Współczuję Laurze.

22.10.12, 11:27
Poczułam, że współczuję Laurze. Laurze, która kiedyś była Tygrysem, a teraz stała się Sarenką. Laurze, której jak się okazuje, jednak ulegającej rodzinie. Dla mnie niestety jest to dowód na to, że Borejkowie, po tylu latach usilnych prób, w końcu złamali jej charakter.

Obserwujemy ten proces przez jej lata dorastania, kiedy Laura wie, że jest tym "niedobrym dzieckiem"; kiedy wszyscy dookoła obwiniają ją o rzeczy nawet od niej niezależne, np. wygląd po ojcu; kiedy krzywdzące są dla niej porównania do lepszej siostry, Róży. Nawet dziadek, który najbardziej chyba z tej rodziny ją kochał i jao jedyny ją akceptował (!), znajduje sobie nową ulubienicę - Łusię (jest to dla mnie autentycznie przykre!). W finale widzimy Laurę, płaczącą, że znów skrzywdziła matkę - jej życie jest postawione na głowie od początku, biedna Laura rodzi się z grzechem pierworodnym, który zmyć może tylko ukorzenie się u stóp rodziny, z dzielną Gabą na czele. No i w końcu robi to, grzebie Tygrysa, grzebie swe pyziacze pochodzenie, akceptuje swoje-nieswoje winy.
Lauro, moje łzy współczucia kapią, opłakuję Twoją stratę, stratę mojej ulubionej postaci jeżycjadowej... Co tam śmierć Dmuchawca, kiedy umiera Tygrys.
    • yvi1 Re: Współczuję Laurze. 22.10.12, 11:46
      No co ty,ona nie umiera.Ona sie jak feniks z popiolow wylania i bedzie teraz szczesliwa sarenka,mieszakajaca w cudownej chatce,z niebianskim mezem.
      Jej zycie bedzie uslane rozami,co rano wyjdzie ,zaspiewa a wszystkie ptaszki,kroliczki i sarenki zleca sie by jej posluchac.
      Nie bedzie miala KA,ale za to ptaszki jej groszek i kasze przebiora.
      Beda zyli dlugo i szczesliwie w tej magicznej chalupce,beda plodzic dzieci i Babcia Gabunia bedzie przyjezdzac z rodznina w odwiedziny,a Laura jej kupi wspaniale elektryczne loze.....
    • klawiatura_zablokowana Re: Współczuję Laurze. 22.10.12, 16:53
      Ja ostatecznie przestałam lubić Laurę, kiedy nie przyjęła prezentu od ojca, wydarła się na niego, a na koniec rzuciła "Wybaczyłam ci!". Ciekawe, jak ona rozumie przebaczenie?
      • laura_zwana_tygrysem Re: Współczuję Laurze. 22.10.12, 23:27
        Dla mnie Laura od Języka Trolli już nie istnieje. Ta pretensjonalna, pozbawiona gustu i poczucia humoru osoba nie jest tym wytwornym, ujmującym, zmysłowym Tygrysem o wyobraźni godnej braci Grimm. :C Najbardziej ucierpiały jej narracje - wcześniej jej opisy otoczenia w przedziwny sposób łączyły ze sobą baśniowość, magię i jednocześnie dokładność, pragmatyzm i prostotę, co mi dawało poczucie bezpieczeństwa nawet kiedy budziła się w środku nocy w nieznanym miejscu, śledziła ją zjawa, jechała na koniu uprowadzona przez czarnoksiężnika...
        • kopiec_esmeralda Re: Współczuję Laurze. 23.10.12, 08:04
          Ta pretensjonalna, pozbawiona gustu i poczucia humoru osoba

          Ja też się dziwiłam, co się stało z dobrym gustem Laury (i Idy - jej zachowanie wobec Magdy jest poza tym, ze niegrzeczne i prostackie, po prostu niegustowne) - wygląda jak Barbie, wypowiada się jak przedwojenna służąca, która naczytała się Mniszkówny. Ciekawe, czy to miłość wpływa u naszej ulubionej autorki degradująco na osobowość dziewczęcia, czy z wiekiem się wg niej w ten sposób tetryczeje.
          • laura_zwana_tygrysem Re: Współczuję Laurze. 23.10.12, 16:59
            Jak to wygląda jak "Barbie"? :D Nie czytałam jeszcze McDusi, czyżby mnie ominęło coś zwiazanego z wyglądem Tygrysa? :P
            • ananke666 Re: Współczuję Laurze. 23.10.12, 17:14
              Tak.

              Zsunęła z głowy kaptur i obróciła się, by wszyscy mogli ją podziwiać; włosy, zwinięte precyzyjnie w liczne fale i spirale piętrzyły się wokół jej grubo uszminkowanej twarzy niczym rokokowa peruka. Oblubienica wyglądała obecnie jak bardzo dojrzała primadonna obsadzona w roli Madame Pompadour.
              - No, co wy na to? Arleta Kopiec dała z siebie wszystko.
              • pi.asia Re: Współczuję Laurze. 23.10.12, 18:50
                A wcześniej, w JT miała gust nieco inny:

                Ostrzygła swoje bujne ciemne loki i ufarbowała resztki włosów na kolor zielony. Usta pomalowała na fioletowo. Z twarzą całą w białym pudrze wyglądała mizernie i łyso

                Z wampira przeistoczyła się w rokokową kurtyzanę. No ludzie, aż takie skrajności?
                Jakoś trudno mi uwierzyć, że Laura, która dobrze wiedziała, że ciemne, jedwabiste loki do pasa są jednym z jej atutów, najpierw te loki obcina i farbuje, a jakiś czas potem robi z nich rokoko-koko-laura-spoko z tapirem i grubą warstwą lakieru.
                • dagg Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 12:58
                  to było po to, by pokazać jak idealnym mężem będzie Adam, który ją umył, uczesał, zrobił wianek z naręcza róż i drutu (thx Józef) i to wszystko na 2h przed ślubem!
                • seidhee Re: Współczuję Laurze. 26.10.12, 14:06
                  Długie włosy Laury pojawiają się dopiero w Sprężynie. W Języku Trolli i Polewce miała krótkie. I wcale mnie nie dziwi zielona szczecina u nastolatki ;) za to lakierowany kok ślubny już dziwi mnie bardzo.
                  • slotna Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 15:35
                    Wczesniej przez caly czas miala dlugie. Obciela dopiero w ramach buntu.
              • ciotka_scholastyka Ależ!... 26.10.12, 09:57
                Przecież to jest opis nieudanego ślubnego wyglądu Laury!... fakt, że niegustowny, ale tak ja zrobiła (nieumiejętnie oczywiście, jakżeby inaczej?) Kopiec Arleta. Na co dzien Laura tak NIE wygląda.
                • kopiec_esmeralda Re: Ależ!... 26.10.12, 10:03
                  Ale chciała tak wyglądać na swój ślub, ryczała, bo się nie udało.
                  • ciotka_scholastyka Re: Ależ!... 26.10.12, 10:08
                    Nie, nie wiemy, jak chciała wyglądać, wiemy, co z jej chcenia zrobiły nieumiejętne ręce K. A. Jestem sobie absolutnie w stanie wyobrazić, jak dziewczyna wymyśla sobie romantyczną fryzurę i makijaż, a niechby nawet rokokowe, i jak dobra wizażystka, stylistka robią z tego absolutne cudo, które oczy rwie. Uznanie, że Laura chciała wyglądać jak przechodzona Madame Pompadour, jest krzywdzącą nadinterpretacją. Potem to już robiła dobrą minę do złej gry. Natomiast idiotyzmem jest jak najbardziej bezmyślna zgoda na oddanie się w ręce Kopcowej, jak gdyby w Poznaniu tylko ona jedna zajmowała się makijażem i fryzurami.
                    • kopiec_esmeralda Re: Ależ!... 26.10.12, 10:35
                      Ciotko, raczej wiemy, bo suknię sama projektowała, a fryzura tez chyba była z Kopiec Fryzjerką uzgodniona? Może nie wyszła dokładnie jak L. sobie wyobraziła, ale w ogólnym zarysie pewnie tak, więc skoro były loki, to miały być. Zresztą widziały gały, co brały, po wejściu do tzw. salonu od razu widać, jaki jest styl, poziom fryzjera. No i od czego rankingi fryzjerów w internecie.
                      • kopiec_esmeralda Re: Ależ!... 26.10.12, 10:35
                        A i jeszcze welon z plastikowymi kwiatkami, on tez nie spadł z nieba :)
                      • klawiatura_zablokowana Re: Ależ!... 26.10.12, 14:28
                        A wszystko rozwiązałaby fryzura próbna, ale po co takie zbytki cudownie zorganizowanej bohaterce :)))
                    • bupu Re: Ależ!... 26.10.12, 15:45
                      ciotka_scholastyka napisała:

                      > Nie, nie wiemy, jak chciała wyglądać, wiemy, co z jej chcenia zrobiły nieumieję
                      > tne ręce K. A. Jestem sobie absolutnie w stanie wyobrazić, jak dziewczyna wymyś
                      > la sobie romantyczną fryzurę i makijaż, a niechby nawet rokokowe, i jak dobra w
                      > izażystka, stylistka robią z tego absolutne cudo, które oczy rwie. Uznanie, że
                      > Laura chciała wyglądać jak przechodzona Madame Pompadour, jest krzywdząc
                      > ą nadinterpretacją.

                      Otóż nie jest. Laura przecież prezentuje rodzinie dzieło Kopcowizażu z wyraźną dumą. że zacytuję:

                      "Na tę właśnie scenę trafiła, powiewając swą czarną, romantyczną peleryną, umalowana kunsztownie Laura, która właśnie powróciła od fryzjerki. Wkroczyła szumnie, wystudiowanym krokiem modelki, ze słowami:
                      - To dziwne, ale jednak chyba mam tremę!
                      Zsunęła z głowy kaptur i obróciła się, by wszyscy mogli ją podziwiać; włosy, zwinięte precyzyjnie w liczne fale i spirale piętrzyły się wokół jej grubo uszminkowanej twarzy niczym rokokowa peruka. Oblubienica wyglądała obecnie jak bardzo dojrzała primadonna obsadzona w roli Madame Pompadour.
                      - No, co wy na to? Arleta Kopiec dała z siebie wszystko."

                      Ktoś, kto jest świadom, że na głowie ma lakierowany, kiczowaty pagaj, a na twarzy mazepę, nie robi wielkiego entree krokiem modelki, i nie włazi wszystkim w oczy, domagając się podziwiania. To jest zachowanie osoby dumnej ze swego wyglądu.
                      • ciotka_scholastyka Re: Ależ!... 26.10.12, 21:42
                        > Ktoś, kto jest świadom, że na głowie ma lakierowany, kiczowaty pagaj, a na twar
                        > zy mazepę, nie robi wielkiego entree krokiem modelki, i nie włazi wszystkim w o
                        > czy, domagając się podziwiania. To jest zachowanie osoby dumnej ze swego
                        > wyglądu.

                        Po namyśle z bólem przyznaję Wam rację.

                        Jedyne co mnie pociesza, to wizerunki Laury (np wigilijny, z Adamem, Magdą, Ignacym G i Gwiazdorem z tyłu) - tam nadal jest piękna uśmiechnięta dziewczyna o długich ciemnych lokach.

                        Musierowicz zachowała się a) podle, opisując dumną Pompalaurę w dzień ślubu, b), niekonsekwentnie, skoro nadal rysuje ją jako piękną dziewczynę. Oczami wyobraźni widzę Laurę zapierającą się o futrynę i wrzeszczącą: nie, nie pójdę do Kopiec Arlety, nie zgadzam się, żeby Autorka zrobiła ze mnie coś takiego!!! Coś jak Truman Show :))))))))
                        • totorotot Re: Ależ!... 27.10.12, 08:54
                          A słuchajcie, może to jest tak, że Laura jest jaka jest. Poznała Naszpana dość mocno związanego emocjonalnie z ojcem i matką i w relacji gładkiej, nie rosochatej. Ona więc uważając, że będzie go godna będąc sarenka bez skazy, stara się wypełnić swe serduszko i czyny jedynie uczuciami i rekwizytami przynależnymi takim właśnie słodkim istotom jak jej siostra Róża na przykład.
                          Więc takie słodkie istoty w jej opinii:
                          Spowiadają się
                          Zapraszają na ślub ojca
                          Zakładają na ślub bezę
                          Włosy w koafiury
                          Na twarz-pompadury

                          I gdy wkracza do tej kuchni to wypowiada słowa ,no i jak?', w istocie pytając, czy jest już swoją siostrą inaf, by ją chociaż trochę polubili, by jej więzy rodzinnedorownaly adamowym.


                          Życie uczy jednak, że taki kostium uwiera i albo Laura strzasnie lukier, albo stanie się naprawdę agresywna, tyle że pasywnie.
                        • totorotot Re: Ależ!... 27.10.12, 09:05

                    • dakota77 Re: Ależ!... 26.10.12, 20:02
                      No nie wiem, przeciez kiedy Laura przyszla do domu wymalowana i uczesana do slubu, kazala sie wszystkim podziwiac.
    • wushum Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 13:37
      Jako, że o Laurze, jedynej ostoi, która runęła, a chwiała się od dawien dawna - to się odezwę.
      Owszem, zawsze była obarczona winą - powinni mówić do niej Janusz w domu, chociaż wobec Janusza wszyscy są milsi niż dla Laury w Borejczym gnieździe.
      MM chyba Laura wymknęła się spod kontroli. Miała być zua, nielubiana, krzywdząca buntowniczym pożeraniem kisielu swą niczym nie skalaną maćGabę. Problem, że wiele osób, zamiast wielbić dzielność i ociosaną jak kloc Gabę, przeszła w lubienie Tygrysa. Od kilku części widzimy jak autorka próbuje zarżnąć osobowość Laury.
      Nagła histeryczność, nie znana Tygrysowi, parcie na małżeństwo, zielone włosy itp żałosne zachowania... była szansa, że Laura się podniesie w Sprężynie, chociaż wiszące nad nią widmo Pyziaczej klątwy wciąż się ciągnęło i zasmucała swą poczciwą matczynę nawet spojrzeniem /te łocy/. Ale MM znalazła sposób. Jak i na większość bohaterów, którzy kiedyś mieli osobowość. Małżeństwo. Powstał więc Adam - sklonowana kopia jej matki, właściwie gdyby postawić Gabę i Naszpana razem obok siebie, trudno by ich rozróżnić - chyba tylko po tym, że Gaba nosi stare sprane ciuchy po rodzinie. Skopiowana Gaba w postaci Adama omotała biednego Tygrysa i zrobiła z niej bezradną sarenkę. Zauważmy, że kiedy zjawia się niedoszły Miskiewicz Laura natychmiast doznaje bezwładu umysłowego i fizycznego. Daje się urabiać jak plastelina. Zachowuje się jak rozhisteryzowana i niesamodzielna jednostka w wieku lat 3. Owszem, jest to załatwienie Tygrysa najokrutniejszą bronią, bo kopią jej własnej matki, zrobienie z niej nijakiej bezwładnej istotki /echa zbolałego kurczątka, jak widzę zyskały na sile/. Już widzę, jak siedzą sobie oboje w tym gniazdku miłości, ona spodziewa się dziecięcia, siedzi na jego kolanach w maleńkiej kuchence, przy stole, żywią się miłością i jagodami, oraz sianem z paśnika, a on obciera jej podbródek chusteczką. To nic, że brak temu realizmu. Tygrys został ubity i przeistoczył się w nijaką, bezbronną sarenkę, co to 2 kroków sama nie potrafi zrobić, oraz popiskuje tonem zbolałego kurczątka, który to - jak opisywała autorka, jak wiadomo, działa na mężczyzn.
      To chyba niezamierzone przez autorkę, ale oceniając rozwój postaci, czytające nieświadome dziewoje zdecydowanie będą unikać możliwości wyjścia za mąż, bo grozi to utratą charakteru i siebie /o ambicjach, poza urodzeniem 5 dzieci, nie wspomnę/ :)
      Tygrys [*]
      • klawiatura_zablokowana Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 19:41
        > To chyba niezamierzone przez autorkę, ale oceniając rozwój postaci, czytające n
        > ieświadome dziewoje zdecydowanie będą unikać możliwości wyjścia za mąż, bo groz
        > i to utratą charakteru i siebie /o ambicjach, poza urodzeniem 5 dzieci, nie wsp
        > omnę/ :)

        O kurhan, ty masz rację. A potem się dziwić, że pokutuje stereotyp, jak to trzeba się zrealizować życiowo przed wyjściem za mąż, bo od ślubu to już ani własnego zdania, ani własnych planów, koniec z pracą, koniec z podróżami i generalnie mąż będzie cię ograniczał na każdym polu i nic ci już nie będzie wolno.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 20:20
          klawiatura_zablokowana napisała:

          > A potem się dziwić, że pokutuje stereotyp, jak to trze
          > ba się zrealizować życiowo przed wyjściem za mąż, bo od ślubu to już ani własne
          > go zdania, ani własnych planów, koniec z pracą, koniec z podróżami i generalnie
          > mąż będzie cię ograniczał na każdym polu i nic ci już nie będzie wolno.

          A pokutuje? Mnie się bardziej kojarzy, że taki stereotyp małżeńskich kajdan pokutuje wśród mężczyzn.
          • klawiatura_zablokowana Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 20:39
            > A pokutuje? Mnie się bardziej kojarzy, że taki stereotyp małżeńskich kajdan pok
            > utuje wśród mężczyzn.

            W dzisiejszych wyzwolonych czasach kobiety też się boją, że je będzie małżeństwo ograniczało. Zaznaczam, że nie chodzi o okoliczności typu dzieci, kredyty i remonty, tylko o samo wzięcie ślubu. Nie pytaj, o co w tym chodzi, bo też nie kumam.
            • guineapigs Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 19:48
              jest w filmie Kogiel-Mogiel taka scena, kiedy Kasia 'zgadza sie' na slub z Kolasa (tzn. zostaje zmuszona, ale i tak juz knuje, ze zwieje). I wtedy jej matka (Laniewska) zaczyna 'tradycyjny' lament: o corciu, corciu, juz ty ... itd. Na atak meza, ze co to za lament, odpowiada po prostu: toz to mus rozpaczac za panienistwem czy cos w tym stylu.
              Na weselach nadal sa tzw. oczepiny czy jak to tam sie nazywa, oczywiscie w formie symbolicznej (bo zadna panna mloda nie da sobie dzis obciac wlosow zrobionych u fryzjera za 500 zlotych albo i wiecej) ale jednak zwyczaj - symbol jest. Oczywiscie moze to byc tylko pretekst do zabawy czy otwarcia nowej butelki, ale jest i to swiadczy, ze jakos tam w polskiej tradycji funkcjonuje. Tu raczej prosze o pomoc kolezanki socjolozki, antropolozki i etnografki, one z pewnoscia potrafia to jakos logicznie wyjasnic skad u zarania 21 wieku zwyczaj weselny z Chlopow Reymonta, ale tak jest.
              Moze wiec jest jakas bariera, trudna do opisania, ktora rozdziela stan panienski od stanu zameznego? I jakis zal za tym stanem panieniskim? Ze niezrozumiala - owszem, zwazywszy ze drzewiej ten stan byl zmieniany, jak panna byla dzieckiem ewntualnie nastolatka, dzis zazwyczaj jest to juz kobieta po studiach albo w trakcie, albo kobieta pracujaca, odnoszaca sukcesy zawodowe, i przede wszystkim dawno wyrosnieta z czasow beztroskiego dziecinstwa. Juz sama placi rachunki, juz sama prowadzi auto ktore sama wybrala, juz w d..ie ma, co Kowalska zza plotu powie o jej spodnicy czy torebce.
              A jednak oczepiny nadal funkcjonuja, wiec moze to sie jakos chcac nie chcac przeklada na postrzeganie malzenstwa jako 'konca czegos', nawet jak panienka ma 30 lat, dyplom z nauk spolecznych i otwarty przewod doktorski o zwyczajach ludowych z Kujaw w dwudziestoleciu miedzywojennym?
              • dakota77 Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 20:18
                Ja ani socjolozka, ani antropolozka czy etnografka, wiec to nie fachowa opinia, a moje zdanie;-) Moim zdaniem przy oczepinach nie ma najmniejszego znaczenia, czy to jakas cezura, symboliczne przejscie ze stanu panienskiego w drugi. Chodzi raczej o to, ze "wszyscy tak robia". Co bedzie, jak na moim weselu nie bedzie durnych zabaw i rzucania welonem/podwiazka. Co powiedza rodzice, ciocia Zosia i sasiedzi? Jak zabawimy gosci? U kuzynki Hani byl DJ i zabawy w rozpoznawanie meza po golych kolanach...
                To chyba naprawde zalezy od srodowiska, ja na weselach bywam rzadko, ale te, na ktorych bywam, jakis wokoloczepinowych cyrkow nie ma na szczescie.
                • guineapigs Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 20:52
                  Ja na weselach tez bywam rzadko, ostatnio jakies 10 lat temu, ale mam przyjemnosc ogladac na video i te oczepiny sa - i to niezaleznie od srodowiska.
                  Moze faktycznie tak jest, ze pewne zabawy weselne na weselach byc musza - bo po prostu fajniej jest potanczyc pod oczepiny czy zgadywanie kolan pana mlodego niz tak bez okazji. W koncu na imprezach tez pije sie 'za cos' a nie tak bez niczego. Jakis pretekst czy 'rozruszacz' gosci byc musi, to chyba element kazdej zabawy, nie tylko wesela.
                  Ale mnie chodzi raczej o jakis utrwalony wzor, ze slub to nie takie nic, bo slub to jakies przejscie. Jakby slub nic nie znaczyl, to by nie budzil takich emocji (nie mowie tu o sukni, kwiatach, jedzeniu i piciu, ale o generalnie samym fakcie oswiadczyn i przyjmowania ich). Skoro budzi emocje inne niz strach finansowy - to cos jest na rzeczy. Po slubie juz nie bedzie tak, jak przed slubem.
                  Byla tu zreszta dyskusja o zwyczajach i przysiegach slubnych - i ze w niektorych zwyczajach (kosciolach) jest mowa o posluszenstwie itp. Albo nie ma - nie pamietam, ale kwestia posluszenstwa mezowi byla poruszana.
                  Trudny temat, chyba polegne. W kazdym razie ja, pelna obaw z natury, slubu brac nie chce bo sie boje i juz. Za ciezkie wiezy. Czy to koscielne, czy to cywilne. Ale to nie znaczy, ze nie kocham.
                  • totorotot Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 22:10
                    A co mnie tam obchodzi, co kto ma na weselu. Jak mu się teściowie dokładają, to pewnie i swoich gości doprosić mogą, i o zabawach decydują. Ja place sama za siebie i tylko pieniądze jestem sobie winna.

                    Zresztą co i rusz na forach jakaś panna młoda oświadcza, że takich zabaw nie będzie na jej weselu. Nie słyszałam o żadnej doktorantce, która dałaby się wmanewrować w np. przeciąganie jajka przez spodnie męża.
                    • guineapigs Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 23:20
                      Pytanie: wesele jest dla gosci czy dla panny mlodej?
                      Jak dla panny, to niech zaprasza takich, ktorzy odpowiadaja jej profilowi spolecznemu i gustowi muzycznemu, a jak dla gosci (cioc, wujkow, pociotkow, kolegow ze studiow) to zabawa powinna byc tak zaplanowana, by wszyscy sie dobrze bawili.
                      Udzial w roznych zabawach z kolanami pana mlodego, rzucaniem wiazanki czy tego przeciagania jajka przez nogawke (o raju) nie jest obowiazkowy.
                      A po tym wszystkim moze byc wiazanka przebojow Kory i Dezertera dla kumpli ze studiow. Wesele trwa kilka godzin, jest czas dopiescic kazdego.
                      • klawiatura_zablokowana Re: Współczuję Laurze. 28.10.12, 07:46
                        > Udzial w roznych zabawach z kolanami pana mlodego, rzucaniem wiazanki czy tego
                        > przeciagania jajka przez nogawke (o raju) nie jest obowiazkowy.

                        To raz, a dwa - da się zrobić oczepiny bez zabaw wulgarnych i naruszania intymności, wsadzania rąk w majty i głów pod spódnice. Ja wiem, że to może być dla niektórych szokujące, ale dylemat "leleganckie wesele bez oczepin kontra prostacka zabawa ze świńskimi oczepinami" jest fałszywy. Większość wesel jest właśnie gdzieś pośrodku ww. skali, mniej lub bardziej "wyluzowane" w zależności też od pary młodej. I ich gości. Bo czasem para młoda zaklina się, że zabaw nie będzie, a goście sami coś zaimprowizują. No nie powiecie mi chyba, że jak wam np. goście wezmą od orkiestry gitary i zagrają specjalnie dla was piosenkę-niespodziankę, każąc do niej tańczyć, to się odwrócicie z fochem i odmówicie brania udziału, bo to jakaś tam (fuj) zabawa weselna :D
                        • klymenystra Re: Współczuję Laurze. 28.10.12, 14:32
                          W ciagu ostatnich 3 lat bylam na wielu weselach - zarowno jako gosc, jak i jako tancerka. Wesela byly rozne - wielkomiejskie i wiejskie, z roznymi ludzmi, w roznych miejsach itp. Nie zauwazylam jednak nigidzie klimatu znanego mi z dziecinstwa - czyli flaki na stole, pijany wujek spiacy pod stolem, swiniskie i zenujace zabawy. Gry o zabarwieniu erotycznym bywaly, ale tylko dla par. I jak dawniej nie cierpialam wesel, to teraz chodze z przyjemnoscia, bo standardowe zabawy oraz tance moga byc naprawde przyjemne.
                  • turzyca Re: Współczuję Laurze. 01.11.12, 13:24
                    guineapigs napisała:

                    > Ja na weselach tez bywam rzadko, ostatnio jakies 10 lat temu, ale mam przyjemno
                    > sc ogladac na video i te oczepiny sa - i to niezaleznie od srodowiska.

                    Bylam na weselu bez oczepin. I w ogole bez konkursow. Dretwe nie bylo glownie dlatego, ze zespol gosci byl dwiema zgranymi grupami, ktore pewnie bawilyby sie szampansko w kazdych warunkach, ale wesela z dobrym wodzirejem sa zdecydowanie fajniejsze, szczegolnie jak rodziny sa z tych malo wyrywnych. Tylko malo jest dobrych wodzirejow.

                    > Moze faktycznie tak jest, ze pewne zabawy weselne na weselach byc musza - bo po
                    > prostu fajniej jest potanczyc pod oczepiny czy zgadywanie kolan pana mlodego n
                    > iz tak bez okazji. W koncu na imprezach tez pije sie 'za cos' a nie tak bez nic
                    > zego. Jakis pretekst czy 'rozruszacz' gosci byc musi, to chyba element kazdej z
                    > abawy, nie tylko wesela.

                    Ale ja nie do konca lapie, co wiaze oczepiny z faktem przejscia. Chodze na wesela polskie i niemieckie, na niemieckich oczepin nie ma, ale sa konkursy (ostatnio musielismy zaprosic panstwa mlodych na kolacje, bo taka nagrode w konkursie moj chlop wygral), zabawy, bardzo popularne jest robienie niespodzianek dla panstwa mlodych (wyglupna prezentacja ppt, zaspiewanie piosenki z przerobionym tekstem, jakies scenki teatralne). W Polsce rzadko trafiaja sie takie wlasnie wystepy poszczegolnych gosci, za to mamy oczepiny. Ja je akurat lubie, na sprosne zabawy od lat nie trafilam, oczepiny zazwyczaj sa fajnym zestawem urozmaicen, a czasami bywaja bardzo, bardzo wzruszajace.


                    > Ale mnie chodzi raczej o jakis utrwalony wzor, ze slub to nie takie nic, bo slu
                    > b to jakies przejscie. Jakby slub nic nie znaczyl, to by nie budzil takich emoc
                    > ji (nie mowie tu o sukni, kwiatach, jedzeniu i piciu, ale o generalnie samym fa
                    > kcie oswiadczyn i przyjmowania ich). Skoro budzi emocje inne niz strach finanso
                    > wy - to cos jest na rzeczy. Po slubie juz nie bedzie tak, jak przed slubem

                    Bo faktycznie mnostwo rzeczy nie jest - przede wszystkim nagle ma sie dwa razy tyle rodziny, na trwale jest sie zwiazanym z innymi ludzmi. Oczywiscie ze slub nadal jest rytualem przejscia.
                    Ale jednak w obecnych czasach ta zmiana nie jest az tak radykalna - np. bardzo czesto koncem kawalerskiego zycia nie jest slub, ale rozpoczecie stalej pracy czy wspolne zamieszkanie.
                    No i jednak biorac slub, podejmujemy decyzje wazace na calym naszym zyciu, nieporownywalne z jakakolwiek inna. Wazniejsze podejmujemy chyba tylko w okolicznosciach potwornie dramatycznych, gdy w rozmowie z lekarzem musimy decydowac o zyciu i zdrowiu naszych bliskich.
                    Emocje przypisywalabym jednak nie tylko tym zmianom, ale tez po prostu organizacji wielkiej imprezy z czescia oficjalna, bo dla wiekszosci osob to jest niesamowite wyzwanie, niespotykane na co dzien. Nie bagatelizowalabym stresu zwiazanego ze sprawami przyziemnymi. Ostatnio organizowalam impreze rodzinna na 14 osob, my jestesmy jako rodzina ogolnie bez nadecia, wiec w razie wtopy dramatu by nie bylo, ale organizacja zajela nam sporo czasu i prowadzilysmy gorace dyskusje, jak ustawic stoly, na jaka zupe sie zdecydowac, skad wziac dodatkowe bulionowki, sztucce, itd itp. Meczace, choc warto bylo. I szczerze mowiac mam zamiar organizowac huczne wesela, chrzciny, komunie, konfirmacje i inne. Zawsze to przyjemniej zobaczyc rodzine przy takiej okazji niz na stypie.
          • guineapigs Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 20:43
            Pokutuje jedynie w formie zartu.
            Oczywiscie co innego uchlewanie sie co dzien jak za czasow kawalerskich, a co innego rozwijanie pasji czy umiejetnosci.
            Ja siedze ze tak powiem w srodowisku konserwatywnym, kiedy to slub dla mezczyzny oznacza po prostu rezygnacje z hulaszczego trybu zycia, ale z pewnoscie nie z pracy, z hobby, z ksztalcenia sie. Absolutnie nie znam ani jednego przypadku, zeby zona podnosila larum na fakt, ze maz chce pojsc na ryby/na grzyby/na kurs/chce zaprenumaerowac jakas gazete typu 'karabiny maszynowe na codzien' albo i gorsza.
            Zwaz, ze dopiero niedawno pojawilo sie cos takiego jak 'urlop tacierzynski' - ze i ojciec moze miec jakies dni dodatkowe bo dziecko chore czy wymaga jakiegos rodzaju uwagi. Zawsze to jednak matki mialy ze tak powiem 'niepisany obowiazek' zwalniania sie na akademie, na wizyty u lekarza, itp.
            Jedyne, w czym w swoim staroswieckim i niewyksztalconym srodowisku sie spotkalam to szlaban na picie codziennie i utrzymywanie kontaktow z - ze tak powiem - paniami o podejrzanym stylu prowadzenia sie. Wszystko inne - dozwolone, oczywiscie po oddaniu ustalonej czesci wyplaty i zrobieniu w domu tego, co do chlopa nalezy. I nie chodzi tu o seks, a o: zapchane rury, ze trzeba odmalowac kuchnie, ze samochod trzeba zreperowac, ze dach przecieka, ze uszczelka itp.
            Czy wiecie, ze tzw. moj ma siostre, ktora do kosciola chodzi moze raz na miesiac, a jej maz biega co tydzien? I to na msze poranna, co jest wg. mnie wrecz grzesznym umartwianiem sie na rowni z biczowaniem? No ale juz to opisala Samozwaniec: te niby bezbronne, staroswieckie niebozatka maja lepsze sposoby na chlopow niz nowoczesne kociaki.
            • slotna Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 15:34
              > Zwaz, ze dopiero niedawno pojawilo sie cos takiego jak 'urlop tacierzynski'

              OT - nie siedze w tym; czy ktos uswiadomiony moze mi powiedziec, czy to naprawde sie tak nazywa?
              • truscaveczka Re: Współczuję Laurze. 27.10.12, 16:13
                Formalnie nie, to zdaje się urlop ojcowski:
                praca.gazetaprawna.pl/artykuly/383402,na_jakich_zasadach_ojciec_dziecka_skorzysta_z_urlopu_ojcowskiego.html
      • guineapigs Re: Współczuję Laurze. 25.10.12, 19:47
        Ja McD jeszcze nie czytalam, wiec sie pytam: a jest tam co o - wlasnie - ambicjach Laury? Czy w zwiazku z malzenstwem ma zamiar porzucic spiew i kariere?
        Znajac realia jezycjadowe, boje sie, ze kwestia ta rozwinie sie w jednym z dwoch kierukow:
        1. albo Laura naprawde oleje /brzydko mowiac/ spiew i osiadzie w tej chatce na mur
        2. albo w nastepnym tomie bedzie juz spiewala opery najmarniej w Teatrze Wielkim w Warszawie i to arie Krolowej Nocy albo 'Lucje z Lammermooru' , ale nie wykluczam, ze pojawi sie Wieden, Mediolan, Moskwa itp.

        Ja bym chciala, by to jednak zostalo wyposrodkowane: Laura zalozy jakis kameralny zespol jazzowy gdzie bedzie oczywiscie wokalem. Zespol bedzie gral kameralne koncerty w klubach od Sanoka po Szczecin, a nawet dla Polonii brytyjskiej i amerykanskiej.

        Fajne by to bylo, co nie? Takie normalne i pasujace do Tygrysa.
      • la.spinka Re: Współczuję Laurze. 26.10.12, 23:00
        No wlasnie, MM rekami Borejkow zlamala Laurze kregoslup, ale chyba wyszlo jej to tak w wiekszosci niechcacy, chcac-niechcac zrobila z Tygrysa idiotke. Obiecujaco brzmi jednak zapowiedz z KG, ze Laura-Tygrys jeszcze podobno wroci. Ach, nadzieja matka glupich...

        [Sorry za brak ogonkow, pisze z zagranicznego kompa.]
    • emae Re: Współczuję Laurze. 26.10.12, 08:31
      Tygrysolub to Ty? Ktoś z Was? :)

      35123)
      Tygrysolub
      Lokalizacja:
      -
      Czwartek, 25. Października 2012 21:33
      Pani Małgorzato! Polubiłam Magdę i Agatę! Ale... żal mi bardzo kogoś, kto umarł. Nie, nie Dmuchawca. Żal mi Tygrysa, osoby trudnej, lecz ciekawej i niebanalnej, z mocnym charakterem i dobrym gustem, który zmienił się w bezwolną sarenkę-dziecinkę, marzącą o falbankach i lokowatej koafiurze, niezdolną składnie się wysławiać, histeryzującą w razie kłopotów - a kiedyś przecież było inaczej. Czym zawinił biedny Tygrys, że został złym czarem zamieniony w mdłą parzystokopytną przeżuwaczkę?
      Tygrysie, błysku w gąszczach mroku, wróć!


      Swoją drogą, muszę oddać honor MM, Księga Gości odzyskuje normalne oblicze. Kolejny krytyczny wpis, którego nie usunięto, a nawet został całkiem sympatycznie skomentowany.
      • kopiec_esmeralda Re: Współczuję Laurze. 26.10.12, 09:17
        Przyznaję się, chciałam sprawdzić reakcję na zarzucik, a przy okazji (może, może) uzyskać odpowiedź. Udało się! :) I przy okazji malutki hołdzik Barańczakowi, którego lubię i cenię mocno.
        Też uważam, ze KG wraca do normalności, poza zalewem mdlącego lukru w fatalnym stylu, ale akurat na to MM chyba nic nie może zaradzić, taki jest "Lud Księgi" (swoją drogą, co za obciachowa nazwa, ciekawe, kto to wymyślił).
        • emae Re: Współczuję Laurze. 26.10.12, 10:23
          kopiec_esmeralda napisał(a):

          > Przyznaję się, chciałam sprawdzić reakcję na zarzucik, a przy okazji (może, moż
          > e) uzyskać odpowiedź. Udało się! :) I przy okazji malutki hołdzik Barańczakowi,
          > którego lubię i cenię mocno.
          > Też uważam, ze KG wraca do normalności, poza zalewem mdlącego lukru w fatalnym
          > stylu, ale akurat na to MM chyba nic nie może zaradzić, taki jest "Lud Księgi"
          > (swoją drogą, co za obciachowa nazwa, ciekawe, kto to wymyślił).

          :)))
          Myślę, że ona sama to wymyśliła. A niech sobie słodzą, tak chcą, to tak mają. Ja też piszę na jednym takim forum, gdzie jest bardzo słodko, milutko i dziewczyńsko, to ma swój urok i zawsze potrafi poprawić humor :)
          • kopiec_esmeralda OT. 26.10.12, 10:31
            Czasem, jak jest za słodko, to mam ochotę wpuścić trochę pieprzu... Ale nie bardzo gryzącego ;)
            Szukam rzeczowego forum poświęconego robótkom drutowym (uczę się dziergać), nie wiecie o takim?
            • staua Re: OT. 26.10.12, 20:31
              www.ravelry.com

              tam sa fora, profile, wszystko w zasadzie.

              i forum gazetowe (robotki na drutach) jest calkiem OK, jesli chcesz zadawac pytania (warto sprawdzic archiwum).
              • slotna Re: OT. 27.10.12, 15:37
                > tam sa fora, profile, wszystko w zasadzie.

                I tysiace darmowych wzorow.
                • kopiec_esmeralda Re: OT. 27.10.12, 21:47
                  Dzięki! :)
      • ginestra Re: Współczuję Laurze (O/T) 26.10.12, 10:18
        emae napisała:

        (....)

        > Tygrysie, błysku w gąszczach mroku, wróć! [/i]

        Czy ten cytat z W. Blake'a też kojarzy Wam się (tak jak mnie) z pewnym serialem?
        (Aż mi serce mocniej zabiło, bo uwielbiam ten serial).

        PS. Zgadzam się z Tygrysolubem cytowanym z KG.
        • ginestra Re: Współczuję Laurze (O/T) 26.10.12, 10:19
          PSS. ... to znaczy zgadzam się z Kopiec_Esmeraldą. :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja