soova
09.07.12, 14:22
Muszę rzucić taką myśl, bo mi to spokoju nie daje. Z powodu upałów ciężko się śpi ostatnio, więc człowiek nie śpiąc rozmyśla. I wyszło mi coś takiego: oczywiście, wiadomo, kłamstwa są złe, kłamać nie wolno, tego uczy się dzieci, to jest potępiane w "Kłamczusze". Ale - czy przypadkiem kłamstwa (i to te grubszego kalibru) nie przyniosły Anieli długofalowo pożądanego efektu? Bo weźmy kłamstwa o nieprzyznanym internacie, macosze i braciszku: wystarczyły, żeby wzruszyć Tosię i dać Anieli punkt zaczepienia u Kowalików, a później lokum u ciotki Lili (znów mimo kłamstw o znajomości malarstwa polskiego!). Mistyfikacja z Anielą/Franciszką u Nowackich? Efektem (owszem, mimowolnym, ale jednak) jest dotarcie do Pawełka, czyli to, o co Anieli od początku chodziło, poza tym - nakrycie jego samego na kłamstwach o autorstwie wierszy (do rangi prowokacji urasta co nieco :) też oparty na kłamstwie wątek korespondencyjny, w którym wiersze w ogóle wypływają). Czyli ostatecznie: czyżby kłamstwa jednak co nieco popłacały?