Spacer po tajemniczym ogrodzie

12.01.10, 21:39
Ponieważ dawno temu obiecałam, że podzielę się wrażeniami z książki
pani Burnett- „Tajemniczy ogród”- a klymenystra złapała mnie za
słowo :) więc dzielę się, chociaż nie potrafię tak jak niektórzy z
Was, wyczerpać temat od A do Z-ale mój główny problem to brak czasu.
A więc najważniejsze: bardzo podobało mi się prawdopodobieństwo
psychologiczne problemów małej Mary. Dziecko niechciane, odrzucone
przez matkę, wychowywane przez hinduskie nianie- wiadomo, jak może
wyglądać psychika takiej istotki. Każde dziecko na jej miejscu
nosiłoby w sobie głęboką ranę- i jedną z najbardziej prawdopodobnych
reakcji obronnych byłaby taka właśnie „contraryness”, takie
zamknięcie na innych ludzi, bycie nieprzyjazną, jadowitą, cierpką i
na wiele sposobów niegrzeczną. I pani Burnett doskonale pokazała ten
związek pomiędzy takim stosunkiem matki do dziecka, a tym, jak się
potem kształtuje jego psychika. Śmiem stwierdzić, że dzięki temu
czytelnik nie musi sięgać po książki psychologiczne ani tracić zbyt
wiele czasu na obserwację rzeczywistości, tylko czytając „Tajemniczy
ogród” może poznać tę prawidłowość. (I tę myśl bardzo chciałabym
rozwinąć- porozmawiać na temat poznawania rzeczywistości poprzez
książki, ale na to potrzebny jest osobny wątek- i oczywiście
zainteresowanie rozmówców tym tematem.)
Tylko czy „terapia”, jakiej poddał ją los, w prawdziwym życiu byłaby
skuteczna? Przecież dom wuja, do którego trafiła, był zimny i
nieprzyjazny… Z drugiej strony rzeczywiście Martha i jej rodzina
mają w sobie wiele ciepła, które przekazali Mary- zwłaszcza Dickon,
no i jego zwierzątka, z czerwonobrzuszkowym robinem na czele, od
którego się tak naprawdę wszystko zaczęło… Myślę, że bardzo ważne i
mądre zdanie powiedziała Martha- na stwierdzenie Mary, że jej nikt
nie lubi- „A czy panienka lubi samą siebie?” To musiało dać
bohaterce do myślenia. A niejeden uczony psycholog w rozmowie z
pacjentem nie wpadłby na to, co ta prosta dziewczyna z wrzosowiska.
Tyle mogę na razie powiedzieć. Ale w wolnej chwili zajrzę jeszcze
raz do książki i zobaczę, czy te wszystkie przeżycia Mary w
Misselthwaite Manor nadają się na terapię na przykład dla mnie.

Muszę także powiedzieć, przy okazji Wam się podlizując :), że dzięki
Wam pomalutku zaczął wyrabiać się we mnie zmysł krytyczny wobec
tego, co czytam i mogłam dostrzec parę niedociągnięć. Zakończenie
trochę nierealistyczne- jak to, po tylu latach zgorzknienia pan
Archibald tak po prostu patrzy przypadkowo na rosnące kwiatki i
nagle doznaje olśnienia, że na świecie istnieje dobro i trzeba być
dobrym? I w ogóle trochę za dużo naraz: owo „olśnienie”, sen o
zmarłej żonie i list od Zuzanny Sowerby? Wydaje mi się, że
wystarczyłby jakiś jeden znak, ale wystarczająco wyraźny, by skłonić
pana Cravena do powrotu do domu. Nie mam jednak na razie pomysłu, co
by to mogło być. I chyba za szybko po tym wszystkim książka się
kończy- żadnej rozmowy pomiędzy Colinem a ojcem, a w filmie
Agnieszki Holland, który oglądałam jeszcze jako dziecko i będę
musiała sobie odświeżyć- bardzo podobało mi się, że pan Archibald
pod koniec rozmawiał z Mary, że pochwalił ją, za to, co zrobiła- bo
należało się jej, raz że była dzieckiem spragnionym uwagi i
aprobaty, a dwa, że zaprowadzenie Colina do ogrodu i de facto
uzdrowienie go było nie lada osiągnięciem. To zdanie zapadło mi w
pamięć: „Dokonałaś czegoś, co uznałbym za niemożliwe”. (Zawsze potem
chciałam, żeby mnie ktoś tak powiedział.)

Kolejna rzecz: nasz Andrzej pewnie zacznie zaraz wskazywać
nawiązania do treści religijnych- ha, ale ja go ubiegnę, a co ;)
Jest dużo nawiązań do Biblii ( i to widzę ja, pseudoturczynka i
niedoszła muzułmanka, która w mniemaniu wielu powinna odrzucić tę
księgę… A nie zgodzę się: to jest, obok mitologii greckiej i
rzymskiej, ważne dziedzictwo naszej europejskiej kultury!)
Nieprzypadkowo dwie istoty płci żeńskiej uwijające się wokół panicza
Colina nazywają się Mary i Martha. Martha spełnia typowo przyziemne
posługi, a Mary „obrała lepszą cząstkę”- cząstkę duchową, ogród, o
którym opowiada chłopcu, i, co najważniejsze, prawdę o nim samym:
jaki on w rzeczywistości jest, i jak go postrzegają… Ogród- trochę
jak ogród Eden, a jednocześnie jako zakazany owoc z tego samego
ogrodu. Tylko że kusicielem nie jest tu wąż, tylko ptak, a złamanie
zakazu nie prowadzi do niczego złego, tylko przeciwnie- do samych
dobrych rzeczy… Może dlatego właśnie mamy tu sympatycznego robina, a
nie węża… Wąż jest zresztą na początku (a nie żółw, jak w
tłumaczeniu!) i może faktycznie występuje jako symbol zła, jakie
gnieździło się w duszy Mary przed przyjazdem do Anglii. No tak, w
sumie w symbolice chrześcijańskiej Duch Święty funkcjonuje jako
gołąb, więc nieprzypadkowo widzimy tu ptaka, a nie na przykład
wiewiórkę :) Wszystko się zatem zgadza.

A teraz, żeby był jeszcze bardziej bezpośredni związek z MM- ale nie
żebym na siłę próbowała łączyć moje offtopy z tematyką forum, po
prostu naprawdę tak zauważyłam. Dwie rzeczy w tej książce wydały mi
się znajome i nasunęły myśl, że pewnie pani MM zainspirowała się
nimi. Jedna- to rozmowa Mary ze starym ogrodnikiem- wypisz wymaluj
rozmowa Laury z ojcem polonisty. Tylko że Mary nie od razu zauważyła
sama, że jest „zła”, tak jak to ochoczo ni stąd ni zowąd
wyrecytowała Laura. Mała sierotka bardzo powoli, krok po kroku,
dochodziła do poznania siebie, tego, co w niej złe, oraz dobra
tkwiącego zarówno w niej samej jak i w świecie. I ten proces jest
bardzo wyraźnie pokazany. Druga- wtargnięcie Mary do pokoju Colina-
to tak jak Ida u Krzysia Paszkieta. I jedna i druga nawymyślała
przykutemu do łóżka chłopcu i w sumie postawiła go na nogi metodą
zimnego prysznica, zamiast się nad nim rozczulać.

No i standardowe pytanie- co Wy, znawcy literatury, o tym wszystkim
myślicie?

Ciąg dalszy- być może- nastąpi.
    • yowah76 Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 12.01.10, 23:05
      Taki drobiazdzek od upierdliwego zootechnika - jeszcze jak nie
      znalam na tyle angielskiego, zeby to wyczuc, cos mi nie gral ten gil
      w polskim tlumaczeniu. Gile sa plochliwe, stadne i raczej nikomu
      zadnych tajnych przejsc nie pokaza.Predzej uciekna.
      gil
      www.bbc.co.uk/cumbria/content/images/2009/02/16/bullfinch_feb09_redgate_470x360.jpg
      A rudzik czyli robin rzeczony to maly, zadziorny lobuz, ktory jest
      do wszystkiego zdolny ;)
      republika.pl/blog_uy_4056172/5910343/tr/rudzik.jpg
      ----------------*----------------
      A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
      A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
    • klymenystra Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 12.01.10, 23:54
      Ty patrz, na te Mary i Marte nie wpadlam!

      Ksiazka ma lekki fantastyczny posmak (zaklinacze, sen pana Cravena, cudowne
      przemiany) - ale jest to calkiem zrozumiale - zwazywszy na epoke, w ktorej
      tworzyla Burnett, a takze na jej wlasne, niewesole zycie.
      Irytuje mnie zawsze, ze Mary jest tylko narzedziem, sluzacym do ocalenia panicza
      Colina - ze srodek ciezkosci akcji przenosi sie na niego. Z drugiej jednak
      strony - psychologicznie jest to super rozwiazane, Burnett miala ogromna
      intuicje i doskonale rozumiala dzieci, dlatego, wbrew wszystkiemu, dla mnie ta
      ksiazka jest bardzo realistyczna.
      • sowca Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 13.01.10, 00:38
        Uwielbiam "Tajemniczy ogród", to jedna z moich ulubionych książek z
        dzieciństwa. Najpierw wolałam "Małą księżniczkę", z czasem o wiele
        bardziej polubiłam książkę o Mary - głównie ze względu na
        konstrukcję postaci. Sara z "Małej księżniczki" była tak absolutnie
        idealna, słodka i dobra, ze dziś czytanie tej ksiązki jest dla mnie
        ciężkie. Podoba mi się wiele aspektów - umiejętność radzenia sobie w
        trudnej sytuacji, miłość do lalki jak do najbliższej istoty,
        przyjaźń z Becky (Rózią). Ale idealność Sary czyni tę powieść
        zupełnie nieprawdopodobną. Jeden wybuch gniewu to za mało, by ją
        urealnić.
        Natomiast z "Tajemniczy ogrodem" sprawa ma się zupełnie inaczej.
        Mary bynajmniej nie jest idealnym dzieckiem, wręcz przeciwnie - jest
        niegrzeczna, rozpieszczona, samolubna i bardzo niekochana. I
        pozostaje mocno "nieidealna", nawet wtedy, gdy już robi się
        grzeczniejsza i mądrzejsza. Nadal potrafi ostro huknąć na Colina czy
        robić to, co jej się żywnie podoba w domu wuja. Jest barwną,
        wyrazistą i wiarygodną postacią. także inni bohaterowie są
        wspaniali - oczywiscie Dick Sowerby (moja wielka miłość z
        dzieciństwa...), Colin, Archibald, pani Medlock i Martha!
        Natomiast końcówka ksiązki podoba mi się o wiele mniej, wszystko
        układa się zbyt gładko i zbyt różowo. Ale ogólnie - dużo ciepła,
        mądrości.
        • marslo55 Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 13.01.10, 12:15
          sowca:
          "Sara z "Małej księżniczki" była tak absolutnie idealna, słodka i
          dobra, ze dziś czytanie tej ksiązki jest dla mnie ciężkie."
          Hi, hi, słodka Sara rozwodząca się z lubością nad powbijanymi na
          dzidy głowami..
          "Ale idealność Sary czyni tę powieść zupełnie nieprawdopodobną.
          Jeden wybuch gniewu to za mało, by ją urealnić."
          A ja jako mała dziewczynka nie rozumiałam, czemu Sara nie oddała
          żebraczce WSZYSTKICH bułek i tłumaczyłam to sobie jej parszywym
          charakterem! Nawiedzonym dzieckiem byłam. Zachodziłam też w głowę,
          jak można zmieścić na poduszeczce do szpilek tak długi napis z ich
          główek jak "Wiele szczenśliwych rzyczeń".
          • klymenystra Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 13.01.10, 16:02
            W moim, swietnym nota bene, przekladze bylo "Rzyczenia szczenscia". Teraz nie
            rozumialam :)

            Czesto sie bawilam w Sare - najchetniej w ten okres, kiedy mieszkala na
            poddaszu. Bogata juz nie jest fascynujaca, zawsze odczuwam zawod, kiedy
            nastepuje scena "To ona!" -bo to znak, ze dobre sie konczy ;)
            • sowca Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 14.01.10, 00:16
              Haha, wiecie, że mnie to też zastanawiało :D ile tych szpilek
              musiało być, żeby ułożyć ten napis. A jak było w oryginale, wie ktoś
              może?
              Ja uwielbiałam rozdział o przyjęciu na poddaszu, tak brutalnie
              przerwanym przez pannę Minchin. Czytałam go setki razy!
              • marslo55 Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 14.01.10, 14:23
                sowca:
                "Ja uwielbiałam rozdział o przyjęciu na poddaszu, tak brutalnie
                przerwanym przez pannę Minchin. Czytałam go setki razy!"
                Mnie dołował. Wygłodzona Becky, stół pełen przysmaków, a Sara truje
                o gęślach i lutniach. To był moment, w którym jęczałam "no żryjcie
                juuuuuż! bo zaraz ktoś przyjdzie!"
        • croyance Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 13.01.10, 12:50
          Nie czytalam 'Tajemniczego Ogrodu', ale to, w jaki sposob opisujecie
          dziewczynke kojarzy mi sie z what's-her-name z 'Balu u Zegarmistrza
          Teofila'. Tam tez byla wredna, nieprzyjemna i nielubiana przez cala
          klase dziewczynka, ktora byla niekochana i ktorej glowny bohater
          probowal pomoc ... Pamietacie? IMHO bardzo lubie te ksiazke, wiele w
          niej bardzo prawdziwych spostrzezen (pomimo PGR-ow etc.).
          • ciotka_paszczaka Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 13.01.10, 14:55
            Nie te ksiazki sa napisane na zupelnie innych plaszczyznach. Kazda jest dobra, w swoim rodzaju, ale raczej nie mozna ich porownywac. Tak mi sie przynajmniej wydaje.
            W balu ...Zegarmistrz Teofil, z zalozenia stara sie pomoc - i lubi dzieci!
            Tajemniczy ogrod, w duzym stopniu polega na odkrywaniu przez wszystkie dzieci (i doroslych) ; tego ze "inny" to nie znaczy gorszy.
            Wuj, dzieci z natury nie znosi, wiec kazde kolejne traktuje jako swoisty "dopust bozy". To, ze sa postaci poboczne: ogrodnik, sluzaca etc. ktore sie mala zajmuja, bo po prostu jest im jej zal.
            I oczywiscie roznica epok (Anglia w dobie kolonii) ; Polska na przelomie lat 60lat 70tych.
            NB. obydwie ksiazki bardzo lubie!
            • croyance Re: Spacer po tajemniczym ogrodzie 13.01.10, 15:06
              E, ja nie porownuje ksiazek, bo nie znam Ogrodu, ale bohaterki ;-)
Pełna wersja