karolina.delila
22.08.12, 20:47
Pamiętacie scenę rozmowy św. Gabrieli z Tygryskiem tę, gdy Gabrysia wreszcie postanawia rozmówić się ze swoją krnąbrną córką ? Zupełnie nie rozumiem tej ich gadki. Gaba zamiast wyłożyć kawę na ławę i porozmawiać z dzieckiem konkretnie i rzeczowo, wyjaśnic co robi źle i ustanowić jakiś system kar- zaczyna ni z gruchy ni z pietruchy o ksiązce " Przypiski" K. Wójtowicza, potem Tygrysek plecie coś o maśle, kaze matce powtarzać słowo masło, krzesło, słoma dalej jest coś o zółtym lakierze, który moze byc czerwony- a Gabrysia wybucha smiechem pełnym ulgi, ze jej dziecko nie kłamie tylko przemienia swiat? O co tu chodzi? Dlaczego ona czuje ulge ??