otóż to nasza
            podświadomość zna skutki obecnego programu i to ona jest skarbnicą naszej
            przyszłości (oczywiscie myślokształty oraz kreacje astralne odbywają się na
            poziomie innego swiata a dopiero później spływają jako kreacje fizyczne np. na
            ziemie --> polecam lekture Osho). Mając tak blisko źródło jesteśmy go w stanie
            indywidualnie zmienić.

            Einstein już kiedyś powiedział, że tylko głupcy wierzą w przeznaczenie.
            na wszystko w życiu mamy wpływ. A jeśli nawet ktoś tego nie rozumie, to i tak
            nie zmieni jednego z podstawowych praw wszechświata.
            "

            Pozdrawiam smile
            Agnitum
                • motyvvacja Re: Oaza? 30.08.06, 11:26
                  Yep.Czytalam w twoim poscie-fakt ze na pol spiaco juz.ALe pisales cos o
                  odwiedzaniu klasztorow uczestniczac w oazie.smile
                  Przypomnialam sobie ze jako malutka dziewczynka bynajmniej przed
                  komunia.Wyslali mnie na ta oaze dzieci bozych w gory.Przyjechalam
                  znerwicowana,budzilam sie w nocy,plakalam.Film 'saun' zrobil na mnie takie
                  wrazenie ze mialam zwidysmile.bylem pewna ze widzialam diablasmile
                  Horror dla dziecka a nie oaza.

                  ....hmm agnitum ,a moze ty byles ministrantemsmile
                  przyznaj sie smile
                  Podkladajac tacke pod zaslinione usta wiernychsmile lol
                  przepraszam musialam to napisacsmile
                  • agnitum Re: Oaza? 30.08.06, 14:07
                    Aaa to był cytat smile z tekstu kiedyś pisanego.

                    Mam podobny pogląd. Uważam Oazy za niezłe pranie mózgu.

                    Ps.
                    Nie byłem nigdy ministrantem smile Jako dziecko raczej mnie od KK odstrączało.
                    Najbardziej jak pamiętam przeszkadzał mi fakt straszenia mnie karą za grzechy
                    oraz mówienia o jedynie słusznej drodze... smile Ach te czasy... kontrowersyjne
                    rozmowy z księdzem na obowiązkowej religii.

                    Agnitum
                    • motyvvacja Re: Oaza? 30.08.06, 17:35
                      Ja mialam siostre Loyole-i nigdy nie potrafilam wypowiedziec jej imienia.
                      No powiedz Loyola? no powiedz...widzisz...nie da sie smile

                      A co do prania mozgu,to tak sobie czasami mysle jak to jest.
                      Jezeli czlowiek ma wolna wole,i jest w stanie zmienic swoje wnetrze,zrozumiec
                      kim naprawde jest:cialem powiazany ze swiatem zwierzat,ogolnie zeby zyc tu na
                      ziemi.Psychika ktora jest czystym programem i mozna ja zmienic (odkompleksic-
                      zrozumiec swoje schematy,odpowiedziec sobie dlaczego?to czy tamto.
                      I duchem czyli miloscia-zakochaniem-kochaniem-odczuwaniem milosci.
                      Bez obiektu-czyste uczucie biorace sie znikad i do nikogo szczegolnego,ktore po
                      rozlaniu sie na nasze (cialo i psyche) zmienia nas do cna.
                      Promieniujemy(jak to zakochani czynia) .Z tym ze promienie te zostana juz na
                      zawsze-poniewaz milosc gdy zaczela sie rozchodzic,samoistnie zlikwidowala
                      kompleksy,agresje,zazdrosc,potzrebe drugiego czlowieka do wlasnych celow.
                      Jednym slowem WOLNOSC.Dlatego duch daje o sobie znac gdy jestesmy zakochani.
                      A ze czlowiek ma wprogramowany swoj system ,milosc poprostu umiera zdeptana
                      emocjami lub wykorzystana do wlasnych celow.Milosc to magnez-ale dosc czesto
                      ludzie chca nia uzupelniac swoje wlasne braki,o dziwo nie swoja miloscia do
                      siebie,lecz czyjassmile..I zawsze kwituja z niczymsmile.Bo wiecej maja emocji niz
                      czystej milosci,i tak naprawde to nie maja sie czym dzielic-klamczuchy
                      wstretne!smile

                      Pozatym ja tak sobie mysle ze przekaz chrystusa byl ok.ALe ludzie zaczeli zla
                      interpretacje,zaczeli nasladowac,a nie starac sie odkryc go w srodku siebie.
                      Manipulacja wziela gore i wladza kk.

                      A tym straszeniem za grzechy to tylko powodowali strach pzred bogiem,a nie
                      milosc.Cialo ze jest zwierzece ,ma instynkty i hormony-hmm.Trudno utrzymac na
                      wodzy taka sile zwierzecego swiatasmile
                      No i zwierz swoje, rozum swoje, i poczucie winy gwarantowanesmileBo pzreciez tak
                      nie mozna!! swintuszko tysmile lol
                      Pzdr

    • mskaiq Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 29.08.06, 14:12
      Mysle Loveley ze bardzo czesto zakochujemy sie i obie strony zaczynaja kochac
      tak jak umieja.
      Zwykle kiedy nie umiemy kochac siebie wtedy nie umiemy kochac partnera. Po
      prostu nie rozumiemy co rani a co zachowuje milosc. tego musimy nauczyc sie na
      sobie.
      Bez zrozumienia na czym polega milosc nasze dzialania nie maja nic wspolnego z
      miloscia. Potrafimy sie klocic, nie potrafimy wybaczyc, chcemy miec zawsze
      racje, chcemy ulegac partnerowi, itp.
      • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 29.08.06, 19:13
        W moim przypadku problem polegał raczej na braku uczucia i zaangażowania w
        "związek" ze strony partnera. Ja go kochałam i kocham, ale mam swoje granice
        wytrzymałości i w końcu wybuchłam, gdy poraz enty wypomniał mi, czemu nie
        zachowuje się jak jego ideał kobiety (znajoma). W moim przypadkun kłótnie nie
        były spowodowane brakiem uczucia, ale ciągłą krytyką i odrzuceniem. Wybaczyłam
        mu to, ale nie potrafię o tym zapomnieć,a z jego strony jest tylko chłodna
        obojętność
        • mskaiq Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 30.08.06, 12:32
          A jednak byl z Toba. Mogl Cie kochac, tylko w taki sposob jak piszesz. To
          bardzo trudny sposob kochania, wszystko co robil bylo przecieko Tobie.
          Kiedy spotykam sie z takim zachowaniem czlowieka to wiem ze zachowuje sie
          podobnie w stosunku do Siebie.
          Kiedy czlowiek potrafi kochac siebie wtedy rozdaje milosc bo ja ma, kiedy jej
          brak rozdaje to co jest w nim, czesto jest to cierpienie.

          • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 30.08.06, 17:11
            Tak, i zdawało mi się przez pewien czas, że kocha, wyczuwałam od niego uczucie,
            ale egoizm zwyciężył, przestałam to czuć, nie mógł znieść, że miewam swoje
            zdanie. Dodam, że jest człowiekeim, który nie potrafi kochać, sam to przyznał,
            że życie w parze go męczy i lubi samotność, a zrywając powiedział, że to m.in.
            dla mojego dobra. Poza tym bardzo szybko się zniechęca niepowodzeniami lub tym,
            że coś nie idzie po jego myśli i rezygnuje z tego...Fakt, nie wszyscy są jednak
            stworzeni do miłości, może ja też nie, ale potzrebuje jej jak ryba wody żeby istnieć
            • motyvvacja Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 30.08.06, 23:03
              To dlaczego nie zrozumiesz ze ja masz ,skoro kogos kochalas, musialas go czyms
              kochac z siebie samej.Nie spadlo to z nieba(a moze).A Ty to czulas,zabieraj sie
              za czytanie ,za rozwoj duchowy.A znajdziesz ja w sobie ,i zaczniesz byc jak
              woda ktora pozwala ryba zycsmile

              i musze cie zasmucic faktem ze to my kochamy z siebie,a czlowiek jest tylko
              obiektem ktorego obdarowujemy miloscia(bo glupio bylo by ponoc kochac bez
              obiektu nie?).Ta druga osoba tez-dlatego bedac razem odbijacie swoje cechy jak
              w lustrze.
              Poczytaj sobie na poczatek pia melody-'toksyczna milosc',znajdziesz ja na
              emule.smile
              Poprowadzi cie od poczatku uzaleznienia.
              Puzniej susan forward 'toksyczni rodzice' -odpowie ci jak do tego uzaleznienia
              doszlas.
              A puzniej cos duchowego-co udowodni ci ze to tylko programysmile
              ...a puzniej wszystko wywal i szukaj w sobiesmile
              pozdrawiam
    • monami5 TAK.... 30.08.06, 12:54
      Hmm moze to zabrzmi dziwnie, ale ja, majac juz pewien "bagaz doswiadczen" w dziale zwiazkow
      niedawno poznalam kogos - przez internet - i moge rzec, iz niemalze od pierwszego maila wiem..... ze
      to chyba "ten". Nasze spotkanie w realu - zarowno to pierwsze, decydujace ponoc, jak i kolejne (nie
      bylo tego wiele na razie, oczywiscie) - tylko to odczucie potwierdza i wrecz rozwija, jesli tak moge to
      ujac..... Podajac mu reke, usmiechajac sie i spogladajac sobie w oczy po raz pierwszy wlasnie poczulam
      jakby....hmm... rozpoznanie. Ze to "on"..... Tak naturalnie..... smile

      Z jego strony jest chyba tak samo..... podejrzewam, nie pytalam bo o takich rzeczach chyba sie nie
      rozmawia?... - ale sie czuje. Mam wrazenie, ze jestesmy sobie po prostu przeznaczeni. Aha, wazna
      sprawa jest, ze oboje jestesmy w zyciu w ogole bardzo szczesliwymi ludzmi..... Tzn. nawet zanim sie
      poznalismy tak bylo. I dlugo bylismy takze sami...... smile
      Od zawsze w to wierzylam - ze spotkam "tego jedynego"..... Mam nadzieje, ze to on. Trzymajcie kciuki
      prosze!.... smile

      Pozdrawiam i mimo wszystko - zycze " niedowiarkom" tego typu spotkan, bo to cos pieknego.


      --
      Nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę; postrzegamy je w zależności od tego, kim sami jesteśmy. (Anais Nin)
      • loveley Re: TAK.... 30.08.06, 17:05
        Widzisz moja droga, nie to abym chciała Cię zdołować, ale ja czułam to samo co
        Ty, stąd ten wątek o przeznaczeniu...Tyle, że nie od pierwszego spotkania, ale
        mniej wiecej po roku znajomości, po prostu nie potrafię teraz uwierzyć (chociaż
        pół roku już nie jesteśmy razem), że serce mogło się pomylić, i przeczucia też
        zawiodły... Naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim myśleć...sad
        Ale z Wami to pewnie inna styuacja, jeśli mówicie sobie wszystko wprost i nie ma
        niedomówień, to znaczy że wszystko gra, mnie mój były długo trzymał w
        niepewności, aż w koncu stwierdził, że mnie nie kocha. W przeciwięństwie do Was
        my z kolei byliśmy bardzo nieszczęśliwymi w życiu ludźmi i to nas połączyło
        Trzymam kciuki i dużo szczęścia życzę, fajnie jest wierzyć w przeznaczenie
        choćby to nawet była bajka
        Pozdrawiam serdecznie
        • oldpiernik Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 02.09.06, 11:52
          Nie wierzę w przeznaczenie.
          Spotkałem moją wybrankę na schodach szkoły, bo na jej piętrze zepsuła się
          spłuczka. Właściwie nie tyle spotkałem, co zobaczyłem. Piękne dziewczę z długim
          warkoczem, zbiegające (w pośpiechu) po schodach. Zjawiło się i znikło.
          Szczęśliwie spłuczka psuła się regularnie, więc zjawisko powtórzyło się kilka
          razy... Później ustało. I nic.
          Minął może rok, albo trochę więcej.
          Przy okazji jakiegoś towarzyskiego spotkania miałem okazję porozmawiać z
          interesującą dziewczyną. Było w niej coś znajomego, lecz nie od razu pojąłem,
          że to właśnie ona, była właścicielka warkocza. :0)
          Jesteśmy razem od ćwierćwiecza, formalnie nieco krócej.
          Mamy diametralnie odmienne temperamenty, co sprawia, że wciąż pracujemy nad
          naszym związkiem, bo razem jest lepiej, niż osobno.
          Mam nadzieję na kolejne, wspólne ćwierćwiecze. :0)

          Myślisz, że zepsuta spłuczka to przeznaczenie?
          Jakoś bardziej pasuje mi do tego leniwy konserwator.
          Jednak to lenistwo dawno mu wybaczyłem, hehe...

          OLDPARTNER
          --
          ...ale kogo to obchodzi...
          • i33 Re: Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 02.09.06, 12:26
            szcęściarz! Old..
            ja wciąż czekam--aż przy okazji prozaicznej naprawy lub innego codziennego
            wydarzenia-a najlepiej żeby to był "złota rączka"---spotkać i usidlić "połówka"-
            i niech tam mówi sobie kazdy co chce,że nie ma połówek albo że ich jest
            dużo,lub że dopóki-nie będziemy szczęśliwi sami ze sobą -to nie ma co oczekiwać
            spotkania I stopnia--i iskrzenia na całej podwójnej linii
            ...ja żyję tą nadzieją że jest ktoś dla mnie i ja dla niego-
            byleby sie tylko nie minąć
            a tak poza tym--samowystarczalność w kwestii męskich zajęć-typu hydraulika itd-
            nie wchodzi w rachubę------więc czekam---z pękniętą uszczelką
            -bo co to byłoby za życie-bez nadziei na WIELKĄ MIŁOŚC
            życzę wszystkim poszukującym obu płci znalezienia partnerów z odpowiednimi
            wibracjami
          • wandal1 Re: Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 02.09.06, 15:41
            alez to wlasnie jest przeznaczenie, to ze wybraliscie to sama szkole
            podswiadomie ( intuicyjnie ), to ze urodziliscie sie w ym samym miescie itd.
            ( w tym sensie przeznaczenie nie oznacza czego z gory okreslonego ). nie
            oznacza to wcale ze tak musialo dojsc, poprostu istnialo wysokie
            prawdopodobienstwo tego spotkania. smile
              • motyvvacja Re: Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 02.09.06, 17:11
                no tak,ja nie wiem jak tam z tymi polowkami,ale facet raczej bardziej sie do
                stada nadaje smileALez oczywiscie wybaczcie panowie,nie chcialam was urazic,choc i
                tak wiem ze malo w was urazy-raczej duma, ze kazdy sprawdzil by sie jako pan i
                wladca..Zeby jeszcze tylko kasy bylo wbrod,to kazdy z was polowke odnajdywal by
                co 10 minut:
                ... i prosze nie zaprzeczac
                nieznosze klamstwsmile

                to tyle jesli chodzi o cielesnosc,o morale was nie podejrzewamsmile
                • wandal1 Re: Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 03.09.06, 00:18
                  trafials w sendo. nic ujac moze troche dodac.
                  z biologicznego punktu widzenia facet ma naturalna ( tzn. biologiczna )
                  sklonnosc do bycia z wieloma partnerkami. tak przynajnmniej czytalem w jednym z
                  wydan Gazety Wyborczej dlaczego faceci zdradzaja. i nic na to nie poradzimy.
                  zastanawiam sie, gdyby wprowadzono ( i zalegalizowano ) poligamie, to ilu
                  facetow okreslajacych sie jako monogamistow pozostaloby z jedna partnerka..
                  PS. luknalem sobie na mapke panstw w kotrych poligamia jest zalegalizowana..
                  pl.wikipedia.org/wiki/Grafikatongue_outolygamy_world_map.png
                  • motyvvacja Re: Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 03.09.06, 02:07
                    JAsne wandal.Bo ludzie zapomnieli ze ciala pochodza ze swiata zwierzat.
                    Walka z cialami trwa i dlatego kompleksow cala masa.Sa dumni Egowo ze swojej
                    ludzkosci
                    Zamiast sie nauczyc kierowaniem procesu (wzrastania -wychodzenia ze swiata
                    zwierzat)Sluchali nauk KK i omotali sie jak choinka lancuszkiem,niskich
                    samoocen,poczucia winy itd.Zdanie sobie sprawy z ciala ktore ma
                    hormony,instynkty i swoje potzreby -a nie dumnie sie wypierac i zaprzeczac temu
                    ze jestesmy rodzina ze zwierzetami.
                    Poto dostalismy ciala zeby nimi kierowac-madrze,a nie pluskac sie w poczuciu
                    winy ze je wogle mam ,i ze ono ma taka sile.
                    -nie bzykaj sasiadki bo pojdziesz do piekla
                    niezle wytlumaczenie-akurat cialo cie posluchasmile
                    a ty ze to twoje cialo,za bzykanie sasiadki sie obwiniaszsmile,bo powiedzmy masz
                    zone,i to jeszcze jeden grzech.
                    To nie grzech a uleganie instynktom,niepotrzebne uleganie.
                    Ale jak tu nie ulegac skoro Ego teraz ci otworzy nastepna perespektywe drugiej
                    polowki,zebys nie musial sie moralnie taplac w poczuciu winy?smile
                    I tak sie bawimy,raz tak, raz inaczej,oklamujac siebie zeby sie lepiej poczuc.
                    A nie lepiej sie zastanowic skad to sie wogle wzielo?Sama swiadomosc prawdy juz
                    zmiensza intensywnosc wielu rzeczysmile
                    ALe przeciez tak milo ulegac cialu,a przy tym jeszcze sobie dodamy historie
                    milosna i juz mozna sie bzykac smialo tongue_outsmile
                    W tym kontekscie wydaje mi sie ze kobieta ma wiekrze poczucie winy-bo i nawet
                    samo jej cialo odmawia szybkiego sexu.Samiec musi sie starac i spelniac jakies
                    warunki.Wiec opowiesci jak z bajki,o milosci zyciasmileZeby bylo lzej ulegac-bo
                    tak malo w nas poczucia wartosci i tym samym zagluszony zwierzecy instynkt
                    kobiecy.Poplatanie z pomieszanymsmile
                    Ale czyz to nie jest cudowne,a ile emocji przy tymsmile
                    • motyvvacja Re: Temat ocean, hehe... no to moja kropelka :0) 03.09.06, 02:19
                      a co do tych poligamistow,to oni akurat z powodu bzykania innej (a musi to byc
                      1,2,3 lub 4 zona)poczucia winy nie maja.
                      Zobacz jak sie roznia od siebie cosmile.
                      Ops wygladalo by to na to, ze socjalizacja jest odpowiedzialna za poczucie
                      winysmile
                      A ktoz by innysmile
                      Szkoda tylko ze tam kobieta nie ma takich prawsmileTroche nie fairsmile

                      Programy programy i jeszcze raz programy,fajnie bylo by sie odprogramowac zeby
                      zaczac sluchac siebie samego.Ale najpierw trzeba sie poznac,kim sie jest bez
                      oprogramowania.
    • p-marian Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 02.09.06, 23:31
      Też podzielę się swoim zdaniem na ten temat.
      Po pierwsze uważam, że sami kreujemy swój los i mamy wolną wolę, więc
      kwestia "losu" jest wyłącznie naszą zasługą. Co do podświadomości to ponieważ
      jest ona zbiornikiem naszych emocji - przeżyć i wzorców można logicznie
      wywnioskować, że by zaufać podświadomości trzeba by mieć tylko pozytywne wzorce
      w umyśle.
      Świadomość zaś oparta o logikę nie pomoże nam w kwestii uczuć aczkolwiek może
      stanowić pomoc gdy emocje nie powoduja całkowitego zaślepiania.
      Co do wróżek to zakładając, że jest jasnowidzem to może coś tam widzieć (czyli
      naszą przyszłość na daną chwilę), aczkolwiek my decydujemy jaką drogą idziemy i
      w każdej chwili możemy zrobić zwrot i przestjemy podlegać wróżkom, horoskopom
      itp.
      Co zaś się tyczy Sił Wyższych wg mnie zawsze nam sprzyjają jeśli tylko
      potrafimy z nich skorzystać.

      P.S.
      loveley - wysłałem Ci wiadomość na priv, może Cię zainteresuje
    • loveley Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 03.09.06, 14:32
      Po przeczytaniu wszystkich odpowiedzi na mój wątek, umieszczony na 3 forach,
      nadal się waham, czy przeznaczenie jest czy go nie ma sad Jedni twierdzą, że
      jest, inni że go nie ma, zdania są podzielone mniej więcej jak 1:1...Nasuwa mi
      się wniosek, że to czy jest przeznaczenie czy go nie ma zależy od naszego punktu
      widzenia, bo myśl ma moc sprawczą, nasz świat jest taki jakim go widzimy, a
      nasza przyszłość jest sumą naszych pragnień, obaw, wzorców postępowania, złych
      lub dobrch uczynków itd...Sami sobie kreujemy swój świat, a to jakim go widzimy,
      zależy od mnóstwa czynników, m.in. dzieciństwa, wpojonych nam zasad moralnych,
      zakazów i nakazów, wpływu ludzi, z jakimi mieliśmy w życiu styczność...
      Może Ktoś z Was potrafi mi odpowiedzić na jedno pytanie...Otóż (nie pamiętam czy
      już o tym pisałam wcześniej), raz w życiu czułam, że mój znajomy to osoba mi
      przeznaczona, nie odrazu ale po jakimś czasie...Byliśmy krótko razem, ale on
      zerwał bo mnie nie kochał i zaczęło się źle dziać między nami, nawet nie wiem
      kim dla niego byłam, bo jest bardzo skryty, ale mamy ze sobą regularny kontakt
      "wirtualny" i to wszystko...Próbuje o nim zapomnieć, czasami myślę, że już nic
      nie czuje, gdy dowieaduje się, że wokół niego kręci się jakaś kobita, to
      wszystko powraca, uczucie odżywa, staram się wtedy zapomnieć, ale nie mogę bo On
      wysyła mi emaile a ja nie potrafię Go ot tak poprostu zignorować...Co dziwne,
      nic nie wskazuje na to, abyśmy byli kiedyś jeszcze razem, nie łudzę się, że
      wrócimy do siebie bo nawet nie jest to wskazane z uwagi na to, że zaczynał się
      do mnie źle odnośić, ale ja nadal czuje, że to Ten mi przenaczony...Uwierzcie
      mi, że próbuje ułożyć sobie życie bez Niego, zapomieć, obiecuje sobie, że więcej
      nie zajrzę do poczty, ale to jest silniejsze ode mnie...Coś wewnątrz mnie
      krzyczy, że będziemy razem i to tylko kwestia czasu, żebym nie wdawała się w
      chwilowe związki bo to nie przetrwa... Jednak są dni, że przestaje już w to
      wierzyć, próbuje poznać ludzi i znowu to samo...To takie dziwne przyciąganie,
      jakbym była od Niego uzależniona jak od narkotyku, jakaś siła pcha mnie w Jego
      strone i nie potrafię jej się przeciwstawić...
      Może Ktoś z Was potrafi mi wytłumaczyć, co to takiego, dlaczego nie mogę się od
      Niego uwolnić? Do tej pory jeśli ktoś wyrządził mi wielka krzywdę, zrywałam
      znajomość natychmiast bez żadnych wyrzutów sumienia, szybko zapominałam o nim,
      ale tym razem tak nie potrafię, chociaż bardzo bym chciała...Co się ze mna
      dzieje, chciałabym skończyć z tym raz na zawsze i poznać kogoś z kim będe
      szczęśliwa, ale myśl o Nim mi nie pozwala...Myślałam o tym, żeby zmienić miejsce
      zamieszkania, numer telefonu, adres email ale to trochę głupie, łatwiej jest
      powiedzieć, żeby do mnie nie pisał, ale też pewności tej nie mam i z tęsknoty
      pewnie napisałabym pierwsza do Niego..Poza tym nie mam za bardzo dokąd wyjechać,
      tak w ciemno, bez pracy?
      • wandal1 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 07.09.06, 12:55
        przejdzie z czasem, jesli nic z tego nie wyjdzie lepiej oficjalnie
        zakonczyc znajomosc ( po co sie meczyc ? ), przy okazji powiedziec ( napisac )
        mu co w Tobie siedzi, wyrzucuc wszystkie zale i smutki. zrzucisz ciezar swoj, a
        do poczty juz nie bedziesz zagladala bo znajomosc bedzie juz finalnie
        zakonczona. a z czasem przestaniesz o nim myslec. takie jest moje zdanie
    • nadia338 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 03.09.06, 16:28
      loveley napisala gdzies wyzej, cyt: Widzisz moja droga, nie to abym chciała Cię
      zdołować, ale ja czułam to samo co
      Ty, stąd ten wątek o przeznaczeniu...Tyle, że nie od pierwszego spotkania, ale
      mniej wiecej po roku znajomości, po prostu nie potrafię teraz uwierzyć (chociaż
      pół roku już nie jesteśmy razem), że serce mogło się pomylić, i przeczucia też
      zawiodły... Naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim myśleć...sad

      u mnie bylo podobnie. wiedzialam, ze to TEN i tak bylo przez kilka lat, potem
      nasze drogi sie rozeszly. na poczatku jak ty, nie moglam zrozumiec, jak moglam
      sie tak pomylic. zrozumialam jednak, ze to bylo TO, moje uczucia mnie nie
      zawiodly, po prostu po kilku latach obydwoje bylismy na innych etapach rozwoju,
      zrozumienia i juz nie moglismy byc razem. co nie oznacza, ze w momencie, gdy
      sie poznalismy, nie bylismy bratnimi duszami, bo tak bylo. czy zwiazek musi byc
      na cale zycie?? mysle ze nie, niektore zwiazki sa po to, zeby nas czegos
      nauczyc, potem sie rozchodzimi aby poznac kogos innego. nie zapominaj, ze gdy
      zamykaja sie jedne drzwi, otwieraja sie inne. i to jest piekne.


      --
      If you look after the root of a tree, the fragrance and flowering will come by
      itself. If you look after the body, the fragrance of the mind and spirit will
      come of itself

      B.K.S. Iyengar
      • wandal1 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 03.09.06, 17:11
        bo poczatek milosci to poprostu... chemia ciala ( lub inaczej hormony ).
        chyba juz kazdy slyszal o tym doswiadczeniu przeprowadzonym przez naukowcow
        na probce ilus tam kilkuset par zakochanych. zakochanie ma mniej metafizyki niz
        nam sie wydaje, a wiecej chemi, biologi ciala. owe zakochanie trwa do 1 roku (
        dla par mocno zabujanych w sobie ), lub 2 lat dla mniej zabujanych, a czesto
        sie i zdarza ze nawet do 4 lat. Zastanawialiscie sie skad sie biora kryzysy
        malzenskie po 4-5 latach ?
        Milosc przechodzi a zostaje szara rzeczywistosc - walka o lepszy byt ( ktorej
        skutkiem jest czesto harowa w pracy a przez to i "wypalanie sie" ), wrzeszczace
        dziecko i pieluchy ( jak tu sie wyspac do pracy jak maly drze sie cala noc ),
        odmienne punkty widzenia na pewne sprawy ( a przeciez tak sie doskonale
        dogadywalismy przed i zaraz po slubie ) a przez to klotnie, wrogosc, poczucie
        osamotnienia ..itd.
        Stad czesto zdrawdy i nowe kobiety - zrodla nowych fascynacji a moze i nawet
        zakochania.. Czy tak w kolko, chyba nie..bo przeciez zwiazek powininnem chyba
        byc partnerski i opierac sie takze na przyjazni..a ta moze trwac nawet do konca
        zycia.
        • i33 Re:feromony też podobno- 03.09.06, 19:20
          jakoś tam się grupują,przyciągając bardziej lub mniej,a że w chemii istnieją
          systemy-parowania się, tzn. dobierania się i pewnej symbiozy i współpracy lub
          też odpychania i niszczenia,weżmy np.teorię naszego rodaka Grzeszczuka-o
          haptenach,gdzie autor twierdzi-iż niektóre typy antygenów są wrecz smiertelne
          dla partnera-tym tłumaczy wiele przypadków nieudanych,toksycznych związków...i
          chorób...............
          a co do 2-letnich okresów miodowego miesiąca-to owszem racja to że ogien
          miłośći różnie płonie----a i nalezy go podtrzymywać-raczej razem-bo jak 1 gasi
          dugie wznieca-to o dobraniu nie ma mowy...
          a tak z własnych obserwacji i doświadczenia----zdradę chwilowe upadki można
          wybaczyć-----------ale totalnej nielojalności, a wręcz niszczenia, czy walki w
          związku nie ma co na siłę utrzymywać--ale myślę że jak 2 ludzi pod wieloma
          względami są dopasowani---to utrzymanie związku ma duże szanse[ze swego
          podwórka wiem że duży wpływ często mają osoby 3 i one skuteczniej od
          zainteresoawanych zalewają ognisko]----
          natomiast jeśli chodzi o związki--gdzie ludzie są na innym poziomie i pod
          większąścią względów inaczej widzą świat, swoje role w zwiąku, sposób
          wychowywania dzieci itd itp-----to nie sa one ewidentnie sparowane,nawet jak
          sie utrzymają---sa martwe
          nie jestem zdania że możemy tworzyć udane związki prawie z każdym,raczej wydaje
          mi się--że w dużej mierze ma tu wpływ karma, a szcególnie to co nie
          zostało "dokończone", no i wzorce z dzieciństwa...
          • i33 Re:feromony też podobno- 03.09.06, 19:30
            często też-kształtujęc czy rozwijając siebie-zmieniamy poglądy na świat...i
            okazuje się że potrzebujemy innego partnera niż 10 lat wcześniej lub inaczej--
            dobiero uświadamiamy sobie co jest dla nas ważne, z kim tak naprawdę
            chcielibyśmy być do końca, poszukujemy bardziej trwlszej przyjażni niż
            wielkiego iskrzenia------ale jakże cudownie by było
            żeby wbrew "wyborczej" i chemii--iskrzenie było co 2 miesiace przyjażń
            dozgonna....
            a tak naw.-ktoś tam kiedyś powiedział--że każdą miłość dobrze jest traktować
            zawsze jak 1 i największą...
    • oldpiernik Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 05.09.06, 22:14
      Męski szowinista powinien zrejterować po Waszych wpisach.
      Dramatyczne oskarżenie KK (kukułek?) o wszystko, powinno zniechęcić ornitologa.
      Analiza odzwierzęcych instynktów podparta nutką fizjologii mogłaby odstręczyć
      pięknoduchów.
      Więc co u licha ja tu robię?
      Nadal nie wierzę w przeznaczenie. :0)
      Wolno mi, nieprawdaż?
      Podtrzymywanie zauroczenia związkiem (partnerskim) wykracza daleko poza
      feromony, genotyp, kodeks karny czy kanoniczny. Możecie się ze mną nie zgodzić.
      Wolność jest atropiczna. :0)

      Wystarczy chcieć, oczywiście razem.
      OLDWYRWANYZKONTEKSTU?!
      --
      ...ale kogo to obchodzi...
      • i33 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 06.09.06, 07:56
        wolną wolę rozumiem jako możliwość sterowania czy przesterowania swego życia...
        nie zawsze sprzyja aura i czasem trzeba mieć siły i nadzieje przeprowadzic
        statek przez szkwały i nawałnice-każdemu inna nauka w rejsie...
        sa kapitanowie z fajką w zebach i są z odciskami na rękach od trzymania steru...
        doświadczenie jest drugą naturą człowieka...
        ale czasem bruzd za dużo i wypacza nature...
      • i33 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 06.09.06, 08:55
        czy wystarczy chcieć?
        o ile sęp zrozumie delikatność kolibra...
        czy kukułki
        i czy koliber jest w stanie zostać padlinożercą
        czasem trzeba chcieć-a czasem nauczyć się nie chcieć
        z tolerancją mają problem i szowiniści i pięknoduchy chcące na siłę coś tam
        gdzieś na siłę naprawić
        • oldpiernik Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 06.09.06, 12:10
          Zgoda.
          Nic na siłę.
          Od samego początku.
          Jak często widzę polowanie na partnera/kę za wszelką cenę.
          Pośpieszne szukanie szczęścia.
          Równocześnie wielu zrezygnowanych, bo to i tamto.
          Co chcę powiedzieć?
          Korzystanie z doświadczeń, własnych i cudzych, daje możliwość przewidywania.
          Nic nie daje pewności.
          Próbować warto.

          OLDCOMAŁATWO ;0)
          --
          ...ale kogo to obchodzi...
          • i33 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 07.09.06, 09:49
            tak -zawsze warto próbować...
            doświadczenie uczy też szacunku do siebie i..reakcji na jej brak w stosunku do
            siebie---i pobiezne być może mylne i co gorsza krzywdzące sądy...

            nie sądze by byli tacy co mają wszystko i zawsze "łatwo"
            mamy różnie
            doświadczamy i radości i trosk-trudów, mamy różne predyspozycje-na indywidualny
            sposób- i zgadzam się z tym że czerpać można i z cudzego doświadczenia--
            pokonywania trudów----... ale i też umiejętności cieszenia się życiem-----
            to tez sztuka!
            pozdrawiam
        • i33 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 07.09.06, 14:15
          czy-nie odnosisz wrażenia,że karma--jest dla wielu czymś wątpliwym
          bo skoro--przyczynę i skutek[nieodwołalny---do odpracowania,chyba że zniesie
          prawo miłość,o ile dobrze wiem]---możemy traktować jako przeznaczenie-bo
          przecież jak nie odrobimy to jeszcze bardziej gmatwamy i sobie i nast.
          pokoleniu---więc dobrowolna zgoda na mus...[nieunikniony]

          a wielu jak widze nie wierzy w przeznaczenie....!

          a może do pewnego stopnia w pewnym względzie ..lub do czasu az z pokorą i
          miłością "zrobimy porządek"--wtedy dopiero mamy pełne pole do działania z wolną
          wolą, a jeśli...
          zanim pojawimy się na ziemi wybieramy sobie "roboty naziemne"bojowe zadania itd
          to czemu----u licha----nie wiemy czy już tego dokonaliśmy, odrobiliśmy...
          i czy----można zapędzić się w "odrabianiu" doświadczaniu-------ZA DALEKO?

          powiem może inaczej--jak odczuć---że dość--że czas na kreację---czy wtedy kiedy
          opada poczucie winy a wzrasta----"zaraz mnie też coś sie należy"?
          • i33 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 07.09.06, 14:21
            a i jeszcze jedno mnie nurtuje
            może ktoś coś na ten temat wie,czuje----
            przy "okazji" czyszczenia rodu-wolno komuś zwalić na głowę-trochę za dużo do
            odrobienia----jeśli tak to czemu -czyżby to ktoś kto najwięcej narozrabiał?
            pytam z pokorą...
            • motyvvacja Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 08.09.06, 02:08
              Czesc iczkasmile
              Tak mi sie wydaje ze szukasz wytlumaczenia na to co nas spotyka.Szukasz jakiej
              klamki,drzwi przez ktore mogla bys przejsc i najchetniej zmienic wszystko,bez
              uszczerbku.(Takmi sie wydaje-moge sie mylic).Ale wytlumaczyc mozemy tylko sobie
              sami,to czym sie otaczamy,jak przyszlo nam zyc.Odpowiedz znajdziesz w srodku
              siebie.Oczywiscie jesli zadasz odpowiednie pytanie.Bo wszystkie odpowiedzi
              sa,problem w tym ze nie ma odpowiednio zadanych pytan.Polepszenie zachodzi
              tylko i wylacznie wtedy,gdy kierujemy sie do srodka nas samych.Jedna jedyna
              droga na zmiane.

              Co do 'oczyszczania rodu',to moje zdanie na ten temat jest takie.
              Cialo dostalam rodowe,ale tylko cialo.Za co dziekuje serdecznie moim pra,pra.
              A oczyszczic to ja musze sie sama.Z oprogramowan destrukcyjnych,ktore mi
              chciano,lub nie chciano-wprogramowano.Zycie i rozne sytuacje,socjalizacja i
              moje oceny,sprawily ze mialam o sobie takie a nie inne zdanie.Zazwyczaj
              falszywesmile No coz tym falszowanym zdaniem czlowiek sie kierowal,i natrafial na
              swojej drodze na ludzi rowniez do nas samych podobnych..
              Trudno po rozpoznaiu ROZWALIC cale ulozone zycie,i zaczac fruwac ze szzcescia
              ze zrozumielismy swoja falszywke.Na wszystko przychodzi czas.
              AKcja-reakcja.Cala karma.
              Dlatego wiem i pewna jestem,ze proces karmiczny u mnie sie dopiero zaczyna.I
              jestem pewna ze bedzie to cudowny czas smile
              Dlatego poznawanie siebie jest tak cudownie exscytujace.Bo widzisz na wlasne
              oczy ze masz moc kreowania zyciem.
              Zmien akcje-a zmienisz reakcje.
              Zamien strach na milosc,a miloscia bedziesz zyc.Milosc rozdawac,milosc odbierac.
              To jest najtrudniejsze,ale pod kazda nasza akcja ktora wprowadza nas w tarapaty
              znajduje sie strach.Pomysl ile mogla bym w zyciu zrobic gdybym sie nie bala?
              Ile nowych drog by sie otwarlo,ile nowych pomyslow?.Mowila bym co czuje bez
              krepacji,stawala bym we wlasnej obronie.Byla bym otwarta na ludzi.
              Nie bala bym sie zmian,a tym samym poczucie bezpieczenstwa wzroslo by.
              Te niewidzialne granice podsycane sa niczym innym niz strachem.
              Modlmy sie o milosc,a strach odejdzie.Zmiany nadejda w nas,a tym samym powoli i
              w naszym zyciu.Musza !-bo takie jest prawo zycia,karmy:jest akcja-musi byc
              zyciowa reakcja.

              z pozdrowieniami i promykiem szczescia dla ciebie dobra duszyczko iczko smile
              • i33 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 08.09.06, 21:53
                Moti---mnie się wydaje że ja sie niczego już nie boję,i nawet osłabły ucichły
                popędy i chcenia-bardziej nazwałabym swój stan wypalaniem się -zmęczeniem,ja
                tylko rzucam hasła i ciekawa jestem doświadczem poglądów ,,nie szukam
                rozwiązania dla siebie ---cały czas próbuje rozwiązywać swoje supły--całkiem
                realnie i racjonalnie-może tylko za mało satysfakcji...
                pozdrawiam
          • wandal1 Re: Miłość/podświadomość/przeznaczeni e 11.09.06, 13:25
            te zadania bojowe wypelniamy cale zycie i tylko smierc je zakancza.
            na pocieszenie powiem ze swojego doswiadczenia ze nigdy nie jest pod gorke, a i
            moze byc juz do konca z gorki wiec glowa do gory smile
            skad wiadomo ? chyba po tym ze czujesz sie pod kazdym wzgledem spelniona, ale
            jesli juz jest to po czesci to juz duzy sukcessmile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka