la.spinka
22.10.12, 11:27
Poczułam, że współczuję Laurze. Laurze, która kiedyś była Tygrysem, a teraz stała się Sarenką. Laurze, której jak się okazuje, jednak ulegającej rodzinie. Dla mnie niestety jest to dowód na to, że Borejkowie, po tylu latach usilnych prób, w końcu złamali jej charakter.
Obserwujemy ten proces przez jej lata dorastania, kiedy Laura wie, że jest tym "niedobrym dzieckiem"; kiedy wszyscy dookoła obwiniają ją o rzeczy nawet od niej niezależne, np. wygląd po ojcu; kiedy krzywdzące są dla niej porównania do lepszej siostry, Róży. Nawet dziadek, który najbardziej chyba z tej rodziny ją kochał i jao jedyny ją akceptował (!), znajduje sobie nową ulubienicę - Łusię (jest to dla mnie autentycznie przykre!). W finale widzimy Laurę, płaczącą, że znów skrzywdziła matkę - jej życie jest postawione na głowie od początku, biedna Laura rodzi się z grzechem pierworodnym, który zmyć może tylko ukorzenie się u stóp rodziny, z dzielną Gabą na czele. No i w końcu robi to, grzebie Tygrysa, grzebie swe pyziacze pochodzenie, akceptuje swoje-nieswoje winy.
Lauro, moje łzy współczucia kapią, opłakuję Twoją stratę, stratę mojej ulubionej postaci jeżycjadowej... Co tam śmierć Dmuchawca, kiedy umiera Tygrys.