Dodaj do ulubionych

Co to, q.., jest?

03.10.12, 14:44
Wino kupię. Na trzeźwo nie dam rady.
Co to jest za scena, gdy Magdusia znienacka całuje Józinka, a on odpowiada fizyczną agresją i grozi pobiciem? Z jednej strony starsza dziewczyna całujaca znienacka młodszego chłopaka - fuj. Z drugiej - nie da się po prostu odwrócić ról. 16-latka pocałowana przez 18-latka moze spokojnie dać w mordę i odejść, silniejszy i większy, cjhoć młodszy facet nie ma prawa grozić pobiciem.
Obserwuj wątek
    • yvi1 Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 14:50
      To jest wlasnie to co mnie w moim watku o nastoletnich corkach dziwi.
      Tak sie zmienily obyczaje?Chamstwo jest teraz tolerowane i na poczatku dziennym?
      Albo ja juz stara(41 lat) i glupia,ze nowoczesnych zalotow nie rozumiem.:)
    • croyance Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 14:53
      Jak to co? To jest Dobra Literatura.

      Komentarz czytelniczki z KG:

      'McDusia internetowo zakupiona, teraz z Lenką czekamy na przesyłkę. Zgodnie z wczorajszymi deklaracjami dotyczącymi czytania dzieciom, będę czytała na głos niech się dziecko edukuje od małego. od niemowlęctwa powinna wiedzieć, czym jest dobra literatura :) gorąco pozdrawiamy Autorkę :)'

      *ucieka, zanim Verdana rzuci w nia te ksiazka smieszna i mila*


      Sprawdz, co slychac w Narnii
          • conefkaconbrio Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 16:18
            meduza7 napisała:

            > A potem Dziecko Literackie da komuś w mordę i będzie zdziwione, że mamusia ma p
            > retensje, przecież tak uczy Dzielna i Mądra Książka.

            I będzie nabijać się z nazwisk kolegów, bo to przecież taki świetny żart.
            I przerywać dorosłym, że błędy językowe robią

            Qrcze w szoku jestem. Może to naprawde autoparodia jest i za miesiąc pojawi się prawdziwa wersja z komentarzem autorki, że pisząc parodie korzystała z rad i sugestii czytelniczek "pewnego forum"?
            Jeśli nie, to na miejscu bliskich pani MM zaczelabym się martwić o jej zdrowie, bo to mogą być początki zmian miażdzycowych w mózgu albo Alzheimera...
            Mc Dusi nie kupiłam i nie kupie bo po lekturze księgi gości nie mam zamiaru tej pani MM nabijać konta Przeczytam sobie w Emiku jutro.
            • lezbobimbo Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 16:20
              > Przeczytam sobie w Emiku jutro.

              Zaplanuj to na kilka dni czytania oraz wez ze soba termos herbaty z pradem ku pokrzepieniu komory, na trzezwo nie spilujesz. Ta malutka cegielka ma zaledwie 292 stron.
              • conefkaconbrio Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 16:29
                lezbobimbo napisała:

                > > Przeczytam sobie w Emiku jutro.
                >
                > Zaplanuj to na kilka dni czytania oraz wez ze soba termos herbaty z pradem ku p
                > okrzepieniu komory, na trzezwo nie spilujesz. Ta malutka cegielka ma zaledwie 2
                > 92 stron.
                >
                Oooo, a myślam że to podobnie wymęczone wypociny jak Ti R. Dzięki za ostrzeżenie , chyba poprostu do termosu wleje żołądkowej gorzkiej ;-)
          • a_weasley Czy uwaźacie czytelników za debili? 03.10.12, 22:47
            Meduza7 napisała (piszę uważacie, bo ktoś ją poparł):

            > A potem Dziecko Literackie da komuś w mordę i będzie zdziwione, że mamusia ma p
            > retensje, przecież tak uczy Dzielna i Mądra Książka.

            W dziesiątkach książek dla młodzieży główni bohaterowie robią rzeczy, które niekoniecznie należałoby zalecać. Jeżycjada to jest twórczość dla jednostek, które doszły już do wieku używania rozumu, nie dla przedszkolaków, którym się palcem pokazuje, co jest cacy a co be.
            Przypuszczam zresztą, że gdyby wszyscy pozytywni bohaterowie, jednoznacznie i dychotomicznie odróżnialni od negatywnych, postępowali tylko tak, jak należy (pomijam dla dobra dyskusji różnicę między pojęciami w tej mierze MM i trendami dominującymi na tym forum), zarzucano by tu Jeżycjadzie przesadny dydaktyzm rodem z przedwojennej powieści dla młodzieży (i to nie każdej, bo weźmy choćby takie "Przygody Tomka Sawyera"). I byłby to zarzut trafny.
            • verdana Re: Czy uwaźacie czytelników za debili? 03.10.12, 22:59
              Cóż, w tej książce właśnie te rzeczy sie zaleca. I to jest zasadnicza rtóżnica. W normalnej książce dla młodziezy jak chłopak przyleje dziewczynie, to albo ma wyrzuty sumienia, albo spotyka go zasłuzona kara, albo przechodzi przemianę moralną. Nie jest jednak, za aprobatą autorki, dumny z siebie.
              Nie przedstaia sie jako pozytywnego działania oszustw podatkowych.
              Nie uznaje sie obrazania gości za cechę typową dla wzorowej rodziny.
              Czym innym jest normalna, realistyczna ksiażka dla młodziezy, gdzie moga zdarzać się różne, niezbyt godne pochwałyu rzeczy. Tu jednak mamy do czynienia ze swoistą produkcją - czyli z idealną, stawianą za wzór do nasladowania rodziną, która pokazuje - jako tenże wzór - zachowania absolutnie obrzydliwe. I nawet nie ma komentarza odautorskiego.
              Problemem jest właśnie dydaktyzm, nachalny dydaktyzm Jezycjady, a tej części w szczególności - i włączenie zachowń niedopuszczalnych w nurt tegoż dydaktyzmu.
            • memphis90 Re: Czy uwaźacie czytelników za debili? 27.10.12, 20:16
              Ale Jeżycjada właśnie prezentuje "przesadny dydaktyzm rodem
              > z przedwojennej powieści dla młodzieży"!
              Rosół dobrze - pizzeria źle
              mycie naczyń po 15 osobach dobrze- zmywarka źle
              komórka z muzyczką klasyczną, cóż, jakoś ujdzie - komórka jako taka źle
              Stefania, Józef, Łucja dobrze - zdrobnienia źle
              klasyczne imiona nteligenckich borejkowców- niziny społeczne z imionami Arleta Kopiec itd.
              Seneka dobrze - wysłanie maila: źle, oj bardzo, bardzo źle, lepiej już nie odzywać się do rodziny przez pół roku!
              rodzinny kibuc/kołchoz na 80m2 dobrze - własne mieszkanie z dala od łona rodziny źle (skończysz w altanie z dykty)

              Tym bardziej dziwi nagły brak dydaktyzmu w kontekście zachowania Jozina.
    • nighthrill Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 15:04
      Właśnie, chciałam zakładać wątek o podejściu MM do pierwszych miłości i kontaktów uczuciowo-erotycznych młodzieży, ale mię ubiegłaś, Verdano droga.

      Cała ta scena i cała w ogóle postać Józefa to parada mizoginii. Co on myśli wygaduje o dziewczynach?

      "Wstydu nie masz? Więcej nie próbuj, bo cię walnę!" ( 16-letni chłopak tak reaguje na pierwszy w życiu pocałunek według autorki).

      "Oczywiście Magdusia - jak one wszystkie - też się specyficznie ożywiła na jego widok, błysnęła oczami, już chciała pogadać, ale skończyło się tylko na jednej słodko brzmiącej zaczepce (...). Lecz takie testy z zasady tu nie przechodziły : Rudy miał wypracowane techniki odrzucania awansów. Nie słuchając jej wcale, spojrzał tylko z roztragnieniem w dal i w jednej chwili otoczył się obłokiem totalnej niezależności."

      Cała książka jest, jeśli chodzi o ten wątek, moim zdaniem oczywiście, szkodliwa dla młodych dziewcząt. Pokazuje, że rzucają się na kogo popadnie, głupio chichocząc, bo "przystojny", łatwo zmieniają obiekty uczuć ( Józinek nie? No to już weźmy wzdychulca Miągwę!). Byle był. Magda jawi się jako osoba, która szuka uczucia, a kto ją nim obdarzy, to już sprawa drugorzędna. I zamiast poznać ciekawego studenta czy maturzystę, musi oczywiście wpaść w sidła Borejków wiążąc się z Ignasiem ( on ma 16 lat, ona prawie 18! związek na odległość! Jak będą się spotykać? Ani Borejkowie, ani mityczna babcia Magdy nie pozwolą pewnie na nocowanie i wielodniowe odwiedziny. W wieku 15 lat miałam 17-letniego chłopaka korespondencyjnego na drugim końcu Polski i widzieliśmy się raz na pół roku, kombinując i kłamiąc rodzicom, bo nie było jak).
      • croyance Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 15:07
        Z cytatow podawanych przez Bimbo wnioskuje, ze mizoginia jak sie patrzy i slut bashing, bo jezujezu glupie baby sie stroja w cekiny, a moja (miagwowa) zona bedzie naturalna i czysta jak dziewiczy lodowiec nie jakas zdzira z makijazem ...
            • lezbobimbo Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 15:22
              croyance napisała:
              > Gabzin to Jozinek, bo sie pogubilam? Ktory mial przemyslenia co do tandetnego b
              > abskiego welonu?

              Tak, on ciz jest. Gabzin to polaczenie Gaba + Jozin, bo na obrazkach wygladaja tak samo.
              I tak, to on jest talibem od obrzydliwosci zdobnych welonow, kobiet nienawidzi a wiec wszystkiego co babskie tez. Jakby to byl prawdziwy facet a nie przerazajaca projekcja fundamentalizmu MM, to bylby impotentem albo bardzo sfrustrowanym i straumatyzowanym transseksualista f2m.
              • black-apple Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 16:25
                Właśnie ta nienawiść do wszystkiego, co kulturowo i (czy chcemy tego czy nie) stereotypowo związanego jest z kobietami jest odstręczająca. Zauważcie, że Józinek nie tylko odczuwa negatywne emocję do dziewczyn jako takich, ale też do szminek, mody, makijażu i szerokiego gamma cech potocznie uważanych za kobiece (delikatność, subtelność, wrażliwość, emocjonalność). To, co lubi jest męskie li i jedynie. Pomijając wyidealizowaną Staszkę, którą pomimo wręcz chorego uwielbienia na granicy obsesji uważa za źródło swojego nieszczęścia (bo to ona złamała mu serce i przekreśliła szansę na małżeństwo, a jakże).
                • minerwamcg Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 16:36
                  O ile pamiętam cokolwiek z psychologii rozwojowej, to Józinek zatrzymał się na etapie dziesięciu-dwunastu lat, kiedy chłopcy wolą się bawić we własnym gronie, bo "baby som gupie", a dorosłe ponadto obrzydliwe, te ich makijaże, ciuchy, fintiflusze, a fuuu.

                  - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
                  • black-apple Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 16:57
                    Czułam, że ktoś prędzej czy później wspomni argument "bo chłopcy tacy są".

                    Józinek ma prawie 16 lat, zatem nie jest już dzieckiem, które cechowałyby wspomniane przez Ciebie tendencje. Jest już na tyle dorosły, by mechanizmy takie jak empatia czy zdolność do wyciągania wniosków ze źródeł innych niż uprzedzenia nie były obce. Co mnie wszakże dziwi, to pochodzenie jego niechęci do wszystkiego co babskie: zarówno Ida, jak i Marek prezentowani byli jako dojrzali, "mili i sympatyczni" ludzie, którzy syna winni wychować na człowieka szanującego innych bez znaczenia czy mają klejnoty między nogami czy nie. Ida nigdy nie zauważyła, że poglądy Jóżinka są jeśli nie złe, to szkodliwe dla niego samego i otoczenia? Marek nigdy nie odbył z synem "poważnej męskiej rozmowy" o tym, że fajnie jest być silnym i odważnym, ale kobiece cechy, zajęcia i inne też są warte szacunku? Nie stawiajmy znaku równowagi między głupimi zachowaniami małych dzieci (nie wszystkich oczywiście) wynikających z braku wiedzy, wychowania czy doświadczeń z umyślnym postępowaniem młodego faceta.
                    • lezbobimbo Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:08
                      black-apple napisała:
                      > Ida nigdy nie zauważyła, że poglądy Jóżinka są jeśli nie złe, to szkodliwe dla niego samego i >otoczenia?

                      Przeciez on juz jak ma 9 lat w JT, to staje sie tym upiornym maczugiem maczyzmu. Juz wtedy nie lubi glosu wlasnej trzpiotowatej matki, juz wtedy preferuje meskie prysznice z tatusiem, juz wtedy jest agresywnym kibolem i slucha Rammsteinu (hle hle hle gdyby MM tylko wiedziala, co to jest i jakie maja teledyski), juz wtedy mysli z odraza o stringach Kopiec w szkole, juz wtedy mysli o umalowanej zielonowlosej Lałrze-goth, ze wyglada tak samo nudno jak wszystkie baby (nudno?! Z makijazem dramatycznym i zielonymi wlosami tozto wlasnie wyglada awangardowo!).
                      W Sprezynie samiec Jozianiec nadal mysli, ze tylko Staszka jest fajna, nie to co baby; a w McDusi nastapil szczyt mizoginii MM. Nie wiem, dlaczego jej sie wydaje, ze im brutalniejszy i agresywniejszy, tępszy kołek to tym bardziej jest prawdziwym mienscizna i rycerskim dzentelmenem.
                      • croyance Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:10
                        Jak sie nazywal ten idealizujacy kobiety poeta, ktory zostawil swoja zone tuz po slubie jak sie zorientowal, ze ma wlosy lonowe i jest 'jak kazda inna'? To w ubieglym stuleciu jakos bylo, w ukeju ...
                        • conefkaconbrio Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:16
                          croyance napisała:

                          > Jak sie nazywal ten idealizujacy kobiety poeta, ktory zostawil swoja zone tuz p
                          > o slubie jak sie zorientowal, ze ma wlosy lonowe i jest 'jak kazda inna'? To w
                          > ubieglym stuleciu jakos bylo, w ukeju ...

                          ?? Nie znam. Ja slyszalam historię o malarzu ktory przezyl szok na widok włosow łonowych żony bo widywał dotąd tylko wydepilowane modelki i kurtyzany.
                          • croyance Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:19
                            Moze to ten sam, tylko mi sie pomylilo? Wiem, ze artysta. Ponoc wybiegl z sypialni podczas nocy poslubnej i za nic wrocic nie chcial. Slub bodajze uniewazniono, a kobiecina wyszla za maz za innego i miala szostke dzieciakow, czy to brzmi jakos znajomo? Wiem, w ktorej ksiazce to mam, zajrze pozniej.
                            • anutek115 Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 18:33
                              croyance napisała:

                              > Moze to ten sam, tylko mi sie pomylilo? Wiem, ze artysta. Ponoc wybiegl z sypia
                              > lni podczas nocy poslubnej i za nic wrocic nie chcial. Slub bodajze uniewaznion
                              > o, a kobiecina wyszla za maz za innego i miala szostke dzieciakow, czy to brzmi
                              > jakos znajomo? Wiem, w ktorej ksiazce to mam, zajrze pozniej.

                              John Raskin :). Pan był wykształcony artystycznie i kobiety wyobrażal sobie jak greckie posagi, pozbawione, jak wiadomo, pieprzykłow, owlosienia i zmarszczek :)).
                              • mmoni Re: Co to, q.., jest? 15.10.12, 20:57
                                W kwestii merytorycznej - to o Ruskinie to tylko domysły jednej z późniejszych biografów, Mary Lutyens. Sam Ruskin stwierdził tylko później w trakcie procesu rozwodowego, że ciało jego żony "was not formed to excite passion", chociaż przyznawał, że inny mężczyzna nie miałby tego problemu (co przekonująco udowodnił John Everett Millais, kolejny mąż Effie). Polecam Phyllis Rose "Parallel Lives".
                        • lezbobimbo Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:31
                          croyance napisała:
                          > Jak sie nazywal ten idealizujacy kobiety poeta, ktory zostawil swoja zone tuz p
                          > o slubie jak sie zorientowal, ze ma wlosy lonowe i jest 'jak kazda inna'?

                          A skad Ty juz znasz spojler nocy poslubnej Igstryba Miagwy?

                          >To w ubieglym stuleciu jakos bylo, w ukeju ...

                          Wiktorianskie ksiazki, w kolko o milosci - fundament uczuciowosci MM.
                      • bupu Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 18:03
                        > Przeciez on juz jak ma 9 lat w JT, to staje sie tym upiornym maczugiem maczyzmu
                        (...)
                        > W Sprezynie samiec Jozianiec nadal mysli, ze tylko Staszka jest fajna, nie to c
                        > o baby; a w McDusi nastapil szczyt mizoginii MM. Nie wiem, dlaczego jej sie wyd
                        > aje, ze im brutalniejszy i agresywniejszy, tępszy kołek to tym bardziej jest pr
                        > awdziwym mienscizna i rycerskim dzentelmenem.

                        Jeśli Józama bin Gabzin jest rycerski, to w takim razie żylety i siłownie całej Polski zaludnione są Lancelotami i innymi Parsifalami. Bo Gabzin w "McDusi" posiada maniery i usposobienie w pełni godne Potwornych Lisieckich, a właściwe panom bez szyi, gustującym w odzieży sportowej. Tyle że troglodytyzm Gabzina jest w porzo i cacy, bo to jaskiniowiec z kamienicy, promieniujący czółkiem, grzywką i Plutarchem, nie to, co blokowi Lisieccy.
                        • memphis90 Re: Co to, q.., jest? 27.10.12, 20:28
                          Łysy kibol słuchający Rammsteina? Czy tylko mi coś nie pasuje do obrazka? Pewnie MM wzięła pierwszą z brzegu straaaaaasznie brzmiącą nazwę zespołu, który nie gra muzyki klasycznej. W sumie- mogła jeszcze wybrać Tymoteusza, byłoby zabawniej.
                          • meduza7 Re: Co to, q.., jest? 27.10.12, 21:13
                            Rammstein został wspomniany raz jeden chyba tylko, w JT, w kontekście takim, że Józin u babci słyszy, że w jej radiu znowu gra Mozart i da się go nawet słuchać z przyjemnością, choć właściwie wolałby w tym momencie posłuchać Rammsteina. Józin miał w tym momencie 9 lat, więc faktycznie to wygląda, jakby MM wzięła pierwszą z brzegu nazwę - imho, to za młody wiek na samodzielne odkrycie takiej muzyki, a pokazać mu jej nie miał kto, w tym domu, w którym słucha się tylko Dwójki i jazzu nowoorleańskiego.
                    • minerwamcg Re: Co to, q.., jest? 04.10.12, 11:09
                      No więc mówię, że się zatrzymał, nieee? I nie, nie twierdzę, że chłopcy "tacy są". Takie są dzieci na pewnym etapie, dużo młodszym od Józinka, a ja zauważam, że Józinek się na nim zatrzymał, choć nie powinien. Uprzejmie zatem proszę mi nie dorabiać gęby i nie przypisywać nie wiadomo czego.
                  • a_weasley Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 21:35
                    Minerwamcg napisała:

                    > O ile pamiętam cokolwiek z psychologii rozwojowej, to Józinek zatrzymał się na
                    > etapie dziesięciu-dwunastu lat, kiedy chłopcy wolą się bawić we własnym gronie,
                    > bo "baby som gupie",

                    Człowiek nie pociąg, psychologia rozwojowa nie rozkład jazdy (a gdyby nawet, wie się to i owo o trzymaniu rozkładu jazdy przez pociągi).
                    Ponadto o ile ja pamiętam nie tylko czasy stanu wojennego, gdy sam byłem w wieku Józinka, ale i lat temu naście, gdy z tym z racji przynależności organizacyjnej byłem na bieżąco, piętnastoletni chłopcy raczej preferowali własne grono. Poniektóry miał dziewczynę albo się mniej lub bardziej nieporadnie starał, ale tacy, którym nijaka niewiasta do szczęścia potrzebna nie była, to nie był jakiś fenomenalny wyjątek.
                    Poza tym mam wrażenie, że Józinek i IGS to są dwa sposoby radzenia sobie z przewagą kobiet w otoczeniu (matki, ciotki, siostry, a mężczyźni raczej wycofani). Oczekują te kobiety od chłopca, że będzie grzeczną dziewczynką. IGS się przystosowuje, Józinek natomiast znalazł sobie własny teren tak odległy od tych oczekiwań, że trudno o dalej.
                      • black-apple Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 23:27
                        Mnie też to zastanawia. Bodajże Verdana zaproponowała całkiem rozsądne wytłumaczenie, że MM stosuje projekcje kompleksów, słabostek, zazdrości i internalized misogyny (niestety nie znam polskiego odpowiednika, ale myślę że bez problemu znajdziecie wyjaśnienie w sieci), jakim cechują się niektóre niedojrzałe emocjonalnie dziewczyny, które największego wroga i ciemiężyciela widzą w przedstawicielkach tej samej płci. Podobnie ma się z jego obsesyjną miłością wobec Staszki rodem ze średniowiecznych utworach o rycerzach ślubujących wieczną wierność damie serca. Aczkolwiek Józefina byłaby równie niesympatyczną i negatywną postacią co jej męski odpowiednik, mimo że przemocy by (raczej) nie stosowała.
                        • croyance Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 23:34
                          Widzialam ostatnio caly program, ktory sie opieral na zinternalizowanej mizoginii: to 'Snog Marry Avoid' (mozna znalezc na youtube).

                          Formula jest podobna w innych programach z make-over'em:

                          - znajduje sie laske, ktora ubiera sie jak zdzira (to znaczy ma makijaz i skape stroje)
                          - pokazuje sie jej zdjecia/film facetom, ktorzy mowia oczywiscie, ze w zyciu by sie nia nie ozenili, bo wyglada jak zdzira i tak dalej
                          - komputer robi pannie make-under, czyli zmywa makijaz i robi z niej 'natural beauty'
                          - sonda uliczna pokazuje, ze laska jest teraz marriage material

                          Powaznie, obejrzyjcie sobie.
                          Przyznaje, program ma walor rozrywkowy, bo babki faktycznie (faceci tez sie zdarzaja, ale rzadziej, zreszta wtedy o opinie czesto pytaja gejow - nie widzialam jeszcze, zeby zapytali jakiejs lesbijki o cokolwiek) wygladaja czesto dziwacznie i z ciekawosci czlowiek chce zobaczyc, jak beda wygladaly pozniej. ALE poza tym jest to totalna tragedia. I robia to kobiety kobietom - jak pisalas, zinternalizowana mizoginia i wspomniany juz przeze mnie slut bashing.
                      • lezbobimbo Re: Co to, q.., jest? 04.10.12, 00:57
                        croyance napisała:
                        > Ale skad u chlopca zyjacego w dosc sfeminizowanej rodzinie (siostra, ciotki, uk
                        > ochana babcia) taki brak szacunku do kobiet?

                        Bo MM tak sobie wyobraża, że prawdziwi maczo musza być sado, brzydzić się seksem i dziewczynami jak Nerwus i Bagzin, a jednocześnie swobodnie stosować przemoc.

                        Przypomina mi to histeryczną cenzurę w amerykańskiej tv, gdzie najohydniejszym przestępstwem na świecie jest oczywiście kobieta-lafirynda ten wór szatana, i jej kusicielskie, szatańskie ciało z takimi częściami jak sutek czy *szeptem* to w dole, pewnie też lepkie jak szminka. Jednocześnie ta sama cenzura uważa, że przemoc, zabijanie, gloryfikowanie wojny i dobrego zabójcy to światłe wzory dla najmłodszych chłopiąt (ażeby byli prawdziwie męscy już od pieluch) a wszystkie konflikty najlepiej rozwiązać agresją, a nie asertywnością.
                        • minerwamcg Re: Co to, q.., jest? 04.10.12, 11:14
                          A mnie się czasem wydaje, że człowiek wychowany w tak przebabionym domu, z mężczyznami albo istniejącymi na dalekim planie (Grzegorz, Marek) albo popierniczonymi do cna (dziadek Borejko), musi mieć jakieś odciski na mózgu. Potencjalne wzory męskich zachowań dla Józinka albo śpią, albo przepraszają że żyją, albo zabijają balkon gwoździami. Najzdrowszy by zgłupiał.
      • memphis90 Re: Co to, q.., jest? 27.10.12, 20:21
        Bo Borejkowie nie uprawiają seksu.Nigdy. Jedynie Gaba prawdopodobnie uprawiała seks przedślubny, za co zapłaciła zniszczonym życiem osobistym. I skaziła grzechem nieskalaną Pyzę, która znienacka stała się Pyzą z wkładką. I też ją, ciężarną, Fryderyczekprzez całą "Żabę" olewał ;) Tylko cudem udało jej się stworzyć jednak pełną rodzinę.
    • modrooczka Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:19
      Tak poważnie to myślę, że problem leży w tym, że MM uparcie pisze z perspektywy chłopców (tutaj już 16-17 letnich) wkładając im w usta kwestie dziewczynek, w głowy dziewczece myślenie i takież emocje. Tak na niechciany pocałunek mogłaby zareagować dziewczyna (oczywiście trudno byłoby jej potrzasać chłopakiem "jak szczurem"). Pulpa, która dała Baltonie w gębę a potem długo szorowała usta śniegiem może nie zachowała się najpiękniej, ale można ją zrozumieć. Fajnie zresztą była pokazana reakcja Baltony, który sie roześmiał i to był dobry, prawdopodobny opis. Józinek szarpiący Magdę i wrzeszczący na nią i spłoszona Magda to opis odrażający. Ja w ogóle się zastanawiam, jakim cudem ona w ogóle się do niego jeszcze kiedykolwiek odezwała!
      • verdana Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:27
        OOOOO! DOKŁADNIE to samo przyszło mi do głowy. Nawet chyba napomknęłam niesmiało.
        I nie tylko ta odrazająca scena - ale 16-latek zakochany w 21-latce i snujący wizję dozgonnej miłości, 16-latek zadowolony, ze w towarzystwie mówi się o tym, ze pisze sonety, piżama w zielone serduszka - to wszystko są zachowania znacznie bardziej pasujące do dziewcząt i to co gorsza - nieco młodszych.
        Podobnie ostentacyjny wegetarianizm (nieostentacyjny to zupełnie inna bajka).
        • easz Re: Co to, q.., jest? 30.10.12, 21:56
          verdana napisała:

          16-latek zadowolony, ze w towarzystwie mówi się o tym,
          > ze pisze sonety, piżama w zielone serduszka - to wszystko są zachowania znaczni
          > e bardziej pasujące do dziewcząt i to co gorsza - nieco młodszych.

          To w koncu MM uzywa wyswiechtanych do bolu stereotypow na lewo i prawo, czy lamie je?
      • lezbobimbo Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 17:30
        modrooczka napisała:
        Józinek szarpiący Magdę i wrzeszczący na nią i spłoszona Magda to opis
        > odrażający. Ja w ogóle się zastanawiam, jakim cudem ona w ogóle się do niego je
        > szcze kiedykolwiek odezwała!

        Malo tego. Odzywa sie do niego zaraz po potrzasnieciu jej szczurem - wola zaczerwieniona, ze pewnie on zajety i ona rozumie...
        Pare dni potem, w kuchni nadal patrzy na niego z sympatia (wedlug Gabzina narzuca mu sie ohydnie uwodzicielska, jak te wszystkie baby).
        A potem w dniu slubu McDusia w duchu spoglada na Jozinka i tak go zaluje, bo go przeciez Staszka ZDRADZILA.
        Tak.
        Zdradzila.
        Tym, ze zamiast nadal pisac do niego lakoniczne mejle i targac mu wlosy przy spotkaniu, znalazla sobie faceta w Irlandii...
    • conefkaconbrio Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 18:31
      w pis czytelniczki"Pani Małgosiu Kochana, leże właśnie z grypą w łóżku i czytam McDusie, którą mama mi kupiła i doszłam do pewnego momentu, który mnie zaszokował i wystraszył. Naprawdę Pani uważa, że chłopak z normalnego domu mógłby użyć przemocy fizycznej wobeć dziewczyny która go pocałowała???? To nie jest spoiler bo specjalnie nie napisałam o kogo chodzi
      Bardzo proszę o odpowież czy Pani to napisała, bo nie mogę uwierzyć, już pomyślałam sobie, że korektor w wydawnictwie zrobił niesmaczny żart... "
      odpowiedz MM "Aniu jak najchętniej Ci odpowiadam na Twoje zatroskane pytanie: to nie była przemoc.Przemoc to jest coś zupełnie innego i obyś jej nigdy nie doświadczyła.No, to już się nie zamartwiaj. Pa. "

      Kolejny wpis Ani o tym że jej babcia mówiła, że mężczyzna nigdy nie ma prawa szarpnąć kobiety, a chłopiec w tym wieku jest już prawie dorosły został usunięty.
        • a_weasley Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 21:43
          Ginestra napisała:

          > To jest jak najbardziej przemoc

          Jak dziewczyna w sytuacji analogicznej daje chłopakowi w pysk, to też?
          I jak kwalifikujesz sytuację, kiedy chłopak całuje dziewczynę, która sobie tego nie życzy?

          > i jest na to paragraf w prawie karnym.

          Gdybyś faktycznie poszukała, mogłabyś się zdziwić.
            • a_weasley Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 23:04
              Verdana napisała:

              > Jesli nie widzisz róznicy, pomiędzy wymierzeniem komuś policzka, a pobiciem - t
              > o gratuluję.

              Primo, nie widzę na razie pobicia.
              Secundo, nie pisałem o podobieństwach i różnicach. Zapytałem, czy jak dziewczyna daje chłopakowi w pysk, to też jest przemoc. To jest pytanie 1.
              Pytanie 2:
              Czy pocałowanie w usta osoby, która sobie tego może nie życzyć, jest formą molestowania seksualnego?
              Pytanie 3:
              Czy wolno na nie zareagować przemocą?
              Pytanie 4:
              Czy odpowiedź na pytanie 2 i/lub 3 zależy od tego, po której stronie jest mężczyzna, a po której kobieta, a jeśli tak, to w jaki sposób i dlaczego?
              • ready4freddy Re: Co to, q.., jest? 04.10.12, 15:57
                Art. 217. § 1. Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

                § 2. Jeżeli naruszenie nietykalności wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.

                § 3. Ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego.


                rozwiń temat tego drugiego paragrafu może, zwłaszcza tego pasowania.
        • verdana Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 18:45
          A wiecie, to już nie jest zabawne. Nie jest, bo MM ma ambicje wychowywanie młodziezy, bo to wszystko jest takie moralizatorskie, aż mdli. Bo poezja, mamusia, zorza i kwiatki, a złapanie za kark dziewczyny i straszenie pobiciem dziewczyny to nie przemoc.
          To nie jest zła książka, to książka z gruntu szkodliwa.
          • bupu Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 18:48
            verdana napisała:

            > A wiecie, to już nie jest zabawne. Nie jest, bo MM ma ambicje wychowywanie młod
            > ziezy, bo to wszystko jest takie moralizatorskie, aż mdli. Bo poezja, mamusia,
            > zorza i kwiatki, a złapanie za kark dziewczyny i straszenie pobiciem dziewczyn
            > y to nie przemoc.
            > To nie jest zła książka, to książka z gruntu szkodliwa.

            Święte słowa Waćpani Dobrodziki.
            A teraz wybaczcie, muszę sobie gruchnąć jarzębiaczku, bo na trzeźwo se ne da.
            • modrooczka Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 19:13
              Zgadzam się niestety z Verdaną. Co innego pisać infantylnie, naiwnie, nawet sprzedawać paranoiczną wizję, co innego sankcjonować przemoc. Jest scena, gdzie Ida "ręcznie" tłumaczy Ziutkowi, czyli dwuletniemu dzieciakowi, żeby nie ruszał za wcześnie prezentów spod choinki. W tyłek dostał, za dotykanie prezentów??? Ida rzuca w Józinka słoikiem, bo myśli że sie upił. Chłopcy szesnastoletni biją się w domu dziadków i wszyscy uważają że to w porządku. Chłopak szarpie dziewczyną bo go pocałowała. I dopiero menele spod ronda są dla autorki odrażajacy i groźni. Dla mnie groźna jest rodzina, która akceptuje przemoc i tym samym książka z domu wyleci, bo mam 4 córki, niech sobie moja dziewieciolatka czyta co innego.
              • bupu Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 19:29
                modrooczka napisała:

                > Chłopak szarpie dziewczyną bo go pocałowała.

                Szczególna obrzydliwość tej sceny (i późniejszej reakcji Makbusi na Gabzinowy akt przemocy) zawiera się w dwóch rzeczach:

                Po pierwsze, wymowa tej sceny jest taka, że kobieta ma być istotą uległą i bierną. Jeśki zaś takowa nie jest, jest bezwstydną latawicą i zasługuje na karę.

                Po drugie, jeszcze poworniejsze, komunikuje nam otóż ta scena i jej aftermatch iż jeśli mężczyzna używa wobec kobiety przemocy, to ona sobie na nią pewnikiem zasłużyła. Więc powinna ta kobieta wziąć mordę w kubeł, a ręce w małdrzyk i nie robić z tego afery. Należało jej się.

                To jest, przepraszam, przesłanie, które chcemy serwować dorastajacym panienkom, będącym, przynajmniej teoretycznie, adresatkami tego dzieła?
            • ginestra Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 20:02
              W kontekście tej sceny przemocy, co przytoczyłyście (i scen z nią powiązanych, czyli takich, że Magdusia mimo wszystko lgnie do - nie bójmy się tego słowa - oprawcy i nie widzi nic złego w tym, co jej zrobił, przeciwnie, robi do niego nadal maślane oczy, uwodzi go, żałuje go, że taki biedny, a co więcej, on ją wcześniej też poniżał (no bo przy jedzeniu pierogów poniżał tym śmiechem) itp.), ta książka kwalifikuje się do wycofania ze sprzedaży (oczywiście pewnie już za późno na to, ale można próbować coś z tym zrobić).

              Jeszcze gdyby książka kończyła się tak, że ktoś rozpoznał w Magdusi kobietę o profilu ofiary, która wchodzi w przemocowy związek jak w masło, bo z dzieciństwa ma wyniesione to, żeby pozwalać siebie nie cenić, poniżać i źle traktować, to jeszcze byłoby całkiem OK, bo młode czytelniczki otrzymałyby przekaz, że jak chłopak tak traktuje dziewczynę, a ona nie umie przeciwstawić się temu, to znaczy to, że ona potrzebuje pomocy, i że to jest poważny problem i dobrze jest, jak ktoś dorosły to zauważy i powie jej jak bardzo to jest poważna sprawa.

              Gdyby w książce wystąpiła taka dorosła postać, która rozpozna w Magdusi taką właśnie kobietę o skłonnościach do wchodzenia w toksyczny związek i ostrzeże ją, zaprowadzi do psychologa, powie o tym syndromie itp., wówczas McDusia miałaby walor dydaktyczny, a wręcz (nie przesadzam!) ratujący ludzkie życie (życie takich kobiet, ich przyszłych dzieci, a nawet tych przemocowych mężczyzn).

              Tymczasem, jeżeli sytuacje przemocowe pokazane są w książce dla młodzieży tak lekko, jak tutaj, to może to dawać taki przekaz, że jest to OK, nie ma czego się obawiać i młoda dziewczyna może w taki związek tym chętniej wejść w prawdziwym życiu, bo przecież czytała u pani Musierowicz, że może tak być w życiu, że chłopak tak się zachowuje, ale jest nadal fajny i nic z nim nie jest złego.

              Widzę w tym OGROMNE zagrożenie!

              Wiele robi się w tej chwili, aby uświadamiać młodym dziewczynom jak rozpoznać zachowania wskazujące na to, że występuje syndrom przemocy. Na przykład, jeżeli chłopak w złości wali pięścią w ścianę albo w stół albo rozbija jakiś przedmiot (o ścianę lub podłogę) albo jeżeli dla zabawy chce się z dziewczyną siłować, walczyć itp., to już jest to powód, dla którego powinna się w dziewczynie zapalić lampka ostrzegawcza: "trzeba szybko tę znajomość zerwać, bo w przyszłości on mnie pobije albo zabije". (Oczywiście jest wiele innych symptomów wskazujących na to, że zaczyna się związek, który z czasem nabierze charakteru typu przemoc i kontrola). A co dopiero, jak chłopak pocałowany przez dziewczynę odpycha ją i potrząsa nią jak szczurem i grozi pobiciem! W takim przypadku jest już pewne, że ten chłopak za niedługi czas będzie znęcał się nad kobietą, wybijał jej zęby, łamał żebra, a nawet może zabić. To jest poparte specjalistyczną wiedzą.

              (Ogólnie, polecam książkę: "Ale ja go kocham" autorki Jill Muray, wyd. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, która mówi o tego typu związkach, w których dziewczyna, niewinna, niedoświadczona, z obciążeniami z dzieciństwa, wiąże się z chłopakiem uzależnionym od przemocy i jak jej pomóc. Oczywiście polecam też książkę "Zanim będzie za późno" tego samego wydawnictwa, praca zbiorowa).

              Józinek w książce McDusia jest naprawdę typem sprawcy przemocy, mającym trudności z samokontrolą.

              Specjalista z kilkudziesięcioletnim stażem w psychologii/ psychiatrii dotyczącej przemocy Mark Dutton w książce "Przemoc w rodzinie", poświęconej głównie sprawcom przemocy, dzieli sprawców na trzy grupy. Sprawcy z dwóch grup są (jego zdaniem) jakoś "reformowalni" drogą terapii, farmakologii itp., a sprawcy z trzeciej z tych grup charakteryzują się tym, że mają jakieś trwałe zaburzenie w ciałku migdałowatym mózgu czy innym i on pisze, że niestety ci mężczyźni zawsze będą stosowali przemoc wobec kobiet i nic się na to nie poradzi. Można ich zamykać w więzieniu, ale nie zawsze uda im się winę udowodnić, poza tym kara się kończy i wychodzą itp. Pisze, że teoretycznie najbardziej byłby za takim niehumanitarnym rozwiązaniem, żeby ci mężczyźni mieli to wytatuowane na czole, że należą do tej grupy sprawców, żeby kobiety wiedziały o tym i nie wiązały się z nimi, ale oczywiście wie, że jest to rozwiązanie nierealne i w ogóle.

              Pomna na to zastanawiam się do której z tych grup należy Józinek i oby nie do tej ostatniej ("sprawca psychopatyczny, nieuleczalny").

              Na pewno jednak jego reakcje świadczą na jego niekorzyść (od dzieciństwa znęcał się nad bratem ciotecznym, bo go denerwował swoim istnieniem, wrzeszczy na dziecko, bo go zdenerwowało (a może zupa była za słona? - zawsze jest jakiś powód, zawsze to "ktoś zawinił"), a potem dorastając jest, jak widać, jeszcze gorszy, bo potrząsa dziewczyną jak szczurem i grozi jej, zamiast, na przykład, wpaść na takie mało oryginalne rozwiązanie, żeby odsunąć ją delikatnie od siebie i powiedzieć: "nie gniewaj się, ale nie chcę się z Tobą całować").

              Ten przekaz dla młodych dziewczyn-czytelniczek toruje drogę do przemocowych związków, do tragedii kobiet, dzieci, do przenoszenia się syndromu na kolejne pokolenia itp.

              GDZIE BYŁ REDAKTOR????

              Polecam też książki o dziewczynach takich jak Magdusia, lgnąca do kogoś, kto jej nie ceni:
              "Kobiety, które kochają za bardzo" Robin Norwood
              "Nałogowa miłość" Eugenia Herzyk
              "Razem przeciw przemocy" Irena Pospiszyl
              oraz wszystkie książki z przemocą, kontrolą, współuzależnieniem w tytule.

              Pamiętam, że swego czasu pewna pisarka dla młodzieży, autorka książki "Czynnik miłości", prosiła mnie o zerknięcie na fragmenty tej powieści i zgłosiłam jej bardzo podobne zastrzeżenia do tej książki (że utrwala ona u czytelniczek postawy, które mogą prowadzić je do wchodzenia w przemocowe związki). Wymieniłyśmy dziesiątki mejli, naprawdę zależało mi na tym, aby skonsultowała się ze specjalistami i zmieniła pewne rzeczy w książce, żeby nie torowały drogi czytelniczkom do przemocy. Napisała mi, że nie zamierza nic zmienić (to po co mnie w ogóle pytała??). Książka ukazała się, nie czytałam jej, mam nadzieję, że jednak coś tam w niej zmieniła lub redaktor wydawnictwa zwrócił na to uwagę.

              Widzę, że takich książek, w których pokazane jest jak chłopak źle traktuje dziewczynę, nikt mu nie postawi granic, a ona wchodzi jak w masło w taki związek i nie jest jasno powiedziane, że wykazuje on swoim zachowaniem skłonności do przemocy i na 100% będzie oprawcą w związku, jest więcej niż jedna. Znamienne, w "Czynniku miłości" i w McDusi, dorośli nie reagują, nie zaopiekują się taką dziewczyną, nie znają syndromu przemocy.

              Jeżeli ktoś ma wiedzę specjalistyczną o syndromie przemocy i może potwierdzić czy moje widzenie spraw związanych z McDusią (na podstawie sceny przytoczonej przez Was, bo nie czytałam jej w książce) jest jego zdaniem słuszne, może temat nam wszystkim rozwinie. Nie wiem, ale może faktycznie warto pisać do wydawnictwa, żeby książkę wycofać/ zmienić treść itp.
              • iwoniaw "Czynnik miłości" 03.10.12, 20:09
                Nie wiem, czy masz na myśli ten sam wątek, ale tam przecież właśnie matka bohaterki po usłyszeniu tego i owego na temat chłopaka - przemocowca pokazuje jej palcem artykuł w gazecie o toksycznych związkach i ich symptomach, co jest pierwszym impulsem do uwolnienia się dziewczyny z tego układu. I w ogóle jakaż to realistyczna (mam na myśli pokazanie świata szkolnego i pozaszkolnego młodzieży) książka, zwłaszcza w porównaniu!
                • ginestra Re: "Czynnik miłości" 03.10.12, 20:42
                  iwoniaw napisała:

                  > Nie wiem, czy masz na myśli ten sam wątek, ale tam przecież właśnie matka bohat
                  > erki po usłyszeniu tego i owego na temat chłopaka - przemocowca pokazuje jej pa
                  > lcem artykuł w gazecie o toksycznych związkach i ich symptomach, co jest pierws
                  > zym impulsem do uwolnienia się dziewczyny z tego układu. I w ogóle jakaż to rea
                  > listyczna (mam na myśli pokazanie świata szkolnego i pozaszkolnego młodzieży) k
                  > siążka, zwłaszcza w porównaniu!


                  Toż ja właśnie o tym. Jak przeczytałam fragment z matką pokazującą dziewczynie artykuł i test to ucieszyłam się, ale najgorsze było to, co potem i o to mi właśnie chodzi. To znaczy, od razu mówię, ja czytałam jakąś wstępną wersję powieści, a co poszło do druku, tego już nie wiem.

                  Zastrzeżenia (słabo pamiętam w szczegółach, dawno to było) były takie [UWAGA SPOJLERY]:

                  1. Matka pokazała artykuł o przemocowych związkach, ale rozmowa z córką była bardzo powierzchowna, w rezultacie ani matka niczego się nie dowiedziała konkretnego o córce i o jej związku, nie pociągnęła tematu, nie pokazała powagi sytuacji ani córka nie dostała jasnych wskazówek i takiego prawdziwego wsparcia. Ogólny obraz relacji tej dziewczyny z matką był taki, że matka miała ją w dupie, za przeproszeniem. No, ale dobrze, uznajmy to za zaletę, że ta rozmowa została w ogóle w powieści pokazana, choć nie uczyniono zadość tematowi.

                  2. Dalej to już mi się scyzoryk otwierał w kieszeni. Otóż ta sama młoda dziewczyna wchodząca w przemocowy związek podjęła próbę zerwania związku (ośmieszyła publicznie chłopaka), OK, zerwali. Natomiast dalej, jak on nie pokazywał się w szkole, to do niego poszła, zobaczyła jaki on biedny, siedzi pod drzwiami, zaczęli rozmawiać, całować się, po czym poszli chyba do niej (nie pamiętam), w każdym razie znaleźli się w jakimś mieszkaniu i on - czary mary! - stał się dobry, sympatyczny, uległy i ogólnie nastąpił happy end. Wręczyła mu ścierkę i on wytarł stół, zrobili jedzenie, okazało się, że lubią się i jemu nagle znikły wszystkie przemocowe wcześniejsze zachowania.

                  Morał: Drogie nastoletnie, niedoświadczone, pełne ideałów czytelniczki! Jak poznacie chłopaka, który wydaje się przemocowy, to rozwiążcie test, który pomoże Wam ocenić czy naprawdę on ma problemy z przemocą, bo jeśli ten test wyjdzie pozytywnie, to autorzy testu (w gazecie) mówią, że to jest poważny problem i ten chłopak na sto procent będzie bił, poniżał, znęcał się i czeka Was straszne życie. Ale nie wierzcie testowi! Jeżeli nawet z odpowiedzi wyjdzie, że to przemocowiec, to po prostu powiedzcie, że zrywacie, a jak on będzie dla Was milszy i będzie chciał z Wami jednak być, to zgódźcie się. Bo to w głębi serca dobry chłopak i jak go pocałujecie, to jak za potrząśnięciem czarodziejskiej różdżki stanie się dobry i będziecie z nim żyły długo i szczęśliwie.

                  Nie wiem jak wygląda ostateczna wersja książki, ale ja zatrzymałam się na takiej wersji i stanowczych słowach autorki, że nie będzie zmieniała, że tak jej pasuje to do rozwoju postaci, że ten chłopiec otóż nagle się zmieni i będzie dobry.

                  Kurtyna. :(((((
                  • ginestra Re: "Czynnik miłości" 03.10.12, 21:00
                    PS. W rzeczywistości, jak chłopak przejawia zachowania typu "przemoc i kontrola", a dziewczyna wikła się uczuciowo w związek z nim i kocha go i nie potrafi zerwać, to oboje potrzebują pomocy.

                    Jest stuprocentowo pewne, że bez pomocy psychologicznej/ psychiatrycznej, bez stawiania mu granic itp. on nie zmieni się, tylko będzie coraz gorzej. Jej wiktymizacja i syndrom wyuczonej bezradności będą postępowały i oboje zostaną uchwyceni w tzw. "więź traumatyczną" (sprawca i ofiara uzależnieni są od siebie). Im dalej w las, tym trudniej z tego wyplątać się, dziewczyna zwykle ukrywa przed rodziną i znajomymi, że ma problem, że jest bita, zaprzecza, dostosowuje się we wszystkim do niego itp.

                    W książce "Ale ja go kocham" GWP jest takie dość wstrząsające zdanie: "jeżeli zobaczycie na ciele córki siniaki i domyślacie się, że są to siniaki od pobicia, to jest to znak, że ona już od jakiegoś czasu znosi przemoc i podjęła decyzję, żeby mimo to w związku pozostać". Naprawdę to jest poważne i groźne, ten syndrom sam nie mija, potrzeba bardzo wiele determinacji, pomocy i z tym wszystkim trzeba zdążyć zanim będzie za późno.

                    Pomóc takiej dziewczynie nie jest łatwo, bo często zarówno kocha chłopaka, jak i boi się go, a nade wszystko wierzy, że "on się zmieni", taką młodzieńczą, romantyczną, gorliwą dziewczęcą wiarą. Podsyca to typowa dla takich związków sinusoida: przemoc na zmianę z "miodowym miesiącem", kiedy chłopak jest czuły, dobry itp. Jak dochodzi do przemocy, to ona, choć cierpi, wciąż pamięta i ma dowód we wspomnieniach, że on potrafił też cudownie ją całować/ kochać się z nią, zabierać na wycieczki, kupować jej prezenty itp. Działają też mechanizmy obronne chroniące ją przed cierpieniem: wypieranie, minimalizacja, racjonalizacja. Dlatego tak trudno jest pomóc takiej dziewczynie, choć nie jest to niemożliwe.

                    Z tego powodu uważam, że niebezpieczne są książki, które tykają ten temat (przemoc w związkach nastolatków), a jednocześnie nie dają pełnej wykładni jak ten syndrom wygląda, jak się w niego wchodzi, jakie są pierwsze oznaki, od których dziewczynie powinna się zapalić w głowie czerwona lampka ostrzegawcza.

                    Tragiczne jest dla mnie to, że taka pisarka napisze książkę na kompie, de facto na kolanie, bo nie zada sobie trudu, żeby swoje pomysły fabularne skonsultować z Niebieską Linią czy inną placówką, zgarnie za tę książkę kasę i zadowolona, a potem ta książka żyje własnym życiem i może przez lata dawać kolejnym młodym, niedoświadczonym, niewinnym dziewczynom, wręcz dzieciom, przeżywającym pierwszą miłość, mającym ogromne deficyty z dzieciństwa i inne obciążenia i zakochujących się w "złych chłopcach" nadzieję na to, że taki związek jest OK, że partner, choć jest wybuchowy, to jest fajny i warto z nim być w związku, że może zmienić się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ot tak. Tak było w książce, to dlaczego mam nie wierzyć? U mnie jest to samo przecież?

                    To na razie, pozdrawiam.
                    • opelgang Re: "Czynnik miłości" 03.10.12, 21:11
                      ginestra napisała:

                      "jeżeli zobaczycie na ciele córki siniaki i domyślacie się, że są to siniaki od pobicia, to jest to znak, że ona już od jakiegoś czasu znosi przemoc i podjęła decyzję, żeby mimo to w związku pozostać".

                      Ciarki mnie przeszły. :-(
                  • a_weasley Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 00:32
                    Do chrypki słyszę, że nie wolno nikogo przekreślać. Po czym nagle okazuje się, że pewna dziedzina życia, ludzkich zachowań - jest z tego wyłączona. W tej dziedzinie ktoś, kto w wieku lat nastu jest taki czy inny, jest, słyszę, stracony dla społeczeństwa i można to stwierdzić z prawdopodobieństwem dążącym do jedności. Przy pomocy testu w gazecie.
                    • ginestra Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 08:48
                      a_weasley napisał:

                      > Do chrypki słyszę, że nie wolno nikogo przekreślać. Po czym nagle okazuje się,
                      > że pewna dziedzina życia, ludzkich zachowań - jest z tego wyłączona.

                      Arturze,
                      sprawa wygląda tak. Jeżeli przy pomocy testu (tyle, że test musi być prawdziwy, opracowany przez ludzi, którzy z problemem przemocy mają do czynienia jako terapeuci od dziesiątek lat i są kompetentni) wyjdzie, że chłopak jest uzależniony od przemocy (= uzależniony od rozładowywania napięcia poprzez wyładowanie się na drugiej osobie), to sprawa wygląda identycznie jak gdyby wyszło w teście, że jest on uzależniony od alkoholu. Alkoholizm jest chorobą, z której osoba uzależniona nie wyjdzie sama (chyba, że stanie się cud - oczywiście można modlić się i liczyć na cud, bo cuda się zdarzają, ale nie o tym tu mówimy).

                      Podobnie jest z uzależnieniem od przemocy - taka osoba jest po prostu chora. Uzależniona od pewnych reakcji, nad którymi nie panuje.

                      Kto mówi o przekreślaniu? Pisałam w kilku powyższych postach, że takiemu chłopakowi może pomóc psychologiczna pomoc, czasem leki itp. Na pewno jednak nie pomoże mu, jeżeli się go zostawi z jego chorobą, pod wpływem której jest niebezpieczny dla otoczenia, a konkretnie (najczęściej) dla jednej osoby, z którą jest w związku, ponieważ tak ta choroba działa, że wyładowuje on przemoc na osobie będącej z nim w bliskim związku, a dla innych może być uroczy.

                      Jak wspomniałam, w jednej książce natknęłam się na klasyfikację sprawców na 3 grupy: dwie uleczalne, jedna nie, bo związana z trwałą anomalią czegoś w mózgu (jestem na 99% pewna, że chodziło o ciałko migdałowate w mózgu, choć słabo pamiętam tę książkę). Jeżeli ktoś należy do tej trzeciej grupy, to faktycznie nie da się (zdaniem tego specjalisty) nic zrobić.
                      Pozostałym 2 grupom można (jego zdaniem) pomóc.

                      Problem z uzależnieniem od przemocy jest podobny do problemu z uzależnieniem od alkoholu. Ma on taki charakter, że wciąga dodatkowe osoby we współuzależnienie (np. kobietę) i przenosi się na kolejne pokolenia, dzieci dorastające w takich warunkach mają pewne rzeczy zaburzone. W przypadku przemocy jest o tyle ciężej niż z alkoholizmem, że uzależniona osoba może w furii uderzyć o ten jeden raz za mocno i zabić. Albo tak niszczyć psychikę tej drugiej osoby, że ona popełni samobójstwo albo zabije go w obronie własnej albo coś.

                      Dlatego właśnie dr Melibruda wyodrębnił 4 fazy wiktymizacji, z których czwarta obowiązkowo kończy się w więzieniu lub w kostnicy (ginie sprawca, ginie ofiara - nawet może ona zginąć kiedy jest doprowadzona do stanu wyczerpania psychicznego i np. wpada pod samochód przez nieuwagę albo ginie, bo wysiadają jej najsłabsze organy i choruje i umiera, a czasem ginie dziecko, jeżeli agresja sprawcy przerzuci się też na dziecko, tak też czasem bywa, albo kiedy dziecko zasłoni mamę swoim ciałem; Był z rok temu taki przypadek, że 10 letnia dziewczynka zasłoniła mamę i dostała cios nożem od ojczyma, zmarła na miejscu; mama była Ukrainką, ojciec Polakiem, może słyszeliście o tym przypadku).

                      A więc, nie chodzi o przekreślanie kogoś, tylko o ratowanie dziewczyny wchodzącej w taki związek, bo jak w niego wejdzie, to ulegnie typowej dla związku dynamice, wejdzie we współuzależnienie, nie będzie chciała odejść i jej życie będzie zagrożone, a może też i życie jej dzieci (jak je urodzi). Pomagając dziewczynie, można pomóc też sprawcy (zależy do jakiego stopnia jest zaburzony, czasem można mu pomóc i on chce skorzystać z tej pomocy). Zasada jest taka, najpierw trzeba zatrzymać przemoc (stawiając mu granice). Potem każde z nich powinno przejść terapię i podjąć proces leczenia, długotrwały, ale często skuteczny. "Metodyka" pomocy to w skrócie szukanie sojuszników silniejszych od niego, aby nie czuł się bezkarny. Jak przestanie czuć się bezkarny, jak zobaczy, że są konsekwencje tego co robi, jak uzna, że jest uzależniony, to może zechcieć leczyć się.
                      Podobnie jak u alkoholików, leczenie jest skuteczne dopiero wtedy jak uzależniony sam zechce się leczyć.

                      Jak działa uzależnienie od przemocy? Otóż, wygląda to tak, że sprawca ma w sobie jakieś uwarunkowania z dzieciństwa, które sprawiają, że co jakiś czas, cyklicznie, czuje się ze sobą bardzo źle. Niby normalnie żyje, ale czasami budzi się i czuje wielki dyskomfort, jakiś rodzaj rozlewającego się po nim poczucia, że jest nikim, jakiegoś obrzydzenia do siebie czy czegoś. Najczęściej nie umie się zatrzymać przy tych uczuciach i ich nazwać (w tym problem) i cokolwiek z nimi zrobić. Nic więc nie robi i to poczucie jakoś w nim narasta codziennie bardziej. Wszystko go denerwuje, jakiś mechanizm (pochodzący z dzieciństwa) każe mu obwiniać za ten stan, który odczuwa, kobietę, z którą jest w związku. Jest to (1) "faza narastania napięcia". Napięcie narasta, mężczyzna jest drażliwy, czepia się, kobieta tłumaczy się, chce dobrze, próbuje różnych sposobów, nic to jednak nie daje. Napięcie musi być rozładowane. Zwykle potem następuje jakiś pretekst albo on sam go znajduje sobie i wyżywa się na kobiecie. (2) Jest to "faza przemocy". Często kobiety myślą, że mężczyzna napił się alkoholu i dlatego ją pobił, bo ten alkohol to sprawił. Specjaliści mówią jednak, że taki mężczyzna najpierw chce rozładować napięcie na kobiecie, a dopiero potem pije alkohol, żeby lepiej się poczuć "pobiłem ją, bo byłem pod wpływem alkoholu". Potem następuje (3) "faza miodowego miesiąca". Mężczyzna przeprasza, jest dobry, czuły, daje prezenty, pomaga w domu, jest do rany przyłóż, a więc kobieta zaczyna mu wierzyć, zapomina i tak może trwać nawet dłuższy czas, aż on budzi się rano i czuje symptomy fazy nr 1.

                      Cała nadzieja w tym, żeby on nauczył się rozpoznawać te fazy i im przeciwdziałać. Uleczył swoje zranienia z dzieciństwa (pewne rzeczy przeżył na nowo i opłakał). Nauczył się innych sposobów rozładowywania napięcia i nie wyżywał się na słabszej osobie.

                      Na to jest oczywiście nadzieja, tyle że zwykle (jak i w przypadku alkoholizmu) zwykle taki wgląd w siebie i podjęcie leczenia możliwe jest jak ten ktoś sięgnie dna i dopiero sam zechce, taka prawda. Jak mamy do czynienia z młodym chłopakiem, któremu po prostu zdarzają się takie stany, że kontroluje swoją dziewczynę, jest zazdrosny, w złości wali pięścią w ścianę albo rzuca jakimś przedmiotem, to mamy po prostu pewne symptomy, że to taka osobowość. Trudno jest jednak zwykle przetłumaczyć mu, że powinien już teraz szukać pomocy.

                      Jeszcze wspomnę, że te 3 fazy, co opisałam, to dotyczą najbardziej tej najliczniejszej grupy sprawców przemocy (chyba jest to grupa nr 2). Jak wspomniałam wcześniej, grupa nr 3 to są ci nieuleczalni sprawcy, których trzeba by było tatuować. Grupa nr 1 to (nie pamiętam dokładnie) chyba są mężczyźni, w których ten syndrom jest najłagodniejszy. Oni nie mają tych faz narastania napięcia, rozładowania go na kimś i miodowego miesiąca, tylko nie potrafią kontrolować się w pewnych sytuacjach i uciekają się do przemocy (na kobiecie). Ten autor zdaje się porównał ich zachowanie do kierowcy, który co parę lat ma wypadek samochodowy. Grupa druga natomiast w tej analogii to byliby kierowcy, którzy regularnie, co jakiś czas (typu co miesiąc) jadą na zderzenie czołowe i zderzają się.

                      Jeszcze wspomnę, że grupa nr 2 to są mężczyźni, u których zaszły w dzieciństwie 3 czynniki:
                      1. zachowanie matki wobec niego jako niemowlęcia, która raz przytula, raz zaniedbuje (on jej i pragnie i czuje do niej złość)
                      2. modelowanie na ojcu, który stosuje przemoc do matki
                      3. upokarzanie go przez ojca

                      Książka to: "Przemoc w rodzinie" Mark Dutton.

                      Zmykam do pracy.
                      • ginestra Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 09:11
                        Aha, jeszcze ważna rzecz:

                        Na grupach wsparcia i tym podobnych zajęciach specjaliści uczą kobiety czym jest przemoc, jakie zachowania "podchodzą" pod przemoc (fizyczną, psychiczną, ekonomiczną, seksualną) i dodatkowo pojawia się tam jak mantra taka wiadomość: "przemoc jest zawsze intencjonalna". Chodzi o to, że nawet jeżeli dany mężczyzna jest uzależniony od chorych sposobów rozładowywania napięcia i teoretycznie "traci nad sobą kontrolę", to zawsze jednak ma ten moment decyzji i ma intencję, żeby zastosować przemoc. Chodzi o to, żeby go nie usprawiedliwiać, że nie wiedział co robi, bo on jest taki impulsywny, ma stresy w pracy itp.

                        W takim jednym filmiku poglądowym na youtube (nie mogę go w tej chwili znaleźć) jest to pokazane symbolicznie w taki sposób, że zakłada on gumowe rękawiczki zanim uderzy (tradycyjnie, wszystko super, wrócił do domu, tylko zobaczył, że nóż i widelec są po innych stronach nakrycia, które położyła żona i następuje eskalacja i wyładowanie się na kobiecie, ale wcześniej założył te rękawiczki, co symbolizuje, że sprawca tak naprawdę chce uderzyć, nie jest tak, że nie wie co robi - chyba, że jest pod wpływem narkotyku czy czegoś, tu już nie wypowiadam się).

                        To jeszcze tak chciałam dodać.

                        Jeżeli chodzi o książki dla młodzieży, to ja nie jestem w stanie ocenić do której z 3 grup sprawców należy Józinek (tym bardziej, że nie jestem specjalistą, a on jest fikcyjną postacią), ale generalnie zasygnalizowany jest problem i kompletnie potem nic z tym nie jest zrobione, Magdusia wydaje się kobietą o psychice predestynującej ją do wejścia w toksyczny związek, Józinek ma ewidentny problem z przemocą, ale to nie jest pociągnięte kompletnie, wszystko jest w porządku, Józinek jest nadal fajny, dorośli są fajni i nie widzą problemu itp.

                        Książki dla młodzieży mają zawsze jakieś przełożenie na prawdziwe życie. Sama wiem po sobie (nie wiem jak Wy), że czasem w życiu zdarzało mi się szukać nadziei na rozwiązanie swoich problemów w tym, że jakieś rozwiązania, jakieś losy ludzkie itp. były pokazane w literaturze. Myślę, że nie tylko ja mam coś takiego, ale jest to ludzkie. Stąd to niebezpieczeństwo, że czytelniczki mogą zasugerować się tymi przykładami.
                          • ginestra Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 09:38
                            emae napisała:

                            > ginestra napisała:
                            >
                            > > Aha, jeszcze ważna rzecz:
                            > >
                            > > (...) to zawsze jednak ma ten moment decyzji i ma intencję, żeb
                            > > y zastosować przemoc.
                            >
                            > No nie....! :(

                            Niestety tak. Przemoc jest intencjonalna. Nie oznacza to, że czyny popełniane są z premedytacją, ale są intencjonalne, tzn. sprawca w chwili zamierzania się, aby zadać cios chce uderzyć.

                            Nie mam teraz czasu na szukanie linków, ale to jest dla specjalistów (dr Jerzy Melibruda) sprawa niepodważalna, a oni tego nie wyssali sobie z palca, tylko jest to poparte doświadczeniem.

                            Być może niezrozumienie tej intencjonalności wynika z nazewnictwa.

                            Agresja jest czymś innym niż przemoc. Agresja jest neutralna. Nie jest ani zła, ani dobra, podobnie jak wszystkie inne uczucia spełnia ważną rolę dla przetrwania człowieka, jest pomocna w życiu (do obrony, do niepoddawania się przeciwnościom, pomocna jest w sporcie, w pracy itp.).

                            Przemoc natomiast jest to intencjonalne działanie w celu zadania innej osobie cierpienia. Taka jest definicja przemocy (w skrócie).

                            Przemoc może mieć różny charakter (psychiczny, fizyczny, ekonomiczny, seksualny), ale wyróżnia ją to, że jest celowym działaniem ukierunkowanym na zadanie komuś cierpienia, bólu, dyskomfortu itp.
                            • ginestra Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 09:43
                              Errata:

                              piszę na szybko, bo mam strasznie dużo zajęć i zaraz znikam.

                              Chciałam sprostować. Z mojego poprzedniego posta można wywnioskować, że nazywam agresję uczuciem, a nie miałam tego zamiaru, tylko tak niefortunnie sformułowałam. Chodziło mi, że jest neutralna podobnie jak uczucia typu (strach, złość, radość itp. - one wszystkie są neutralne, wszystkie są po to, żeby pomóc w przetrwaniu; nie ma uczuć negatywnych, są tylko trudniejsze i łatwiejsze w przeżywaniu, ale to taka dygresja). Agresja to byłaby po prostu taka cecha, jakość, nie wiem jak ją definiować.

                              W każdym razie chodziło mi o to, że agresja to co innego niż przemoc. Przemoc jest nacechowana intencją. Jakkolwiek krótki byłby moment decyzji, to jednak on podobno występuje u sprawcy zawsze.

                              W scenie Józin dawkuje przemoc i ma sporo czasu.
                            • emae Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 09:43
                              ginestra napisała:

                              > Agresja jest czymś innym niż przemoc. Agresja jest neutralna. Nie jest ani zła,
                              > ani dobra, podobnie jak wszystkie inne uczucia spełnia ważną rolę dla przetrwa
                              > nia człowieka, jest pomocna w życiu (do obrony, do niepoddawania się przeciwnoś
                              > ciom, pomocna jest w sporcie, w pracy itp.).
                              >
                              > Przemoc natomiast jest to intencjonalne działanie w celu zadania innej osobie c
                              > ierpienia. Taka jest definicja przemocy (w skrócie).
                              >

                              Czy działanie nieświadome może być intencjonalne?
                              Czy jeśli ktoś nie wie, co robi, to nie jest to przemoc?
                              • ginestra Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 10:42

                                > Czy działanie nieświadome może być intencjonalne?
                                > Czy jeśli ktoś nie wie, co robi, to nie jest to przemoc?

                                Według definicji przemoc to jest świadome działanie. Nieświadome podchodziłoby chyba pod inną definicję.

                                Domyślam się, że to jest jak różnica pomiędzy zabójstwem a nieumyślnym spowodowaniem śmierci. Skutek ten sam, natura czynu inna.


                                Na szybko wklejam definicję:

                                "Definicja przemocy w rodzinie

                                Zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, pod pojęciem tym rozumie się jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste członków rodziny. Przemoc prowadzi do narażenia poddanych jej członków rodziny na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, narusza ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powoduje szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołuje cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą."

                                www.mops.lubliniec.pl/o-przemocy/definicja-przemocy
                                Artykuł opracowany przez osobę specjalizującą się w problemie, z bibliografią. Nie znalazłam chwilowo niczego lepszego.
                                • emae Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 11:11
                                  ginestra napisała:
                                  >
                                  > Według definicji przemoc to jest świadome działanie. Nieświadome podchodziłoby
                                  > chyba pod inną definicję.
                                  >
                                  > Domyślam się, że to jest jak różnica pomiędzy zabójstwem a nieumyślnym spowodow
                                  > aniem śmierci. Skutek ten sam, natura czynu inna.
                                  >

                                  Kurde no... W teorii jakoś to ma ręce i nogi, gorzej gdy próbuje się to przyłożyć do realnych sytuacji.
                                  Trupowi jest raczej wszystko jedno, czy go zamordowano, czy mu nieumyślnie spowodowano. Osoba, która żyje, miewa jednak czasem potrzebę jakiegoś nazwania, zakwalifikowania tego, co ją spotkało. Zrozumienie, że nie spotkała jej przemoc, bo sprawca był pijany/naćpany/chory psychicznie/lunatykiem i w związku z tym nie mógł świadomie zrobić jej krzywdy, raczej nie poprawi jej samopoczucia.
                                  • ginestra Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 14:04
                                    emae napisała:

                                    > Kurde no... W teorii jakoś to ma ręce i nogi, gorzej gdy próbuje się to przyłoż
                                    > yć do realnych sytuacji.
                                    > Trupowi jest raczej wszystko jedno, czy go zamordowano, czy mu nieumyślnie spow
                                    > odowano. Osoba, która żyje, miewa jednak czasem potrzebę jakiegoś nazwania, zak
                                    > walifikowania tego, co ją spotkało. Zrozumienie, że nie spotkała jej przemoc, b
                                    > o sprawca był pijany/naćpany/chory psychicznie/lunatykiem i w związku z tym nie
                                    > mógł świadomie zrobić jej krzywdy, raczej nie poprawi jej samopoczucia.

                                    No nie poprawi. Cóż zrobić. Jeśli sprawca nie był świadomy tego co robi, to to, co spotkało taką ofiarę to wypadek losowy, coś jak natrafienie na rozjuszone zwierzę.
                                    • emae Re: "Czynnik miłości" 04.10.12, 14:36
                                      ginestra napisała:

                                      > No nie poprawi. Cóż zrobić. Jeśli sprawca nie był świadomy tego co robi, to to,
                                      > co spotkało taką ofiarę to wypadek losowy, coś jak natrafienie na rozjuszone z
                                      > wierzę.

                                      Dobrze, i na takie rozjuszone zwierzęta regularnie natrafiają żony i dzieci alkoholików czy narkomanów, żony i dzieci nieleczonych schizofreników, współpacjenci w zakładach psychiatrycznych... Przecież całkiem spory odsetek "aktów brutalności", nazwijmy, dokonuje się przy większym lub mniejszym zamroczeniu agresora! Jest wielu takich, których "poniosło", "mają słabe nerwy", "zostali sprowokowani", ale jest też wielu takich, co po fakcie nie pamiętają, że w ogóle coś się wydarzyło. Albo pamiętają, ale nie mają pojęcia, jak do tego doszło.
                                      • ginestra Re: "Czynnik miłości" 09.10.12, 17:54
                                        emae napisała:

                                        >
                                        > Dobrze, i na takie rozjuszone zwierzęta regularnie natrafiają żony i dzieci alk
                                        > oholików czy narkomanów, żony i dzieci nieleczonych schizofreników, współpacjen
                                        > ci w zakładach psychiatrycznych... Przecież całkiem spory odsetek "aktów brutal
                                        > ności", nazwijmy, dokonuje się przy większym lub mniejszym zamroczeniu agresora
                                        > ! Jest wielu takich, których "poniosło", "mają słabe nerwy", "zostali sprowokow
                                        > ani", ale jest też wielu takich, co po fakcie nie pamiętają, że w ogóle coś się
                                        > wydarzyło. Albo pamiętają, ale nie mają pojęcia, jak do tego doszło.

                                        Opisałaś smutną prawdę i co mam Ci odpowiedzieć?

                                        Tak bywa, tyle że to nie zmienia definicji, że przemoc to jest działanie zawsze intencjonalne.

                                        Czy to pod wpływem alkoholu czy nie, sprawca w chwili kiedy podnosi rękę i zamierza się na ofiarę wie co robi: chce uderzyć i uderza. To czy potem pamięta czy nie, nie zmienia faktu, że przemoc to działanie intencjonalne, w celu zrobienia komuś krzywdy, przykrości, zadania bólu.

                                        Jeżeli przewrócisz się na kogoś niechcący w tramwaju, to zadasz mu ból, ale nie będzie to przemoc, bo nie ma tej intencji.

                                        Specjaliści mówiący o typowym problemie przemocy typu te 3 fazy (narastania napięcia, rozładowania, miodowego miesiąca), ukuli taki termin jak "taśma na temat suki", która w fazie narastania napięcia jak gdyby "odgrywana" jest w głowie sprawcy, jak taśma magnetofonowa, ciągle i ciągle. Najpierw czuje on takie rozlane napięcie, czuje się źle ze sobą i nie potrafi tego nazwać, wszystko go denerwuje, natomiast potem to rozlane napięcie przeradza się w "taśmę na temat suki", czyli jak gdyby poczucie, że to, że on tak źle się czuje to jest wina właśnie "skuki" (żony, partnerki itp.). Siłą rzeczy widuje ją i jak mu się ta taśma odgrywa, to wszystko, co ona robi widzi on w takim świetle, że ona jest odrażająca, robi bałagan, jest brzydka, brzydko się maluje, ma oponkę na brzuchu (nawet jak nie ma), ma brzydki głos, ugotowała znów jakieś świństwo, w ogóle to ona z niego wewnętrznie szydzi, ona go przygważdża do tego domu, który on nienawidzi i do tego życia, w którym jest mu źle itp. (jest to pokłosie tej właśnie zaburzonej relacji z matką, której on i pragnął i chciał ukarać, tylko że te uczucia do prawdziwej matki są wyparte i przeniesione teraz na tę kobietę, z którą jest w bliskim związku i jakby na niej chce się mścić, jej odpłacić za tę matkę - ale oczywiście on o tym nie wie, jedyne, co słyszy, to "taśmę na temat suki"). No i ta taśma może trwać jakiś czas, aż wreszcie emocje kumulują się i zostają rozładowane: byle pretekst wystarczy i niby on "nie opamiętał się", ale tak naprawdę to cały czas jak automat miał w głowie, żeby jej odpłacić i wreszcie czuje ulgę kiedy ją bije lub wyzywa, bo wreszcie mógł to zrobić. Po fakcie też czuje ulgę (wreszcie zemścił się na tym "obiekcie matki"), ale krótkotrwałą, bo jednocześnie bardzo boi się opuszczenia i teraz wpada w panikę i chce, żeby kobieta nie odeszła od niego, więc ją przeprasza, tłumaczy się, że nie zapanował nad sobą itp.

                                        Niektórzy mężczyźni, kiedy w ich głowie odgrywa się "taśma na temat suki", specjalnie piją alkohol, żeby mieć wymówkę i pobić żonę, a potem powiedzieć "nie wiem co we mnie wstąpiło, to ten alkohol", "nic nie pamiętam, byłem pijany".

                                        Te wymówki podtrzymują syndrom przemocy w rodzinie. Na grupach edukacyjnych i grupach wsparcia kobiety uczone są tego, aby nie usprawiedliwiać przemocy, że niby "on nie wiedział co robi". Prawdą jest, że to jest choroba, prawdą jest, że on kiedy już bije, to nie może się zatrzymać, ale to nie zmienia faktu, że przemoc jest intencjonalna.

                                        Bardzo podobne są to mechanizmy jak w innych uzależnieniach. Na grupach dotyczących wspóluzależnienia (dla osób, których bliska osoba np. jest alkoholikiem) specjaliści proszą np. o podanie typowych wymówek dla picia: "mam stresującą pracę", "piję piwo codziennie, bo mi pomaga na nerki", "cierpię na bezsenność i muszę sobie codziennie przed snem wypić" i tym podobne. W takie usprawiedliwienia rodziny wierzą (bo brzmią one logicznie) i tak podtrzymywane jest uzależnienie. Podobnie jest z przemocą, też funkcjonuje dużo usprawiedliwień (m.in. "on jest impulsywny, ma to w genach", "ma stresującą pracę"), ale te usprawiedliwienia tylko podtrzymują uzależnienie (tu: od chorych sposobów rozładowywania napięcia).

                                        Ratunkiem jest pomoc specjalistyczna, opłakanie swoich traum, zrozumienie swojej historii, uczenie się rozumieć co się dzieje w uczuciach i uczenie się zdrowych sposobów rozładowywania napięcia, pomożenia sobie (nie poprzez nałogi). To jest trudna droga, ale nie jest ona niemozliwa, tylko pacjent musi sam zechcieć. :(

                                        Na tym już zakończę moje wykłady. Mam nadzieję, że komuś się przydały. Odsyłam do książek i Niebieskiej Linii.

                                        PS. A co do psychopatów, to to jest inna sprawa. To są ludzie pozbawieni uczuć wyższych i ja nie o takich pisałam w tym poście. Polecam książkę: "Psychopaci są wśród nas", autor: Robert D. Hare.
                                        • emae Re: "Czynnik miłości" 10.10.12, 01:47
                                          ginestra napisała:

                                          > Opisałaś smutną prawdę i co mam Ci odpowiedzieć?
                                          >
                                          > Tak bywa, tyle że to nie zmienia definicji, że przemoc to jest działanie zawsze
                                          > intencjonalne.
                                          >
                                          > Czy to pod wpływem alkoholu czy nie, sprawca w chwili kiedy podnosi rękę i zami
                                          > erza się na ofiarę wie co robi: chce uderzyć i uderza. To czy potem pamięta czy
                                          > nie, nie zmienia faktu, że przemoc to działanie intencjonalne, w celu zrobieni
                                          > a komuś krzywdy, przykrości, zadania bólu.
                                          >
                                          > Jeżeli przewrócisz się na kogoś niechcący w tramwaju, to zadasz mu ból, ale nie
                                          > będzie to przemoc, bo nie ma tej intencji.
                                          >

                                          Chyba najrozsądniej będzie, jeśli zakończę tutaj tę dyskusję, w której zresztą nie wniosłam nic mądrego. Nadal sądzę, że istnieją przypadki, które wymykają się definicjom, nadal nie podobają mi się słowa "zawsze", "wszystkie", "każdy", zwłaszcza w kontekście ludzkich dramatów. Dziękuję Ci za to, co napisałaś, za całą wiedzę i mądrość, z której niejedna osoba może skorzystać. EOT.
                  • teano1 Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 05.10.12, 22:24
                    Ginestro, wybacz, ale nieco mijasz się z prawdą. Rozumiem, że po latach może to się zdarzyć, ale zmuszona jestem sprostować.
                    ginestra napisała:

                    > Zastrzeżenia (słabo pamiętam w szczegółach, dawno to było) były takie [UWAGA SP
                    > OJLERY]:
                    >
                    > 2. Dalej to już mi się scyzoryk otwierał w kieszeni. Otóż ta sama młoda dziewcz
                    > yna wchodząca w przemocowy związek podjęła próbę zerwania związku. OK, zerwali.
                    > Natomiast dalej, jak on nie pokazywał się w szkole, to do niego poszła, zobaczyła jaki on
                    > biedny, siedzi pod drzwiami, zaczęli rozmawiać, całować się, po czym poszli chyba do niej
                    >(nie pamiętam), w każdym razie znaleźli się w jakimś mieszkaniu i on - czary mary! - stał się
                    > dobry, sympatyczny, uległy i ogólnie nastąpił happy end. Wręczyła mu ścierkę i on wytarł
                    > stół, zrobili jedzenie, okazało się, że lubią się i jemu nagle znikły wszystkie przemocowe
                    > wcześniejsze zachowania.

                    Nie całowali się, kto czytał, wie jak było i od początku tak było, tu fabularnie nie zmieniłam nic, wygładziłam tylko styl. Nigdzie też nie napisałam, że gość stał się nagle dobry. Po prostu zmienił się charakter ich wzajemnych relacji, więc nie było powodu do przemocowych zachowań chłopaka. To już nie był jej chłopak, ani ona nie była jego dziewczyną, zresztą tak naprawdę nigdy nie był jej chłopakiem. I to usiłowałam Ci wytłumaczyć w mailach. Ja rozumiem, że dmuchasz na zimne, ale czasem aż za bardzo IMHO. To nie była książka o przemocy, a Ty byś chciała zrobić z niej główny temat. Książek o przemocy napisano wiele, "Czynnik miłości" dotyczy zupełnie innego tematu, chłopak o przemocowych skłonnościach był tam wątkiem pobocznym, co też usiłowałam wytłumaczyć. Nie mogłam kierować na niego wszystkich reflektorów.
                    >
                    > Morał: Drogie nastoletnie, niedoświadczone, pełne ideałów czytelniczki! Jak poz
                    > nacie chłopaka, który wydaje się przemocowy, to rozwiążcie test, który pomoże W
                    > am ocenić czy naprawdę on ma problemy z przemocą, bo jeśli ten test wyjdzie poz
                    > ytywnie, to autorzy testu (w gazecie) mówią, że to jest poważny problem i ten c
                    > hłopak na sto procent będzie bił, poniżał, znęcał się i czeka Was straszne życi
                    > e. Ale nie wierzcie testowi! Jeżeli nawet z odpowiedzi wyjdzie, że to przemocow
                    > iec, to po prostu powiedzcie, że zrywacie, a jak on będzie dla Was milszy i będ
                    > zie chciał z Wami jednak być, to zgódźcie się. Bo to w głębi serca dobry chłopa
                    > k i jak go pocałujecie, to jak za potrząśnięciem czarodziejskiej różdżki stanie
                    > się dobry i będziecie z nim żyły długo i szczęśliwie.

                    No cóż, jeśli Ty potrafisz tylko taki morał wyciągnąć, to nic na to nie poradzę. Ja nie zakładałam takiego morału. Ani żadnego "długo i szczęśliwie".
                    Jeśli są na forum inne czytelniczki CM chętnie bym się dowiedziała czy też taki morał wyciągnęły z tego fragmentu? Nie żeby się spierać, kto ma rację, tylko po prostu sprawdzam input-output :)
                    >
                    > Nie wiem jak wygląda ostateczna wersja książki, ale ja zatrzymałam się na takie
                    > j wersji i stanowczych słowach autorki, że nie będzie zmieniała, że tak jej pas
                    > uje to do rozwoju postaci, że ten chłopiec otóż nagle się zmieni i będzie dobry
                    Nigdy nie twierdziłam, że ten chłopak nagle się zmieni i będzie dobry. To nadinterpretacja. Nie twierdziłam też, że jest/będzie zły. Nie ma ludzi w 100% złych ani w 100% dobrych, zwykle są pomieszani, a niektórzy pokręceni jak wspomniany bohater. Czasem do głosu dochodzą jedne jego cechy, czasem inne.
                    Przepraszam, że wcinam się w wątek o McDusi (który na razie omijam, bo jeszcze książki nie czytałam) ale wezwana do tablicy musiałam się odezwać :)
                    Jeśli użyłam zbyt dużych skrótów myślowych - doprecyzuję.
                    • ginestra Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 09.10.12, 17:28
                      Odpowiem w punktach odnosząc się tylko do wersji, którą ja czytałam (przed publikacją). Po publikacji tej książki nie czytałam i nie mam zamiaru (szkoda mojego czasu i pieniędzy).

                      Uważam, że należałoby zlikwidować nakład tej książki, podobnie jak innych szkodliwych książek "dla młodzieży", jeżeli pozostały w niej te treści, które ja czytałam w wersji wstępnej. Na szczęście książka nie jest zbyt poczytna i bardzo dobrze.

                      1. w wersji, którą ja czytałam ci bohaterowie całowali się na klatce schodowej (w pozycji siedzącej) i był cały spory fragment o tym jaki to był dla bohaterki wspaniały pocałunek, jak nigdy w życiu itp. Może to zostało zmienione, nie wnikam.

                      2. wszystko, co napisałam w moich postach powyżej podtrzymuję w całej rozciągłości, ponieważ książka jest szkodliwa: zwraca uwagę na problem przemocy, idzie aż tak daleko, żeby pokazywać zarówno zachowania przemocowe, jak i test psychologiczny, mający ratować ludzkie życie, po którym dziewczyna, rozwiązawszy go, ma uświadomić sobie, że potrzebuje pomocy (jako osoba z deficytami, które każą jej wchodzić w złe związki), a także dowiaduje się, że jak zostanie dalej z tym chłopakiem, to on jej zniszczy życie lub ją zabije (taka jest wymowa tego typu testów, bo chodzi o bardzo poważną sprawę), a następnie książka pokazuje: "olać test, chłopak może się zmienić, po prostu miał problemy z ojcem, biedaczek, trzeba go żałować i dać mu szansę, a on na pewno się zmieni jak za dotknięciem różdżki, co widać na załączonym obrazku, nieprawdaż?"

                      Jeżeli w książce, która ukazała się w druku, zostało pokazane na poważnie, że chłopak popada w recydywę (bo zawsze tak jest u sprawców przemocy, tj. takiej, którą da się zidentyfikować testem, że nieleczeni wracają do swoich zachowań), ich wzajemna relacja nakręca się zgodnie z mechanizmami przemocy w związku, a następnie któreś z nich sięga dna i idzie na terapię itp. to OK - w przeciwnym razie książka jest szkodliwa.

                      Niestety, co wynika też z Twojego wpisu prawda psychologiczna o tym syndromie nie została zachowana.

                      Co do "miłego i dzielnego" tekstu, że wszyscy ludzie są i dobrzy i źli, wymieszani, to sobie o tym może podyskutuj z panią Musierowicz, a pozwól, że zwrócę Ci tylko uwagę na to, że opisałaś konkretny syndrom, a tu już nie takie teksty nie mają racji bytu. To tak jakbyś opisywała każdą inną chorobę w tak dyletancki sposób.

                      Wcale nie uważam, że sprawca przemocy jest zły. Uważam, że jest po prostu chory. Może być jednocześnie dobrym, wrażliwym, ale pogubionym człowiekiem, po prostu choroba sprawia, że ma on takie fazy, w których drugą osobę niszczy i to jest konkretne i groźne. Dlatego czwarta faza wiktymizacji zawsze kończy się w więzieniu lub w kostnicy i to jest fakt. Choremu można pomóc, ale ważne jest też uświadamiać młode, niedoświadczone dziewczyny, że jeżeli ich chłopak zachowuje się w sposób niepokojący, to to jest prawdziwe i groźne i to jest ta właśnie choroba, na którą nie ma domowych sposobów, tylko niestety specjalistyczne.

                      Jeżeli książka miała być "nie o tym", bo po cholerę tam jest ten wątek, po cholerę tam jeset ten przemocowy związek, test psychologiczny identyfikujący sprawcę, po co to wszystko? Jest to pytanie retoryczne i nie jestem ciekawa odpowiedzi, bo wiadomo, że chodzi o to, żeby napisać książkę byle jak, bez konsultacji ze specjalistami, kiedy się opisuje chorobę, i dostać za to kasę czy inną gratyfikację.

                      Ode mnie: EOT i wypisuj sobie dalej co chcesz.
                        • emae Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 10.10.12, 09:40
                          teano1 napisała:

                          > Ginestro, nie wiem skąd u Ciebie tyle agresji i widocznej dla wszystkich chęci
                          > by mi dopiec, ale powtórzę jeszcze raz: piszesz nieprawdę.
                          >
                          > Zainteresowanych odsyłam bezpośrednio do książki.

                          A możemy przeczytać tę wersję, którą czytała Ginestra? ;)
                          Cóż chcesz, na tym forum bywamy złośliwi wobec autorów ;) Oczywiście masz prawo czuć się urażona, gdyż posty Ginestry skierowane do Ciebie naprawdę są wyjątkowo jak na nią złośliwe.
                          • zona_mi Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 10.10.12, 09:53
                            Odnoszę wrażenie, że mniejsze znaczenie ma tu kto ma rację, niż to, co kto chce "ugrać".
                            I że stawia to ginestrę w nie najlepszym świetle.
                            Ale nie podejmuję się polemizować, bo nie daję rady przebrnąć przez jej złośliwy słowotok.
                            Czynnik miłości czytałam - fragmenty przed redakcją, całość po i daję słowo harcerza, że ginestra przebarwia i usiłuje dopasować wszystko bardziej do swoich wyobrażeń, niż do tego, co rzeczywiście można znaleźć w książce. Ale o tym się nie dowie, bo z założenia nie chce, co wielokrotnie podkreślałam w swoich postach. Stąd moje brzydkie podejrzenia, że chodzi o coś innego niż prawda.
                            Zresztą prawda w powieści... Chyba każdy odnajduje tam to, czego szuka. Albo czego chce się doszukać. Dlatego autorytarny ton ginestry jest tu nie na miejscu.
                            No ale to w sumie jej problem.
                          • teano1 Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 10.10.12, 10:10
                            emae napisała:

                            > teano1 napisała:
                            >
                            > > Ginestro, nie wiem skąd u Ciebie tyle agresji i widocznej dla wszystkich
                            > chęci
                            > > by mi dopiec, ale powtórzę jeszcze raz: piszesz nieprawdę.
                            > >
                            > > Zainteresowanych odsyłam bezpośrednio do książki.
                            >
                            > A możemy przeczytać tę wersję, którą czytała Ginestra? ;)
                            Nie ma problemu, ale najpierw przeczytaj książkę :P
                            Zapewniam Cię jednak, że poza pewną nieporadnością stylistyczną - jak na surową wersję przystało - dużych różnic się nie dopatrzysz. Trochę przesunęłam akcenty, wygładziłam język, doprecyzowałam, bo faktycznie wtedy było to mniej precyzyjnie opowiedziane. Potem po tym przejechał jeszcze redaktor, potem korekta autorska czyli znów ja :)
                            Każdy kawałek szlifuję setki razy, wyrzucam zbędne słowa, zamieniam niejednoznaczne. A i tak czasem w druku wychodzą jeszcze "nie takie".

                            > Cóż chcesz, na tym forum bywamy złośliwi wobec autorów ;) Oczywiście masz prawo
                            > czuć się urażona, gdyż posty Ginestry skierowane do Ciebie naprawdę są wyjątko
                            > wo jak na nią złośliwe.

                            Nie czuję się urażona, raczej zdziwiona pomówieniami, zaskoczona może? Nie będę tłumaczyć książki, kto chce niech przeczyta. Zdziwiło mnie po prostu, że czytając tamte sceny można wyciągnąć takie wnioski - dlatego napisałam pierwszego posta.
                            Na innym forum może bym zmilczała, ale tu bywam przecież, sama wielokrotnie zabierałam głos w innych wątkach, więc czemu nie miałabym zabrać w swoim?
                            Odpowiedź Ginestry sugeruje jednak, że nie chodzi o merytorykę tylko o coś personalnego. No sorry, nie zamierzam walczyć na forum z jej demonami.
                            • emae Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 10.10.12, 10:21
                              teano1 napisała:

                              > Odpowiedź Ginestry sugeruje jednak, że nie chodzi o merytorykę tylko o coś pers
                              > onalnego. No sorry, nie zamierzam walczyć na forum z jej demonami.
                              >

                              Niech się Ginestra wypowie sama, jeśli oczywiście chce. Swoje demony ma każdy, ja sama plunęłam moimi nieco wyżej, raczej niepotrzebnie ;)
                              Książkę bardzo chętnie przeczytam, w tak zwanej "wolnej chwili" ;) Moje czytelnictwo kuleje ostatnio.
                          • kopiec_esmeralda Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 10.10.12, 10:06
                            Wytłumaczę. Nie czytałam postów Ginestry, sorry, bo są za długie i jakby nie na temat. Ale nie cierpię, gdy ktoś wypowiada się za wszystkich, w tym za mnie. Ponieważ nie czytałam, nie mam zdania co do icj złośliwości, więc proszę mnie ("wszyscy") w to nie mieszać.
                            Przy okazji nadmienię, że wszelkie personalne dogryzki, w tym do życia pryw. Malgorzaty Musierowicz mnie nie interesują, jak i rozgrywki między Wami. Proszę m i ł o w przyszłości nie wciągać niezaangażowanej części forum w te zajęcia, pisząc "wszyscy widzą" lub podobnie.
                            Dziękuję! :)
                            • teano1 Re: "Czynnik miłości" - do Ginestry 10.10.12, 10:13
                              kopiec_esmeralda napisał(a):

                              > Wytłumaczę. Nie czytałam postów Ginestry, sorry, bo są za długie i jakby nie na
                              > temat. Ale nie cierpię, gdy ktoś wypowiada się za wszystkich, w tym za
                              > mnie. Ponieważ nie czytałam, nie mam zdania co do icj złośliwości, więc proszę
                              > mnie ("wszyscy") w to nie mieszać.

                              Przepraszam, powinnam była napisać "dla wszystkich, którzy czytali" albo raczej "widoczne gołym okiem". Nie ten kwantyfikator, sorry - zawsze tak mam w wersji nieoszlifowanej, a niestety forum GW nie daje możliwości edycji :)
                              • teano1 Re: GINESTRO, TEANO I INNI... 10.10.12, 10:30
                                meduza7 napisała:

                                > ...którzy chcą porozmawiać o książce "Czynnik miłości", załóżcie sobie osobny t
                                > emat, a uwagami o swoich charakterach wymieniajcie się na priv, dobrze?
                                Wybacz, Meduzo, ale to nie ja założyłam wątek, którego tytuł jest tytułem mojej książki. Ale jeśli chodzi o mnie to nie czuję potrzeby dalszej dyskusji. Wołali, to odpowiedziałam.
                                EOT
                              • klymenystra Re: GINESTRO, TEANO I INNI... 10.10.12, 16:39
                                I jeszcze uwaga ode mnie - uwazam za obrzydliwe to, co zrobila Ginestra. Powolujesz sie na ksiazke, ktorej nie widzialas ostatecznym ksztalcie, ktora czytalas przed publikacja, pewnie w zaufaniu, podajesz jej tytul itp. Abstrahujac juz od tego, ze autorka jest forumowiczka, to jest to bardzo nieprofesjonalne - pewnych informacji sie nie przekazuje dalej. Nie wyobrazam sobie, zebym np. miala kopiowac tresc dokumentow, z jakimi pracuje, albo nawet o niej rozmawiac, zanim sie oficjalnie nie ukaza.
                                • ginestra Re: GINESTRO, TEANO I INNI... 10.10.12, 17:22
                                  klymenystra napisała:

                                  > I jeszcze uwaga ode mnie - uwazam za obrzydliwe to, co zrobila Ginestra. Powolu
                                  > jesz sie na ksiazke, ktorej nie widzialas ostatecznym ksztalcie, ktora czytalas
                                  > przed publikacja, pewnie w zaufaniu, podajesz jej tytul itp. Abstrahujac juz o
                                  > d tego, ze autorka jest forumowiczka, to jest to bardzo nieprofesjonalne - pewn
                                  > ych informacji sie nie przekazuje dalej. Nie wyobrazam sobie, zebym np. miala k
                                  > opiowac tresc dokumentow, z jakimi pracuje, albo nawet o niej rozmawiac, zanim
                                  > sie oficjalnie nie ukaza.


                                  Nie zdziwił mnie Twój post do mnie, bo widziałam już niejeden post kierowany do mnie Twojego autorstwa i to gorszy.

                                  W sprawach zawodowych przestrzegam w stu procentach poufności, w sprawach prywatnych - też.

                                  Tu sprawa jest w ogóle innego rodzaju, bo książka bardzo dawno już ukazała się i jest do nabycia w księgarniach (możesz też nabyć, proszę bardzo).

                                  Moje słowa o tej książce były bardzo ogólne (zanim odezwała się osoba, która książkę przeczytała i wskazała na istnienie w książce testu psychologicznego, kluczowego dla pokazanego tam problemu przemocy, który to test miał świadczyć o tym, że autorka podeszła do sprawy z troską o młode dziewczyny, a niestety tak nie jest, o czym dalej).

                                  Wówczas sprostowałam, że wplecenie do fabuły tego testu nie było zabiegiem, który młodym czytelniczkom pomoże, ale wręcz przeciwnie, zaszkodzi, dlatego, że test został przez samą autorkę skompromitowany i pokazany tak, że nie ma co się nim przejmować.

                                  Uważam to za rzecz tak bardzo groźną dla czytelników, że wolę przed tą książką ostrzegać.

                                  Nie zdradziłam żadnej tajemnicy, autorka nie zobowiązała mnie do milczenia o książce ani nic z tych rzeczy. Nie skrytykowałam też książki jako takiej (choć mogłam, ale nie zrobiłam tego, bo poprzestałam na tym jednym jedynym wątku, który jest po prostu groźny dla młodych osób). Ostrzegając przed książką mam na względzie to, że dobro tych młodych czytelniczek jest ważniejsze, niż miłe samopoczucie autorki. Uważam, że i tak nie oddałam w tym powyższym wpisie tych emocji, które we mnie postawa autorki budzi, tylko bardzo stonowałam tego posta i to, uważam, należy też docenić.

                                  Zastrzegłam uczciwie (wobec forumowiczów), że powiedziałam to na podstawie wcześniejszej wersji książki, bo taką wersję czytałam, ale usłyszałam od autorki (na tamtym etapie), że ona nie zamierza zmieniać tego wątku fabularnego, więc miałam prawo spodziewać się, że taka wersja została ostatecznie opublikowana (osoba, która przyznała się, że książkę czytała, nie zaprzeczyła, a sama autorka też to przyznała). A więc nie zdradzałam żadnych tajemnic i innych tego typu rzeczy.

                                  Uważam, że w całej sprawie to raczej moje zaufanie zostało bardzo mocno nadszarpnięte przez rzeczoną autorkę książki, ponieważ sama wynalazła mnie na forum i prosiła mnie o zaopiniowanie tej książki, ponieważ - jak mówiła - chciała wykorzystać fakt, że pisze książki i dociera do młodych, niewinnych dziewczyn, często z problemami z ich rodzin pierwotnych, żeby pomóc im nie wchodzić w przemocowe związki.

                                  Ja bardzo tym się przejęłam, w wielomiesięcznej korespondencji po prostu otwierałam przed nią serce i mówiłam wszystko co wiem o przemocy i o najróżniejszych jej aspektach, z którymi zetknęło mnie życie, prosiłam, wręcz błagałam, aby pisząc ten wątek w książce skonsultowała się z ludźmi pracującymi z osobami doznającymi przemocy, podawałam bibliografię i inne informacje, a tymczasem w efekcie ta osoba napisała książkę, która nie pomoże wcale dziewczynom nie wchodzić w takie związki, ale jeszcze utrwala złe myślenie, które właśnie każe dziewczynom wchodzić w takie związki i w nich tkwić!

                                  Moje zaufanie zostało podeptane i cały mój czas i zaangażowanie i na jej prośbę przeżywanie na nowo różnych rzeczy, z którymi zetknęło mnie życie, a których wolałabym w swoich wspomnieniach nie otwierać, a otworzyłam je na jej prośbę, zostało wykorzystane w celu totalnie przeciwnym do tego, dla którego zgodziłam się pomóc! Powstała w efekcie książka, która będzie torowała dziewczynom drogę do przemocowych związków, do zachowań utrwalających tkwienie w nich. Kiedy prosiłam, aby skonsultować się i nie publikować książki w tym kształcie napotkałam po prostu na beton i protekcjonalne zachowanie ze strony autorki.

                                  Uważam zatem, że to, co napisałam tu na forum to nie jest żadne ujawnianie tajnych rzeczy, bo nic nie ujawniłam takiego, czego nie znalazłybyście w tej książce zalegającej na półkach w księgarniach.

                                  Napisałam stuprocentową prawdę o tym wątku z książki. Jak chcecie - kupcie książkę i przekonajcie się, Teano ucieszy się, że kupicie, ja też się ucieszę, bo tym mniej egzemplarzy trafi dzięki temu do rąk "targetu".

                                  Uważam, że ta książka, podobnie jak McDusia, jest szkodliwa z powodów, o których pisałam wyżej. Jest dla mnie straszne, że ktoś tak świadomie może nie chcieć skonsultować problemu, o którym pisze, a który jest niesamowicie ważny społecznie i ze spokojem przechodzi do porządku dziennego nad tym, że jego książka może przynieść wiele ludzkich tragedii i to przenoszących się na kolejne pokolenia.

                                  Jest wiele rodzin z problemami, wyrastają w nich dziewczyny o wielu deficytach i nie rozumiejące co się dzieje, dlaczego ciągnie ich do chłopaków, którzy je źle traktują i dlaczego nie potrafią od nich odejść, tylko kochają ich. Te dziewczyny łudzą się, że ten chłopak zmieni się, że on po prostu jest impulsywny itp. Nie rozumieją jak bardzo ten syndrom nakręca się. Jedynym sposobem, którym można pomóc tym anonimowym dziewczynom jest przemycanie prawdziwych treści nt. przemocy w książkach i pisemkach, po które sięgną, prowadzenie jakichś zajęć w szkole itp. Tylko wiedza może spowodować, że zapali im się czerwone światło ostrzegawcze i może to im nawet ocali życie.

                                  Natomiast usypianie czujności tych dziewczyn, pokazywanie nieprawdy, "bo tak pasuje do rozwoju postaci" i pchanie ich w takie związki jest czymś tak strasznym, że brak mi słów.

                                  Napisałam wyżej, że EOT, ale dopisałam to jeszcze o tej poufności, bo to jest nieuprawnione, żadnych tajemnic nie zdradziłam na forum.
                                  Teraz już naprawdę EOT.
                                  • ginestra Re: GINESTRO, TEANO I INNI... 10.10.12, 18:26
                                    PS. Oczywiście wszystkie fragmenty książki ("Czynnik miłości"), które dostawałam drogą mejlową skasowałam już wieki temu (dokładnie wtedy, kiedy ustaliłyśmy to z autorką).

                                    Do momentu publikacji książki uznałam również za oczywiste, że mam nie mówić nikomu co w tej książce będzie i tego też dotrzymałam (z wyjątkiem aspektów, o które autorka prosiła, żebym spytała pewne osoby z "targetu", a więc spytałam, na tym koniec).

                                    Książka ukazała się już dawno i uważam, że można o niej mówić, zwłaszcza jak się usłyszało zapewnienie, że dany wątek nie zmieni się po publikacji (tym bardziej robiąc zastrzeżenie, że mówiący powołuje się na forum tę wersję, którą widział na własne oczy).

                                    Mam nadzieję, że to, co teraz dodałam również rozwieje ewentualne wątpliwości.

                                    Jak widać na przykładzie pani MM (która w Księdze Gości ze spokojem odpowiada, że chwytanie kogoś za kark robiąc mu krwiaka i potrząsanie nim jak szczurem, plus zbliżanie i oddalanie go w tym uścisku, z całą dodatkowo poniżającą otoczką tej sceny i groźbami "to nie jest żadna przemoc"), edukacji nigdy za wiele. :((((

                                    Skoro dorosłe osoby, które coś tam w życiu widziały i przeżyły, tak bagatelizują problem, to co się dziwić, że nie mogą rozpoznać go młode, niedoświadczone, zakochane pierwszą miłością dziewczyny, łudzące się, że nie są w żadnym zagrożeniu, nawet kiedy w nim są.

                                    Oby znaleźli się autorzy książek dla młodzieży, którzy im to uświadomią, wskażą drogę ratunku i będą po ich stronie.
                                      • turzyca Klymenystro 11.10.12, 11:23
                                        ja Cie prosze, podejmij jakies kroki moderatorskie - chetnie nawet w postaci zdublowania postow w osobnym watku (bo czesc jest ciekawa i np. opinia Iwony jest moim zdaniem wiele wnoszaca) i likwidowania offtopow tu - bo omijanie tych przedlugasnych offtopicznych postow zaczyna byc meczace.
                                        • klymenystra Re: Klymenystro 14.10.12, 14:30
                                          Offtopy tutaj nie stanowią problemów, chyba że wątek zwyczajnie się do tego nie nadaje - jak np. wątek Dzidki. Mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie już ciągnął tematu książki Teano.
                                    • iwoniaw a ty znowu swoje :-/ 10.10.12, 22:24
                                      Ja natomiast przeczytałam tę książkę po wydaniu, w postaci takiej, jakiej była dostępna w księgarniach/bibliotekach i z całą pewnością wiem, że ani nie bagatelizowała problemu związku z przemocowcem, ani nie było tam w związku z wzmiankowaną postacią scen i wątku z cyklu "a potem żyli długo i szczęśliwie", a już na pewno nie brakuje jej "bycia po stronie" dziewczyny napotykającej takie czy inne sytuacje życiowe.
                                      Piszę to z pozycji czytelniczki przypadkowej, raczej nie będącej targetem i dalekiej od wpisania dzieła na listę Najwartościowszych Lektur Życia, niemniej książka nie jest zła i nie pojmuję twojego wściekłego ataku na nią, zwłaszcza że nie ma tam NICZEGO z tego, co jej zarzucasz.
              • meduza7 Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 20:12

                Prędzej piekło zamarznie, niż MM wyśle któregoś ze swych bohaterów do psychologa, bo przecież to wszystko są jakieś wymysły, które zasługują jedynie na ironiczne przymrużenie oka (patrz Roma czytająca "Toksycznych rodziców").

                Natomiast Józin w jej przekonaniu zapewne wcale nie zachował się jak przemocowiec, a jak dzielny, młody mężczyzna o czystym sercu, który nie chce ulec współczesnej rui i porubstwie. I w dodatku jest wierny swej pierwszej miłości, normalnie perła przed wieprze.
              • anutek115 Re: Co to, q.., jest? 03.10.12, 20:52
                ginestra napisała:

                > Jeszcze gdyby książka kończyła się tak, że ktoś rozpoznał w Magdusi kobietę o p
                > rofilu ofiary,

                To samo mi do glowy przyszlo, to znaczy, reakcja Magdusi na przemoc jest reakcja osoby nawyklej do przemocy, ofiary. Normalna osoba po czyms takim wialaby, gdzie pieprz rośnie, a jakby nie mogła, nie zblizylaby sie do Jozina bliżej niż na odleglość rzutu nożem.

                która wchodzi w przemocowy związek jak w masło, bo z dzieciństwa
                > ma wyniesione to, żeby pozwalać siebie nie cenić, poniżać i źle traktować, to
                > jeszcze byłoby całkiem OK, bo młode czytelniczki otrzymałyby przekaz, że jak ch
                > łopak tak traktuje dziewczynę, a ona nie umie przeciwstawić się temu, to znaczy
                > to, że ona potrzebuje pomocy, i że to jest poważny problem i dobrze jest, jak
                > ktoś dorosły to zauważy i powie jej jak bardzo to jest poważna sprawa.

                Zgadzam się calkowicie.

                > Widzę w tym OGROMNE zagrożenie!
                >

                Z tym też.

                > GDZIE BYŁ REDAKTOR????

                To wlasnie pytanie zadałam wczoraj w tej samej zresztą sprawie. Gdzie był redaktor? O czym myślała autorka tworząc tę scenę? Jaka ta scena w jej opinii jest - zabawna? Miła? Czego uczy?

                I co miala autorka na myśli dziś, odpowiadając na swojej stronie fanom, że "to jeszcze nie przemoc"?!

                Łapanie za szyję, potrząsanie siłą, groźby "bo ci walnę" to nie jest przemoc? Bo co? Bo nie z bloków, chwiejacy się przy zsypie pijaczek to robi, tylko inteligeckie dziecko z kamienicy?

                A najbardziej wstrzasa mną przekaz słany przez ciepłą i miłą autorkę mlodym dziewczętom (o czym też juz pisałam, i przepraszam, ze sie powtarzam, ale ta scena mną wstrząsnęła i nadal nie miesci mi się w glowie) - należalao jej się, pocalowała go, a zatem zachowała sie jak niegrzeczna dziewczynka, a zatem to jej wina.

                Obrzydliwe. Obrzydliwe i szkodliwe.
                • lezbobimbo głupia MM bo bije 03.10.12, 21:06
                  anutek115 napisała:
                  > To wlasnie pytanie zadałam wczoraj w tej samej zresztą sprawie. Gdzie był redak
                  > tor? O czym myślała autorka tworząc tę scenę? Jaka ta scena w jej opinii jest -
                  > zabawna? Miła? Czego uczy?

                  Gwiazdkowa przecież! Jak Cię walną, aż gwiazdki zobaczysz, to Boże Narodzenie własnie. Haleluja inshallat!

                  > I co miala autorka na myśli dziś, odpowiadając na swojej stronie fanom, że "to
                  > jeszcze nie przemoc"?!
                  > Łapanie za szyję, potrząsanie siłą, groźby "bo ci walnę" to nie jest przemoc? B
                  > o co? Bo nie z bloków, chwiejacy się przy zsypie pijaczek to robi, tylko inteli
                  > geckie dziecko z kamienicy?

                  Skoro tak, to pozwoliła mi własnie pojechać na spotkanie promocyjne z nią i potrząsnąć ją za kark, warcząc, że zaraz walnę jej w szczura.

                  Wiecie co, napiszmy do Akapitu-pitu, złożmy im zażalenie, że ich złota kura promuje przemoc domową i bicie kobiet w książkach rzekomo dla dziewcząt i co to ma kuźwa chata być. Zażądajmy od nich odszkodowania za wydane na tak szkodliwą treść piniondze.
                  • yowah76 Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 21:11
                    A ja sie jednak bede upierac, ze przesadzacie z ta przemoca. Mnie sie wydaje, ze on ja tak, no, potrzasnal wlasnie, na zasadzie "no co, zglupialas?" "Bo cię walnę" to tez raczej taka chlopieca odzywka niż rzeczywista grozba, przypominam, maczo nie maczo, talib nie talib, to jest szesnastolatek. odezwal sie do niej nie jak do kobiety ale jak do kumpla. to tak jakby (nie mam ksiazki, wiec moze cos myle) Idusia pod oknem Krzysia byla zlowrogim stalkerem albo Lelujka owijal Kresce szyje szalikiem, zeby ją poddusic i zgwalcic...
                    • conefkaconbrio Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 21:23
                      yowah76 napisała:

                      > A ja sie jednak bede upierac, ze przesadzacie z ta przemoca. Mnie sie wydaje, z
                      > e on ja tak, no, potrzasnal wlasnie, na zasadzie "no co, zglupialas?" "Bo cię w
                      > alnę" to tez raczej taka chlopieca odzywka niż rzeczywista grozba, przypominam,
                      > maczo nie maczo, talib nie talib, to jest szesnastolatek. odezwal sie do niej
                      > nie jak do kobiety ale jak do kumpla. to tak jakby (nie mam ksiazki, wiec moze
                      > cos myle) Idusia pod oknem Krzysia byla zlowrogim stalkerem albo Lelujka owijal
                      > Kresce szyje szalikiem, zeby ją poddusic i zgwalcic...
                      Ksiązki nie czytałam tylko skopiowane tu cytaty, ale 16latek to nie 6 latek, którego w zerówce pocałowała koleżanka.
                      Eh, idę spać. Czuje straszny niesmak, przykro widzieć skompromomitowany autorytet z dzieciństwa. Ta seria powinna się skończyć na "Dziecku Piątku" plus ewentualnie "Kalamburce", a a Autorka powinna przejść na emeryture i z wygodnego fotela podziwiać nagrody stojące na komiku.
                    • anutek115 Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 21:34
                      yowah76 napisała:

                      > A ja sie jednak bede upierac, ze przesadzacie z ta przemoca. Mnie sie wydaje, z
                      > e on ja tak, no, potrzasnal wlasnie, na zasadzie "no co, zglupialas?" "Bo cię w
                      > alnę" to tez raczej taka chlopieca odzywka niż rzeczywista grozba, przypominam,
                      > maczo nie maczo, talib nie talib, to jest szesnastolatek. odezwal sie do niej
                      > nie jak do kobiety ale jak do kumpla. to tak jakby (nie mam ksiazki, wiec moze
                      > cos myle) Idusia pod oknem Krzysia byla zlowrogim stalkerem albo Lelujka owijal
                      > Kresce szyje szalikiem, zeby ją poddusic i zgwalcic...

                      Yowah, no daruj.

                      ".. capnął ją za cienki kark i przyciągnął blisko, tak blisko, że poczuł, jak pachnie jej skóra. Jakimiś kremami czy wazeliną, czy innym tłuszczem.
                      - Wstydu nie masz? - rzekł jej prosto w twarz przez zaciśnięte zęby, i potrząsnął nią jak szczurem. - Więcej nie próbuj, bo cie walnę!
                      ... Co za beznadziejna, przetłuszczona osobniczka"

                      Przysięgam, jakby on ja odepchnął i powiedział "Zgłupiałaś?" to ja bym go doskonale rozumiala, bo niechciane pocałunki niemiła rzecz. Ale on uzywa siły, zachowuje się brutalnie, cedzi przez zeby...

                      Nie widze w tej scenie ani zdumienia, że coś takiego sie przytrafiło, ani "bo cię walnę" jak do kumpla, ani oburzenia "bo zbrukał mój honor", jak w wypadku Patrycji i Baltony.

                      To jest scena pelna agresji, zła i nienawiści. Może i przesadzam, widząc w tym nienawiść, ale wolę tu przesadzić niż to zbagatelizować.

                      Przekaz jaki ona niesie... nie, o tym nie mam siły mowic :(.
                      • lezbobimbo Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 22:40
                        anutek115 napisała:

                        > ".. capnął ją za cienki kark i przyciągnął blisko, tak blisko, że poczuł, ja
                        > k pachnie jej skóra
                        . Jakimiś kremami czy wazeliną, czy innym tłuszczem.
                        > - Wstydu nie masz? - rzekł jej prosto w twarz przez zaciśnięte zęby, i [
                        > b]potrząsnął nią jak szczurem[/b]. - Więcej nie próbuj, bo cie walnę!
                        >
                        > Nie widze w tej scenie ani zdumienia, że coś takiego sie przytrafiło, ani "bo c
                        > ię walnę" jak do kumpla, ani oburzenia "bo zbrukał mój honor", jak w wypadku Pa
                        > trycji i Baltony.

                        > To jest scena pelna agresji, zła i nienawiści.

                        To prawda. Hate crime i agresja w odpowiedzi na całus. Pipczony "najwierniejszy rycerz" jak go określa Łałra, właśnie tak pamięta o Trolli, że dopuszcza się przemocy na dziewczynie, które śmie nie być nią..

                        Zacytuję Wam resztę odrażającego Gabzina.
                        Pamiętajmy, że jest on równie wysoki co Ignaś, ałtorka rozkochana opisuje go parę stron wcześniej jako "barczysty, zgrabny, ten zajadły piłkarz i kibic "Lecha"...
                        Ignaś "ile razy dostał od niego w ucho, wolał nie zliczyć."
                        Magdusia zaś jest "nieduża a krągła" i ma ów cienki karczek.

                        "...ona wspięła się na palce i znienacka lepko go pocałowała w same usta.
                        - Dobranoc! - rzuciła tonem zwycięskim - I dziękuję!
                        Bezczelna!!!
                        Miał ochotę odskoczyć, ale wyglądałoby to jakby się bał. A się nie bał, tylko jej nie lubił.
                        Niewiele myśląc, capnął ją za cienki kark i przyciągnął blisko, tak blisko, że poczuł, ja
                        k pachnie jej skóra. Jakimiś kremami czy wazeliną, czy innym tłuszczem.
                        - Wstydu nie masz? - rzekł jej prosto w twarz przez zaciśnięte zęby, i potrząsnął nią jak szczurem. - Więcej nie próbuj, bo cie walnę!
                        I odsunął ją czym prędzej na odległość ramienia, po czym wypuścił z uchwytu (...)
                        Magda patrzyła za nim zaczerwieniona, zmieszana i bez tchu.
                        - Wiem! - wypaliła wreszcie, ratując sobie samopoczucie. - Jesteś zajęty!
                        Co za beznadziejna, przetłuszczona osobniczka. (...)
                        Wytarł usta rękawem (kleiły się od jakiegoś jej błyszczyka czy szminki) i zbiegł po schodach do swojej chłodnej sutereny.
                        W domu jeszcze nikogo nie było, więc mógł parę razy powiedzieć "szlag by trafił" i kopnąć taboret w kuchni. (...)
                        Czuł wstyd, a nawet oburzenie (pierwszy w życiu taki pocałunek, a nie z jego inicjatywy!) oraz żywą wściekłość (bezczelna, wysmarowana baba!) ...
                        Po chwili zdał sobie sprawę, że jest jednak zadowolony. Więcej: że triumfuje.
                        Zapanował bowiem nad sytuacją. Im dłużej to analizował, tym bardziej widział, że wygrał, 2:1.
                        Po pierwsze - nie uciekł.
                        Po drugie - nie uległ.
                        A jeden punkt dla Magdy, bo odgadła."

                        NOŻESZ URWAŁ NAĆ i krwawa w mordę murwa cioć!!!! Znowu się zgniewałam tylko to przepisując. Nie zdzierżę!
                        Widzicie, jak on ZAPANOWAŁ? Kibol atleta małą dziewczynkę podniósł za kark, potrząsał, groził jej i puszczał w dół? Bo biedna mała śmiała go cmoknąć? A on się cieszy, bo nie uciekł, tylko zastosował przemoc, aż straciła oddech?
                        I wstydzi się nie dlatego, że kobiety nie wolno rycerzom i dzentelmenom bić nawet kwiatem, ani słabszego, tylko dlatego, że to nie on się wyrwał z inicjatywą!

                        Pragnę zamknąć MM w słoiku, zalać moją żółcią i rzucić o ścianę.
                        • lezbobimbo Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 22:49
                          Dodaję ofkors, że nigdy bym nie chciała, aby jakiś pipczony drągal-kibol łapał za kark, podnosił, potrząsał i puszczał ani mnie ani kogokolwiek. Jak to nie jest przemoc, to widać MM stała się miłośniczką BDSM na starość, do wtóru jazzu noworleańskiego.
                        • bupu Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 22:51
                          lezbobimbo napisała:

                          > NOŻESZ URWAŁ NAĆ i krwawa w mordę murwa cioć!!!! Znowu się zgniewałam tylko to
                          > przepisując. Nie zdzierżę!
                          > Widzicie, jak on ZAPANOWAŁ? Kibol atleta małą dziewczynkę podniósł za kark, pot
                          > rząsał, groził jej i puszczał w dół? Bo biedna mała śmiała go cmoknąć? A on się
                          > cieszy, bo nie uciekł, tylko zastosował przemoc, aż straciła oddech?
                          > I wstydzi się nie dlatego, że kobiety nie wolno rycerzom i dzentelmenom bić naw
                          > et kwiatem, ani słabszego, tylko dlatego, że to nie on się wyrwał z inicjatywą!

                          To jest przemocowiec w stanie czystym, parskający furią, ponieważ stracił na moment kontrolę. Oraz triumfujący, ponieważ zaraz ją odzyskał. Przemocą całkiem fizyczną. Jeśli taki osobnik zdaje się pani Musierowicz rycerzem, to, przepraszam, ale jest na sali psycholog?

                          > Pragnę zamknąć MM w słoiku, zalać moją żółcią i rzucić o ścianę.

                          Nie jesteś sama w tym pragnieniu, powiadam ci.
                        • yowah76 Re: głupia MM bo bije 03.10.12, 22:54
                          chwila, kontynuujac kwestie anatomiczna:

                          w podniesienie fizyczne nie wierze. jesli ona wazyla chociaz 50 kg a sasdze ze wiecej, to nie wierze. nie jedna reka i nie w tej pozycji :P za front, za przod kurtki to jeszcze, inne miesnie dzialaja, ale podniesc kogos za kark i upuscic to niedasie technicznie
                            • ginestra Anatomia 04.10.12, 11:00
                              Yowah,

                              jeżeli chodzi o tę stronę anatomiczną, to ja nie wiem jak dokładnie MM wyobraziła sobie tę scenę, nie jestem żadnym biegłym sądowym, ale ja tę scenę widzę tak, że Józin miał wielkie i silne łapska i chwycił Magdusię nie za ubranie, tylko bezpośrednio za kark i to chwycił na tyle mocno, że nie mogła się z tego uścisku wyrwać (myślę, że każdy człowiek odruchowo chce się wyrwać z takiego uścisku, a więc i ona musiała próbować, ale trzymał ją bardzo mocno).

                              Spróbujcie przenieść własną rękę za głowę i chwycić się od tyłu za kark, dość mocno. Myślę, że to daje pewne wyobrażenie o tym jak mocno musiał ją trzymać Józin (na bank miała potem siniaki!!!) i to przez dłuższy czas, tak żeby móc z nią robić dowolne rzeczy, tj. zbliżyć do swojej twarzy, oddalić, potrząsać (ja myślę, że to potrząsanie, to było raczej naciskanie jej w dół i krótkie zwalnianie uścisku, żeby odbiła w górę), a następnie odsunięcie jej na dość dużą odległość i puszczenie.

                              Jak złapałam sama siebie za kark, to czuję, że to boli, a przecież nie trzymałam siebie ani tak długo ani tak mocno jak w opisanej scenie. Żeby móc z człowiekiem dowolne rzeczy robić, to trzeba go trzymać naprawdę mocno. Inaczej się nie da, tak przynajmniej uważam (na logikę).

                              Jednocześnie, Józin wygadywał do niej w tym czasie upokarzające rzeczy i groził pobiciem. Jest to przemoc psychiczna.

                              Moim zdaniem w tej scenie Magdusia doświadczyła dużego fizycznego bólu, strachu, upokorzenia, szoku. Myślę, że w prawdziwym życiu po takim doświadczeniu fizjologia wzięłaby górę i dziewczyna rozpłakałaby się, uciekła, byłaby roztrzęsiona, pod wpływem adrenaliny. Tu jest spokojna, choć czerwona na twarzy, przeprasza go. Nie wiem, może i taka reakcja jest możliwa, ale pewnie pani MM napisała tę scenę "z dupy".

                              Dla mnie przerażające jest, że taki widok jak trzymanie unieruchomionej osoby w kleszczach dłonią za kark i potrząsanie nią i te wszystkie słowa nie zszokowały ani pani MM ani redaktorki z Akapitu (podobno redaktorka była z Akapitu, a nie Emilia, ktoś cytował wypowiedź MM o tym).

                              Nie wiem czy na sto procent tak jest w anatomii, ale wydaje mi się, że jak się chwyci kogoś za kark mocno, to natrafia się na takie punkty, od których promieniuje mu jakieś drętwienie, coś na podobieństwo tego, jak uderzymy się w takie miejsce na łokciu. Chyba tam na szyi idą jakieś żyły. To jest bardzo dotkliwe, jak tak się kogoś trzyma dłuższy czas i nim trzęsie, przysuwa, odsuwa.

                              Uważam, że na filmie byłaby to scena drastyczna, a w prawdziwym życiu tym bardziej.

                              Jak pani MM myślała, że ta scena zostanie przyjęta?

                              Czytałam tylko cytaty, nie książkę, więc celowo nie zabieram głosu w innych wątkach, ale z tych cytatów upewniam się, że coś jest mocno nie tak z panią MM chyba. :(
                              • emae Re: Anatomia 04.10.12, 11:17
                                ginestra napisała:

                                > Yowah,
                                >
                                > jeżeli chodzi o tę stronę anatomiczną, to ja nie wiem jak dokładnie MM wyobrazi
                                > ła sobie tę scenę, nie jestem żadnym biegłym sądowym, ale ja tę scenę widzę tak
                                > , że Józin miał wielkie i silne łapska i chwycił Magdusię nie za ubranie, tylko
                                > bezpośrednio za kark i to chwycił na tyle mocno, że nie mogła się z tego uścis
                                > ku wyrwać (myślę, że każdy człowiek odruchowo chce się wyrwać z takiego uścisku
                                > , a więc i ona musiała próbować, ale trzymał ją bardzo mocno).
                                >
                                > Spróbujcie przenieść własną rękę za głowę i chwycić się od tyłu za kark, dość m
                                > ocno. Myślę, że to daje pewne wyobrażenie o tym jak mocno musiał ją trzymać Józ
                                > in (na bank miała potem siniaki!!!) i to przez dłuższy czas, tak żeby móc z nią
                                > robić dowolne rzeczy, tj. zbliżyć do swojej twarzy, oddalić, potrząsać (ja myś
                                > lę, że to potrząsanie, to było raczej naciskanie jej w dół i krótkie zwalnianie
                                > uścisku, żeby odbiła w górę), a następnie odsunięcie jej na dość dużą odległoś
                                > ć i puszczenie.
                                >
                                W tym filmie www.filmweb.pl/film/Nieme+przyzwolenie-1996-95263 bohater stosuje w pewnym momencie taki chwyt. (Film jest ponoć na Youtube, polecam, naprawdę dobry). Dziewczyna ma potem krwistego siniaka. Jest taka scena, kiedy bohaterka, chcąc wywołać jakąś reakcję swojej matki, niby mimowolnie odsuwa włosy i wtedy widać tego sińca. Matka oczywiście od razu zauważa.
                              • conefkaconbrio Re: Anatomia 04.10.12, 11:20
                                Ginestra masz 100% racji.

                                Przed chwilą dodałam wpis w KG i wisi całe 4 minuty:
                                "Wychowałam się na Pani książkach, uwielbiam, "Szóstą klepkę" i "Kłamczuchę" "Ida Sierpniowa" jest na trzecim miejscu.Z powodu sentymentu przełykałam nawet "Trolle", "Czarną Polewkę" i "Sprężyne" Wybaczyłam przedstawienie Gabrysi w "Tygrysie i Róży" jako niedojrzałej emocjonalnie matki (od 10 lat jest z Grzesiem, ale wciąż cierpi po Pyziaku tak intensywnie, że z Laurą o ojcu rozmawiać nie może) Co na to Seneka i Marek Aureliusz? Co gorsza co na to Grześ?!
                                Sceny w której 16letni chłopak "potrząsa dziewczyną jak szczurem" i cedzi przez zęby grożby, a potem ,miast wyrzutów sumienia ma satysfakcje z wygranej, nie daruje. Co Panią kierowało kiedy Pani to pisała?! Pani synowwie w tym wieku tak sie zachowywali? Napewno żadnej nastolatce nie dam tej książki do ręki. "
                                Może też spróbuj coś tam napisać
                                • emae Re: Anatomia 04.10.12, 11:26
                                  conefkaconbrio napisała:

                                  > Przed chwilą dodałam wpis w KG i wisi całe 4 minuty:

                                  Już chyba nie wisi, bo go nie widzę. Za to jest inny ciekawy:

                                  Język Trolli był pewnym rozczarowaniem, jakby pisany na siłę i myślałam, że to już koniec Jeżycjady. Potem nastąpiła rewelacyjna Żaba, do której wracam regularnie, niezła Czarna Polewka i znowu świetna Sprężyna. McDusia jest niestety - prawem sinusoidy - znowu rozczarowująca. Zabrakło mi głównego bohatera, który by nim był nie tylko z nazwy, za dużo było poszarpanych, szybkich, jednorazowych wątków postaci z przeszłości. Wydaje mi się też, że wszechobecny motyw przemijania, który dotykał praktycznie każdej sceny, zdusił borejkowe ciepło i sprawił, po raz pierwszy od Języka Trolli, że ta cześć Jeżycjady nie ogrzała mojej duszy. Mam nadzieję, powołując się na przywołane wyżej prawo, "Wnuczka..." przywróci J. w wielkim stylu.
                                  • anutek115 Re: Anatomia 04.10.12, 11:32
                                    emae napisała:

                                    > conefkaconbrio napisała:
                                    >
                                    > > Przed chwilą dodałam wpis w KG i wisi całe 4 minuty:
                                    >
                                    > Już chyba nie wisi, bo go nie widzę. Za to jest inny ciekawy:
                                    >
                                    > Język Trolli był pewnym rozczarowaniem, jakby pisany na siłę i myślałam, że
                                    > to już koniec Jeżycjady. Potem nastąpiła rewelacyjna Żaba, do której wracam reg
                                    > ularnie, niezła Czarna Polewka i znowu świetna Sprężyna. McDusia jest niestety
                                    > - prawem sinusoidy - znowu rozczarowująca. Zabrakło mi głównego bohatera, który
                                    > by nim był nie tylko z nazwy, za dużo było poszarpanych, szybkich, jednorazowy
                                    > ch wątków postaci z przeszłości. Wydaje mi się też, że wszechobecny motyw przem
                                    > ijania, który dotykał praktycznie każdej sceny, zdusił borejkowe ciepło i spraw
                                    > ił, po raz pierwszy od Języka Trolli, że ta cześć Jeżycjady nie ogrzała mojej d
                                    > uszy. Mam nadzieję, powołując się na przywołane wyżej prawo, "Wnuczka..." przyw
                                    > róci J. w wielkim stylu.


                                    Tego też juz nie ma. To nie jest księga gości, to księga lizy... eee... posladków jest.
                                    • emae Re: Anatomia 04.10.12, 11:51
                                      anutek115 napisała:

                                      > Tego też juz nie ma. To nie jest księga gości, to księga lizy... eee... posladk
                                      > ów jest.
                                      >

                                      A może zbierzemy te wszystkie skopiowane posty w jedno miejsce? Póki co, są porozrzucane po różnych wątkach.
                                      Taka tylko luźna myśl :)
                                      • conefkaconbrio Re: Anatomia 04.10.12, 12:01
                                        Dodałam kolejny punkt o 12. Pozwoliłam sobie zacytować Wasze wpisy.
                                        Kochane Adminki jestem bardzo wzruszona Waszą ciężką pracą i oddaniem. Ike macie lat moje drogie?
                                        Zacytuje coś z forum gdzie rozmawiają o książkach Pani Małgorzaty dorosłe kobiety.
                                        Coś o zachowaniu rycerskiego Józefa:
                                        "Spróbujcie przenieść własną rękę za głowę i chwycić się od tyłu za kark, dość mocno. Myślę, że to daje pewne wyobrażenie o tym jak mocno musiał ją trzymać Józin (na bank miała potem siniaki!!!) i to przez dłuższy czas, tak żeby móc z nią robić dowolne rzeczy, tj. zbliżyć do swojej twarzy, oddalić, potrząsać (ja myślę, że to potrząsanie, to było raczej naciskanie jej w dół i krótkie zwalnianie uścisku, żeby odbiła w górę), a następnie odsunięcie jej na dość dużą odległość i puszczenie."
                                        I dla uplasycznienia wyobraźni:
                                        "W tym filmie www.filmweb.pl/film/Nieme+przyzwolenie-1996-95263 bohater stosuje w pewnym momencie taki chwyt. (Film jest ponoć na Youtube, polecam, naprawdę dobry). Dziewczyna ma potem krwistego siniaka. Jest taka scena, kiedy bohaterka, chcąc wywołać jakąś reakcję swojej matki, niby mimowolnie odsuwa włosy i wtedy widać tego sińca. Matka oczywiście od razu zauważa. "
                                        Od siebie dodam, że gdyby to było jednak potrząsanie to groziłoby uszkodzeniem kręgosłupa szyjnego.
                                        Może Pani Musierowicz powiina pisząc konsultować się przynajmniej z biegłymi sądowymi. O tym, żeby byli to psycholodzy nawet nie marzę.
                                        • emae Re: Anatomia 04.10.12, 12:09
                                          conefkaconbrio napisała:

                                          > Dodałam kolejny punkt o 12. Pozwoliłam sobie zacytować Wasze wpisy.

                                          Ładnie :)
                                          Oczywiście jesteś świadoma, że Twój wpis już dawno poszedł się... dobrze bawić? :)
                                    • slotna Re: Anatomia 04.10.12, 11:39
                                      > Bo tu bez porównania więcej miodu, niż dziegciu, a poza tym co za piękny przyc
                                      > zynek do akcji: my tu krytyki się nie boimy.

                                      No przeciez nie boimy sie - bo mamy nozyczki i mozemy krytyke wyslac w niebyt ;)
                                • anutek115 Re: Anatomia 04.10.12, 11:37
                                  conefkaconbrio napisała:

                                  > Może też spróbuj coś tam napisać

                                  Krótko a celnie spytam - po co? Po co się wysilać? Po co sie starać jak najgrzeczniej wyrazić całe to rozczarowanie, zdumienie, smutek po utracie złudzeń, w nadziei, że się zyska odpowiedź inną niż "No to sie juz nie dręcz, pa!" w najlepszym wypadku? W najgorszym wyleci się zas po pół minuty?

                                  Wolę być tu, gdzie sa osoby, które mój smutek i rozczarowanie dzielą, niż tam, gdzie albo się całuje panią autorke w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetna nazwę, albo dostaje kopa na drogę.
                                    • ginestra Re: Anatomia 04.10.12, 12:02
                                      Ja właśnie przemyśliwam co z tym fantem zrobić. Pisanie w KG jest, jak widzimy, dość daremne.

                                      Myślę, że można napisać do Akapitu jakieś zażalenie i prośbę o fachową, specjalistyczną konsultację książki od strony jej szkodliwości dla czytelników (promowanie przemocy i brak ostrzegania przed wchodzeniem w takie związki) oraz wystosować prośbę o podjęcie adekwatnych kroków (np. wycofanie nakładu, wydanie raz jeszcze poprawionej wersji, w sensie, że może da się te książki rozszyć i podmienić kartki w tych egzemplarzach, które nie zostały sprzedane i leżą w pudłach w księgarniach). To wyjście uważam za najmniej bolesne dla pani MM, która pewnie nie wiedziała co czyni i teraz musi strasznie czuć się z tym wszystkim (a redaktor nie zadbał o jej dobre imię i nie kazał jej takiej sceny i podobnych scen wyrzucić z książki).

                                      Drugim wyjściem jest protestowanie poprzez jakieś organizacje (typu organizacja "Twoja sprawa" albo organizacje takie jak w linku: www.patkub.com.pl/pl/inne-organizacje/ ) i domaganie się wycofania książki, ale to by było pewnie wycofanie takie radykalne.

                                      Myślę, że tu musiałyby bardzo fachowe osoby wypowiedzieć się jak dalece książka jest szkodliwa, może nawet sprawa oparłaby się o sąd (MM i Akapit mają prawo się bronić). Tu nie chodzi o to, że ta scena przemocy występuje, bo w książkach występują różne sceny, tylko o całokształt i o wpływ autorytetu MM na młodzież. Pewnie ciężko to ocenić jak dalece postawy opisane w McDusi oddziałują realnie na młodzież.

                                      Na razie myślę co by z tym zrobić. Nie kupiłam jeszcze książki, na dniach kupię. Zawsze to lepiej cokolwiek robić po przeczytaniu książki, jest to bardziej wiarygodne.

                                      Myślę jednak, że te wpisy w KG zrobiły swoje i choć są usuwane to pani MM je czytała albo Emilia i na pewno jakoś one w nich pracują.

                                      Szczere jest to poczucie zawodu u czytelników i na pewno dociera do umysłu pani MM. Problem jednak w tym jaki ten umysł jest i czy pani MM nie jest na coś chora, mówię to bez złośliwości. Po prostu jest to do niej niepodobne pisać aż takie rzeczy jak ta scena przemocy, tudzież scena z frytką wyjętą z nosa i zjedzoną, Januszem jak klops itp. :( Coś mogło się naprawdę stać.
                                      • croyance Re: Anatomia 04.10.12, 12:09
                                        Powinien ukazac sie artykul w Wysokich Obcasach, jakas drukowana recenzja, bo chyba tylko takie MM ceni i czyta.

                                        Ktos zna Kinge Dunin? Powaznie pisze.
                                        • croyance Re: Anatomia 04.10.12, 12:10
                                          Moglby byc to jakis artykul niekoniecznie caly poswiecony MM, ale np. przyzwoleniu na przemoc i tak przy okazji dac MM jako nowe wzorce etc.
                                      • anutek115 Re: Anatomia 04.10.12, 12:15
                                        ginestra napisała:

                                        u nie chodzi o to, że ta scena przemocy występuje, bo w książkach
                                        > występują różne sceny, tylko o całokształt i o wpływ autorytetu MM na młodzież.
                                        > Pewnie ciężko to ocenić jak dalece postawy opisane w McDusi oddziałują realnie
                                        > na młodzież.

                                        Pewnie trudno, ale popatrz tu:

                                        "I pozdrowienia dla Józinka - ciekawi mnie bardzo co u niego (na chwilę obecną widziałam tylko jego pierwszą podobiznę - jak zwykle był rewelacyjny!)."

                                        "A Józinek! Józinek! Józinek!
                                        Ach, Pani Małgorzato! "

                                        "Nowa książka jest mądra, odważna i wzruszająca. A przy tym bardzo wesoła, optymistyczna i podnosząca na duchu."

                                        - to to, co z KG nie wyleciało :(.
                                        • emae Re: Anatomia 04.10.12, 12:18
                                          anutek115 napisała:
                                          >
                                          > "A Józinek! Józinek! Józinek!
                                          > Ach, Pani Małgorzato! "
                                          >

                                          Hm, cóż chcesz, wielce niejednoznaczna wypowiedź :)
                                      • conefkaconbrio Re: Anatomia 04.10.12, 12:25
                                        Ja też nie mogę się oprzeć wrażeniu, że z Panią MM coś się dzieje. Też podejrzewam chorobę. Emilii mi po prostu żal w tej sytuacji.
                                        Mimo całego współczucia, zrobić coś trzeba bo dalej istnieją nastolatki pod urokiem MM.

                                        Kiedy ja przyniosłam do domu "T i R" , jeszcze po urokiem OCh kochana MM coś nowego napisała, to moja mama od razu stwierdziła, że Gabriela nie zachowuje się normalnie, a cala rodzina ma cechy patologiczne.

                                        Martwie się jednak o licealistki, które nie mają bliskiego kontaktu z rodzicami, a ta scena przemocy to sprawa większego kalibru niż sprawa porzuconej i skrzywdzonej Gabrieli.
                                          • ginestra Re: Anatomia 04.10.12, 13:07
                                            Mnie też wydaje się, że autorytet pani MM jest wciąż duży i wiele jest czytelniczek, które bezkrytycznie wierzą, że skoro napisała, że Józinek to dzielny, mądry i wrażliwy chłopak, to tak jest.

                                            Ja też martwię się o te młode czytelniczki, które nie mają dobrego kontaktu z rodzicami albo zwyczajnie nie przyjdzie im do głowy opowiadać rodzicom co tam wyczytały w jakże bezpiecznej, ciepłej i wartościowej książce, jaką tradycyjnie jest każda kolejna pozycja jeżycjady. Rodzice mogą nie domyślać się wpływu takiej książki na odbiór świata i relacji damsko-męskich u dziecka, bo nie podejrzewają, że McDusia w jakikolwiek sposób różni się od poprzednich książek. Ta sama autorka, to samo wydawnictwo czuwające nad tym, żeby wydawać tylko wartościowe książki dla dzieci i młodzieży...

                                            Wiadomo też, że jeżycjadę chwalą nawet księża i piszą o niej na blogach, a nawet zadają do przeczytania te książki jako pokutę, o czym mówiła MM w wywiadzie. A więc, jeżycjada ma bardzo dobrą renomę.

                                            Myślę, że artykuł w prasie ostrzegający przed McDusią to dobry pomysł - trochę otworzy oczy tym rodzicom, zainteresują się itp.

                                            Jednakże ważniejsze jest chyba, żeby książka jako taka (z tymi treściami) nie docierała do tych młodych osób. A tu już jest trudniejsza sprawa i nie widzę innej opcji niż wycofanie (ewentualnie zmienienie paru stron przez panią MM i podmiana kartek, a potem nowa sprzedaż całej partii książek; a to co się sprzedało, to trudno, poszło w świat). Prawdopodobnie jednak jest to mało wykonalne (to wycofanie, podmiana itp.).

                                            Jeżeli chodzi o opcję, że pani MM coś się stało, to uważam ją za możliwą. Pamiętam z dzieciństwa taki przypadek. Należałam do parafii, w której był bardzo szanowany proboszcz o niekwestionowanym autorytecie. Był do tego ciepłym i inteligentnym człowiekiem, dobrym organizatorem, budował kościół w trudnych czasach komunizmu itp. Jego zalety dostrzeżono też na górze, więc został dziekanem i kanonikiem, w dalszym ciągu będąc proboszczem. A więc rozwijała się jego kariera, w pełni zasłużona i odpowiadająca jego przymiotom. W jakimś momencie coś z nim zaczęło się jednak dziać. Nie wiem jaka była przyczyna, ale ludzie byli zaniepokojeni tym, co mówił na kazaniach i jak się zachowywał. Na początku nie wiedzieli co robić i nie interweniowali, tylko mówili o tym między sobą. Ja pamiętam jego jedno kazanie, msza o północy w Sylwestra, kościół pełen ludzi i on na tym kazaniu bardzo się zaperzył, krzyczał, podnosił jakieś kwestie społeczne typu alkoholizm, pamiętam jak użył sformułowania "żona pierze mężowi jego zasrane gacie a on...". Byłam dzieckiem, ale to wszystko było mocno żenujące. Przypomniało mi się to teraz w kontekście MM, bo to było właśnie coś takiego. Najpierw wszyscy zauważali, że coś jest nie tak, ale jakoś tolerowali te dziwne teksty, bo działała moc autorytetu. Potem jednak, w przypadku proboszcza, chyba jednak ktoś zaczął sprawę eskalować, bo został nagle przeniesiony z parafii nie wiadomo gdzie. Myślę, że po prostu coś mu się stało ze zdrowiem psychicznym. Ludzka rzecz, choroba nie wybiera.

                                            Natomiast chcę powiedzieć, że jest taki okres przejściowy zanim stanie się jasne, że ten ktoś, tak bardzo szanowany, inteligentny itp. jest zwyczajnie chory i w tym okresie przejściowym ludzie nadal mają do niego zaufanie i starają się jakoś to swoje zażenowanie jego zachowaniem tłumić, usprawiedliwiać, że może on tak specjalnie, wie co robi, że jest nadal ten sam itp.

                                            Czy tak się rzeczy mają z panią MM - nie wiem, za mało mam danych, na pewno więcej może ocenić najbliższa rodzina, ale ta książka jest chyba obiektywnie jakoś niepokojąca. Widzę pewne podobieństwo do tych moich wspomnień z proboszczem.

                                            W opcji, że pani MM jest chora, to raczej wskazane byłyby działania takie stricte merytoryczne, bez emocji, czyli domaganie się właśnie oceny książki pod względem szkodliwości i ewentualne wycofanie nakładu. Artykuł w gazecie powinien nie być złośliwy, tylko obiektywny i spokojny i tak dalej. Jeśli ktoś z Was zna osoby pracujące w Akapicie, to taka spokojna rozmowa w cztery oczy i zasygnalizowanie problemu może jest dobrym pomysłem. Nie wiem.

                                            Nie chciałabym nakręcać tezy, że pani MM jest chora, bo nic o tym nie wiem i nie umiem ocenić. Natomiast taka możliwość istnieje, bo ta ostatnia książka jest obiektywnie inna od pozostałych i z czegoś to musi wynikać. Jeśli nie z choroby/ zmian w organizmie to z czego?

                                            To ja na razie nie będę pisać, bo dużo pracy, trzymajcie się.
                                            • kopiec_esmeralda Re: Anatomia 04.10.12, 13:14
                                              > Mnie też wydaje się, że autorytet pani MM jest wciąż duży i wiele jest czytelni
                                              > czek, które bezkrytycznie wierzą, że skoro napisała, że Józinek to dzielny, mąd
                                              > ry i wrażliwy chłopak, to tak jest.

                                              To jest możliwe i prawdopodobne, jeśli chodzi o wczesne nastolatki, niezbyt rozgarnięte i całkiem bezkrytyczne. Ale to czytuję i wpisują się w KG stare, jak ja, za przeproszeniem, baby, matki dzieciom, osoby wykształcone, nauczycielki, bibliotekarki. I to mi się w głowie nie mieści, jak osoba dorosła, oczytana mniej lub bardziej może łykać te prawdy objawione jak gęś frytki i jeszcze się z tego cieszyć.
                                          • meduza7 Re: Anatomia 04.10.12, 13:40
                                            Modrooczka, Twoje przypuszczenia są całkiem słuszne, rzeczywiście ta nerwowa atmosfera znikąd się pewnie nie wzięła, ale! Rozwodu nie będzie, bo rozwody SOM ZUE. Rozwieść to się mógł anonimowy tata Baltony, którego nawet nie poznaliśmy, albo Pyziak, któremu wstecz można było dorobić gębę gbura, chama i nieumiejącego kochać prostaka (i bardzo starannie zapomnieć tamtego fajnego chłopaka z KK i tego, który wracał z końca świata w OwR). Ale nie Marek, który od iluś tomów konsekwentnie przedstawiany jest jako sympatyczny facet, odpowiedzialny ojciec i ogólnie bohater pozytywny. Gdyby Pałysowie się rozwiedli, to jeszcze trzeba by było przyznać, że skoro Marek do tej pory był OK, to może część winy leży po stronie Idy? Albo Upiornej Rodzinki? Albo po prostu - dwojgu skądinąd sympatycznym ludziom nie wyszło razem i już. Ale nie, w świecie Jeżycjady rozwód może nastąpić wyłącznie z winy Złego Faceta, co to porzucił, bo nigdy nie umiał kochać (a potem stoczył się na samo dno).
                                            • modrooczka Re: Anatomia 04.10.12, 13:58
                                              Rozwody złe, ale separację to nawet Kościół zaleca w trudnych przypadkach. Zaraz się okaże, że Mareczek przyjął jednak propozycję kontraktu w pernambuko i po naszym wąsaczu ulubionym.
                                            • niewyt-rzymam Co się stało z Jeżycjadą? 06.10.12, 11:24
                                              Osobiście mnie ta scena z Józinkiem nie zniesmacza, przesadzacie troszkę Drodzy Forumowicze. Każdy ma prawo zmitygować kogoś za postępek zgoła nieprzyzwoity. A uważam że forma potrząśnięcia niewychowanym dziewczęciem i przysunięcie jej do siebie na długość ramienia łapiąc za kark i wypowiadając czczą pogróżkę pod tytułem 'bo cię walnę' nie jest niczym patologicznym. Każdy ma granice własnej wytrzymałości.
                                              Bardziej za to absorbuje mnie kwestia całej książki, mam do niej dużo zastrzeżeń i mieszane uczucia. Innymi słowy: wydałam niepotrzebnie 34 złote na coś, co zniszczyło mi niejako postrzeganie 'neojeżycjady' czyli części cyklu która zaczęła wychodzić od 2000 roku. Poza tym książka wygląda mi na autoplagiat. Przeczytałam ją w jeden wieczór i absolutnie nie mogłam wczuć się w działania któregokolwiek bohatera mcdusi a co dopiero w jego emocje. W innych przypadkach szło mi bez najmniejszych wątpliwości. Mam wrażenie że ta książka napisana jest 'po macoszemu' bez emocji i na odczepnego. Mnie wydała się obca. Jedyna osoba której losy śledziłam (no dobra, 2 osoby) z nieco większym zainteresowaniem to Ś.P. Profesor Dmuchawiec i pudełka oraz zwitki z książkami które po sobie zostawił oraz Józinek (bo jak wiadomo, młodość rządzi się swoimi prawami a poza tym; co nowe pokolenie, to nowe pokolenie). Z ciepłej, miłej rodziny Borejków pozostały osoby noszące takie same imiona co ci wcześniejsi, adorowani przez czytelników bohaterowie. Gabriela to już nie ta sama Gabrysia która była dziarska, optymistyczna i dzielna. Stała się zahukaną, wiecznie z nosem na kwintę kobietką. Laura, dzika i złośliwa stała się w mgnieniu oka spokorniałą histeryczką idącą na ugodę, z Tygrysa zostały jej tylko oczy. Natalia, eteryczna poetka i empatka stała się dość złośliwą nauczycielką która robi 'leniom z klasy maturalnej piekielne kartkówik' i lubi poezję. Opisy są zimne jak nigdy. I czasem mam wrażenie że autorka zastosowała dość liczne przytyki odnośnie swoich postaci. Może z Panią Małgosią coś się dzieję jak wspomniano na innym forum? Może rzeczywiście zachorowała... Nie mnie to oceniać bądź co bądź. Jeśli tak to z całego serca życzę Jej zdrowia i szczęścia. Ale tym samym wszem i wobec mówię, że moja przygoda z Jeżycjadą zakończy się na tomie 18. Zawsze będę 'starą jeżycjadę' wspominać z rozczuleniem i z lubością będę do niej powracać.
                                              • kopiec_esmeralda Re: Co się stało z Jeżycjadą? 06.10.12, 11:37
                                                "Postępek zgoła nieprzyzwoity"?
                                                Chyba nieprzyzwoity prawem szariatu. To, że dziewczyna cmoknęła chłopaka nie jest niczym bulwersującym. Natomiast reakcja młodego funkcjonariusza muttawy byłaby normalna może w Arabii Saudyjskiej, ale nie w państwie europejskim.