Dodaj do ulubionych

Grzegorz jako ojciec?

29.11.11, 14:33

Przed chwilą w innym wątku ktoś (przepraszam Ktosia, nie pomnę) wspomniał o tym, że Miągwa nie ma ojca, tylko dostarczyciela kryminałów Conan Doyle'a ;) Pamiętam, jak okropnie zbulwersowała mnie ta scena - kiedy Grzegorz wręcza Ignasiowi książkę i oglądając się z niepokojem na drzwi pokoju dziadka, sugeruje przyciszonym głosem, że nie tylko antyk nalezy czytać i że pora, by chłopiec zapoznał się także z inną literaturą. Nie wiedziałam, na kogo wściekać się bardziej - na Ignaca Starego, który w terroryzowaniu rodziny osiągnął już chyba ekstremum, skoro trzeba chować przed nim swoje lektury, czy też na Grzegorza, który w tej scenie okazał się, excusez le mot, ale to wyrażenie pasuje mi po prostu idealnie, taką straszną mentalną pizdą. Nosz na litość boską - jak można nie reagować przez tyle lat na nierównomierny rozwój intelektualny dziecka? Oczywiście, klasyka i antyk jest OK, ale przecież każdy dzieciak powinien poczytać jakieś ksiązki podróżnicze, przygodowe (nawet tego strasznego "Tomka" Szklarskiego), coś o rówieśnikach... Dziecku te książki nie muszą się rzecz jasna spodobać, ale należy dać mu szansę, by ten rodzaj literatury poznało! A tutaj Grześ dopiero w dwunastej (?) wiośnie życia swego syna postanawia nieco rozszerzyć mu horyzonty, poprzez podarowanie mu w najgłębszej tajemnicy!!! książki, którą ten powinien łyknąć jak gęś kluskę. I Ignaś łyka (chociaż jak czytam, jak poprawia tekst ołóweczkiem, żeby był gramatycznie poprawny, to ja się go zaczynam bać. To jest naprawdę świrus.).
No i dlaczego, skąd to trwożliwe łypanie, czy przypadkiem zza drzwi nie wylezie Ignac ze swoim kolejnym "EHEU!"? Bo co, wpadnie w szał na widok czegoś, co nie jest Herodotem, i wyrżnie wszystkich w pień?!

Czy Grzegorz jest faktycznie ojcem dla swojego syna? Bo jeśli zawsze tak bierze udział w jego wychowaniu, to jakoś nie widzę pociechy z niego. Marek to chociaż z Józinkiem się boksuje, a Grzegorz co? raz do kina poszli. Ciekawe na co, bo jakoś nie sądzę, że na Pottera ;)
Obserwuj wątek
    • emae Re: Grzegorz jako ojciec? 29.11.11, 14:47
      Rację masz. Uważam jednak, że to bardzo konsekwentne prowadzenie postaci Grzegorza, który wychowanie Elki pozostawił dziadkom, nie ma porozumienia z Różą ani z Laurą i w ogóle - jest osobą wycofaną, rzadko się udzielającą w życiu rodzinnym, zanurzoną we własnym świecie. Z osobistego doświadczenia mogę powiedzieć, że taka charakterystyka bardzo pasuje do kogoś wykonującego zawód informatyka ;)
      • iwoniaw Re: Grzegorz jako ojciec? 29.11.11, 16:40
        Wycofanie wycofaniem, ale skoro był w stanie postawić się w kwestii zmywarki, to naprawdę trudno uwierzyć, że nie posadził syna nigdy obok siebie przed komputerem, nie przypomniał sobie, o czym marzył jako kilkuletni chłopiec (znani mi ojcowie - także informatycy - z upodobaniem realizują pod pretekstem zabawiania potomstwa swe prywatne bziki i niespełnione marzenia, więc ja się pytam, gdzie jego niegdysiejsze ulubione lektury, zestawy lego ongiś nieosiągalne oraz przysłowiowa kolejka?) i nie próbował jakiegoś kontaktu z synem łapać. No a ta konspiracja to już w ogóle koszmar, choć akurat wizja awantury o Sherlocka w kontekście zabijania balkonu dechami w CzP jakoś wydaje się prawdopodobna choć upiorna.

        W sumie tak sobie myślę, że postać Ignaca - w pierwszych tomach lekko zafiksowanego na swej dziedzinie i mającego swoje wady, ale jednak ogólnie życzliwego światu - niepotrzebnie poszła w groteskowy schemat Mizantropa/Harpagona/Sfiksowanego Starca Głowy Rodu, bo brak reakcji rodziny na powyższe w powieści z założenia _realistycznej_ powoduje, że i zachowania innych osób trudno odbierać jako normalne i pożądane.
    • staua kino 29.11.11, 16:45
      Wlasnie koncze kolejne czytanie "Sprezyny" a pare dni temu "CzP".
      Poszli chyba na cos w stylu "Szklanej Pulapki" - bo bylo o tym, ze byl to film akcji o nieskomplikowanym bohaterze, ktory samodzielnie domaga sie sprawiedliwosci, a potem Ignas w wypozyczalni video wzial wlasnie pierwsza czesc "Szklanej Pulapki", zeby uzupelnic luki.
      Ale rzeczywiscie, Marek mimo ciaglej sennosci jakos lepiej, czesciej i bardziej adekwatnie (tzn. adekwatnie do charakteru Jozinka) zajmuje sie synem. Moze dlatego, ze Ida nie jest tak zaborcza matka.
      Co do swirusa poprawiajacego bledy oloweczkiem... Niestety, przyznaje, ze ja tez tak robilam i to nawet w ksiazkach z biblioteki...
    • nessie-jp Re: Grzegorz jako ojciec? 29.11.11, 20:55
      > Przed chwilą w innym wątku ktoś (przepraszam Ktosia, nie pomnę) wspomniał o tym
      > , że Miągwa nie ma ojca, tylko dostarczyciela kryminałów

      Ktoś się zgłasza :)

      Marek jeszcze zabiera syna pod namiot, chociaż i tym razem autorka nie wytrzymała, nie dała rady, nie zmogła
      • bisturi Re: Grzegorz jako ojciec? 29.11.11, 21:49
        jest jeszcze taki aspekt sprawy, że i dla samego Ignasia Grzegorz nie istnieje chyba do końca jako ojciec. W końcu autorytetem jest głównie dziadek. Ignaś potulnie się mityguje jak dziadek wykazuje mu błędy językowe, dziadek kształtuje jego gusta i zainteresowania. W końcu Ignaś trochę się emancypuje, tak jak każde normalne dziecko zauważa, że dorośli nie są alfą i omegą i czasem głupoty opowiadają ale jego bunt jest skierowany bardziej przeciw władzy quasi rodzicielskiej Ingacego niż Grzegorza. Moim zdaniem największy wpływ na wychowanie Ignasia mają dziadek i mama i pośrednio - w negatywnym sensie - Mila. Na marginesie, bardziej chyba ojcem jest Ignacy dla Ignasia niż był dla Laury - chociaż w sferze werbalnej ciągle go niby zastępował ale typowo ojcowskich zachowań wobec niby córki-wnuczki nie zauważyłam. Razi mnie też to, że dziecku "podsuwa się" lektury zamiast zwyczajnie mu poczytać. W Imieninach jest scena, ze dorośli piją kawkę po obiedzie a Ignaś zostaje wydelegowany do poczytania młodszym Królowej Śniegu - ja tam wole kawy nie wypić ale książeczkę przeczytać wspólnie :)
          • maryboo Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 22:36
            staua napisała:

            > Rozwin teorie o narkolepsji, please :-)

            Dawno, dawno temu, w dniu zapoznania się z teściami-to-be, podjudzony przez Ignacego Marek Pałys zadeklamował "Arion".
            Szybko uświadomił sobie, że ów popis znajomości łaciny był błędem.
            Od momentu wspólnego zamieszkania Ignac nie przestawał wciągać zięcia w antyczne dysputy (zapewne pragnąc zapełnić lukę po tym-którego-imienia-nie-wolno-wspominać-przy-Gabusi). Już samo to wystarczyłoby, by doprowadzić młodego człowieka na skraj wytrzymałości, a jeśli doda się jeszcze despotyczną teściową i hałaśliwe szwagierki (oraz ich potomstwo z hazardowymi zapędami) sytuacja staje się wręcz krytyczna. Co gorsza, Ida stanowczo odmawiała przeprowadzki. No i jeszcze te dyżury w szpitalu, człowiek nawet nie może się wyspać...
            ...wyspać?
            I nastąpił moment iluminacji. Twarz Marka rozjaśniła się niczym słońce - znalazł rozwiązanie.
            Od tego momentu, za każdym razem gdy rodzina zbierała się przy stole, Pałys pokazowo przymykał oczy, bujał się w przód i w tył oraz opierał czoło o stół (względnie o ramię Idusi, wtajemniczonej w plan). Na wszystkie objawy troski odpowiadał skrótowo: nawał pracy. Familia kiwała ze zrozumieniem głową i rozstawiała parasol ochronny nad steranym (neuro)chirurgiem - wszak to oczywiste, że biedak musi się wyspać, skoro na co dzień wykonuje tak szarpiący nerwy i wymagający skupienia zawód! (to, że Marek odsypiał swoje w szpitalu, już po zejściu z dyżuru, szczęśliwie nigdy nie przyszło im do głowy).
            Czas mijał, Pałysowie przeprowadzili się do sutereny, a Marek - aby nie wyjść z wprawy/nie zostać zdemaskowanym przez dzieci - wcielał się w rolę narkoleptyka nawet w swych czterech ścianach. Wiedział jednak, że jego komfort psychiczny podczas konfrontacji z Borejami nie może być priorytetem i jako odpowiedzialny ojciec, na "drzemkę" pozwalał sobie dopiero wtedy, gdy przeprowadził już poważną rozmowę z synem/odbębnił z tymże sesję boksu/zabrał małżonkę na wakacje.
            Dziś, po ponad 15 latach, Marek czuje się nieco znużony wiecznym udawaniem nieprzytomnego; uczucie to mija jednakże za każdym razem, gdy przychodzi do ogólnorodzinnego zjazdu. Pałys obserwuje wtedy spod półprzymkniętych powiek Roberta, Floriana i Grzegorza, zalewanych potokiem łacińskich sekwencji przez nestora rodu, i chichocząc w duchu, pozwala Laurze nałożyć na swój talerz co smaczniejsze kąski...
    • minerwamcg Re: Grzegorz jako ojciec? 29.11.11, 22:17
      Ja też już kiedyś zadawałam na forum to pytanie: gdzie ten cholerny Grzegorz był, kiedy rodzinne baby plus dziwaczejący Dziad Borejko wspólnie i w porozumieniu wychowywali jego syna a) na beznadziejną miągwę, b) na szpiega i donosiciela?!
      Tak, Grzegorz jest pipa grochowa. To, że w "Imieninach" Ignacy nazywa go panem domu jest czystą kurtuazją. Nie jest panem domu! W najmniejszym stopniu. Nie jest mężem swojej żony. Najwyżej nieśmiałym wielbicielem, niepewnym, czy mu lada chwila nie każą się wynosić, zawsze mniej ważnym od a) rodziny biologicznej swojej żony, b) od jej dzieci z pierwszego małżeństwa, c) w końcu także od pierwszego męża!!! Nie jest wreszcie ojcem swojego syna. Jego dzieciaka wychowuje kto inny, a on jedynie - jak zwykle nieśmiało i niepewnie - próbuje jakoś (bardzo jakoś!) w tym wychowaniu zauczestniczyć. Cholera ciężka, nagła i niespodziana! Przecież to Grzegorz powinien w pewnym momencie walnąć pięścią w stół i powiedzieć "Dosyć tego! Nie będziesz mi, stary psychopato, robił z dzieciaka donosiciela! Gabrysiu, bądź łaskawa przestać na chwilę opiekować się całym światem i połową okolicy, i zainteresuj się, czego twój ojciec uczy twojego syna!"
      • ananke666 Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 00:20
        > Nie jest wreszcie ojcem swojego syna. Jego dzieciaka wychowuje kto
        > inny...

        Co jest bardzo jaskrawe z punktu widzenia Ignasia. Mianowicie nader rzadko myśli on o swoim tacie i jeszcze rzadziej tata jest dla niego jakimkolwiek punktem odniesienia.

        Zastanawiałam się kiedyś, kto nabył nieźle wyrośniętemu chłopcu czapkę w cholerne biedronki. I jakim cudem rodzony ojciec na to nie zareagował.
        • ananke666 Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 00:23
          Żeby nie było, nie jestem zwolenniczką bezwzględnego przestrzegania chłopięcego dress code, ale u licha, zamiast tych biedronek dziesięciolatek równie dobrze mógłby mieć na czole i tyłku wielkie napisy CELUJ TUTAJ. Odrobina instynktu samozachowawczego doprawdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
        • nessie-jp Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 16:36
          > Zastanawiałam się kiedyś, kto nabył nieźle wyrośniętemu chłopcu czapkę w choler
          > ne biedronki.

          Babunia całkowicie oderwana od rzeczywistości i zafiksowana na obrazie słodkiego wnusia. (I nie mam tu na myśli Mili Borejko, oj nie!)
    • mika_p Re: Grzegorz jako ojciec? 29.11.11, 23:45
      W tym świetle nalezy rozwazyć szerzej, co Miągwa czytał jako dziecko. Bo Pyza i Tygrys czytały odpowiednio do wieku, jedna "Bułeczkę", druga nie pomnę, co; nie samym antykiem więc żyły.
      Na pewno w domu była literatura dziewczęca, poza tym, znaczna część klasyki dziecięcej to przygody chłopców.
      Pytanie więc: czy Miągwa nie czytał klasyki dziecięcej?I czemu? Zmanipulowany na antyk przez dziadka, czy może żeńskie grono uznało, że pierwszy chłopiec w rodzinie od wieków wymaga czegoś innego, niż Borejkówny i Pyziakówny, i antyk wszedł mimochodem?

      Z trzeciej strony, Ignaś miał nie tylko Borejków, ale i siostrę i dziadków ze strony ojca. Nawet przy słabych kontaktach, zazwyczaj wiadomo, na czym dziecię małe jest zafiksowane: na czytaniu ksiażek, na śledzeniu map, na piłce nożnej czy fascynującym bohaterze kreskówek. I przy gwiazdkowych czy urodzinowych okazjach może paść pytanie, czego toto jeszcze nie zna, nie ma, a co by toto uszczęśliwiło.

      Czwarta opcja jest taka, że Grzegorz śledził jednym okiem, co synalek czyta, akceptował jako właściwe, a dopiero gdy uznał, że Borejkowska edukacja ma braki, wkroczył z własną ksiazką. Bo, ostatecznie, mogło być tak, że znaną Grzesiowi klasykę i nieznane współczesności mamusia, ciotki, dziadkowie, dziecku podsunęli i dopiero na pewnym etapie rozwoju wizja Grzesiowa i wizja Borejkowa zaczęły sie rozchodzić.
    • soova Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 15:28
      A tak w ogóle to gdzie w Jeżycjadzie znaleźć dobrego ojca? Żaczek i Mamert dopuszczają się przemocy na dzieciach, ;) Ignacy - wiadomo, Plutarch, a reszta jest milczeniem, Eugeniusz i Grzegorz córkami się nie interesują, Pyziak - samo zuo, Marek śpi, Hajduk i Pawełek wyjeżdżają, pozostawiając żony z małoletnimi dziećmi czepiającymi się spódnic, Robrojek też wyjeżdża, co prawda do Łodzi, ale wyjeżdża, Fryc to ojciec złapany w pułapkę biologiczną, o Baltonie jako ojcu chyba bliższych danych brak.

      Czyżby zatem jednym jedynym facetem naprawdę uczestniczącym w życiu dzieci jako ojciec, a nie ktoś, kto raz na 10 lat zabiera je do kina, był Bernard? :)
      • rozdzial43 Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 18:31
        > Czyżby zatem jednym jedynym facetem naprawdę uczestniczącym w życiu dzieci jako
        > ojciec, a nie ktoś, kto raz na 10 lat zabiera je do kina, był Bernard? :)

        Bernard IMHO był po prostu ojcem wzorowym, wyjątkowym, rzadki okaz w świecie przyrody.

        A reszta, cóż, wzloty, upadki, jedno lepiej, drugie gorzej. W Jeżycjadzie ciężar istnienia dźwigają -z małymi wyjątkami - kobiety. Z Milą na czele, co jest jednak przygnębiające.
        • iwoniaw Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 19:04
          No tak, tyle że - w przeciwieństwie do Grzegorza - inni ojcowie przynajmniej się odzywają do swoich dzieci i jakiś tam wpływ na ich myśli/postrzeganie świata mają. Nawet Eugeniusz Jedwabiński uczy małą Aurelie wierszyków ("stary jesteś, śmierć cię czeka, grabarz po twą skórę pośle..." ;-) itd.), dzieci Schoppów myślą i robią różne rzeczy w odniesieniu/opozycji do poglądów/fobii ojca, Mamert nawet w fazie ojca-tyrana zżyma się na Tomka, bo mu na nim zależy (no i Tomek się przeciw komu ma w ogóle buntować - co brzmi dziwacznie do momentu, w którym porównamy z Ignasiem i jego całkowitym braku myśli o ojcu w odniesieniu do świata, planów własnych, przemyśleń na tematy dowolne). Nawet Wielki Nieobecny i Zły, Który Nie Był Ciekaw Laury - Pyziak ma na myśli/wyobraźnię i czyny nieznanej córki wpływ większy niż Grzegorz, który wszak z synem mieszka i naprawdę dziwne, że w rozmyślaniach dziecka nie odgrywa ŻADNEJ (pozytywnej, negatywnej, obojętnej - coś jak el. dekoracji mieszkania) roli.
          • rannie.kirsted Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 22:19
            no niestety Grzes w domu borejkow funcjonuje jako wieszak na koszule gabrieli (ktos tu tak go pieknie opisal, pozwalam sobie pozyczyc) i zmywarka do naczyn. moze zostal wymyslony tylko dlatego ze to nie wypada zeby gabriela byla sama? bo wtedy juz nie bylaby idealną super Gabą -corką, siostrą, matką I zoną. i on biedaczek caly czas tak funcjonuje. gdziestam sie w tle pałęta. i tylko te loki rozwiane z czasem siwieja (dobrze ze nie wypadaja)
            • meduza7 Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 23:22
              Bo Musierowicz nie umie opisać Mężczyzny w Domu. Nie wie, co z takim zrobić, jak taki powinien się zachowywać, czym zajmować, co mówić. Kiedyś umiała (Mamert, Żaczek), a potem jej przeszło. Już wczesny Ignacy Borejko był swego rodzaju unikiem - mężczyzną wycofanym, ukrytym za parawanem książek, nie orientującym się kompletnie, co się dzieje w domu. A z Grzesiem i Markiem to już w ogóle nie wiedziała, co zrobić, dlatego jeden wciąż śpi, a drugi jest niewidzialny.
              • nessie-jp Re: Grzegorz jako ojciec? 30.11.11, 23:32
                No właśnie. Nie chciałam tego pisać, bo nie lubię zasadniczo doszukiwania się związków między światem przedstawionym w powieści a osobistymi przeżyciami autora (zwłaszcza trudnymi). Ale jednak postacie ojców w Jeżycjadzie są takie właśnie. Wyjechane, nieobecne, śpiące, zapracowane. Nie tu.

                I chyba jednak było tak, że gdy MM miała własne dzieci i obserwowała ojca tych dzieci, a swojego męża, to umiała zachowania ojcowskie opisać. A teraz chyba po prostu brakuje jej materiału do obserwacji, dlatego nacisk z ojca przeniósł się na dziadka (przypuszczam, że dziadka w akcji właśnie autorka może podpatrywać na co dzień, w odniesieniu do własnych wnuków).

                Nie bardzo natomiast wychodzi pisanie o dobrym, prawdziwym ojcu z perspektywy dziecka. I to szczególnie mocno widać na przykładzie Ignasia. On ma matkę i to jest cały jego świat.

                • rannie.kirsted Re: Grzegorz jako ojciec? 01.12.11, 00:16
                  ale miagwa jest miągwą wiec musi miec silniejszy kontakt z matka niz z ojcem. od poczatku ignas jest przedstawiany jako ulizany maminsynek w przeciwienstwie do czupurnego jozinka ktory ma lepszy kontakt z ojcem niz z szurnieta mamuska.
                  • nessie-jp Re: Grzegorz jako ojciec? 01.12.11, 15:48
                    > od poczatku ignas jest przedstawiany jako ulizany maminsynek w przeciwienstwie
                    > do czupurnego jozinka

                    Ależ skąd. Od początku Ignaś jest przedstawiany jako cud, miód, świńskie ucho i kartofle na sucho, Wunderkind, dziecię wchłaniające wiedzę i mądrość przez pośladki, którymi dotyka encyklopedii, Mistrz Pewnej Ręki, Maestro Śpiewu, Poskramiacz Łaciny, dookoła którego tańczy w wygibasach cała zachwycona rodzina Borejków (a ojciec siedzi w komórce i wybiera mak z soczewicy czy co tam robią informatycy, którzy nie mogą iść na bal).

                    Dopiero w JT bodajże do autorki dotarło, że stworzyła odstręczającego potworka, i zaczęło się gloryfikowanie Józefa jako Silnego, Dzielnego, Mądrego, Nie-Boi-Się-Lekarza, Starszego Brata i w ogóle WunderKuzyna.

                    Nie podejmuję się natomiast analizy opisów relacji Józinka z ojcem w JT, bo serdecznie nie znoszę tej książki i kolejnych i szczerze powiedziawszy nie bardzo pamiętam... Ze z Idy zrobiono szurniętą idiotkę już w CR to pamiętam, ale Marek chyba jednak mimo wszystko nadal śpi i synem się nie zajmuje, ani też nie zajmuje specjalnie myśli syna?
                    • rannie.kirsted Re: Grzegorz jako ojciec? 01.12.11, 16:51
                      ale to, ze jest cudownym dzieciatkiem rysujacym od reki idealne okregi nie wyklucza tego ze jest synusiem mamusi. ma ku temu wszelkie cechy (tzn stereotypowo patrzac) jest grzeczny, spokojny, dokladny, ciuchutki. synek-myszka.
                      natomiast jozinek od poczatku jest przedstawiony jako ryzy zabijaka ktory na zlosc matce nie chce do niej mowic. gada z ciotkami, nastepnie przy kazdej okazji tlucze pokojowo nastawionego ignacego grzegorza:D
                • anna-pia Re: Grzegorz jako ojciec? 01.01.12, 21:51
                  nessie-jp napisała:

                  > Nie bardzo natomiast wychodzi pisanie o dobrym, prawdziwym ojcu z perspektywy d
                  > ziecka. I to szczególnie mocno widać na przykładzie Ignasia. On ma matkę i to j
                  > est cały jego świat.

                  O ile dobrze pamiętam/kojarzę z "Tym razem serio", pan Barańczak starszy wcześnie zwinął manatki, więc MM nie miała skąd czerpać takiego wzorca.
    • a_weasley A ja mu się nawet i nie dziwię 01.01.12, 14:56
      Załóżmy, że GS ma jakieś swoje koncepcje wychowania dzieci, mało zbieżne z koncepcjami rodziny, w którą się wżenił. Swojego przeforsować w całości nie jest w stanie. W realizacji ich koncepcji uczestniczyć nie ma ochoty, a zresztą pewnie by nie umiał. Albo pozwoli, żeby oni wychowywali IGS po ichniemu, jakie to wychowanie będzie to będzie, ale przynajmniej będzie wiadomo, jakie jest, albo się będą szarpać i wyjdzie z tego wychowanie chaotyczne. Przeto woli się raczej wycofać, a swoją rolę ojca sprowadzić do polowania na mamuty.
      Można takiej postawy nie pochwalać, ale logiki jej odmówić nie sposób.
      • ding_yun Re: A ja mu się nawet i nie dziwię 01.01.12, 15:53
        Tylko że chyba w każdej rodzinie wielopokoleniowej siłą rzeczy będą się pojawiać różne koncepcje dotyczące wychowania dziecka wynikające choćby z różnych doświadczeń życiowych. A teściowie bardzo często stają się centrum życia rodzinnego i w ten sposób każdy mężczyzna mieszkający z teściami i korzystający z ich pomocy w wychowaniu potomka (bo ta pomoc jest, co do tego nie ma wątpliwości) powinien się usunąć w cień wraz ze swoimi koncepcjami. Dorosły, zarabiający na swoją rodzinę facet jak dla mnie musi umieć w pewnym momencie tupnąć nogą. Grzegorz nie ma nic na sumieniu, nie jest na niczyjej łasce, nie ma powodu chować się przed teściem po kątach.
        • iwoniaw Re: A ja mu się nawet i nie dziwię 01.01.12, 16:03
          Zwłaszcza, że tutaj "chowanie się po kątach przed teściem" to nie żadna przenośnia, tylko dosłownie opisana sytuacja. I żeby to jeszcze chodziło o coś naprawdę kontrowersyjnego, ale tu - na Zeusa! - ojciec ukradkiem podsuwa wczesnonastoletniemu synowi lekturę inną niż Plutarch z Wergiliuszem...
        • a_weasley Re: A ja mu się nawet i nie dziwię 01.01.12, 20:02
          Problem nie w różnicy koncepcji wychowania, lecz w różnicy poglądów co do terytorium.
          Pani Maria z opowieści Jak babcia umrze, to mama się wyprowadzi traktowała to jako terytorium syna i synowej, bez względu na fakt, że mieszkanie było jej. Borejkowie podchodzą do tego trochę inaczej - nie tylko dziadkowie, ale i Gaba.
          • iwoniaw Re: A ja mu się nawet i nie dziwię 01.01.12, 21:04
            No ale tu przecież nie mówimy o terytorium czy nawet o tym, czy i kto ma się wyprowadzać, tylko o krańcowym wycofaniu Grzegorza z życia rodzinnego i odsunięciu (się? go?) od rodzonego syna w stopniu także krańcowym. Czy i czym różniłoby się życie codzienne Borejków et consortes (oraz wychowanie Ignasia G. Stryby), gdyby Grzegorz został w mieszkaniu z Cyrylem i Metodym, a Gaba z dzieckiem mieszkała na Roosevelta? Tu ojcostwo jest pod znakiem zapytania (nie geny mam rzecz jasna na myśli, lecz funkcję społeczno-wychowawczą), małżeństwo Strybów takoż, a w dodatku stan ten jest pogłębiany przez konsekwentne działania starego Borejki, przeciw którym NIKT nie próbuje nawet zaprotestować, o przeciwdziałaniu nie mówiąc (no, oprócz ukradkowego wciskania potomkowi lektur z obawą, by dziadunio nie zauważył).
            • iwoniaw A i najważniejsze w tym wszystkim: 01.01.12, 21:07
              opisywać można sytuację dowolną, tyle że tutaj ww. jest określana jako modelowa w kochającej się i wzorcowej wręcz rodzinie, która ma być ideałem dla młodocianych czytelniczek - sama autorka o tym (znaczy o celach odautorskich) niejednokrotnie wspominała w wywiadach. No to ja dziękuję za taki wzorzec dla mej hipotetycznej nastoletniej córki. Dla niehipotetycznych synów zresztą też.
              • ding_yun Re: A i najważniejsze w tym wszystkim: 01.01.12, 23:11
                Rzeczywiście Grzegorz miał rzeczywiście o tyle trudno, że związał się z Gabrysią gdy oboje byli już ludźmi dojrzałymi, o ustawionym rodzinnym status quo. On zastał określoną sytuację u Borejków i miał do wyboru zaakceptować ją lub odrzucić. Nie był młodym człowiekiem, który po ślubie zamieszkał z teściami i musiał zaznaczyć swoje terytorium - przeciwnie, strefy wpływów już od dawna były wyznaczone. Z drugiej jednak strony od dojrzałego faceta można oczekiwać więcej odwagi i właśnie większej świadomości tego, jak ważne jest wyszarpanie w takiej rodzinie miejsca dla siebie. Nie dziwiłabym się aż tak 25-latkowi, który niepewny jeszcze w roli męża czy ojca gładko wpasowałby się w układ zdejmujący z niego sporą część odpowiedzialności za wychowanie dzieci - i pozostał w tym układzie całymi latami, pouczany i ustawiany przez teściów nawet jako 50-latek. Natomiast podejrzewałabym, ze facet, który ma już dorosłą córkę (której wychowanie nieco położył) miałby właśnie większą potrzebę zaakcentowania swojej roli w życiu rodziny i swojego młodszego dziecka.
                • totorotot Re: A i najważniejsze w tym wszystkim: 02.01.12, 00:13
                  A moim zdaniem Grzegorz jest poprowadzony bardzo spójnie. Takąż rolę pełnił w starym domu i taką kontynuuje w nowym. Z tym wymaganiem to od mężczyzny można wymagać, ale większość z nich, niestety, nie dysponuje telepatią, tak więc oczekiwanie, że z własnej woli zrobi coś więcej niż zje, wykupka i odeśpi bywa niespełnione. Męża do pewnych czynności można przyuczyć, np. do ścielenia łóżek, segregowania i wieszania prania, wycierania podłóg jak są upaprane i zajmowania się dziećmi w inny sposób, niż oglądanie przy nich krwawej panoramy czy 1 z 10, zdecydowanie co prawda mniej krwawego.
                  Grzegorza nikt do niczego nie gnał, tolerancyjnie pozwolono mu współistnieć i taki element układanki, spokojny i skromny, stojący w symetrii do poprzednika, był Gabrysi najpewniej potrzebny.

                  Natomiast
                  > podejrzewałabym, ze facet, który ma już dorosłą córkę (której wychowanie nieco
                  > położył) miałby właśnie większą potrzebę zaakcentowania swojej roli w życiu ro
                  > dziny i swojego młodszego dziecka.

                  Ludzie różnią się od siebie. Są wiodące typy, dzięki którym mniej więcej można klasyfikować typy charakterów, ale nadal jest ich kilka (naście), nie tylko jeden. Dlatego też Twoja wypowiedź zyskałaby na celności, gdybyś słowo "podejrzewałabym" zastąpiła słowem "wolałabym", czy czymś podobnym.
                  • ding_yun Re: A i najważniejsze w tym wszystkim: 02.01.12, 11:11
                    totorotot napisała:

                    > A moim zdaniem Grzegorz jest poprowadzony bardzo spójnie.

                    A to prawda. U siebie nie miał nic do powiedzenia i u Borejków też nie ma. To jest spójne. Z drugiej strony widzimy tu postać faceta na życiowym zakręcie więc zmiana charakterologiczna byłaby uzasadniona - wszedł w nowy etap, dojrzał jako mężczyzna i chce coś zmienić w swoim życiu.


                    > Grzegorza nikt do niczego nie gnał, tolerancyjnie pozwolono mu współistnieć i t
                    > aki element układanki, spokojny i skromny, stojący w symetrii do poprzednika, b
                    > ył Gabrysi najpewniej potrzebny.

                    A to na pewno, Gaba w pierwszej kolejności jest córką, a nie żoną, więc wygodnie jej z mężczyzną który nie wymaga od niej radykalnych zmian.
                    >
                    > Natomiast
                    > > podejrzewałabym, ze facet, który ma już dorosłą córkę (której wychowanie
                    > nieco
                    > > położył) miałby właśnie większą potrzebę zaakcentowania swojej roli w ży
                    > ciu ro
                    > > dziny i swojego młodszego dziecka.
                    >
                    > Ludzie różnią się od siebie. Są wiodące typy, dzięki którym mniej więcej można
                    > klasyfikować typy charakterów, ale nadal jest ich kilka (naście), nie tylko jed
                    > en. Dlatego też Twoja wypowiedź zyskałaby na celności, gdybyś słowo "podejrzewa
                    > łabym" zastąpiła słowem "wolałabym", czy czymś podobnym.

                    A nie, ja tam od Grzegorza nic bym nie wolała. Po prostu wydaje mi się, że facet z taką historią jak Grzegorz mógłby reprezentować sobą taki, a nie inny typ podejścia do wychowania dziecka.
                      • marslo55 Re: A i najważniejsze w tym wszystkim: 03.01.12, 15:43
                        totorotot napisała:
                        "Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że Grzegorz dla syna jest bardziej kumplem niż ojcem. Idą wspólnie do kina i wspólnie się tajniaczą z popcornem przed Gabrysią, chyłkiem wyrzucając go na jej widok? Szczeniackie. :)"
                        I nawet logiczne - ojcem Grzegorz jest takim sobie i widać, że ta rola go przerasta. Jakim natomiast jest kumplem, nie wiemy - być może dlatego, że Grzegorz kumpli nie ma, choć chciałby. A zakumplowanie się z małoletnim synem to rzecz łatwiejsza niż zadzierzgnięcie przyjaźni z kolegą.
                        • ding_yun Re: A i najważniejsze w tym wszystkim: 03.01.12, 17:30
                          marslo55 napisała:

                          > totorotot napisała:
                          > "Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że Grzegorz dla syna jest bardziej kumplem
                          > niż ojcem. Idą wspólnie do kina i wspólnie się tajniaczą z popcornem przed Gab
                          > rysią, chyłkiem wyrzucając go na jej widok? Szczeniackie. :)"
                          > I nawet logiczne - ojcem Grzegorz jest takim sobie i widać, że ta rola go przer
                          > asta. Jakim natomiast jest kumplem, nie wiemy - być może dlatego, że Grzegorz k
                          > umpli nie ma, choć chciałby.

                          Czy ja wiem... widzimy po prostu scenę gdy idą razem do kina, a potem wracając rozmawiają. Nie wyciągałabym po tym wniosków, że Grzegorz stara się być bardziej kumplem niż ojcem.
                          Grzegorza przeroslo samotne rodzicielstwo i bycie ojczymem, ale to sa naprawde trudne role. W przypadku Ignasia moglo mu pojsc lepiej, mogl wyciagnac wnioski z wlasnych bledow i miec lepiej poukladane priorytety niz x lat wczesniej kiedy zostal sam z mala Elka i uciekl w prace. Dlatego mial szanse wg mnie stac sie ojcem.

                          A zakumplowanie się z małoletnim synem to rzecz ła
                          > twiejsza niż zadzierzgnięcie przyjaźni z kolegą.

                          Ależ skąd. Nawiązanie jakiegokolwiek bliskiego kontaktu z nastolatkiem jest rzeczą bardzo trudną, a rodzice zazwyczaj idą w tym czasie w odstawkę. Znacznie łatwiej jest się umówić na piwo z kolegą z pracy niż nawiązać bliski kontakt z dzieckiem w fazie buntu. A Ignaś taki bunt przeżywa, delikatnie, ale jednak.
                          • totorotot Re: A i najważniejsze w tym wszystkim: 03.01.12, 18:12
                            Będę się upierać, że ukradkowe wyrzucanie popcornu, by mamusia się nie dowiedziała, co jedli, zamiast powiedzieć: 'oj, Gaba, nakryłaś nas na grzechu obżarstwa', czy coś w ten deseń, albo nic nie mówić i mężnie znieść potępiające spojrzenie małżonki, to nie jest prawidłowa reakcja małżonka i ojca. Chyba, że to było takie draczne wywalenie, aj waj, idzie Godzilla, ratuj się kto może, pozbądźmy się dowodów (ale wiadomo, ze Gaba widzi i te pozbywanie się rozumie). Ale z kolei nie pasuje mi to do Grzegorza.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka