Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :).

21.08.12, 15:19
Dla tych, którzy żałują, że w archiwizowanych watkach nie można się dopisywać, a ich dusi, dla tych, których zirytowalo cos ponad to, o czym sobie mogli poczytać, o, tu:

forum.gazeta.pl/forum/w,25788,32045707,32045707,Irytacje_w_Jezycjadzie.html
albo i to samo, ale tak dusi i trzęsie, że muszą sobie gdzies pary upuscić, oraz ze względu na to, że "Irytacje" zarchiwizowało nam w 2009 roku, w zwiazku z czym irytacje błąkaja się po forum w róznych watkach juz od lat trzech...

oto miejsce, gdzie moga się w uporzadkowany sposób i nie czyniąc off topiców poirytować :).
Obserwuj wątek
    • black-apple Irytacje Imieninowe 21.08.12, 15:55
      W ferworze dyskusji o Nutrii na Cyprze i Pyzie Zdobywczyni Poznańskich Męskich Serc, wzięłam się za moją znielubioną, pozostającą w absolutnym top five najgorszych książek Jeżycjady "Imieniny". I nie doczytałam do końca, bo ze zdenerwowania miałam ochotę cisnąć książkę przez okno. Poniżej lista wyłożona lista moich irytacji:

      1. Wspomnienie o Natalii jako rezydentce na słonecznym Cyprze byłoby jak bicie martwego konia, więc miast tego doczepię się jej przyjazdu, tj. Gaby. Powiem krótko: jak bym była Nutrią, to wsiadłabym z powrotem do pociągu i tyle by mnie kochana rodzinka widziała. Dziewczyna wraca po roku nieobecności, po ciężkiej (według autorki) pracy, a przywitana jest tak, jakby przyjechała z miesięcznych kolonii. Cała uwaga skupiona jest na Gabie, bo Gaba jest jak zwykle najważniejsza. Jak to mówi Mila: "Gabrysiu, dom bez ciebie jest okropnie pusty". Ba, na calutkie Jeżyce spada istna egipska plaga nieszczęść; dzieci chorują, dorośli tracą pracę, sklepy plajtują, a i mięsa nie ma. Gabę powinni wysłać do Westeros w celu odstraszania Innych, bo zaiste bez niej Winter is Coming.

      2. Scena familijnego zjazdu, gdzie kobiety harują, gotują i nakrywają do stołu, a faceci siedzą i nic nie robią. OK, Józinek i Ignacy się gonią, ale nie nazwałabym tego pożytecznym zajęciem. Do tego Ida i Pulpa ze swoimi nowinkami ciążowymi kradną tą pozostałość po uwadze rodziny Nutrii, której jej jeszcze Gaba nie zabrała. Super, pozytywne informacje zawsze są w cenie, ale nie można było zaczekać z tym do np. jutra, kiedy już powrót Nutrii przestanie być punktem numero uno u Borejków? Rozumiem, że to musiało nastąpić z autorskiego punktu widzenia, ale znów na miejscu Natalii wypadłabym z domu, krzycząc "SPADAJCIE WSZYSCY NA KSIĘŻYC, WY NIEWDZIĘCZNI *PIP*" i załapała się na jakiś autostop do Warszawy czy może Zamościa, byle dalej od borejkowskiego siedliszcza.

      3. Manpain Robrojka, aka stęknięcia za Nutrią i płacz Gaby. Na ten punkt znaczący wpływ ma moja irracjonalna niechęć do firany zwanej Robrojem i roniącego łzy betonowego centrum. Pyza też się zachowuje, jakby miała miejsce tragedia, a tymczasem mamy do czynienia z trywialnym trójkątem miłosnym.

      4. Najbardziej żenująca scena w Jeżycjadzie, czyli rozmowa Gaby z Laurą na temat Janusza Pyziaka. Piszę "najbardziej żenująca", bo całą zawartość fabularną Żaby i Czarnej Polewki szczęśliwie wyrzuciłam z pamięci. Doznaję prawdziwego uczucia wstydu czytając o Gabie czującej się jakby "ją ktoś uderzył" i walczącej z "wstrętnym uczuciem rozpaczy", kiedy jej córka zadaje całkiem racjonalne pytania. I oczywiście zamiast spokojnej, emocjonalnej, ale otwartej rozmowy mamy do czynienia z kolejnym pokazem cierpiącej i szczutej przez Tygrysa Gabrysi. Ucieczka Tygrysa jest jak wisienka na torcie, czy właściwie jak klęczenie przed toaletą po ataku pijanej słabości.

      5. Mila głosząca, że Laura jest "podobna do tego łobuza, także z charakteru" i jak jej to podobieństwo zawsze przeszkadzało. I jak się tu dziwić, że Laura nie czuje się komfortowo, nie, pewnie w swoim własnym domu rodzinnym? I oczywiście jej problemy są skwitowane jako próba podążania za amerykańską modą, bo oczywiście w każdym filmie z USA córka ma konflikt z matką. Laura z Natalią razem powinny uciec z tego domu wariatów i założyć enklawę z dala od pozbawionych inteligencji emocjonalnych zombie.
      • bupu Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 18:18
        black-apple napisała:

        > 3. Manpain Robrojka, aka stęknięcia za Nutrią i płacz Gaby. Na ten punkt znaczą
        > cy wpływ ma moja irracjonalna niechęć do firany zwanej Robrojem i roniącego łzy
        > betonowego centrum. Pyza też się zachowuje, jakby miała miejsce tragedia, a ty
        > mczasem mamy do czynienia z trywialnym trójkątem miłosnym.

        Trywialnym, acz upiornym, bo cała kochająca rodzina Borejków, za wyjątkiem Tygrysa, przygniata Nutrię poczuciem winy, bo wybiera nie tego, którego oni by chcieli. AaaaAAAAAAARGH!
        • black-apple Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 21:36
          Dokładnie, i to jest źródło mojej irytacji. Rozumiem, że każdy może mieć swoich faworytów i wygłaszać opinie na temat partnerów sióstr/córek, ale są jakieś granice. Denerwuję mnie delikatnie mówiąc też aroganckie przekonanie Gaby, że ona wie, co jest najlepsze dla Nutrii. Skąd to poczucie, że Robrojek by do niej pasował? Spełnia się jako przyjaciel, ale to nie oznacza, że jako partner czy mąż byłby równie wspaniały. Przypomina mi to osiemnastowieczne opowieści, gdzie starsze pokolenie swatało młodsze.
      • slotna Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 18:32
        > 3. Manpain Robrojka, aka stęknięcia za Nutrią i płacz Gaby. Na ten punkt znaczą
        > cy wpływ ma moja irracjonalna niechęć do firany zwanej Robrojem i roniącego łzy
        > betonowego centrum. Pyza też się zachowuje, jakby miała miejsce tragedia, a ty
        > mczasem mamy do czynienia z trywialnym trójkątem miłosnym.

        Gaba w obrzydliwy sposob wymusza tam na Nutrii wyrzuty sumienia.
      • croyance Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 19:42
        Mysle, ze uznanie watku Natalii na Cyprze za nierealny nie bierze sie nawet z tego, ze jest tam slonecznie i Natalia nie poradzilaby sobie jako rezydentka, tylko z tego, ze nie odbija sie on potem zadnym echem i nie ma zadnego wplywu na dalsza akcje ani osobowosc bohaterki.

        Rok zagranica, gdziekolwiek by to nie bylo, to jest jednak przygoda zmieniajaca podejscie do zycia oraz przemiane wewnetrzna poprzez nowe doswiadczenie, znajomosci, wyzwania etc. Rok to calkiem sporo, Cypr jest dosc egzotyczny i bardzo ciekawy (czesc turecka, historia etc.), a tu nagle Natalia wraca totalnie niezmieniona, jakby faktycznie cale dwanascie miesiecy przesiedziala w piwnicy. Nie poznala tam nikogo? Nie nawiazala zadnych przyjazni? Nikt jej nie podrywal? Nie nauczyla sie niczego nowego? Nie poszerzyly sie jej horyzonty?

        I to jest IMO wpadka i niespojnosc, a nie samo wyslanie Natalii na Cypr.
        • croyance Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 19:51
          I jeszcze faktycznie co do tego, jak powracajaca Natalie przyjmuje rodzina: wiem, ze wlasne doswiadczenia o niczym nie swiadcza i tak dalej, ale jak ja wrocilam do domu po 6 miesiacach podrozu po Azji i Pacyfiku, witana bylam jak bohaterka narodowa: byly opowiesci, pokazywanie zdjec, wspolne przezywanie moich przygod, ogladanie przywiezionych z daleka ciekawostek, jednym slowem bylo to wielkie przezycie i swieto. Ja - po przygodach dalekich - wrocilam zmieniona i steskniona, jakos nagle bardziej doceniajaca rodzine i tak dalej, jednym slowem nie bylo to byle spotkanie. A przeciez mialam z rodzicami mnostwo kontaktu, rozmawialismy przez Skype'a, i w sumie byli na ze mna na biezaco.

          A u Borejkow: nic. Nikt nie byl ciekawy, jak zyje sie na Cyprze, co Natalia zwiedzila (a jest tam przeciez mnostwo mogacych zainteresowac Ignacego ruin), co jadla, jakie sa zwyczaje, czy nauczyla sie choc troche jezyka, jak znosila upaly, czy miala jakis kontakt z mieszkancami czesci tureckiej, kogo poznala, czy spotkala jakichs innych Polakow (Polonia na Cyprze jest dosc liczna), czy przywiozla jakies fajne slodycze etc. etc. etc. Jest to dla mnie absolutnie niepojete: wybieranie takiego dnia na informacje o swojej ciazy jest dziwaczne, a juz porywanie panny od rodzicow (i pozwolenie sie porwac!) w ogole nie miesci mi sie w glowie ...
          • meduza7 Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 21:01
            Cóż, bo cała wyprawa Natalii na Cypr ma na celu wyłącznie usunięcie jej na rok z fabuły, żeby się wątek miłosny nie wyklarował i można było pokazać jego rozstrzygnięcie w kolejnej części. Dokładnie taki sam chwyt zastosowała Jane Austen w Mansfield Park, wysyłając papę Bertrama do zamorskich posiadłości, żeby pod jego nieobecność młodsze pokolenie mogło zaszaleć ;) Ale oczywiście, scenę powrotu można było pokazać inaczej, należało też przemyśleć niejaką zmianę relacji rodzinnych itp., a nie "wracamy do punktu wyjścia i jest dokładnie tak samo, jak dawniej". Ba, nawet Filip sobie nikogo innego przez ten czas nie znalazł, żadnej chmurnej artystki... ;)
      • the_dzidka Re: Irytacje Imieninowe 22.08.12, 10:13
        > Powiem kr
        > ótko: jak bym była Nutrią, to wsiadłabym z powrotem do pociągu i tyle by mnie k
        > ochana rodzinka widziała. Dziewczyna wraca po roku nieobecności, po ciężkiej (w
        > edług autorki) pracy, a przywitana jest tak, jakby przyjechała z miesięcznych k
        > olonii. Cała uwaga skupiona jest na Gabie

        To był chyba pierwszy raz, kiedy podczas czytania Jeżycjady zrobiło mi się zimno. "Ale jak to?" A zaraz potem było: wyszeptana przez natalię informacja, że uzbierała na małe mieszkanko, "ale nic im jeszcze nie mów" (WTF2?) wyskakiwanie z wieściami ciążowymi (a biedna Nutria siedzi) a paręnaście stron później zmywarka...
      • meduza7 Re: Irytacje Imieninowe 28.08.12, 22:09
        >kiedy już powrót Nutrii przestanie być punktem numero uno u Borejków?

        Ba, kiedy on nie był numero uno nawet tego jednego dnia. Też sobie odświeżyłam tę scenkę i okazało się, że impreza jest połączona z imieninami Grzegorza, specjalnie przesuniętymi o dzień (wypadają 13-go lutego, Nutria wraca 14-go), żeby można było zrobić dwa w jednym. I to Grzegorz jest najważniejszym gościem, dla niego stoi u szczytu stołu krzesło udekorowane wstęgami z czerwonej bibuły. A Nutria przyjechała, rozdała prezenty i siedzi przytulona do Gabusi, szczęśliwa, że jest w domu i jak zwykle nie absorbująca sobą uwagi.
        • lauragom85 Re: Irytacje Imieninowe 16.10.12, 10:38
          Też sobie odświeżyłam
          > tę scenkę i okazało się, że impreza jest połączona z imieninami Grzegorza, spec
          > jalnie przesuniętymi o dzień (wypadają 13-go lutego, Nutria wraca 14-go), żeby
          > można było zrobić dwa w jednym.

          To, że przesunięto imieniny o jeden dzień, akurat wcale mnie nie dziwi. Rodzina chciała, żeby Natalia była na nich obecna. Nie pamiętam dobrze "Imienin", ale wydaje mi się, że Borejkowie byli mało zainteresowani jej pobytem na Cyprze, nie zadawali jej zbyt wielu pytań jego dotyczących. To jest akurat bardzo dziwnie. Co do sceny na peronie, to nie normalne jest to, że rodzice bardziej cieszą się na widok córki nie widzianej od kilku dni, niż tej, z którą nie mieli fizycznego kontaktu przez ostatni rok. Na miejscu Natalii poczułabym się tak, jakby im na mnie w ogóle nie zależało. To straszne tak faworyzować jedno z dzieci.
    • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 17:21
      Największa irytacja: Gabriela. Dzielna "harcerka", ciepła i pomocna niby wszystkim, a olewająca własne dzieci. Tak, także Różę, która nie ma z kim pogadać w ważnych dla siebie momentach. I Ignasia, którego de facto wychowuje dziadek, nic to dla niej, że na donosiciela i intryganta. Właściwie czym G. się zajmuje? Jest niby naukowcem, niby cały dom na jej głowie, ale jakoś nie widać, by tak znakomicie go prowadziła. Nie dziwota, bo nie umie nawet zadbać o siebie - ciekawe, czy w wieku ok. 50 nadal sama się strzyże, nosi męskie kraciaste koszule i żółty sztormiak? Wg mnie jest okazem toksycznej matki.
      Poprawcie, jeśli tkwię w błędzie.
      • pi.asia Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 17:35
        >Wg mnie jest okazem toksycznej matki.
        > Poprawcie, jeśli tkwię w błędzie.

        Gabie po prostu nie chce się wychowywać własnych dzieci. Pyza jest idealna i wychowywać jej nie trzeba, Ignasiem Wunderkindem zajął się dziad, a Laura to pyziacze nasienie i lepiej trzymać się od niej z daleka.
      • filifionka-listopadowa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 12:29
        W ramach komentarza dodam jeden z cytatów dla mnie bardzo irytacjogennych:
        Pulpecja:
        Och, jak dobrze.
        Gabrysia zdała sobie sprawę, jak niezwykle rzadko trafiają się jej takie chwile. Owszem, spokój, bezpieczeństwo rodzinnego domu, jego ciepło, otoczone solidnymi murami - to odczuwała na co dzień. Ale kiedyż to zdarzyło się jej tak posiedzieć, w ciszy i samotności i smakować spokój, napawać się nim, cieszyć każdą jego chwilą?
        Nie usiedziała długo. Wyrzuty sumienia („Boże, ja nic nie robię!”) poderwały ją na nogi, a głowa natychmiast napełniła się domowymi zmartwieniami. Ojciec ostatnio zaczął mówić o śmierci coraz częściej. Mamie trzeba kupić maść na ten zakrzep w nodze, bo sama ciągle zapomina. Nie można jej też namówić na dłuższe leżenie w łóżku -a właśnie leżeć powinna. Trzeba też bardzo poważnie porozmawiać z Tygryskiem, smarkula musi usłyszeć kilka stanowczych słów prawdy, Gabrysia jest to winna udręczonej Idzie. Tak i coś się dzieje z Pulpecją – trzeba z nią trzeba by porozmawiać, od serca, na osobności. Zrobiła się jakaś wyalienowana, obca, znikła gdzieś jej dawna beztroska i pogoda. Często teraz widywało się ją naburmuszoną albo z nosem na kwintę. Biedny dzieciak pewnie boi się matury.
        Ale kiedy zdążyć z tym wszystkim? Czas tak bardzo się kurczy, coraz go mniej i mniej. Za mało widują się, Grzegorz i ona. Ale jak tu zabierać czas własnym dzieciom? Czy w ogóle ma się prawo myśleć o odmianie, o układaniu sobie życia na nowo?
        Nawet gdyby Grzegorz tego bardzo chciał, ona jeszcze by się wahała.
        A nic dotąd nie powiedział takiego, co można by skwitować podjęciem decyzji. Zastanawia się.
        Dobrze, prawidłowo. Niech się zastanawia. Prawdę mówiąc, Gabrieli wcale nie było spieszno do nowych decyzji. Doskonale rozumiała Idę, która nie chciała wyprowadzać się do wynajętego pokoju - rozumiała, bo czuła dokładnie to samo. Życie poza domem, bez tych najbliższych ludzi, byłoby niemożliwe.
    • grimma Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 17:47
      ja w zeszly weekend mialam w ręku Język Trolli i tam przeczytalam wyklad Mili na temat wakacji.
      IG mówi "nigdzie nie bylismy w te ferie"
      a Mila naskakuje na niego:
      macie cieplo, co jeść i co czytać. Bogu dziękujcie. a nie jakieś tam góry.

      i tak. juz się dowiedziałam dlaczego Borejkowe dzieci nigdzie nie jezdzą - bo to niepotrzebny zbytek. Świat można poznawać z cieplego mieszkanka, czytając książki.
      • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 18:02
        > ja w zeszly weekend mialam w ręku Język Trolli i tam przeczytalam wyklad Mili n
        > a temat wakacji.
        > IG mówi "nigdzie nie bylismy w te ferie"
        > a Mila naskakuje na niego:
        > macie cieplo, co jeść i co czytać. Bogu dziękujcie. a nie jakieś tam góry.

        W ustach osoby, która sporo zarabia jako wzięty dramaturg (i to w tej książce już jest wiadome) a nie ma jakiś potrzebnych wydatków to brzmi dość paskudnie. Akurat ona mogłaby fundnąć wnukom jakieś wakacje.
      • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 20:08
        > a Mila naskakuje na niego:
        > macie cieplo, co jeść i co czytać. Bogu dziękujcie. a nie jakieś tam góry.

        Tu Mila zabrzmiala jak babcia Jedwabinska, a nie ho ho ho rozrywany dramaturg.
        Paczcie panstwo, wyjazdy jakies, fanaberie! Nie to, co dzialalnosc pierwszej potrzeby pisanie dramatow ...
        • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 21:18
          Tak, to jest takie starobabciowe, takie... jak z pokolenia wcześniej. Jakby Mila przeżyła jakąś straszną nędzę (Wielki Kryzys?), która nauczyła ją składać grosz do grosza i nie pozwalać sobie na żadne "zachcianki". Ok, wiemy, że dawno temu w starej Jeżycjadzie żyli skromnie, ale po pierwsze - właśnie wtedy sobie pozwalali na wakacje (Czaplinek!), po drugie - zawsze mnie zachwycało ówczesne podejście Mili, z lekka niefrasobliwe, że "pieniądze zawsze można zarobić", no i po trzecie - TERAZ właśnie zarabiają!
      • kooreczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 09:39
        I moje pytanie- czy wykładowcy na polskich uniwerkach nie mają socjalu? Nawet nauczyciele w podstawówkach dostają jakieś dodatki na wakacje dla dzieci. Poza tym oazy, kolonie, nawet półkolonie czy inne wakacje w mieście- i kochająca rodzina nie jest w stanie tego zapewnić?
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 09:52
          Oczywiście, ze mają. Poza tym wykładowcy uniwersyteccy mają kontakty z zagranicznymi uczelniami, podróżują, niekiedy biorą też dzieci/rodziny na taki wyjazd. No, ale to nie ten przypadek, Gaba, jeśli nawet raz wyjedzie poza Jeżyce, to od razu kończy się to szpitalem. Wniosek: lepiej nie wyjeżdżać, bo świat szeroki jest najeżony czyhającymi niebezpieczeństwami.
          A we wcześniejszych tomach bywały jeszcze jakieś wakacje, a to nad rybnym jeziorem, a to w Łebie, a to nawet Ida do raz jeden Włoch pojechała. Intryguje mnie, ze ci rzekomo znawcy i miłośnicy antyku nie ruszą się nigdy do korzeni, do Grecji, czy Italii.
              • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 13:03
                > No wlasnie, pokazac dzieciom kolebke antyku, zabytki, wyobrazam sobie, jak wzru
                > szony Ignacy prowadza ich po muzeach w Rzymie ... a tu nic, nawet przygody z Cy
                > pru ich nie interesuja!


                To zamknięcie się na świat, Europę, a nawet kraj poza Poznaniem jest dla mnie też źródłem irytacji. Tacy światli jakoby, a kiszą się na tym swoim zapupiu, najwyżej organizując wyprawy do Pobiedzisk lub pod Środę (młodzież). Jednak babcia wybrała się do Anglii, ale to usprawiedliwione, bo w wyższym celu, niż poznawczy - do DZIDZIUSIA.
                Ignac stary musiałby znać Rzym, by ich prowadzać i mieć ciekawość świata. A tu kicha, zna tylko Jeżyce i jezioro pod Czaplinkiem, gdzie ryby brały...
                • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.10.12, 20:38
                  > Ignac stary musiałby znać Rzym, by ich prowadzać i mieć ciekawość świata. A tu
                  > kicha, zna tylko Jeżyce i jezioro pod Czaplinkiem, gdzie ryby brały...

                  Aby jechać do Rzymu czy Grecji, trzeba by jeszcze znać obcy język nie tylko z książek. Borejkowie nigdzie nie jeżdżą, a języków obcych uczą się chyba tylko w szkole.
        • kebbe Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 23:52
          Mają! Mają socjal specjalny wakacyjny, to się nawet nazywa "pod gruszą" czy jakoś tak i chłop mój to dostaje na naszą córkę i na siebie ( na mnie nie, bo ja jestem nielegalna). To jest taka suma, że na kolonie pewnie nie starczy, ale grosze to też nie są :)
          • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:40
            kebbe napisała:

            > Mają! Mają socjal specjalny wakacyjny, to się nawet nazywa "pod gruszą" czy jak
            > oś tak i chłop mój to dostaje na naszą córkę i na siebie ( na mnie nie, bo ja j
            > estem nielegalna). To jest taka suma, że na kolonie pewnie nie starczy, ale gro
            > sze to też nie są :)

            Twój chłop nie dostawałby na Ciebie nawet, gdybyś była legalna. Wczasy pod gruszą są dla pracownika i jego dzieci bodaj do lat 14. Znaczy dzieci dostają dodatek kolonijny. Ale za to mój syn dostał ten dodatek po raz pierwszy kiedy miał 4 miesiące życia za sobą :-)
        • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:36
          Jako adiunkt na polskim uniwerku oświadczam, że mają. Wprawdzie nie za wielki, ale Gaba jako dr hab. nie zarabia mało, jej mąż też, więc na jakieś chocby skromne 2 tygodnie w sezonie B na pewno by wystarczyło. Przeciez Gaba, kiedy jeszcze była sama, zafundowała Nitrii wakacje pod warunkiem, że ta zabierze ze sobą dwa małe Gabowe potwory. Dziwi ten brak ciekawości świata u ludzi, którzy podobno są tak niezwykle inteligentni.
      • lauragom85 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 10:50
        grimma napisała:

        > i tak. juz się dowiedziałam dlaczego Borejkowe dzieci nigdzie nie jezdzą - bo t
        > o niepotrzebny zbytek. Świat można poznawać z cieplego mieszkanka, czytając ksi
        > ążki.

        Jest parę wzmianek o ich wojażach. Ida z Markiem wybrali się maluchem w podróż po Europie. Gaba z Grzesiem spędzili miesiąc miodowy w Wenecji. Róża wybierała się na wycieczkę szkolną do Włoch. Adam chce zabrać Laurę do Wilna...
    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 21:23
      Chciałam jeszcze dodać, że strasznie irytują mnie Gadki Drętwe a Wzniosłe, które bohaterowie wygłaszają zamiast normalnie porozmawiać. Gdzieś bodaj w "Sprężynie" jest taka scenka, gdzie Gaba i Grześ rano - przed wyjściem do pracy? - wyglądają przez okno, patrzą na rosnące na ulicy drzewo i Gaba wygłasza jakieś refleksje o wietrze, który porusza jego gałęziami, a którego nie widać, ale coś tam... Generalnie, nie wiadomo, o co chodzi, ale jest Wzniośle.
    • retro-story Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 21:59
      Irytujące i dość obrzydliwe (dla mnie w każdym razie) są anatomiczne opisy. Nie chodzi mi bynajmniej o idusiowe "migdałki jak brokuły" i "ciach-wątróbkę" w wykonaniu Mamerta, tylko np. o wyciąganie żądła z paszczy Gburka (miękka tkanka, żądło wyciągnięte dwoma paznokciami) albo odsysanie kieliszka (podważanie języka tępym nożem) czy scenę z żarówką. Jakoś odstręczające są te sceny, a przy tym, według mnie, w ogóle zbędne.
      • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 10:41
        Ja wpiszę trzy rzeczy
        1. słowa mamy Żakowej z Szóstej klepki do Cesi (po tym jak ta prawidłowo zdiagnozowała różyczkę u Bobcia) - "to ty POWAŻNIE chcesz iść na medycynę?". Osoba, która na siłę wepchnęła starszą córkę na ASP (uruchamiając wszystkie możliwe znajomości - to jest napisane otwartym tekstem) całkowicie lekceważy aspiracje młodszej i w gruncie rzeczy nie troszczy się o jej przyszłość. Mówiąc szczerze właśnie ten fragment sprawia, że nie rozumiem dlaczego rodzina Żaków jest tak uwielbiana na tym forum.
        2. Zachowanie Dmuchawca z Kwiatu kalafiora gdy jedna z uczennic (Beata Kowalczuk konkretnie) mówi, że boi się kontaktów z ludźmi, jeden z kolegów złośliwie kwituje, że to dlatego, że jest miękka i od razu widać a Dmuchawiec miast dyskretnie zwrócić uwagę, że to nie pora na osobiste wycieczki i że każdy głos w dyskusji jest tak samo cenny, przyłącza się do ogólnej wesołości.
        3, Generalnie cała Kalamburka a zwłaszcza pryncypialny antykomunizm Ignacego, który trochę nie współgra z koncepcją postaci z lat 70 - pryncypialni antykomuniści raczej nie dostawali Honorowej Odznaki Miasta Poznania i nie byli typowani do przyjmowania zagranicznych gości. Ponadto nie podoba mi się pomysł z wizytą Pyziaka u Borejków w 1993 r. - wychodzi na to, że Mila dość brutalnie wtrąciła się w życie Gabrieli i jej rodziny i przez te wszystkie lata nie była wobec najstarszej córki szczera. Trochę dziwne, że Janusz w 2004 r. nie napomknął o tej wizycie a jeśli wspomniał - że w żadnym stopniu nie popsuło to relacji matki z córką.
        • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 10:47
          > 1. słowa mamy Żakowej z Szóstej klepki do Cesi (po tym jak ta prawidłowo zdiagn
          > ozowała różyczkę u Bobcia) - "to ty POWAŻNIE chcesz iść na medycynę?". Osoba,
          > która na siłę wepchnęła starszą córkę na ASP (uruchamiając wszystkie możliwe zn
          > ajomości - to jest napisane otwartym tekstem) całkowicie lekceważy aspiracje m
          > łodszej i w gruncie rzeczy nie troszczy się o jej przyszłość.

          Ejże-ejże? Ona to pytanie zadała Z SZACUNKIEM. Była pod wrażeniem Cesinej diagnozy. Tak robi matka, która nie troszczy się o przyszłość córki?
          Ja tam nigdzie tego nietroszczenia się nie widzę.
          • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 11:53
            Celestyna była dopiero w pierwszej licealnej. W tym wieku aspiracje nastolatków traktuje się trochę inaczej niż dwa-trzy lata później, do matury najczęściej dwadzieścia razy zdążą zmienić zdanie. Ja zresztą również odebrałam pytanie Irenki Żakowej jako wyraz szacunku, zaskoczenia i ogólnie bycia pod wrażeniem wiedzy Ceśki.
        • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 15:34
          piotr7777 napisał:

          > Ja wpiszę trzy rzeczy
          > 1. słowa mamy Żakowej z Szóstej klepki do Cesi (po tym jak ta prawidłowo zdiagn
          > ozowała różyczkę u Bobcia) - "to ty POWAŻNIE chcesz iść na medycynę?". Osoba,
          > która na siłę wepchnęła starszą córkę na ASP (uruchamiając wszystkie możliwe zn
          > ajomości - to jest napisane otwartym tekstem) całkowicie lekceważy aspiracje m
          > łodszej

          Czy ja sie mylę, czy to, że zwraca sie do Cesi z szacunkiem też jest napisane otwartym tekstem?

          A poza tym, jak już dziewczyny napisały - tu jest mowa o szesnastolatce, uczennicy pierwszej klasy liceum, powiedzenie "poważnie chcesz iść na medycynę/ fizykę/ ASP/ germanistykę/ cokolwiek?" to w moim odbiorze zupelnie neutralne pytanie, nie byloby takim napisane tak, jak ty to zrobiłes "ty POWAŻNIE chcesz...?", no, ale nie jest.

          > 2. Zachowanie Dmuchawca z Kwiatu kalafiora gdy jedna z uczennic (Beata Kowalczu
          > k konkretnie) mówi, że boi się kontaktów z ludźmi, jeden z kolegów złośliwie kw
          > ituje, że to dlatego, że jest miękka i od razu widać a Dmuchawiec miast dyskret
          > nie zwrócić uwagę, że to nie pora na osobiste wycieczki i że każdy głos w dysku
          > sji jest tak samo cenny, przyłącza się do ogólnej wesołości.

          To jest zachowanie Dmuchawca równiez z "Szóstej klepki", i jest nie dość, że koszmarne, to jeszcze w dodatku nie najgorsze. Najgorsze jest, moim zdaniem, publiczne ujawnianie autorów wypowiedzi w podobno anonimowej ankiecie, i naigrawanie sie z nich. Absolutnie skandaliczne, slowa prawdy by ode mnie w następnej ankiecie taki wychowawca nie zobaczył.

          Ale to jeszcze był Dmuchawiec, który był "równym facetem, nie pyta, pał nie stawia", z czasów, gdy pisarka nie była Homerem Jezyc, tylko autorką sympatycznych książek, a nie Dmuchawiec - Niewzruszone Centrum Wszystkich Swych Uczniów, Pedagogiczny Wzorzec Z Sevres, Mężnie Odchodzący W Bieli.
            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.11.12, 13:43
              Dmuchawiec po prostu nie był dobrym nauczycielem. Najjaskrawiej, moim zdaniem, widać to w jego stosunku do Ewy Marcinkowskiej [później Jedwabińskiej]. Stawiał jej piątkę bez przekonania i swoim lekceważeniem odbierał jej całą wartość. Nie zauważył, że jego uczennica [i wychowanka, o ile się nie mylę jest powiedziane, że był wychowawcą jej klasy?] ma problemy... A przecież problemy Ewci - Sopel zaczęły się już wtedy! I on, gdyby był dobrym nauczycielem, zauważyłby to i zareagował. Ale wygodniej, łatwiej było mu uznać, że Ewa to kujon, więc umie na bardzo dobry, niż zauważyć w jej oczach ogromną potrzebę akceptacji. Mógł to zrobić bez zbytniego wysiłku, wystarczyłoby gdyby oddając prace klasowe uśmiechnął się i powiedział np. "Doskonała charakterystyka Kmicica. Brawo, Ewa!" i zamienił z nią kilka zdań. Nikt we mnie nie wmówi, że bardzo dobra uczennica nigdy, przez całą szkołę nie zrobiła nic wartego pochwały! Poszedł po prostu na łatwiznę. Ujawnianie autorów ANONIMOWYCH ankiet - jest po prostu poderwaniem zaufania i, jak napisał ktoś wcześniej, gdyby mój nauczyciel zrobił coś takiego w następnej ankiecie pisałabym mu bajki o ufoludkach, a nie prawdę o sobie. W sumie bardzo przeciętny nauczyciel, zerowy pedagog i mierny człowiek. Tyle, że lubił Gabona i Pieróg na niego donosił do UB co się skończyło zwolnieniem z pracy...
              • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.11.12, 15:29
                Dmuchawiec jest pedagogiem do chrzanu: ujawnia anonimowe ankiety, beztrosko zrzuca na Cesię korepetycje z Danką (zagrożoną nie z polskiego, a ze wszystkich przedmiotów, czyli sprawa jest poważniejsza niż tylko dwójka z polaka; pewnie, że Dmuchawiec nie jest wychowawcą, ale czy nie wypadałoby, żeby taki dobry pedagog zainteresował się sytuacją rodzinną dziewczyny z dobrego domu, która tak nagle straciła zainteresowanie nauką?), w dość brutalny sposób oświadcza nastolatce, że "z twoją twarzą" o roli Gertrudy nie ma mowy (świetny, zaprawdę, wychowawca młodych pokoleń, który takie coś robi publicznie przy rówieśnikach, i w dodatku jak najbardziej poważnie). Mam wrażenie, że ta postać wyrwała się autorce spod kontroli (któraż to zresztą z kolei!). O ile w SK jest to po prostu nauczyciel mówiący do uczniów ludzkim głosem, bez prób tamtoczesnej indoktrynacji i ogólnego przedmiotowego raczej podejścia do uczniów, którzy często sprowadzali się do numerów w dzienniku, nawet w "Kłamczusze" jest to nauczyciel niestandardowy, w końcu wystawianie Szekspira to naprawdę nawet i dzisiaj chyba w szkole nie byle co, o tyle w dalszych częściach mamy już Deus ex machina Spiżowego Pegagoga, Przyjaciela Młodzieży, na dodatek męczennika za Solidarność. Nie wiadomo, skąd, nie wiadomo, dlaczego, ale Dmuchawiec wielkim nauczycielem był i innej wersji już nie ma.
                • olkit0 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.11.12, 16:10
                  > Dmuchawiec jest pedagogiem do chrzanu: ujawnia anonimowe ankiety, beztrosko zrz
                  > uca na Cesię korepetycje z Danką (zagrożoną nie z polskiego, a ze wszystkich pr
                  > zedmiotów, czyli sprawa jest poważniejsza niż tylko dwójka z polaka; pewnie, że
                  > Dmuchawiec nie jest wychowawcą, ale czy nie wypadałoby, żeby taki dobry pedago
                  > g zainteresował się sytuacją rodzinną dziewczyny z dobrego domu, która tak nagl
                  > e straciła zainteresowanie nauką?)

                  No właśnie był wychowawcą, który uwielbiał rozdyskutowaną klasę trzecią zaś swoją własną Ib z Cesią, Gabrysią, Danką, Hajdukiem i Pawłem uważał za bandę wystraszonych baranków. Zresztą przecież te ankiety to właśnie na lekcji wychowawczej.
        • isia_54 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.12.14, 19:08
          ...się w życie Gabrieli i jej rodziny i przez te wszystkie lata nie była wobec najstarszej córki szczera. Trochę dziwne, że Janusz w 2004 r. nie napomknął o tej wizycie a jeśli wspomniał - że w żadnym stopniu nie popsuło to relacji matki z córką.
          Pewnie nie pamiętał bo "po pijanemu zachciało mu się dawną rodzinę zobaczyć" albo cos w tym stylu, ja natomiast nie rozumiem dlaczego niby nie miał tej rodziny zobaczyć? Czy Gaba by porzuciła natychmiast swoje mieszadło do sałat wraz z geniuszem młodocianym I rzuciła się w objęcia złego Pyziaka? Przynajmniej Laura miałaby szansę poznać ojca troche wcześniej...
          • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.12.14, 19:18
            isia_54 napisała:

            > Pewnie nie pamiętał bo "po pijanemu zachciało mu się dawną rodzinę zobaczyć" al
            > bo cos w tym stylu, ja natomiast nie rozumiem dlaczego niby nie miał tej rodzin
            > y zobaczyć? Czy Gaba by porzuciła natychmiast swoje mieszadło do sałat wraz z g
            > eniuszem młodocianym I rzuciła się w objęcia złego Pyziaka? Przynajmniej Laura
            > miałaby szansę poznać ojca troche wcześniej...

            Puziak niegodzien był po prostu, aby jego ślepia spoglądały na splendory Dzielnej Grzywki. Niegodzien i cześć.
    • zla.m Ida - elaborat ;) 22.08.12, 11:26
      To ja się wypowiem - irytuje mnie Ida dorosła. Nie jako osoba, ale sposób jej opisu na przestrzeni książek Neojeżycjady. Tak jakby autorka straciła do niej wszelką sympatię albo na siłę wykorzystywała ją jako "element komediowy"

      Noelka/Pulpecja - Ida wychodzi za mąż w zaawansowanym wieku 28 lat. WSZYSCY jej ten wiek wypominają. OMG, toż to starość, cud, że nie muszą Markowi dopłacać, że taką wziął... W moim środowisku ludzie (a obejmuję tym słowem także kobiety) ślubowali nie tylko po studiach, ale nawet po doktoratach. Ślubna średnia pewnie by wypadła około 30 albo ciut wyżej...

      Poza tym Ida była łamaczką serc i ogólnie wampem, naprawdę w wieku lat 28 dostawałaby nerwicy na myśl, że Marek zmieni zdanie ("bo ona tak strasznie chce już wyjść za mąż")? Osobiście nic mi się w tym nie podoba i nie klei - sercołamaczka by wiedziała, że tego kwiatu jest pół światu, a poza tym - to ona chciała MARKA czy chciała mieć męża? Bo jakoś tak dziwnie tego wynika, że jednak to drugie. Już nie wspomnę o tym, że jeżeli ktoś na serio rozważa w dniu ślubu, że pan młody może zmienić zdanie, to chyba w związku jest coś nie halo (albo ten ktoś ma poczucie wartości na poziomie piwnicy - to miałaby być Ida?)

      Ida-matka:
      - mówiąca do Józinka - wyśmiana w tym okrutnie przez autorkę. Bo oczywiście zamiast rozmawiać z dziećmi (a jest zgoda wśród psychologów, że mówienie do niemowląt stymuluje ich rozwój), lepiej nazywać je od niedostatków urody, nie wyciągać konsekwencji ze złego zachowania oraz martwić się, że wybuchnie wojna. W ogóle mam wrażenie, że cały motyw milczącego Józinka to wariacja na temat starego dowcipu o kompocie
      - wysyłająca syna do dziadków po chleb - oczywiście, to, że chleba zabrakło jest winą Idy, a nie Marka, choć pracują oboje. I jakoś nie mogło to być też zapomnienie, któregoś z dzieci. Nie, wina matki. Co innego, gdy zabraknie jajek do cyklopów - to wina złego świata
      - lekarka olewająca trwający 8 miesięcy potężny refluks dziecka... - choć to chyba raczej nie miało przedstawić Idy w złym świetle, a raczej jest wpaduchną autorską
      - dająca dziecku do gryzienia żelazną ramkę. Żelazną? Matka 3 dzieci nie ma pod ręką gryzaka? Że już o zignorowaniu zawartości ramki nie wspomnę ;)

      I jeszcze takie drobiazgi:
      Monika w <I>Kalamburce</i> myśli, że Ida jak zwykle się nieumiejętnie pomalowała... Ida? Która w wieku lat 14-stu nauczyła się ubiorem i makijażem podkreślać swoje zalety i kryć wady? Która w OwR, w najgorszych ubraniowo czasach, jest zawsze świetnie ubrana, która ma facetów na pęczki... Taka babka w wieku lat trzydziestu paru to się umiejętnie maluje nawet po ciemku...

      Oraz wyjazd do Brazylii. Na tydzień, żeby poleżeć na plaży. O ile nie płacił jakiś sponsor, to jest to co najmniej szaleństwo. Około 1,5 roku temu interesowałam się wyjazdami do Ameryki Południowej. Najtańszy bilet, z przesiadką, to koszt rzędu 1,5 tysiąca dolarów w obie strony. Około 3200 przy nisko stojącym dolarze. Przy czym to bilet rzeczywiście tani, wyszukany w licznych porównywarkach cen, kupiony przez internet itp. Ten sam bilet za pośrednictwem lotu to już jakieś 5000.

      I teraz nagle 2 osoby jadą sobie na marny tydzień za równowartość niezłej pensji każda (obecnie średnia krajowa to właśnie jakieś 3,5tys.). Po to, żeby poplażować! A wcale nie jestem pewna, jakie były ceny biletów w roku poczęcia Ziutka (2006), zakładałabym, że raczej stosunkowo wyższe, ponadto te dobre parę lat temu stosunek dolara do złotówki był jednak inny (najbardziej korzystny był chyba w roku 2009, wcześniej dolar był drogi), no i niekoniecznie Polacy mogli dokonać każdego zakupu przez internet - my nie mieliśmy tak powszechnie wypukłych kart, zagraniczni sprzedawcy - zaufania. Więc skoro Ida z Markiem mogą sobie pozwolić na takie tygodniowe wypady, to nie dziwi hojna oferta kupienia Pyzie mieszkania ;) Dziwi raczej, że sami dawno nie wykupili np. mieszkania nad Borejkami i nie wynieśli się z tej piwnicy...
      • dakota77 Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:13
        Wszystko prawda. Tez niestety mam wrazenie, ze autorka stracila do Idy sympatie i przedstawia ja w niekorzystnym swietle.

        Swieta prawda, jak chodzi o tygodniowy wyjazd do Brazylii. W przypadku tak drogich biletow lotniczych i dalekich podrozy nikt nie planuje krotkich wyjazdow, to sie po prostu nie oplaca.
        Ale przypuszczam, ze MM po prostu sie nad tym nie zastanawiala. Dziwi to u autorki, ktora kiedys sprawdzala nawet jaka byla pogoda w konkretny dzien akcji w Poznaniu.
        • kanga_roo Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:45
          a przecież - jak wiele razy już tu podkreślano - wystarczyło lekko stłumić rozszalałą wyobraźnię, wysłać Pałysów na Rivierę czy choćby do Chorwacji, a niechby i na Kretę.

          wiele jest takich momentów, w których wystarczyło powiedzieć "stop". ale nie było komu, najwyraźnej.
      • kopiec_esmeralda Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:37

        > To ja się wypowiem - irytuje mnie Ida dorosła.

        W ogóle wiele postaci w miarę upływu tomów robi się karykaturami samych siebie. Ida (najbardziej ją lubiłam, poza Cesią i Julią) staje się krzykliwą ekscentryczką, którą traktuje się jakby z przymrużeniem oka, w przeciwieństwie do cukrowej tzw. Gabuni. Bernard z Kłamczuchą są coraz bardziej dziwaczni i oderwani od rzeczywistości, ich synkowie jak ze slapstiku. Kuriozalna jest rodzinka Schoppe, beznadziejnie nudny i nie wiedzieć czemu pełen zahamowań Robrojek. Natomiast Tygrys czarodziejskim sposobem zamienił się w TiR w ciumcię, drążącą na myśl o niemrawym synu ogrodnika.
        Z tą Brazylią faktycznie podpadziocha, MM mogla ich wysłać do Włoch Ryanairem za 99 zl w obie strony.
        A mieszkanie w piwnicy tyle lat... wzięci lekarze - skandal.
      • kajaanna Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 14:30
        Dodam jeszcze jedno. Bardzo drażni mnie Ida - lekarka opętana neurozą na punkcie wszechobecnych bakterii i drobnoustrojów, z wstrętem analizuje dworzec kolejowy jako ognisko epidemii co najmniej cholery i dżumy.
        Ona oczami wyobraźni te bakterie widzi wszędzie! Ciekawe, czy miał to być kolejny element komiczny, czy wręcz przeciwnie - w tej scenie Ida miała się czytelnikom jawić jako odpowiedzialna lekarka?
          • kopiec_esmeralda Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 14:45
            > Skojarzyło mi się to z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym. Czyżby pierwsze stad
            > ium choroby psychicznej u Idusi?

            Raczej MM chce pokazać, jaka ta nasza Idusia komiczna jest. Chuda, nerwowa, hałaślliwa, po prostu dziwaczka jakaś. Nie to co zrównoważona ostoja wszelakiej świętości. Czy dorosła Gabunia ma w ogóle jakieś wady lub chociaż śmiesznostki?
          • anutek115 Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 15:38
            black-apple napisała:

            > Skojarzyło mi się to z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym. Czyżby pierwsze stad
            > ium choroby psychicznej u Idusi?

            Mi też! W ogóle nie rozumiem tej sceny, do tego stopnia, ze nawet mnie nie irytuje, tylko dziwi - co sie tej kobiecie nagle stało? Mieszkająca od lat w suterenie, nie przejawiąca cech obłedu na temat czystości osoba nagle ma wizje pełzających i atakujących bakterii i wyrywa obcej osobie żywność z ręki, bo niezdrowa i jedzona w niewłaściwym otoczeniu... Niepojete.
        • raszefka Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 15:31
          Co ciekawe, widzi te bakterie bardzo wybiórczo. Bo na ten przykład czy podjęła jakieś działania dezynfekcyjno-sterylizacyjne w stosunku do wspomnianej wcześniej ramki od protoplasty? Ot tak dała niemowlakowi do ciamkania. Zgodnie z regułą, że przy pierwszym dziecku smoczek z podłogi gotujesz, przy drugim - pluczesz soczkiem, przy trzecim - wycierasz o spodnie.
          • bupu Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 18:14
            raszefka napisała:

            > Co ciekawe, widzi te bakterie bardzo wybiórczo. Bo na ten przykład czy podjęła
            > jakieś działania dezynfekcyjno-sterylizacyjne w stosunku do wspomnianej wcześni
            > ej ramki od protoplasty? Ot tak dała niemowlakowi do ciamkania. Zgodnie
            > z regułą, że przy pierwszym dziecku smoczek z podłogi gotujesz, przy drugim - p
            > luczesz soczkiem, przy trzecim - wycierasz o spodnie.

            A bo Idozmora generalnie wybiórcza jest. McDusi szepcze jadowite słówka o błogosławionym luziku w pasie, natomiast nie zauważa ile żre jej własny syn, ba, sama pierogi in toto pochłania. Frytki i chipsy to dla niej złowrogie tłuszcze i kancerogenne substancje. ale w pysznych pierogach z mięsem, kiełbasie, pożeranej przez Józina w ilościach hurtowych i innych domowych specjałach jakoś tych tłuszczy nie dostrzega. Kompletny brak konsekwencji.
          • ananke666 Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 19:55
            raszefka napisała:

            > Co ciekawe, widzi te bakterie bardzo wybiórczo. Bo na ten przykład czy podjęła
            > jakieś działania dezynfekcyjno-sterylizacyjne w stosunku do wspomnianej wcześni
            > ej ramki od protoplasty?

            Podjęła. Wrzątkiem z czajnika, za czem wytarła, podmuchała i dała dziecku. To jest dopiero babol - oblejcie porządnie wrzątkiem metalowy przedmiot, wytrzyjcie i dajcie... na początek sobie. Wątpię, żebyście były zachwycone, metal świetnie przewodzi temperaturę. Na oko jakieś 80-90 stopni powinna mieć ta ramka.
      • anutek115 Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 15:42
        zla.m napisała:

        > I jeszcze takie drobiazgi:
        > Monika w <I>Kalamburce</i> myśli, że Ida jak zwykle się nieumie
        > jętnie pomalowała... Ida? Która w wieku lat 14-stu nauczyła się ubiorem i makij
        > ażem podkreślać swoje zalety i kryć wady? Która w OwR, w najgorszych ubraniowo
        > czasach, jest zawsze świetnie ubrana, która ma facetów na pęczki... Taka babka
        > w wieku lat trzydziestu paru to się umiejętnie maluje nawet po ciemku...

        O, na pewno tak, ale moim zdaniem to raczej charakteryzuje Monikę jako tę wredną teściową, w przeciwieństwie do dysponującą, ekhm, taktem i surową bezstronnością nieskazitelnej Melanii zapewne. Monik juz na slubie snuje rozmyślania w dokładnie tym samym stylu, o tym, że Mareczek powinien wziąć inną dziewczynę z tej samej rodziny, ale widac lubi charaktery niestabilne, że Ida jest zaborcza... późniejsze "jak zwykle nieumiejetnie" jest IMHO ciagiem dalszym rozważań teściowej nad synową.
      • mama_kotula Re: Ida - elaborat ;) 26.09.12, 17:53
        Cytat
        - dająca dziecku do gryzienia żelazną ramkę. Żelazną? Matka 3 dzieci nie ma pod ręką gryzaka?


        Moje najmłodsze dziecko gryzło linę taterniczą i kabel od telefonu oraz yyy coś dziwnego z jajka niespodzianki, szmaciano-gumowego.
        To pisałam ja, matka trójki dzieci. Nie miałam pod ręką gryzaka. Różnica wieku między starszymi dziećmi i najmłodszym była spora (7-8 lat), zatem gryzaka po starszych nie miałam i nie zamierzałam kupować, bo z doświadczenia wiedziałam, że dedykowany stuff dla ząbkujących przeważnie się nie sprawdza.
    • significado-significante Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 15:36
      Mnie osobiście irytuje wszystko co mieści się w wątku "Niespójności", bo wiele rzeczy, nawet abstrakcyjnych czy dziwnych, możnaby zaakceptować, gdyby łączyły się w logiczną całość z faktami poprzedzającymi i poprzedzanymi, a irytuje właśnie to co się nie łączy, sytuacje, które (nawet jeśli teoretycznie są prawdopodobne i mogłyby się wydarzyć) nie tworzą klarownych związków przyczynowo-skutkowych.
      Stąd też:
      1) Przemaglowana już miliardy razy Natalia na Cyprze (bo owszem mogła pojechać, mogła sobie nawet poradzić, ale z punktu widzenia czytelnika nie trzyma się kupy sposób w jaki zostało to przez autorkę opisane i jak gładko przeszła nad tym do porządku dziennego po powrocie Nutrii - żadnych prób spojenia tego wyjazdu z dotychczasową fabułą, żadnych wyjaśnień co, gdzie, kiedy, jak i dlaczego, żadnych konsekwencji, żadnych wspomnień, nic.)
      2) Przemaglowany tyleż samo razy powrót Natalii z tegoż Cypru (bo owszem występują pewnie w naturze rodziny bezrefleksyjnie faworyzujące jedne dzieci kosztem drugich, istnieją niesprawni emocjonalnie rodzice, którzy nie potrafią odpowiednio wyartykułować swych uczuć i przemyśleń i robiący własnej córce przykrość mimochodem i niechcący - ale przecież to nie to, co wiemy o Borejkach, nie to co się nam usilnie wmawia)
      3) Najbardziej irytują mnie właśnie wszystkie te sytuacje kiedy czytamy jedno a widzimy drugie, ten odautorski komentarz bez pokrycia we własnopiórnie stworzonych faktach. W JT mamy na przykład obrzydliwą scenę gdy Róża mówi babci że jest w ciąży, a ta druga zachowuje się nader niesympatycznie, nieempatycznie i niedelikatnie, jej reakcja balansuje pomiędzy irytacją, obojętnością i zniecierpliwieniem. A następnie w Żabie czytamy, że Róża postanowiła nazwać córkę Mila na cześć babci "Bo babi umie wspierać jak nikt inny". Kiedy, gdzie i jak?
      4) Irytują mnie mieszkania z gumy, w których świeżopoślubieni mężowie bez protestu godzą się kisić jak ogórki z całą resztą (bynajmniej nie dyskretnej) rodziny.
      5) Irytują mnie przemądrzałe dzieci i zdziecinniali dorośli, którzy mylą fakty, twarze i imiona.
      6) Irytują mnie fobie i uprzedzenia autorki pokryte z wierzchu słodziutkim lukrem tolerancji (vide egzotyczno-komiczny pan Oracabessa)
      7) Nie mieści mi się w głowie stosunek rodziny do Laury
      8) a także nie przemawia do mnie nabożny stosunek rodziny i znajomych do Gabrieli.
      • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.10.12, 20:50
        W JT mamy na przykład obrzydliwą scenę gdy Róża mówi babci że jes
        > t w ciąży, a ta druga zachowuje się nader niesympatycznie, nieempatycznie i nie
        > delikatnie, jej reakcja balansuje pomiędzy irytacją, obojętnością i zniecierpli
        > wieniem. A następnie w Żabie czytamy, że Róża postanowiła nazwać córkę Mila na
        > cześć babci "Bo babi umie wspierać jak nikt inny". Kiedy, gdzie i jak?

        O, to moja irytacja. Kiedy Pyza opowiada, jak to na cześć Mili i jej wsparcia nazwała córkę, a ja wspominam tę ohydną scenę z tomu wcześniej, to mam wrażenie, że albo ja jestem w Matriksie, albo autorka.

        > 4) Irytują mnie mieszkania z gumy, w których świeżopoślubieni mężowie bez prote
        > stu godzą się kisić jak ogórki z całą resztą (bynajmniej nie dyskretnej) rodzin
        > y.

        Mam taką teorię, że Borejkówny pozostają na zawsze Borejkównami. Nawet jak mają męża i dzieci, wciąż są zaledwie córkami swoich rodziców, wiecznymi dziewczynkami. Najjaskrawiej to widać po Gabie - przecież ona ma nadal mentalne 17 lat, co widać chociażby po tym, że nawet nie zmieniła stylu ubierania i nadal wzdycha jękliwie na myśl o Pyziaku. I to mamusia z tatusiem muszą sterować jej życiem osobistym, przeganiając złego chłopca. Zresztą potem tak samo dzieje się z Pyzą i Laurą - ich życiem osobistym sterują dziadkowie, wyganiając złych chłopców ("Dyskwalifikacja!" jak to wycedziła Babi), łaskawie aprobując dobrych. Wszyscy są w istocie dziećmi Ignaca i Babi i tak też ma się zachowywać, dlatego aprobowani są partnerzy senni, ugodowi i bezpłciowi, którzy godzą się na bycie wiecznym dodatkiem do związku żony z rodzicami.
    • black-apple Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 17:23
      W akcie masochistycznego samounicestwienia sięgnęłam po Język Trolli - i już po kilku stronach padłam pod naporem negatywnych emocji, na czele których stoi zażenowanie pomysłami autorki. Poniżej krótka lista:

      1. O niechęci autorki do makijażu, czy raczej umalowanych kobiet wiedziałam już od dawna, ale mam wrażenie, że w tej książce osiągnęło ono apogeum. Sceny z nastolatkami przytaczać nie muszę - była już często i krytycznie omawiana, natomiast uderzyła mnie już nie niesmak i niezadowolenie z jakim dziewięcioletni (sic!) Józinek opisuje umalowaną Laurę. Odautorskie uwagi zabarwione konserwatyzmem i uprzedzeniami starzej pani ("Moja droga, za moich czasów się nie malowano") przekazywane ustami chłopczyka to nie jest to, co misie lubią najbardziej.

      2. Nieistniejąca empatia Mili gloryfikowana jako głos rozsądku. Scena z Pyzą wyjawiającą, że jest w ciąży jest tego dobitnym przykładem. Z reguły spokojna i cicha dziewczyna przychodzi roztrzęsiona z płaczem, a jej babcia nie mam jej nic innego do powiedzenia niż kpiąco zaoferować pomóc, a potem zbywać ją tekstami o końcowych terminach i nagromadzeniu pracy. Gdyby babcia była tak inteligentną i bystrą osobą jak ją Musierowicz oczami Józinka widzi, to znalazłaby sposób by delikatnie i z poszanowaniem emocji Pyzy dowiedzieć się w czym rzecz, zamiast oświadczyć, cytuję: "Przeszkadza mi, że chlipiesz". Jedyny moment, w którym Mila wykazuje się czymś innym niż ironią, sztorcowaniem czy brakiem zainteresowania, to reakcja na Józinka "sorry". Bo oczywiście dziadek nie znosi, gdy mówi się "sorry" miast zdrowe, polskie "przepraszam". O tempora, o mores! Jakim człowiekiem trzeba być, aby swoją własną zrozpaczoną i przygniecioną ciężarem wielkiego problemu wnuczkę potraktować lekceważąco, wręcz olać, a unieść się zgorszeniem słysząc jak drugi mówi zwyczajne popularne angielskie słowo?

      3. Cały wątek miłosny, czyli 80% zawartości książki i rozmyślania Józefa Pałysa na poziomie pretensjonalnego osiemnastolatka. Gloryfikacja Trolii to swoją drogą, bo dla mnie charakter dziewczyny jest płaski jak deska. Kandydatka na Mary Sue Jeżycjady. Trójkąt miłosny pomiędzy dziewięciolatkiem, dziesięciolatkiem a piętnastolatką pominę milczeniem.
      • the_dzidka Re: Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 18:45
        > niesmak i niezadowolenie z jakim dziewięcioletni (sic
        > !) Józinek opisuje umalowaną Laurę. Odautorskie uwagi zabarwione konserwatyzmem
        > i uprzedzeniami starzej pani

        Jestem w stanie zrozumieć, że dzieciakowi może nie podobać się umalowana zbyt ostentacyjnie kuzynka, jeżeli do takiego jej widoku nie jest przyzwyczajony.

        > Jedyny moment, w którym Mi
        > la wykazuje się czymś innym niż ironią, sztorcowaniem czy brakiem zainteresowan
        > ia, to reakcja na Józinka "sorry". Bo oczywiście dziadek nie znosi, gdy mówi s
        > ię "sorry" miast zdrowe, polskie "przepraszam". O tempora, o mores! Jakim człow
        > iekiem trzeba być, aby swoją własną zrozpaczoną i przygniecioną ciężarem wielki
        > ego problemu wnuczkę potraktować lekceważąco, wręcz olać, a unieść się zgorszen
        > iem słysząc jak drugi mówi zwyczajne popularne angielskie słowo?

        Przecież Mili tak naprawdę nie chodziło o to nieszczęsne "sorry", tylko o to, że nagle, podczas intymnej rozmowy z wnuczką, okazuje się, że przez cały czas miały słuchacza. Dlatego na widok wyłaniającego się z kibelka Józinka kompletnie zaskoczona Mila wykrzykuje w desperacji: "Józinku!" (w domyśle: ty to wszystko słyszałeś?!), po czym, chcąc szybko jakoś pokryć swoje zażenowanie, przyczepia się w panice do deski ratunku pt "Józinek powiedział sorry".
        • black-apple Re: Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 18:59
          > Jestem w stanie zrozumieć, że dzieciakowi może nie podobać się umalowana zbyt o
          > stentacyjnie kuzynka, jeżeli do takiego jej widoku nie jest przyzwyczajony.
          To wystarczyło napisać, że wygląda "mizernie i łyso" a nie dodawać to nieszczęsne "jak wszystkie dziewczyny".

          > Przecież Mili tak naprawdę nie chodziło o to nieszczęsne "sorry", tylko o to, ż
          > e nagle, podczas intymnej rozmowy z wnuczką, okazuje się, że przez cały czas mi
          > ały słuchacza. Dlatego na widok wyłaniającego się z kibelka Józinka kompletnie
          > zaskoczona Mila wykrzykuje w desperacji: "Józinku!" (w domyśle: ty to wszystko
          > słyszałeś?!), po czym, chcąc szybko jakoś pokryć swoje zażenowanie, przyczepia
          > się w panice do deski ratunku pt "Józinek powiedział sorry".
          To twoja interpretacja, ja pozostanę przy swojej. I dodam, że irytuję mnie znacznie mocniej podejście babci do problemu Pyzy, już tu wspomnianego przez jedną forumowiczkę.
    • maryboo Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 17:57
      Postać Ani Górskiej. Całościowo.
      Nie mam pojęcia, dlaczego autorka wybrała sobie akurat tę dziewczynkę na ofiarę, ale córka Patrycji jest przedstawiana w Jeżycjadzie po prostu okropnie: niemal w co drugim akapicie Języka Trolli możemy przeczytać, że Ania jest "gruba", jej spojrzenie "otępiałe" i ogólnie - takie to powolne, rozlazłe, cokolwiek przygłupie...No i łakome, panie tego, likier wylizuje do dna, aż się język zasysa. W "Sprężynie" MM jakby trochę przystopowała w kwestii fizyczności, ale za to dowiadujemy się, że biedne małe Górskie umieją bawić się tylko w dom i sklep - a dla prawdziwie stymulującej intelektualnie rozrywki potrzebna jest Grammar Nazi Łusia...
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 18:10
        maryboo napisała:

        > Postać Ani Górskiej. Całościowo.
        > Nie mam pojęcia, dlaczego autorka wybrała sobie akurat tę dziewczynkę na ofiarę
        > , ale córka Patrycji jest przedstawiana w Jeżycjadzie po prostu okropnie: niema
        > l w co drugim akapicie Języka Trolli możemy przeczytać, że Ania jest "gruba", j
        > ej spojrzenie "otępiałe" i ogólnie - takie to powolne, rozlazłe, cokolwiek przy
        > głupie...No i łakome, panie tego, likier wylizuje do dna, aż się język zasysa.
        > W "Sprężynie" MM jakby trochę przystopowała w kwestii fizyczności, ale za to do
        > wiadujemy się, że biedne małe Górskie umieją bawić się tylko w dom i sklep - a
        > dla prawdziwie stymulującej intelektualnie rozrywki potrzebna jest Grammar Nazi
        > Łusia...

        O! Ooooo! Się podpiszę, też mnie to irytuje okrutnie. Sposób, w jaki to dziecko jest przedstawiane, jest po prostu obrzydliwy.
    • anutek115 No to teraz ja :). 22.08.12, 18:12
      Co czytam poprzednie wątki, to mi sie przypomina, potem z glowy wylatuje, potem znów przypomina, wreszcie się w garść wzięłam i piszę. Pisalam o tym zresztą już wcześniej, ale nie pamiętam gdzie i kiedy, więc sie powtórze tutaj.

      Niebotycznie irytuje mnie przedstawianie Gaby nieustannie jako osoby taktownej (cała rodzina zresztą jest, ale u gaby jakoś mnie to wyjątkowo w oczy gryzie), podczas gdy IMHO jest to tak naprawdę osoba wścibska, źle wychowana i narzucająca sie bez specjalnych skrupułów, i nic nie robiacą sobie z tego, że może zrobic innym przykrość, a taktu pozbawiona tak, jakby ją wyprano w Perwollu z namaczaniem w dodatku.

      Jest to otóż osoba, która, na przykład:

      - pozwala swoim córkom buszowac w sypialni nowożeńcow w ich noc poślubną i do ślicznej główki jej nie przyjdzie, że nalezy smarkate natychmiast i nieodwołalnie stamtad wyprowadzić,

      - w sytuacji, gdy Ida wścieka się w kuchni, że Marek snuje plany wyprowadzki, bo córusie Gaby im życ nie daja nie dość, że nic nie robi, to jeszcze doprowadza do tego, że to Ida się tłumaczy, jakby była czemuś winna,

      - po szczerej rozmowie z Nutria (o tym, ze chce być sama, by przemyślec ważne rzeczy przecież!!!) i jej wyznaniu, że boi sie ona Tygrysa, w ramach jedynej reakcji wysyłajaca siostrę z dziećmi nad morze,

      - w "Córce Robrojka" po prostu nachalnie dopytuje się, co Robert myśli, jakie ma plany itp., chociaz nawet osoba wybitnie krótkowzroczna o północy w ciemnej piwnicy zauważylaby, że facet sie miga od odpowiedzi jak może,

      - w "Imieninach" dręczy Natalię rozważaniami, jak to niedobrze jest, że nie wybrała sobie Robrojka,

      - a w "Tygrysie i Róży" jest cała długa rozmowa (jeszcze z równie taktowną SuperMelanią), w czasie której przetaktowne, urocze, cha, cha, cha, hi, hi, hi, jak przeciez nic złego, ja z milosci, nadal dręcza Natalię w kwestii zakochania, którego nie widac, ale jak człowiek tak docieka, to, cha, cha, cha, usłyszy to, czego kto inny nie chce powiedzieć ("NIE CHCE powiedzieć", do cholery!!!!),

      - zaprasza na Wigilię obcego (dla całej rodziny) faceta, nie zastanawiajac się ani nad tym, co pomysli jego rodzina, ani nad uczuciami własnej siostry, ktora tego samego dnia ma poznać tesciową (a to jest zawsze trudne doświadczenie, nawet, jesli tesciowa okazuje sie super babką),

      i tak dalej, i tak dalej. Nie wiem, jak kto, ale ja nie chciałabym miec takiej siostry, i nie dziwię się, że nikt (najwyraźniej) nie chce mieć takiej przyjaciółki.

      Jedno, czego nie rozumiem to to, jak autorka może nie widzieć, że do tego stopnia pisze coś innego niż naprawde pisze, mam nadzieję, że rozumiecie, co chciałam powiedziec w tym nader pokrętnym zdaniu ;D.
      • black-apple Re: No to teraz ja :). 22.08.12, 18:54
        > Niebotycznie irytuje mnie przedstawianie Gaby nieustannie jako osoby taktownej
        > (cała rodzina zresztą jest, ale u gaby jakoś mnie to wyjątkowo w oczy gryzie),
        > podczas gdy IMHO jest to tak naprawdę osoba wścibska, źle wychowana i narzucają
        > ca sie bez specjalnych skrupułów, i nic nie robiacą sobie z tego, że może zrobi
        > c innym przykrość, a taktu pozbawiona tak, jakby ją wyprano w Perwollu z namacz
        > aniem w dodatku.

        Ech, łezka się w oku kręci na wspomnienie szeroko tu omawianego i krytykowanego zachowania Gaby, która nie dość, że potraktowała mieszkanie Anieli jako własny domek letniskowy wysyłając do niej dzieciaki z Nutrią (na którą bez pytania spadł cały ciężar odpowiedzialności, jak uprzednio wspomniałaś), to jeszcze po tym jak kazała Anieli stawić się na dworcu po ich odbiór zlała ją bez wyjaśnienia. Nie mówiąc o nieszczęsnym maluchu Bernarda, w którym miał się niby zmieścić właściciel, dwie dorosłe i wysokie na standardy Jeżycjady kobiety, dwójka dzieciaków i bagaże.
      • vi_san Re: No to teraz ja :). 27.11.12, 14:13
        Gaba właściwie z każdym tomem wścieka mocniej! Nie pojmuję [tępa widac jestem!] jak można przedstawiać jako ideał osobę która:
        1. jest beznadziejna jako matka [a/. po własnych przejściach w związku z Januszem nie uwzględniła w edukacji córek jakichkolwiek informacji o zapobieganiu ciąży? I to do tego stopnia, że Pyza [już nie dziecko przecież tylko STUDENTKA!!!] idzie na całość i jest zaskoczona i przerażona ciążą; b/. kiedy Tygrys jedzie do Torunia do "cioci Almy" matka nie dość, że nie robi NIC, nie dzwoni po szpitalach, policji itp, ale martwi się głównie tym, by nie denerwować rodziców - po powrocie zaś nie dostrzega, że cała ta ucieczka to był krzyk dziecka o pomoc - podobnie, jak wcześniej Gieniusi - Aurelii przychodzenie na "obiadek"; c/. kompletnie nie dostrzega, że jej synek pod wpływem dziadziusia rośnie na małego donosiciela i szpicla; d/. swojej pasierbicy po prostu nie dostrzega.
        2. mimo iż obiecała Kresce opiekować się jej dziećmi "jak matka" w Mccośtam ma kompletnie w nosie, że Ida obraża Magdę, nie tylko nie stopuje rudego kościotrupa, ale po prostu nie widzi nic złego w przycinkach swojej siostruni o "błogosławionym luziku w pasie"...
        3. Jej takt [noc poślubna Idy i Marka - to w końcu oczywiste, że świeżo poślubieni małżonkowie marzą o tym, by pół nocy grać z rozpuszczonymi bachorami w makao], empatia [powrót Nutrii z Cypru] itp są po prostu nie do opisania. I słusznie - nie ma słów by opisać nicość!
        • stokrotka2201 Re: No to teraz ja :). 14.02.14, 09:44
          niewiarygodne że tak wiele osób to irytuje, myślałam że tylko ja tak mam :) tez uważam że Świętość i nieomylność Gaby jest przesadzona za to inne siostry są traktowane i przedstawiane jako te gorsze. Mnie zastanawia również świetna passa zawodowa w nowych tomach Jeżycjady, jakkkolwiek wcześniej Borejkowie miewali problemy finansowe, tak teraz wszystko się układa idealnie, nikt nie jest bezrobotny, każdy sobie znajduje pracę marzeń kurcze jak szkoda że u mnie w zyciu tak nie ma :)
    • melmire Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 18:23
      Mnie dzgnela jedna scena z "Kalamburki", kiedy Gizela, przedstawiana jako surowy ale jednak wzor cnot wszelkich, po chamsku olewa zaprzyjaznionego sklepikarza.

      "Rudzik opowiadał właśnie o swoim synu - poszedł na prawo, postanowił zostać adwokatem! - ale Gizela wychodziła już na ulicę, zamykając drzwi, które potrąciły zawieszony nad nimi dzwoneczek."
    • piotr7777 mała prośba 23.08.12, 07:32
      Czy można prosić o dokładne przytoczenie dwóch scen:
      1. Powrót Natalii z Cypru (konkretnie powitanie)
      2. Rozmowa Róży z babcią o ciąży.

      Zdaje się, że te sceny wiodą prym w temacie irytacji.
      • the_dzidka "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 09:41
        Wpadli na peron pierwszy dokładnie w momencie, gdy zaczęto otwierać drzwi wagonów ekspresu “Warta”. Biegnąc, bez trudu dostrzegli w połowie peronu gromadkę rodzinną; jej centrum stanowili babcia Mila i dziadek Ignacy, trzymający za rączki Ignacego Grzegorza. Jego ojciec, Grzegorz Stryba z kolei przytrzymywał go za kołnierz, gdyż Ignacy Grzegorz, tak zwykle zrównoważony, obecnie wyrywał się co sił ku pociągowi. Jak stos miedzianych drucików żarzyła się z daleka nowa fryzura ciotki Idy - szczupłej, eleganckiej i odrobinę jak zwykle znużonej towarzystwem swego sennego męża oraz rozhukanego syna Józinka. Ten ostatni nie zwracał najmniejszej uwagi na pociąg; ważniejsze dlań było, czy zdoła dosięgnąć celnym kopniakiem swego kuzyna Ignacego Grzegorza. Obok stała złotowłosa i urocza ciocia Patrycja, cała w ulubionych błękitach oraz jej mąż Florek - szczupły, wysoki i jak zwykle roześmiany.
        Otwarły się drzwi wagonu, Ignacy Grzegorz wrzasnął: - Mama!!! i wyrwał się wszystkim trzymającym go rękom, by pognać przed siebie, ku widniejącej na schodach wysokiej, zgrabnej sylwetce w dżinsach. Zaraz za jasną głową mamy powiewały rude jak marchewka loki ciotki Natalii.
        - Gaba! Gaba! - zakrzyknęła tęsknie babcia, a w tym samym momencie dziadek wzniósł okrzyk identyczny w tonacji i natężeniu:
        - Nutria! Nutria!
        Pyza zastanowiła się przez chwilę, jak też rodzinne przezwisko ciotki Natalii może być odbierane przez postronnych - ale zaraz i ona rzuciła się ku drzwiom wagonu. Grzegorz już uwalniał mamę od bagażu, a Ignaś już wisiał na jej szyi. Natomiast Natalia, ledwie zszedłszy ze stopni wagonu, znalazła się niespodziewanie w gorących i szczerych objęciach Bernarda, który dobiegł do niej jako pierwszy i obecnie korzystał z przysługującej mu okazji do wycałowania jej piegowatych policzków.
        - Wenus Cypryjska! Wenus! Gratuluję aparycji - rzekł wreszcie, odsuwając ją na odległość ramienia i starając się li tylko już wzrokiem wyrażać podziw i czysto estetyczne zadowolenie. - Witaj w domu, Natalio! Witaj w domu!
        - Bernardzie, na Jowisza, a ty skąd się tu wziąłeś? - zwróciła się doń ze śmiechem mama, jednocześnie ściskając swe najmłodsze dziecko. - Jeśli dobrze pamiętam, mieliście być we Francji?
        - Dobrze pamiętasz, Gabrielo, ideale kobiecości - ciepło odparł Bernard i obdarzył ideał kobiecości wilgotnym pocałunkiem powitalnym. - Wróciliśmy dosłownie trzy dni temu i natychmiast pospieszyłem tu, by was powitać. Uwielbiam pociągi, są takie ciepłe.
        - Ciepłe? - powtórzyła mama z roztargnieniem, bo już ją ściskały Pyza i Laura. - Boże drogi, dzieci, jak ja się za wami stęskniłam.
        - Nie było cię tak długo! - z wyrzutem rzekł dziadek; przechodząc mimo.
        - Tak, całe trzy doby! - dodała babcia. - Gabrysiu, dom bez ciebie jest okropnie pusty.
        - Okropnie, Gabuniu - przytwierdził dziadek, kiwając głową, otoczoną wianuszkiem kędziorków, z których niektóre były jeszcze rudawe. Jego pociągła twarz, w której dominowały linie pionowe, ułożyła się w wyraz pretensji. - Postaraj się już nigdy nie wyjeżdżać, dobrze? Witaj, witaj moja Nutrio kochana!
        - Robiłam, co się dało - wytłumaczyła się Pyza w odpowiedzi na spojrzenie mamy, podczas gdy dziadkowie już byli w epicentrum wydarzeń i obcałowywali Natalię. - Przez cały czas ktoś był w domu z dziadkami. Ale wiesz, jak to jest...
        - Wiem - powiedziała mama, śmiejąc się do niej całą swoją miłą, okrągłą i piegowatą buzią. - Bo zawsze tak samo się czuję, jak ty wyjeżdżasz...
        • kkokos Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 19:02
          ak stos miedzianych drucików żarzyła się z d
          > aleka nowa fryzura ciotki Idy - szczupłej, eleganckiej i odrobinę jak zwykle zn
          > użonej towarzystwem swego sennego męża
          oraz rozhukanego syna Józinka.

          hm, hm
          jak zwykle
          znużonej
          odrobinę
          obecnością męża
          hm
          sennego męża
          hm
          • emae Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 09:18
            kkokos napisała:

            >
            > hm, hm
            > jak zwykle
            > znużonej
            > odrobinę
            > obecnością męża
            > hm
            > sennego męża
            > hm

            Też zwróciłam na to uwagę :) W wątku o małżeństwach. Fragment, którego nie pamiętałam i mocno mnie zaskoczył. Jakoś tak przyjęłam, że wieczna senność Marka przeszkadza tylko... nam na forum :)

        • meduza7 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 20:20
          Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:

          - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie-malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

          Zapachniało sektą...
          • bupu Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 20:29
            meduza7 napisała:

            > Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:
            >
            > - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie
            > -malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej
            > myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

            >
            > Zapachniało sektą...

            Ano. Żeby dorosła baba musiała ukrywać przed rodziną zamiar kupienia własnego mieszkania to jest niepojęte.
            • klawiatura_zablokowana Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 15.10.12, 21:03
              Ogólnie mnie wkurza, że wyprowadzka od rodziców jest postrzegana jako coś złego. A kiedy Marek Pałys snuje plany wyprowadzki, bo nie może nawet skonsumować swojego małżeństwa, rodzina uważa to za dziwne, aspołeczne i bulwersujące zachowanie. Wkurza mnie to, bo mnie wychowano zupełnie inaczej, w kulcie samodzielności, samostanowienia i swobody urządzenia sobie życia (w tym małżeństwa) samemu, bez publiczności i ingerencji rodziców.

              Rozumiem, kiedy młodzi ludzie po ślubie nie mają kasy, rozumiem czasy komuny, kiedy nie można było sobie ot tak wziąć kredytu na mieszkanie i go kupić, rozumiem wszystko, ale przecież ani Gabriela z Grzesiem ani Ida z Markiem nie mieli tej sytuacji. Ani Cesia z Hajdukiem ani Julia z Tolem - na dłuższą metę. Znam parę, co wyprowadziła się od teściów dopiero, gdy starszemu dziecku stuknęło 18, bo odziedziczyli jakiś dom czy coś takiego. Nic dziwnego, że jeżycjadowe małżeństwa takie bezpłciowe - nie sposób się kłócić przy 10 osobach w domu. Ale to niestety nie świadczy o wyjątkowej zgodności, raczej o tym, że małżonek spoza rodziny już dawno przestał walczyć o cokolwiek.
          • the_dzidka Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 09:11
            > Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:
            >
            > - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie
            > -malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej
            > myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

            >
            > Zapachniało sektą...

            Prawda? Na Bora, co to za ciepła i dobra rodzina, w której informację o planach wyprowadzki trzeba podawać w małych dawkach, żeby się przyzwyczaili? W której literaturę popularną dziecku podaje się ukradkiem, w tajemnicy przed dziadkiem? W której żona myśli ze zmartwieniem, że jej lekturę wyszydziłby mąż?
            • meduza7 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 18:52
              A swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, co się stało z pieniędzmi Natalii. 14 lutego 1998 roku wraca z Cypru i mówi w tajemnicy, że zarobiła tyle, że stać ją na malutkie, własne mieszkanie. 18 lutego 1999 roku nadal mieszka z rodzicami, w mieszkaniu, w którym meble są stare i zniszczone, a wicher wyje i miecie śniegiem przez nieszczelne okna. Wygląda na to, że zainwestowała w jakieś ówczesne Amber Gold...
              • nessie-jp Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 19:27
                meduza7 napisała:

                > A swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, co się stało z pieniędzmi Natalii. 14 lut
                > ego 1998 roku wraca z Cypru i mówi w tajemnicy, że zarobiła tyle, że stać ją na
                > malutkie, własne mieszkanie. 18 lutego 1999 roku nadal mieszka z rodzicami,

                No jak to, co się stało. NIE WYSZŁA ZA MĄŻ. Przecież chyba nie podejrzewasz Borejkówny o taki radykalizm, żeby miała czelność wydawać pieniądze na mieszkanie dla SIEBIE? Jakby wyszła, toby oddała grzecznie mężowi i mąż by kupił malutkie, własne mieszkanie ze skrzynki po pomarańczach. Ale że nie wyszła, to jej została staropanieńska wytarta kanapka na wytartym dywanie kątem u rodziców, chlip.
              • lauragom85 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 16.10.12, 11:18
                meduza7 napisała:

                > A swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, co się stało z pieniędzmi Natalii. 14 lut
                > ego 1998 roku wraca z Cypru i mówi w tajemnicy, że zarobiła tyle, że stać ją na
                > malutkie, własne mieszkanie. 18 lutego 1999 roku nadal mieszka z rodzicami, w
                > mieszkaniu, w którym meble są stare i zniszczone, a wicher wyje i miecie śniegi
                > em przez nieszczelne okna. Wygląda na to, że zainwestowała w jakieś ówczesne Am
                > ber Gold...

                Też się nad tym zawsze zastanawiałam :)
                Pewnie Borejkowie byli tak zrozpaczeni pomysłem Natalii o wyprowadzce, że biedna Nutria postanowiła zaoszczędzić rodzinie stresów i zainwestowała pieniądze w coś innego ;)
          • lauragom85 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 16.10.12, 11:13
            meduza7 napisała:

            > Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:
            >
            > - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie
            > -malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej
            > myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.


            No cóż, w końcu wyprowadzenie się z domu rodzinnego dorosłego dziecka, które samo jest w stanie się utrzymać, jest czymś strasznym i nienaturalnym ;)

      • aganoreg Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 09:52
        Tymczasem spokojnie zajął się lekturą Tintina. Stracił poczucie czasu. Z zadumy wyrwał go odgłos łkania za drzwiami.
        - Co tam, Pyzuniu? - usłyszał zaraz zniecierpliwiony głos babci, a klekot klawiszy ustał.
        - Nic, nic - odparła zduszonym głosem kuzynka Róża, szlochając chyba w rękaw lub kuchenną ścierkę.
        - Nic? To nie płacz - z roztargnieniem doradziła babcia. Upłynęła dłuższa chwila, wypełniona żałosnym pochlipywaniem Róży. Laptop klekotał bez przerwy.
        - No? - spytała wreszcie dalekim głosem Babi.
        - Głupstwo.
        - Cała zapuchłaś. Jeśli głupstwo, to szkoda urody.
        - To nie głupstwo - obruszyła się Róża.
        - Poważna sprawa?
        - Bardzo.
        Cisza. Józinek nadstawił ucha. Wreszcie znów zabrzmiał miły, lekko oschły, trochę ironiczny głos babci:
        - Mogę jakoś pomóc? - Nie.
        - Powiesz mi, co to za problem, czy tylko będziesz obiecująco popłakiwać?
        - Nie kpij sobie.
        - Bo wolałabym popracować. Terminy mnie gonią.
        - A! Proszę! Pracuj sobie, pracuj!
        - Przeszkadza mi, że chlipiesz.
        - Mogę wyjść! Mogę wyjść!
        - To wtedy będę wiedziała, że beczysz w swoim pokoju.
        - Znów żartujesz.
        - Może po prostu powiedz krótko, w czym rzecz. Rzadko się ciebie widuje we łzach.
        - Tak (-hu,hu,hu-), jestem takim rodzinnym promyczkiem. Wcielenie beztroski.
        - Bal się wam nie udał?
        - Jaki bal? (-hu,hu,hu-) Nie byłam na balu. Boże! Boże! Znów cisza.
        - Masz dwadzieścia dwa lata - oschłe odezwała się babcia. - Nie płacz jak dziecko. Powiedz, o co chodzi, krótko i zwięźle.
        Surowość babci zawsze działała niezawodnie. Płacz Róży ustał.
        - Jestem w ciąży - oznajmiła. Józinek aż upuścił komiks. Ale numer.
        - Tak też myślałam - spokojnie stwierdziła babcia, a Józinek wprost skamieniał na sedesie, porażony jej przenikliwością i wszechwiedzą. - Przy tym stole siedziała kiedyś twoja mama, mówiąc to samo. Tylko mniej płakała, bo to dzielna dziewczyna. Było to około dwudziestu dwóch lat temu. Jak ten czas leci.
        - Dwudziestu dwóch?
        - Tak jest. Twój ojciec, Janusz Pyziak, niezmiernie się obawiał małżeńskiej niewoli.
        - I co?
        - Pogadałam z nim i zmienił wreszcie zdanie. Niestety, jak ci wiadomo, raczej na krótko. Może nie powinnam była się wtrącać, i tak zwiał.
        - Och! (-hu.hu.hu-).
        - Nie, no proszę, to nieznośne. Róża przestała szlochać.
        - Chcę ci coś wyjaśnić, babciu, bo pewne rzeczy wyjaśnić trzeba. Ja nie dlatego płaczę, że jestem w ciąży, bo ja chcę być w ciąży. To znaczy, skoro już będę miała dziecko, to chcę mieć dziecko. I nie dlatego płaczę, że Fryderyk nie chce się ze mną ożenić, ja go nawet nie pytałam, czy chce się ze mną ożenić, ponieważ ja nie chcę. Bo zachował się tak, jak się zachował. Nigdy więcej nie wspominajcie o tym człowieku, bo ja też o nim nie wspomnę.
        - W każdym zdaniu udało ci się zawrzeć powtórzenie - skonstatowała z zainteresowaniem babcia.
        - Babi! Czy do ciebie w ogóle dociera, co ja mówię?!
        - Tak. Każdy szczegół i wszystkie konsekwencje.
        W tym momencie Józinek zdecydował się wreszcie nacisnąć spłuczkę. Kaskada wody z wielkim szumem spłynęła w głąb muszli, a zapowietrzone rury zaczęły swe monotonne zawodzenie.
        - Kto tam jest? - dopytywała się właśnie spłoszona Róża, gdy Józinek stanął w drzwiach, zwijając komiks w trąbkę.
        To tylko ja - powiedział ponuro. - Wszystko słyszałem. Sorry.
        - Józinku!!! - wykrzyknęła babcia ze zgorszeniem, a kiedy spojrzał na nią niespokojnie, dodała: - Wiesz doskonale, że dziadek nie znosi, kiedy mówicie „sorry” zamiast „przepraszam”. Pilnuj się.
        • kopiec_esmeralda Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 10:03
          Okropność! Za co oni ją uwielbiali? Gdzie to rzekome ciepło?
          I zastanawiająca ta stała "ironia" u starszych pań: Mila, ciotka-emerytka-malarka (od "Kłamczuchy), sorry, zapomniałam imienia, malarka w przejściu podziemnym w Noelce - ta ich ironia jest traktowana przez MM jako pozytyw, czy wyznacznik inteligencji do pary z przenikliwością i dystansem. Zadziwiające, bo dla mnie ironia bez powodu jest li i jedynie przejawem jeśli już nie złośliwości, to braku życzliwości.
        • bupu Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 16:29
          Mnie tu wyraźnie wynika, że Babol nie mógł zgorszyć się podsłuchiwaniem Józina, bo Józin przecież nie podsłuchiwał celowo i specjalnie, ucho do ścian przyklejając, tylko siedział w kibelku. I musiał kiedyś z niego wyjść. Więc wygląda na to, że bardziej niż ciąża Róży wstrząsnęło Babolem józinowe "Sorry".
          • kkokos Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 18:58
            bupu napisała:

            > Mnie tu wyraźnie wynika, że Babol nie mógł zgorszyć się podsłuchiwaniem Józina,
            > bo Józin przecież nie podsłuchiwał celowo i specjalnie, ucho do ścian przyklej
            > ając, tylko siedział w kibelku. I musiał kiedyś z niego wyjść. Więc wygląda na
            > to, że bardziej niż ciąża Róży wstrząsnęło Babolem józinowe "Sorry".


            nie, dla mnie zupełnie nie
            raczej odruchowo uznała, że generalnie całość rozmowy nie powinna była dotrzeć do uszu małoletniego józinka - rodzinne tajemnice i takie tam - natomiast nie chciała rozbudzać jego zainteresowania sensacjami, które podsłuchał, więc go krótko obcięła pod byle jakim pretekstem.
            • meduza7 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 20:11
              Jezujezunieczyt. To jest naprawdę okropna scena. Żeby było śmieszniej, wydaje mi się, że rozumiem intencję autorki - chciała prawdopodobnie pokazać, że Mila przyjmuje tę wieść spokojnie, nie histeryzuje i nie robi tragedii. A wyszło jak wyszło. Na litość boską, w momencie, w którym wnuczka oznajmia, że jest w nieplanowanej ciąży, a ojciec dziecka zwiał - ona liczy jej powtórzenia w zdaniu???!!!
              • kkokos Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 20:26
                Na litość boską, w momencie, w którym wnuczka oznajmia, że jest w niepl
                > anowanej ciąży, a ojciec dziecka zwiał - ona liczy jej powtórzenia w zdaniu???!
                > !!

                babcia, dla której to żadna nowina. przecież "domyślałam się tego".
                • kosheen4 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 26.08.12, 16:57
                  kkokos napisała:

                  > Na litość boską, w momencie, w którym wnuczka oznajmia, że jest w niepl
                  > > anowanej ciąży, a ojciec dziecka zwiał - ona liczy jej powtórzenia w zdan
                  > iu???!
                  > > !!
                  >
                  > babcia, dla której to żadna nowina. przecież "domyślałam się tego".


                  a dla mnie to coś w rodzaju reakcji obsesyjno-kompulsywnej. nie dowierzam że w TEJ rodzinie mogłoby po kimś spłynąć jak po kaczce że na świecie pojawi się teleskopiątko.
                  Mila liczy, bo jest zdenerwowana i kryje to zdenerwowanie pod maską.

                  osobiście bardzo lubię Milę, i myślę sobie że to co jest w niej konsekwentne to właśnie ta maska - rodzina się nie domyśla pisania dramatów, a czytelniczki nie domyślają się empatii :)
                  • nessie-jp Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 26.08.12, 19:43
                    > a dla mnie to coś w rodzaju reakcji obsesyjno-kompulsywnej. nie dowierzam że w
                    > TEJ rodzinie mogłoby po kimś spłynąć jak po kaczce że na świecie pojawi się tel
                    > eskopiątko.
                    > Mila liczy, bo jest zdenerwowana i kryje to zdenerwowanie pod maską.

                    A dla mnie to wygląda na usilne pokazywanie przez autorkę, jaka ta Mila jest dżezi, kul i postępowa, w ogóle jej nie ruszają jakieś nieślubne ciąże, bo to taka wyluzowana babka jest i nie splami się okrzykiem udręki ani niedowierzania, gdzieżby, jak jakaś Majchrzakowa. Nie, nie, Babi jest taka luzacka i och jej, jeszcze szkoda, że nie żuje gumy balonowej i nie wypuszcza balonów z rozgłośnym pyknięciem, punktującym każde Różowe powtórzenie.

                    Irytuje mnie to jak diabli, uch.
                    • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 14:35
                      W ogole, skoro Mila byla taka hiper-przewidujaca i wiedziala zawczasu, 'domyslala sie' wszechwiedzaco, ze Pyza jest w ciazy, to po co w taki glupi sposob pytala ja, dlaczego placze? Pytala ja, zdaje sie, o bal - po co, skoro domyslala sie, w jakiej sytuacji jest wnuczka?
                      • emae Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 14:44
                        croyance napisała:

                        > W ogole, skoro Mila byla taka hiper-przewidujaca i wiedziala zawczasu, 'domysla
                        > la sie' wszechwiedzaco, ze Pyza jest w ciazy, to po co w taki glupi sposob pyta
                        > la ja, dlaczego placze? Pytala ja, zdaje sie, o bal - po co, skoro domyslala si
                        > e, w jakiej sytuacji jest wnuczka?

                        No dobrze, a jak miała pytać? "Co tak płaczesz, w ciąży jesteś?" ;)
                        • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 15:39
                          No nie, ale jakos bardziej empatycznie ... Jezeli myslala, ze wnuczka maze sie bez powodu, to te wszystkie jej 'przestan chlipac, ja pracuje' jeszcze daloby sie tlumaczyc (moze), ale jezeli domyslala sie, ze cos sie szykuje, to nie pytalaby chyba lekko 'Bal się wam nie udał?'
                          • emae Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 15:42
                            croyance napisała:

                            > No nie, ale jakos bardziej empatycznie ... Jezeli myslala, ze wnuczka maze sie
                            > bez powodu, to te wszystkie jej 'przestan chlipac, ja pracuje' jeszcze daloby s
                            > ie tlumaczyc (moze), ale jezeli domyslala sie, ze cos sie szykuje, to nie pytal
                            > aby chyba lekko 'Bal się wam nie udał?'

                            Właśnie w tym problem, że zdaniem autorki, taka lekka ironizująca postawa, bez czułostkowości i ciumkania, jest akurat najwłaściwsza i najbardziej krzepiąca w trudnych sytuacjach. To się przewija przez cały cykl.
                            • meduza7 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 22:38
                              A przecież Mila potrafiła być kiedyś o wiele bardziej empatyczna. Weźmy tę rozmowę z Idą w "Idzie sierpniowej". Tam też na początku jest taki lekki dystans, kiedy Mila mówi, że została w domu, bo nie lubi upału - ale widząc, jak córka to odbiera, przyznaje się, że została ze względu na nią. I potrafi ją pocieszyć, też przecież bez czułostkowości i ciumkania, ale - tak z serca. I mówi to piękne zdanie "Jedną mam tylko Idusię, nie?".
                              Kto ukradł tamtą Milę???

                              Mam teorię: słynny dramaturg Kal Amburka to w rzeczywistości Obcy z Proximy Centauri, który zawładnął ciałem niczego nieświadomej Mili i pozbawił ją całkowicie ludzkiego sposobu odczuwania. A te błyskotliwe dramaty, które ona od tej pory tak trzaska bezustannie, to w rzeczywistości jego zakamuflowane raporty dla rodaków szykujących inwazję!
                              • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 29.08.12, 14:18
                                Wg mojej teorii Mila zrobila sie pasywno-agresywna, bo ma dosyc mieszkania z cala rodzina na kupie.
                                Liczyla na to, ze corki dorosna i sie wyniosa, a one rycza, ze bez tatusia i mamusi nie moga zyc i ani mysla sie wyprowadzac. Mila chcialaby miec kat dla siebie, ma dosyc wnuczek i ich problemow, w ogole wszystkiego ma dosyc, udala sie wiec na emigracje wewnatrzna piszac. Miala nadzieje, ze jej ironiczne uwagi zostana w koncu zrozumiane wlasciwie i wszyscy dadza jej swiety spokoj, ale nie.
                                • meduza7 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 29.08.12, 15:08
                                  Coś w tym jest. A że w tej rodzinie nie ma zwyczaju mówienia o różnych rzeczach wprost, każdy obawia się, by nie być "niedyskretnym" i "niedelikatnym", co więcej - chęć odłączenia się od kupy też jest niemile widziana ("Oni nie lubią, jak się odchodzi"), to zostaje tylko oschłość i ironiczne aluzje.
                          • verdana Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 15.09.12, 19:48
                            Pamiętam, jak wracałam z wakacji i łaziłam zdenerwowana, bez przerwy nusdząc rodziców rozwazaniami, czy jestem w ciąży, czy nie jestem. Tak to sie odbywa w normalnej, zaprzyjaźnionej rodzinie.
                            A kochana babunia, ktora domyśla się, zę wnuczka jest w ciąży i dlatego płacze mówi, że jej płacz przeszkadza, bo terminy gonią? I ryzykuje, ze wnuczka nic nie powie, wyjdzie i zostanie z problemem sama?
                            Dla mnie ta scena ma jednoznaczną wymowę - nie ma co sie rozczulać nad kimś, kto popełnił rzecz niewybaczalną, karygodną. Tak moglaby się zachować rodzina, gdyby Pyza chlipała, bo przejechała dziecko kradzionym samochodem - moze o tym opowiedziec, ale na wsparcie rodziny nie ma co liczyć.
                            • ding_yun Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 17.09.12, 09:23
                              rverdana napisała:

                              > Pamiętam, jak wracałam z wakacji i łaziłam zdenerwowana, bez przerwy nusdząc ro
                              > dziców rozwazaniami, czy jestem w ciąży, czy nie jestem. Tak to sie odbywa w no
                              > rmalnej, zaprzyjaźnionej rodzinie.

                              No nie wiem. To zależy w dużej mierze od charakteru, a nie tylko od stosunków w rodzinie. Ja koszmarnie nie lubię zdawania ludziom bieżących relacji ze swojego życia - jak próbuję się dostać na studia to przystępuję do dzialania w spokoju, a w swoim czasie powiadomię zainteresowanych gdzie będę studiować. Podobnie z szukaniem pracy - męczą mnie narady dotyczące tego gdzie i jak tej pracy powinnam szukać, nie omawiam tego więcej niż konieczne ani z rodziną ani z przyjaciółmi. Nie mam potrzeby opowiadania ludziom jaki jest postęp, jak poszło mi interview i tak dalej. Gdybym miała podejrzenie, że jestem w ciąży dowiedziałby się pewnie o tym mój jeden przyjaciel. Resztę powiadomiłabym dopiero gdybym miała już pewność, mając na uwadze, że news jest jednak dużego kalibru i może u niektórych spowodować duży wstrząs. Po co u licha powodować ten wstrząs wcześniej, być może zupełnie niepotrzebnie?
                              • verdana Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 17.09.12, 15:01
                                Alez to oczywiste - tylko mowimy tu o sytuacji Pyzy, która najwyraźniej chce sie podzielić informacją o ciąży i po to przychodzi. Więc nie ma co rozwazać sytuacji, gdy dziewczyna chce sama rozwiązać problem.
                                W moim przypadku ciąża nie byłaby żadnym wstrzasem, ani problemem. I rodzina przyjęła rozwazania normalnie, z czystą ciekawością.
        • zla.m Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 16:59
          Uch, co za wredne zachowanie. Jakby tak porozmawiały 3 minuty dłużej, to by Babi Straszliwa w końcu zdobyła się na szczerość i powiedziała, że nic jej nie obchodzi cierpienie wnuczki, bo ona tu ma PRACĘ i TWORZY. Przecież ona chce z niej wydobyć, o co chodzi, tylko dlatego, żeby Pyza przestała wreszcie nosem siąpać i przeszkadzać.

          I to by nawet było prawdopodobne - jak wiadomo, twórcy często są dość egotyczni i mają swoją hierarchię ważności spraw świata tego. Tylko że to wszystko jest podlane tym ciepłem i zachwytem nad kochaną Babcią, która wszystko wie, rozumie i emanuje tym zrozumieniem. Oraz ciepłem.
          • karolina.delila Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:29
            A nie wkurza was, jak świętojebliwa Gabriela bez jakiejkolwiek konsultacji z kimkolwiek przyprowadza w Noelce na wigilie brudne, zawszone i smierdzące Rumunki?
            No ten namolny katolicyzm, nic tylko do koscioła latają, Jan Paweł- wieli autorytet, córki MUSZA miec slub koscielny- toz to katopsychole są.
            Przy czym równoczesnie przy całym swoim katolicyzmie i " pomaganiu bliźnim" zapominają na 20 lat o Gizeli, czy ją kiedykolwiek zaprosili na Wigilię?
            • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:34
              > A nie wkurza was, jak świętojebliwa Gabriela bez jakiejkolwiek konsultacji z ki
              > mkolwiek przyprowadza w Noelce na wigilie brudne, zawszone i smierdzące Rumunki
              > ?

              Karolina, po raz drugi dzisiaj dostajesz informację: hamuj swój język, dobrze? Nie wiem, co cię dzisiaj ugryzło, zazwyczaj nie jesteś tak... radykalna w słownictwie, delikatnie mówiąc, ale bardzo cię proszę, opanuj się.
                • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:57
                  :) Ale to znaczy że co, postępowanie lezbobimbo (ubliżanie większości? jakieś inne forum odwiedzamy chyba) czy kogokolwiek innego daje ci przyzwolenie, żeby postępować tak samo?

                  Raz upominałam, raz nie, to fakt, skończyło się odebraniem praw moderatorskich, o ile pamiętasz.

                  Ja sama też się parę razy nie opanowałam, co nie znaczy, że uważam, że tak mi już wolno, no bo skoro juz zaczęłam... :)
                  • lezbobimbo Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 27.08.12, 17:12
                    the_dzidka napisała:
                    Ale to znaczy że co, postępowanie lezbobimbo (ubliżanie większości? j
                    > akieś inne forum odwiedzamy chyba) czy kogokolwiek innego daje ci przyzwolenie,
                    > żeby postępować tak samo?

                    Se wypraszam! O ile pamietam, mimo tego, ze nienawidze szczerze polowy postaci MM, rzucam miechem, a trolle ochoczo tratuje moimi racicami, nie zdazylo mi sie jechac po osobach fikcyjnych ostatnim lajnem rasistowskim i wulgarnym rynsztokiem typu "zawszone brudne Rumunki" albo "Kozio jest oblesna ciota w brazach i aksamitach".

                    Ale z drugiej strony, pochlebia mi nierzadko, ze trolliszczom i pacynkom nadal srogie BULE sciskaja odwloki z mojego powodu :>

                    Odbiegam jednakowoz z dyzgustem, a jakze.