Upadek rodziny...

03.05.13, 11:09
Tak sobie czytam analizę McDusi na niezatapialnej-armadzie, czytam wątki o neojeżycjadzie na ESD i mam coraz bardziej natrętne skojarzenie, że cała ta Neo-seria to epopeja pt. "Borejkowie. Dzieje upadku rodziny". Postacie zmieniające się w swoje karykatury, skostniałe w swojej wizji świata, poglądach, stylu życia. Świat postrzegany przez bohaterów jako brzydki, pokraczny, niezrozumiały, zachowania innych ludzi interpretują zawsze jako atak wymierzony w siebie, albo jako bezkrytyczne uwielbienie. Oni sami zasklepiający się w ochronnej otoczce, pod kloszem w którym wciąż czują się ważni i docenieni, podczas gdy inni zgoła już tego nie dostrzegają.
Ach, przydałoby się, żeby ktoś ich zastąpił, żeby zeszli ze sceny a na Roosevelta zamieszkał ktoś nowy, o świeżych poglądach, nie uwikłany w matnię...



A w ogóle to witam się :) Po przeczytaniu McDusi zaczęłam szukać recenzji tego dzieła i tak trafiłam tutaj... :)

    • zsemle Re: Upadek rodziny... 03.05.13, 14:51
      > Ach, przydałoby się, żeby ktoś ich zastąpił, żeby zeszli ze sceny a na Roosevel
      > ta zamieszkał ktoś nowy, o świeżych poglądach, nie uwikłany w matnię...


      Byłoby świetnie, aczkolwiek uważam, że zadanie nie jest łatwe do zrealizowania. W przypadku Borejków każdy członek rodziny ma już swój wyrobiony charakter i rolę na scenie, wiadomo, co on powie lub pomyśli, a zupełnie nową postać trzeba byłoby kreować zupełnie od nowa, i jeszcze starać się, aby nie była podobna do już wymyślonych. No i mieszkać może też w innej jakiejś dzielnicy, Poznań to dość duże miasto :)

      (szeptem: to jest tylko moje zdanie, ale jestem właśnie świeżo po obejrzeniu na żywo wiadomego domu na Roosevelta i wcale się nie dziwię, że Borejkowie tak się zmienili. Gdybym musiała przez ćwierć wieku mieszkać w tym domu, to mnie chyba szlag by trafił. Ta okolica wydała mi się bardzo przygnębiająca, nie wiem, co tam się dzieje w samej kamienicy, ale zewnątrz wygląda bardzo depresyjne - zwłaszcza te mini okienka sutereny. No i ciągły szum, tramwaje, samochody...)
      • haldira Re: Upadek rodziny... 03.05.13, 15:09
        W ogóle dla mnie Poznan to takie specyficzne miasto, z całym szacunkiem..coś jak poniemiecki Wrocław..

        A rodzina nie upadnie , robią wrażenie dinozaurów, ale wciąz mają młode o podobnych tradycjach i zachowaniach.
      • melomanka87 Re: Upadek rodziny... 03.05.13, 23:53
        > (szeptem: to jest tylko moje zdanie, ale jestem właśnie świeżo po obejrzeniu na
        > żywo wiadomego domu na Roosevelta i wcale się nie dziwię, że Borejkowie tak si
        > ę zmienili. Gdybym musiała przez ćwierć wieku mieszkać w tym domu, to mnie chyb
        > a szlag by trafił. Ta okolica wydała mi się bardzo przygnębiająca, nie wiem, co
        > tam się dzieje w samej kamienicy, ale zewnątrz wygląda bardzo depresyjne - zwł
        > aszcza te mini okienka sutereny. No i ciągły szum, tramwaje, samochody...)

        Ha, ja mam z ulicą Roosevelta takie wspomnienie:
        Po koncercie Archive miałam pociąg powrotny po drugiej w nocy, a dworzec był potwornie ponury i stwierdziłam, że wolę się pokręcić kilka godzin po ulicach niż tam siedzieć. Znalazłam jakąś mapę Poznania i postanowiłam odszukać miejsca związane z Jeżycjadą. Teatralka wyglądała zupełnie inaczej niż ją sobie wyobrażałam (na niekorzyść), następny w kolejności był dom Borejków. Szłam sobie ulicą Roosevelta i pomyślałam "muszę zerknąć na numer tej brzydkiej kamienicy, gdzieś dalej powinna być piątka". No i okazało się, że to piątka właśnie :-D Do domów Bitnerów i pana Paszkieta nie odważyłam się podejść, uliczka była taka ciemna...

        Ale jeśli chodzi o hałas z ulicy, to co kto lubi. Ja mieszkam we Wrocławiu przy ulicy Legnickiej i uwielbiam szum tramwajów, ich "tudut-tudut" działa na mnie relaksująco :-) Do szału doprowadzają mnie za to odgłosy lata, czyli muzyka słuchana przez sąsiadów otwierających na oścież okna.
    • lowett Re: Upadek rodziny... 03.05.13, 15:09
      siemanko :D to trafiłaś tu tak samo, jak ja.

      stanowczo uwielbiam styl pisania MM i stanowczo nie uwielbiam ostatnio przyjmowanego przez nią kierunku i tematyki. niestety wydaje mi się, że zmiana rodziny niewiele by pomogła. ponieważ autorka jest w takim wieku, że wnuczki, rodzina, śluby, sielanka na łonie natury, są pewnie teraz jej dużo bliższe, niż gimnazjalne problemy nastolatków. moim zdaniem i tak bardzo długo "nadążała" za trendami :D szczerze przyznam, choć jestem jeszcze młoda chyba trudno byłoby mi trafnie oddać zainteresowania, język i zachowanie dzisiejszych 12-16 latków, jednak trzeba być mocno na bieżąco. a dla pani MM to pokolenie to już jakby nie było wnuki. jak pomyślę o mojej babci, to dla niej wnuki są po to, żeby im podsuwać ciastka i herbatkę oraz zapewniać o potędze szkolnej nauki, a na sprawy sercowe mają jeszcze czas, chyba że właśnie im stuknie 25 lat, wtedy mają już czas najwyższy :D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja