Dodaj do ulubionych

Fanfik dziur niezałatanych

16.08.16, 16:33
Trochę się nudzę ostatnio, a znowu i znowu i znowu czytam pierwszą część Jeżycjady. Ja nadal lubię Gabrysię i Borejków ogólnie, nie przeszkadza mi większość rzeczy, która Wam przeszkadza, ale cholernie mi przeszkadzają pewnie dziury, które wyjaśniałyby jak do pewnych rzeczy doszło. To, że do nich doszło biorę na klatę, bo takie prawo MM, żeby puszczać swoje dziecię twórcze, w którą stronę jej się tylko podoba, cóż. Więc staram sobie łatać te dziury, jak mogę.

Ekm ekm.
Obserwuj wątek
    • nigolla Re: Fanfik dziur niezałatanych 16.08.16, 16:34
      Kwiecień, rok 1979

      W ciszy i mroku nadciągnęła nad Poznań ławica ciężkich chmur. Ulice były wyludnione – komu by się chciało przedzierać przez ulewę? Na pustej ulicy Krasińskiego widać było tylko jedną osobę – wysoką zamaszystą dziewczynę o krzywo przyciętych włosach. Dziarskim krokiem maszerowała raźno na przekór pogodzie. Jej jasna głowa zwieńczała wysportowaną sylwetkę przyodzianą w granatową kurtkę, ciemne spodnie i znoszone botki. Kiedy z nieba po raz kolejny tego dnia lunęły potoki deszczu, dziewczyna rzuciła się do krótkiego sprintu i już po chwili wbiegła do bramy kamienicy na Roosevelta, tej z wytwórnią kołder. Ze śmiechem otrząsnęła się z deszczu jak szczeniak i jednym susem wbiegła na wysoki parter kamienicy. Gdy znalazła się w małym przedsionku starannie zamknęła oddzielające go od klatki schodowej ogromne, żółte drzwi. Stojąc pod drzwiami opatrzonymi tabliczką „Borejkowie” i szukając kluczy, dziewczyna, która była najstarszą z Borejkówien, westchnęła cicho i pomyślała, że nie ma już takiej potrzeby, ponieważ jedyna osoba, która zwracała fakt zamykania tych drzwi baczną uwagę, od miesięcy nie przebywała już na Roosevelta.
      Pani Szczepańska, sąsiadka, z którą początki znajomości nie były zbyt łatwe, ale z którą rodzina Borejków ostatecznie się zaprzyjaźniła, od listopada mieszkała w Wałbrzychu. Po przebytej grypie pojawiły się komplikacje i staruszka zaniemogła. Zjawiła się jakaś dalsza kuzynka, która zabrała panią Szczepańską do siebie, do Wałbrzycha, a rodzinie Borejków mieszkającej obok wręczyła klucze od mieszkanka sąsiadki prosząc o dopilnowanie go i o podlewanie kwiatów. „Złodziejów nie brakuje – perorowała pulchna blondynka z natapirowaną grzywką i tłustą szminką rozmazaną na ustach – niech tam nawet kto i śpi to będzie widać, że samo nie stoi i nikt nie podskoczy”. Gabrysia często korzystała z tej okazji i uczyła się w samotności w jednopokojowym mieszkaniu sąsiadki, które stanowiło niegdyś jedną całość z mieszkaniem, które zajmowała z rodzicami. Pokój sąsiadki był przestronny i wysoki. Pozbawiony osobistych drobiazgów, które właścicielka zabrała wyjeżdżając, ale nawet taki pustawy podobał się Gabrysi. Za przepierzeniem urządzona była prowizoryczna kuchnia, w której główne miejsce zajmował duży stół, stanowczo zbyt duży, jak dla jednej starszej pani. Gabrysia często wyobrażała sobie, jak samotnie musiała się czuć staruszka, gdy przy nim siedziała i słyszała zza ściany gwar z jej rodzinnego domu. Od czasu do czasu Gabrysia, za zgodą pani Szczepańskiej, o którą poprosiła telefonicznie, urządzała tutaj spotkanie dla niedużej grupki przyjaciół i wtedy wielki stół był jak znalazł, a wesoła młodzież nierzadko prowadziła przy nim dyskusje do późnych godzin nocnych.
      Gabrysia znalazła wreszcie klucz i pchnęła drzwi. Natychmiast otoczyła ją przyjazna atmosfera rodzinnego domu. W przedpokoju zapchanym regałami z książkami pachniało kurzem, ciastem drożdżowym i jeszcze czymś nieokreślonym, co unosiło się w powietrzu od zawsze.
      W głębi przedpokoju rozległ się wybuch śmiechu. Gabrysia zrzuciła z siebie kurtkę przeciwdeszczową i celnym rzutem umieściła ją na szczycie wieszaka, który był przeładowany nawet na wiosnę, kiedy teoretycznie wszystkie okrycia zimowe powinny już być schowane w pawlaczach, których w tym mieszkaniu nie brakowało. Przygładziła wilgotną, jasną fryzurę i podeszła do drzwi kuchennych. Znajdowała się tam cała jej rodzina. Przygarbiony ojciec stał przy kuchence i mieszał w garnuszku kakao, w którym pływało pełno grudek. Siwiejąca mama tkwiła za stołem kuchennym i pisała coś z zapałem w zeszycie rozłożonym na kolanach. Jej trzy siostry pożerały z apetytem pierogi z jagodami, co chwila sięgając do miseczki ze śmietaną stojącej na środku starego stołu. Ciągle jeszcze chichotały z jakiegoś żartu ojca, który patrzył na nie z łagodnym uśmiechem.
      Gabrysia spojrzała na siedzącego za stołem wysokiego bruneta o zamaszystym nosie i stalowym spojrzeniu, które potrafiło być ostre i czujne, a także kpiące i pełne pobłażania. Kiedy jednak teraz spotkało się ze spojrzeniem ciepłych brązowych oczu Gabrysi nie było w nim śladu ani czujności ani kpiny. Było miękkie i niemal czułe.
      Stalowookim młodzieńcem był Janusz Pyziak, pierwsza miłość Gabrysi, z którym spotykała się już od ponad roku. Zadomowił się na Roosevelta i już od dawna był liczony jako stały bywalec do obiadów i kolacji. Mama cieszyła się, że chłopiec może zjeść domowy obiad zamiast tych stołówkowych w bursie, w której mieszkał, a ojciec zawsze wciągał Janusza w słowne szermierki i dyskusje o kulturze antycznej. Gabrysia radośnie obserwowała, jak Janusz wsiąka w życie jej rodziny i jest przez wszystkich akceptowany. Czasami tylko przyłapywała mamę na szybkich, badawczych spojrzeniach rzucanych Januszowi, gdy coś opowiadał z przejęciem. Gabrysię ogarniał wtedy nagły niepokój, ale za chwilę łajała się za takie uczucia. Mama lubi Janusza, oczywiście że go lubi.
      Jak można go nie lubić – pomyślała Gabrysia i uśmiechnęła się do Janusza. Ten w odpowiedzi zmarszczył śmiesznie nos i wyszczerzył zęby, a Gabrysia parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Zęby Pyziaka były fioletowe od jagód.
      Jej śmiech natychmiast ściągnął na nią uwagę rodziny. Pulpa z ustami pełnymi pierogów próbowała jej coś powiedzieć, a Ida pociągnęła ją na ławę obok siebie. Mama siedząca obok kredensu automatycznie sięgnęła na półkę i nie odrywając wzroku od zeszytu podała Gabrysi czysty talerz. Janusz przeniósł na stół garnek z sitkiem, w którym było kilkanaście ostatnich pierogów.
      - Jak tam wam poszło? – zapytał wytrząsając pierogi na talerz stojący przez Garysią.
      - Dobrze – odparła z uśmiechem Gabrysia i ozdobiła pierogi wielkim keksem śmietany. Nie zdążyła zareagować zanim Pulpa obficie posypała całość potężną porcją cukru. Gabrysia fuknęła na siostrzyczkę, która zrobiła skruszoną minkę i natychmiast wywołało to w starszej siostrze falę czułości. Pocałowała Patrycję w tłusty karczek, co wywołało falę radosnego chichotu.
      - Przerobiliśmy ostatnie tematy z całek, Jurek wszystko mi wyjaśnił i chyba dam im radę – powiedziała Gabrysia, która kolejne już popołudnie spędziła w gronie maturzystów przygotowujących się do egzaminu. Zawsze miała problemy z przedmiotami ścisłymi i pomoc zdolnych kolegów była nieoceniona w ostatnich tygodniach przed maturą.
      - Oczywiście, że dasz radę – tata położył rękę na gabrysinym ramieniu – kto miałby dać radę, jak nie taka mądra dziewczyna?
      Gabrysia uśmiechnęła się do ojca.
      - Obyś się nie mylił, niedobrze mi na samą myśl o ustnej matematyce – powiedziała przegryzając pierogiem – och, żeby już było po wszystkim!
      - Za dwa tygodnie będziesz wolna jak ptak – wtrącił Janusz – I wtedy będziemy mogli wyskoczyć na wakacje, wczoraj właśnie załatwiłem nam na kilka dni pokój w górach, w domu rodzinnym koleżanki.
      - Wczoraj? – zmarszczyła brwi Gabrysia – Kiedy zdążyłeś to zrobić? Rano byliśmy w Pobiedziskach, a potem się uczyłeś u siebie – uśmiechnęła się niepewnie do Janusza, który wyraźnie się spłoszył.
      - Aaa… A na chwilkę wyskoczyliśmy z… z chłopakami… do..., no do akademika dziewczyn, bo Patryk musiał coś zanieść swojej siostrze i ja i Andrzej wyskoczyliśmy z nim się przewietrzyć i jakoś tak wyszło, że zostaliśmy na trochę – wił się w wyjaśnieniach Janusz, po czym gwałtownie zmienił temat i krzyknął: Uwaga! – czym uratował kakao, które w trakcie chwili nieuwagi ojca zaczęło niebezpiecznie podnosić się do góry w białym garnuszku. Powstało chwilowe zamieszanie, bo smarkate zaczęły sobie wyrywać kubek, z którego obydwie chciały pić kakao, a Ida próbowała je uspokoić. Gabrysia z zastanowieniem patrzyła na Janusza, który szybko uciekł wzrokiem i z zapałem pomógł tacie zbierać ze stołu brudne talerze. Gabrysia opuściła wzrok i trafiła prosto na spojrzenie swojej matki, siedzącej pod ścianą. No i jak tam? – pytały jej oczy. Gabrysia pokręciła leciutko głową i blado się uśmiechnęła do mamy opędzając od siebie podejrzliwe myśli.
      • nigolla Re: Fanfik dziur niezałatanych 16.08.16, 19:41
        ***
        Wieczorem Gabrysia i Pyziak wyszli na cichą ulicę Roosevelta. Gabrysia wciągnęła w płuca zapach wilgotnego, rześkiego powietrza. Cała wiosna była dosyć zimna i ten wieczór nie różnił się od poprzednich. Podczas krótkiego spaceru na ulicę Nosowskiego, gdzie szli na prywatkę do Anieli Kowalik, obydwojgu zdążyły zmarznąć nosy. Szli długim, równym krokiem, ale nie ujęli się za ręce, jak to mieli w zwyczaju podczas spacerów. Janusz szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię i się nie odzywał, a Gabrysia obracała w głowie niewesołe myśli. Dzisiejszego ranka Janusz wyraźnie powiedział, że przez cały wczorajszy wieczór się uczył w swoim pokoju w bursie i poszedł wcześnie spać, a okazuje się, że jednak wychodził, o czym nie wspomniał ani słowa. Ma do tego prawo oczywiście, ale dlaczego przemilczał kwestię wyprawy do damskiego akademika? Gabrysia nie lubiła niejasnych sytuacji, były obce jej szczerej naturze i nigdy nie wiedziała jak się zachować w takich sytuacjach. W jej domu zawsze mówiło się prawdę, było to dla niej naturalne jak oddychanie, więc wszelkie niedomówienia budziły w niej bunt. Nie pierwszy raz miała wrażenie, że Janusz pomija milczeniem pewne sprawy.
        Kilka tygodni temu Robrojek widział Janusza w kinie, podczas gdy miał ten być w Toruniu, u swojej siostry. Przy najbliższym spotkaniu, w którym uczestniczyła również cała dawna paczka ESD, Robert zapytał Janusza jak mu się podobał film. Podczas rozmowy Janusz tłumaczył, że spóźnił się na pociąg i pojechał do Torunia dopiero następnego dnia, a ponieważ miał wolny wieczór to wybrał się do kina. Gabrysia nie odezwała się wtedy ani słowem, ale wiedziała, że spóźnienie na pociąg nie wchodziło w grę, bo szli wtedy kawałek razem, ona na spotkanie z Cesią i Jurkiem, a on na dworzec i do odjazdu pociągu pozostało wiele czasu, gdy się żegnali.
        Jego paczka znajomych z bursy miewała szalone pomysły, a Janusz nie miał oporów w ich realizowaniu. Nie dalej jak miesiąc temu zadzwonił do niej z Giżycka, gdzie spontanicznie wybrali się z dwoma kolegami z pokoju, zabierając się żukiem z sąsiadem z rodzinnego miasta jednego z nich. Przez cztery dni bawili się na Mazurach, przez co Janusz opuścił dwa dni w szkole oraz ważną klasówkę. Niezałatwiona sprawa oceny niedostatecznej, którą za tę nieusprawiedliwioną nieobecność otrzymał, ciągnęła się do dzisiaj. Gabrysia nie miała nic przeciwko męskiemu wypadowi, ale jakiś czas później dowiedziała się od kuzynki Joanny, że wtedy z chłopcami pojechały również dwie koleżanki z klasy, do której uczęszczał Janusz i Joanna. Gabrysia nie miała odwagi zapytać Janusza czy to prawda.
        Gabrysia w myślach przerzucała te wszystkie wspomnienia, których w ciągu tego roku uzbierało się trochę.
        Milczeli aż do chwili, w której stanęli na wąskich schodkach willi Kowalików. Wtedy Gabrysia czuła, że musi coś powiedzieć, ponieważ sytuacja będzie ją męczyła przez cały wieczór.
        - Hej – powiedziała ostrożnie. – Czemu tak milczysz?
        Pyziak zerknął na nią z ukosa i mruknął pod nosem coś zbywającego.
        - Nie wiem czemu się denerwujesz, powinieneś mi powiedzieć – indagowała Gabrysia
        - Bo mnie przepytujesz!!! – wyrwało się Pyziakowi ostrym tonem.
        Gabrysia osłupiała.
        - Janusz… co ty mówisz, jakie przepytujesz? Rano powiedziałeś mi, że się uczyłeś cały wieczór, a potem sam mówisz, że wychodziłeś jeszcze na miasto. Próbowałam się tylko dowiedzieć jak to było. Nie przepytuję cię, przecież bym nie mogła… - Gabrysię aż zatchnęło na myśl, że mógł poczuć się sprawdzany.
        - Wyszliśmy na chwilę, a ty robisz aferę! Przed północą byliśmy już z powrotem w bursie!
        - Ale ja nie robię żadnej afery – zaczęła cicho Gabrysia. Zauważyła już, że Janusz podczas kłótni potrafi się unieść i byle iskra potrafi rozniecić jego gniew. Dlatego teraz nie chcąc by przez cały wieczór siedział naburmuszony dodała delikatnie:
        - Zapytałam z ciekawości, przecież nic złego się nie stało. Masz rację, nie powinnam cię wypytywać. Przepraszam.
        Dlaczego przeprosiłam? – przeleciała jej przez głowę szybka myśl. Przecież nic nie zrobiłam, nic wymagającego przeprosin – jednak szybko zauważyła, że jej reakcja była słuszna, bowiem Janusz rozluźnił się wyraźnie i przyciągnął jej twarz do swojej. Spojrzał jej w oczy uważnie, westchnął i przytulił ją do siebie. A następnie zaczął całować tak, że Gabrysi brakło tchu i zły nastrój prysnął jak bańka mydlana.
        - Chodźmy na górę, wszyscy już czekają. – powiedział i ruszył na górę po schodach, przeskakując po dwa stopnie. Gabrysia na dole przeczesała włosy palcami i przybrała pogodny wyraz twarzy, po czym w tempie nie gorszym niż Pyziaka wbiegła na samą górę.

    • gat45 Re: Fanfik dziur niezałatanych 16.08.16, 20:19
      No to nareszcie mamy kłamiącego Pyziaka. Bardzo go dobrze narysowałaś :) Przy takim facecie rzeczywiście można sobie wyobrazić, że brak listów to porzucenie. Nie to, co grzeczny i wpatrzony w Gabę Janusz u pani MM, którego późniejsza metamorfoza w kłamcę jest zupełnie nieprzekonywująca (czy nieprzekonująca ? jak jest poprawnie ?).

      Pisz ! Gat kocha fanfiki !
      • tt-tka Re: Fanfik dziur niezałatanych 18.08.16, 17:00
        mika_p napisała:

        > Nie kupuję tego.
        > Kwiecien '79, Pyziak kłamie, Pyza jest z '81 - przez półtora roku Gaba daje się
        > okłamywać, nie zrywa takiego związku? A potem cierpi i tęskni?
        >

        Przez dwa lata, dla scislosci. Urodzona w listopadzie 81 Pyza zostala poczeta gdzies w marcu 81, a Pyziak juz w kwietniu 79 klamie i daje sie na tym przylapac. Tez nie kupuje. Nie taka Gaba, jaka chce nam zaserwowac autorka.
      • nigolla Re: Fanfik dziur niezałatanych 18.08.16, 19:00
        No dla mnie to właśnie tak wygląda, że wybaczała dużo. Chociażby to, że zniknął na długie miesiące po urodzeniu dziecka, ledwo pierdnął a ta szczęśliwa telegramy słała. Dla mnie to typ laski "kobiety które kochają za mocno" tam był z Gaby.
        • mika_p Re: Fanfik dziur niezałatanych 18.08.16, 19:42
          Zniknął? Wyjechał zarobić, kupę pieniędzy w ówczesnych realiach.
          Wyjechał, tęsknił, pisał.
          List szedł dlugo.
          W międzyczasie Gaba wysmarowała kilka obelżywych listów, po czym dostała pierwszy list. Aby uprzedzić czułym slowem dojście swoich listów, wysłała telegram.
      • gat45 Re: Fanfik dziur niezałatanych 18.08.16, 19:21
        mika_p napisała:

        > Nie kupuję tego.
        > Kwiecien '79, Pyziak kłamie, Pyza jest z '81 - przez półtora roku Gaba daje się
        > okłamywać, nie zrywa takiego związku? A potem cierpi i tęskni?
        >

        A ja kupuję, jak najbardziej. Ileż razy widziałam to w życiu rzeczywistym ! Zakochana osoba, skądinąd inteligentna, rozsądna i wyposażona w zmysł krytyczny, która ab-so-lut-nie nie widzi - nie chce widzieć - felerów obiektu swojej miłości. Niby zresztą widzi, niby nawet trochę się nad tym zastanawia, ale tak jakby od wad ukochanego/ej oddzielała ją/jego jakaś ochronna ściana. Albo "mnie to nie dotyczy, kłamał/a innej/mu, ale mnie nie będzie", albo "to minie, to przejdzie" - wbrew wszelkiemu rozsądkowi. I trwa to dużo dłużej niż okres miłosnego zadurzenia, kiedy człeku rozum odjeżdża w dalekie rewiry. Bo to już nie Pyziaka musiała sobie Gaba przekwalifikować w umyśle. Musiała dojść do smutnego wniosku, że sama była kretynką, lekceważąc to, co było widać jak na dłoni. A nikomu łatwo nie przychodzi przyznanie się do własnego zidiocenia. To jest proces z tego samego gatunku, co przekonanie każdej zakochanej w alkoholiku kobiety, że dla niej on przestanie pić. Jak długo może trwać takie przekonanie chyba same wiecie. Bardzo długo.
        Więc tak, dla mnie Gaba mogła przez półtora roku nie zerwać takiego związku i tak, jak najbardziej mogła tęsknić cierpieć, że ją porzucono.
        • iskrzy_54 Re: Fanfik dziur niezałatanych 18.08.16, 21:45
          Z obserwacji wiem, że zakochane (albo kobiety, które są zakochane w byciu w związku) nawet wiedząc o licznych wadach ukochanego nie zrywają (w każdym razie nie na zawsze) - niestety mam to w domu - moje dziecię po raz kolejny rzuciło na zawsze mojego zięcia in spe, a ja się zastanawiam na ile tym razem, podobnie miało wiele z moich przyjaciółek tudzież przyjaciółek Młodej, więc Gaba w ff jest dla mnie jak najbardziej do przyjęcia
        • turzyca Re: Fanfik dziur niezałatanych 19.08.16, 01:24
          Raz w zyciu wywalilam mojej wowczas przyjaciolce, dlaczego moim zdaniem jej owczesny chlopak nie rokuje dlugofalowo. Wywalilam pod koniec wyjazdu, podczas ktorego mialam okazje obserwowac cala serie zachowan przemocowych, lacznie ze znecaniem sie nad psem. Psu nic sie nie stalo, ale znecanie bylo. Powiedzialam, co wedlug moich doswiadczen bedzie sie dzialo w kolejnych etapach zwiazku. Obserwacje potwierdzila, ale odmowila uznania danych zachowan za przemoc. Przyjaciolke stracilam. Wyszla za niego za maz. A potem wziela rozwod. I jak do mnie dotarly kawalki plotek, to okazalo sie, ze moje prognozy byly nadmiernie optymistyczne.
    • nigolla Re: Fanfik dziur niezałatanych 25.10.20, 18:09
      Ostatnio wróciła we mnie chęć napisania ciągu dalszego, ale zanim się do tego wezmę to chciałabym odtworzyć kolejność wydarzeń i mi nie wychodzi.

      Początki związku Gaby i Pyziaka to 78 rok, gdy Mila w pierwszych godzinach tego roku trafia do szpitala. 1 lutego Gaba i Pyziak się oficjalnie schodzą, w maju Gaba zdaje maturę - kiedy ją zdaje Pyziak? Też w maju czy dopiero za rok, w roku 79?

      Co dalej? Róża rodzi się w roku 1981, w listopadzie. A kiedy nie ma ojca Borejko, co to Gaba tak jak "ćma do ognia poleciała", bo Ignac nie miał jak jej przestrzec przez Januszem? (ironia, chodzi o myśli Mili z któregoś tomu). Kiedy był ten cywilny ślub, co więzy pozwolił szybko zrzucić? Kiedy wyjechał Pyziak po raz pierwszy do Alzacji? Kiedy w rócił, zrobił Tygrysa i wyjechał po raz drugi, tym razem na dobre? I dokąd, do Australii?

      Help!
      • tt-tka Re: Fanfik dziur niezałatanych 25.10.20, 19:40
        nigolla napisał(a):


        > Początki związku Gaby i Pyziaka to 78 rok, gdy Mila w pierwszych godzinach teg
        > o roku trafia do szpitala. 1 lutego Gaba i Pyziak się oficjalnie schodzą, w maj
        > u Gaba zdaje maturę - kiedy ją zdaje Pyziak? Też w maju czy dopiero za rok, w r
        > oku 79?

        Gaba zdaje mature rok pozniej. W maju 79. W roku KK ona byla w trzeciej klasie, nie w czwartej.
        Pyziak zdaje mature dwa lata po Gabie. Czyli w 81. On byl w pierwszej klasie, gdy ona w trzeciej.


        >
        > Co dalej? Róża rodzi się w roku 1981, w listopadzie. A kiedy nie ma ojca Borejk
        > o, co to Gaba tak jak "ćma do ognia poleciała", bo Ignac nie miał jak jej prz
        > estrzec przez Januszem? (ironia, chodzi o myśli Mili z któregoś tomu). Kiedy
        > był ten cywilny ślub, co więzy pozwolił szybko zrzucić?

        W 1982. Tyle wiemy. Miesiaca nie podano.
        Przy okazji - koscielny, i to zdaniem Milicji, Pyziaka wypowiadajacego sie w tej kwestii nie slyszymy, narzucilby wiez "zbyt juz nieznosne", a nie powolne do zrzucenia. Oraz koscielny slub nijak nie przeszkadzal otrzymaniu rozwodu.

        Kiedy wyjechał Pyziak
        > po raz pierwszy do Alzacji? Kiedy w rócił, zrobił Tygrysa i wyjechał po raz
        > drugi, tym razem na dobre? I dokąd, do Australii?

        Pyziak do Alzacji wyjechal RAZ, w 84. I juz nie wrocil. W sumie wyjezdzal dwa razy - do Australii, skad wrocil w marcu 83, i do Alzacji 84.
      • marutax Re: Fanfik dziur niezałatanych 25.10.20, 21:03
        nigolla napisał(a):

        > Ostatnio wróciła we mnie chęć napisania ciągu dalszego, ale zanim się do tego
        > wezmę to chciałabym odtworzyć kolejność wydarzeń i mi nie wychodzi.

        Jeśli chcesz kontynuować to musisz przypomnieć sobie informacje... po czym wybrać te, które uznasz za właściwe. Etap małżeński związku Gaby i Janusza prezentowany jest przez Autorkę w sposób wybiórczy (to jeszcze ok), ale też niekiedy sprzeczny lub mało realny. Mamy Janusza wyjeżdżającego z Polski w środku stanu wojennego, Pyzę, która według dat jest nieślubnym dzieckiem, a potem słynną rozmowę Mili z Różą, która to podważa. Ignacego, który nigdy nie okazywał niechęci względem Janusza, ale z jakiegoś powodu miałby nie dopuścić do ślubu córki. I tak dalej. Ogólnie powstaje chaos i nie da się tego wszystkiego pogodzić. Trzeba wybrać jedną wersję.
      • sanfran_84 Re: Fanfik dziur niezałatanych 25.10.20, 22:25
        Znalazłam następującą wypowiedź forumowiczki o nicku pi.asia w założonym przez nią wątku "Kiedy właściwie Pyziak kłamał? " (link: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,130810063,130810063,Kiedy_wlasciwie_Pyziak_klamal_.html#p130826235)

        "poukładajmy fakty chronologicznie

        - luty 1981 - Gaba zachodzi w ciążę (wyliczone na podst.daty urodzenia Pyzy podanej przez MM)
        - październik 1981 - Pyziak wyjeżdża do Australii (wyliczone na podst. info od MM o półtorarocznej rozłące)
        - listopad 1981 - rodzi się Pyza (data podana przez MM)
        - 1982 - aresztowanie Ignacego (data podana przez MM)
        - 1982 - ślub Gaby z Pyziakiem (MM pisze wyraźnie, że Gaba wyszła za Pyziaka gdy Ignacego aresztowano, nie ma co gdybać, że był na zjeździe w Oliwii)
        - marzec 1983 - Pyziak wraca po półtorarocznej rozłące (data podana przez MM)
        - kwiecień-grudzień 1983 - Pyziak porzuca Gabę, w Niemczech przemyca i kradnie samochody, ląduje za kratkami na sześć lat (info podane przez MM ustami p. Wiśniaka)
        - luty 1984 - poczęcie Laury (na podstawie daty podanej przez MM)
        - 10 grudnia 1984 - narodziny Laury (data podana przez MM)

        Nieścisłości aż w oczy biją:
        - Gaba zachodzi w ciążę mając lat dwadzieścia, a nie dziewiętnaście, ale to drobny szczegół
        - Gaba bierze ślub z Pyziakiem który akurat jest w Australii
        - poczęcie Laury następuje gdy Pyziak siedzi w niemieckim więzieniu".

        Chyba ta analiza może być pomocna w Twojej sprawie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka