Dodaj do ulubionych

Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impra?

30.12.16, 20:10
Wróciłam sobie teraz do " Pulpecji" ( ach, jak przyjemnie poczytać starą, dobrą Jeżycjadę) i czytam opis Sylwestra u Romy. A jako, że jutro 31.XII to natchnęło mnie do założenia wątku. Słuchajcie dlaczego ta impreza na Noskowskiego była tak beznadziejnie nieudana? Opisywana w założeniu świetna młodzież spędza ze sobą Sylwka jak stadko starszych emerytów w Domu Starców. Tomek siedzi z Elką w kącie, z nikim nie gadają, nikogo nie zauważają poza sobą- a to jest dopiero dziwaczne i źle o nich świadczy, bo która para ( nawet ta swieżo upieczona na imprezce/Sylwestrze gada tylko ze sobą i zajmuje się tylko sobą? Baltona jak jakiś niewychowany gbur leży całą imprezę na podłodze i gra na harmonijce, a po północy idzie do domu ( równie dobrze mógł całego sylwka przeleżeć na podłodze we własnej chałupie), Roma nic się nie odzywa, Patrycja z Marcelkiem również. Co to w ogóle było? Ta młodzież nie umiała się ze sobą bawić, nie gadali ze sobą, nie śmiali się, nie żartowali? Zero alkoholu ( to niepojęte, w końcu to maturzyści i studenci), smęty jak na stypie ( chociaż i stypy były weselsze). Wszyscy tacy aspołeczni, źle wychowani i gburowaci??? No nie kumam tego, jak ja sobie przypomnę własne sylwki licealne czy studenckie, to to jedno szaleństwo było, a nie to co tutaj. Dziwne to jakieś. Macie jakiś pomysł, dlaczego tam było tak beznadziejnie?
Obserwuj wątek
    • kgxspace Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 30.12.16, 22:52
      Impreza była beznadziejna z jednego powodu - była to impreza Romy, której autorka wyjątkowo nie lubi. Ona chuda, koścista i cyniczna, zamiast Mozarta - był "łomot", no cud, że ryż z bambusem był smaczny, bo do tego pakietu Roma mogła podać przypaloną jajecznicę.
      A jeszcze Baltona był uprzejmy wyłączyć muzykę i przygrywać fałszywie na harmonijce :') To już sama Patrycja zauważa, że towarzystwo było niedobrane, ale kurde bele, chyba sama była jej najlepszą przyjaciółką, nie łaska ruszyć zadek i pomóc Romie zabawić gości? Na miejscu Elki i Tomcia też bym się pośmiała z wyluzowanego Baltony, który tydzień temu w garniturku lepił pierożki. Może by Romie przeszło to nieszczęsne zauroczenie o wiele szybciej i mniej boleśnie.

      Jak lubię "Pulpecję", tak drażni mnie ten motyw "Jagusiowej" Patrycji i to nieustanne poniżanie Romy. A jej "happy end" pokazany za kulisami jako desperacką ucieczkę od toksycznych rodziców raczej nie zadowala.
    • agnieszka_azj Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 31.12.16, 13:26
      Było beznadziejnie, bo za dużo nazbierało się napięć między uczestnikami imprezy. Tomek z Elką to oddzielna historia, wcale mnie nie dziwi, że świeżo zakochany chłopak bardziej zainteresowany jest dziewczyną niż ratowaniem imprezy młodszej siostry.
      Roma tego Sylwestra zrobiła dla Baltony i zapewne wiele się po tej nocy spodziewała, a on nie był tym zainteresowany. Reszta gości była tylko pretekstem, żeby jego zaprosić.
      Miedzy Baltoną Patrycją było napięcie, obydwoje ciągnęło do siebie, ale Patrycja broniła się przed tym, także z powodu Romy. Zaprosiła Marcelka, który ją denerwował i był sztywny z natury.

      Wcale mnie nie dziwi, że impreza się rozłaziła. Nie miała szans na powodzenie. Ale ja jestem z tych, którzy nie rozumieją obowiązkowej potrzeby szampańskiej zabawy li i jedynie z powodu zmiany kalendarza ;-)


      --
      Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

      Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
          • pi.asia Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 01:12
            Goście na imprezie:
            1. Tomek - świeżo zauroczony Elką, w dodatku starszy brat gospodyni, której wielką estymą nie darzył. Zapewne przybył, bo wypadało, i miał blisko. Zauważcie, że nie wyłazi z kąta nawet do swego najlepszego przyjaciela Baltony.
            2. Elka - ona tam praktycznie nikogo nie znała w sensie przyjacielskim. Zaświergolenie Baltoną jej przeszło, Patrycję znała z kursu, a Marcelka wcale. Kontakt (przelotny) z Romą miała w Wigilię, kiedy to teksty Kowalikówny sprawiły, że miała ochotę trzepnąć ją w ucho.
            3. Patrycja - speszona obecnością Baltony, który budził w niej nieokreślone do końca emocje, z tego samego powodu spięta wobec Romy (bo czuła, choćby podświadomie, że coś się sypie), zła z powodu kpin Baltony, zła, że na imprezie jest z nielubianym Marcelkiem.
            4. Marcelek - sztywniak z natury. Nie znał nikogo z gości, poza Patrycją, która nim lekko gardziła.
            5. Baltona - uch, jak on mnie wkurzał na tym Sylwestrze u Romy!!! Zachowywał się po prostu niegrzecznie wobec innych gości, i wobec samej gospodyni.
            6. Roma - jej mi najbardziej żal. Nieszczęśliwie zakochana, zrobiła imprezę dla jednej osoby, napracowała się w kuchni, i czuła rosnącą rozpacz, widząc, że wszystko się sypie, bo goście koszmarnie niedobrani i koszmarnie zapatrzeni w siebie, a gość honorowy ma całą imprezę z gospodynią na czele głęboko w buraczkowej rzyci.

            Ten Sylwester po prostu NIE MIAŁ PRAWA się udać. Tam nikt się nawet odrobinę nie postarał, żeby było fajnie.

            BTW - Marcelek jest przedstawiony jako koszmarny sztywniak. Nie kupuję tego: przychodzi po Patrycję, jest ubrany wieczorowo, prosi o krzesło, żeby mogła usiąść - no rzeczywiście, wady niewybaczalne!!! I jeszcze zwraca się do Patrycji słówkiem "hej!", czego ona nie cierpi! Jak on śmie!
            Czy tylko ja tu widzę niekonsekwencję? Pretensje że Marcel jest sztywniakiem i równocześnie pretensje, że nie mówi "dobry wieczór, Patrycjo" tylko "hej!"???
            A ona, rozmemłana, zwisająca na krześle, plująca gumą do żucia wprost na czyste buty Marcelka - cud, miód i orzeszki.
            • agnieszka_azj Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 17:12
              Tomka w sumie trudno jest uznać za gościa, po prostu nie wyszedł z domu ;-)
              Nie mieli z Elką żadnych wspólnych znajomych, z resztą - na tym etapie zauroczenie towarzystwo nie było im potrzebne. Z dwojga złego lepiej im było u Kowalików, niż w domu Elki pod czujnym okiem Metodego ;-)

              --
              Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

              Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
        • miodowocytrynowa Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 11:50
          Tez się podpisuję pod tym co napisały wyzej dziewczyny. Tylko uwazam, że wszyscy biesiadnicy mogli wykrzesać z siebie choć odrobinę własnej woli, aby ta impreza była bardziej udana. Czy taki Baltona musiał rozwalony lezeć na podłodze i grać na harmonijce? nie mógł normalnie usiąść i pogadać z Romą i Patrycją? Tomek i Elka, no dobra świeza miłość- ale ja pamiętam wiele świezo upieczonych par na róznych imprezach studenckich i zadna z nich nie siedziała całej impry w kącie! Owszem zajmowali się sobą, ale tez normalnie uczestniczyli w imprezie. Tomek z Elką mógłby wyleźć z kąta i normalnie pogadać z dziewczynami, może Elka którąś poznałaby lepiej i się zaprzyjaźniła? odrobina dobrej woli i już Sylwester mógłby wyglądać dużo lepiej.
            • haszyszymora Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 19:24
              Ciężko wykrzesać dobrą wolę, kiedy sama gospodyni jest w kijowym nastroju i widać, że chciałaby znaleźć się gdzie indziej. To jakby podcina imprezę przy samej ziemi - no bo skoro organizator tejże sam ewidentnie nie chce, komu ma się chcieć?
              Ciężko też zacząć zabawę, gdy nie znasz bądź nie lubisz połowy towarzystwa. Tutaj nawet dobry gospodarz może nie ujechać, no bo jak sprawić, by ludzie, którzy nie mają wspólnych tematów, nagle zaczęli gadać?
              Sprawy nie polepsza też obecność gołąbków na kameralnej imprezie. Niby ich dwoje, na czworo, ale to my się czujemy jacyś tacy zbędni i skrępowani.

              Wszystkie powyższe przykłady pochodzą z obserwacji w terenie, Romie trafiło się istne combo i zaświadczam, przy takiej mieszance niesprzyjających warunków i święty Boże nie pomoże.
          • zla.m Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 05.01.17, 13:52
            Ale tam właśnie nikt nie chciał się starać. Tomek z Elką pewnie nawet nie zauwazyli, że impreza jest nieudana, oni się bawili świetnie. Baltona miał focha (pewnie o Marcelka), więc wcale mu nie zależało, żeby ktokolwiek był w dobrym humorze. Postarać się powinna Patrycja (w moim uniwersum przyjaciółka pomaga w takiej sytuacji), ale jaśnie panienka Borejkówna nie będzie się zniżać do animowania imprezy. No i została Roma, której pewnie się odechciało wszystkiego oraz Marcelek, który miał pewnie też focha, bo go Patrycja traktowała per noga, który z natury chyba dusza towarzystwa nie był, nie znał nikogo i może wyczuwał niechęć Floriana. I tak to się koncertowo spi... nie udało.

            --
            Bloguję, bo lubię...
            • pi.asia Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 05.01.17, 15:55
              zla.m napisała:

              > Ale tam właśnie nikt nie chciał się starać. Tomek z Elką pewnie nawet nie zauwa
              > zyli, że impreza jest nieudana, oni się bawili świetnie.

              Dokładnie tak.

              > Baltona miał focha (pewnie o Marcelka), więc wcale mu nie zależało, żeby ktokolwiek był w >dobrym humorze.
              E, Baltona to tam na sfochowanego nie wygląda. Raczej na znudzonego egocentryka, który nawet nie wstaje na widok wchodzących gości. Łaskawie pozwala się karmić, łaskawie próbuje nawiązać konwersację z Marcelkiem, po to, by okazać mu swą wyższość ("Ale co tam, myślę, że i tak by ci się Jarmusch nie podobał"). Łaskawie wytrzymuje do północy, z pogardą komentując zachowanie Marcelka, otwierającego szampana. Potem składa żałosne życzenia wszystkim i wychodzi. Żenujący pokaz bucerki.

              > Postarać się powinna Patrycja (w moim uniwersum przyjaciółka pomaga w taki
              > ej sytuacji), ale jaśnie panienka Borejkówna nie będzie się zniżać do animowani
              > a imprezy.

              Nawet nie ruszyła d...y żeby pomóc Romie przynosić kolejne dania. A na samym początku zachowała się wstrętnie wobec Marcelka, który zadbał o to, by miała gdzie usiąść.
              Roma przyniosła z drugiego pokoju wiklinowy fotel na biegunach.
              - Siadaj, proszę - rzekł Marcelek uprzejmie, wyprężoną ręką wskazując Patrycji punkt w
              centrum bujaka.
              Ona spojrzała badawczo we wskazany punkt, po czym usiadła pa podłodze.


              >No i została Roma, której pewnie się odechciało wszystkiego

              Trudno się dziwić. Gość honorowy okazuje jawną pogardę dla innych gości i totalną obojętność wobec gospodyni.

              >Marcelek, który miał pewnie też focha, bo go Patrycja traktowała per noga, który z
              > natury chyba dusza towarzystwa nie był, nie znał nikogo i może wyczuwał niechę
              > ć Floriana.

              W tym całym gronie wyłącznie Marcelek próbuje trzymać fason. Focha nie ma, bo gdyby miał, to by pannę Borejko zostawił na Roosevelta w stanie rozmamłanym i olał sikiem prostym. A on z nią idzie, "nie zauważa" oplutych butów, stara się o krzesło dla wybranki, próbuje prowadzić konwersację z Baltoną, i jako jedyny pomaga Romie. To on otwiera szampana, napełnia kieliszki i wznosi toast. Nie jest duszą towarzystwa, ale takiego zbiorowiska nie byłby w stanie rozruszać nawet sam Ireneusz Krosny.
    • guineapigs Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 17:53
      Ponieważ zgadzam się z Szanownymi Przedpiścami co do niedobranego składu osobowego i nic tam już dodać i nic ująć nie mogę na razie, to odniosę się do kwestii 'alkohol'.
      Przecież nawet na imprezie u Joanny był zostawiony przez rodziców w formie symbolu szampan - nie pamiętam, ile tego było, ale na tyle luda to nawet trzy butelki nie zrobiłyby za dużo spustoszenia, szczególnie, że Robrojek nie pił bo przyjechał autem, a Robrojek to chyba ostatnia osoba, która by piła mając w perspektywie prowadzenie samochodu.
      A u Romy - chyba naprawdę nic, nawet tego szampana symbolicznego (oczywiście pisząc 'szampan' mam na myśli po prostu wino musujące a nie drogi produkt z Szampanii) nie było. Ja oczywiście nie oczekuję ani nie pochwalam hektolitrów piwa, wódki i czego tam jeszcze, ale żeby nawet po kieliszku wina musującego nie było? Poza tym tego typu impry polegają na tym, że sa składkowe, tzn. ktos przynosi ciastka, ktoś sałatki, ktoś kanapki, panowie umawiają sie co do 'procentów' - no po prostu nie wypada pozwolić, by Gospodyni sama kupowała i przygotowywała cała wyżerkę i popitkę. Co innego imieniny czy urodziny - ale Sylwester to inna para łellisów.
      Wrócę tedy do roku 1977 i przypomnę, że Mila, usłyszawszy, iż Gaba nagle idzie na imprę do Joanny, kuzynki wszak, zajmuje się jedynie kreacją Gaby. Oczywiście to ważne, ale nie pomyślała o tym, że jednak w tych trudnych czasach ładnie byłoby przynieść również coś jadalnego/pijalnego? Nawet ugotować te jajka na twardo i posiekać ze szpinakiem i ziołami (czego jak czego ale szpinaku i ziół w PRL-u nie brakowało), dodać ze dwie butelki pepsi, jakieś wówczas tzw. 'prażynki' - to było dostępne w każdym barze czy restauracji, pewnie wystarczyłoby pójść na dworzec Poznań Główny - może odstać co swoje, ale by było.
      'Nie przypuszczałam, że takie z nas chamidła' - pedziała Milla Zadziwiona a propos uwag Pani Szczepańskiej. No niestety, Milu, jeszcze ci tylko do kompletnego chamildstwa zabrakło uwagi: Gaba, weź torby papierowe i pakuj w nie to, co zostanie.
      • tt-tka Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 18:34
        O ile pamietam, byl szampan. Marcelek go otworzyl, rozlal sprawnie i wzniosl toast, co Baltona uroczo skomentowal "trafil ci sie swiatowiec, Patrycjo".
        Impreza byla raczej kameralna, szesc osob, z tego dwoje domownikow :), tu bym kopii nie kruszyla. Poza tym troche glupio sie upomniec, a z zaproszonych Elka mysli tylko o Tomciu, Baltona o Patrycji, Patrycja o sobie. Moze jeden Marcelek jakas flaszke ze soba wzial(by) lub zapytalby, co ma przyniesc.

        W KK - sylwester byl u kuzynki. Moze Joanna, robiac zabawe zasadniczo skladkowa od razu zalozyla, ze Gaba nic nie przyniesie i niech nie przynosi, bo tam u nich niebogato, to raz, a malo atrakcyjnie spozywczo, to dwa.
        Pani dyrektor Dabek-Nowacka, co by o niej nie mowic, piec umiala, co sobota ciasto, jak u porzadnej poznanianki :) i Pawelek z blachami do Joanny ganial. I nie o szmal chodzi, a o umiejetnosc, sama Joanna tez dala popis raczej kunsztu i fantazji niz bogactwa.

        Generalnie Mila tego wieczoru czula sie juz bardzo zle, ale wiedzac (nie od poprzeniego dnia przeciez) o zaproszeniu - coz, powinna byla cos wykombinowac lub kazac zrobic corce. Imieninowego murzynka Gaba piekla z tego, co bylo w domu - i produkty sie znalazly, i dala rade. A na sylwka kombinowano tylko kiecke, wkladu do gara juz nie. Rzeczywiscie, nie teges.
        • aadrianka Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 18:51
          No i Gabrysia za to nieprzyniesione żarcie pokutuje jeszcze dwadzieścia lat później, kiedy to musi ukrywać przed rodziną, że w domu nie ma już nic do jedzenia. A ona sama - będąc w ciąży - nie miała co zjeść na kolację, bo czeredzie niezapowiedzianych gości musiała zapchać paszczęki. Karma! (nigdy jeszcze to słowo nie było tak przebogate w treści...)

          --
          załóż stanik...poprawnie
      • agnieszka_azj Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 19:02
        guineapigs napisała:


        > Wrócę tedy do roku 1977 i przypomnę, że Mila, usłyszawszy, iż Gaba nagle idzie
        > na imprę do Joanny, kuzynki wszak, zajmuje się jedynie kreacją Gaby. Oczywiście
        > to ważne, ale nie pomyślała o tym, że jednak w tych trudnych czasach ładnie by
        > łoby przynieść również coś jadalnego/pijalnego? Nawet ugotować te jajka na twar
        > do i posiekać ze szpinakiem i ziołami (czego jak czego ale szpinaku i ziół w PR
        > L-u nie brakowało), dodać ze dwie butelki pepsi, jakieś wówczas tzw. 'prażynki'
        > - to było dostępne w każdym barze czy restauracji, pewnie wystarczyłoby pójść
        > na dworzec Poznań Główny - może odstać co swoje, ale by było.

        Szpinak i zioła w grudniu ? W 1977 roku ? Szanowna Pani raczy żartować ???
        Jedyna sałatka jaka była wtedy w powszechnym użyciu to jarzynowa z gotowanych warzyw z jajkiem na twardo i majonezem. Szpinak powszechnie kojarzył się z zieloną papką, którą karmili w przedszkolu, a że można go podać w innej formie, ja osobiście dowiedziałam się w latach dziewięćdziesiątych ;-)
        Pepsi też nie zawsze była do dostania, szczególnie przed Sylwestrem, a moment kiedy Gaba zaczyna szykować się do wyjścia z domu, to zdecydowanie pora, kiedy sklepy były już zamknięte.
        Moja Mama pewnie w takiej sytuacji wygrzebałaby skądeś jakieś zachomikowane słodycze czy wymyśliła coś na szybko, ale Mila raczej takimi zasobami nie dysponowała. Poza tym - Gaba szła w końcu do kuzynki, a nie do obcego domu, więc argument "co sobie o nas pomyślą" też odpadał. Wiadomo było, że u Feli nikt głodny nie będzie.

        --
        Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

        Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
        • guineapigs Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 19:35
          O matko i córko, może to kwestia długości i szerokości geograficznej, ale u nas ani szpinaku, ani ziół nie brakowało, wręcz było pod dostatkiem. Nie było może herbaty z Indii, ale różne tymianki i rumianki, bazylie, koperki, i inne cuda były. A juz na brak szpinaku to naprawdę trudno było narzekać. Ba, większość tych przypraw miało się z własnego ogródka bez niczyjej łaski.
          Ale może ja pamiętam tę czarną strone mojego dzieciństwa - kiedy ten paskudny szpinak był podawany non-stop i sie nim rzygało.
          Teraz to szpinak jest podawany w listkach do jajeczek, elegancko, nikt nie wybrzydza. Po dwa listki, żeby nie było za luksusowo.
          • agnieszka_azj Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 20:07
            guineapigs napisała:

            > O matko i córko, może to kwestia długości i szerokości geograficznej, ale u nas
            > ani szpinaku, ani ziół nie brakowało, wręcz było pod dostatkiem. Nie było może
            > herbaty z Indii, ale różne tymianki i rumianki, bazylie, koperki, i inne cuda
            > były. A juz na brak szpinaku to naprawdę trudno było narzekać. Ba, większość ty
            > ch przypraw miało się z własnego ogródka bez niczyjej łaski.

            Tuszę iż jest to raczej kwestia nieposiadania przez Borejków ogródka ;-)
            Moja rodzina też go nie miała, a ja w tym czasie już chadzałam po zakupy i pamiętam, co było w sklepach. Szczypiorek i koperek owszem, ale w sezonie. Zamrażarki jeszcze nie były powszechne, pamiętam że Mama na zimę robiła do słoików solony koperek. Rumianek - owszem, suszony jako ziółko do picia. Bazylii i tymianku nawet w wersji suszonej nie przypominam sobie.

            Generalnie na asortyment sklepu warzywnego w zimie składały się: ziemniaki, cebula, buraki, marchew, pietruszka, seler, por, kapusta w głowach, a w beczkach kiszone ogórki i kapusta. Z owoców - jabłka, ew. suszone śliwki.
            Cytrusy i banany - "jak rzucili" czyli kilka razy w roku.
            O czymś zapomniałam ???

            --
            Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

            Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
            • tt-tka Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 20:35
              Juz sie nie chce czepiac, ale dla chcacego nic trudnegoi. Te jajka kupione przez dziewczyny mozna bylo ugotowac na twardo, przekroic/pokroic i ozdobic kropka z czegokolwiek (koncentrat pomidorowy byl zawsze, piegi z pieprzu lub kminku, tez mieli, bo tym maman posypywala kanapki), paste zrobic, nawet z twarogu...
              Po prostu nikt nie pomyslal, ze na impreze skladkowa wypadaloby sie czyms dolozyc. Nas nakarmia, my nie musimy. przy czym nie wykluczam, ze Joanna od Gaby tego nie wymagala znajac niezasobnosc Borejkow jak i nieporadnosc kuchenna.

              PS Jablek byl ogromny wybor, w tym gatunki, ktore wspominam z lezka w oku. Gruszki w okolicach sylwestrowych tez, zimowe gatunki, choc nie pamietam, kiedy sie konczyly. A procz sliwek suszonych mozna bylo kupic wedzone, choc nie wszedzie.
              Butelki z zurkiem tez chyba byly w warzywniakach.
              O, i czarna rzepa.
                    • pi.asia Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 23:36
                      Starkingi... boszszsz... ktoś jeszcze pamięta to jabłko, twarde, słodkie,z leciutką goryczką, jedyne, które mi smakowało....

                      A jeszcze Landsberska, Jonathan, Kronselka, Antonówka, Cortland, mało znane Wealthy... z gruszek letnie Klapsy i zimowe Lukasówki oraz najpyszniejsze, choć najbrzydsze, burozielone Konferencje.

                      W warzywniakach były także orzechy i całe półki przetworów - kompotów, przecierów, marynat. I włoszczyzna! I szczypiorek oraz natka, oczywiście ze szklarni. Sałata też się trafiała. Ach, i pieczarki. Jeju, jak w tych warzywniakach pachniało....
                      Gatu, papierówek (fachowo Oliwek żółtych) nie dało się przechować przez zimę. To jest jabłko tak cholernie nietrwałe, że w żadnych warunkach nie wytrzyma dłużej niż tydzień po zerwaniu. Robi się mączyste, skórka pęka (tzw. rozpad mączysty) i jabłko jest do niczego, jak wszystkie wczesne odmiany.
                      Wiem co mówię, dziadek miał sad, papierówki też były.
                        • gat45 Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 07:53
                          Mam w swoich zbiorach prababciną książkę kucharską - pierwsze wydanie Poznanianki Disslowej. Prababcia była Lwowianką. Na marginesach chemicznym ołówkiem babcia notowała swoje didaskalia do niektórych przepisów. I tak przy "masła dwa funty" przodkini ma odnotowała "naszego i półtora wystarczy".
                          Tak że... hmmm... Nie wiem, jak tam u was, ale NASZE papierówki się przechowywało prawie do wiosny :)
                          A poważnie - może to była jakaś nieco inna odmiana, ale naprawdę te na zimę zrywało się w stadium niezupełnie dojrzałym (zielone, a nie żółtozielone), starannie pakowało w papier, rozkładało na takich skrzyneczkach z dnem z deszczułek z prześwitami, płaskich (musiała być jedna warstwa) i wio na strych. Nie przypominam sobie pękania, ale owszem, niektóre wychodziły z papieru jako zgniłki. Rzadko, bo przy pakowaniu przechodziły surową kontrolę.
              • ewaty Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 19:36
                "Po prostu nikt nie pomyslal, ze na impreze skladkowa wypadaloby sie czyms dolozyc. Nas nakarmia, my nie musimy. przy czym nie wykluczam, ze Joanna od Gaby tego nie wymagala znajac niezasobnosc Borejkow jak i nieporadnosc kuchenna."

                Usiłuję właśnie zrobić brutalny remanent w książkach i szpargałach. Znalazłam wycinki z Filipinki z lat osiemdziesiątych- mnóstwo kreatywnych pomysłów na imieniny i prywatki nastolatkowe, w oparciu o żółty ser, parówki, makaron i temu podobne delikatesy. Znalazłam też cudowną "Kuchnię pełną cudów"- książkę kucharską dla dzieciaków z owego czasu- pomysły oparte o marność zaopatrzenia i wyobraźnię. Muchomorki z pomidorów z trzonkami z jajek na twardo, ok, nie zimą, drogo, ale myszki z białego sera leżące na plastrach żółtego? Dowcipny przebój niejednej dorosłej imprezki ;)

                --
                Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
                Czas i tak upłynie.
                • tt-tka Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 19:50
                  ewaty napisała:

                  Usiłuję właśnie zrobić brutalny remanent w książkach i szpargałach. Znalazłam w
                  > ycinki z Filipinki z lat osiemdziesiątych- mnóstwo kreatywnych pomysłów na imie
                  > niny i prywatki nastolatkowe, w oparciu o żółty ser, parówki, makaron i temu po
                  > dobne delikatesy. Znalazłam też cudowną "Kuchnię pełną cudów"- książkę kucharsk
                  > ą dla dzieciaków z owego czasu- pomysły oparte o marność zaopatrzenia i wyobraź
                  > nię. Muchomorki z pomidorów z trzonkami z jajek na twardo, ok, nie zimą, drogo
                  > , ale myszki z białego sera leżące na plastrach żółtego? Dowcipny przebój nieje
                  > dnej dorosłej imprezki ;)
                  >

                  Alez oczywiscie ! "Kuchnie pelna czarow" to tu sporo forumek pamieta, a nawet jakas dobra dusza dala linki, nie moge znalezc, w ktorym watku. Inne ksiazki - "Nastolatki gotuja", "Ksiazka kucharska dla samotnych i zakochanych" i inne, w pismach, owszem, takze dzieciecych, a nawet, wstyd powiedziec, na robotach (ZPT) w podstawowce tez to mielismy. Jablka-jezyki, ciastka-jezyki robione z okruchow, czarodziejskie szyszeczki z dmuchanego ryzu i mnostwo innych rzeczy, smacznych, zabawnych, niedrogich i z produktow latwo dostepnych.
                  Jak wobec tego wyglada Gaba idaca na impreze bez wkladu wlasnego ? :)
                  • vi_san Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 20:00
                    Gabaryty wygląda jak zwykle? Pomimo kiecki romantycznego motyla...

                    --
                    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                    • vi_san Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 20:01
                      Gaba oczywiście, nie gabaryty! Z telefonu piszę i mi ten dureń poprawia...

                      --
                      Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                  • yackandandah22 Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 05.01.17, 13:09
                    Alez oczywiscie ! "Kuchnie pelna czarow"

                    Za pozwoleniem, to była "Kuchnia pełna cudów"
                    Przykładzik:
                    "W kuchni każdy cud się uda, gdy ktoś umi robić cuda
                    A kto umie? - kto się stara! A nie umie kto? - niezdara!
                    Trochę chęci, trochę trudu, odrobina cierpliwości
                    I jest kuchnia pełna cudów, niespodzianek i radości!"

                    Cytuję zupełnie z 25-niej pamięci. Co to była za książka! Przeczytałam 100 razy, wprawiała mnie w nastrój, który dziś zwie się popularnie 'hygge'...
                • pi.asia Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 19:53
                  Gatu, to o czym piszesz, to nie mogła być papierówka. Papierówki dojrzewają w lipcu. Do zimy nie przechowasz ich żadnym cudem! Na strychu jest raczej ciepło, prawda? A w sierpniu to wręcz piekarnik. Uwierz właścicielce warzywniaka, mającej wykształcenie sadownicze i kontakt z handlowcami, którzy mają tzw. chłodnie kontrole (inny skład powietrza, żeby owoce dłużej przechować). Letnich odmian nie da się przechować. Ba, nawet wczesnojesienna Antonówka jest dostępna tylko do stycznia.
                  W zeszłym roku skusiłam się i kupiłam skrzynkę papierówek, niezbyt dojrzałych. Było tego 15 kilo. Warzywniaczek miał klimę, ale po tygodniu resztę niesprzedanych jabłek po prostu wyrzuciłam, bo nie nadawały się już nawet na przetwory.
                  Myślę, że to, co brałaś za papierówkę, to mogła być Kronselka, albo Antonówka, są podobne i dadzą się jakiś czas przechować.
        • gat45 Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 02.01.17, 20:41
          agnieszka_azj napisała:

          [...] - Gaba szła w końcu do kuzynki, a nie do obcego domu, więc argume
          > nt "co sobie o nas pomyślą" też odpadał. Wiadomo było, [...]

          że co mieli sobie pomyśleć, to już dawno pomyśleli ? Wiedzieli, że Borejkowie z Roosevelta na przyjęcia stawiają się z paszczą i szlus ?
    • jehanette Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 03.01.17, 12:11
      Fajnie że miałaś udane imprezy :D Ja dobrze kojarzę ten klimat słabej imprezki. Niedobrane towarzystwo - w Sylwestra każdy gdzieś imprezuje, więc bywa i tak, że się paczka rozproszy po innych imprezach i nagle się ląduje w trochę przypadkowym towarzystwie, do tego nastoletnie dąsy, fochy i muchy w nosie. A świeżo zakochana para też wg mnie nic dziwnego, że zapatrzona w siebie ;) Oj pamiętam takie spotkania ;)

      --
      Piękny i Bestia - FB
    • truscaveczka Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 06.01.17, 20:47
      Ja też jestem aspołeczna, źle wychowana i gburowata, hurra!
      Na imprezach (tych paru, do których się zmusiłam) zachowywałam się identycznie, boponieważ idea imprezy jako takiej jest taką dla mnie abstrakcją, że nie wiem, co tam należy robić.
      Impreza to jest wymysł szatana, tak.
      Tam są ludzie i dziwne jedzenie i alkohol co gorsza niekiedy...

      --
      Ci z was, którzy myślą, że wiedzą wszystko, są bardzo irytujący dla tych z nas, którzy rzeczywiście wszystko wiedzą. /Agatha Christie/
    • sanciasancia Re: Sylwester u Romy- skąd taka beznadziejna impr 10.01.17, 16:48
      Imho wystarczy zaprosić same pary na imprezę, żeby ją zepsuć. Szczególnie takie świeże, które zajmują się głównie sobą i olewają resztę gości. Też kiedyś byłam na takim sylwestrze, koszmar.

      --
      "I think that it would have been better in the eyes of God if they had all attempted to gouge out each other's eyes with carving knives. But they were "good people."" Ford Madox Ford "The Good Soldier"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka