Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :).

    • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 17:20
      Kłaniam się, pierwszy raz tu trafiłam kilka dni temu, korzystając ze zwolnienia, i się w odmęty MIŁEGO forum zagłębiam po pachy. Torcik na malowanym ręcznie talerzyku na przywitanie niosę. :)

      Byłam kiedyś na spotkaniu autorskim z MM (ponad 10 lat temu) i pamiętam, że padły tam pytania na temat: nienaturalnego języka młodzieży, braku kwestii seksu. Dobrze to zapamiętałam, czytając kolejne tomy, bo obie kwestie zostały tam sprowadzone do karykatury.

      1. Seks. Słynna rozmowa Ignacego B. z Fryckiem. Sensowne pytania i zarzuty Frycka spotykają się z flumen dicendi dziadka Borejki, który, szczerze mówiąc, odwraca kota ogonem i to Frycek wychodzi na idiotę. Owszem, nie pochwalam zarzutu o 'pułapce biologicznej', ale Senior Borejko machający palcem i powtarzający 'seks seks', żeby udowodnić, że to słowo nie jest mu obce - to groteska i parodia poważnej szczerej rozmowy. Którą, szczerze mówiąc, powinna odbyć mama Pyzy, a nie jej dziadek!

      2. Rozmowa Babi z Pyzą na temat rewelacji ciążowej została już przemaglowana i całkowicie się pod nią podpisuję, dodając kolejny kamyczek. W czasie rozmowy ze starym Schoppe, znowu sprowadzonej do absurdu, Mila roztkliwia się 'Małe dzieci tak ślicznie pachną'. Ratunku! To ma być dojrzały argument w poważnej rozmowie o przyszłości dwojga (a w zasadzie już trojga) młodych ludzi?? Brakuje tu Gizeli z jej celnym komentarzem 'z samego oddychania nie przeżyjecie' (na wieść o zaręczynach Ignaca z Milą).

      3. Bodzio - jako obraz strasznej współczesnej młodzieży. Strasznie mi zgrzytały te jego 'wow', nie dlatego że sam zwrot mnie denerwuje, ale był nadużywany i w dodatku w bezsensownych momentach, w których nikt by normalnie ich nie użył. Jakby MM chciała pokazać: chcieliście? To macie (hiehiehie).

      4. W sumie mało otwarci Borejkowie.
      "Laura, która najbardziej lubiła operę i jazz nowoorleański" - ok, mogła lubić, ale dlaczego ziewała, gdy jej kolega, rówieśnik, nastolatek chciał z nią rozmawiać o swoich zainteresowaniach? O ile pamiętam, w OwR Matylda została wykpiona właśnie za to, że mówiła ciągle o swoich zainteresowaniach, a kompletnie nie interesował ją Maciek. Tutaj Laura w sumie zachowuje się podobnie, ZIEWA, gdy kolega jej opowiada o sobie, ale to wcale nie jest be.

      • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 17:50
        kaarolcia26 napisał(a):

        > Kłaniam się, pierwszy raz tu trafiłam kilka dni temu, korzystając ze zwolnienia
        > , i się w odmęty MIŁEGO forum zagłębiam po pachy. Torcik na malowanym ręcznie t
        > alerzyku na przywitanie niosę. :)

        Witaj, talerzyk zaraz oddam ze stosownym jelitkiem (wersja wiosenna, z rzeżuchą).

        Co do punktu czwartego, Matylda została wdeptana w ziemię nie tyle za ciągłe rozprawianie o własnych zainteresowaniach, co raczej za prymitywizm i płytkość tychże. Bo to Maciuś ponad poziomy, nieprawda, wylatuje, o Szestowie i sensie życia myśli, a tu dziewczę puste i bezmyślne na ziemię trajkotaniem o serialach go sprowadza. Ostatecznie trzeba w pokorze uznać, że istnieją zainteresowania i Zainteresowania.
        Tak sobie teraz myślę, że w gruncie rzeczy Maciuś i Matylda wcale tak bardzo się nie różnili. Oboje samolubni, snobistyczni (tyle że snobujący się na różne rzeczy) i piekielnie irytujący :).
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.03.14, 19:04
        kaarolcia26 napisał(a):

        > Kłaniam się, pierwszy raz tu trafiłam kilka dni temu, korzystając ze zwolnienia
        > , i się w odmęty MIŁEGO forum zagłębiam po pachy. Torcik na malowanym ręcznie t
        > alerzyku na przywitanie niosę. :)

        Witaj, witaj i pozwól się poczęstować filiżanką herbatki. Prawdziwy Jelipton!

        > 1. Seks. Słynna rozmowa Ignacego B. z Fryckiem. Sensowne pytania i zarzuty Fryc
        > ka spotykają się z flumen dicendi dziadka Borejki, który, szczerze mówią
        > c, odwraca kota ogonem i to Frycek wychodzi na idiotę. Owszem, nie pochwalam za
        > rzutu o 'pułapce biologicznej', ale Senior Borejko machający palcem i powtarzaj
        > ący 'seks seks', żeby udowodnić, że to słowo nie jest mu obce - to groteska i p
        > arodia poważnej szczerej rozmowy. Którą, szczerze mówiąc, powinna odbyć mama Py
        > zy, a nie jej dziadek!

        Tyle, że Gaba od wielu tomów nie istnieje jako matka. Szczerze mówiąc jedyne jej wysiłki pedagogiczne jakie pamiętam, zaistniały w "Dziecku Piątku", przy rozmowie z Tygrysem na temat kłamstw, a i to wątłe były i mizerne. A poza tym...

        - Tygrys na ważne tematy rozmawia z dziadkiem
        - Pyza z nowiną o ciąży idzie najpierw do babci
        - życiem miłosnym Tygrysa interesuje się i czarną polewkę doręcza absztyfikantowi Ignac
        - z Frycem rozmawiają Milicja i Ignac
        - Miągwę wychowuje (na małego kapusia) dziadek (przed którym ustępuje również ojciec Ignasia)
        ...natomiast w tych wszystkich sytuacjach, gdy Gaba powinna przypiąć sobie identyfikator z napisem MATKA i zabrać się do pracy, ona:
        - łzy roni w melisę/pod dzielną grzywką
        - strzela focha
        - zmienia temat
        - udaje, że nie ma problemu
        - albo w ogóle rozpływa się chwilowo w niebycie.

        Znaczy się Gaba w tym domu nie piastuje funkcji matki, nie mówiąc o tym, że podporą nie bywa nawet dla własnych dzieci (a co tu o reszcie świata mówic).
    • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 13:03
      Bardzo się cieszę, że powstał wątek irytacyjny niedyskryminujący offtopów, gdyz od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby ulżyc sobie na forum :)

      Musierowicz czytam "od zawsze", zaczynając szczęśliwie, bo od Opium w Rosole. Pozostałe części czytałam kilka razy, nawet te najnowsze. Mam do nich sentyment mimo nonsensów, moralizatorstwa i analiz literackich w wykonaniu zarozumiałych smarkaczy ;)
      W związku z powyższym kilka moich mniej lub bardziej retorycznych pytań irytacyjnych (wybaczcie, jeśli bardzo dubluję treści już obsmarowane, ale po prostu MUSZĘ):

      - po co MM zapłodniła Idę po raz wtóry? Chyba nie po to, żeby uświadomić nam istnienie zjawiska późnego macierzyństwa. Poza tym, lekarz nieświadomy/a zmian w cyklu spowodowanych zmianami klimatycznymi to czysty purnonsens ;)
      - Naprawdę mamy uwierzyć, że Róża uwiodła Fryca dopiero wśród lunet, po tylu latach związku? Młodzi ludzie uwielbiający się całować nigdy nie poszli dalej? Rozumiem, katolickie wychowanie itd., ale jak się ma do tego ciąża Pyzy? I dlaczego nikt, absolutnie nikt w domu się ciążą Róży nie przejął?
      - Jakim cudem dziewięcioletni Józin gotuje i przewija? Czy to miało udowodnić jego wyjątkowej dojrzałości, czy też niewydolności Idy? Tak czy inaczej jest to słabe. Nie znam żadnego rozsądnego człowieka, który powierzyły dziewięciolatkowi opiekę nad niemowlakiem.
      - Zupełnie nie kupuję babci McDusi jako prostej kobieciny żyjącej serialami. To w końcu matka Kreski, opozycjonistka, więzień polityczny z czasów stanu wojennego! Jak taka kobieta mogła stać się nagle kurą domową?
      - Wracając jeszcze do Józina, to nie mogę znieść jego młodocianego mizoginizmu, tej pogardy wobec kobiet i tyranicznych zapędów. Myślałam, że rzucę Trollą czy tam inną Sprężyną w ścianę, gdy kazał Łusi wyczesać z włosów "te śmieci". Koszmar.
      - Dlaczego wszyscy nieprzystający do jeżycjadowych ideałów chłopcy mają na imię Patryk? McDusię zdradził Patryk, Patryk tez zabrał Laurę na pierwszą randkę, na której nudziła się jak mops. Pani MM jest wyraźnie uprzedzona.

      Uff, lepiej mi. Dziękuję, pozdrawiam :)
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 14:56
        - Bodajże w jakimś wywiadzie MM informowała, że któraś z czytelniczek zażyczyła sobie dziecięcia, które miało się nazywać "Ziutek" i ulewać. Inna kwestia, to przeprowadzenie tegoż wątku...
        - W "niesypianie" Róży i Fryca wierzę. Nie dlatego, że oni tacy świętoszkowaci czy niechętni, ale warunków nie było. U niej w domu kołchoz i jedno drugiemu na łbie, plus mantyczący dziadunio i kapuś przyrodni braciszek. U Szopów nie bywała. Czemu Fryc nie zapraszał jej do siebie - trudno zgadnąć, ale gdyby nawet, to i tak pokój dzielił z Wolfim.
        Podejście całej rodziny do pyzuniowej wpadki - koszmarne. W gruncie rzeczy dziewczyna nie ma ani pomocy, ani nawet z kim pogadać, poza babunią, która się wyzłośliwia.
        - Dziewięciolatek opiekujący się niemowlakiem - ok, przez chwilę. Na zasadzie wyskoczenia mamy do kiosku po marchewkę. Nawet i umiejętność przewijania nie jest zakazana, ani nie stanowi wiedzy tajemnej. Tyle, że o kompletniej niewydolności wychowawczej Idy świadczy to, że Józinek nie zajmuje się Ziutkiem przez moment. Zlecanie opieki nad niemowlakiem dziewięcioletniemu bratu tegoż - świadczy wyłącznie o bezmyślności rodziców.
        - Znam przypadek kobiety, która w czasie wojny była łączniczka komórki likwidacyjnej AK, z jej losów można by napisać kilka książek, a po latach jest właśnie taka starszą panią, która lubi "M jak miłość" i inne tasiemce. Wierzę. Natomiast kompletnie nie rozumiem, czemu to nie ona, tylko smarkata Magda przyjechała likwidować mieszkanie po Dmuchawcu.
        - Polecenie "wyczesania śmieci" - rozumiem. Jako smarkula miałam taki etap, że pasjami wplatałam we włosy zielsko i wyglądałam, jakby mi na głowę spadła doniczka. Gdyby to była jedna konkretna uwaga - ok. Natomiast niepokojące jest, jeśli ta jedną uwagę zestawi się z resztą jego zachowań lub wypowiedzi: potrząsanie Magdą, żarcie przy stole scyzorykiem, lanie kuzyna...
        • szarotkaaaa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 17:22
          Nie pamiętam już dokładnie, ale "śmieci" to chyba były jakieś małe spinki? Poprawcie mnie, jeśli się mylę.
          Ja przez całą McDusię byłam zirytowana, bo mam na imię tak samo, jak tytułowa bohaterka i zdrobnionko "Magdusia" doprowadza mnie do szału. Pasuje pięcioletniej dziewczynce, ale około dziesiątego roku życia powinno znikać i być zastępowane przez bardziej adekwatne zdrobnienia (Madzia lub Lena np. - to w moim przypadku). Nie wspomnę już o innych imionach, w tym o Norze Górskiej. Nora Górska to prawie jak indiańskie imię plemienne.
          • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:21
            Właśnie, ta Nora zastanawia mnie od początku. Jednej dali na imię Ania, a drugiej Nora?
            Pamiętam, że tak samo zniesmaczona byłam imieniem Laury, gdy pojawiła się jako postać bardziej autonomiczna w Jeżycjadzie. Wydawało mi się strasznie pretensjonalne i nijak przystające do yntelygenckich ideałów Borejków, coś w stylu dzisiejszej Nikoli. Argumenty o łacińskim źródłosłowie jakoś do mnie nie przemawiają.
              • szarotkaaaa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 17:43
                Laura i Róża to akurat ładne imiona, nieco staroświeckie. Rozumiem, że imię Nora też może komuś się podobać, ale nie w zestawieniu z nazwiskiem Górska, bo wtedy krzywdzi się dziecko na cały okres szkoły. Wyobraźcie sobie lekcję biologii, na której nauczyciel tłumaczy, które gryzonie zamieszkują górskie nory :D
                • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:28
                  Wiesz, ja mówię o subiektywnym odczuciu - są dla mnie pretensjonalne i nic na to nie poradzę. I nie chodzi tu o staroświeckość, bo tu pełna zgoda. Po prostu nie podobają mi się, podobnie jak nieszczęsny Jakub czy Kacper. Zaraz mam idiotyczne wizualizacje gumofilców i kupy gnoju;D Obiektywnie to - rzecz jasna - bardzo ładne imiona. A zestawienie tychże dostojnych imion z nazwiskiem Pyziak brzmi nieco... groteskowo. I poważyła się na to autorka, która potem radośnie dworuje z nazwiska Kopiec;)
            • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 09:38
              Dla mnie Róża była zawsze bardziej pretensjonalna. Jak pierwszy raz to imię przeczytałam nie mogłam uwierzyć, że chodzi o Pyzunię. Myślałam, że to taki ciąg dalszy maniery nadawania dziwnych imion w Jeżycjadzie. Taki wyróżnik ale z puszczeniem oczka do czytelnika. Teraz jednak to się zdezaktualizowało. Obecnie panuje moda na niezwykle/archaiczne/mało spotykane imiona. I nie mówię o Antuanetce Michała Wiśniewskiego ale o zwykłych Ninach, Ignacach, Bernardach, Konfucjuszach i Konstantynach, Wincentych, Mieszkach itp.. Nie mam nic przeciwko zupełnie ale moim zdaniem sytuacja jest zupełnie inna dziś niż była w latach pisania starej Jeżycjady. Wtedy Ida, Aurelia, nawet Janina były dziwnymi imionami. Dzisiaj to norma więc walka inteligencji z proletariatem na imiona jest passe.
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.04.14, 19:05
          vi_san napisała:

          > - W "niesypianie" Róży i Fryca wierzę. Nie dlatego, że oni tacy świętoszkowaci
          > czy niechętni, ale warunków nie było. U niej w domu kołchoz i jedno drugiemu na
          > łbie, plus mantyczący dziadunio i kapuś przyrodni braciszek. U Szopów nie bywa
          > ła. Czemu Fryc nie zapraszał jej do siebie - trudno zgadnąć, ale gdyby nawet, t
          > o i tak pokój dzielił z Wolfim.

          Jak sądzę ponury ojciec, mędzący nieustannie o pułapce biologicznej i podchodzący nieufnie do wszystkiego, co ma jajniki, nie robi atmosfery do amorów, a nawet do wpuszczenia dziewczyny za próg na niewinną herbatkę.

          > - Dziewięciolatek opiekujący się niemowlakiem - ok, przez chwilę. Na zasadzie w
          > yskoczenia mamy do kiosku po marchewkę. Nawet i umiejętność przewijania nie jes
          > t zakazana, ani nie stanowi wiedzy tajemnej. Tyle, że o kompletniej niewydolnoś
          > ci wychowawczej Idy świadczy to, że Józinek nie zajmuje się Ziutkiem przez mome
          > nt. Zlecanie opieki nad niemowlakiem dziewięcioletniemu bratu tegoż - świadczy
          > wyłącznie o bezmyślności rodziców.

          A co wam się z tym dziewięcioletnim Józinem uliniło? Kiedy urodził się Ziutek, Pałys Józef liczył sobie lat czternaście przecież. Dziewięć to miał jak się Mila urodziła, ale jej chyba nikt mu pod opiekę nie podrzucał?
          • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 09:49
            Ponury tatunio z pułapką biologiczną i niespełniona zawodowo mamunia - zapewne nie nastrajali romantycznej atmosfery, zacnie prawisz.
            A nie wiem, czemu dziewięć, przedpośczyni tak napisała, a ja pojechałam siłą rozpędu. :D
            Co i tak nie zmienia faktu, ze czternastolatek tak samo nie jest właściwym opiekunem do dziecka - zwłaszcza, że ma 100 własnych zajęć. lekcje odrabia na kolanie i zaraz leci na trening. Solidnie i rozsądnie polecając opiekę nad maluchem młodszej siostrze, która totalnie sobie z dzieciakiem nie radzi. Gratulujemy Idzie wydolności opiekuńczej.
            • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 10:35
              Czternastolatek nie jest właściwym opiekunem do dziecka? A czyżby mu łapięta odpadły, żeby nie mógł się zająć młodszym rodzeństwem? Chyba, że mówimy o tym konkretnym czternastolatku - Józefie P., ale przecież i on odautorsko kreowan jest na wzór cnót wszelakich. Więc nie widzę tu akurat zbytniego problemu. Zajęcie się dzieciakiem to dla tego dzielnego dżentelmena budyń z soczkiem.
              • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 10:49
                Jest zdolny i powinien pomagać, to jasne. Ale czy na pewno to jest jego główny obowiązek? Jest to przedstawione w taki sposób jakby Józinek cały czas zajmował się młodszym rodzeństwem, najpierw Łusią, potem Ziutkiem. Bo rodzice pracują. Na Jowisza ale przecie nie w fabryce u podłego kapitalisty żeby na kromkę chleba zarobić. Ich rodzice robią po prostu indywidualne kariery. Lekarze są często bardzo egosityczni w tym sensie, ich praca rzeczywiście może pochłonąć całe życie. Marek jest przedstawiony dość realistycznie, Ida też. Cierpią na tym dzieci. Pytanie czy mając takie życie i takie priorytety powinno się miec ich aż troje. Pomijając bezpieczeństwo istnieje też kwestia jakości opieki nad małym dzieckiem. Ziutek wychodzi z wieku, w którym wystarczy przewinąć, dać butlę i spoko. Czy czternastoletni chłopak wie co potrzeba na co dzień oseskowi do rozwoju?
                • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 11:30
                  Serio to jest tak przedstawiane? Powiem szczerze, że nieszczęsnego McGniota czytałam raz i skutecznie wyparłam z odmętów pamięci, ale nie rzuciła mi się w oczy ta kwestia, więc dlatego pozwoliłam sobie na negację twierdzenia vi_san. Inną sprawą jest fakt, że raczej pewne fragmenty tegoż dzieua leciałam 'po przekątnej' i ważkie problemy rodziny B. mogły mi najzwyczajniej umknąć.
                • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:01
                  Łatwo obarczamy winą za złą opiekę nad dziećmi Idę, a zapominamy, że one mają też ojca. Tutaj piszecie "Gratulujemy Idzie wydolności opiekuńczej" i "Ida radośnie zrzucała całość opieki", w analizie widnieje wprawdzie "rodzice je zaniedbują", ale w pierwszym odruchu napisałam "matka je zaniedbuje", tylko szybko się zreflektowałam.
                  • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:19
                    No bo widac wyraźnie, że kłopoty z ogarnięciem wychowania ma tylko Idusia. Tylko ona musi "jakoś" połączyć megatrudną i wymagającą pracę z opieką nad dziećmi. I dlatego też ta opieka tak wygląda a nie inaczej.
                    Gdyby tylko MM zechciała... wzdech.
                    Tu jest takie pole do popisu dla kogoś kto chce przekazać coś mądrego.
                    Idy nie powinno się usprawiedliwiać - skoro przechodzą jej przez usta grubiaństwa o czyjejś otyłości powinno przejść też do Mareczka "Rusz d.... z kanapy i idź po dziecko do przedszkola". Mogłoby się wtedy okazać coś arcyciekawego a mianowicie, że jak dwie dorosołe i pełne dobrych chęci osoby usiądą i zaczną planować wspólne życie z pracą i dziećmi okaże się, że ...tak się NIE DA. Nie da się mieć zdrowej rodziny, w której oboje rodzice pracują po 12 godz dziennie. Na dłuższą metę dzieci nie dostają "samodzielności, zaradności i wzorców ciężkiej pracy" tylko samotność, zagubienie i problemy społeczne. Możnaby pokazać jak się tacy ludzie dogadują, jak na zmianę np. rezygnują z okazji zawodowych dla dobra dzieci, jak to nawzajem szanują wysiłek włożony w obieranie ziemiaków. W zamian mamy Pyzę z kurczakiem.
                    eeech... wkurza to.
                    A Ida jest zagoniona i zapędzona w kozi róg przez różne rzeczy, w tym rodzinkę. Dlaczego ona np. sama sprząta i to pewnie głównie ona w domu? Stać by ją było na to, żeby wynająć kogoś do sprzątania i mieć więcej czasu dla dzieci. Czy pani MM chciałaby być operowana przez kogoś kto w domu zamiast odpocząć musi ze szmatą zaiwaniać?
                    • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:40
                      Jasne, że mocno wkurzające to. Ale pamiętajmy, że autorka ma okreslony światopogląd, w którym to rolę opiekuńczo-rodzicielską pełnić może li i jedynie kobieta. Jeśli jest to mężczyzna, to zazwyczaj wychodzi mu niedolnie - zwyczajnie brak 'kobiecej' ręki ( vide: Grzegorz i Elka czy Robrojek i Arabella ). Oczywiście, piszę to z punktu widzenia autorki, a raczej mego odbioru jej stanowiska ww. kwestiach. Do tego dochodzi 'cudowna, kojąca i niezmiernie rodzinna atmosfera komuny na Roosevelta i tak dokoła Wojtek. Zwyczajnie za wiele tu połapanych srok za ogon - a i to się rozłazi przy ciut wnikliwszej analizie...
                  • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 12:32
                    Zajrzałam do JT i oto, co znalazłam:
                    "Jego pięcioletnia [!!!!] siostra była bardzo sympatycznym i bezbronnym stworzonkiem. Cieszył się, kiedy przyszła na świat. Dużo też pomagał mamie, kiedy była malutka. Nauczył się nawet zmieniać pampersy i przyrządzać kisiel zurawinowy."
                    Skoro Łusia ma w Trolli lat pięć, to "malutka" byla jakieś trzy - cztery lata temu. Józin miał wtedy również zaledwie kilka lat, bo w Trolli ma lat dziewięć.
                    Wydaje mi się to nierealne dlatego, że mało ktory sześciolatek jest na tyle ogarnięty, żeby przewijac niemowlaka.
                    A co do "śmieci we włosach" - rzeczywiście chodzi tam o "moc maleńkich plastikowych stokrotek", które Józin każe Łusi "wyczesać", dodając jeszcze arcymęski komentarz brzmiący "jakie te dziewczyny są próźne". Tak jest zresztą w przypadku Józina zawsze: jego hipersamczość MM podkreśla zwrotami typu "ech, glupie baby" i dbaniem o blahostki typu ładne pudełeczka do prezentów.
                    • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:04
                      dianevond napisał(a):

                      > Zajrzałam do JT i oto, co znalazłam:
                      > "Jego pięcioletnia [!!!!] siostra była bardzo sympatycznym i bezbronnym stworzo
                      > nkiem. Cieszył się, kiedy przyszła na świat. Dużo też pomagał mamie, kiedy była
                      > malutka. Nauczył się nawet zmieniać pampersy i przyrządzać kisiel zurawinowy."
                      > Skoro Łusia ma w Trolli lat pięć, to "malutka" byla jakieś trzy - cztery lata t
                      > emu. Józin miał wtedy również zaledwie kilka lat, bo w Trolli ma lat dziewięć.
                      > Wydaje mi się to nierealne dlatego, że mało ktory sześciolatek jest na tyle oga
                      > rnięty, żeby przewijac niemowlaka.

                      Przewijanie przewijaniem, ale sześciolatek gotuje siostrze kiesiel, i moim zdaniem to jest dopiero hardcore, bo ja mam wizje mojego sześciolatka przy GORĄCYCH garach i trochę mna wstrzasa.

                      I ja wiem, ze pewnie odezwą sie głosy "e, tam, ja majac trzy lata robilam zakupy na cały tydzien dla calej rodziny oraz przyrzadzalam na obiad kotlety mielone i pięc rodzajów surówek" i donoszę od razu, że mój szesciolatek w kuchni, i owszem, działa, codziennie sam sobie kolację przygotowuje na przykład, ale jednak wizja tak małego dziecka przy piecyku, gotującego cokolwiek wydaje mi się... malo pedagogiczna ;).
                        • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:37
                          dakota77 napisała:

                          > Tam jest przyrzadzac kisiel- ja zawsze mialam cicha nadzieje, ze on robi taki
                          > blyskawiczny, do zalania woda z czajnika, a nie taki do gotowania na kuchence.
                          > Ale takie rzeczy pewnie nie u Borejkow...

                          Nie wiem, czy w roku 2000 tego typu kisiele były popularne :). I jest "przyrządzac kisiel żurawinowy" - ja z kolei miałam wizję gotowania DOMOWEGO kisielku, z żurawiny i maki ziemniaczanej :D. Ale, przyznam, to wizja subiektwna.
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 14:11
                    Czapki z głów, drogie panie!
                    Melomanka podniosła ważną kwestię. Otóż dziecko ma zwykle dwoje rodziców. Niefortunnie, jeśli jednym jest CKNUK, ale trudno. Czasem ma też macochę/ojczyma. Czy ktoś mi wyjaśni co w Borejczadzie dzieje się z ojcami? W kontekście ich opieki nad dziećmi, problemów z nimi, organizowania dla nich czegokolwiek.
                    Ignacy z KK był fajtłapowaty, kompletnie nie życiowy, wnerwiający nawet, i owszem. Ale był. Istniał w życiu swych córek i nie tylko przez kretyńskie cytaty pasujące do sytuacji jak wół do karety. Zdarzało mu się zapomnieć zrobić zakupy itd., ale przynajmniej istniał w domu. A dziś?
                    Grześ [ojczym i ojciec dzieci Gabuchny] to skrzyżowanie pralko - zmywarko - bankomatu. W sumie niewiele więcej. Nie ma ani wzmianki o tym, że cokolwiek z dziećmi robił. A, nie, raz poszedł do kina z młodym i Tygrys i Pyza blokowały mu komputer wkrótce po ślubie z ich matka, co ukrócił, gdyż kolidowało mu z praca zawodową.
                    Marek śpi. Nawet jak zabiera dwóch dziesięciolatków nad jezioro - śpi [to wtedy Józin się topił a Ignaś go uratował]. Śpi kiedy jego syn tłucze kuzyna, śpi kiedy się urzyna kremem choco, śpi... Nosferatu chędożony.
                    CKNUK, ponieważ pani ałtorka uparła się dopisać mu post factum wszystko co złe, więc wiadomo, że on jest winien zamachowi na papieża, wybuchowi II Wojny Światowej a także epidemii cholery. Oraz paru innym.
                    KRÓLESTWO ZA NORMALNEGO OJCA!!!
                    • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:37
                      vi_san napisała:

                      > Melomanka podniosła ważną kwestię. Otóż dziecko ma zwykle dwoje rodziców. Niefo
                      > rtunnie, jeśli jednym jest CKNUK, ale trudno. Czasem ma też macochę/ojczyma. Cz
                      > y ktoś mi wyjaśni co w Borejczadzie dzieje się z ojcami?


                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,138127847,138127847,Ignacy_Borejko_i_Grzegorz_Skryba_jako_ojcowie.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,134747306,134753593,Re_Ojcowie_Grzes_Marek_Bernard_i_inni.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,45421867,45421867,Alimenty_.html
                      tak na szybko to znalazłam tylko te wątki z założenia poświęcone ojcom - takich, gdzie dygresyjnie narzekamy na sposób przedstawiania ojców, nie da się zliczyć
              • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:59
                Czternastolatek, owszem, mógłby być okresowo opiekunem malucha.
                Ale nie tak, jak to zostało napisane. Ów czternastolatek odrabia lekcje na kolanie, cały czas zerkając na leżącego na tapczanie braciszka, po czym zbiera kuper w troki i leci [na trening?] polecając opiekę nad nim młodszej, zapewne około 10letniej siostrzyczce. A to już na pewno nie jest właściwa metoda zajmowania się dzieckiem. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Józefa - Łucja jest drobna, chudziutka i słaba - nawet przeniesienie Ziutka piętro wyżej do mieszkania dziadków jest dla niej kłopotliwe. Jest to zresztą jedyne, co umie ona zrobić z dzieckiem.
    • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 15:10
      Dobra, na fali ogólnospołecznego wnerwu chciałabym zameldować o moim. Otóż, jak wcześniej wspomniałam, aktualnie przetrawiam po raz wtóry "NiN". Jakaż odmienna jest moja obecna optyka dotycząca tegoż - diametralnie różna niż 15 lat temu, gdy pierwszy raz to przeczytałam. Ale do rzeczy. Chodzi mi o błahą scenę, ale jakże istotną z punktu widzenia postrzegania różnych postaci Jeżycjady. Przytaczam ten fragment:

      [...] Gabriela jeszcze nie spała.[...] Tak dawno nie była już na wakacjach! - co gorsza, jej dzieci też nie były. Nie miała z kim wysłać Pyzy i Tygryska. Tata i mama, jak co roku w czerwcu, pojechali do sanatorium, Grzesia nie było już drugi miesiąc ( dostał stypendium zagraniczne i nie wróci przed jesienią ), a siostry - cóż... wszystkie były w sposób najzupełniej zrozumiały zajęte własnymi sprawami.[...]

      Noż, jak to? Święta Gabriela nie urządza histerycznych cyrków, że małż śmiał wyjechać na stypendium? Przecież mógłby ją tam porzucić, zająć się kradzieżami samochodów albo pitnąć na inne antypody? Chyba, że chodzi, że to było stypendium NAUKOWE, a nie zwykłe saksy na utrzymanie rodziny, w tym i pomstującej małżonki, primo voto Borejko? Jakże inaczej jest przedstawiony niesławny Pyziak, któremu post factum autorka radośnie dopisała nietrzymające się i kupy, i dupy uczynki i postępki. No i Grześ to przecież święty przez aklamację - a że nie interesował się zupełnie swą córką z pierwszego małżeństwa? A że zostawił swą żonę z nowonarodzonym przychówkiem na parę miesięcy? Nic to - to mało znaczący drobiazg, który wszak nie powinien wpłynąć na jedynie słuszne postrzeganie odpowiednich postaci. Szlag mnie jasny trafia - zdaję sobie sprawę, że wątek Pyziaczy był tu wałkowany niejednokroć i już jest niemalże przeflancowany na nice, ale rusza mnie do żywego, jak inaczej odautorsko narrator każe nam spojrzeć na Pyziaka i Strybę.

      Zdaję sobie sprawę, że ewentualny rozwój postaci leży w gestii autora ( i, nie łudźmy się, czytelników, molestujących o to i owo - vide: casus Marka Pałysa ). Ale co sprawiło, że akurat najzwyklejszemu licealnemu podrywaczowi z ciągotami antycznymi i sporym dystansem do siebie, jakim był CKNUK, autorka w kolejnych tomach przyprawiła tak paskudna gębę? Bo przydałaby się czarna owca, skupiająca jak w soczewce wszelkie grzechy świata? Wiem, że piszę rzeczy poruszane tu nie raz i nie dwa, ale musiałam sobie ulżyć. Wybaczcie:)
        • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:16
          w telenoweli wenezuelskiej, meksykańskiej itd. przez całe dziesięciolecia, kiedy chciano się pozbyć niewygodnej dla chwilowo rozgrywanego wątku postaci, wysyłało się ją w podróż do europy lub na studia do usa (chorych zaś na leczenie do houston, koniecznie tam, bo innych szpitali w usa nie ma). oczywiście mówimy o postaciach bogatych, a nie o kopciuszkach. a że telenowela głównie o kopciuszkach zawsze była, to tym wysłanym był często bogaty młodzian, co w ciążę kopiuszka wpędził (i z powodu tego zesłania o ciąży się nie dowiedział). oczywiście zdarzały się też mniej lub bardziej prawdopodobne, choć wygodne, zesłania postaci drugoplanowych.

          pani mm chyba jednak oglądała telenowele :P
          • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 16:27
            A, taka korelacja mi nie przyszła do mej łepetyny. Dziękuję za ten wielce pouczający wykład. Teraz już wiem, że trzeba było jednak obejrzeć jakąś "Esmeraldę" czy "Różową damę", a nie tracić czas na czytanie książek. Tyle prawd socjologiczno - psychologicznych mi umknęło!;)

            Ale pozwólcie, pomimo waszych światłych objaśnień, że nadal wqrw mnie będzie trzymał. Prawdopodobnie do końca mojej męki z Neojeżycjadą. Bo mam w wyobraźni innego P., który choć narowisty i rogaty, to nie byłby zdolny do tych podłości, które mu fantazyjnbie przypisała MM.

            Ech, i po co mi to było... Trzeba było zakończyć powtórkę na "OwR".
                  • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:19
                    Dakoto, wyjaśniłam już wyraźnie wydźwięk mojej wypowiedzi, w zamian dostaję zarzut o połajankach innych forumowiczów. Ogólnie mam taką manierę pisania - i nie mam w zwyczaju nikogo połajać, a już na pewno w kwestiach w których się zgadzam z kimś co do meritum. Natomiast jeśli jestem niemile widziana na tym forum przez Ciebie, to wystarczyło napisać, a zrozumiem.

                    Mimo wszystko mam nadzieję, że po prostu nie masz dnia i mi się niechcący dostało.
                    • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:56
                      Ty sobie kpisz, prawda? Nie mam nic przeciwko twojej obecnosci na forum. tak, wydzwiek swojej wypowiedzi wyjasnilas- ironia o ktorej zapewniasz jest widoczna tylko w komentarzu do twojej wypowiedzi, ale coz. W odpowiedzi na post o telenowelach dziekujesz za swiatle pouczenia, ale to ja sie ciebie czepiam, bidulko, nie ty innych?
                      • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 20:12
                        dakota77 napisała:

                        > Ty sobie kpisz, prawda? Nie mam nic przeciwko twojej obecnosci na forum. tak, w
                        > ydzwiek swojej wypowiedzi wyjasnilas- ironia o ktorej zapewniasz jest widoczna
                        > tylko w komentarzu do twojej wypowiedzi, ale coz. W odpowiedzi na post o teleno
                        > welach dziekujesz za swiatle pouczenia, ale to ja sie ciebie czepiam, bidulko,
                        > nie ty innych?


                        Dakoto, ale o czym Ty piszesz? Kto się kogo czepiał? Naprawdę myślałam, że zwyczajnie, miło sobie rozmawiałyśmy, z lekką ironią - to prawda, ale już wyjaśniałam wcześniej, że mam taki styl, którego można nie zrozumieć, bo w końcu się nie widzimy i mowa ciała jest niestety wyłączona niejako; a Ty strzelasz focha, zupełnie dla mnie niezrozumiałego. Chociaż... przeczytałam raz jeszcze moją nieszczęsną wypowiedź, która tak Cię uraziła i postarałam się ją odebrać tak, jak Ty to zrobiłaś. Gdy ją pisałam, uśmiechałam się, bo rozbawiły mnie Twoje i Kkokos sugestie odnośnie motywów MM. Ile razy mam zapewniać, że to zwykłe nieporozumienie, że nie miałam na myśli wykpiwania Waszych wypowiedzi, a jedynie swą indolencję w kwestii telenowel. Może warto byłoby dać komuś szansę na wyjaśnienia i nie doszukiwać się zaczepki i pogardy w wypowiedziach innych? Zwłaszcza, że tłumaczę już po raz kolejny jak idiotka, co miałam na myśli. Przykro mi, że źle to zrozumiałaś, ale, doprawdy, nie wiem, co mogę jeszcze zrobić, byś uwierzyła w moje szczere intencje. Chociaż dla Ciebie moje tłumaczenia pewnie zabrzmią jak tłumaczenie się winnego.

                        Miłego wieczoru Ci życzę. Szczerze, z uśmiechem.
            • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 21:52
              Ależ w OwR jest to samo! Tylko "zła" jest Ewa Jedwabińska. Dlaczego? Bo chce się realizowac zawodowo. Bo ma ambicje naukowe. W związku z tym jest a priori podłą matką. Nic to, że stara się jak może zapewnic dziecku opiekę (nie wie przecież, że Lisiecka to nie jest dobra opiekunka), że wystaje w kolejkach po najlepsze wędliny, że mimo braku umiejętności stara się nawiązac z Aurelią dobry kontakt. Jest podła i już, bo jakżesz kobieta może chciec robic karierę! Mąż Jedwabińskiej to zamknięty w sobie kretyn, który potrafi uczyc córkę tylko głupawych wierszyków, poza tym kompletnie się nią nie interesuje. No, ale on przecież robi karierę zawodową! Gaba natomiast ewidentnie zaniedbuje wychowawczo swoje dzieci (żadne tak naprawdę nie jest dobrze wychowane), ale jest święta, bo przecież mimo dziecek skończyła studia i w iście stachanowskim tempie zrobiła doktorat i habilitację. Kiedy Aurelia uciekała z domu, to świadczyło o ty, że Ewa jest zła, a kiedy uciekła z domu Laura, to Laura była zła. I niech mi ktoś teraz wytłumaczy tok myślenia autorki, bo dla mnie to jest tak idiotyczne, że opada absolutnie wszystko!
              • asiunia311 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 12:04
                No tak, tylko Ewcia Sopel sobie grzecznie zmarła przed DP i nie można było jej ciągać przez kolejne dziesięć tomów jako swoisty obrazek wotywny, a raczej przestroga, jak niesławnego Pyziaka. Zresztą, Jeżycjada w tematyce ojców to tabula rasa, jakby wąsaci amanci służyli tylko za eksponaty poślubne, a bohaterki rozmnażały się przez partenogenezę - za niechlubnym wyjątkiem wzmiankowanego Pyziaka, który w kolejnych tomach jest coraz bardziej groteskowy. Rozumiem, że ten zabieg służył li i jedynie podkreśleniu świętości i dzielności Gabryjeli, ale w moich oczach ( i chyba nie tylko w moich ) jest całkowicie chybiony.

                Aha - no i Ewa od początku w komentarzach odautorskich była przedstawiana w sposób, który nie pozostawiał złudzeń, jaki narrator maa do niej stosunek, a Pyziak nabrał negatywnej otoczki gdzieś od BBB, a od Noelki stalowe oczy są synonimem Złego;)
              • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 12:17
                W zamyśle autorki liczyły się intencje. Ewa miała być wyrachowaną, zimną krową, snobką i karierowiczką. Wyszło jak wyszło ale miała to być to kobieta, która nie wiem z wpadki, z niewiedzy ma dziecko chociaż go nie chciała, zawadza jej w karierze i w życiu. Gaba natomaist ma serce na dłoni, emocje na wierzchu, wrażliwa, empatyczna, choć oddała całe serce zwrócono go jej po wytarciu w nie butów a nadal optymistka itd. Autorka nie chwyta w ogóle toksyczności matki poświęcającej się, neurotycznej. Krzewi mit Matki-Polki pominkowej, która mężnie znosi cierpienie zadawane jej przez trudne dziecko. Macierzyństwo Gaby postrzega li i jedynie przez pryzmat Gaby, nie jej dzieci i ich problemów.
                Fajną naprawdę matką jest mama Tunia, Moniki, Mundka i potem Nerwusa. W MiR mamy świetny opis kobity, która w porównaniu z Gabą znalazła się w dużo gorszej sytuacji życiowej a radzi sobie dużo lepiej. Potem na małą chwilę pojawia się w NiN i też z jednej małej scenki wionęło dla mnie dowcipem i rozsądkiem fajnej matki dorosłych dzieci.
                • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 17:50
                  Ja mam do autorki dzikie pretensje, że z bohaterów "Małomównego i Rodziny" zrobiła bandę debili i dzikusów, w ostateczności egocentryków. Matka Munia, Tunia i Rzodkwi to przecież była piękna i inteligentna kobieta, bibliotekarka (zdaje się, że MM nie zna innych zawodów, prócz lekarza, bibliotekarza i naukowca), a jej dzieci były zabawnymi i inteligentnymi smykami. Tymczasem Tunio w NiN okazuje się głupawym sybarytą, któremu, o zgrozo! tylko żona i dzieci w głowie! A Rzodkiew pośrednio przedstawiana jest jako ograniczona gęś.
              • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 11:35
                dobrawrozkajudyta11 napisał(a):

                Kiedy Aurelia uciekała z domu, to świadczyło o ty, że Ewa jest zł
                > a, a kiedy uciekła z domu Laura, to Laura była zła. I niech mi ktoś teraz wytłu
                > maczy tok myślenia autorki, bo dla mnie to jest tak idiotyczne, że opada absolu
                > tnie wszystko!

                Po pierwsze, gratuluję spostrzeżenia, tego chyba jeszcze nikt nie zauważyl (od razu przepraszam tych, co zauwazyli, a ja ich nie zauważyłam, ale wydaje mi się, że tego akurat nie ruszalyśmy :)).

                Tok myślenia autorki mogę ci za to wytłumaczyć od ręki. I to w kilku słowach. Brzmią one:

                "To, co robia Borejkowie jest dobre".

                Matylda łamiąca serca i kręgosłupy i odgrywajaca się w ten sposób za udreki, ktore przezywala w dzieciństwie jest pustą lalą.
                Ida łamiaca serca i kregosłupy jest buchajacą seksem istotą, która celebruje świeżo nabytą pewnośc siebie.

                Gospodyni domowa, mama Lelujkowa jest prosta kobieciną, która umie tylko gotować i nie rozumie, jak do niej wykształcona pani nauczycielka mówi.
                Gospodyni domowa, Melania Borejko, jest genialnym dramaturgiem i ma sarkastyczny blysk w oku, a gotuje, bo ma to w sobie element alchemii.

                Alma traktująca z buta Laurę jest gruba i antypatyczną stara panną, skażona byciem siostrą CKNUK-a.
                Ida traktująca z buta Magdę jest uroczo bezkompromisowa i dowcipna.

                Janusz wyjeżdżający za granicę i zostawiajacy żonę z niemowleciem jest obrzydliwym dorobkiewiczem, ktory nie docenia ciepła rodzinnego, a myśli tylko o dolarach.
                Grześ (i Hajduk) wyjeżdżajacy za granicę i zostawiający zony z niemowlętami są inteligentnymi i wyksztalconymi ludźmi, pragnacymi się rozwijac.

                Eugeniusz Jedwabiński, nie mający czasu dla rodziny, ponieważ robi karierę jest niewydolnym ojcem i złym mężem.
                Marek Pałys nie mający czasu dla rodziny jest wzietym neurochirurgiem, ktory ma fantastyczny kontakt z dziecmi przez te całe dziesięć minut na dobe, gdy nie śpi lub nie jest w pracy.

                Ordynarna męska młódź, tłukaca się na dworcu to element bez czółek i choćby tyko kiełkujących uczuć wyższych.
                Ignas i Józin, duszacy się mopem i okładajacy garnkami to kwiat polskiego rycerstwa oraz subtelny poeta, broniacy honoru damy.

                Ewa Jedwabińska, nie potrafiaca nawiązac kontaktu z wlasnym dzieckiem jest niewydolna wychowawczo, chłodna, emocjonalnie ograniczona.
                Gabriela Borejko nie umiejaca nawiązac kontaktu z wlasnym dzieckiem jest Słońcem Jezyc i nie jej wina, ze dziecko ma geny tego odrażajacego CKNUK-a.

                Pieróg, wrzeszczący na rodziców na wywiadowce i siejący terror wśrod uczniów jest antypedagogiem oraz kapusiem, który doniósł na kolege z pracy.
                Dmuchawiec, dekonspirujacy na lekcji autorke anonimowej ankiety i wystawiajacy ją na drwiny jest Wzorem Pedagoga i Gandalfem Jezyc, do ktorego grobu za chwile zaczna walic pielgrzymki.

                Janusz Pyziak, porzucajacy Laure i nie wykazujący nią zainteresowania (jesi wierzyć Borejkom, ja im tam nie wierzę, no ale jeśli) jest zlym, zlym, dogłebnie zlym czlowiekiem.
                Grzegorz Stryba, przekazujący wychowanie swojej córki dziadkom, a po przeprowadzce na Roosevelta rugujacy ją ze swojego zycia jest Naszym Drogim Grzesiem, Ematykiem i Telepatą.

                I tak dalej, i tak dalej, przyklady można mnozyć wręcz w nieskonczoność.

                Ale zasada jest zawsze ta sama: "Co wolno wojewodzie..."
                  • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.04.14, 02:01
                    pucka_puc napisał(a):

                    > Dobre. Nie zauważyłam tego, a jak się zastanowić, to ta sprzeczność naprawdę bi
                    > je po oczach. Wyobrażam sobie teraz Autorkę, podczytującą potajemnie Forum, jak
                    > natyka się na Wasze posty i oblewa się od stóp do głów potężnym rumieńcem :D

                    Ja bym raczej podejrzewała, że to rumieniec wściekłości, którym płonąc autorka rzuca się do komputera.
                    - Ja im jeszcze pokażę! - mruczy, po czym uwąsza, demonizuje, lub ukurodomawia następną lubianą przez czytelników postać.
          • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 19:27
            kkokos napisała:

            > w telenoweli wenezuelskiej, meksykańskiej itd. przez całe dziesięciolecia, kied
            > y chciano się pozbyć niewygodnej dla chwilowo rozgrywanego wątku postaci, wysył
            > ało się ją w podróż do europy lub na studia do usa (chorych zaś na leczenie do
            > houston, koniecznie tam, bo innych szpitali w usa nie ma). oczywiście mówimy o
            > postaciach bogatych, a nie o kopciuszkach. a że telenowela głównie o kopciuszka
            > ch zawsze była, to tym wysłanym był często bogaty młodzian, co w ciążę kopiuszk
            > a wpędził (i z powodu tego zesłania o ciąży się nie dowiedział). oczywiście zda
            > rzały się też mniej lub bardziej prawdopodobne, choć wygodne, zesłania postaci
            > drugoplanowych.
            >
            > pani mm chyba jednak oglądała telenowele :P

            Ja bym raczej podejrzewała MM o czytywanie romansideł. bo to, o czym piszesz, to stary, sprawdzony chwyt, używany namiętnie w tak zwanej literaturze dla kucharek. Po dziś dzień pozostaje jednym z podstawowych narzędzi w arsenale autorek powieści typu Harlequin. Jak trzeba kogoś zniknąć, to się wysyła w dalekie wojaże, najchętniej zaś tego supersamca, co główną bohaterkę cudownej urody zapłodnił był i kłody komunikacyjne się gęsto sypie bohaterom pod nogi, żeby się przypadkiem samiec o szczęśliwym poczęciu za szybko nie dowiedział (a bohaterka mogła dostatecznie długo się pozmagać z ciężkim losem Porzuconej Kobiety W Ciąży).

            W podejrzeniu tym utwierdza mnie fakt, że autorka Jeżycjady każe ostatnio swoim bohaterom zakochiwać się od kopa i pierwszego spojrzenia, no wypisz wymaluj jak w harlekinach. Osiągnięcie szczytowe: złoty nicień infekujący Laurę. Romans żywcem wyjęty z tego typu literatury, on i ona postali razem na ulicy, posłuchali muzyki, spojrzeli w oczęta, prunt ich przeszedł i już jest Wielka Miłość Nieskończona (jak to się w latach małolectwa mego skrobało po szkolnych ławkach).
              • szarotkaaaa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 11:58
                Złoty nicień wprawił mnie w osłupienie. No bo jak to - Laura dostrzega w tłumku zasłuchanych osób młodzieńca i od razu podąża za nim. Skutek podążania jest taki, że dostrzega ona furgonetkę przedsiębiorstwa robotniczego. Serce czytelnika się raduje - oto Borejkówna spojrzała łaskawym okiem na człowieka pracującego przyziemnie (w przenośni i dosłownie). Ale nie. Tak być nie może i zamiast krasnego ogrodnika po technikum dostajemy, a jakże, uduchowionego polonistę Adaammma.
                Dodatkowo irytuje mnie, że we "Wnuczce" Laura i Adam będą zapewne rodzicami bliźniąt lub trojaczków o rudych czuprynach. Będą spać w łóżkach sprytnie podwieszonych u sufitu swojego kiosku mieszkalnego i egzystować w miłym bałaganie. Laura straci chłodną powierzchowność księżniczki z rosyjskiej baśni i zamieni się w miłą, pucołowatą i rumianą istotę. Może nawet wystąpią jej piegi, zaś Adam przez cały tom nie wypowie ani jednego zdania. Bo skoro akcja Wnuczki dziać się będzie na wsi, to Laura i Adam oraz ich stadło stanowić będą drugi plan, ale jak wiemy nie jest męską rzeczą wypowiadać zdania orzekające!
                Jeszcze książki nawet nie ma, a ja już się irytuję :D Chyba najbardziej irytuje mnie powtarzalność schematów, a tak naprawdę to żal mi tego co się stało z Laurą, wciągniętą na tę właśnie schematyczną ścieżkę.
                • dianevond Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 18:00
                  W nowszych częściach Jeżycjady MMw ogóle nie potrafi tworzyć postaci, jak to nazwałaś, pracujących przyziemnie.
                  Nie wiem, czy mało ma styczności z ludem pracującym czy unika go celowo, ale bohaterowie ze z plebsu albo okazują się jednak w porządku, bo czytają literaturę antyczną (patrz Lelujkowie - niby prymitywni, z bloku, brzydcy, we flanelach, ale jednak klasa humanistyczna z łaciną itd.), albo są groteskowi. Dość chlubnym wyjątkiem jest Pan Gruszka, który nawet zgrabnie autorce wyszedł.
                  To, co dzieje się z Laurą, jest o tyle przykre, że była jedną z niewielu wyraźnie zarysowanych postaci Neobachoriady. Między Bogiem a prawdą, swoim wiecznym docinaniem Gabie, ustawianiem Pyzy i ambiwalencją wobec innych członków rodziny wzbudzała - przynajmniej moją - sympatię. Widać było, że ma coś do powiedzenia, że reaguje na świat zewnętrzny, a nie tylko dzielnie bierze na grzywkę trudności podłego współczesnego świata.Czy nie mogłaby pozostać wredna, złośliwa i narowista po ślubie?
                  • kajaanna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 11.04.14, 20:38
                    <Widać było, że ma coś do powiedzenia, że reaguje na świat zewnętrzny, a nie tylko dzielnie bierze na grzywkę trudności podłego współczesnego świata.Czy nie mogłaby pozostać wredna, złośliwa i narowista po ślubie?

                    Nie. Swoją mamejowatość wykształciła już przed ślubem. Nie ma dla niej ratunku.
      • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.10.15, 13:29
        Wiem, że dawno to było, ale teraz mi się w oczy rzuciło: "Gabriela nie urządza histerycznych cyrków, że małż śmiał wyjechać na stypendium? Przecież mógłby ją tam porzucić, zająć się kradzieżami samochodów albo pitnąć na inne antypody? Chyba, że chodzi, że to było stypendium NAUKOWE, a nie zwykłe saksy na utrzymanie rodziny, w tym i pomstującej małżonki, primo voto Borejko". Otóż: Gabriela była de domo Borejko, a primo voto Pyziak. :D
    • kaarolcia26 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 12:26
      Odświeżam ostatnie części Jeżycjady i rzuciły mi się kolejne:

      1. Atak szerszeni w CP. Nie pojmuję i wręcz przedstawiam to jako zarzut - jak można tak lekko pisać o szerszeniach. Wszyscy w książce: od babci, przez lekarza, po Łusię, śmieją się z Ignasia bojącego się tych owadów. Kilka ukąszeń może być niebezpieczne dla człowieka, a dla alergika wręcz śmiertelne. Chyba pani MM pomyliła szerszenia z chrząszczami majowymi (guniakami), które są nieprzyjemne (sama nie znoszę ich buczenia), ale niegroźne.

      2. Ironia losu? Ida złośliwie krytykująca figurę Magdy, w wieku 15 lat pełna kompleksów wyśmiewana jako 'chudy kościotrup' i 'ruda wariatka'.

      3. Problemy z nastolatkami.
      Gdy czytam o niesamowitym upiciu się Józinka kremem czekoladowym albo o strasznej ucieczce z domu Tygrysa do pobliskiego Torunia - to mają być nastolatki, tak? Bieda dręczona Gabrysia, bo jej dziecko jest złośliwe, kłamie i raz, RAZ wyjechało z domu na kilkanaście godzin. Poza tym chodzi do szkoły, dobrze się uczy, ma zainteresowania, dyskutuje kulturalnie z dziadkami.

      Nie ma mowy o alkoholu (piwie, chociażby), próbie popalania czegokolwiek, jakimś dziwnym towarzystwie, problemach w szkole. Nawet bałabym się czegoś takiego sugerować autorce, bo zrobi (jak z 'uau' Bodzia) z tego karykaturę i wprowadzi postać zdegenerowanego narkomana ;)

      Wiarygodny był Kozio, który wściekły na rzekomą zdradę Aurelii, wypija kilka piw i wypala paczkę Gitanów. Jakoś go to za bardzo nie degeneruje ;)
      • mrkjad Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.04.14, 18:20
        Po pierwsze - dzień dobry! Czytuję od dawna, postanowiłam też popisać. :)

        Co do używek - sama nie wiem czy lepiej żeby Musierowicz w ogóle nie poruszała tego tematu czy żeby wychodziło to tak, jak w McDusi - z przypadkowym kremem czekoladowym i rzucaniem słoikiem. Nie po raz pierwszy okazuje się, że autorce co raz gorzej wychodzi przedstawianie młodych bohaterów. To co zręcznie wyszło w Dziecku Piątku tutaj wypada okropne i nierealistycznie. Chyba dlatego, tak bardzo lubię Kozia - jest bardzo wiarygodnym, marudnym i obrażalskim nastolatkiem, który korzysta z tego, że mieszka bez rodziców. :)
        Można by poruszyć temat w sensowny i jednocześnie wychowawczy sposób - niech Miągwy i Józinki nie piją, są przecież i takie nastolatki, ale niech skonfrontują się z całą resztą. Musierowicz mogłaby pokazać, że abstynencja choć godna pochwały, łączy się z ostracyzmem rówieśników.
      • akniwlam Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 13:50
        O, akurat Ida wyżywająca się na Magdzie to dość prawdopodobna istota. Już wiele razy zauważyłam, że niektóre kobiety uwielbiają dokładać innym, używając do tego argumentów związanych z figurą, urodą, zadbaniem. I moim zdaniem łączy się to ze źle zaleczonymi kompleksami. Dawniej chude brzydkie kaczątko będzie złośliwie komentować pulchniejszą dziewczynę, zwłaszcza jeśli ta pulchniejsza nie chce umartwiać się dietami cud i daje do zrozumienia, że nie ma problemu ze swoim wyglądem. No jak to tak można, nie mieć problemu, ja ci pokażę, że właśnie masz problem! Frytkożerna Macdonaldusiu jedna, samaś sobie winna i jak śmiesz w ogóle sięgać po pieroga. Na tej samej zasadzie niejedna dziewczyna przykrywająca makijażem trądzik będzie miała za złe koleżance o ładnej cerze, że ta śmie się nie malować i w związku z tym jest zaniedbana. Osoba o zdrowym stosunku do samej siebie nie musi się u bliźnich doszukiwać rozmaitych defektów, żeby sobie w ten sposób podnieść samoocenę. Ida sobie na Magdzie, a wcześniej jeszcze na Patrycji odbija własne lata kompleksów, to nie jest żaden fioł dotyczący zdrowego żywienia, bo gdyby takowy był, to objawiłby się np. ochrzanieniem Józefa za jego kanapeczki z kiełbasą krajaną scyzorykiem czy odmową łykania pierogów in toto. A Ida czepia się li i jedynie diety i wyglądu Magdusi.
          • bisturi Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 14:29
            Ida miała nie tylko kompleks brzyduli. Miała też kompleks na punkcie starszej siostry idelanej. Panu Paszkietowi opowiadała jaka to Gaba jest oczytana i zna grekę i łacinę a ona sama nie. Potem rywalizowała na polu dzieci. Ktoś ostatnio napisał, że Ida jest wciąż przestawiana jako druga, gorsza siostra. Gaba jest wybitnym specjalistą obdarzonym zdyscyplinowanym umysłem a kompetencje Idy jako lekarza są wykpiwane (poród Kreski, kielich brandy na katar itp).
            Może pozorny fijoł Idy na punkcie zdrowego żywienia też ma korzenie w nisksim poczuciu własnej wartości, w końcu tej jej przemyślenia na dworcu podczas odbierania McDusi są dość mocno nerwicowe.
        • stokrotka2201 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.04.14, 14:28
          Dokładnie tak jest. Leczenie własnycha, kompleksów cudzym kosztem, żeby dorosła kobieta, matka zachowywała się tak kretyńsko... szkoda słów. Ubolewam nad tym bo w Idzie Sierpniowej ją bardzo lubiłam, była świetna walcząć z Lisieckimi a pozniej opiekując się nimi, charakterna, dowcipna ale jednocześnie zagubiona, a to co teraz z niej powstało to baba demon po prostu, jędza.
    • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 13:22
      To i ja się poirytuję...
      Pewnie było, ale:
      1. Irytujące jest zatrzęsienie osób rudych z kręconymi włosami. Rozumiem, że w rodzinie autorki takie włosy dominowały, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie:) I rozumiem też, że rude geny borejkowskie przenoszą się z pokolenia na pokolenie, stąd pojawianie się nowych rudzielców, np. Róży (włosy "miedziane") i Łusi. Ale kiedy okazało się, że także Elka jest kręcona i ruda, to padłam :) ("Orzechowy" to rudawy, prawda? No chyba, że orzechowy jak orzechy włoskie:)) Zresztą Elka ma też identyczną fryzurę jaką na ogól miewały Natalia i Patrycja, a także Ida w pewnym momencie życia. Litości:) Z tego co pamiętam, także mała Irenka w SS była rudzielcem.

      2. Omawiany już na tym forum fakt antypatii autorki wobec ładnych, zadbanych oraz bogatych dziewcząt. Nie chcę się powtarzać, mogę tylko dodać, że w podstawówkowych czasach było mi strasznie przykro czytając o "robaczywej Paulince". Ja mam tak własnie na imię, a czułam, że z książki bije jawna złośliwość wobec tego imienia, zupełnie jakby było nie wiadomo jak wymyślne, pretensjonalne i nowobogackie. (Natomiast imiona Róża i Laura są spoko.) No i ten schemat, że bogaci to prostacy w ładnym opakowaniu, nie to co jednostki biedne, ale szlachetne i honorowe. Do znudzenia.
      • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:02
        pucka_puc napisał(a):

        > Ale kiedy okazało się, że także Elka jest kręcona i ruda, to padłam :) ("Or
        > zechowy" to rudawy, prawda? No chyba, że orzechowy jak orzechy włoskie:)) Zresz
        > tą Elka ma też identyczną fryzurę jaką na ogól miewały Natalia i Patrycja, a ta
        > kże Ida w pewnym momencie życia. Litości:) Z tego co pamiętam, także mała Irenk
        > a w SS była rudzielcem.

        Mnie też ten nadmiar rudych włosów trochę przytłacza, choć sama jestem i ruda, i kręcona :) Podobno w Poznaniu faktycznie jest dużo rudzielców, może to element realistyczny.
        Elka raczej w zamyśle autorki nie jest ruda, chyba byłoby to odnotowane, jej włosy są określone tylko i wyłącznie jako orzechowe - myślę, że to jasny brąz i chyba dość rzadko spotykany odcień. Natomiast podobieństwo Elki do Borejkówien na ilustracjach (zwłaszcza na okładce) jest uderzające. Tak jakoś nie wyróżnia się niczym między nimi, wygląda jak skrzyżowanie Natalii z Patrycją. Fryzura też mnie drażni, zwłaszcza że włosy Elki opisywane są jako wspaniałe loki, ludzie się za nimi oglądają. Widziałabym tu raczej fryzurę w stylu Laury, nie taki "grzybek".

        > Ja mam tak własnie na imię, a czułam, że z książki bije jawna złośliwość wobec tego
        > imienia, zupełnie jakby było nie wiadomo jak wymyślne, pretensjonalne i nowobo
        > gackie.

        Chyba coś jest na rzeczy, bo równie "robaczywa" Paulinka pojawia się w krótkim opowiadaniu MM dla dzieci, zatytułowanym "Kredki". Zastanawiałam się, czy to może być ta sama postać. Jest między nimi wiele podobieństw.
        • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:15
          emae napisała:
          >
          > Mnie też ten nadmiar rudych włosów trochę przytłacza, choć sama jestem i ruda,
          > i kręcona :)
          W takim razie bardzo Ci zazdroszczę, jak zresztą rudym Borejkównom:) Będąc młodą dziewczynką dałabym się pokroić za kręcone włosy, a jeśli rude, to tym lepiej :)
          >
          >
          > Chyba coś jest na rzeczy, bo równie "robaczywa" Paulinka pojawia się w krótkim
          > opowiadaniu MM dla dzieci, zatytułowanym "Kredki". Zastanawiałam się, czy to mo
          > że być ta sama postać. Jest między nimi wiele podobieństw.

          Oo, nie wiedziałam o tym... To strasznie przykre moim zdaniem. Typowa negatywna bohaterka (a przynajmniej antagonistka) bohaterek Jeżycjady to bogata, zadbana dziewczyna z imieniem typu Paulinka, Matylda, Joanna. I oczywiście zawsze jest zblazowana i zapatrzona w siebie. jakoś osobiście odebrałam tą Paulinkę (a nie sądzę, że jestem robaczywa;)), nawet chciałam napisać list do MM i wylać całe swoje rozżalenie:)
          • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.04.14, 14:35
            pucka_puc napisał(a):

            > W takim razie bardzo Ci zazdroszczę, jak zresztą rudym Borejkównom:) Będąc młod
            > ą dziewczynką dałabym się pokroić za kręcone włosy, a jeśli rude, to tym lepiej
            > :)

            Hehe, obecnie od dłuższego czasu mam na głowie bardzo jasny blond :) Ale myślę o powrocie do rudego. Ida Borejko miała rację z tymi odrostami ;)

            Może MM znała osobiście jakąś robaczywą Paulinkę? Czasem imię przywołuje mimowolne skojarzenia z charakterem osoby noszącej to imię.
      • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 20.04.14, 09:22
        Ale kiedy okazało się, że także Elka jest kręcona i ruda, to padłam :) ("Or
        > zechowy" to rudawy, prawda? No chyba, że orzechowy jak orzechy włoskie:)) Zresz
        > tą Elka ma też identyczną fryzurę jaką na ogól miewały Natalia i Patrycja, a ta
        > kże Ida w pewnym momencie życia. Litości:) Z tego co pamiętam, także mała Irenk
        > a w SS była rudzielcem.


        rudość w jednej rodzinie kompletnie mi nie przeszkadza - u kowalskich wielki nos skacze przez pokolenia ruchem konika szachowego, a u borejków rudość (no dobra, jak dwa koniki). a irenka - jeśli była ruda, czego nie pamiętam - to czasy przedborejkowskie, więc naprawdę trudno mieć pretensję.

        a orzechowy to dla mnie w jasny brąz orzecha włoskiego, a nie odcień rudości.
        • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 24.04.14, 15:04
          caloksztalt, CALOKSZTALT mnie irytuje
          ze szczegolnym naciskiem na hiperarogancje niczym nie stonowana
          a) postaci (szczegolowo omowione przez przedpisczynie)
          b) autorki, ktora swoje czytelniczki trzyma za wyjatkowe niedorozwojki, obraza sie, obraza rozmowczynie/korespondentki, pisze (i rysuje) niechlujnie, bezmyslnie i w ogole uprawia to, co we wczesnym PRL-u nazywalo sie bumelanctwem - tyle ze wtedy bumelanci byli zmuszani do zlozenia samokrytyki i poprawy albo wylatywali na aut, ech, to se juz ne vrati...
    • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 18:34
      "Czarną polewkę" przeglądać zaczęłam. I, mój Boże, już zapomniałam jaka ta książka jest straszna.
      Na przykład te nieszczęsne oświadczyny Wolfiego, wielokrotnie tu rozwałkowane. Sam pomysł, by kazać współczesnemu chłopakowi oświadczać się o rękę dziewczyny jej opiekunom jest dosyć dziwny, a wykonanie zamienia go w istny horror. Facet wpada do domu lubej, wyciska dziadkowi na dłoni "długi, mokry pocałunek" i kłania mu się w pas obejmując pod kolana, Jezusie, Maryjo i wszyscy święci... Ta scena jest tak totalnie, tak kompletnie i konkretnie oderwana od rzeczywistości, że po prostu... No słów brak.

      Albo taki komentarz odautorski gdzieś z końca powieści: "(...)Gabrysia, która, jak jej matka, zawsze wszystkich broniła i usprawiedliwiała(...)". Kiedy, przepraszam, Milicja ostatnio kogokolwiek broniła? Jak bardzo autor może być oderwany od rzeczywistości, którą sam stworzył? Jak bardzo może nie dostrzegać jakimi cechami obdarza własne postacie?

      Oraz opis babci Dianki, kobiety o, cytuję, "cechach fizycznych nie licujących z jej życiową rolą". Czyli kobieta opalona, umalowana, z polakierowanymi paznokciami, do tego włosy posiadająca ufarbowane i ułożone, a w uszach, GASP! kolczyki. Zagotowałam się podwójnie. Znaczy się, primo, kobieta w pewnym wieku jest już wyłącznie babcią, tak? Oraz, w mordę, jedynym słusznym modelem wyglądu kobiety jest totalne zapuszczenie, a'la Gaba i Milicja? Wrrrrr. Mam wyjątkową alergię na wpychanie mi w zęby modeli jedynie, prawdaż, słusznych.
      • pucka_puc Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 19:00
        Hmm, ja jestem bardzo na tak w sprawie tradycyjnych zaręczyn - mój narzeczony wpadł niespodziewanie w święta, przywiózł ogromne bukiety dla mnie i dla mamy i butelkę dla taty :) no z tym że to mnie zadał główne pytanie, a nie żadnym innym członkom rodziny :)

        Ale dlaczego Wolfi oświadczał się dziadkowi, a nie Gabie przynajmniej, skoro już nie Laurze... Rozumiem, że uznał dziadka za jedynego mężczyznę opiekującego się Laurą (nie czytałam CzP, tylko rozważam na bazie cytatów). Jest to kolejny dowód na kolejną porażkę Gaby w roli matki; nie próbowała (chyba ani razu??) zbliżyć Grzegorza do córek, a Grzegorz jak Naczelna Miągwa Rzeczpospolitej w ogóle nie interesował się tematem. Bardzo współczuję Laurze mieszkania w takiej lodowatej atmosferze...
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 20:04
        bupu napisała:

        > "Czarną polewkę" przeglądać zaczęłam. I, mój Boże, już zapomniałam jaka ta ksią
        > żka jest straszna.

        Do "McDusi" uważałam, że niemożliwe jest, by MM stworzyła coś gorszego, "Sprężynę" odebrałam jako odbicie się od dna i powolną drogę w górę. I paczciepaństwo, jak straszliwie sie czlowiek może zdziwić i rozczarować.

        Wiem, że mój post nie wnosi niczego twórczego do dyskusji, ale musiałam zglosić się jako współodczuwająca współforumka :).
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.04.14, 20:15
          anutek115 napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > "Czarną polewkę" przeglądać zaczęłam. I, mój Boże, już zapomniałam jaka t
          > a ksią
          > > żka jest straszna.
          >
          > Do "McDusi" uważałam, że niemożliwe jest, by MM stworzyła coś gorszego, "Spręży
          > nę" odebrałam jako odbicie się od dna i powolną drogę w górę. I paczciepaństwo,
          > jak straszliwie sie czlowiek może zdziwić i rozczarować.

          Zaczynam ponuro podejrzewać, że powinniśmy traktować "Sprężynę" raczej jako chwilową aberrację...
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.04.14, 00:48
        tt-tka napisała:

        > przepraszam za pardon, CP albo nie czytalam, albo starannie wyrzucilam z pamiec
        > i, ale ta scena oswiadczyn Wolfiego, opisana przez Bupu, to przypadkiem nie jaj
        > a byly ? moze Wolfi chcial unaocznic lubej, jak wyglada stosowanie sie do wyty
        > cznych rodu ?

        Och chciałabym... Niestety, Wolfgang Amadeusz Schoppe uskuteczniał tę szopkę całkowicie i stuprocentowo serio.
        • lululemon12 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 12:20
          bupu napisała:

          > Och chciałabym... Niestety, Wolfgang Amadeusz Schoppe uskuteczniał tę szopkę ca
          > łkowicie i stuprocentowo serio.

          Należy jednakowoż wziąć pod uwagę, że uczynił to na wyraźne polecenie Laury. W dodatku działo się to w pierwszej, najmocniej paraliżującej zdolności intelektualne fazie zauroczenia. Przypuszczalnie na pierwsze słowo rzuciłby się rwać objęte ochroną grzybienie w głębokim stawie, ruszył na poszukiwanie smoka do ubicia czy krrokodyla dla kapryśnej lubej.
          O odstawianie szopki i śmianie się pod brakiem wąsa podejrzewałabym raczej Tygrysicę. Taka mała demonstracja dla dziadzusia: chciałeś, masz, widzisz teraz, jak głupio to wygląda?
          Niestety, zdaję sobie sprawę, że w książce wyglądało to nieco inaczej.
    • e-liska1 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 11:27
      Zupełnie nie wiem gdzie się dopisać z moimi irytacjami :) (witałam już się, ale możliwe, że za cicho)
      Jestem dopiero w połowie dzieła, nie pamiętam, żeby lektura poprzednich była taka bolesna. Cykl przestał mi się podobać w okolicach Noelki, do Kalamburki dawało radę, potem czytając z rozpędu, po prostu uważałam późniejsze części z nudne, McDusia jest koszmarkiem.

      Jednakoż, moim zdaniem poszczególne sceny są dobre, możliwe, że nawet cała książka by się obroniła gdyby wyciąć komentarz odautorski.

      Opis wkurwu Idy był bardzo prawdziwy. Jej rosnąca irytacja na cały świat, męczeńskie "ja pozmywam mimo, że padam na pysk z głodu", wybuch i sposób potraktowania Józka a na koniec histeria, to imho bardzo dobrze napisana scena! Tyle, że z komentarzem autorki, że to takie zabawne bo Ida jest spontaniczna, całość traci cały sens. Scena ma sens w rodzinie gdzie matka sobie nie radzi, jest zapracowana i cierpi na zaburzenie odżywiania, ojciec alkoholik (stąd nieadekwatna reakcja na stan syna). Nie ma miejsca na miłe ciepełko, które jest miłe. Bardzo.

      Józek też jest opisany dość spójnie, ale znowu jest opisany jako prostak i przemocowiec, a nie miły, dzielny i męski nastolatek. Wyznanie Magdy "w tobie to naprawdę można się zakochać" sprowokowane widokiem J. spożywającego kawał sera za pomocą scyzoryka jest co najmniej kuriozalne. :)

      Laura i Adaaaam. Bosz. Straszne. Chyba że w kolejnej części dowiemy się, że Laura po roku (max) z hukiem wyprowadziła się z altanki na polu (btw. nie wiem czy autorka była kiedykolwiek w gospodarstwie trudniącym się hurtową uprawą krzewów ozdobnych, wygląda to nieszczególnie pięknie) bo się okazało, że Naszpan puszcza pod kołdrą bąki, które bynajmniej różami nie pachną i zostawia brudne skarpetki na podłodze.
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.04.14, 19:12
        e-liska1 napisał(a):

        > Laura i Adaaaam. Bosz. Straszne. Chyba że w kolejnej części dowiemy się, że Lau
        > ra po roku (max) z hukiem wyprowadziła się z altanki na polu (btw. nie wiem czy
        > autorka była kiedykolwiek w gospodarstwie trudniącym się hurtową uprawą krzewó
        > w ozdobnych, wygląda to nieszczególnie pięknie) bo się okazało, że Naszpan pusz
        > cza pod kołdrą bąki, które bynajmniej różami nie pachną i zostawia brudne skarp
        > etki na podłodze.

        Nawet i bąków nie trzeba, przecież mamy tu śpiewaczkę operową i polonistę w jednym, mikrym domeczku. On klasówki sprawdza, ona ćwiczenia na rozgrzewkę strun głosowych robi, on się do zajęć przygotowuje, ona jakąś "Habanerę", czy inną Łucję z Lammermooru ćwiczy, waląc przy tym w pianino. On wraca ze szkoły, ciszy spragniony po całym dniu spędzonym w towarzystwie kikuset młodych gardeł, drących się na całą moc, a ona wysokie C szlifuje. Jemu się garderoba w szafie nie mieści, bo miejsce zajmują jej kreacje sceniczne. Ona chce sobie wyprasować kieckę na występ, ale nie ma gdzie, bo on się na jedynym w tym mieszkadle stole, z zeszytami uczniów rozwalił...

        Mord gwarantowany najdalej po miesiącu.
      • e-liska1 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.05.14, 09:59
        Ja jeszcze Idzie i miotaniu produktami spożywczymi w potomstwo.

        Co ma na celu na ta scena, wg autorki? Nie popycha do przodu akcji, nie dowiadujemy się niczego nowego o bohaterach (że Ida w gorącej wodzie kąpana wiadomo było wcześniej, takoż o słabości Magdy do "smażeniny").
        Moje obawy są takie, że scena miała być w zamyśle zabawna. Takie rozluźnienie atmosfery.

        To od tej samej autorki która wyprodukowała IS na której wyłam ze śmiechu...
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.05.14, 18:00
          e-liska1 napisał(a):

          > Ja jeszcze Idzie i miotaniu produktami spożywczymi w potomstwo.
          >
          > Co ma na celu na ta scena, wg autorki? Nie popycha do przodu akcji, nie dowiadu
          > jemy się niczego nowego o bohaterach (że Ida w gorącej wodzie kąpana wiadomo by
          > ło wcześniej, takoż o słabości Magdy do "smażeniny").
          > Moje obawy są takie, że scena miała być w zamyśle zabawna. Takie rozluźnienie a
          > tmosfery.

          Również podejrzewam, że to był Moment Komiczny i o, proszę, należy się śmiać, ten urżnięty przez pomyłkę Józin jest taki zabawny, a reakcja Idy to już w ogóle, boki rwać jak świeże wiśnie, oraz uhaha. Tyle, że nie.

          Już pominę litościwym milczeniem sam pomysł, by młodziana w wieku późnogimnazjalnym upijać kremem czekoladowym i to przez pomyłkę. Owszem, mogę sobie wyobrazić dziesięciolatka, który poleciał na czekoladowość i słodycz tego likieru, pochłonął go sporo i w efekcie się wstawił. Ale czternastolatka? No ni cholery. Raz, że dla takiego muchomacho jak Józin krem czekoladowy byłby napitkiem przeraźliwie babskim i troglodyckiego podniebienia niegodnym, dwa, że prędzej by się porzygał z zasłodzenia, niż urżnął. Trzy, jeszcze nie widziałam pijanej osoby, która by przemawiała sylabami, jak zepsuty robot. Cztery, nie widziałam jeszcze osobnika urżniętego w drobne opiłki metalowe, bełkoczącego bez sensu i bliskiego zaliczenia gleby, który przechodzi w stan niepokalanej trzeźwości po oblaniu zimną wodą.

          Tak więc, pomijając powyższe, ta scena zwyczajnie nie jest śmieszna, bo nie wiem co ma być śmiesznego w pijanym małolacie i matce miotającej w niego słoikiem. Zastanawiam się zatem co, na Jowisza, stało się autorce w poczucie humoru, które kiedyś funkcjonowało tak znakomicie, a teraz za dowcipne uznaje pokazy chamstwa, scenki rodem z kiepskiego sitcomu, albo obrazki z życia rodziny dysfunkcyjnej.
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.05.14, 21:18
        e-liska1 napisał(a):

        > Jednakoż, moim zdaniem poszczególne sceny są dobre, możliwe, że nawet cała ksią
        > żka by się obroniła gdyby wyciąć komentarz odautorski.

        I nie ona jedna :).

        Juz od jakiegos czasu jestem własciwie pewna, że autorka nie ma pojecia, co pisze. To znaczy, ona myśli, że wie - opisuje uroczą, inteligentną, przyjazną światu rodzinę, do której wszyscy lgną jak pszczoły do miodu, jak ci znajomi, co się zasiadywują do późnej nocy, chociaz sa jakze skromnie podejmowani, no ale ta atmosfera, ta atmosfera!!! Seniorzy, nosiciele wartości, kochane i kochajace sie potomstwo, życzliwie przyjmowani współmałżonkowie, no cud miód i orzeszki.

        A opisuje dysfunkcyjna rodzinę, wscibska, etykietkująca, oceniajaca innych z pozycji wyższości, w której nikt nikogo nie obchodzi, nikt nikogo nie slucha, z nieobecnymi ojcami, emocjonalnie oziębła, kostyczną, niezdolna do empatii Matka Rodu, zdziecinniałym despotycznym Seniorem, wieczna córeczka, która nie potrafi (i chyba nie chce) wyzwolić się ze swojej roli i kompletnie nie interesuje się wychowaniem wlasnych dzieci, te dzieci - opuszczona, nie zauważana przez nikogo Pyza z syndromem DDD, równie opuszczony, odepchniety Tygrys ("skoro nie moge ich zmusić, by mnie polubiły, to chciałam, zeby mnie chociaz zauważyły", aż dziw, że to nie są jego slowa), Ignaś, terroryzowany i bity przez kuzyna od dzieciństwa, wychowywany przez dziadzia na donosiciela... Józinek, prymitywny przemocowiec, Ida z zaburzeniami odzywiania i nerwicą, Łusia, która w innej rodzinie pewnie byłaby aspergerykiem, ale w tej, kto wie? może znalazla taka niszę, żeby obronić się przed wszechogarniajacym "ciepełkiem", może to taka strategia na przetrwanie... I tak dalej, i tym podobnie. Ktokolwiek jest normalny ucieka z tego domu jak najdalej, nawet członkowie rodziny.

        MM pisze "zżytą z soba" rodzine, w której nie zaprasza się córki z mężem i dzieckiem na Wigilię do rodzinnego domu, w którym mamusia, opisywana jako opoka i centrum wszechświata, bez której ten sypnąłby sie jak domek z kart trzy dni przed ślubem córki pojawia się w jej pokoiku z notesikiem, by ustalić szczegóły wesela, po czym strzela focha za fochem na wiadomość, że ktoś to już za nią zrobił, rodzice zapominają o maturze dziecka, rodzona matka zostawia młoda połoznice z noworodkiem i wyjeżdża, a wczesniej - cała w zasadzie rodzina zostawia mloda matkę z niemowlęciem i zakrzepem, w której dziecko ucieka w las, gonione przez szerszenie i nikt sie przez pare godzin nie interesuje, gdzie sie ono podziało, w której dziecko, ktore kradnie klasowe składki nie zostaje w żaden sposób ukarane... i tak dalej, nie chce mi się połowy Jezycjady przepisywać.

        A problemem jest nie to, ŻE tak jest to wszystko opisane, ale to, jak jest skomentowane. Bardzo słusznie zauważyłas, że reakcja i zachowanie Idy było świetnie opisane, GDYBY zostalo opisane jako reakcja kobiety zmęczonej po ciężkim dniu, na skraju histerii.

        Ale w jezycjadowym wszechswiecie nie bedzie... na to nie mamy co liczyć. Jedno jest pewne, że materiału do analiz to nam raczej nie zabraknie.

        I to jest własciwie smutne :(.
        • yackandandah22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.06.14, 08:40
          Cytat z McD (strona 142):
          ‘A ilu on ludzi wychowal! I jak!’
          Mowa oczywiscie o Dmuchawcu. Hajduk nie precyzuje ‘jak’, ale, znajac MM mozna sie domyslic: na szlachetnych/dobrych/dokonujacych wlasciwych wyborow/czytajacych ksiazki i NIEOGLADAJACYCH TELEWIZJI WRAZ Z ICH SERIALAMI bo wszyscy wiemy, ze telewizja jest be.
          No to zobaczmy, jak:
          Strona 57
          ‘Babcia zajeta byla glownie serialami w telewizji (...) i nie starczalo jej juz sil ni checi na rozmowy z wnuczka’
          O kim mowa? Ano o babci Magdy czyli matce Kreski czyli CORCE SWIETEGO DMUCHAWCA! No to faktycznie ‘jak on tych ludzi wychowal!’
          Przychodza mi do glowy dwa rozwiazania:
          a) Dmuchawiec mial Misje ksztalcenia uczniow a na wlasna corke nie starczylo mu czasu,
          b) (wersja bardziej prawdopodobna) MM po prostu nie pokojarzyla who is who i zapomniala, ze prymitywna babcia jest rodzona corka chodzacego idealu pedagoga, wychowawcy i mentora mlodziezy...
          Jeszcze rozumiem taka pomylke gdyby oba cytaty pochodzily z roznych tomow Jezycjady, oddalonych od siebie w czasie. Ale w jednej ksiazce???
    • meow66 Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 12.06.14, 21:31
      Po pierwsze, irytuje mnie lunatykownie w wydaniu MM. Kozio w BBB lunatykuje z wyciągniętymi do przodu łapami, z błędnym wzrokiem i chrapiąc. Mówi cienkim głosikiem dość nieskładne zdania. Jestem w stanie przyjąć do świadomości, że to tylko taka sztuczka mająca na celu wystraszenie Anieli, ale postaci zachowują się, jakby to wcale nie miało tak wyglądać, jakby to było naturalne! Mój tata często lunatykował - i to było tak, jakby on wstał z łóżka zupełnie, był całkiem przytomny. W tym stanie potrafił prowadzić długie rozmowy używając logicznych argumentów, i wcale nie miał zaszklonego wzroku.
      Po drugie, denerwują mnie te przezwiska. Część jest wytłumaczona jak Dambo czy Nutria, ale niektóre są zupełnie z ...onego tyłu wzięte.
      Mila - Najpierw myślałam "Milena" (jak Kostek Szope), potem "Emilia". Ale "Melania"? Seriously?
      Kozio - niby coś z Konradem... niby coś z Kozą... Mam rozumieć uparty, chudy (co faktem było) i o paskudnym głosie?
      Bebe - to takie od inicjałów? Kto ją tak nazywał? Nie koledzy, przecież zamknięta w sobie... Matka? Tylko po co? Po co nadawać przezwisko własnemu dziecku?
      Pyza -wiem, poruszane już. Ale wkurza mnie niemiłosiernie. To od pulchności dziecięcia, czy od nazwiska znienawidzonego Pyziaczka?
      Trzecią irytacją jest niedopatrzenie MM w sprawie CKNUK - po Australii zgubił się w Niemczech, jednocześnie w niemiecki więzieniu, jednocześnie zaginiony w Alzacji, jednocześnie "wyjechany" gdzieś do Ameryki Południowej.
      Czwarta irytacja: Nutria mówiąca "no nie wiem..." na oświadczenie Pulpy, że każda osoba jest warta szacunku, jeśli jest uczciwa itd.
      Uhhhh...
      • szarotkaaaa Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.06.14, 03:10
        Z tymi imionami to troszkę czepianie się. Moja babcia ma na imię Halina, ale dziadek mówi na nią Hanka, mimo iż babcia ma starszą siostrę Hannę właśnie, ale ona jest po prostu Hanią. Więc Melania - Mila nie wydaje mi się dziwna, bo Mela brzmi trochę dziko, Mila zdecydowanie ładniej i może im tak bardziej pasowało.
        Bebe ma na imię Beata, to imię praktycznie niezdrabnialne, chyba,że do lekko strasznej Beatki, więc Bebe to może takie zdrobnienie jak Anka czy Gośka (zamiast Ani i Gosi). Kozio to jest zdrobnienie od imienia Konrad, więc nie widzę problemu, a Pyza w moim wyobrażeniu jako dziecko była po prostu pyzata i tyle.
        Nawiasem mówiąc spotkałam się z osobami, które twierdzą, że Aga to zdrobnienie tylko od Agnieszki, a nie od Agaty. Dla mnie jest uniwersalne, tak jak Ala od Alicji i Aliny :D
          • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 16.06.14, 20:37
            Ala na Alinę - może to nie jakawaś pozycja Naszpanowa, ale w 'Miodowych Latach' Alina jako Ala i vice versa funkcjonuje spokojnie od lat i widzowie się nie czepiają. Fakt, że ja też zawsze Alę utożsamiałam z Alicją, a z Aliną - raczej Malinkę (tu z kolei wkraczają 'Graczykowie').
            A co z imieniem Jagoda? 'U mnie' to zawsze była młoda Jadwiga, ale ostatnio jakoś spotkałam się, że to 'dwa różne imiona'. Także samo 'Jagna' - od wieków była to Agnieszka, a teraz to 'osobne' imię. Takoż samo Kalina - zawsze myślałam, że to po prostu takie artystyczne abberacje do Alina, ewentualnie Karolina - a teraz to osobne imię. Co więcej: jestem naocznym świadkiem dyskusji w sprawie, że imiona Magda i Magdalena - to też zupełnie co innego. Ja mam na imię (drugie) Monika, ponieważ je lubię bardziej niz pierwsze (Teresa), to Moniki uzywam (nie Teresy). Żeby zdrobnic, pisałam sie Nika - na co teraz słyszę, że Nika to tez cos innego niż Monika (że niby Nika to od Nicole czy Nikoli?) - to niedługo wyjdzie, że Jerzy to od Jeżozwierza a Hipolit od Hipopotama czy co? A co na to kalendarz oraz USC?
                • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 18:47
                  Wygóglowałam sobie, i Nika pojawia się w wielu odpowiedziach (stronach) jako zdrobnienie od Monika. Dla Weroniki zreszta też Nika jest podawane jako zdrobnienie. Dla przypomnienia jakiegoś mojego postu podam: Ala jest zdrobnieniem od Alicja, a w sitcomie Miodowe Lata Ala była Aliną. Widać, ze bodobne imiona, czy to 'na końcu' (Wero/Mo -nika) czy 'na początku' (Ali - na/cja) mogą miec takie same zdrobnienia, a raczej: skrócenia.
                  Swoją drogą, bardzo ciekawy wątek w tym temacie nam wyszedł.
                  • klymenystra Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 13.08.14, 21:21
                    Profesor Smoczyński mój najulubieńszy mówił, że większość imion ma rdzeń, który je identyfikuje i to na ich podstawie się tworzy zdrobnienia. Najczęściej jest to pierwsza sylaba, ale niekoniecznie - nie ma zasad, jest to raczej kwestia umowna i nie ma o czym specjalnie debatować, jak kto postrzega morfemy. Dla mnie Nika to Weronika, a w Czechach to juz Verka, a z kolei Wera to inne imię po polsku.
            • szarotkaaaa Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 16.06.14, 21:36
              Jagna to od wieków jest osobne imię. Mam ciocię Jagnę, a jest ona już w słusznym wieku. Magdalena i Magda to także są osobne imiona, możesz to łatwo sprawdzić w kalendarzu imienin. Coś na zasadzie Marianny, które to imię składa się z Marii i Anny, Magdalena to Magda i Lena, a przecież nikt nie kwestionuje, że Anna to nie jest samodzielne imię :D Magdalena ma imieniny w inne dni niż Magda, podobńie jest z Jagną i Jadwigą (pierwsze słyszę,żeby ktoś zdrabniał Jadwigę do Jagny, Jadwiga to Jadzia). A co to ALIny i ALIcji, to przecież oba te imiona mają identyczną pierwszą sylabę, na której to podstawie tworzy się zdrobnienie Ala.
                  • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 07.08.14, 19:10
                    dobrawrozkajudyta napisał(a):

                    > klymenystra napisała:
                    >
                    > > Magdalena to imię pochodzące od Marii z Madgdali, gwoli ścisłości. Magda
                    > to wer
                    > > sja zdrobniona, która zaczęła funkcjonować jako osobne imię. Coś jak Nata
                    > sza i
                    > > Natalia.
                    >
                    > A Natasza, z tego, co wiem, to w ogóle zdrobnienie od Anastazji.

                    Natasza jest od Natalii. Od Anastazji jest Nastia.
                      • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 01:27
                        dobrawrozkajudyta napisał(a):

                        > Będę się kłócić. Moja mama miała znajomą, Anastazję właśnie. Wszyscy mówili do
                        > niej Natasza. "Wojnę i pokój czytałam już wprawdzie wieki temu, ale wydaje mi s
                        > ię, że Natasza Rostowa to też była Anastazja, nie Natalia. Z tym, że tu pewnośc
                        > i nie mam.

                        I słusznie, że nie masz, bo Rostowa była Natalia. A Rosjanie NIE zdrabniają Anastazji do Nataszy, niezależnie od znajomych twojej mamy.
                        • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 05:40
                          Mozna sobie w ramach rodzinnych ukladow nazywac czlonkow rodziny dziwnymi zdrobnieniami ( patrz wspomniany wyzej Adrian-Darek- w zyciu niew slyszalam by tak ktos zdrabnial imie Adrian), ale nie zmienia to faktu, ze Natasza to zdrobnienie od Natalii, nie Anastazji. Anastazje zdrabia sie chyba najczesciej jako Nastke.
                              • kkokos Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 08.08.14, 20:53
                                > pardon, ta aska i stasienka to w oryginale u marininy wystepuje czy tylko w pol
                                > skim przekladzie

                                mając nadzieję, że nie tylko w przekładzie, bo to urocze :), poszłam sobie na rosyjską wikipedię i tam znalazłam hasło anastazja:

                                ru.wikipedia.org/wiki/%D0%90%D0%BD%D0%B0%D1%81%D1%82%D0%B0%D1%81%D0%B8%D1%8F
                                no i są tam takie zdrobnienia:
                                Анастасиюшка, Анастаска, Настася, Настя (Наста), Нася (Наса), Ната, Ная, Наюся, Нюся, Настёна, Тёна, Настёха, Настуся, Туся, Настюля (Настуля), Настюня (Настуня), Настюра, Стюра, Настюха, Настюша, Настяха, Стася, Тася, Тая, Ася, Асюша, Сюша, Асюта, Сюта

                                anastasiuszka, anastaska, nastasja, nastia (nasta), nasia (nasa), nata, naja, najusia, niusia, nastiona, tiona, nastiocha, nastusia, tusia, nastulia (nastulia), nastiuina (nastunia), nastiura, stiura, nastiucha, nastiusza, nastiacha, stasia, tasia, taja, asia, asiucha, siucha, asiuta, siuta.

                                uff. hurra, pamiętam bukwy!
                            • dakota77 Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 09.08.14, 05:39
                              Wiesz, kazdy moze sobie bliskich i znajomych nazywac jak chce- tak jak w twoim przykladzie z Ziutkiem u MM. Ale jednak zwykle imiona zdrabnia sie tak, ze mozna sie domyslic, od jakiego imienia to zdrobnienie. To, ze ktos ma pelne prawo robic inaczej, nie oznacza nie zmienia faktu, ze sa pewne tradycyjnie przyjete formy. I ze np. Ania to nie zdrobnienie od Joanny.
                              • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 09.08.14, 20:18
                                Też tak myślę, a szczególnie ważne jest to w powieściach, bo może wyjść tak, jak któraś z nas (przepraszam, nie pamiętam kto) napisała: że jak czytała scenę z Adrianem/Darkiem to myślała, że tam są dwie różne osoby. To znaczy autor ma oczywiście prawo i to święte i nalezy mu się to jak psu buda że zdrobnienia imion w opisywanych rodzinach są przeróżne, ale powinien, dla wszystkiego a przede wszystkim dla zrozumienia akcji przez czytelnika wprowadzić to jednym zdaniem przynajmniej: 'Adrian, zwany przez braci Darkiem...'
                                Przypomina mi się powieść M. Kruger 'Po prostu Lucynka P.' - ile tam było zamieszania z powodu zwrotu: 'Winniczku drogi'. Tylko, że tam takie kwiprokwo było spirytusem mowensem akcji.
                                Oczywiście jak mamy Joannę to wiadomo, że Aśka wspomniana dwa zdania dalej to owa Joanna i podobnie przy imionach i zdrobnieniach 'oczywistych'. Ale jeśli mamy coś w rodzaju slangu rodzinnego czy towarzyskiego - to trzeba to napisać, no chyba, ze mamy komedię pomyłek albo kryminał - czytelnicy myślą, że Ziutek to Józef, a tu mordercą okazuje się Kazimierz.
                                  • kkokos Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 17:57
                                    dakota77 napisała:

                                    > Otoz to. A co do Kazimierza zwanego Ziutkiem, moglabym nawet zrozumiec taki zab
                                    > ieg, no bo faktycznie, na upartego, Kazimierz=Kaziutek=Ziutek, ale nie w rodzin
                                    > ie, ktora ma juz syna o imieniu Jozef!

                                    w ogóle mnie to nie boli, józef nigdy w życiu nie był ziutkiem, dla tej rodziny nie ma takiego problemu, nikt się nigdy nie pomyli. a że ludzie mogą się mylić? who cares? ludzie będą zwijać się ze śmiechu przy norze górskiej i who cares, to ktoś miałby się przejmować myleniem ziutka z józefem?
                                    • guineapigs Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 19:05
                                      Jest taki kryminał A. Christie pt. 'Morderstwo odbędzie się...' i tam akcja osadza się właśnie na 'pomyłce' imion. Są dwie siostry, Charlotte i druga, której imienia nie pamiętam, ale ich 'zdrobnienia imion' były tak podobne: Lotty i Letty bodajże, że dopiero Panna Marple to wyłapała i rozwiązała zagadkę.
                                      Jeśli walnęłam pomyłkę w faktografii - przepraszam, książkę czytałam dawno a na podorędziu nie mam, by sprawdzić dokładnie.
                                      • bupu Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 19:32
                                        guineapigs napisała:

                                        > Jest taki kryminał A. Christie pt. 'Morderstwo odbędzie się...' i tam akcja osa
                                        > dza się właśnie na 'pomyłce' imion. Są dwie siostry, Charlotte i druga, której
                                        > imienia nie pamiętam, ale ich 'zdrobnienia imion' były tak podobne: Lotty i Let
                                        > ty bodajże, że dopiero Panna Marple to wyłapała i rozwiązała zagadkę.
                                        > Jeśli walnęłam pomyłkę w faktografii - przepraszam, książkę czytałam dawno a na
                                        > podorędziu nie mam, by sprawdzić dokładnie.

                                        Letycja. Druga siostra miała na imię Letycja.
                                      • dobrawrozkajudyta Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 22:50
                                        guineapigs napisała:

                                        > Jest taki kryminał A. Christie pt. 'Morderstwo odbędzie się...' i tam akcja osa
                                        > dza się właśnie na 'pomyłce' imion. Są dwie siostry, Charlotte i druga, której
                                        > imienia nie pamiętam, ale ich 'zdrobnienia imion' były tak podobne: Lotty i Let
                                        > ty bodajże, że dopiero Panna Marple to wyłapała i rozwiązała zagadkę.
                                        > Jeśli walnęłam pomyłkę w faktografii - przepraszam, książkę czytałam dawno a na
                                        > podorędziu nie mam, by sprawdzić dokładnie.

                                        Nie walnęłaś, druga była Letycja, znaczy ta, która kiedyś tam umarła.
                                • turzyca Re: Czterej Jeźdźcy Jeżycjadowskiej Apokalipsy 10.08.14, 10:12
                                  ale powinien, dla wszystkiego a przede w
                                  > szystkim dla zrozumienia akcji przez czytelnika wprowadzić to jednym zdaniem pr
                                  > zynajmniej: 'Adrian, zwany przez braci Darkiem...'

                                  > Oczywiście jak mamy Joannę to wiadomo, że Aśka wspomniana dwa zdania dalej to o
                                  > wa Joanna i podobnie przy imionach i zdrobnieniach 'oczywistych'

                                  No i tu dochodzimy do granic "oczywistosci", bo ja akurat problemu nie mialam, znam takie zdrobnienie, kolega z podstawowki sie skarzyl, ze go ciagle myla, wiec moze gdzieniegdzie jest popularniejsze. Gorzej by bylo w druga strone, gdyby najpierw pojawil sie Darek, a potem Dariusz i Adrian.
                                  Ale takich niejednoznacznych zdrobnien jest wbrew pozorom sporo - Ola moze byc od Aleksandry i od Olgi. To samo Olek - od Aleksanda i od Olega, ale i Olgierda. Alek - znowu Aleksander, Aleks i Aleksy, ale tez coraz popularniejszy Alan.