janka_kreska
11.08.12, 22:50
Witajcie, od jakiegoś czasu podczytuję z wielkim zainteresowaniem to forum. A ponieważ wakacje upływają mi na ponownym czytaniu "Jeżycjady" moja obecność jest tutaj dość częsta. Jestem mniej więcej w wieku Geniusi - Aurelii, a swoją pierwszą część Jeżycjady ("Kłamczuchę") przeczytałam gdzieś w 2.połowie lat 80 - tych:) Ale ad rem... W CP, S i jeszcze wcześniejszych częściach coraz bardziej przeraża mnie postać Ignacego Borejki. Jego apodyktyczność, bezceremonialne ingerowanie w życie bliskich (szczyt osiągnął zabijając balkon gwoździami), a także totalny i nieograniczony wpływ na kształtowanie Ignacego Grzegorza. Przeraża mnie jak bardzo Grzegorz nie ma wpływu w tym domu na wychowanie syna (ok, raz podsunął mu Holmesa, sugerując że oprócz klasyków można też czytać Doyle'a ), jak bardzo jest... nieobecny. Dzisiaj poczytuję sobie "Noelkę". I co? Jest tam taki fragment w którym Grzegorz dochodzi do wniosku, że Elka , jego 17 - letnia córka, nie potrzebuje ojca!!! "No i w końcu - to już duża pannica. Pewnie po prostu nie potrzebuje ojca". A kilka linijek wcześniej: "Kiedy była mniejsza, usiłował z nią rozmawiać, łapać jakiś kontakt, ale dał sobie szybko spokój. Był najwidoczniej okropnie nudny (...) cóż przestał próbować" [!!!!]. Przypominam, że mówimy tutaj o dziewczynie, która bardzo wcześnie straciła matkę, G. był więc jej jedynym rodzicem. Zauważyliście jak BARDZO Elka nie jest obecna w życiu rodziny Borejków? Czytamy tylko raz czy drugi, że nie mogła być na rodzinnej uroczystości bo pojechała z Tomkiem na narty... Przypomina Wam się coś jeszcze o dalszych losach Elki? Dziwne, że ani Gabrysia ani Grzegorz nie dbają o ten kontakt. To w końcu przyrodnia siostra Ignasia...