tt-tka
04.08.14, 16:00
Tegawa szatynka odlozyla przeczytana ankiete, podsunela wyzej okulary i pytajaco spojrzala na interesantke.
- No wiec ... nie wiem, co powinnam zrobic ... to znaczy... no... - Roza Schoppe, z domu Pyziak, umilkla, a po chwili sprobowala znowu - chcialabym... - i znowu umilkla.
- Tak ? - zachecajaco podpowiedziala osoba zza biurka.
Roza milczala. Szatynka milczala do towarzystwa.
- Nic mi nie wychodzi ! - wybuchnela nagle Roza - Zawsze cos jest nie tak ! Nawet teraz, na slubie siostry, zawalilam wszystko ! I ciagle nie starcza mi pieniedzy, chociaz maz oddaje cala pensje! Kiedy one przejezdzaja, zawsze czegos brakuje i nie moge ich przyjac tak, jak bym chciala... - mowila juz ciszej - moja corka... ona nie jest ... bardziej garnie sie do kuzynki niz do mnie... ja... - przerwala, rozmowczyni nie poganiala jej - co ja mam zrobic ?
- Co pani ma zrobic z tym wszystkim czy ze soba , prosze sprecyzowac - zaproponowala szatynka. Roza milczala, coraz bardziej zalujac, ze w ogole tu przyszla.
- Zaczela pani od tego, ze nie wie pani, co POWINNA zrobic, a urwala pani na tym, ze CHCIALABY cos zrobic. Czy te dazenia sa sprzeczne ?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do fundacji pomagajacej kobietom w trudnej sytuacji zyciowej Roza trafila zupelnie przypadkiem. Szukala mozliwosci zdobycia zasilku lub zapomogi, bo budzet stale sie nie dopinal, a przy ostatnim pobycie matki i babki wziela pozyczke, o ktorej nie mowila Fryderykowi. Bardzo chciala je zachwycic, zapewnic im wszystko i jeszcze wiecej, niestety dlug nie chcial splacic sie sam. Na pokrycie biezacych rat zaciagnela nastepny, potem kolejny, gdy wiedziala juz, ze jest w ciazy , na kupno wyprawki. Nie miala pojecia, ze to wszystko az tyle kosztuje ! Przy Mili nie odczula tego, mala wyposazyla jej rodzina zapewniajac przy tym, ze to drobiazg, ze co takie dziecko zje, a samo jego pojawienie sie na swiecie idealnie wyreguluje zycie rodzinne i wszystkie inne sprawy. W rezultacie pochlaniala ja pulapka kredytowa, a niezadowolenie z samej siebie i strach przed powiedzeniem wszystkiego Fryderykowi dobijaly. Rodzinie - per "rodzina" Roza myslala zawsze i tylko o swojej matce i krewnych z jej strony - powiedziala tylko o tym, ze spodziewa sie dziecka, ale juz ani slowa o wynikajacych stad klopotach. W ich mniemaniu "ciaza" i "problemy" to pojecia absolutnie rozbiezne, tyle juz wiedziala. Na chybil-trafil, coraz bardziej rozpaczliwie miotala sie miedzy telefonicznymi poradniami, instytucjami charytatywnymi, pomoca socjalna.
Pieniedzy oczywiscie nie dostala, za to dostala kilka od razu skierowan - do psychologa, na terapie , do grupy wsparcia. Do doradcy finansowego, ktory dopomogl w pertraktacjach z pozyczkodawcami i w rozlozeniu splat na dluzej, ale zarazem uswiadomil koniecznosc podjecia pracy. Na krotkie szkolenie w dziedzinie ekonomii gospodarstwa domowego. Roza jak zawsze sumiennie robila wszystko, czego od niej wymagano i czula sie z tym coraz gorzej.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
znowu zainspirowala mnie lektura dawnych watkow, tym razem "Pyzuni" i wzmianek o DDA/DDD
mam koncepcje dalszego ciagu, ale wszelkie sugestie i uwagi kolezanek forumowiczek i kolegow forumowiczow beda mile widziane
krytyczne tez, jak najbardziej