dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty?

26.11.11, 17:58
Wątek porzucenia Gaby przez Pyziaka i wszystkie tego konsekwencje jest jednym z najważniejszych w cyklu - budzi nie lada emocje, no i po coś przecież został wymyślony - żeby było bardziej dramatycznie, żeby zbudować całą skomplikowaną postać Laury, żeby Gabę postawić na piedestale. To dlaczego ten wątek tak nagle się urywa? Ewidentnie napięcie ma rosnąć - w "TiR" Laura odkrywa wielką tajemnicę (o tym co stało się z ojcem i o jego nowej rodzinie) i zatrzymuje ją dla siebie, dalej w "JT" nagle go spotyka i przeżywa kolejny szok i rozczarowanie a my czekamy co z tego dalej wyniknie, w "CP" on wreszcie się zjawia (!). I nic. Nie wiemy o czym rozmawiał z Pyzą, nie wiemy co to była ta "mała prośba" do Gaby (przecież prawie każdy czytelnik w tym miejscu zaczął gubić się w domysłach co ten gad jeden nowego wymyślił, ba! nawet stary Borejko coś tu przeczuwa i dyplomatycznie odpowiada wymijająco), potem Pyziak zjawia się jak grom z jasnego nieba w pokoju gabrysiów, coś tam sobie mruczą, jedzie na ślub Laury i dalej NIC. W Sprężynie za to dowiadujemy się, że temat Pyziaka był między Gabą a Laurą wałkowany WIELE RAZY i wygląda jakby sprawa była dawno zamknięta. Myślicie, że Autorce zabrakło po prostu konceptu jak to wszystko zakończyć?
    • nessie-jp Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 19:08
      Ja myślę, że zdaniem autorki on ZOSTAŁ zamknięty. To znaczy:

      - Podły Pyziak pokajał się przed biedną Gabunią.
      - Podła Laura przekonała się, że jej ojciec to podły prymitywny drań.
      - Wszyscy kochają i przepraszają Gabę, nawet osoby podłe i pyziacze.

      Niestety, czytelniczki chyba nie do końca są przekonane... :)
      • ateh7 Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 19:19
        Ja myślałam, ze skoro Pyziak pojawił się w Śmiełowie, na tym ślubie Laury, do którego nie doszło, to będą w "Sprężynie" jakieś wątki na temat tego, że Laura utrzymuje znajomosc z ojcem, jakieś wzmianki, że rozmawiają, dzwonią do siebie, cokolwiek.
    • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 19:42

      Też byłam strasznie ciekawa, co będzie się działo po dialogu "po co ty tu Janusz przyjechałeś? - Sam nie wiem. Chyba po przebaczenie".

      A tu działo się tyle, że aż klan B. zabrał Janusza na ślub Laury! No, w sumie to on im się bardzo przydał, bo inaczej by się nie pomieścili w dostępnych samochodach.
      Ale dlaczego nie uchylono rąbka tajemnicy o okolicznościach tego przebaczania?

      Za to mamy dorabianie Januszowi kolejnej gęby: tym razem okazuje się, że nie lubi dzieci ani zwierząt.

      W Sprężynie jest taka wypowiedź Laury:

      Zawsze miałam do ciebie żal -o ojca. Myślałam, że on z tobą nie wytrzymał właśnie dlatego, że jesteś taka... doskonała. I że to dlatego odszedł i nie chciał mnie poznać. Przez ciebie, z twojej winy (...) A potem ojca poznałam i - ha! Znowu inaczej! Wszystko inaczej. To nie on jest ofiarą. To ty dużo przecierpiałaś.

      Jeśli przyjąć, że odkryłyśmy prawdziwą prawdę o odejściu Pyziaka (patrz wątek "kiedy właściwie Pyziak kłamał") to ta wypowiedź świadczy o tym, że przed Laurą konsekwentnie ukrywa się faktyczny stan rzeczy, aczkolwiek ona sama bezwiednie zbliża się rzeczywistości - "wszystko inaczej", "to ty dużo przecierpiałaś".
      Ironia losu zawiera się w tym, że Laura sądzi, że Pyziak odszedł z powodu doskonałości Gaby. A udowodniłyśmy, że odszedł, bo była niedoskonała ;)

      A teraz, drogie Forumki, zróbcie mały eksperyment. Przeczytajcie poniższe zdanie na głos:
      a potem ojca poznałam i - ha!

      no i jak?
      • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 19:57
        Jeszcze jedna wieloznaczność myśl mą zaprząta i podzielić się nią muszę.
        Otóż dostajemy informację, że Pyziak uciekł przed stanem wojennym

        I teraz pytanie - czy "uciekł przed stanem wojennym" oznacza ucieczkę przed zagrożeniem, tak jak Ignaś ucieka przed szerszeniami a Kozio przed Lisieckimi, czy może raczej ucieczkę zanim nastał stan wojenny, na zasadzie "wyszedł przed kolacją"?
        • rozdzial43 Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 20:04
          > I teraz pytanie - czy "uciekł przed stanem wojennym" oznacza ucieczkę przed zag
          > rożeniem, tak jak Ignaś ucieka przed szerszeniami a Kozio przed Lisieckimi, czy
          > może raczej ucieczkę zanim nastał stan wojenny, na zasadzie "wyszedł przed kol
          > acją"?

          Jeśli chodzi o kolację przeze mnie zrobioną, to moi domownicy uciekają przed nią jak Ignaś przed szerszeniami.

          Ale chyba niewiele to wyjaśniło w kwestii Janusza P. z miejscowości P.
          • bisturi Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 20:18
            no dobrze ale co z tą prośbą? Dla mnie ewidentnie było coś na rzeczy, jakby pomysł na nowy wątek, jakiś kolejny epizod historii. Pyziak do Borejków przyjechał żeby spotkać się z Gabą i ma do niej jakąś prośbę ale "nie chodzi o żadne emocje, nic z tych rzeczy, naprawdę miło Gabrysię wspomina", czyli raczej nie ma na myśli w tym momencie przebaczenia. Dla mnie jest tu wyraźnie zasugerowane, że prośba Janusza dotyczy czegoś konkretnego, co budzi zaniepokojenie Ignacego. Jak to w ogóle możliwe, że Autorka o tym potem zapomniała czy zrezygnowała! Poza tym, chyba zdawała sobie sprawę, że absolutnie wszyscy czekali na jakąś jego konfrontację z Gabą albo choćby córkami, w końcu nie widzieliśmy go naście lat (poza epizodem na szosie). Duch jego przepływał przez kuchnię przez tyle lat a osoba, jak się wreszcie objawiła, nie mówi nic godnego uwagi.
            • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 26.11.11, 20:39
              Ach, istotnie! Janusz mówi miałbym do niej taką małą prośbę... i zostawia wizytówkę, która zapewne natychmiast po jego wyjściu ląduje w śmieciach.
              Prośba musi być faktycznie z gatunku ważnych (z reguły słowami "mała prośba" określa się coś naprawdę istotnego), bo już dwa dni później Janusz zjawia się ponownie, chociaż powiedziano mu, że Gaba wyjechała na kilka dni i nie sprecyzowano kiedy wraca.
              Tyle, że Janusz po tych dwóch dniach już nie wie po co przyjechał. Pewnie zapomniał.
              Nie dość, że uwodziciel, złodziej, cham i podlec, to jeszcze sklerotyk. No słowo daję, coraz bardziej go lubię ;)
              • ginestra Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 00:08
                Z tą "małą prośbą" to pamiętam, że pomiędzy Czarną Polewką a Sprężyną toczyły się na forum bardzo ożywione dyskusje na ten temat.

                Spekulowano, że Janusz jest śmiertelnie chory i chce załatwić jakieś sprawy przed śmiercią. Że Gaba ma coś konkretnego zrobić w związku z tym oraz, oczywiście, przebaczyć. Że wstąpił do grupy AA (jest w książkach ileś aluzji do niekorzystnych zmian w jego wyglądzie i charakterze, które można tak interpretować) i teraz ma prośbę, bo w którymś z 12 kroków jest mowa o tym, że ma postarać się uzyskać przebaczenie tych, których skrzywdził. I tak dalej, dużo było tych domysłów i teorii.

                I faktycznie, w Sprężynie wszystko już pozamiatane i czytelnik nadal nie wie co to była za prośba i w ogóle co się działo z Januszem, gdzie jest jego druga rodzina i czy nadal ta rodzina z nim jest, dlaczego "nie był ciekaw Laury" (zdania były podzielone na forum czy wiedział w ogóle o istnieniu Laury, w końcu jakoś ustaliliśmy, że nie wiedział, no ale Alma mogła mu przecież powiedzieć), co się z nim działo potem, czy utrzymywał kontakt z Różą i Laurą i jak te ich relacje wyglądały.

                To wszystko naprawdę ciekawi i mnie i - jak widzę - innych czytelników też. Ja też podzielam to, co napisała Bisturi i inni w tym wątku, że to dziwne, że nic nie zostało powiedziane, choć napięcie rosło i wiele było nadziei związanych ze Sprężyną, że tam "wszystko się wyjaśni". Niestety nie wyjaśniło się i myślę, że w McDusi tym bardziej nie wyjaśni się. :(
                • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 09:50
                  Mam wrażenie, że to było tak, że Janusz Pyziak w założeniu jest postacią bardzo pozytywną - w KK jego największe zbrodnie to ta, że podrywał dziewczyny oraz że zezłoszczony powiedział Gabie, że jest w niej tyle romantyzmu co w kalafiorze, co zresztą potem pięknie wyjaśnił.
                  W IS sam siebie określa mianem pantoflarza, który nie może wytrzymać bez Gabuni.
                  W OwR dowiadujemy się wyjechał, ale tęskni jak wariat i chce wracać, uwielbia, kocha, przybywa.

                  I od tej pory na temat Pyziaka dowiadujemy się wyłącznie złych rzeczy. Np.: kochał Pyzę, potem miał drugą rodzinę (z dwójką dzieci, czyż nie?) a tu Łusia wyciąga z niego, że dzieci nie lubi! Tzn. sama ta interpretuje reakcję Pyziaka na pytanie o dzieci, ale w tej samej książce Autorka pisze, że Janusz nawet nie zajrzał do wózka z małą Milą. Wyszedł machając ręką do Róży i śląc jej całusa.

                  To "nawet-nie-zajrzenie" mnie osłabiło. Rany julek, może nie zajrzał, bo nie chciał się rozkleić na widok niemowlaka, jakim kiedyś była Pyza, w takim właśnie wózku, w tej samej kuchni!

                  Też oczekiwałam w "Sprężynie" jakichś pozytywów, a tu kicha.

                  Nie chciałabym wykrakać, ale boję się, czy w McDusi Autorka po prostu Pyziaka nie uśmierci gdzieś "poza kadrem", w jakichś porachunkach mafijnych, albo we własnoręcznie spowodowanym wypadku, obciążając jeszcze jego sumienie śmiercią niewinnych ludzi. O.

                  A wtedy przyjrzymy się faktom i odtworzymy prawdziwą wersję wydarzeń ;)
                  • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 13:13
                    trochę zagmatwałam to zdanie:
                    " I od tej pory na temat Pyziaka dowiadujemy się wyłącznie złych rzeczy. N
                    Np.: kochał Pyzę, potem miał drugą rodzinę (z dwójką dzieci, czyż nie?) a tu Łusia wyciąga z niego, że Janusz dzieci nie lubi!"

                    Więc poprawiam dla zrozumienia - z dialogu z Łusią wynika, że Janusz dzieci nie lubi. A przecież malutką Pyzę kochał, tęsknił za nią, potem miał rodzinę z dwójką dzieci, które też chyba jakimś uczuciem darzył!
                    Natomiast teraz dzieci nie lubi i kwita.
                    • klymenystra Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 14:46
                      Lubienie dzieci nijak sie ma do posiadania badz nie potomstwa. Są osoby, ktore kochaja wlasne dzieci, ale innych nie lubia i tyle.
                    • ginestra Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 14:56
                      Pi.asiu,
                      ja zrozumiałam to zdanie też wcześniej. Zgadzam się z Twoimi postami. Widzę, że bardzo dużo pamiętasz szczegółów z Jeżycjady i tym bardziej Twoje analizy są bardzo spójne. Bardzo mi się podobają.

                      Zgadzam się z tym, że faktycznie Janusz był bardzo pozytywną postacią. Na tle chłopaków z grupy ESD był trochę inny, mniej może egzaltowany, nie lubujący się w dyskusjach "o sensie życia", ale jednocześnie był interesujący, męski i konkretny. I właśnie bardzo pozytywny, uczynny, miał dobry charakter. Do tego faktycznie zakochany w Gabie, a potem również w małej Pyzuni. Dla mnie też jest niezrozumiałe i trochę wręcz (jako dla czytelniczki) obraźliwe to dorabianie mu potem samych złych cech (nie lubi dzieci, na drodze jest wulgarnym chamem i kombinatorem, kryminalistą, swego czasu po pijaku idzie na Roosevelta 5, po latach przyjeżdża brzydki, z workami pod oczami i ciastowatą twarzą itp.). :(

                      Pani Musierowicz kiedyś na swojej stronie napisała, że ma prawo swoich bohaterów pokazywać w dalszym życiu jak chce, i że w książkach chce przedstawiać to, co dzieje się w prawdziwym życiu: ludzie zmieniają się, tyją itp. (nie wiem na jakie zarzuty czy postulaty otrzymane prywatną drogą wtedy odpowiadała, ale być może na temat Baltony i właśnie Pyziaka). Ja to rozumiem, w prawdziwym życiu bywa różnie, ale rzeczywistość książkowa wymaga chyba jakiegoś, mimo wszystko, płynnego przejścia, tak żeby czytelnik widział, że jeśli bohater stoczył się, to już za młodu były delikatne oznaki, że miał "słaby charakter" czy cokolwiek. Zwykle tak właśnie jest w życiu. Czytelnik jedyne co ma, to dane od autora i musi być ta spójność. To jest taka niepisana umowa pomiędzy autorem a czytelnikiem. Uważam, że jeśli pani MM chciała pokazać (jak to w życiu), że z paczki fajnych chłopaków w liceum któryś na pewno "popłynie", to powinna jednak wybrać do tej roli kogoś, kto okazywał takie oznaki - był nieuczciwy w małych rzeczach i nie żałował tego, kombinował, był egoistą albo miał słaby charakter, nie potrafił powiedzieć "nie" itp. Potem te właśnie cechy, jeśli dana osoba nie pracuje nad nimi albo nie połapie się, że coś jest nie tak, nie nauczy się na mniejszych błędach, mogą faktycznie powiększyć się i dać złe skutki w życiu. Uważam, że to jest właśnie bliskie życia, i ze to nie jest tak, że pisarz może z dowolną osobą zrobić dowolną rzecz, nie pokazując czytelnikowi spójności tej postaci. A u Janusza właśnie takich oznak, że "popłynie" nie było.

                      W rewelacyjnym wątku obok pt. "Kiedy tak naprawdę Pyziak kłamał", kiedy pojawiło się przypuszczenie, że Gaba zdradziła Janusza i zaszła w ciążę, z której urodziła się Laura, nagle wszystko stało się spójne: i w dalszym zachowaniu Gaby i w dalszym zachowaniu Janusza. Widać wtedy, że Janusz nie mógł (bo to jest niemożliwe po prostu) wyjść psychicznie bez szwanku z tak ogromnego zawodu na najbliższej osobie, z takiego nagłego zburzenia całego jego świata oraz z doświadczenia brutalnej interwencji SB, sfingowanego procesu i spędzenia niewinnie iluś lat w więzieniu. Gdyby ta wersja była prawdziwą wersją losów tych postaci, to widać by było rewelacyjnie właśnie prawdę życiową o kimś takim jak Janusz, jakim go znaliśmy od nastolatka: na pewno po tym doświadczeniu nigdy nie był już sobą, życie w koszmarze więzienia odcisnęło na nim swoje piętno (m.in. w postaci reagowania na sytuacje stresowe chaotycznie i wulgarnie), zawód życiowy sprawił, że założył drugą rodzinę, ale już bez tych pierwszych gorących emocji i do tego gdzieś daleko od Polski, do której miał uraz (plus uraz do władzy, policji), ALE zdołał ocalić jednak swoje "sedno" - przyjął na siebie rolę ojca Laury, postąpił szlachetnie, do Gaby przyjechał "po przebaczenie" (przebaczenie tego, że po wyjściu z więzienia nie wychowywał Pyzy i nie łożył na nią) i w ogóle, mimo że poturbowany życiowo, lekko zobojętniały (nie zależało mu już na wyglądzie), to jednak pokazał wielką klasę i to, że jest z gruntu dobrym człowiekiem.

                      Nie wiem czy to możliwe, ale czyżby podświadomość pisarza, poprzez niezamierzone mieszanie dat i różnych detali, dążyła właśnie do stworzenia spójności? Pisarz świadomie robi z bohatera czarny charakter, ale cały czas jego podświadomość wie, że:
                      a) nie da się zrobić czarnego charakteru z kogoś, dla którego nie zostały opisane podwaliny tego charakteru w częściach cyklu, w których ten bohater był młody,
                      b) wszystko ma swoje przyczyny i takie, a nie inne zachowania Janusza dyktowane przez świadomość pisarza muszą mieć inne przyczyny,
                      ... w związku z czym, mając tę wiedzę, podświadomość nie pozwala pisarzowi na to, równolegle pisząc historię, która jest naprawdę przekonująca. Może i tak jest. Coraz bardziej się do tego skłaniam.

                      Jeszcze chcę powiedzieć, że po lekturze tego wątku o tym, że Gaba zdradziła Janusza z Krzysiem, a Janusz został przez zemstę Krzysia wtrącony do więzienia dzięki wpływom cioteczno-wujecznego stryjka esbeka, i po zobaczeniu wszystkich implikacji tych faktów dla dalszych losów postaci Jeżycjady i po zobaczeniu tej wielkiej spójności, poczułam się tak jak przy lekturze kolejnych części Harrego Pottera, kiedy to czytelnik otrzymuje coraz więcej danych, nie zawsze pozytywnych, o bohaterach. W efekcie, czytelnik widzi u Rowling jak ludzkie i jak dalekie od czarno-białości są dobrze znane mu postaci. I sięgając wstecz pamięcią do poprzednich części cyklu widzi różne fakty w innym świetle (mając te nowe dane, nierzadko szokujące, o bohaterach). I wszystko jest spójne i widzi pewne zapowiedzi tych wydarzeń w tych wcześniejszych częściach i jest wstrząśnięty, że pewnych rzeczy nie dostrzegał i nie mógł należycie interpretować, ale one jednak były!

                      Dodatkowo, przypomina sobie swoje intuicje co do konkretnych postaci i widzi jak one się potwierdziły. Widzi jak spójnymi postaciami charakterologicznie jest choćby czwórka przyjaciół nastolatków: James, Syriusz, Remus i Peter Pettigrew. Czy młody Severus Snape. Widzi ten czytelnik, że u Rowling np. Peter Pettigrew jako nastolatek objawiał pewne słabości, które potem dawały o sobie coraz bardziej znać w jego dorosłym życiu i faktycznie przyczyniły się do jego zguby, a jednak - widzi dalej czytelnik - że mimo, że te słabości go zgubiły, to jednak do ostatka był zdolny do ludzkich odruchów, bo tę ludzką i dobrą część gdzieś w sobie miał od początku i ona też nie zniknęła (chodzi mi o moment na chwilę przed jego śmiercią). I to jest spójne. Co więcej, czytelnik czytając o młodym Peterze widział, że raczej Petera z tej czwórki mógł typować na tego, który "popłynie". Miał jakieś przesłanki. I one się potwierdziły. Co do tamtych innych nastolatków też miał jakieś przesłanki i też one się dalej potwierdziły, kiedy czytelnik widział co z nich wyrosło (jakie słabości przyniosły w nich jakie skutki, co w nich ocalało). U Rowling jest BARDZO wiele tych retrospekcji, wspomnień, coraz to nowych danych o przeszłości i wiele rzeczy wyjaśnia się i wszystko jest spójne.

                      Natomiast w przypadku Jeżycjady i postaci Janusza, to ja mam teraz takie uczucie, że faktycznie wyłoniła się jakaś bardzo dobra i nareszcie "prawdziwa" wersja wydarzeń, ale to tylko w naszym wątku, a równocześnie wiem, że w warstwie powieściowej na tę wersję wydarzeń nie ma miejsca i jestem w niezłym rozdwojeniu.

                      Ja także nie zdziwię się, jak w McDusi okaże się, że Janusz zginął w wypadku lub porachunkach mafijnych. :(

                      Natomiast śledzenie tej równoległej historii, tej "prawdziwej", jest dla mnie naprawdę fascynujące. Żałuję, że nie mam tyle czasu, żeby przeczytać na spokojnie te wszystkie części i zobaczyć czy to możliwe, że podświadomość pisarska prowadziła tę równoległą historię 100% konsekwentnie. Może kiedyś to sprawdzę.
                      • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 21:34
                        Ginestra napisała:
                        >Nie wiem czy to możliwe, ale czyżby podświadomość pisarza, poprzez niezamierzone >mieszanie dat i różnych detali, dążyła właśnie do stworzenia spójności?

                        A wiesz, że to możliwe? Wprawdzie pani MM twierdzi, że autor może z wymyśloną przez siebie postacią robić co zechce, ale sporo innych pisarzy przyznaje, że bohaterowie ich książek żyją własnym życiem i nigdy nie wiadomo jaki numer wykręcą, więc muszą (ci pisarze) korygować swoją wizję postaci.
                        Tymczasem pani MM nie chce się pogodzić z prawdziwym życiem Pyziaka i wytacza przeciwko niemu coraz cięższe działa, które jednak strzelają ślepakami i mało kto nabiera się na ich huk.

                        Dlatego tercet Janusz - Gaba - Laura tak zgrzyta. Chyba dzieje żadnej innej postaci nie budziły tak gorących emocji i tak żywych dyskusji. No, ale te inne postacie były prowadzone konsekwentnie.
                        Tak na marginesie - to raczej po Hajduku można się było spodziewać, że będzie dziko zazdrosnym domowym tyranem i będzie robił Cesi karczemne awantury. Scena na schodach - patrzył w nią jak w tęczę, ona w niego też, a on nagle wyjechał z tematem brodacza i dawaj robić Cielęcinie wymówki, aż doprowadził ją do płaczu!

                        Historia równoległa, wymyślona przez nas, jest bardziej prawdopodobna, aczkolwiek trochę przypomina to proces poszlakowy - nie mamy żadnych mocnych dowodów, oprócz sprzecznych zeznań wszystkich bohaterów, nieścisłości dat itd.

                        >Żałuję, że nie mam tyle czasu, żeby przeczytać na spokojnie te wszystkie części i zobaczyć >czy to możliwe, że podświadomość pisarska prowadziła tę równoległą historię 100% >konsekwentnie. Może kiedyś to sprawdzę.

                        To będzie jak łowienie ryb w mętnej wodzie. Trzeba wypunktować każdy fakt podany przez narratora, po czym skonfrontować go z zeznaniami Gaby, Mili, Ignacego, Kłamczuchy itp. oraz ponownie przez narratora w innym tomie. Benedyktyńska robota.

                        Był kiedyś taki japoński film, chyba Kurosawy - jakieś bardzo konkretne zdarzenie, opowiadane kolejno przez kilku jego uczestników oraz przypadkowego świadka. W relacji każdej z osób wszystko wyglądało inaczej! Raz mieliśmy do czynienia z morderstwem, raz z nieszczęśliwym wypadkiem, jedna osoba mówiła o zdradzie, druga ten sam fakt przedstawiała jako gwałt, trzecia jako poświęcenie się aby uratować kogoś innego - prawdy dojść się nie dało.
                        Dawno to widziałam, więc może coś mylę. Ale podobnie mamy tutaj - każdy zeznaje inaczej, a u pani MM podświadomość bije się ze świadomością. I też prawdy nie dojdziemy.
                        • mmoni Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 28.11.11, 12:16
                          pi.asia napisała > Był kiedyś taki japoński film, chyba Kurosawy

                          Rashomon
                          • ananke666 Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 28.11.11, 13:05
                            Na podobnej zasadzie zrobiono chyba także "Courage under fire" z Denzelem Washingtonem i Meg Ryan.
                      • laurafidelis19 Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 15.07.12, 15:38
                        Zgadzam się z Wami, Pi.Asiu i Ginestro, że jakoś NAGLE Pyziak zszedł na złą drogę, chociaż nic wcześniej tego nie zapowiadało.
                        Najzupełniej popieram, że Pyziak "na tle chłopaków z grupy ESD był trochę inny, mniej może egzaltowany, nie lubujący się w dyskusjach "o sensie życia", ale jednocześnie był interesujący, męski i konkretny. I właśnie bardzo pozytywny, uczynny, miał dobry charakter. Do tego faktycznie zakochany w Gabie, a potem również w małej Pyzuni. Dla mnie też jest niezrozumiałe i trochę wręcz (jako dla czytelniczki) obraźliwe to dorabianie mu potem samych złych cech (nie lubi dzieci, na drodze jest wulgarnym chamem i kombinatorem, kryminalistą, swego czasu po pijaku idzie na Roosevelta 5, po latach przyjeżdża brzydki, z workami pod oczami i ciastowatą twarzą itp.) " /cytując Ginestrę, jak mawiał Tygrysek- za pozwoleniem! :) /
                        Ja również wiele oczekiwałam po powrocie Pyziaka na Roosevelta, i zdecydowanie nie zgadzam się z tym, w jaki sposób jest teraz opisywany. Jakby nic nie pozostało z dawnego, czupurnego ale i silnego, odpowiedzialnego Janusza. Chociaż, jakby tak przeczytać wnikliwiej scenę, gdy pojawia się w "Czarnej polewce" w kuchni Borejków, to jednak możemy odnaleźć ślady jego dawnej osobowości- aczkolwiek można by się raczej spodziewać, że w ogóle jak już Janusz przyjedzie, to będzie zdecydowany, i raczej gotów puścić w niepamięć wszystkie (własne i cudze) błędy przeszłości, wyluzowany i rozparty na krześle, jakby był u siebie...
                        [Ja osobiście to wolałabym, żeby rzucił się zapewniać Gabrysię o swoim stałym uczuciu- jak w telegramie z "Opium w rosole"- "kocham, uwielbiam, przybywam"- ogólnie to za Grzegorzem nie przepadam...- kto z Was to podziela? A przy Pyziaku to już w ogóle tak blado wypada, że porównywać nie warto]
                        ...ale jednak DOPATRZYŁAM SIĘ dawnego Janusza w tym, jak na przykład zuchwale "tata Laury" [bardzo przejmująca jest ta scena, jak Józinek idzie do Gaby i Grzegorza i próbuje im wyjaśnić kto przyszedł- i na koniec mówi, ze nie wie, ale... to może być tata Laury- i w ogóle to, jak Gaba zrywa się na równe nogi, i te słowa w kuchni: "Po co ty się tu zjawiłeś, Janusz? Po tylu latach!..." i ta jego odpowiedź- "Sam nie wiem... Może po przebaczenie"- chociaż zdaję sobie sprawę, że już to cytowaliście :) ] poprawiał dziadka Ignacego, że "Mam na imię Janusz, nie Juliusz" :D Uwielbiam go za to ;)
                        Ogólnie według mnie ze wszystkich mężczyzn przedstawianych w "Jeżycjadzie" Janusz jest... no, najlepszy po prostu, moim zdaniem! :)
                        [I wolałabym żeby pojawiał się w cyklu dużo częściej, i nie był od pewnego czasu na siłę przedstawiany jako taki beznadziejny... Przecież rzeczywiście- cytując z kolei Pi.Asię: "w "Kwiecie kalafiora" jego największa zbrodnia to ta, że podrywał dziewczyny oraz że zezłoszczony powiedział Gabie, że jest w niej tyle romantyzmu co w kalafiorze, co zresztą potem pięknie wyjaśnił. W "Idzie sierpniowej" sam siebie określa mianem pantoflarza, który nie może wytrzymać bez Gabuni"- no właśnie! A później, poczynając od "Tygrysa i Róży" (czy nawet "Noelki", poza kadrem) nieoczekiwanie- takie zupełne dno! Całkowicie inna postać!]
                        Toteż złości mnie okropnie, że go tak wszyscy teraz piętnują!
                        ;)
                        • the_dzidka Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 20.07.12, 13:46
                          > bardzo przejmująca jest ta scena, jak Józinek idzie do Gaby i Grze
                          > gorza i próbuje im wyjaśnić kto przyszedł- i na koniec mówi, ze nie wie, ale...
                          > to może być tata Laury


                          Trochę OT, ale miałam i tak o tym pisać - jest to jedyna już chyba scena, która nieustannie przejmuje mnie dreszczem. Ta niepewność Józinka, który się domyśla, kim jest ten pan, ba, jest pewien, ale nie bardzo wie, jak ma zawiadomić Gabę, kto przyszedł... Lubię go w tym momencie - mały dorosły człowiek, który zdaje sobie sprawę z ważności momentu i delikatności "zadania" jakie przed nim stoi :)
                          • laura_fidelis19 Posłaniec Józinek 20.07.12, 18:18
                            Właśnie, mnie też to zawsze bardzo porusza.
                            W ogóle zresztą ja bardzo lubię Józinka od kiedy tylko pojawił się w "Córce Robrojka" i chciał zjeść nanana ;D
                            Tak nie a propos :>
                          • nessie-jp Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 20.07.12, 19:29
                            the_dzidka napisała:

                            > > bardzo przejmująca jest ta scena, jak Józinek idzie do Gaby i Grze
                            > > gorza i próbuje im wyjaśnić kto przyszedł- i na koniec mówi, ze nie wie,
                            > ale...
                            > > to może być tata Laury
                            >
                            >
                            > Trochę OT, ale miałam i tak o tym pisać - jest to jedyna już chyba scena, która
                            > nieustannie przejmuje mnie dreszczem. Ta niepewność Józinka, który się domyśla
                            > , kim jest ten pan, ba, jest pewien, ale nie bardzo wie, jak ma zawiadomić Gabę
                            > , kto przyszedł... Lubię go w tym momencie - mały dorosły człowiek, który zdaje
                            > sobie sprawę z ważności momentu i delikatności "zadania" jakie przed nim stoi

                            Na mnie też ta scena robi duże wrażenie. Ale jednocześnie zawsze uderza mnie to
                            • the_dzidka Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 21.07.12, 09:29
                              > Na mnie też ta scena robi duże wrażenie. Ale jednocześnie zawsze uderza mnie to
                              >
                      • laura_fidelis19 A ja Pyziaka lubię najbardziej! 15.07.12, 16:08
                        Zgadzam się z Wami, Pi.Asiu i Ginestro, że jakoś NAGLE Pyziak zszedł na złą drogę, chociaż nic wcześniej tego nie zapowiadało.
                        Najzupełniej popieram, że Pyziak "na tle chłopaków z grupy ESD był trochę inny, mniej może egzaltowany, nie lubujący się w dyskusjach "o sensie życia", ale jednocześnie był interesujący, męski i konkretny. I właśnie bardzo pozytywny, uczynny, miał dobry charakter. Do tego faktycznie zakochany w Gabie, a potem również w małej Pyzuni. Dla mnie też jest niezrozumiałe i trochę wręcz (jako dla czytelniczki) obraźliwe to dorabianie mu potem samych złych cech (nie lubi dzieci, na drodze jest wulgarnym chamem i kombinatorem, kryminalistą, swego czasu po pijaku idzie na Roosevelta 5, po latach przyjeżdża brzydki, z workami pod oczami i ciastowatą twarzą itp.) " /cytując Ginestrę, jak mawiał Tygrysek- za pozwoleniem! :) /
                        Ja również wiele oczekiwałam po powrocie Pyziaka na Roosevelta, i zdecydowanie nie zgadzam się z tym, w jaki sposób jest teraz opisywany. Jakby nic nie pozostało z dawnego, czupurnego ale i silnego, odpowiedzialnego Janusza. Chociaż, jakby tak przeczytać wnikliwiej scenę, gdy pojawia się w "Czarnej polewce" w kuchni Borejków, to jednak możemy odnaleźć ślady jego dawnej osobowości- aczkolwiek można by się raczej spodziewać, że w ogóle jak już Janusz przyjedzie, to będzie zdecydowany, i raczej gotów puścić w niepamięć wszystkie (własne i cudze) błędy przeszłości, wyluzowany i rozparty na krześle, jakby był u siebie...
                        [Ja osobiście to wolałabym, żeby rzucił się zapewniać Gabrysię o swoim stałym uczuciu- jak w telegramie z "Opium w rosole"- "kocham, uwielbiam, przybywam"- ogólnie to za Grzegorzem nie przepadam...- kto z Was to podziela? A przy Pyziaku to już w ogóle tak blado wypada, że porównywać nie warto]
                        ...ale jednak DOPATRZYŁAM SIĘ dawnego Janusza w tym, jak na przykład zuchwale "tata Laury" [bardzo przejmująca jest ta scena, jak Józinek idzie do Gaby i Grzegorza i próbuje im wyjaśnić kto przyszedł- i na koniec mówi, że nie wie, ale... to może być tata Laury- i w ogóle to, jak Gaba zrywa się na równe nogi, i te słowa w kuchni: "Po co ty się tu zjawiłeś, Janusz? Po tylu latach!..." i ta jego odpowiedź- "Sam nie wiem... Może po przebaczenie"- chociaż zdaję sobie sprawę, że już to cytowaliście :) ] poprawiał dziadka Ignacego, że "Mam na imię Janusz, nie Juliusz" :D Uwielbiam go za to ;)
                        Ogólnie według mnie ze wszystkich mężczyzn przedstawianych w "Jeżycjadzie" Janusz jest... no, najlepszy po prostu, moim zdaniem! :)
                        [I wolałabym żeby pojawiał się w cyklu dużo częściej, i nie był od pewnego czasu na siłę przedstawiany jako taki beznadziejny... Przecież rzeczywiście- cytując z kolei Pi.Asię: "w "Kwiecie kalafiora" jego największa zbrodnia to ta, że podrywał dziewczyny oraz że zezłoszczony powiedział Gabie, że jest w niej tyle romantyzmu co w kalafiorze, co zresztą potem pięknie wyjaśnił. W "Idzie sierpniowej" sam siebie określa mianem pantoflarza, który nie może wytrzymać bez Gabuni"- no właśnie! A później, poczynając od "Tygrysa i Róży" (czy nawet "Noelki", poza kadrem) nieoczekiwanie- takie zupełne dno! Całkowicie inna postać!]
                        Toteż złości mnie okropnie, że go tak wszyscy teraz piętnują!
                        ;)
                        • pi.asia Pyziak 15.07.12, 21:19
                          Droga Lauro-od-Naszpana ;)
                          Po pierwsze - witaj na forum!
                          A po drugie i pozostałe - tak tu jakoś na tym forum jest na opak, że lubimy te postacie z gruntu złe (Pyziak, Laura) a czepiamy się tych przedstawianych przez MM jako ideały (straszliwa Mila, jeszcze straszliwsza Gaba).

                          Pyziaka lubimy prawie wszystkie. Nie wiem, czy czytałaś wątek "Kiedy właściwie Pyziak kłamał", długi wątek ale owocny ;), z którego wynika że to Pyziak jest ofiarą.

                          I bardzo trafnie zauważyłaś przebłyski dawnego charakteru Janusza gdy zjawia się w kuchni u Borejków. Jego odważne wyznanie, że przybył po przebaczenie - tak się nie zachowa byle kanalia.
                          Chciałabym jeszcze spotkać w Jeżycjadzie tego Pyziaka sprzed lat, który i różę zaproponował (romantyk) i dziurę w ścianie zamurował (realista) i ganiał do Czaplinka (wierny rycerz) i wrócił z Australii na jedno słowo Gaby.
                          Naprawdę, Grzegorz przy nim to ciepłe kluchy bez charakteru. Nawet gdy z trudem zorganizował dla żony piękne popołudnie we dwoje, to pozwolił Bernardowi wszystko spieprzyć. Janusz by podwiózł Bernarda pod dom, po czym powiedział "Dzięki stary za towarzystwo, ale dziś chcemy być sami i tylko we dwoje".
                          • rozdzial43 Re: Pyziak 15.07.12, 22:39
                            > Janusz by podwiózł Bernarda pod dom, po czym powiedział "Dzięki
                            > stary za towarzystwo, ale dziś chcemy być sami i tylko we dwoje".

                            Bo Pyziak Janusz to wzór asertywności był do naśladowania. Jak chciał wyjechać za granicę za dutkami to żadnych ciepłych kluch nie zgrywał, tylko na pewno powiedział swemu niemowlakowi - córce Pyzuni: wybacz dziecinko, ale ja chcę mieć samochód i przez parę miesięcy na mnie nie licz. Zjeżdżaj z tatulka i wskakuj na mamulkę.

                            A jak znów miał życiowy plan wyjazdu, to też nie pozwolił go sobie zrujnować przez jakieś mające się urodzić nieważne dziecko. I jak nie miał ochoty go nigdy obejrzeć, to go nie oglądał i już. Bo najważniejsze jest w mężczyźnie, żeby skutecznie i konsekwentnie realizował własny plan, a nie liczył się z uczuciami innych.
                            • bupu Re: Pyziak 15.07.12, 23:45
                              > Bo Pyziak Janusz to wzór asertywności był do naśladowania. Jak chciał wyjechać
                              > za granicę za dutkami to żadnych ciepłych kluch nie zgrywał, tylko na pewno pow
                              > iedział swemu niemowlakowi - córce Pyzuni: wybacz dziecinko, ale ja chcę mieć s
                              > amochód i przez parę miesięcy na mnie nie licz. Zjeżdżaj z tatulka i wskakuj na
                              > mamulkę.

                              Nie no, bo chęć nabycia samochodu, jak również uczciwego nań zarobienia to są chęci tak naganne, że nic ino pod pręgierz tego Pyziaka postawić i nahajem po białych plecach ćwiczyć. Tak, jakby całe rzesze ludzi nie jeździły w tym czasie na saksy.
                              • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 16.07.12, 00:14
                                no jak dla kogoś wazniejszy samochód niż rodzina...
                                • bupu Re: Pyziak 16.07.12, 01:48
                                  A skąd wniosek, że ważniejszy, przepraszam?
                                  • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 16.07.12, 08:44
                                    no jesli zostawia malutkie dziecko bo mu sie samochód uwidział to...
                                    • the_dzidka Re: Pyziak 16.07.12, 09:10
                                      dziennik-niecodziennik napisała:

                                      > no jesli zostawia malutkie dziecko bo mu sie samochód uwidział to...

                                      ... o czym wnioskujesz z dwóch zdań wypowiedzianych przez rozzłoszczoną Gabrysię: "Jest w Australii, bo tam można zarobić na samochód. A tu nie można."

                                      Abstrahując od faktu, że doprawdy nie widzę absolutnie niczego niewłaściwego w wyjeździe za granicę, by zarobić na samochód (który mógłby się potem okazać mieszkaniem), zwłaszcza że żona i dziecko nie są chore ani niedołężne i pozostają pod opieka rodziny - dorabiasz w tym momencie Pyziakowi gębę tak samo jak Musierowicz. Zostawił dziecko dla samochodu. Chociaż nigdzie żadne słowa o zostawianiu kogokolwiek nie padają.
                                      • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 16.07.12, 14:14
                                        > ... o czym wnioskujesz z dwóch zdań wypowiedzianych przez rozzłoszczoną Gabrysi
                                        > ę: "Jest w Australii, bo tam można zarobić na samochód. A tu nie można."

                                        owszem, o samochodzie własnie z tych zdań, nei widze powodu żeby w nie nie wierzyc. co do reszty - równiez z Gaby stwierdzen że mąz jej uciekł na antypody itd. oraz z rozwoju całej sytuacji, kiedy wiadomo ze mąż owszem wrócił - tylko po to żeby sie szybko ulotnic ostatecznie.

                                        > Abstrahując od faktu, że doprawdy nie widzę absolutnie niczego niewłaściwego w
                                        > wyjeździe za granicę, by zarobić na samochód

                                        generalnie nie, ale jakby mi mąż oswiadczył ze wyjezdza pozarabiac i zostawia mnie z okolorocznym dzieckiem tobym się powaznie wk...

                                        > (który mógłby się potem okazać mieszkaniem)

                                        a niby skąd ten wniosek?...

                                        > zwłaszcza że żona i dziecko nie są chore ani niedołężne i pozostają pod opieka rodziny

                                        niewazne.

                                        > dorabiasz w tym momencie Pyziakowi gębę tak samo jak Musierowicz.

                                        STRASZNE!

                                        > Zostawił dziecko dla samochodu. Chociaż nigdzie żadne słowa o zostawianiu kogokolwiek nie padają.

                                        niewazne. nie pada rózniez wele słów z ktorych wy wysnuwacie karkołomne wnioski :) faktem ejst ze Pyziak rodzinę zostawił i tyle.
                                        • bupu Re: Pyziak 16.07.12, 16:35
                                          > owszem, o samochodzie własnie z tych zdań, nei widze powodu żeby w nie nie wier
                                          > zyc. co do reszty - równiez z Gaby stwierdzen że mąz jej uciekł na antypody itd

                                          No to, do ciężkiej deutery, z tego zdania wynika tylko tyle, że Pyziak pojechał na antypody, zarabiać na samochód. Koniec, kropka. NIE wynika z niego natomiast, że woli samochód od rodziny.

                                          > generalnie nie, ale jakby mi mąż oswiadczył ze wyjezdza pozarabiac i zostawia m
                                          > nie z okolorocznym dzieckiem tobym się powaznie wk...

                                          Nawet jeśli ten mąż zostawia cię w domu rodzinnym, pod opieką rodziców, jak Pyziak Gabrielę?
                                          • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 19.07.12, 22:56
                                            > No to, do ciężkiej deutery, z tego zdania wynika tylko tyle, że Pyziak pojechał
                                            > na antypody, zarabiać na samochód. Koniec, kropka. NIE wynika z niego natomias
                                            > t, że woli samochód od rodziny.

                                            jesli żona jest przeciwna wyjazdowi (a chyba jednak nie byla nim zachwycona, nieprawdaz?), a w domu zostaje malutkie dziecko, to chyba widac co kto woli.

                                            > Nawet jeśli ten mąż zostawia cię w domu rodzinnym, pod opieką rodziców, jak Pyz
                                            > iak Gabrielę?

                                            alez same zazwyczaj piszecie że rodzina to mąż, żona i dzieci. wiec nie, obecnosc rodziców mi osobiscie by nie wystarczała, Gabie jak widac tez nie wystarczała.
                                            • bupu Re: Pyziak 19.07.12, 23:33
                                              > > No to, do ciężkiej deutery, z tego zdania wynika tylko tyle, że Pyziak po
                                              > jechał
                                              > > na antypody, zarabiać na samochód. Koniec, kropka. NIE wynika z niego nat
                                              > omias
                                              > > t, że woli samochód od rodziny.
                                              >
                                              > jesli żona jest przeciwna wyjazdowi (a chyba jednak nie byla nim zachwycona, ni
                                              > eprawdaz?), a w domu zostaje malutkie dziecko, to chyba widac co kto woli

                                              Święty Jezu na bananie, to człowiekowi z małym dzieckiem nie wolno wyjeżdżać do pracy? Naprrrrrrawdę? A właściwie dlaczego?

                                              Poza tym z tego, że wyjeżdża zarobić na samochód, chociaż żona tego nie aprobuje, nijak nie wynika, że woli ten samochód od żony i drobnego dziatka. Co najwyżej, że im się w małżeństwie poglądy rozjeżdżają w niektórych kwestiach, przy czym pan może żonę i dziatka darzyć płomienną miłością. I z tej miłości zasuwać na saksy, zeby im stopę podnieść, życiową.

                                              > alez same zazwyczaj piszecie że rodzina to mąż, żona i dzieci. wiec nie, obecno
                                              > sc rodziców mi osobiscie by nie wystarczała, Gabie jak widac tez nie wystarczał
                                              > a.

                                              A ja durna myślałam, że małżeństwo nie polega na kurczowym trzymaniu małżonka przy sobie za klapy i niech się tylko spróbuje oddalić, to fuja z niego i fubrawiec. A w tej sytuacji materialnej, jaka panowała wtedy w Polsce, żądanie żeby mąż został w kraju i nie jechał zarabiać wysoce ułatwiajacych życie dewiz, ponieważ JA życze sobie mieć go w zasięgu ręki, to jest trzymanie za klapy. Oraz egoizm tak jakby.
                                • the_dzidka Re: Pyziak 16.07.12, 08:41
                                  dziennik-niecodziennik napisała:

                                  > no jak dla kogoś wazniejszy samochód niż rodzina...

                                  Poczułam się wstecznie porzucona przez ojca. Kiedy miałam dziewięć lat, mój papa mgr inż po dwóch fakultetach, pojechał do Holandii na truskawki. I to NIE po samochód! Przywiózł ciuchy, słodycze, jakieś zabawki, reszta pieniędzy poszła na tzw. życie...
                                  I to dla niego było ważniejsze niż ja i matka. Ojej.
                                  • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 16.07.12, 14:05
                                    mialaś dziewiec lat a nie pare miesiecy jak Pyza, a Twój ojciec wyjechał chyba na troche krócej niz Pyziak, chyba ze te truskawki zbierał przez rok, w co wątpię.
                                    jest różnica.
                                    • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 16.07.12, 14:08
                                      poza tym czym innym jest sytuacja gdy ojciec wyjeżdza z ogólną aprobatą rodziny, a co innego gdy ojciec wybywa mimo tego że rodzina wolałaby żeby został.
                                      • nessie-jp Re: Pyziak 16.07.12, 14:11
                                        dziennik-niecodziennik napisała:

                                        > poza tym czym innym jest sytuacja gdy ojciec wyjeżdza z ogólną aprobatą rodziny
                                        > , a co innego gdy ojciec wybywa mimo tego że rodzina wolałaby żeby został.

                                        Acha, i masz na piśmie, że kilkumiesięczna Pyza zaprotestowała stanowczo przeciwko posiadaniu samochodu?

                                        Wiesz, taka śmieszna sprawa. "Rodzina" składa się nie tylko z jednej osoby, świętej Gabuni. Pyziak też był częścią tej rodziny.

                                        Najpierw zarzucasz mu, że nie miał Gabie nic do zaoferowania materialnie, a następnie gładko przechodzisz do oskarżania go, jaki podlec, że chciał zaoferować. No tak się nie da, moja droga.

                                        Nie każdy ojciec rodziny zresztą potrafi leżeć błogo, patrząc w sufit i kartkując Plutarcha, podczas gdy dzieci nie mają co jeść, w co się ubrać i gdzie na wakacje pojechać. Niektórzy ojcowie mogą uważać taki byt dla swojej córki za nieakceptowalny.
                                        • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak 16.07.12, 14:21
                                          > Acha, i masz na piśmie, że kilkumiesięczna Pyza zaprotestowała stanowczo przeci
                                          > wko posiadaniu samochodu?

                                          tak, mam, kilkumiesieczna Pyza mi kwit podpisała :D wez kobieto nie rozbrajaj mnie.

                                          > Wiesz, taka śmieszna sprawa. "Rodzina" składa się nie tylko z jednej osoby, świ
                                          > ętej Gabuni. Pyziak też był częścią tej rodziny.

                                          oraz Pyza. i jak to w kazdej normalnej rodzinie to jej dobro powinno byc brane pod uwagę przede wszystkim. jesli naprawde uwazasz ze dziecku to zwisło całkiem ze ojciec sobie wybył na kilka długich miesiecy to ja przepraszam. jesli uwazasz również ze matce bylo ganz egal czy ojciec jej dziecka jest przy niej, czy razem to dziecko wychowują, czy się wzajemnie wspomagają w całym kieraciku życia rodzinnego - to również przepraszam. głodem nie przymierali, samochód mógl sobie realizowac te pare lat później.
                                          i nie pisz mi że Gaba miala wszak rodzine na miejscu o sama wiesz, ze to nie to samo.

                                          > Najpierw zarzucasz mu, że nie miał Gabie nic do zaoferowania materialnie, a nas
                                          > tępnie gładko przechodzisz do oskarżania go, jaki podlec, że chciał zaoferować.

                                          nie chce mi sie szukac, ale nie w tym kontekscie pisalam. stwierdziłam tam fakt, a nie czyniłam mu zarzuty.

                                          > Nie każdy ojciec rodziny zresztą potrafi leżeć błogo, patrząc w sufit i kartkuj
                                          > ąc Plutarcha, podczas gdy dzieci nie mają co jeść, w co się ubrać i gdzie na wa
                                          > kacje pojechać. Niektórzy ojcowie mogą uważać taki byt dla swojej córki za niea
                                          > kceptowalny.

                                          tak, a roczna Pyza była zagłodzona, obdarta i zależalo jej na wakacjach jak cholera. a wakacji to jej tatus nafundowal że łohohoho :D
                                          • skrzydlate.bobry Re: Pyziak 16.07.12, 14:33
                                            > oraz Pyza. i jak to w kazdej normalnej rodzinie to jej dobro powinno byc brane
                                            > pod uwagę przede wszystkim. jesli naprawde uwazasz ze dziecku to zwisło całkiem
                                            > ze ojciec sobie wybył na kilka długich miesiecy to ja przepraszam.

                                            No cóż, Pyzie akurat rzeczywiście zwisało, sama się nawet nad tym zadziwiła w wieku lat -nastu, jak się okazało, że nie zwisa to Laurze.

                                            A jedynym błędem Pyziaka było to, że za granicę wyjechał nie NA STYPENDIUM. Jak Maciek, Hajduk czy kto tam jeszcze znikali na długie miesiące w nader podobnych okolicznościach, to nikt z tego powodu rabanu nie robił, bo to NA STYPENDIUM było. Się chłopak nie domyślił...
                                            • bupu Re: Pyziak 16.07.12, 16:41
                                              > A jedynym błędem Pyziaka było to, że za granicę wyjechał nie NA STYPENDIUM. Jak
                                              > Maciek, Hajduk czy kto tam jeszcze znikali na długie miesiące w nader podobnyc
                                              > h okolicznościach, to nikt z tego powodu rabanu nie robił, bo to NA STYPENDIUM
                                              > było. Się chłopak nie domyślił...

                                              A bo Pyziaczek pojechał zarabiać te... te piniążki obrzydliwe i to w dodatku nie po to, żeby za nie potem nabyć Plutarcha, ale wytwór Szatana, czyli samochód. I to w dodatku, o zgrozo, lepszy niż przechodzony maluch. Bo przechodzony maluch jest dopuszczalny w Borejwersum, ale broń Borejku cokolwiek droższego i nowszego. Takimi to tylko moralnie upadli dorobkiewicze się rozbijają.
                                              • ananke666 Re: Pyziak 16.07.12, 18:30
                                                > Takimi to tylko moralnie upadli dorobkiewicze się rozbijają.

                                                ...na przykład jeżdżąc jako taksiarz tym swoim ohydnym samochodem, co w tamtych czasach stanowiło przyzwoite źródło utrzymania, choć wyznam, że nie pamiętam, jak to było z talonami na benzynę.
                                          • nessie-jp Re: Pyziak 16.07.12, 15:01
                                            > oraz Pyza. i jak to w kazdej normalnej rodzinie to jej dobro powinno byc brane
                                            > pod uwagę przede wszystkim.

                                            NO WŁAŚNIE. Bo jakie niby dobro mogło zapewnić Pyzie chowanie kątem w maleńkim pokoiku u niezbornych teściów, bez własnej łazienki, bez perspektyw, w trzy osoby w jednej klitce? Bez żadnej możliwości zarobienia na takie, proszę pani, LUKSUSY, jak kaszka dla dziecka, ubranka, zabawki?


                                            > jesli naprawde uwazasz ze dziecku to zwisło całkiem
                                            > ze ojciec sobie wybył na kilka długich miesiecy

                                            Yyyy, nie no, rzecz jasna noc w noc Pyzunia płakała w wózeczku za ojcem i się dopytywała, kiedy wróci, łajdak jeden. Albo nie, ona płakała, bo była NIEŚLUBNYM dzieckiem!

                                            Podobnie zresztą potem płakał Ignacy Grzegorz Motyl, rzewnymi łzami, też porzucony przez ojca na długie letnie miesiące, bo łajdak pojechał za granicę.

                                            W ogóle mam wrażenie, że trudno w Jeżycjadzie znaleźć niemowlę, które NIE zostało porzucone w dzieciństwie przez okrutnego ojca na rzecz wyjazdu za granicę, względnie odsypiania nocnych dyżurów.

                                            Notabene, zgodzisz się chyba, że ten Marek to łajdak jakich mało? Ciągle bierze te dyżury, zamiast z dzieckiem posiedzieć, a potem śpi, porzucając w ten sposób niemowlę. A mógłby przecież zamiatać ulice. A dziecko przecież czuje, czuje, że ojca przy nim nie ma.
                                            • agni_me Re: Pyziak 16.07.12, 16:02
                                              Podczepię się tu, ale to uwaga ogólna do tej odnogi wątku. Umyka w tych wszystkich wypowiedziach jedno - totalna, dołująca i przygnębiająca beznadzieja lat osiemdziesiątych oraz przerażająca bieda (nie brak środków, ale brak wszystkiego poza bonami narodowego banku polskiego). To z powodu tej beznadziei i biedy wyemigrowało wtedy około miliona osób i skończyło się na milionie, bo ukochana władza czyniła rozliczne wstręty pozostałych chcącym.

                                              Wtedy pobyt w szpitalu oznaczał, że trzeba było na własną rękę zdobywać materiały opatrunkowe i leki przeciwbólowe, wtedy sensowna insulina była z darów, albo kupowana za zielone, wtedy kupno czegokolwiek poza octem, graniczyło z cudem, ale stawało się łatwizną, kiedy się miało "wrogie" środki płatnicze.

                                              Pyziak wyjechał jak setki tysięcy innych, żeby dać szanse rodzinie na normalność (albo jej pozory) - na własne mieszkanie choćby (wtórny rynek mieszkaniowy opierał się o waluty wymienialne, tak samo jak pozostałe cenne dobra czasu socjalizmu), by dało się przeżyć w miarę sensownie, żeby choroba dziecka nie była jedną wielką rozpaczą i wypłakiwaniem ścieżek - bo wystarczyło wyjąć parę dolarów, by niemożliwe stawało się możliwe.

                                              Z tej perspektywy warto patrzeć na wyjazd Pyziaka.
                                              • bupu Re: Pyziak 16.07.12, 16:43
                                                Słusznie Agni prawi, piwa jej nalać!
                                                • croyance Re: Pyziak 31.07.12, 21:58
                                                  Sama prawda. Jak bylismy mali, moj ojciec (wyksztalcony czlowiek) tez wyjezdzal do Niemiec pracowac w wypozyczalni rowerow, zeby mojemu bratu przyslac/kupic Milupe.
                                                • olena.s Re: Pyziak 06.08.12, 00:25
                                                  Nie piwa, ale wódki marki "Bałtyk".
                                                  Coż to było za świństwo, swoją drogą.
                                              • zla.m Re: Pyziak 16.07.12, 16:44
                                                To ja też się podczepię z uwagą ogólną: te ponad 30 lat temu były jednak mocno inne wyobrażenia na temat tego, czego dziecko potrzebuje i jakie potrzeby zaspokaja który rodzic - mama była od opieki, kochania i przytulania, a tata miał zarobić na rodzinę, miał tę rodzinę utrzymać, najlepiej sam. Nie twierdzę, że to najlepszy wzorzec świata, ale taki miał Pyziak i zgodnie z nim postąpił, wykazując się sporą energią i pomysłowością, bo wyjazd do Australii to hoho. A Gaba wyrzekała nie dlatego, że sprawa nie była z nią obgadana i nie była wspólną decyzją, tylko dlatego, że nie mogła się doczekać odpowiedzi na listy i zaczynała podejrzewać, że ją zostawiono. Naturalna reakcja, ale nie musi być dowodem na to, że Gaba tej mitycznej kasy na samochód nie chciała w ogóle.
                                                • nessie-jp Re: Pyziak 16.07.12, 17:12
                                                  > A Gaba w
                                                  > yrzekała nie dlatego, że sprawa nie była z nią obgadana i nie była wspólną decy
                                                  > zją, tylko dlatego, że nie mogła się doczekać odpowiedzi na listy i zaczynała p
                                                  > odejrzewać, że ją zostawiono. Naturalna reakcja, ale nie musi być dowodem na to
                                                  > , że Gaba tej mitycznej kasy na samochód nie chciała w ogóle.

                                                  No bo właśnie
                                        • the_dzidka Re: Pyziak 17.07.12, 08:52
                                          > Wiesz, taka śmieszna sprawa. "Rodzina" składa się nie tylko z jednej osoby, świ
                                          > ętej Gabuni. Pyziak też był częścią tej rodziny.
                                          >
                                          > Najpierw zarzucasz mu, że nie miał Gabie nic do zaoferowania materialnie, a nas
                                          > tępnie gładko przechodzisz do oskarżania go, jaki podlec, że chciał zaoferować.
                                          > No tak się nie da, moja droga.
                                          >
                                          > Nie każdy ojciec rodziny zresztą potrafi leżeć błogo, patrząc w sufit i kartkuj
                                          > ąc Plutarcha, podczas gdy dzieci nie mają co jeść, w co się ubrać i gdzie na wa
                                          > kacje pojechać. Niektórzy ojcowie mogą uważać taki byt dla swojej córki za niea
                                          > kceptowalny.

                                          Tak jest!
                                          No i sekując Pyziaka nie należy zapominać o jego potrzebach. Nie każdy wessany przez rodzinę Borejków przestaje być samodzielnym bytem - nawet Grzegorz nie dał się wessać do końca.
                                          A przez potrzeby Pyziaka rozumiem nie szpanowanie volkswagenem z Reichu, tylko potrzebę zrobienia czegoś, wyrwania się z tego obojętnego i minimalistycznego marazmu. Chłopak miał pecha, trafiając w rodzinę, w której Plutarch naprawdę okazał się ważniejszy od czekolady...
                                          • pi.asia Re: Pyziak 17.07.12, 21:44
                                            Zdanie rozgoryczonej Gaby "pojechał do Australii bo tam można zarobić na samochód" niesie w sobie tylko i wyłącznie jej rozgoryczenie i jeden powód jego wyjazdu. A tych powodów było mnóstwo, o czym za chwilę.
                                            (Nasuwa mi się takie porównanie: kobieta stwierdza, że mąż zostawił ją dla młodszej. Tak jakby tylko i wyłącznie wiek tej drugiej był ważny dla faceta. A może on by powiedział: zostawiłem żonę dla kobiety cieplejszej, mniej egoistycznej, inteligentniejszej, doceniającej mnie jako mężczyznę.)
                                            No i teraz inne powody wyjazdu Pyziaka. Kilka już wymieniłyście - wyrwanie się z kołchozu, chęć zapewnienia rodzinie lepszego bytu. Może padło zdanie "jadę zarobić na mieszkanie dla nas, ciuszki i pewexowskie odżywki dla Pyzy, może i samochód się kupi" - Gaba w chwili wściekłości podkreśla tylko ten samochód - typowe naginanie faktów.
                                            Sąsiedzi z kolei wiedzą, że Pyziak od Gaby uciekł (mówi o tym Piotr Ogorzałka), ona sama też tak zresztą mówi.
                                            W rozmowie z Kreską na poczcie Gaba ujawnia, że w liście Pyziak napisał, że tęskni jak wariat, że kocha ją i Pyzunię, że jest gotowy wracać. A ona oczywiście dawno mu wybaczyła. No i pytanie - co wybaczyła? To że wyjechał? Nie zwiał nagle, bez pożegnania i bez podania adresu. Musiała więc być jakaś straszna awantura o coś. Podejrzewam, że o jego chęć wyjazdu dla polepszenia życia rodziny. Nie dla kupna bajeranckiego wozu, którym chciałby szpanować na ulicach Poznania.
                                            • laura_fidelis19 Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 11:00
                                              I tu się zgadzam z Asią [dziękuję za powitanie, przy takim odzewie naprawdę się cieszę że dołączyłam :) ], Dzidką i Nessie :)
                                              Pyziak wyjechał aby zarobić na poprawę bytu rodziny, to prawda- zdecydowanie! Pomijając przesłanki, po prostu tak to odbieram.
                                              I na pewno Gaba była rozgoryczona, bo po prostu strasznie tęskniła za mężem- kto by za Pyziakiem nie tęsknił? ;) - lecz to nie jest tak, że Pyziak uciekł na antypody cichcem i po kryjomu. I oczywiście, w tym momencie to oni, Gabrysia i Janusz, PYZIAKOWIE, nie Borejkowie, stanowią rodzinę która podejmuje decyzje. A że rodzice Gabrieli wyjazd potępili, a siostry jej współczuły to już efekt tego, jak oni postrzegali to małżeństwo.
                                              Co do Pyzy... No dajcie spokój. Bo roczne niemowlę to w ogóle zauważyło, że ojca nie ma w domu. No, na pewno.
                                              Poza tym pragmatyczna Pyza nawet gdy się dowiedziała później, że kiedy była mała jej tata wyjechał do Australii żeby zarobić, to ona by zrozumiała- no bo właśnie Pyzunia jest PRAGMATYCZNA.
                                              Jeśli już, to ten fakt może wywlekać Laura, którą ubodło to że JEJ nawet ojciec nie był ciekaw poznać i na poparcie swoich słów może mówić na przykład że "Nawet Pyzę porzucił".
                                              Chociaż NIE PORZUCIŁ.
                                              Pyza się zresztą wcale porzucona nie czuła.
                                              W przeciwieństwie do Tygrysa.
                                              Bo Pyzie wystarczał Grześ jako ojczym, a Laurze absolutnie nie. Chociażby z tego tytułu że mają zupełnie odmienne charaktery (owszem, "ciepłe kluchy" ). Myślę, że Laura już lepiej by się czuła wychowywana przez wuja Marka.
                                              On jest lepszym męskim wzorem.
                                              I oczywiście, że bardziej lubimy te złe postacie z Jeżycjady- Pyziaka i Laurę.
                                              A wiecie dlaczego? Bo Pyziakowie wcale nie są źli, ot co.
                                              (Tylko z Pyziakiem coś się porobiło, ale w głębi duszy to wciąż ten sam Janusz.)
                                              :)
                                              • zla.m Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 15:14
                                                aura_fidelis19 napisał(a):


                                                > Co do Pyzy... No dajcie spokój. Bo roczne niemowlę to w ogóle zauważyło, że ojc
                                                > a nie ma w domu. No, na pewno.
                                                > Poza tym pragmatyczna Pyza nawet gdy się dowiedziała później, że kiedy była mał
                                                > a jej tata wyjechał do Australii żeby zarobić, to ona by zrozumiała- no bo właś
                                                > nie Pyzunia jest PRAGMATYCZNA.
                                                > Jeśli już, to ten fakt może wywlekać Laura, którą ubodło to że JEJ nawet ojciec
                                                > nie był ciekaw poznać i na poparcie swoich słów może mówić na przykład
                                                > że "Nawet Pyzę porzucił".
                                                > Chociaż NIE PORZUCIŁ.
                                                > Pyza się zresztą wcale porzucona nie czuła.
                                                > W przeciwieństwie do Tygrysa.
                                                > Bo Pyzie wystarczał Grześ jako ojczym, a Laurze absolutnie nie.

                                                Czy roczne niemowlę zauważy brak taty, to nie umiem wyrokować. Ale przecież Pyziak starszą córkę PORZUCIŁ - nie za tym pierwszym wyjazdem do Australii, ale za drugim. Porzucił nawet definitywniej niż Laurę, bo co do Laury istnieją wątpliwości, czy o niej wiedział. A Różę ZNAŁ i ZOSTAWIŁ. I to nieprawda, że Pyza nie tęskni, nie ma traumy albo wystarcza jej Grześ (zresztą ona była już duża, gdy się z Grześ pojawił jako mąż matki). Tylko ona zareagowała inaczej - też dość klasycznie dla porzuconych dzieci: tata mnie zostawił, bo nie byłam dobra/grzeczna. Więc całe swoje życie jest dobra i grzeczna, bo się boi, że znowu ją ktoś zostawi albo odtrąci. Dlatego jest domowym promyczkiem, robi zakupy, piecze ciasta, biega po pieluchy dla przyrodniego brata itp. Dlatego nigdy się nie kłóci, boi się mieć własne zdanie, podporządkowuje się każdemu. Dlatego dowolny facet, który raczy na nią spojrzeć staje się dla niej bóstwem i jest gotowa dla niego zaprzeć się siebie, swoich zainteresowań, potrzeb itp. Mi jest jej strasznie żal, tym bardziej, że jej cierpienie nie jest tak demonstracyjne jak Laury, więc kochani empatyczni Borejkowie nawet go nie raczą podejrzewać.
                                                • laura_fidelis19 Moja opinia jest niezmienna 19.07.12, 16:09
                                                  Droga Zła!
                                                  Nie zgadzam się z Tobą :)
                                                  Rozumiem, że Twoja opinia jest inna i szanuję to.
                                                  Ale mnie chyba nie przekonasz ;)
                                                  Nie wydaje mi się, żeby Pyza odczuwała brak ojca. Po prostu zaakceptowała fakt, że jej najbliższa rodzina składa się z matki i siostry, bo przecież Laura była już na świecie gdy Pyza zaczęła żyć świadomie, czyli gdy miała jakieś dwa lata. I owszem, ja uważam, że Pyzie odpowiada Grześ jako rodzic, bo ona też jest taka beznadziejnie bez skazy. Możesz uważać, oczywiście, że stara się być taka ABSOLUTNIE DOBRA wszelako ze swoistego poczucia winy- to możliwe z psychologicznego punktu widzenia, i w sumie całkiem prawdopodobne, przyznaję. I wobec tego może być Ci jej żal, bo nikt się nie zastanawia nad JEJ samopoczuciem, tylko w tym względzie skupiają się- zwłaszcza kochany dziadek Borejko- na jej młodszej siostrze. Ale na mnie Pyza działa definitywnie irytująco, jest to jeszcze gorsza (znaczy: lepsza) wersja Gabrieli, istny anioł. Jak dla mnie- nie do zniesienia.
                                                  [Wybacz, jeśli krytykuję Twoich ulubionych bohaterów, ja też tego nie lubię, ale... :P ]
                                                  Ja współczuję Tygrysowi.
                                                  Aczkolwiek zgodzę się co do Różyczki, że dowolny facet, który raczy na nią spojrzeć staje się dla niej bóstwem i jest gotowa dla niego zaprzeć się siebie, swoich zainteresowań, potrzeb itp. bo to widać. Swoją drogą, jak dziewczyna może wydać się za takiego Fryderyka! Nie cierpię takiego typu osobowości, jaki reprezentuje najstarsza latorośl rodu Schoppe, no kompletnie nie cierpię.
                                                  A cierpienie Laury nie jest demonstracyjne. Ona jest po prostu bardzo nieszczęśliwa (to znaczy- była przed poznaniem cudownego Naszpana! :D Jego też uwielbiam, jest niemal idealny, ale nie w taki męczący sposób) i stara się rzeczywiście zwrócić na siebie uwagę bliskich, to prawda. Ale jej cierpienie jest PRAWDZIWE, a prawdziwe cierpienie nie jest na pokaz- i Laury nie jest. Jej niektóre działania tego rodzaju wynikają wyłącznie z tego, że ona wszystko (i wspaniałe, i bolesne) bardzo głęboko przeżywa.
                                                  • pi.asia Re: Moja opinia jest niezmienna 19.07.12, 17:49
                                                    > A cierpienie Laury nie jest demonstracyjne. Ona jest po prostu bardzo ni
                                                    > eszczęśliwa

                                                    Siedemnastoletnia Gaba rozmawiając w łazience z siedmioletnią zapłakaną Nutrią (skoro mnie nie lubiły, to chciałam, żeby mnie chociaż zauważyły") kojarzy fakty - "zupełnie jak pani Szczepańska".
                                                    Gdy identyczne zachowanie prezentuje Laura - robi wszystko żeby rzucać się rodzinie w oczy - Gaba jakoś nie potrafi przeniknąć do prawdziwych źródeł tego zachowania. A gdy Laura prosto z mostu wali o co jej chodzi, to Gaba sama zamienia się w źródło gorzkich łez.
                                                  • bupu Re: Moja opinia jest niezmienna 19.07.12, 18:13
                                                    Ponieważ to Gaba ma monopol na cierpienie po Pyziaku. Reszta zainteresowanych ma nie przeszkadzać, ot co.
                                                • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 17:45
                                                  > Ale przecież Pyz
                                                  > iak starszą córkę PORZUCIŁ - nie za tym pierwszym wyjazdem do Australii, ale za
                                                  > drugim. Porzucił nawet definitywniej niż Laurę,

                                                  I tu jest wielki problem z treścią książek, bo autorka w ogóle nie rozpatruje rozpadu małżeństwa Pyziaków w tych kategoriach. U niej zawsze
                                              • rozdzial43 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 22:21
                                                laura_fidelis19 napisał(a):

                                                > Pyziak wyjechał aby zarobić na poprawę bytu rodziny, to prawda- zdecydowanie! P
                                                > omijając przesłanki, po prostu tak to odbieram.

                                                A po co wyjechał drugi raz? To mówisz, że się dziewczynkom poprawił byt po wyjeździe taty?
                                                Proszę o cytaty.

                                                > Co do Pyzy... No dajcie spokój. Bo roczne niemowlę to w ogóle zauważyło, że ojc
                                                > a nie ma w domu. No, na pewno.
                                                > Poza tym pragmatyczna Pyza nawet gdy się dowiedziała później, że kiedy była mał
                                                > a jej tata wyjechał do Australii żeby zarobić, to ona by zrozumiała- no bo właś
                                                > nie Pyzunia jest PRAGMATYCZNA.

                                                Łojejusiu, łomatko. Powiadasz nam tu zatem, że w zasadzie córka nie potrzebuje fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej i duchowej obecności ojca? I nie ma znaczenia, czy i jak ta potrzeba jest zaspokajana?

                                                Nawet nie wiem co rzec na takie dictum, w takimże stuporze postawiła mnie ta wypowiedź.

                                                A tak z ciekawości z innej prozaicznej bańki: a jak się dziecko urodzi, to kto - Twoim zdaniem - ma prawny i moralny obowiązek kupować mu chlebek, mleczko, ubranko i zeszyty? A kto ma codziennie czuwać, żeby nie połknęło agrafki, nie sfajczyło mieszkanka, nie otruło się płynem do podłogi, czy nie wypadło przez okno? Albo żeby nie zadawało się z tym dziwnym panem z cukierkami na placu zabaw?

                                                > I tu się zgadzam z Asią , Dzidką i Nessie :)

                                                Na miejscu Piasi, Dzidki i Nessie, poczułabym się - wobec treści Twojej wypowiedzi - poważnie skłoniona do refleksji.
                                                • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 00:40
                                                  > A po co wyjechał drugi raz? To mówisz, że się dziewczynkom poprawił byt po wyje
                                                  > ździe taty?
                                                  > Proszę o cytaty.

                                                  To, że się faktycznie nie poprawił, nie implikuje nijak, że pierwotnym motywem Pyziaka nie było tegoż bytu poprawienie.

                                                  > A tak z ciekawości z innej prozaicznej bańki: a jak się dziecko urodzi, to kto
                                                  > - Twoim zdaniem - ma prawny i moralny obowiązek kupować mu chlebek, mleczko, ub
                                                  > ranko i zeszyty?

                                                  Mam dziwne wrażenie, że Pyziak po to za granicę wyjechał, żeby było za co nabywać chlebek i mleczko. I Plutarcha też. (Tak, wiem, samochód, ale samochód ma to do siebie, że ułatwia zarabianie pieniędzy, nie tylko do szpanowania na dzielni służąc).

                                                  > A kto ma codziennie czuwać, żeby nie połknęło agrafki, nie sfa
                                                  > jczyło mieszkanka, nie otruło się płynem do podłogi, czy nie wypadło przez okno
                                                  > ? Albo żeby nie zadawało się z tym dziwnym panem z cukierkami na placu zabaw?

                                                  Znaczy rozumiem, że w wypadku nieobecności tatusia, mamusia, dziadziuś, babcia i liczne ciocie nie mogą...?
                                                • the_dzidka Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 09:16
                                                  > Na miejscu Piasi, Dzidki i Nessie, poczułabym się - wobec treści Twojej wypowie
                                                  > dzi - poważnie skłoniona do refleksji.

                                                  Na szczęście nie jesteś na moim miejscu i nie tobie decydować o moich refleksjach.
                                              • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 22:51
                                                > Pyziak wyjechał aby zarobić na poprawę bytu rodziny, to prawda- zdecydowanie! P
                                                > omijając przesłanki, po prostu tak to odbieram.

                                                a tego to nie wiemy. zwaszcza ze jego powrót z tejze emigracji pseudozarobkowej de facto nic nie zmienił.

                                                > I na pewno Gaba była rozgoryczona, bo po prostu strasznie tęskniła za mężem- kt
                                                > o by za Pyziakiem nie tęsknił? ;) - lecz to nie jest tak, że Pyziak uciekł n
                                                > a antypody
                                                cichcem i po kryjomu. I oczywiście, w tym momencie to oni, Gabry
                                                > sia i Janusz, PYZIAKOWIE, nie Borejkowie, stanowią rodzinę która podejmuje decy
                                                > zje. A że rodzice Gabrieli wyjazd potępili, a siostry jej współczuły to już efe
                                                > kt tego, jak oni postrzegali to małżeństwo.

                                                a mi nie chodzi o to co powiedziała rodzina Gabrysi, tylko co mowila sama Gabrysia. a jest ona owszem, definitywnie rozgoryczona wyjazdem męza.
                                                uciekac nie trzeba po cichu i po kryjomu, mozna i z hukiem.

                                                > Co do Pyzy... No dajcie spokój. Bo roczne niemowlę to w ogóle zauważyło, że ojc
                                                > a nie ma w domu. No, na pewno.

                                                moje roczne dziecko tygodniową nieobecnosc ojca odbierało strasznie. a jak wrócił to probowalo rownoczesnie wyplakac caly zal i tesknote i wyrechotac szczęcie ze tata jest i przytulił. az sie serce kroiło patrzec, mąz się poryczał.
                                                ale nie, roczne dziecko nic nie widzi i nie czuje, skądze.

                                                > Jeśli już, to ten fakt może wywlekać Laura, którą ubodło to że JEJ nawet ojciec
                                                > nie był ciekaw poznać i na poparcie swoich słów może mówić na przykład
                                                > że "Nawet Pyzę porzucił".
                                                > Chociaż NIE PORZUCIŁ.

                                                nie porzucił? ciekawe...

                                                > (Tylko z Pyziakiem coś się porobiło, ale w głębi duszy to wciąż ten sam Janusz.

                                                owszem. lekkomyslny i nieodpowiedzialny.
                                                • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 22:59
                                                  > a tego to nie wiemy. zwaszcza ze jego powrót z tejze emigracji pseudozarobkowej
                                                  > de facto nic nie zmienił.

                                                  A to wiadomo z...?

                                                  > a mi nie chodzi o to co powiedziała rodzina Gabrysi, tylko co mowila sama Gabry
                                                  > sia. a jest ona owszem, definitywnie rozgoryczona wyjazdem męza.
                                                  > uciekac nie trzeba po cichu i po kryjomu, mozna i z hukiem.

                                                  Ale pierwszy wyjazd ucieczką wszakże nie był. Tylko wypadem na saksy.

                                                  > owszem. lekkomyslny i nieodpowiedzialny.

                                                  No faktycznie, bo zarobić chciał, zamiast wegetować w borejkowskim ciepełku. Nahajem go, nahajem!
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 19.07.12, 23:39
                                                    > A to wiadomo z...?

                                                    z tego że nic sie nie zmieniło. dalej mieszkali na Roosevelta, dalej nie mieli samochodu, dalej bylo jak bylo.

                                                    > Ale pierwszy wyjazd ucieczką wszakże nie był. Tylko wypadem na saksy.

                                                    what's the difference, skoro zaskutkował stałym zawinięciem się. przypuszczam raczej ze to powrot do Gabrysi byl wyrazem chwilowej slabości. moze mu tam nie poszło, moze sie poczuł samotny, moze cos. wrócił tylko po to żeby uciec definitywnie.

                                                    > No faktycznie, bo zarobić chciał, zamiast wegetować w borejkowskim ciepełku.

                                                    jakby nie był toby wyjechal, zarobil i wrócił. a że wyjechal, kokosow nie zarobił, wrócił i zwiał ponownie - to cóż.
                                                    wnioskujmy po całoksztalcie a nie po tym że jeden raz wyjechał.
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 00:26
                                                    > z tego że nic sie nie zmieniło. dalej mieszkali na Roosevelta, dalej nie mieli
                                                    > samochodu, dalej bylo jak bylo.

                                                    No przecież Gaby z borejkołchozu by dynamitem nie usunął, nawet gdyby Pyziak zwoził dewizy wywrotkami. Nie wiemy zresztą jaka była sytuacja finansowa Janusza i dlaczego nie nabył samochodu. I czy w ogóle nie nabył, bo może Gaba na przykład nie chciała obrzydliwego, materialistycznego, za wraże dewizy nabytego pojazdu i Pyziak go zabrał? Albo nie kupił, bo ona nie chciała, a potem się związek wziął i rypł?

                                                    > what's the difference, skoro zaskutkował stałym zawinięciem się. przypuszczam r
                                                    > aczej ze to powrot do Gabrysi byl wyrazem chwilowej slabości. moze mu tam nie p
                                                    > oszło, moze sie poczuł samotny, moze cos. wrócił tylko po to żeby uciec definit
                                                    > ywnie.

                                                    Alez pierwszy wyjazd NIE ZASKUTKOWAŁ! Pierwszy wyjazd zaskutkował powrotem Pyziaka, gdy tylko Gaba przestała się wkurzać i wykonała ciepły gest w jego kierunku. Czyli wysłała ten cholerny telegram.

                                                    Zmyciem się definitywnym zaskutkował wyjazd drugi, już opisany w ramach Postfaktumowego Doprawiania Gęby. Zresztą nigdy nie poznajemy tej historii od strony Janusza, wyłącznie z Jedynie Słusznego Borejczego Punktu Widzenia.

                                                    Tak na marginesie dziwi mnie jeszcze jedno: czy Gaba nigdy nie próbowała wycisnąć z Pyziaka alimentów? Czy też autorce się znowu o czymś zapomniało było?
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 01:19
                                                    > Alez pierwszy wyjazd NIE ZASKUTKOWAŁ! Pierwszy wyjazd zaskutkował powrotem Pyzi
                                                    > aka, gdy tylko Gaba przestała się wkurzać i wykonała ciepły gest w jego kierunk
                                                    > u. Czyli wysłała ten cholerny telegram.

                                                    I to w dodatku, przypomnę po raz kolejny, po powrocie Pyziaka do kraju Gaba przyjęła go na tyle ciepło, że... urodziła się Laura.

                                                    Można Gaby nie lubić, ja np. nie przepadam, ale serio
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 01:30
                                                    > No przecież Gaby z borejkołchozu by dynamitem nie usunął, nawet gdyby Pyziak zw
                                                    > oził dewizy wywrotkami.

                                                    to Twoje wrażenie.

                                                    > Nie wiemy zresztą jaka była sytuacja finansowa Janusza
                                                    > i dlaczego nie nabył samochodu. I czy w ogóle nie nabył, bo może Gaba na przykł
                                                    > ad nie chciała obrzydliwego, materialistycznego, za wraże dewizy nabytego pojaz
                                                    > du i Pyziak go zabrał? Albo nie kupił, bo ona nie chciała, a potem się związek
                                                    > wziął i rypł?

                                                    no taaaaaa, juz widze jak Januszek ktory mimo sprzeciwu żony pojechał zarabiac na rodzine przejąłby się kolejnym protestem i nie kupił tegoz samochodu.
                                                    albo kupił i radosnie zabral, albo nie kupił bo nie zarobił, albo nie kupił bo wiedział że mu potrzebny nie bedzie, bo wkrótce spływa.

                                                    > Alez pierwszy wyjazd NIE ZASKUTKOWAŁ!

                                                    zaskutkował zaskutkował. tam gdzies jest napisane że on juz bidny tak życ nie umiał...

                                                    > Zmyciem się definitywnym zaskutkował wyjazd drugi, już opisany w ramach Postfak
                                                    > tumowego Doprawiania Gęby.

                                                    opisany po prostu później. ściśle z chronologią.

                                                    > Tak na marginesie dziwi mnie jeszcze jedno: czy Gaba nigdy nie próbowała wycisn
                                                    > ąć z Pyziaka alimentów? Czy też autorce się znowu o czymś zapomniało było?

                                                    o mniahahahhaahhaha. juz widze jak Januszek by płacił, skoro nawet nie umiał zadzwonic i zapytac sie o zdrowie córek :D
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 01:41
                                                    > tam gdzies jest napisane że on juz bidny tak życ nie u
                                                    > miał...

                                                    A można w takim razie prosić o cytat, GDZIE tak jest napisane? Nie w ramach przyprawiania post-factum gęby kryminaliście-pijakowi-tajnemu-agentowi-sobowtórowi-Osamy-brzozy-o-świcie?
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 01:50
                                                    no przykro mi, nie ma w zadnej książce fragmentow gdzie na bieżąco Pyziak oznajmia Gabie ze ją porzuca. czy mamy wobec tego uznac ze jako iz jest to opisane post factum to jest to z calą pewnoscią nieprawda?...
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 03:55
                                                    dziennik-niecodziennik napisała:

                                                    > no przykro mi, nie ma w zadnej książce fragmentow gdzie na bieżąco Pyziak oznaj
                                                    > mia Gabie ze ją porzuca.

                                                    Natomiast ty stwierdziłaś "jest to gdzieś tam napisane". Wobec tego ja tylko proszę o stosowny cytat, co mianowicie i gdzie jest napisane. Li i jedynie.
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 10:38
                                                    tak mi sie tlucze ze jest to napisane w okolicach sytuacji kiedy Pyziak zażądał rozwodu i wyjechał. nei wiem dokladnie gdzie, nie chcialo mi sie sprawdzac po nocach. zdaje sie ze gdzies w TiR. jak położę dziecko spac to sprawdze.
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 02:03
                                                    > > No przecież Gaby z borejkołchozu by dynamitem nie usunął, nawet gdyby Pyz
                                                    > iak zw
                                                    > > oził dewizy wywrotkami.
                                                    >
                                                    > to Twoje wrażenie.

                                                    No nie wrażenie żadne, tylko fakt. Trzydzieści lat później Gaba wciąż mieszka w tym samym mieszkaniu, z rodzicami, mężem numer dwa oraz dwójką dzieci. Z czego jedno dzieli sypialnię z rodzicami swemi. Jeśli to nie jest umiłowanie borejkołchozu, to ja nie wiem co to jest, bo normalny człowiek usiłowałby znaleźć własne lokum już dawno. Gaba nie usiłuje, ba nawet nie napomyka o czymś takim, ani nie marzy.

                                                    > o mniahahahhaahhaha. juz widze jak Januszek by płacił, skoro nawet nie umiał za
                                                    > dzwonic i zapytac sie o zdrowie córek :D

                                                    Ja się nie pytam, czy Pyziak by płacił, bo to oczywiste, że ten Samo Zło Z Doprawioną Gębą by oczywiście nie płacił (bo Pyziak wczesny, ten bez Gęby, to co innego). Ja się pytam, czy troskliwa i stawiająca rodzinę ponad wszystko Gabriela w ogóle o tych alimentach pomyślała.
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 10:43
                                                    > No nie wrażenie żadne, tylko fakt. Trzydzieści lat później Gaba wciąż mieszka w
                                                    > tym samym mieszkaniu, z rodzicami, mężem numer dwa oraz dwójką dzieci. Z czego
                                                    > jedno dzieli sypialnię z rodzicami swemi. Jeśli to nie jest umiłowanie borejko
                                                    > łchozu, to ja nie wiem co to jest, bo normalny człowiek usiłowałby znaleźć włas
                                                    > ne lokum już dawno. Gaba nie usiłuje, ba nawet nie napomyka o czymś takim, ani
                                                    > nie marzy.

                                                    po pierwsze - moze istotnie to juz taka "sytuacja zastana" - cale życie tam mieszka to i tam zostanie.
                                                    po drugie - moze ich po prostu nie stac. ostatecznie mają troje dzieci na utrzymaniu. a potem, jak juz czesc dzieci sie usamodzielniła, to mieszkanie opustoszało i nie ma sensu sie wyprowadzac.

                                                    > Ja się nie pytam, czy Pyziak by płacił, bo to oczywiste, że ten Samo Zło Z Dopr
                                                    > awioną Gębą by oczywiście nie płacił (bo Pyziak wczesny, ten bez Gęby, to co in
                                                    > nego). Ja się pytam, czy troskliwa i stawiająca rodzinę ponad wszystko Gabriela
                                                    > w ogóle o tych alimentach pomyślała.

                                                    i ponownie
                                                    po pierwsze - "(bo Pyziak wczesny, ten bez Gęby, to co innego)" - o taaaak, to wiemy na sto procent ;)
                                                    po drugie - zdaje sie ze tym razem wyjezdzając Janusz starannie zadbał aby nie znano jego adresu (gdyby Gaba go znala to Janusz by wiedzial o narodzinach Laury). wiec nie, od niego nie dostawala. a czy z Funduszu Alimentacyjnego sie wtedy cos dostawało i na co to starczalo to nie wiem. moze tak, ale moze i nie.
                                                  • the_dzidka O narodzinach Laury raz jeszcze (odezwa do narodu) 20.07.12, 11:29
                                                    > Janusz starannie zadbał aby nie
                                                    > znano jego adresu (gdyby Gaba go znala to Janusz by wiedzial o narodzinach Laur
                                                    > y)

                                                    Słuchajcie, bo mnie to już zaczyna wnerwiać, że tak po poznańsku powiem.

                                                    Po raz setny chyba powtarzam, że nie wiem, skąd to przekonanie u niektórych z was, że Janusz nie wiedział o narodzinach Laury. Przecież to jest podane otwartym tekstem! Nie musimy gdybać!

                                                    W tekście stoi:
                                                    "nawet nie zainteresował go fakt, że urodziła mu się druga córka".

                                                    Ja już kiedyś o tym pisałam, że to jest najprostsza logika: JEŻELI JAKIŚ FAKT MA NAS ZAINTERESOWAĆ LUB NIE, TO MUSIMY O NIM WIEDZIEĆ.

                                                    Ktoś powie: to dlaczego tak się zdziwił ujrzawszy dorosłą Laurę? A dlaczego miał się nie zdziwić, nagle przekonując się "o rany, więc to jest ta córka, której nigdy nie widziałem!"

                                                    IMHO sprawa jest oczywista: Janusz wiedział, tylko nie był zainteresowany. Tyle wynika z narracji.
                                                  • ginestra Re: O narodzinach Laury raz jeszcze (odezwa do na 20.07.12, 14:15
                                                    A gdzie to jest napisane konkretnie i kto to mówi?

                                                    Bo jeśli to mówi lub myśli np. Laura, to mogą to być tylko jej rozgoryczone domniemania: "nawet nie zainteresował go fakt, że urodziła mu się druga córka". :((((
                                                    A on mógł nie wiedzieć, a tylko ona mogła tak myśleć.
                                                    Tak samo inna postać (np. Mila) też może to domniemywać i oceniać go (bezpodstawnie).

                                                    Chodzi o to czy w tych książkach jest gdzieś to podane jako fakt, jako coś ponad wszelką wątpliwość, a jeśli tak, to w którym tomie i na której stronie.
                                                  • the_dzidka Re: O narodzinach Laury raz jeszcze (odezwa do na 20.07.12, 14:24
                                                    > A gdzie to jest napisane konkretnie i kto to mówi?

                                                    Sama Gabrysia osobiście, w Noelce.

                                                    "Janusz Pyziak znikł przecież z jej życia już po raz drugi, tym razem na zawsze. Zażądał
                                                    rozwodu i wyjechał do Alzacji, po czym przepadł na dobre. Nawet go nie zainteresował fakt, że urodziła mu się druga córka."


                                                    Ja naprawdę sprawdzam to, o czym piszę (a jeżeli nie sprawdzam, to raczej lojalnie o tym informuję).
                                                  • ginestra Re: O narodzinach Laury raz jeszcze (odezwa do na 20.07.12, 14:29
                                                    Dziękuję za cytat.
                                                    Tego czy sprawdzasz, bez podania z której książki i która postać mówi i w jakim kontekście, nie da się domyślić zaocznie, a teraz wszyscy mają kontekst i jasność, myślę.


                                                    the_dzidka napisała:

                                                    > > A gdzie to jest napisane konkretnie i kto to mówi?
                                                    >
                                                    > Sama Gabrysia osobiście, w Noelce.
                                                    >
                                                    > "Janusz Pyziak znikł przecież z jej życia już po raz drugi, tym razem na zaw
                                                    > sze. Zażądał
                                                    > rozwodu i wyjechał do Alzacji, po czym przepadł na dobre. Nawet go nie zaintere
                                                    > sował fakt, że urodziła mu się druga córka."

                                                    >
                                                    > Ja naprawdę sprawdzam to, o czym piszę (a jeżeli nie sprawdzam, to raczej lojal
                                                    > nie o tym informuję).
                                                  • the_dzidka Re: O narodzinach Laury raz jeszcze (odezwa do na 20.07.12, 14:40
                                                    > Tego czy sprawdzasz, bez podania z której książki i która postać mówi i w jakim
                                                    > kontekście, nie da się domyślić zaocznie, a teraz wszyscy mają kontekst i jasn
                                                    > ość, myślę.

                                                    Bo ja ostatnio zachęcam do sprawdzania, podając siebie jako ten wzór do naśladowania ;P Ale ciebie przez jakiś czas nie było, to mogłaś się jeszcze tego nie dokopać.
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 17:00
                                                    > po pierwsze - moze istotnie to juz taka "sytuacja zastana" - cale życie tam mie
                                                    > szka to i tam zostanie.

                                                    To to jest krowa na pastwisku, czy energiczna i zaradna Gabunia, przepraszam?

                                                    > po drugie - moze ich po prostu nie stac. ostatecznie mają troje dzieci na utrzy
                                                    > maniu. a potem, jak juz czesc dzieci sie usamodzielniła, to mieszkanie opustosz
                                                    > ało i nie ma sensu sie wyprowadzac.

                                                    Na wynajem też ich nie stać? Na cokolwiek? Przy tych wszystkich komputerach, zmywarkach, laptopach i komórkach? Czy tez te wszystkie dobra znajdują rosnące na krzakach?

                                                    > i ponownie
                                                    > po pierwsze - "(bo Pyziak wczesny, ten bez Gęby, to co innego)" - o taaaak, to
                                                    > wiemy na sto procent ;)

                                                    Nie wiem jak tobie, ale mnie Pyziak wczesny na świnię nie wygląda. Nastoletnia donżuaneria nie świadczy jeszcze o zepsuciu moralnym, na litość.

                                                    > po drugie - zdaje sie ze tym razem wyjezdzając Janusz starannie zadbał aby nie
                                                    > znano jego adresu (gdyby Gaba go znala to Janusz by wiedzial o narodzinach Laur
                                                    > y). wiec nie, od niego nie dostawala. a czy z Funduszu Alimentacyjnego sie wted
                                                    > y cos dostawało i na co to starczalo to nie wiem. moze tak, ale moze i nie.

                                                    No przecież wiedział o narodzinach Lauy, o czym pisze Dzidka powyżej. Jakiś kontakt zatem istniał.

                                                    W "Pulpecji" zaś jest taki fragment, w którym Pulpa rozmyśla nad kruchą finansową sytuacją w domu, wyliczając źródła borejczych finansów. Alimentów od Pyziaka nie wymienia wcale, ani jako płaconych, ani jako niepłaconych. To jak to było w końcu?
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 02:09
                                                    > zaskutkował zaskutkował. tam gdzies jest napisane że on juz bidny tak życ nie u
                                                    > miał...

                                                    Jeśli przez owo "tak" należy rozumieć kiszenie się w jednym mieszkaniu z teściami i szwagierkami oraz wysilone wiązanie końca z końcem to ja mu się dziwię bardzo średnio. Nie, żebym pochwalała porzucanie własnych dzieci.

                                                    > opisany po prostu później. ściśle z chronologią.

                                                    I w ramach doprawiania Pyziakowi Gęby Niegodziwego Potwora, Co Porzucił Gabrielę. Fakt, że porzucił też swoje dzieci i był to czyn znacznie bardziej naganny, niż rozstanie z żoną uporczywie autorce umyka.
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 10:47
                                                    > Jeśli przez owo "tak" należy rozumieć kiszenie się w jednym mieszkaniu z teścia
                                                    > mi i szwagierkami oraz wysilone wiązanie końca z końcem to ja mu się dziwię bar
                                                    > dzo średnio.

                                                    w takiej sytuacji to sie raczej organizuje lokum i swoja rodzinę przeprowadza, a nie ją porzuca i wyjezdza za granicę.
                                                    i nie, nie sądzę żeby Gaba sie intensywnie opierala gdyby Janusz jej powiedział "wyprowadzamy sie albo odchodzę". bardzo wątpię. Gaba kierując się dobrem dzieci przeprowadziłaby się razem z ich ojcem.

                                                    > Fakt, że porzucił też swoje dzieci i był to czyn znacznie bardziej naganny,
                                                    > niż rozstanie z żoną uporczywie autorce umyka.

                                                    a gdziez tam. jest wszak napisane z eGaba żałuje ze wybrała takiego ojca dla swoich dzieci. tak, nie wiem gdzie, jak bede miala czas to sprawdze.
                                                  • black-apple Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 11:28
                                                    jest wszak napisane z eGaba żałuje ze wybrała takiego ojca dla sw
                                                    oich dzieci. tak, nie wiem gdzie, jak bede miala czas to sprawdze.

                                                    Pierwsze słyszę. A znając Gabrysię - i Musierowicz - są to oskarżenia ciężkiego kalibru. Jestem ciekawa, w jakiej to sytuacji się pojawiło, bo na razie słabo (jeśli nie wcale) w to wierzę.
                                                  • the_dzidka Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 11:31
                                                    > jest wszak napisane ze Gaba żałuje ze wybrała takiego ojca dla sw
                                                    > oich dzieci. tak, nie wiem gdzie, jak bede miala czas to sprawdze.


                                                    > Pierwsze słyszę.

                                                    Ja też. A pamięć do tekstu czytanego mam ekstremalnie dobrą.
                                                    Jeszcze uwierzę, że coś takiego wkłada w usta Gaby Mila lub, na fali ekspiacji, Laura.
                                                  • laura_fidelis19 Źle wybrany ojciec 20.07.12, 12:30
                                                    Popieram. Jedyne skojarzenie jakie mi się nasuwa w tej kwestii to słowa Laury właśnie, która w złości (ironicznie) mówi coś w stylu że ojca jej Gabriela to już lepiej wybrać nie mogła.
                                                    Nie jestem pewna, gdzie to było, a nie mam teraz przy sobie Jeżycjady żeby posłużyć się cytatem. Ale chyba wiecie, którą scenę mam na myśli. Mogłybyście pomóc zlokalizować mi ten fragment? :) Żeby nie było, że jestem gołosłowna :D
                                                  • emae Re: Źle wybrany ojciec 20.07.12, 12:41
                                                    laura_fidelis19 napisał(a):

                                                    > Popieram. Jedyne skojarzenie jakie mi się nasuwa w tej kwestii to słowa Laury w
                                                    > łaśnie, która w złości (ironicznie) mówi coś w stylu że ojca jej Gabriela to ju
                                                    > ż lepiej wybrać nie mogła.
                                                    > Nie jestem pewna, gdzie to było, a nie mam teraz przy sobie Jeżycjady żeby posł
                                                    > użyć się cytatem. Ale chyba wiecie, którą scenę mam na myśli. Mogłybyście pomóc
                                                    > zlokalizować mi ten fragment? :) Żeby nie było, że jestem gołosłowna :D

                                                    Pisałyśmy równocześnie, i chyba Ci odpowiedziałam :)
                                                  • emae Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 12:35
                                                    the_dzidka napisała:

                                                    > > jest wszak napisane ze Gaba żałuje ze wybrała takiego ojca dla sw
                                                    > > oich dzieci. tak, nie wiem gdzie, jak bede miala czas to sprawdze.

                                                    >
                                                    > > Pierwsze słyszę.
                                                    >
                                                    > Ja też. A pamięć do tekstu czytanego mam ekstremalnie dobrą.
                                                    > Jeszcze uwierzę, że coś takiego wkłada w usta Gaby Mila lub, na fali ekspiacji,
                                                    > Laura.

                                                    Takie słowa wypowiada Laura w "Sprężynie", jest to wyrażone w formie zarzutu wobec Gabrieli, że jej takiego ojca wybrała. Rozmowa w samochodzie, przy okazji pisania przez Laurę listu do Wolfiego.

                                                    Na forum pojawiały się propozycje, co mogła odpowiedzieć Laurze Gabriela, zamiast kulić ogon i ubolewać, że córka znów wraca do przegadanego tysiąckroć tematu. Może jedna z tych propozycji zaczęła funkcjonować niezależnie jako cytat ;)
                                                  • the_dzidka Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 13:07
                                                    > Takie słowa wypowiada Laura w "Sprężynie", jest to wyrażone w formie zarzutu wo
                                                    > bec Gabrieli, że jej takiego ojca wybrała. Rozmowa w samochodzie, przy okazji p
                                                    > isania przez Laurę listu do Wolfiego.

                                                    Dzięki. Czyli znowu: coś dzwoniło, co prawda nie wiadomo gdzie, ale co szkodzi umieścić to na mapie w konkretnym miejscu. I w ten sposób własnie tworzą się fałszywe legendy i błędne wnioski :) A powtarzam: sprawdzać, sprawdzać, sprawdzać!
                                                  • laura_fidelis19 Słowa Laury 20.07.12, 18:01
                                                    O, właśnie to miałam na myśli, tak mi się zdawało, że to było właśnie tam. Dzięki, Emae.
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 13:24
                                                    > w takiej sytuacji to sie raczej organizuje lokum i swoja rodzinę przeprowadza,
                                                    > a nie ją porzuca i wyjezdza za granicę.

                                                    I znowu to samo i w kółko. ZA CO się organizuje to lokum? Ano wyjeżdża się za granicę, bo się trafiła okazja. Legalnie. Bo wyjazd legalny za granicę to NIE jest porzucenie żadnej rodziny, która zresztą ma wszystkie dane kontaktowe i jest w kontakcie korespondencyjnym.

                                                    Proszę cię, nie wracajmy w kółeczko do tego samego punktu. Rozumiesz chyba, że w latach 80-tych w Polsce zarobienie na COKOLWIEK, nie mówiąc o mieszkaniu, było rzeczą niesłychanie trudną? Czy ty w ogóle pamiętasz tamte czasy? Czy zdajesz sobie sprawę, jak kretyńsko naiwny musiał być młody ojciec rosnącej rodziny, który przepuściłby szansę legalnego wyjazdu zarobkowego za granicę?
                                                  • paszczakowna1 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 16:21
                                                    > I znowu to samo i w kółko. ZA CO się organizuje to lokum? Ano wyjeżdża się za g
                                                    > ranicę, bo się trafiła okazja. Legalnie. Bo wyjazd legalny za granicę to NIE je
                                                    > st porzucenie żadnej rodziny, która zresztą ma wszystkie dane kontaktowe i jest
                                                    > w kontakcie korespondencyjnym.
                                                    >
                                                    > Proszę cię, nie wracajmy w kółeczko do tego samego punktu. Rozumiesz chyba, że
                                                    > w latach 80-tych w Polsce zarobienie na COKOLWIEK, nie mówiąc o mieszkaniu, był
                                                    > o rzeczą niesłychanie trudną? Czy ty w ogóle pamiętasz tamte czasy? Czy zdajesz
                                                    > sobie sprawę, jak kretyńsko naiwny musiał być młody ojciec rosnącej rodziny, k
                                                    > tóry przepuściłby szansę legalnego wyjazdu zarobkowego za granicę?

                                                    W latach 80-tych, jak ktoś wyjeżdżał za granicę (a już osobliwie do Australii), to nie po to, żeby wracać. Nigdy podczas lektury "Opium w rosole" nie miałam cienia wątpliwości, że Pyziak wyjechał planując emigrację. Tak się wtedy działo. I tego, jak rozumiem, dotyczyła awantura przedwyjazdowa, zarzuty, że Pyzunia Janusza nie obchodzi (Gabriela do Kreski) i wybaczanie - przypuszczam, że Janusz chciał wyjechać, Gabriela nie, więc wyjechał sam (może zakładając, że uda mu się sprowadzić rodzinę, jak Gabriela zmieni zdanie). Gdyby chodziło o zwykłe saksy, pewnie w ogóle nie byłoby sprawy.

                                                    I w takim układzie, zarzuty porzucenia są poniekąd zasadne.
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 20:06
                                                    > W latach 80-tych, jak ktoś wyjeżdżał za granicę (a już osobliwie do Australii),
                                                    > to nie po to, żeby wracać. Nigdy podczas lektury "Opium w rosole" nie miałam c
                                                    > ienia wątpliwości, że Pyziak wyjechał planując emigrację. Tak się wtedy działo.
                                                    > I tego, jak rozumiem, dotyczyła awantura przedwyjazdowa, zarzuty, że Pyzunia
                                                    > Janusza nie obchodzi (Gabriela do Kreski) i wybaczanie - przypuszczam, że Janus
                                                    > z chciał wyjechać, Gabriela nie, więc wyjechał sam (może zakładając, że uda mu
                                                    > się sprowadzić rodzinę, jak Gabriela zmieni zdanie).

                                                    I ponownie powtórzę
                                                  • pi.asia Cierpiętnictwo Gabuni 20.07.12, 21:21
                                                    Nessie_jp napisała:

                                                    > Problem autorki w tym, że za bardzo jej się spodobało cierpiętnictwo Gabuni

                                                    To cierpiętnictwo Gabuni jest tak samo nieprawdopodobne jak kompletna degrengolada Janusza.
                                                    W OwR Gaba oświadcza Dmuchawcowi że nigdy nie bywa załamana i pełna pretensji, że życie jej dopiero teraz smakuje i że jest naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Janusz kocha, uwielbia i przybywa.

                                                    A później Gaba przy byle okazji leje łzy i wciąż rozpamiętuje tę straszną tragedię, jaka ją spotkała. Co do Janusza to jest on ostatnią kanalią.

                                                    Jak widać, rozwój tych dwóch postaci podążył w kierunku zgoła niemożliwym.
                                                  • nessie-jp Re: Cierpiętnictwo Gabuni 20.07.12, 23:19
                                                    > W OwR Gaba oświadcza Dmuchawcowi że nigdy nie bywa załamana i pełna pretensji,
                                                    > że życie jej dopiero teraz smakuje i że jest naprawdę szczęśliwym człowiekiem.

                                                    W dodatku nie jest to wyłącznie poza i szumne deklaracje
                                                  • paszczakowna1 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 23.07.12, 16:14
                                                    > Fakt, że Gaba i Janusz rozstali się, bo nie zgadzały im się drogi życiowe, bo p
                                                    > ragnęli czegoś innego, bo nie było jak tego pogodzić, bo emigracja, bo odległoś
                                                    > ć... TO JEST CAŁKOWICIE akceptowalne i było naprawdę dobrym pomysłem. Było równ
                                                    > ie dobrze poprowadzone, co postać pana Jankowiaka, który został sam, bo córka n
                                                    > a emigracji, daleko, stracili kontakt, nie ma już bliskości. Ale do licha, nie
                                                    > wymagało to robienia z tej córki pijaczki, złodziejki, awanturnicy o podpuchłyc
                                                    > h oczach i agentki Gestapo!

                                                    Ależ całkowicie się zgadzam. Protestuję tylko przeciwko domniemaniu, jakoby Pyziak zamierzał wyjechać, zarobić na rodzinę/mieszkanie/samochód/whatever i wrócić, a Gabriela, Dmuchawiec i kto tam jeszcze w OwR (plus autorka) czepiali się tylko tego, że śmiał wyjechać nie na stypendium.
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 23.07.12, 19:50
                                                    > Ależ całkowicie się zgadzam. Protestuję tylko przeciwko domniemaniu, jakoby Pyz
                                                    > iak zamierzał wyjechać, zarobić na rodzinę/mieszkanie/samochód/whatever i wróci
                                                    > ć, a Gabriela, Dmuchawiec i kto tam jeszcze w OwR (plus autorka) czepiali się t
                                                    > ylko tego, że śmiał wyjechać nie na stypendium.

                                                    Ależ przecież czytelnik może wyłącznie domniemywać jakie były motywy Pyziaka, bo okoliczności jego wyjazdów znamy tylko z opowieści Borejków. Janusz swojej szansy na powiedzenie czytelnikowi jak było nie dostaje od autorki wcale, więc o tym, co zamierzał nie wiemy nic. A zatem każde domniemanie będzie tu tak samo dobre.
                                                  • paszczakowna1 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 02.08.12, 15:02
                                                    >A zatem każde domniemanie będzie tu tak
                                                    > samo dobre.

                                                    Każde, to nie. Jedne są bardziej zgodne z tekstem i logiką, inne mniej.
                                                  • laura_fidelis19 Domniemania 02.08.12, 21:39
                                                    Paszczakówna1 napisała:
                                                    " 'A zatem każde domniemanie będzie tu tak samo dobre.'
                                                    Każde, to nie. Jedne są bardziej zgodne z tekstem i logiką, inne mniej.
                                                    "
                                                    Prawda.
                                                    Popieram całkowicie. Niektórzy mają tendencję do tak zwanego "zapędzania się" ;) co czasem traci jakiekolwiek odniesienia do faktów z "Jeżycjady", a nawet im przeczy :))
                                                  • olena.s Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 06.08.12, 11:50
                                                    NIE na stypendium. Jestem młodsza od Gaby, ale wiem, że stypendia podówczas były rzadsze od bzu w grudniu, a dla jakiegoś studenciny to już w ogóle..... Janusz mógł jechać na lepszy zmywak (pracy było więcej, ograniczenia dla nielegalnych niższe), mógł chcieć na tym zmywaku zarobić na auto albo i dwa ODDZIELNE pokoiki, mógł nawet dostać emigracyjne papiery w związku ze stanem wojennym - i to łatwo, a wówczas w zawodzie technicznym zdobyć błyskiem niezłą pracę. Ale na stypendium jechać nie mógł.
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 17:20
                                                    > w takiej sytuacji to sie raczej organizuje lokum i swoja rodzinę przeprowadza,
                                                    > a nie ją porzuca i wyjezdza za granicę.

                                                    Na lokum są potrzebne pieniądze, które gdzieś trzeba zarobić. No ale jak Pyziak jedzie zarabiać to jest ten zły, co porzuca.

                                                    > i nie, nie sądzę żeby Gaba sie intensywnie opierala gdyby Janusz jej powiedział
                                                    > "wyprowadzamy sie albo odchodzę". bardzo wątpię. Gaba kierując się dobrem dzie
                                                    > ci przeprowadziłaby się razem z ich ojcem.

                                                    Bo dobro dzieci wymaga kurczowego trzymania się małżonka w każdej sytuacji? Argh.

                                                    Poza tym Gaba nie kieruje się dobrem dzieci. Ni cholery. Dla dobra dzieci to się ich nie wpędza w poczucie winy, gdy szukają informacji o ojcu, dla dobra dzieci nie kiśnie się z nimi w ciasnym mieszkaniu, tylko szuka rozwiązania sytuacji lokalowej, dla dobra dzieci, do ciężkiej, rozszczepialnej deutery, stawia się im rozsądne granice. I działa, gdy je przekroczą, a nie łka w melisę (numer z ukwieconą Idą) albo pozwala się sprawie rozejść po kościach (podprowadzone składki klasowe). Grrr, grr, arrrrgh.

                                                    Ta baba jest potworną egoistką, skoncentrowaną na swojej traumie i działającą tak, zeby to jej było wygodnie. Bo ona kocha borejcze ciepełko, bo ona chce mieć męża pod ręką...

                                                    I tu dochodzimy do Wielkiej Postpyziaczej Traumy. Która jest traumą tylko dla Gabrieli i to ze względu na JEJ uczucia wszyscy muszą latać wokół tematu na paluszkach, jak wokół śmierdzącego jajeczka. Uczucia jej córek tu się nie liczą.

                                                    A co ten Pyziak takiego właściwie uczynił, że Gaba piastuje swój ból przez dwie dekady, czyniąc zeń rodzinnego słonia w salonie? Ze sposobu w jaki Borejkowie traktują temat odejścia Janusza należałoby mniemać, że na pożegnanie obił Gabrielę w trzy odcienie fioletu, zarąbał Łuczaków i Gadomskich siekierą, po czym napluł Ignacowi w kubek z krasnalkiem.

                                                    A otóż nie, on zwyczajnie się z nią rozwiódł. Owszem, porzucenie własnych dzieci jest rzeczą negatywną, zostawienie matki tychże dzieci bez wsparcia finansowego takoż, ale tych elementów się nie eksponuje. Najważniejszy jest fakt, że Pyziak śmiał przestać kochać Gabrielę i odszedł od niej. I to jest ta gigagromna trauma.

                                                    No ludzie, no... Przecież to jest normalne, że związki się rozpadają, małżeństwa rozwodzą a miłość zdycha, zwłaszcza na odległość. Owszem, boli, owszem, nieprzyjemnie jest, ale żeby zaraz z tego taką traumę robić? Dzieci prawie nic o ojcu nie wiedzą, rodzina się go wspomnieć nie waży, a drugi mąż żyje praktycznie w trzyosobowym związku, z duchem byłego na doczepkę, bo Pyziak rzucił Gabę? To to zbrodnia jest?

                                                    Ugh.
                                                  • rozdzial43 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 23:01
                                                    bupu napisała:

                                                    Owszem, porzucenie własnych dziec
                                                    > i jest rzeczą negatywną, zostawienie matki tychże dzieci bez wsparcia finansowe
                                                    > go takoż,

                                                    Jeśli o mnie chodzi, to ta refleksja Bupu mnie uspokaja. A ta refleksja: cytuję Laurę Fidelis:

                                                    " On jest lepszym męskim wzorem.
                                                    I oczywiście, że bardziej lubimy te złe postacie z Jeżycjady- Pyziaka i Laurę.
                                                    A wiecie dlaczego? Bo Pyziakowie wcale nie są źli, ot co."

                                                    - mnie niepokoi i skłoniła do zabrania głosu w tym wątku.

                                                  • laura_fidelis19 Męski wzór 21.07.12, 10:55
                                                    Yyyych, ja się wtrącę, kochana, bo parafrazujesz moje słowa jako iż cytujesz je wyrwane z kontekstu. "Lepszy męski wzór" się odnosiło do Marka Pałysa w porównaniu z Grzegorzem Strybą, a z Twojego cytatu wynika że do Pyziaka.
                                                    [Następny akapit to nowa myśl (akapity mają to do siebie, że się od nich nową myśl zaczyna!)]
                                                    Czytaj, a zwłaszcza cytuj dokładniej, upraszam uprzejmie.
                                                    A swoje zdanie podtrzymuję.
                                                    Ale, och, jaką burzę w szklance wody one wywołały, no no.
                                                  • rozdzial43 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 23:11
                                                    bupu napisała:


                                                    > Ta baba jest potworną egoistką, skoncentrowaną na swojej traumie i działającą t
                                                    > ak, zeby to jej było wygodnie. Bo ona kocha borejcze ciepełko, bo ona chce mieć
                                                    > męża pod ręką...
                                                    > Owszem, boli, owszem, niepr
                                                    > zyjemnie jest, ale żeby zaraz z tego taką traumę robić? Dzieci prawie nic o ojc
                                                    > u nie wiedzą, rodzina się go wspomnieć nie waży, a drugi mąż żyje praktycznie w
                                                    > trzyosobowym związku, z duchem byłego na doczepkę, bo Pyziak rzucił Gabę? To t
                                                    > o zbrodnia jest?

                                                    Kurczę, no cały czas się bezowocnie zastanawiam, skąd ta łatwość rozgrzeszenia faceta, co zostawił, porzucił i nie utrzymywał swoich dzieci (no nie zbrodnia, mógł przecież zabić) i ta łatwość zrzucenia całej odpowiedzialności i ciężaru na facetkę, która została. Nie przeoczysz jej żadnej słabości, żadnego błędu. Skąd to założenie, że ona ma być bezbłędna, wszystkie roszczenia potomstwa ma właściwie zaopatrywać, robić za ojca i matkę, a do tego ma być szczęśliwa i promieniejąca spełnieniem dla dobra dzieci?

                                                    No nic innego jak stara święta prawda życia, którą już kiedyś przytaczałam, a która głosi, że to kobieta jest źródłem zła i nieszczęścia, również swych dzieci.

                                                    Moim zdaniem Gabrysia też ma prawo do słabości i błędów. I bardzo jej współczuję, że ją mąż porzucił, porzucając tez dwójkę malutkich dzieci. Pyzunia przypłaciła to przymusem wewnętrznym bycia cholernym promyczkiem, a Tygrysek cierpieniem i tęsknotą.
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 23:35
                                                    > Kurczę, no cały czas się bezowocnie zastanawiam, skąd ta łatwość rozgrzeszenia
                                                    > faceta, co zostawił, porzucił i nie utrzymywał swoich dzieci (no nie zbrodnia,
                                                    > mógł przecież zabić)

                                                    Ależ ja go nie rozgrzeszam. Pisałam wielokrotnie, że porzucanie własnych dziatek i pozostawianie byłej zupełnie samej z ich utrzymaniem i wychowaniem jest naganne.

                                                    > i ta łatwość zrzucenia całej odpowiedzialności i ciężaru n
                                                    > a facetkę, która została. Nie przeoczysz jej żadnej słabości, żadnego błędu. Sk
                                                    > ąd to założenie, że ona ma być bezbłędna, wszystkie roszczenia potomstwa ma wła
                                                    > ściwie zaopatrywać, robić za ojca i matkę, a do tego ma być szczęśliwa i promie
                                                    > niejąca spełnieniem dla dobra dzieci?

                                                    Noż...! Ale to nie ja maluję Gabrielę jako ciepły ośrodek promieniejący i samobieżny ideał, tylko autorka. Musierowicz Małgorzata. Ja wcale nie chcę, zeby Gaba była ideałem, wręcz przeciwnie, od jej ideałowatości, za przeproszeniem, już mi się ulewa jak Ziutkowi.

                                                    I nie zrzucam odpowiedzialności i ciężaru na Gabrielę, dziwię się tylko jak można robić potworną traumę o której tylko szeptem przez DWADZIEŚCIA lat z normalnego, choć nieprzyjemnego, przypadku życiowego.
                                                  • laura_fidelis19 Biedna Gabrysia 21.07.12, 10:32
                                                    Według mnie to, że współczuje się Gabrysi jest najzupełniej naturalne, ale ona znalazła później szczęście u boku Grzegorza, prawda? Pyza zajęła się teraz swoim Fryderykiem, w którego jest kompletnie zapatrzona, i małą Milą- tylko Laura przed poznaniem Naszpana nie miała na kim się oprzeć. Bo z Gabrielą miała kontakt lichy, co dopiero w "Sprężynie" uległo poprawie, bo jest tam napisane że Laura złagodniała.
                                                    Ja Gabrysi nie potępiam i nigdy tego nie robiłam.
                                                    Aczkolwiek niewiele jest dawnej dziarskiej Gabuni z "Kwiatu kalafiora" w Gabrieli obecnej, statecznej matronie w pełni oddanej rodzinie.
                                                    Mnie się tylko nie podoba fakt nie ten, że Gabrysi jest w życiu ciężko, i ma ona prawo do żalu w sercu i zrozumienia ze strony Czytelników, ale ten że w Jeżycjadzie jest nam niejako przykazane postrzegać (przez to) Pyziaka jako drania.
                                                    Ja lubię Gabrielę, i podziwiam, bo jest silną kobietą (kiedyś była bardziej, ale... dojrzała) ale lubię też Pyziaka.
                                                    Nie podoba mi się swoisty przymus, żeby lubić albo jedno albo drugie z nich.
                                                    Że jeśli darzy się sympatią Gabrysię to trzeba Janusza nienawidzić, bo ją skrzywdził.
                                                    Bo ja uważam, że postaci Janusza należy się rzetelna weryfikacja :)
                                                  • pi.asia zadatki Pyziaka 21.07.12, 21:04
                                                    Lauro Fidelis, specjalnie dla Ciebie piękna analiza postaci Pyziaka wykonana przez Ananke 666

                                                    "W sumie Pyziaka żal mi jako postaci chyba najbardziej. W ogóle nie rozumiem, gdzie miałoby być to rzekome zapowiadanie się na zuego człowieka w trzech wczesnych tomach. Rzekłabym, przeciwnie, zapowiadał się bardzo dobrze. Uwodzenie dziewczyn, i to bez seksu, to w tym wieku jeszcze nie zbrodnia, zwłaszcza, że to samo robili panowie bynajmniej nie wrobieni w galopującą szwarccharakterność.

                                                    Co do zalet:
                                                    - wyrośnięte, zdrowe chłopię
                                                    - niebrzydkie (obrazki pomijam, w dwóch tomach dwie twarze)
                                                    - sprawny manualnie
                                                    - oczytany
                                                    - przyzwoity wachlarz zainteresowań
                                                    - sprawny intelektualnie, sądząc z relacji Ignaca
                                                    - ciepły stosunek do rodziny dziewczyny
                                                    + wspólne wakacje
                                                    + scena przy obiedzie w KK
                                                    + cierpliwy dla młodszych sióstr (jeździł do Biescadów)
                                                    - po złapaniu właściwej osoby okazał się jednak stały (przypominam, że mowa o trzech pierwszych tomach, w których występuje: Kłamczucha, Kwiat kalafiora, Ida sierpniowa)
                                                    - nie połaszczył się na dłuższą metę na laleczkę w stylu robaczywej Paulinki, tylko na inteligentną dziewczynę z charakterem, niebrzydką, ale też żaden szał
                                                    - kopnięty w tyłek pożarł się z panną, owszem, po czym i tak wrócił, zachwycony kalafiorem
                                                    - tuż po podstawówce pracował trzy lata, zanim mógł się uczyć dalej...

                                                    Mało? Moim zdaniem niemało. To była naprawdę fajna, solidnie męska postać, że tak to ujmę, z jądrami na właściwym miejscu. Numer w OwR rozumiem, kiedyś nawet pisałam, czemu wg mnie tak pokierowano losami Gaby, ale reszty to już naprawdę nie. Spokojnie nadawał się do rehabilitacji i ponownego wykorzystania. I podobnie jak Nessie, nie zdziwię się już niczym w jego wykonaniu."

                                                    Polecam Ci cały ten wątek forum.gazeta.pl/forum/w,25788,130810063,,Kiedy_wlasciwie_Pyziak_klamal_.html?v=2 długie to ale wnioski ciekawe, oj ciekawe ;)
                                                  • laura_fidelis19 Wiwat zadatki Pyziaka! :) 22.07.12, 00:19
                                                    DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ :))
                                                    Świetnie się to czytało i o coś takiego właśnie chodzi mi cały czas!!!
                                                    Wątek przejrzę koniecznie :D
                                                  • the_dzidka Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 09:22
                                                    dziennik-niecodziennik napisała:

                                                    > > No przecież Gaby z borejkołchozu by dynamitem nie usunął, nawet gdyby Pyz
                                                    > iak zw
                                                    > > oził dewizy wywrotkami.
                                                    >
                                                    > to Twoje wrażenie.

                                                    Moja droga, jakieś dziewięćdziesiąt procent twoich wypowiedzi w tym wątku to wyłącznie wrażenia nie poparte nawet cytatami. Więc może najpierw wyczyść się z tej sadzy,a potem dalej przyganiaj innym.

                                                    Natomiast to, że Gabrysia jest przywiązana do rodziców i domu i żyć bez nich nie może, a oni bez niej, widnieje czarno na białym w niejednym miejscu Jeżycjady.
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 10:49
                                                    > Moja droga, jakieś dziewięćdziesiąt procent twoich wypowiedzi w tym wątku to wy
                                                    > łącznie wrażenia nie poparte nawet cytatami. Więc może najpierw wyczyść się z t
                                                    > ej sadzy,a potem dalej przyganiaj innym.

                                                    moze nie poparte cytatami, ale wynikające jasno z tresci całego cyklu.

                                                  • the_dzidka Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 20.07.12, 11:20
                                                    > moze nie poparte cytatami, ale wynikające jasno z tresci całego cyklu.

                                                    Tak ci się tylko wydaje.
                                                    Ale OK, skoro twoje wrażenia zdają się tobie mieć poparcie w tekście, to nie odmawiaj takiego samego prawa innym, bo to już robi się mocno wkurzające. Nie mówiąc o tym, że inni znajdują cytaty (chociażby o tym wspomnianym przeze mnie przywiązaniu Gaby do rodziców i vice versa, które negujesz).
                                                  • ginestra Refleksje Gabrieli o błędzie (= wybraniu Janusza) 20.07.12, 13:30
                                                    W "Sprężynie", na stronie nr 37 jest konkretny fragment, poprzedzony sceną, w której widać jak bardzo trudne są relacje Gaby z Laurą, jak Laura cierpi i miota się i jak ma ogólnie problemy ze sobą, jak odrzucając ludzi walczy o ich uwagę itp.

                                                    W rzeczonym fragmencie Gaba, w wewnętrznej refleksji, jasno uznaje wybór Janusza za swój "błąd", który wlecze się za nią i nie przestaje na niej mścić - i mówi to w kontekście nie swoim, ale w kontekście Laury (z tego, co jest opisane na stronach 36 i 37 oraz na stronie 41, również może i na str. 42, a także w poprzednich tomach Jeżycjady jasno wynika, że Laura - zdaniem Gaby - byłaby inna, gdyby nie została porzucona przez Janusza i Gaba czuje się za to współodpowiedzialna. We fragmencie, który zaraz przytoczę, Gaba obwinia siebie samą, że przez swój błędny wybór (ojca dziecka) jej dziecko cierpi i nie ma tym cierpieniom końca nawet wtedy, kiedy jest dorosłe.

                                                    Oto ten fragment:

                                                    "Poza tym zdawało się jeszcze Gabrieli, że cała ta awantura z uroczystymi oświadczynami Wolfiego, jakie miały miejsce tuż po maturze ich obojga, z ucieczką i z planowanym potajemnym ślubem, była nie całkiem na serio. Tak jakby Laura zorganizowała to wszystko by sprowokować rodzinę, wstrząsnąć nią i pobudzić do jakiejś reakcji. A kiedy już do tego doprowadziła - nagle wszystko przestało ją bawić.
                                                    Tu Gabriela wspomniała Janusza, wiarołomnego męża numer jeden i ojca swoich dwu córek. Przecież ten wielki spektakl Laura urządziła także i dla niego. Nie ma końca konsekwencjom starych błędów. Choćby się nawet wszystko, wszystko dawno wybaczyło i zapomniało".

                                                    Tutaj ta forma bezosobowa "choćby się wszystko dawno wybaczyło" odnosi się jasno do Gaby: "choćby się wszystko dawno wybaczyło... = chociaż ja wszystko dawno wybaczyłam". To oczywiste.

                                                    Sens jest taki: "Chociaż ja wszystko dawno wybaczyłam i zapomniałam i mnie jest teraz OK, to jednak ten błąd, który popełniłam cały czas ma swoje konsekwencje. Za ten błąd płaci teraz Laura swoim cierpieniem."

                                                    O co konkretnie chodzi w tym filozoficznym stwierdzeniu, brzmiącym jak maksyma łacińska: "Nie ma końca konsekwencjom starych błędów"? Co Gaba chce tym wyrazić? Otóż z kontekstu jasno wynika, że może chodzić tylko i wyłącznie o błąd związania się z Januszem - właśnie jako z ojcem, który porzucił dzieci, za co one płacą straszną cenę, nawet jako dorosłe osoby.
                                                  • ginestra O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez MM) 20.07.12, 14:12
                                                    [Mój poprzedni post wkleił się nie w tym miejscu co trzeba, ale ufam, że domyślicie się.]

                                                    Jutro wyjeżdżam na urlop, więc przepraszam z góry, że nie będę udzielać się w dyskusji.

                                                    Chciałam powiedzieć w temacie wątku co następuje:

                                                    Jako czytelnicy jedyne dane możemy czerpać z tekstu (tu: również z tekstu kolejnych tomów Jeżycjady, w których są wyjaśnienia spraw dotyczących przeszłości bohaterów). A zatem:

                                                    1. Pani MM przedstawia pierwszy wyjazd Janusza do Australii jako coś, czego nie trzeba mieć mu raczej za złe (oczywiście każdy czytelnik inaczej wartościuje czym jest zostawienie na jakiś czas dziecka i żony w celu wyjechania na zarobek, zwłaszcza w czasach PRL), ale kontekst jest taki, że miał wyjechać i wrócić, kochał Gabę i Pyzunię itp.

                                                    2. Dalej opisane jest, że Gaba tęskniła za nim, potrzebowała go, była sfrustrowana, zazdrosna, przygnębiona, zła na niego i ogólnie w konglomeracie różnych uczuć, co jest dość zrozumiałe i z tego powodu nie porzuca się kogoś, że tęskni i złości się (z życia wiadomo, że co innego jest omawiać wyjazd jak się razem siedzi przy stole czy leży w łóżku, a inaczej ten wyjazd wygląda, jak już przyjdzie co do czego i tej osoby przy nas naprawdę fizycznie nie ma i mijają tak dni, tygodnie i miesiące, a tym bardziej tutaj, kiedy Gaba nie dostawała listów od męża itp.). A więc tu czytelnik dostał, wg mnie, dobry i spójny obraz uczuć Gaby i całej sytuacji. Dostał też podany fakt, że Janusz też tęsknił i kochał i wrócił i po tym powrocie ich więź fizyczna trwała itp.

                                                    3. Schody zaczynają się kiedy czytelnik dostaje podany taki fakt, że Janusz, po poczęciu się Laury, o którym nie wiedział, wyjechał i nie wrócił do swojej rodziny już NIGDY: ani do tego pierwszego dziecka, które znał, ani do tego drugiego, które się poczęło, ani do kochającej go bardzo żony. Taki brak powrotu można by mieć mu za złe i uprawnione jest nazwaniem go porzuceniem rodziny. Gdyby po drugim wyjeździe wrócił, to Gaba (dostajemy to na talerzu jako czytelnicy od Autorki) przyjęłaby go i kochała i byliby razem. A więc tu jako czytelnicy widzimy, że Janusz postąpił źle.

                                                    ALE

                                                    4. W książce "Tygrys i Róża" oraz "Kalamburka" pani MM zdecydowała się natomiast na podanie takich faktów, które miały Janusza przed czytelnikami wybielić i pokazać, że on nie był taki zły, i że CHCIAŁ WRÓCIĆ za tym drugim razem, ale po prostu NIE MÓGŁ, bo był:
                                                    a) pozbawiony wolności (siedział w więzieniu); Otóż on na tym drugim wyjeździe nie udał się do Australii, ale do Niemiec i tam wplątał się w działalność nielegalną, tj. kradł samochody i został skazany na ileś lat.

                                                    b) kiedy wyszedł z więzienia, wypił kielicha na odwagę, i poszedł na Roosevelta do Gabrieli, prawdopodobnie bardzo bojąc się czy go przyjmie jako człowieka, z którym od lat nie budowała już codziennej więzi, a do tego kryminalistę, który kradł samochody i za to siedział w więzieniu, ale - i to jest ważne! - chciał wrócić i miał nadzieję, że Gaba go przyjmie, i że będzie mógł wychowywać z nią ich dzieci. Tymczasem, biedny, natrafił na klatce schodowej na Milę, która nie wpuściła go do Gaby i uraczyła straszną wiadomością: Gaba ma już nowego męża i dziecko z nim (ewentualnie: spodziewa się dziecka z nim, nie pamiętam).
                                                    Na te słowa Janusz, załamany, oddalił się i nie próbował już komplikować Gabie życia. (Gaba kompletnie nie wiedziała o tych jego odwiedzinach, Mila zataiła to przed nią). A że po tym Janusz nie czuł się dobrze w Poznaniu, to wrócił do Niemiec i tam sobie już zorganizował uczciwe życie i nową rodzinę.

                                                    Takie mamy mniej więcej podane fakty.

                                                    Widzę przy tym, że pani MM i "dorobiła Januszowi gębę" i próbowała go jakoś zrehabilitować. Była przy tym bardzo niezdecydowana, bo pokazywała go i tak i tak: jako totalnego buraka na drodze w samochodzie, którego spotkała Laura oraz jako nieco zgaszonego, ale dobrego człowieka, który przychodzi "po przebaczenie", jedzie na ślub Laury, prowadzi za rączkę Łusię itp. Ale dalej, jak już mamy ten dobry obraz i "wszystko wybaczone", to niestety pani MM musi jeszcze wtykać mu te szpile w rodzaju określeń "wiarołomny mąż numer jeden", "Laura cierpi przez porzucenie przez ojca i nie ma i nie będzie końca temu cierpieniu" (parafrazując) itp. Więc w końcu czytelnik nie wie czy ma o nim myśleć dobrze, czy źle. Myślę, że nie wie tego sama pani MM, która też jest porzuconym przez ojca dzieckiem i nie może zdecydować się, bo jak coś jej karze o takim protagoniście pisać pozytywnie, to coś się w niej burzy i domaga się sprawiedliwości i dopisania, że jednak jest wiarołomny i sprawcą cierpienia.

                                                    A do tego - nie wiem czy to jest zamierzone, czy nie (ale przypuszczam, że nie, bo nawet został wpleciony taki wątek, że ślub Gaby i Janusza był tylko cywilny, i że Janusz już wtedy nie chciał się żenić, więc nie mieli sakramentalnego związku) - pani MM pokazała optykę katolicką, czyli taką, że może lepiej by było, gdyby Gaba jednak nie wiązała się z Grzegorzem, bo gdyby poczekała, to może doczekałaby chwili, kiedy Janusz po wyjściu z więzienia puka do tych drzwi na Roosevelta, żeby wreszcie połączyć się z Gabą i ich rodziną, mija Milę na schodach, a Mila nie ma mu do zakomunikowania, że Gaba ma innego faceta i po prostu Gaba i Janusz padają sobie w objęcia, okazuje się, że oboje kochają się i są dla siebie stworzeni i mają naprawdę super związek. Myślę, że ta scena z Milą, która nie wpuszcza Janusza i mówi mu te okrutne słowa, że Gaba ma innego męża pokazują jakiś prawdziwy tragizm. Czytelnik ma zakodowane, że Gaba i tak cały czas kocha Janusza, płacze przez niego, a Grześ jest takim jakby pocieszeniem, ale już tej chemii i głębokiej miłości - takiej jaką miała z Januszem - z nim nie ma. Takie wrażenie - czy pani MM chce czy nie - wyziera z kart tych książek.

                                                    A więc fakty podawane (forsowane?) przez Autorkę wskazują na to, że Janusz chciał, ale nie mógł wrócić tym drugim razem i to jest, tak poza wszystkim, tragiczne (moim zdaniem przynajmniej) dla tych wszystkich osób.
                                                  • ginestra Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 20.07.12, 14:26
                                                    PS. Zapomniałam wspomnieć, że z tego więzienia Janusz wysyła Gabie pismo prosząc o rozwód, że nie chce jej komplikować życia itp. i ten rozwód jakoś, zaocznie, biorą.

                                                    Jest tu wiele niekonsekwencji, moim zdaniem, bo po pierwsze, zasądzone byłyby alimenty w takim układzie, zapewne z jakiegoś funduszu, a do tego to się wszystko kupy nie trzyma, bo jeżeli Gaba kochała Janusza tak jak to jest nam dane do wierzenia, to by mogła powiedzieć mu, że nie przeszkadza jej to, że on jest w więzieniu, zrozumiał swój błąd, odsiaduje karę, więc ona poczeka do końca tej odsiadki, będzie go odwiedzała w tym więzieniu z Pyzunią i Laurą i wszystko mogłoby potoczyć się dobrze i nie doszłoby do tego strasznego spotkania z Milą na schodach w kamienicy na Roosevelta i byliby razem.

                                                    A więc tu czytelnik zapytuje siebie co w końcu jest opisane: to Gaba kochała tego Janusza czy nie? Dlaczego zgodziła się tak szybko na rozwód, a nie poczekała, jak był w więzieniu. A może to on tak parł na ten rozwód, choć Gaba chciała poczekać na niego aż wyjdzie i budować z nim dalej rodzinę? Otóż chyba nie, bo gdyby tak chciał tego rozwodu, to potem nie przychodziłby na Roosevelta do Gaby w te pędy po wyjściu z więzienia.

                                                    Tak więc, reasumując, to się wszystko kupy nie trzyma.
                                                  • ginestra Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 20.07.12, 14:35
                                                    A propos wątku więziennego - czy macie wrażenie, że opis kobiet stojących pod toruńskim więzieniem, które mija Laura (w TiR) jest ironiczny? (Kobiety krzyczą do swoich ukochanych różne komunikaty).

                                                    Czy, Waszym zdaniem, jest to przypadkowy opis, czy jakoś pani MM ustosunkowuje się, jako autorka, do sprawy jak to jest kiedy mąż jest w więzieniu i chce jakoś połączyć ten opis z informacją, którą otrzymuje potem Laura o tym, że jej ojciec był w więzieniu?

                                                    Czy te kobiety są pokazane pozytywnie czy negatywnie? Czy Gaba mogłaby, Waszym zdaniem, znieść to, że mąż jest w więzieniu i odwiedzać go tam? (W sumie jest to chrześcijańskie: "chorych nawiedzać, więźniów pocieszać" itp.)? Pasowałoby to do niej?

                                                    Widzicie jakąś furtkę, że tak mogły potoczyć się losy Gaby i Janusza, że ona by poczekała aż wyjdzie z więzienia, nie wiązałaby się z Grzegorzem itp.?
                                                  • the_dzidka Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 20.07.12, 14:43
                                                    > A propos wątku więziennego - czy macie wrażenie, że opis kobiet stojących pod t
                                                    > oruńskim więzieniem, które mija Laura (w TiR) jest ironiczny? (Kobiety krzyczą
                                                    > do swoich ukochanych różne komunikaty).
                                                    >
                                                    > Czy, Waszym zdaniem, jest to przypadkowy opis, czy jakoś pani MM ustosunkowuje
                                                    > się, jako autorka, do sprawy jak to jest kiedy mąż jest w więzieniu i chce jako
                                                    > ś połączyć ten opis z informacją, którą otrzymuje potem Laura o tym, że jej ojc
                                                    > iec był w więzieniu?

                                                    Nie sądzę, po prostu Laura przechodzi obok więzienia, i tyle, a opis jest barwny (chociaż ja przechodząc obok toruńskiego okrąglaka i kilku innych więzień wielokrotnie, w życiu nie byłam świadkiem podobnej sceny).

                                                    BTW z tego, co kojarzę, to Laura nie dowiaduje się, że Janusz siedział - o tym mówi Wiśniak do Roberta. Laura w sumie to się nic nie dowiaduje, bo i Alma skąpi informacji.
                                                  • anutek115 Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 01.08.12, 09:42
                                                    ginestra napisała:
                                                    A propos wątku więziennego - czy macie wrażenie, że opis kobiet stojących pod toruńskim więzieniem, które mija Laura (w TiR) jest ironiczny? (Kobiety krzyczą do swoich ukochanych różne komunikaty).

                                                    Czy, Waszym zdaniem, jest to przypadkowy opis, czy jakoś pani MM ustosunkowuje się, jako autorka, do sprawy jak to jest kiedy mąż jest w więzieniu i chce jakoś połączyć ten opis z informacją, którą otrzymuje potem Laura o tym, że jej ojciec był w więzieniu?

                                                    the_dzidka napisała:

                                                    (chociaż ja przechodząc obok toruńskiego okrąglaka i kilku innych więzień wie
                                                    > lokrotnie, w życiu nie byłam świadkiem podobnej sceny).

                                                    Ja byłam świadkiem setki, albo i tysiace razy (chociaz teraz jak się zastanawiam, to faktycznie, chyba od jakiegoś czasu juz nie jestem, może wreszcie Straz Miejska je stamtąd usuwa. Ale w latach 90-tych jeszcze regularnie bywalam).

                                                    Pierwsze lata zycia mieszkałam niedaleko, potem przeprowadziłam się, ale kościół obok okrąglaka pozostał moim ulubionym kosciołem (jest nim zreszta do dziś), spiewałam w nim w chorze i bywalam dwa razy w tygodniu co najmniej na próbach, więcej, jesli przygotowywaliśmy się do konkursu albo koncertu, panie pod okrąglakiem widywałam za każdą bytnością, może poza niedzielami. Ksiądz współprowadzacy chór opowiadał nam, że, gdy jeszcze nie wiedział, że trafi po seminarium do Torunia, slyszał od kolegów o toruńskim "trójkącie wychowawczym" (kościół-szkoła-więzienie :)) i o specyfice okraglaka, tak więc było to zjawisko nietypowe, jak mniemam. Pani nie wykrzykiwały zresztą otwartym tekstem wymyślonego alibi, jak w książce, ale informacje w rodzaju: "Paweł, w środę mnie nie będzie, przyjde dopiero w sobote!!!" albo: "Przynieść ci pasztetu czy kaszankę?!!!". Chociaż, może i alibi wykrzykiwały, nie przysłuchiwałam się, panie spod okrąglaka mijało sie obojętnie, jak element wystroju starówki :).

                                                    Dlatego uważam, że ta scena w książce jest czyms w rodzaju ciekawostki - podejrzewam, że, dokladnie tak jak Laura, pani MM ujrzała wrzeszczace gdzieś w przestrzeń kobiety, zdumiona spytała, co to ma być, a dowiedziawszy się uznała to za na tyle zabawne/ dziwne/ niezwykłe/, że to opisała.
                                                  • szprota Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 05.08.12, 13:09
                                                    the_dzidka napisała:

                                                    > > A propos wątku więziennego - czy macie wrażenie, że opis kobiet stojących
                                                    > pod t
                                                    > > oruńskim więzieniem, które mija Laura (w TiR) jest ironiczny? (Kobiety kr
                                                    > zyczą
                                                    > > do swoich ukochanych różne komunikaty).
                                                    > >
                                                    > > Czy, Waszym zdaniem, jest to przypadkowy opis, czy jakoś pani MM ustosunk
                                                    > owuje
                                                    > > się, jako autorka, do sprawy jak to jest kiedy mąż jest w więzieniu i chc
                                                    > e jako
                                                    > > ś połączyć ten opis z informacją, którą otrzymuje potem Laura o tym, że j
                                                    > ej ojc
                                                    > > iec był w więzieniu?
                                                    >
                                                    > Nie sądzę, po prostu Laura przechodzi obok więzienia, i tyle, a opis jest barwn
                                                    > y (chociaż ja przechodząc obok toruńskiego okrąglaka i kilku innych więzień wie
                                                    > lokrotnie, w życiu nie byłam świadkiem podobnej sceny).
                                                    >
                                                    I tak, i nie. Scenie towarzyszyła refleksja Laury, że to trochę jak jej życie: dostrzega chaotyczne, niezrozumiałe komunikaty, których nie potrafi zinterpretować:

                                                    "Laura stała i patrzała, usiłując zrozumieć cokolwiek z tej sceny zbiorowej, ale jedyną rzeczą, jaka jej przyszła do głowy, było uogólnienie dotyczące jej własnego życia. O, tak, pomyślała z tęsknym uniesieniem, ja zawsze tak stoję z boku i z kompletnym niezrozumieniem przyglądam się sygnałom, wysyłanym przez innych ludzi. I nawet nie wiem, do kogo je kierują - wiem tylko, że nie do mnie..."
                                                  • emae Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 20.07.12, 14:42
                                                    ginestra napisała:

                                                    > Jest tu wiele niekonsekwencji, moim zdaniem, bo po pierwsze, zasądzone byłyby a
                                                    > limenty w takim układzie, zapewne z jakiegoś funduszu, a do tego to się wszystk
                                                    > o kupy nie trzyma, bo jeżeli Gaba kochała Janusza tak jak to jest nam dane do w
                                                    > ierzenia, to by mogła powiedzieć mu, że nie przeszkadza jej to, że on jest w wi
                                                    > ęzieniu, zrozumiał swój błąd, odsiaduje karę, więc ona poczeka do końca tej ods
                                                    > iadki, będzie go odwiedzała w tym więzieniu z Pyzunią i Laurą i wszystko mogłob
                                                    > y potoczyć się dobrze i nie doszłoby do tego strasznego spotkania z Milą na sch
                                                    > odach w kamienicy na Roosevelta i byliby razem.
                                                    >

                                                    Z całą pewnością Gabriela nie wiedziała, że Janusz siedział w więzieniu. Robrojek się tego dowiaduje w Toruniu, jest zaskoczony, nie mówi nic Gabrieli i przykazuje Laurze, żeby ona też nie mówiła, czego się dowiedziała (Laura, o ile pamiętam, także nie dowiaduje się o więzieniu, wie tylko o nowej rodzinie ojca).

                                                    Odnośnie dyskusji o sprawdzaniu fragmentów, ja tylko uczciwie napiszę, że nie sprawdzam nic z tego, co napisałam. Polegam wyłącznie na pamięci, pochlebiam sobie, że wcale niezłej. Cała moja Jeżycjada została u mamy, a obecnie wyprowadziła się wraz z rodzicami na drugi koniec Polski.
                                                  • ginestra Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 20.07.12, 15:08
                                                    emae napisała:


                                                    >
                                                    > Z całą pewnością Gabriela nie wiedziała, że Janusz siedział w więzieniu. Robroj
                                                    > ek się tego dowiaduje w Toruniu, jest zaskoczony, nie mówi nic Gabrieli i przyk
                                                    > azuje Laurze, żeby ona też nie mówiła, czego się dowiedziała (Laura, o ile pami
                                                    > ętam, także nie dowiaduje się o więzieniu, wie tylko o nowej rodzinie ojca).
                                                    >

                                                    Hm, ja też nie mam pod ręką TiR (warto sprawdzać, zgadzam się!), ale skoro oni rozwiedli się w czasie, kiedy Janusz siedział w więzieniu, to nie ma takiej opcji, że Gaba tego nie wiedziała! Toczy się sprawa rozwodowa, jest ileś posiedzeń, nawet jeśli zaocznie, to jest przedstawiane jakieś uzasadnienie dlaczego zaocznie itp.

                                                    Ja z tego, co zapamiętałam, to powstało we mnie wrażenie, że jest taka implikacja, że Gaba wie o więzieniu (siłą rzeczy musiała wiedzieć, skoro rozwiedli się w czasie, gdy odsiadywał wyrok i to w innym państwie, formalności itp.), tylko córkom nie mówi, żeby nie dodawać im jeszcze soli na rany, że ojciec nie dość, że je porzucił, to kryminalista. Zamiast tego blednie i unika tematu albo, przyciśnięta do muru, mówi, że "takie były czasy", "był dobry, ale za młodu człowiek czasem popełnia błędy, jest niedojrzały" (no coś w tym sensie, nie są to dosłowne cytaty). Gaba musiała wiedzieć, uważam.

                                                    I taki mam wniosek: idąc skrupulatnie za tym, co nam przekazuje Autorka, mamy podane, że to Gaba przekreśliła Janusza, a nie on ją. To ona go porzuciła kiedy był w więzieniu!

                                                    Jak trafił do więzienia, to jakoś wtedy go nie kochała, nie walczyła o ten związek, nie czekała na niego, "ułożyła sobie życie".

                                                    No chyba, że on trafił do więzienia, ale z tego więzienia oznajmił jej w sposób zimny, że jej nie kocha, że inne kobiety, które miał w międzyczasie były lepsze itp. i po prostu nic jej nie pozostało, jak to uznać.

                                                    ALE, w takim przypadku dlaczego Janusz koniecznie chciał się zobaczyć z Gabą po wyjściu z więzienia, zależało mu na tym i mówił Mili, że on musi porozmawiać z Gabą i był natrętny, a odpuścił sobie dopiero jak dowiedział się, że Gaba ma nowego faceta i dziecko z nim?

                                                    To są właśnie te niekonsekwencje.

                                                    (Faktycznie, chyba to więzienie w Toruniu to był przypadkowy obraz, taka scenka dla ubarwienia fabuły).
                                                  • emae Re: O meritum sprawy (i wybielaniu Janusza przez 20.07.12, 15:23
                                                    Pytanie, na ile Autorka zna realia i wie, jak przebiega rozwód. Ja odniosłam takie wrażenie: Janusz przysłał list rozwodowy, nie do końca wiadomo skąd, i tak się właśnie rozwód odbył, żadnych alimentów, żadnych rozpraw, niemal muzułmańskie "rozwodzę się z tobą, rozwodzę się z tobą, rozwodzę się z tobą". Kupy ani realiów się nie trzyma, zaiste.
                                                  • laura_fidelis19 Janusz i Gabriela 20.07.12, 18:32
                                                    Słusznie prawisz, Ginestro, li i jedynie.
                                                    Zgadzam się z Tobą całkowicie, i myślę że udało Ci się uciąć wątpliwości w tym wątku! :)
                                                    Zapomniałam, że była taka sytuacja że Mila nie wpuściła Janusza, o czym przypomniałaś. Jak to teraz czytam to uważam, że to straszne. Głęboko mu współczuję.
                                                    Natomiast ta scena:
                                                    "może Gaba doczekałaby chwili, kiedy Janusz po wyjściu z więzienia puka do tych drzwi na Roosevelta, żeby wreszcie połączyć się z Gabą i ich rodziną, mija Milę na schodach, a Mila nie ma mu do zakomunikowania, że Gaba ma innego faceta i po prostu Gaba i Janusz padają sobie w objęcia, okazuje się, że oboje kochają się i są dla siebie stworzeni" to właśnie taka scena o jakiej marzę, odkąd Janusza nie ma :)
                                                    Piękna.
                                                    Ja co prawda nie uważam, żeby Grześ był "pocieszeniem", bo Gaba naprawdę go kocha- chociaż rzeczywiście tego co do Janusza do niego nie czuje.
                                                    Kto wie, może gdyby Grzesia nieoczekiwanie zabrakło...? Może doczekalibyśmy się takiej sceny!
                                                    Tylko z Ignasiem byłby wtedy kłopot (z nim ZAWSZE jest kłopot), ale według mnie to byłby idealne zakończenie!!!
                                                  • croyance Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 31.07.12, 22:22
                                                    Ja mysle, ze bylo tak.
                                                    Pyziak namawial Gabe do wyjazdu zagranice, Gaba opierala sie, ze nie, nie wyjdzie za Niemca i takie tam.
                                                    Okej.
                                                    Pyziak wyjechal wiec sam i w cichosci duszy mial nadzieje, ze to tylko takie gadanie, ze on uwije jej w Australii gniazdko, zarobi, cos przygotuje, a potem ja przekona i sciagnie ja tam razem z Roza.
                                                    Pyziak wiec pracuje, zarabia, gniazdko wije, kupuje samochod (samochod zaparkowany w Sydney, przeciez do Poznania go ze soba nie zabierze). Wraca do Gaby i dumnie oznajmia, ze znalazl dom i przedszkole dla Pyzy, ze bedzie im lepiej, ze wszystko przygotowal.
                                                    Gabe szlag trafia, nastepuje awantura podczas ktorej do Pyziaka dociera, ze Gaba nie jest w stanie dla rodziny przeprowadzic zadnych zmian. On zas zaznal juz wolnosci, innego zycia, chcialby go i dla niej - a ona nie i nie. W takim razie pakuje sie i, rozgoryczony, wyjezdza ponownie, tym razem na stale.
                                                    Co Wy na to?
                                                  • bupu Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 31.07.12, 22:50
                                                    Croyance, podoba mi się twoja wersja!
                                                  • laura_fidelis19 Wersja Croyance 01.08.12, 21:41
                                                    Tak, mi też! Bardzo prawdopodobna! :)
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 01.08.12, 21:59
                                                    > Gabe szlag trafia, nastepuje awantura podczas ktorej do Pyziaka dociera, ze Gab
                                                    > a nie jest w stanie dla rodziny przeprowadzic zadnych zmian. On zas zaznal juz
                                                    > wolnosci, innego zycia, chcialby go i dla niej

                                                    Ja również podzielam tę wizję. Bo jest ona podparta tym, co wiemy z książek o Gabie i o Januszu.

                                                    Gaba ma całe życie i całą rodzinę tutaj, w tym jednym mieszkaniu, pod tym jednym dachem i pod żadnym innym nie wyobraża sobie życia.

                                                    Janusz odwrotnie, on nie ma rodziny, jest samotny, od wczesnej młodości walczy sam o siebie, mieszka tam, gdzie akurat trzeba ze względów praktycznych mieszkać, pracuje na swoją przyszłość, ma nawyk brania spraw w swoje ręce bez czekania, aż ktoś to załatwi za niego (patrz łatanie dziury w ścianie chociażby!).

                                                    Poza tym wiemy (i to jest FAKT, nie domysł), że Mila Borejko nie lubi Janusza, nie ufa mu, nie uważa go za dobrego męża dla Gaby. Niemożliwe, żeby w tej sytuacji Janusz poczuł się częścią klanu Borejków (zwłaszcza, że internowano Ignacego, który Janusza lubił i który mógł przytemperować Milę).

                                                    Przepięknie zarysowana, idealna rozbieżność celów i potrzeb, przeciwność charakterów i oczekiwań.

                                                    Dlaczego, u licha, autorka nie zdecydowała się tego wykorzystać, zamiast tego rojąc jakieś brednie o złym zapowiadaniu, alkoholizmie, bandytyzmie itepe, to ja nie rozumiem...
                                                  • the_dzidka Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 05.08.12, 18:01
                                                    > Dlaczego, u licha, autorka nie zdecydowała się tego wykorzystać, zamiast tego r
                                                    > ojąc jakieś brednie o złym zapowiadaniu, alkoholizmie, bandytyzmie itepe, to ja
                                                    > nie rozumiem...

                                                    Bo okazałoby się, że Mila Borejko nie jest cudownym kryształem, kochanym przez wszystkich, aureolki nie ma, skrzydełka za plecami nie szeleszczą?
                                                  • laura_fidelis19 Mila anielska 07.08.12, 16:23
                                                    the_dzidka napisała:
                                                    "Bo okazałoby się, że Mila Borejko nie jest cudownym kryształem, kochanym przez wszystkich, aureolki nie ma, skrzydełka za plecami nie szeleszczą?"
                                                    Hej, ale się ubawiłam ;D Masz świetne poczucie humoru ;)
                                                    Notabene, Twój sposób narracji w tym poście przypomina samą MM. :)
                                                  • paszczakowna1 Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 02.08.12, 15:01
                                                    > Pyziak wyjechal wiec sam i w cichosci duszy mial nadzieje, ze to tylko takie ga
                                                    > danie, ze on uwije jej w Australii gniazdko, zarobi, cos przygotuje, a potem ja
                                                    > przekona i sciagnie ja tam razem z Roza.
                                                    > Pyziak wiec pracuje, zarabia, gniazdko wije, kupuje samochod (samochod zaparkow
                                                    > any w Sydney, przeciez do Poznania go ze soba nie zabierze). Wraca do Gaby i du
                                                    > mnie oznajmia, ze znalazl dom i przedszkole dla Pyzy, ze bedzie im lepiej, ze w
                                                    > szystko przygotowal.
                                                    > Gabe szlag trafia, nastepuje awantura podczas ktorej do Pyziaka dociera, ze Gab
                                                    > a nie jest w stanie dla rodziny przeprowadzic zadnych zmian. On zas zaznal juz
                                                    > wolnosci, innego zycia, chcialby go i dla niej - a ona nie i nie.

                                                    Bardzo prawdopodobny scenariusz. Tyle, że nie zgadzam się z pretensjami do Gabrieli (które odczytuję w podtekście), że nie chciała wyjechać. Może "jakieś zmiany" to Gabriela by chciała przeprowadzić, ale nie tę. A emigracja to bardzo poważna decyzja (wtedy jeszcze poważniejsza niż teraz, bo szanse powrotu wątpliwe) i powinny podejmować je obie osoby. A nie - jedna, ignorując drugą, wyjeżdża, a ta druga ma posłusznie przyjechać, albo zostać samotną matką.
                                                  • croyance Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 02.08.12, 15:19
                                                    Ja patrze z perspektywy Pyziaka, bo sama wolalabym Australie ;-)

                                                    Wyobrazam sobie natomiast, jak Gabriela ryczy 'mowilam ci, ze nigdzie nie chce jechac? OD POCZATKU ci mowilam!', a zaskoczony Janusz kuma, ze faktycznie, ale on tego nie bral na powaznie i byl przekonany, ze jak co do czego przyjdzie, to sie zgodzi ...
                                                  • nessie-jp Re: Tak, bronić Pyziaka! :) 02.08.12, 16:32
                                                    > Wyobrazam sobie natomiast, jak Gabriela ryczy 'mowilam ci, ze nigdzie nie chce
                                                    > jechac? OD POCZATKU ci mowilam!', a zaskoczony Janusz kuma, ze faktycznie, ale
                                                    > on tego nie bral na powaznie i byl przekonany, ze jak co do czego przyjdzie, to
                                                    > sie zgodzi ...

                                                    No. Bo dla Janusza to naprawdę, ale NAPRAWDĘ musiało być zaskakujące i niezrozumiałe.

                                                    Po pierwsze, bo on nie miał takich bliskich więzi rodzinnych i nie rozumiał, co do licha trzyma Gabę tak kurczowo w jej panieńskim pokoiku. Być może dołączyła do tego uraza, że dla Gaby rodzina to mamusia i tatuś, a nie przede wszystkim on (a bardzo łaknął od Gaby takiej czułości i rodzinnej bliskości, chciał, żeby go nazywała Jasiem, a bezmyślna Gaba wiecznie "stary" i "stary").

                                                    Po drugie, Gaba mieszkała całe życie w jednym miejscu, Janusz wręcz odwrotnie, mieszkał tam, gdzie była praca i możliwości (nauki, pójścia do teatru, dorobienia sobie).
                                                  • pi.asia kupuję wersję Croyance 02.08.12, 21:19
                                                    Croyance, kupuję Twoją wersję.
                                                    Zastanawiałyśmy się, co się u licha stało pomiędzy "uwielbiam kocham przybywam" a "porzucił Gabę w ciąży" i nic nie wymyśliłyśmy.
                                                    A Twój scenariusz pięknie to wyjaśnia.
                                                    Wiemy, że Janusz "zbijał bąki" (czy jakoś tak) przez pół roku, zanim wyjechał na dobre. Może właśnie przez te pół roku usiłował przekonać Gabę do wyjazdu? Były awantury (na pewno) ale były i momenty pogodzenia się (poczęcie Tygryska) ale ostatecznie Gaba powiedziała swoje twarde, żołnierskie "niet".

                                                    paszczakówna napisała:
                                                    >A emigracja to bardzo poważna decyzja i powinny podejmować je obie osoby. A nie - jedna, >ignorując drugą, wyjeżdża, a ta druga ma posłusznie przyjechać, albo zostać samotną matką

                                                    Ha, czy dobrze kojarzę, że Borejkowie wielbili starożytność? A starorzymska formułka ślubna brzmiała "Gdzie ty Kajus, tam i ja Kaja".
                                                    W Ewangelii też jest coś o tym, że człowiek opuszcza swoich rodziców żeby związać się z małżonką.
                                                  • laura_fidelis19 Przyłączam się :) 02.08.12, 22:07
                                                    Zgadzam się z Pi.Asią- znowu :)
                                                    "Ha, czy dobrze kojarzę, że Borejkowie wielbili starożytność? A starorzymska formułka ślubna brzmiała 'Gdzie ty Kajus, tam i ja Kaja'. "
                                                    Ha, dobry argument :)
                                                    "Wiemy, że Janusz "zbijał bąki" (czy jakoś tak) przez pół roku, zanim wyjechał na dobre. Może właśnie przez te pół roku usiłował przekonać Gabę do wyjazdu? Były awantury (na pewno) ale były i momenty pogodzenia się (poczęcie Tygryska)"- ładnie to napisałaś.
                                                    Tak, ta wersja do mnie przemawia.
                                                    Pi.Asia napisała:
                                                    "Zastanawiałyśmy się, co się u licha stało pomiędzy 'uwielbiam kocham przybywam' a 'porzucił Gabę w ciąży'- Twój scenariusz pięknie to wyjaśnia."
                                                    Owszem.
                                                    Aczkolwiek myślę, że każda z nas miała mniej więcej podobną wizję :)
                                                    [Nie umniejszając Twojej roli, Croyance ;) ]
                                                  • olena.s Polityka, głupcze! 06.08.12, 11:06
                                                    Moim zdaniem patrzycie na całą sytuacje oczami mięczaków z demokratycznej, wolnej i niepodległej - nie rozumiecie, jak kompletnie różne były warunki życia i bycia.
                                                    Ja widzę to tak mniej więcej:
                                                    Pyziak wyjechał jakoś tuż przed stanem wojennym. Na trochę. Ale był 13 grudnia. Nie wrócił od razu, może chciał, żeby Gaba dojechała, a ona patriotycznie natchniona oraz solidarna nie chciała. W końcu telegram, powrót, Okęcie, pierogi. Bene.
                                                    No i wraca Pyziak do Borejków, do szarości PRL-owskiej, do Kaczmarskiego, do grottgerowskiej Gaby. Tyle, że on już ma ukąszenie zachodnie. I mowi jej coś na kształt następujący: Gabuniu, nie musimy tu cierpieć za miliony, nie musimy walić głową w mur, poddawać się rygorom stanu wojennego etc. Jedźmy z dzieckiem w świat, gdzie kangury i szynka bez kartek. Ignacego zaraz zwolnią, to żaden wielki opozycjonista, a my wywieźmy stąd nasze dziecko.
                                                    Na co Gaba - nie ruszę się z Polski, to jest moja ojczyzna, (dowcip o owsikach - ktoś pamięta?) i jej nie opuszczę. Zwodzi cię kolorowy dobrobyt, chłopcze. Jestem Polką i mam obowiązki polskie.
                                                    Pyziak: Gaba, niczego tu nie zmienisz. Nie podkopiesz bratniego ZSRR. Przed nami cały świat.
                                                    Gaba: Nie zostawię rodziców.
                                                    Pyziak: Nie będę tu zdychał. Mam jedno życie.
                                                    Po czym albo następuje rozstanie, albo też Gaba się ugina, składa o paszport i zonk - paszportu zwyczajnie nie dostaje. (Mąż na zgniłym zachodzie i już widzę, jak by jej ten paszport dali, i dzieciom jeszcze, he he. )
                                                    Więc mamy wtedy Pyziaka za Odrą precz, coraz bardziej przygnębionego, i Gabę, na którą matka patrzy z niemym wyrzutem, i której odmawiają paszportu. W efekcie Gaba traci ducha walki, a Pyziak - cierpliwość. I kiedy (dobra, z więzienia) przychodzą dokumenty rozwodowe, Gaba akceptuje to jako koniec związku.
                                                    Ewentualnie Pyziak wysyła pozew, żeby odczepionej od niego Gabie paszport dali, lecz trafia do mamra, po czym Gaba uznaje, że skoro się nie odzywa, to znaczy że z rozwodem ją niecnie podszedł. I idzie ronić łzy lub alternatywnie nosić flagę na demonstracji.
                                                  • rozdzial43 Re: Polityka, głupcze! 08.08.12, 19:15
                                                    > Moim zdaniem patrzycie na całą sytuacje oczami mięczaków z demokratycznej, woln
                                                    > ej i niepodległej - nie rozumiecie, jak kompletnie różne były warunki życia i b
                                                    > ycia.

                                                    > Pyziak: Nie będę tu zdychał. Mam jedno życie.

                                                    Wszystko to jasne, prawdopodobne i fajnie. Nie będzie zdychał, szynka i kangury, no i dobra, zrozumiałe. Ale według mnie on nie miał prawa do takiego wyboru. A nie miał dlatego, że nie był człowiekiem wolnym.

                                                    I nie dlatego wolny nie był, że go skuwały sidła matrymonialne w USC zadzierzgnięte, ale dlatego, że miał dwoje malutkich dzieci. Gdyby wyjeżdżał opozycjonista zagrożony represją, wieloletnim uwięzieniem, a może i nawet śmiercią, to co innego, to zrozumiałabym. Ale dla szynki i lepszego życia porzucić swoje dzieci? Nie rozumiem i już. Do głowy by mi nie przyszło, bym mogła zrobić coś takiego.
                                                  • agni_me Re: Polityka, głupcze! 09.08.12, 11:44
                                                    Nie chcę usprawiedliwiać Pyziaka, bo - z jednej strony - doskonale go rozumiem, z drugiej - porzucenie dzieci jest faktem, który trudno usprawiedliwić, jakby nie winić Zjednoczonych Sił Borejczych Układu Poznańskiego.

                                                    To były koszmarne czasy, rodzice porzucali dzieci, dzieci uciekały 300 mil do nieba, zostawiając najbliższych. Łamały się wtedy kręgosłupy nie takich, jak Pyziak. W dodatku te niezłamane dotrwały w niezłym stanie często dlatego, że nie miały okazji się "złamać". Pyziak dla mnie to taki kryzysowy narzeczony.
                                                  • laura_fidelis19 Pyziak- kryzysowy narzeczony 09.08.12, 15:32
                                                    agni_me napisała:
                                                    "Pyziak dla mnie to taki kryzysowy narzeczony. "
                                                    Agni, mam prośbę, możesz rozwinąć tą kwestię? Może mogłabyś wyjaśnić ten termin? Nie spotkałam się jeszcze z takim określeniem.
                                                  • agni_me Re: Pyziak- kryzysowy narzeczony 09.08.12, 17:20
                                                    Jasne, że mogę: Kryzysowa narzeczona Lady Pank
                                                  • laura_fidelis19 "Kryzysowa narzeczona" 14.08.12, 16:06
                                                    Dziękuję ;)
                                                    Hej, to serio pasuje do Pyziaka, zwłaszcza te wersy:
                                                    "Mogłaś moją być
                                                    Jakoś ze mną przebiedować
                                                    Zamiast życzyć mi
                                                    Na pocztówce nie wiadomo skąd
                                                    Wesołych świąt
                                                    "
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Pyziak- kryzysowy narzeczony 09.08.12, 20:41
                                                    och, kurcze, jaka Ty musisz być młodziutka :)
                                                  • laura_fidelis19 Re: Pyziak- kryzysowy narzeczony 14.08.12, 16:12
                                                    dziennik-niecodziennik napisała:
                                                    "och, kurcze, jaka Ty musisz być młodziutka :) "
                                                    Ojejku, dziękuję, aż się rozczuliłam jak to sympatycznie brzmi :)
                                                    No, w tej kwestii mój nick mówi sam za siebie :)
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Polityka, głupcze! 09.08.12, 20:40
                                                    podpisuję się obyma ręcyma...
                                                  • limotini Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 07:40
                                                    > Wszystko to jasne, prawdopodobne i fajnie. Nie będzie zdychał, szynka i kangury
                                                    > , no i dobra, zrozumiałe. Ale według mnie on nie miał prawa do takiego wyboru.
                                                    > A nie miał dlatego, że nie był człowiekiem wolnym.

                                                    A Gaba miała w takim razie moralne prawo powiedzieć "nie jadę, jedź sobie sam, trudno, dzieci nie będą miały ojca"?! Nie powinna była za wszelką cenę podążać za mężem, skoro on był zdecydowany wyjechać?
                                                  • rozdzial43 Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 20:53
                                                    > A Gaba miała w takim razie moralne prawo powiedzieć "nie jadę, jedź sobie sam,
                                                    > trudno, dzieci nie będą miały ojca"?! Nie powinna była za wszelką cenę podążać
                                                    > za mężem, skoro on był zdecydowany wyjechać?

                                                    Odpowiedź na to pytanie tkwi właśnie IMHO w tej cenie. Za wszelką cenę kobieta z dziateczkiem na ręcach i drugim w brzuchu na nieznane ma jechać? Z facetem, który - jak widać - swoje dobro i swoje potrzeby na pierwszym miejscu stawia?

                                                    I kto miałby płacić tę cenę? Pewnie najsłabszy, czyli dzieci.

                                                    IMHO jak się już ma dzieci, to ich interes i dobro są najważniejsze. Jak się nie chce płacić takiej ceny wyższości interesu dzieci nad własnym, to nie należy ich płodzić z nieodpowiednią kobietą, ot co. A jeśli się już powołało dwoje ludzi na świat, to trzeba je przynajmniej utrzymywać i sprawować szeroko pojętą pieczę. Gaba - mimo swego niezłomnego niet dla wyjazdu - tę akurat cenę zapłaciła. A Pyziaczek się zwolnił i pofrunął.
                                                  • bupu Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 21:41
                                                    > > A Gaba miała w takim razie moralne prawo powiedzieć "nie jadę, jedź sobie
                                                    > sam,
                                                    > > trudno, dzieci nie będą miały ojca"?! Nie powinna była za wszelką cenę po
                                                    > dążać
                                                    > > za mężem, skoro on był zdecydowany wyjechać?
                                                    >
                                                    > Odpowiedź na to pytanie tkwi właśnie IMHO w tej cenie. Za wszelką cenę kobieta
                                                    > z dziateczkiem na ręcach i drugim w brzuchu na nieznane ma jechać? Z facetem, k
                                                    > tóry - jak widać - swoje dobro i swoje potrzeby na pierwszym miejscu stawia?

                                                    No tak, bo w tej Australii toby ich pewnie dzicy pożarli. A w PRL dla dzieci się perspektywy rysowały wręcz świetlane, przy permanentnym braku wszystkiego, oraz wszelakich urokach ówczesnego systemu. Raj, panie, żyć, nie umierać i na co komu ten zgniły Zachód, tam nic dobrego nie czeka. A Pyziak, chcący tam sprowadzić rodzinę to egoista wredny. No nie mogie...


                                                    > IMHO jak się już ma dzieci, to ich interes i dobro są najważniejsze. Jak się ni
                                                    > e chce płacić takiej ceny wyższości interesu dzieci nad własnym, to nie należy
                                                    > ich płodzić z nieodpowiednią kobietą, ot co. A jeśli się już powołało dwoje lud
                                                    > zi na świat, to trzeba je przynajmniej utrzymywać i sprawować szeroko pojętą pi
                                                    > eczę. Gaba - mimo swego niezłomnego niet dla wyjazdu - tę akurat cenę zapłaciła
                                                    > . A Pyziaczek się zwolnił i pofrunął

                                                    Heh. No owszem, zgadza się jak najbardziej, niepłacenie na swoje dziateczki jest naganne w stopniu najwyższym, ale nieuregulowanie kwestii finansowych z byłym mężem, tak, by był obowiązany płacić, jest głupotą.

                                                    Ponadto czyim interesem w tym hipotetycznym układzie kierowała się odmawiająca wyjazdu Gaba, dobrem dzieci, czy własnym przywiązaniem do Borejkołchozu?

                                                    Janusz święty nie jest ani trochę, ale Gabriela też nie.
                                                  • croyance Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 15:49
                                                    Ja z kolei nie moge za cholere zrozumiec, dlaczego (jesli tak bylo, to wszak spekulacje) Gaba nie chciala jechac z nim. Ona tez w koncu nie byla wolna i powinna wziac chociaz pod uwage wyjazd: skoro Pyziak mial sie dostosowywac do Gaby, to czemu nie ona do niego?
                                                  • bupu Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 17:17
                                                    > Ja z kolei nie moge za cholere zrozumiec, dlaczego (jesli tak bylo, to wszak sp
                                                    > ekulacje) Gaba nie chciala jechac z nim. Ona tez w koncu nie byla wolna i powin
                                                    > na wziac chociaz pod uwage wyjazd: skoro Pyziak mial sie dostosowywac do Gaby,
                                                    > to czemu nie ona do niego?

                                                    Otóż właśnie. Bardzo dobre pytanie.
                                                  • nessie-jp Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 17:55
                                                    > > na wziac chociaz pod uwage wyjazd: skoro Pyziak mial sie dostosowywac do
                                                    > Gaby,
                                                    > > to czemu nie ona do niego?
                                                    >
                                                    > Otóż właśnie. Bardzo dobre pytanie.

                                                    BO GABA JEST ŚWIĘTA! O. Z definicji wszelkie postępowanie Gaby jest postępowaniem słusznym, właściwym, godnym i zapewne również zbawiennym.

                                                    Wracamy jak bumerang do podstawowej przyczyny, dla której autorka tak konkursowo sknociła kwestię Janusza i Gaby: bo uparła się, po prostu UPARŁA i już, zrobić z Gaby Świętą Poznańską. Bez zarzutu, bez skazy. I siłą rzeczy przez to musiała coś zrobić, żeby wytłumaczyć, dlaczego ta świątobliwa istota jest rozwódką. Sam fakt, że mąż chciał wyjechać, a Gaba patriotycznie zostać, przestał wystarczać wraz z końcem PRL.

                                                    Gdyby autorka przyznała, że to Gaba uparła się nie jechać, to musiałaby przyznać, że to Gaba w pewnym sensie porzuciła męża, bo nie ona jedna ma prawo decydować o losie rodziny. Ale to by autorce przez pióro nie przeszło.

                                                    Więc brnie w jakieś dziwności, każąc Pyziakowi popadać już to w alkoholizm, już to w kryminał, a potem jeszcze przepraszać Gabunię za to, że ją tak straszliwie skrzywdził (nie wyjaśniając, JAK konkretnie, bo przecież nie samym wyjazdem, skoro widać, że latami do niej wraca, więc chyba nie przestał kochać?).

                                                    Jest kupa naprawdę paskudnych i niewybaczalnych rzeczy, które małżonkowie mogą sobie nawzajem zrobić i za które faktycznie trzeba po latach się wstydzić. Choćby niewierność, oschłość emocjonalna, brutalność, no, cała gama rzeczy, które rzeczywiście mogłyby być dla Gaby cholernie bolesne i uzasadniać łzy nawet po latach.

                                                    Ale, do licha, nie rozstanie się dwojga dorosłych ludzi, bo jedno chce, a drugie nie chce wyjechać! To jednak inna skala problemu i Pyziak miałby tu takie samo prawo płakać Almie w kamizelkę, co Gaba siostrom w rękaw.
                                                  • rozdzial43 Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 21:01

                                                    > Ja z kolei nie moge za cholere zrozumiec, dlaczego (jesli tak bylo, to wszak sp
                                                    > ekulacje) Gaba nie chciala jechac z nim. Ona tez w koncu nie byla wolna i powin
                                                    > na wziac chociaz pod uwage wyjazd: skoro Pyziak mial sie dostosowywac do Gaby,
                                                    > to czemu nie ona do niego?

                                                    Powinni ukuć jakiś kompromis; rozstanie - no już trudno, ale na dzieci będę łożył, spędzał z nimi tydzień ferii i miesiąc wakacji itd.

                                                    Ale w ogóle ja z kolei nie mogę zrozumieć, w czym życie na emigracji miałoby być lepsze dla Pyziakówien od życia w Polsce? Czy per ogólne saldo Gaba miałaby lepsze życie? Taka silnie związana ze swoimi rodzicami i siostrami Gaba byłaby szczęśliwa tam, tylko z Pyziakiem? A skąd to przekonanie, że emigracja to jest dobry wybór? Na ten przykład moja licealna koleżanka na emigracji wpadła w depresję i popełniła samobójstwo. Może gdyby została tu, ktoś by się nią lepiej zainteresował i zapobiegł?
                                                  • zla.m Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 21:28
                                                    > Ale w ogóle ja z kolei nie mogę zrozumieć, w czym życie na emigracji miałoby by
                                                    > ć lepsze dla Pyziakówien od życia w Polsce? Czy per ogólne saldo Gaba miałaby l
                                                    > epsze życie? Taka silnie związana ze swoimi rodzicami i siostrami Gaba byłaby s
                                                    > zczęśliwa tam, tylko z Pyziakiem? A skąd to przekonanie, że emigracja to jest d
                                                    > obry wybór? Na ten przykład moja licealna koleżanka na emigracji wpadła w depre
                                                    > sję i popełniła samobójstwo. Może gdyby została tu, ktoś by się nią lepiej zain
                                                    > teresował i zapobiegł?

                                                    A moja koleżanka w Warszawie nogę złamała, z czego jasny wniosek wynika, że do Warszawy jeździć nie należy...

                                                    Wtedy, w roku 83 mniej więcej, to był nie tylko dobry wybór, to była wielka i rzadka szansa. Z tego co piszą ludzie, którzy byli wtedy dorośli, lata 82-85 były jednymi z najcięższych - nie tylko dlatego, że na półkach był ocet li i jedynie, ale też ze powodów społecznych: zryw Solidarności trafił szlag, wydawałoby się bezpowrotnie, wszystkie formy niezależnego życia społecznego, z kółkami hafciarek włącznie, zostały zniszczone, zawieszone lub zepchnięte do nielegala, na granicy (i w kraju) Ruscy nie tylko stali, ale też groźnie potrząsali kałachem... Było źle pod każdym względem. Gdybym wtedy miała dziecko, to nawet 5 minut bym się nie zastanawiała nad tym, gdzie chce je wychowywać. A własna matka jeszcze by mi dała kopa na rozpęd, gdybym jednak próbowała hamletyzować. A Gabunia zaryzykowała zdrowie swoich dzieci (bo brakowało wszystkiego, lekarstw, dobrych szczepionek, porządnego jedzenia) w imię własnego komfortu psychicznego i rodzinnego ciepełka.
                                                  • rozdzial43 Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 21:47
                                                    Gdybym wtedy miała dziecko, to nawet 5 minut
                                                    > bym się nie zastanawiała nad tym, gdzie chce je wychowywać. A własna matka jesz
                                                    > cze by mi dała kopa na rozpęd, gdybym jednak próbowała hamletyzować.

                                                    Z czego prosty wniosek płynie, że każdy kto wtedy miał dziecko nie zastanawiałby się gdzie je należy wychować?

                                                    Twoja by dała kopa na rozpęd, a Gabie Miluchna nogą szlaban by zrobiła. Ale chyba nie będziem po tym wyrokować, kto mądrzejszy, a motywacje szlachetniejsze.

                                                    A Gabunia
                                                    > zaryzykowała zdrowie swoich dzieci (bo brakowało wszystkiego, lekarstw, dobrych
                                                    > szczepionek, porządnego jedzenia) w imię własnego komfortu psychicznego i rodz
                                                    > innego ciepełka.

                                                    Jakoś my wszyscy, chwalić Boga, wyżylim na tem occie. A Pyziakówny się nawet darami z zachodu żywiły, co miało mieć bezpośredni wpływ na rozmiar ich stóp, o ile dobrze pamiętam. Wszakże retoryka w tym kształcie chyba nas na manowce wprowadzi, bo można by było teraz zaszafować np. bardziej zaawansowanym wśród zachodniej młodzieży i dzieci narkotynizmem, seksizmem i nikotynizmem i innym izmem. ;)

                                                    Można z powodzeniem IMHO bronić tezy, że wybór Gaby był nierozsądny i nieprzemyślany. Ale nie można IMHO z powodzeniem bronić tezy, że porzucenie dzieci dla szynki i kangurów to moralne jest.
                                                  • bupu Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 22:20
                                                    > Można z powodzeniem IMHO bronić tezy, że wybór Gaby był nierozsądny i nieprzemy
                                                    > ślany. Ale nie można IMHO z powodzeniem bronić tezy, że porzucenie dzieci dla s
                                                    > zynki i kangurów to moralne jest.

                                                    Święty Wincenty w galarecie porzeczkowej, a czy ktoś tu takiej tezy broni?
                                                  • laura_fidelis19 Dyskusja 14.08.12, 16:27
                                                    bupu napisała:
                                                    "Święty Wincenty w galarecie porzeczkowej, a czy ktoś tu takiej tezy broni?"
                                                    Haha :D
                                                    Bupu i Rozdział43, chciałam tylko powiedzieć, że wybitnie dobrze czyta się taką soczystą dyskusję :)
                                                    Jesteście mistrzyniami. Obie.
                                                    Ogromna to przyjemność kulturalna czytać tak smakowitą debatę.
                                                    Dzięki ;)
                                                  • zla.m Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 22:42
                                                    Wiem, że wszyscy przeżyliśmy, ale nie da się ukryć, że jakość tego życia była niższa. A dary z Zachodu - no cóż, myśmy z rodziną też korzystali, ale to przecież jest smutne... nie chciałabym dla mojego dziecka musieć korzystać z jałmużny, niezależnie od intencji darczyńcy.

                                                    A co do Pyziaka - owszem, zostawienie matki z dziećmi i nawet niezająknięcie się o płaceniu to grube świństwo jest. Ale to nie powoduje automatycznie, że Gaba była świętą - to ona wybrała dla swoich dzieci to, co JEJ było wygodnie (co sama zresztą przyznajesz gdzieś wcześniej). Ponadto nie wiemy, jak ten drugi wyjazd wyglądał: miał być nie emigrancki wg niektórych wersji, tylko saksowy - do Alzacji (na winogrona?), a tam mogło mu się przytrafić "niemieckie więzienie". Więc przynajmniej początkowo trudno płacić w takiej sytuacji alimenty. A jeżeli Gaba w międzyczasie uniosła się honorem i powiedziała, że ona żadnych pieniędzy nie chce (i pójdzie sprzedawać kurczaki w budce, hihi) - no to potem alimentów też nie było. A odium całe spadło na Pyziaka.
                                                  • nessie-jp Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 23:08
                                                    > A co do Pyziaka - owszem, zostawienie matki z dziećmi i nawet niezająknięcie si
                                                    > ę o płaceniu to grube świństwo jest.

                                                    Ale my chyba nie wiemy, czy on nie płacił? Czy wiemy w końcu? Skoro wniosek rozwodowy wysłał z więzienia, to zapewne alimenty były opłacane w jakiś sposób przez instytucje opiekuńcze (Polski i/lub Niemiec). Pyziak nie miałby tu żadnego wyboru ani nic do powiedzenia przecież! Czy Gaba te alimenty odrzuciła?
                                                  • bupu Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 23:36
                                                    > Ale my chyba nie wiemy, czy on nie płacił? Czy wiemy w końcu? Skoro wniosek
                                                    > rozwodowy wysłał z więzienia, to zapewne alimenty były opłacane w jakiś sposób przez
                                                    > instytucje opiekuńcze (Polski i/lub Niemiec). Pyziak nie miałby tu żadnego
                                                    > wyboru ani nic do powiedzenia przecież! Czy Gaba te alimenty odrzuciła?

                                                    Alimenty, mam wrażenie, autorce czarna dziura wzięła i wessała, ponieważ ta kwestia zwyczajnie w Jeżycjadzie nie istnieje. Ani we fragmentach tekstu, w których omawia się finanse Borejków, ani w ustępach poświęconych zbrodniom Pyziaka, nawet jedno słowo na temat alimentów nie pada. Nic, zero, nul i zilch. Amba fatima, wcięło i ni ma.
                                                  • croyance Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 23:43
                                                    'Nie chce twoich brudnych pieniedzy ze zgnilego Zachodu!' - wykrzyczala Gabriela, a poze miala jak Nike.
                                                  • bupu Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 23:49
                                                    croyance napisała:

                                                    > 'Nie chce twoich brudnych pieniedzy ze zgnilego Zachodu!' - wykrzyczala Gabriel
                                                    > a, a poze miala jak Nike.

                                                    Bądź w wersji musicalowej...

                                                    - To są brudne pieniądze! - zaśpiewała Gaba dramatycznie. - Nie chcę brudnych pieniędzy!

                                                    <na melodię "Bloody money" z "Jesus Christ Superstar">
                                                  • croyance Re: Polityka, głupcze! 10.08.12, 23:30
                                                    Wbrew pozorom, emigracja otworzylaby przed Pyziakownami jednak wiele drzwi, i nie mysle tu o szynce, samochodzie czy butach. Po prostu mialyby inne opcje edukacyjne i taka Laura moglaby szlifowac swoj, ekhm, talent spiewaczy w inny sposob. Wiem, ze u MM wszyscy wyjezdzaja na stypendiumy ;-P ale realnie rzecz biorac jednak zyjac w anglojezycznym kraju, ktory jest czlonkiem Commonwealth dziewczyny mialyby zupelnie inny start w zycie, niz siedzac w Poznaniu. Owszem, system sie zalamal i Pyza i tak eyladowala w Oxfordzie (he he he), ale Pyziak wyjezdzal bylo to nie do przewidzenia.
                                                  • pi.asia Re: Polityka, głupcze! 11.08.12, 22:09
                                                    >A własna matka jesz
                                                    > cze by mi dała kopa na rozpęd, gdybym jednak próbowała hamletyzować

                                                    Natychmiast przypomniała mi się scena z "300 mil do nieba" gdy chłopcy dzwonią ze Szwecji do domu, a roztrzęsiona, zrozpaczona mama krzyczy do słuchawki "nigdy tu nie wracajcie, nigdy!", bo wie, że TAM maluchy maja szansę, a TU życie wygląda jak wygląda.

                                                    >A Gabunia
                                                    > zaryzykowała zdrowie swoich dzieci (bo brakowało wszystkiego, lekarstw, dobrych
                                                    > szczepionek, porządnego jedzenia) w imię własnego komfortu psychicznego i rodz
                                                    > innego ciepełka.

                                                    Pamiętam, jak Gaba w rozmowie z Idą czy Natalią wspomina urodzenie Tygryska - "ten szpital przypominał kolonię karną, brakowało właściwie wszystkiego"
                                                    Naprawdę nie wolałaby urodzić drugiego dziecka w normalnych warunkach, tylko poświęcać się w imię miłości macierzyńskiej i decydować na kolonię karną? Przecież dwa czy trzy lata wcześniej rodziła Pyzę w szpitalu wcale a wcale nie lepszym i wiedziała jak to wygląda.

                                                    Ale "prosta strawa, twarda prycza" jak mawiał Starożytny a zanim Seniorejko. Gaba tak tym nasiąkła, że opcja miękkiej pryczy nie wchodziła w ogóle w grę.
                                                    Ona ma w ogóle potężną skłonność do umartwiania się. Cud, że chodzi w dżinsach a nie we włosiennicy, chociaż kto wie, co ma pod dżinsami.
                                                  • rozdzial43 Re: Kajus i Kaja 02.08.12, 22:24
                                                    pi.asia napisała:

                                                    > Ha, czy dobrze kojarzę, że Borejkowie wielbili starożytność? A starorzymska for
                                                    > mułka ślubna brzmiała "Gdzie ty Kajus, tam i ja Kaja".
                                                    > W Ewangelii też jest coś o tym, że człowiek opuszcza swoich rodziców żeby związ
                                                    > ać się z małżonką.

                                                    Jeśli ty Janusie w Australii, to i ja Gaba w Australii.
                                                    Jeśli ty Janusie w handlu kradzionemi autami, to i ja Gaba w handlu kradzionymi autami.
                                                    Jeśli ty Janusie w kreminale, takoż i ja Gaba w kreminale.

                                                    Nie masz to jak dobre, sprawdzone wzorce pana i władcy oraz stepfordzkiej żony. A mówią, że się tem babom z feminizmu we łbach poprzewracało. A tu proszę: nic się nie poprzewracało, som takie, co powinność Gaby samodzielnego i karnego zaprzęgnięcia się na postronek pana i władcy Janusa widzieć zobaczom.

                                                    No rynce opadajom.
                                                  • laura_fidelis19 Łzy ze śmiechu z oczów lecom 02.08.12, 22:35
                                                    rozdzial43 napisała:
                                                    " 'Jeśli ty Janusie w Australii, to i ja Gaba w Australii.
                                                    Jeśli ty Janusie w handlu kradzionemi autami, to i ja Gaba w handlu kradzionymi
                                                    autami.
                                                    Jeśli ty Janusie w kreminale, takoż i ja Gaba w kreminale.'
                                                    Nie masz to jak dobre, sprawdzone wzorce pana i władcy oraz stepfordzkiej żony. A mówią, że się tem babom z feminizmu we łbach poprzewracało. A tu proszę: nic się nie poprzewracało, som takie, co powinność Gaby samodzielnego i karnego zaprzęgnięcia się na postronek pana i władcy Janusa widzieć zobaczom.
                                                    No rynce opadajom.
                                                    "
                                                    Rany, mistrzowski tekst, muszę przyznać xD
                                                    Popłakałam się ze śmiechu :D
                                                  • laura_fidelis19 To właśnie chciałam powiedzieć :) 19.07.12, 23:59
                                                    Chciałam bronić swojego stanowiska, ale dzięki Tobie nie czuję już takiej potrzeby, bo wyraziłaś, Bupu, dokładnie to co miałam na myśli, w dodatku ujęłaś to doskonale, dzięki :)
                                                • laura_fidelis19 Chyba muszę skomentować! 20.07.12, 00:29
                                                  Dobrze. Gabrysia była rozgoryczona. Ale Pyziak do Australii nie uciekł, pojechał zarobić. I owszem, nie porzucił Pyzy, bo nie ma tam nigdzie napisane, żeby uznał że nie jest gotowy do roli ojca czy coś w tym stylu. Przecież on Pyzunię uwielbiał. Nie mylmy PORZUCENIA z POZOSTAWIENIEM.
                                                  A może miał ją zabrać ze sobą na antypody? I Gabrielę również?
                                                  Napisałaś: "moje roczne dziecko tygodniową nieobecność ojca odbierało strasznie. a jak wrócił to próbowało równocześnie wypłakać cały żal i tęsknotę i wyrechotać szczęście że tata jest i przytulił. Aż się serce kroiło patrzeć, mąż się poryczał" i to jest naprawdę poruszające. Ja naprawdę uważam, że ojciec na miejscu powinien być, ale że zacytuję Rozdział43 (co może Ciebie, Rozdział, skłoni do refleksji) "jak się dziecko urodzi, to kto - Twoim zdaniem - ma prawny i moralny obowiązek kupować mu chlebek, mleczko, ubranko i zeszyty?"- i po cóż ten cynizm?- A JAK NIE MA ZA CO, i o to właśnie stara się zadbać ojciec jako głowa rodziny?
                                                  Ale dobrze, ustępuję Ci pola, droga Dziennik, bo ani nie mam rocznego dziecka ani męża na wyjeździe więc proszę, możesz uznać że się nie znam.
                                                  Tylko jedna uwaga.
                                                  Napisałaś też " roczne dziecko nic nie widzi i nie czuje, skądże". A czy ja tak napisałam? Wypraszam sobie. Uważam jednak, że niemowlę przede wszystkim potrzebuje matki. Rozdział43 pyta natomiast: "córka nie potrzebuje fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej i duchowej obecności ojca?" Potrzebuje. Ale jakoś się utrzymać też potrzebuje. I najpierw zaspokaja się potrzeby niższego rzędu.
                                                  I jeszcze słówko do Rozdział43: co Pi.Asia, Nessie czy Dzidka sądzą o moim powołaniu się na nie to może im pozostaw? Bo ja jakoś dotychczas nie zauważyłam, żeby były oburzone- w przeciwieństwie do Ciebie.
                                                  Ale jeżeli komuś nastąpiłam na odcisk czy dotknęłam drażliwej kwestii, a to sugeruje tak gwałtowna reakcja, to bardzo przepraszam.
                                                  Własne zdanie jednakowoż mieć mogę.
                                                  • dziennik-niecodziennik Re: Chyba muszę skomentować! 20.07.12, 01:40
                                                    > Dobrze. Gabrysia była rozgoryczona. Ale Pyziak do Australii nie uciekł, pojecha
                                                    > ł zarobić. I owszem, nie porzucił Pyzy, bo nie ma tam nigdzie napisane, żeby uz
                                                    > nał że nie jest gotowy do roli ojca czy coś w tym stylu. Przecież on Pyzunię uw
                                                    > ielbiał. Nie mylmy PORZUCENIA z POZOSTAWIENIEM.

                                                    tak Pyzunię uwielbiał, że w końcu ją porzucił. bo kurde balans no porzucił. to co, w te pare miesiecy mu przeszło uwielbienie? jasne...

                                                    > że zacytuję Rozdział43 (co może Ciebie, Rozdz
                                                    > iał, skłoni do refleksji) "jak się dziecko urodzi, to kto - Twoim zda
                                                    > niem - ma prawny i moralny obowiązek kupować mu chlebek, mleczko, ubranko i zes
                                                    > zyty?
                                                    "- i po cóż ten cynizm?- A JAK NIE MA ZA CO, i o to właśnie stara się
                                                    > zadbać ojciec jako głowa rodziny?

                                                    a co, w kraju sie nie dało? pól Polski dawalo radę, a Pyziak nie mógł? az na dewizy musiał pojechac zeby zapewnic rodzinie podstawowe rzeczy?...
                                                    nie nie. trzymajmy sie wersji ze pojechał zarabiac na samochód, to bardziej prawdopodobne.

                                                    > Napisałaś też " roczne dziecko nic nie widzi i nie czuje, skądże". A czy
                                                    > ja tak napisałam? Wypraszam sobie. Uważam jednak, że niemowlę przede wszystkim
                                                    > potrzebuje matki.

                                                    no napisałas cos w stylu ze gdzie tam by roczne dziecko odczuło nieobecnosc ojca. no odczułoby. roczne dziecko to nie dwumiesieczny niemowlak ktory tylko mama i mama, to juz dziecko calkiem bystre i świadome, ono doskonale wie że ma tatę i ktory to ten tata, i tego tatę kurcze kocha. jedyna opcja zeby dziecko nie odczuło nieobecnosci ojca to to że nie ma z nim Żadnej wiezi. ale to z kolei by swiadczylo o tym ze tatus ma dziecko w odwłoku. no ale przeciez Pyziak Róże uwielbiał, hehe...
                                                  • laura_fidelis19 Równia pochyła 20.07.12, 02:16
                                                    To nie jest tak, że Pyziakowi przeszło uwielbienie dla córki czy coś. Zauważ, że nawet w "Czarnej polewce" Janusz pyta "Pyzunia?" a chyba by się tak zdrobniale nie zwrócił do dziecka z którym nie chciał mieć nic wspólnego.
                                                    Według mnie po prostu wygląda to tak, że w "Kwiecie kalafiora" Janusz jest najzupełniej w porządku. W "Opium w rosole" sytuacja się komplikuje, ponieważ Janusz wybywa za granicę. ALE WRACA. Natomiast potem, o czym wspominałam już wcześniej, nagle wszystko toczy się jak po równi pochyłej i Pyziak okazuje się złem wcielonym.
                                                    Obawiam się, że tutaj MM się trochę zapędziła :)
                                                    ----
                                                    "Komu Gabriela nie wystarcza, ten jest... Laura" :) {Nessie-jp}
                                                  • bupu Re: Chyba muszę skomentować! 20.07.12, 02:27
                                                    > tak Pyzunię uwielbiał, że w końcu ją porzucił. bo kurde balans no porzucił. to
                                                    > co, w te pare miesiecy mu przeszło uwielbienie? jasne...

                                                    Z "Opium..." wynika uwielbienie, moim zdaniem. A że się to nie zgadza z tym, co w późniejszych tomach, tu należałoby raczej kierować pretensje do autorki raczej :>

                                                    > a co, w kraju sie nie dało? pól Polski dawalo radę, a Pyziak nie mógł? az na de
                                                    > wizy musiał pojechac zeby zapewnic rodzinie podstawowe rzeczy?...
                                                    > nie nie. trzymajmy sie wersji ze pojechał zarabiac na samochód, to bardziej pra
                                                    > wdopodobne.

                                                    W Polsce dawało się z trudem i wysiłkiem. Za dewizy dawało się zapewniać lepiej i lepsze. To co, należy go winić, że może chciał lepsze? Że może usiłował zapewnić swojemu dziecku byt odrobinę lepszy niż peerelowska przeciętna?

                                                    > no napisałas cos w stylu ze gdzie tam by roczne dziecko odczuło nieobecnosc ojc
                                                    > a. no odczułoby. roczne dziecko to nie dwumiesieczny niemowlak ktory tylko mama
                                                    > i mama, to juz dziecko calkiem bystre i świadome, ono doskonale wie że ma tatę
                                                    > i ktory to ten tata, i tego tatę kurcze kocha. jedyna opcja zeby dziecko nie o
                                                    > dczuło nieobecnosci ojca to to że nie ma z nim Żadnej wiezi. ale to z kolei by
                                                    > swiadczylo o tym ze tatus ma dziecko w odwłoku. no ale przeciez Pyziak Róże uwi
                                                    > elbiał, hehe...

                                                    Rozumiem, że powinnam mieć traumę, ponieważ kiedy byłam w wieku Pyzy o mojego ojca się upomniało wojsko ludowe i zabrało go na całkiem spory kawałek czasu? Wiem o tym wyłącznie z opowieści matki, sama z siebie nie pamiętam nic.

                                                    Owszem, dziecko w tym wieku odczuwa, że tatusia nie ma, ale z ta dziką traumą, tudzież bólem i brakiem więzi nie przesadzajmy.

                                                    Poza tym takie jest życie, że nie zawsze da się siedzieć spokojnie na tyłku z rodziną pod bokiem, czasami trzeba wyjechać. Czy tkwiący na stypendiach jeżycjadowi jajogłowi to też wyrodni tatusiowie?
                                                  • pi.asia Re: Chyba muszę skomentować! 20.07.12, 19:06
                                                    Krótka piłka:
                                                    ile razy Janusz wraca?
                                                    1. z Australii, po telegramie Gaby (pierwsze ciepłe słowa po trzech sążnistych epistołach, w których miesza go z błotem) (OwR)
                                                    2. po pijanemu (prawdopodobnie po wyjściu z więzienia), ale spotyka Milę i nie widzi się z Gabą - Kalamburka
                                                    3. z małą prośbą do Gaby (zostawia wizytówkę) (CP)
                                                    4. dwa dni później (CP) i jedzie na ślub Laury

                                                    Facet wraca cztery razy!!! To chyba o czymś świadczy. Nie wrócił tylko raz bo siedział w więzieniu i nie miał jak i o to niewrócenie jest cała wojna.

                                                    Tak na marginesie, to opierając się na datach podanych przez MM dawno temu ustaliłyśmy, że Laura nie jest córką Janusza, bo poczęła się wtedy, gdy Janusza nie było w kraju.
                                                  • laura_fidelis19 Podsumowując powroty 21.07.12, 10:45
                                                    Dobre podsumowanie :)
                                                    Z "Czarnej polewki" wynika według mnie że Janusz już drugiej rodziny nie ma. Może przekonał się że to Gabriela była jego prawdziwą miłością.
                                                    Co do Laury, to jeśli się nie mylę, jej data urodzenia jest inna w "Nutrii i Nerwusie", kiedy porównuje się z Pyzą, jak jej się śpiącej przygląda w ich sypialni jeszcze przed wyjazdem, i inna w "Tygrysie i Róży", przy czym jedna jest prawidłowa.
                                                    Laura córką Janusza JEST, nie rozdmuchujcie sprawy :P
                                                    [Gaba by nie zdradziła Pyziaka!!! BLUŹNIERSTWO! Ja to myślę, że ona nadal go kocha, bo tak głębokie uczucie jak te które ich łączyło, nie wygasa.]
                                                    Pomijając wszystko inne (stalowoszare kocie oczy i niezłomny charakterek), takie było założenie Pani Małgosi.
                                                  • dakota77 Re: Podsumowując powroty 21.07.12, 14:38
                                                    A moze po prostu malzenstwo sie rozpadlo.

                                                    Nie uwazam, zeby Gaba po tylu latach kochala Pyziaka, nawet jesli jakis sentyment zostal. Ona pielegnuje urazona dume.
                                                  • pi.asia Re: Podsumowując powroty 21.07.12, 21:16
                                                    > [Gaba by nie zdradziła Pyziaka!!! BLUŹNIERSTWO! Ja to myślę, że ona nadal go ko
                                                    > cha, bo tak głębokie uczucie jak te które ich łączyło, nie wygasa.]

                                                    zaprawdę, zaprawdę, powiadam Ci, że kochająca a porzucona kobieta czasem daje się komuś pocieszyć i źle na tym wychodzi.

                                                    A oto dowody wyciągnięte z innego wątku:
                                                    - luty 1981 - Gaba zachodzi w ciążę (wyliczone na podst.daty urodzenia Pyzy podanej przez MM)
                                                    - październik 1981 - Pyziak wyjeżdża do Australii (wyliczone na podst. info od MM o półtorarocznej rozłące)
                                                    - listopad 1981 - rodzi się Pyza (data podana przez MM)
                                                    - 1982 - aresztowanie Ignacego (data podana przez MM)
                                                    - 1982 - ślub Gaby z Pyziakiem (MM pisze wyraźnie, że Gaba wyszła za Pyziaka gdy Ignacego aresztowano)
                                                    - marzec 1983 - Pyziak wraca po półtorarocznej rozłące (data podana przez MM)
                                                    - kwiecień-grudzień 1983 - Pyziak porzuca Gabę, w Niemczech przemyca i kradnie samochody, ląduje za kratkami na sześć lat (info podane przez MM ustami p. Wiśniaka)
                                                    - luty 1984 - poczęcie Laury (na podstawie daty podanej przez MM)
                                                    - 10 grudnia 1984 - narodziny Laury (data podana przez MM)

                                                    Nieścisłości aż w oczy biją:
                                                    - Gaba zachodzi w ciążę mając lat dwadzieścia, a nie dziewiętnaście, ale to drobny szczegół
                                                    - Gaba bierze ślub z Pyziakiem który akurat jest w Australii
                                                    - poczęcie Laury następuje gdy Pyziak siedzi w niemieckim więzieniu

                                                    był taki wątek, długi ale owocny, w wolnej chwili go przejrzyj, tam też ścierają się frakcje pro i anty Pyziacze :)
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,130810063,,Kiedy_wlasciwie_Pyziak_klamal_.html?s=1&v=2
                                                  • laura_fidelis19 Młodsza Pyziakówna 22.07.12, 00:27
                                                    O, dziękuję za analizę, Asiu :))
                                                    "Gaba bierze ślub z Pyziakiem który akurat jest w Australii."
                                                    Hahahaha, to nieścisłość-mistrz :D
                                                    Ale i tak uważam, że pomieszanie z poplątaniem (wyjaśni się w "Silva rerum") w datach i wątkach nie oznacza, że Laura nie jest Janusza.
                                                    To niemożliwe.
                                                    Absolutnie.
                                                    Cytując Łusię- całkowicie.
                                                    ;)
                                                  • the_dzidka Re: Podsumowując powroty 23.07.12, 08:24
                                                    > A oto dowody wyciągnięte z innego wątku:

                                                    O rany, przestańcie, przecież dobrze wiecie, że o żadnej zdradzie nie może być mowy. MM po prostu, jak to ona, nie sprawdzała, co pisze, bo po co. I wyszły jej głupoty.
                                                  • laura_fidelis19 Nie ma mowy 23.07.12, 10:37
                                                    the_dzidka napisała:
                                                    "O rany, przestańcie, przecież dobrze wiecie, że o żadnej zdradzie nie może być mowy. MM po prostu nie sprawdzała, co pisze. I wyszły jej głupoty."
                                                    Otóż to.
                                                    Mniej więcej to samo w obronie czci i wierności napisałam w wątku "Kiedy właściwie Pyziak kłamał". Cieszę się, że mamy to samo zdanie.
                                                    [I zachowujemy zdrowy rozsądek ;>]
                                                    :)))
                                                  • dakota77 Re: Podsumowując powroty 23.07.12, 13:07
                                                    No wyszly,a teoria ze zdrada pokazuje tylko, jak wielkie byly dziury w tym, co napisala MM, i tyle. Przeciez chyba nikt tu nie bierze tej teorii na powaznie.
                                                  • laura_fidelis19 Teoria 23.07.12, 16:11
                                                    dakota77 napisała:
                                                    "teoria ze zdradą pokazuje tylko, jak wielkie były dziury w tym, co napisała MM, i tyle. Przecież chyba nikt tu nie bierze tej teorii na poważnie."
                                                    Mam taką nadzieję :) Po prostu ja chwilami odniosłam inne wrażenie (również w sąsiednim wątku), więc stanęłam w ofensywie ;)
                  • dziennik-niecodziennik Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 23:16
                    > To "nawet-nie-zajrzenie" mnie osłabiło. Rany julek, może nie zajrzał, bo nie ch
                    > ciał się rozkleić na widok niemowlaka, jakim kiedyś była Pyza, w takim właśnie
                    > wózku, w tej samej kuchni!

                    a moze po prostu istotnie nie lubił dzieci. moze go nie interesowały niemowlaki niewiadomego pochodzenia (pada tam stwierdzenie kim jest Mila dla Pyziaka?). to nie grzech.
                    • nessie-jp Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 28.11.11, 01:31
                      > a moze po prostu istotnie nie lubił dzieci. moze go nie interesowały niemowlaki
                      > niewiadomego pochodzenia

                      Ale czy pada tam w ogóle stwierdzenie (odautorskie czy odRóżowe) że nie lubi dzieci? Nie pamiętam tego, a szczerze mówiąc czytać znowu akurat tej części nie mam ochoty.

                      Jeśli niezajrzenie do wózka jest piętnowane jako "nie lubi dzieci, ooo" (a w przypadku MM to zarzut ciężkiego kalibru) to faktycznie nieciekawie.

                      Ja też bym nie zajrzała, bo a) nie moje dziecko, b) nie wypada gapić się na kogoś kto śpi, c) a nuż obudzę i po co?

                      Ależ ze mnie podłe plemię pyziacze.


                      • the_dzidka Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 28.11.11, 09:35
                        Prawda?
                        Ja też nie zaglądam do wózków, tak samo jak nie macam po brzuchu bab w ciąży - i nie dlatego, że nie lubię dzieci (chociaż fakt, że nie przepadam), ale głównie dlatego, że to dla mnie przekraczanie jakiejś granicy intymności. Jakby mi ktoś wpychał łeb do samochodu, chcąc zobaczyć, jak wyglądam, tez by mi się nie podobało.

                        A tu faktycznie ojeju, nawet nie zajrzał do wózka. No faktycznie, straszna zbrodnia.
                        • pi.asia Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 14.12.11, 21:23
                          To Łusia pyta Pyziaka czy lubi on małe dzieci, a że Pyziak ociąga się z odpowiedzią, ona dopowiada, że nie lubi. A dzieci są takie pożyteczne.
                          Niezajrzenie do wózka jest jakby potwierdzeniem wniosku wyciągniętego przez Łusię.
                          Zbrodniarz.
                          Ja też.
                      • bisturi Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 17.07.12, 12:14
                        "Ale czy pada tam w ogóle stwierdzenie (odautorskie czy odRóżowe) że nie lubi dzieci? Nie pamiętam tego, a szczerze mówiąc czytać znowu akurat tej części nie mam ochoty.

                        Jeśli niezajrzenie do wózka jest piętnowane jako "nie lubi dzieci, ooo" (a w przypadku MM to zarzut ciężkiego kalibru) to faktycznie nieciekawie.

                        Ja też bym nie zajrzała, bo a) nie moje dziecko, b) nie wypada gapić się na kogoś kto śpi, c) a nuż obudzę i po co? "

                        no dobrze ale to nie było "jakieś tam dziecko" i "jakiś tam wózek" tylko wózek z jego własną wnuczką. To, że dorodna panna proponująca herbatki to Pyzunia wyjaśniło się w pierwszych słowach wiersza, Pyza na pewno w trakcie całego spotkania dała do zrozumienia, że w wózku kwili jej własne dziecko a zatem to trochę dziwne, że dziadek nie okazuje żadnego zainteresowania. Zwłaszcza, że to chyba pierwsza wnuczka w jego przypadku. Dla mnie to wredota tak zupełnie się tym nie przejąć. I uparcie wracam do początku wątku, że ta cała scena została napisana, żeby wprowadzić do akcji "zajawkę" prośby Janusza, która mogła być czymś istotnym ale jakoś sklęsłą w sobie. To, że on "nawet nie zajrzał" do wózka z małą Milą ma pokazać, że był cały jakiś zaaferowany, zaprzątnięty inną myślą, prawdziwym celem swojej wizyty, który jednak nie został nam nigdy ujawniony. A co nielubienia dzieci to jest wspomniane w trakcie wizyty Laury u Almy, że na lodówce stoją kolorowe fotografie nowej rodziny Janusza i jakieś mam takie wrażenie, że to były chyba promienne zdjęcia i cała aura wokół nich wskazywała, że te nowe dzieci są fajne i kochane ale to już może nadinterpretacja.
                      • croyance Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 01.08.12, 11:47
                        Pyziak jest zly z natury, wiec nawet jakby zajrzal, obrocilo by sie to przeciwko niemu.
                        Wtedy bylaby obraza, ze przychodzi z zewnatrz po latach i pcha leb w wozek, ze mysli, ze wystarczy usmiechnac sie do niemowlaka i wszystko bedzie dobrze, ze bezczelnie wlazi w zycie wnuczki etc. Jakis powod by sie znalazl. Juz wyobrazam sobie oburzona Roze dzielnie przyciskajaca dzieciaka do dzielnej piersi, z dala od wiarolomnego dziadka ...
              • dziennik-niecodziennik Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 27.11.11, 23:13
                o Jezu, miałby do niej taką małą prośbę zeby zadzwoniła albo jakkolwiek inaczej skorzystała z wizytowki, bo on przyjechał po przebaczenie przeciez.
      • melmire Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 15.07.12, 22:42
        No fakt, strasznie przecierpiala. Brzmi to tak jakby ja i dzieci po pijanemu maltretowal poczym na bruk wyrzucil, zeby biedne dziatki zarabialy na utrzymanie sprzedajac w bramie zapalki.
        A tu zwykly, banalny rozwod, bez zadnych konsekwencji socjalno-materialnych, bo przeciez Gaba i tak chciala mieszkac w wielopokoleniowym gniazdku. A moze to ja, dziecko banalnie rozwiedzionych rodzicow , mam skrzywione spojrzenie?
        • dziennik-niecodziennik Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 16.07.12, 00:21
          no moze troszkę masz...
          • melmire Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 16.07.12, 08:15
            Niewykluczone, ale nie moge sie oprzec wrazeniu ze jesli tylko takie wielkie cierpienia moglyby ludzi spotykac to nie byloby tak zle. Tym bardziej ze w ostatecznym rozrachunku (autorskim) Janusz okazuje sie ciemnym typem, a z takim lepiej byc rozwiedziona niz mezata :)
            • dziennik-niecodziennik Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 16.07.12, 08:39
              na logike tak, ale uczucia nie sa logiczne i bywa ze sie opłakuje znacznie gorszych drani niz Pyziak, ktory - jak by nie patrzec - jedyne co to był nieodpowiedzialny.
              • melmire Re: dlaczego wątek Pyziaka nie został zamknięty? 16.07.12, 14:27
                Przez dziesieciolecia sie oplakuje? I tylko oplakuje? Jak sie ma taka glebie uczucia to sie jakos dziala, jedzie z mezem za granice, a nie zostaje u mamusi i roni slozy :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja