OT kulinarny: kutia

16.12.10, 22:29
Uprzejmie proszę się nie śmiać, ale... czy kutię można zrobić z kuskusu?

Nie mam pomysłu, skąd wziąć pszenicę i jak ją przyrządzić, żeby była jadalna. I czy w ogóle będzie dobra... Czy ona się bardzo różni od kuskusu, poza tym, że zapewne ziarenka są większe?
    • verdana Re: OT kulinarny: kutia 16.12.10, 22:33
      Nie kochana. Nie mozna. Musi byc przenica, bo kuskus zbyt drobny, a tu chodzi nie tylko o smak, ale i konsystencję. A Ty skąd jesteś - bo w Polsce przenicę mozna kupić, w zwykłych sklepach bywa przed świętami, gotuje się jak pęczak. Podejrzewam, ze w krajach cudzoziemskich bedzie w sklepach ze zdrową żywnością.
      Mozna natomiast zrobić bez pszenicy. Tyż dobra, o ile nie lepsza.
      • ananke666 Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 02:44
        Za błąd ortograficzny Verdana zostaje skazana na balecik z figurami na melodię "Góralu, czy ci nie żal" w namiętnym wykonaniu własnym.
        Ja rozumiem bechadegiejotkapetewu i te sprawy, ale żeby PRZENICA???
        • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 04:09
          > Ja rozumiem bechadegiejotkapetewu i te sprawy, ale żeby PRZENICA???

          Pszestań! Bo mi się utrwala :)

          Ale coś jest ostatnio z tą pisownią. Ja wczoraj przez pół dnia w tekście pisałam o współżyciu danych (zamiast współużytkowaniu...)
    • jottka Re: OT kulinarny: kutia 16.12.10, 22:33
      nessie-jp napisała:

      > Uprzejmie proszę się nie śmiać, ale... czy kutię można zrobić z kuskusu?

      można, ale to nie kutia:)


      > Nie mam pomysłu, skąd wziąć pszenicę

      a gdzie mieszkasz? o wiele w kraju naszym, to odpowiednio spreparowaną (obłuszczoną) pszenicę można w okresie przedświątecznym dostać na niemal wszystkich placach targowych w każdym mieście, a poza sezonem w sklepach ze zdrową żywnością.

      > i jak ją przyrządzić, żeby była jadalna.

      obłuszczoną pszenicę wrzucasz zwyczajnie na ciut posolony wrzątek i gotujesz do miękkości te naście minut

      > czy w ogóle będzie dobra... Czy ona się bardzo różni od kuskusu, poza tym, że zapewne ziarenka są większe?

      ma inny smak:) i o wiele lepszą fakturę, że tak powiem, można sobie ugryźć i pogryźć smaczne ziarenko. a jaki masz przepis na kutię?
      • jottka Re: OT kulinarny: kutia 16.12.10, 22:35
        nonono - to do verdany - kutia bez pszenicy to herezja:( może jeszcze ze śmietaną, co? też takie wynaturzenia widywałam:(

        pszenica, przetarty mak, bakalie, sporo miodu, do lodówki albo w zimne miejsce na co najmniej parę godzin, a potem uprawiamy konsumpcję. zwykle nie wiedzieć czemu amatorów mało, więc cała miska nasza:)
        • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 16.12.10, 22:46
          To się podaje na ZIMNO?!! Rany, bym się zbłaźniła :)

          Nic, poszukam w sklepie ze zdrową żywnością. Jak ja mam czas wyjść na zakupy, to wszelkie targi i bazarki już się dawno zwinęły... :( A w supermarketach w tym roku nie znalazłam pszenicy.
          • the_dzidka Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 23:37
            > To się podaje na ZIMNO?!! Rany, bym się zbłaźniła :)

            I tym tekstem zrobiłaś mój dzień :) Ale nie dlatego, że się z Ciebie wyśmiewam: świetnie rozumiem Twoje zacukanie, bo jak po raz pierwszy skosztowałam kutii, to moja pierwszą myślą było: "ale to jest zimne?!", a drugą "i mdłe!". Trzecią było: "i to o to coś tyle histerii? Kluski z makiem to jest coś!".
    • slotna Re: OT kulinarny: kutia 16.12.10, 22:49
      Kuskus to kluski, a kluski z makiem tez sa tradycyjne, wiec dawaj ;)

      U mnie nigdy nie bylo kutii :/ W ogole z maku tylko makowiec i to nie zawsze smaczny. Za to zawsze jest sernik - bez sensu, nie? A piernik tylko, jesli ja go zrobie, ale nie zawsze mi sie chce (reszta ciast od paru juz lat kupna, mnie wszystko jedno).
      • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 16.12.10, 23:00
        Ja makowiec nawet potrafię, pierniczki (takie drobne) też, ale chciałam w tym roku zabłysnąć czymś tradycyjnym :) Na pierogi się nie porywam (chociaż latem robiłam ruskie według przepisu Onion i wyszły całkiem, całkiem), więc wymyśliłam tę kutię...

        Przepisu jeszcze nie mam, kompiluję :) Ale to, co widzę, mnie przeraża
        • jottka Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 00:02
          jakie znowu pół kilo miodu?? wiadro tej kutii szykujesz?:)

          to się robi na oko i na smak - zwykle sprzedają pszenicę w woreczkach po 25 deko, to spora porcyjka wyjdzie, bo nie każdemu kutia przypada do gustu, a sporo ludzi wręcz jej nie lubi. no więc gotujesz pszenicę, a ugotowaną i ostudzoną mieszasz z namoczonym, ugotowanym i przetartym makiem (jeśli robisz makowiec, to część masy makowej do makowca możesz po prostu odłożyć do kutii) w takiej proporcji, żeby mak oblepił tylko pszenicę, to ona dominuje, nie mak. znaczy to nie jest mak z ziarnami pszenicy gdzieniegdzie, tylko pszenica, do której wmieszano mak:)

          potem dodaje się dowolne bakalie wedle gustu (rodzynki, posiekane orzechy wszelkich rodzajów albo tylko jednego wybranego, krojone migdały, daktyle, figi, morele, no co tam chcesz i lubisz), a na koniec dorzuca parę (!) łyżek miodu, żeby skleił całość. jedni dają gryczany, bo ma ciężki, intensywny smak, inni lipowy czy akacjowy o smaku wręcz przeciwnym, co komu odpowiada. i mieszamy wszystko solidnie.

          a schłodzenie służy temu, żeby stonować nieco słodkość przysmaku, tak jak z lodami. nie musisz jej zjadać lodowatej, ale taka przegryziona i chwilę odstała z lodówki to je ono:)

          jak łatwo wywnioskować, kutia to moja ulubiona potrawa wigilijna (oraz o każdej innej porze roku:), ale to tak naprawdę zależy od tradycji rodzinnych, to jest potrawa ludzi, którzy gdzieś tam mają przodków z bliższego lub dalszego wschodu.
          • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 00:32
            jottka napisała:

            > jakie znowu pół kilo miodu?? wiadro tej kutii szykujesz?:)

            Czytałam taki przepis: pół kilo pszenicy, pół kilo maku, pół kilo miodu. Zrobiło mi się lekko słabo :) Spróbuję twojej wersji.
            • jhbsk Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 14:07
              No to może weź po ćwierć kilo, albo nawet po 20 lub 10 deka (jak się to wszystko pododaje to i tak wyjdzie sporo).
      • turzyca Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 00:55
        slotna napisała:

        > Kuskus to kluski, a kluski z makiem tez sa tradycyjne, wiec dawaj ;)
        >
        > U mnie nigdy nie bylo kutii :/ W ogole z maku tylko makowiec i to nie zawsze sm
        > aczny. Za to zawsze jest sernik - bez sensu, nie?

        Jak bez sensu?! Nie ma porzadnych Swiat bez sernika! Ale zasadniczo wynika to z tego, ze sernik to mnostwo roboty i moja matus daje sie na taki wyczyn naciagnac tylko z wyjatkowej okazji. :)

        U nas tez nigdy nie bylo kutii, mimo ze dziadek lwowiak, bo babcia nie z tych stron i nie lubila, wiec nie robila. Ale ktoregos roku dziadek czul sie wyjatkowo zle i stwierdzilam, ze zaryzykuje, zrobie kutie na Swieta, zeby sprawic mu przyjemnosc. Jak nie wyjdzie, to sie nie przyznam do proby. Ku mojemu zdumieniu wyszla. No i od tego czasu co roku robie. A najzabawniejsze to ze moja kutie babcia bardzo lubi i teraz zawsze pilnuje, zeby kutia byla. :)
        • jhbsk Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 14:12
          Właśnie - bez sernika ani rusz. Zawsze robię sernik i wcale to nie jest mnóstwo roboty. Prawie wszystkie składniki po kolei dodaję do malaksera. To znaczy najpierw żółtka, cukier, potem masło, biały ser, budyń lub mąkę ziemniaczaną i cukier waniliowy. Potem w garze mieszam to wszystko w bakaliami i pianą z białek. Potem do tortownicy i do piekarnika.
          Zawsze wychodzi a robi się na prawdę szybko.
          • ananke666 Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 23:34
            jhbsk napisała:

            > Właśnie - bez sernika ani rusz. Zawsze robię sernik i wcale to nie jest mnóstwo
            > roboty. Prawie wszystkie składniki po kolei dodaję do malaksera.

            Sernik to było pracochłonne ciasto w epoce maszynki do mielenia, tłuczka i makutry, pamiętam. Teraz robienie sernika to łatwizna. Robię tak samo jak Jhbsk, biorę miskę, mikser, walę żółtka i cukier + cukier waniliowy albo coś w tym stylu, waniliowe w każdym razie, miksuję na krem. Potem ser, budyń, masła w ogóle nie dodaję, wlewam trochę mleka, zależy jaki mam ser. Piana z białek i sparzone rodzynki (skórek pomarańczowych nie cierpię). Koniec roboty.

            Ser kupuję mielony, trzeba tylko uważać, bo można się naciąć. Kupiłam kiedyś ser niby sernikowy marki Łowicz, w pośpiechu, nie patrząc na skład na opakowaniu. Słusznie zostałam ukarana. To był koszmar, nie ser, tylko kleista paciaga z cukrem, kupą dodatkowego syfu i nieznaczną zawartością twarogu. Więcej tego błędu nie popełniłam. Ser ma się składać z sera...
            • jhbsk Re: OT kulinarny: kutia 22.12.10, 10:37
              Właśnie dlatego nie kupuję tych tzw. serów na sernik bo mają strasznie dużo wody i ciasto się potwornie leje. Najzwyklejsze (byle świeże) twarogi fantastycznie się wyrabiają w malakserze.
              A skórkę pomarańczową dodaję, ale u mnie akurat wszyscy lubią. Można też (ewentualnie) dorzucić orzechy i migdały.
              • ananke666 Re: OT kulinarny: kutia 22.12.10, 11:02
                jhbsk napisała:

                > Właśnie dlatego nie kupuję tych tzw. serów na sernik bo mają strasznie dużo wod
                > y i ciasto się potwornie leje.

                Kupuję nie ser na sernik właściwie, tylko po prostu twaróg mielony. Duże opakowania na sernik, małe do zeżarcia na słodko i na słono. Składa się z sera i jest sztywny :) Z dobrym serem obok mojego domu jest bardzo różnie, czasem się trafi, częściej nie.
                Na wynalazki nacięłam się kilka razy i nie biorę. Najgorsze goovno to był ten z Łowicza, któryś inny przypominał serek homo...
          • melmire sernik-szczegoly! 14.12.11, 15:04
            Dajcie no przepis na sernik, moze uda mi sie dostac twarog za jakies straszne pieniadze :) tylko musi byc dokladnie,czego ile i jak, bo nigdy nie robilam.
    • slotna Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 00:47
      Wiecie co, chyba zrobie te kutie :) Jakos tak najpierw bylam za mala, potem bez forsy, potem przyjezdzalam do domu tuz przed Swietami i mialam inne rzeczy do roboty, a potem eee, nie wiem, czy tu mozna dostac pszenice ;) Ale jesli mozna, to zrobie, a co mi.
      • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 02:03
        > nie wiem, czy tu mozna dostac pszenice ;) Ale jesli mozna,
        > to zrobie, a co mi.

        Wyczytałam, że na Białorusi robią również z pęczakiem (grubą kaszą jęczmienną?) albo z ryżem.

        Jako przepis na kutię znalazłam też przepis na ryż z orszadą (mleczkiem migdałowym), bez maku. Wydaje mi się, że u nas to funkcjonuje jako dwie różne potrawy (ryż z migdałami sobie, a kutia sobie), ale może faktycznie wywodzi się od wspólnego przodka :)
        • ginny22 Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 09:28
          U mnie w rodzinie kutię robi się na bazie... obsuszonych obwarzanków. Niekanoniczne, ale jakie dobre :)
          • czekolada72 Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 12:38
            ginny22 napisała:

            > U mnie w rodzinie kutię robi się na bazie... obsuszonych obwarzanków. Niekanoni
            > czne, ale jakie dobre :)
            ??????
            A to nie wersja jakis slaskich czy weilkopolskiech makiełek czy czegos podobnego?

            U mnie kutia obowiazkowa, i jakbym zrobiła 2 wiadra - tez by znikła ;)
            • ginny22 Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 13:55
              U mnie to jest kutia ;) Jestem z Podlasia, cała rodzina też, więc tradycji wielkopolskich czy śląskich nie mamy.
              • czekolada72 Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 18:23
                To zdradz proces przygotowywania :)
        • ewaty Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 09:55
          nessie-jp napisała:
          > Jako przepis na kutię znalazłam też przepis na ryż z orszadą (mleczkiem migdało
          > wym), bez maku. Wydaje mi się, że u nas to funkcjonuje jako dwie różne potrawy
          > (ryż z migdałami sobie, a kutia sobie), ale może faktycznie wywodzi się od wspó
          > lnego przodka :)


          O nie,nie, ryż z mlekiem migdałowym to zupa migdałowa- ja zmodyfikowałam przepis, mielę obrane migdały i zagotowuję z mlekiem, dodaję cukier i rodzynki, w chłodne miejsce odstawiam na dobę- wychodzi gęste i pyszne, choć niekanoniczne:)
        • truscaveczka Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 11:15
          No bo pęczak to ziarna jęczmienia całe :) Więc róznica minimalna.
          A kutia jest be. I brr. Jakkowliek mam dużą tolerancję słodkiego i mak lubię. Za to miód... Fe :/
          • the_dzidka Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 13:59
            Ja też nie lubię kutii. U mnie w domu nigdy jej nie było, więc wyobrażałam sobie bógwico. Jak w końcu ciocia przyniosła i poczęstowała mnie, byłam straszliwie rozczarowana. Jak to, to to ma być to?
            I do tej pory nawet jak gdzieś mam okazję, to nie dopadam, zostawiam tym, co za nią przepadają.
            • verdana Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 14:23
              A ja mam wrazenie, ze kutia funkcjonuje też w wersji bezpszenicowej. Wtedy do maku z miodem trzeba dodać bardzo dużo bakalii - tak przyżądzała moja babcia. Ja dodaję - o zgrozo, takze trochę mocnego likierru, najlepiej pomarańczowego lub wisniowego, w którym przedtem moczyły się rodzynki. Rodzynki, te ktorte ocaleją i nie zostaną wyzarte, dodaję też. prócz tego wszystkie możliwe orzech, prócz arachidowych, migdały, czasem tez figi.
              • nchyb Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 07:37
                dlamnie bez pszenicy nie ma kutii. Masa makowa jak najbardziej, wyjątkowo wigilijnie mi się kojarzy, z krychymi łamańcami, jako makagigi itp. Ale bez pszenicy to nie kutia, tylko właśnie wyżej wspomniane...
                • czekolada72 Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 09:59
                  pl.wikipedia.org/wiki/Kutia
                  U nas wersja lwowska - z tłuczonej pszenicy.
                  Bez mleka i śmietany.
                • melmire Re: OT kulinarny: kutia 14.12.11, 15:11
                  Masz przepis na makagigi? zawsze chcialam sprobowac co to jest, bo brzmi tak staroswiecko i fantazyjnie. Znalazlam przepis w necie, ale nie jestem pewna czy mak ma byc suchy, czy jakis obrobiony?
              • kajaanna Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 14:17
                "Kutia" to właśnie nazwa pszenicy sparzonej, obłupanej z łusek.
                Przepis Starej Ciotki: bierze się pszenicę, zalewa wrzątkiem, gotuje, polem cedzi, i przez ścierkę lnianą tłucze wałkiem, aż zejdą łuski... Potem się płucze, płucze i płucze do uzyskania czystego ziarna...

                Ale najsmaczniejsza jest wigilijna kutia bez kutii.
                :D

                Zmielony mak z bakaliami. Po prostu.

                • nchyb Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 15:16
                  fakt, najlepszy mak :-)
                  może być z kluskami...
              • teano1 Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 23:03
                verdana napisała:

                > A ja mam wrazenie, ze kutia funkcjonuje też w wersji bezpszenicowej. Wtedy do m
                > aku z miodem trzeba dodać bardzo dużo bakalii - tak przyżądzała moja babcia. Ja
                > dodaję - o zgrozo, takze trochę mocnego likierru, najlepiej pomarańczowego lub
                > wisniowego, w którym przedtem moczyły się rodzynki.

                Jejku, verdanno! Czy Ty czasem nie jesteś w trakcie szykowania kutii z likierrem, że cię takie żądze opadły? :D
                Najpierw pszenica, teraz to? Podejrzane :D
                U nas od wieków robiło się mój ukochany makaron z makiem i z miodem i zawsze jedliśmy to na ciepło. Więc kiedy doszła kutia, to też na ciepło i ja na zimno nie lubię.
                A ponieważ do makaronu brało się nadzienie makowcowe, to i do kutii też, tylko dodaję tam więcej bakalii.
                Ale jak juz pisałam mój ślubny nie przepada za moją wersją kutii.
                U niego robi się tak, że po pierwsze dosładza się cukrem (miodu tylko odrobina) po drugie sypie się wiórki kokosowe jesli są pod ręką (bo to też bakalie), po trzecie, wbrew temu co napisała bodajże jottka, to nie jest to pszenica oblepiona makiem i dominująca, tylko dominuje właśnie ta masa kutiowa a pszenicy tam jest trochę ale nie jest główna.
                I ona jest taka bardziej półpłynna w konsystencji, rozcieńczana mlekiem i faktycznie jedzona na zimno. Brrr... aż mi się zimno robi na samo wspomnienie.
                Nie powiem, jest to smaczne, bo słodkie i bakaliowe, ale nie smakuje w ogóle makiem, bo smak maku zabija dodany olejek np rumowy, pół biedy jeśli migdałowy. No i jak na potrawę jedzoną na zimno jest dla mnie za rzadka i zbyt "mleczna".
                Czasem jak się trafi, to można się załapać na tę samą kutię na ciepło (np gdy jest świeżo przyrządzona) i wtedy jest całkiem, całkiem. Ale ja jednak wolę kiedy bardziej się czuje smak maku z miodem i skórką pomarańczową.
                Nie wiem też dlaczego moja kutia jest ciemna, taka prawie granatowa od maku a kutia u teściów jest jasna, niemal różowa. Czy ten mak jest inaczej przyrządzany, czy inaczej mielony czy jak? Nie wiem. Ktoś się domyśla?
                Może to jakaś kontaminacja wspomnianej w wątku zupy migdałowej i kutii?
                Spotkałam sie też z wersją kutii z ryżem (u koleżanki z Hajnówki) ale nie gustuję.
              • kkokos Re: OT kulinarny: kutia 22.12.10, 09:01
                verdana napisała:

                > A ja mam wrazenie, ze kutia funkcjonuje też w wersji bezpszenicowej. Wtedy do m
                > aku z miodem trzeba dodać bardzo dużo bakalii - tak przyżądzała moja babcia. Ja
                > dodaję - o zgrozo, takze trochę mocnego likierru, najlepiej pomarańczowego lub
                > wisniowego, w którym przedtem moczyły się rodzynki. Rodzynki, te ktorte ocalej
                > ą i nie zostaną wyzarte, dodaję też. prócz tego wszystkie możliwe orzech, prócz
                > arachidowych, migdały, czasem tez figi.

                nie, to po prostu mak z bakaliami :)

                moja zabużańska ciotka robiła jeszcze mak z bakaliami i surową (?) żurawiną, z dodatkiem bitej śmietany. jak się jadło tę okrutnie słodką masę, to się co chwila trafiało na okrutnie kwaśną żurawinę dla równowagi :)
                bez bitej śmietany (na widok której przy każdej innej okazji mną wstrząsa; nikt nie rozumie, jak można nie znosić i nie jadać bitej śmietany i pączków - otóż można) smakuje znacznie gorzej
            • turzyca Re: OT kulinarny: kutia 15.12.11, 04:24
              U mnie w domu nigdy jej nie było, więc wyobrażałam sobi
              > e bógwico. Jak w końcu ciocia przyniosła i poczęstowała mnie, byłam straszliwie
              > rozczarowana. Jak to, to to ma być to?

              Mam nadzieje, ze nikt sie na mnie nie obrazi za porownanie, ale przypomnialy mi sie wspomnienia ludzi urodzonych w okolicach 1939 roku, ktorzy jako dzieci przez cale swoje zycie slyszeli o czekoladzie, a gdy w koncu po wojnie sie pojawila, to byli rozczarowani ta lepka, tlusta, slodka masa, daleka od ambrozji, ktora wszyscy obiecywali.

              A poza tym mam wrazenie, ze kutie trzeba robic samemu, na swoj smak. Moja babcia uwazala kutie za slodkie paskudztwo, moja je z przyjemnoscia. Podejrzewam, ze ja daje znacznie mniej cukru niz moja prababka. Mnie tez kupna kutia nie smakowala, malociekawy ulepek.
            • turzyca Re: OT kulinarny: kutia 15.12.11, 16:49
              U mnie w domu nigdy jej nie było, więc wyobrażałam sobi
              > e bógwico. Jak w końcu ciocia przyniosła i poczęstowała mnie, byłam straszliwie
              > rozczarowana. Jak to, to to ma być to?

              Mam nadzieje, ze nikt sie na mnie nie obrazi za porownanie, ale przypomnialy mi sie wspomnienia ludzi urodzonych w okolicach 1939 roku, ktorzy jako dzieci przez cale swoje zycie slyszeli o czekoladzie, a gdy w koncu po wojnie sie pojawila, to byli rozczarowani ta lepka, tlusta, slodka masa, daleka od ambrozji, ktora wszyscy obiecywali.

              A poza tym mam wrazenie, ze kutie trzeba robic samemu, na swoj smak. Moja babcia uwazala kutie za slodkie paskudztwo, moja je z przyjemnoscia. Podejrzewam, ze ja daje znacznie mniej cukru niz moja prababka. Mnie tez kupna kutia nie smakowala, malociekawy ulepek.
        • turzyca wspolny przodek 15.12.11, 04:13
          Wiecie, ze Wlosi jedza na sw. Lucje cos takiego, co sie nazywa cuccia? Gotowane ziarna pszenicy na slodko. Brzmi znajomo, nie? :)
    • altariel2 Re: OT kulinarny: kutia 17.12.10, 14:28
      Mozna, tylko, że bedzie to kuskus z makiem a nie kutia:P Kutię spokojnie można zrobić z pęczaku, dawniej robiono tak na terenach na których pszenica nie rosła, lub rosła kiepsko i była droga, więc biedniejsi nie byli w stanie sobie na nią pozwolić. W smaku różnicy nie ma wielkiej, kilka razy sama robiłam właśnie z pęczaku, bo nie udało mi się kupić pszenicy. W wersji dla leniwych można też dać masę makową z puszki zamiast przygotowywać samemu;)
    • kajaanna Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 14:27
      W Wigilię, tak jak w Panichidę należy jeść potrawy z drobnych ziaren - fasolę, groch, mak, siemię lniane, siemię konopne. Stąd też wigilijne przepisy na kluski z makiem, siemieniotkę, kisiel z lnu i żurawiny, kutię czy makuchy.
      Nie trzeba aż tak ściśle trzymać się jedynego słusznego przepisu.
      Kuskus z makiem, figami i rodzynkami też będzie wigilijny.
      • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 15:48
        > groch, mak, siemię lniane, siemię konopne. Stąd też wigilijne przepisy na klusk
        > i z makiem, siemieniotkę, kisiel z lnu i żurawiny, kutię czy makuchy.

        Mam w tym roku niesłychane parcie na takie właśnie dawne, przedindustrialne potrawy z ziaren. Siemienia konopnego nigdzie nie dostanę, ale spróbuję zrobić kisiel z lnianego.

        Kutia chyba pojawi się na stole w postaci: mak z bakaliami osobno, pszenica w miseczce osobno do samodzielnego mieszania dla odważnych, kuskus osobno dla mniej odważnych :)

        Może kiedyś uda mi się przekonać rodzinę, żeby zrezygnować z ziemniaków w Wigilię... Koncentrat pomidorowy już udało mi się ze stołu wysiudać...
        • kajaanna Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 16:14
          > próbuję zrobić kisiel z lnianego.

          Uważaj, paskudne! Wańkowicz o tym pisał. Tylko jego prababka, dla zachowania tradycji brała jedną łyżeczkę do ust, tylko dla zachowania tradycji.
          • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 16:52
            > Uważaj, paskudne! Wańkowicz o tym pisał. Tylko jego prababka, dla zachowania tr
            > adycji brała jedną łyżeczkę do ust, tylko dla zachowania tradycji.

            :))) Ja jestem zaprawiona w temacie lnianym, bo dość regularnie piję dla zdrowia taką "galaretkę" ze zmielonych i namoczonych ziarenek z miodem. Nawet nieobrzydliwe. Może Wańkowiczowska babcia po prostu za mało posłodziła ;)

            Na moją propozycję, żeby zamiast ziemniaków podać kaszę jaglaną, rodzina otrząsnęła się z odrazą i zagroziła ucieczką :(

            • slotna Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 22:27
              Ja sobie z Polski regularnie przywoze zapas mielonego odtluszczonego :) A z calych ziaren robilam znakomity napoj na upaly: garsc lnu wrzucic do wielkiego garnka, zalac woda, zagotowac, przestudzic, pic :) Swietnie gasi pragnienie i koi wysuszone gardlo.
            • teano1 Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 23:08
              nessie-jp napisała:

              >
              > Na moją propozycję, żeby zamiast ziemniaków podać kaszę jaglaną, rodzina otrząs
              > nęła się z odrazą i zagroziła ucieczką :(
              >
              Ale do czego Wy te ziemniaki jecie? Przecież to wieczerza a więc kolacja. I do tego według tradycji - postna. A ziemniaki je się do dań obiadowych. Co Wy takiego tam macie do czego pasują ziemniaki?
              • slotna Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 23:44
                Ja akurat jem sledzie w smietanie z ziemniakami, ale zasadniczo to karp i warzywka (surowka, teraz brukselka na konto Irlandczyka, ktory do nas przychodzi na wigilie). Zawsze byly do tego ziemniaki z cebulka.
              • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 00:10
                > A ziemniaki je się do dań obiadowych. Co Wy taki
                > ego tam macie do czego pasują ziemniaki?

                RYBĘ. Rybę takiego tam mamy.

                Taka jest tradycja w Warszawie, że na kolację wigilijną je się danie obiadowe: smażoną rybę z ziemniakami. Przez cały dzień się pości (nie je nic od rana), a przy "kolacji" (około 4) zaczyna się posiłek od barszczu z uszkami lub zupy grzybowej (pierwsze danie). Potem jest drugie danie (ryba smażona, ziemniaki, kapusta z grzybami). Do drugiego dania jest kompot z suszu.

                Potem podaje się ryby na zimno, sałatkę jarzynową z majonezem, ew. jajka na twardo. Następnie przychodzi pora deserowa: makowiec, kluski z makiem, obowiązkowo ciasto drożdżowe.

                Wieczorem, gdy ktoś zgłodnieje, odsmaża się pierogi i podaje z podgrzanym barszczem jako popitką.
                • ginny22 Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 14:47
                  > Przez cały dzień się pości (nie je nic od rana), a
                  > przy "kolacji" (około 4) zaczyna się posiłek od barszczu z uszkami lub zupy grz
                  > ybowej (pierwsze danie). Potem jest drugie danie (ryba smażona, ziemniaki, kapu
                  > sta z grzybami). Do drugiego dania jest kompot z suszu.

                  U mnie wszystko podobnie, ale nigdy ziemniaków do ryby. Tylko chleb.
                  • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 16:34
                    > U mnie wszystko podobnie, ale nigdy ziemniaków do ryby. Tylko chleb.

                    No więc ja bym chciała kiedyś raz z tych ziemniaków zrezygnować, ale nie da się :) Zawsze były, u babci były, to i u nas muszą być...

                    Babcia za swojego życia podawała jeszcze w Wigilię coś w rodzaju sałatki bawarskiej (ciepłe ziemniaki wymieszane z ogórkiem bodajże kiszonym i zalane ciepłym olejem z cebulą). W ogóle Babcia wychodziła z założenia, że jedzenie na zimno to nie jest jedzenie, tylko przekąska, szkodzi na żołądek i w ogóle
                    • czekolada72 Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 17:48
                      U nas do smazonej rybki-karpia - chałka + czerwona kapusta z biała fasolka oraz kapusta z grzybami.
          • teano1 Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 23:06
            kajaanna napisała:

            > > próbuję zrobić kisiel z lnianego.
            >
            > Uważaj, paskudne! Wańkowicz o tym pisał. Tylko jego prababka, dla zachowania tr
            > adycji brała jedną łyżeczkę do ust, tylko dla zachowania tradycji.

            I podlewała "sytą". Ale nie pamiętam co to takiego było. Ktoś wie?
            • yowah76 Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 00:37
              Syta to o ile ja sie orientuje woda z miodem.
              A pszenice (juz prawie pszez Was napisalabym byla przenice, no) moge jesc i bez maku i bakalii, az chyba mnie zescie natchnely i sobie zrobie chociaz nie na Wigilie bo jest u rodziny co by tym plula. Potem sobie zjem. Mak i tak produkuje, wiec sie zakosi troche i tyle ;)
              • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 00:58
                yowah76 napisała:

                > Syta to o ile ja sie orientuje woda z miodem.

                O, czyli jednak mój codzienny kisielek z siemienia lnianego z wodą i miodem jest Wańkowiczowski, patrzcie państwo :)

                A jak gotujesz tę pszenicę (kurczę! musiałam skasować r!) to zmieniasz kilka razy wodę itd.? Widziałam takie instrukcje w przepisach gotowania... Nie chciałabym, żeby mi to gorzkie wyszło. Nie umiem gotować kaszy, często wychodzi mi jakaś taka gorzkawa właśnie.
      • teano1 Re: OT kulinarny: kutia 18.12.10, 23:04
        kajaanna napisała:

        > W Wigilię, tak jak w Panichidę należy jeść potrawy z drobnych ziaren - fasolę,
        > groch, mak, siemię lniane, siemię konopne. Stąd też wigilijne przepisy na klusk
        > i z makiem, siemieniotkę, kisiel z lnu i żurawiny, kutię czy makuchy.

        A masz może przepisy na siemieniotkę, kisiel czy makuchy?
        • kajaanna Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 14:06
          1. Siemieniotka
          30 dag konopi utłuc na drobną kaszę, potem gotować w dwóch litrach wody, aż się "rozklei". Z łyżki masła i mąki zrobić zasmażkęi dodać do zupy. Przyprawić solą i pieprzem.

          2. Makuchy
          Pół kilo maku moczy się przez całą noc, potem w tej samej wodzie zagotowuje, potem trzeba ten ugotowany mak zemleć dwukrotnie. Do gorącego mleka (około 0,5 litra) dodać dwie łyżki masła, 0,5 kg cukru, cynamon, bakalie.
          W salaterce układa się warstwami kromki bułki, albo chałki, albo ciasta drożdżowego, zalewa makiem, znów ciasto i mak. Górę posypać posiekanymi migdałami i orzechami. Musi postać w chłodzie kilka godzin.
          • teano1 Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 18:44
            kajaanna napisała:
            > 2. Makuchy
            > Pół kilo maku moczy się przez całą noc, potem w tej samej wodzie zagotowuje, po
            > tem trzeba ten ugotowany mak zemleć dwukrotnie. Do gorącego mleka (około 0,5 li
            > tra) dodać dwie łyżki masła, 0,5 kg cukru, cynamon, bakalie.
            > W salaterce układa się warstwami kromki bułki, albo chałki, albo ciasta drożdżo
            > wego, zalewa makiem, znów ciasto i mak. Górę posypać posiekanymi migdałami i or
            > zechami. Musi postać w chłodzie kilka godzin.

            Siemieniotki nie znałam, kiedyś bez problemu można było dostać nasiona konopi w sklepie zoologicznym (dawałam kanarkom) ale teraz chyba nie.
            Natomiast co do makuchów, to ja to znam jako "makówki" lub "makiełki" tylko np u męża zamiast bułki daje się ciasto (na sodzie) pieczone na blasze. Nie przepadam, głównie ze względu na brejowatą konsystencję. Zarówno gdy są z bułką jak i z plackami, jakoś trudno mi się przemóc by to zjeść.
            Jeszcze jak zamknę oczy, to jakoś nawet smakuje ;)
            Przedziwna i tajemnicza sfera ludzkich preferencji i uprzedzeń. :) Słyszałam lub czytałam o człowieku, który nie był w stanie przełknąć galaretki (wszystko jedno mięsna czy słodka) właśnie z powodu konsystencji.

            Natomiast jeśli ktoś czytał Tytusa Karpowicza, to tam bohaterowie też jedzą makuchy, ale jest to coś prażonego i jeśli dobrze zrozumiałam czytając to przed laty, na bazie wytłoków konopnych, makowych czy może lnianych pozostałych po tłoczeniu oleju.
            Ktoś słyszał/czytał o takich makuchach?

            A ten kisiel jak się robi? - bo już nawet kupiłam żurawinę :)
            • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 19.12.10, 19:55
              > Natomiast jeśli ktoś czytał Tytusa Karpowicza, to tam bohaterowie też jedzą mak
              > uchy, ale jest to coś prażonego i jeśli dobrze zrozumiałam czytając to przed la
              > ty, na bazie wytłoków konopnych, makowych czy może lnianych pozostałych po tłoc
              > zeniu oleju.

              Prażone są makagigi
              • kanga_roo Re: OT kulinarny: kutia 20.12.10, 10:50
                uwielbiam wszystko makowe, ale z braku czasu nie celebruję procesu produkcji, tylko kupuję gotową masę makową i ją w domu poprawiam/doprawiam bakaliami, miodem i rumem. produkt końcowy nazywam makiełkami, a z powodu niechęci do mieszania pyszności z makaronem lub, o zgrozo, rozmoczonym w mleku pieczywem podaję w miseczce, przybrane kruchymi ciastkami w kształcie choinek. więc tak naprawdę produkuję łamańce z makiem - chyba?
                natomiast kutii nie będę robiła, spróbowaliśmy w ubiegłym roku i jednak to nie to. pszenica nam nie pasuje. upiekę za to sernik królewski.
                • marslo55 Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 11:51
                  kanga_roo napisała:
                  "uwielbiam wszystko makowe, ale z braku czasu nie celebruję procesu produkcji, tylko kupuję gotową masę makową i ją w domu poprawiam/doprawiam bakaliami, miodem i rumem. produkt końcowy nazywam makiełkami"
                  Mnie to wygląda na makagigi:) Ale jak by ich nie nazywać, dobre są. Kutia jakaś taka mdła mi się wydaje. Ale czego nigdy nie przełknę, to ryby w galarecie. Mięsna galareta to dla mnie takie samo dziwo jak dla niektórych smażone batony.

                  • czekolada72 Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 12:14
                    marslo55 napisała:

                    dla niektórych smażone batony.
                    >
                    A co to?

                    Ja swojego czasu nie byłam w stanie przełknąć ryby po żydowsku, aż dorosłam i uważam za jedną z najpyszniejszych rzeczy w kulinarnym świecie :)
                    • kolczykizoldy Re: OT kulinarny: kutia 21.12.10, 12:32
                      czekolada72 napisała:

                      > marslo55 napisała:
                      >
                      > dla niektórych smażone batony.
                      > >
                      > A co to?

                      Czekoladowy batonik w mączno-jajecznej panierce smażony w głębokim oleju. Przysmak szkocki. Skóra mi cierpnie na samą myśl o tym.
                      en.wikipedia.org/wiki/Deep-fried_Mars_bar
                      • kkokos Re: OT kulinarny: kutia 22.12.10, 08:56
                        > Czekoladowy batonik w mączno-jajecznej panierce smażony w głębokim oleju. Przys
                        > mak szkocki. Skóra mi cierpnie na samą myśl o tym.

                        kiedyś anthony worrall thompson przez cały odcinek "soboty w kuchni" produkował takie cuda - bo to nie tylko marsy, ale i snickersy, i jakieś inne batonopodobne cuda właśnie na ciepło albo jako bazowy składnik jakichś innych (z dumą nazywanych domowymi) słodyczy. masochistycznie nie mogłam oczu i uszu oderwać
                    • melmire Re: OT kulinarny: kutia 14.12.11, 15:19
                      Ja kiedys widzialam przepis ,chyba slaski, na karpia w slodkim sosie piernikowym, i doznalam szoku poznawczego. Ale potem okazalo sie ze ludzie to naprawde jedza. Ta wizja piernika rozmaczanego w bulionie, z rodzynkami...
            • taria Re: OT kulinarny: kutia 14.12.11, 11:38
              > Natomiast co do makuchów, to ja to znam jako "makówki" lub "makiełki" tylko np
              > u męża zamiast bułki daje się ciasto (na sodzie) pieczone na blasze. Nie przepa
              > dam, głównie ze względu na brejowatą konsystencję. Zarówno gdy są z bułką jak i
              > z plackami, jakoś trudno mi się przemóc by to zjeść.
              > Jeszcze jak zamknę oczy, to jakoś nawet smakuje ;)

              A w mojej rodzinie makówki jada się w wersji "kanapkowej". Siostra mojej babci obraziła się na paciaję makową z bułką i pewnego razu na stole wigilijnym pojawiła się długa bułka pocięta na kromeczki, leciuteńko podsuszona na patelni (żeby nie rozmiękała) z masą makową na wierzchu. Nie znam innej rodziny, która coś takiego jada...

              Za to mam kolejne pytanie: czy ktoś wie, jak dokładnie robi się "zupę śledziową", ktora lądowała na naszym wigilijnym stole co roku, i której nikt nie zjadał więcej niż dwie łyżki, dla tradycji? Dokładny przepis babcia zabrała ze sobą w zaświaty, pamiętam tylko, że to była taka polewka na zimno, z cienko krojonym solonym śledziem. Śledzie musiały koniecznie być "beczkowe", bo do zupy zużywało się mlecz sledzia roztarty z musztardą, odrobiną octu i śmietaną (ortodoksyjnie z mlekiem)? Chyba była tam gdzieś jeszcze cebula?
    • nessie-jp Mam pszenicę 21.12.10, 22:24
      Mam tę pszenicę! Obłuszczoną niby, ale jak się popatrzy na ziarenka, to nie są takie całkiem łyse (jak np. przy ryżu), tylko trochę jednak złotawego na sobie mają. Nie wiem, czy to znaczy, że mam obłuszczać dodatkowo?
      • the_dzidka Re: Mam pszenicę 21.12.10, 23:31
        IMHO nie, odrobina złotawego ci nie zaszkodzi.
    • czekolada72 Re: OT kulinarny: kutia 14.12.11, 09:09
      Moze przyda sie przed Swietami?
      • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 17.12.11, 00:41
        No więc, zacząwszy zdanie od no więc, powiem wam, że zrobiłam w zeszłym roku tę kutię według przepisu Jottki i wyszła CAŁKIEM DOBRA. Wręcz okazała się dobrą alternatywą dla kupnego makowca, który był za słodki i suchawy.

        Miałam pszenicę, dobrze namoczoną, która gotowej potrawie nadała sympatyczny "zgryz", zmielony mak, trochę migdałów, rodzynki i suszone morele. Miodu dałam niedużo plus słoiczek na stół, żeby każdy sobie dosłodził w razie potrzeby, ale okazało się, że dosładzać nie było trzeba.

        W tym roku też zrobię, pszenicę mam, dosypię jeszcze tylko chyba niekanonicznie pestek ze słonecznika dla zwiększenia chrupalności (orzechów włoskich ja nie mogę, laskowych mój szanowny rodzic, nerkowców i brazylijskich nie lubimy, zostają migdały i potwornie drogie macadamie...)
        • pi.asia Re: OT kulinarny: kutia 17.12.11, 17:02
          Nessie, ja znalazłam staropolski przepis (cholera by to wzięła, zastanawiałam się jak się pisze przepis, czy nie przez SZ) na kutię, gdzie jest wyraźnie podane, że ugotowaną pszenicę należy zemleć (zmielić?) w maszynce dodając miodu, i tylko trochę zostawić całych ziaren, które dodaje się do gotowego wyrobu jako coś w rodzaju bakalii.

          Ta zmielona pszenica robi za klajster sklejający kutię. Jeśli całą porcję pszenicy dodasz w formie ziaren to tego się nie je, tylko żuje i to z trudem.

          W tym samym przepisie było zalecenie, by sparzony mak zemleć dodając cukru. Tak robię i wychodzi to ekstra. Mak z cukrem, pszenica z miodem, bakalie i na koniec słodka śmietanka.

          A wiecie, że kutia służy do wróżenia? Nabiera się na łyżkę i rzuca w sufit. Jeśli odpadnie to źle, a jak się przyklei to bardzo dobrze + awantura ;)
          • nessie-jp Re: OT kulinarny: kutia 17.12.11, 22:32
            > Ta zmielona pszenica robi za klajster sklejający kutię. Jeśli całą porcję pszen
            > icy dodasz w formie ziaren to tego się nie je, tylko żuje i to z trudem.

            No coś ty! Te ziarenka są miękkie i kruche, trochę właśnie jak świeże pestki słonecznika. Może nie moczyłaś pszenicy? (Pszeklęta pisownia!)
            • pi.asia Re: OT kulinarny: kutia 17.12.11, 23:05
              No z tą pszenicą to jest coś dziwnego, bo pierwsze kupowane przeze mnie pszenice były dość twarde i jędrne mimo długiego gotowania, i chociaż pęczniały, to trzymały fason podłużno-okrągły i było to bardzo fajne.
              A ta obecna błyskawicznie rozgotowuje się pękając wzdłuż i w poprzek, i jest taka miękko ślimata, jak rozgotowana kasza gryczana, błe.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja