BaŁusia [fanfik]

22.01.13, 00:45
BaŁusia

Porywisty wiatr zrywał z drzew ostatnie liście, a wstrętny przenikliwy deszczyk zacinał z ukosa, gdy Łucja Pałys opuściła gmach Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, zwanej czule Bułą. Szklane drzwi zasunęły się za nią z cichym szelestem i natychmiast zatęskniła za powrotem do klimatyzowanego, oświetlonego wnętrza. Westchnęła ciężko, poprawiła na ramieniu torbę z książkami i ruszyła ulicą Matejki, starając się osłonić głowę od wiatru. Niestety – czekała ją co najmniej półgodzinna przeprawa do domu, jeśli nie chciała ryzykować spotkania z kontrolerem biletów. Jej migawka utraciła ważność akurat wczoraj, a kupując rano bilet na tramwaj numer 12 zapomniała zupełnie, że miło byłoby jeszcze wrócić do domu tym samym środkiem transportu.
Do domu! Interesujące, jak szybko mieszkanko wynajmowane do spółki z innymi studentami stało się dla niej domem. Przez pierwszy miesiąc owszem, było jej ciężko i często dzwoniła do rodziców, którzy zostali w Poznaniu. Z czasem jednak oswoiła się z nowym miejscem i nawet była dumna ze swojej samodzielności.
- W życiu każdego młodego człowieka przychodzi taki moment – mawiała mama – kiedy musi się wyprowadzić od rodziców i spróbować swoich sił jako samodzielna jednostka. Ja to zrobiłam dopiero po ślubie i teraz czasem żałuję, że nie miałam możliwości pomieszkać samej lub z koleżankami, nikomu się nie tłumaczyć i być panią swojego czasu.
- Oj tam – śmiała się wtedy Łusia – przynajmniej nie czekaliście tak długo jak ciocia Gabrysia!
Po prawdzie, uśmiechnęła się pod nosem dziewczyna (naciągając mocniej czapkę na uszy, bo na znacznie szerszej ulicy Narutowicza wiało, jakby się kto powiesił), ciotka Gabriela także przecięła pępowinę. Zajęło jej to ponad sześć dekad, za to z prawdziwym hukiem. Zaczęło się od śmierci dziadków Borejko wskutek fatalnego zatrucia jadem kiełbasianym w sanatorium. Jak się okazało, staruszkowie nie pozostawili po sobie żadnego testamentu, mimo wielokrotnych gróźb pominięcia w takowym, które kierowali regularnie do co bardziej krnąbrnych członków rodziny. Nie trzeba chyba dodawać, że wielu odetchnęło z ulgą, bowiem wizja wydziedziczenia nie jest wcale przyjemną, kiedy samemu nie posiada się nawet jednego kąta na własność. Szczególnie drżała o swój przydział kuzynka Laura, której Mila Borejko wręcz nie znosiła. Mama Łusi do dzisiaj wspominała ze śmiechem swoją siostrzenicę idącą do ślubu w śmierdzącym kulkami na mole babcinym kostiumiku, byle tylko nie obrazić babci, znanej z jadowitych złośliwości i pamiętania zniewag aż po grób. Jednakże, dodała kiedyś po namyśle Ida, być może ja też bym panikowała, gdyby tuż przed ślubem narzeczony pokazał mi nasze przyszłe miłosne gniazdko, będące samowolką budowlaną bez prądu i wody, na dodatek w środku lasu. I urabiać dłonie pianistki na plantacji drzewek. Litości, przecież nawet ciotka Pulpecja porzuciła wreszcie naiwne marzenia o farmie i sprzedali z Florkiem te nieużytki pod działki rekreacyjne. Odkryli też, że znacznie łatwiej utrzymywać się ze sprzedaży ubezpieczeń oraz obsługi księgowej małych firm, których właściciele coraz gęściej osiedlali się poza miastem oraz punktu sprzedaży skuterów (wraz z serwisem), do czego Florek zawsze miał więcej serca niż do tych wszystkich porzeczek. Wyglądali teraz na nieco mniej zapracowanych, a wizualnie odjęło im z dziesięć lat, odkąd ciotka mogła znowu stroić się i malować, a wujek powrócił do glanów i skór, gdyż sumiaste wąsy mocno odstraszały potencjalnych nabywców.
Przechodząc przez plac Dąbrowskiego, Łucja złowiła okiem tytuł plakatu na Teatrze Wielkim. Reklamowali przedstawienie muzyczne na podstawie słynnej „Czarnej sukienki” Kala Amburki. Łusia zachichotała pod nosem, historia ta bowiem wciąż ją bawiła. Przez jakiś czas rodzina była przekonana, że słynnym Alem jest ich seniorka Mila, a wszystko za sprawą podejrzeń Anieli Żeromskiej, która opowiedziała Gabie z przejęciem, jak to jej mama robi korektę wszystkich sztuk rzeczonego Amburki, a kiedy aktorka ją na tym przyłapała pewnego Sylwestra, babcia zachowywała się wielce tajemniczo i z fałszywym uśmieszkiem wmawiała jej, że nie ma z autorem nic wspólnego. Jeśli jednak Borejkowie liczyli na ukryte pod materacem honoraria albo zyski z tantiem, musieli srodze się rozczarować – Kalem Amburką okazał się niejaki Zbysław spod Szczecina, dawny znajomy babci. Jedynym, co zostało po dziadkach, był stos książek, trochę rozsypujących się mebli, cukiernica z Kiejdan i wreszcie – mieszkanie przy ul. Roosevelta.
    • staua Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 04:32
      Będzie więcej? Bardzo ciekawe!
    • zsemle Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 10:13
      Bardzo ciekawie, i do tego w mojej ulubionej Łodzi. A będzie ciąg dalszy? :)
    • pampelune Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 10:35
      Świetnie się czyta i jestem już bardzo ciekawa co będzie dalej. Proszę o więcej.
    • soova Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 10:56
      Czy między kochającymi się siostrami Borejko wybuchnie kłótnia o mieszkanie pod hasłem: "ja się bardziej rodzicami opiekowałam!"?
      • a.nancy Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 13:18
        i komu przypadnie cukiernica?
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 11:55
      Będzie będzie, już niedługo wkleję ciąg dalszy :)
      • illegal.alien Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 12:38
        O, to super, bo mi sie rowniez podoba :)
        • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 13:08
          Prosze o wiecej!
      • iwoniaw Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 15:42
        To świetnie, bo zdecydowanie bardziej jeżycjadowe od ostatnich dzieł MM! :-)
        • soova Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 15:52
          To jest bardzo dobry tekst, ale nie jeżycjadowy, ale anty-jeżycjadowy. Bo wszak gdzie ciepło, blask lampy, herbatka, a przede wszystkim czarujące jeżyckie kamienice z wieżyczkami?
          • monikate Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 18:14
            Jeszcze!
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 18:58
      Było to mieszkanie zbyt wielkie, by mieszkała w nim jedna rodzina, na dodatek nadawało się do gruntownego remontu, którego nie przeprowadzano w nim nigdy za czasów bytności rodziny Borejków. Szczęśliwie wujek Robert znalazł przedsiębiorcę gotowego przerobić lokal na przestrzenie biurowe, transakcji dokonano więc zaraz po załatwieniu formalności spadkowych, a zysk ze sprzedaży podzielono solidarnie pomiędzy wszystkie córki Mili i Ignacego. Ten zastrzyk finansowy podziałał na wszystkich jak zastrzyk adrenaliny. Natalia i Robert natychmiast wzięli kredyt pod budowę domku jednorodzinnego na obrzeżach miasta; Ida i Marek mogli wyprowadzić się wreszcie ze znienawidzonej sutereny i kupili eleganckie, acz nieduże mieszkanie na strzeżonym osiedlu luksusowych bloków. Józek (po etapie bycia nazywanym Józinkiem i Józefem zdecydował się na najmniej pretensjonalny wariant) był od paru lat na misji w Afganistanie, a Łusia wyjechała na studia, więc mieszkał z nimi tylko najmłodszy brat, Ziutek. Patrycja i Florek wydali swoją część na rozkręcenie serwisu skuterów.
      Najbardziej jednak wszystkich zadziwiła Gaba. Do tej pory zrośnięta nierozerwalnie z matką (nawet podczas trwania obu małżeństw, a po ich zakończeniu wydawałoby się, że tym bardziej), po jej śmierci przejawiała klasyczne objawy tego, co nazywa się potocznie zerwaniem ze smyczy. Wynajęła kawalerkę na Bogucinie, kupiła od Florka skuter i zapisała się na jogę. Porzuciła także podjęte jeszcze za życia rodziców starania o stwierdzenie nieważności małżeństwa z Grzegorzem Strybą, uznając ostatecznie, że rozwód cywilny bez orzekania o winie zadowala ją zupełnie. Spotykali się zresztą często u Ignasia na wegetariańskich obiadach gotowanych przez jego chłopaka, Andrieja. Bardzo go lubili, chociaż z porozumiewaniem się bywało ciężko – Borejkowie nigdy nie byli zbyt mocni w językach nowożytnych, a sentencje łacińskie niezbyt pomagały w komunikacji z osobą wychowaną w kręgu kultury raczej bizantyńskiej. Ignaś poznał go podczas swojego pobytu jako obserwator wyborów w Rosji. Był wtedy jeszcze studentem filologii rosyjskiej z angielską, ale porzucił uczelnię wkrótce po licencjacie, gdyż dostał dobrą propozycję pracy w zachodniej korporacji.
      Łucja uważała to za całkiem niezłą karierę, chociaż sama mierzyła jeszcze dalej. Pilnie studiowała biologię w nadziei, że dostanie się na wymarzoną specjalizację genetyczną i być może wygra stypendium na prestiżowym zagranicznym uniwersytecie. A potem, kto wie… myśli młodej Pałysówny popłynęły ponad mokrymi dachami secesyjnych kamieniczek ulicy Piotrkowskiej w kierunku onieśmielających technologicznie laboratoriów Japonii lub klinicznego szpitala w Princeton, takiego jak w serialu „Doktor House”. Przewracając się czasem bezsennie na swoim trzeszczącym łóżku z Ikei (najtańszy model w katalogu jesień/zima 2016) Łusia marzyła o tym, jak pewnego dnia odkrywa gen odpowiedzialny za zapadalność na raka. Czasem chciało jej się śmiać z tych naiwnych rojeń, a czasem odczuwała frustrację, była bowiem wciąż bardzo daleko od Princeton, wciąż w wynajętym mieszkanku przy ul. Roosevelta (jakieś fatum z tą nazwą, czy jak?), wciąż zaledwie na pierwszym roku.
      - Oj tam oj tam – westchnęła z autoironią, chcąc dodać sobie werwy. Wypadło to dosyć żałośnie, gdyż już od progu poczuła dwie rzeczy: po pierwsze, Hanka znowu przypaliła krupnik, co oznaczało, że do jedzenia ostał się tylko pasztet i nieco wyschnięta angielka. Po drugie, w starej kamienicy, jak to zwykle, było okropnie zimno. Co znaczyło, że chyba zapomnieli zapłacić za ogrzewanie.
      • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 19:19
        świetne!

        (choć nie wierzę, że gaba miała kłopoty z rosyjskim, ona z tego pokolenia, które rosyjskiego uczyło się osiem lat w szkole i kilka na studiach, i na pewno miała piąteczkę)

        czy bogucin to symbol czegoś straszliwego?
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 19:59
          Wzięłam z mapy Poznania inną dzielnicę niż Jeżyce ;D
          • ciotka_scholastyka Re: BaŁusia [fanfik] 2 23.01.13, 11:05
            Bogucin jest pod Poznaniem, znaczy w granicach miasta, ale to wiocha, mało prawdopodobne, żeby stawiano tam bloki. Proponuję np. Górczyn. Stara dzielnica, ale mnóstwo się buduje.
            • nabakier Re: BaŁusia [fanfik] 2 27.01.13, 16:55
              Albo Luboń, sporo nowych mini-osiedli tam powstaje.
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:07
          Gaba bojkotowała język wroga :D
      • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:09
        To jest bardzo smutne opowiadanie, bo pokazuje, jak smierc zaledwie dwoch osob moze zmienic zycie chyba ze dwudziestu innych na cos normalnego, wydobyc ich skrywane dotad pasje (Gaba i jej kawalerka z joga - ktoz by o tym pomyslal na etapie np. Imienin?)
        Jak jeszcze ktos z Borejkowskiego kregu sprawi sobie psa/kota/swinke morska/rybki albo o zgrozo automatyczna suszarke do ubran - to juz definitywnie stwierdze, ze Mila i Ignac to byli tyrani, wampiry emocjonalne i wogole nicdobrego.
        • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:22
          Niestety przeprosic musze - Florkowie mieli jakis zwerzyniec, ale i tak wychodzi na to, ze zeby miec zwierze (w rozumieniu tego, co Anglicy nazywaja 'pet' - czyli zwierzatko dla przyjemnosci, a nie do pracy przy orce), trzeba sie wyprowadzic na wies - za zycia Mili i Ignaca oczywiscie.
          Za zycia Mili i Ignaca nawet dzieci nie mialy MARZEN o psie, chomiku, rybkach, swinkach morskich itp. Nie mam wlasnego potomstwa, ale z tego, co widze po znajomych - jest to sytuacja SF, po prostu niemozliwe do wyobrazenia. Walki o : ja chce pasa, swinke/chomika/rybki - to chyba najczestsze powody bitew pomiedzy rodzicami a dziecmi do 14 roku zycia. jeskli nie jedyne, pomijajac brudne skarpety, oceny, wstawanie rano itp.
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 21:20
            Spoiler!
            Zwierzątko dopadnie Łusię razem z resztą normalnego życia, gdy przeniesie się do bloków :D
            /Spoiler
      • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:10
        Calosc cudna, ale studentka biologii zachwycajaca sie az tak serialem " Doktpr House"? ;-) Ciezko mi w to uwierzyc. Tworcy tego serialu nie potrafia zrozumiec, jak dzialaja grupy krwi chociazby, popelniaja szkolne wrecz bledy.
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:16
          Przecież to są marzenia podlotka, nie oczekuj zbyt dużego realizmu. A poza tym ona nie marzy o byciu lekarzem w stylu konkretnej postaci, podobają jej się raczej warunki pracy w bogatych, zaawansowanych technologicznie laboratoriach :)
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:29
            W ktorych to laboratoriach ekipa House'a bardzo nielegalnie wykonuje badania, do ktorych nie ma cienia uprawnien ;-) Ale OK, wiem o co chodzi.
        • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:32
          Dziwowanie sie - to pierwszy krok ku rozwojowi. czasem - nawet czesto - szkolny blad , powtarzany przez pokolenia, moze byc inspiracja do wynalazku. Ja bym niepokormizm co do zastanych zasad uwazala za plus. Oczywiscie dopoki nie szkodza jakos wyraznie. I jesli sa podparte wiedza i odpowiedzialnoscia. Oraz prawem.
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 2 22.01.13, 20:48
            A widzisz, prawem. Lekarze z teamu House'a nie maja wiedzy, ani cienia uprawnien zawodowych, by przeprowadzac jakiekolwiek badania. A jednak to robia- wiadomo, zwykla redukcja postaci na ekranie, nie trzeba zatrudniac kolejnych aktorow, ale efekt jest marny.
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 3 22.01.13, 21:12
      - Tylko nie otwieraj okien! – Andżelika wleciała do przedpokoju jak oparzona, ledwie szczęknął zamek w drzwiach. – Wiem, że śmierdzi, ale padł termostat i kaloryfery nie grzeją.
      - Co znaczy, że nie mamy też ciepłej wody?
      - Mogę ci zagrzać półtora litra w czajniku elektrycznym. Zęby umyjemy, z kąpielą może być trochę gorzej. Hubert poszedł do spółdzielni załatwiać fachowca, ale pewnie i tak trzeba będzie wybulić na nowy termostat.
      - To drogie?
      - Lucy, ty mnie pytasz? Kto się wychował w kamienicy, ty czy ja?
      - No cóż, my zawsze mieliśmy piece... – po raz pierwszy Łusia wydawała się zmieszana. Dokończyła rozsznurowywanie glanów, wsunęła stopy w pantofle i padła zmęczona na wysłużoną kanapę w dużym pokoju, tuż pod plakatem z filmu „Czarny kot biały kot”. Torbę z książkami rzuciła obok. Jeśli miało być zimno, bez ciepłej wody i na dodatek odrobiny ciepłego jedzenia, wieczór zapowiadał się koszmarnie, nieważne, ile bałkańskich filmów zamierzał puścić im Hubert. Przez chwilę pożałowała, że w ogóle zamarzyło jej się samodzielne życie. I jeszcze ta przeklęta kamienica przy ulicy, nomen omen, Roosevelta! Teraz, gdy przypominała sobie życie w Poznaniu, uświadamiała sobie, że życie w kamienicy właśnie tak wyglądało: stare rury pękały, a od okien wiało, nawet wtedy, gdy dziadek Ignacy zabił je gwoździami w obawie przed chłopakiem Laury (to było jeszcze zanim babcia Mila zmusiła go wreszcie do regularnego przyjmowania tabletek). Sąsiedzi prowadzili u siebie metę, skutkiem czego ciotka Gabriela wiecznie narzekała na jakichś osiłków o zamglonym spojrzeniu mijających ją na Teatralce. Tyle że Łusia żyła wtedy w kokonie opieki rodziców i dziadków, którzy osłaniali ją przed tym, jak wygląda prawdziwy świat. Łusia nie wiedziała nawet, że powinna założyć konto w banku, kiedy podejmowała pracę jako roznosicielka darmowej gazetki w przejściu podziemnym. Do dzisiaj uszy ją paliły na wspomnienie spojrzenia, jakie jej posłała dobrotliwa skądinąd kadrowa.
      Co prawda, łódzka kamienica była w nieco przyjemniejszej okolicy niż ta poznańska – bezpośrednim sąsiadem była nie melina, ale dom kultury (aczkolwiek młodzieńcy o zamglonym spojrzeniu trafiali się i tam całkiem często), a pobliskie opuszczone tereny pofabryczne całkiem udatnie zrewitalizowano jako centrum modnych knajpek i dizajnerskich butików. Nie zmieniało to jednak faktu, że nagle zamarzyło jej się życie…
      - W bloku – powiedziała nagle Andżelika, nie zważając na donośne kichnięcie Łucji – kaloryfery mieliśmy stare, ale zawsze działały, bo były sieciowe, bez żadnych przeklętych pieców gazowych.
      Łusia uśmiechnęła się do siebie. Jej sublokatorka była weteranką wynajmowanych mieszkań, co nie dziwiło, zważywszy, że studiowała już czwarty rok administracji, trzeciego z kolei kierunku studiów. W Łodzi czuła się jak ryba w wodzie, ale czasem nie omieszkała wspomnieć o urokach rodzimego Radomia. Pod jej opiekuńcze skrzydła skierował Łusię wujek Robert. Rzecz jasna proponował młodej Pałysównie pokój u siebie i Natalii, w piętrowym domku na Nowym Złotnie. Marek nie ukrywał, że osobiście wolałby tę opcję, ale opór córki i wsparcie tego oporu przez Idę zwyciężyły. W dodatku Łucji niezbyt się uśmiechała położona na obrzeżach, nudna dzielnica willowa. Wolała zagrzybioną, ale stylową kamienicę w śródmieściu. Przynajmniej aż do teraz.
      Skrzypnęły nienaoliwione zawiasy, do środka wtoczył się Hubert, otrząsając z wody długie dredy i hipsterski kaszkiecik. Z jego przybyciem w mieszkaniu zrobiło się jakby cieplej, kolorowiej. Rozsiewał wokół siebie pozytywną energię, której żaden zepsuty termostat ziemi łódzkiej nie potrafił przyćmić.
      - No to mamy zimny wychów w ten weekend, miłe panie – oznajmił od progu – fachowca od pieców gazowych przyślą dopiero w poniedziałek po południu. Proponuję od razu skoczyć po gruzińskie wytrawne i ściągać jakąś głupią komedię z ipla, bo inaczej tego nie przetrwamy.
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 21:12
        - Nie, mówcie co chcecie, ja mam dość! – jęknęła Łusia, zrywając się z wersalki. – Mam dosyć życia w starej kamienicy! Dosyć awarii prądu na klatce i pękających rur! Dosyć nieszczelnych okien i grzyba w ścianie! Mam nawet dosyć tych koncertów jazzowych dobiegających nas z piętra niżej! Starczy!
        - Starczy to może być uwiąd – nie omieszkała się zemścić Andżelika. Młoda purystka pod wpływem emocji popełniała czasem rażące błędy językowe, ku uciesze pouczanych współlokatorów.
        - Jak zwał, tak zwał – Hubert podniósł uspokajająco obie dłonie – to co robimy?
        - Tylko Internet może nas uratować – oznajmiła wieszczym głosem Łusia, szukając laptopa w torbie. Znalazłszy, wybudziła go zniecierpliwionym ruchem ze stanu hibernacji i odpaliła przeglądarkę. Sieć nie załapała od razu, bo podłączali się nie do końca legalnie pod router w domu kultury (Hubert szybko odkrył, że kluczem sieciowym było imię pieska dyrektora ośrodka).
        Andżelika poszła zrobić wszystkim herbaty, bo przynajmniej na tyle mogli sobie pozwolić przy jednym nieco wysłużonym czajniku elektrycznym, przywiezionym jeszcze przez przedsiębiorczą właścicielkę mieszkania z dawnego RFN. Pogrzebała w szafce i znalazła trzy ostatnie czyste kubki: pierwszy należał do Hanki i nosił inskrypcję „My, chłopaki z Ozorkowa, nigdy cię nie zapomnimy” oraz zdjęcie czterech wyszczerzonych gąb licealnych kolegów (Łusia jej tego kubka wściekle zazdrościła – nie głupawego napisu, ale tego, że Hanka miała taką zgraną paczkę lub po prostu kogokolwiek w swoim rodzinnym mieście, kto chciał, by o nim pamiętała.) Kubek Huberta był świadomie wybranym kiczowatym suwenirem z Tirany, na tle czarnego orła widniał napis „I love Albania” z obowiązkowym czerwonym serduchem. Kubek Łusi, jedyny kawałek zastawy przywieziony z Poznania, był nieco obtłuczony i miał na boku dosyć pokracznego krasnalka. Jej własnego kubka nigdzie nie było – widocznie Hania zrobiła sobie rano w nim kawę i zapomniała umyć. Cud, że pamiętała o wyłączeniu gazu przed wyjściem na wieczorny wykład, zanim garnek z krupnikiem przepalił się na wylot. Hanka była uroczą i pracowitą dziewczyną, ale nieco postrzeloną.
        Kiedy wróciła z parującą yerba mate w dłoniach do pokoju, Hubert i Łusia już z zapałem przetrząsali portale ogłoszeniowe, szukając lokalu do wynajęcia. Łusia kategorycznie odrzuciła wszystkie urocze kamieniczki w centrum, słusznie prorokując, że atrakcyjna cena oznaczała ogrzewanie na węgiel lub zagrzybioną łazienkę.
        - Trzy pokoje na pierwszym piętrze w bloku przy ulicy Zachodniej 1, spokojna okolica, łazienka po remoncie. Tysiąc za całość. Cena do negocjacji pod warunkiem zajęcia się psem – przeczytał Hubert głośno, nachylając matrycę, by Andżelika też mogła zobaczyć ogłoszenie – to brzmi obiecująco.
        - Zachodnia? To chyba w centrum - ucieszyła się Łucja. Hubert rzucił jej rozbawione spojrzenie.
        - W centrum jest koniec Zachodniej. Zachodnia 1 to będzie gdzieś przy Limanowskiego. Co znaczy, że dojazd jest dobry, mamy co najmniej cztery tramwaje do śródmieścia – wyjaśniła Andżelika.
        - A co to za dzielnica?
        - Bałuty.
        - O – rzuciła z głupia frant Łusia, bo nazwa nic jej nie mówiła. Co nie dziwiło zważywszy, że jej rodzina od pokoleń mieszkała w Poznaniu, a znajomych spoza miasta praktycznie nie mieli. Gwoli ścisłości należy dodać, że Łusia aż do wyjazdu na studia nie miewała żadnych własnych przyjaciół. Tych parę osób zaglądających czasem na Roosevelta 5 to byli znajomi jej mamy i cioci Gabrysi. Tata chyba w ogóle z nikim się nie przyjaźnił.
        - Bałuty to łódzka Praga czy Nowa Huta – wyjaśniła Andżelika z szelmowskim błyskiem w oku – nasz własny Bronx. Coś jak wasze Jeżyce, nie?
        - To co, ja tam zadzwonię, zostało mi trochę darmowych – Hubert jak zwykle przystąpił energicznie do czynu.
        Łusia kiwnęła głową i poczuła, jak burczy jej w brzuchu. Idąc z Buły spaliła z pewnością już kanapkę kupioną rano w bufecie oraz świeży sok z marchewki. Chyba nawet jej restrykcyjna matka nie potępiłaby w tym momencie wrzucenia do żołądka czegoś jeszcze, chociaż zazwyczaj kąśliwie komentowała dietę Łusi, szczególnie gdy ta nabrała nieco kobiecych krągłości. Cóż, nie wszyscy mogli mieć po trzech ciążach BMI wynoszącego 18,5, kompletnie się o to nie starając. Łusia mimo rozpaczliwych starań o utrzymanie sylwetki nimfy miała parę kilo za dużo (to znaczy wglądała zupełnie normalnie), wdała się bowiem w nieco okrąglejszą rodzinę Pałysów, a jej tata po czterdziestce wyraźnie nabrał brzuszka. Na szczęście Idy tu nie było i nie miał kto potępić decyzji, jaka właśnie miała wydostać się z ust jej córki:
        - Wiecie co, to ja może skoczę do In Centro po dużą margheritę... skoro i tak nic nie ugotujemy.
        Współlokatorzy przyjęli ten pomysł z entuzjazmem i natychmiast wysupłano z kieszeni drobne. Zrzutka przyniosła 23,50 zł, więc po krótkiej dyskusji zdecydowano o zakupie dodatkowych pieczarek i szynki na pizzy. Wykrzykiwano z pokoju jeszcze ostatnie uwagi o tym, czy lepiej wziąć sos pomidorowy i czosnkowy czy dwa pomidorowe, gdy ubrana już Łusia zamarła z ręką na klamce.
        - Ale jak to… zająć się psem? – wyszeptała pobladłymi ustami.
        • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 21:29
          Je-szcze! Je-szcze! Błagam, niech ten pies to będzie śliniący się 40-kilowy bokserek!
          • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 22:32
            Tak! Pisz proszę dalej! Świetnie się to czyta!
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 4 22.01.13, 22:38
              Dzięki za miłe słowa, ale dzisiaj już chyba nie dam rady nic stworzyć. Może jutro przyjdzie wena :)
        • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 4 29.01.13, 21:31
          > - Bałuty to łódzka Praga czy Nowa Huta – wyjaśniła Andżelika z szelmows
          > kim błyskiem w oku – nasz własny Bronx. Coś jak wasze Jeżyce, nie?
          Muszę zaprotestować- Jeżyce to stara, szacowna, mieszczańska dzielnica, żaden Bronx. Bronx to Wilda.
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 4 29.01.13, 21:50
            Bronx chyba i tak lepszy niz Queens, oprocz Forest Hills, rzecz jasna :)
            • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 4 29.01.13, 21:52
              No niby tak,ale trzeba ustalić pryncypia:)
    • villanden Re: BaŁusia [fanfik] 22.01.13, 23:19
      Cu-dow-ne!!!
      Wsiaklam zupelnie.
      Dziekuje za dotychczasowe i czekam na jeszcze :-))))
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 00:55
      Na specjalne życzenie retro piesek został 50-kilowym bokserkiem!

      - Halo?
      - Halo, halo!
      - Czekaj, teraz cię słyszę… podłączyłam nowe słuchawki, bo stare chyba Vader zjadł... o! Jest i video. Cześć, mamo!
      - Cześć, dziecinko! Co to ja czytam, że się przeprowadziłaś?
      - No. W starym mieszkaniu były problemy z ogrzewaniem.
      - A to bardzo słusznie, że zmieniłaś mieszkanie. Jeszcze byś mi dostała zapalenia płuc i kto by się tobą zajmował w tym dzikim mieście?
      - Przecież nie mieszkam sama. Już ci pisałam o moich współlokatorach.
      - Jakoś nie brzmieli z opisu na ludzi godnych zaufania. Nie ma to jak rodzina!
      - Uważaj, bo brzmisz jak babcia Mila. Ona też tępiła wszystkich, którzy nie pasowali do jej wyobrażenia o romantycznym studencie z suchotami.
      - No wiesz co! Ja mam wyobrażenia studentów bardzo pozytywistyczne. Rodem z „Lalki”, konkretnie.
      - Nie mamy cukru w ludzkich czaszkach. Szczerze mówiąc, to w ogóle nie mamy cukru. Hubert kupuje stewię.
      - Moja dziewczynka! A jak tam waga?
      - Sześćdziesiąt siedem i pół.
      - A już się cieszyłam, że schudniesz na studenckim wikcie.
      - Tyle co ty nie będę ważyć nigdy. Musiałabym sobie amputować jedną nogę.
      - Bardzo śmieszne. To jakiś dowcip rodem z blokowiska?
      - Co? Vader, nie rusz!!!
      - Pisałaś, że mieszkasz teraz w bloku. Kto to w ogóle jest, ten właściciel?
      - Mamo, zapewniam cię, że jest normalny.
      - Co to znaczy normalny?
      - No, normalny, taki jak… jak my. Skończył studia. Ma żonę w ciąży. Chyba nawet wzięli ślub kościelny. I w ogóle.
      - „I w ogóle”? Ha! Nie poznaję mojej małej purystki! A gdzie te strofy z Mickiewicza, którymi doprowadzałaś swojego biednego ojca do bólu głowy?
      - A skoro o tym mowa, co u Laury i Adama?
      - Tygrysek hmmm… dobra, powiem ci, ale jakby co nie wiesz tego ode mnie.
      - No gadaj, bo… szlag! Vader, ty przeklęta fabryko śliny! Wynocha do kuchni, ale już!
      - To ten pies, tak?
      - Tak. Pięćdziesiąt kilo nachalności.
      - Tylko żebyś mi nie dostała alergii.
      - O ludzie…! Czy ja kiedyś miałam alergię na jakieś zwierzę? Zresztą, w Poznaniu nie mogłam przygarnąć do domu nawet głupiej myszy!
      - Mysz, jeszcze czego! Twoja babcia by dostała zawału.
      - Nie zmieniaj tematu. Co z Laurą?
      - Laura wyprowadziła się z Daglezji.
      - Tak coś czułam z jej ostatniego maila. To gdzie mieszka?
      - Pamiętasz Lelujków?
      - No nie… który to? Vader, ruda małpo! Mamo, przepraszam, muszę się rozłączyć, Vader narobił na matę. Hanka się wścieknie, kupiła ją specjalnie, żeby nie porysować paneli, a teraz przejechałam po tym krzesłem i… Vader, zostaw dracenę! Vader, nieeeeee…
      • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 07:56
        Piękne. Ciekawe i zgrabnie pisane :))

        Ps.
        co to jest angielka do jedzenia?
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 10:54
          Angielka to bułka paryska :)
          • mankencja Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 12:54
            czyli weka?
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 18:52
              Pojęcia nie mam. Takie coś
              upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/61/Angielka.JPG/782px-Angielka.JPG
            • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 5 26.01.13, 12:31
              Ano weka, zwana tez w innych regionach bulka wroclawska albo batonem. Ale w lodzkiem to jak najbardziej angielka :)
              • ready4freddy Re: BaŁusia [fanfik] 5 12.02.13, 15:52
                wygląda zupełnie jak francuz :D nie wiem, czy tylko w Zagłębiu, czy gdzie indziej też się tak mówi :)
      • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 11:57
        Kwiiiiiiii! Dziękuję, dziękuję za Vadera-boksera! Ruda małpa :) :) :)
        • meduza7 Re: BaŁusia [fanfik] 5 23.01.13, 12:13
          To. Jest. Boskie :D
    • nabakier Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 07:43
      Klawiaturo, będę wierną czytelniczka dalszych ciągów :-) Jad kiełbasiany i Zbysław Amburka rządzą!
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 6 23.01.13, 10:58
        No to jeszcze porcyjka do późnego śniadania:

        Romek ujrzał rudą dziewczynę z torbą „Światowy dzień walki z AIDS” w momencie, gdy poślizgnęła się na śnieżnym błocie biegnąc przez skwerek przy ulicy Zachodniej i Zgierskiej. Kto i dlaczego zostawił na styku dwóch dużych arterii bezpańską, niezagospodarowaną połać ziemi, było dla niego tajemnicą. Zazwyczaj nikt po niej nie chodził, z wyjątkiem właścicieli psów. Obejrzał się zatem za pupilem, co uciekł rudowłosej. Instynkt go nie zawiódł: dwadzieścia metrów przed krzyczącą i zapłakaną dziewczyną jasnobrązowy bokserek przymierzał się do kopulacji z wilczycą pana Mietka mieszkającego koło straży pożarnej. Romek gwizdnął przeciągle na Dorin (została tak nazwana na cześć pobliskiego salonu sukien ślubnych), suczka podbiegła na znajomy sygnał, wymykając się napalonemu bokserkowi. Tyle wystarczyło, by pan Mietek pochwycił smycz ciągnącą się po ziemi, a uczynił to z gracją, o jaką nikt by nie podejrzewał starszego alkoholika po wylewie. Spojrzał na spąsowiałą właścicielkę boksera tak oskarżycielsko, że Romek aż parsknął z rozbawieniem. Zakłopotana dziewczyna otrząsnęła ze śniegu kremowe dżinsy i wyciągnęła nieśmiało rękę po smycz.
        - Na drugi raz pilnuj tego rozpłodowca, dziouszka – splunął z wyższością pan Mietek przez szparę między zębami – nie chceta dostać na wychowanie krzyżówki boksera z wilkiem, co nie?
        - B-b-bardzo przepraszam – wybąkała dziewczyna, odbierając smycz skaczącego wesoło psa – Vader, do jasnej Anielki!
        Romek nie wytrzymał i parsknął głośnym śmiechem.
        - Ulżyj sobie, kotku! Powiedz „do jasnej cholery!”
        - Ja tak nie mówię – obruszyła się zaraz panna porządnicka, pochylając poczerwieniałą twarz nad łapą Vadera, który właśnie zaplątał się w smycz.
        - Dziouszka, byś podziękowała chłopakowi, zamiast się ciskać – zarechotał pan Mietek – żeby nie on, to byśmy już ci wnosili sprawę o alimenty. A wierz mi, znam się na tym.
        - Dziękuję – rzuciła pospiesznie jak skarcona pensjonarka.
        Romek zlitował się wreszcie.
        - Daj to – powiedział, niemal wyrywając jej smycz z dłoni – w ogóle nie umiesz go prowadzić, co? Chcesz chusteczkę, żeby wytrzeć sobie te gacie? Ja pier… dykam, kto zakłada jasne dżinsy na zimowy spacer z psem? Spójrz na mnie!
        Ponieważ nie odpowiadała (i nie spojrzała!), tylko wbiła ręce w kieszenie, a wzrok w ziemię, zapytał już łagodniejszym tonem:
        - Daleko mieszkasz?
        - Nie, tutaj – wreszcie wydusiła z siebie dłuższe zdanie – przy Zachodniej. Naprzeciwko Żabki. Poradzę sobie. Nie musisz…
        - Przecież ten pies ucieknie ci dwadzieścia razy, zanim tam dotrzesz.
        Wyciągnęła rękę, jakby chciała mu odebrać smycz, ale zaraz opuściła ją z powrotem, chyba uznając wyższość tej argumentacji. Spod zielonego płaszczyka zajaśniał rękaw… tak. Koszuli w krateczkę. Mógł się założyć o swój nowy modlitewnik Keltona, że miała na sobie też bezrękawnik w stylu oksfordzkim.
        Uśmiechnął się. Przeszli w milczeniu całą połać aż do świateł na Limanowskiego, Romek zręczne kierował psem tak, by ten nie wskakiwał w kałuże rozjeżdżonego błota. Minęli parking i przystanek autobusowy, nadal nic nie mówiąc. Dopiero pod blokiem przy wylocie ulicy Krótkiej oddał dziewczynie smycz.
        - Mam na imię Romek.
        - Yyy… Łusia, to znaczy Łucja – odpowiedziała dziewczyna, wyraźnie czymś bardzo zestresowana.
        - Nie bój się, nie będę się wpraszał do środka – wyszczerzył zęby.
        - Nie boję się!
        - Oj przestań. Trzęsiesz tymi snobistycznymi ząbkami na samą myśl, że jakiś facet z blokowiska zapamięta, gdzie mieszkasz. Albo że twoje koleżanki zobaczą z okna, jak rozmawiasz z gościem w… tak, powiem to głośno. W dresie.
        • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 6 23.01.13, 12:43
          Coraz ciekawsze :D
          • staua Re: BaŁusia [fanfik] 6 23.01.13, 18:42
            Więcej, więcej - doceniam zwłaszcza smaczki typu "modlitewnik Keltona". Czy Romek przekona Łusię, że zrzucić tłuszczyk może nie tylko na drakońskiej diecie Idy?
        • yowah76 Re: BaŁusia [fanfik] 6 28.01.13, 23:44
          Vaderkowi proponuje suprelorin :P zanim wlasciciel wroci akurat
    • jhbsk Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 12:51
      Jak to miło coś takiego poczytać.
      • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 13:01
        Komplement!Jestes o wiele szybsza w pisaniu niz MM i tresc jest o milion ciekawsza niz w Mc...
        Z zapartym tchem czekam na dalszy ciag,tylko Idusia za malo choleryczna jest,nawet nie rzucila sluchawka :)
        Super,prosze szybko o wiecej!
        • monikate Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 17:36
          Jeszcze, jeszcze!!! Nie można się oderwać!
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 19:07
            Styczeń nie był dla Łusi łaskawy. Już w grudniu zawaliła sążniaste kolokwium z biostatystyki, skutkiem czego jej udział w życiu towarzyskim studenckiego mieszkanka spadł niemal do zera. Do szału doprowadzały ją chichoty Hanki i Andżeliki zza ściany (wzięły największy pokój, ale z kolei ona i Hubert mieli mniejsze tylko dla siebie). Próbowała udawać, że gardzi oglądaniem seriali, a już szczególnie czymś tak wtórnym i ogranym jak dziewiętnasty sezon „Gry o tron”. Prawda była jednak taka, że marnotrawienie czasu na popłuczyny po prozie Martina było dla Pałysówny luksusem, na który tak czy owak nie mogła sobie pozwolić. Współlokatorki szybko zaliczyły zimowe egzaminy i miały jeszcze wolny cały tydzień sesji. U Huberta też nie znalazła zrozumienia, gdyż jako student Politechniki zdawał egzaminy o charakterze bardziej praktycznym. Borejcza duma podpowiadała jej, że jako córka dwóch lekarzy powinna mieć we krwi coś tak banalnego jak biostatystyka. Niestety, krew nie dawała o sobie znać w żaden sposób. Łucja bała się nawet pomyśleć o tym, że może być po prostu kiepska z matematyki. Wszystkie te emocje piętrzyły w niej napięcie, które rozładowywała tak, jak umiała, to znaczy – jedząc.
            Niestety, łódzka pizza była dobra, a sosy darmowe. Niestety, piekarnia ze słodkimi drożdżówkami i pączkami wiedeńskimi znajdowała się naprzeciwko jej domu. Niestety, kiedy wysiadała z tramwaju, od chińskiego baru Ha Dong dochodziły ją słodkie zapachy zakazanego owocu (Ida padłaby trupem, gdyby zobaczyła swoją pociechę zajadającą się kurczakiem gonbao w sosie słodko-kwaśnym). Niestety, zaledwie kawałek dalej wzdłuż Zachodniej był bar z domowym jedzeniem, gdzie Łusia czasem przemykała wstydliwie na smakowite pyzy lub kluski na parze z owocami i bitą śmietaną. Niestety, w pobliżu Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska otworzyła się kolejna filia jej ukochanej jeszcze z czasów poznańskich naleśnikarni. Niestety, Żabka po drugiej stronie ulicy Zachodniej była otwarta do 23.00, a stacja Statoil z hot dogami XXL przy Zgierskiej – całą noc.
            Nic dziwnego, że w połowie stycznia Łucja nie była ani trochę mądrzejsza, za to grubsza o całe cztery kilo, z czego dwa zarobiła już w czasie świąt i imprezy rocznicowej rodziców. Sylwestra spędziła z rodziną – Józek akurat dostał przepustkę. Laura wykręciła się wizytą u Róży w Kairze (która realizowała tam kwerendę w ramach jakiegoś grantu), ale i tak wszyscy domyślali się, że nie chciała jeszcze konfrontować rodziny z Wiktorem Lelujką. Co ciekawe, pojechała z nią także Gabriela. Natomiast do Pałysów wpadli Rojkowie i Łusia została zmuszona do szczegółowych opowieści, jak jej się żyje w bałuckiej dżungli. Młoda studentka połykała grzecznie kolejne dokładki ciasta, byle uniknąć zbyt wyczerpujących sprawozdań. Nie mogła się przecież przyznać do zawalenia kolokwium. Ani do zbierania kup Vaderka na skwerku z zagadującym przyjaźnie panem Mietkiem nad głową. Ani do pozdrawiającego ją na ryneczku ciemnowłosego faceta w dresie. Po prostu nie. Złożyła zatem swój luzik w pasie na ołtarzu zachowanej godności.
            Gdy wróciła do Łodzi, udawała, że popsuła jej się kamerka w laptopie, co akurat było nietrudno zwalić na Vadera. Schowała w szparę meblościanki ładowarkę do baterii, by nikomu nie wpadło do głowy robić jej zdjęć. Pragnęła zapomnieć o tym, że jest gruba, głupia i beznadziejna. Na dodatek zbliżały się Walentynki.
            - Moje życie jest bez sensu – westchnęła rankiem dwudziestego pierwszego stycznia, gdy już udało jej się wyłączyć wydzierający się budzik w smartfonie. Tak właściwie nie miała po co wstawać. Była sobota, dzień sprzątania. Zadania z biostatystyki straszyły z otwartego skryptu, porzuconego tam gdzie wczoraj i dwa dni temu, nieskalane próbą rozwiązania, za to nieco już upstrzone drobinkami konsumowanych nad nimi wafelków Prince Polo (promocja w Biedronce).
            • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 19:39
              Klawiaturo, uwielbiam cię!
              Moje rodzinne Bałuty.
              Łusia ważąca dokładnie tyle samo, co ja w tej chwili.
              I jeszcze awaria piecyka gazowego, którą właśnie przeżywam w moim wynajmowanym mieszkaniu poststudenckim - ogrzewanie wprawdzie jest, ale ciepłej wody nie ma.
              Balsam na moją duszę :)
            • yo-a-ko Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 20:13
              Jak przypuszczam, Róża nie tylko wyjechała do Kairu, ale również zaczęła ubierać się na purpurowo :-)))
              • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 20:18
                Zastanawiałam się, gdzie wysłać Różyczkę, a Frycka zostawić z przychówkiem - i skojarzenie było silniejsze ode mnie. A że Arabowie i Egipcjanie byli znani z wiedzy astronomicznej, to dało się to jakoś uzasadnić ;)
                • nadiana_pl Re: BaŁusia [fanfik] 7 23.01.13, 20:37
                  Wpadałam na forum raz dziennie, sprawdzałam nowe posty i znikałam. Przez Ciebie Klawiaturo jestem co pół godziny w oczekiwaniu na nową część. :D
            • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 29.01.13, 21:41
              > kluski na parze z owocami i bitą śmietaną.

              Obawiam się, ze prawdziwy Poznaniak styka sie z ta kombinacją w przedszkolu- li i jedynie. Dorosli jedza pyzy (bo w Poznaniu pyzy są wylacznie drozdzowe na parze) z modrą kapustą i kaczką z jabłkami, nigdy na slodko. To taka herezja kulinarna, jak pyry bez gzika!
              Mogę zostać samozwańczym konsultantem poznańskości, chcesz? Mogę, mogę, mogę?
              • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 29.01.13, 22:23
                > Obawiam się, ze prawdziwy Poznaniak styka sie z ta kombinacją w przedszkolu- li
                > i jedynie. Dorosli jedza pyzy (bo w Poznaniu pyzy są wylacznie drozdzowe na pa
                > rze) z modrą kapustą i kaczką z jabłkami, nigdy na slodko. To taka herezja kuli
                > narna, jak pyry bez gzika!

                Ale Łusia jadła je w Łodzi! A tam sa popularne.
                • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 29.01.13, 22:56
                  Rozumiem, ale jako Poznanianka z dziada pradziada zaręczam honorem, że w Łodzi też bym tego połaczenia nie tknela:) Walcze o realizm fanfikowy:) Wychowana na polskim śledziu w occie nie zaakceptujesz tak łatwo skandynawskiej kombinacji sledzia z bitą smietana:)
                  • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 30.01.13, 00:26
                    > Rozumiem, ale jako Poznanianka z dziada pradziada zaręczam honorem, że w Łodzi
                    > też bym tego połaczenia nie tknela:) Walcze o realizm fanfikowy:) Wychowana na
                    > polskim śledziu w occie nie zaakceptujesz tak łatwo skandynawskiej kombinacji s
                    > ledzia z bitą smietana:)

                    Tak sie sklada, ze sledzie uwielbiam, w Szwecji bylam i nie plulam. Ba, jadlam takie i w UK, bo polskich tam gdzie mieszkalam nie szlo dostac :P Ty moze bys nie tknela, ale Lusia moze, tym bardziej, ze wlasna matka ja karmila nader dziwacznie (te lody na kolacje). Nie rozumiem, czemu wedlug ciebie mialaby byc tak skostniala w tej kwestii, probuje przeciez nowych rzeczy.
                    • maritt.g Re: BaŁusia [fanfik] 7 06.08.13, 09:51
                      To może wiesz coś na temat kiszonych śledzi? Jadłam niedawno. Wszyscy pluli.
                • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 7 30.01.13, 15:26
                  > > Obawiam się, ze prawdziwy Poznaniak styka sie z ta kombinacją w przedszko
                  > lu- li
                  > > i jedynie. Dorosli jedza pyzy (bo w Poznaniu pyzy są wylacznie drozdzowe
                  > na pa
                  > > rze) z modrą kapustą i kaczką z jabłkami, nigdy na slodko. To taka herezj
                  > a kuli
                  > > narna, jak pyry bez gzika!
                  >
                  > Ale Łusia jadła je w Łodzi! A tam sa popularne.

                  W Łodzi jak najbardziej je się pyzy drożdżowe na parze (pampuchy) na słodko, nadziewane truskawkami. Na słono również, ale chyba częściej w wersji z gulaszem wołowym, ja przynajmniej nigdy nie jadłam ich z kapustą i kaczką.
                  • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 30.01.13, 20:33
                    > W Łodzi jak najbardziej je się pyzy drożdżowe na parze (pampuchy) na słodko, na
                    > dziewane truskawkami. Na słono również, ale chyba częściej w wersji z gulaszem
                    > wołowym, ja przynajmniej nigdy nie jadłam ich z kapustą i kaczką.

                    Kluski na parze, zwane pampuchami, wg mnie nie sa nadziewane. Nadziewane to sa knedle ;) U mnie sie te kluski jadalo z kapusta i gulaszem, jak piszesz, albo z sosem owocowym - smietana, jogurt lub kefir zmiksowane z cukrem i truskawkami, wisniami, jagodami. Te kluski sa puchate i wciagaja duzo-duzo sosiku :)
                    • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 00:14
                      I po tym mozna rozpoznac, ze nie jestes z Poznania:)
                    • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 09:31
                      slotna napisała:

                      > > W Łodzi jak najbardziej je się pyzy drożdżowe na parze (pampuchy) na słod
                      > ko, na
                      > > dziewane truskawkami. Na słono również, ale chyba częściej w wersji z gul
                      > aszem
                      > > wołowym, ja przynajmniej nigdy nie jadłam ich z kapustą i kaczką.
                      >
                      > Kluski na parze, zwane pampuchami, wg mnie nie sa nadziewane. Nadziewane to sa
                      > knedle ;)

                      Knedle to knedle, a pampuchy to pampuchy, calkiem inny smak :) Jedne muszą być nadziewane obowiązkowo, drugie opcjonalnie.

                      wegetarianka.blox.pl/2009/07/PAMPUCHY-Z-JAGODAMI.html
                    • jhbsk Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 10:22
                      Pampuchy są wg mnie z ciasta drożdżowego, knedle z ziemniaczanego.
                      • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 11:07
                        Rany, przeciez odrozniam knedle od klusek na parze, ale tych drugich nigdy nadziewanych nie widzialam. Moglam napisac, ze nadziewane to sa pyzy, ale zaraz by sie okazalo, ze po poznansku pyzy i pampuchy to to samo :P
                    • kajaanna Re: BaŁusia [fanfik] 7 31.01.13, 21:10
                      Ile zamieszania z powodu klusek!

                      Jako Ślązaczko-Kujawianka, mieszkająca na Mazowszu Was rozsądzę:
                      1. Pampuchy (kluchy na łachu, parowańce) - w Wielkopolsce je się z mięsem (kaczka + czerwona kapusta)
                      2. Jako "buchty" na Śląsku znane są jako "obiad na słodko". Nadziewane owocami, podawane z jagodami i śmietaną.
                      3. Pyzy. Na Śląsku znane jako kluski polskie (z tartych surowych ziemniaków wymieszanych z gotowanymi)
                      4. Te mogą być nadziewane mięsem. Trochę bardziej na północny wschód nabierają miana kartaczy albo zepelinów, z nadzieniem w środku.
                      5. Pozostają jeszcze guminklejzy, czyli "święte kluski"*) - w reszcie Polski zwane "śląskimi" okrągłe, z dziurką.

                      ___
                      *) ugotowane, przetarte przez praskę pyry, zebrane w kopczyk, dzieli się krzyżem na cztery. Jedną czwartą wypełnia się mąką pszenną dodaje jajko i trochę soli.
                      • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 01.02.13, 21:14
                        > Jako Ślązaczko-Kujawianka, mieszkająca na Mazowszu Was rozsądzę:
                        > 1. Pampuchy (kluchy na łachu, parowańce) - w Wielkopolsce je się z mięsem (kacz
                        > ka + czerwona kapusta)

                        Hehehe, w Poznaniu to sa pyzy i w ten sposob Twoja próba rozsądzenia prawidłowosci nazewnictwa legła w gruzach:)
                        • kajaanna Re: BaŁusia [fanfik] 7 02.02.13, 16:20
                          Co te zabory z nami zrobiły... Skłóciły nas nawet w sprawie klusek.
                          • vi_san Re: BaŁusia [fanfik] 7 02.02.13, 20:22
                            Jakby nie można stwierdzić po prostu, że kluchy dobre są, i już? A czy je nazwiemy parowańcami, pampuchami, czy jeszcze jakoś inaczej to detal.
                            • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 15:30
                              Kluski kluskami, a ja tu cały czas zaglądam z nadzieją na kolejny odcinek :) Jestem ciekawa, co tam dalej u Łusi, czy ciągnie dalej biologię, czy jada czasem chleb posmarowany nożem, jak radzi sobie w kontaktach z Romkiem, czy Laura znalazła pracę by mieć z jakieś dochody, jednocześnie marząc o czymś bardziej interesującym... oraz czy Ida dokonała niezapowiedzianego nalotu na studenckie mieszkanko Łusi.
                              • vi_san Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 16:22
                                Nie ty jedna czekasz...
                          • ginny22 Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 18:40
                            A ja miałam myśl zgoła przeciwstawną: tyle lat urawniłowki, a nadal choćby przy kluchach takie piękne zrózniocowanie regionalne :D
                            • kk345 Re: BaŁusia [fanfik] 7 03.02.13, 19:29
                              Swietne zobrazowanie powiedzenia o szklance do połowy pełnej lub do połowy pustej:)
                      • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 7 02.02.13, 11:56
                        > 3. Pyzy. Na Śląsku znane jako kluski polskie (z tartych surowych ziemniaków wym
                        > ieszanych z gotowanymi)
                        > 4. Te mogą być nadziewane mięsem. Trochę bardziej na północny wschód nabierają
                        > miana kartaczy albo zepelinów, z nadzieniem w środku.

                        Myslalam, ze pyzy sa okragle, a zepeliny podluzne ;)
            • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 7 13.02.13, 11:49
              Borejcza duma podpow
              > iadała jej, że jako córka dwóch lekarzy powinna mieć we krwi coś tak banalnego
              > jak biostatystyka.

              Hej :-) Uzupełniam luki w (smacznej) lekturze, bo w styczniu chorowałam. I przy okazji: Łusia jest córką DWOJGA lekarzy, nie dwóch:-) Takie cuda jeszcze nie istnieją:-)
              • driss1 Re: BaŁusia [fanfik] 7 19.02.16, 13:57
                tak gdzie pojawia się statystyka pojawia się biostatystyka i metodolog
                www.nauka.metodolog.pl/biostatystyka-analiza-statystyczna-danych-w-medycynie-biometria-biostatyka/
    • melomanka87 Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 20:50
      Tylko czemu właściwie Łusia na studia wyjechała do Łodzi? W Poznaniu miałaby takie same specjalizacje związane z genetyką - biologię eksperymentalną i molekularną, jest też zakład genetyki.

      Czyżby Łusia chciała po prostu uciec z domowego ciepełka?
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 23.01.13, 21:03
        Łusia chciała się wyrwać, a wyjazd na studia był idealną okazją. Być może nawet przekonała rodziców, że w Łodzi ten akurat kierunek jest lepszy. Vide casus Anieli Kowalik :)
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 8 23.01.13, 20:58
      Z kuchni dobiegły ją śmiechy. Zaintrygowana, zarzuciła szlafroczek na piżamę w bałwanki i wyjrzała zza przeszklonych drzwi. Teraz mogła rozróżnić słowa.
      - Nadeszła chwila prawdy! – huczała Hanka z udawaną grozą. – Właź na to, Hubercie, albowiem prawda cię wyzwoli.
      - Lepiej nie! Od tego się płacze! – śmiała się Andżelika.
      Łucja zajrzała do kuchni. Współlokatorzy stali nad jakimś przedmiotem leżącym na ziemi, trącali się i żartowali. Obok leżało porzucone pudło kartonowe. Napis i zdjęcie nie pozostawiały wątpliwości: ktoś kupił wagę łazienkową. Postanowiła nie reagować na obecność wroga. Rozmyślnie głośno otworzyła szafkę nad blatem.
      - Hej ludzie – odezwała się zaspanym głosem – mamy jakąś kawę w tym domu?
      - Mamy, mamy, i to jaką!
      - Dostałam od wdzięcznego klienta – wyznała Hanka.
      - Za co wdzięcznego?
      - Za urozmaicenie jego życia seksualnego, naturalnie.
      Hubert wybuchnął śmiechem, widząc zbaraniałą minę Łusi.
      - Ona mu tylko sprzedała majtki z cukierków pudrowych.
      - Dziesięć par – dorzuciła Hanka.
      - Czekaj, chwila – Łusia poczuła, jak jej system operacyjny głupieje od nadmiaru danych. – Od kiedy to sprzedajecie w butiku majtki z cukierków?
      - Hania już nie pracuje w butiku od Nowego Roku, Lucy. Czy ty w ogóle słuchasz, co się do ciebie czasem mówi?
      - W sex-shopie lepiej płacą. I godziny dogodniejsze, mam więcej czasu, by dojechać na zajęcia po pracy – dodała Hania usprawiedliwiająco, odgarniając z czoła blond pasma. Przy czubku głowy mignęły ciemne odrosty.
      - Dobrze, dobrze, nie musisz mi się tłumaczyć - sapnęła zakłopotana Łucja i z tego wszystkiego zalała kawę zimną wodą. – A kto kupił to coś? Przecież to musiało być drogie!
      - Ja – oznajmiła Andżelika – przelali stypendium. I wcale nie było drogie, promocja w Biedronce.
      - Tak czy owak, zbędny gadżet – mruknęła Pałysówna, wychowana w duchu prymatu ducha nad materią.
      - Byłem tego samego zdania – włączył się Hubert – jeśli o mnie chodzi, jako prawdziwy informatyk odczuwam organiczny wstręt wobec fitnessu, budowania muskulatury, witamin i pogoni za wieczną młodością. Jestem weteranem zwolnień w wuefu i zamierzam z godnością osunąć się w łysinę i brzuszek. Jednakże…
      - Łatwo mówić, kiedy jest się chudym jak szczapa – docięła mu Andżelika, klepiąc się znacząco po własnym mocno zaokrąglonym brzuchu.
      - …jednakże obecna tu przyszła absolwentka ochrony środowiska przekonała mnie o konieczności profilaktyki wielu chorób i schorzeń cywilizacyjnych wiążących się z jedzeniem wysoko przetworzonej żywności oraz miłym memu sercu siedzącym trybem życia.
      - Innymi słowy, możesz przyłączyć się do naszego poświątecznego programu zdrowotnego – podsumowała Hania z przyjaznym uśmiechem – a nawet liczymy po cichu, że zostaniesz konsultantem do spraw żywienia.
      Łucja otworzyła lodówkę. W oczy rzuciły jej się stosy pieczołowicie poupychanych warzyw: pęczki woszczyzny, koperku i szczypiorku tworzyły wdzięczne girlandy nad pękatymi pomidorami ułożonymi na papierze tak, by nie dotykały się wzajemnie. W jednym kącie kwitł kalafior, w drugim brokuł. Zza brokuły wyzierał ogonek długiego ogórka szklarniowego i białej rzepy. Obok piętrzył się worek marchewek, na nim krzywo umieszczono pudełeczko kiełków lucerny. Z wierzchu foremki jajek ze stemplem 0PL zerkały na Łusię biało-czerwone oczy rzodkiewek, zza nich sterczały łodygi selera. Kiszonej kapusty nie dojrzała, za to wyczuła jej zapach, mieszający się z aromatem szynki wiejskiej, chudego twarogu i ogórków kwaszonych. Obrazu dopełniał równy rządek jogurtów naturalnych i serków wiejskich ustawiony na dolnej półce według dat przydatności do spożycia wytłoczonych na wieczkach.
      - Nie chcieliśmy cię budzić, więc sami zrobiliśmy zakupy – wyjaśniła Andżelika – kułaś do późnej nocy, nikt nie miał sumienia cię budzić. Częstuj się!
      Łusia sięgnęła z westchnieniem po serek wiejski i pęczek rzodkiewek, nie mając sumienia przyznać się, że kucie było tylko przykrywką do oglądania fanvidów z Robertem Pattinsonem. Zerknęła przy okazji do chlebaka, czy nie ostał się choćby kawałek drożdżówki z budyniem. Niestety, pod plastikową przykrywką brązowiło się jakieś pieczywo z etykietką „Chleb IG”. Ugh.
      - Mamy tutaj doskonałe warunki – trajkotała dalej koleżanka – rynek przy Dolnej jest jednym z najtańszych w mieście. A na dodatek zaraz za nim mamy klub sportowy. Idziemy dzisiaj z Hanią się zapisać. Chcesz iść z nami?
      - Pierwsze wejście jest za darmo – dodała usłużnie Hania. – A moja koleżanka z pracy mówi, że mają obłędnego instruktora na siłowni.
      - Idźcie, idźcie, będę układał DVD alfabetycznie, potrzebuję spokoju. Mogę nawet posprzątać łazienkę, jeśli obiecacie, że nie wrócicie do trzynastej.
      - No to jak?
      Wszyscy spojrzeli na Łusię z wyczekiwaniem.
      - Wiecie – zaczęła niepewnie – w sumie to jeszcze powinnam trochę porozwiązywać…
      - Och, nie możesz się ciągle uczyć – machnął ręką Hubert – a poza tym jak wrócicie i ogarnę się z tym sprzątaniem, to ci pomogę. Coś niecoś jeszcze pamiętam ze statystyki. Stoi?
      I po prostu musiała się zgodzić.
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 8 errata 23.01.13, 21:02
        Szlag, powtórzenia. Errata poniżej:


        - Zrobiliśmy rano zakupy – wyjaśniła Andżelika – kułaś do późnej nocy, nikt nie miał sumienia cię budzić. Częstuj się!
        Łusia sięgnęła z westchnieniem po serek wiejski i pęczek rzodkiewek, nie mając odwagi przyznać się, że kucie było tylko przykrywką do oglądania fanvidów z Robertem Pattinsonem.
      • soova Re: BaŁusia [fanfik] 8 23.01.13, 22:28
        No dobrze, Szanowna Pani Autorko Musierowicz. Skoro już się nam Pani tu ujawniła i to na dodatek pod sprzętowym nickiem, to proszę powiedzieć, dlaczego nie pisze Pani w swoich kilku ostatnich dziełach tak jak tu? Bo przecież właśnie tak trzymać, właśnie tak. :)
      • zsemle Re: BaŁusia [fanfik] 8 12.02.13, 10:53
        "biało-czerwone oczy rzodkiewek"
        Umarłam! Genialne!
        I tak smacznie opisane, że jeść mi się od razu zachciało :)
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 00:39
      - Przyznajcie się – wypaliła Łusia, gdy już przecinały pchli targ w kierunku ulicy Dolnej – to był taki chytry plan, żeby mnie wyciągnąć z domu?
      - Patrzcie ją, teraz niby wszystko kręci się wokół niej!
      Obie dziewczyny zaśmiały się perliście, co utwierdziło ją w podejrzeniach.
      - Masz wszystko? – upewniła się Hanka po raz mniej więcej tysięczny. Łusia pokiwała głową. Nawet jej wykręty co do braku odpowiedniego stroju zostały szybko ucięte, gdy Andżelika wyciągnęła nie wiadomo skąd luźne spodenki z dzianiny, tani T-shirt i elastyczny stanik sportowy. Na protesty, że ma tylko jeden czysty ręcznik, Hania kupiła jej jakiś zaraz przy wejściu na targowisko. Teraz przeszły już przez ulicę Dolną, minęły stację benzynową (hot dogi zapachniały kusząco) i zmierzały ku centrum handlowemu.
      - Może nie będzie tak źle – mruknęła do siebie Pałysówna, wsiadając do windy. Ostatecznie, jak dalece beznadziejny mógł być klub sportowy? Napakowani testosteronem faceci z żelem we włosach i plastikowe panienki o długich tipsach i idealnej figurze, z których każdej wydaje się, że rusza się jak tancerka na teledysku. Seksistowskie dowcipy. Smród dezodorantów w szatni, spojrzenia taksujące cellulit, niekończące się trajkotanie o najlepszym solarium na osiedlu. W jej głowie zakwiliło dawne echo kółka polonistycznego i cytatów z Seneki dziadka Ignacego. On by gardził troglodytami podnoszącymi sztangę. A może nie? Wszak grecki ideał zdrowia i sprawności…
      - Wiolka! Cześć!
      - No wreszcie wpadłaś, a obiecujesz mi już od miesiąca! – dziewczyna za ladą o włosach barwy miodu wyszczerzyła się w uśmiechu, najpierw do Hani, ale zaraz obdzieliła nim pozostałe dziewczyny. Łusia zamrugała. Recepcjonistka klubu sportowego wcale nie była szczuplejsza od niej.
      - Przepraszam cię, miałam sesję. To jest Andżelika, a to Łucja. One też na dzień próbny.
      - Jasne. Dajcie mi jakieś dokumenty pod zastaw kluczyka. Idziecie na konkretne zajęcia?
      - Myślałam, żeby zacząć od siłowni. Zostaw wszystko mnie, wytłumaczę dziewczynom, co i jak.
      Łusia nie wiedziała, kiedy i w jaki sposób zgodziła się na dwustronicowy regulamin, zostawiła legitymację studencką, wzięła klucz, a na koniec wylądowała w szatni przed zamykaną szafeczką, przebrana w idiotyczne dzianinowe spodenki, stanik sportowy i T-shirt z bazarku, na którym pysznił się napis Sweet and easy. To wszystko były czary miłej i skromnej Hani, która potrafiła w pięć sekund namówić każdego na wszystko. Stanowczo marnowała się wciskając znudzonym mężom cukierkowe majtki. Powinna negocjować z terrorystami.
      - Jesteśmy tu pierwszy raz, więc musimy się zgłosić do trenerów. Oni opracują dla nas optymalny zestaw ćwiczeń. Nie wysilajcie się na formy grzecznościowe wobec starszych, tu wszyscy są na ty i podają sobie ręce. Dziewczyny też ściskają grabę, więc się nie dziwcie.
      Andżelika kiwała gorliwie głową. Ona z pewnością niczemu nie miała się dziwić. Łusia rzuciła okiem na jej modną opaskę na włosy i butelkę z napojem izotonicznym w dłoni. Małpy planowały to od miesiąca. Bez wątpienia.
      - Cześć, Wiolka powiedziała, że mamy zgłosić się do was – Hania posłała zabójczy uśmiech trenerom, bez wyjątku młodym mężczyznom w sportowych strojach z logo klubu na rękawie. Jeden z nich, potężnie zbudowany brunet, odwrócił się i wtedy Łusia napotkała jego wzrok.
      - Jestem Romek, miło mi – przedstawił się, a jego uśmiech nie wyglądał tym razem na wypracowany. W oczach miał te same iskierki jak wtedy, gdy stali pod blokiem z psem. Na pewno purpurowy rumieniec na bladej z reguły twarzy Łucji przyprawił go o jeszcze większą wesołość.
      - My się znamy – nie podała ręki.
      - Naprawdę? To świetnie, w takim razie niech Jurek zajmie się tobą – najwyższy z trenerów skłonił się lekko Andżelice – a ja będę pracował z… Hania, tak?
      Czerwona jak burak początkująca kulturystka usiadła gniewnie na ławeczce. Romek z miękkim szelestem opadł obok niej.
      - To od czego zaczniemy? – zapytał swoim najbardziej profesjonalnym tonem i dla efektu zerknął w formularz. – Jaka jest twoja aktywność fizyczna?
      - Biegam za półtonowym bydlakiem, który chce zapłodnić wszystko, co się rusza w okolicy.
      - Na pewno karmisz go uczciwie, ale biedaczysko nie waży pół tony. Tona to tysiąc kilogramów. Uwierz mi, znam się na tym. Dieta?
      - Wszystko, czego mi mama zabraniała. Chińszczyzna. Hot dogi. Pizza. Pyzy z mięsem. Czipsy. Lody. Vifon ostry.
      - Krewetkowy jest lepszy – Romek starannie notował.
      - Ale te dwie Maty Hari, które się właśnie szczerzą do twoich kolegów, zapchały lodówkę kiełkami i jogurtami bez cukru, więc możesz wpisać, że właśnie się nawróciłam żywieniowo.
      – Jaki jest cel przyjścia tutaj?
      - Chcę zrobić przyjemność przyjaciołom, którzy się ciężko napracowali, aby dać mi dyskretnie do zrozumienia, że powinnam ruszyć tłusty zad i wziąć za siebie, zamiast wylewać łzy nad zawalonym kolokwium.
      - Polonistyka?
      - Biologia.
      - Wyglądasz na polonistkę.
      - Doprawdy? Poznałeś po tym głupim T-shircie?
      Rzuciła spojrzenie spod grzywki i dostrzegła, że trener trzęsie się ze śmiechu.
      - Poprzednio nie miałaś w sobie tyle ikry.
      - Dziwisz się?
      - Zobaczyłaś faceta nie ze swojej klasy społecznej i przeraziłaś się jak jakaś cholerna Izabela Łęcka.
      - Przepraszam, Romek – nad nimi wyrosła góra mięśni w pasiastym trykociku – jeśli mógłbyś przenieść się z koleżanką gdzie indziej, bo ja mam jeszcze dzisiaj triceps do zrobienia.
      - Racja – Romek wstał i dał znak Łucji, by poszła za nim. Gdy dotarli na miejsce, poklepywał już po siodełku rowerek stacjonarny. – Wskakuj i kręć jakieś dziesięć minut, a ja się tymczasem zastanowię.
      - Nad czym? – tym razem jej głos nie brzmiał już tak buńczucznie.
      - Nad twoim planem treningowym, rzecz jasna. Dzisiaj jestem do twoich usług.
      • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 01:11
        Dziewczę z klanu Borejków uprawia sport? Może się jeszcze spoci w dodatku!

        Pisz, pisz, pisz!
        • staua Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 03:35
          Pisz koniecznie! To musi być kompletna powieść! Coś wspaniałego :-)
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 12:27
          Na razie kręci rowerkiem, bo ja muszę wymyślić kolejną scenę :D I dobrze, kurczaka gonbao trzeba zrzucić, bo inaczej Ida na Wielkanoc nie da jej żyć.
        • guineapigs Re: BaŁusia [fanfik] 9 24.01.13, 21:09
          Zapomnialas o gabie. Zanim zostala Jezycjka Fontanna, niezle rabala w kosza.
    • ginestra Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 11:38
      Aż musiałam się dopisać.

      To jest świetna, czystej wody powieść w odcinkach!!!

      Bardzo wciągająca, lekko i zgrabnie napisana, z wplataniem naszych codziennych realiów (uwielbiam to) i - jak ktoś zauważył - również fajnych "smaczków". Super się czyta, wszystko mi, jako czytelniczce, pasuje i mam poczucie, że książkę można od razu wydawać - redaktor nie będzie miał co robić!

      Jestem pod wielkim wrażeniem, Klawiaturo_zablokowana i gratuluję umiejętności pisania!

      Oczywiście czekam, wraz z innymi, niecierpliwie na ciąg dalszy (jeżeli zechcesz pisać dalej).

      Z takich bardziej konkretnych wrażeń, to strasznie podobała mi się wzmianka, że "kucie Łusi było przykrywką do oglądania fanvidów z Robertem Pattinsonem". :)))) Tu solidaryzuję się z Łusią w pełni, bo mam podobnie, tylko, że nie z Pattinsonem.

      Ja też chodzę na siłkę, więc ten wątek również bardzo mi pasuje.:) Super są też te opisy jak Łusia NIESTETY miała w pobliżu te wszystkie cukiernie, pizzerie i stacje benzynowe oraz promocje w Żabce. :) W ogóle postać Łusi jest bardzo fajna, jej przyjaciele sympatyczni i zjednują mnie, a wątek z Romkiem - super obiecujący.

      Podoba mi się też wątek co u kogo słychać z rodziny Borejków, no i jad kiełbasiany mnie też rozwalił. :)

      A więc, dzięki wielkie za osłodzenie życia tą powieścią!

      -
      • jamniczysko Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:05
        Przepiękne.:)

        Tylko dlaczego Natalia i Robroj też mieszkają w Łodzi? Dziadek chce się opiekować Przeszczepiątkami?
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:23
          Kanon chyba nie wyjaśnia, gdzie dokładnie mieszkają, więc sobie pozwoliłam ich przeprowadzić, żeby Łusia miała w razie czego rodzinę pod bokiem :)

          Dziękuję wszystkim za miłe słowa i informuję, że powieść powstaje na bieżąco, w jakim kierunku się rozwinie - nikt nie wie, bo wymyślam kilka scen do przodu, więc zapraszam z tego miejsca całe forum do podrzucania pomysłów i uwag.

          Jeśli zatem ktoś ma jeszcze jakiś pomysł na to, jak by tu resocjalizować Łusię z borejkowczyzny, to chętnie wplotę w fabułę :)
          No i do pociągnięcia jest wiele nieporuszonych jeszcze wątków rodzinnych!
          • kooreczka Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:48
            Moje rewiry! Choć gdybyś wysłała ją na UMED mogłabym pomóc bardziej.
            Proponuję, żeby Łusia zaczęła wykorzystywać znajomych znajomych w iście studencki sposób.
            -Kolega z UMEDu wprowadza na darmowy basen w weekendowe przedpołudnia. Inny wpuszcza do siłowni akademika na Czechosłowackiej. Ktoś ma znajomości w radzie studenckiej i ciągnie bilety na zamknięte imprezy w klubach z darmowymi drinkami dla pań do godziny 24.
            -Łusię boli ząb, a resztkę kasy przeputała w ostatni weekend. Wstydząc się zadzwonić do mamy pożycza grosiwo od kolegów i idzie do upiornego budynku CKD (szukać, bo to na pewno nie to straszydło, zgubić się trzy razy), gdzie korzysta z szybkiego leczenia w studenckiej przychodni. O dziwo, ząb zaleczono dobrze i mimo lamentów zawiadomionej poniewczasie matki i ciotki Łusia nie umiera w męczarniach na zgorzel.
            -Gra w gry planszowe w ŁDK, spotyka odlecianych ludzi z polibudy.
            -Ściąga coś z Internetu, tłumacząc sobie, że jest w końcu biedną studentką i przysięgając solennie, że jak się odkuje to kupi wszystko na DVD.
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 13:18
              Realia UMEDu są mi gorzej znane, ale motyw z zębem mi się podoba! Impreza z darmowymi drinkami takoż. Łusia ma traumę po gorszącej scenie z pijanym Józinkiem i stroni od alkoholu, ale jak już się puści poręczy to będzie łohohohoho.

              >> -Gra w gry planszowe w ŁDK, spotyka odlecianych ludzi z polibudy.

              Aaaa! Trzeba Łuśkę poznać z jakimiś subkulturami. Jak na razie normę wyrabia jeden hipster :))

              >> -Ściąga coś z Internetu, tłumacząc sobie, że jest w końcu biedną studentką i pr
              > zysięgając solennie, że jak się odkuje to kupi wszystko na DVD.

              Ten motyw już przebłyskiwał, gdy kradli internet z ŚFK na Rooseveta. Ale postaram się rozwinąć. Jak Bernard może nie zgłaszać dochodów, to Łuśka może ciągnąć z torrentów.
              • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 13:19
                No, miłe panie, może wspólnymi siłami napiszemy MM bryk, jak żyją prawdziwi młodzi ludzie w XX wieku :P
                • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 15:16
                  Tak, i bądźmy przy tym okrutne. Do tła wydarzeń proponuję objawienie się prawdziwego ojca Laury, Józka na terapii dla przemocowców, Anielkę porzucającą obleśnego Bernarda, seks Gabryjeli po pierwszym skręcie i jej pierwszy orgazm w życiu i przypuśćmy, problemy Idusi z nieoczekiwanym przytyciem...
                  • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 15:35
                    O, to to! :)
                  • turzyca Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 17:38
                    Anielkę porzucającą obleśn
                    > ego Bernarda,

                    Oj, odczepcie sie od Bernarda i Anieli, jedyna naprawde sensowna para w calej Jezycjadzie: ona rzeczywiscie wielka artystka i przesliczna kobieta, on w nia wpatrzony, caly czas przejety, byle tylko jej nie stracic, dba o posilki (pamietacie jak mlody Zeromski leci po jedzenie, zgodnie z zasadami wpojonymi przez ojca, ze kobieta nie powinna byc glodna?) i szeroko pojeta codziennosc, a ona toleruje jego tubalnosc i ogolna nieznosnosc, bo on ja po prostu doglebnie smieszy i sprowadza jej wielkie dramaty do sensownych rozmiarow.
                    A ze sie niektorym estetycznie nie podoba, to ich problem, Aniela mogla sie zrazic na stale do gladko wygolonych blondynow o nienagannych manierach.

                    Jak juz koniecznie cos trzeba, to ja bym im niespodziewana ciaze strzelila. Ale w 2016 dziecie powinno byc odrosniete, ciaza musialaby byc w zeszlym roku, sie znaczy 2012 - Aniella majac 48 lat zalozyla, ze brak okresu to menopauza, a to byla bardzo pozna niespodzianka, zorientowala sie dopiero w 5 miesiacu, przelezala reszte ciazy.
                    • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 18:15
                      > Oj, odczepcie sie od Bernarda i Anieli, jedyna naprawde sensowna para w calej J
                      > ezycjadzie:

                      się zgadzam z turzycą w całej rozciągłości!
                  • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 18:30
                    Przypominam, że Józek jest komandosem w Afganistanie :D ale Gaba i skręt to inspirujące...
                    • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:18
                      Fakt, fakt, zapomniałam!! (dużo zmian w krótkim czasie) Zatem Józka mamy z głowy, może nawet i zostanie tam z talibami i weźmie sobie jakąś miejscową dziewicę czystą jak lelija, bezwarunkowo posłuszną oraz wierną;D
                    • nadiana_pl Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:42
                      A ja w sumie mam propozycję. Może dla porządku zrobić dwa tematy: jeden z samym fanfikiem, a drugi z komentarzami, propozycjami etc.

                      Tak by można było jednym ciągiem powieść czytać. :)
                      • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:46
                        Tak na gorąco dobrze się czyta, a Klawiaturka numeruje odcinki, więc jest przejrzyście.
                        Jeszcze jedno: kto zrobi ilustracje a la MM? :)
                • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 20:56
                  No i już wiadomo, czemu MM nie idzie pisanie... Bo klawiatura_zablokowana :))
                  • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 21:25
                    A może ona już naprawdę nic nie napisze, jak jej kto usłużny podlinkuje nasze dzieło.. :D
          • emusia Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 12:58
            Palenie skrętów na imprezie studenckiej podczas grania w alko-chinczyka to już chyba zbyt radykalne odborejczowienie? :)
            • kooreczka Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 13:02
              Może nie skręty, ale parę buchów fajki wodnej z myślą "OMG, co ja robię, jaka dekadencja, mama trupem by padła" byłoby wskazane:)
            • melomanka87 Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 02:02
              > Palenie skrętów na imprezie studenckiej podczas grania w alko-chinczyka to już
              > chyba zbyt radykalne odborejczowienie? :)

              Ech, ile mnie na studiach ominęło :]
              • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 13:40
                melomanka87 napisał(a):

                > > Palenie skrętów na imprezie studenckiej podczas grania w alko-chinczyka t
                > o już
                > > chyba zbyt radykalne odborejczowienie? :)
                >
                > Ech, ile mnie na studiach ominęło :]

                Chętnie bym przeczytała jakaś scenę dziejącą się na imprezie studenckiej. Prawdziwej imprezie studenckiej, a nie wariacji na temat jednego z dwóch stereotypów czyli albo czerwone wino, trufle i dyskusja o Kancie oraz tuwańskim śpiewie gardłowym, albo ludzie spici do nieprzytomności, uprawiający seks wśród rozsypanej amfetaminy. Na większości studenckich imprez na których byłam, prawda była po środku. W jednym kącie ludzie dyskutowali o Wittgensteinie, w drugim ktoś czule obejmował wiadro. Ale ani amfetaminy, ani wbijania okien nie doświadczyłam, za to poznałam dużo fajnych ludzi. Łusia mogłaby na takiej imprezie spróbować marihuany (zachwycając się swoją buntowniczością wobec Borejków) od sympatycznej dziewczyny z budowy maszyn, podczas rozmowy o kierunkach studiów. Najpewniej stwierdziłaby, że zioło rzeczywiście rozluźnia, ale nie potrzebuje kolejnej rzeczy, która wzmaga apetyt. Poparłby ją chłopak (Romek?), który zwierzyłby się, że kiedyś palił trochę za dużo (ach ta pierwsza sesja na fizjoterapii) i bywa, że ma kłopoty z pamięcią.
                • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 14:58
                  Zgon Milicji i Ignacego jako impuls uruchamiający przełomowe zdarzenia w życiu córek i ich potomstwa jest bardzo logiczny, niemniej coraz bardziej mi żal, że nie ma ich już wśród nas... Mina Ignacego, który właśnie dowiedział się, że wnuczka ma chłopaka dresa i obraca się w towarzystwie, które nie wie, co powiedział Platon czy inny Horacy... mina babuni na wieść o tym, że wnusia Łusia popala i mieszka w BLOKU, osłodziłaby mi wszystkie wcześniejsze rozczarowania i irytacje poprzednimi książkami:)
                  Mam przed oczami słodki obrazek. Ktoś usłużnie donosi dziadziowi, z paniką w oczach, że Łusię widziano z maryśką. Co w tym złego- obrusza się nestor Ignacy- też znałem w życiu kilka Marysiek i każda z nich była godna poznania. Ale ja mówię o maryśce!- kontynuuje donosiciel- Marycha, zioło!... Hehe, tak, tak,- błądzi wzrokiem rozmarzony Ignacy- Z jednej z nich to naprawdę było ziółko. Ekhm, ekhm, Milu, nie patrz tak na mnie, wszak wiesz, że zawsze i wszędzie tylko Ty...etc, etc:D
          • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 14:00
            Swietna rzecz, chcialabym, zeby Jezycjada byla tak dobrze napisana, ech. Niecierpliwie czekam na ciag dalszy :)
            • psia.gwiazda Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 14:09
              Świetny fanfik, żywy i pełen lokalnych smaczków. Czekam na więcej.
              • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 14:47
                Mnie ciągle nie daje spokoju Magda. Czy można by wpleść ją w Łucyjne życie po reinkarnacji?.. Nadarza się niepowtarzalna okazja, by wreszcie biedulkę stworzyć, nadać jej jakieś ludzkie cechy, zainteresowania, wydobyć z fasfudowego tłuszczu przedwczorajszej świeżości! Łucja przy takim spotkaniu mogłaby popaść w refleksję typu: Jezusieprzenajświętszy, jak sobie przypomnę, jak ją potraktowaliśmy wtedy przy stole!...
                • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 15:10
                  O, bardzo dobry pomysl, jestem za :)
                  • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 17:27
                    Czy Magda może kończyć doktorat ze statystyki (udzieli korków Łusi), a przy okazji dorabiać jako fotomodelka plus-size (czyli normalny ludzki size, z cycem i biodrem)?
                    Natomiast jej matka jest prekursorką yarn-bombingu w Polsce (en.wikipedia.org/wiki/Yarn_bombing).
                    • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 19:22
                      Ja ładnie proszę, odczarujcie mi Bebe i Geniusię.
                      • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 24.01.13, 21:02
                        Oooo tak, Aurelia-firana pozwala wydostać się na wolność stłamszonej Geniusi i:
                        - opieprza ciężkimi słowy aroganckich gimnazjalistów. Ledwie powie, a już żałuje, ale ku jej zdziwieniu uzyskuje +15 do rispektu, cała klasa się zamyka, a jeden nawet wybąkuje "przepraszam"
                        - po tej akcji nową metodę postępowania przenosi do domu, objeżdża Konrada, że cały dzień był w domu, zakupy nie zrobione, głupie ziemniaki nie obrane i "nie mów mi tylko, że pracowałeś, bo nic nie ruszone, pewnie grałeś w diablo". Na obiad jest pizza, a córeczki stwierdzają, że to najlepszy obiad domowy ever
                        - na fali adrenaliny zaczyna rozważać rozwód z tym artystycznym pasożytem... ;)
                        • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 18:05
                          Ja tam Konrada lubiłam, tylko bym chciała żeby no... byli jakimś normalnym sympatycznym związkiem. :P
    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 10 24.01.13, 21:21
      Postaram się uwzględnić jak najwięcej waszych życzeń. Bebe i Magdę będę mieć na uwadze!

      Od: zebata_nutria@gmail.com
      Do: ida.palys@plusmed.pl

      Hej Rudzielcu!
      Cieszę się, że u Józka wszystko dobrze i że załatwiłaś wszystko pozytywnie z przetargiem – w takich sytuacjach nie czekaj, tylko od razu dzwoń do Roberta! On ma tę biurokrację w małym palcu, ostatnio pomagał mi rozliczyć dotację, jaką dostałam dla Silva Linguarum na szkolenia dla lektorów. A propos lektorów, wiesz, że Andriej będzie u nas uczył rosyjskiego? Przenoszą Ignasia do centrali w Łodzi, więc postanowili, że nie będą się rozdzielać i Andriej też sobie tutaj poszukał pracy. Uważam, że to bardzo romantyczne. Ten Andriusza taki miły chłopak.
      Spieszę donosić, że Twoje dziecko żyje i Vaderek jeszcze jej nie zjadł. Nie wiem, czemu do Ciebie nie dzwoni – nie wspominała, żeby jej odłączyli internet albo coś. Zatem żyje i ma się znakomicie. Wczoraj była u nas na obiedzie, ale ledwie co poskubała. Czy ona jest zakochana czy tylko ma niestrawność? Na kaca mi to nie wyglądało, chociaż w niedzielę po południu nigdy nie wiadomo, znam ja te studenckie soboty :) Podobno zaliczyła już sesję, ale nie wspominała zbyt wiele o ocenach, a ja nie chciałam wyjść na wścibską ciotkę, co się dopytuje. Za to dużo opowiadała mi o nowym mieszkaniu, współlokatorach i jej nowym hobby. Tylko teraz usiądź, jeśli jeszcze nie siedzisz i przełknij pieroga, którego masz w gębie. Twoja córka została bywalczynią siłowni. Wykupiła karnet na dwa wejścia w tygodniu i pieczołowicie skacze na orbitreku. Na imieniny chce hula hop, zapisz sobie. Robert mi czyta przez ramię i podpowiada, że to ma być takie specjalne hula hop, masujące, które wygląda jak macki krakena z „Piratów z Karaibów”. Ono ma ponoć robić talię. Robert powiedział, że on widzi u Łusi talię bo jakby nie miała talii, to jej tułów by się unosił nad biodrami, ale spiekła strasznego raka, więc go kopnęłam pod stołem, żeby przestał żartować.
      Poza tym u nas wszystko w porządku. W lutym są ferie, więc jedziemy na narty na Ukrainę. Andriej i Ignaś mają tam jakichś znajomych. Arabelka wróciła już do pracy po macierzyńskim, dobrze że ta szkoła karate jakoś idzie, bo u Czarka w kwiaciarni bida z nędzą. Nasza rodzina nie ma szczęścia do roślin. (Robert mówi, że jak teraz napiszę o tych jego astrach, które porwała nasza mama, to jutro mogę się pożegnać z podwózką na lotnisko. Więc nie piszę.) Gaba i Joaśka przyjeżdżają jutro, ale tylko po to, żeby się przesiąść w samolot na Lublinku. Zrywam się z pracy, żeby je wycałować przed podróżą. Pytały, co chcę z Bombaju, ale ja nic nie chcę, więc jeśli ty coś chcesz, to pisz im szybko. Zresztą znasz swoją siostrę, z pustymi rękami z podróży na pewno nie wróci. Pulpa mnie strasznie wnerwiła, bo uważa, że te wszystkie podróże to strata pieniędzy (tylko nie powtarzaj tego Gabrysi!). No ostatecznie Gabryśka całe życie zadowalała innych, to chyba ma prawo na stare lata pomyśleć trochę o sobie i tym, czego ONA by chciała? Jak spotkasz Pulpiszona na tych waszych wellnesach, to jej przemów do rozumu, bo ja mam wysokie ciśnienie. A właśnie, jakbyś mi mogła wypisać moje recepty, to byłabym ci bardzo wdzięczna, będę za tydzień w pracowni u Bitnerów, to do was zajrzę. Konrad zrobił mi roll-upy do szkoły, kwiczał na Skype, że wyszły piękne, ale mam sama zobaczyć, bo on nic mi wysyłać nie będzie. Ci artyści! A propos artystów, Anielka ma w piątek ostatnią „Czarną sukienkę” w tym sezonie, więc się umówiłyśmy na sushi.
      Trzymaj się i już tak nie zamartwiaj! I jak tam postępy Ziutka u logopedy? Myślę, że on po prostu wyrośnie z tego. A poza tym wielu sławnych ludzi się jąkało!
      Ściski, Nutria
      • ginestra Re: BaŁusia [fanfik] 10 24.01.13, 23:33
        Po części nr 10 mój podziw wzrósł jeszcze bardziej!

        Jak fajnie, że taka urozmaicona forma - ten mejl i jaki lekki i naprawdę żywo napisany. Z wielkim prawdopodobieństwem tak mogłaby naprawdę wyglądać korespondencja i relacje od-toksycznionych Borejków.

        Powodzenia, a książkę naprawdę trzeba wydać!
      • vi_san Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 00:09
        Klawiaturo_zablokowana najdroższa.
        Dzieło Twe niedokończone właśnie czytać skończyłam i rozczarowanam jest wielce, iż krótkie tak się okazało. Mniemam jednakże, iż jeno czasu brak sprawił krótkość dzieła owego? Śmiem sądzić, iż mój żywot nigdy już nie będzie taki sam, jak przed zapoznaniem się z wiekopomnem opisem losów Łucji Pałys jako przyszłej uczonej. Azaliż czeka nas, nieśmiałych wielbicieli [i wielbicielki] Twego talentu, owej iskry Bożej, niejaka szansa, na kolejne opisy trudów żywota młodej panienki pozostawionej w samotności i oderwaniu od bliskich? Z poważaniem kreśli się uniżona sługa waćpani: Vi_San.
        • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 01:11
          Z czasem jestem trochę w pewnej części ciała, ale postaram się wrzucać chociaż kawałek dziennie. Za to mam cały dzień, żeby wymyślać ciąg dalszy :)

          Uwaga konkurs! Wymyślcie powrót Gaby z Bombaju - co przywiezie, jakie będą jej wrażenia itd.
          • fryggia Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 11:17
            Gaba z Bombaju przywiezie tony tanich indyjskich ciuchów: tunik, salwarów i innych kolorowych, wyszywanych szmat. Sari nie, bo sari niewygodne, zresztą zupełnie do niej nie pasują. Sari może przywieźć komuś w prezencie. Koszule i dżinsy pójdą w odstawkę.
            Oprócz garderoby odkryje też świat orientalnych przypraw i po pierwszej fascynacji tymi wszystkimi curry, daalami, butter chickenami i innymi, zacznie bawić się w kuchnię fuson. Swojskie pierogi ruskie z miętowym chutneyem doceni cała rodzina, przyjaciele i sąsiedzi, bo jest to połączenie genialne :)
            Ponieważ Bombaj to stolica Bollywood, Gaba zagra w filmie. Oni uwielbiają białych statystów, dostać się na plan filmowy nie jest trudno. Filmu nikt nie obejrzy, bo Gaba źle zapamięta okropnie długi, dziwaczny i zupełnie nie łaciński tytuł. Ale będzie miała mnóstwo zdjęć ze śniadymi przystojnymi aktorami, którzy są ponoć popularniejsi od Toma Cruise'a.
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 12:54
              Gaba w powiewnych szmatkach i indyjskiej biżuterii bardzo mi się podoba! Już widzę scenę, jak robi piruet przed zachwyconą Joanną i mówi "jak wyglądam w kolorach ziemi?" :)))
              • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 10 (Uwaga konkurs!) 25.01.13, 14:27
                A może niech pobędzie jeszcze trochę w świecie? Czemu by nie wysłać kuzynek do Australii - Gaba mogłaby skontaktować się z Januszem ("Słuchaj, robię z Joaśką taki dziki wypad do Melbourne, masz tam może jeszcze znajomych, u których mogłybyśmy przekimać noc-dwie?"), Janusz poleci "znajomych", którzy okazują się jego byłą rodziną nr 2. Gaba świetnie się dogaduje z Sheilą Walters-Pyziak-Kumar (jej drugi mąż pochodzi z Pune - z Bombaju rzut kamieniem), i z dwójką Pyziaczątek - ciut młodszymi od Tygrysa bliźniakami Danielem i Anną (Janusz nalegał na międzynarodowe imiona), które z kolei bardzo chcą poznać swoje siostry z Polski...
      • kebbe Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 00:29
        Doskonałe! Czekam na więcej :)
      • topicha Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 00:53
        Hem, khem, *nieśmiało się wynurza* tak po pierwsze to chciałam się przywitać, już ładny kawał czasu podczytuję forum, ale jakoś nie przyszło mi do makówki, żeby się wypowiedzieć. Tu dochodzę do po drugie, czyli - klawiatura_zablokowana, twój fanfik jest naprawdę tak przesympatyczny i ciekawy, że aż mnie podstępnie zwabił do wypowiedzi. Ten styl i w ogóle całość mi przypomina wczesną MM, tylko że wreszcie aktualną ;>. I generalnie urzekł mnie skrót Buła oraz postawa Izabeli Łęckiej :).
        • brykanty Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 14:26
          Ale na BUŁ-ę mówiło się BUŁ-a od zawsze, co najmniej od lat 80. Moi koledzy mieli tam praktyki po pierwszym roku bibliotekoznawstwa w 1989 r. i nie nazywali jej inaczej jak Buła.
          ++++++++++++
          Koty. Koty są miłe. https://s20.rimg.info/01fe8cb72a88d3f5ba169167f4508334.gif
          • topicha Re: BaŁusia [fanfik] 10 29.01.13, 16:33
            Cóż, ja o tym nie wiedziałam. Co nie zmienia faktu, że skrót jest rozbrajający i upublicznienie dla osób, które o tym w życiu nie słyszały, jest dobre i miłe :>.
            • brykanty Re: BaŁusia [fanfik] 10 29.01.13, 19:46
              Dopóki koledzy mi nie powiedzieli, że mają praktyki w Bule, też nie znałam tego skrótu.
              :)
              Fajny jest. Nasz BUW taki nijaki przy tym.
              Chodziło mi o to, że akurat tego nasza znakomita autorka fanfika nie wymyśliła.
      • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 02:25
        Klawiaturo, rzekłabym, rozkręcasz się:))) Wszystko cudne, a już na wspomnienie pieroga w gębie, to mam ataki kwiku. Pieroga, nieprawda.
      • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 16:43
        Przypomniałaś mi dlaczego tak lubiłam Jeżycajdę! W Twojego fanfika uciekam przez złym i niedobrym światem tak jak kiedyś uciekałam w Idę Sierpniową albo Szóstą Klepkę.
        Jako studentka udająca, że się uczy do sesji (w rzeczywistości siedząca na forum) poprosiłabym o jeszcze trochę typowo studenckich wstawek. Może interesowana koleżanka z roku, co odzywa się tylko przed sesją by pożyczyć notatki? Jakieś wspólne wyjście grupy na piwo (zamiast na wykład), wątpliwości co do wyboru kierunku studiów, stanie w kolejce po wpis albo czekanie na dusznym korytarzu 5 godzinę na egzamin ustny (stres wymazuje całą wiedzę z głowy), gorączkowe kserowanie wszystkiego przez egzaminem lub zwykłe zaspanie na poranny wykład?

        Zawsze bardzo ceniłam w Jeżycjadzie te okruszki życia codziennego, Gabę wstającą wcześniej by się pouczyć na sprawdzian z fizyki, notatki z geografii w Brulionie Bebe itd.
        • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 18:25
          I zepsuty USOS, czy jak tam się nazywa jego BUŁowy odpowiednik!
          • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.01.13, 18:47
            leni_stwo napisała:

            > I zepsuty USOS, czy jak tam się nazywa jego BUŁowy odpowiednik!

            Jak mogłam o tym zapomnieć!
      • kija80 Re: BaŁusia [fanfik] 10 25.03.18, 22:49
        1
    • j_a_ch Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 11:56
      Boskie!
      Nie mogę się doczekać wizyty Łucji w domu rodzinnym wraz z Dresem :)
      Ziutek i jąkanie, dobry dowcip ;>
      Pozdrawiam w oczekiwaniu na więcej....
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 12:57
        Ida jest tak inwazyjna werbalnie, że któreś z jej pacholąt musiało się dorobić problemów z mową. Poza tym brakowało mi tego, że żadne z Borejcząt nie miało nigdy problemów w wieku dziecięcym, rodziły się same omnibusy cytujące Senekę bez zająknięcia już od kołyski.
        • j_a_ch Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 14:08
          No a przy okazji wyszedł mały prztyczek dla dziadka Ignacego, który w kilkumiesięcznym już Ziutku dostrzegł był zalążek wspaniałego mówcy, drugiego Cycerona, którego to portreciki mu znosił w "Sprężynie".
          A tu bach - jąkanie - zamiast Cycerona jest raczej Demostenes, czy jak mu tam było...
          Dlatego też dobry dowcip ;)
        • brykanty Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 14:21
          Klawiaturo! Dziękuję za odblokowanie Borejków - znowu są fajni. Świetnie się to czyta.
          W sumie to Gaba może zacznie myśleć o założeniu szkoły jogi - może ona tam pojechała doskonalić umiejętności ? Albo niech się i sanskrytu nauczy, coś naukowego naprawdę zacznie robić.
          Chciałabym też, żeby faceci zrobili się trochę mniej rozmemłani - okazało się, że mąż Idy leżał w letargu, bo w tej suterenie to nawet nie było się gdzie ruszyć - a teraz jakieś modele skleja i na zawody ze swoimi samolotami jeździ, może nawet na kurs szybowcowy się zapisał albo z Grzegorzem na paintballa się umawia.
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 16:31
            Zatrudnimy Gabę jako instruktorkę :) Co do szkół, to może lepiej nie przeginać z tą przedsiębiorczością, ostatecznie Arabelka ma szkołę karate, a Nutria szkołę językową. I nie zapominamy o firmie Robrojka, serwisie skuterów oraz firmie graficznej Kozia :))

            A pomysł odfiranienia facetów bardzo fajny. Może wreszcie będą mieli jakieś ludzkie cechy :)
            • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 16:52
              Gaba bedzie tatuaze z henny malowala i propagowala nowe techniki w zyciu seksualnym.A robic to bedzie z Randjtem ,30 letnim kochankiem,ktorego sobie z Indii przywiozla.
              Wzglednie otworza nowa hinduska knajpke w suterenie po Idusi.
            • jehanette Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 20:50
              Świetnie się to czyta! Normalnie jak starą dobrą Jeżycjadę :) CZekam niecierpliwie na więcej!
            • znowuniedziela Re: BaŁusia [fanfik] 26.01.13, 18:09
              Boskie,boskie, więcej, więcej ...
              A może tak Wiktor Lelujka okazał się nareszcie jakimś nieudanym facetem w stylu-bezrobotny artysta bez pracy i perspektyw , może niekoniecznie on, ale one wciąz mają jednak to życie w miare stabilne, każda z bohaterek jednak idzie do pracy, wraca, facet coś tam tez skrobie, forsa jednak jest ....Bo nie tylk obohaterowie z gatunku Lisieccy mają gorzej,ale i ludzie z gatunku"ci lepsi" muszą pod górkę się pchać często.... A tu życie jednak kolorowe nie jest ....
              No i niech się pojawi w końcu jakieś mniej genialne dziecko(dzieci), które nie ma samych szóstek, które ledwo sobie radzi/radzą w szkole, z którym/którymi są problemy, ni takie, jak z Laurą(Gabowe),ale prawdziwe życiowe, nasze ludzkie....
              N o i pisz, co u innych, co u Geniusi, co u Bebe, co u Żaków, co u Pawełka, co u Róży,dlaczego Gaba się rozwiodła, co u Elki, aha, no i co u Romy-te odstające uszy męża :D
              PISZ!!!!!!!
              • morekac Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 10:08
                końcu jakieś mniej genialne dziecko(dzieci), które nie
                > ma samych szóstek, które ledwo sobie radzi/radzą w szkole, z którym/którymi są
                > problemy, ni takie, jak z Laurą(Gabowe),ale prawdziwe życiowe, nasze ludzkie...
                Dyslektyk. Albo dziecko z ADHD. Albo nieco tępawe.
                Zauważyliście, że w literaturze dziecięcej bohaterowie z trudnościami w nauce nie występują? Tzn - nawet jeśli mają pały, to są to pały do poprawienia - wystarczy tylko, że dziecię przysiądzie nad książką i już ma same bardzo dobre stopnie. I nawet - jeśli tępe z fizyki jak Pyza czy jak Kreska nie lubi (chyba) matematyki- idzie się potem katować fizyką na astronomii czy matematyką na architekturze(wiem, wiem, to mężologia była).
                • jamniczysko Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 11:44
                  Za moich szkolnych czasów były lektury pisane przez pedagożkę Irenę Jurgielewiczową. W jednej z nich był bodajże Jurek z ADHD. Czego ja oczywiście jako dziecko nie zauważyłam, ale zauważyłam po latach, jak czytałam ją na głos dziecku z ADHD.
          • iwoniaw Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 17:40
            Pomysł Gaby-filologa, która zaczyna się uczyć sanskrytu i wreszcie realnie uprawiać swój zawód (znaczy staje się naukowcem, językoznawcą i daje upust pasji zarazem) bardzo mi się podoba i jest bardzo realistyczny. Z przywożeniem kochanka bym nie szarżowała, ale może czas najwyższy, aby miała znajomych (niekoniecznie platonicznych) niekoniecznie w tej samej dzielnicy i rodzina o tym wiedziała bez szoku?
            • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 18:29
              Ja też jestem za sanskrytem. Może jakaś konferencja z zaproszonymi gośćmi z bombajskiego uniwerka? Albo heroiczne działania Gaby na rzecz umożliwienia swoim studentom wyjazdu na wymianę do Indii. ;)
              Btw, uniwersytet trzeciego wieku i kurs koszykówki dla seniorów. :D
            • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 18:46
              iwoniaw napisała:

              > Pomysł Gaby-filologa, która zaczyna się uczyć sanskrytu i wreszcie realnie upra
              > wiać swój zawód (znaczy staje się naukowcem, językoznawcą i daje upust pasji za
              > razem) bardzo mi się podoba i jest bardzo realistyczny. Z przywożeniem kochanka
              > bym nie szarżowała, ale może czas najwyższy, aby miała znajomych (niekonieczni
              > e platonicznych) niekoniecznie w tej samej dzielnicy i rodzina o tym wiedziała
              > bez szoku?

              Ha! Świetny pomysł! Wprowadza innowacje, nadaje postaci jakaś osobowość, ale unika robienia z tego fanfika pastiszu Jeżycjady.
              • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 25.01.13, 23:04
                I znowu: opowieść jest o Łucji, a wszystko kręci sie wokół Gaby. Czyżby duch MM unosił sie nad forum?:) Ja proszę o jakąś fajną intrygę z Łucją i Romkiem. W tle, w charakterze Geniusi, mógłby wystąpić pan Mietek, pojawiając się w najmniej oczekiwanych momentach, a okazując sie na końcu ruskim agentem w stanie spoczynku. Myslę sobie też, że Łucjowe zacięcie do poprawnej polszczyzny powinno od czasu do czasu dać o sobie znać, w końcu trudno było by dziewczęciu tak do cna wyplenić wcześniejsze zamiłowania tkwiące w niej z uporem chwasta...
                Wracając jednak do Gaby (jednak!!:) skoro Boreje przenieśli się na łono Abrahama czy w inną Kraine Wiecznych Łowów, czy to nie cudowna okazja, by nieco zrehabilitować amatora kalafiorów, lubego Pyziaczka?...
                • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 26.01.13, 02:02
                  Mail "kocham przybywam" od Gaby? Czy raczej nieśmiałe wyznanie Pyziaka, że on tak o tym niekochaniu, bo nie wiedział co zrobić, żeby mniej cierpiała? :P
                  • psia.gwiazda Re: BaŁusia [fanfik] 26.01.13, 23:38
                    leni_stwo napisała:

                    > Czy raczej nieśmiałe wyznanie Pyziaka, że on t
                    > ak o tym niekochaniu, bo nie wiedział co zrobić, żeby mniej cierpiała? :P

                    TAK!!! <3
    • meg_mag Re: BaŁusia [fanfik] 26.01.13, 10:03
      bardzo fajna lektura, prosze o wiecej!
      i fajnie byloby te odcinki zebrac w calosc :)
      • retro-story Re: BaŁusia [fanfik] 26.01.13, 16:02
        I podesłać do Akapit Press :)
    • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 26.01.13, 12:55
      Nie lubie fanfikow, wiec dlugo nie wchodzilam w ten watek, dopiero teraz, zachecona liczba postow - myslalam, ze jakis fajny flejm sie rozwinal ;) Swietne to jest, naprawde. Poza tym moje okolice wspomniane, wiec jestem wzruszona ;)
    • onion68 Re: BaŁusia [fanfik] 27.01.13, 07:48
      Świetnie! Podoba mi się metamorfoza Gaby, zawsze miała potencjał ;)
      Dołączam do chórku proszącego o więcej :)
    • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 17:28
      Fanfik jest o Łusi i Bóg wie ilu postaci wcisnąć się tu nie da... ale dla mnie b. ciekawym i przez nikogo (również przez MM) dotąd niewykorzystanym wątkiem jest wątek Romy - dziewczyny nieatrakcyjnej, zawiedzionej w pierwszej wielkiej miłości, która w odruchu czegoś tam (rozpaczy, ratowania godności itp.) wyszła bez większego namysłu za mąż za pierwszego, który się trafił, skądinąd o prezencji Clooneya, choć z uszami Glempa. Jak jej się ułożyło? Odnalazła się w tym przypadkowym związku? Miłość przyszła po? Czy też małżonka toleruje, a życie wypełnia czymś innym? To dopiero ciekawa postać! Pierwsza, która ma szansę wyjść z jeżycjadowej (krzepiącej) sztampy, że problemy mogą być - i bywają - ZANIM się stanie na kobiercu, ale po ślubie (zwłaszcza kościelnym) to już tylko długo i szczęśliwie...

      Może przydałby się fanfik z Romą w roli głównej?
      • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 18:36
        Czy ktoś obeznany z datami może mi podpowiedzieć ile miałaby Roma w 2013?
        • mankencja Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 18:50
          odnoszę wrażenie, że 40.
        • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 18:53
          leni_stwo napisała:

          > Czy ktoś obeznany z datami może mi podpowiedzieć ile miałaby Roma w 2013?

          w kłamczusze - 1977:
          romcia - 5
          tomcio - 6,5

          na liczenie jestem za leniwa :)
          • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 19:35
            41
            W moim wieku ,tzn Pulpa tez,hmmm.Jakos zawsze bardziej sie z Idusia widzialam,ciekawe.
            Nigdy mi sie liczyc nie chcialo.
            A o Romie i Tomciu bym chetnie poczytala.Ktos chetny do pisania ?
            • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 19:50
              A ktoś pamięta jak miał na imię jej Clooney oraz dokąd potem odjechali? To może za jakiś czas spróbuję się zmierzyć z tematem ;)
              • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 20:12
                hm, w sprężynie przy tekście o uszach imię nie pada, wiadomo tylko, że uszy przeszły na dwóch synków.

                nie pamiętam, w którym tomie było o tym, że roma wyszła za młodego lekarza ze szpitala mamerta i że wyjechali bodaj do wiednia - może tam było imię rzeczonego clooneya? jeśli w ogóle gdzieś padało. i czy było coś o dalszych podróżach czy na tym wiedniu stanęło?
                • jamniczysko Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 27.01.13, 20:42
                  Nie było.
                  • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 28.01.13, 01:06
                    W takim razie: forum drogie, jak nazwać Clooney'a Romci? Bo George'a na Jerzego nie chcę podmieniać, przez wzgląd na Hajduka. :P
                    • znowuniedziela Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 28.01.13, 01:26
                      Jerzyk.
                      • brykanty offtop 28.01.13, 02:18
                        Czy tylko mnie przeraża Twoja sygnaturka? Dążenie do BMI 15,6 to raczej niezbyt zdrowy pomysł.
                        • slotna Re: offtop 28.01.13, 02:23
                          O rany, faktycznie. Mam nadzieje, ze to jakis zart :/
                          • staua Re: offtop 28.01.13, 03:55
                            Ja tez, bo juz obecne BMI w tym suwaczku przyprawilo mnie o dreszcze...
                            Nie schodzic ponizej 18!!!! Myslalam, ze kazdy to wie (przepraszam za pisanie oczywistosci).
                      • kopiec_esmeralda Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 28.01.13, 05:59
                        Twój suwaczek! :| przerażona :(
                        Za prawidłowy wynik uważa się ten z przedziału 19–25 kg/m2. O anoreksji można natomiast mówić, gdy (oprócz innych objawów) BMI spada poniżej 17,5. z:
                        Tekst linka
                        • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 28.01.13, 12:39
                          Chcę jeszcze dopisać w tym sub-wątku: spójrzcie tylko na ilustrację w Pulpecji, pod datą 6 stycznia 1992 (s. 65). Czy to nie jest niezwykle wymowny i obiecujący fabularnie kontrast - morelowa, złocista, kędzierzawa Pulpecja, na którą z uśmiechem i błyskiem w oku spogląda łakomie przystojny brunet, i wyglądający zza jej ramienia biedny wypłosz w okularkach i bereciku - Roma? CO Z NIEJ WYROSŁO? Jak sobie poradziła z nieuniknionymi w tej sytuacji potężnymi kompleksami? A poradzić sobie, zgodnie z konwencją gatunku, musiała.

                          Może jej "kościstość" okazała się z czasem jej atutem - jest szczupła, ma znakomitą sylwetkę? A jej ulubiona czerń zaczęła - bez różowozłocistej Patrycji w tle, a raczej na pierwszym planie - wyglądać interesująco, wyrafinowanie? Może została wybitną intelektualistką (miała cięty umysł i dużo krytycyzmu)? A może - o zgrozo - FEMINISTKĄ??? Tylko że w tym drugim przypadku popadlibyśmy w żałosną sztampę: feministka to niespełniona w miłości kobieta :D
                        • verdana Re: BaŁusia [fanfik] a Roma 28.01.13, 19:54
                          W dodatku taki suwaczek może kogoś zachęcić do podobnych wyczynów. Trochę tak, jakby w suwaczku proponować heroinę.
    • kopiec_esmeralda Re: BaŁusia [fanfik] 28.01.13, 06:00
      Klawiaturo, jesteś wielka! :)
    • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 13:23
      No i jeszcze jednego wątku rozwinięcia (lub chociaż zasygnalizowania) mi brakuje - w BaŁusi lub osobno.

      Aż się prosi, żeby Natalia okazała się w końcu - po zaliczeniu małżeństwa z Robrojkiem i podchowaniu dzieci - TRANSSEKSUALNA! Inaczej ten jakże charakterystyczny szczegół z jej dzieciństwa - że co najmniej do siódmego roku życia mówiła o sobie w rodzaju męskim - pozostanie niewykorzystany... Pamiętacie? "Uprałem ci spodenki, tatusiu..."

      Autorka zapewne musiała obserwować podobne zjawisko - we własnej lub zaprzyjaźnionej rodzinie - i wyjaśnia je w ten sposób, że Natalia chciała wynagrodzić zawiedzionemu ojcu, że nie jest wymarzonym przez niego synkiem. Ciekawe... Znaczy że maleńkiemu dziecku opowiadano, i to nie raz, jaki to tatuś jest zawiedziony? Równie dobrze mogła mówić spontanicznie, a wyjaśnienie to racjonalizacja ze strony rodziny.

      Zresztą tak właśnie mogło być w przypadku, który stał się pierwowzorem tej cechy Natalii, bo nie sądzę, żeby autorka wzięła to z głowy. Sądzę, że z życia. W tamtych czasach - końcówka lat 70. - o transeksualizmie i płci psychologicznej nikt nie słyszał, więc nic dziwnego, że tłumaczono to właśnie tak, jak podaje autorka.

      Na studiach (jak podaje NiN, o ile pamiętam - e, nie! to było wcześniej) Natalia odkryła swoją kobiecość, porzuciła portki, kupiła sobie sukienki i koraliki i zaczęła się "rytualnie" malować jaskrawoczerwoną szminką. No cóż... A może raczej uległa w końcu społecznemu naciskowi i przestała walczyć o swoją prawdziwą tożsamość? To nie jest wydumane, to się zdarza, a zwłaszcza zdarzało. Dopiero w tych czasach osoby transseksualne wychodzą z szafy.

      A więc? Zamiast Natalii mamy np. Norberta... Coś takiego na pewno przerosłoby wyobraźnię Autorki, ale dla autorek tutejszych to chyba nic wielkiego?

      Napisało mi się długiego posta, w sumie nadaje się na osobny wątek, ale niech tam... niech tu zostanie.

      • ciotka_scholastyka Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 13:30
        > Aż się prosi, żeby Natalia okazała się w końcu - po zaliczeniu małżeństwa z Rob
        > rojkiem i podchowaniu dzieci - TRANSSEKSUALNA!

        Proponowałabym jednak nie przeginać. Za chwilę zamiast sympatycznego fanfika a la dawna Jeżycjada otrzymamy zupełnie niestrawny dziwoląg. Znaj proporcjum, mociumpanie, a bohaterowie niech nie będą zupełnie nieprawdopodobni. Już pomysł z Gabrielą z kochankiem czy palącą skręta wydaje mi się mocno wydumany, a co dopiero to.
        Klawiatura póki co pisze sensownego i wielce prawdopodobnego fanfika; nie psujcie go przegięciami.

        • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 13:43
          ciotka_scholastyka napisała:

          > > Aż się prosi, żeby Natalia okazała się w końcu - po zaliczeniu małżeństwa
          > z Rob
          > > rojkiem i podchowaniu dzieci - TRANSSEKSUALNA!
          >
          > Proponowałabym jednak nie przeginać. Za chwilę zamiast sympatycznego fanfika a
          > la dawna Jeżycjada otrzymamy zupełnie niestrawny dziwoląg. Znaj proporcjum, moc
          > iumpanie, a bohaterowie niech nie będą zupełnie nieprawdopodobni. Już pomysł z
          > Gabrielą z kochankiem czy palącą skręta wydaje mi się mocno wydumany, a co dopi
          > ero to.
          > Klawiatura póki co pisze sensownego i wielce prawdopodobnego fanfika; nie psujc
          > ie go przegięciami.
          >
          OK. Ale można napisać osobnego, bardziej przegiętego :) Ja rzucam pomysł, a wy go łapcie lub nie. Sama nie mam ani mocy przerobowych, ani chyba - niestety - talentu fabularnego...
          • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 15:11
            W obronie :P " mojego " kochanka.
            Klawiatura rzucila haslo na konkurs ,co Gaba moze przywiezc z Indii?
            Jako kobieta jasniejaca cieplem Gabunia niewiele miala sposobnosci na udane zycie seksualne.
            Najpierw nieobecny,albo miedzy rodzinka spiacy Pyziak,potem z dzieckiem spiacy w tym samym pokoju ,zmywajacy Grzegorz.
            Po rozstaniu o ktorym pisze klawiatura,Gaba odkryla na nowo siebie,jako osobe i kobiete.
            W dzisiejszych czasach kobiety w jej wieku to nie zadne " babcie " ,tylko wlasnie dojrzale kobiety,swiadome swoich potrzeb i atrakcyjnosci.Moze wlasnie dla Gaby przyszedl po raz drugi czas na motyla.:)
        • baba67 Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 16:00
          Moze Gaba zacznie sie fascynowac buddyzmem?No bez apostazji, tak bardziej ekumenicznie.Jakis posazek?
          • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 11 28.01.13, 17:14
            Nad Gabą pomyślimy, na razie niech trenuje jogę w Indiach, a tymczasem w bloku...

            - Haniu? - zapytała Łusia najsłodziej, jak potrafiła.
            - Co tam? - mruknęła przyjaciółka znad laptopa, gdzie mrucząc z niezadowoleniem rzeźbiła właśnie prezentację. - Jest kolej Huberta, jeśli to o Vaderka chodzi.
            - O co innego mi chodzi. Wiem, jak to zabrzmi, ale co planujesz w sobotę?
            - Hm? - Hania oderwała się od slajdu i okręciła na krześle. - Nic chyba nie planuję. A, czekaj, to Walentynki?
            - Nie, Walentynki są we wtorek. A w sobotę jest impreza. I tak chciałabym zapytać, czy nie miałabyś ochoty ze mną pójść. Mój kuzyn się przeprowadził do Łodzi i robi parapetówkę.
            - I potrzebujesz wsparcia, bo nie znasz zbyt wielu jego znajomych?
            - O, właśnie - odetchnęła Łusia.
            - Hm, czemu nie. Andżelika jedzie w weekend do Radomia, a Hubert idzie na sesję do Witka.
            Pałysówna pokiwała ze zrozumieniem głową. Wstyd się przyznać, że jeszcze pół roku temu skrót RPG nic jej nie mówił, podobnie jak reszta żargonu związanego z grami fabularnymi, strategicznymi i komputerowymi. Obcowanie z Hubertem, tą skarbnicą popkultury, poszerzyło znacznie jej horyzonty.
            - W porządku, zatem jesteśmy umówione - ucieszyła się. Dobry nastrój minął jej jednak już następnego dnia, gdy otworzyła szafę. Poza dżinsami i kompletnie anonimowymi T-shirtami nie miała w niej zasadniczo nic. A przynajmniej nic wartego uwagi. W zasadzie nie musiała stroić się na imprezę u dwóch gejów, ale jakaś ukryta głęboko część jej kobiecej natury podszeptywała, że niezależnie od obecności (bądź nie) interesujących mężczyzn, mogłaby się ładnie ubrać po prostu dla siebie. O ile to w ogóle było możliwe, by Łucja Pałys podobała się samej sobie - stojąc w staniku i stringach naprzeciwko lustrzanych drzwi szafy czuła, że nawet czołowi styliści nie byliby w stanie wykrzesać z niej odrobiny klasy. Miała okrągłą, pyzatą twarz wiejskiej dziewczyny, po której bokach spływały proste rudobrązowe włosy - spływały, zamiast wić się w sprężystych lokach. Mimo zrzuceniu aż dwu i pół kilo (dla odmiany pomyślała ciepło o swoim upierdliwym trenerze), wciąż czuła się gruba jak niemiecka armata. Biust był nie taki, tyłek był płaski, a w ogóle to na czole wyskoczył jej pryszcz, o.
            Już miała się rozpłakać, kiedy zajrzała Hania. Łusia na jej widok poczuła palące ukłucie zazdrości - smukła blondyneczka nawet w obcisłych czarnych dżinsach i szmaragdowej bluzce z lejącym dekoltem wyglądała jak z wybiegu. Świeżo pofarbowana platynowa grzywka opadała na oczy, z którymi zrobiono coś, na czym Łucja się nie znała, ale co stanowczo powinno być zakazane, tak tajemniczo i kusząco wyglądały.
            - A ty jeszcze nie gotowa? - Hanka jednym spojrzeniem oceniła sytuację. - Nie możesz się zdecydować?
            - Ja w ogóle nie mam nic, co można by założyć na imprezę.
            - Nie bywałaś za bardzo na imprezach w liceum?
            - Byłam na jednej i nazywała się studniówka. Ale kiecka została w Poznaniu.
            - Jasne, jasne, kto by woził do innego miasta sukienkę ze studniówki. Poczekaj... może ta spódnica w kratkę?
            - Hanka, dajże spokój, zbyt szkolna! Ja mam zresztą wszystko jak z "Domowego przedszkola" - chlipnęła Łusia.
            - Trudno, musimy pracować z tym, co mamy. A ta wpadająca w militarną zieleń?
            - Ona ma tiulową falbankę!
            - Czekaj, czekaj - Hanię tknęła nagle myśl - to dobry trop. Zaczekaj no tutaj.
            Kiedy powróciła po dłuższej chwili, niosła ze sobą naręcze ubrań.
            - Wskakuj w czarne legginsy - zakomenderowała. - Na to militarna spódnica z falbanką. Pożyczyłam od Andżeliki gorset, a od Huberta czapkę pilotkę. Twoja maturalna koszula z żabotem też się przyda, tylko podwiniemy rękawy. Glany będą jak znalazł.
            - Co to ma być? - jęknęła Łucja podczas prezentacji kolejnych części garderoby.
            - Jak to co? Steampunk - wyszczerzyła się Hanka - idealny styl dla takich słodkich chłopczyc jak ty. No, przebieraj się, a ja poszukam odpowiedniego eyelinera i walnę ci jakąś kreskę na oko.

            Dwie godziny później siedziały już w tramwaju linii nr 4 jadąc w kierunku ulicy Tymienieckiego, gdzie znajdował się loft wynajęty przez Ignasia i Andrieja. Łusia rozglądała się ciekawie, bo nigdy jeszcze nie była w tej części miasta. Musiały dwa razy zatelefonować, żeby znaleźć odpowiedni numer.
            Drzwi otworzył im młody człowiek, na widok którego Łusia omal nie parsknęła śmiechem, bo wyglądał, jakby się ubrał jej do pary. Miał na sobie surdut z cylindrem, a na nosie pyszniły się druciane okularki w stylu dziewiętnastowiecznego dandysa. Nie zabrakło nawet pysznej czerwonej róży w butonierce. Do stroju nie pasowała natomiast butelka piwa Desperados, sądząc po maślanym spojrzeniu, nie pierwsza tego wieczoru.
            - Aj dżej! - ryknął - Jakieś dziewczyny przyszły! - a do nich, już normalnym głosem - Chodźcie, chodźcie, butów nie zdejmujcie, barek po lewo.
            Łucja rozejrzała się ciekawie. Mieszkanie było niemal puste, jeśli nie liczyć gustownie urządzonej w kolorze fuksji eurokuchni, żyrandoli o kloszach z origami i abstrakcyjnego malowidła na ścianie. Pod ścianę dosunięto pudła, na których położono ofoliowane paczki paneli podłogowych i kafelków. Na nich goście stawiali kieliszki, szklanki oraz plastikowe miseczki z niedojedzonym hummusem. Pod oknem stało coś w rodzaju wysokiego stolika - dopiero po chwili Łusia zorientowała się, że to deska do prasowania powleczona serwetą. Na niej ustawiono misy z sałatkami i dipy do przekąsek. Wszędzie było pełno ludzi: przy zaimprowizowanych stolikach, na podłodze na poduszkach (krzeseł nie było) oraz krążących między pomieszczeniami.
            - Czeeeeść! - przez tłum przedarł się Ignacy Grzegorz. Wyglądał zabójczo w limonkowej koszuli - kiedy się uśmiechnął, okazało się, że pasuje ona kolorem do nakładek w aparacie ortodontycznym. Wycałował obie dziewczyny i nastąpiło ogólne przedstawianie. Wysmakowany blondyn w surducie okazał się mieć na imię Borys; Łucja z kolei przedstawiła Hankę. Nastąpiło zwyczajowe wręczanie prezentu (komplet ręcznie malowanych talerzyków do ciasta), zwyczajowe udawanie zaskoczenia i zapewnianie, że nie trzeba było; wreszcie zwyczajowe podziękowanie i odtransportowanie zdobyczy do kuchni, gdzie piętrzyły się już pudełka z kieliszkami do wina, patelnia grillowa, ceramiczny wok, zestaw do fonude i wielka butla likieru Bailey's.
            - Świetnie, że wpadłyście - cieszył się kuzyn. - Teraz będziemy się znowu często widywać, jak za starych dobrych lat, co?
            - Ciotka mi wszystko opowiedziała. Gratuluję awansu.
            - A ja z kolei nic nie wiem, jak ci się tutaj żyje - zaśmiał się Ignacy - całe wieki nie gadaliśmy.
            Z kuchni dobiegły ich okrzyki Andrieja, który zapraszał na pierwszą porcję blinów. Borys i Hania obrócili się w tym samym momencie, jak idealnie zsynchronizowani tancerze. Łusia zerknęła na Ignacego, który machnął ręką.
            - Wy idźcie. Ja zjem to, co zostanie.
            Łucja pomyślała o swojej wciąż niezwalczonej oponce (teraz ściśniętej gorsetem) i postanowiła się przyłączyć. Ponieważ zostali sami, Ignacy powiódł ją do sąsiedniego pokoju. Usiedli na matach wokół miski z krakersami i sosjerkami z guacamole. Łucja obejrzała się na parę rozmawiającą cicho obok nich i odkryła ze zdumieniem, że są to Laura i Wiktor Lelujko.
            - O, hej - wydukała, jak zwykle spłoszona w takich sytuacjach.
            - Nie powiedziałem ci, że Tygrysek wpadnie? - Ignacy palnął się w czoło - Wybaczcie. Wiktor, znasz Łuśkę?
            Nastąpiła ponowna prezentacja. Łucja starała się zachowywać przyjaźnie, ale nie mogła się powstrzymać od ciekawskich zerknięć na kochanka kuzynki, który zdetronizował jej ongiś uwielbianego Pana Adama. Hiszpańskie oczy i męskie rysy Wiktora kogoś jej przypominały, ale ku swemu zirytowaniu nie miała pojęcia, kogo.
            - Mieliście mi opowiedzieć, jak sobie radzicie - zagaił Ignacy Grzegorz, chcąc zatrzeć zakłopotanie przy powitaniu.
            - Wciąż szukam pracy - westchnęła Laura.
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 18:27
              - Humanistom teraz nie jest łatwo - pokiwał głową Ignacy ze zrozumieniem.
              - Och, ty już nie bądź hipokrytą - westchnęła poirytowana Laura - żyjesz w tej korpo jak pączek w maśle. A ja pokutuję za głupotę rodziców, którzy mi wmówili, że wystarczy zrobić dyplom na państwowej uczelni i mieć na półce stare książki, aby wszyscy padli przede mną na twarz. Do cholery, byłam już nawet na kursie układania bukietów!
              - Stary, lepiej jej nie nakręcaj - mrugnął Wiktor - to ulubiony temat.
              - Hm - mruknęła inteligentnie Łucja, z braku lepszego komentarza pakując do ust krakersa z guacamole.
              - Wszyscy z mojego pokolenia i okolic sobie jakoś radzą - ciągnęła Laura. - Pyza wreszcie zrobiła doktorat i załapała się do przyzwoitego zespołu badawczego. Bracia Wiktora wszyscy mają pracę. Ocarabessowie prowadzą ten swój klub. Esmeralda pracuje u Romy w gabinecie kosmetycznym. Magda pracuje w GUSie i też jakoś sobie radzi. O was już nawet nie wspominam...
              - E, daj spokój - Ignacy nachylił się bliżej, by nie można było ich podsłuchać - Andriej aż do przeprowadzki tutaj był na moim utrzymaniu. Jest cudownym facetem, uwielbia gotować i ma swoje zainteresowania, ale w najlepszym związku pojawiają się napięcia w takiej sytuacji.
              - Raz nawet rzuciłem w niego talerzem - zza pleców Łucji wyrósł Andriej z pachnącym blinem na malowanym talerzyku z kompletu, który przyniosła z Hanią. Podsunął danie pod nos Ignacego - powąchaj, zdrajco, i powtórz mi prosto w oczy, że nie chcesz tego jeść.
              - Nie powiedziałem, że nie chcę, tylko że puszczę gości przodem - zaśmiał się Ignaś i pocałował chłopaka w nos.
              - A tak w ogóle - Andriej skierował na Laurę spojrzenie ciemnozielonych oczu - dzwonił do drzwi jakiś ludzina i chciał się koniecznie widzieć z waszą mamą. Powiedziałem mu, że jej nie ma, bo jest w Bombaju, na co on odetchnął, bo jak powiedział, już od tygodnia nie odbiera od niego telefonów. Jak ma odebrać telefon, ja pytam, skoro pewnie jest na kursach hatha jogi. Ludzina się pośmiał i zapytał, kiedy wraca, bo ma do niej strasznie pilną sprawę. To mu powiedziałem. Coś nie tak? - spytał, widząc spojrzenia przyrodniego rodzeństwa. Nawet Łusia wyglądała na zmieszaną.
              - A jak wyglądał? - zapytała z napięciem Laura.
              - A bo ja wiem... siwawy taki. Koło sześćdziesiątki. Nie przedstawił się.
              - W okularach?
              - Nie, nie w okularach. Ale to filozofia okulary zdjąć i założyć soczewki?
              - A jak tam zajęcia na kursie? - zmienił temat Wiktor.
              - Mam na razie trzy grupy - Andriej przycupnął na macie obok Ignacego - i jest strasznie śmiesznie, bo Polakom się wydaje, że mówią po rosyjsku od urodzenia, zwłaszcza tym starszym. Petrzik mówi to samo o czeskim...
              - Co za Petrzik? - zainteresował się niby uprzejmie Ignacy Grzegorz.
              - Petrzik jest z Prahy...
              - Z Pragi - wyrwało się odruchowo Łusi. Laura posłała jej karcące spojrzenie.
              - ...żonaty i ma dwoje ślicznych bliźniąt z probówki - droczył się Andriej. Nagle spojrzał na Łusię - Lucja, ale ty w ogóle nie masz kieliszka! Jak ten twój kuzyn o ciebie dba?!
              - Ja w zasadzie nie... - zaczęła Łusia, ale Ukrainiec już ją ciągnął do kuchni i odkorkowywał butelkę pierwszego wina, które mu wpadło w ręce, czyli czarnogórskiego vranca. A zaraz potem zaczęli go wołać do patelni i zniknął, zostawiając ją z kieliszkiem w dłoni.
              Nie miała ochoty wracać do dyskusji rodzinnej, która stała się nieco zbyt napięta, więc podryfowała przez pokój (mając nadzieję, że robi to naturalnie) do Borysa perorującego przy desce do prasowania z długowłosym chłopakiem w skórzanych spodniach i glanach. Dandys miał już nieźle w czubie.
              - Mimo wszysssssstko, mój czuły barbarzyńco, to jest kupa, straszliwa kupa. Wczesny Dukaj był wizjonerem, ale późny ssssstał się nieznśny. Posłuchaj... ale, ale! To urocze ssstwrznie to jest cioteczna siostra Ajdżeja.
              - Łucja.
              - Rzeźnik - chłopak wyciągnął masywną prawicę okrytą pieszczochem. Po chwili dotarł do niego absurd sytuacji, bo poprawił się - To znaczy Marcin.
              - Marcin jest szefem grupy rekonstrkcjnej - wybełkotał Borys. - A Łusia.... yyy...
              - Łusia studiuje biologię i od pół roku mieszka w Łodzi - dokończyła za niego. - Jaką rekonstrukcją się zajmujecie?
              - Pierwsza wojna światowa. Wiesz, że na tych terenach odbywała się ogromna bitwa?
              - Niedokładnie tu, gdzie stoimy - odpowiedziała - Bitwa łódzka toczyła się nieco bardziej na wschód, w lasach pod Gałkowem.
              - Skąd wiesz? - w oczach Rzeźnika błysnęło uznanie. Borys chyba stracił wątek, bo zezował do butelki, próbując dojrzeć, czy wpadła mu do środka skórka cytryny.
              - Mój tata interesuje się wojnami światowymi. Skleja nawet modele, ale mama ciągle któryś zrzuca lub uszkadza przy sprzątaniu i tata musi je robić od nowa.
              Marcin zaśmiał się donośnie, odrzucając do tyłu kasztanowe włosy. Już miał zadać kolejne pytanie, gdy ktoś wykrzyknął "tańczymyyyy!", kliknął uderzony klawisz laptopa i w lofcie huknęła Abba. Zanim Łusia zdążyła się zorientować, Marcin okręcał ją w szalonych piruetach, a Borys tańczył tango z Andriejem fałszując donośnie "Gimmie gimmie gimmie a man after midnight". Potem pękła miska z bananowymi czipsami, obcas Hani podrzuconej wysoko przez postawnego bruneta zahaczył o klosz z origami, jakiś łysy wymuskany pracownik uniwersytetu wdepnął w guacamole w szale kankana, Laura częstowała wszystkich trawką, Andriej uczył wszystkich tańczyć kazaczoka do "Rasputina", ktoś kompletnie nieodpowiedzialny otworzył Bailey's, a przy drugiej płycie z hitami lat 90. Łucja poczuła, jak wszystko podchodzi jej do gardła i powitała niedzielę z głową w sedesie Ignasia, przewieszona przez deskę sedesową w różowe serduszka.
              • pieranka Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 18:37
                No, nareszcie normalni ludzie.
              • znowuniedziela Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 18:52
                Nareszcie,nareszcie normalność!!!!!!!!! Dziekuję :*
              • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 18:55
                hahahahahah, finał jest uroczy;)
                • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 19:09
                  Motyw serduszek musiał ponownie się pojawić - jak już forum kiedyś uznało, piżama Ignasia była znamienna :)) A do wielkomiejskiego towarzystwa 30-latków z loftów pasowało mi coś tak kampowego jak tańce do Abby.
              • filifionka-listopadowa Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 19:19
                Chapeau bas! Zdecydowanie zręczniej sobie radzisz z życzeniami czytelników niż MM!
              • onion68 Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 19:28
                Urocze :)
              • onion68 Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 19:40
                I czyta się świetnie, i bohaterowie ludzcy i sympatyczni.
                • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 20:03
                  Bardzo, bardzo mi się podoba. Kocham za życiowych bohaterów, za fajnie uchwycone realia współczesnych imprez ,za normalne problemy, za limonkową koszulę i gumki do aparatu.
              • kajaanna Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 20:26
                >Potem pękła miska z bananowymi czipsami

                Gdy Laura wyciągnęła swoje słynne wysokie c, którym tłukła rodzinną zastawę...
                • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 20:34
                  A propos - co Laura może robić, nie znalazłszy pracy jako śpiewaczka operowa? Może ją wsadzić w jakąś pracę zupełnie niekreatywną i niegodną Borejkówny, np. na pocztę? :)))
                  • towarzyszka_j Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 20:42
                    A propos - co Laura może robić, nie znalazłszy pracy jako śpiewaczka operowa? M
                    > oże ją wsadzić w jakąś pracę zupełnie niekreatywną i niegodną Borejkówny, np. n
                    > a pocztę? :)))

                    Witam wszystkich wychylając się zza krzaczka!
                    Podczytuję regularnie, leżę i kwiczę, ale teraz aż musiałam się zalogować! Znam ci ja idealne wcielenie Laury: ekspedientka z Żabki naprzeciwko (nota bene w Łodzi). Uroda Laury, która nieco przytyła. Mina i zachowanie księżniczki, której urażona duma nie pozwala nawet odpowiadać na "dzień dobry". Już od dawna kojarzyła mi się z Laurą, której nie wyszła kariera śpiewaczki ;)
                    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 20:53
                      Genialne :D
                    • pampelune Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 10:37
                      Bardzo mi żal, że knujecie przeciwko Laurze. Musi być poskromienie złośnicy?
                      Nie mogłaby ona zrobić czegoś zupełnie od czapy, co ją jednak będzie cieszyło? Np. projektowałaby wystroje witryn sklepowych, podśpiewując wesoło, i ciesząc się, że jest na wystawie i wszyscy patrzą na nią z podziwem. A potem by spacerowała wieczorem po mieście i podziwiała swoje ekstrawaganckie realizacje.
                      Tak tylko rzucam witrynami bez przekonania, ale naprawdę mi się serce kraje, jak ją chcecie radośnie pchać do Żabki. Przecież Laura była ciekawą, wrażliwą bohaterką, w McDusi MM ją próbowała przetrącić, ale po co Laurę za to jeszcze karać?
                      • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 10:53

                        > Bardzo mi żal, że knujecie przeciwko Laurze. Musi być poskromienie złośnicy?

                        O właśnie, przyłączam się do tego głosu. Też nie chcę pognębienia Laury. Za co?
                      • ding_yun Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 13:26
                        pampelune napisała:

                        > Bardzo mi żal, że knujecie przeciwko Laurze. Musi być poskromienie złośnicy?
                        > Nie mogłaby ona zrobić czegoś zupełnie od czapy, co ją jednak będzie cieszyło?

                        Przyłączam się. Lubię Laurę jako postać, zarówno w normalnej Jeżycjadzie jak i w tym fanfiku. Szkoda byłoby ją pognębić i wepchnąć do jakiejś kompletnie fatalnej pracy w której będzie się męczyć. Natomiast odrobina problemów ze znalezieniem własnej drogi życiowej po dyplomie to jeszcze nie pognębianie, tylko normalny, życiowy wątek. Pasują mi do Laury wszelkie działania artystyczne (jej pokój na urządzony na czarno-turkusowo, zbierane dzbanuszki do śmietanki, ogólna dbałość o wygląd). Dlatego zaproponowałam rolę wedding plannerki, ale to aranżowanie witryn sklepowych też mi się podoba.
                      • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 14:20
                        Moge sie pod tym podpisac :) MM juz wystarczajaco udreczyla swoich bohaterow, zmienila ich w ich wlasne karykatury. Ten fanfik cudownie przywraca im normalnosc, nie psujmy tego :) Nie gnebmy ich i my :)
                  • staua Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 22:32
                    Może być asystentką nauczycielki prowadzącej w podstawówce kółko muzyczne. Bardzo poniżające dla niespełnionej divy.
                    Albo mogłaby wynajmować się na akademie, festyny i wiece wyborcze, śpiewać tam hymn narodowy. Albo na wesela ;-)
                    • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 23:04
                      > Może być asystentką nauczycielki prowadzącej w podstawówce kółko muzyczne. Bard
                      > zo poniżające dla niespełnionej divy.

                      Ooo tak, i patrzec z odraza na falszujace dzieciaki :)
                    • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 11:03
                      Wesela, to dobre jest :)
                      Przeciwko Laurze nie tyle knujemy, ile ktoś z arcygenialnej i zatłoczone naukowcami rodziny Borejków mógłby - dla zachowania realizmu - mieć czasem problemy ze znalezieniem pracy po dyplomie.
                      • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 11:29
                        > Przeciwko Laurze nie tyle knujemy, ile ktoś z arcygenialnej i zatłoczone naukow
                        > cami rodziny Borejków mógłby - dla zachowania realizmu - mieć czasem problemy z
                        > e znalezieniem pracy po dyplomie.

                        A Laura sie do tego nadaje, bo ma malo elastyczne wyksztalcenie, a do tego zawsze byla przebojowa, inteligentna, piekna i pewna swojej wartosci (w te szemrania i inne glupoty w nowszych tomach nie wierze), wiec niech se spada ;) Potem moze sie elegancko podniesc, bedzie bardzo polucku.
                    • kajaanna Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 17:35
                      Laura jako Pani od Muzyki ucząca dzieci pimplać na cymbałkach i prowadząca chór szkolny, wyjeżdżający na międzyszkolne konkursy, wydaje mi się całkiem ciekawym poprowadzeniem jej kariery.
                      • dakota77 Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 18:14
                        Mnie tez. I bardzo prawdopodobnym.
                      • villanden Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 18:22
                        Laura jako Pani od Muzyki to bardzo prawdopodobna wizja, ale to była by kolejna Jezycjadowa nauczycielka.... nieee....
                        Ja glosuje za wedding plannerka. Jako droga przepracowywania traumy własnego fatalnego (pod względem organizacyjnym i estetycznym) ślubu i wesela ;-)))
                        • leni_stwo Re: BaŁusia [fanfik] 12 29.01.13, 18:34
                          To już prędzej wynajmująca się do śpiewania na ślubach (w kościele, solo) i na weselach (ze znajomymi ze studiów, może jakiś jazzowy zespolik, który chałturzy na snobistycznych imprezach). To jest z jednej strony nie taki zły biznes, a z drugiej jednak chałtura poniżej borejczej godności. ;D
              • aadrianka Re: BaŁusia [fanfik] 12 28.01.13, 20:32
                Absolutnie cudowne, zwłaszcza finał!
              • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 13 29.01.13, 21:58
                Obudził ją hałas. Po pierwsze, smartphone grał jak wściekły jej ulubiony motyw z „Ojca chrzestnego”, którego akurat w tym momencie serdecznie nienawidziła. Po drugie, wył jakiś pies. Poprawka, wył Vaderek. Zerknęła na zegar wiszący nad łóżkiem i zmartwiała: było już po jedenastej, co oznaczało, że najprawdopodobniej nikt nie był z psem od wczorajszego wieczora. Z jękiem wygramoliła się z pościeli i sięgnęła po telefon podskakujący na biurku.
                - Halo, Łuśka! Dzwonię, żeby zapytać, czy ty masz może w domu „Biologię” Villeego?
                - Hej – Łusia po dobrej chwili ocknęła się na tyle, żeby rozpoznać głos Renaty, koleżanki z grupy. – Nie, nie mam go w Łodzi. Miałam przywieźć z Poznania na święta, ale wiesz, jak jest.
                - Szlag, a w takim razie czy masz może notatki z roślin z piętnastego grudnia? Wiem, że ty zawsze robiłaś ładne rysunki…
                - Renatka, czekaj, muszę się wygrzebać z łóżka, zanim cokolwiek sprawdzę.
                - O rany, obudziłam cię? Wybacz, że truję o te notatki, ale jestem w podbramkowej sytuacji, zwykle pożyczałam od Ewki, ale Ewka też na tym wykładzie nie była, a prof powiedział, że musi mnie dopytać…
                Łusia odsunęła słuchawkę od ucha, by uniknąć choćby na chwilę słów Renaty, wyrzucanych z prędkością pocisków z karabinu maszynowego. Rozejrzała się bezradnie po pokoju, próbując przypomnieć sobie, gdzie rzuciła po zaliczeniu notatki z biologii roślin. Obok niej przemknął z piskiem Vaderek, sygnalizując niezmordowanie, że jego cierpliwość się kończy. Po drodze potknęła się o glany rzucone przy łóżku. Przez pokój aż do drzwi wiodły ich błotne odbicia, co świadczyło, że Łucja poszła spać na autopilocie. Nie miała pojęcia, jak wróciły do domu. Ignaś wezwał taksówkę?
                - Wiesz co, nie mam pojęcia, gdzie je rzuciłam – powiedziała zrezygnowanym tonem – mogę do ciebie oddzwonić później, jeśli je znajdę?
                - Dobra, zapytam jeszcze Kacpra. Słuchaj, a zapisałaś się na zajęcia w USOSie?
                - A do kiedy było trzeba?
                - Łuśka, ty dzisiaj nie wiesz, gdzie masz dupę, a gdzie głowę, co? Rejestracja jest do północy!
                Spanikowana Łucja pożegnała się szybko i, nie dbając o pościelenie łóżka, rzuciła do laptopa. Zanim jednak leniwy czujnik wi-fi wyłapał sygnał domowej sieci, Vaderek zawył przeciągle, aż upuściła komputer na poduszki.
                O drzwi pokoju Hanki uderzyła z hukiem czarna szpilka typu peep toe.
                - Łusia, zlitujże się nad nim! I nade mną, bo łeb mi już pęka!
                Obiecując sobie solennie, że drugi raz nie będzie ani piła Bailey’s, ani paliła trawki, Łucja wskoczyła pospiesznie w wysłużone dżinsy i, z braku chęci do grzebania w szafie, wczorajszą koszulę. Podśmierdywała, ale nie to było istotne. Wciągnęła glany na skarpety z króliczkami noszone do spania, a na wierzch oksfordzki bezrękawnik, także nie pierwszej świeżości. Po chwili zbiegała już po schodach dopinając kurtkę, a wokół niej tańczył rozochocony bokserek.
                Spacerując z psem spojrzała z wyrzutem sumienia w stronę siłowni. Nie miała jednak na to czasu, rejestracja w USOSie była ważniejsza. Ledwie biedny Vader zdołał ulżyć fizjologii, już ciągnęła go z powrotem do bloku, obiecując mu obłudnie, że po południu pójdą na solidny spacer do parku Mickiewicza. Niestety, nic z tych planów nie wyszło – wszelkie próby zapisania się na jakiekolwiek zajęcia w systemie kończyły się komunikatem „Trwa migracja danych”.
                - Co to jest ta przeklęta migracja danych?
                - Przeciążony serwer – ocenił smętnie Hubert, wychylając się przez drzwi z kubkiem kawy. – Lepiej odpuść sobie od razu i spróbuj to załatwić w poniedziałek w dziekanacie.
                - O, cześć, a ty skąd się wziąłeś? Myślałam, że cię nie ma.
                - O siódmej rano wróciłem z Enemefu. Słuchaj, mógłbym pożyczyć komputer na dwie godziny? W moim chyba padła matryca i muszę zlokalizować serwis.
                Łusia oddała mu laptopa i stwierdziła, że właściwie nie ma już żadnych przeszkód, by iść na siłownię i spalić te miliardy kalorii, które zjadła dnia poprzedniego. Tego samego zdania było, jak się okazało, niewielu bywalców niedzielnego popołudnia. Poza nią na sali pocił się tylko Kotlet. Nie miała pojęcia, jak miał na imię, bo wszyscy nazywali go w ten sposób i chyba on sam nie określał się inaczej. Przezwisko trafnie oddawało jego wygląd, pracował bowiem uczciwie nad klatą, sześciopakiem i karkiem. Opowiadał właśnie Jurkowi o pomyślnej rejestracji w związku hodowców rasowych myszy.
                - Szlachetna Izabelo, nie zrób dziury w naszej wysłużonej bieżni – zabrzmiał nad głową Łusi wesoły głos Romka. – Nic ci chyba to biedne urządzenie nie zrobiło?
                - Och – Łusia natychmiast zmniejszyła tempo i przeszła do szybkiego marszu, przez co wydawało jej się, że niemal stoi w miejscu. – Mam trochę do nadrobienia.
                - Dopadł nas moralniak po sobocie, co? Czym zgrzeszyłaś? Pizza i dużo warki z sokiem? Babskie lody?
                - Bliny z żurawiną, krakersy z dipami, wino i likier.
                - Nie widzę zatem powodu, aby tak ciężko odpokutowywać.
                Łusia ze zdecydowaniem wyłączyła bieżnię.
                - Myślisz pewnie, że jestem żałosna.
                - Nie mów mi, co myślę – odpowiedział zupełnie poważnie.
                - Dobrze, nie będę. A jesteś zadowolony z tego, jak żyjesz?
                - Nie dręcz głupiego robotnika tak trudnymi pytaniami, Izabelo.
                Obrażona odwróciła się plecami i ruszyła ku wiosłom. Podążył za nią.
                - Nie masz innych podopiecznych? – syknęła.
                - Kotlet mógłby dawać wykłady z bodysculptingu. Przepraszam, już nie będę kpił.
                Pieczołowicie zapięła zaczepy na tenisówkach, nadal udając, że nie zwraca na niego uwagi.
                - Jakiej odpowiedzi oczekujesz? – ciągnął niezrażony jej nadąsanym milczeniem – Zadowolenie z życia to nie jest zero jeden, tylko coś w rodzaju suwaka. Raz jest bliżej zera, a raz bliżej stu. Z tym, że gdyby było zbyt długo na zerze, to pewnie człowiek by skoczył z okna.
                - A teraz gdzie jest u ciebie? – odezwała się wreszcie.
                - Bo ja wiem? Za połową, na pewno. Jestem zdrowy, mam dom i pracę. Pewnie, że może być znacznie lepiej. Na przykład zostawiła mnie dziewczyna.
                - U mnie chyba nie dobija nawet do jednej czwartej suwaka – westchnęła rozdzierająco Łucja – mam wrażenie, że źle wybrałam studia.
                - Po jednym semestrze? Każdy ma problemy z pierwszą sesją, nie przejmuj się.
                - Zaczęłam się zastanawiać, czy będę miała potem pracę.
                - A to już zależy głównie od ciebie.
                - Nie! Spotkałam ostatnio kuzynkę i ona narzekała, że od miesięcy nie może nic znaleźć. A jest uzdolniona, skończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną. I piękna jak anioł.
                - Myślisz, że ktoś będzie sprawdzał twoje BMI na rozmowie kwalifikacyjnej?
                - Miałeś być poważny!
                - Jestem poważny! Przestań się tak zadręczać wagą. Świat nie kręci się wokół obwodu twoich bioder.
                - Obawiam się, że nie będę zbyt dobrą studentką – westchnęła Łusia, wstając z wioseł i udając się po piłkę. Z namaszczeniem oparła ją o ścianę i zaczęła robić przysiady. – Dzisiaj zawaliłam rejestrację przez USOS. Nie wiem, gdzie mam notatki. O niczym nie pamiętam. W takim tempie wyrzucą mnie ze studiów dziennych i będę pracować w sex-shopie, jak Hanka.
                - A to jest jakaś degradacja życiowa, ta praca w sex-shopie, tak? I zastrzegam, że to jest cholernie poważne pytanie.
                - Dlaczego ja ci to wszystko opowiadam?
                - Bo się mnie nie wstydzisz. Nie rozpowiem tego twojej snobistycznej rodzinie ani wyrafinowanym kolegom ze studiów.
                - Komunista z ciebie.
                - Rozumiem, że to ma być obelga, ale nie obrażam się z tak głupich powodów.
                Łucja prychnęła wyniośle i odłożyła piłkę na miejsce. Po dłuższej chwili wymachiwania mu przed nosem rękami uzbrojonymi w ciężarki zrozumiała, że się nie odczepi, więc zapytała:
                - Dlaczego zostawiła cię dziewczyna?
                - Z wielu powodów. Nie wiem, który był najważniejszy.
                - Może była zazdrosna o laski z siłowni?
                - Może – nie dał po sobie poznać, że zauważył kpinę. – A może chciała gościa z magistrem. A może chciała się jednak przeprowadzić do Warszawy. Może nie chciała mieszkać n
                • pieranka Re: BaŁusia [fanfik] 13 29.01.13, 22:05
                  n?
                • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 13 (c.d.) 29.01.13, 22:11
                  ...Może nie chciała mieszkać na Ceglanej, a tylko to jej mogłem zaoferować.
                  - Która to Ceglana? - zmieniła temat zakłopotana Łusia.
                  - To ta ulica pomiędzy rynkiem przy Dolnej a Rynkiem Bałuckim.
                  - Ach, Szmaciana Aleja!
                  - Co?
                  - Nazywam tę ulicę Szmacianą Aleją - wyjaśniła - z uwagi na tych wszystkich staczy z chińskimi ubraniami i innym badziewiem.
                  - Trafna nazwa, nie powiem. Moja mama sprzedaje tam bieliznę.
                  Ręka z ciężarkiem opadła przed wykonaniem pełnego wymachu.
                  - Nie rób takiej miny - parsknął Romek - przecież ona sobie zdaje sprawę, że to nie włoska gorseciarnia, a ona nie jest profesjonalną brafitterką, tylko staczką z chińskimi gaciami.
                  - Jest już druga? - Łusia udała, że tak naprawdę przeraziły ją wskazówki na zegarze. - Miałam znaleźć notatki dla koleżanki! Lecę!
                  Romek odprowadził ją wzrokiem, gdy porwała swój ręcznik i pobiegła do szatni, zapominając po drodze butelki z wodą. Pod nosem mruknął tylko do siebie "tchórz".
                • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 13 29.01.13, 22:32
                  > Łusia oddała mu laptopa i stwierdziła, że właściwie nie ma już żadnych przeszkó
                  > d, by iść na siłownię i spalić te miliardy kalorii, które zjadła dnia poprzedni
                  > ego.

                  Oprocz poteznego kaca to faktycznie :P Alkohol, gandzia, urwany film, gwaltowne wyrwanie ze snu i ona idzie latac po biezni? Slabo mi sie zrobilo na sama mysl :O
                  • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 13 30.01.13, 19:09
                    No, przewietrzyła się na spacerze z Vaderkiem ;)
                • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] 13 30.01.13, 00:03
                  "Łucja poszła spać na autopilocie" :))))))))))
            • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 11 28.01.13, 19:15
              Ja się tylko zastanawiam, co Laura-kochanka Wiktora Lelujki powie na spowiedzi...
            • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 11 28.01.13, 21:39
              > - O co innego mi chodzi. Wiem, jak to zabrzmi, ale co planujesz w sobotę?
              > - Hm? - Hania oderwała się od slajdu i okręciła na krześle. - Nic chyba nie pla
              > nuję. A, czekaj, to Walentynki?
              > - Nie, Walentynki są we wtorek. A w sobotę jest impreza.(...)
              > - W porządku, zatem jesteśmy umówione - ucieszyła się. Dobry nastrój minął jej
              > jednak już następnego dnia, gdy otworzyła szafę.

              Skoro sobota juz nastepnego dnia, to Lusia spytalaby chyba "co planujesz jutro" i nie rozkminialyby co to za dzien?

              > - Aj dżej! - ryknął

              Dlaczego aj dżej, a nie aj dżi?
              • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 11 28.01.13, 21:55
                Masz waść słuszność! Będę uważniej czytać przed wysłaniem.
                IG to aj dżi, również. Poprawię w kolejnych odcinkach.
                • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 11 28.01.13, 23:03
                  Wiesz, jak na to tempo, to i tak ci idzie niewiarygodnie bezblednie ;)
                • mika_p AjDżej 30.01.13, 10:55
                  Jestem za tym, aby AjDżej został AjDżejem.

                  Po pierwszej, fajniej brzmi, Ajdżi brzmi prawie jak Ejndżi (Angie) albo trzeba wymawiać z akcentem na 2. sylabę, zeby brzmiało jak skrót. Więc w obu przypadkach niefajnie, jak dla mnie.

                  Po drugie, partner ma na imię Andriej, a to w połączeniu z Ajdżejem daje szerokie możliwości, nawet komiczne. Ktoś może nie dosłyszeć, chciec się spotkać z Andrzejem, wyjdzie Ignacy, a chodziło o Andrieja, albo odwrotnie. Albo zwyczajnie, Andrzeje dwa i wiadomo będzie, że się idzie do kuzyna i partnera.
        • nabakier Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 20:16
          No dobra, transseksualna nie, ale bi-jak najbardziej ;)
          • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 20:44
            nabakier napisała:

            > No dobra, transseksualna nie, ale bi-jak najbardziej ;)

            Tak, bi- jest mnie hardkorowe:), ale wiesz - rzecz w tym, że to uporczywe mówienie o sobie przez całe dzieciństwo w rodzaju męskim sugeruje raczej trans-.
            Przecież osoby biseksualne nie negują swojej płci, tylko po prostu bywają zainteresowane przedstawicielami/lkami własnej...
            • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 20:54
              Nutria może poderwać Romę, która przebywając w otoczeniu stylistów i fryzjerów jest otwarta na nowe doświadczenia ;)
              • uhu_hu Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 21:22
                O, o, o!
                A zacznie się od tego, że o Nutriowe uszy obije się ploteczka, że Roma kręci z maryśką, (temat maryśki nie daje mi spokoju), co zaintryguje Nutrię i pobudzi do działania. Na koniec, po udanej konsumpcji, (której pikantne szczegóły opisze nam Klawiaturka), kiedy Roma wyzna, że było super, Nutria zazdrośnie zapyta, czy z Maryśką również.
                A potem otworzą usługi "stylista- sadysta" i zbiją majątek szyjąc skórzane maski, pejcze i inne ekskluzywne akcesoria BDSM :)))))
              • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 28.01.13, 23:16
                "Nutria może poderwać Romę, która przebywając w otoczeniu stylistów i fryzjerów jest otwarta na nowe doświadczenia ;) "

                Czy ja coś przeoczyłam? Dlaczego Roma przebywa w otoczeniu stylistów i fryzjerów?
                A może to na razie tylko fabularny pomysł?
                • taka_prawda500 Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 13.02.13, 21:13
                  A nikt nie pomyślał o wspaniałym FILIPIE? Jakie tam bi? Ignaś wystarczy! Napraw droga WSPANIAŁA autorko debilne życzenie Miłosza! Proszę, niech następny fanfik będzie o Natalii i Filipie...:))))))))))))))) Bądź wpleść tutaj należy naprawienie największego błędu pani MM................
                  :-************
                  • kkokos Re: BaŁusia [fanfik] a Natalia 13.02.13, 22:42
                    taka_prawda500 napisała:

                    > A nikt nie pomyślał o wspaniałym FILIPIE? Jakie tam bi? Ignaś wystarczy! Napraw
                    > droga WSPANIAŁA autorko debilne życzenie Miłosza! Proszę, niech następny fanfi
                    > k będzie o Natalii i Filipie...:))))))))))))))) Bądź wpleść tutaj należy napraw
                    > ienie największego błędu pani MM................
                    > :-************

                    mam nadzieję, że klawiatura psychopacie powie stanowcze nie!
    • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 28.01.13, 21:02
      Ale wiecie co? Ja właściwie jednej rzeczy nie akceptuję: że Ignaś pracuje w korporacji. Dlaczego? Aż tak "znormalniał"? Czy nie bardziej słuszne byłoby, gdyby znalazł zajęcie zgodne ze swoim typem wrażliwości i pracował np. w jakiejś fundacji zajmującej się prawami zwierząt?

      A jak nie - to niech przynajmniej w wolnym czasie udziela się w tym zakresie: uliczne akcje antyfutrzarskie - wolontariat w schronisku dla zwierząt - a może, rozszerzając zakres swej ekologicznej wrażliwości, udział w akcjach przeciw legalizacji GMO albo przeciw budowie elektrowni atomowych?

      To przecież od początku był chłopiec niekonwencjonalny, trochę niszowy, więc nie róbmy z niego takiego superprzystosowanego normalsa. Z jedynym wyłomem - na orientację seksualną.

      A przy tym byłaby to szansa na pokazanie tego, co współcześnie w trawie piszczy, a to zawsze była mocna strona starej Jeżycjady. Praca w korporacji i gry komputerowe nie wyczerpują tego, czym żyją obecnie młodzi ludzie, zwłaszcza ci NIEKONWENCJONALNI...
      • slotna Re: BaŁusia [fanfik] 28.01.13, 21:32
        > Ale wiecie co? Ja właściwie jednej rzeczy nie akceptuję: że Ignaś pracuje w kor
        > poracji. Dlaczego? Aż tak "znormalniał"? Czy nie bardziej słuszne byłoby, gdyby
        > znalazł zajęcie zgodne ze swoim typem wrażliwości i pracował np. w jakiejś fun
        > dacji zajmującej się prawami zwierząt?

        Chyba by umarl na womity, z jego typem wrazliwosci :P
      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 28.01.13, 22:04
        Hm, zamysł był taki, że część bohaterów ulega przemianie, a część rozwija swoje cechy kanoniczne. I tak np. Gaba zaczyna myśleć o swoim życiu i potrzebach, czyli jest niekanoniczna. Ida jest raczej kanoniczna, tyle że odchamiłam ją trochę, ale prześladowanie dietetyczne jej zostało, bo pasuje do zakompleksionej na punkcie wagi Łusi.

        Ignacy był chłopcem inteligentnym, ale wrażliwość w wieku 16 lat nie oznacza jeszcze, że ktoś nie wyrośnie na przebojowego młodego człowieka. Niebanalność i wrażliwość na estetykę - tak, nieśmiałość wobec dziewczyn i brak upodobania do "samczości" a la Józinek pasuje mi do profilu wielkomiejskiego wykształconego geja, ale nie zgadzam się na robienie z niego takiej niezaradnej pipy wołowej, jak MM. Z takich chłopaków jak IG wyrastają dobrze radzący sobie w życiu ludzie, podobnie jak z rudych histeryzujących kościotrupów wyrastają ambitne i piękne lekarki :) 19-letni Ignacy poszedł był na filologię rosyjską być może z planem czytania Tołstoja do końca życia, ale po drodze dojrzał, spotkał drugą połówkę i uznał, że woli od ambicji uniwersyteckich atrakcyjną pracę z nie mniej atrakcyjnym przelewem na koncie? A poza tym praca w międzynarodowym środowisku nie jest dla filologa z definicji życiowym dramatem :)
        • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 28.01.13, 23:39
          Ignas nie moze miec nic wspolnego ze zwierzetami,bo nie ma z nimi zadnych powiazan.
          To juz raczej Nora i Ania Gorskie.
          Ignas jest jak dla mnie najbardziej realna postacia :) i najlepiej uchwycona.
          A Wiktora szkoda dla Laury,ja bym jej dala jakies umiesnionego Lysola w skorze,ktory by ja na motorze wozill i swoja panterka nazywal.
          Wiktor dla Pyzy !
          • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 00:29
            "Ignas nie moze miec nic wspolnego ze zwierzetami,bo nie ma z nimi zadnych powiazan. To juz raczej Nora i Ania Gorskie."

            Ignaś jest wegetarianinem, i to ideowym, tak jak jego ojciec, który parokrotnie dawał w Jeżycjadzie wypowiedzi świadczące o przejmowaniu się losem zwierząt. Ignaś przejął to od niego. I do poczucia wspólnoty ze zwierzętami mógł dojść, jak to mózgowiec, drogą pracy intelektualnej, a nie bezpośrednich doświadczeń, których oczywiście nie ma, jak to zwykle u Borejków.

            A Ania i Nora Górskie to zwykłe wieśniaczki, które żyją wprawdzie w otoczeniu czterech psów (ganiających zająca), a także koni, ale nic nie wskazuje na to, by poświęcały im jakąkolwiek refleksję. Zwierzęta to element pejzażu, i tyle.
            • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 01:44
              Jest wegetarianinem i gejem.Ale zaprawde nie wyobrazam go sobie chodzacego do schroniska dla zwierzat,czy chocby glaszczacego psa albo kota.
              I bardziej go sobie moge wyobrazic jako szarmanckiego,plotkujacego na przerwie przy kawce z Marysia i Lucynka,niz nagle okrywajacego w sobie milosc do futrzakow albo delfinow.
              Ale to tez sprawa gustu i wyobrazni.
              Nore Gorska moge sobie jako krzepka pania weterynarz,ktora dzielnie pomaga malym cielaczkom przyjsc na swiat.:) bez trudu wyobrazic.
              Widzisz klawiaturo jaka jestes genialna?Twoj fanfik ozyl i teraz juz musisz go kontynuowac.
              Klatwa MM na ciebie przeszla :):P
              • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 02:06
                "Nore Gorska moge sobie jako krzepka pania weterynarz,ktora dzielnie pomaga maly
                > m cielaczkom przyjsc na swiat.:) bez trudu wyobrazic."

                No właśnie! W ramach normalnych czynności zawodowych, zresztą możliwe, że z oddaniem i przejęciem wykonywanych. Ale to całkiem co innego niż działalność dla idei.

                A do działalności ideowej, SYMBOLICZNEJ, Ignaś-mózgowiec-wrażliwiec jest jak najbardziej zdolny. OK, niech nie chodzi do schroniska wyprowadzać na spacer biedne psy-przymusowych więźniów-ofiary ludzkiej beztroski lub okrucieństwa, bo do bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami jest totalnie, jak to borejkowicz, nieprzyzwyczajony. Ale zupełnie nie widzę powodu, żeby nie miał się zająć działalnością symboliczną właśnie - na zasadzie ulicznej zbiórki podpisów w jakiejś słusznej ekologicznie sprawie, czy nawet udziału w jakimś performansie, np. antyfutrzarskim. On takie sprawy czuje, mówię wam!

                Proponuję kompromis: Ignaś na razie pracuje w korpo, ale myśli o czymś zamiast/oprócz, bo go uwiera moralnie to wysługiwanie się za kasę właścicielom tego świata. I w jakimś momencie zmienia pracę albo robi coś po pracy.

                No i byłabym zachwycona, gdyby w jakiejś chwili naszła go refleksja: ależ byłem naiwny, sądząc niegdyś naiwnie za moją naiwną, choć dobrą mamą, że ta ilość świateł na planecie jest krzepiąca! Przecież im więcej ludzi, tym więcej problemów... tym trudniejszych do opanowania... może lepiej by było, gdyby trochę pociemniało?

                Oczywiście usiłuję włożyć tu Ignasiowi w głowę moje własne odczucia:), a klawiatura wykorzysta je w pisaniu lub nie... stosownie do tego, czy czuje tego bluesa, czy nie. Ale tak, niech pisze! :D

                • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 03:08
                  Ja rozumiem o co i chodzi,ale przez to,ze bardzo duzo przyjaciol gejow mam,to mi sie przed oczyma taki obraz pojawia:
                  Ignas,w rozowej koszuli,z starannie wymanikurowanymi paznokciami,z najmodniejszym modelem torby przez ramie,wchodzi do wielkiego oszklonego holu,gdzie spotyka Lucynke i Bozenke i juz w drodze do windy,obmawiaja Beatke i jej nowa fryzure.:)
                  Ignas siada przy biurku i wysyla sms do Andreja,ze juz jest i kocha i pa,pa !I gdy nadchodzi Beatka,rzuca sie do niej z dziobkiem,wykrzykujac radosnie jaka ma fajna fryzure:)I tak jakosc ta scena mi bardziej do bezdusznej korpo,niz szacownej fundacji pasuje.
                  Dobrze,ze to klawiatura pisze i to w tak fajnym stylu,mnie bardziej do przesady i groteski ciagnie,po dzielach pani MM:)
                  Cholera nudzi mi sie i nie moge spac...
                  • neandertalka Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 10:48
                    Scenka zabawna i charakterystyczna, yvi:), i oczywiście można i tak, ale w ten sposób robimy z Ignasia zupełnie inną osobę, niż się zapowiadał.
                    • yvi1 Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 10:57
                      Dobrze,ze to klawiatura tutaj rzadzi,zobaczymy jak u niej Ignas i inni sie rozwina.:)
                      Takie akurat scenki byly na porzadku dziennym w mojej starej pracy,tylko nie w korpo, a Ignas sie Michael nazywal :)
                      • klawiatura_zablokowana Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 11:09
                        Fanfik ożył i o to chodziło, żeby się wszyscy wkręcili w wymyślanie fabuły :) Ja sama z tyloma postaciami ledwo daję radę.
                        O Romie była wzmianka, że Esmeralda Kopiec zatrudniła się w jej gabinecie kosmetyczno-wizażowym. Ponieważ wcześniej była mowa o tym, że Ida z Pulpą chodzą sobie czasem na spa&wellness, to może właśnie do Romy? Pulpa by się pogodziła ze swoją starą przyjaciółką.
                        • zla.m Re: BaŁusia [fanfik] 29.01.13, 22:22
                          Może i się pogodziły, ale Romka swój charakter ma - i teraz nie bez satysfakcji "z przyjacielskiej troski" wytyka Pulpie pewną przesadną puszystość. A jej kościstość jest obiektem zawiści ;)
                        • lacitadelle Re: BaŁusia [fanfik] 30.01.13, 13:54
                          > a sama z tyloma postaciami ledwo daję radę.

                          uprzejmie upraszam o niezbytnie rozbudowywanie wątków pobocznych (większość na forum zgadza się, że u MM to nie służy fabule) oraz o jeszcze, jeszcze, JESZCZE!
        • j_a_ch Re: BaŁusia [fanfik] 31.01.13, 11:29
          Mnie tam Ignaś w korpo nie razi, a wręcz pasuje. W Jezycjadzie była mowa o tym, że jest zwierzęciem miejskim z zamiłowaniem do wygodnych sal kinowych i jasnych sklepowych witryn, czy jakoś tak. Plus jego słabość do garniturków, szlafroczków z aksamitnymi wyłogami, piżam itp, wszystko to wskazuje na to że AjDżej będzie dążyć do tego, aby żyć wygodnie, dbać o wygląd i korzystać z wielkomiejskich rozrywek. A więc dobra pensja to podstawa. Ideały wyższe jak najbardziej może realizować, w działalności niekoniecznie zawodowej. Taki realistyczny kompromis.
Pełna wersja