pi.asia
09.05.12, 22:34
Tak na marginesie innego wątku zaczęłam się zastanawiać nad relacjami między jeżycjadowymi dziateczkami a ich matkami, bądź innymi dorosłymi. Głównie pod kątem "lubi dzieci-nie lubi dzieci".
No i mamy takie postawy:
Cesia - nie wiadomo, czy lubi czy nie. Irenkę traktuje trochę jak brudne naczynia - trzeba umyć, wytrzeć i schować. Po prostu obowiązek, bez zaangażowania emocjonalnego.
Aniela - nie lubi. Tomcio i Romcia to dla niej szczerbate monstra. Własne dzieci budzą w niej lekkie znudzenie i irytację. Nawet ich nie rozróżnia.
Gaba - o, to jest dopiero postać. Skrzyżowanie matki-cichej-bohaterki z matką-kwoką i matką-wilczycą. Wychodzi z założenia, że "wszystkie dzieci są nasze", w związku z tym rzuca się opierać i karmić nawet cudze, posuwając się aż do kidnapingu. Pozwala dzieciom na wszystko, wszystko im wybacza, broni nawet w sytuacjach, gdy powinna ostro wziąć dzieciaka za kark. Efekty jej metod wychowawczych powalają: jeden maminsynek o skłonnościach do donosicielstwa, jedna bezmyślna i leniwa ciamajda, i jedna permanentnie nabombana egocentryczka.
Mila - klasyczna cicha-bohaterka. Kocha swoje dzieci, ale małpią miłością, wyręcza je we wszystkim, dopóki nie padnie na dziób. Wobec wnuków już mądrzejsza i bardziej wymagająca.
Natalia - dla niej dziecko to coś w rodzaju delikatnej jaszczurki, którą niechcący można uszkodzić (patrz: opieka nad Józinkiem w CR). Czasem jaszczurka jest jadowita, wtedy Nutria jest kompletnie bezradna i pozwala wchodzić sobie na głowę.
Róża i Żaba - prawie identyczne. Dziecko je zachwyca, jest sensem i treścią życia. Poza nim nie istnieje nic. U młodej mamy zrozumiałe, u 15-tolatki mniej.
Ida - jedyna chyba rozsądna osoba, nie dająca się zwariować ani na punkcie własnych pociech, ani na punkcie cudzych. Dzieci kocha, lubi, szanuje i wychowuje. Jej Józinek to chyba najfajniejsze Borejczątko.
Kto tam jeszcze został?