Dodaj do ulubionych

Literatura niedzisiejsza

21.01.11, 09:23
Tak mnie naszło nad lekturą wieczorną okołodzieciową - jakie te książki są... Przestarzałe to złe słowo, niedzisiejsze chyba lepsze :)
Czytam mojej pięciolatce "Plastusiowy pamiętnik". Ona zwraca uwagę na fascynujące przygody głównego bohatera, ale ja przy okazji analizuję sobie postawę niektórych postaci - głównie Tosi. Tosia opisana jest jako istotka nie tylko poukładana, porządna i grzeczna, ale także bardzo nierównouprawniona i nieasertywna ;) Tosia, będąc dyżurną, zbiera papierowe samoloty kolegi i zamiast walnąć je do kosza, wkłada mu do ławki. Kiedy ten się piekli, Tosi jest przykro, ale nic nie mówi. Kiedy bodajże Zosia niszczy jej kolejne przedmioty z piórnika, Tosia nadal jej pożycza, bo trzeba być koleżeńską. I tak dalej, i tak dalej. Nie jest to postawa, którą chciałabym sprzedać mojemu dziecku, więc podpuszczam córę do dyskusji na ten temat - jak inaczej, lepiej można by to załatwić - mała na szczęście ma inne pomysły na życie ;)
Gdy biorę się za starszą książkę dla dzieci, myślę intensywnie, jak nauczyć odbiorczynię krytycznego (nie: krytykanckiego) spojrzenia na prezentowane tam postawy. Rozumiem czasy, w których literatura powstawała i jednocześnie dostrzegam jej rozdźwięk ze współczesnością.

Jakie jeszcze Wam się nasuwają lektury dziecięco-młodzieżowe, przy których może się przydać pogłębiona dyskusja o postawach i wydarzeniach?
Na forum pojawiła się już debata o Kasi, która została "uszczęśliwiona" dzidziusiem, o Tomku Wilmowskim, Jaśnie Oświeconym sahibie - mnie interesuje, nie ukrywam, głównie literatura dla młodszych dzieci :)

I jak sobie pomyślę o samodzielnych umysłowo osóbkach takich, jak Lizzie Bennet (Czy Austen to lektura dla młodzieży? Moim zdaniem jak najbardziej.), to zaczynam zastanawiać się, czy w polskiej literaturze - dziecięcej zwłaszcza i to sprzed lat - są takie Elżbiety, czy same Elżunie, Słoneczka i inne Tosie :)
Obserwuj wątek
    • the_dzidka Re: Literatura niedzisiejsza 21.01.11, 09:45
      Z punktu przypomina mi się "Bułeczka" Jadwigi Korczakowskiej. Znasz? O dwóch dziewczynkach: tej rozpieszczonej, rozkapryszonej, niegrzecznej (sama miałam ochotę łeb jej urwać), ale bardzo kochanej, głównie przez gosposię, i nieco zaniedbywana przez dobrych, ale zapracowanych rodziców - i tej dobrej, porządnej, wesołej, rozświergotanej, z biednej rodziny, co ją odumarła. Wujek, ojciec tej pierwszej, Krysi? Wandzi? uznaje za obowiązek przygarnięcie sierotki. No i sierotka przyjeżdża i co? Tak, odmienia oblicze rodziny, tej rodziny.
      Ja sobie pokpiwam oczywiście z punktu widzenia osoby dorosłej, ale o ile pamiętam, książeczka była nieźle napisana, choc oczywiście jechała smrodkiem dydaktycznym jak cholera. Ale taka już rola takich ksiązek :)
      www.biblionetka.pl/book.aspx?id=19730
      Druga taka książka, też o dziecku zaniedbywanym przez ciężko pracujących rodziców, to "Mały wzywa kapitana". Oooooo, to polecam bez kpinek. Marek poznaje starszego chłopca, Jurka, który opowiada mu o swoim fascynującym życiu pełnym przygód, podróżach w dalekie kraje, bohaterstwach, których dokonał... Mały oczywiście nie widzi ściemy, starszy kumpel mu imponuje, w dodatku własnie wybiera się on nad morze, gdzie już czeka na niego kapitan statku - no i Mały postanawia wybrać się razem z nim.

      Kończe, bo jak mi się kolejne książki zaczną przypominac, to sie dzisiaj w ogóle do pracy nie zabiorę :)
      • kooreczka Bułeczka 21.01.11, 13:19
        Dzidko, trochę się zapędziłaś. Bułeczka jedyne, kogo odmienia to Wandzię, ale też nie do końca. Wujek zostaje jaki jest, ciocia Krysia dalej siedzi w Koszalinie, gospodyni jest jaka była. Więc Proszę mi to Bułeczki nie oczerniać- w porównaniu do Kasi to naprawdę niezła książka ukazująca trudne relacje między rodzeństwem z przymusu. Dziunia wcale nie jest "tą złą"- trudno jej się przystosować, ma swoje kaprysy, mówi i robi rzeczy, których bardzo żałuje, ale stara się wszystko naprawić. Tak jak pisałam- jej rodzice nie zmieniają się wcale, a nie są pokazani jako wzorce. Pamiętacie scenę, kiedy Wandzia ma zapalenie płuc na tyle poważne, że matka w końcu przyjeżdża? Nawet Bronia dziwi się, czemu jej nie tuli, nie całuje, ale pali papierosa. Czytałam to jeszcze zanim poszłam do szkoły i byłam tym autentycznie przerażona- matka gdzieś w świecie, ojciec "może powinniśmy ją posłać do przedszkola, sam nie wiem" i nadopiekuńcza gospodyni- święty by oszalał.
          • verdana Re: Bułeczka 21.01.11, 13:39
            Dla mnie "Buleczka" jest dzisiejsza - pokazuje, ze bycie niezbyt grzecznym jest lepsze od bycia pozornie dobrze wychowaną panienka, ktora po cichu stara sie robić świństwa.
            Nieodmiennie najgorsza jest "Oto jest Kasia" - wygrywa wszystkie rankingi na dno dna. Dla mnie nie do czytania jest też "W pustyni i w puszczy". Polyanna także.
            • czekolada72 Re: Bułeczka 21.01.11, 13:46
              W jakis sposob niedzisiejsza jest takze lektura Jaworczakowej "Jacek, Wacek i Pankracek".
              "Kazia"Duża"" Buyno-Arctowej.
              "Ania czy Mania" E. Kastnera.
              swojego czasu mnie fascynujacy "Chłopiec ze szpadą" Krapiwina.
                • soova Re: Bułeczka 21.01.11, 17:04
                  Może chodzi o tzw. realia? Że dziś nikomu by nie przyszło do głowy, żeby przy rozwodzie rodziców rozdzielać dzieci na zasadzie "córeczka z mamusią, a synek z tatusiem"? I to jeszcze, gdy dzieci są na tyle małe, że nie mają świadomości tej sytuacji?

                  Z innej beczki: pamiętam, że najbardziej szokujące w AiM było dla mnie nie to, że rozdzielono bliźniaczki i trzymano to w tajemnicy, ale to, że gdy mama w Monachium dowiedziała się, że jej "prawdziwa" córka znajduje się w Wiedniu z tatą, a z nią mieszka córka "od taty", wsiadła do samolotu i poleciała do tego Wiednia jakby to była wyprawa pociągiem z Warszawy do Krakowa, bez oglądania się na żadne paszporty, zaproszenia czy książeczki walutowe. :) Mogę oczywiście mieszać postaci czy miasta, ale chodziło mi o sam fakt poruszania się między państwami bez ograniczeń.
                  • klymenystra Re: Bułeczka 21.01.11, 17:34
                    No tak, realia to inna sprawa, ale nie o realiach chyba rozmawiamy? Szczególnie, że książka ma mądre przesłanie na temat rozwodów (wtręt o Shirley Temple).
                      • soova Re: Bułeczka 21.01.11, 18:36
                        Jesteście pewne, że akcja tej książki dzieje się w czasach hitlerowskich? Nie pamiętam ani cienia aluzji do tego w treści, ani pół portretu fuhrera nie wisi na ścianie. Pamiętam, że tato - dyrygent dyryguje w tym Wiedniu "Jasiem i Małgosią" Humperdincka - czy w tamtych czasach byłoby możliwe, żeby opery wystawiały coś poza Wagnerem? :)
                        • verdana Re: Bułeczka 21.01.11, 19:32
                          "Dzieci z Bullerbyn" to rok 1942... Ta idylla, spokoj i cisza to wojna w Europie.
                          'Mania czy Ania" zostały wydane w 1949, czyli pewnie pisane w czasie wojny. Był rok 1938 i 9 - jeden kraj, a wojny jeszcze nie bylo - dla mnie to, ze rzecz dzieje się w obrebie tego samego kraju jest oczywista. Podobnie jak " Szaleństwa panny Ewy" Makuszyńskiego pisane w 1940 - a wojny tam ani śladu.
                          • jottka Re: Bułeczka 21.01.11, 19:41
                            wg niemieckiej wiki:

                            de.wikipedia.org/wiki/Das_doppelte_Lottchen
                            kaestner wydał "anię czy manię" w 1949 r., ale pierwsza wersja powstała jako scenariusz filmowy w 1942 r., tyle że niedługo potem nieszczęsny autor został objęty zakazem pisania, no i dzieło poszło do szuflady na lepsze czasy. znaczy verdana ma rację, za to dopominanie się od kaestnera portretu wodza na ścianie ku zbudowaniu czytelnictwa to jednakowoż przegięcie:) on antyfaszysta od zawsze był, a jego książki spalono podczas wiadomej akcji nazistów.
                          • ananke666 Re: Bułeczka 22.01.11, 01:14
                            > panny Ewy" Makuszyńskiego pisane w 1940 - a wojny tam ani śladu.

                            Bo napisana w 1940, ale akcja rozgrywa się w trzydziestym którymś, pojawia się raz napisany dzień, miesiąc i rok.
                            • minerwamcg Re: Bułeczka 22.01.11, 19:03
                              Oczywiście, że wojny tam ani śladu, bo akcja powieści toczy się w 1938 roku. Czytałam to kiedyś z tą myślą i serce mi się ściskało, że to już za dwa lata. Jerzy zginie we wrześniu, Ewa w Powstaniu, Rogalik na Pawiaku, pani Zawidzka w Oświęcimiu...
                              • czekolada72 Re: Bułeczka 22.01.11, 19:12
                                O tak, masz racje, ja to z wiekiem tez zaczelam czytac w "ten" sposob... Zreszta jego ksiazki, i Szalenstwa, i Panna z mokrą głowa, i Awantura - są takie owiane melancholia... Wiadomo Panna i Awantura napisane przed wojna, ale jak sie oglada potem film to tak jakos czlowieka nadchodzi, ze lada moment to wszystko sie skonczy...
                                • verdana Re: Bułeczka 22.01.11, 19:18
                                  Bo "Szalenstwa pannt Ewy" byly pisane "ku pokrzepieniu serc" - dlatego tam wszysto dobrze się kończy, wszyscy sa dobrzy, idylla po prostu.
                                • the_dzidka Re: Bułeczka 22.01.11, 19:58
                                  > Wiadomo Panna i Awantura napisane przed wojna, ale jak sie og
                                  > lada potem film to tak jakos czlowieka nadchodzi, ze lada moment to wszystko si
                                  > e skonczy...

                                  Ja tak mam, kiedy ogladam moje ukochane, przedwojenne polskie filmy. To bodaj jeszcze gorsze, bo patrzę na realnych ludzi. Piękna Ina Benita, roześmiana, uwodzicielska, jeszcze nie wie, że za kilka lat zostanie w kanale na Starym Mieście... Szarmancki superamant Eugeniusz Bodo, zabity przez NKWD. Franciszek Brodniewicz - zawał podczas Powstania. Oraz ci, którzy przeżyli, ale życie im się połamało. Czasami patrzę na występujące w tych filmach małe dzieci i zastanawiam się, które z nich zostało gdzieś na drogach na wschód od Warszawy, a które zniknęły gdzieś w Treblince. Przykre to, ale no nie umiem inaczej.
                                    • verdana Re: Bułeczka 23.01.11, 13:02
                                      To ja mam najwiekszy problem.
                                      Siedzę własnie w bibliotekach i czytam polskojęzyczne czasopisma żydowskie z okresu międzywojennego. Jest rok 1939. Są zawiadomiwenia o ślubach, narodzinach dzieci i nekrologi.
                                      Czytam to i serce mi się sciska, gdy pomyslę, żenajlepszymi wiadomościami są nekrologi. Zdążyli.
                          • klymenystra Re: Bułeczka 22.01.11, 12:16
                            W innej książce Lindgren "Zwierzenia Britt-Mari" czas akcji można poznac tylko po tym, że mama głównej bohaterki przyjmuje na Święta żydowskich uchodźców.
                          • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 12:28
                            verdana napisała:

                            > "Dzieci z Bullerbyn" to rok 1942... Ta idylla, spokoj i cisza to wojna w Europi
                            > e.
                            > 'Mania czy Ania" zostały wydane w 1949, czyli pewnie pisane w czasie wojny. Był
                            > rok 1938 i 9 - jeden kraj, a wojny jeszcze nie bylo - dla mnie to, ze rzecz dz
                            > ieje się w obrebie tego samego kraju jest oczywista. Podobnie jak " Szaleństwa
                            > panny Ewy" Makuszyńskiego pisane w 1940 - a wojny tam ani śladu.

                            No chwila, chwila! To że ksiązka pisana jest w okreslonym roku wcale jeszcze nie oznacza, że akcja dzieje się w konkretnych realiach! To tylko MM umieszcza akcję w konkretnym miejscu i czasie. Prawa fikcji literackiej są takie, że mozna stworzyć nieistniejące miasto, nawet podobne do istniejącego albo znajdujące się blisko istniejących, można stworzyć nieistniejacą ulicę w istniejącym mieście itd.
                            Maria Kruger napisała "Szkołę Narzeczonych" (albo jakoś tak) w najciemniejszym okresie okupacji. Ale akcja działa się w realiach zbliżonych do przedwojennych, choć nie do końca. Powiedziałabym, że działa się współcześnie do czasów, w ktorych książka powstawała ale w świecie równoległym tzn takim jaki byłby gdyby nie było ani Hitlera ani ówczesnych zawirowań historyczno-politycznych.
                            Tak samo Szaleństwa Panny Ewy z pewnością nie dzieją się w latach 40-tych XXwieku.
                            I Dzieci z Bullerbyn, jak sądzę, to świat dzieciństwa autorki albo też raczej to co Mickiewicz określał jako "Kraj lat dziecinnych" przepuszczony przez pryzmat wspomnień, trochę wyidealizowany, trochę ubarwiony cudzymi wspomnieniami, przyprawiony sosem ówczesnych realiów ale tylko kropelką do smaku itd.
                            A co do Mani czy Ani - równie dobrze możemy napisać, że akcja dzieje się w UE ;)
                            Swoją drogą parę dni temu, bodajże w niedzielę leciała w TV zabawna komedia familijna, będąca IMHO oczkiem puszczonym do czytelników Mani czy Ani, tylko Mania i Ania (w filmie Sharon i Susan) mają już ...dzieści lat i własne dzieci.
                            Bardzo miły, ciepły filmik
                            • soova Re: Bułeczka 09.02.11, 12:39
                              Tak samo Szaleństwa Panny Ewy z pewnością nie dzieją się w latach 40-tych XXwieku.

                              Akurat kiedy toczy się akcja w "Szaleństwach...", wiadomo dokładnie, bo jednym z wątków jest korespondencja malarza Jerzego z bezlitosnym wierzycielem - krewnym, panem Mudrowiczem, i któryś z listów jest datowany na 1938 rok. Mimo że sama książka pisana w najgorszych czasach okupacji.
                            • the_dzidka Re: Bułeczka 09.02.11, 13:39
                              > Swoją drogą parę dni temu, bodajże w niedzielę leciała w TV zabawna komedia fam
                              > ilijna, będąca IMHO oczkiem puszczonym do czytelników Mani czy Ani, tylko Mania
                              > i Ania (w filmie Sharon i Susan) mają już ...dzieści lat i własne dzieci.
                              > Bardzo miły, ciepły filmik

                              Filmów z motywem zamiany bliźniaczek czy też szalenie podobnych do siebie dziewczynek jest sporo. Sympatyczne są.
                              • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 13:47
                                the_dzidka napisała:

                                > > Swoją drogą parę dni temu, bodajże w niedzielę leciała w TV zabawna komed
                                > ia familijna, będąca IMHO oczkiem puszczonym do czytelników Mani czy Ani, tylko
                                > Mania
                                > > i Ania (w filmie Sharon i Susan) mają już ...dzieści lat i własne dzieci.
                                > > Bardzo miły, ciepły filmik
                                >
                                > Filmów z motywem zamiany bliźniaczek czy też szalenie podobnych do siebie dziew
                                > czynek jest sporo. Sympatyczne są.

                                Ale ten film był inny, bo tam owszem był także motyw zamiany bliźniaczek ale jakze odmienny!
                                A główne bohaterki wcale nie były bliźniaczkami.
                                Za dużo by opowiadać, kto miał okazję obejrzeć, ten wie.
                                Można się oczywiście czepiać o realizm, ale ja ubawiłam się doskonale. Choć to niby dla dzieci miało być ;)
                                Widział to ktoś oprócz mnie?
                                Upraszczając - jak wyswatać własnych rodziców nie będąc bliźniaczkami. To dopiero wyzwanie - przecież napisałam - perskie oko do Mani czy Ani.
                                • alitzja Re: Bułeczka 09.02.11, 19:39
                                  teano1 napisała:
                                  > Ale ten film był inny, bo tam owszem był także motyw zamiany bliźniaczek ale jakze odmienny!
                                  > A główne bohaterki wcale nie były bliźniaczkami.
                                  > Za dużo by opowiadać, kto miał okazję obejrzeć, ten wie.

                                  Ja ten film widziałam już kiedyś (w ostatnią niedzielę tylko fragment) i - za pozwoleniem - to jest sequel filmu "Rodzice, miejcie się na baczności", który - uwaga, a to ci niespodzianka! - bazuje właśnie na "Mani czy Ani". Sharon i Susan (grane przez nastoletnią Hayley Mills) spotykają się na obozie, zamieniają itd.
                                  "Nie wierzcie bliźniaczkom 2" (czyli film, o którym piszesz) to opowieść po latach o tych samych Sharon i Susan (ponownie zagranych przez Hayley Mills - już mocno dorosłą zresztą), które (o ile mnie pamięć nie myli, bo - jak pisałam - oglądałam już dawno, a teraz jedynie początek) faktycznie znów wykorzystują swoje podobieństwo (bodajże jedna, na prośbę dziewczynek, które chcą być siostrami, udaje tę drugą, nader oporną, by wyswatać ją z odpowiednim dla niej mężczyzną?). Co więcej - powstał kolejny odcinek "Nie wierzcie bliźniaczkom 3", w którym jedna z sióstr zostaje macochą... trojaczek. I znów mamy Hayley Mills w podwójnej roli Susan/Sharon. A potem jeszcze jeden - "Nie wierzcie bliźniaczkom - hawajskie wakacje", gdzie znów mamy trojaczki i bliźniaczki (uffff...).

                                  Tak więc nie do końca to tylko mrugnięcie okiem do tych, którzy znają oryginał książkowy - tylko kontynuacja faktycznej amerykańskiej wersji "Mani czy Ani".
                                  • nessie-jp Re: Bułeczka 09.02.11, 23:37
                                    [Nieszczęsne Anie, Manie i Sharony]

                                    O jeżu.

                                    Muszę powiedzieć, że nie znoszę takiego męczenia tematu w kolejnych sequelach i sequelach sequeli i tych wszystkich Rocky 33.8 oraz Dzikie Gęsi Trzy i Pół...

                                    Naprawdę powinien być jakiś zakaz :)
                • czekolada72 Re: Bułeczka 21.01.11, 21:16
                  klymenystra napisała:

                  > Mania czy Ania niedzisiejsza? Czemu?
                  Może to faktycznie nie wpisuje sie w nurt pytania, ale chociaz sama ksiazeczke BARDZO lubie, chociaz ten temat poruszany był wielokrotnie w filmach amerykanskich - to dla mnie jest to takie... wprowadzanie w blad dzieci rozwiedzionych rodzicow - 2 siostry sie zamienia i rodzice do siebie wroca i wszyscy zyli dlugo i szczesliwie. Moze bardziej adekwatne jest okreslenie nie "niedzisiejsza, a nierealna.
                  I moze faktycznie nie miesci sie w temacie :)
                  • klymenystra Re: Bułeczka 22.01.11, 12:18
                    To jest, jakby nie było, baśń :) Musi miec szczęśliwe zakończenie.

                    A propos wprowadzania w błąd - naprawdę polecam wrócic do fragmentu o Shirley Temple. Autor pisze tam, że są dzieci, które cierpią, bo ich rodzice się rozwiedli, ale są też takie, które cierpią, bo się NIE rozwiedli. I dla mnie to jest clou tej książki.
                    A przecież bywa i tak, że pary się rozstają, a po latach ponownie schodzą...
          • kooreczka Re: Bułeczka 21.01.11, 13:48
            Dzidko, rozpowszechniasz nieprawdziwą informację, jakoby Bułeczka wszystko w domu odmieniła:) A tutaj bardzo realistycznie- po prostu ułożyła sobie tylko stosunki z Wandzią.

            Ze strasznych książek dzieciństwa przypomina mi się "Serce" czyli terroryzm dydaktyczny pełną gębą. www.biblionetka.pl/art.aspx?id=102622 MAKABRA w każdym tego słowa znaczeniu. Z mojego punktu widzenia co jedna notka to większa masakra. Umebrto Eco dobił to dziełko wytykając sprzeczności w przedstawianiu dzieciom bohaterów narodowych.
            • the_dzidka Re: Bułeczka 21.01.11, 13:56
              Być może. Ostatnio czytałam to 25 lat temu chyba. Tak mi się kojarzyło, że i Gderliwa Gosia się zmieniła, i wujaszek (chociaż on był jeszcze najsympatyczniejszy), i nawet łobuziak Karol się zawstydził, jak Bułeczka za jego dupochron robiła...
              Mam tylko szczerą nadzieje, że emotikonek dotyczył sformułowania "rozpowszechniasz nieprawdziwą informację"?...

              Co do "Serca", to ała. Też dawno czytałam, ale to było straszne! Ten Garrone o szlachetnej duszy i Marek szukający mamusi od Apeninów do Andów. I ona się nie chciała dać zoperować, ale jak ją synek znalazł, to zaraz się zgodziła. (Właśnie sobie uprzytomniłam, że w pamięć wbiło mi się zdanie z tego opowiadania: "Inżynier Mequenez nie mieszka w Tucuman", rany boskie!...)
              Chyba to jeszcze raz przeczytam, żeby się przekonac, czy dam radę ;)
                • soova Re: Bułeczka 21.01.11, 15:11
                  Czy ktoś może czytał "Serce" wydane przez "Politykę" w ich kolekcji najlepszej literatury dla dzieci? Bo ta kolekcja zawiera naprawdę fajne książki, a o "Sercu" napisali tak:

                  Jednak nawet najrzewniej wspominający spotkania z książką Edmunda de Amicisa (1846-1908) zastanawiają się, czy da się ją jeszcze czytać. Nie ma bowiem najmniejszej wątpliwości, że „Serce" niesie jawne przesłanie dydaktyczne, czego dzisiejszy czytelnik, a już w szczególności najmłodszy, nie lubi. Dodajmy jeszcze zasługi naszej kochanej grafomanki Marii Konopnickiej, która „Serce" przetłumaczyła w charakterystycznym dla siebie serdecznym stylu, czyli posłodziła to, co i tak było już słodkie. (Były też inne, nawet wcześniejsze, przekłady, ale przypuszczalnie jeszcze gorsze). Obecne wydanie różni się jednak nieco od pierwotnych: adaptacji językowej i skrótów dokonały panie Irena Koźmińska i Elżbieta Olszewska. Można więc powiedzieć, że jest to stare „Serce", ale z nowym rozrusznikiem.


                  -
                  • mmoni Re: Bułeczka 21.01.11, 20:13
                    Kompromitujące wyznanie: czytałam Serce jako dziecko i podobało mi się. Wiem, byłam dziwnym dzieckiem... Ale (o ile pamiętam, bo nie wracałam do tej lektury od czasów dzieciństwa) czytałam pełną wersję czyli opowieść ramowa o klasie szkolnej we Włoszech wkrótce po zjednoczeniu, a w nią wstawione są te pojedyncze opowiastki, które opowiada chłopcom nauczyciel (wiele skróconych wydań składa się tylko z opowiadań). I chyba ta opowieść ramowa bardziej mi się podobała, bo opowiastki rozdzierały mi serce. Podobnie jak nie byłam w stanie czytać co smutniejszych bajek Andersena ani słuchać kolędy "Jezus malusieńki".

                    Swoją drogą, chętnie przeczytałabym porządny współczesny przekład Serca z języka oryginału. Bo z notki do wydania Polityki odnoszę wrażenie, że panie redaktorki wzięły stary przekład Konopnickiej i przetłumaczyły go z XIX-wiecznego polskiego na nasze.
                    • ananke666 Re: Bułeczka 22.01.11, 01:23
                      > Podobnie jak nie byłam w stanie czyta
                      > ć co smutniejszych bajek Andersena ani słuchać kolędy "Jezus malusieńki".

                      Słusznie, bo to bardzo niedobra kolęda. Sugeruje niepełnosprawność umysłową dorosłej części świętej rodziny. Nie umieli liczyć i nie wpadli na to, że rodzi się tylko dziecko, a nie powijaki dla niego.
                      ;)
                  • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 13:50
                    soova napisała:

                    > Czy ktoś może czytał "Serce" wydane przez "Politykę" w ich kolekcji najlepszej
                    > literatury dla dzieci? Bo ta kolekcja zawiera naprawdę fajne książki, a o "Serc
                    > u" napisali tak:
                    >
                    > Jednak nawet najrzewniej wspominający spotkania z książką Edmunda de Amicisa (1
                    > 846-1908) zastanawiają się, czy da się ją jeszcze czytać. Nie ma bowiem najmnie
                    > jszej wątpliwości, że „Serce" niesie jawne przesłanie dydaktyczne, czego
                    > dzisiejszy czytelnik, a już w szczególności najmłodszy, nie lubi. Dodajmy jeszc
                    > ze zasługi naszej kochanej grafomanki Marii Konopnickiej, która „Serce" p
                    > rzetłumaczyła w charakterystycznym dla siebie serdecznym stylu, czyli posłodził
                    > a to, co i tak było już słodkie. (Były też inne, nawet wcześniejsze, przekłady,
                    > ale przypuszczalnie jeszcze gorsze). Obecne wydanie różni się jednak nieco od
                    > pierwotnych: adaptacji językowej i skrótów dokonały panie Irena Koźmińska i Elż
                    > bieta Olszewska. Można więc powiedzieć, że jest to stare „Serce", ale z n
                    > owym rozrusznikiem.



                    No, no, trzeba mieć spory tupecik, żeby o Konopnickiej pisać per "nasza kochana grafomanka". I jeszcze większy, żeby sugerować, iż wyrzucenie części oryginalnego tekstu to zaleta przekładu. Aż się chyba wezmę i sprawdzę, cóż to za orzeł marketingu wysmażył taką dowcipną reklamę.
                    • the_dzidka Re: Bułeczka 24.01.11, 14:31
                      > No, no, trzeba mieć spory tupecik, żeby o Konopnickiej pisać per "nasza kochana
                      > grafomanka".

                      Jak dla mnie jest to stwierdzenie faktu, jako że Konopnicka wielką grafomanką była ;)
                      • krezzzz100 Re: Bułeczka 24.01.11, 14:40
                        Po prawdzie, to i dla mnie Konopnicka jako prozatorka wartościowej spuścizny nam nie zostawiła. Sirotka z krasnoludkami to już naprawdę naiwnota i zarazem grafomania pełną gębą. A co do Serca Amicisa- łomatko, zawsze przy tym wysiadałam....
                        • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 14:50
                          krezzzz100 napisała:

                          > Po prawdzie, to i dla mnie Konopnicka jako prozatorka wartościowej spuścizny na
                          > m nie zostawiła. Sirotka z krasnoludkami to już naprawdę naiwnota i zara
                          > zem grafomania pełną gębą. A co do Serca Amicisa- łomatko, zawsze przy t
                          > ym wysiadałam....

                          Nie będę się z Tobą kłócić na temat "Sierotki Marysi", bo kompletnie jej nie pamiętam. Co do "Serca", to musiałabym znać oryginał, żeby określić wartość przekładu Konopcnickiej.
                          Ale będę się zażarcie kłócić co do jej nowelistyki - moim zdaniem i owszem, bardzo wartościowej.
                        • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 13:03
                          krezzzz100 napisała:

                          > Po prawdzie, to i dla mnie Konopnicka jako prozatorka wartościowej spuścizny na
                          > m nie zostawiła. Sirotka z krasnoludkami to już naprawdę naiwnota i zara
                          > zem grafomania pełną gębą.

                          Zadziwiające że im mniej człowiek przeczytał, tym bardziej jest skłonny do radykalnych ocen...
                      • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 14:46
                        the_dzidka napisała:

                        > > No, no, trzeba mieć spory tupecik, żeby o Konopnickiej pisać per "nasza k
                        > ochana
                        > > grafomanka".
                        >
                        > Jak dla mnie jest to stwierdzenie faktu, jako że Konopnicka wielką grafomanką b
                        > yła ;)
                        >

                        Nie masz racji, za pozwoleniem.
                          • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 14:55
                            krezzzz100 napisała:

                            > No dobra, podejmę pałeczkę :-) A cóż takiego wartościowego napisała: Mendel
                            > Gdański
                            ?

                            Owszem. "Mendla Gdańskiego", "Miłosierdzie gminy", "Józefową", "Banasiową", "Pannę Florentynę" - i wiele innych.
                            • verdana Re: Bułeczka 24.01.11, 15:05
                              To ja moze was pogodzę?
                              Konopnicka bywała grafomanka, szcsególnie piszac dla dziatwy. natomiast spora część jej zaangazowanych opowiadań, zdecydowanie dla dorosłych, jest oszczedna w środkach i doskonała. "Mendel Gdański" jest arcydziełem.
                              • krezzzz100 Re: Bułeczka 24.01.11, 15:17
                                Dla mnie i Mendel jest grafomanią, choć zgadza się, że niektórzy przyznają mu status arcydzieła. O ten Mendel lubię się czasem pohandryczyć))) Znaczy o formę, nie o treść, bo problematyka- jak najbardziej ok. Moim zdaniem ludziska to często i niesłusznie nakładają.
                                • verdana Re: Bułeczka 24.01.11, 15:24
                                  Jeśli chodzi o formę, to jednak trzeba brać poprawke na inny sposób pisania. jak na swoje czasy - bardzo prosty, bez szczególnych łkań i udziwnień.
                                  Nie chodzi tu o problematykę, ale o puentę.
                                  • nessie-jp Re: Bułeczka 24.01.11, 16:11
                                    verdana napisała:

                                    > Jeśli chodzi o formę, to jednak trzeba brać poprawke na inny sposób pisania. ja
                                    > k na swoje czasy - bardzo prosty, bez szczególnych łkań i udziwnień.

                                    Ale to o Konopnickiej? To właśnie ona przecież była taka ach-och-niesłychanie-przepełniona-emocjami. To właśnie ta nadmierna emocjonalność autorki skutkuje oskarżeniami o grafomanię. Nie wystarczy bowiem pisać o sprawach ważnych, trzeba jeszcze ubrać ten przekaz w taką formę, żeby czytelnik przełknął bez większego krzywienia się. A więc nie nazbyt ckliwie, nie nazbyt łzawo, bez uciekania się do "szarpania za struny serca" w co drugim akapicie.

                                    Otóż forma Konopnickiej moim zdaniem nie jest pod tym względem doskonała. Jeśli chodzi o lekkość pióra, celność metafor i ogólną siłę rażenia, dużo lepiej wypada choćby Orzeszkowa, Prus zresztą też.

                                    • verdana Re: Bułeczka 24.01.11, 17:25
                                      Ale "MendeL' obywa się własnie bez "och" i "ach". Emocje sa bardzo stonowane, raczej uwagą jest skierowana na realistyczne drobiazgi. O to chodzi, ze tu nie ma wielkich zdań i zadecia, tylko prosta historyjka.
                                      • nessie-jp Re: Bułeczka 24.01.11, 17:28
                                        verdana napisała:

                                        > Ale "MendeL' obywa się własnie bez "och" i "ach".

                                        Mendela (tak się to deklinuje?) szczerze powiedziawszy bardzo słabo pamiętam, więc nie chciałabym się wymądrzać :) Te ckliwości szarpiące serce niechętnie wspominam z "Miłosierdzia gminy".
                                        • verdana Re: Bułeczka 24.01.11, 17:37
                                          Mendla. Nie wspominaj może o "Milosierdziu gminy", bo jeszcze pamietam jak to czytałam i po co wracać do traumatycznych wspomnień.
                                          "Mendel" to inna klasa. Dobry jest też "Dym", ale to już nie to.
                                          mendel-gdanski.klp.pl/a-6438-18.html
                                        • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 21:50
                                          nessie-jp napisała:

                                          > verdana napisała:
                                          >
                                          > > Ale "MendeL' obywa się własnie bez "och" i "ach".
                                          >
                                          > Mendela (tak się to deklinuje?) szczerze powiedziawszy bardzo słabo pamiętam, w
                                          > ięc nie chciałabym się wymądrzać :) Te ckliwości szarpiące serce niechętnie wsp
                                          > ominam z "Miłosierdzia gminy".

                                          Ale to napięcie emocjonalne w "Miłosierdziu gminy" wynika z samej sytuacji, która jest opisywana. Autorka wcale go nie podkręca swoim własnym komentarzem.
                                          "Miłosierdzie gminy" jest świetnym opowiadaniem, dorównującym, moim zdaniem, "Mendlowi Gdańskiemu".
                                          • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 13:16
                                            kindzie napisała:

                                            > > > Ale "MendeL' obywa się własnie bez "och" i "ach".
                                            > >
                                            > > Mendela (tak się to deklinuje?) szczerze powiedziawszy bardzo słabo pamię
                                            > tam, w
                                            > > ięc nie chciałabym się wymądrzać :) Te ckliwości szarpiące serce niechętn
                                            > ie wsp
                                            > > ominam z "Miłosierdzia gminy".
                                            >
                                            > Ale to napięcie emocjonalne w "Miłosierdziu gminy" wynika z samej sytuacji, któ
                                            > ra jest opisywana. Autorka wcale go nie podkręca swoim własnym komentarzem.
                                            > "Miłosierdzie gminy" jest świetnym opowiadaniem, dorównującym, moim zdaniem, "M
                                            > endlowi Gdańskiemu".

                                            Dokładnie. Właśnie dlatego wielu tak niechętnie wraca do tego tekstu, że mocno zapadł w serce i szarpnął tak, że aż zabolał. A byliśmy za mali by cztać tak traumatyczne teksty. Stąd przeniesienie niechęci na autorkę, ze nam zafundowała taką traumę.
                                            A Konopnicka wcale nie stosuje tu tanich chwytów a już na pewno nie słodzi ani nie podlewa zjełczałym liryzmem.
                                            Świetna proza reportażowa.
                                      • krezzzz100 Re: Bułeczka 24.01.11, 17:55
                                        Verdano, no ale spójrz (już poza tematyką i puentą, co do których jesteśmy zgodne) na ten fragment:
                                        "[i]Tych ludzi nie widział on tu jeszcze. Gdzie idą? Po co przystają z robotnikami, śpieszącymi do kopania fundamentów pod nowy dom niciarza Greulicha? Skąd się tu wzięły te obszarpane wyrostki? Dlaczego patrzą tak po sieniach? Skąd mają pieniądze, że idą w pięciu do szynku[/i]?"
                                        Pierwsze zdanie (wytłuszczone) toż to niegramota jest...Ja, owszem, czasem sobie pozwalam na takie cuś, ale mam świadomość dowcipu językowego, do licha...
                                        I te pytania retoryczne, ten ton nadświadomego a sugerującego narratora...No, nie.
                                          • krezzzz100 Re: Bułeczka 24.01.11, 19:14
                                            Niegramoty nie rozumiem jako błędu gramatycznego, ale brzydoty stylistycznej opartej o dziwnie figurowaną gramatykę. Dziwnie, ale nie błędnie.

                                            No, ten narrator, napisałam, jest uch...
                                            • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 13:19
                                              krezzzz100 napisała:

                                              > Niegramoty nie rozumiem jako błędu gramatycznego, ale brzydoty stylistycznej op
                                              > artej o dziwnie figurowaną gramatykę. Dziwnie, ale nie błędnie.
                                              >
                                              > No, ten narrator, napisałam, jest uch...

                                              Nie, no ręce opadają...
                                              A kto jest narratorem tego fragmentu?
                                    • paszczakowna1 Re: Bułeczka 24.01.11, 20:30
                                      > Otóż forma Konopnickiej moim zdaniem nie jest pod tym względem doskonała. Jeśli
                                      > chodzi o lekkość pióra, celność metafor i ogólną siłę rażenia, dużo lepiej wyp
                                      > ada choćby Orzeszkowa, Prus zresztą też.

                                      Zgoda na Prusa (choć ja wolę jego publicystykę niż beletrystykę), ale Orzeszkowa? Ta dopiero kwiatki sadziła. Konopnicka znacznie lepiej potrafiła tę tendencję opanować. 'Nad Niemnem' nawet lubię (fajne romansidło), ale z reszty mało co nadaje się do czytania - właśnie z powodu ckliwego stylu.
                                      • nessie-jp Re: Bułeczka 24.01.11, 21:20
                                        > . 'Nad Niemnem' nawet lubię (fajne romansidło), ale z reszty mało co
                                        > nadaje się do czytania - właśnie z powodu ckliwego stylu.

                                        Ja mówiłam tylko o nowelkach, Nad Niemnem nie zmogłam
                                          • truscaveczka Re: Bułeczka 25.01.11, 09:37
                                            Ja też lubię "Nad Niemnem" - i "Teoś Różyc, siostrzeniec księżnej, harbuza dostał!" i dziadunia, co Pacenkę ściga, bo mu babunię ukradł i w ogóle :)
                                            • marslo55 Re: Bułeczka 25.01.11, 12:38
                                              truscaveczka napisała:
                                              "Ja też lubię "Nad Niemnem" - i "Teoś Różyc, siostrzeniec księżnej, harbuza dostał!" i dziadunia, co Pacenkę ściga, bo mu babunię ukradł i w ogóle :)"
                                              Uwielbiam "Nad Niemnem", które wcale a wcale nie zdaje mi się ckliwe i zupełnie nie nudzi mnie opisami przyrody. Nie trawię tylko starego Orzelskiego, jego rozlazłe, hedonistyczne, mlasknięciem się w mózgu odzywające "caca" wywołuje u mnie dreszcze obrzydzenia.
                                              "Tereniu, jak myślisz: czy wśród Eskimosów może istnieć prawdziwa, gorąca miłość?":D
                                              • kindzie Re: Bułeczka 25.01.11, 21:20
                                                marslo55 napisała:

                                                > Uwielbiam "Nad Niemnem", które wcale a wcale nie zdaje mi się ckliwe i zupełnie
                                                > nie nudzi mnie opisami przyrody.

                                                I ja też przepadam za "Nad Niemnem", łącznie z opisami przyrody, ale uczciwie muszę, że gdyby wykosić te tyrady Witolda, to książka bardzo by zyskała.

                                                A swoją drogą niedawno weszłam w posiadanie nowego wydania "Nad Niemnem" z serii Biblioteki Narodowej. Autor opracowania bezlitośnie powywlekał w przypisach wszystkie fragmenty, które Orzeszkowa bardzo słusznie usunęła. Uch, Boże, chroń pisarzy przed gorliwymi redaktorami, a już przed krytykami obronią się sami...
                                                • nessie-jp Re: Bułeczka 26.01.11, 00:10
                                                  Nie zapomniałam o tej Orzeszkowej, obiecuję napisać coś więcej za kilka dni, ale na razie jestem cokolwiek nieżywa, wybaczcie. Nie mam nawet siły odgrzebywać starego pudła z książkami czytanymi ostatnio 20 lat temu ;)

                                              • czekolada72 Nad Niemnem 26.01.11, 10:49
                                                Pomijajac juz fakt, ze to nie powiesc dla dzieci - ja ja przeczytalam gdzies pod koniec podstawowki, film ogladalismy w liceum - zdecydowanie bardziej przypadl mi do gustu tekst pisany, choc wiekszosc opisow przyrody starannie pominełam. Pamietam zas, ze klasie najbardziej w pamieci utkwił "globus".
                                                Moje dziecko zas czytalo to jako lekture chyba w 2 LO, albo zaraz na poczatku 3 - i o dziwo - przebrnęło (ale tez bez opisów ;)
                                        • paszczakowna1 Re: Bułeczka 25.01.11, 14:24
                                          > Ja mówiłam tylko o nowelkach

                                          A które nowelki Orzeszkowej uważasz za lepsze od Konopnickiej? Ja w ogóle bardzo lubię literaturę pozytywistyczną, ale np. nowelki z "Gloria victis" odrzuciły mnie jak mało co.

                                          "Perłowe gamy śmiechu nad koralową strugą krwi, cień nocy na jutrzni porannej, cień grzechu na szacie anioła, na złotogłowiu łzy – skaczący i ubielony klown w ponurej celi smutku. Wszystko bywa i bywa razem, w jednym momencie czasu – w jednym sercu ludzkim."

                                          żeby dać przypadkowy fragment.

                                          Cokolwiek by powiedzieć o Konopnickiej, ona takich przepiękności nie pisała. Da się czytać np. "Dobra Pani", ale żeby lepsze od Konopnickiej?
                                    • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 21:46
                                      nessie-jp napisała:

                                      > Ale to o Konopnickiej? To właśnie ona przecież była taka ach-och-niesłychanie-p
                                      > rzepełniona-emocjami. To właśnie ta nadmierna emocjonalność autorki skutkuje os
                                      > karżeniami o grafomanię. Nie wystarczy bowiem pisać o sprawach ważnych, trzeba
                                      > jeszcze ubrać ten przekaz w taką formę, żeby czytelnik przełknął bez większego
                                      > krzywienia się. A więc nie nazbyt ckliwie, nie nazbyt łzawo, bez uciekania się
                                      > do "szarpania za struny serca" w co drugim akapicie.

                                      Owszem, w odniesieniu do poezji Konopnickiej masz rację. Ale jej nowele, tak jak pisała Verdana, są właśnie bardzo oszczędne w tego typu środki.
                                      Poza tym są bardzo dobrze skonstruowane, bohaterowie - o ile na to pozwala krótka forma - świetnie narysowani, wyposażeni w wyrazistą osobowość i swój własny język.

                                      > Otóż forma Konopnickiej moim zdaniem nie jest pod tym względem doskonała. Jeśli
                                      > chodzi o lekkość pióra, celność metafor i ogólną siłę rażenia, dużo lepiej wyp
                                      > ada choćby Orzeszkowa, Prus zresztą też.

                                      Mam zupełnie przeciwne zdanie. Nowele Prusa przy opowiadaniach Konopnickiej wypadają blado i rozwlekłe.
                                    • kindzie Konopnicka 25.01.11, 15:29
                                      Ech, nie mogę sobie jeszcze odpuścić tej Konopnickiej, bo od dawna drażni mnie krzywdzący stereotyp, który do niej przylgnął.

                                      Zgoda, poezja Konopnickiej jest na ogół egzaltowana i przegadana. Ale przecież ta ocena nie odnosi się nawet do _całej_ jej poezji. Zwięzła, powściągliwa i elegancka forma wiersza zaczynającego się od wersu "Z jednego kubka ty i ja piliśmy w onej chwili…" zgoła kontrastuje z jego treścią, mówiącą o miłosnych dramatach i ich niszczącym wpływie na życie. A i wśród twórczości Konopnickiej dla dzieci trafiają się udane utwory: "Jadą, jadą dzieci drogą" jest wierszykiem wyposażonym w podstawowe zalety poezji dziecięcej - rytmiczność, obrazowość i prostotę. Podobnie jak "Stefek Burczymucha", który dodatkowo ma inną zaletę, ważną dla tego rodzaju literatury - a mianowicie dowcip.

                                      Zresztą nawet w najbardziej sążnistych i rozemocjonowanych wierszach Konopnickiej błyska czasami celna ironia, która dla jej nowelistyki jest wręcz cechą charakterystyczną.

                                      I wracając do prozy: na przykład świetną nowelą jest "Maryśka". Całe opowiadanie koncentruje się wokół sceny, kiedy do kuchni przy jakimś dworze, w której zgromadzili się służące i parobkowie, docierają dalekie odgłosy zaręczynowej muzyki. Wśród kobiet znajdujących się w izbie jest kochanka przyszłego pana młodego, a zarazem matka jego dziecka. I ta dziewczyna zaczyna się miotać po izbie, wszystko jej leci z rąk, szarpie i rzuca swoim synkiem, a zaraz potem obsypuje go namiętnymi pocałunkami, a w końcu wypada z kuchni, żeby zabrać z kopca kochanka swoje żałosne alimenty: parę worków ziemniaków. A w tle cały czas słychać miarowe bębnienie zgłuszane przez wiatr, w kuchni jest duszno od pary buchającej z garów, a przy każdym otwarciu drzwi do środka wpadają kłęby kłujących śniegowych igiełek.
                                      W tym opowiadaniu bardzo dobrze widać, jaką uważną, inteligentną i empatyczną obserwatorką była Konopnicka. I jak genialnie potrafiła przełożyć swoje obserwacje na literaturę.
                                      • krezzzz100 Re: Konopnicka 25.01.11, 16:42
                                        No, ale to niemal u każdego twórcy coś tam dobrego się znajdzie, nawet u Sienkiewicza)))) To chyba nie jest dobra miara oceny- coś tam udanego. Bo naprzeciw tego stają te nieudane. I co wówczas? Chyba gdzie indziej należ szukać...
                                        Dla mnie Konopnicka wcale nie jest zasadniczo zwięzła. Jest nadmiernie nacechowana deklaratywnością- umiejscowioną w stylu. Tak, to także retoryczna strona jej wywodów, nie tylko- treściowa: skądinąd zasadniczo nudna. O tę całość chyba chodzi. Dlatego, jak dla mnie, Prus się ostał (mimo kilku rzeczywiście mniej udanych nowel), a Konopnicka -nie.
                                      • rozdzial43 Re: Konopnicka 26.01.11, 15:08
                                        kindzie napisała:

                                        A i wśród twórczości Konopnickiej
                                        > dla dzieci trafiają się udane utwory: "Jadą, jadą dzieci drogą" jest wierszyki
                                        > em wyposażonym w podstawowe zalety poezji dziecięcej - rytmiczność, obrazowość
                                        > i prostotę. Podobnie jak "Stefek Burczymucha", który dodatkowo ma inną zaletę,
                                        > ważną dla tego rodzaju literatury - a mianowicie dowcip.


                                        Stefkiem Burczymuchą wygrałam w II klasie podstawówki konkurs recytatorski. Dzięki Konopnickiej miałam zatem szansę zostać gwiazdą show biznesu...że też nie poszłam dalej tą drogą artystyczną! Tyle talentów zmarnowanych, Janko Muzykant po prostu, że tak pozostanę porównaniem w klimacie smutnych i przepięknych nowel :D
                        • the_dzidka Re: Bułeczka 24.01.11, 16:00
                          > Nie masz racji, za pozwoleniem.

                          Może raczej ujęłabyś to w słowa "pozwolę sobie miec inne zdanie", z łaski swojej? Bo ja jakos wybitnie źle reaguję na niczym nie poparte "nie masz racji!"
                          • kindzie Re: Bułeczka 24.01.11, 21:37
                            the_dzidka napisała:

                            > > Nie masz racji, za pozwoleniem.
                            >
                            > Może raczej ujęłabyś to w słowa "pozwolę sobie miec inne zdanie", z łaski swoje
                            > j? Bo ja jakos wybitnie źle reaguję na niczym nie poparte "nie masz racji!"
                            >
                            Zaczekaj, czytam ponownie Twój post, gdzie piszesz, że "Konopnicka wielka grafomanką była" i... nie, nie w nim również nie znajduję śladów argumentów na poparcie Twojej opinii.
                      • marajka Re: Bułeczka 25.01.11, 19:13
                        No bez przesady. Trzeba też wziąć pod uwagę, ze kiedy panowie w jej czasach oddawali się li i jedynie pisaniu, ona musiała zarabiać na gromadę dziecisków, którą wychowywała sama.
                      • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 12:59
                        the_dzidka napisała:

                        > > No, no, trzeba mieć spory tupecik, żeby o Konopnickiej pisać per "nasza k
                        > ochana
                        > > grafomanka".
                        >
                        > Jak dla mnie jest to stwierdzenie faktu, jako że Konopnicka wielką grafomanką b
                        > yła ;)
                        >
                        Nie, nie była. Podejrzewam, ze zatrzymałaś się na etapie lektury szkolnej z opracowaniem.
                        IMHO gdyby Konopnicka żyła obecnie pisałaby świetne reportaże do WO

                        Przeczytaj jej opowiadania, ale bez uprzedzeń, zapominając kto je napisał. Bardzo dobry kawałek prozy.
                    • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 12:57
                      kindzie napisała:

                      Jednak nawet najrzewniej wspominający spotkania z książką Edmunda de Amic
                      > isa (1
                      > > 846-1908) zastanawiają się, czy da się ją jeszcze czytać. Nie ma bowiem n
                      > ajmnie
                      > > jszej wątpliwości, że „Serce" niesie jawne przesłanie dydaktyczne,
                      > czego
                      > > dzisiejszy czytelnik, a już w szczególności najmłodszy, nie lubi. Dodajmy
                      > jeszc
                      > > ze zasługi naszej kochanej grafomanki Marii Konopnickiej, która „Se
                      > rce" p
                      > > rzetłumaczyła w charakterystycznym dla siebie serdecznym stylu, czyli pos
                      > łodził
                      > > a to, co i tak było już słodkie. (Były też inne, nawet wcześniejsze, prze
                      > kłady,
                      > > ale przypuszczalnie jeszcze gorsze). Obecne wydanie różni się jednak nie
                      > co od
                      > > pierwotnych: adaptacji językowej i skrótów dokonały panie Irena Koźmińska
                      > i Elż
                      > > bieta Olszewska. Można więc powiedzieć, że jest to stare „Serce", a
                      > le z n
                      > > owym rozrusznikiem.

                      >
                      >
                      > No, no, trzeba mieć spory tupecik, żeby o Konopnickiej pisać per "nasza kochana
                      > grafomanka". I jeszcze większy, żeby sugerować, iż wyrzucenie części oryginaln
                      > ego tekstu to zaleta przekładu.

                      Kindzie, spod palców mi to wyjęłaś! Mam dokładnie te same odczucia.
              • marajka Re: Bułeczka 25.01.11, 19:10
                Nie, gospodyni Gosia chyba polubiła Bronię, ale nie na zasadzie idyllicznej miłości do sierotki, po prostu ją zaakceptowała. Zresztą taka zła nie była, sukienkę uszyła, zadbała. Karol się niczego nie wstydził, nie ruszało go to, że Bułeczka go proni przed laniem.
                • kooreczka Re: Bułeczka 25.01.11, 21:03
                  Gospodyni miała cudowną scenę, kiedy Bronia wraca po ucieczce- zaczyna na nią krzyczeć, po czym wybucha płaczem. Ona zawsze kojarzyła mi się z taką polską, bardziej poturbowana przez los Marylą.

                  A Karol dostał za swoje przy okazji podmiany listu- jego matka znalazła przy sprzątaniu kartkę Broni, a gdy dowiedziała się co zaszło obiecuje sprawić mu lanie. Potem już raczej się nie pojawia.
              • teano1 Re: Bułeczka 09.02.11, 12:51
                the_dzidka napisała:

                > Co do "Serca", to ała. Też dawno czytałam, ale to było straszne! Ten Garrone o
                > szlachetnej duszy i Marek szukający mamusi od Apeninów do Andów. I ona się nie
                > chciała dać zoperować, ale jak ją synek znalazł, to zaraz się zgodziła. (Właśni
                > e sobie uprzytomniłam, że w pamięć wbiło mi się zdanie z tego opowiadania: "Inż
                > ynier Mequenez nie mieszka w Tucuman", rany boskie!...)

                Mi się wbiło: "- Umarła matka moja!
                - Twoja matka ocalona, chłopcze."

                Ale to Tucuman też.
                A od tamtego czasu gdy to była lektura minęło... ho, ho... lat.

                I jeszcze:
                "Okulary mu do oka wbili! Oślepili go, zbóje!"

                I jak ktoś komuś dał coś z karteczką "Ofiarowuję ci to"

                Więcej rzeczy nie pamiętam ;)
                (Przepraszam, jeszcze opowiadanie o pisarczyku, co zasnął nad kajetem. To pamiętam w całości)
    • krezzzz100 Re: Literatura niedzisiejsza 21.01.11, 16:11
      Można by wyabstrahować wady "tamtej" literatury- wady z dzisiejszego punktu widzenia: natrętny dydaktyzm, przedstawianie nienaruszalnych zależności władzy i ustawianie wedle tego morale, cel: kształtowanie moralności zewnętrznej (powiązane z poprzednim), powolny rozwój psychiczny bohaterów, a za nim idący socjalny, powolna akcja, statyczność języka.

      Niewiele się ostaje...Może w ogóle o dobrą literaturę dla dzieci trudno.


      • piotr7777 Re: Literatura niedzisiejsza 21.01.11, 22:36
        Po prostu kiedyś książki dla dzieci opierały się na zasadzie: "ucząc bawią, bawiąc uczą" ito było bezwzględnie przestrzegane. Nawet jeśli przedstawiały rzeczywistość oczami młodych bohaterów i tak wiadomo było, że ich sposób postrzegania świata nie jest tym właściwym. Że dorosły (rodzic, nauczyciel) ma rację nawet gdy pozornie wydaje się inaczej. Że dziecku należy zapewnić byt materialny a potrzeby emocjonalne są w tym momencie drugorzędne.
        Że nierówne traktowanie dzieci przez rodziców (faworyzowanie starszego bądź młodszego rodzeństwa) jest czymś naturalnym i oczywistym a dzieci powinny raczej się dostosować niż buntować. Dość drastycznie przedstawione jest to w - rzeczywiście koszmarnej - książce Jaworczakowej "Oto jest Kasia", ale nieco bardziej lajtowo także u innych autorów, ot choćby u Ożogowskiej (Dziewczyna i chłopak, Głowa na tranzystorach). Do tego dochodzą smaczki ideologiczne - np.gdy młodzi detektywi amatorzy tropią bliżej nieokreśloną szajkę okazuje się, że faktycznie coś jest na rzeczy, ale główny podejrzany z reguły jest milicjantem realizującym tajną misję (tu choćby Wakacje z duchami Bahdaja). I że właściwie każda spontaniczna inicjatywa młodych kończy się totalną klapą a jeżeli okazuje się sukcesem to tylko pod warunkiem, że gdzieś w tle jest dyskretne wsparcie dorosłych.
        • the_dzidka Re: Literatura niedzisiejsza 21.01.11, 22:49
          > gdy młodzi detektywi amatorzy tropią bliżej nieokreśloną szajkę okazuje się, że faktycznie c
          > oś jest na rzeczy, ale główny podejrzany z reguły jest milicjantem realizującym
          > tajną misję (tu choćby Wakacje z duchami Bahdaja)I że właściwie każda sponta
          > niczna inicjatywa młodych kończy się totalną klapą a jeżeli okazuje się sukcese
          > m to tylko pod warunkiem, że gdzieś w tle jest dyskretne wsparcie dorosłych.

          No, to akurat dla mnie od zawsze bylo bardzo mądrym posunięciem - widać bylo, jak kończyłyby się te wszystkie młodociane zrywy w tropieniu przestępcow, gdyby w stosownej chwili nie wkroczył dorosły.

          > Nawet jeśli przedstawiały rzeczy
          > wistość oczami młodych bohaterów

          Na tym postrzeganiu to ja się nieźle przejechałam w dzieciństwie :-/ Przeczytawszy w wieku sześciu lat książki takie jak Czarne Stopy, Głowa na tranzystorach itd. nie mogłam się doczekać pójścia do szkoły, miejsca, gdzie spotkam tak inteligentne, bystre, zabawne i mądre osoby jak te w książkach! Rzeczywistość mnie mocno walnęła... Cóż, rodzina zarzucała mnie książkami, odkąd tylko nauczyłam się czytać, i jestem im za to głęboko wdzięczna, ale nie znalazł się nikt, kto uświadomiłby mi, że ani w szkole, ani w harcerstwie nie ma takich dzieci, jak na każdym kroku w powieściach...
          A to, zważywszy na moje późniejsze szkolne życie, było poważnym niedopatrzeniem.
          • melmire Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 06:43
            Hyhy, ja po "Czarnych sto^pach" i ksiazkach Kamyka wstapilam do zuchow. Okazalo sie ze mamy tanczyc w koleczko spiewajac "my jestesmy biedroneczki, hopsasa, hosasa". Wytrwalam chyba z miesiac, po "wielkim zlocie" druzyn w mikrym lasku, gdzie krolowaly improwizowane na szybko skecze z uzywiem papieru toaletowego odpadlam. Trauma na cala zycie, panie dzieju :)
            • czekolada72 Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 10:54
              Mnie zas mocno rozczarowała rzeczywistosc szkolna po "Sposobie na Alcybiadesa" i "Szatanie z VII klasy" - wlasciwie do dzis jestem rozczarowana.... Ani uczniowie, ani nauczyciele nijak sie mieli do pierwowzorów ksiazkowych...
              • jottka Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 11:31
                tja, widzę, że klub możemy założyć:) po lekturze niziurskiego, makuszyńskiego, szmaglewskiej też byłam przekonana, że w innych szkołach (tych opisywanych przez w/w autorów) to fantastycznie jest, tylko mnie się pechowo taka beznadzieja przytrafiła..

                trauma dzieciństwa jak nic, powinnyśmy zażądać odszkodowania od żyjących twórców:)
          • klymenystra Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 12:22
            Ja tu już kiedyś pisałam, że książki potrafią zrobic krzywdę człowiekowi...
            Sama pamiętam, jak czytałam różne powieści dla dzieci i młodzieży i oni robili fantastyczne rzeczy na podwórkach - a to klub "Pod Zielonym Parasolem", a to jakieś przedsięwzięcia detektywistyczne, dzięki którym odnajdowali zaginionego psa itp.... Gorąco wierzyłam, że tak wygląda prawdziwe życie dzieci.

            Pod moim blokiem zaś wyczyniało się łamańce na trzepaku, grało w gumę, w piłkę, w "czarne piwko". I nic poza tym. Chyba właśnie wtedy zaczął się mój egzystencjalizm O.o
            • jottka Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 13:02
              co to jest "czarne piwko"??

              ale pamiętam, jak w ramach protestu przeciwko brakowi emocjonujących zbrodni w otoczeniu, nabyłyśmy z paroma koleżankami gruby zeszyt w czarnej okładce (a jak!) i zaczęłyśmy zapisywać w nim nazwiska osób podejrzanych:) osoby podejrzane (nieważne o co) to byli głównie nowi uczniowie w naszej szkole (na starym osiedlu dobudowano nowy blok) i Niewątpliwie Należało Ich Śledzić:)

              • klymenystra Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 14:22
                Czarne piwko polegało na tym, że najpierw się rysowało kredą okrąg na chodniku. Potem okrąg ten dzieliło się na tyle części, ilu było graczy. Każdy nadawał swojemu kawałkowi nazwę jakiegoś państwa (królowała Francja (to ja!), Egipt i yyy Hawaje). oczywiście, należało narysowac na swoim kawałku obrazki poglądowe typu palmy czy Wieża Eiffela. Potem jedna osoba krzyczała "Czarne piwko na przeciwko wywołuję (i tu nazwa państwa, np. Egpit)". Osoba, która miała Egpit biegła najszybciej jak potrafi i jak najdalej (był jakiś tam czas określony). Potem się zatrzymywała, a osoba wywołująca musiała w nią trafic paytkiem. Jak trafiła - zabierała jej kawałek państwa, jak nie - jej zabierano.

                Nikt nie stracił oka.
                • kkokos Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 16:51
                  "Czarne piwko na przeciw
                  > ko wywołuję (i tu nazwa państwa, np. Egpit)".

                  u nas to się nazywało zabawą w wojnę i krzyczało się lekko skandując "wywołuję wojnę przeciwko, piwko, przeciwko, piwko - egiptowi!". i rzucało się banalną piłką :)
                  • kajaanna Re: Literatura niedzisiejsza 23.01.11, 11:11
                    Piłką?

                    Do Wojny potrzebny jest patyk, bo zagarniało się terytorium wroga kreśląc na ziemi łuk patykiem. To znaczy - trzeba było schylić się (na prostych nogach - bez zginania kolan!) i patykiem odkroić jak największy kawał ziemi nieprzyjaciela.
                    • kkokos Re: Literatura niedzisiejsza 23.01.11, 12:37
                      kajaanna napisała:

                      > Piłką?
                      >
                      > Do Wojny potrzebny jest patyk, bo zagarniało się terytorium wroga kreśląc na zi
                      > emi łuk patykiem. To znaczy - trzeba było schylić się (na prostych nogach - bez
                      > zginania kolan!) i patykiem odkroić jak największy kawał ziemi nieprzyjaciela.

                      ekhm, jako śródmiejskie dzieci grające na wyasfaltowanym podwórku używaliśmy kredy (rzadko) lub odłupanego kawałka cegły (częściej). patykiem na asfalcie nie porysujesz :(
                    • a.nancy Re: Literatura niedzisiejsza 23.01.11, 13:35
                      kajaanna napisała:

                      > Piłką?
                      >
                      > Do Wojny potrzebny jest patyk, bo zagarniało się terytorium wroga kreśląc na zi
                      > emi łuk patykiem. To znaczy - trzeba było schylić się (na prostych nogach - bez
                      > zginania kolan!) i patykiem odkroić jak największy kawał ziemi nieprzyjaciela.

                      no dobra
                      przyznam sie
                      u nas sie rzucalo scyzorykiem - nie pytajcie, kto dal dzieciom scyzoryk - musial sie wbic w ziemie bo inaczej rzut sie nie liczyl. a najwieksza furore zrobilam przynoszac kozik uzywany przez moja babcie w pracach ogrodowych - bo fajny byl, mial ciezka raczke i ZAWSZE sie wbijal w ziemie :)
                        • melmire Re: Literatura niedzisiejsza 23.01.11, 20:50
                          No wlasnie, ja tez pamietam dwie gry, jedna z patykiem (i rzucaniem nim w przeciwnika) i druga z nozem (bez rzucania).
                          Oba mialy za podstawe okrag wykreslony na ziemi, i w obu chyba chodzilo o zabrania terytorium wroga (bez zginania kolan!). Sama lazilam z tepym nozem z plastikowym trzonkiem w ksztalcie ryby :)
                          • kkokos Re: Literatura niedzisiejsza 23.01.11, 22:18
                            no wiecie, to jak z makao - każde podwórko i każda grupa na kolonii miała własne zasady :)

                            ale niewątpliwie jako dziecko podwórka asfaltowego szans na zabawę z nożem nie miałam, z patykiem też bez sensu. u nas na pewno wojna była z piłką, bo się ją rytmicznie odbijało skandując "wywołuję wojnę przeciwko, piwko, przeciwko, piwko.." itd.

                            a pikuty kojarzą mi się - nie z podwórka - z jakimś rzucaniem nożem do celu, np. narysowanego na ziemi.
                          • a.nancy Re: Literatura niedzisiejsza 24.01.11, 21:13
                            melmire napisała:

                            > No wlasnie, ja tez pamietam dwie gry, jedna z patykiem (i rzucaniem nim w przec
                            > iwnika) i druga z nozem (bez rzucania).

                            nozem sie rzucalo, tzn. nie w przeciwnika, tylko w jego terytorium :) i tam, gdzie sie wbil wytyczalo nowa granice. zapytalam jeszcze mojego szanownego malzonka, i potwierdzil :) a moze to jakas regionalna wersja?
    • nikadaw1 Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 11:44
      dla mnie mocno niedzisiejsza jest większość książek Lucy Maud Montgomery. ostatnio się zastanawiałam, czy bym się cieszyła, gdyby moja hipotetyczna córka tym się zaczytywała. przykład z brzegu: jakiś czas temu odświeżyłam sobie "Emilka dojrzewa". rodzina z nie do końca zrozumiałych dziś powodów zabroniła jej pisać nowel podczas nauki w szkole średniej. samo posłanie jej do tej szkoły stało do ostatniej chwili pod znakiem zapytania. potem Emilka mieszka u ciotki i nawet nie może poprzestawiać sobie mebli w pokoju a ciotki na wyścigi tłamszą jej indywidualność i poczucie wartości. w kolejnej części Emilka rezygnuje z kariery w Nowym Jorku, zaszywa sie w swojej dziurze i popada w depresyjne klimaty a nawet decyduje się wyjść z wdzięczności za kolegę ojca. potem się rozmyśla, ale depresyjne klimaty trwają do końca książki. Emilka nie umie wyznać miłości Tadziowi, choć wreszcie by miała wóz albo przewóz: wiedziałaby przynajmniej czy on ją kocha.

      no i tak się zastanawiam, czy te książki pochłaniane w nadmiarze, nie uczą pewnej... postawy bierności wobec życia? kojarzę jeszcze babkę (chyba Ania z Szumiących Topoli), co 20 lat czekała na oświadczyny ukochanego, a on czekał na śmierć mamy, bo mu zabraniała... i przez 20 lat nie było rozmowy na ten temat. oraz któryś wątek Dzbana ciotki Becky. kobieta opuściła męża tuż po ślubie, bo sę zakochała w drużbie. a on wyjechał i ona przez 10 lat wyobrażała sobie idealną miłość. gdy po dziesięciu latach ujrzała go po raz drugi, stwierdziła, że właściwie to wszystko to była fikcja.

      i tak właściwie w każdej książce. żyją sobie w zaklętym kręgu prowincji i przesądów, i tylko nieliczne jednostki są w stanie wyrwać sie z tych uwarunkowań społeczno-towarzyskich. zamiast tego niektórzy nadrabiają marzeniami czy ewentualnie jakąś pasją, która czyni z nich "dziwaków". odmiana losu czasem spływa z góry: w Dzbanie okazuje się, że jedna bohaterka jest w posiadaniu cennego białego kruka i to pozwala jej oderwać się od rodziny, gdzie była darmowa siłą roboczą. średnio to przystaje do dzisiejszych haseł o aktywnym życiu, podejmowaniu suwerennych decyzji, spełnianiu pragnień, planowaniu kariery itp.
      • kkokos Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 17:18
        > średnio to przystaje do dzisiejszych haseł o aktywnym życiu, podejmowaniu suwe
        > rennych decyzji, spełnianiu pragnień, planowaniu kariery itp.

        ale nie mam poczucia, że musi przystawać. po prostu czyta się te książki jak świadectwo czasów, w których były napisane. jako dziecko też tak to czytałam - pamiętam, jak się zdziwiłam, że rodzice diany barry zabraniali jej czytać ("żeby sobie oczu nie popsuła") i tyle. nie rzuciłam książek, bo grzeczna diana (też miałam ciemne włosy i byłam pulchna) rzuciła.

        > no i tak się zastanawiam, czy te książki pochłaniane w nadmiarze, nie uczą pewn
        > ej... postawy bierności wobec życia? kojarzę jeszcze babkę (chyba Ania z Szumią
        > cych Topoli), co 20 lat czekała na oświadczyny ukochanego, a on czekał na śmier
        > ć mamy, bo mu zabraniała...

        ta matka była jednoznacznie przedstawiana jako wyjątkowo podła, zakłamana i okrutna postać - jemu zabroniła i wymogła na nim przysięgę, że nikomu tego nie ujawni, a przy każdym spotkaniu z jego ukochaną mówiła jej, że tak bardzo marzy o tym, by się wreszcie z nią ożenił. jeśli był jakiś cel dydaktyczny w opisaniu tej historyjki, to raczej taki, by nie bawić się bliskimi jak marionetkami, gdy się ma nad nimi - z czegokolwiek wynikającą - władzę.

        nie, nie mam wrażenia, że lektura ksiażek llm uczy bierności. raczej pokazuje ogromny kontrast między możliwościami kobiety przed 100 laty i dziś - więc albo prowadzi do refleksji "o rany, jak dobrze, że żyję teraz, a nie wtedy i już tak nie muszę", albo budzić irytację (na bierność właśnie) i odrzucenie tych powieści. nie sądzą, aby dzisiejsza dziewięcio- czy 12-latka naczytawszy się emilki (opieram się na twoim streszczeniu, bo choć czytałam, to nic nie pamiętam poza ogólnym wrażeniem, że cyklowi o ani nie dorasta do pięt) zapragnęła naśladować pokorę bohaterki, bo wszak atakowana jest tyloma różnorodnymi bodźcami o właśnie wręcz przeciwnym wydźwięku. zewsząd - w domu, w szkole, w telewizji. w codziennym życiu, gdzie przekonuje się, że asertywność popłaca.
        no chyba że jej - tej czytelniczki - sytuacja jest podobna do emilki: też jej wmawiają, że jej opinia jest nieistotna, że ma być cicho i wykonywać polecenia itd.

        • nessie-jp Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 17:43
          nie sądzą, aby dzisiejsza dziewięcio- czy 12-latka naczytawszy się emilki
          > (opieram się na twoim streszczeniu, bo choć czytałam, to nic nie pamiętam poza
          > ogólnym wrażeniem, że cyklowi o ani nie dorasta do pięt) zapragnęła naśladować
          > pokorę bohaterki,

          POKORĘ?

          Emilka jest, szczerze powiedziawszy, wręcz przeciwieństwem pokory :) Dla dzisiejszych dziewczynek na pewno jest postacią bliższą niż grzeczniutka Ania. Emilka walczy o swoją niezależność, ZABRANIA despotycznej ciotce utopić kocięta, wymusza na tej ciotce poszanowanie praw dziecka (rzecz niesłychana), potrafi ze wściekłości na inną ciotkę przemaszerować w balowych pantofelkach kilkanaście mil zimową nocą...

          • kkokos Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 19:15
            > POKORĘ?
            >
            > Emilka jest, szczerze powiedziawszy, wręcz przeciwieństwem pokory :)

            sorry!
            ale powtórzę: nie pamiętam emilki, wniosek o pokorze wysnułam z tego, co przedpiszczyni o niej pisała - a pisała o depresyjnym poddawaniu się losowi i woli innych.
        • the_dzidka Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 18:53
          > ta matka była jednoznacznie przedstawiana jako wyjątkowo podła, zakłamana i okr
          > utna postać

          Natomiast on to była firana, memeja i gumka do majtek. Żeby dorosły chłop nie umial sobie poradzić z taką mamusią!
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Coś dziwnego w "Emilce" 22.01.11, 23:57
        A propos Emilki, może pamiętacie - tam był motyw, który mnie zdziwił: Jakiś dorosły, chyba 30-letni kuzyn i Emilka chyba 14-letnia, on z nią prowadzi romantyczne rozmowy, on się w niej zakochuje i postanawia "na nią poczekać" i jak gdyby ją sobie wychować. Stary facet wychowujący sobie smarkulę na żonę... 8-[
        • nessie-jp Re: Coś dziwnego w "Emilce" 23.01.11, 00:04
          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

          > A propos Emilki, może pamiętacie - tam był motyw, który mnie zdziwił: Jakiś dor
          > osły, chyba 30-letni kuzyn i Emilka chyba 14-letnia, on z nią prowadzi romantyc
          > zne rozmowy, on się w niej zakochuje i postanawia "na nią poczekać" i jak gdyby
          > ją sobie wychować. Stary facet wychowujący sobie smarkulę na żonę... 8-[

          No tak, ale to było opisane jako creepy i dziwaczne NAWET dla współczesnych Emilce. Jej ciotki ze zgrozą to przyjęły, a ludzie obgadywali jak mogli! Każdy Emilkę ostrzegał, żeby się trzymała od niego z daleka.

          Chłopak był od niej 18 lat starszy (kolega jej ojca), zdziwaczały, odtrącony z powodu kalectwa, cynik, odludek i ogółem
          • teano1 Re: Coś dziwnego w "Emilce" 10.02.11, 20:09
            nessie-jp napisała:

            > anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
            >
            > > A propos Emilki, może pamiętacie - tam był motyw, który mnie zdziwił: Jak
            > iś dor
            > > osły, chyba 30-letni kuzyn i Emilka chyba 14-letnia, on z nią prowadzi ro
            > mantyc
            > > zne rozmowy, on się w niej zakochuje i postanawia "na nią poczekać" i jak
            > gdyby
            > > ją sobie wychować. Stary facet wychowujący sobie smarkulę na żonę... 8-[
            >
            > No tak, ale to było opisane jako creepy i dziwaczne NAWET dla współczesnych Emi
            > lce. Jej ciotki ze zgrozą to przyjęły, a ludzie obgadywali jak mogli! Każdy Emi
            > lkę ostrzegał, żeby się trzymała od niego z daleka.
            >
            Zresztą fatalnie się to dla Emilki skończyło, co również było przekazem dla czytelniczek by się nie dać porwać romantycznym drgnieniom skłonnego do poświęceń nastoletniego serduszka i od takich świrów trzymać się z daleka. Delikatnie to było pokazane, ale taki mniej więcej morał można było wysnuć.
            W sumie klasyczna relacja zakamuflowanej przemocy a pokazanie tego w czasach gdy o przemocy w zwiazkach w ogóle się nie mówiło a nawet nie myślało wskazuje na wielkość LMM.
            A więc LMM bardzo mądrze to poprowadziła, zwłaszcza, że nic nie wskazywało początkowo, że to taki świr, ot nieszkodliwy dziwak-kaleka, budzący współczucie i inne ciepłe uczucia tak charakterystyczne u panienek w tym wieku.
            Na wyspie księcia Edwarda roiło się od rozmaitych zwichrowanych postaci i trzeba było naprawdę wielkiej mądrości by odróżnić nieszkodliwych od niebezpiecznych.
        • dakota77 Re: Coś dziwnego w "Emilce" 23.01.11, 03:47
          W samej roznicy wieku miedzy nimi nie bylo nic dziwnego, ale ta obsesja Deana faktycznie byla niepokojaca i nie zostala dobrze odebrana przez otoczenie. Nie pamietam dokladnie, ale wydaje mi sie, ze Emilka byla dziewczynka, nie nastolatka jeszcze, kiedy on wymyslil sobie, ze ona jst mu przeznaczona na zone.

          Swoja droga, ja rozumiem, ze Dean byl Emilce potrzebny, by w tej ich zapyzialej powincjonalnej rzeczywistosci pomagac jej rozwijac horyzonty umyslowe, ale on byl taki nieznosnie pretensjonalny!
          I za jedn scene go nie lubie. Kiedy Emilak zrywa zareczyny, on niejako w rewanzu przyznaje, ze oklamal ja, mowiac jej, ze jej powiesc byla slaba. Zrobil tak, bo byl zazdrosny o uwage, jaka poswieca swojej ksiazce. Teraz mowi, ze owiesc jest barzo dobra, na co Emilka mowi, ze tak ufala jego opinii, ze rekopis spalila. Reakcja Deana? "No to jestesmy kwita"

          I tu mnie szlag trafia. Jak to kwita? On zawsze wiedzial, ze Emilka go nie kocha. Ze zareczyla sie z nim w depresji bedac. Z przyjazni, wdziecznosci moze. On za to ja oklamal, co przynioslo nieodwracalne skutki, bo spalila jedyna kopie, a on wzrusza ramionami i uwaza, ze o, teraz okazalo sie, ze oboje klamali i sa kwita?!
          • kooreczka Re: Coś dziwnego w "Emilce" 23.01.11, 09:17
            Emilka miała 12 lat kiedy Dean powiedział, że na nią "poczeka" i proszę tu nie mówić, że to było normalne- 12 letnia dziewczynka pod koniec XIX wieku była dzieckiem. To co robił Dean było obleśne i miało znamiona jakieś psychopatii- on ją po prostu osaczył i bardzo cieszyłam się, że zerwali.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Coś dziwnego w "Emilce" 23.01.11, 12:21
              No tak, ale niedzisiejszość tego motywu polega też na tym, że w dzisiejszych (niby liberalnych ;-) ) czasach współczesne książki dla dziewczynek nie mogłyby zawierać takiego motywu, że zwichrowany starszy facet osacza 9-letnią dziewczynkę. Gdyby dziś autor książki dla dzeci opisał coś takiego, nawet z odpowiednim kontekstem, że rodzina była niezadowolona itp., to uznano by to za promocję zboczeń. ;-) No chyba że byłaby to książeczka poradnik, jak wystrzegać się złego dotyku i takich tam rzeczy.
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Coś dziwnego w "Emilce" 23.01.11, 12:27
                Heh, ja tej książki teraz za dobrze nie pamiętam, ale specjalnie poszukałam na forum Montgomery i znalazłam jeszcze taki motyw:
                forum.gazeta.pl/forum/w,30357,80902132,,ksiazka_od_Deana.html?v=2
                Dean przez pomyłkę daje Emilce książkę, po przeczytaniu której ona czuje się brudna i pozbawiona niewinności. Niezależnie od tego, co to w końcu była za książka, w dzisiejszych pruderyjnych ;-) czasach taki perwersyjny motyw (weźcie pod uwagę właśnie to, że dodatkowo Dean jest stary i leci na smarkulę) chyba nie mógłby się znaleźć w książce dla młodych dziewcząt.
          • nessie-jp Re: Coś dziwnego w "Emilce" 23.01.11, 16:10
            > On
            > za to ja oklamal, co przynioslo nieodwracalne skutki, bo spalila jedyna kopie,
            > a on wzrusza ramionami i uwaza, ze o, teraz okazalo sie, ze oboje klamali i sa
            > kwita?!

            Nie, nie, ja to inaczej pamiętam. Dean jest wstrząśnięty tym, że Emilka spaliła swoją powieść i zdaje sobie sprawę z tego, co jej zrobił. Ze przez jego kłamstwo ona spadła ze schodów, pokaleczyła się, o mało nie straciła nogi.

            On mówi, że zwalnia Emilkę z wszelkich zobowiązań i że ONA nie powinna czuć się w żaden sposób winna wobec niego z powodu zerwania zaręczyn. Ta scena wygląda tak, że Emilka zrywa zaręczyny, Dean wie, że do końca życia będzie ją to dręczyć i sobie tego nie wybaczy, i przez chwilę cieszy go taka władza nad nią. A potem jednak sumienie go rusza, zawraca i mówi, że zdobył ją dzięki kłamstwu i że ONA nie ma powodów do poczucia winy. On ma.

    • krezzzz100 Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 14:47
      Mnie się też zdaje, że powód owej "zaprzeszłości" leży też w tym, że zwyczajnie książki te odnoszą się do innych warunków- już nieaktualnych. Musi istnieć jakaś elementarna współmierność między czasami i/lub problemami poruszanymi w książce a czasem, w którym żyje odbiorca i jego problemami.
      Czasem wystarczy tylko aktualność problemowa, jak np. w książce Vasconcelosa "Moje drzewko pomarańczowe", gdzie czasy i warunki częściowo już zdezaktualizowane, ale problematyka- nie. Nadal mamy bite i biedne dzieci...

      Wydaje mi się też, że wzrosły wymagania odbiorcze w zakresie przyjmowania "złych" doświadczeń. Młody czytelnik jest chyba bardziej "gotów" na zakończenie pesymistyczne. Presja happy endu już nie jest konieczna, i nawet może wydawać się naiwna/śmieszna... przynajmniej w odniesieniu do niektórych problemów. Także z tego powodu broni się wyżej wspomniane "Moje drzewko pomarańczowe", gdzie pokazane jest trwałe zerwanie więzi między rodzicem a dzieckiem, zerwanie nie do odrobienia.
        • nessie-jp Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 15:58
          verdana napisała:

          > Ależ "hapopy end" to nowy wynalazek. czytanki dla dzieci w wieku XIX to istna m
          > asakra - same sierotki, trupy, pożary i powodzie. Wystarczy poczytać Andersena
          > - taki był klimat.

          Ale te trupy i powodzie to BYŁY happy endy :) Taki klimat, jak piszesz, ale zakończenie było jednak przeważnie śmierdząco dydaktyczne: umartą dobrą sierotkę brali do nieba aniołowie.

          (Swoją drogą, Pratchett świetnie to podsumował w Wiedźmikołaju bodajże, pytając, gdzie, do cholery jasnej, byli aniołowie, kiedy dziecko umierało z głodu!)

          Dziewczynka musiała być dzielna, grzeczna i miła, to wtedy wszystko się dobrze kończyło, niemiłe i niegrzeczne koleżanki robiły się dobre i miłe, koledzy przestawali być wredni, a zabawki mówiły ludzkim głosem.



          • krezzzz100 Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 16:10
            Andersen się ostaje, przynajmniej dla mnie.
            Formuła baśni, podobnie jak bajki, jest happyendowa. Nawet horrory Braci Grimm. Ale zgoda, że u Andersena ów happy-end jest nacechowany pesymistycznie. Mnie chodziło jednak nie o wymierzanie na skali, ale o wektor.
          • verdana Re: Literatura niedzisiejsza 22.01.11, 19:17
            Naprawdę nie. Sierotka umierała z zimna bez aniołów, ostatnia scena było dziecko przy trumnie ojca i rozpacz, ze wygonią z domu - happy end jest zdecydowanie póxniejszy. wcześniej dziecko miało uczyć się, ze życie jest cięzkie i nie wolno oczekiwać przyjemnosci.
            Poczytalam sobie mnostwo tych dydaktycznych historyjek i cienia dobrego rozwiązania w wielu z nich nie ma.