Dodaj do ulubionych

Czy jesteście wojownikami?

29.05.09, 09:28
Budzi sie we mnie powoli Duch Wojownika. Do tej pory byłam osobą uległą i w
ostateczności, jesli byłam pod presją, aby zrobić coś, co mi bardzo nie
odpowiada, robiłam to i czułam sie jak ofiara "złych ludzi".
Życie harmonijne kojarzyła mi się z sielanką, a każde zadanie był wysiłkiem,
bo ja to powinnam "leżeć na kanapie i pachnieć".
Ale miałam swoje ideały.
I teraz muszę nauczyć się o nie walczyć.
Niestety z moimi rodzicami, którzy na tyle nie akceptują mjego chłopaka, że
wyrażają się o nim z pogardą i lekceważąco nawet przy mnie-co dla mniejest nie
do przyjęcia.
Sytuacja jest trudna.
Ale postanowiłam nei chowac głowy w piasek.
Musze im pokazac, że to jest Ktoś Ważny. Że on Istnieje.Że muszą to do
wiadomości a nei traktować go jak mój nieodpowiedzialny wybryk, który trzeba
zlekceważyć.
Czy wyobrażacie sobie aż taką niechęc do człowieka? ZA to , że jest
neiwykształcony, chory na schizofrenie i jest rencistą? Czy potraficie
zrozumieć moich rodziców?
Obudził się we mnie duch walki.
Zaczynam rozumieć, że w życiu trzeba umieć walczyć o siebie.
Nie mówie tu a jakimś wyścigu szczórw, ale o prawdziwej walce o swoje ideały i
przekonania, o prawo do własnej drogi.
Zrzucam skóre kotki salonowej.
Budzi się we mnie lwica.
Uczucie jest cudowne, magiczne, wielkie.
O co wlaczycie w życiu, czy walczyliście?
Czy macie Ducha Wojownika?
Jak sie zapatrujecie na ten temat?
pozdrawiam smile
Obserwuj wątek
    • marian770 Re: Czy jesteście wojownikami? 29.05.09, 13:27
      najważniejsze to być w zgodzie z własnym sumieniem. jeśli czujesz że
      to co robisz jest dobre dla Ciebie to walka o to jest słuszna.

      ja całe życie jestem wojownikiem. nie miałem łatwego życia, ale wiem
      że jestem kowalem swojego losu- to ja decyduje jakie mam życie, no
      może oprócz zobowiązań karmicznych. dlatego tak ważne jest
      rozpoznanie negatywnych wzorców i wszystkiego tego co nas ogranicza
      we wzroście duchowym a nastęnie to przeprogramować w podświadomości.
      trud włożony zwraca się z nawiązka, czego sam doświadczam w tych
      sprawach w których przeprogramowuje stare wzorce. pamiętać jednak
      trzeba że zmiana wzorca to nie pstryknięcie palcem i już jest, to
      ciężka praca nad soba która może trwać nawet miesiącami. ale jesli
      faktycznie nam zalezy na zmianie to każdy trud i wysiłek się
      podejmie. bo trzeba tez pamiętać że jest wiele osób które tylko
      narzekają że jest im źle ale jednocześnie nić nie robią w kierunku
      aby coś zmienić. czasami z lenistwa, a czsami dlatego że jest im z
      tym dobrze ( paradoksalnie ), bo grają wtedy rolę ofiary, kiedy się
      ludzie litują nad nimi.
      • motyyvvacja Re: Czy jesteście wojownikami? 29.05.09, 14:45

        Roznie to bywa z tymi ''ukrytymi intencjami''-czasami nie mamy o
        nich zielonego pojecia.Warto sie zatrzymac i zadac
        pytanie;Dlaczego?,po co?-no i oczywiscie byc szczerym samemu ze soba-
        lub z tym komu sie to pytanie zadaje.(majac nadzieje ze odpowiedza
        nam prawde-a jesli nie to, czytamy mowe ciala zbierajac rozne
        przyklady z zycia wziete(ich poczynania)...

        Mariola ciekawe jakiez to intencje maja twoi rodzice nie akceptujac
        tego chlopaka? Nie dlatego ze sie o ciebie martwia? kochaja? chca
        jak najlepiej?....(jestem tu pozytywna-ty musisz poznac prawde ich
        intencji)

        Jesli sie dowiesz to podjeta 'Walka o siebie'' z twojej strony
        bedzie przebiegac bez poczucia winy,i z pelna energia staniasz za
        soba ,i tym co chcesz.Bez zbednej walki z rodzicami lub obrzucaniem
        ich wina(obdarzanie kogos wina za twoje niepowodzenia czyni ta osobe
        silniejsza od ciebie-bo sama dalas jej panowanie nad swoimi
        emocjami.Pamietaj zawsze to ty wybieraszsmile .Wiedz dlaczego i dzialaj-
        Masz do tego czyste prawo, a i nawet jest to twoim obowiazkiem-byc
        Madrze szczesliwa.
        • martola80 Re: Czy jesteście wojownikami? 29.05.09, 16:15
          dzięki za odpowiedzi. Czuję się przez Was przygarnięta jak mały głupi piesekwink
          Co do Mariana to właśnie tak postanowiłam postępować-żeby czuć się dobrzez sama
          ze sobą.Słuchać własnych standartów i własnego sumienia.
          Jak zrobie coś byle jak w pracy to ucierpie na tym tylko ja, bo będę miała
          poczucie winy i gdzieś w głębi będę uważała że nie umiem zrobić dobrze. Tak wiec
          staram się, nie dla innych, ale dla siebie, aby być z siebie zadowolona, dumna
          nawet, mieć o sobie dobre zdanie.

          Co do intencji moich rodziców-to rozumiem, że oni chcą dla mnei jak najlepiej.
          Ale problem w tym co oni uważają dla mnei za najlepsze. Nie Tego, z kim ja chce
          być, kogo kocham i widze w nim sens, ale kogoś"ustawionego, wykształconego,itd itp"
          Tak wiec oni tak naprawde nei myślą omnie, o tym co mi da szczescie, prawda?
          Nie wspierają mnie jak przyjaciele.Bo przyjaciele traktuje sie po partnersku. I
          wydawałaby się , że dorosłe dzieci też należałoby tak potraktować. Ale oni są
          "pnad" mną, dają sobie prawo do decydowania co jest dla mnei dobre, do bycia
          mądrzejszymi, traktowania mnie z góry. A z góry można tylko traktować kogoś komu
          sie chce podać rękę. Czy oni mi chcą podać rękę? Chcą żebym robiła to co oni
          uważają za słuszne.Nie rozumieją wogóle tego, ża ja jestem inna i mam swoją drogę.
          Dla mnie sa po rpostu ograniczeni w swym spojrzeniu.
          Dlatego pozostała mi jedynie walka.
          Mam nadzieje ze to nie jest jedynie głupi zryw "zakochanej kobiety" który
          opadnie i wróci stan bierności, ale prawdziwe przebudzenie duchowe, które
          zaowocuje na wszystkich płaszczynach życia, psychicznego również.
          Bez poczucia winy?
          Troche chyba we mnie jest.
          W jakiś sposób ich ranie sprzeciwiając sie.Robiąc nie po ich myśli.
          Ale my się nigdy nie zrozumiemy.
          Oni myślą bardzo "standartowo" i są jak beton o który uderzam(zero komunikacji)
          a ja jestem dosć niestandartowa.
          Jak można zyc w takim konflikcie. Udając ze wszystko jest w porządku czuje sie
          jak jakis lawirant i mam cięzkie sumienie.
          Nie jest.
          Mi jest trudno sie postawic bo bardzo potrzebuje ciepła i przyjaznej atmosfery
          do zycia. A zycie nei piesci.
          Ech zapedziłam sie w kozi róg, poki co skończesmile
          buzkismile
          • szizumami Re: Czy jesteście wojownikami? 29.05.09, 21:04
            -powiem jako matka dorosłej córki-
            JAKA AMAZONKA BEDZIESZ???--za pare dobrych lat-
            dom..zdobycie go-utrzymanie...dzieci-
            utrzymanie,wychowanie,wykształcenie...
            nie tylko chleb i herbata z pasztetem-ale i ksiażka od czasu do
            czasu,wypad gdzieś..wakacje,urlop..i ..jak to wżyciu bywa jakieś
            wpadki roznego rodzaju-których nie jesteś w stanie przewidzieć
            UDZWIGNIESZ TO SAMA-jeśli twój chłopak-mąż-nie da rady-jeśli jego
            stan zdrowia sie pogorszy??
            czy zdajesz sobie sprawe ile musi nieraz udzwignać kobieta chorego
            męża?alebo kobieta która nie wytrzyma z choroba i zdecyduje sie
            wychowywać dzieci[czy jedno-nieważne]-SAMA?
            uwierz mi nie jest to takie proste-TO CZESTO PRZERASTA

            inna rzecz---wyrażajac sie o chłopaku w ten sposób jaki twoi
            rodzice --to robia--maja dokładnie to-czego nie chca-twój upór--a
            nie analize przyszłości
            pozdro..




            t
            • marian770 Re: Czy jesteście wojownikami? 29.05.09, 22:09
              szizumami, jeśli martola tego nie doświadczy to zawsze będzie
              żałować że mogła a nie zrobiła.
              zresztą są przypadki kiedy miłość może pokonać wszelkie przeciwności
              losu.. częściowo tak było w "Pięknym umyśle" ( historia oparta na
              faktach ). ale też Ci powiem że mam przyjaciela schizofrenika, i
              poza tym że jest bardziej zmulony ( w wyniku brania tabletek ) to
              nie widzę żadnej różnicy pomiędzy stanem obecnym a przed chorobą
              • motyyvvacja Re: Czy jesteście wojownikami? 30.05.09, 01:18

                ale też Ci powiem że mam przyjaciela schizofrenika, i
                > poza tym że jest bardziej zmulony ( w wyniku brania tabletek )

                No wlasnie-mam takie male pytanie,jezeli hypothalamus(czesc w
                mozgu,odpowiedzialna za emocje i sex) ,jest caly czas bombardowana
                przez lekarstwa dla schizofrenikow,to nie tylko nie ma sexu a i
                emocje sa zupelnie zobojetniale,nie mowiac juz o okazywaniu milosci.

                Bardzo latwo zakochac sie w schizofrenku :kobiecie-zdobywcy(wtedy
                ona biegnie za kroliczkiem) nie wiedzac ze kroliczek jest na
                haju.Lol.
                Albo tej ktora bedac odtracona przez ojca,chce udowodnic ze mozna ja
                kochac , i napiera ze stara zdarta plyta raz jeszcze.

                Wszystko trzeba wziasc pod uwage,milosc... boze ..milosc to nie
                tylko slowo.

                Ja caly czas na nia czekamsmileMimo ze nie raz mieszanka emocji z
                tostesterononem mnie bombardowala ,nazywajac sie milosciasmile

                Czekam na cos co ma glebszy sens niz tylko biologia mojego organizmu
                i emocji..

                ehhhhhhhhh....moze to tylko moje wyobrazenia ktore musze puscic w
                niepamiec ,i wtedy pojawi sie to...to...co jestsmile
                • szizumami Re: Czy jesteście wojownikami? 30.05.09, 07:50
                  --nie chce brukać miłości
                  chciałabym jak i wy żeby była ona i po narzeczeństwie -
                  wielka,oddana,silna,podtrzymujaca--dodajaca sił
                  i wierze że sa zwiazki-gdzie pomimo choroby,kalectwa-ludzie trwaja..
                  ale wiecej niestety jest tragedii-
                  rodziny z dziećmi ciezko chorymi częściej sie rozpadaja-
                  kobiety podczas rozwodu-dochodzac swych praw-sa tak samo po chamsku
                  traktowane przez byłych,jak i skład sedziowski-nie sa to puste słowa-
                  wyssane---bliskie moje znajome,a jedna z nich czynnie działa na
                  rzecz ludzi z autyzmem
                  trzeba wiedzieć że życie z osoba przewlekle chora lub nieuleczalnie-
                  jest przktycznie poustawiane wokół jej choroby[oczyw. żalezy co to
                  jest za choroba,jak nasilone objawy-przeciez u samych schizofreników-
                  jest wiele..]
                  DZIECI---w rodzinie osoby chorej-dziedziczenie i nie tylko-JEGO
                  WZRASTANIE OBOK CHCOREGO----zupełnie inaczej jest kiedy tata ma np
                  cukrzyce i dziecko uczy sie że musi brać insuline,że musi regularnie
                  jesć,że czesto żle sie czuje,pózniej uczy sie jak mu pomóc--kiedy
                  atak...
                  ale kiedy dziecko wzrasta w poczuciu zagrożenia??-bo nagle nie
                  wiadomo kiedy-jest agresywny,albo podpala sie na balkonie?....
                  poznałam dziecko z takiej rodziny---serce sie ściska..
                  właściwie wychowuje je babcia..
                  koleżanka-schizofreniczka-zdolan zadbana,miła,wesoła..----
                  seksoholiczka-po wielu skrobankach...
                  do tego SM--facet wytrzymał kilkanaście lat...
                  ---
                  jeszcze jedan rzecz ważna --a może nawet decyduja ca w zwiazku-
                  o której mało sie mówi--bycie nieuleczalnie chorym,w chorobie
                  postepujacej-odbierajacej możliwość pracy,godziwego zarobku,rozwoju--
                  -RODZI POCZUCIE NIŻSZEJ WARTOŚCI,bunt -"czemu ja?,nie godze sie z
                  tym-AGRESJA,NIEMOC-------NAŁOGI
                  tak samo jak i u tych u których żadnej ciezkiej choroby nie
                  stwierdzono--I TO BYWA GORSZE OD SAMEJ CHOROBY

                  mój były maż z cukrzyca-byłby kochany gdyby nie jego pociag do picia
                  i bordelainowski wrecz charakter
                  nnawet nie majac dziecka-ciezko to wytrwać
                  a czasem jedynym wyjściem jest ratowac siebie I DZIECKO

                  pomyśl MASZ DZIECKO--co chesz mu w życiu dać?
                  być może choroba, charakter-człowieka-jest łagodna--da sie spokojnie
                  życ-wystarczy trzymać sie pewnych reguł,dbać o siebie,być może jest
                  pomoc-psychiczna,fizyczna-od rodziny...byc może człowiek ten jest
                  tak piekny duchowo--iż dziecko pomimo braku materialnych rzeczy-
                  bedzie miało wspaniały kregosłup duchowy,moralny..?
                  ale czy na pewno???
                  zanim urodzisz nie zadajesz takich pytań---SOBIE!
                  bo nie zdajesz sobie sprawy że mozesz kogoś bardziej kochać niż tego
                  mezczyzne..ze być może bedzie ktoś inny-albo wcale
                  • szizumami Re: Czy jesteście wojownikami? 30.05.09, 08:16
                    Martolu---moim zdaniem mylisz "bycie wojownikiem" z buntem
                    -JEŚLLI CHCESZ BYĆ NAPRAWDE TYM WOJEM-***ZRÓB ROZEZNANIE***----w
                    kim,czym masz sprzymierzeńca,jaki jest twój współbrat w boju-czy
                    tylko grzmi o swoich zacnych czynach--sprawdz go w próbnych
                    potyczkach---wypróbuj--NA RÓŻNYCH POLACH BITWY-w różnych sytuacjach--
                    u siebie w domu u niego, w plenerze,w różnym towarzystwie--I BACZNIE
                    OBSERWUJ--czy mysli o swojej chwale--czy o RODZIE?
                    czy o przyjemności ze zdobywania przyczułków--czy ma dalekosieżny
                    plan?
                    omawiaj z nim plany awaryjne
                    badz pilnie czy nie ZATRACA SIE W ŚWIETOWANIU!
                    w jakiech strategiach jest dobry-czy zna swoje mocne i słabe strony--
                    -i jaki ma do nich stosunek...

                    -wole pasterza!
                    z fujarka!


                • marian770 Re: Czy jesteście wojownikami? 30.05.09, 10:03
                  > Ja caly czas na nia czekamsmileMimo ze nie raz mieszanka emocji z
                  > tostesterononem mnie bombardowala ,nazywajac sie milosciasmile

                  oby się nie okazało Motywacjo, że się zestarzejesz, a Ty wciąż
                  będziesz czekać na tą miłość.
                  u mojej żony na uczelni, 3/4 kobiet w wieku między 30-60 lat to
                  samotne panny, wciąż czekają na księca z bajki na białym rumaku,
                  tj. na przystojnego intelektualiste z fortuną u boku...

                  jak wiesz podświadomość może wszystko, odpowiednio zaprogramowana
                  może poprzez "zbiegi okoliczności" nakierować Cię na sytacje w
                  którym spotkasz swoją miłość.

                  można wprowadzić za pomocą sigila taką afirmacje "jestem w związku z
                  osoba która mnie kocha i którą ja kocham" a później w stanie np.
                  alfa/theta umysłu tą afirmacje ugruntowywać codziennie...
                  są też rytuały magiczne też skutecznie programujące podświadomość (
                  szczególnie jak się ten rytuał wykonuje w stanie alfa ). metod jest
                  wiele...
                  a tak obserwując Twoje wypowiedzi, to stwierdzam, że także powinnaś
                  przeprogramować wzorzec, że przyciagasz facetów którym chodzi tylko
                  o seks. o czym myslisz tym się stajesz...
                  • motyyvvacja Re: Czy jesteście wojownikami? 30.05.09, 10:32

                    a wiec staje sie sex bomba? tongue_out

                    Wiem..mozliwe ze moje wybory spowodowane byly strachem przed czyms
                    stalym i dlugotrwalym.Koncepcja obiadow,prania skarpetek,prasowania
                    spodni,koszul,dbania o (gada) ,powalala mnie z nog.Przez kilkanascie
                    lat mialam gosposie w domu,wiec takich problemow nie mialam.Rzeczy
                    materialne kiedys byly dla mnie bardzo wysoka wartoscia-
                    przyznam.Teraz najwyrzej widze czlowieka.Niestety takie ustawienie
                    kiedys mialam.Moze nadal jestem(pieprzona ksiezniczka) jak to moja
                    siostra na mnie mowitongue_out.Ale staram sie cos zmienic-tak aby MI bylo
                    wygodnie...czy o wygodnictwo mi chodzi...moze tak... bo czy na
                    szczescie trzeba pracowac ?..chyba nie..
                    Wiec reszta w rekach Boga.

                    A co do przeprogramowania to masz zupelna racje...Bede sie w to
                    bawic..Bo wierze sobie we wszystko co sobie powiem..To wielki
                    sukcesssmile
                    Wiec skrzetnie i rozwarznie musze wybierac kazde slowo.smile
                    Pozdrawiam Cie Marian
              • szizumami Re: marian 30.05.09, 08:42
                -tak wiem--
                i być moze "nasze dziewcze" należy do tych "wojujacych"
                obrzydły jej parasol...

                "człowiek,który nie wierzy w rzeczy niemożliwe-czyni cuda"-
                czy mierz siły na zamiary?-

                a w zyciu cuda mieszaja sie z proza-jak hawaje ze slamsami...
                jest potrzeba utrzymania wiary z cudu i zwatpienie w cierpieniu...

                szczawiowa z jakiem..

                --a jeśli idzie o schizofrenie i podobne--co wiadomo na ten temat na
                pewno-chyba niewiele?!



                • marian770 Re: marian 30.05.09, 10:09
                  wiesz chodzi mi o to, że czasami skutek jest z góry znany, ale jesli
                  ktoś sam się o tym nie przekona, to zawsze będzie miał do siebie
                  pretensje, że miał szanse która stracił ( a która niestety po fakcie
                  okazują się nie być sznasa tylko problemem )

                  > --a jeśli idzie o schizofrenie i podobne--co wiadomo na ten temat
                  na pewno-chyba niewiele?!

                  z ezoterycznego punktu widzenia 90 % schizorfeników to osoby bardzo
                  wrażliwe u których została zdarta osłona pomiędzy światem zmarłych (
                  energii, bytów energetycznych ) a światem materialnym.
                • martola80 Re: marian 30.05.09, 10:19
                  Dziękuję Kochani za wypowiedzi. Ta dyskusja jest bardzo cenna dla
                  mnie.
                  Niestety nawet tu wszystko rozbija się o stereotypy- o bark
                  świadomości co to jest schizofrenia, z zwykły strach przed chorymi
                  wynikający niestety z braku świadości.Przykre. Wielką osobą jest dla
                  mnei Anna Dymna, ktora próbowała to zmieniac, wiele lat temu
                  oglądałam jej program o schizofrenikach, który miał "uczłowieczyc"
                  tych ludzi w oczach społeczenstwa. Niestety takie działania są
                  niszowe i mój chłopak nie może znależc pracy minn dlatego, że
                  nawet "światli " ludzie sa w tym przypadku "bezbronni" jak dzieci,
                  pełni strachu i uprzedzeń.
                  Nie zdajecie sobie sprawy, co On przeszedli że to czyni go kimś
                  wyjątkowym, kimś kto docenia to co ma, na kogo moge liczyc ze mnie
                  nie pusci kantem jak spotka młodszą, kims w pełni oddanym, niezwykle
                  czułym, kochanym.
                  I wiecie co mysle, ze ten świat jest taki przwrotny. Ona ma piękną
                  duszę, silną i stabilną, która daje mi duże oparcie i dzięki której
                  mój stan sie poprawia z miesiaca na miesiac i zaczynam sie naprawde
                  roziwjac. Kto by pomyslal, ze taki człowiek moze mi dac takie
                  wsparcie? Ale czemu wsparcie koajrzymy z rzeczami materialnymi?No
                  nie mówiąc wogle, że to "chory psychicznie". Ale jednak. Nie
                  wierzcie temu co wsze oczy widzą. Ufajcie sercu.
                  Milosc ma wielką silę.To potężna Moc.
                  Ja nie zyje po to żeby wyjsc za mąz i miec dzieci.
                  Ja zyje po to aby zyc.
                  Wcale nie musze się "rozmnażac".
                  I jeszcze apropos rodziców. Dla mnei takie wywieranie presji na
                  dziecko, aby robiło to , co rodzic uważa za słuszne, to
                  totalne "bezmóździe".
                  Czy naprawde rodzice chcą wychowac taką bezwolną istotę, która nawet
                  nei wie , że żyje, nie mowiąc juz o nauczeniu się czegokolwiek?
                  Rodzice powinni uczyc dzieci podejmowac własne decyzje, ponosic za
                  nie odpowiedzialnosc bo tylko w ten sposob maga sie czegos nauczyc,
                  zdobyc jakąs mądrośc życiową.
                  Marian-dziękuję za wsparcie, widze ze ty nie masz uprzedzen, bo masz
                  kolege chorego.
                  Niestety media robia wszystko zeby ludzi nastraszyc an chorych
                  psychicznie.
                  Ale to rozległy temat.
                  buzki
                  • motyyvvacja Re: marian 30.05.09, 10:50

                    Mariola to jest twoja milosc,nie wiesz jak On cie kocha.Innych
                    milosci do nas nie da sie zmierzyc.Co wlasciwie jest nawet
                    niepotrzebne bo''The love we give away is only the love we have''
                    Milosc ktora dajemy innym jest tylko miloscia ktora mamy.
                    Moze tu wlasnie milosc pokazuje ci sens zycia-twoja droge.Tak dlugo
                    bedziesz miala sil,jak dlugo ona w tobie bedzie..Wiec dbaj o nia. i
                    walcz.Bo to twoje szczescie.
                    kiss
                  • szizumami Re: marian 30.05.09, 11:04
                    Martolu---nie do końca rozumiesz
                    ---mowa moja wynika z doświadczenia i własnego i ludzi blisko mnie
                    bedacych,o których sie otarłam--nie ze stereotypu --"strach przed
                    choroba"
                    dlatego napisałam ze musisz być gotowa na cieższy scenariusz,
                    i nie warto w nim nie uwzgladniać motywu---"rodzice okaża sie
                    najwieksza pomocą"...
                    nie musisz sie rozmnażać-oczywiście-nie wszyscy musimy mieć dzieci-
                    ale wszyscy tkwimy w materialnym świecie,który ma swoje,jak na razie
                    ostre zasady--nie masz pieniedzy--nie zarabisz-jesteś na czyimś
                    utrzymaniu-wegetujesz,jesteś na łasce..
                    jeśli twój partner nie bedzie mógł zarobić --ty bedziesz musiała-
                    jemu bedzie z tym dobrze?
                    nie chodzi mi o rozdzielanie was-i pokazywanie ci że taki zwiazek
                    jest--zupełnie nie to----CHODZI MI O WZBUDZENIE W TOBIE REALNEGO
                    MYŚLENIA--KONKRETÓW
                    z kotki salonewej--tak łatwo nie przeskoczysz na pozycje bizness-
                    woman walczacej o prawa ciemieżonych..
                    nie przyjmij tego żle-chce napisać dosadnie-ale nie chce ciebie
                    zrazić..
                    znane mi jest uczucie "moja czy nasza miLość zwycieży wszystko"
                    -nie zwycieżyła
                    a dziecko nie było planowane...
                    wasz,twoja miłość może i zwycieżyć i przetrwać
                    ja nie wyrokuje ani nikt nie ma tego prawa--chodzi TWOJE DOJRZAŁE
                    REFLEKSJE
                    • martola80 Re: marian 30.05.09, 11:18
                      No ja rozumiem , ze zycie nei jest lekkie. Ale pwoiedz mi, dla kogo
                      jest? Rozpadają sie najbardziej "udane" związki. Nie ma na
                      szczesliwe życie recepty.
                      Jesli chodzi o takie ralne zycie, to po prostu nie ma tu jakiejs
                      tragedii, po prostu jak wszyscy , bedziemy pracowac, zarabiac i
                      utrzymywac sie. Jaka tu filozofia? Ludzie robia z tego codziennego
                      zycia jakąs legende. Ni ma co tworzyc martyrologii. Po prostu sie
                      zyje. I tyle. A duch wojownika tylko pomaga w zmaganiu sie z
                      codziennymi trudosciami, bo wojownik odnajduje w tym przyjemnosc i
                      satysfakcję.
                    • marian770 Re: marian 30.05.09, 11:37
                      Szizumami, jakośc życia jest odzwierciedleniem wzorców jakie w sobie
                      nosimy. trzeba rozpoznać te wzorce które nas blokują, nie pozwalają
                      być szczęśliwym a następnie przeprogramować.
                      najwięcej wzorców się tworzy w dzieciństwie i dlatego na nas jako
                      rodzicach spda szczególna odpowiedzialnośc to co mówimy, jakie
                      schematy, stereotypy mówimy dzieciom. są jak czysta płyta CD - i my
                      jako rodzice decydujemy o tym co zostanie tam nagrane.
                      wiem jakie to jest trudne, kiedy mam podły humor i coś się nie
                      udaje, a tu jeszcze dziecko coś zbroi, załamuje wtedy własna
                      bezsilność

                      podsumuwując

                      więc biedak może zostać bogaczem
                      chory może się uzdrowić ( np. poprzez dobrych lekarzy nie koniecznie
                      za pomocą cudu )
                      samotny może znaleść miłośc swojego życia
                      bez pracy może znaleść wymarzoną pracę itd.

                      rzecz jasna jest jeszcze element o którym wspomiał Agnitum ( coś
                      umilkł w ostatnim czasie )- sukces w afirmacjach zależy też od
                      pozimow urzeczywistnienia na czakramach, czyli mówiąc najbardziej
                      ogólnie , kiedy " Twoje słowo ciałem się staje", a więc myśli mają
                      moc materializacji zdarzeń. ale to też decyduje tylko o tym jak
                      długo trzeba pracować z afirmacją

                    • martola80 Re: marian 30.05.09, 12:20
                      Życie to było ciężkie podczas wojny, zycie jest ciężkie w Afryce,
                      My, żyjący w środkowej Europie jesteśmy jak pączki w maśle. Nawet
                      nei zdajemy sobie sprawe jką mamy dobrą karmę. I tracimy ją.
                      Apeluję.wink
                      Nie musimy walczyc o przetrwanie, zawalczmy o nasze ideały!
                      Nie marnujmy tego co dostalismy.
                      Ni po to mamy co jeśc, gdzie mieszkac, nikt do nas nie strzela,
                      abysmy sie zatracali w konsumpcji i innych bolaczkach zachodniego
                      swiata. Wlasnei po to, zebysmy mieli energie na cos sensowniejszego.
                      Tylko my mozemy. Inni nie maja takiej szansy bo muszą walczyc o
                      jedzenie.
                      wink
                      • marian770 Re: marian 30.05.09, 13:03
                        bez obrazy Martola ale gdyby głód zajżałby Twoim dzieciom w oczy,
                        wszelkie walki o ideały odstawiłabyś na bok. myślisz że tego nie ma
                        w Europie ? poczytaj sobie artykuły ile % dzieci w Polsce głoduje..
                        wrzuciłem w google hasło "dzieci nieodżywione" i kliknąłem pierwszy
                        link z góry ( są to dane statystyczne GUSu ). może troche stare ( z
                        przed 4 lat ) ale chyba nie wiele się zmieniło w tej
                        kwestii ,szczególnie teraz w dobie kryzysu:

                        "Niedożywienie to problem, którego tak naprawdę nie widać, a który
                        dotyczy aż 32% dzieci w Polsce (co dziesiąte z nich nie kwalifikuje
                        się do pomocy społecznej, czyli nie jest objęte pomocą państwa). Z
                        danych GUS za 2001 rok wynika, że prawie połowy rodzin, bo aż 45%,
                        nie stać na zjedzenie przynajmniej raz na dwa dni posiłku, w skład
                        którego wchodziłoby mięso, drób czy ryba. Zdaniem ekspertów, niemal
                        co trzeci uczeń rozpoczyna naukę bez śniadania, tymczasem dzieci i
                        młodzież powinny spożywać od 4 do 5 posiłków w ciągu dnia, w tym 1-2
                        w szkole. "

                        całość
                        wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Niedozywione-dzieci-w-Polsce,wid,7816717,wiadomosc.html
                        • martola80 Re: marian 30.05.09, 14:40
                          Rozumiem doskonale i właśnie o tym mówie.
                          Może przesadziłam z uogulneiniem na wszystkich ludzi.
                          Przepraszam.
                          Poprawiam sie.
                          To ja jestem jak "paczek w masle".
                          O i juz.
                          Własnie o tym pisałam, ze gdzie jest walka o byt, o jedzenie, o
                          przetrwanie, nie ma mowy o ideałach-przynajmniej w przypadku dużej
                          większosci.
                  • aarvedui Re: marian 31.05.09, 18:06
                    martola80 napisała:

                    > Nie zdajecie sobie sprawy, co On przeszedli że to czyni go kimś
                    > wyjątkowym, kimś kto docenia to co ma, na kogo moge liczyc ze mnie
                    > nie pusci kantem jak spotka młodszą, kims w pełni oddanym, niezwykle
                    > czułym, kochanym.


                    jeszcze raz przeczytaj to sobie...

                    sorry, ale ja to tak odbieram, że chcesz mieć pieska, a to że jest kulawy, to
                    właśnie Cie w nim pociąga...



                    zastanawiałem się czy to napisać, ale zarówno intuicja jak i rozum twierdzą tak
                    samo. być może to tylko wrażenie, ale dość silne.
                    • martola80 Re: marian 01.06.09, 22:53
                      Ma równiez z inne zalety które tez doceniam.
                      To ze akurat te napisalam, to ze faktycznie podobienstwo u ludzi do
                      zwierząt uwazam za zaletę. Najbardziej na swiecie kochałam mojego
                      psa. I najwiecej uczuc wzbudzały zawsze we mnie istoty chore(w tym
                      mężczyzni).Moze jestem jakas skrzywiona ale taka jest moja
                      uczuciwośc.
                      • aarvedui Re: marian 02.06.09, 01:41
                        chodzi mi bardziej o to, że sprawiasz wrażenie nie rozumiejącej swoich motywacji.
                        jak dotąd wychodzi, że działasz wyłącznie z pobudek egoistycznych, a "partner"
                        jest pretekstem do udowodnienia innym swojej dorosłości.
                        egoizm poprzez "poświęcenie" dla innych (zyskanie uwagi i dowartościowanie się)

                        to wychodzi z tego, co piszesz. widziałem już sporo takich przypadków wyfruwania
                        z gniazda.
                        kiedy pretekst przestaje być potrzebny - idzie w odstawkę.

                        nie owijam w bawełnę, więc jeśli Cię to uraża, to wybacz i eot =)
                        • motyyvvacja aavedui 02.06.09, 06:54
                          No wlasnie Mr.aarvedui mozliwe ze ma tu racje,ale najwrzniesze jest
                          zeby NIE DAC SOBIE WCISKAC MOTYWACJI smile ,ci ktorzy nie potrafia
                          sobie zajrzec w srodek -zgarna wszystko ze stolu i potakaja glowa-bo
                          im wygodnie ,bo nie potrafia,bo zawierzaja,bo autorytety...Dlatego
                          diagnozowanie przez innych moim zdaniem jest bardzo pomocje 'Eye
                          opener'ale nie zawsze trafne.Choc zawsze powinno sie byc otwartym b,
                          a noz widelec mam takie motywacje...zamkniecie czyli defend(
                          odpieranie-a w zadnym wypadku! Ja? Neeeeeeeeeesmile...

                          Ostatnimi czasy czytam wiele,ale nie wszystko 'biere se do serca'smile

                          Kiss zuczki !
                        • martola80 Re: marian 02.06.09, 10:44
                          No tak, bo tutaj to tak może wyglądac, ale w zyciu nei chodze z tabliczką na
                          czole, "poswiecam sie-patrzcie jaka jestem dzielna"
                          Dla mnei to troche nie ma sensu co mówisz.
                          Moze faktycznie tak potraktowałam to forum, ale z zyciu uwierz, nikt mnie za to
                          nie docenia, oprócz mnie samej. I tak-to sprawia ze czuje sie silniejsza,
                          barzdiej dowartosciowana-nie rozumiem skąd taka nagonka na ludzi którzy robic
                          cos-podnosza swoją wartosc we własnych oczach-to jakis grzech jest-to niemoralne????
                          I nie robie tego z takich pobudek-uwierz-jestem juz w zwiazku 1,5 roku-poczatki
                          byly zupelnie inne. To wynika z tego ze zmienia sie sytuacja, ja sie zmieniam i
                          staram sie jak najlepiej dostosowac.
                          Na poczatku ja byłam chora i niepracująca. Marzylam o tez chorym partnerze-bo
                          tylko taki mógł mnie zrozumiec.Nie wyobrazałam sobie byc blisko z kims
                          zdrowym.On pracował i imponował mi tym, jak swietnie sobie radzi w chorobie.
                          Potem nasza sytuacja diametralnei sie zmienila. Ja stanelam na nogi, choroba
                          odeszla w zapomnienie.Ale ten zwiazek jest dla mnei najcenniejszy i robie
                          wsyztsko aby na nowo sie odnalezc z taka sama albo i jeszcze wieksza pasja, bo
                          ona rośnie wraz ze stazem związku.
                          • martola80 Re: marian 02.06.09, 11:01
                            A to ze tak biję się teraz o dorosłosc to wynik choroby. Nawet nie wiesz jak
                            choroba dezintegruje człwoieka. Jest bezradny i potrzebuje pomocy. Staje się jak
                            dziecko. I tak tez zaczynają go traktować rodzice. Stajesz sie na powrót małym
                            dzieckiem, nikt nie bierze cie powaznie i nie liczy się z twoim zdaniem. Rodzice
                            zrobili wiele takich ruchów jak byłam bardzo chora(założyli mi konto, które
                            sobie uzywają do tej pory, załozyli na mnie działalosc gosp. zeby sobie odliczac
                            od podatku i płacic mniejsze składki-czym mi zablokowali start-czy ewent
                            udogodneinia jakbymn chciała cos teraz zrobic sama).
                            Dopiero teraz starazm sie wyplatac z tego całego"ubezwłasnowolnienia".
                            Ale zeby to zrobic niestety muszę zawalczyc. Tym razem to nie idzie tak gładko
                            jak wtedy kiedy dorastałam.
                            Musz na nowo stanąc na nogi i pokazac swoje granice.
                            • martola80 Re: marian 02.06.09, 11:55
                              a rodzice na początku cieszyli sie ze sie z kims spotykam(wiedzieli o chorobie)
                              dopiero potem ja stanęłam na nogi, uznali mnie za "zdrową",a on okazał sie nie
                              taki znowu wspaniały zaczeły sie schody.Tata mi robił pranie mózgu ze to moze
                              byc mój "kolega" anie partner.Nie traktowali tego powaznie i jakos to
                              akceptowali. Czułam sie jakby to mnie nie traktowali poważnie(bo tak było) - a
                              to było jednym z objawów.
                              Ja to traktuje powaznie i chce zeby to do nich dotarło-chce zeby mnie zaczeli
                              traktowac powaznie.
                              • motyyvvacja Re: marian 02.06.09, 12:55
                                Zacznij sama siebie traktwac powaznie,a jezeli oni nie beda cie
                                brali na powarznie,nie beda sie liczyc z twoim zdaniem, to masz
                                prawo odciac sie od takich ludzi.Bo to z nimi jest w takim razie cos
                                nie okey.Kropka.
                        • martola80 Re: marian 02.06.09, 12:54
                          Jakoś nie daje mi to spokoju.
                          Czytam po raz kolejny co napisałeś i dajej po prostu nie rozumiem.
                          Wytłumacz jakos jasniej.Bo nawet chyba nei wiem z czym polemizuję.
                          Kurcze, wzmocniłam sie i walcze o to co moje.
                          To jest ten egoizm? Jak babcie kocham nie kumam.
    • mskaiq Re: Czy jesteście wojownikami? 31.05.09, 05:49
      Kiedy zaczyna sie walczyc o idealy wtedy sie je traci. Idealy traca
      swoja wartosc moralna, staja sie przyczyna wojny.
      Bronie moich idealow ale nigdy nie walcze z innymi ludzmi aby
      zostaly zakceptowane, nie staje sie wojownnikiem aby je bronic.
      Twoja racja obroni sie sama, kiedy pokozesz ze zwiazek z osoba ze
      schizofrenia jest dobrym zwiazkiem, ze jestes szczesliwa, ze masz
      dzieci, ze sa zdrowe, itp.
      Moge argumentowac, przekonywac ale nie moge wymuszac na innym
      czlowieku aby zaakceptowal moj sposob myslenia. Robia to Twoi
      Rodzice i z tym sie nie zgadzasz, dlaczego chcesz robic to samo ?

      Ja jestem bylym schizofrenikiem Martolo80. Dzisiaj medycyna juz wie
      ze schizofrenia nie jest dziedziczna wiec nie ma obawy o to ze
      dzieci z takiego zwiazku beda obciazone ta choroba. Nie mniej w
      rodzinach gdzie jedno albo oboje rodzicow ma schizofrenie
      prawdopodobienstwo ze dziecko bedzie mialo schizofrenie jest
      wysokie. Nie wynika to z przekazu genetycznego wynika to z tego ze
      dzieci w takim zwiazku moga byc narazone na bardzo negatywne i
      emocjonalne kontakty z osoba albo osobami ktore maja schizofrnie.
      Bardzo wielu schizofrenikow nie potrafi kontrolowac negatywnych
      emocji a przede wszystkim strachu. Negatywne emocje sa w stanie
      wyrzadzic olbrzymia krzywde dziecku czy osobie zyjacej ze
      schizofrenikiem.

      Jesli chodzi o seks to schizofrenia nie ma wplywu na seks, o ile
      schizofrenik jest w stanie kontrolowac swoje negatywne emocje.
      Wplyw na seks za to moga miec lekarstwa.
      John Forbes, bohater filmu Piekny umysl przestaje brac leki ze
      wzgledu na seks i swoja prace tworcza.

      Jest bardzo wielu schizofrenikow Martolo80 ktorzy pozbylo sie
      schizofrenii, to nie jest choroba biologiczna, chociaz pojwilo sie
      wiele teorii i hipotez na ten temat. Sa to tylko hipotezy ktorym
      zaprzeczaja wszyscy ci ktorym udalo sie pozbyc schizofrenii.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • szizumami Re: Czy jesteście wojownikami? 31.05.09, 09:48
        Misiek--ja zaś czytałam -że najnowsze badania zdaja sie potwierdzać
        biologiczne uwarunkowania..a jesli idzie o chromosomy t w obrebie
        15,22 i 1...
        wiec -choć sam byłeś w tym głeboko-sam widzisz jak wiele hipotez
        jest na temat tej przypadłości-przez wielu uwazanej za
        wyjatkowo "frapujacą" choroba-smoka
        jesli idzie o seks--to moze być tak iż pośrednio nieumiejetność
        panowania nad emocjami moze wpływac na te dziedzinę--i o to
        chodziło...
        nie zas o to że taki ktoś w stanie "spokoju" nie jest płodnym czy
        dobrym kochankiem
        a leki psychotropowe-to wiemy wszyscy jakie potrafia zrobić
        spustoszenie nie tylko w przyp.tej jednostki
        ogólnie---może byc dobrz ale może to być piekło dla rodziny-
        i to chciałam powiedzieć

        NO I----wiekszość z nas ma jakies tam zdefiniowane lub nie problemy
        ze zdrowiem...ktoś agresywny,egoistyczny-niekoniecznie ma w
        papierach napisane-psychopata1--a czyni tyle złego że bilansu strat
        mógłby mu niejeden mieszkaniec psychiatryka pozazdrościc..
        nie dzielimy sie tu na lepszych,gorszych--nie o takie
        podziały,stereotypy mi chodziło-a o to czego chca dla Martoli rodzice
        --żeby unikneła ciezkiego życia1-które NIE MUSI BYĆ ale być może-z
        powodu-nie tylko znamienia nazwy choroby--ale i tego dodatkowego
        czynnika TRUDNOŚCI-braku wykształcenia..
        i tu Martolu--chce sie przypomniec że ja też byłam takim
        buntownikiem-
        a teraz jestem na pozycji-matki[bo ojca już nie ma]-
        która WIDZI jak córce jest ciezko-własnie dlategoże jest choroba
        [akurat nie ziecia]-na która musza znalezć sie środki-a nie ma
        wykształcenia--i trudniej jest znależc dobrze płatna pracę-
        jest naprawde ciezko--i gdyby nie pomoc rodziny-byłoby jeszcze
        gorzej..

        dlatego tez -prosze cie o rozeznanie---jestes Martolu-wrażliwa i
        zdolna dziewczyna-są w tobie wielkie ambicje--czy wytrzymasz-jesli
        nie bedziesz mogła sie realizować?
        twój wysiłek włozony w zwiazek może być wiekszy niż sobie wyobrażasz
        teraz?
        to prawda że trud życia człowieka szlifuje---ale nie miej za złe
        rodzicom że pragna dla ciebie wg nich lepszego życia-przynajmniej to
        zrozum
        powodzenia
        • mskaiq Re: Czy jesteście wojownikami? 01.06.09, 10:58
          Kazdy ma prawo do podejmowania wlasnych decyzji. Nie wazne jest czy
          sie z tymi decyzjami zgadzamy czy nie i czy robimy to dla dobra
          wlasnego dziecka.
          Jakakolwiek decyzje podejmnie moje dziecko to jedynym sposobem
          wspomagania dziecka to akceptacja tej decyzji.
          W przeciwnym przypadku budzimy u dziecka bunt, ktory prowadzi do
          zerwania kontaktow z rodzicami. Wtedy traci sie szanse pomocy
          wlasnemu dziecku, czesto w najbardziej krytycznym dla dziecka
          momencie.
          Serdeczne pozdrowienia.
            • martola80 Re: Czy jesteście wojownikami? 01.06.09, 15:47
              Zgadzam się z Maskiem i Marianem. Trzeba podejmować własne decyzje.
              I nie porównujmy tej sytuacji z dzieckiem wsadzającym palce do kontaktu. To
              żenujące.
              Rozumiem, że niektórzy rodzice, w tym moi, mają takie własnie podejscie, ale
              staramy sie tu wykazać, że takie podejście to głupota, ograniczenie i egoizm
              albo zwykła próba kontroli. Owszem rozumiem, ale wiem, że kierują tym
              przesłanki, które to w moich oczach dyskwalifikują.
              • szizumami Re: Czy jesteście wojownikami? 01.06.09, 18:47
                Martola mimo twojego nimiłego podejscia -
                życze ci żebyś zawsze , w kazdej sytuacji dała sobie rade

                ale wdze że baaardzo dużo musisz jeszcze sie o życiu dowiedzieć-
                -1-stosunek do ludzi o innych pogladach--sama nie zauważasz-jaka
                jesteś obcesowa-nawet wobec tych którzy-staraja sie być wobec ciebie
                subtelni[powielasz nienawidzona przez siebie forme komunikowania
                rodziców]
                pozdro
                -
        • martola80 Re: Czy jesteście wojownikami? 01.06.09, 22:47
          Twój post jest zyczliwy i jaknajbardziej skłania do życzliwej
          odpowiedzi.
          Wiesz ja nigdy tak nie stawiałam swoich poglądów na ostrzu noża, byc
          może Cię tym uraziłam, wiesz , za dużo naczytałam się już tych forów
          i chyba nabieram takiej manierywink A własciwie to ucze sie nie
          przepraszac za to, co mysle.
          Szanuje cie i moja złosc wyniknęla bardziej z złosci na tą formę
          rozumowania, która teraz mnie ogranicza a nie była skierowana do
          Twojej osoby.
          Nie chce do końca zycia wyrzekac się siebie tylko dlatego by
          byc "miłą".
          Nie chce przepraszac za to , że bywam "niemiła".
          Ech, no taka jestem. Czasem wredna. Ale czasem trzeba umiec byc
          wrednym. Ucze sie nie wstydzic tego.
          Wiem, że mogłabym uzyc swej empati aby wczuc sie w twoją sytuację.
          Ale robiłam to całe zycie i mam wrazenie ze wyrosłam na kogos bez
          swoich poglądów.
          Wiec staram sie dotrzec do tego co naprawde czuję i myślę i juz nie
          wstydzic sie tego, tylko jasno komunikowac.
          Nie chce pisac ze to wina rodziców, których zawsze musiałam słuchac.
          Moze byłam słaba.
          Znowu tłumacze sie jakbym przepraszala za to ze zyję. Ech...
          Taki los.
          Czasem warto byc ostrą, bo wtedy sie nikt nie lituje.A teraz to juz
          gram znowu na wszych emocjach...
            • bosco.ewa Re: Czy jesteście wojownikami? 02.06.09, 20:22
              "..Milosc ma wielką silę.To potężna Moc.
              Ja nie zyje po to żeby wyjsc za mąz i miec dzieci.
              Ja zyje po to aby zyc...." masz racje!!!!!!!!!!!.. Zyj ta miloscia
              tak dlugo ,jak tylko mozesz,ale mniej na uwadze,ze milosc to
              nietrwaly stan. Jej moc z czasem zmaleje!! Tylko milosc rodzicow
              trwa niezmiennie, wiec radze Ci,bys o nia dbala i od czasu do czasu
              wynagradzala niepokoj rodzicow dodatkowa serdecznoscia (nie
              rezygnujac ze swojej milosci)! Za dwa lata sama bedziesz patrzec na
              to wszystko troche inaczej....pozdrawiam
    • ben_hur36 Re: Czy jesteście wojownikami? 03.06.09, 16:23
      Ja dla przykadu, kiedy przestałem być wojownikiem to zacząłem w
      piękniejszych kolorach i szczegółach dostrzegać otaczający mnie
      świat. Otaczjący mnie ludzie jak gdyby zaczęli się zmieniać (
      oczywiście to ja sie prawdopodobnie zmieniłem). Oczywiście mam swoje
      zdanie i poglądy bo jak to nazywam "gram w swoją grę"(cytat z
      filmu "W sieci" z Michaelem Douglasem). Jeśli płynę razem z nurtem
      jest mi łatwiej. Dzięki miłości, przebaczaniu jest to jak
      najbardziej możliwe. Nie przywiązując się do jakiegokolwiek finału
      bądź rozwiązania ( choć robiąc wszystko aby to sie wydarzyło) ufam,
      że tak się stanie....
    • mskaiq Re: Czy jesteście wojownikami? 04.06.09, 09:50
      Szizumami jestem ojcem i kiedys podobnie myslacym do Rodzicow
      Martoli80.
      Bylem starszy, wiecej rozumiejacy, wiedzialem lepiej co jest dobre
      dla dziecka a co jest zle. Nie mialem racji, chcialem dobrze ale nie
      mozna dzialac wbrew woli wlasnego dziecka bo nie pomagamy a dzialamy
      wbrew wlasnemu dziecku.
      Moge powiedziec moje zdanie, moge nie zgadzac sie z dzieckiem ale
      decyzja nalezy do dziecka i raz podjeta decyzje nalezy respektowac i
      wspierac. Inaczej zaczyna sie dzialanie przeciwko wlasnemu dziecku.

      Massz prawo do wlasnego zdania i decyzji Martolo80 i trzeba umiec ja
      przedstawic i bronic. Nigdy jednak nie warto byc ostrym, zlym i
      przeciwko wlasnym rodzicom.
      Kazda milosc jest wazna, im wiecej jej zachowasz tym bedziesz
      silniejsza bo nie ma sily w zlosci, zalu ani nienawisci, jest tylko
      w milosci.
      Serdeczne pozdrowienia.
        • mskaiq Re: Czy jesteście wojownikami? 05.06.09, 12:53
          To nie jest dobra zmiana. Sprobuj pozbywac sie zlosci i probuj ja
          zatrzymywac zanim zaczniesz ja nakrecac. Jak ja opanujesz to pozniej
          zrob troche cwiczen fizycznych aby pozbyc sie napiecia ktore
          wywoluje.
          O wiele latwiej bedzie Ci wygrywac z problemami kiedy bedziesz
          potrafila kontrolowac swoje negatywne emocje.
          To byl moj poczatek. Bardzo latwo ulegalem zlosci i latwo tracilem
          cierpliwosc. Aby wygrac ze schizofrenia musialem panowac nad
          zloscia, musialem byc nieskonczenie cierpliwy.
          Podobnie bylo ze strachem, to trwalio dlugo, lata ale pozbywalem sie
          jednego strachu za drugim. Przestal mnie ograniczac i mna kierowac.
          Sprobuj regularnie cwiczyc fizycznie, rower, bieg, plywanie, itp.
          Wydaje sie latwe do realizacji ale jest trudne. Pojawia sie
          zmeczenie, znichecenie, utrata wiary i sensu do tego co sie robi.
          Jesli chcesz wygrac musisz nauczyc sie stawiac na swoim, przede
          wszystkim w stosunku do samej siebie.
          Serdeczne pozdrowienia.
    • liley11 Re: Czy jesteście wojownikami? 10.06.09, 21:13
      Tak, mam ducha wojownika. Walczylam o wiele rzeczy. Lista bylaby
      dluga. U mnie nastepuje proces odwrotny. Ucze sie uleglosci i
      rozwiazywania problemow metoda pokojowa. W pewnym momencie zrobilam
      sie nawet zbyt ulegla i pare osob i sytuacji "wlazlo" mi na glowe.
      Czlowiek uczy sie cale zycie.
      Taki suchy zwiezly post - mam kryzys dwulatka w domu i sil brak.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka