Jeżycjadowe matki i dziatki :)

09.05.12, 22:34
Tak na marginesie innego wątku zaczęłam się zastanawiać nad relacjami między jeżycjadowymi dziateczkami a ich matkami, bądź innymi dorosłymi. Głównie pod kątem "lubi dzieci-nie lubi dzieci".
No i mamy takie postawy:
Cesia - nie wiadomo, czy lubi czy nie. Irenkę traktuje trochę jak brudne naczynia - trzeba umyć, wytrzeć i schować. Po prostu obowiązek, bez zaangażowania emocjonalnego.
Aniela - nie lubi. Tomcio i Romcia to dla niej szczerbate monstra. Własne dzieci budzą w niej lekkie znudzenie i irytację. Nawet ich nie rozróżnia.
Gaba - o, to jest dopiero postać. Skrzyżowanie matki-cichej-bohaterki z matką-kwoką i matką-wilczycą. Wychodzi z założenia, że "wszystkie dzieci są nasze", w związku z tym rzuca się opierać i karmić nawet cudze, posuwając się aż do kidnapingu. Pozwala dzieciom na wszystko, wszystko im wybacza, broni nawet w sytuacjach, gdy powinna ostro wziąć dzieciaka za kark. Efekty jej metod wychowawczych powalają: jeden maminsynek o skłonnościach do donosicielstwa, jedna bezmyślna i leniwa ciamajda, i jedna permanentnie nabombana egocentryczka.
Mila - klasyczna cicha-bohaterka. Kocha swoje dzieci, ale małpią miłością, wyręcza je we wszystkim, dopóki nie padnie na dziób. Wobec wnuków już mądrzejsza i bardziej wymagająca.
Natalia - dla niej dziecko to coś w rodzaju delikatnej jaszczurki, którą niechcący można uszkodzić (patrz: opieka nad Józinkiem w CR). Czasem jaszczurka jest jadowita, wtedy Nutria jest kompletnie bezradna i pozwala wchodzić sobie na głowę.
Róża i Żaba - prawie identyczne. Dziecko je zachwyca, jest sensem i treścią życia. Poza nim nie istnieje nic. U młodej mamy zrozumiałe, u 15-tolatki mniej.
Ida - jedyna chyba rozsądna osoba, nie dająca się zwariować ani na punkcie własnych pociech, ani na punkcie cudzych. Dzieci kocha, lubi, szanuje i wychowuje. Jej Józinek to chyba najfajniejsze Borejczątko.
Kto tam jeszcze został?
    • retro-story Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 09.05.12, 22:54
      Ignacy, ze swoim "miłe dzieci, aczkolwiek wolę kiedy pozostają poza centrum uwagi" - czym zjednał sobie pana Paszkieta.
    • nessie-jp Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 02:01
      > Natalia - dla niej dziecko to coś w rodzaju delikatnej jaszczurki, którą niechc
      > ący można uszkodzić (patrz: opieka nad Józinkiem w CR). Czasem jaszczurka jest
      > jadowita,

      Hyhy, bardzo mi się podoba ten opis. Zresztą oddaje w dużym stopniu moje nastawienie do dzieci
      • pudernicaslaska Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 04:05
        Tosia - ciepla, zapracowana, znajduje zdrowy dystans w stosunku do swoich pociech.

      • pi.asia Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 05:29
        nessie-jp napisała:
        > Hyhy, bardzo mi się podoba ten opis. Zresztą oddaje w dużym stopniu moje nastaw
        > ienie do dzieci

        Nessie, ty jeziorny potworze ;) czy Ty nie jesteś przypadkiem moją astralną bliźniaczką? ;)

        A opis ("delikatna jaszczurka"), przyznaję się bez bicia, jest zapożyczony, tylko za cholerę nie pamiętam skąd. Może z "Rilli ze Złotego Brzegu"? Tam opis opieki nad niemowlakiem jest realistyczny, mimo że to też powieść dla dziewcząt. I rozterki oraz obawy opiekunki też są normalnie pokazane.
        A tu mamy Różę, którą tylko czasem "pobolewa tu i ówdzie", a mała Mila "aż błyszczy". Sielanka, sielanka, panie tego.
        • kanga_roo Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 09:38
          pi.asia napisała:
          A tu mamy Różę, którą tylko czasem "pobolewa tu i ówdzie", a mała Mila "aż błyszczy". Sielanka, sielanka, panie tego.

          może to niepopularne, co powiem, ale tak też bywa. dzisiejsze dzieci, przebywające bez przerwy przy matce, karmione piersią na żądanie, w suchych pieluszkach jednorazowych i bawełnianych pajacykach, śliczne, czyste i pachnące, mogą być bezproblemowe i "błyszczeć". podobnie jak dziewczyna dwudziestoletnia może po porodzie stwierdzić, że ją tylko pobolewa. tym bardziej, jeśli tak naprawdę nie ma innych zajęć oprócz opieki nad dzieckiem (czytaj: leży w łóżku, karmi, czyta, śpi, nie gotuje, nie sprząta, nie pierze, nie robi zakupów).

          zaś co do jeżycjadowych matek, to najlepszą matką jest tam Robrojek :-P
          • dakota77 Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 13:21
            No ale chyba nikt nie przeczy, ze tak bywa. Tyle ze kiedys Jezycjada przedstawiala macierzynstqwo bardziej realistycznie. Teraz Neojezycjada przedstawia malzenstwo i macierzynstwo jako powolanie kazdej mlodej dziewczyny, jedyny sens zycia, cos do czego trzeba dazyc jak najszybciej. I taka dziewczyna, ktora postanowi wypelnic ramiona noworodkiem, dowie sie, ze nie ma problemu, dzieci sa bezproblemowe, tanie w utrzymaniu,a rodzina musi pomagac.
            • kanga_roo Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 14:52
              dakota77 napisała:

              I taka dziewczyna, ktora postanowi wypelnic ramiona noworodkiem, dowie sie, ze nie ma problemu, dzieci sa bezproblemowe, tanie w utrzymaniu,a rodzina musi pomagac.

              tu się zgodzę. tekst Idy "ile takie dziecko zje" rozłożył mnie na łopatki. kolejna bzdura z cyklu "damy wam pieniądze na domek".
              • nessie-jp Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 15:14
                > tu się zgodzę. tekst Idy "ile takie dziecko zje" rozłożył mnie na łopatki. kole
                > jna bzdura z cyklu "damy wam pieniądze na domek".

                No właśnie. A i tak jest to mniej szkodliwy i destrukcyjny idiotyzm, niż "jak urodzisz, to twoje życie się natychmiast baśniowo odmieni, ramiona się wypełnią, a dziecię będzie źródłem ekstazy, zachwytu i bezwarunkowej miłości, bo będziesz je umiała kochać bez żadnych problemów".

                A przecież to nieprawda, cholerna, bolesna nieprawda. Dziewczyny otumaniane tym stereotypem potem nie umieją nawet poprosić o pomoc, powiedzieć "ja swojego dziecka nie umiem pokochać, ratunku, co mamy robić".
                • slotna Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 16:43
                  Robie sobie totalna powtorke Jezycjady, po dlugiej przerwie spowodowanej emigracja i pozostawieniem ksiazek w ojczyznie. Wlasnie czytam "Imieniny", trafilam na Pyze szesnastoletnia u kresu zimy, dumajaca nad tym, czy dwudziestosiedmioletniej Nutrii nie jest aby smutno, ze jest sama i zaden dzidzius nie czeka na nia w przyszlosciiiiiii aaaaaaaa!!!
                  • the_dzidka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 17:15
                    > Wlasnie czytam "Imieniny", trafilam n
                    > a Pyze szesnastoletnia u kresu zimy, dumajaca nad tym, czy dwudziestosiedmiolet
                    > niej Nutrii nie jest aby smutno, ze jest sama i zaden dzidzius nie czeka na nia
                    > w przyszlosciiiiiii aaaaaaaa!!!

                    Tu z przyjemnością zacytuję Ewę Jedwabińską: "Daleko posunięty infantylizm" :P
                  • dakota77 Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 19:20
                    Dokladnie, aaaa! Plus 16-latka uzywajaca slowa dzidzius mnie naprawde przeraza.
                  • asiunia311 Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 19:43
                    Gdy słyszę to infantylne słowo "dzidziuś", to, zupełnie automatycznie, niemalże bez udziału woli, zaczynam toczyć pianę. Tak samo mam po usłyszeniu słów: 'pieniążki' i 'buzia'. Najlepiej w jednym zdaniu. Ponoć to można leczyć, ale nie mam najmniejszych chęci:]
                  • kadanka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 28.05.12, 23:02
                    no niestety, mniej wiecej w tym momencie jezycjady, moze nawet wczesniej bo juz w nutrii widac takie niepokojace momenty, autorce przydarzylo sie dzidziusiowe zapalenie mozgu i od tamtej pory w kazdym tomie krazy widmo demonicznego dzidziusia, ktorym kazda zdrowa, NORMALNA 20parolatka chce wypelnic sobie puste ramiona:P
                    • guineapigs Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 30.05.12, 20:31
                      zara mie odesleta do gogla, ale mimo wszystko sie zapytam: czy MM ma dzieci? Jak ma, to w jakim wieku bedac je urodzila? No naprawde nie wiem, to sie pytam.
                      • verdana Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 30.05.12, 21:44
                        Czworo, już dorosłych. W jakim wieku je urodziła - pojecia nie mam.
                        • alitzja Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 30.05.12, 23:23
                          MM urodziła się w 1945 r., a "Tym razem serio" informuje, że Andrzej urodził się w 1971, Zofia w 1973, Emilia w 1981 i Bolesław w 1985. Czyli miała odpowiednio: 26, 28, 36, 40 lat.
            • klawiatura_zablokowana Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 01.06.14, 16:23
              Będę wstrętna i stwierdzę, że nasila się to wraz z coraz dłuższym czasem, jaki upływa od czasu, gdy autorka miała własne małe dzieci.
              Co prawda nie tylko ona tak ma. Większość starszych pań jest przekonana, że macierzyństwo jest super, a te młode kobiety są nieznośne, rozpuszczone i wydziwiają.
              • tt-tka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 03.06.14, 02:49
                klawiatura_zablokowana napisała:

                > Będę wstrętna i stwierdzę, że nasila się to wraz z coraz dłuższym czasem, jaki
                > upływa od czasu, gdy autorka miała własne małe dzieci.
                > Co prawda nie tylko ona tak ma. Większość starszych pań jest przekonana, że mac
                > ierzyństwo jest super, a te młode kobiety są nieznośne, rozpuszczone i wydziwia
                > ją.
                >
                alez NIE jestes wstretna, tylko spostrzegawcza :-)
                ohydna, i jakze ohydna, to ja jestem
                albowiem nie daje wiary w szczerosc starszych pan, a szczegolnie MM, gdy kafarem wbijaja nam w glowy przeswiadczenie, ze macierzynstwo to sama slodycz i bezproblemowe szczescie
                raczej sklonna jestem posadzic je, a szczegolnie MM, o motywacje z gatunku "ja sie meczylam, i to jak, to dlaczego innym ma byc lepiej, niech i one sie mecza"

                sorry, ale ta karykatura, jaka pod piorem MM staja sie kobiety z wyboru bezdzietne lub te, ktore wraz z dorastaniem dzieci potrafia zostawic klopoty wychowawcze za soba i cieszyc sie wlasnym zyciem, a nawet te, ktory trudy wychowania umieja zredukowac albo podzielic na dwoje to imho zawisc bardzo gleboka, juz na granicy zoologicznej nienawisci (jak jaszczurka do zmii czy w ogole gada innego gatunku)
                no jak moga egzystowac kobiety, ktorym nikt dozywotnio nie wisi u cycka, u kieszeni i u garnka, to przeciez niewybaczalne !
      • a.nancy Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 20:20
        > Hyhy, bardzo mi się podoba ten opis. Zresztą oddaje w dużym stopniu moje nastaw
        > ienie do dzieci
      • croyance Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 21:50
        Mnie sie nie wydaje, ze Ewa Aurelii nie kochala. Mysle, ze raczej miala tak niska samoocene, ze z gory zalozyla, ze bedzie zla matka, ze nie zasluguje na rodzinne szczescie, ze dziecko nie bedzie jej kochalo. Nie miala pojecia, jak sie za corke zabrac, byla pewnie biedna wciaz w panice, szukala w literaturze przedmiotu (psychologia rozwojowa), ale to oczywiscie nie to samo, co instynkt Borejkow i tak dalej, w dodatku wszyscy jakby sprzysiegli sie przeciwko niej. A ona sie tej swojej corki bala po prostu, i emocjonalnie nie wiedziala, jak sobie radzic, wiec nadrabiala zewnatrzna nadopiekunczoscia. Biedna, biedna, biedna Ewa.
        • nessie-jp Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 22:40
          croyance napisała:

          > Mnie sie nie wydaje, ze Ewa Aurelii nie kochala. Mysle, ze raczej miala tak nis
          > ka samoocene, ze z gory zalozyla, ze bedzie zla matka

          Tak, masz rację, nadmiernie uprościłam
          • slotna Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 23:44
            > I pokazanie tego młodzieży, która zaczynając czytać tę książkę, przecież razem
            > z Kreską nie cierpiała nauczycielki, uważam za jeden z najskuteczniejszych "dyd
            > aktycznie" kawałków Jeżycjady.

            Pokazywanie w ogole jest lepsze od gledzenia. Niestety, jak sobie teraz powtarzam, widze, ze tego gledzenia jest w Jezycjadzie w chusteczke juz od poczatku.
          • croyance Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 17:12
            Ewa jest jedna z najbardziej udanych i prawdziwych postaci w Jezycjadzie, i jej pokazanie w taki sposob, o jakim piszesz, bylo swietnym posunieciem. Jej choroba tez w sumie jest dosc prawdopodobna, no ale MM nie musiala jej tak zaraz usmiercac :-/ To nie bylo do niczego potrzebne, biedna Ewa, no.
            • verdana Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 18:41
              Dla mie Ewa była bardzo dobrym ukazaniem, jak perfekcjonizm zabija macierzyństwo. Szkoda tylko, ze zawsze miałam przykre wrażenie, ze postać Ewy jest żywcem ściągnięta z postaci matki-pedagoga z powiści Magdy Szabo "Powiedzcie Zsofice". Do tego stopnia, że zastanawiam się, czy było to przypadkowe. Tam też mamy matkę - perfekcjonistkę, surowego, ale przyjaznego woźnego, ktory lepiej rozumie dzieci niż wykształcony pedagog, brak ojca i bezradność. Hm.
              • pieranka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 21:11
                Ba, a Kochana Córeczka Malpasse'a? Też inspiracja na granicy plagiatu
    • taria Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 13:13
      > Cesia - nie wiadomo, czy lubi czy nie. Irenkę traktuje trochę jak brudne naczyn
      > ia - trzeba umyć, wytrzeć i schować. Po prostu obowiązek, bez zaangażowania emo
      > cjonalnego.

      Piętnastoletnia Cesia, tak. To jest chyba zdrowe podejście nastolatki do cudzego dziecka, którym trzeba przez jakiś czas się opiekować. Ceśka się stara, traktuje swoje obowiązki poważnie, ale głębokiej więzi z Irenką nie nawiązuje.
      Daje to powody przypuszczać, że do własnych dzieci (a ma ich przecież czwórkę) podchodzi dośc zdroworozsądkowo. Z krótkiej sceny w Noelce mozna wywnioskować, że dzieci są dla niej ważne, ale nie przesłaniają jej męża i reszty rodziny. Dorosła Cesia zdecydowanie lubi dzieci i nieźle sobie z nimi radzi - jej pociechy "widać a nie słychać". Ceśka przedstawiona jest jak nieco staroświecka matrona z wianuszkiem drobiazgu ;)

      Józefina Bittner - matka nieobecna, kompletnie nieodpowiedzialna, "córka swojej córki"

      > Ida - jedyna chyba rozsądna osoba, nie dająca się zwariować ani na punkcie włas
      > nych pociech, ani na punkcie cudzych. Dzieci kocha, lubi, szanuje i wychowuje.
      > Jej Józinek to chyba najfajniejsze Borejczątko.

      Nie... młodą Idę z Józinkiem dobrze opisuje epitet Belli : ruda wilczyca :) Typ nowoczesnej matki - nie rezygnuje ani z kariery, ani z obecności w życiu dzieci, w efekcie zaganiana między pracą a domem, nadrabia kontakty z synem popołudniami i w weekendy. Ambicja popycha ją do ciągłych porównań z dzieckiem starszej siostry, próbując "dociągnąć" Józinka do poziomu wunderkinda traci z oczu prawdziwe potrzeby syna.

      Ida z "Sprężyny" to już dojrzała i doświadczona matka - jak z dowcipów o wychowaniu pierwszego, drugiego i trzeciego dziecka :D
      Nie rozczula się nad dziećmi, ani swoimi, ani cudzymi. Kontakt z Łusią ma bardzo powierzchowny, inaczej zauważyłaby (i zareagowała) że córka zamienia się w odseparowane od rówieśników grammar nazi.
      • minerwamcg Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 14:17
        No, z Ceśką to nie całkiem tak, opis kapieli Irenki i łapka chwytająca za palec wskazuje, że coś ją tam w tym dziecku jednak wzruszyło. Ale na moment, nie permanentnie, i Cesia nie zaczyna natychmiast marzyć o własnych. I to właśnie jest realistyczne. Gdyby "Szósta klepka" była napisana współcześnie, na pewno by marzyła.
        • pi.asia Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 18:36
          O, znalazłam:
          "Kąpała je, karmiła i ubierała z taką zręcznością, jakby niczym innym nie zajmowała się przez całe życie. Jednakże ani tej pracy, ani dziecka nie polubiła. Spoglądała na maleństwo jak na delikatną jaszczurkę, która przy każdym niezręcznym ruchu mogła się przełamać."
          (Rilla ze Złotego Brzegu)
          Rilla, podobnie jak Cesia, ma 15 lat, gdy zaczyna się opiekować noworodkiem. I ma podobne obawy jak Cesia, dziecko wywołuje w nich podobne emocje (czy raczej zdrowy brak nadmiernych emocji), zdarzają się podobne problemy.
          A Róża nie ma żadnych problemów z dzieckiem. Jest ono bezszelestne i bezwonne, nie dostaje kolki, nie przeszkadza mu hałasująca rodzina, nie ulewa, nie marudzi, czasem tylko piśnie przez sen, gdy ktoś huknie drzwiami. No jamiołek po prostu.
          Przy niej szczęśliwa, nie martwiąca się o przyszłość i dach nad głową Róża, która wreszcie odnalazła sens życia gdy ramiona się jej wypełniły.
          Jaką ona będzie matką za trzy-cztery lata?
          • nessie-jp Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 19:17
            > Jaką ona będzie matką za trzy-cztery lata?

            Ależ identyczną, tylko już dla kolejnej zabaweczki
          • asiunia311 Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 19:47
            pi.asia napisała:

            > Przy niej szczęśliwa, nie martwiąca się o przyszłość i dach nad głową Róża, któ
            > ra wreszcie odnalazła sens życia gdy ramiona się jej wypełniły.


            O torbie od Fryca zapomniałaś!! A to wiekopomny moment był. Torba od Frycka, koniecznie z dzieciem w środku - no, żyć nie umierać, sielanka, panie dzieju.
            • verdana Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 20:29
              Macierzyństwo Różny jest całkowicie nierealistyczne, bo pozbawione wszelkich trosk i wyprane z wyobraźni, przewidywania przyszłości i wszelkich, jak mawiał niedźwiadek Nalle "rozumuzowań". Czysty instynkt. Być moze aktulany w czasach jaskiniowych, a i to śmiem wątpić.
              Jednak z drugiej strony ja bym nie przedstawiała też w ksiązkach dla młodych dziewczyn od razu matek, które załują, zę urodziły - jako jednej z codziennych opcji. Tak, chętnie bym poczytała książkę temu własnie poświęconą, ale jesli macierzyństwo jest tylko w tle, to nie jest dobry pomysł.
              Dla mnie najnormalniejsza jest Tosia (jako matka małych dzieci), Cesia, mama Żakowa, nawet wczesna Mila. Wczesna Gabriela, karmiąca parówką Pyzę też jest absolutnie normalna. Ale juz zastanawiająca sie nad kołyską Motyla nad nieszczęściami całego swiata - nieco mniej.
              • mamamila74 Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 10.05.12, 22:58
                "Dla mnie najnormalniejsza jest Tosia (jako matka małych dzieci), Cesia, mama Żakowa, nawet wczesna Mila. Wczesna Gabriela, karmiąca parówką Pyzę też jest absolutnie normalna. Ale juz zastanawiająca sie nad kołyską Motyla nad nieszczęściami całego swiata - nieco mniej."

                Bo Tosia, mama Zakowa itd. to jest wczesna, oparta na realnym zyciu Jezycjada,
                ludzie tam byli jeszcze normalni ( ani chodzace idealy, ani bezduszne monstra) i mieli normalne, ludzkie zachowania i poglady.
              • kooreczka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 00:04
                W 6 Klepce mamy kobietę, która miała wiele powodów, by żałować, że urodziła, ale jednocześnie pokazane, że "z małą przyjaciół pomocą" uda się wiele przezwyciężyć i wszystko będzie dobrze, choćby nawet mamusia nie sprawdzała się na początku.

                Ciekawe, że otwierający post nie wymienił tej kobiety z imienia, a opisał biedną nastolatkę, której nieswojego dzieciaka zwalili na głowę. Dla której dzieciaka rodzice to ani bracia, ani swaci, więc sam fakt, że dziecko oporządza (choć bez specjalnych uczuć) zasługuje na pochwałę.
                • nessie-jp Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 00:13
                  > Ciekawe, że otwierający post nie wymienił tej kobiety z imienia

                  Bo Krystyna nie była "bohaterką Jeżycjady". Była tłem, które posłużyło właśnie do odmalowania postaci Cesi, Julii, mamy Żakowej.

                  A poza tym sprawdzała się jako matka, tylko szalała trochę
                  • kooreczka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 12:05
                    Jednocześnie zwalając brudną robotę obcej osobie na głowę, by na końcu przekonać się, że dziecko nie gryzie.
              • significado-significante Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 11.05.12, 22:39
                verdana napisała:
                > Macierzyństwo Różny jest całkowicie nierealistyczne, bo pozbawione wszelkich tr
                > osk i wyprane z wyobraźni

                Hmm... zgadzam się i nasuwa mi się jeszcze taka refleksja że w ogóle poprowadzenie postaci Róży (mniej więcej od NiN) jest z każdym tomem mniej realistyczne i mniej spójne. Począwszy od tego, że mam wrażenie, że autorka cały czas próbuje jakby "wmusić" nam tę postać. Najpierw zapewniając na siłę jakie to dobre, wrażliwe, empatyczne i kochane dziecko (w kontraście do tej drugiej zaciętej, złej, podłej i wyklętej), później jaka to miła, prostoduszna i urocza nastolatka itp. itd. jakby czytelnik był niedorozwinięty intelektualnie i nie miał prawa do swojej własnej oceny i prywatnej opinii o bohaterce. Postać powinna bronić się sama, a moim zdaniem Pyza się nie broni i odczucia czytelnika coraz bardziej się rozjeżdżają z indoktrynacją autorki. Szesnastoletnia Róża to dla mnie w ogóle infantylne kuriozum. Były już przecież rozmaite bohaterki mniej więcej w tym wieku (począwszy od Cesi i Anieli, poprzez młodocianą Idę w roli damy do towarzystwa, Kreskę, Bebe aż po Aurelię a nawet Bellę), które były przedstawione jako ukształtowane już w pewien sposób - choć baaardzo młode - kobiety. Te dziewczyny mają swój charakter, przemyślenia, obawy, oczekiwania, miłości, zazdrości, rozterki, szaleństwa... a Pyza nie. Jest emocjonalnie dziecinna..ale zarazem wyprana z dziecięcego uroku, jest tylko infantylna, banalna, bez wyrazu i to jest całkowicie nienaturalne. Ale nadal mamy propagandę na temat sympatycznej, odpowiedzialnej, rozumnej i mądrej dziewczyny...a fakty temu przeczą. I nagle ta rzekomo rozumna dziewczyna zachodzi w przypadkową w sumie ciążę i wypełnia ramionka etc. a my nadal mamy wierzyć że jest taka odpowiedzialna, zorganizowana i w ogóle wspaniała. O ile wcześniej było z tym ciężko - to na tym etapie jak dla mnie jest to w ogóle niemożliwe. Ta postać jest tak karykaturalna i papierowa, że po prostu nie da się lubić, nawet ciężko ją interpretować. Podobnie dzieje się z późniejszą Gabrielą oraz z Ignacym Grzegorzem no i oczywiście Łusią. MM przestała umieć pisać o nastolatkach ale o dziwo straciła też jakąkolwiek zdolność pisania o kimkolwiek tak by było to wiarygodne dla kogokolwiek. Papierowe matki i wynaturzone dziatki, wszystko polane jakimś nieznośnym lukrem groteskowego kiczu i ozdobione wisienką dydaktyzmu i moralizatorstwa.
                • kadanka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 28.05.12, 22:57
                  significado-significante napisała:

                  Szesnastoletnia Róża to dla mnie w ogóle
                  > infantylne kuriozum. Były już przecież rozmaite bohaterki mniej więcej w tym w
                  > ieku (począwszy od Cesi i Anieli, poprzez młodocianą Idę w roli damy do towarzy
                  > stwa, Kreskę, Bebe aż po Aurelię a nawet Bellę), które były przedstawione jako
                  > ukształtowane już w pewien sposób - choć baaardzo młode - kobiety. Te dziewczyn
                  > y mają swój charakter, przemyślenia, obawy, oczekiwania, miłości, zazdrości, ro
                  > zterki, szaleństwa... a Pyza nie. Jest emocjonalnie dziecinna..ale zarazem wypr
                  > ana z dziecięcego uroku, jest tylko infantylna, banalna, bez wyrazu i to jest c
                  > ałkowicie nienaturalne.
                  na pewno ta bezbarwnoscia z "imienin" pyza rozni sie od wiekszosci dziewczyn i kobiet z jezycjady. faktycznie one wszystkie sa jakies. pracowite, leniwe, zlosliwe, wrazliwe itp itd, ale wiecej w nich zycia. mam wrazenie ze postac dorastajacej pyzy jakos zlewa sie z postacia gabrieli, ktora z tomu na tom jest coraz mniej normalnym czlowiekiem a coraz bardziej papierowa, nierealna swieta gabriela.
                  niemniej jeszcze moge zrozumiec taki a nie inny pomysl na Roze. mila, uczynna ale bezbarwna osoba. nie powiedzialabym ze to nienaturalne, wydaje mi sie ze wrecz przeciwnie. bezbarwnosc jest dosyc czesta ludzka cecha;)
                  niemniej od momentu zaciazenia robi sie z pyza cos strasznego i kazde zdanie padajace z jej ust to jakies czyste kuriozum. smazenie kurczakow, mycie kibli i durny, slepy patos.
                  • slotna Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 29.05.12, 01:30
                    O kurczakach to juz Pulpa mowila w przededniu matury, moze Pyzunia ja podsluchala, sama cos wymyslic wszak niezdolna ;)
                • kadanka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 28.05.12, 22:59
                  zapomnialam o jeszcze jednym. dla mnie o wiele bardziej nienaturalna niz rozmemlana pyzunia, jest 16letni dzieciak bella ktory mysli, gada i zachowuje sie jak doswiadczona przez zycie czterdziecha
    • tt-tka Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 31.05.14, 12:32
      odswiezam watek, bo przybylo troche materialu przez te dwa lata
      jak tez obecnie prezentuje sie Ida, uznawana ongis za osobe rozsadna, ktora dzieci "kocha, lubi, szanuje i wychowuje" ? i jej Jozinek, "chyba najfajniejsze Borejczatko" ?
      co myslimy o Kresce ? dawniej z trojka maluchow padala na pysk, co zrozumiale (choc znajdowala czas, by zajrzec do Gaby i podezrec), a jako matka trzech nastolatek stosuje dosc bezmyslnie spychotechnike wobec corki uznanej za najmniej udana czy tylko ja odnioslam takie wrazenie ?
      Aniela wypuscila mlode z gniazda i nawet finansowac ich nie chce (pochwalam), za to Bernard jako p.o. matka wyewoluowal na kwoke gdaczaca nad ptactwem latajacym
      Patrycja - wychowuje czy nie ? jej corki maja udany , cieply (bez ironii) dom i w miare normalnych rodzicow, ale czy sa wychowywane, czy tylko sa ?
      Roza zniknela za morzem i cale szczescie, moze z daleka od rodzicielskiej trucizny znormalnieje - przeciez cala jej nijakosc to imho wynik jej ciaglego, wieloletniego infantylizowania przez gabona ! do dzis otrzasam sie, kiedy czytam o przebieraniu, myciu i kladzeniu do lozeczka 10-latki, wrrrr
      P.S. cycyty odn. Idy i Jozka to nie zlosliwosc, nikt nie przewidywal chyba, co MM z nimi nieszczesnymi zrobi :-)
      • akniwlam Re: Jeżycjadowe matki i dziatki :) 03.06.14, 14:03
        Józin - że tak nieśmiało przypomnę - oprócz niezrównoważonej matusi ma jeszcze ojca-śpiącego królewicza i to w jego wiecznej nieobecności upatruję powodów, dla których to dotąd najsympatyczniejsze Borejczątko zmienia się w troglodytę. Bo jakież ten chłopak ma męskie wzorce? Dziadek i Grześ jako wzorce do jego charakteru nie pasują jako zbyt oderwani od życia i zdominowani przez kobiety, Marek ciągle na dyżurze albo śpi, to sobie znalazł wzorce na trybunach stadionu Lecha :(
        Kreska - mi się wydaje, że zostawiając Magdę w Polsce, postąpiła słusznie i nie oceniam jej czynu jako spychotechniki. Kreska koncentruje się na najpilniejszej sprawie - chorobie Kasi, a bliźniaczkom pozwala na własne decyzje, nie pozostawia ich jednak samym sobie, tylko powierza opiece ludzi, którym ufa: własnej matce, dziadkowi, bliskim.
        O dzieciach Patrycji i Róży za mało wiemy, żeby cokolwiek powiedzieć na pewno. Mam nadzieję, że obie panny Górskie świetnie bawią się w swoim towarzystwie, mają wiele koleżanek i czasem jak rodzice nie widzą, galopują na tym koniu na przełaj przez porzeczki. I że mała Mila codziennie wieczorem z Fryderykiem ogląda gwiazdy, i może przez skype'a opowiada Ignacemu, że odnalazła Oriona czy Kasjopeę (na co on jej streszcza odpowiednią opowieść). I że wszystkie trzy lubią bawić się z mamami w gotowanie, nie dlatego, że powinny jako dziewczynki, tylko dlatego, że to bardzo rozwijające i twórcze zajęcie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja