A co z redakcją książek?

17.06.13, 10:34
Tak czytam o rozmaitych babolach popełnianych przez MM i się zastanawiam, czy jej książki są przez kogoś redagowane? Przecież nawet jeśli autorka popełnia jakiś błąd merytoryczny, to powinien to wychwycić redaktor. Od tego on wszak jest.
    • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 11:01
      A czy redaktorką nie jest jej córka?

      Z wypowiedzi znajomych zajmujących się tym zawodowo wychodzi na to, że wydawnictwa oszczędzają na czym się da- tłumaczenia dają byle komu, byle taniej, korekta i redakcja jest na zlecenie, a coraz częściej pomijana. W przypadku MM mam też przeczucie, że propozycja przeredagowania a'la OWR mogłaby być bardzo źle przyjęta- dlatego wydawnictwo dało sobie spokój.
      • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 11:50
        Redaktorką McD była Emilia Kiereś, prywatnie - córka MM. Co, jak widać, nie było dobrym pomysłem, najwyraźniej nie potrafiła stanowczo powiedzieć "mamo, to i to nie ma sensu". Albo jak kiedyś pisała Verdana - czytając książkę matki wiedziała, skąd się wziął jakiś pomysł, znała jakiś niedopowiedziany kontekst, wiedziała, że matka nie miała złych intencji pisząc to czy tamto i nie była w stanie spojrzeć na książkę okiem obcego czytelnika, nieświadomego tych wszystkich pozatekstowych niuansów.
      • girl_of_t Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 11:57
        Trochę to, a trochę chyba problem, który się pojawia u bardzo znanych autorów literatury popularnej, nie tylko w Polsce (np. JK Rowling z HP5, George Martin z A Dance With Dragons) - kiedy już taki autor wyrzuci z siebie kolejną książkę, wydawnictwo najbardziej jest zainteresowane jak najszybszym wydaniem i zgarnięciem pieniędzy, niezależnie od tego, czy połowę treści można by wykreślić, a resztę przepisać na nowo. Bez wątpienia przyczyniają się do tego zapowiedzi, że już wkrótce!!! kolejna część cyklu!!!, w wyniku których i czytelnicy molestują wydawcę o informacje o dacie wydania, bo przecież kolejna książka powinna być na wczoraj, nieprawdaż. Co oczywiście nie zmienia faktu, że wydawnictwo powinno mieć trochę opanowania i baboków nie wypuszczać...
        • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 12:04
          A ze znanym i popularnym autorem jest jeszcze ten problem, że nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka - autor, któremu się wytknie, ze tu jest połowa do poprawek i przerobienia, gotów obrazić się i przenieść do innego wydawnictwa...
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 13:00
            Pozostaje głosować portfelem i nie kupować.
            • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 13:10
              Ja skończyłam na Kalamburce.
        • verdana Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 13:28
          Całkiem OT - ale ksiązki Rowling nie wydają sie babolem, ani dziełami pozbawionymi redakcji, nie mówiąc już o precyzji - jedno zdanie z tomu czwartego jest zrozumiałe dopiero po przeczytaniu 7, a niewiarygodna sytuacja z pierwszego wyjasnia się w szóstym....
          • girl_of_t Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 13:49
            Rowling bez wątpienia miała zaplanowane co, gdzie, kiedy i to widać, ale widać też, w którym momencie odniosła sukces i wydawnictwo przestało aż tak patrzeć jej na ręce. O ile pamiętam, to brak porządnej redakcji tomu V był tajemnicą poliszynela - to była ta część, która była pisana bardzo długo, a potem nagle bardzo szybko opublikowana, bo czytelnicy już przebierali nóżkami po trzyletniej przerwie. Z tomem VI było lepiej, a potem VII znowu się trochę bardziej rozłazi. Nie, że nie da się tego czytać, ale chwilami widać, że nikt nie chciał autorki zapytać, czy na pewno potrzebuje tutaj tego wątku i czemu jest on aż tak niezbędny dla fabuły.

            /OT :)
            • verdana Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 14:05
              Jakoś tego nie widze, naprawdę - oprócz tomu 5, ktory tez wydaje mi sie słabszy, choć spójny.
              Natomiast niepotrzebnych wątków nie dostrzegam, chyba, ze w tomie siódmym czytelnicy chcieli kina akcji, a dostali opowieść o tym, jak bywa w normalnym zyciu. Choć z magią.
              • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 14:21
                W tomie siódmym trochę ni z gruszki ni z pietruszki wyskoczyły te "Baśnie barda Beedle'a" i razi mnie oparcie całej zagadki właśnie na nich - bez jakiejkolwiek wzmianki o nich we wcześniejszych tomach. Szkoda, naprawdę szkoda, że nie można wstecznie wprowadzić wzmianki gdzieś w I tomie, że np. Ron wspomina, jak to mu zawsze mama czytała bajki na dobranoc...
                • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 14:28
                  Generalnie pod względem beletrystyki (bo np. muzyka gdzieś się tam przewijała a prasy jest dość sporo) świat Pottera wypada dość ubogo-oprócz tych baśni, wszystko co czytają to literatura faktu. Ale to takie małe marudzenie.
                  • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 15:02
                    Zauważ też, że generalnie literatura jako np. przedmiot w szkole w ogóle u nich nie istnieje. Nie ma też żadnych odpowiedników lekcji języka ojczystego (ani obcych). Nie uczą się pisać wypracowań - mają je po prostu pisać i już. Czyli generalnie w zakresie wiedzy ogólnej bazują na tym, czego się nauczyli przed pójściem do Hogwartu, w mugolskiej podstawówce albo uczeni w domu (czy są w ogóle czarodziejskie podstawówki?). Wygląda na to, że podczas tysięcy lat swego istnienia świat czarodziejów nie wytworzył żadnego wartego wzmianki dzieła sztuki.
                    • verdana Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 15:44
                      Nie ma - o ile pamiętam, gdzieś jest powiedziane, ze dzieci się uczą w domu. Ale głowy nie dam. No i nie wiem, czy w realistycznych powieściach dla młodziezy jest tak dużo literatury i dzieł sztuki:)
                      • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 16:09
                        W Jeżycjadzie było :) Bohaterowie Sapkowskiego i Martina nawet jeśli nie czytają to mają jakieś zaplecze kulturowe, legendy, podania- u Rowling tego brakuje.
                        • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 16:29
                          Pozwolę sobie się nie zgodzić. ;) Bohaterowie HP czytają, i to sporo - w fabule pierwszego tomu wizyty w bibliotece to ważna część fabuły - bo bohaterowie chcą znaleźć informacje o tajemniczym Nicholasie Flamelu. W drugim to Hermiona znajduje w książce informację o bazyliszku [zresztą Hermiona niemal bez przerwy siedzi w bibliotece albo nawiązuje do "Historii Hogwartu" ;) ], a profesor Binns opowiada klasie legendę o Salazarze Slytherinie. W czwartym Harry szuka sposobu na smoka, a później zaklęcia pozwalającego mu przeżyć w jeziorze. I tak dalej.

                          A nawiązań do angielskiego kręgu kulturowego czy nawiązań do legend jest mnóstwo - chociażby wzmianki o jednorożcach, smokach, szyszymorach, wampirach, o paleniu wiedźm ma stosie - to przynajmniej ćwierć zawartości każdej książki. ;) Owszem, to niekoniecznie są legendy istniejące w realnym świecie, są to czasem legendy stworzone na potrzeby książki - ale takie rzeczy istnieją.
                          • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 16:41
                            Owszem- to wszystko podchodzi dla bohaterów pod literaturę faktu. Historia i przyroda, nawet przy okazji wizyt w bibliotece czy księgarni.
                            • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 23:43
                              > Owszem- to wszystko podchodzi dla bohaterów pod literaturę faktu. Historia i pr
                              > zyroda, nawet przy okazji wizyt w bibliotece czy księgarni.

                              No dobra, ale były też wzmianki o książkach "popularnych". Wszystkie dzieła Lockharta można podciągnąć pod fikcję literacką, przeznaczoną dla czarownic - no bo wiemy, że tak naprawdę nie zrobił nic z tego, co opisał. Harry i Ron czytują "Quidditch przez wieki" i inne tego typu książki. Rita Skeeter pisze książkę o młodych latach Dumbledore'a - i to też jest bardziej fikcja niż biografia.

                              Wiadomo, że Hermiona dużo czyta, bo chłopaki często jej dokuczają z tego powodu. A Harry i Ron? Niewielu chłopaków w tym wieku czyta namiętnie, więc to raczej zrozumiałe, że ograniczają się do książek o tym, co ich najbardziej interesuje - a najbardziej interesuje ich ten quidditch.

                              Wg mnie trochę za bardzo się czepiacie tego "braku podłoża kulturowego". :)
                              • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 09:52
                                Ja się nie czepiam. Ja się w ogóle HP nie czepiam. Nie przyznam się, ile razy go czytałam, bo nie wypada.
                              • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 13:59
                                HP czytałam będąc w wieku bohaterów i miałam porównanie- młodzi faceci czytają i to dużo. Dlatego mnie to dziwiło. Lockhart publikowany był jako fakt i dlatego sprzedawał się tak dobrze, konfabulowana biografia też nie podchodzi pod beletrystykę.
                                • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 17:34
                                  Ale ksiązka to jednak nie to samo, co reportaż. Poza tym z opisu wynika, że czasu tam starczało ledwie na odrobienie lekcji.
                                  • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 17:37
                                    Na treningi i grę w szachy wystarczało :P
                                • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 17:50
                                  > HP czytałam będąc w wieku bohaterów i miałam porównanie- młodzi faceci czytają
                                  > i to dużo. Dlatego mnie to dziwiło.

                                  Nooo, to naprawdę zależy od środowiska. Młodzi faceci w mojej rodzinie czytali masę, ale młodzi faceci z moich szkół [podstawówka, gimnazjum, liceum, studia!] nie czytali nic albo prawie nic. Gimnazjaliści mieli problemy z przeczytaniem jednego zdania. Znajomi ze studiów czytali, ale tylko książki potrzebne do studiów, nie czytali dla przyjemności.

                                  Poza tym Harry'ego nie miał kto nauczyć, że przyjemnie jest czytać - przecież nie zrobiliby tego Dursleyowie, bo nie nauczyli tego nawet własnego syna. A z kolei Ron jest niezbyt mądry [wybacz, Ron, i tak cię lubię ;) ], a do tego mam wrażenie, że jest odrobinę zaniedbany przez własnych rodziców [mieli 7 dzieci do obrobienia, każde z nich było od Rona "ciekawsze", a do tego jeszcze była najmłodsza, wymarzona dziewczynka].

                                  >Lockhart publikowany był jako fakt i dlateg
                                  > o sprzedawał się tak dobrze, konfabulowana biografia też nie podchodzi pod bele
                                  > trystykę.

                                  I dlatego, że był bardzo przystojny. :P
                                  • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 18:01
                                    Nawet nie zaczynaj z Ronem- na Mirriel dostałam niezły ochrzan za niewinne pytanie czemu matka daje mu paskudną niemodną szatę, zamiast wziąć, siąść i przerobić odrobinkę tak by wyszło coś, co można założyć na bal.
                                    Nie zbiedniała wczoraj. Praktycznie przez lata utrzymuje rodzinę za skromną pensję. Siedzi w domu, robi na drutach, więc jest i czas i umiejętności. Ale ona wiecznie ubiera syna w jakieś barachła i nie stać jej mentalnie na to by ten jeden raz coś wykombinować. Ale uni som biedne, ich nie stać i hańbą byłoby gdyby mogli coś skombinować większą pracą, ale mniejszym kosztem.
                                    Wg. mirrielczyków- przecież zajmowała się DOMEM i KURAMI, więc czasu nie miała. Wg. mnie- albo olewa dziecko albo Rowling pojechała wiktoriańskim stereotypem biedaka co w połatanych sukniach chodzi.
                                    • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 18:07
                                      Może ma moje zdolności do szycia? Dobrze robię na drutach i nie umiem skrócić spodni.
                                      • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 18:18
                                        Mogła kogoś poprosić. Przyłożyć się do szukania. Obciąć koronki i zmienić kolor, co potrafił nawet jej syn. Cokolwiek- a nie posyłać na bal dosłownie w szmacie.
                                        • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 18:43
                                          Ron znał czary. Mógł sam przerobić. Nastolatek w tym wieku nie dziecko.
                                          • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 18:52
                                            Próbował- nie wyszło mu. Matka wiedziała, że nie umie, skoro go wychowała, ale nic nie zrobiła.
                                            • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 19:09
                                              Próbował w dniu balu, w ostatniej chwili. Naprawdę, matka nie musi robić wszystkiego za nastolatka, wiecej - nie powinna. W tym wieku mozna samodzielnie odpruć koronki. A ze sie zapomniało, albo nie chciało, albo zaklęć nie douczyło - trudno. Pora odpowiadać za siebie samego. Jak się jest na tyle dorosłym by ratować z narażeniem zycia siostrę, jest sie na tyle dorosłym, aby spruć koronki, ew. zrozumiec, ze brak pieniedzy to brak pieniędzy i nie wszystko da sie zrobić.
                                              Poza tym matka nastolatka, szczególnie takiego, który jest w internacie nie musi dokładnie wiedzieć co umie. To nie dwulatek.
                                              • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 19:13
                                                Matka kupiła mu tą szatę nie dając wyboru, dała w dzień przed wyjazdem i nic ją nie obchodziło. Skoro tyle zrobiła dla niego- mogła się bardziej przyłożyć, a nie skazywać syna na samodzielne kombinowanie, zwłaszcza, że Hogwart nie przewidywał widocznie zajęć technicznych.
                                          • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 19:19
                                            > Ron znał czary. Mógł sam przerobić. Nastolatek w tym wieku nie dziecko.

                                            Nie, jeżeli matka nie nauczyła Rona czarów "krawieckich", to skąd on mógłby je znać? Nie uczył się przecież ich w szkole; wykombinował co mógł.

                                            Pani Weasley miała naprawdę MASĘ możliwości - nawet, jeżeli nie umiała sama przerobić szaty [albo nie chciała, albo nie starczyło jej czasu], to mogła kogoś poprosić, mogła pożyczyć pieniądze na coś lepszego, mogła wreszcie oszczędzić przez parę miesięcy, kupić szatę podczas roku szkolnego i wysłać ją Ronowi, kiedy jej potrzebował. A nie wpychać mu brzydką szmatę do kufra, kupioną w pośpiechu, bo rok szkolny się zaczął, ojejku, ojejku, a my nie mamy pieniędzy.

                                            I dziwię się, że ty to piszesz, verdano. Ty, która pisałaś, że pozwalasz swojemu synowi nosić, co chce [pamiętam, jak pisałaś, że dajesz synowi pieniądze, a on sobie sam za to kupuje to, co mu się podoba; z zastrzeżeniem, że jak potrzebuje białej koszuli, to nie kupuje np. bluzy z kapturem, tylko białą koszulę]. Więc zdajesz sobie sprawę z tego, że dla nastolatka wygląd jest BARDZO ważny. Dlaczego odmawiasz tego Ronowi?

                                            No i Rona mi szkoda, bo całe życie starał się dorównać braciom, całe życie jego siostra była ważniejsza niż on [bo najmłodsza, wyczekana córka], wszyscy się po nim spodziewają, że tez będzie taki fajny, jak reszta rodziny, a on jest zwykłym chłopakiem. I jeszcze do tego ma za przyjaciela najsłynniejszego czarodzieja wszechczasów. Każdego w końcu szlag by trafił.
                                            • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 21:40
                                              Bez przesady, naprawde. Oszczedzanie długi czas na szatę do jednego użycia dla chłopaka, który nawet nie ma szczególnej ochoty na bal, to dla mnie przegięcie. Tak samo jak pożyczanie na to pieniędzy. O ile dla dziewczyny, która chce się pokazać, to istotne, dla chłopaka znacznie mniej. Nie mówiąc już o tym, ze szata była przed przeróbką zwyczajnie niemodna, a więc mogła sie matce Rona po prostu podobać. To Ron przerobił ją na szmatę...
                                              Mój syn nosi co chce, ale to, co nosi, nie moze kosztować dużo. Czyli np. nie ma rzeczy markowych, w ogóle. A mój najstarszy pierwszy garnitur dostał na magisterium. Nie stać mnie bylo na garnitur na studniówkę, ani na maturę - i jakoś nie widziałam, aby rozpaczał z tego powodu.
                                              Nie mam wrażenia, aby Ron był mniej wazny - to on postrzega siebie, jako mniej waznego i to nie dla rodziców - tylko od braci, którzy coś osiągnęli. To Voldemort usiłuje mu wmówić, ze dla rodziców jest niewazny - a wiec oczywiście jest to czysta nieprawda. Zresztą jego siostra ma tylko używane ksiazki, tez, podobnie jak on, nie ma nic nowego.
                                              • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 21:43
                                                Dlaczego w takim razie Harremu kupiła coś, w czym mógł pokazać się bez wstydu a własnemu synowi, coś co pomylił z sukienką siostry? To nie gust tylko Rowling przypominająca, że niezamożny=niechlujny i bez możliwości poprawy na wieki wieków amen. Podałam tu propozycje, które nie kosztowałoby ani grosza- od uważnego wyboru do lekkich przeróbek. To naprawdę wymagało tylko minimum dobrej woli i wyobraźni.
                                                • pavan Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:02
                                                  kooreczka napisał:

                                                  > Dlaczego w takim razie Harremu kupiła coś, w czym mógł pokazać się bez wstydu a
                                                  > własnemu synowi, coś co pomylił z sukienką siostry? To nie gust tylko Rowling
                                                  > przypominająca, że niezamożny=niechlujny i bez możliwości poprawy na wieki wiek
                                                  > ów amen. Podałam tu propozycje, które nie kosztowałoby ani grosza- od uważnego
                                                  > wyboru do lekkich przeróbek. To naprawdę wymagało tylko minimum dobrej woli i w
                                                  > yobraźni.

                                                  Bo Harry'emu kupowała za JEGO pieniądze, a swojemu synowi za swoje? Kupiła to, na co było ją stać - zadbała tak, jak mogła. Jeśli Ron chciał mieć coś innego, powinien był się o to postarać. Kurde, jakoś jego bracia potrafili sobie wiele rzeczy zorganizować i jakoś nie słychać ich marudzących wiecznie "ojeju, bo ja jestem biedny i wszyscy są ode mnie lepsi". Mógł pracować w wakacje, dorabiać gdzieś, oszczędzać. A co do przeróbek - a kto mu zabraniał uczyć się "zaklęć domowych"?
                                                  Owszem, Rowling potrzebowała stereotypu lojalnego prostaczka, ale Ron to leniwy gnojek, który większość czasu spędza na obrażaniu się i zazdroszczeniu, że ktoś ma czegoś więcej - pieniędzy, sławy, przyjaciół...
                                              • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 21:49
                                                > Nie mówiąc już o tym, ze szat
                                                > a była przed przeróbką zwyczajnie niemodna, a więc mogła sie matce Rona po pros
                                                > tu podobać. To Ron przerobił ją na szmatę...

                                                Mam dokładnie takie samo wrażenie
                                                • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 21:57
                                                  Otóż to. Szata była kompromitująca w oczach nastolatka, a nie w ogóle. Nie mówiąc juz o tym, ze swetry też uwazał za paskudne, jeden oddał Zgredkowi..
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:04
                                                    > Otóż to. Szata była kompromitująca w oczach nastolatka, a nie w ogóle. Nie mówi
                                                    > ąc juz o tym, ze swetry też uwazał za paskudne, jeden oddał Zgredkowi..

                                                    Bo swetry matka mu robiła w znienawidzonym przez niego kolorze kasztanowym! Matka WIEDZIAŁA, że on nie znosi tego koloru, a mimo to co roku dostawał od niej taki sweterek. Bardzo miły prezent, prawda? Czy to dziwne, że Ron go nie chciał?

                                                    Czy jakby tobie mąż dawał co roku zieloną sukienkę [a wie, że zieleni NIE ZNOSISZ, że uważasz, że wyglądasz w niej jak zmora, że jej nie chcesz w ogóle nosić], to też byś się cieszyła? Przecież taki "prezent" to kompletne olanie twoich gustów i upodobań.
                                                  • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:07
                                                    Być moze po prostu nigdy matce nie powiedział, ze kasztanowego nie lubi.
                                                • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:01
                                                  > Mam dokładnie takie samo wrażenie
                                                  • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:14
                                                    > To jest dokładnie wytłumaczone w książce. Molly kupiła Harremu szatę za jego wł
                                                    > asne pieniądze ze skrytki u Gringotta.

                                                    Myślałam raczej o swetrach robionych ręcznie przez Molly
                                                  • ananke666 Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:23
                                                    Tam chyba padł "lumpeks", ale nie pamiętam, czy między wydaniami coś się nie zmieniło. W oryginale pewnie stało second hand.
                                                    Aczkolwiek nie oceniam Rona jakoś strasznie, to jednak między wrześniem a balem upłynął kawałek czasu, były wyjścia do Hogsmeade. Wątpię, żeby czarownice z Hogsmeade wszystkie jak jeden mąż jeździły do Londynu, żeby uszyć sobie ciuchy. Wątpię, żeby Harry nie użyczył Ronowi paru sykli na poprawki, żeby Ron nie umiał się posłużyć nożyczkami, albo zgoła nie mógł poprosić o pożyteczne zaklęcie Hermiony, która jego sytuację domową świetnie znała. Innymi słowy, matka się nie popisała, ale Ron zrobił z siebie idiotę na własne życzenie.
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 01:01
                                                    > Myślałam raczej o swetrach robionych ręcznie przez Molly
                                                  • ananke666 Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 16:29
                                                    Swoją drogą, jest tam wpadka: Ron powinien odziedziczyć szatę wyjściową o Percym, byli podobnej budowy.
                                                  • ananke666 Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 16:34
                                                    Po Percym, psiakrew.
                                                  • verdana Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 17:12
                                                    Percy pewnie nie miał, nie bylo Turnieju, nie było balu:)
                                                    Albo miał i nadal nosił.
                                                  • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 20:48
                                                    > Natomiast dla Rona to już kolejny taki sam prezent, i znowu - kasztanowy. Ni
                                                    > e miał z czego się cieszyć, naprawdę.

                                                    Dla mnie cała ta sytuacja była klasycznym kontrastem postaw i oczekiwań
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 20:59
                                                    No wybacz, nigdzie Ron nie powiedział, że Harry ma dobrze, bo jego rodzice umarli. Natomiast chyba chłopak ma prawo ponarzekać, że ZNOWU dostał nietrafiony prezent. Harry'emu swetry się podobały, bo nigdy nic takiego nie dostał, bo to był dla niego znak, że został przyjęty do tej rodziny - to dlatego to było dla niego tak wyjątkowe.

                                                    No i chyba pani Weasley nic by się nie stało, jakby zaczęła robić Ronowi swetry zielone, granatowe, czarne czy szare. A chociażby nawet i czerwone. Czy to naprawdę problem? A tak widać, że dziecko lekceważy, na zasadzie "masz sweter i się ciesz".
                                                  • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 21:13
                                                    deszcz.ryb napisała:

                                                    > No wybacz, nigdzie Ron nie powiedział, że Harry ma dobrze, bo jego rodzice umar
                                                    > li. Natomiast chyba chłopak ma prawo ponarzekać, że ZNOWU dostał nietrafiony pr
                                                    > ezent. Harry'emu swetry się podobały, bo nigdy nic takiego nie dostał,

                                                    No właśnie o tym piszę przecież. Każdy z chłopców zazdrości drugiemu czegoś, czego tamten wcale tak wysoko nie ceni (Ron Harremu pieniędzy, a Harry Ronowi prezentów od rodziców, jakiekolwiek by one nie były).

                                                    Nie przepadam za Ronem, bo jest najmarudniejszym z Weasleyów i klasycznym zazdrośnikiem, ale moim zdaniem akurat ten wątek wzajemnego zazdroszczenia sobie czegoś, co druga osoba kwituje wzruszeniem ramion, został dobrze poprowadzony.
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 22:02
                                                    > Nie przepadam za Ronem, bo jest najmarudniejszym z Weasleyów i klasycznym zazdr
                                                    > ośnikiem,

                                                    No właśnie widzę, że nie przepadasz. ;) Ale moim zdaniem on ma święte prawo taki być. Sama zauważ: jest "najnudniejszym" i najmniej zdolnym dzieckiem w bardzo dużej i bardzo oryginalnej rodzinie. Każde inne dziecko cieszy się większą uwagą i rodziców, i znajomych rodziny: Bill to prymus i prefekt, Charlie - świetny gracz w quidditcha, Percy - kolejny prefekt i prymus, Fred i George to kawalarze i wszyscy ich lubią, a Ginny to jedyna, ukochana i wyczekana dziewczynka w rodzinie [a w późniejszych tomach zaczyna przejawiać charakter, który jest o wiele mocniejszy od charakteru Rona]. Ron świetnie sobie zdaje sprawę z tego wszystkiego, gryzie się tym, ma poczucie niższości i próbuje różnych rzeczy, żeby go zauważono.

                                                    Nie dość na tym. Ron miał "pecha" zaprzyjaźnić się z najsłynniejszym czarodziejem wszechczasów. Jak to kiedyś Hermiona powiedziała Harry'emu "kiedy jesteście razem, on znika". Ludzie zauważają słynnego Harry'ego, a Ron gdzieś się tam trzyma w cieniu. W późniejszych tomach gryzie go jeszcze zazdrość o Hermionę.

                                                    No i owszem, w paru wypadkach Ron nie zachował się najładniej, robiąc awantury Harry'emu, ale myślę, że można go zrozumieć. No i taka postać jest o wiele ciekawsza, niż wiecznie wpatrzony w Pottera przyjaciel-fan, w rodzaju Colina Creevey'a, prawda?

                                                    Ale ciągle nikt mi nie odpowiedział, dlaczego pani Weasley nie mogła robić synowi swetrów w innym kolorze? ;)
                                                  • krakowska_poziomka Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 22:31
                                                    bo uważała, że kasztanowy pasuję do jego oczu :)
                                                  • verdana Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 22:46
                                                    Alez nie - to on siebie tak postrzega, jak większość nastolatków zresztą. Nic nie ma o tym, obiektywnie, aby reszta dzieci cieszyła sie większym zainteresowaniem. Trudno, aby Ron był od poczatku prefektem, czy prymusem przecież. Gdy zostaje prefektem, jest przyjęcie na jego cześć i prezenty.
                                                    Widocznie pani Rowling dobrze opisała punkt widzenia nastolattka, bo przejęłaś go, jako obiektyny opis sytuacji, a nie subiektywne poczucie młodszego dziecka starszych braci, którzy odnosza sukcesy, a ono jeszcze musi na nie poczekać.
                                                  • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 00:01
                                                    verdana napisała:

                                                    > Alez nie - to on siebie tak postrzega, jak większość nastolatków zresztą. Nic n
                                                    > ie ma o tym, obiektywnie, aby reszta dzieci cieszyła sie większym zainteresowan
                                                    > iem. Trudno, aby Ron był od poczatku prefektem, czy prymusem przecież.

                                                    No właśnie, Ron zresztą pięknie wyłazi z tych kompleksów
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 06:59
                                                    > Nigdy nie odbierałam marudzenia Rona na kolor swetra jako objawu, że jest niesz
                                                    > częśliwym i zaniedbanym oraz niekochanym dzieckiem.

                                                    Ależ ja nigdy nie twierdziłam, że jest zaniedbanym czy niekochanym dzieckiem! A w życiu! Oczywiście jest bardzo kochany, jak na możliwości tak wielkiej rodziny, zaniedbywane są tylko niektóre jego potrzeby. Po prostu nikt go nie bierze na poważnie, każdy w rodzinie jest od niego "ważniejszy" bądź "ciekawszy".

                                                    >Nie wyobrażam sobie, żeby k
                                                    > iedykolwiek powiedział matce "Te swetry są obrzydliwe, a kolor ohydny, nie chcę
                                                    > tego".

                                                    W sumie to rzeczywiście tego nie wiadomo, ale myślę, że mógł mówić. Na pewno mówił o kanapkach.
                                                  • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 07:36
                                                    A jak się zapatrujecie na wątek Ron+Hermiona?

                                                    Ja, prawdę mówiąc, średnio. Wyobraziłam sobie ich za kilka(naście) lat: ona wysoko wykształcona, z ambicjami, odnosząca jakieś sukcesy - może jako aurorka, może wynalazczyni nowych zaklęć? On nadal średniak, którego kompleksy tylko się pogłębiają, kiedy na nią patrzy - i stara się ją gasić jak tylko może (coś jak Diabeł Chmielewskiej, który przeszkadzał jej w pisaniu, bo "masz wtedy taki wyraz twarzy, jakiego przy mnie nigdy nie masz"). Programowo lekceważąc jej osiągnięcia i wyolbrzymiając porażki - "nie myśl sobie, że jesteś taka świetna!".
                                                    No chyba że Ron znajdzie sobie coś, w czym będzie rewelacyjny (quidditch?), lepszy od innych i to pozwoli mu wyleczyć kompleksy. Bo inaczej naprawdę czarno to widzę.
                                                  • lavanta Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 11:25
                                                    Ron został aurorem, a z tego, co pamiętam, trzeba było mieć bardzo dobre wyniki i mocno się starać, żeby pracować jako auror, więc zarzucić braku ambicji Ronowi chyba nie można :).

                                                    Wydaje mi się, że właśnie związek z Hermioną go zmienił na lepsze. Dzięki niej dostrzegł, że nie jest wcale przeciętniakiem, który nigdy nie będzie tak dobry, jak jego bracia, tylko że też stać go na wiele.
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 17:59
                                                    > A jak się zapatrujecie na wątek Ron+Hermiona?

                                                    Ja się zapatruję świetnie i muszę przyznać, że mniej więcej od trzeciego czy czwartego tomu byłam na 100% pewna, że będą parą. A czemu? Zauważyłaś podobieństwo między nimi, a między małżeństwem Weasleyów? Tam też jest identyczny schemat: dominująca kobieta i poddany jej mężczyzna, który czasem trochę boi się jej awantur. Ale kiedy trzeba, to pan Weasley przejmuje dowodzenie, a jego żona - zaskakująco - podporządkowuje mu się. I tak samo jest z Ronem i Hermioną: ona mu przewodzi, on się podporządkowuje, ale potrafi jej się też przeciwstawić.

                                                    Na pewno będą różnice, bo Hermiona jest na tyle rozsądna, że nie da sobie zrobić siódemki dzieci i nie będzie z nimi żyła w Norze ;) , ale ogólny model małżeństwa jest taki sam.

                                                    > Ja, prawdę mówiąc, średnio. Wyobraziłam sobie ich za kilka(naście) lat: ona wys
                                                    > oko wykształcona, z ambicjami, odnosząca jakieś sukcesy - może jako aurorka, mo
                                                    > że wynalazczyni nowych zaklęć? On nadal średniak, którego kompleksy tylko się p
                                                    > ogłębiają, kiedy na nią patrzy - i stara się ją gasić jak tylko może

                                                    Gdzie ty widziałaś Rona gaszącego sukcesy Hermiony? A w życiu, on jest DUMNY, że ma taką mądrą i wspaniałą dziewczynę/żonę. A poza tym małżeństwo może być szczęśliwe nawet wtedy, kiedy tylko jeden małżonek jest w nim wybitny.

                                                    > No chyba że Ron znajdzie sobie coś, w czym będzie rewelacyjny (quidditch?), lep
                                                    > szy od innych i to pozwoli mu wyleczyć kompleksy. Bo inaczej naprawdę czarno to
                                                    > widzę.

                                                    Ron jest aurorem, i - jak ktoś napisał - musiał być w tym dobry, bo inaczej tym aurorem by nie został. Poza tym dorosły Ron nie ma kompleksów, o ile można to wywnioskować z tego krótkiego fragmentu książki. Wydaje się być szczęśliwy i ogólnie zadowolony z życia.
                                                  • verdana Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 18:42
                                                    Hm, czyli żadna kobieta na świecie nie moze chcieć mieć siódemki dazieci, tylko kobietey "dają je sobie zrobić", bo nie mają na ten temat nic do gadania?
                                                    Na pewno model małźeństwa nie jest taki sam, gdy kobieta ma ambicje zawodowe i gdy ich nie ma. Praca poza domem wymusza inny model, po prostu, niezależnie kto dominuje. Poza tym Ron wcale nie był średniakiem, został prefektem, był jednym z najwybitniejszych "działaczy opozycji", był tylko gorszym uczniem.
                                                    Pr5zyszłości nie determinują oceny w szkole i szkolny średni uczeń moze zrobić wielka karierę.
                                                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 21:13
                                                    > Hm, czyli żadna kobieta na świecie nie moze chcieć mieć siódemki dazieci, tylko
                                                    > kobietey "dają je sobie zrobić", bo nie mają na ten temat nic do gadania?

                                                    Oj tam, czepiasz się żartobliwego stwierdzenia. Przecież wiadomo, że to pani Weasley chciała miec kupę dzieci, bo jest szczęśliwa wtedy, kiedy ma ich jak najwięcej i z radością prawie "usynawia" Harry'ego.

                                                    >Poza tym Ron wcale nie był średniakiem, został prefektem, był jedny
                                                    > m z najwybitniejszych "działaczy opozycji", był tylko gorszym uczniem.

                                                    Ale nie był tak popularny, zdolny i nie miał tak silnego charakteru, jak jego rodzeństwo. Dla mnie jest najbardziej "średni" i przeciętny ze wszystkich bohaterów. I w sumie za to go najbardziej lubię.

                                                    No i ciągle nie odpowiedziałaś mi na poprzednie pytanie. Czy byłabyś szczęśliwa, jeżeli twój mąż rok w rok przez piętnaście lat dawał ci zielone kiecki i róże - przy założeniu, że nie lubisz róż i wręcz nie znosisz koloru zielonego, a twój mąż świetnie o tym wie? No chyba nie bardzo. ;) Więc czemu Ron nie może sobie ponarzekać na wiecznie niedobrany do jego potrzeb prezent?
                                                  • verdana Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 21:56
                                                    Skąd założenie, ze Ron kiedykolwiek powiedział, ze nie znosi kasztanowego koloru? Stawiam na to, zę nie powiedział. Bo to miła rodzina i założę sie, zę dostając po raz pierwszy kasztanowy sweter grzecznie podziękował i sie zachwycił - i odtąd dostaje kasztanowe.
                                                    Tak jak mnie raz kiedyś smakował baleron i od lat nie mam serca powiedzieć mamie, która kupuje go tylko dla mnie, ze to był tylko jeden raz.
                                                  • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 21.06.13, 15:35
                                                    > Więc czemu Ron nie może sobi
                                                    > e ponarzekać na wiecznie niedobrany do jego potrzeb prezent?

                                                    Myślę, że przesadą byłoby stwierdzić, że nie może :) Powtarzam, dla mnie to zupełnie normalna scena marudzenia na prezent od rodziców, że oczywiście "nie taki". Konsola innej marki, niż chciałem, rower z dwoma kołami, a ja chciałem z pięcioma, książka zamiast komiksu, komiks zamiast książki, kolory nieulubione... ;)

                                                    I owszem, mem swetra świątecznego może tu być bardzo dobrym tropem
                                                  • zla.m Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 07:55
                                                    A moim zdaniem to racja, że pani W. nie popisała się z szatą – i większość odpowiedzialności leży po jej stronie. Po pierwsze – Ron nie wiedział, że będzie jakiś bal, na który może być potrzebna szata, więc trudno żeby na nią pracował w trakcie wakacji – a w szkole miał jednak dość małe możliwości manewru (choć pewnie mógł coś zrobić). Po drugie – zapewnienie przyzwoitego ubrania dzieciom, w tym nastolatkom, jest obowiązkiem rodziców. Po trzecie – Ron tak był wychowany przez matkę właśnie, że nie troszczył się o swoją garderobę, bo w domu zajmowała się tym ona, a w szkole – skrzaty. Nie jest to najlepszy model wychowania, ale taki sobie pani W. wybrała. I to naprawdę nie było wielkie halo postarać się o lepszą szatę. Nawet bez wydawania majątku– można przecież było po tych second handach pochodzić dłużej, włożyć więcej wysiłku w szukanie, przedłużyć szukanie do balu i dosłać szatę, popytać wśród znajomych czy nie mają czegoś do odsprzedania (to w końcu jak ciuch komunijny – raz włożony i każdy chętnie sprzeda i odzyska choć część wydatków). Ale tutaj wygląda na pójście po linii najmniejszego oporu: „Ojej, szata dla Rona!” Pierwszy sklep, pierwsza rzecz mniej-więcej w rozmiarze, załatwione.
                                                    Ogólnie zgadzam się z tezą, że Ron był tym najmniej ciekawym i najmniej chołubionym dzieckiem. I nie stawiałabym znaku równości pomiędzy tym, że verdana nie pamięta, czego kto nie lubi jeść, a tym, że chłopak CO ROKU dostaje na gwiazdkę sweter w nielubianym kolorze. Co innego preferencje jedzeniowe, które się zmieniają, co innego pamiętać, że ktoś wcale nie był zadowolony z gwiazdkowego prezentu, który mu zrobiliśmy – to naprawdę inny poziom ważności (zwłaszcza, że w świecie przedstawionym w HP Boże Narodzenie jest bardzo ważne, ważniejsze niż urodziny). Poza tym verdana pracuje, dość intensywnie, zawodowo, a pani W. zawodowo zajmuje się domem i dziećmi – więc niechże to robi porządnie. Weasleyowie wszyscy mieli podobny koloryt (rudzi, bladzi, piegowaci, brązowoocy), a jednak tylko Ron dostawał brązowe swetry i tabaczkowe sz(m)aty. Bliźniacy komentują, że do swetra Harry’ego matka się przyłożyła wyjątkowo. Oni mają chociaż wyszyte swoje inicjały, widać, że rzecz jest indywidualnie robiona dla każdego nich, Ron nawet tego nie ma… Ogólnie robienie do oporu dzieci, bo ktoś chce mieć syna/córkę jest dość niefajne, bo ma w założeniu, że dziecko „niechcianej” płci jest tylko jakimś wypadkiem przy pracy, nieudanym eksperymentem. A na dodatek w sytuacji finansowej Weasleyów jest to zdecydowanie nieodpowiedzialne.
                                                • kajaanna Paskudny sweter 20.06.13, 21:11
                                                  A czy to nie jest anglosaski mem "sweter bożonarodzeniowy"?
                                              • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 21:59
                                                No dobrze, to niech nie oszczędza, i nikt jej nie każe kupować superdrogich, markowych ciuchów ,ale Molly o wiele sensowniej by zrobiła, idąc za twoim przykładem - dając kasę synowi, mówiąc, że niestety nie może mu dać więcej, i niech sobie za to kupi SAM taką szatę, jaka będzie mu się podobać.

                                                > Nie mam wrażenia, aby Ron był mniej wazny - to on postrzega siebie, jako mniej
                                                > waznego i to nie dla rodziców - tylko od braci, którzy coś osiągnęli.

                                                Matka lekceważy go do tego stopnia, że bez przerwy daje mu ubrania w znienawidzonym kolorze kasztanowym a na podróż - kanapki z peklowaną wołowiną [której Ron nie lubi]. W końcu w którejś części cyklu łaskawie zauważa gusta syna i przestaje to robić, ale to zajęło jej lata [!]. Jaka dobra matka aż tak lekceważy gusta dziecka?

                                                >Zresztą jego siostra ma tylko używane ksiazki, tez, podobn
                                                > ie jak on, nie ma nic nowego.

                                                Owszem, ale jego siostra nie dostała używanej szaty wyjściowej, w której wyglądała bardzo zabawnie. Ron taką dostał. Zauważ, że pomylił tę szatę z sukienką.
                                                • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:06
                                                  Bez przesady. Kanapki dostaje z tym, co jest w domu, podejrzewam, że starsi bracia mają tak samo - między innymi dlatego postanawiają, zę będą dobrze zarabiali. Nie jest, wybaczcie, lekcewazeniem, dawanie tego, co jest w domu, nawet jeśli syn za tym nie szaleje - juz widze przyrzadzanie czterech czy pięciu rodzajów kanapek na drogę, dla każdego inne. Moje dzieci też często dostawały na obiad to, czego nie lubily, a co jadła pozostała rodzina. I przyznam sie szczerze - mam troje+mąż i naprawdę, nie zawsze dobrze pamietam, co kto lubi. Nie pamietam, słowo, kto nie je kapusty, wiem, ze którteś, ale myli mi sie które...
                                                  • lavanta Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:56
                                                    Właśnie, nie sposób przecież dokładnie zapamiętać, kto czego nie lubi, kiedy w domu jest siedmioro dzieci.
                                                    Przyznam, że nie pamiętam dokładnie, jak było w książce, ale Ron zdaje się nie zainteresował się kwestią szaty wyjściowej aż do ostatniej chwili. Gdyby faktycznie aż tak mu zależało, żeby dobrze wyglądać, zrobiłby to wcześniej i przerobiłby ją w coś normalnego albo poprosił kogoś o pomoc. Winy Molly tu nie widzę.
                                          • morekac Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:10
                                            Ale te zaklęcia porządkowo-domowe to jakieś trudne były. Któraś z postaci żaliła się chyba, że jej nie wychodzi 'tak jak mamusi' - mamusi skarpetki same się parowały i zwijały. ;-)
                                            • akniwlam Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:54
                                              Tonks się żali, ale jej nie wychodzą zaklęcia gospodarskie, bo jest sympatyczną niezdarą, a jej mamusia była panienką ze szlachetnego rodu Blacków, więc musiała się pewnie nauczyć. Tonks w ogóle wiele rzeczy nie wychodzi, wciąż się potyka i coś tłucze, ale chyba czary potrzebne do sprzątania czy gotowania nie są dla pozostałych czarownic i czarodziejów, którzy nie potykają się o własne nogi jakieś ogromnie trudne. Jak z czarami krawieckimi, nie mam pojęcia, nie przypominam sobie, żeby ktoś jeszcze w HP przerabiał za pomocą magii ubrania.
                                              • morekac Re: A co z redakcją książek? 19.06.13, 20:10
                                                Ale u pani Weasley też był chyba rozgardiasz? Coś a la 'miłe domowe ciepełko' ... ;-)
                                                • akniwlam Re: A co z redakcją książek? 21.06.13, 13:52
                                                  Ale nie było w opisie Nory żadnych regałów zawalonych książkami (to bardziej do Hermiony domu by pasowało) ani obtłuczonych kubeczków. I żadne dzieci nie profanowały zadkami encyklopedii - zawsze jak myślę o tej scenie odczuwam macierzyńskie dreszcze (o rany, no zaraz któreś spadnie z tej chybotliwej wieży i sobie rozwali głowę o kant stołu!) na przemian z irytacją, jak można TAK STRASZNIE wykorzystywać książki. Ja tam swój skromny księgozbiór wolę trzymać z dala od jedzących dzieci, dla dobra wszystkich zainteresowanych.
                                                  • verdana Re: A co z redakcją książek? 21.06.13, 15:19
                                                    Były komiksy na podłodze w pokoju Rona.
                          • verdana Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 16:55
                            Ale Hermiona za lekką literaturę uznaje jakieś koszmarne dzieła historyczne, powiesci rzeczywiście nie ma tam zadnych. Ale chyba nie musza być.
                            • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 17:37
                              Niemniej, mamy dość dokładnie opisany plan lekcji bohaterów, wymienione przedmioty w poszczególnych klasach i nigdzie nie ma żadnego "magicznego odpowiednika" lekcji angielskiego (podczas gdy mamy historię magii, eliksiry i transmutację - powiedzmy, że odpowiednik chemii/fizyki, zielarstwo i opiekę nad magicznymi stworzeniami, a nawet numerologię, którą można by uznać za odpowiednik matematyki). Wychodzi na to, że młodzi czarodzieje nie uczą się żadnej literatury, ani magicznej, ani mugolskiej.
                              • verdana Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 17:52
                                Nie uczyli sie też języków obcych(runy są, ale nie obowiązkowe i to raczej łacina, niż np. francuski) , fizyki, geografii (widać, że o niej nie mają zielonego pojęcia). Może literatura jest na mugoloznawstwie? Bez literatury mugola trudno zrozumieć:)
                                Mam wrazenie, ze w ogóle to jest szkoła nastawiona tylko na praktykę, nie na teorię.
                                I wyższych uczelni też nie ma:)
                                • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 17:53
                                  Chyba po Hogwarcie szło się do terminu :) Ale fakt, ta cała praktyczność uwiera (teoretyczną mieli chyba historię, która oczywiście musiała być nudna).
                                • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 23:35
                                  > Nie uczyli sie też języków obcych(runy są, ale nie obowiązkowe i to raczej łaci
                                  > na, niż np. francuski) , fizyki, geografii (widać, że o niej nie mają zielonego
                                  > pojęcia). Może literatura jest na mugoloznawstwie? Bez literatury mugola trudn
                                  > o zrozumieć:)

                                  Nie widzę sensu w tym, żeby czarodzieje uczyli się podstaw fizyki, skoro prostym zaklęciem lewitacji mogą zaprzeczyć powszechnemu prawu ciążenia. ;) Zresztą według mnie "fizyką" ich świata jest transmutacja - to bardzo trudny przedmiot i także wymaga znajomości masy trudnych reguł. Geografia także nie jest im bardzo potrzebna, skoro istnieją magiczne kompasy albo zaklęcie "wskaż mi". Ortografia - istnieją samopoprawiające pióra. I tak dalej.

                                  > Mam wrazenie, ze w ogóle to jest szkoła nastawiona tylko na praktykę, nie na te
                                  > orię.
                                  > I wyższych uczelni też nie ma:)

                                  Bo to działa tak, że jak zdasz odpowiednią ilość SUMów, to możesz rozpocząć jedną ze ścieżek kariery. I zależnie od tego, co wybierzesz, albo się już nie będziesz dłużej uczył [np. praca z mugolami wymaga tylko SUMa z mugoloznawstwa i dobrych chęci], albo idziesz do czegoś w rodzaju "szkoły wyższej", ale prowadzonej przez przyszłego pracodawcę [Tonks wspomina o kursach, jakie musiała przejść żeby pracować jako auror, i o tym, że o mało nie oblała egzaminu ze skradania się, za to egzamin z maskowania świetnie jej poszedł].

                                  Poza tym powiedzmy sobie szczerze: to książka o czarodziejach i o bajkowym, wymyślonym świecie. Czy myślicie, że w takiej książce koniecznie powinny pojawić się ustępy o tym, jak Harry poznaje staroangielską literaturę albo uczy się obliczać pole trójkąta? ;) To raczej opisy niezwykłych lekcji [z magicznymi stworzeniami, tworzenie eliksirów, przemienianie jednych przedmiotów w drugie] przyciągają młodszych i starszych czytelników.
                                  • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 23:41
                                    A czemu by nie? Rowling jak jej się przypomni potrafi wplatać sygnały zaznaczające, że coś istnieje- choćby prasa- mamy wielki dziennik, brukowce, magazyny kobiece i naukowe, a te ostatnie z jednej wzmianki przelotem w III części- ale są. I gdyby planowała uważniej, nic nie stałoby na przeszkodzie takim wzmiankom.
                                    Poza tym protestuję- geografia to nie posługiwanie się kompasem. A z językami mieli problemy wszyscy, łącznie z politykami- wyłazi anglocentryzm.
                                    • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 00:01
                                      > Poza tym protestuję- geografia to nie posługiwanie się kompasem.

                                      Dobrze, ale kto zabroni młodemu czarodziejowi po szkole rozwijać dalej swoje zainteresowania geograficzne? No nikt, może się zapisać na jakieś mugolskie kursy, jak bardzo chce [Ron zdobył prawo jazdy, bo namówiła go Hermiona]. A tymczasem ogromnej większości czarodziejów wystarczy właśnie to posługiwanie się kompasem.

                                      [przyznam, że ja większej wiedzy geograficznej ze szkoły nie wyniosłam; znam cztery strony świata, jak mniej więcej wyglądają główne kontynenty, trochę o klimacie w poszczególnych częściach świata, i gdzie są jakie kraje. tyle. nic innego W ŻYCIU mi się nie przydało i nie przyda - po jakiego diabła mi wiedzieć, gdzie w Polsce czy na świecie są jakie surowce mineralne? po co przeliczanie centymetrów z map na kilometry - mam google maps, ono to zrobi za mnie. po co mi wiedza o tym, jaką stolicę ma malutki kraik na samym końcu świata? szczerze mówiąc, do tej pory taka wiedza przydawała mi się jedynie do krzyżówek. wtedy wystarczyło wklepać parę słów do google. przepraszam, że mi się tak ulało, ale naprawdę geografia nie nauczyła mnie NICZEGO, co mogłabym praktycznie wykorzystać. a wielka szkoda. więc nie rozumiem waszego narzekania, że Hogwart jest nastawiony na wiedzę praktyczną - moim zdaniem to bardzo dobrze!]

                                      >A z językami m
                                      > ieli problemy wszyscy, łącznie z politykami- wyłazi anglocentryzm.

                                      Nie wszyscy, bo był Charlie [albo Bill] Weasley, był Dumbledore [znał język trytonów, a możliwe, że i inne], był Bartemiusz Crouch [kilkanaście języków!] Ludo Bagman znał chyba goblidegucki. I jeszcze o kimś miałam napsać, ale zapomniałam. ;) A co do polityków to chodzi ci o incydent z bułgarską reprezentacją i Knotem, który nie umiał się z nimi porozumieć? Ja to odebrałam nie jako anglocentryzm, tylko pokazanie, że są politycy-idioci, którzy przez swoją niewiedzę wychodzą na idiotów.
                                      • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 00:16
                                        > po jakiego diabła mi wiedzieć, gdz
                                        > ie w Polsce czy na świecie są jakie surowce mineralne?

                                        Żebyś wiedziała, dlaczego wielkie wojny "w obronie pokoju i ładu na świecie" toczą się w krajach, które mają... no co? Co mają? ROPĘ! ;)

                                        Geografii nas uczono marnie, nikt się słowem nie zająknął, DLACZEGO to jest istotne, gdzie są złoża czego, i co z tego wynika dla zwykłego człowieka.

                                        A zarzuty wobec wizji szkoły w HP moim zdaniem są raczej nietrafione. To z założenia miała być szkoła, w której nie ma "nudnych" zwykłych przedmiotów, tylko nauka zamiany zapałki w kota.
                                        • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 00:22
                                          O ropie to już się dowiedziałam z telewizji, radia i gazet; niepotrzebnie mnie męczyli na geografii tyle czasu. ;) Żeby jeszcze uczyli mnie o ropie; ale nie - ja się dowiedziałam, że w Polsce złoża siarki są m.in. koło Grzybowa. Do tej pory to pamiętam, ale nie wiem, po co; mam sobie tam jechać zapałki siarczane kupować? :P

                                          > A zarzuty wobec wizji szkoły w HP moim zdaniem są raczej nietrafione. To z zało
                                          > żenia miała być szkoła, w której nie ma "nudnych" zwykłych przedmiotów, tylko n
                                          > auka zamiany zapałki w kota.

                                          No właśnie, to w końcu książka fantasy dla młodzieży; ona ma być dla tej młodzieży atrakcyjna, a nie nudzić opisami, jak to profesor McGonagall uczyła Pottera pierwszej zasady termodynamiki.
                                          • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 09:56
                                            Alez ja sie absolutnie nie czepiam HP, ani wizji szkoły. Chodzi mi tylko o to, ze ona jest inna, niż szkoła mugolska i bardzo dobrze zresztą.
                                      • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 00:24
                                        Aha, i jeszcze o tej geografii w Potterze: geografii tam nie ma, ale założę się, że astronomia jest jej odpowiednikiem. Tam też kreśli się mapy [ale nieba], oblicza ruchy planet i innych ciał niebieskich oraz uczy się o ich właściwościach.
                                • morekac Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 22:13
                                  Bo to szkoła zawodowa, a nie ogólnokształcąca...
          • taka_prawda500 Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 23:43
            verdana napisała:

            > Całkiem OT - ale ksiązki Rowling nie wydają sie babolem, ani dziełami pozbawion
            > ymi redakcji, nie mówiąc już o precyzji - jedno zdanie z tomu czwartego jest zr
            > ozumiałe dopiero po przeczytaniu 7, a niewiarygodna sytuacja z pierwszego wyjas
            > nia się w szóstym....

            Co do HP zgoda, i faktycznie przez 5 tom najtrudniej było przebrnąć...zachęcona Harrym wypożyczyłam "Trafny wybór" i... tak nudnej i przegadanej o niczym książki dawno nie czytałam...nie wiem czy uda mi się ją zmęczyć do końca...
            • koriolanus Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 08:57
              Nudnej i przegadanej??? "Trafny wybór"??? Mnie się niesamowicie podobało to obserwowanie ludzi jak mrówek w mrowisku, jakby pod mikroskopem, który co chwila wydobywa z tłumu jakąś postać i przygląda jej się uważnie ze wszystkich stron. Coś jak "Gotowe na wszystko" w wersji drukowanej, taka drapieżna powieść obyczajowa. Po opisie na okładce i negatywnych recenzjach też nastawiałam się na flaki z olejem i byłam pozytywnie zaskoczona. Fakt, że czytelnik nie zostaje od razu rzucony w dynamiczną akcję pełną niespodziewanych zwrotów i dopiero po pewnym czasie zaczynasz łapać, o co właściwie w tej książce chodzi... ja kiedy już chwyciłam, wpadłam po uszy ;) Ale chyba jestem odosobniona w tej opinii, hehe ;)
              • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 09:54
                "Trafny wybór" jest doskonały, tylko tak przygnębiający, ze powinni dodawać do niego sznurek.
                • koriolanus Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 11:03
                  Fakt. Podobnie jak np. do płyt DVD z filmem "Musimy porozmawiać o Kevinie" ;)
                  • croyance Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 16:36
                    I do wszystkich plyt Leonarda Cohena.
              • kkokos Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 21:27
                czytelnik nie zostaje od razu
                > rzucony w dynamiczną akcję pełną niespodziewanych zwrotów i dopiero po pewnym
                > czasie zaczynasz łapać, o co właściwie w tej książce chodzi..

                mało tego, mnie się przez pewien czas postaci myliły :(
                ale jak już załapałam, to wciągnęłam się bardzo i też uważam, że to jest bardzo dobra książka. dołująca, ale bardzo dobra
          • mkw98 Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 10:48
            verdana napisała:

            > Całkiem OT - ale ksiązki Rowling nie wydają sie babolem, ani dziełami pozbawion
            > ymi redakcji

            Zgadzam się z Tobą, chociaż drobne wpadki można w nich wyłapać (czasem i Homer drzemie,jak mawiali starożytni ;-) ). Na przykład Harry zauważa testrale dopiero na początku V tomu, chociaż powinien je widzieć w czasie podróży powrotnej do domu w czwartym tomie.
            Poza tym denerwowały mnie te wszystkie gadżety, które pojawiały się nagle i stanowiły ważny element fabuły wtedy, kiedy były potrzebne (eliksir wielosokowy, Felix Felicis, zmieniacz czasu) a potem wszyscy jakby o nich zapominali.
            • lavanta Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 11:09
              mkw98 napisała:


              Na przykład Harry zauważa testrale dopier
              > o na początku V tomu, chociaż powinien je widzieć w czasie podróży powrotnej do
              > domu w czwartym tomie.

              Właściwie to nie powinien widzieć ich od początku? Zawsze mnie to zastanawiało.
              • mkw98 Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 12:20

                > Właściwie to nie powinien widzieć ich od początku? Zawsze mnie to zastanawiało.

                Można przyjąć, że śmierci rodziców nie przeżył świadomie, więc się nie liczy.
            • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 13:01
              Powinien je widzeć w drugim tomie - widział przecież zabójstwo swojej matki.
              Eliksir jest istotny w kilku tomach, praktycznie cały czwarty na nim się opiera i część szóstego. O Felixie się wspomina, ale jego uwarzenie trwa pół roku...
              • meduza7 Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 13:48
                Widział śmierć Quirrela, przede wszystkim.
            • kooreczka Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 14:05
              Skoro już o tym mówimy- dla mnie największą wpadką był Slytherin. Po 7 książkach gadania o równości i wyborach wychodzi na to, że nikt z nich nie wybrał inaczej- może dwie osoby ze starszego pokolenia załapały się na zniżkę dla seniora, ale młodzież to zło, ufać jej nie można, tchórzliwi, źli i zepsuci. I po 20 latach nadal ten pogląd trzyma się świetnie. Wychodzi na to, że równość równością, ale tamtych lepiej zagazować od razu, bo i tak nic z nich nie wyrośnie.

              Ale ja byłam generalnie dziwnym dzieckiem- dziecięciem niewinnym będąc przy końcu I części popłakałam się ze złości, że wspaniały pan dyrektor mógł zrobić swoim uczniom takie świństwo i jeszcze uznać to za słuszne i zabawne.
              • verdana Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 17:34
                O tak. To mi się tez nie podobało.
              • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 18.06.13, 17:52
                > Skoro już o tym mówimy- dla mnie największą wpadką był Slytherin. Po 7 książkac
                > h gadania o równości i wyborach wychodzi na to, że nikt z nich nie wybrał inacz
                > ej- może dwie osoby ze starszego pokolenia załapały się na zniżkę dla seniora,
                > ale młodzież to zło, ufać jej nie można, tchórzliwi, źli i zepsuci. I po 20 lat
                > ach nadal ten pogląd trzyma się świetnie. Wychodzi na to, że równość równością,
                > ale tamtych lepiej zagazować od razu, bo i tak nic z nich nie wyrośnie.

                Zgadzam się, to było strasznie denerwujące.
                • nadiana_pl Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 20:27
                  Dumbledore był zawsze dla mnie rażąco niesprawiedliwym nauczycielem. Z drugiej strony to było raczej powszechnie widoczne i zamierzone w zamyśle autorskim, więc aż tak nie przeszkadzało.

                  Przeszkadzało mi co innego. Tom7, Malfoy ma zabić Dumbledora, który o tym świetnie wie. I kompletnie nic z tym nie robi nawet kiedy jest zagrożone życie innych osób. Dobrze pamiętam, że Draco niemal na tamten świat wysłał Katie Bell? Jakoś mam problem z akceptacją, by w walce o duszę Malfoya mieć w poważaniu życie i zdrowie pozostałych uczniów.
                  • deszcz.ryb Re: A co z redakcją książek? 20.06.13, 21:41
                    > Przeszkadzało mi co innego. Tom7, Malfoy ma zabić Dumbledora, który o tym świet
                    > nie wie. I kompletnie nic z tym nie robi nawet kiedy jest zagrożone życie innyc
                    > h osób. Dobrze pamiętam, że Draco niemal na tamten świat wysłał Katie Bell? Jak
                    > oś mam problem z akceptacją, by w walce o duszę Malfoya mieć w poważaniu życie
                    > i zdrowie pozostałych uczniów.

                    Sam Dumbledore nie bardzo miał co z tym zrobić, bo by się wydało, że Snape mu o wszystkim kabluje [BTW, to był 6. tom ;) ]. Dlatego Snape za wszelką cenę próbował wydobyć z Malfoya, co on knuje, żeby ostatecznie nie udało mu się zostać mordercą. Ale zgadzam się, że to dosyć naciągane i Dumbledore powinien to o wiele lepiej zorganizować.

                    Chyba, że spojrzymy na to tak, że zawsze uczęszczanie do Hogwartu było niebezpieczne - taka tradycja - [Puszek w korytarzu na trzecim piętrze, las pełen potworów, nauczyciel-wilkołak, Hagrid trzymający w chatce smoka, bazyliszek w piwnicy, wybuchające eliksiry i tym podobne przyjemności] i trzeba się było z tym pogodzić, a te próby morderstw to kolejne czyhające na uczniów niebezpieczeństwo. Na zasadzie "co nas nie zabije, to nas wzmocni". ;)
      • nessie-jp Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 21:29
        > Z wypowiedzi znajomych zajmujących się tym zawodowo wychodzi na to, że wydawnic
        > twa oszczędzają na czym się da- tłumaczenia dają byle komu, byle taniej, korekt
        > a i redakcja jest na zlecenie, a coraz częściej pomijana.

        No i to jest też kwestia układu sił
    • jadwinia_t Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 21:19
      www.qlturka.pl/czytelnia,literatura,rodzinny_duet__wywiad_z_malgorzata_musierowicz_i_emilia_kieres__matka_i_corka,3810.html
      tu wywiad z Emilią Kiereś i Małgorzatą Musierowicz, właśnie o tej korekcie i współpracy...
      • verdana Re: A co z redakcją książek? 17.06.13, 21:37
        No tak - nie można być redaktorem książek matki. Coś tu zgrzyta - skoro cóeka "wszystkiego" nauczyła się od matki, to nie ma świeżego spojrzenia na to, co czyta. I wie prawdopodobnie o książce po prostu za dużo. Sama wiem, jak to jest, jak się w domu opowiada, o czym sie pisze.
        Poza tym redakcja wczesniejszych książek MM była , o ile wiem, bardzo surowa, łącznie z zaleceniem napisania "od nowa". Takie zalecenie, w odniesieniu do własnej matki, jest zwyczajnie niemożliwe. Można coś poprawić, coś zmienić, coś przedsyskutowac, ale powiedziec matce "wiesz, to jest za słabe do druku", to zupełnie co innego, niz powiedziec to obcemu autorowi. Poza tym jestem pewna, ze obcy, spoza rodziny, widzi po prostu więcej, bo mówiąc wprost - nie jest stronniczy. Niestronnicza córka jest złą córką. Stronnicza jest złą redaktorką.
      • tt-tka Re: A co z redakcją książek? 21.04.14, 19:42
        mam wrazenie, ze ta ksiazka (i kilka poprzednich) W OGOLE nie byla redagowana, a umowe (niechby nawet tylko zlecenie) podpisano tylko po to, zeby dac dziecku (altorki) zarobic bez fatygi , taki rodzaj haraczu pobieranego przez MM od wydawnictwa
        • piotr7777 Re: A co z redakcją książek? 21.04.14, 21:55
          Zgadzam się, że redakcja książek jest słaba, albo nie ma jej wcale.
          I akurat to, że córka nie powie matce np. "wiesz, to oczywiście jest słuszne, ale dziś już nie tak oczywiste, może należałoby napisać trochę inaczej" albo np. "to fantastyczna rodzinna ekipa, ale czytelniczki tego nie złapią" można zrozumieć.
          Trudno mieć natomiast tolerancję dla
          -braku konsekwencji (typu zmiana wychowawcy Róży z Hajduka na Dambo w tej samej książce czy umieszczanie postaci w innej grupie wiekowej niż wynikało to z wcześniejszych powieści, ot, choćby Natalia, którą w zależności od książki można przypisać do rocznika 1970 albo 1971 a w jednej nawet książce odmłodzona o dwa lata) - wypadałoby jednak by przedstawiony świat był wewnętrznie spójny
          -błędów rzeczowych (pszczoły - mutanty przeżywające użądlenie człowieka - to jednak jest informacja, jaką przekazuje się chyba już we wczesnej podstawówce), wychodzi brak przygotowania merytorycznego
          -niedokładnych cytatów (choćby ta nieszczęsna "ruda małpa raz w kąpieli")
          -powtórzeń (tak bardzo tępionych przez samą autorkę jako paskudny nawyk) - np. zdanie z McDusi, że Borejkowie nie dali się namówić na pasterkę w miejscu zamieszkania Gróskich (wybaczcie - zapominam zawsze, co to za miejscowość) choć Florian usilnie namawiał (osoba żyjąca z pisania jest w stanie bez problemu znaleźć kilka wyrażeń bliskoznacznych, choćby "przekonywał" czy "zachęcał"). Podobnie niechlujny jest fragment o Laurze, że nie dość, że urocza to jeszcze ładna, niby to nie do końca to samo, ale zgrzyta.
          Do tego dochodzi zjawisko, że nawet po spostrzeżeniu błędu mamy albo próbę bagatelizowania w rodzaju: "oj tam, oj tam, w wyobraźni wszystko się mieści" albo rozpaczliwego odkręcania jak choćby z "matką ucznia" ze Środy czy Łusią wypominającą po ponad roku przejęzyczenie dziadka. Przy czym pewnie autorka zapewne będzie się starała przekonać, że celowo tak napisała, bo chciała pokazać, że nawet taki erudyta jak Ignacy może się pomylić, no a poza tym to taki test dla czytelników: "zgadnijcie, gdzie jest błąd? rozwiązanie w następnej książce". Teraz np. autorka przyznała się do pomyłki z wiekiem Łusi, ale pewnie we Wnuczce przeczytamy, że Łusia ma skłonności do dodawania sobie lat i że rodzina traktuje to jako jedno z jej wielu sympatycznych dziwactw. To trochę tak jak po strzeleniu gafy w towarzystwie próbuje się ją za wszelką cenę wytłumaczyć pogrążając się jeszcze bardziej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja