bisturi
26.11.11, 17:58
Wątek porzucenia Gaby przez Pyziaka i wszystkie tego konsekwencje jest jednym z najważniejszych w cyklu - budzi nie lada emocje, no i po coś przecież został wymyślony - żeby było bardziej dramatycznie, żeby zbudować całą skomplikowaną postać Laury, żeby Gabę postawić na piedestale. To dlaczego ten wątek tak nagle się urywa? Ewidentnie napięcie ma rosnąć - w "TiR" Laura odkrywa wielką tajemnicę (o tym co stało się z ojcem i o jego nowej rodzinie) i zatrzymuje ją dla siebie, dalej w "JT" nagle go spotyka i przeżywa kolejny szok i rozczarowanie a my czekamy co z tego dalej wyniknie, w "CP" on wreszcie się zjawia (!). I nic. Nie wiemy o czym rozmawiał z Pyzą, nie wiemy co to była ta "mała prośba" do Gaby (przecież prawie każdy czytelnik w tym miejscu zaczął gubić się w domysłach co ten gad jeden nowego wymyślił, ba! nawet stary Borejko coś tu przeczuwa i dyplomatycznie odpowiada wymijająco), potem Pyziak zjawia się jak grom z jasnego nieba w pokoju gabrysiów, coś tam sobie mruczą, jedzie na ślub Laury i dalej NIC. W Sprężynie za to dowiadujemy się, że temat Pyziaka był między Gabą a Laurą wałkowany WIELE RAZY i wygląda jakby sprawa była dawno zamknięta. Myślicie, że Autorce zabrakło po prostu konceptu jak to wszystko zakończyć?