Dodaj do ulubionych

BaŁusia [fanfik]

22.01.13, 00:45
BaŁusia

Porywisty wiatr zrywał z drzew ostatnie liście, a wstrętny przenikliwy deszczyk zacinał z ukosa, gdy Łucja Pałys opuściła gmach Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, zwanej czule Bułą. Szklane drzwi zasunęły się za nią z cichym szelestem i natychmiast zatęskniła za powrotem do klimatyzowanego, oświetlonego wnętrza. Westchnęła ciężko, poprawiła na ramieniu torbę z książkami i ruszyła ulicą Matejki, starając się osłonić głowę od wiatru. Niestety – czekała ją co najmniej półgodzinna przeprawa do domu, jeśli nie chciała ryzykować spotkania z kontrolerem biletów. Jej migawka utraciła ważność akurat wczoraj, a kupując rano bilet na tramwaj numer 12 zapomniała zupełnie, że miło byłoby jeszcze wrócić do domu tym samym środkiem transportu.
Do domu! Interesujące, jak szybko mieszkanko wynajmowane do spółki z innymi studentami stało się dla niej domem. Przez pierwszy miesiąc owszem, było jej ciężko i często dzwoniła do rodziców, którzy zostali w Poznaniu. Z czasem jednak oswoiła się z nowym miejscem i nawet była dumna ze swojej samodzielności.
- W życiu każdego młodego człowieka przychodzi taki moment – mawiała mama – kiedy musi się wyprowadzić od rodziców i spróbować swoich sił jako samodzielna jednostka. Ja to zrobiłam dopiero po ślubie i teraz czasem żałuję, że nie miałam możliwości pomieszkać samej lub z koleżankami, nikomu się nie tłumaczyć i być panią swojego czasu.
- Oj tam – śmiała się wtedy Łusia – przynajmniej nie czekaliście tak długo jak ciocia Gabrysia!
Po prawdzie, uśmiechnęła się pod nosem dziewczyna (naciągając mocniej czapkę na uszy, bo na znacznie szerszej ulicy Narutowicza wiało, jakby się kto powiesił), ciotka Gabriela także przecięła pępowinę. Zajęło jej to ponad sześć dekad, za to z prawdziwym hukiem. Zaczęło się od śmierci dziadków Borejko wskutek fatalnego zatrucia jadem kiełbasianym w sanatorium. Jak się okazało, staruszkowie nie pozostawili po sobie żadnego testamentu, mimo wielokrotnych gróźb pominięcia w takowym, które kierowali regularnie do co bardziej krnąbrnych członków rodziny. Nie trzeba chyba dodawać, że wielu odetchnęło z ulgą, bowiem wizja wydziedziczenia nie jest wcale przyjemną, kiedy samemu nie posiada się nawet jednego kąta na własność. Szczególnie drżała o swój przydział kuzynka Laura, której Mila Borejko wręcz nie znosiła. Mama Łusi do dzisiaj wspominała ze śmiechem swoją siostrzenicę idącą do ślubu w śmierdzącym kulkami na mole babcinym kostiumiku, byle tylko nie obrazić babci, znanej z jadowitych złośliwości i pamiętania zniewag aż po grób. Jednakże, dodała kiedyś po namyśle Ida, być może ja też bym panikowała, gdyby tuż przed ślubem narzeczony pokazał mi nasze przyszłe miłosne gniazdko, będące samowolką budowlaną bez prądu i wody, na dodatek w środku lasu. I urabiać dłonie pianistki na plantacji drzewek. Litości, przecież nawet ciotka Pulpecja porzuciła wreszcie naiwne marzenia o farmie i sprzedali z Florkiem te nieużytki pod działki rekreacyjne. Odkryli też, że znacznie łatwiej utrzymywać się ze sprzedaży ubezpieczeń oraz obsługi księgowej małych firm, których właściciele coraz gęściej osiedlali się poza miastem oraz punktu sprzedaży skuterów (wraz z serwisem), do czego Florek zawsze miał więcej serca niż do tych wszystkich porzeczek. Wyglądali teraz na nieco mniej zapracowanych, a wizualnie odjęło im z dziesięć lat, odkąd ciotka mogła znowu stroić się i malować, a wujek powrócił do glanów i skór, gdyż sumiaste wąsy mocno odstraszały potencjalnych nabywców.
Przechodząc przez plac Dąbrowskiego, Łucja złowiła okiem tytuł plakatu na Teatrze Wielkim. Reklamowali przedstawienie muzyczne na podstawie słynnej „Czarnej sukienki” Kala Amburki. Łusia zachichotała pod nosem, historia ta bowiem wciąż ją bawiła. Przez jakiś czas rodzina była przekonana, że słynnym Alem jest ich seniorka Mila, a wszystko za sprawą podejrzeń Anieli Żeromskiej, która opowiedziała Gabie z przejęciem, jak to jej mama robi korektę wszystkich sztuk rzeczonego Amburki, a kiedy aktorka ją na tym przyłapała pewnego Sylwestra, babcia zachowywała się wielce tajemniczo i z fałszywym uśmieszkiem wmawiała jej, że nie ma z autorem nic wspólnego. Jeśli jednak Borejkowie liczyli na ukryte pod materacem honoraria albo zyski z tantiem, musieli srodze się rozczarować – Kalem Amburką okazał się niejaki Zbysław spod Szczecina, dawny znajomy babci. Jedynym, co zostało po dziadkach, był stos książek, trochę rozsypujących się mebli, cukiernica z Kiejdan i wreszcie – mieszkanie przy ul. Roosevelta.
Obserwuj wątek
    • staua Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 04:32
      Będzie więcej? Bardzo ciekawe!
    • zsemle Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 10:13
      Bardzo ciekawie, i do tego w mojej ulubionej Łodzi. A będzie ciąg dalszy? :)
    • pampelune Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 10:35
      Świetnie się czyta i jestem już bardzo ciekawa co będzie dalej. Proszę o więcej.
    • soova Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 10:56
      Czy między kochającymi się siostrami Borejko wybuchnie kłótnia o mieszkanie pod hasłem: "ja się bardziej rodzicami opiekowałam!"?
      • a.nancy Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 13:18
        i komu przypadnie cukiernica?
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 11:55
      Będzie będzie, już niedługo wkleję ciąg dalszy :)
      • illegal.alien Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 12:38
        O, to super, bo mi sie rowniez podoba :)
        • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 13:08
          Prosze o wiecej!
      • iwoniaw Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 15:42
        To świetnie, bo zdecydowanie bardziej jeżycjadowe od ostatnich dzieł MM! :-)
        • soova Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 15:52
          To jest bardzo dobry tekst, ale nie jeżycjadowy, ale anty-jeżycjadowy. Bo wszak gdzie ciepło, blask lampy, herbatka, a przede wszystkim czarujące jeżyckie kamienice z wieżyczkami?
          • monikate Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 18:14
            Jeszcze!
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 18:58
      Było to mieszkanie zbyt wielkie, by mieszkała w nim jedna rodzina, na dodatek nadawało się do gruntownego remontu, którego nie przeprowadzano w nim nigdy za czasów bytności rodziny Borejków. Szczęśliwie wujek Robert znalazł przedsiębiorcę gotowego przerobić lokal na przestrzenie biurowe, transakcji dokonano więc zaraz po załatwieniu formalności spadkowych, a zysk ze sprzedaży podzielono solidarnie pomiędzy wszystkie córki Mili i Ignacego. Ten zastrzyk finansowy podziałał na wszystkich jak zastrzyk adrenaliny. Natalia i Robert natychmiast wzięli kredyt pod budowę domku jednorodzinnego na obrzeżach miasta; Ida i Marek mogli wyprowadzić się wreszcie ze znienawidzonej sutereny i kupili eleganckie, acz nieduże mieszkanie na strzeżonym osiedlu luksusowych bloków. Józek (po etapie bycia nazywanym Józinkiem i Józefem zdecydował się na najmniej pretensjonalny wariant) był od paru lat na misji w Afganistanie, a Łusia wyjechała na studia, więc mieszkał z nimi tylko najmłodszy brat, Ziutek. Patrycja i Florek wydali swoją część na rozkręcenie serwisu skuterów.
      Najbardziej jednak wszystkich zadziwiła Gaba. Do tej pory zrośnięta nierozerwalnie z matką (nawet podczas trwania obu małżeństw, a po ich zakończeniu wydawałoby się, że tym bardziej), po jej śmierci przejawiała klasyczne objawy tego, co nazywa się potocznie zerwaniem ze smyczy. Wynajęła kawalerkę na Bogucinie, kupiła od Florka skuter i zapisała się na jogę. Porzuciła także podjęte jeszcze za życia rodziców starania o stwierdzenie nieważności małżeństwa z Grzegorzem Strybą, uznając ostatecznie, że rozwód cywilny bez orzekania o winie zadowala ją zupełnie. Spotykali się zresztą często u Ignasia na wegetariańskich obiadach gotowanych przez jego chłopaka, Andrieja. Bardzo go lubili, chociaż z porozumiewaniem się bywało ciężko – Borejkowie nigdy nie byli zbyt mocni w językach nowożytnych, a sentencje łacińskie niezbyt pomagały w komunikacji z osobą wychowaną w kręgu kultury raczej bizantyńskiej. Ignaś poznał go podczas swojego pobytu jako obserwator wyborów w Rosji. Był wtedy jeszcze studentem filologii rosyjskiej z angielską, ale porzucił uczelnię wkrótce po licencjacie, gdyż dostał dobrą propozycję pracy w zachodniej korporacji.
      Łucja uważała to za całkiem niezłą karierę, chociaż sama mierzyła jeszcze dalej. Pilnie studiowała biologię w nadziei, że dostanie się na wymarzoną specjalizację genetyczną i być może wygra stypendium na prestiżowym zagranicznym uniwersytecie. A potem, kto wie… myśli młodej Pałysówny popłynęły ponad mokrymi dachami secesyjnych kamieniczek ulicy Piotrkowskiej w kierunku onieśmielających technologicznie laboratoriów Japonii lub klinicznego szpitala w Princeton, takiego jak w serialu „Doktor House”. Przewracając się czasem bezsennie na swoim trzeszczącym łóżku z Ikei (najtańszy model w katalogu jesień/zima 2016) Łusia marzyła o tym, jak pewnego dnia odkrywa gen odpowiedzialny za zapadalność na raka. Czasem chciało jej się śmiać z tych naiwnych rojeń, a czasem odczuwała frustrację, była bowiem wciąż bardzo daleko od Princeton, wciąż w wynajętym mieszkanku przy ul. Roosevelta (jakieś fatum z tą nazwą, czy jak?), wciąż zaledwie na pierwszym roku.
      - Oj tam oj tam – westchnęła z autoironią, chcąc dodać sobie werwy. Wypadło to dosyć żałośnie, gdyż już od progu poczuła dwie rzeczy: po pierwsze, Hanka znowu przypaliła krupnik, co oznaczało, że do jedzenia ostał się tylko pasztet i nieco wyschnięta angielka. Po drugie, w starej kamienicy, jak to zwykle, było okropnie zimno. Co znaczyło, że chyba zapomnieli zapłacić za ogrzewanie.
      • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 19:19
        świetne!

        (choć nie wierzę, że gaba miała kłopoty z rosyjskim, ona z tego pokolenia, które rosyjskiego uczyło się osiem lat w szkole i kilka na studiach, i na pewno miała piąteczkę)

        czy bogucin to symbol czegoś straszliwego?
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 19:59
          Wzięłam z mapy Poznania inną dzielnicę niż Jeżyce ;D
          • ciotka_scholastyka Re: BaŁusia [fanfik] 2 23.01.13, 11:05
            Bogucin jest pod Poznaniem, znaczy w granicach miasta, ale to wiocha, mało prawdopodobne, żeby stawiano tam bloki. Proponuję np. Górczyn. Stara dzielnica, ale mnóstwo się buduje.
            • nabakier Re: BaŁusia [fanfik] 2 27.01.13, 16:55
              Albo Luboń, sporo nowych mini-osiedli tam powstaje.
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:07
          Gaba bojkotowała język wroga :D
      • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:09
        To jest bardzo smutne opowiadanie, bo pokazuje, jak smierc zaledwie dwoch osob moze zmienic zycie chyba ze dwudziestu innych na cos normalnego, wydobyc ich skrywane dotad pasje (Gaba i jej kawalerka z joga - ktoz by o tym pomyslal na etapie np. Imienin?)
        Jak jeszcze ktos z Borejkowskiego kregu sprawi sobie psa/kota/swinke morska/rybki albo o zgrozo automatyczna suszarke do ubran - to juz definitywnie stwierdze, ze Mila i Ignac to byli tyrani, wampiry emocjonalne i wogole nicdobrego.
        • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:22
          Niestety przeprosic musze - Florkowie mieli jakis zwerzyniec, ale i tak wychodzi na to, ze zeby miec zwierze (w rozumieniu tego, co Anglicy nazywaja 'pet' - czyli zwierzatko dla przyjemnosci, a nie do pracy przy orce), trzeba sie wyprowadzic na wies - za zycia Mili i Ignaca oczywiscie.
          Za zycia Mili i Ignaca nawet dzieci nie mialy MARZEN o psie, chomiku, rybkach, swinkach morskich itp. Nie mam wlasnego potomstwa, ale z tego, co widze po znajomych - jest to sytuacja SF, po prostu niemozliwe do wyobrazenia. Walki o : ja chce pasa, swinke/chomika/rybki - to chyba najczestsze powody bitew pomiedzy rodzicami a dziecmi do 14 roku zycia. jeskli nie jedyne, pomijajac brudne skarpety, oceny, wstawanie rano itp.
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 21:20
            Spoiler!
            Zwierzątko dopadnie Łusię razem z resztą normalnego życia, gdy przeniesie się do bloków :D
            /Spoiler
      • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:10
        Calosc cudna, ale studentka biologii zachwycajaca sie az tak serialem " Doktpr House"? ;-) Ciezko mi w to uwierzyc. Tworcy tego serialu nie potrafia zrozumiec, jak dzialaja grupy krwi chociazby, popelniaja szkolne wrecz bledy.
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:16
          Przecież to są marzenia podlotka, nie oczekuj zbyt dużego realizmu. A poza tym ona nie marzy o byciu lekarzem w stylu konkretnej postaci, podobają jej się raczej warunki pracy w bogatych, zaawansowanych technologicznie laboratoriach :)
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:29
            W ktorych to laboratoriach ekipa House'a bardzo nielegalnie wykonuje badania, do ktorych nie ma cienia uprawnien ;-) Ale OK, wiem o co chodzi.
        • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:32
          Dziwowanie sie - to pierwszy krok ku rozwojowi. czasem - nawet czesto - szkolny blad , powtarzany przez pokolenia, moze byc inspiracja do wynalazku. Ja bym niepokormizm co do zastanych zasad uwazala za plus. Oczywiscie dopoki nie szkodza jakos wyraznie. I jesli sa podparte wiedza i odpowiedzialnoscia. Oraz prawem.
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:48
            A widzisz, prawem. Lekarze z teamu House'a nie maja wiedzy, ani cienia uprawnien zawodowych, by przeprowadzac jakiekolwiek badania. A jednak to robia- wiadomo, zwykla redukcja postaci na ekranie, nie trzeba zatrudniac kolejnych aktorow, ale efekt jest marny.
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 3 22.01.13, 21:12
      - Tylko nie otwieraj okien! – Andżelika wleciała do przedpokoju jak oparzona, ledwie szczęknął zamek w drzwiach. – Wiem, że śmierdzi, ale padł termostat i kaloryfery nie grzeją.
      - Co znaczy, że nie mamy też ciepłej wody?
      - Mogę ci zagrzać półtora litra w czajniku elektrycznym. Zęby umyjemy, z kąpielą może być trochę gorzej. Hubert poszedł do spółdzielni załatwiać fachowca, ale pewnie i tak trzeba będzie wybulić na nowy termostat.
      - To drogie?
      - Lucy, ty mnie pytasz? Kto się wychował w kamienicy, ty czy ja?
      - No cóż, my zawsze mieliśmy piece... – po raz pierwszy Łusia wydawała się zmieszana. Dokończyła rozsznurowywanie glanów, wsunęła stopy w pantofle i padła zmęczona na wysłużoną kanapę w dużym pokoju, tuż pod plakatem z filmu „Czarny kot biały kot”. Torbę z książkami rzuciła obok. Jeśli miało być zimno, bez ciepłej wody i na dodatek odrobiny ciepłego jedzenia, wieczór zapowiadał się koszmarnie, nieważne, ile bałkańskich filmów zamierzał puścić im Hubert. Przez chwilę pożałowała, że w ogóle zamarzyło jej się samodzielne życie. I jeszcze ta przeklęta kamienica przy ulicy, nomen omen, Roosevelta! Teraz, gdy przypominała sobie życie w Poznaniu, uświadamiała sobie, że życie w kamienicy właśnie tak wyglądało: stare rury pękały, a od okien wiało, nawet wtedy, gdy dziadek Ignacy zabił je gwoździami w obawie przed chłopakiem Laury (to było jeszcze zanim babcia Mila zmusiła go wreszcie do regularnego przyjmowania tabletek). Sąsiedzi prowadzili u siebie metę, skutkiem czego ciotka Gabriela wiecznie narzekała na jakichś osiłków o zamglonym spojrzeniu mijających ją na Teatralce. Tyle że Łusia żyła wtedy w kokonie opieki rodziców i dziadków, którzy osłaniali ją przed tym, jak wygląda prawdziwy świat. Łusia nie wiedziała nawet, że powinna założyć konto w banku, kiedy podejmowała pracę jako roznosicielka darmowej gazetki w przejściu podziemnym. Do dzisiaj uszy ją paliły na wspomnienie spojrzenia, jakie jej posłała dobrotliwa skądinąd kadrowa.
      Co prawda, łódzka kamienica była w nieco przyjemniejszej okolicy niż ta poznańska – bezpośrednim sąsiadem była nie melina, ale dom kultury (aczkolwiek młodzieńcy o zamglonym spojrzeniu trafiali się i tam całkiem często), a pobliskie opuszczone tereny pofabryczne całkiem udatnie zrewitalizowano jako centrum modnych knajpek i dizajnerskich butików. Nie zmieniało to jednak faktu, że nagle zamarzyło jej się życie…
      - W bloku – powiedziała nagle Andżelika, nie zważając na donośne kichnięcie Łucji – kaloryfery mieliśmy stare, ale zawsze działały, bo były sieciowe, bez żadnych przeklętych pieców gazowych.
      Łusia uśmiechnęła się do siebie. Jej sublokatorka była weteranką wynajmowanych mieszkań, co nie dziwiło, zważywszy, że studiowała już czwarty rok administracji, trzeciego z kolei kierunku studiów. W Łodzi czuła się jak ryba w wodzie, ale czasem nie omieszkała wspomnieć o urokach rodzimego Radomia. Pod jej opiekuńcze skrzydła skierował Łusię wujek Robert. Rzecz jasna proponował młodej Pałysównie pokój u siebie i Natalii, w piętrowym domku na Nowym Złotnie. Marek nie ukrywał, że osobiście wolałby tę opcję, ale opór córki i wsparcie tego oporu przez Idę zwyciężyły. W dodatku Łucji niezbyt się uśmiechała położona na obrzeżach, nudna dzielnica willowa. Wolała zagrzybioną, ale stylową kamienicę w śródmieściu. Przynajmniej aż do teraz.
      Skrzypnęły nienaoliwione zawiasy, do środka wtoczył się Hubert, otrząsając z wody długie dredy i hipsterski kaszkiecik. Z jego przybyciem w mieszkaniu zrobiło się jakby cieplej, kolorowiej. Rozsiewał wokół siebie pozytywną energię, której żaden zepsuty termostat ziemi łódzkiej nie potrafił przyćmić.
      - No to mamy zimny wychów w ten weekend, miłe panie – oznajmił od progu – fachowca od pieców gazowych przyślą dopiero w poniedziałek po południu. Proponuję od razu skoczyć po gruzińskie wytrawne i ściągać jakąś głupią komedię z ipla, bo inaczej tego nie przetrwamy.
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 21:12
        - Nie, mówcie co chcecie, ja mam dość! – jęknęła Łusia, zrywając się z wersalki. – Mam dosyć życia w starej kamienicy! Dosyć awarii prądu na klatce i pękających rur! Dosyć nieszczelnych okien i grzyba w ścianie! Mam nawet dosyć tych koncertów jazzowych dobiegających nas z piętra niżej! Starczy!
        - Starczy to może być uwiąd – nie omieszkała się zemścić Andżelika. Młoda purystka pod wpływem emocji popełniała czasem rażące błędy językowe, ku uciesze pouczanych współlokatorów.
        - Jak zwał, tak zwał – Hubert podniósł uspokajająco obie dłonie – to co robimy?
        - Tylko Internet może nas uratować – oznajmiła wieszczym głosem Łusia, szukając laptopa w torbie. Znalazłszy, wybudziła go zniecierpliwionym ruchem ze stanu hibernacji i odpaliła przeglądarkę. Sieć nie załapała od razu, bo podłączali się nie do końca legalnie pod router w domu kultury (Hubert szybko odkrył, że kluczem sieciowym było imię pieska dyrektora ośrodka).
        Andżelika poszła zrobić wszystkim herbaty, bo przynajmniej na tyle mogli sobie pozwolić przy jednym nieco wysłużonym czajniku elektrycznym, przywiezionym jeszcze przez przedsiębiorczą właścicielkę mieszkania z dawnego RFN. Pogrzebała w szafce i znalazła trzy ostatnie czyste kubki: pierwszy należał do Hanki i nosił inskrypcję „My, chłopaki z Ozorkowa, nigdy cię nie zapomnimy” oraz zdjęcie czterech wyszczerzonych gąb licealnych kolegów (Łusia jej tego kubka wściekle zazdrościła – nie głupawego napisu, ale tego, że Hanka miała taką zgraną paczkę lub po prostu kogokolwiek w swoim rodzinnym mieście, kto chciał, by o nim pamiętała.) Kubek Huberta był świadomie wybranym kiczowatym suwenirem z Tirany, na tle czarnego orła widniał napis „I love Albania” z obowiązkowym czerwonym serduchem. Kubek Łusi, jedyny kawałek zastawy przywieziony z Poznania, był nieco obtłuczony i miał na boku dosyć pokracznego krasnalka. Jej własnego kubka nigdzie nie było – widocznie Hania zrobiła sobie rano w nim kawę i zapomniała umyć. Cud, że pamiętała o wyłączeniu gazu przed wyjściem na wieczorny wykład, zanim garnek z krupnikiem przepalił się na wylot. Hanka była uroczą i pracowitą dziewczyną, ale nieco postrzeloną.
        Kiedy wróciła z parującą yerba mate w dłoniach do pokoju, Hubert i Łusia już z zapałem przetrząsali portale ogłoszeniowe, szukając lokalu do wynajęcia. Łusia kategorycznie odrzuciła wszystkie urocze kamieniczki w centrum, słusznie prorokując, że atrakcyjna cena oznaczała ogrzewanie na węgiel lub zagrzybioną łazienkę.
        - Trzy pokoje na pierwszym piętrze w bloku przy ulicy Zachodniej 1, spokojna okolica, łazienka po remoncie. Tysiąc za całość. Cena do negocjacji pod warunkiem zajęcia się psem – przeczytał Hubert głośno, nachylając matrycę, by Andżelika też mogła zobaczyć ogłoszenie – to brzmi obiecująco.
        - Zachodnia? To chyba w centrum - ucieszyła się Łucja. Hubert rzucił jej rozbawione spojrzenie.
        - W centrum jest koniec Zachodniej. Zachodnia 1 to będzie gdzieś przy Limanowskiego. Co znaczy, że dojazd jest dobry, mamy co najmniej cztery tramwaje do śródmieścia – wyjaśniła Andżelika.
        - A co to za dzielnica?
        - Bałuty.
        - O – rzuciła z głupia frant Łusia, bo nazwa nic jej nie mówiła. Co nie dziwiło zważywszy, że jej rodzina od pokoleń mieszkała w Poznaniu, a znajomych spoza miasta praktycznie nie mieli. Gwoli ścisłości należy dodać, że Łusia aż do wyjazdu na studia nie miewała żadnych własnych przyjaciół. Tych parę osób zaglądających czasem na Roosevelta 5 to byli znajomi jej mamy i cioci Gabrysi. Tata chyba w ogóle z nikim się nie przyjaźnił.
        - Bałuty to łódzka Praga czy Nowa Huta – wyjaśniła Andżelika z szelmowskim błyskiem w oku – nasz własny Bronx. Coś jak wasze Jeżyce, nie?
        - To co, ja tam zadzwonię, zostało mi trochę darmowych – Hubert jak zwykle przystąpił energicznie do czynu.
        Łusia kiwnęła głową i poczuła, jak burczy jej w brzuchu. Idąc z Buły spaliła z pewnością już kanapkę kupioną rano w bufecie oraz świeży sok z marchewki. Chyba nawet jej restrykcyjna matka nie potępiłaby w tym momencie wrzucenia do żołądka czegoś jeszcze, chociaż zazwyczaj kąśliwie komentowała dietę Łusi, szczególnie gdy ta nabrała nieco kobiecych krągłości. Cóż, nie wszyscy mogli mieć po trzech ciążach BMI wynoszącego 18,5, kompletnie się o to nie starając. Łusia mimo rozpaczliwych starań o utrzymanie sylwetki nimfy miała parę kilo za dużo (to znaczy wglądała zupełnie normalnie), wdała się bowiem w nieco okrąglejszą rodzinę Pałysów, a jej tata po czterdziestce wyraźnie nabrał brzuszka. Na szczęście Idy tu nie było i nie miał kto potępić decyzji, jaka właśnie miała wydostać się z ust jej córki:
        - Wiecie co, to ja może skoczę do In Centro po dużą margheritę... skoro i tak nic nie ugotujemy.
        Współlokatorzy przyjęli ten pomysł z entuzjazmem i natychmiast wysupłano z kieszeni drobne. Zrzutka przyniosła 23,50 zł, więc po krótkiej dyskusji zdecydowano o zakupie dodatkowych pieczarek i szynki na pizzy. Wykrzykiwano z pokoju jeszcze ostatnie uwagi o tym, czy lepiej wziąć sos pomidorowy i czosnkowy czy dwa pomidorowe, gdy ubrana już Łusia zamarła z ręką na klamce.
        - Ale jak to… zająć się psem? – wyszeptała pobladłymi ustami.
        • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 21:29
          Je-szcze! Je-szcze! Błagam, niech ten pies to będzie śliniący się 40-kilowy bokserek!
          • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 22:32
            Tak! Pisz proszę dalej! Świetnie się to czyta!
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 22:38
              Dzięki za miłe słowa, ale dzisiaj już chyba nie dam rady nic stworzyć. Może jutro przyjdzie wena :)
        • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 4 29.01.13, 21:31
          > - Bałuty to łódzka Praga czy Nowa Huta – wyjaśniła Andżelika z szelmows
          > kim błyskiem w oku – nasz własny Bronx. Coś jak wasze Jeżyce, nie?
          Muszę zaprotestować- Jeżyce to stara, szacowna, mieszczańska dzielnica, żaden Bronx. Bronx to Wilda.
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 4 29.01.13, 21:50
            Bronx chyba i tak lepszy niz Queens, oprocz Forest Hills, rzecz jasna :)
            • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 4 29.01.13, 21:52
              No niby tak,ale trzeba ustalić pryncypia:)
    • villanden Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 23:19
      Cu-dow-ne!!!
      Wsiaklam zupelnie.
      Dziekuje za dotychczasowe i czekam na jeszcze :-))))
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 00:55
      Na specjalne życzenie retro piesek został 50-kilowym bokserkiem!

      - Halo?
      - Halo, halo!
      - Czekaj, teraz cię słyszę… podłączyłam nowe słuchawki, bo stare chyba Vader zjadł... o! Jest i video. Cześć, mamo!
      - Cześć, dziecinko! Co to ja czytam, że się przeprowadziłaś?
      - No. W starym mieszkaniu były problemy z ogrzewaniem.
      - A to bardzo słusznie, że zmieniłaś mieszkanie. Jeszcze byś mi dostała zapalenia płuc i kto by się tobą zajmował w tym dzikim mieście?
      - Przecież nie mieszkam sama. Już ci pisałam o moich współlokatorach.
      - Jakoś nie brzmieli z opisu na ludzi godnych zaufania. Nie ma to jak rodzina!
      - Uważaj, bo brzmisz jak babcia Mila. Ona też tępiła wszystkich, którzy nie pasowali do jej wyobrażenia o romantycznym studencie z suchotami.
      - No wiesz co! Ja mam wyobrażenia studentów bardzo pozytywistyczne. Rodem z „Lalki”, konkretnie.
      - Nie mamy cukru w ludzkich czaszkach. Szczerze mówiąc, to w ogóle nie mamy cukru. Hubert kupuje stewię.
      - Moja dziewczynka! A jak tam waga?
      - Sześćdziesiąt siedem i pół.
      - A już się cieszyłam, że schudniesz na studenckim wikcie.
      - Tyle co ty nie będę ważyć nigdy. Musiałabym sobie amputować jedną nogę.
      - Bardzo śmieszne. To jakiś dowcip rodem z blokowiska?
      - Co? Vader, nie rusz!!!
      - Pisałaś, że mieszkasz teraz w bloku. Kto to w ogóle jest, ten właściciel?
      - Mamo, zapewniam cię, że jest normalny.
      - Co to znaczy normalny?
      - No, normalny, taki jak… jak my. Skończył studia. Ma żonę w ciąży. Chyba nawet wzięli ślub kościelny. I w ogóle.
      - „I w ogóle”? Ha! Nie poznaję mojej małej purystki! A gdzie te strofy z Mickiewicza, którymi doprowadzałaś swojego biednego ojca do bólu głowy?
      - A skoro o tym mowa, co u Laury i Adama?
      - Tygrysek hmmm… dobra, powiem ci, ale jakby co nie wiesz tego ode mnie.
      - No gadaj, bo… szlag! Vader, ty przeklęta fabryko śliny! Wynocha do kuchni, ale już!
      - To ten pies, tak?
      - Tak. Pięćdziesiąt kilo nachalności.
      - Tylko żebyś mi nie dostała alergii.
      - O ludzie…! Czy ja kiedyś miałam alergię na jakieś zwierzę? Zresztą, w Poznaniu nie mogłam przygarnąć do domu nawet głupiej myszy!
      - Mysz, jeszcze czego! Twoja babcia by dostała zawału.
      - Nie zmieniaj tematu. Co z Laurą?
      - Laura wyprowadziła się z Daglezji.
      - Tak coś czułam z jej ostatniego maila. To gdzie mieszka?
      - Pamiętasz Lelujków?
      - No nie… który to? Vader, ruda małpo! Mamo, przepraszam, muszę się rozłączyć, Vader narobił na matę. Hanka się wścieknie, kupiła ją specjalnie, żeby nie porysować paneli, a teraz przejechałam po tym krzesłem i… Vader, zostaw dracenę! Vader, nieeeeee…
      • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 07:56
        Piękne. Ciekawe i zgrabnie pisane :))

        Ps.
        co to jest angielka do jedzenia?
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 10:54
          Angielka to bułka paryska :)
          • mankencja Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 12:54
            czyli weka?
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 18:52
              Pojęcia nie mam. Takie coś
              upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/61/Angielka.JPG/782px-Angielka.JPG
            • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 5 26.01.13, 12:31
              Ano weka, zwana tez w innych regionach bulka wroclawska albo batonem. Ale w lodzkiem to jak najbardziej angielka :)
              • ready4freddy Re: BaŁusia [fanfik] 5 12.02.13, 15:52
                wygląda zupełnie jak francuz :D nie wiem, czy tylko w Zagłębiu, czy gdzie indziej też się tak mówi :)
      • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 11:57
        Kwiiiiiiii! Dziękuję, dziękuję za Vadera-boksera! Ruda małpa :) :) :)
        • meduza7 Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 12:13
          To. Jest. Boskie :D
    • nabakier Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 07:43
      Klawiaturo, będę wierną czytelniczka dalszych ciągów :-) Jad kiełbasiany i Zbysław Amburka rządzą!
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 6 23.01.13, 10:58
        No to jeszcze porcyjka do późnego śniadania:

        Romek ujrzał rudą dziewczynę z torbą „Światowy dzień walki z AIDS” w momencie, gdy poślizgnęła się na śnieżnym błocie biegnąc przez skwerek przy ulicy Zachodniej i Zgierskiej. Kto i dlaczego zostawił na styku dwóch dużych arterii bezpańską, niezagospodarowaną połać ziemi, było dla niego tajemnicą. Zazwyczaj nikt po niej nie chodził, z wyjątkiem właścicieli psów. Obejrzał się zatem za pupilem, co uciekł rudowłosej. Instynkt go nie zawiódł: dwadzieścia metrów przed krzyczącą i zapłakaną dziewczyną jasnobrązowy bokserek przymierzał się do kopulacji z wilczycą pana Mietka mieszkającego koło straży pożarnej. Romek gwizdnął przeciągle na Dorin (została tak nazwana na cześć pobliskiego salonu sukien ślubnych), suczka podbiegła na znajomy sygnał, wymykając się napalonemu bokserkowi. Tyle wystarczyło, by pan Mietek pochwycił smycz ciągnącą się po ziemi, a uczynił to z gracją, o jaką nikt by nie podejrzewał starszego alkoholika po wylewie. Spojrzał na spąsowiałą właścicielkę boksera tak oskarżycielsko, że Romek aż parsknął z rozbawieniem. Zakłopotana dziewczyna otrząsnęła ze śniegu kremowe dżinsy i wyciągnęła nieśmiało rękę po smycz.
        - Na drugi raz pilnuj tego rozpłodowca, dziouszka – splunął z wyższością pan Mietek przez szparę między zębami – nie chceta dostać na wychowanie krzyżówki boksera z wilkiem, co nie?
        - B-b-bardzo przepraszam – wybąkała dziewczyna, odbierając smycz skaczącego wesoło psa – Vader, do jasnej Anielki!
        Romek nie wytrzymał i parsknął głośnym śmiechem.
        - Ulżyj sobie, kotku! Powiedz „do jasnej cholery!”
        - Ja tak nie mówię – obruszyła się zaraz panna porządnicka, pochylając poczerwieniałą twarz nad łapą Vadera, który właśnie zaplątał się w smycz.
        - Dziouszka, byś podziękowała chłopakowi, zamiast się ciskać – zarechotał pan Mietek – żeby nie on, to byśmy już ci wnosili sprawę o alimenty. A wierz mi, znam się na tym.
        - Dziękuję – rzuciła pospiesznie jak skarcona pensjonarka.
        Romek zlitował się wreszcie.
        - Daj to – powiedział, niemal wyrywając jej smycz z dłoni – w ogóle nie umiesz go prowadzić, co? Chcesz chusteczkę, żeby wytrzeć sobie te gacie? Ja pier… dykam, kto zakłada jasne dżinsy na zimowy spacer z psem? Spójrz na mnie!
        Ponieważ nie odpowiadała (i nie spojrzała!), tylko wbiła ręce w kieszenie, a wzrok w ziemię, zapytał już łagodniejszym tonem:
        - Daleko mieszkasz?
        - Nie, tutaj – wreszcie wydusiła z siebie dłuższe zdanie – przy Zachodniej. Naprzeciwko Żabki. Poradzę sobie. Nie musisz…
        - Przecież ten pies ucieknie ci dwadzieścia razy, zanim tam dotrzesz.
        Wyciągnęła rękę, jakby chciała mu odebrać smycz, ale zaraz opuściła ją z powrotem, chyba uznając wyższość tej argumentacji. Spod zielonego płaszczyka zajaśniał rękaw… tak. Koszuli w krateczkę. Mógł się założyć o swój nowy modlitewnik Keltona, że miała na sobie też bezrękawnik w stylu oksfordzkim.
        Uśmiechnął się. Przeszli w milczeniu całą połać aż do świateł na Limanowskiego, Romek zręczne kierował psem tak, by ten nie wskakiwał w kałuże rozjeżdżonego błota. Minęli parking i przystanek autobusowy, nadal nic nie mówiąc. Dopiero pod blokiem przy wylocie ulicy Krótkiej oddał dziewczynie smycz.
        - Mam na imię Romek.
        - Yyy… Łusia, to znaczy Łucja – odpowiedziała dziewczyna, wyraźnie czymś bardzo zestresowana.
        - Nie bój się, nie będę się wpraszał do środka – wyszczerzył zęby.
        - Nie boję się!
        - Oj przestań. Trzęsiesz tymi snobistycznymi ząbkami na samą myśl, że jakiś facet z blokowiska zapamięta, gdzie mieszkasz. Albo że twoje koleżanki zobaczą z okna, jak rozmawiasz z gościem w… tak, powiem to głośno. W dresie.
        • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 6 23.01.13, 12:43
          Coraz ciekawsze :D
          • staua Re: BaŁusia [fanfik] 6 23.01.13, 18:42
            Więcej, więcej - doceniam zwłaszcza smaczki typu "modlitewnik Keltona". Czy Romek przekona Łusię, że zrzucić tłuszczyk może nie tylko na drakońskiej diecie Idy?
        • yowah76 Re: BaŁusia [fanfik] 6 28.01.13, 23:44
          Vaderkowi proponuje suprelorin :P zanim wlasciciel wroci akurat
    • jhbsk Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 12:51
      Jak to miło coś takiego poczytać.
      • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 13:01
        Komplement!Jestes o wiele szybsza w pisaniu niz MM i tresc jest o milion ciekawsza niz w Mc...
        Z zapartym tchem czekam na dalszy ciag,tylko Idusia za malo choleryczna jest,nawet nie rzucila sluchawka :)
        Super,prosze szybko o wiecej!
        • monikate Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 17:36
          Jeszcze, jeszcze!!! Nie można się oderwać!
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 19:07
            Styczeń nie był dla Łusi łaskawy. Już w grudniu zawaliła sążniaste kolokwium z biostatystyki, skutkiem czego jej udział w życiu towarzyskim studenckiego mieszkanka spadł niemal do zera. Do szału doprowadzały ją chichoty Hanki i Andżeliki zza ściany (wzięły największy pokój, ale z kolei ona i Hubert mieli mniejsze tylko dla siebie). Próbowała udawać, że gardzi oglądaniem seriali, a już szczególnie czymś tak wtórnym i ogranym jak dziewiętnasty sezon „Gry o tron”. Prawda była jednak taka, że marnotrawienie czasu na popłuczyny po prozie Martina było dla Pałysówny luksusem, na który tak czy owak nie mogła sobie pozwolić. Współlokatorki szybko zaliczyły zimowe egzaminy i miały jeszcze wolny cały tydzień sesji. U Huberta też nie znalazła zrozumienia, gdyż jako student Politechniki zdawał egzaminy o charakterze bardziej praktycznym. Borejcza duma podpowiadała jej, że jako córka dwóch lekarzy powinna mieć we krwi coś tak banalnego jak biostatystyka. Niestety, krew nie dawała o sobie znać w żaden sposób. Łucja bała się nawet pomyśleć o tym, że może być po prostu kiepska z matematyki. Wszystkie te emocje piętrzyły w niej napięcie, które rozładowywała tak, jak umiała, to znaczy – jedząc.
            Niestety, łódzka pizza była dobra, a sosy darmowe. Niestety, piekarnia ze słodkimi drożdżówkami i pączkami wiedeńskimi znajdowała się naprzeciwko jej domu. Niestety, kiedy wysiadała z tramwaju, od chińskiego baru Ha Dong dochodziły ją słodkie zapachy zakazanego owocu (Ida padłaby trupem, gdyby zobaczyła swoją pociechę zajadającą się kurczakiem gonbao w sosie słodko-kwaśnym). Niestety, zaledwie kawałek dalej wzdłuż Zachodniej był bar z domowym jedzeniem, gdzie Łusia czasem przemykała wstydliwie na smakowite pyzy lub kluski na parze z owocami i bitą śmietaną. Niestety, w pobliżu Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska otworzyła się kolejna filia jej ukochanej jeszcze z czasów poznańskich naleśnikarni. Niestety, Żabka po drugiej stronie ulicy Zachodniej była otwarta do 23.00, a stacja Statoil z hot dogami XXL przy Zgierskiej – całą noc.
            Nic dziwnego, że w połowie stycznia Łucja nie była ani trochę mądrzejsza, za to grubsza o całe cztery kilo, z czego dwa zarobiła już w czasie świąt i imprezy rocznicowej rodziców. Sylwestra spędziła z rodziną – Józek akurat dostał przepustkę. Laura wykręciła się wizytą u Róży w Kairze (która realizowała tam kwerendę w ramach jakiegoś grantu), ale i tak wszyscy domyślali się, że nie chciała jeszcze konfrontować rodziny z Wiktorem Lelujką. Co ciekawe, pojechała z nią także Gabriela. Natomiast do Pałysów wpadli Rojkowie i Łusia została zmuszona do szczegółowych opowieści, jak jej się żyje w bałuckiej dżungli. Młoda studentka połykała grzecznie kolejne dokładki ciasta, byle uniknąć zbyt wyczerpujących sprawozdań. Nie mogła się przecież przyznać do zawalenia kolokwium. Ani do zbierania kup Vaderka na skwerku z zagadującym przyjaźnie panem Mietkiem nad głową. Ani do pozdrawiającego ją na ryneczku ciemnowłosego faceta w dresie. Po prostu nie. Złożyła zatem swój luzik w pasie na ołtarzu zachowanej godności.
            Gdy wróciła do Łodzi, udawała, że popsuła jej się kamerka w laptopie, co akurat było nietrudno zwalić na Vadera. Schowała w szparę meblościanki ładowarkę do baterii, by nikomu nie wpadło do głowy robić jej zdjęć. Pragnęła zapomnieć o tym, że jest gruba, głupia i beznadziejna. Na dodatek zbliżały się Walentynki.
            - Moje życie jest bez sensu – westchnęła rankiem dwudziestego pierwszego stycznia, gdy już udało jej się wyłączyć wydzierający się budzik w smartfonie. Tak właściwie nie miała po co wstawać. Była sobota, dzień sprzątania. Zadania z biostatystyki straszyły z otwartego skryptu, porzuconego tam gdzie wczoraj i dwa dni temu, nieskalane próbą rozwiązania, za to nieco już upstrzone drobinkami konsumowanych nad nimi wafelków Prince Polo (promocja w Biedronce).
            • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 19:39
              Klawiaturo, uwielbiam cię!
              Moje rodzinne Bałuty.
              Łusia ważąca dokładnie tyle samo, co ja w tej chwili.
              I jeszcze awaria piecyka gazowego, którą właśnie przeżywam w moim wynajmowanym mieszkaniu poststudenckim - ogrzewanie wprawdzie jest, ale ciepłej wody nie ma.
              Balsam na moją duszę :)
            • yo-a-ko Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 20:13
              Jak przypuszczam, Róża nie tylko wyjechała do Kairu, ale również zaczęła ubierać się na purpurowo :-)))
              • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 20:18
                Zastanawiałam się, gdzie wysłać Różyczkę, a Frycka zostawić z przychówkiem - i skojarzenie było silniejsze ode mnie. A że Arabowie i Egipcjanie byli znani z wiedzy astronomicznej, to dało się to jakoś uzasadnić ;)
                • nadiana_pl Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 20:37
                  Wpadałam na forum raz dziennie, sprawdzałam nowe posty i znikałam. Przez Ciebie Klawiaturo jestem co pół godziny w oczekiwaniu na nową część. :D
            • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 29.01.13, 21:41
              > kluski na parze z owocami i bitą śmietaną.

              Obawiam się, ze prawdziwy Poznaniak styka sie z ta kombinacją w przedszkolu- li i jedynie. Dorosli jedza pyzy (bo w Poznaniu pyzy są wylacznie drozdzowe na parze) z modrą kapustą i kaczką z jabłkami, nigdy na slodko. To taka herezja kulinarna, jak pyry bez gzika!
              Mogę zostać samozwańczym konsultantem poznańskości, chcesz? Mogę, mogę, mogę?
              • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 29.01.13, 22:23
                > Obawiam się, ze prawdziwy Poznaniak styka sie z ta kombinacją w przedszkolu- li
                > i jedynie. Dorosli jedza pyzy (bo w Poznaniu pyzy są wylacznie drozdzowe na pa
                > rze) z modrą kapustą i kaczką z jabłkami, nigdy na slodko. To taka herezja kuli
                > narna, jak pyry bez gzika!

                Ale Łusia jadła je w Łodzi! A tam sa popularne.
                • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 29.01.13, 22:56
                  Rozumiem, ale jako Poznanianka z dziada pradziada zaręczam honorem, że w Łodzi też bym tego połaczenia nie tknela:) Walcze o realizm fanfikowy:) Wychowana na polskim śledziu w occie nie zaakceptujesz tak łatwo skandynawskiej kombinacji sledzia z bitą smietana:)
                  • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 30.01.13, 00:26
                    > Rozumiem, ale jako Poznanianka z dziada pradziada zaręczam honorem, że w Łodzi
                    > też bym tego połaczenia nie tknela:) Walcze o realizm fanfikowy:) Wychowana na
                    > polskim śledziu w occie nie zaakceptujesz tak łatwo skandynawskiej kombinacji s
                    > ledzia z bitą smietana:)

                    Tak sie sklada, ze sledzie uwielbiam, w Szwecji bylam i nie plulam. Ba, jadlam takie i w UK, bo polskich tam gdzie mieszkalam nie szlo dostac :P Ty moze bys nie tknela, ale Lusia moze, tym bardziej, ze wlasna matka ja karmila nader dziwacznie (te lody na kolacje). Nie rozumiem, czemu wedlug ciebie mialaby byc tak skostniala w tej kwestii, probuje przeciez nowych rzeczy.
                    • maritt.g Re: BaŁusia [fanfik] 7 06.08.13, 09:51
                      To może wiesz coś na temat kiszonych śledzi? Jadłam niedawno. Wszyscy pluli.
                • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 7 30.01.13, 15:26
                  > > Obawiam się, ze prawdziwy Poznaniak styka sie z ta kombinacją w przedszko
                  > lu- li
                  > > i jedynie. Dorosli jedza pyzy (bo w Poznaniu pyzy są wylacznie drozdzowe
                  > na pa
                  > > rze) z modrą kapustą i kaczką z jabłkami, nigdy na slodko. To taka herezj
                  > a kuli
                  > > narna, jak pyry bez gzika!
                  >
                  > Ale Łusia jadła je w Łodzi! A tam sa popularne.

                  W Łodzi jak najbardziej je się pyzy drożdżowe na parze (pampuchy) na słodko, nadziewane truskawkami. Na słono również, ale chyba częściej w wersji z gulaszem wołowym, ja przynajmniej nigdy nie jadłam ich z kapustą i kaczką.
                  • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 30.01.13, 20:33
                    > W Łodzi jak najbardziej je się pyzy drożdżowe na parze (pampuchy) na słodko, na
                    > dziewane truskawkami. Na słono również, ale chyba częściej w wersji z gulaszem
                    > wołowym, ja przynajmniej nigdy nie jadłam ich z kapustą i kaczką.

                    Kluski na parze, zwane pampuchami, wg mnie nie sa nadziewane. Nadziewane to sa knedle ;) U mnie sie te kluski jadalo z kapusta i gulaszem, jak piszesz, albo z sosem owocowym - smietana, jogurt lub kefir zmiksowane z cukrem i truskawkami, wisniami, jagodami. Te kluski sa puchate i wciagaja duzo-duzo sosiku :)
                    • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 00:14
                      I po tym mozna rozpoznac, ze nie jestes z Poznania:)
                    • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 09:31
                      slotna napisała:

                      > > W Łodzi jak najbardziej je się pyzy drożdżowe na parze (pampuchy) na słod
                      > ko, na
                      > > dziewane truskawkami. Na słono również, ale chyba częściej w wersji z gul
                      > aszem
                      > > wołowym, ja przynajmniej nigdy nie jadłam ich z kapustą i kaczką.
                      >
                      > Kluski na parze, zwane pampuchami, wg mnie nie sa nadziewane. Nadziewane to sa
                      > knedle ;)

                      Knedle to knedle, a pampuchy to pampuchy, calkiem inny smak :) Jedne muszą być nadziewane obowiązkowo, drugie opcjonalnie.

                      wegetarianka.blox.pl/2009/07/PAMPUCHY-Z-JAGODAMI.html
                    • jhbsk Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 10:22
                      Pampuchy są wg mnie z ciasta drożdżowego, knedle z ziemniaczanego.
                      • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 11:07
                        Rany, przeciez odrozniam knedle od klusek na parze, ale tych drugich nigdy nadziewanych nie widzialam. Moglam napisac, ze nadziewane to sa pyzy, ale zaraz by sie okazalo, ze po poznansku pyzy i pampuchy to to samo :P
                    • kajaanna Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 21:10
                      Ile zamieszania z powodu klusek!

                      Jako Ślązaczko-Kujawianka, mieszkająca na Mazowszu Was rozsądzę:
                      1. Pampuchy (kluchy na łachu, parowańce) - w Wielkopolsce je się z mięsem (kaczka + czerwona kapusta)
                      2. Jako "buchty" na Śląsku znane są jako "obiad na słodko". Nadziewane owocami, podawane z jagodami i śmietaną.
                      3. Pyzy. Na Śląsku znane jako kluski polskie (z tartych surowych ziemniaków wymieszanych z gotowanymi)
                      4. Te mogą być nadziewane mięsem. Trochę bardziej na północny wschód nabierają miana kartaczy albo zepelinów, z nadzieniem w środku.
                      5. Pozostają jeszcze guminklejzy, czyli "święte kluski"*) - w reszcie Polski zwane "śląskimi" okrągłe, z dziurką.

                      ___
                      *) ugotowane, przetarte przez praskę pyry, zebrane w kopczyk, dzieli się krzyżem na cztery. Jedną czwartą wypełnia się mąką pszenną dodaje jajko i trochę soli.
                      • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 01.02.13, 21:14
                        > Jako Ślązaczko-Kujawianka, mieszkająca na Mazowszu Was rozsądzę:
                        > 1. Pampuchy (kluchy na łachu, parowańce) - w Wielkopolsce je się z mięsem (kacz
                        > ka + czerwona kapusta)

                        Hehehe, w Poznaniu to sa pyzy i w ten sposob Twoja próba rozsądzenia prawidłowosci nazewnictwa legła w gruzach:)
                        • kajaanna Re: BaŁusia [fanfik] 7 02.02.13, 16:20
                          Co te zabory z nami zrobiły... Skłóciły nas nawet w sprawie klusek.
                          • vi_san Re: BaŁusia [fanfik] 7 02.02.13, 20:22
                            Jakby nie można stwierdzić po prostu, że kluchy dobre są, i już? A czy je nazwiemy parowańcami, pampuchami, czy jeszcze jakoś inaczej to detal.
                            • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 15:30
                              Kluski kluskami, a ja tu cały czas zaglądam z nadzieją na kolejny odcinek :) Jestem ciekawa, co tam dalej u Łusi, czy ciągnie dalej biologię, czy jada czasem chleb posmarowany nożem, jak radzi sobie w kontaktach z Romkiem, czy Laura znalazła pracę by mieć z jakieś dochody, jednocześnie marząc o czymś bardziej interesującym... oraz czy Ida dokonała niezapowiedzianego nalotu na studenckie mieszkanko Łusi.
                              • vi_san Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 16:22
                                Nie ty jedna czekasz...
                          • ginny22 Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 18:40
                            A ja miałam myśl zgoła przeciwstawną: tyle lat urawniłowki, a nadal choćby przy kluchach takie piękne zrózniocowanie regionalne :D
                            • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 19:29
                              Swietne zobrazowanie powiedzenia o szklance do połowy pełnej lub do połowy pustej:)
                      • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 02.02.13, 11:56
                        > 3. Pyzy. Na Śląsku znane jako kluski polskie (z tartych surowych ziemniaków wym
                        > ieszanych z gotowanymi)
                        > 4. Te mogą być nadziewane mięsem. Trochę bardziej na północny wschód nabierają
                        > miana kartaczy albo zepelinów, z nadzieniem w środku.

                        Myslalam, ze pyzy sa okragle, a zepeliny podluzne ;)
            • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 7 13.02.13, 11:49
              Borejcza duma podpow
              > iadała jej, że jako córka dwóch lekarzy powinna mieć we krwi coś tak banalnego
              > jak biostatystyka.

              Hej :-) Uzupełniam luki w (smacznej) lekturze, bo w styczniu chorowałam. I przy okazji: Łusia jest córką DWOJGA lekarzy, nie dwóch:-) Takie cuda jeszcze nie istnieją:-)
              • driss1 Re: BaŁusia [fanfik] 7 19.02.16, 13:57
                tak gdzie pojawia się statystyka pojawia się biostatystyka i metodolog
                www.nauka.metodolog.pl/biostatystyka-analiza-statystyczna-danych-w-medycynie-biometria-biostatyka/
    • melomanka87 Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 20:50
      Tylko czemu właściwie Łusia na studia wyjechała do Łodzi? W Poznaniu miałaby takie same specjalizacje związane z genetyką - biologię eksperymentalną i molekularną, jest też zakład genetyki.

      Czyżby Łusia chciała po prostu uciec z domowego ciepełka?
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 21:03
        Łusia chciała się wyrwać, a wyjazd na studia był idealną okazją. Być może nawet przekonała rodziców, że w Łodzi ten akurat kierunek jest lepszy. Vide casus Anieli Kowalik :)
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 8 23.01.13, 20:58
      Z kuchni dobiegły ją śmiechy. Zaintrygowana, zarzuciła szlafroczek na piżamę w bałwanki i wyjrzała zza przeszklonych drzwi. Teraz mogła rozróżnić słowa.
      - Nadeszła chwila prawdy! – huczała Hanka z udawaną grozą. – Właź na to, Hubercie, albowiem prawda cię wyzwoli.
      - Lepiej nie! Od tego się płacze! – śmiała się Andżelika.
      Łucja zajrzała do kuchni. Współlokatorzy stali nad jakimś przedmiotem leżącym na ziemi, trącali się i żartowali. Obok leżało porzucone pudło kartonowe. Napis i zdjęcie nie pozostawiały wątpliwości: ktoś kupił wagę łazienkową. Postanowiła nie reagować na obecność wroga. Rozmyślnie głośno otworzyła szafkę nad blatem.
      - Hej ludzie – odezwała się zaspanym głosem – mamy jakąś kawę w tym domu?
      - Mamy, mamy, i to jaką!
      - Dostałam od wdzięcznego klienta – wyznała Hanka.
      - Za co wdzięcznego?
      - Za urozmaicenie jego życia seksualnego, naturalnie.
      Hubert wybuchnął śmiechem, widząc zbaraniałą minę Łusi.
      - Ona mu tylko sprzedała majtki z cukierków pudrowych.
      - Dziesięć par – dorzuciła Hanka.
      - Czekaj, chwila – Łusia poczuła, jak jej system operacyjny głupieje od nadmiaru danych. – Od kiedy to sprzedajecie w butiku majtki z cukierków?
      - Hania już nie pracuje w butiku od Nowego Roku, Lucy. Czy ty w ogóle słuchasz, co się do ciebie czasem mówi?
      - W sex-shopie lepiej płacą. I godziny dogodniejsze, mam więcej czasu, by dojechać na zajęcia po pracy – dodała Hania usprawiedliwiająco, odgarniając z czoła blond pasma. Przy czubku głowy mignęły ciemne odrosty.
      - Dobrze, dobrze, nie musisz mi się tłumaczyć - sapnęła zakłopotana Łucja i z tego wszystkiego zalała kawę zimną wodą. – A kto kupił to coś? Przecież to musiało być drogie!
      - Ja – oznajmiła Andżelika – przelali stypendium. I wcale nie było drogie, promocja w Biedronce.
      - Tak czy owak, zbędny gadżet – mruknęła Pałysówna, wychowana w duchu prymatu ducha nad materią.
      - Byłem tego samego zdania – włączył się Hubert – jeśli o mnie chodzi, jako prawdziwy informatyk odczuwam organiczny wstręt wobec fitnessu, budowania muskulatury, witamin i pogoni za wieczną młodością. Jestem weteranem zwolnień w wuefu i zamierzam z godnością osunąć się w łysinę i brzuszek. Jednakże…
      - Łatwo mówić, kiedy jest się chudym jak szczapa – docięła mu Andżelika, klepiąc się znacząco po własnym mocno zaokrąglonym brzuchu.
      - …jednakże obecna tu przyszła absolwentka ochrony środowiska przekonała mnie o konieczności profilaktyki wielu chorób i schorzeń cywilizacyjnych wiążących się z jedzeniem wysoko przetworzonej żywności oraz miłym memu sercu siedzącym trybem życia.
      - Innymi słowy, możesz przyłączyć się do naszego poświątecznego programu zdrowotnego – podsumowała Hania z przyjaznym uśmiechem – a nawet liczymy po cichu, że zostaniesz konsultantem do spraw żywienia.
      Łucja otworzyła lodówkę. W oczy rzuciły jej się stosy pieczołowicie poupychanych warzyw: pęczki woszczyzny, koperku i szczypiorku tworzyły wdzięczne girlandy nad pękatymi pomidorami ułożonymi na papierze tak, by nie dotykały się wzajemnie. W jednym kącie kwitł kalafior, w drugim brokuł. Zza brokuły wyzierał ogonek długiego ogórka szklarniowego i białej rzepy. Obok piętrzył się worek marchewek, na nim krzywo umieszczono pudełeczko kiełków lucerny. Z wierzchu foremki jajek ze stemplem 0PL zerkały na Łusię biało-czerwone oczy rzodkiewek, zza nich sterczały łodygi selera. Kiszonej kapusty nie dojrzała, za to wyczuła jej zapach, mieszający się z aromatem szynki wiejskiej, chudego twarogu i ogórków kwaszonych. Obrazu dopełniał równy rządek jogurtów naturalnych i serków wiejskich ustawiony na dolnej półce według dat przydatności do spożycia wytłoczonych na wieczkach.
      - Nie chcieliśmy cię budzić, więc sami zrobiliśmy zakupy – wyjaśniła Andżelika – kułaś do późnej nocy, nikt nie miał sumienia cię budzić. Częstuj się!
      Łusia sięgnęła z westchnieniem po serek wiejski i pęczek rzodkiewek, nie mając sumienia przyznać się, że kucie było tylko przykrywką do oglądania fanvidów z Robertem Pattinsonem. Zerknęła przy okazji do chlebaka, czy nie ostał się choćby kawałek drożdżówki z budyniem. Niestety, pod plastikową przykrywką brązowiło się jakieś pieczywo z etykietką „Chleb IG”. Ugh.
      - Mamy tutaj doskonałe warunki – trajkotała dalej koleżanka – rynek przy Dolnej jest jednym z najtańszych w mieście. A na dodatek zaraz za nim mamy klub sportowy. Idziemy dzisiaj z Hanią się zapisać. Chcesz iść z nami?
      - Pierwsze wejście jest za darmo – dodała usłużnie Hania. – A moja koleżanka z pracy mówi, że mają obłędnego instruktora na siłowni.
      - Idźcie, idźcie, będę układał DVD alfabetycznie, potrzebuję spokoju. Mogę nawet posprzątać łazienkę, jeśli obiecacie, że nie wrócicie do trzynastej.
      - No to jak?
      Wszyscy spojrzeli na Łusię z wyczekiwaniem.
      - Wiecie – zaczęła niepewnie – w sumie to jeszcze powinnam trochę porozwiązywać…
      - Och, nie możesz się ciągle uczyć – machnął ręką Hubert – a poza tym jak wrócicie i ogarnę się z tym sprzątaniem, to ci pomogę. Coś niecoś jeszcze pamiętam ze statystyki. Stoi?
      I po prostu musiała się zgodzić.
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 8 errata 23.01.13, 21:02
        Szlag, powtórzenia. Errata poniżej:


        - Zrobiliśmy rano zakupy – wyjaśniła Andżelika – kułaś do późnej nocy, nikt nie miał sumienia cię budzić. Częstuj się!
        Łusia sięgnęła z westchnieniem po serek wiejski i pęczek rzodkiewek, nie mając odwagi przyznać się, że kucie było tylko przykrywką do oglądania fanvidów z Robertem Pattinsonem.
      • soova Re: BaŁusia [fanfik] 8 23.01.13, 22:28
        No dobrze, Szanowna Pani Autorko Musierowicz. Skoro już się nam Pani tu ujawniła i to na dodatek pod sprzętowym nickiem, to proszę powiedzieć, dlaczego nie pisze Pani w swoich kilku ostatnich dziełach tak jak tu? Bo przecież właśnie tak trzymać, właśnie tak. :)
      • zsemle Re: BaŁusia [fanfik] 8 12.02.13, 10:53
        "biało-czerwone oczy rzodkiewek"
        Umarłam! Genialne!
        I tak smacznie opisane, że jeść mi się od razu zachciało :)
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 00:39
      - Przyznajcie się – wypaliła Łusia, gdy już przecinały pchli targ w kierunku ulicy Dolnej – to był taki chytry plan, żeby mnie wyciągnąć z domu?
      - Patrzcie ją, teraz niby wszystko kręci się wokół niej!
      Obie dziewczyny zaśmiały się perliście, co utwierdziło ją w podejrzeniach.
      - Masz wszystko? – upewniła się Hanka po raz mniej więcej tysięczny. Łusia pokiwała głową. Nawet jej wykręty co do braku odpowiedniego stroju zostały szybko ucięte, gdy Andżelika wyciągnęła nie wiadomo skąd luźne spodenki z dzianiny, tani T-shirt i elastyczny stanik sportowy. Na protesty, że ma tylko jeden czysty ręcznik, Hania kupiła jej jakiś zaraz przy wejściu na targowisko. Teraz przeszły już przez ulicę Dolną, minęły stację benzynową (hot dogi zapachniały kusząco) i zmierzały ku centrum handlowemu.
      - Może nie będzie tak źle – mruknęła do siebie Pałysówna, wsiadając do windy. Ostatecznie, jak dalece beznadziejny mógł być klub sportowy? Napakowani testosteronem faceci z żelem we włosach i plastikowe panienki o długich tipsach i idealnej figurze, z których każdej wydaje się, że rusza się jak tancerka na teledysku. Seksistowskie dowcipy. Smród dezodorantów w szatni, spojrzenia taksujące cellulit, niekończące się trajkotanie o najlepszym solarium na osiedlu. W jej głowie zakwiliło dawne echo kółka polonistycznego i cytatów z Seneki dziadka Ignacego. On by gardził troglodytami podnoszącymi sztangę. A może nie? Wszak grecki ideał zdrowia i sprawności…
      - Wiolka! Cześć!
      - No wreszcie wpadłaś, a obiecujesz mi już od miesiąca! – dziewczyna za ladą o włosach barwy miodu wyszczerzyła się w uśmiechu, najpierw do Hani, ale zaraz obdzieliła nim pozostałe dziewczyny. Łusia zamrugała. Recepcjonistka klubu sportowego wcale nie była szczuplejsza od niej.
      - Przepraszam cię, miałam sesję. To jest Andżelika, a to Łucja. One też na dzień próbny.
      - Jasne. Dajcie mi jakieś dokumenty pod zastaw kluczyka. Idziecie na konkretne zajęcia?
      - Myślałam, żeby zacząć od siłowni. Zostaw wszystko mnie, wytłumaczę dziewczynom, co i jak.
      Łusia nie wiedziała, kiedy i w jaki sposób zgodziła się na dwustronicowy regulamin, zostawiła legitymację studencką, wzięła klucz, a na koniec wylądowała w szatni przed zamykaną szafeczką, przebrana w idiotyczne dzianinowe spodenki, stanik sportowy i T-shirt z bazarku, na którym pysznił się napis Sweet and easy. To wszystko były czary miłej i skromnej Hani, która potrafiła w pięć sekund namówić każdego na wszystko. Stanowczo marnowała się wciskając znudzonym mężom cukierkowe majtki. Powinna negocjować z terrorystami.
      - Jesteśmy tu pierwszy raz, więc musimy się zgłosić do trenerów. Oni opracują dla nas optymalny zestaw ćwiczeń. Nie wysilajcie się na formy grzecznościowe wobec starszych, tu wszyscy są na ty i podają sobie ręce. Dziewczyny też ściskają grabę, więc się nie dziwcie.
      Andżelika kiwała gorliwie głową. Ona z pewnością niczemu nie miała się dziwić. Łusia rzuciła okiem na jej modną opaskę na włosy i butelkę z napojem izotonicznym w dłoni. Małpy planowały to od miesiąca. Bez wątpienia.
      - Cześć, Wiolka powiedziała, że mamy zgłosić się do was – Hania posłała zabójczy uśmiech trenerom, bez wyjątku młodym mężczyznom w sportowych strojach z logo klubu na rękawie. Jeden z nich, potężnie zbudowany brunet, odwrócił się i wtedy Łusia napotkała jego wzrok.
      - Jestem Romek, miło mi – przedstawił się, a jego uśmiech nie wyglądał tym razem na wypracowany. W oczach miał te same iskierki jak wtedy, gdy stali pod blokiem z psem. Na pewno purpurowy rumieniec na bladej z reguły twarzy Łucji przyprawił go o jeszcze większą wesołość.
      - My się znamy – nie podała ręki.
      - Naprawdę? To świetnie, w takim razie niech Jurek zajmie się tobą – najwyższy z trenerów skłonił się lekko Andżelice – a ja będę pracował z… Hania, tak?
      Czerwona jak burak początkująca kulturystka usiadła gniewnie na ławeczce. Romek z miękkim szelestem opadł obok niej.
      - To od czego zaczniemy? – zapytał swoim najbardziej profesjonalnym tonem i dla efektu zerknął w formularz. – Jaka jest twoja aktywność fizyczna?
      - Biegam za półtonowym bydlakiem, który chce zapłodnić wszystko, co się rusza w okolicy.
      - Na pewno karmisz go uczciwie, ale biedaczysko nie waży pół tony. Tona to tysiąc kilogramów. Uwierz mi, znam się na tym. Dieta?
      - Wszystko, czego mi mama zabraniała. Chińszczyzna. Hot dogi. Pizza. Pyzy z mięsem. Czipsy. Lody. Vifon ostry.
      - Krewetkowy jest lepszy – Romek starannie notował.
      - Ale te dwie Maty Hari, które się właśnie szczerzą do twoich kolegów, zapchały lodówkę kiełkami i jogurtami bez cukru, więc możesz wpisać, że właśnie się nawróciłam żywieniowo.
      – Jaki jest cel przyjścia tutaj?
      - Chcę zrobić przyjemność przyjaciołom, którzy się ciężko napracowali, aby dać mi dyskretnie do zrozumienia, że powinnam ruszyć tłusty zad i wziąć za siebie, zamiast wylewać łzy nad zawalonym kolokwium.
      - Polonistyka?
      - Biologia.
      - Wyglądasz na polonistkę.
      - Doprawdy? Poznałeś po tym głupim T-shircie?
      Rzuciła spojrzenie spod grzywki i dostrzegła, że trener trzęsie się ze śmiechu.
      - Poprzednio nie miałaś w sobie tyle ikry.
      - Dziwisz się?
      - Zobaczyłaś faceta nie ze swojej klasy społecznej i przeraziłaś się jak jakaś cholerna Izabela Łęcka.
      - Przepraszam, Romek – nad nimi wyrosła góra mięśni w pasiastym trykociku – jeśli mógłbyś przenieść się z koleżanką gdzie indziej, bo ja mam jeszcze dzisiaj triceps do zrobienia.
      - Racja – Romek wstał i dał znak Łucji, by poszła za nim. Gdy dotarli na miejsce, poklepywał już po siodełku rowerek stacjonarny. – Wskakuj i kręć jakieś dziesięć minut, a ja się tymczasem zastanowię.
      - Nad czym? – tym razem jej głos nie brzmiał już tak buńczucznie.
      - Nad twoim planem treningowym, rzecz jasna. Dzisiaj jestem do twoich usług.
      • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 01:11
        Dziewczę z klanu Borejków uprawia sport? Może się jeszcze spoci w dodatku!

        Pisz, pisz, pisz!
        • staua Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 03:35
          Pisz koniecznie! To musi być kompletna powieść! Coś wspaniałego :-)
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 12:27
          Na razie kręci rowerkiem, bo ja muszę wymyślić kolejną scenę :D I dobrze, kurczaka gonbao trzeba zrzucić, bo inaczej Ida na Wielkanoc nie da jej żyć.
        • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 21:09
          Zapomnialas o gabie. Zanim zostala Jezycjka Fontanna, niezle rabala w kosza.
    • ginestra Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 11:38
      Aż musiałam się dopisać.

      To jest świetna, czystej wody powieść w odcinkach!!!

      Bardzo wciągająca, lekko i zgrabnie napisana, z wplataniem naszych codziennych realiów (uwielbiam to) i - jak ktoś zauważył - również fajnych "smaczków". Super się czyta, wszystko mi, jako czytelniczce, pasuje i mam poczucie, że książkę można od razu wydawać - redaktor nie będzie miał co robić!

      Jestem pod wielkim wrażeniem, Klawiaturo_zablokowana i gratuluję umiejętności pisania!

      Oczywiście czekam, wraz z innymi, niecierpliwie na ciąg dalszy (jeżeli zechcesz pisać dalej).

      Z takich bardziej konkretnych wrażeń, to strasznie podobała mi się wzmianka, że "kucie Łusi było przykrywką do oglądania fanvidów z Robertem Pattinsonem". :)))) Tu solidaryzuję się z Łusią w pełni, bo mam podobnie, tylko, że nie z Pattinsonem.

      Ja też chodzę na siłkę, więc ten wątek również bardzo mi pasuje.:) Super są też te opisy jak Łusia NIESTETY miała w pobliżu te wszystkie cukiernie, pizzerie i stacje benzynowe oraz promocje w Żabce. :) W ogóle postać Łusi jest bardzo fajna, jej przyjaciele sympatyczni i zjednują mnie, a wątek z Romkiem - super obiecujący.

      Podoba mi się też wątek co u kogo słychać z rodziny Borejków, no i jad kiełbasiany mnie też rozwalił. :)

      A więc, dzięki wielkie za osłodzenie życia tą powieścią!

      -
      • jamniczysko Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:05
        Przepiękne.:)

        Tylko dlaczego Natalia i Robroj też mieszkają w Łodzi? Dziadek chce się opiekować Przeszczepiątkami?
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:23
          Kanon chyba nie wyjaśnia, gdzie dokładnie mieszkają, więc sobie pozwoliłam ich przeprowadzić, żeby Łusia miała w razie czego rodzinę pod bokiem :)

          Dziękuję wszystkim za miłe słowa i informuję, że powieść powstaje na bieżąco, w jakim kierunku się rozwinie - nikt nie wie, bo wymyślam kilka scen do przodu, więc zapraszam z tego miejsca całe forum do podrzucania pomysłów i uwag.

          Jeśli zatem ktoś ma jeszcze jakiś pomysł na to, jak by tu resocjalizować Łusię z borejkowczyzny, to chętnie wplotę w fabułę :)
          No i do pociągnięcia jest wiele nieporuszonych jeszcze wątków rodzinnych!
          • kooreczka Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:48
            Moje rewiry! Choć gdybyś wysłała ją na UMED mogłabym pomóc bardziej.
            Proponuję, żeby Łusia zaczęła wykorzystywać znajomych znajomych w iście studencki sposób.
            -Kolega z UMEDu wprowadza na darmowy basen w weekendowe przedpołudnia. Inny wpuszcza do siłowni akademika na Czechosłowackiej. Ktoś ma znajomości w radzie studenckiej i ciągnie bilety na zamknięte imprezy w klubach z darmowymi drinkami dla pań do godziny 24.
            -Łusię boli ząb, a resztkę kasy przeputała w ostatni weekend. Wstydząc się zadzwonić do mamy pożycza grosiwo od kolegów i idzie do upiornego budynku CKD (szukać, bo to na pewno nie to straszydło, zgubić się trzy razy), gdzie korzysta z szybkiego leczenia w studenckiej przychodni. O dziwo, ząb zaleczono dobrze i mimo lamentów zawiadomionej poniewczasie matki i ciotki Łusia nie umiera w męczarniach na zgorzel.
            -Gra w gry planszowe w ŁDK, spotyka odlecianych ludzi z polibudy.
            -Ściąga coś z Internetu, tłumacząc sobie, że jest w końcu biedną studentką i przysięgając solennie, że jak się odkuje to kupi wszystko na DVD.
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 13:18
              Realia UMEDu są mi gorzej znane, ale motyw z zębem mi się podoba! Impreza z darmowymi drinkami takoż. Łusia ma traumę po gorszącej scenie z pijanym Józinkiem i stroni od alkoholu, ale jak już się puści poręczy to będzie łohohohoho.

              >> -Gra w gry planszowe w ŁDK, spotyka odlecianych ludzi z polibudy.

              Aaaa! Trzeba Łuśkę poznać z jakimiś subkulturami. Jak na razie normę wyrabia jeden hipster :))

              >> -Ściąga coś z Internetu, tłumacząc sobie, że jest w końcu biedną studentką i pr
              > zysięgając solennie, że jak się odkuje to kupi wszystko na DVD.

              Ten motyw już przebłyskiwał, gdy kradli internet z ŚFK na Rooseveta. Ale postaram się rozwinąć. Jak Bernard może nie zgłaszać dochodów, to Łuśka może ciągnąć z torrentów.
              • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 13:19
                No, miłe panie, może wspólnymi siłami napiszemy MM bryk, jak żyją prawdziwi młodzi ludzie w XX wieku :P
                • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 15:16
                  Tak, i bądźmy przy tym okrutne. Do tła wydarzeń proponuję objawienie się prawdziwego ojca Laury, Józka na terapii dla przemocowców, Anielkę porzucającą obleśnego Bernarda, seks Gabryjeli po pierwszym skręcie i jej pierwszy orgazm w życiu i przypuśćmy, problemy Idusi z nieoczekiwanym przytyciem...
                  • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 15:35
                    O, to to! :)
                  • turzyca Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 17:38
                    Anielkę porzucającą obleśn
                    > ego Bernarda,

                    Oj, odczepcie sie od Bernarda i Anieli, jedyna naprawde sensowna para w calej Jezycjadzie: ona rzeczywiscie wielka artystka i przesliczna kobieta, on w nia wpatrzony, caly czas przejety, byle tylko jej nie stracic, dba o posilki (pamietacie jak mlody Zeromski leci po jedzenie, zgodnie z zasadami wpojonymi przez ojca, ze kobieta nie powinna byc glodna?) i szeroko pojeta codziennosc, a ona toleruje jego tubalnosc i ogolna nieznosnosc, bo on ja po prostu doglebnie smieszy i sprowadza jej wielkie dramaty do sensownych rozmiarow.
                    A ze sie niektorym estetycznie nie podoba, to ich problem, Aniela mogla sie zrazic na stale do gladko wygolonych blondynow o nienagannych manierach.

                    Jak juz koniecznie cos trzeba, to ja bym im niespodziewana ciaze strzelila. Ale w 2016 dziecie powinno byc odrosniete, ciaza musialaby byc w zeszlym roku, sie znaczy 2012 - Aniella majac 48 lat zalozyla, ze brak okresu to menopauza, a to byla bardzo pozna niespodzianka, zorientowala sie dopiero w 5 miesiacu, przelezala reszte ciazy.
                    • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 18:15
                      > Oj, odczepcie sie od Bernarda i Anieli, jedyna naprawde sensowna para w calej J
                      > ezycjadzie:

                      się zgadzam z turzycą w całej rozciągłości!
                  • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 18:30
                    Przypominam, że Józek jest komandosem w Afganistanie :D ale Gaba i skręt to inspirujące...
                    • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:18
                      Fakt, fakt, zapomniałam!! (dużo zmian w krótkim czasie) Zatem Józka mamy z głowy, może nawet i zostanie tam z talibami i weźmie sobie jakąś miejscową dziewicę czystą jak lelija, bezwarunkowo posłuszną oraz wierną;D
                    • nadiana_pl Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:42
                      A ja w sumie mam propozycję. Może dla porządku zrobić dwa tematy: jeden z samym fanfikiem, a drugi z komentarzami, propozycjami etc.

                      Tak by można było jednym ciągiem powieść czytać. :)
                      • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:46
                        Tak na gorąco dobrze się czyta, a Klawiaturka numeruje odcinki, więc jest przejrzyście.
                        Jeszcze jedno: kto zrobi ilustracje a la MM? :)
                • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 20:56
                  No i już wiadomo, czemu MM nie idzie pisanie... Bo klawiatura_zablokowana :))
                  • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 21:25
                    A może ona już naprawdę nic nie napisze, jak jej kto usłużny podlinkuje nasze dzieło.. :D
          • emusia Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:58
            Palenie skrętów na imprezie studenckiej podczas grania w alko-chinczyka to już chyba zbyt radykalne odborejczowienie? :)
            • kooreczka Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 13:02
              Może nie skręty, ale parę buchów fajki wodnej z myślą "OMG, co ja robię, jaka dekadencja, mama trupem by padła" byłoby wskazane:)
            • melomanka87 Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 02:02
              > Palenie skrętów na imprezie studenckiej podczas grania w alko-chinczyka to już
              > chyba zbyt radykalne odborejczowienie? :)

              Ech, ile mnie na studiach ominęło :]
              • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 13:40
                melomanka87 napisał(a):

                > > Palenie skrętów na imprezie studenckiej podczas grania w alko-chinczyka t
                > o już
                > > chyba zbyt radykalne odborejczowienie? :)
                >
                > Ech, ile mnie na studiach ominęło :]

                Chętnie bym przeczytała jakaś scenę dziejącą się na imprezie studenckiej. Prawdziwej imprezie studenckiej, a nie wariacji na temat jednego z dwóch stereotypów czyli albo czerwone wino, trufle i dyskusja o Kancie oraz tuwańskim śpiewie gardłowym, albo ludzie spici do nieprzytomności, uprawiający seks wśród rozsypanej amfetaminy. Na większości studenckich imprez na których byłam, prawda była po środku. W jednym kącie ludzie dyskutowali o Wittgensteinie, w drugim ktoś czule obejmował wiadro. Ale ani amfetaminy, ani wbijania okien nie doświadczyłam, za to poznałam dużo fajnych ludzi. Łusia mogłaby na takiej imprezie spróbować marihuany (zachwycając się swoją buntowniczością wobec Borejków) od sympatycznej dziewczyny z budowy maszyn, podczas rozmowy o kierunkach studiów. Najpewniej stwierdziłaby, że zioło rzeczywiście rozluźnia, ale nie potrzebuje kolejnej rzeczy, która wzmaga apetyt. Poparłby ją chłopak (Romek?), który zwierzyłby się, że kiedyś palił trochę za dużo (ach ta pierwsza sesja na fizjoterapii) i bywa, że ma kłopoty z pamięcią.
                • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 14:58
                  Zgon Milicji i Ignacego jako impuls uruchamiający przełomowe zdarzenia w życiu córek i ich potomstwa jest bardzo logiczny, niemniej coraz bardziej mi żal, że nie ma ich już wśród nas... Mina Ignacego, który właśnie dowiedział się, że wnuczka ma chłopaka dresa i obraca się w towarzystwie, które nie wie, co powiedział Platon czy inny Horacy... mina babuni na wieść o tym, że wnusia Łusia popala i mieszka w BLOKU, osłodziłaby mi wszystkie wcześniejsze rozczarowania i irytacje poprzednimi książkami:)
                  Mam przed oczami słodki obrazek. Ktoś usłużnie donosi dziadziowi, z paniką w oczach, że Łusię widziano z maryśką. Co w tym złego- obrusza się nestor Ignacy- też znałem w życiu kilka Marysiek i każda z nich była godna poznania. Ale ja mówię o maryśce!- kontynuuje donosiciel- Marycha, zioło!... Hehe, tak, tak,- błądzi wzrokiem rozmarzony Ignacy- Z jednej z nich to naprawdę było ziółko. Ekhm, ekhm, Milu, nie patrz tak na mnie, wszak wiesz, że zawsze i wszędzie tylko Ty...etc, etc:D
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 14:00
            Swietna rzecz, chcialabym, zeby Jezycjada byla tak dobrze napisana, ech. Niecierpliwie czekam na ciag dalszy :)
            • psia.gwiazda Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 14:09
              Świetny fanfik, żywy i pełen lokalnych smaczków. Czekam na więcej.
              • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 14:47
                Mnie ciągle nie daje spokoju Magda. Czy można by wpleść ją w Łucyjne życie po reinkarnacji?.. Nadarza się niepowtarzalna okazja, by wreszcie biedulkę stworzyć, nadać jej jakieś ludzkie cechy, zainteresowania, wydobyć z fasfudowego tłuszczu przedwczorajszej świeżości! Łucja przy takim spotkaniu mogłaby popaść w refleksję typu: Jezusieprzenajświętszy, jak sobie przypomnę, jak ją potraktowaliśmy wtedy przy stole!...
                • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 15:10
                  O, bardzo dobry pomysl, jestem za :)
                  • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 17:27
                    Czy Magda może kończyć doktorat ze statystyki (udzieli korków Łusi), a przy okazji dorabiać jako fotomodelka plus-size (czyli normalny ludzki size, z cycem i biodrem)?
                    Natomiast jej matka jest prekursorką yarn-bombingu w Polsce (en.wikipedia.org/wiki/Yarn_bombing).
                    • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:22
                      Ja ładnie proszę, odczarujcie mi Bebe i Geniusię.
                      • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 21:02
                        Oooo tak, Aurelia-firana pozwala wydostać się na wolność stłamszonej Geniusi i:
                        - opieprza ciężkimi słowy aroganckich gimnazjalistów. Ledwie powie, a już żałuje, ale ku jej zdziwieniu uzyskuje +15 do rispektu, cała klasa się zamyka, a jeden nawet wybąkuje "przepraszam"
                        - po tej akcji nową metodę postępowania przenosi do domu, objeżdża Konrada, że cały dzień był w domu, zakupy nie zrobione, głupie ziemniaki nie obrane i "nie mów mi tylko, że pracowałeś, bo nic nie ruszone, pewnie grałeś w diablo". Na obiad jest pizza, a córeczki stwierdzają, że to najlepszy obiad domowy ever
                        - na fali adrenaliny zaczyna rozważać rozwód z tym artystycznym pasożytem... ;)
                        • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 18:05
                          Ja tam Konrada lubiłam, tylko bym chciała żeby no... byli jakimś normalnym sympatycznym związkiem. :P
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 10 24.01.13, 21:21
      Postaram się uwzględnić jak najwięcej waszych życzeń. Bebe i Magdę będę mieć na uwadze!

      Od: zebata_nutria@gmail.com
      Do: ida.palys@plusmed.pl

      Hej Rudzielcu!
      Cieszę się, że u Józka wszystko dobrze i że załatwiłaś wszystko pozytywnie z przetargiem – w takich sytuacjach nie czekaj, tylko od razu dzwoń do Roberta! On ma tę biurokrację w małym palcu, ostatnio pomagał mi rozliczyć dotację, jaką dostałam dla Silva Linguarum na szkolenia dla lektorów. A propos lektorów, wiesz, że Andriej będzie u nas uczył rosyjskiego? Przenoszą Ignasia do centrali w Łodzi, więc postanowili, że nie będą się rozdzielać i Andriej też sobie tutaj poszukał pracy. Uważam, że to bardzo romantyczne. Ten Andriusza taki miły chłopak.
      Spieszę donosić, że Twoje dziecko żyje i Vaderek jeszcze jej nie zjadł. Nie wiem, czemu do Ciebie nie dzwoni – nie wspominała, żeby jej odłączyli internet albo coś. Zatem żyje i ma się znakomicie. Wczoraj była u nas na obiedzie, ale ledwie co poskubała. Czy ona jest zakochana czy tylko ma niestrawność? Na kaca mi to nie wyglądało, chociaż w niedzielę po południu nigdy nie wiadomo, znam ja te studenckie soboty :) Podobno zaliczyła już sesję, ale nie wspominała zbyt wiele o ocenach, a ja nie chciałam wyjść na wścibską ciotkę, co się dopytuje. Za to dużo opowiadała mi o nowym mieszkaniu, współlokatorach i jej nowym hobby. Tylko teraz usiądź, jeśli jeszcze nie siedzisz i przełknij pieroga, którego masz w gębie. Twoja córka została bywalczynią siłowni. Wykupiła karnet na dwa wejścia w tygodniu i pieczołowicie skacze na orbitreku. Na imieniny chce hula hop, zapisz sobie. Robert mi czyta przez ramię i podpowiada, że to ma być takie specjalne hula hop, masujące, które wygląda jak macki krakena z „Piratów z Karaibów”. Ono ma ponoć robić talię. Robert powiedział, że on widzi u Łusi talię bo jakby nie miała talii, to jej tułów by się unosił nad biodrami, ale spiekła strasznego raka, więc go kopnęłam pod stołem, żeby przestał żartować.
      Poza tym u nas wszystko w porządku. W lutym są ferie, więc jedziemy na narty na Ukrainę. Andriej i Ignaś mają tam jakichś znajomych. Arabelka wróciła już do pracy po macierzyńskim, dobrze że ta szkoła karate jakoś idzie, bo u Czarka w kwiaciarni bida z nędzą. Nasza rodzina nie ma szczęścia do roślin. (Robert mówi, że jak teraz napiszę o tych jego astrach, które porwała nasza mama, to jutro mogę się pożegnać z podwózką na lotnisko. Więc nie piszę.) Gaba i Joaśka przyjeżdżają jutro, ale tylko po to, żeby się przesiąść w samolot na Lublinku. Zrywam się z pracy, żeby je wycałować przed podróżą. Pytały, co chcę z Bombaju, ale ja nic nie chcę, więc jeśli ty coś chcesz, to pisz im szybko. Zresztą znasz swoją siostrę, z pustymi rękami z podróży na pewno nie wróci. Pulpa mnie strasznie wnerwiła, bo uważa, że te wszystkie podróże to strata pieniędzy (tylko nie powtarzaj tego Gabrysi!). No ostatecznie Gabryśka całe życie zadowalała innych, to chyba ma prawo na stare lata pomyśleć trochę o sobie i tym, czego ONA by chciała? Jak spotkasz Pulpiszona na tych waszych wellnesach, to jej przemów do rozumu, bo ja mam wysokie ciśnienie. A właśnie, jakbyś mi mogła wypisać moje recepty, to byłabym ci bardzo wdzięczna, będę za tydzień w pracowni u Bitnerów, to do was zajrzę. Konrad zrobił mi roll-upy do szkoły, kwiczał na Skype, że wyszły piękne, ale mam sama zobaczyć, bo on nic mi wysyłać nie będzie. Ci artyści! A propos artystów, Anielka ma w piątek ostatnią „Czarną sukienkę” w tym sezonie, więc się umówiłyśmy na sushi.
      Trzymaj się i już tak nie zamartwiaj! I jak tam postępy Ziutka u logopedy? Myślę, że on po prostu wyrośnie z tego. A poza tym wielu sławnych ludzi się jąkało!
      Ściski, Nutria
      • ginestra Re: BaŁusia [fanfik] 10 24.01.13, 23:33
        Po części nr 10 mój podziw wzrósł jeszcze bardziej!

        Jak fajnie, że taka urozmaicona forma - ten mejl i jaki lekki i naprawdę żywo napisany. Z wielkim prawdopodobieństwem tak mogłaby naprawdę wyglądać korespondencja i relacje od-toksycznionych Borejków.

        Powodzenia, a książkę naprawdę trzeba wydać!
      • vi_san Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 00:09
        Klawiaturo_zablokowana najdroższa.
        Dzieło Twe niedokończone właśnie czytać skończyłam i rozczarowanam jest wielce, iż krótkie tak się okazało. Mniemam jednakże, iż jeno czasu brak sprawił krótkość dzieła owego? Śmiem sądzić, iż mój żywot nigdy już nie będzie taki sam, jak przed zapoznaniem się z wiekopomnem opisem losów Łucji Pałys jako przyszłej uczonej. Azaliż czeka nas, nieśmiałych wielbicieli [i wielbicielki] Twego talentu, owej iskry Bożej, niejaka szansa, na kolejne opisy trudów żywota młodej panienki pozostawionej w samotności i oderwaniu od bliskich? Z poważaniem kreśli się uniżona sługa waćpani: Vi_San.
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 01:11
          Z czasem jestem trochę w pewnej części ciała, ale postaram się wrzucać chociaż kawałek dziennie. Za to mam cały dzień, żeby wymyślać ciąg dalszy :)

          Uwaga konkurs! Wymyślcie powrót Gaby z Bombaju - co przywiezie, jakie będą jej wrażenia itd.
          • fryggia Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 11:17
            Gaba z Bombaju przywiezie tony tanich indyjskich ciuchów: tunik, salwarów i innych kolorowych, wyszywanych szmat. Sari nie, bo sari niewygodne, zresztą zupełnie do niej nie pasują. Sari może przywieźć komuś w prezencie. Koszule i dżinsy pójdą w odstawkę.
            Oprócz garderoby odkryje też świat orientalnych przypraw i po pierwszej fascynacji tymi wszystkimi curry, daalami, butter chickenami i innymi, zacznie bawić się w kuchnię fuson. Swojskie pierogi ruskie z miętowym chutneyem doceni cała rodzina, przyjaciele i sąsiedzi, bo jest to połączenie genialne :)
            Ponieważ Bombaj to stolica Bollywood, Gaba zagra w filmie. Oni uwielbiają białych statystów, dostać się na plan filmowy nie jest trudno. Filmu nikt nie obejrzy, bo Gaba źle zapamięta okropnie długi, dziwaczny i zupełnie nie łaciński tytuł. Ale będzie miała mnóstwo zdjęć ze śniadymi przystojnymi aktorami, którzy są ponoć popularniejsi od Toma Cruise'a.
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 12:54
              Gaba w powiewnych szmatkach i indyjskiej biżuterii bardzo mi się podoba! Już widzę scenę, jak robi piruet przed zachwyconą Joanną i mówi "jak wyglądam w kolorach ziemi?" :)))
              • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 14:27
                A może niech pobędzie jeszcze trochę w świecie? Czemu by nie wysłać kuzynek do Australii - Gaba mogłaby skontaktować się z Januszem ("Słuchaj, robię z Joaśką taki dziki wypad do Melbourne, masz tam może jeszcze znajomych, u których mogłybyśmy przekimać noc-dwie?"), Janusz poleci "znajomych", którzy okazują się jego byłą rodziną nr 2. Gaba świetnie się dogaduje z Sheilą Walters-Pyziak-Kumar (jej drugi mąż pochodzi z Pune - z Bombaju rzut kamieniem), i z dwójką Pyziaczątek - ciut młodszymi od Tygrysa bliźniakami Danielem i Anną (Janusz nalegał na międzynarodowe imiona), które z kolei bardzo chcą poznać swoje siostry z Polski...
      • kebbe Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 00:29
        Doskonałe! Czekam na więcej :)
      • topicha Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 00:53
        Hem, khem, *nieśmiało się wynurza* tak po pierwsze to chciałam się przywitać, już ładny kawał czasu podczytuję forum, ale jakoś nie przyszło mi do makówki, żeby się wypowiedzieć. Tu dochodzę do po drugie, czyli - klawiatura_zablokowana, twój fanfik jest naprawdę tak przesympatyczny i ciekawy, że aż mnie podstępnie zwabił do wypowiedzi. Ten styl i w ogóle całość mi przypomina wczesną MM, tylko że wreszcie aktualną ;>. I generalnie urzekł mnie skrót Buła oraz postawa Izabeli Łęckiej :).
        • brykanty Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 14:26
          Ale na BUŁ-ę mówiło się BUŁ-a od zawsze, co najmniej od lat 80. Moi koledzy mieli tam praktyki po pierwszym roku bibliotekoznawstwa w 1989 r. i nie nazywali jej inaczej jak Buła.
          ++++++++++++
          Koty. Koty są miłe. https://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
          • topicha Re: BaŁusia [fanfik] 10 29.01.13, 16:33
            Cóż, ja o tym nie wiedziałam. Co nie zmienia faktu, że skrót jest rozbrajający i upublicznienie dla osób, które o tym w życiu nie słyszały, jest dobre i miłe :>.
            • brykanty Re: BaŁusia [fanfik] 10 29.01.13, 19:46
              Dopóki koledzy mi nie powiedzieli, że mają praktyki w Bule, też nie znałam tego skrótu.
              :)
              Fajny jest. Nasz BUW taki nijaki przy tym.
              Chodziło mi o to, że akurat tego nasza znakomita autorka fanfika nie wymyśliła.
      • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 02:25
        Klawiaturo, rzekłabym, rozkręcasz się:))) Wszystko cudne, a już na wspomnienie pieroga w gębie, to mam ataki kwiku. Pieroga, nieprawda.
      • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 16:43
        Przypomniałaś mi dlaczego tak lubiłam Jeżycajdę! W Twojego fanfika uciekam przez złym i niedobrym światem tak jak kiedyś uciekałam w Idę Sierpniową albo Szóstą Klepkę.
        Jako studentka udająca, że się uczy do sesji (w rzeczywistości siedząca na forum) poprosiłabym o jeszcze trochę typowo studenckich wstawek. Może interesowana koleżanka z roku, co odzywa się tylko przed sesją by pożyczyć notatki? Jakieś wspólne wyjście grupy na piwo (zamiast na wykład), wątpliwości co do wyboru kierunku studiów, stanie w kolejce po wpis albo czekanie na dusznym korytarzu 5 godzinę na egzamin ustny (stres wymazuje całą wiedzę z głowy), gorączkowe kserowanie wszystkiego przez egzaminem lub zwykłe zaspanie na poranny wykład?

        Zawsze bardzo ceniłam w Jeżycjadzie te okruszki życia codziennego, Gabę wstającą wcześniej by się pouczyć na sprawdzian z fizyki, notatki z geografii w Brulionie Bebe itd.
        • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 18:25
          I zepsuty USOS, czy jak tam się nazywa jego BUŁowy odpowiednik!
          • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 18:47
            leni_stwo napisała:

            > I zepsuty USOS, czy jak tam się nazywa jego BUŁowy odpowiednik!

            Jak mogłam o tym zapomnieć!
      • kija80 Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.03.18, 22:49
        1
    • j_a_ch Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 11:56
      Boskie!
      Nie mogę się doczekać wizyty Łucji w domu rodzinnym wraz z Dresem :)
      Ziutek i jąkanie, dobry dowcip ;>
      Pozdrawiam w oczekiwaniu na więcej....
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 12:57
        Ida jest tak inwazyjna werbalnie, że któreś z jej pacholąt musiało się dorobić problemów z mową. Poza tym brakowało mi tego, że żadne z Borejcząt nie miało nigdy problemów w wieku dziecięcym, rodziły się same omnibusy cytujące Senekę bez zająknięcia już od kołyski.
        • j_a_ch Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 14:08
          No a przy okazji wyszedł mały prztyczek dla dziadka Ignacego, który w kilkumiesięcznym już Ziutku dostrzegł był zalążek wspaniałego mówcy, drugiego Cycerona, którego to portreciki mu znosił w "Sprężynie".
          A tu bach - jąkanie - zamiast Cycerona jest raczej Demostenes, czy jak mu tam było...
          Dlatego też dobry dowcip ;)
        • brykanty Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 14:21
          Klawiaturo! Dziękuję za odblokowanie Borejków - znowu są fajni. Świetnie się to czyta.
          W sumie to Gaba może zacznie myśleć o założeniu szkoły jogi - może ona tam pojechała doskonalić umiejętności ? Albo niech się i sanskrytu nauczy, coś naukowego naprawdę zacznie robić.
          Chciałabym też, żeby faceci zrobili się trochę mniej rozmemłani - okazało się, że mąż Idy leżał w letargu, bo w tej suterenie to nawet nie było się gdzie ruszyć - a teraz jakieś modele skleja i na zawody ze swoimi samolotami jeździ, może nawet na kurs szybowcowy się zapisał albo z Grzegorzem na paintballa się umawia.
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 16:31
            Zatrudnimy Gabę jako instruktorkę :) Co do szkół, to może lepiej nie przeginać z tą przedsiębiorczością, ostatecznie Arabelka ma szkołę karate, a Nutria szkołę językową. I nie zapominamy o firmie Robrojka, serwisie skuterów oraz firmie graficznej Kozia :))

            A pomysł odfiranienia facetów bardzo fajny. Może wreszcie będą mieli jakieś ludzkie cechy :)
            • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 16:52
              Gaba bedzie tatuaze z henny malowala i propagowala nowe techniki w zyciu seksualnym.A robic to bedzie z Randjtem ,30 letnim kochankiem,ktorego sobie z Indii przywiozla.
              Wzglednie otworza nowa hinduska knajpke w suterenie po Idusi.