Dodaj do ulubionych

artysta, jego dzieło i jego klienci

23.08.16, 19:06
Czytam Feblik z pewnym, przyznam, trudem. Nie dotarłam jeszcze nawet do jednej trzeciej książki, więc nie wiem, jak bogacz z Sołacza zareagował na dostarczony dzban, ale cholernie mnie tąpnęły słowa Tekli:

Cha, cha, co za frajer, sześć tysięcy za dwie skorupy! Co prawda – genialne! –

Ten tekst być może był już omawiany, ale nie miałam okazji trafić na właściwy wątek, więc tutaj dam upust mojej irytacji.

Oczywiście, doskonale wiemy, że w Jeżycjadzie człowiek zamożny zawsze musi być nieokrzesany, prymitywny, bez gustu, chamski, czerwony na gębie i z nadciśnieniem, a za to bez Wartości Wyższych.
Nie wiem, czy bogacz z Sołacza reprezentuje wszystkie te cechy, ale poinformowano nas, że wszystko ma poustawiane symetrycznie, cha cha cha, tak bez polotu i bez gustu. (Ania Shirley-Blythe taż miała zresztą symetrycznie ustawione porcelanowe pieski a gustu raczej jej odmówić nie można).
Tymczasem jasne jest, że bogacz ma gust, bo podobają mu się - obiektywnie przepiękne - ceramiki Tekli. Tak mu się podobają, że bez mrugnięcia okiem płaci za dzban dwa tysiące złotych. A zamawiając drugi identyczny podwaja cenę, przy czym - uwaga! - płaci dwa tysiące za dzban a kolejne dwa za to, żeby się postarała i zrobiła dokładnie taki sam. Jednym słowem - docenia artystę, zdaje sobie sprawę z trudności powielenia dzieła i uczciwie płaci za owo dzieło. Bardzo uczciwie płaci!
A ta kretynka Tekla określa go mianem frajera, bo tyle wydał na "dwie skorupy, co prawda genialne" ( w domyśle - ale tylko skorupy....). W tych słowach jest pogarda dla klienta, i sugestia, że go oszukała, bo dzbany nie są tyle warte. Można by stąd wnosić, że sama swoich dzieł nie poważa i nie ceni. A przecież te dwa dzbany zapewniły jej spłatę debetu i jeszcze sporo zostało.

Sama bawię się rękodziełem, i nigdy, przenigdy, nie nazwałabym żadnego klienta frajerem, dlatego, że mi zapłacił więcej niż żądałam, robiąc coś na specjalne zamówienie!
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 23.08.16, 19:26
      Juz ktoras z kolezanek - sama zarabiajaca sztuka na maslo do chleba i inne wydatki - pisala, ze dobrze placacego klienta w sferach tworczych nikt nigdy nie nazywa frajerem. Takiego klienta sie ceni i szanuje.
      Podejrzewam, ze nie Tekla, ktora klientow na swoje dziela potrafi docenic (chocby tylko finansowo) prezentuje takie poglady. Tak moglaby wyrazic sie wyrobnica barachla, w pelni swiadoma, ze nabywcy jej produktow przeplacaja, i to slono.
      • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 24.08.16, 14:37
        Tak, ja pisałam, że w życiu never nie nazwiemy takiego klienta frajerem. Wręcz przeciwnie - doceniamy, że rozumie nasz mozół i go ceni, a nie chce dzban z ceramiki za stówkę, spektakl za 50 złotych czy zaprojektowanie wnętrz za bezdurno. Strasznie mnie wkurza ta scena i potwierdza moją tezę, że MM nie znosi artystów i sztuki en generale.
        • iwoniaw Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 24.08.16, 15:40
          Tak, ta scena całkiem pasuje do wywodów Bernarda w McD, który uważa swoich klientów za durni i bezgustnych dorobkiewiczów, w sam raz nadających się do tego, by im wcisnąć cokolwiek za kwoty nieproporcjonalne do wartości. Przykre to - i jednocześnie też wiem, że w rzeczywistości jest inaczej - artysta czy "tylko" rzemieślnik-rękodzielnik szanuje klienta, który docenia różnicę między ręcznie robionym produktem wysokiej jakości a chińską masówką spod sztancy sprowadzaną wagonami.
          Nie wiem, skąd takie podejście u MM. :-(
          • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 24.08.16, 16:04
            Plus jeszcze to, że MM tymi wywodami robi nam niedźwiedzią przysługę, bo jako autorka wychowująca pokolenia potencjalnych odbiorców, wmawia im, że artysta to oszust, który wciska im bubel za wygórowaną cenę. Jako pisarka, a więc zatem artystka, powinna być ciut ostrożniejsza, żeby czasem jej czytelnicy nie uznali siebie za frajerów płacących wygórowaną stawkę za kolejne książki pisane na odwal.
            • pi.asia Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 24.08.16, 18:17
              zuzudanslemetro napisała:

              > Jako pisarka, a więc zatem artystka, powinna być ciut ostrożniejsza, żeby czasem jej czytelnicy >nie uznali siebie za frajerów płacących wygórowaną stawkę za kolejne książki pisane na odwal.

              Przemknęło mi to przez myśl, zwłaszcza po wpisie tt-tki... ;)
              >Tak moglaby wyrazic sie wyrobnica barachla, w pelni swiadoma, ze nabywcy jej produktow >przeplacaja, i to slono.
            • miodowocytrynowa Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.08.16, 19:47
              Ale póki co czytelnicy masowo kupują jej książki ( co wyda od razu trafia na listę bestsellerów i najlepiej sprzedających się pozycji), oczekują kolejnych więc to, że uznają iż są za drogie raczej jest mało prawdopodobne. Tak jak my tutaj- ponarzekamy, wytkniemy błędy, ale kupujemy i czytamy.
              A stwierdzenie, że osoba po ASP nie znosi sztuki i artystów jest conajmniej smieszne:))))
              • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.08.16, 21:56
                Skad zalozenie, ze kupujemy ? Ja na przyklad nie kupuje od dawna, a inne osoby takze deklarowaly niekupowanie. I wlasnie z powodu - chlam niewart tych pieniedzy. Za trzydziesci kilka, a nawet mniej, mozna kupic kilka naprawde wartosciowych, a tez pieknych i lepiej/staranniej wydanych pozycji (w taniej ksiazce, antykwariatach, inne)
                Czytanie nie jest rownoznaczne z kupowaniem.
              • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.08.16, 23:30
                Miodowa Cytrynko, przejrzyj sobie uważnie wszelkie wzmianki na temat artystów i ich dzieł w dziełach MM i powiedz mi, w którym momencie autorka głosi etos sztuki. Moje spostrzeżenie jest oparte na wieloletnim śledzeniu literatury Musierowicz i nigdzie, przenigdzie nie przeczytałam nic pochlebnego na temat sztuki i artystów en generale. Jak mi nie wierzysz to zadam sobie trud i zrobię dla Ciebie zestawienie. Oraz zgadzam się z tt-tką co do bohomazów uznanych w Febliku.
              • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.08.16, 23:37
                A, jeszcze jedno: stwierdzenie, że osoba po ASP nie znosi sztuki i artystów wcale nie jest śmieszne. W końcu Musierowicz nie zrobiła kariery jako grafik, nie jest ani Tomaszewskim ani Śliwką ani kim chcesz, jakoś nikt u niej nie zamawia ilustracji do swoich książek, plakatów ani niczego. W literaturze zaś... cóż, owszem, jest na liście bestsellerów ale nie jako świetna pisarka obok Tokarczuk czy Stasiuka, tylko jako autorka powieści dla młodzieży. I najnormalniej w świecie może ją trawić zawodowa zawiść.
                • miodowocytrynowa Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.08.16, 09:38
                  Nie trzeba robić kariery w swoim wyuczonym zawodzie, aby być spełnionym zawodowo i szczęśliwym. A MM skoro jest jedną z najpopularniejszych autorek książek dla młodzieży, jej książki sprzedają się na pniu ,ze nawet nie musi ich promować- zapewne jest spełniona zawodowa i jej praca przynosi jej niemałą satysfakcję także i finansową. Ja i mój mąż także nie pracujemy w swoich wyuczonych zawodach, a także oboje jesteśmy spełnieni i kochamy to co robimy. Znam osobę po ASP, która jest wybitnym realizatorem tv, uwielbia swoją pracę a po godzinach maluje sobie obrazki. I ie trawi jej zawodowa zawiść:))
                  Ksiązki Mm nie są od głoszenia etosu sztuki, ale niejednokrotnie MM pisała przychylnie o sztuce jako takiej. W OwR było sporo o operze, Aniela kochała teatr i została aktorką, a w samych Frywolitkach autorka zachwycała się wieloma sztukami w teatrze np " Zemstą" w Polskim, Joanną Szczepkowską etc etc.
                  Ty zas piszesz o MM w sposób bardzo kategoryczny jakbyś conajmniej była nią, albo ją świetnie znała. Rok temu załozyłaś wątek pt " MM nienawidzi teatru" teraz, że " nie znosi artystów".
                  Co do rozmów Telki- imho najnormalniejsze zawodowe rozmowy. Myślicie, że inne grupy zawodowe nie dyskutują o swoich klientach/ uczniach/ pacjentach itp? Mam w rodzinie nauczycielkę , która o swoim uczniu powiedziała " debil z roszczeniową mamusią", znajomy lekarz na imprezie o swojej pacjentce powiedział " nie robiła kretynka cytologii a potem rozpacz". Przecież takich rozmów jest mnóstwo w kazdym środowisku zawodowym.
                  • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.08.16, 10:50
                    Lekarz powiedzial "nie robila kretynka cytologii", a nie "co za kretynka, taka kase wywalila, zeby u mnie zasiegnac porady". Nauczycielka tez wyrazila sie o uczniu per "debil" nie dlatego, ze uczy sie akurat u niej.
                    To, co powiedziala MM ustami Tekli, bylo czyms zupelnie innym - dyskredytacja klienta, ze kupil i dobrze zaplacil za JEJ sztuke. I owszem, MM ma podstawy, by tak myslec o nabywcach jej wyrobow. Ale nie Tekla.
                    • kajaanna Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.08.16, 11:20
                      To co mówi Tekla jest bardzo podobne do stosunku Bernarda Ż. do przedsiębiorców, którzy z natury są oczywiście głupi, nieuczciwi i skąpi.
                      Dlatego Bernard Ż. (który jest mądry, uczciwy i szczodry) może z nich kpić, robić im zielone torty z robakami, bo to taka subtelna i inteligentna kpina z ich dorobkiewiczostwa.
                      • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.08.16, 12:03
                        kajaanna napisała:

                        > To co mówi Tekla jest bardzo podobne do stosunku Bernarda Ż. do przedsiębiorców
                        > , którzy z natury są oczywiście głupi, nieuczciwi i skąpi.
                        > Dlatego Bernard Ż. (który jest mądry, uczciwy i szczodry) może z nich kpić, rob
                        > ić im zielone torty z robakami, bo to taka subtelna i inteligentna kpina z ich
                        > dorobkiewiczostwa.

                        Nie porownywalabym... Bernard jest chalturszczykiem, ktory juz od dawna poszedl w komercje, on sprzedaje produkty wlasnie, a nie dziela. Plus Tekla nie twierdzi, ze jej klient jest nieuczciwy, bo bogaty, a skapy nie jest na pewno. A sugestia, ze glupi, bo zamowil duplikat i jeszcze zaoferowal podwojna cene - no coz, tworca uznalby, ze gosc zna sie na rzeczy, a skoro docenil, to glupi nie jest na pewno. I dla tego odbiorcy wypieszcza sie dzielo, nawet gdy to oznacza zarwana noc i prace przy piecu w upalny dzien.

                        Mnie sie slowa wlozone w usta Tekli kojarza z jedna ksiazka rozbita na dwie tylko
                        po to, by zgarnac dwa razy po 35 zeta zamiast raz (i nie byl to jeden taki myk). Takich klientow rzeczywiscie mozna uznac za frajerow, a kiedy sie jest producentka tego towaru, mozna to nawet otwarcie wyrazic
                          • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 02.09.16, 17:25
                            ciotka_scholastyka napisała:

                            > Dodajmy jednak, wyłącznie dla porządku, że nie całe 35 złotych wędruje tutaj do
                            > kieszeni chałturnika, inni biorący udział w procesie produkcji też chcą na tym
                            > zarobić :) Ale ad meritum oczywiście zgoda.

                            Wiem, zarabia wydawca, hurtownik, ksiegarz... ale kupujacemu i przeplacajacemu to ganc pomada :)
                            NB wydaje mi sie, glowy nie dam, ale chyba bylo na forum, ze MM badz jej wydawca nie zgadza sie na lokowanie jej/swoich ksiazek w taniej ksiazce - czyli klient placi pelna i wygorowana cene na zyczenie altorki/wydawcy. To ja wole isc gdzie indziej i nabyc pieknie ilustrowane, w sztywnej oprawie i starannie opracowane redaktorsko kazania sejmowe albo publicystyke sejmu czteroletniego, lub, jak ostatnio, komedie Perzynskiego plus drobiazg z dziejow Anglii plus tomik wierszy dla dzieci i jeszcze mi na ciastko zostalo.
                            • pi.asia Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 02.09.16, 17:34
                              tt-tka napisała:

                              To ja wole isc gdzie indziej i nabyc pieknie ilustrowane, w sztywnej oprawie i starannie opracowa
                              > ne redaktorsko kazania sejmowe albo publicystyke sejmu czteroletniego, lub, jak
                              > ostatnio, komedie Perzynskiego plus drobiazg z dziejow Anglii plus tomik wiers
                              > zy dla dzieci i jeszcze mi na ciastko zostalo.

                              No to się pochwalę, że kupiłam encyklopedyczny poradnik "Homeopatia" Larousse'a (!!!), na kredowym papierze, szyty, w sztywnej oprawie, bogato ilustrowany, 320 stron - za 22,50.
                  • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.08.16, 13:24
                    miodowacytryna, nie nie piszę w sposób kategoryczny tylko z mojego punktu widzenia, jak odbieram wypowiedzi MM włożone w usta bohaterów bądź uwagi odautorskie na temat sztuki i artystów. Nie znam MM, ale znam jej twórczość i poglądy reprezentowane w tejże twórczości. Oczywiście, że takich rozmów branżowych jest mnóstwo. Na bank powiem o widzu, że jest debilem, bo cały spektakl pisał esemesy albo jadł chipsy, ale nie dlatego, że kupił bilet na mój spektakl przecież. Z resztą tt-tka już Ci wyjaśniła różnicę pomiędzy "debil z roszczeniową mamusią" a "frajerem, który płaci tyle i tyle za ceramikę".
                    • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.08.16, 14:14
                      Moge dodatkowo wyjasnic, co mysle o znawstwie MM i na jakiej podstawie. Oto przyklad wielokrotnie przytaczany - cavatina Barbariny. Przez WAM napisana dla jego 12-letniej uczennicy. Wykonywana przez czwartoklasistki z podstawowej szkoly muzycznej. Jest p o p i s o w y m numerem 25-letniej studentki dyplomowego roku AM i altorka wpiera nam, ze Laura jest talentem wybitnym.
      • kkokos Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 27.08.16, 14:55
        tt-tka napisała:

        > Tak moglaby wyrazic sie wyrobnica
        > barachla, w pelni swiadoma, ze nabywcy jej produktow przeplacaja, i to slono.


        ale u pani mm artysta zawsze żyje z wyrabiania barachła - od pierwszych tomów żyje z chałtur, bo ze sztuki się nie da. począwszy od mamy żakowej, która zarabiała na wystawach sklepowych z okazji rewolucji październikowej (cóż za piękny zwyczaj, swoją drogą - zarzucony, ale ciekawe, czy wróci pod postacią obowiązkowych wystaw z okazji 10 kwietnia w oknach sklepów spożywczych czy ze śrubkami). potem bernard chałturzył tortami dla dorobkiewiczów - bo zmienił się ustrój, ale nie zasada: chętni do płacenia za pracę artysty są ci, którzy mają kasę, ale niekoniecznie klasę. ci, którzy mają klasę, kasy nie mają.
        • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 27.08.16, 15:59
          kkokos napisała:


          >
          > ale u pani mm artysta zawsze żyje z wyrabiania barachła - od pierwszych tomów ż
          > yje z chałtur,

          Sorry, chaltura to niekoniecznie barachlo. Mozna zrobic tandete, a mozna rzecz piekna/ladna/udana - mama Zakowa z hipciow-cukierniczek kupi Cesi kiecke i botki i co w tym zlego, ze na stolach pojawi sie niebanalna zastawa ? To nie jest barachlo, mimo ze chaltura, czyli zarobek poboczny/dodatkowy.

          > potem bernard chałturzył tortami dla dorobkiewiczów

          Bernard nie chalturzyl, Bernard z tego zrobil sobie zawod;

          bo zmienił się ustrój, al
          > e nie zasada: chętni do płacenia za pracę artysty są ci, którzy mają kasę, ale
          > niekoniecznie klasę. ci, którzy mają klasę, kasy nie mają.

          Nie zgodze sie, choc to temat na dluzsza dyskusje. Nabywcami prawdziwych dziel sztuki byli zwykle ci, ktorzy mieli i kase, i klase, bo po co komus bez klasy dzielo sztuki ?
          Nie wiem, czy ta mysl powyzej jest Twoja, czy przypisujesz ja MM ? Bo to bylby temat na jeszcze inna dyskusje :)
          • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 27.08.16, 16:30
            Uzupelniam, bo napisalam, ze Bernard nie chalturzyl, a wczesniej, ze stal sie chalturszczykiem - skrot myslowy. Chaltura potocznie nazywa sie dzialalnosc dodatkowa, ponadetatowa, powiedzmy, ale to nie implikuje byle jakiego wykonawstwa. Natomiast chalturszczyk, tez potocznie, to ktos, kto robi "duzo, byle jak i predko", stawiajac na nieznajomosc rzeczy u klienta/brak gustu klienta, zakladajac, ze wszystko da sie wcisnac. I z trakim zalozeniem oczywiscie swojego klienta nie szanuje sie, bo to ktos, kto "dal sie zrobic", kupil byle co, przeplacil. Tak rozumuje Bernard (i nie tylko on), ale nie Tekla. Ona swoje dzbany uwaza, sadzac z opisu slusznie, za warte zaplaconej ceny.
          • kkokos Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 10:27
            > Nie wiem, czy ta mysl powyzej jest Twoja, czy przypisujesz ja MM ?

            nie no, nie moja :)
            ale jak się tak bliżej przyjrzeć artystom w jeżycjadzie, to ogólnie, by przeżyć, muszą oni zgiąć kark. jak nie wystawy pierwszomajowe (a może to julia tak dorabiała, a nie mama żakowa? hm, nie pamiętam), to torty dla dorobkiewiczów, jak już się upierasz sprzedawać obrazy bez jeleni (od pewnego czasu zawsze gdy mowa o pejzażach, myślę o ojcu wallandera, który malował stale te same widoczki w dwóch wersjach - z głuszcem i bez głuszca; cudowny koncept!), to stoisz z nimi jak terpentula w przejściu podziemnym między "ruskim" z czajnikami a ślepcem z akordeonem. ciotka lila żyła z wynajmu pokoi.

            może to jest jakieś echo doświadczeń pani mm z asp - niemal każdy kończy je przekonany, że ma tyle do powiedzenia światu, że jest nowym michałem aniołem albo van goghiem, a przecież wybijali się nieliczni, dla większości za parę lat szczęściem było zamówienie z domu kultury albo od prywaciarza z wtryskarką, w dzisiejszych realiach - projekty ulotek, gazetki z hipermarketu itd. (tak wiem, że strasznie upraszczam). mama żakowa i terpentula to przykłady, że można nawet w takich sytuacjach zachować godność - może tekla to przykład na szarpanie się i poczucie niedocenienia, bo co innego dzban na zamówienie od bogatego kogoś nawet obdarzonego gustem, a co innego ceramiczna rzeźba kupiona przez MoMA?
            • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 10:57
              kkokos napisała:


              > ale jak się tak bliżej przyjrzeć artystom w jeżycjadzie, to ogólnie, by przeżyć
              > , muszą oni zgiąć kark (...)

              W jezycjadzie, to kluczowe :)
              znaczy MM tak to przedstawia, i to raczej w neo
              Imho ani Julia tych dekoracji nie traktuje jako zginania karku, zlecenie jak inne, ani Irenka Zakowa niczego nie zgina - pracuje w zawodzie w domu kultury, rzezbi kolejne Fryne (na zamowienie miasta, zdaje sie) i lepi ceramike uzytkowa bez zadnych ideolo podtekstow; ciocia Lila zyje z emerytury nauczycielskiej (wynajmem dorabia), a maluje dla przyjemnosci


              >
              > może to jest jakieś echo doświadczeń pani mm z asp - niemal każdy kończy je prz
              > ekonany, że ma tyle do powiedzenia światu, że jest nowym michałem aniołem albo
              > van goghiem, a przecież wybijali się nieliczni, dla większości za parę lat szcz
              > ęściem było zamówienie z domu kultury albo od prywaciarza z wtryskarką, w dzisi
              > ejszych realiach - projekty ulotek, gazetki z hipermarketu itd. (tak wiem, że s
              > trasznie upraszczam). mama żakowa i terpentula to przykłady, że można nawet w t
              > akich sytuacjach zachować godność - może tekla to przykład na szarpanie się i p
              > oczucie niedocenienia, bo co innego dzban na zamówienie od bogatego kogoś nawet
              > obdarzonego gustem, a co innego ceramiczna rzeźba kupiona przez MoMA?

              Pracy dla plastykow bylo duzo, choc nie wszyscy dorabiali sie glosnego nazwiska. Pomijam slynna szkole plakatu, w ogole wieka sztuke, ale wzornictwo przemyslowe, zestawy mebelkow czy komplety sniadaniowe dla dzieci, projekty etykietek (chocby na alkohol, wiesz, ile placil Monopol spirytusowy ?), ilustracje ksiazkowe, dekorowanie wystaw...bylo tego a bylo.

              Tekla wystawia swoje prace w galerii, nie musi szarpac sie i szukac klienta, tym zajmuje sie matka :) Z prosba o duplikat to klient ja znalazl. Na mnie Tekla robi wrazenie zmeczonej wscieklym upalem (przy piecu pracuje), rozdraznionej niemrawa siostra, ale akurat ze swej sztuki zadowolonej.

              Mozliwe, ze to wlasne MM doswiadczenia, w koncu grafikiem jest takim sobie mimo kierunkowego wyksztalcenia i ilustruje ksiazki wlasne i corki, innych chyba nie (nie wiem), w kazdym razie znana stala sie z racji pisania, a nie rysowania. "trawi mnie zawodowa zawisc" to jedno z moich ukochanych zdan w J, ale moze jest cos na rzeczy ?
              • kkokos Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 11:45
                >>>Imho ani Julia tych dekoracji nie traktuje jako zginania karku, zlecenie jak inne, ani Irenka Zakowa niczego nie zgina

                zgina, zgina, tylko gdyby w jakikolwiek sposób dała do zrozumienia, że ma taki stosunek do sprawy, książka nie przeszłaby przez cenzurę. po prostu żakowie są przedstawieni jako pogodzeni z otaczającą ich rzeczywistością - robią te wystawy, bo tak po prostu jest, w takiej rzeczywistości żyją. jak miliony polskich innych rodzin w tym czasie. ale to wciąż inteligencka rodzina z dziadkiem przedwojennym inżynierem, swoje myśli. skoro zostaliśmy zmuszeni do wyobrażenia sobie ignaca konspirującego tak ostro, że siedział w stanie wojennym dłużej niż rekordziści, to chętnie wyobrażę sobie mamę żakową z lulią radośnie zarabiające na innych niż pierwszomajowe plakatach w czasie karnawału solidarności :)

                >>>>>>>>>>>Pracy dla plastykow bylo duzo, choc nie wszyscy dorabiali sie glosnego nazwiska. Pomijam slynna szkole plakatu, w ogole wieka sztuke, ale wzornictwo przemyslowe, zestawy mebelkow czy komplety sniadaniowe dla dzieci, projekty etykietek (chocby na alkohol, wiesz, ile placil Monopol spirytusowy ?), ilustracje ksiazkowe, dekorowanie wystaw...bylo tego a bylo.

                oczywiście, że tak - ale czy naprawdę te etykiety robili ci najbardziej zdolni i z najlepszymi pomysłami czy ci, którzy mieli dojścia? czy powiązani z właściwymi ludźmi na właściwych stanowiskach, zasłużonych towarzyszy itd.? niby wtedy nie było nepotyzmu, wzajemnych przysług, układów? no plis. jedyna różnica to taka, że wtedy wielkie zakłady przemysłowe miały plastyków na etatach, a dziś wszyscy są na własnej działalności.

                >>>>>>>>Na mnie Tekla robi wrazenie zmeczonej wscieklym upalem (przy piecu pracuje), rozdraznionej niemrawa siostra, ale akurat ze swej sztuki zadowolonej.

                ja myślę, że prowadzone tu przez kogoś spekulacje o tekli skrzywdzonej przez mężczyznę i dlatego takiej kolczastej i nielubiącej świata, a potem przywracanej temu światu przez łagodne światło borejczej szlachetności w kolejnym tomie mogą się, niestety, sprawdzić.
                • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 12:19
                  kkokos napisała:


                  > zgina, zgina, tylko gdyby w jakikolwiek sposób dała do zrozumienia, że ma taki
                  > stosunek do sprawy, książka nie przeszłaby przez cenzurę.

                  Nie sadze. Julia mogla robic dekoracje z okazji dnia nauczyciela, zeby juz bylo zgodne w czasie (za gwiazdkowe nie zdazylaby jeszcze dostac pieniedzy). Sie autorce napisalo albo i skojarzylo, ona lub jej znajomi zapewne tez zarobkowali na okolicznosciowych dekoracjach. W Noelce rodzina Zakow jest radosna, ale niebogata, przystroj i prezenty sa raczej pomyslowe niz kosztowne, na festiwalu solidarnosci ani Irenka, ani Julia nie zarabiaja.


                  > oczywiście, że tak - ale czy naprawdę te etykiety robili ci najbardziej zdolni
                  > i z najlepszymi pomysłami czy ci, którzy mieli dojścia? czy powiązani z właściw
                  > ymi ludźmi na właściwych stanowiskach, zasłużonych towarzyszy itd.? niby wtedy
                  > nie było nepotyzmu, wzajemnych przysług, układów? no plis. jedyna różnica to ta
                  > ka, że wtedy wielkie zakłady przemysłowe miały plastyków na etatach, a dziś wsz
                  > yscy są na własnej działalności.
                  >

                  Oczywiscie, ze byly znajomosci, jak i nadal sa. Ale praca etatowa dla absolwenta ASP byla tez. Jeden projektowal etykietki, inny wystawy sklepowe, inny uczyl wychowania plastycznego, a co robil po godzinach (czesto za pieniadze wieksze niz etat) to byly zarobki ekstra. A jak komus nic nie pasowalo, to sie bral za pisanie tylko po to, by zilustrowac wlasna ksiazke z braku innych zlecen.

                  >
                  > ja myślę, że prowadzone tu przez kogoś spekulacje o tekli skrzywdzonej przez mę
                  > żczyznę i dlatego takiej kolczastej i nielubiącej świata, a potem przywracanej
                  > temu światu przez łagodne światło borejczej szlachetności w kolejnym tomie mogą
                  > się, niestety, sprawdzić.

                  Tez sie tego boje. Ale w tej konkretnej scenie w F Tekla jest ze swego dziela wyraznie zadowolona, a wscieka ja upal i siostra. Tez bym sie swoja droga wsciekla, gdybym ciezko pracowala, a taka niunia poleguje w cieniu na lezaczku i nawet rozbitego szkla nie zmiecie...
                  • pi.asia Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 15:11
                    tt-tka napisała:

                    >W Noelce rodzina Zakow jest radosna, ale niebogata, przystroj i prezenty sa raczej pomyslowe niz kosztowne.

                    Pozwolę sobie zaprotestować:

                    Pośrodku stała obfita, pękata i malownicza choinka trzymetrowa, ozdobiona chyba najpiękniej na świecie(...) Kolorowe wstęgi i słomkowe, długie bez końca, łańcuszki, oplatały drzewko poziomymi girlandami i festonami, na wstążeczkach kręciły się
                    powoli purpurowe jabłka, a z każdej niemal gałązki zwisały prześliczne figurki z piernika, lalki i
                    zwierzątka, gwiazdki i serduszka, pomalowane kolorowymi lukrami.
                    Wielka, wspaniała gwiazda ze słomy wieńczyła szczyt drzewka, a gęsto po nim rozwieszone
                    złote i srebrne dzwoneczki wydawały nieustanne, melodyjne dzwonienie. W kulkach złotych
                    bombek przeglądały się, dwoiły i troiły płomyki świec.
                    Pod choinką stała szopka, wykonana w całości z piernika, i to tak misternie, że figurki
                    przypominały prawdziwe rzeźby. (...) Na starej dębowej skrzyni piętrzyły się
                    piękne rzeźby z ciast: pierniki, sękacze, makowce i czekoladowe piętrowe torty cudownej urody; owoce, ułożone na paterach w wyszukane martwe natury lśniły czystymi żywymi barwami. I wszędzie, wszędzie paliły się świece - na parapetach, w wazonach, na tacach, meblach, regałach z książkami i nawet na ramach obrazów - dziesiątki świec, cienkich lub grubych, skupionych w wiązki lub pojedynczych. Paliły się też wszystkie możliwe lampy w pokoju, więc panowała wielka jasność, wesoły, przyjazny blask i migotanie.


                    Pomijając słomkowe ozdoby, które mogły być zrobione własnoręcznie, nie jest to opis wigilii u niebogatej rodziny. Trzymetrowa choinka kosztuje dość sporo. Kilkadziesiąt świec różnej grubości też nie kosztuje grosze. No, a te ciasta spiętrzone na dębowej skrzyni - co najmniej osiem, a może i dwanaście - w tym drogie torty i sękacze, plus owoce na paterach (oczami wyobraźni widzę jabłka, mandarynki, banany i winogrona w dwóch kolorach) - to już jest kwota niebagatelna.
                    Prezenty nie były kosztowne nie z powodu ubóstwa rodziny, lecz raczej z racji doskonałych relacji w rodzinie, gdzie każdy wiedział, co komuś sprawi największą radość - te słoiczki domowych konfitur czy piękne kredki były prezentem trafionym dokładnie w oczekiwania.
                    • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 15:30
                      pi.asia napisała:

                      > >W Noelce rodzina Zakow jest radosna, ale niebogata, przystroj i prezenty
                      > sa raczej pomyslowe niz kosztowne.

                      > Pozwolę sobie zaprotestować:

                      > Pomijając słomkowe ozdoby, które mogły być zrobione własnoręcznie, nie jest to
                      > opis wigilii u niebogatej rodziny. Trzymetrowa choinka kosztuje dość sporo. Kil
                      > kadziesiąt świec różnej grubości też nie kosztuje grosze. No, a te ciasta - co najmniej osiem, a może i dwanaście - w tym drogie
                      > torty i sękacze, plus owoce na paterach (oczami wyobraźni widzę jabłka, mandar
                      > ynki, banany i winogrona w dwóch kolorach) - to już jest kwota niebagatelna.
                      > Prezenty nie były kosztowne nie z powodu ubóstwa rodziny, lecz raczej z racji d
                      > oskonałych relacji w rodzinie, gdzie każdy wiedział, co komuś sprawi największą
                      > radość - te słoiczki domowych konfitur czy piękne kredki były prezentem trafio
                      > nym dokładnie w oczekiwania.

                      Mieli skromne oczekiwania ? A tak serio, to jest kilka rodzin - oboje Zaczkowie, Wiesia, Hajduki, Kolodzieje plus Rosjanka i Amerykanin. OK, obcokrajowcy mogli byc goscmi i nie partycypowac w kosztach, ale te ciasta, owoce, swiece finansuje siedem osob. W tym Hajduk, juz po zagranicznym stypendium i Toleczkowie po saksach. Nic nie wskazuje, ze Irence i Julii zmiana ustroju przyczynila wiecej i lepiej platnych a moralnie obojetnych zlecen, a do tego sie odnosilam :)
                • 3piota Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 12:59
                  kkokos napisała:
                  > oczywiście, że tak - ale czy naprawdę te etykiety robili ci najbardziej zdolni
                  > i z najlepszymi pomysłami czy ci, którzy mieli dojścia? czy powiązani z właściw
                  > ymi ludźmi na właściwych stanowiskach, zasłużonych towarzyszy itd.? niby wtedy
                  > nie było nepotyzmu, wzajemnych przysług, układów? no plis. jedyna różnica to ta
                  > ka, że wtedy wielkie zakłady przemysłowe miały plastyków na etatach, a dziś wsz
                  > yscy są na własnej działalności.

                  Właśnie tak wtedy było. Te etykiety robili ci najbardziej zdolni i z najlepszymi pomysłami.
                  A ci niezdolni, ale za to z powiązaniami i układami siedzieli na jakichś pierdzietatkach specjalnie dla nich stworzonych typu "zastępca kierownika biura szefa produkcji" i nie robili praktycznie nic oprócz pobierania pensji. I wszyscy wiedzieli skąd oni tam i po co, i wk... na ich widok dostawali, a z drugiej strony cieszyli się ten jeden z drugim jednak nic nie robił bo przynajmniej niczego nie spieprzył.
                  • zla.m Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 13:12
                    3piota napisał(a):

                    > A ci niezdolni, ale za to z powiązaniami i układami siedzieli na jakichś pierdz
                    > ietatkach specjalnie dla nich stworzonych typu "zastępca kierownika biura szefa
                    > produkcji" i nie robili praktycznie nic

                    Zastępca pionka do spraw nieważnych. To moje wymarzone stanowisko ;-)
                    • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 13:24
                      Swego czasu zajmowalam sie oswiata zdrowotna i plakatow ostrzegajacych przed chorobami W, antyalkoholowych, zachecajacych do mycia rak i zebow itp obejrzalam wiecej niz ustawa przewiduje. I, dziewczyny, to byly cuda, trafialy sie takie pereleczki (pomysl, wykonanie), ze do dzis niektore mam na scianie albo w zbiorach. Zaden z tworcow nie zdobyl slawy Mlodozenca (szczerze mowiac nie pamietam ani jednego nazwiska), sluzba zdrowia tez placila gorzej niz film na przyklad, ale to byl i konkretny zarobek, i satysfakcja tworcza, i nawet poczucie misji spolecznej mozna bylo zadowolic :)
                      • 3piota Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 14:24
                        tt-tka napisała:
                        > Swego czasu zajmowalam sie oswiata zdrowotna i plakatow ostrzegajacych przed
                        > chorobami W, antyalkoholowych, zachecajacych do mycia rak i zebow itp obejrzalam
                        > wiecej niz ustawa przewiduje. I, dziewczyny, to byly cuda, trafialy sie takie pereleczki
                        > (pomysl, wykonanie), ze do dzis niektore mam na scianie albo w zbiorach.

                        W pamięci mam takie dwa. Jeden - w przychodni - głosił, że "Hałas niszczy zdrowie!". Chciałam go nawet podprowadzić i przybić ówczesnym sąsiadom na drzwiach ale odwagi mi brakło. Był na tym plakacie otóż fragment parkietu, a na nim końskie kopyta w fazie ostrego przytupu.
                        Natomiast drugi wisiał w aptece i proponował "Zgłoś się do poradni W!"
                        Na pierwszym planie dwa błyszczące nagie miecze, a w głębi jeden wyszczerbiony, przerdzewiały...
                        I jeden z błyszczących mówił do drugiego błyszczącego o tym biednym trzecim:
                        - Mieczem wojował, a od pochwy zginął.

                        Jeżeli masz w zbiorach te plakaty to nie bądź taka! Zeskanuj i wrzuć!!!!
                        • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 14:45
                          3piota napisał(a):

                          > W pamięci mam takie dwa. Jeden - w przychodni - głosił, że "Hałas niszczy zdrow
                          > ie!". Chciałam go nawet podprowadzić i przybić ówczesnym sąsiadom na drzwiach a
                          > le odwagi mi brakło. Był na tym plakacie otóż fragment parkietu, a na nim końs
                          > kie kopyta w fazie ostrego przytupu.
                          > Natomiast drugi wisiał w aptece i proponował "Zgłoś się do poradni W!"
                          > Na pierwszym planie dwa błyszczące nagie miecze, a w głębi jeden wyszczerbiony,
                          > przerdzewiały...
                          > I jeden z błyszczących mówił do drugiego błyszczącego o tym biednym trzecim:
                          > - Mieczem wojował, a od pochwy zginął.

                          No, nie cudne ? Mieli tworcy fantazje i mieli okazje dac jej folge :)


                          >
                          > Jeżeli masz w zbiorach te plakaty to nie bądź taka! Zeskanuj i wrzuć!!!!

                          Nie mam skanera... ale poszukam w sieci, cos powinno byc. Z niektorych takze duzo pozniej robiono kalendarze - sama mialam taki na 2003 rok ze sztandarowymi plakatami socrealizmu - w maju oczywiscie zasiewy (amerykanskie), na zoranym polu rosna bomby, a to byl rok inwazji USA na Irak. Niestety jakas fuja podprowadzila mi egzemplarz
            • zla.m Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 28.08.16, 13:10
              Generalnie to jest los każdego artysty, nawet Michał Anioł wcale nie miał ochoty rzeźbić nagrobka papieża, ale mus to mus :) A w tej scenie zadziwia, że Tekla tak nisko poważa swoją własną twórczość. W końcu gość, który specjalnie do niej dzwoni, żeby mieć koniecznie jej dzban (do kompletu z takim z galerii, nie z "jarmarku tandety") raczej w jej odczuciu powinien się świetnie na sztuce znać. No, chyba że ona uważa, że gość płaci za glinę z farbą i godzinę robocizny, ale to jest właśnie podejście filistra. Mało prawdopodobne psychologicznie, musiałaby mieć naprawdę głęboką depresję, żeby tak nisko cenić coś, co jest - z założenia - bardzo ważną częścią jej życia czy nawet jej samej.
              • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 03.09.16, 10:49
                Julia chałturzyła robiąc dekoracje z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej. Chałtura jak chałtura i nic nie mówiła na temat zleceniodawcy, że głupi czy że frajer. Mama Żakowa chałturzyła prowadząc zajęcia dla dzieci (tak, to też rodzaj chałtury), ale że to lubiła to jej nie bolało, chałturzyła też ceramicznymi hipciami, ale zlecenia typu rzeźby parkowe też dostawała, więc wszystko grało. Wychowałam się w rodzinie plastyków i ich wspomnienia pokrywają się z rzeczywistością artysty opisaną w SK. Natomiast późniejsze tomy z lekka się rozjeżdżają. Prawdą jest, że czasem ma się zlecenie na czarno, ale na pewno nie jest to obsługa całego wielkiego balu (vide Bernard i bal dla nuworyszy), coś takiego jest spisane, wypłacona zaliczka i to są dość spore kwoty, niemożliwe, żeby było to bez umowy, bo też i zleceniodawca musi się z tego rozliczyć. Chyba, że robiłby prywatny bal, ale... zdarzało mi się grać spektakle na prywatnych przyjęciach. Część była opłacana na czarno, a część jednak po wystawieniu rachunku i z zachowaniem wszelkich formalności. Natomiast dziwnym jest, że żaden z plastyków opisanych przez MM nigdy nie miał żadnej wystawy. Ani indywidualnej ani nie wziął udziału w zbiorowej. Nikt z nich nie wysłał prac na żaden konkurs i generalnie ich życie bardziej wygląda jak życie artystki-amatorki, ciotki Lili niż życie człowieka, który zarabia na chleb sztuką bądź chałturami związanymi z zawodem. No i mała dygresja: krawcowa operowa bardzo wiarygodnie opisana, takie właśnie są dziewczyny i kobiety z pracowni teatralnych.
                • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 03.09.16, 16:20
                  Poza wszystkim Julia w SK to jeszcze zadna artystka dyplomowana, tylko studentka pierwszego, gora drugiego roku ASP i te dekoracje to najprawdopodobniej byly zwykle wcierki - robota lzejsza, a nie gorzej platna niz mycie okien w duzym biurowcu, czyli typowa chaltura studenterii :)
                  Za to niezmiennie zachwyca mnie scena po jej powrocie - sobie kupila bajerancki plaszcz, siostrze kosmetyki dobrej marki i reakcja rodziny "Julia, zwariowalas, najdrozsze kosmetyki dla 16-latki ! - a niech sie maluje, do szkoly juz dzis nie idzie". Co za kontrast z inna rodzina...
                  • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 03.09.16, 22:47
                    z tego co wiem od rodziny to tego typu dekoracje to mogła być całkiem przyzwoita papieroplastyka. Tak, rodzina Żaków miała wdzięk i dystans, którego na Roosevelta brakuje. Ach! No i skoro Milicja jest wybitnym dramaturgiem to dlaczego nie mówi się, że korekty, które czyni, są chałturą?...
                    • piotr7777 Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 04.09.16, 08:04
                      > z tego co wiem od rodziny to tego typu dekoracje to mogła być całkiem przyzwoit
                      > a papieroplastyka. Tak, rodzina Żaków miała wdzięk i dystans, którego na Roosev
                      > elta brakuje. Ach! No i skoro Milicja jest wybitnym dramaturgiem to dlaczego ni
                      > e mówi się, że korekty, które czyni, są chałturą?...

                      Może dlatego, że te korekty to tak naprawdę kamuflaż uzasadniający, dlaczego starsza pani bezustannie wystukuje coś na laptopie.
                      Ponadto chałtura to określenie ubocznej, dobrze płatnej acz mało wartościowej artystycznie pracy wykonywanej przez profesjonalistę (zdaje się to taka zbitka wyrazów "chała" i "kultura").
                      Mila jest dramaturgiem, ale rodzina o tym nie wie, dla niej jest emerytką dorywczo zajmującą się korektą a wcześniej szyciem swetrów. Więc nikt z rodziny nie powie, że "chałturzy" (bo do niej to się nie odnosi). Ewentualnie gdyby - oprócz tworzenia wybitnych dramatów - zajmowała się okazyjnie korektami to najwyżej ona sama by tak pomyślała, ewentualnie napisałby tak narrator.
                      • marutax Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 04.09.16, 08:28
                        piotr7777 napisał:

                        > Ponadto chałtura to określenie ubocznej, dobrze płatnej acz mało wartościowej a
                        > rtystycznie pracy wykonywanej przez profesjonalistę (zdaje się to taka zbitka w
                        > yrazów "chała" i "kultura").
                        > Mila jest dramaturgiem, ale rodzina o tym nie wie, dla niej jest emerytką doryw
                        > czo zajmującą się korektą a wcześniej szyciem swetrów. Więc nikt z rodziny nie
                        > powie, że "chałturzy" (bo do niej to się nie odnosi). Ewentualnie gdyby - opróc
                        > z tworzenia wybitnych dramatów - zajmowała się okazyjnie korektami to najwyżej
                        > ona sama by tak pomyślała, ewentualnie napisałby tak narrator.
                        >
                        Chyba nawet wtedy nie. Korekty to po prostu inna, dodatkowa praca, którą Mila może wykonywać mistrzowsko. Chałturą byłoby gdyby Mila-dramaturg dorabiała sobie pisząc sztampowe scenariusze akademii szkolnej. Albo - choć to już mniej jednoznaczne - gdyby jako szanowana korektorka dobrych wydawnictw i pism literackich robiła "na boku" korekty artykułów do "Faktu".
                        • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 04.09.16, 18:32
                          no w zasadzie macie rację, ale w dzisiejszych czasach pojęcie chałtury trochę się rozszerzyło. Ja osobiście chałturą nazywam i epizod w serialu i prowadzenie zajęć z dziećmi, a już jak gram dla dzieci objazdowe spektakle albo prowadzę warsztaty aktorskie albo nawet coś reklamuję to już jednak nazywam pracą. Różnica jest taka, że pracą nazwę to, co mi przynosi i pieniądze i zadowolenie, a chałturą coś, co przynosi mi tylko pieniądze i zero satysfakcji zawodowej. Zatem jednak te korekty podpięłabym pod chałturę.
                            • marutax Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 04.09.16, 19:43
                              tt-tka napisała:

                              > Ja praca nazywam zajecie zasadnicze (etat lub zabierajace najwiecej czasu), cha
                              > ltura wszystkie poboczne typu zlecenia. Nawet jesli sa jak najbardziej z branzy
                              > , satysfakcjonujace itd. Tak sie u nas przyjelo.

                              Ale w przypadku pisarzy i ogólnie artystów, którzy nie mogą utrzymać się wyłącznie ze swojej sztuki, taka definicja rzadko się sprawdza. Wychodziłoby, że dla każdego pracującego w konkretnym zawodzie twórcy pisanie było/jest chałturą. Dlatego uważam, że Mila mogła robić korekty i tworzyć dramaty - i żadne z tych zajęć chałturą nie było.

                              (co nie znaczy, ze wierzę w Kala Amburkę ;-)
                              • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 04.09.16, 19:58
                                marutax napisał(a):

                                uważam, że Mila mogła robić korekty i tworzyć dramaty - i żadne z tych za
                                > jęć chałturą nie było.
                                >
                                > (co nie znaczy, ze wierzę w Kala Amburkę ;-)

                                Abstrahujac od tego, co jest lub nie jest chaltura - czy ona to robila jednoczesnie ? Mamy odautorskie zapewnienie w ktoryms z wczesnych tomow neo, ze wobec padniecia spoldzielni Swit Milicja wziela sie za korekty w wydawnictwie A5. Bylo to zarobkowanie takie jak wczesniej dziewiarstwo. Przy czym, o ile przypominam sobie, co wowczas wydawalo A5, byla to dosc techniczna (wylapywanie literowek itp) robota.
                                O wybitnej korektorce, ze znajomoscia jezykow, filozofii, ekonomii i co tam jeszcze,
                                ktora "zwiazala sie z kilkoma wydawnictwami i wyrobila sobie stala klientele" bredzi sie tylko w Kalamburce (ktora programowo neguje, ale to na marginesie).
                                Imo taka praca wymaga czasu, uwagi i spokoju. Robienie jej w tym koszmarnym domu wydaje mi sie malo prawdopodobne, a laczenie z tworczoscia wlasna - jeszcze mniej. Wydaje mi sie, ze po pierwszym, moze drugim sukcesie autorskim Melania zarzucila robienie korekt i tylko mydli oczy rodzinie, zeby usprawiedliwic siedzenie przy laptopie.
            • lord_vmordevol Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 23.09.16, 12:20
              kkokos napisała:

              > ale jak się tak bliżej przyjrzeć artystom w jeżycjadzie, to ogólnie, by przeżyć
              > , muszą oni zgiąć kark. jak nie wystawy pierwszomajowe (a może to julia tak dor

              Każdy artysta musi zgiąć kark, żeby przeżyć. Artyści, którym to nie wychodzi i awanturują się z klientem, że nie zrobią różowego tła na reklamie, bo im godność artysty nie pozwala i ma być zielonosraczkowate, żeby oddawać głębię ducha twórcy, nie dostają kolejnych zleceń.
              • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 10:43
                to niezupełnie tak działa. Bo, szczęśliwie, czasy się zmieniają. Po pierwsze upór klienta w sprawie kolorów dotyczy tylko w kwestiach kolorów brandowych. Inaczej nie ma sensu, bo po co zatrudniał fachowca skoro uważa, że lepiej się na tym zna. Oraz zauważyłam w ostatnich latach, że zlecenia dalsze mają raczej ludzie, którzy właśnie sami siebie szanują i swoją pracę i nie idą na każdy pomysł klienta. Owszem, czasem się zdarzają jeszcze klienci, którzy "wiedzą lepiej", ale na ogół idzie wtedy fama w środowisko i nikt już dla niego nie chce nic zrobić. Co ciekawe, takimi klientami są na ogół ludzie, którzy sądzą, że opracowanie logotypu to koszt zaledwie 100 złotych. Natomiast zęby trzeba zaciskać i się starać, żeby znajdować fuchy i nie wypadać z rynku, ale nie wolno iść na kombinacje, że zgodzi się człowiek i na parszywe warunki finansowe i dziwaczne pomysły klienta, bo raz, że się w ten sposób psuje rynek, a dwa, że właśnie ktoś kto się zgadza na takie rzeczy, nie dostaje potem zleceń.
              • pi.asia Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 12:48
                lord_vmordevol napisała:


                >
                > Każdy artysta musi zgiąć kark, żeby przeżyć. Artyści, którym to nie wychodzi i
                > awanturują się z klientem, że nie zrobią różowego tła na reklamie, bo im godnoś
                > ć artysty nie pozwala i ma być zielonosraczkowate, żeby oddawać głębię ducha tw
                > órcy, nie dostają kolejnych zleceń.

                Zaraz, zaraz. To nie do końca tak. Artysta to ktoś, kto ma własne wizje, własny gust, własny styl i w tym stylu tworzy swoje dzieła, które jednym się podobają, a innym nie. W momencie, gdy robi coś na zamówienie, może klienta do czegoś przekonać albo czegoś odmówić ale i tak on decyduje. W końcu klient zwrócił się właśnie do niego, znając inne jego prace, wie, czego się może spodziewać i to akceptuje.
                Natomiast do wymagań klienta musi się dostosować np. projektant w firmie reklamowej. Ale on też może, a nawet powinien, delikatnie zasugerować, że na reklamie przydrożnej nie umieszcza się wszystkich informacji o firmie, bo i tak nikt tego nie przeczyta, albo że żółte litery na pomarańczowym tle będą słabo czytelne, albo żeby logo zrobić większe albo tysiąc innych rzeczy. Następnie robi 2-4 projekty i przedstawia klientowi, a ten wybiera to, co mu pasuje. O żadnym zginaniu karku nie ma mowy.
                Chyba że jest to artysta w Korei Północnej, który ma do wyboru - albo malować bałwochwalcze portrety Wielkiego Wodza, albo umrzeć z głodu.
                • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 13:15
                  Wiesz, jak sie jest Beksinskim, to mozna miec wlasne wizje. Beksinskiego bylo stac na to. Artysta z polki ponizej Beksinskiego bedzie malowac to, na co znajdzie nabywce. Chyba ze woli (i ma mozliwosc) zyc na koszt rodziny albo szlachetnie przymierac glodem i dawac sie wyrzucac z kolejnego lokum z zaleglym czynszem.
                  Znarzaja sie oczywiscie tworcy, gotowi zarobkowac byle czym, byle moc realizowac wlasne artystyczne wizje, ale to zdecydowana mniejszosc.
                  • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 14:20
                    tt-tko, Beksiński to zarabiał akurat spore pieniądze i w ogóle nie musiał chałturzyć. Mógł po prostu sobie malować. Natomiast to wcale nie jest albo-albo: albo zgadzasz się na gust klienta albo przymierasz głodem. Są różne stawki, za różne projekty, poniżej pewnych kwot się nie schodzi i na pewne rzeczy się człowiek nie godzi. Miałam w swoim życiu krótki epizod w dziale kreacji w agencji reklamowej, wprowadzaliśmy pewien napój na rynek i klient upierał się, że chce, żeby napój kojarzył się nabywcom z seksem i że jego zdaniem najfajniej będzie jak się na logotypie umieści te takie stópki sugerujące bzykanko. Awanturowaliśmy się z klientem strasznie i wygraliśmy tę bitwę. I dostawaliśmy dalsze zlecenia od klienta. Już w swoim zawodzie wyuczonym przyjęłam jedną chałturę, którą staram się wymazać z pamięci, ale też inaczej cała akcja miała wyglądać. Efekt jest taki, że nawet nie jestem ciekawa, co ma mi do zaproponowania agent, pośredniczący podczas tamtej akcji. Nie przyjęłabym też prowadzenia koncertu disco-polo (o śpiewaniu nań już nie wspominając) ani roli w spocie reklamującym partię polityczną ani w reklamie środka na problemy gastryczne i parę innych. A jednak mam co jeść i nie pasożytuję! Owszem, są chwile kiedy jedziemy na gołej pensji partnera, ale potem na ogół wpada mi zlecenie, które mnie nie boli, nie podchodzę do niego jak do chałtury a już na pewno nie muszę zginać karku. I zarabiam na takim zleceniu na ładnych parę miesięcy życia. Przyznaję, że nie zawsze tak było, ale biedowałam głównie wtedy kiedy zgadzałam się na chowanie dumy w kieszeń i zginanie karku.
                    • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 14:35
                      zuzudanslemetro napisała:

                      > tt-tko, Beksiński to zarabiał akurat spore pieniądze i w ogóle nie musiał chałt
                      > urzyć. Mógł po prostu sobie malować.

                      A ja napisalam cos innego ? Zdawalo mi sie, ze wlasnie to.

                      Natomiast to wcale nie jest albo-albo: alb
                      > o zgadzasz się na gust klienta albo przymierasz głodem. Są różne stawki, za róż
                      > ne projekty, poniżej pewnych kwot się nie schodzi i na pewne rzeczy się człowie
                      > k nie godzi.

                      Oczywiscie. Ale na pewne godzi sie jednak. Np. urzadzenie balu ohydnym nuworyszom, nawet jesli bal jest calkiem wg jego wizji i za godziwe pieniadze :)

                        • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 15:44
                          Ale poszedl w komercje zamiast tworzyc Sztuke - jest to ugiecie karku czy nie ? Bo od tego, mam wrazenie, zaczela sie ta odnoga dyskusji :)

                          Wiem, ze chaltura moze dac i grosz, i (poniekad zwiazane z nim) mile poczucie swobody, i rowniez/nawet satysfakcje tworcza. Ale dawniej tez tak bylo.
                          • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 15:52
                            ale zdaje się, że to, że poszedł w komercję było nie komentarzem odautorskim tylko gorzką refleksją emo-Kozia? Pewnie, że zawsze tak było, poza latami 2000-niedawno, kiedy faktycznie klienci myśleli, że znają się najlepiej a jak artysta nie chce ugiąć karku to oni mają szwagra, co to ma komputer i majstruje w fotoszopie. Wiszą jeszcze gdzieniegdzie takie koszmarki made by szwagier.
                • lord_vmordevol Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.09.16, 08:57
                  pi.asia napisała:

                  > lord_vmordevol napisała:
                  > > Każdy artysta musi zgiąć kark, żeby przeżyć. Artyści, którym to nie wycho
                  > dzi i
                  > > awanturują się z klientem, że nie zrobią różowego tła na reklamie, bo im
                  > godnoś
                  > > ć artysty nie pozwala i ma być zielonosraczkowate, żeby oddawać głębię du
                  > cha tw
                  > > órcy, nie dostają kolejnych zleceń.
                  >
                  > Zaraz, zaraz. To nie do końca tak. Artysta to ktoś, kto ma własne wizje, własny
                  > gust, własny styl i w tym stylu tworzy swoje dzieła, które jednym się podobają
                  > , a innym nie. W momencie, gdy robi coś na zamówienie, może klienta do czegoś p
                  > rzekonać albo czegoś odmówić ale i tak on decyduje. W końcu klient zwrócił się
                  > właśnie do niego, znając inne jego prace, wie, czego się może spodziewać i to a
                  > kceptuje.

                  No nie. Decyduje jednak klient, bo płaci. Artysta oczywiście może klientowi proponować takie czy inne rozwiązanie (za to też bierze pieniądze), a w ostateczności rozwiązać umowę - jeżeli umowa daje mu taką możliwość, zwłaszcza finansową. Klient z drugiej strony oczywiście wie, jakiego artystę najmuje i czego się po nim spodziewać, stąd też na przykład komiks Minkiewiczów w folderze Wratislavii Cantans zawierał słowo "ch*j". Więc wszystko w granicach rozsądku. Ale podrzędna pacykarka-webmasterka po ASP, jakich są dziesiątki, to nie jest mocna pozycja przetargowa w dyskusjach z kimś, kto chce koniecznie na swojej stronie za tysiąc czy półtora mieć obrazek jelenia na rykowisku.
                  • pi.asia Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.09.16, 10:00
                    lord_vmordevol napisała:


                    > No nie. Decyduje jednak klient, bo płaci. Artysta oczywiście może klientowi pro
                    > ponować takie czy inne rozwiązanie (za to też bierze pieniądze), a w ostateczno
                    > ści rozwiązać umowę - jeżeli umowa daje mu taką możliwość, zwłaszcza finansową.
                    > Klient z drugiej strony oczywiście wie, jakiego artystę najmuje i czego się po
                    > nim spodziewać. Więc wszystko w granicach rozsądku.

                    Oczywiście, o tym właśnie pisałam.

                    > Ale podrzędna pacykarka-webmasterka po ASP, jakich są dziesiątki, to nie jest mocna pozyc
                    > ja przetargowa w dyskusjach z kimś, kto chce koniecznie na swojej stronie za ty
                    > siąc czy półtora mieć obrazek jelenia na rykowisku.

                    Tyz prowda. Tyle że piszemy o artystach, a nie podrzędnych pacykarkach, jakich są dziesiątki. Taka ugiąć się musi, a artysta nie.
                    • tt-tka Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.09.16, 10:23
                      pi.asia napisała:

                      piszemy o artystach, a nie podrzędnych pacykarkach, jakich
                      > są dziesiątki. Taka ugiąć się musi, a artysta nie.

                      Artysta tez czasem musi - przywolany juz w watku Michal Aniol bral zlecenia, ktorych robic nie chcial. No, jedno przynajmniej :)
                      Byc moze ten grobowiec papieza mogl zrobic po swojemu i w wykonawstwo nikt mu sie nie wtracal, ale wykonac musial. Byc moze to bylo warunkiem sqn otrzymywania innych zlecen, samej mozliwosci pracy ?
                      • lord_vmordevol Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.09.16, 10:37
                        tt-tka napisała:

                        > pi.asia napisała:
                        >
                        > piszemy o artystach, a nie podrzędnych pacykarkach, jakich
                        > > są dziesiątki. Taka ugiąć się musi, a artysta nie.
                        >
                        > Artysta tez czasem musi - przywolany juz w watku Michal Aniol bral zlecenia, kt
                        > orych robic nie chcial. No, jedno przynajmniej :)
                        > Byc moze ten grobowiec papieza mogl zrobic po swojemu i w wykonawstwo nikt mu s
                        > ie nie wtracal, ale wykonac musial. Byc moze to bylo warunkiem sqn otrzymywania
                        > innych zlecen, samej mozliwosci pracy ?

                        W sumie to całkiem możliwe. Nawet Michał Anioł musiał z czegoś mieć na rachunki. Czyli zleceń potrzebował. Z drugiej strony, będąc Michałem Aniołem, był pewnie dość drogi. Co, z trzeciej strony, dawało mu wpływy duże, ale rzadsze niż gdyby robił tanią masówkę, na którą stać wszystkich w Rzymie. Więc z wybrzydzaniem wcale nie musiało być tak prosto (trochę jak przypadek królowej żebraków z Pratchetta, żebrzącej o 10000AM$ na utrzymanie dworu). A z czwartej strony jak ktoś ma ambicję, żeby mieć grobowiec zrobiony przez Michała Anioła i równocześnie pozaekonomiczną możliwość bezkarnego narobienia mu w razie czego ciężkich kłopotów, to jest to jeszcze inna sytuacja.
                    • lord_vmordevol Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 26.09.16, 10:30
                      pi.asia napisała:

                      > > Ale podrzędna pacykarka-webmasterka po ASP, jakich są dziesiątki, to nie
                      > jest mocna pozyc
                      > > ja przetargowa w dyskusjach z kimś, kto chce koniecznie na swojej stronie
                      > za ty
                      > > siąc czy półtora mieć obrazek jelenia na rykowisku.
                      >
                      > Tyz prowda. Tyle że piszemy o artystach, a nie podrzędnych pacykarkach, jakich
                      > są dziesiątki. Taka ugiąć się musi, a artysta nie.

                      A tu już wchodzimy w zakres definiowania, kto to jest artysta, a kto nie :-) Formalnie rzecz biorąc koleś od photoshopa i robienia stron wykonuje zawód artysty. Podobnie jak przykładowy Beksiński. Oczywiście jest to również zawód rzemieślniczy. No ale każdy artysta musi mieć też umiejętności rzemieślnicze, bo słabo widzę artystę-teoretyka, który pokazuje tylko palcem co i gdzie namalować, żeby było pięknie i wzruszająco.
                      Myślę, że trzeba rozróżniać kontekst: jeżeli mówimy o usługach i pieniądzach, to każdy, kto machnie zdjęcie w Photoshopie, stronkę, czy portret na ulicy za 25 złotych wykonuje pracę artysty. Zresztą jak gra Hendrixa w przejściu podziemnym, to też. A jeżeli mówimy o odczuciach estetycznych, no to już nie ma tak łatwo i krąg artystów się zawęża do tylko tych, którzy robią jakieś wrażenie, a najlepiej żeby było przyjemne ;-) Aha, no i robią to wrażenie intencjonalnie, jak Gaillard, a nie przypadkiem, jak jakiś Gracjan.
              • marutax Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 25.09.16, 14:02
                lord_vmordevol napisała:

                > Każdy artysta musi zgiąć kark, żeby przeżyć. Artyści, którym to nie wychodzi i
                > awanturują się z klientem, że nie zrobią różowego tła na reklamie, bo im godnoś
                > ć artysty nie pozwala i ma być zielonosraczkowate, żeby oddawać głębię ducha tw
                > órcy, nie dostają kolejnych zleceń.

                Tyle że artysta, który zgadza się na głupie pomysły klienta i robi kompletnie nie pasujące do projektu różowe tło, też nie dostanie kolejnych zleceń. Po prostu dlatego, że jeśli to pierwsze wyjdzie fatalnie, to nikt nie będzie pytał, czy to z winy wtrącającego się klienta. Winny będzie artysta i na jego reputacji to zaważy. Dlatego czasem artysta lepiej wyjdzie na awanturze niż na zgodzie.

    • marutax Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 23.08.16, 20:22
      Teklę i jej słowa trudno ocenić na podstawie "Feblika". W książkach MM sztuka zazwyczaj jest wyrazem charakteru człowieka - to widać przy ciotce Lili, Teprentuli, Bernardzie, także Agnieszce. Nawet przy Mili we wcieleniu geniusza. W przypadku Tekli natomiast pojawia się dysonans: kobieta tworzy piękne przedmioty, ale zachowuje się jak gruboskórne, tępe i prymitywne babsko.
      Dlaczego uważam, że nie można oceniać jej na podstawie "Feblika"? Ponieważ Autorka oświadczyła, że Tekla i jej matka w kolejnych tomach będą REHABILITOWANE, niechybnie przez cudowny wpływ rodziny Borejko. Podejrzewam, że MM ma koncepcję Tekli jako kobiety wrażliwej i dobrej, ale przez ten zły, kłamliwy świat zmuszonej do zamknięcia się w skorupie "wrednej baby". I że jej pogardliwe słowa są wyrazem ukrytych kompleksów("jeśli będę dumna z moich wyrobów, to na pewno ktoś mnie wyśmieje i stwierdzi, że to tandeta"), tudzież lęku, że jeśli będzie delikatna i otwarta, to zostanie zraniona lub wykorzystana.
      Czy Autorka ma tego typu zamiary co do Tekli - o tym pewnie przekonamy się w "Ciotce Zgryzotce". Na razie zgrzyta koszmarnie, prawie jak scena, gdy Tekla wyciera wybrudzone gliną ręce w kostium bikini ;-)
      • zuzudanslemetro Re: artysta, jego dzieło i jego klienci 24.08.16, 14:43
        swoją drogą nawet ładna parabola wyszła autorce z tym tworzeniem ceramiki i jednoczesnym mentalnym zamknięciem się w skorupie. W wycieranie rąk z gliny w bikini ostatecznie jestem skłonna uwierzyć, znając rzeźbiarzy, którzy w upał rzeźbią na przykład w samych kąpielówkach i jak zapodzieje im się gdzieś podręczna szmatka a trzeba odebrać telefon albo wsadzić sobie palec do oka, to wycierają w co bądź te ręce. Inna sprawa, jak to później wygląda.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka