Dodaj do ulubionych

Dziadkowie w Jeżycjadzie

11.02.17, 11:36
Czytam sobie akurat "Noelkę" i mam taką refleksję, że dziadkowie w Jeżycjadzie są mocno średni i najlepiej wypada Metody. Może niekoniecznie jako dziadek dorastającej pannicy, chociaż prawdopodobnie, ale natrafiłam na wzmiankę, że to dziadek Metody zabierał małą Elkę do teatru lalkowego, na lody, do ZOO i przekarmiał ją watą cukrową. On też ofiarował jej wspaniałe lampki choinkowe i - jak to określiła MM - jemu Elka zawdzięczała wszelkie rozkosze dzieciństwa. I taki właśnie powinien być dziadek.
Co do pozostałych dziadków w Jeżycjadzie to uważam, że Ignacy ostatni raz był fajny i strawny w "Noelce" właśnie. Może nie jest modelowym dziadkiem, ale jest dziadkiem niosącym jakieś bezpieczeństwo domu i ciepło. Potem ma już dla swoich wnuków wyłącznie nużące pogadanki o Marku Aureliuszu (aż dziw, że Laura to wytrzymywała) i robienie szpicla z fajnego dziecka, czym kompletnie zdemolował chłopakowi życie. Dla innych wnuków w ogóle nie jest chyba nikim.
Dmuchawiec natomiast jest całkiem prawdopodobnym i niezłym dziadkiem dla dorastającej Kreski, ale potem... szkoda gadać! Ale to do Magdusi wszyscy mają pretensje, że nie mogła się z dziadkiem dogadać, a to przecież starszy nadaje ton. No, niby był jej pradziadkiem, ale jednak.
Jakoś poza Metodym nie ma w Jeżycjadzie dziadków (ani babć), którzy są od rozpieszczania dzieci, rozumienia ich, zabaw z nimi.
No i dlaczego Metody nigdy, przenigdy nie pojawił się przy wychowywaniu Miągwy? Może Ignaś wyrósłby na fajnego faceta a nie na melepetę.
Obserwuj wątek
    • daniellap Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 14:41
      Czy wątek ten ma dotyczyć tylko dziadków, czy może też babć?
      Babcia Orelki przedstawiona jest jako babcia, przy której w końcu dziewczyna zaznaje ciepła rodzinnego.
      We "Wnuczce do orzechów" Dorota Rumianek mieszkała z babcią Andzia i jej siostrą. Ten duet to taki żeński odpowiednik Cyryla i Metodego.
      A co do Metodego - jest on również dziadkiem Ignacego Grzegorza Stryby, a nie przypominam sobie, by był on obecny w jego życiu.
      • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 19:15
        Babć też może :)
        Więc właśnie - był dziadkiem Ignasia i czemu nie uczestniczył w wychowaniu? Czemu jego nie zabrał do cyrku, zoo, teatru? Czemu nie poopowiadał mu o swoich burzliwych dziejach (zakładam, że przy jego temperamencie były burzliwe)?
        • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 19:18
          Zuzu, prosta sprawa - bo dla MM jest tylko JEDEN dziadek godny tego miana. Wiec zaden Metody nie bedzie sie przy IGS petac i odzywac. Choc imho (przy wszystkich wadach Metodego) szczeniakowi by to tylko na zdrowie wyszlo, gdyby mial tez odojcowego dziadka, albo dwoch.
          • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 19:58
            prawda? I chyba zostałby nieźle zganiony za donosicielstwo, bo nie wierzę, żeby człowiek typu Metodego, pochwalał donosy.
    • daniellap Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 14:50
      W "Szóstej klepce" był bardzo fajny dziadek Żak "panie tego" :)))
      A może jest jakaś wzmianka o ojcu Anieli? Jeździła ona z bliźniakami do Łeby na wakacje, więc może on też był fajnym dziadkiem?
      • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 19:16
        Zapomniałam o dziadku Żaku. Był faktycznie rewelacyjny. Zwłaszcza dla Celestyny i Julii. Z Bobciem miło spędzał czas, ale nie dostarczał specjalnie wrażeń, chociaż - z własnego doświadczenia czerpiąc - takie chwile kiedy wnuk/wnuczka i dziadek siedzą sobie zatopieni w lekturze, były świetne.
    • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 15:14
      Oczywiscie cudowny dziadek Zak. i to dla wszystkich bez wyjatku wynukow/czek !
      Pan Karolek - trudno wymagac, by bawil sie z 17-letnim Krzysiem, ale zajmuje sie nim, przejmuje, chce zrozumiec i stac go na odrobine szalenstwa :)
      Pominelas Cyryjka, moim zdaniem nieslusznie - rowniez wiele dal Elce (choc co innego niz Metody), a przy takim, powiedzmy grzecznie wycofanym ojcu bardzo jej to imho bylo potrzebne.
      Moge sobie tylko wyobrazic, jakim wspanialym ciotecznym dziadkiem bylby Zaczek dla Ani i Nory, bo zostal amputowany.
      Wiecej grzechow nie pamietam.
      • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 19:25
        O Panu Karolku zapomniałam, chociaż fakt, że wliczyłby się w mój spis fajnych dziadków, a Cyryjka pominęłam trochę specjalnie, chociaż jak najbardziej go doceniam. W ogóle Elka miała mnóstwo szczęścia, że nie została sama z owdowiałym ojcem bo strach pomyśleć, co by być z nią mogło. Tak, Cyryjek i Metody w naturalny sposób przejęli role rodziców w tym układzie a jednak udało im się też być dziadkami. Zwłaszcza Metodemu, w kontekście tych słodyczy, lampek, zabaw i wszelkich podniet. Ja mam takiego dziadka (teraz co prawda już mocno starszego pana, w którego sercu zdetronizowała mnie moja własna córka i już dla niej nie jest takim dziadkiem jak był dla mnie, ale wiek, panie tego). Zabierał mnie do teatru, uczył rysować stalówką, animował jedną lalkę całymi dniami, grał mi na gitarze i śpiewał, pływał kajakiem, zabierał na wycieczki statkiem po Wiśle... Nawet nauczył mnie wyplatać koszyki z młodych korzeni sosny. Cytatami też zamęczał, bo czemu nie? Przez niego chyba całego Gałczyńskiego znam na pamięć, a styl wielu pisarzy rozpoznaję po frazie. Teraz kolej na mnie, żeby być cierpliwą i opiekuńczą i tylko szkoda, że dziadek nie chce wybrać się ze mną na żadną wycieczkę, którą mogłabym mu zorganizować tak, żeby dobrze się czuł i nie forsował.
        I dlatego zastanawiam się, dlaczego MM amputuje - jak to słusznie nazwałaś tt-tko - tych fajnych dziadków a zostawiła tylko Ignaca i spiżowego Dmuchawca? Czy w jej rodzinie nie ma zwyczaju bycia fajnym dziadkiem? To skąd wcześniej jej te zwykłe ludzkie postacie przychodziły do głowy?
        • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 20:31
          zuzudanslemetro napisała:


          dlaczego MM amputuje tych fajnych dziadków a zostawiła tylko Ignaca i spiżowego Dmuchawca? Czy
          > w jej rodzinie nie ma zwyczaju bycia fajnym dziadkiem? To skąd wcześniej jej te
          > zwykłe ludzkie postacie przychodziły do głowy?

          Skad mamy wiedziec ? :)
          Mysle, ze wczesniej ona jednak zyla miedzy ludzmi, wsrod nich i sama byla mlodsza - a to sie wiazalo z tym, ze jej racja czy wizja mogla zostac zakwestionowana/skrytykowana/wykpiona przez starszych i madrzejszych (co ty tam wiesz, smarkata - nawet gdy smarkata liczy sobie +40, to dla zwawych, o bystrych umyslach i kasliwym dowcipie starolatkow jest smarkula i niech zamknie buzie, gdy starsi mowia :))
          No i wiecej tych kontaktow miala, wiec i roznorodnosc wieksza.
          A teraz okopala sie w mentalnej twierdzy, ukochala swoje wyobrazenie i w zyciu nie przyzna, ze jej bohaterowie to dulskie pokraczne stwory i ze ten model sie nie sprawdza. Innych juz nie pamieta / nie umie sobie wyobrazic.
        • kkokos Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 11.02.17, 21:48
          zuzudanslemetro napisała:

          W ogóle Elka miała mnóstwo szczęścia, że nie została sama z owdowiałym oj
          > cem bo strach pomyśleć, co by być z nią mogło. Tak, Cyryjek i Metody w naturaln
          > y sposób przejęli role rodziców w tym układzie a jednak udało im się też być dz
          > iadkami. Zwłaszcza Metodemu, w kontekście tych słodyczy, lampek, zabaw i wszelk
          > ich podniet.

          a wcale niekoniecznie. bo mogło tez być tak, że grześ sobie odpuścił rodzicielstwo właśnie dlatego, że wiedział, że elce się nic nie stanie pod opieką dziadków (w szerokim tego słowa znaczeniu, nie tylko, że najedzona będzie i pod samochód nie wpadnie). czasem osoby pogrążone w żałobie wychodzą na prostą właśnie dlatego, że sobie nie mogą pozwolić na zapadnięcie się w tej żałobie do końca. bo małe dziecko cię zmusi, żebyś się nim zajęła - a tu dzieckiem zajmowali się dziadkowie... może gdyby nie obecność opiekuńczych dziadków więź między grzesiem a elką byłaby dużo mocniejsza?

          • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 07:46
            Możliwe, ja jakoś nie kupuję Grzesia. W sensie ma ładne fragmenty, podobają mi się jego refleksje nad karpiem, czy później już jak jadł sobie drożdżówkę. Przypominają mi różnych fajnych facetów, których znam w realu. Tak sobie myślę, że MM też kogoś takiego znała, chciała sportretować ale zabrakło jej pomysłu na całą postać. Szkoda, że po wyjściu z żałoby nie okazało się, że Grześ ma rozmach swojego ojca.
            A swoją drogą, Metody miał rację, że się wściekał o plany wigilijne Grzegorza. Co innego Terpentula - sama pod tym rondem, z obrazami i w dodatku gość z burzliwej młodości. Myślę, że Elka przełknęłaby Terpentulę. To ta samotność Grzegorza i plan odwiedzenia "jakiejś baby" wkurzyły ją tak, że postanowiła wszystkim zepsuć ten dzień. Rozumiem ją. Natomiast mimo całej sympatii do Metodego, nie rozumiem, jak mógł nie wpaść na to, że sytuacji Cyryjka i Terpentuli jest winien on sam. Tak samo jak nie rozumiem, czemu Terpentula i Cyryjek po powiedzeniu sobie, co do siebie czuli zawsze, nie postanowili się związać jakoś i nadrobić stracony czas. Ja wiem, że MM postarza bohaterów i dla niej 65-letnia dama to już staruszka, ale jak patrzę dookoła to te staruszki są interesującymi pięknymi kobietami, które z przyjemnością wchodzą w nowe związki, romanse lub zajmują się czymś interesującym jak na przykład żeglarstwem morskim.
            A skoro jesteśmy przy damach-babciach to ciekawe, że nic nie wiemy, jaką babcią jest Gaba.
            • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 09:52
              zuzudanslemetro napisała:

              > A skoro jesteśmy przy damach-babciach to ciekawe, że nic nie wiemy, jaką babcią
              > jest Gaba.

              Dla małej Mili Gaba jest babcią wyłącznie nominalnie. Nie pamiętam ani jednej sceny w której Gabon by się Milą zajmował. Nawet na schodach kościoła, po ślubie, Róża w białej sukni musiała żonglować dzieckiem i brudną pieluchą, a babunia Gabunia nawet paluchem nie kiwnęła. Znane mi babcie w takiej sytuacji nawet nie pomyślałyby o zawracaniu głowy młodej, same by wzięły wnuczkę na stronę i dokonały niezbędnych zabiegów. No ale Mila jest dziecięciem spłodzonym nieślubnie, na wieść o poczęciu którego Gabę ruszył cały dom pocieszać.

              Co innego ślubnie poczęte Fidelisię, tu Gaba małpiego rozumu dostaje grubo przed narodzinami, majacząc o pakowaniu tornistra i innych takich.

              Boru, Gaju i Stepotundro, czy autorka nie zdaje sobie sprawy jakiego obrzydliwego babona ona robi z Gabrieli...?
              • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 10:55
                no przecież jasne jest, że nieplanowana ciąża była dużo gorszym przeżyciem dla Gaby niż posiadaczki tej ciąży! Wszakże obudziło to złe wspomnienia, które wciąż bolą i spać nie dają, o pyziaczej nielojalności. Gabon w zasadzie mógłby być i babcią dla dzieci Elki, w końcu nikogo innego (poza Tosią) w tej roli nie ma. Ale jakoś widzę, że ani Grześ niespecjalnie się poczuwa do roli ani tym bardziej Gaba. Właśnie, ciekawe, jakimi dziadkami są Tosia i Mamert? A ciocia Wiesia? A Józefina? O! Józefina, chociaż fatalna matka, mogłaby być fenomenalną babcią, chociaż też chciałaby, żeby dzieci mówiły jej po imieniu (moje dziecko ma taką babcię), ale jakie wspaniałe przygody mogłyby przeżywać dzieci, które z natury rzeczy tak jak Józefina, żyją wiecznie w Nibylandii. Ech!... Te przebieranki, fabularyzowane zabawy, cała magia, która sprawia, że zwykłe przedmioty ożywają i bawią się z Józefiną i jej wnuczętami.
              • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 15:35

                > zuzudanslemetro napisała:
                > Dla małej Mili Gaba jest babcią wyłącznie nominalnie. Nie pamiętam ani jednej s
                > ceny w której Gabon by się Milą zajmował. Nawet na schodach kościoła, po ślubie
                > , Róża w białej sukni musiała żonglować dzieckiem i brudną pieluchą, a babunia
                > Gabunia nawet paluchem nie kiwnęła. Znane mi babcie w takiej sytuacji nawet nie
                > pomyślałyby o zawracaniu głowy młodej, same by wzięły wnuczkę na stronę i doko
                > nały niezbędnych zabiegów. No ale Mila jest dziecięciem spłodzonym nieślubnie,
                > na wieść o poczęciu którego Gabę ruszył cały dom pocieszać.
                Od zmieniania pieluch sa rodzice,nie dziadkowie. Zauwazmy,ze dziadkowie nie maja zadnych obowiazkow wobec wnuczat- moga,ale NIC nie muszą przy nich robic. Z mala Mila jest naprawde niewiele scen w Jezycjadzie i to,ze akurat "babciujaca" Gaba w nich nie wystepuje kompletnie o niczym nie swiadczy.
                > Co innego ślubnie poczęte Fidelisię, tu Gaba małpiego rozumu dostaje grubo prze
                > d narodzinami, majacząc o pakowaniu tornistra i innych takich.
                Dostaje malpiego rozumu? Serio?
                Pieluch nie zmienia-wyrodna babcia. Pomysli cokolwiek o przyszlym wnuczeciu- malpi rozum.
                • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 15:40
                  eee, wszystko spoko, tyle, że nie mnie cytowałaś :)
                  Co do ślubu z obecną progeniturą - osobiście brałam ślub kiedy nasza córka miała już dwa i pół roku, pieluch od pół roku nie używała, ale jednak była dzieckiem. Moja matka nie splamiła się ogarnięciem małej. Małą opiekował się mój kumpel, a podczas ceremonii była na naszych kolanach. Braliśmy ślub cywilny. Potem leciałam z małą przez pół świata, bo miała taką fanaberię wtedy, że albo sika na nocnik albo na trawkę. Kolejka z życzeniami czekała na mnie, a ja z szaleństwem w oczach i w tiulowej, czerwonej kiecce biegałam po Starówce i szukałam bodaj skrawka zieleni. Straż miejska litościwie udała, że nie widzi, co wyprawiamy. I oczywiście, że wysadzanie dziecka należy do rodziców oraz - skoro mała Mila była pieluchowa - spokojnie z dekupażem mogli poczekać i nie czynić go na schodach kościoła.
                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 15:45
                    zuzudanslemetro napisała:

                    > eee, wszystko spoko, tyle, że nie mnie cytowałaś :)
                    Wybacz- ja zazwyczaj nie wiem komu odpowiadam i wychodzi jak wychodzi ;) Czyli moja odp chyba do Bupu byla a nie do Ciebie.
                    Pewnie,ze Roze w zmienianiu pieluchy mogl ktos wyreczyc,w koncu byla w sukni slubnej :D Ale mogla to tez zrobic babcia Shoppe a jakos na niej nikt psow nie wiesza jak na Gabie...
                    • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 15:49
                      może dlatego, że babcia Shoppe nie deklaruje jak to kocha wszystkich i jaką jest wspaniałą matką i babcią? ;)
                      • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 15:57
                        Gaba tez nie deklaruje,to narrator ;) Zreszta... pani Shoppe na punkcie wnuczki chyba ostatecznie tez miala hopla-tzn zachwycala sie nia i tak dalej. Ale zachwycanie sie a zmienianie pieluch to jednak dwie rozne sprawy :D
                        • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 16:04
                          Przypomina mi to, jak była taka konieczność, że moja matka i mój kumpel musieli zostać z moją (wtedy miesięczną może) córką. Zostawiłam im mleko, wodę, wszystko przygotowane i tylko do podania. Instrukcje do wszystkiego mieli, a moja matka dodatkowo doświadczenie bo w końcu trójkę nas wychowała. Mleko dawali jej w ten sposób, że kumpel dziecko trzymał a matka flaszkę. Jakoś niespełna rok temu, kiedy mała jeszcze używała pieluch, też poprosiłam matkę, żeby została z małą. Partner w pracy, a ja też miałam jakieś zawodowe sprawy. Na szczęście mała już jadła wszystko to, co normalnie (poza tym, że nie jadła, bo jest ogólnie niejadkiem). No i jakoś tak się złożyło, że wróciłam jakoś równo z narzeczonym. I od razu zabraliśmy się do przygotowania kąpieli. Ja lałam wodę do wanny, a narzeczony rozbierał małą. I nagle słyszę jego zdumiony okrzyk: "Kto ci tak założył pieluchę?!". Matka założyła małej pieluchę tył na przód. No, szczęśliwie mała ma już trzy lata i w razie nagłej potrzeby zostania z babunią, umie sama babcią pokierować, chociaż już ma szatańskie poczucie humoru bo wmawiała (tatulkowi), że rano to ja ją ubieram w kuchni.
                          • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 16:28
                            :D Najwazniejsze,ze corka przezyla ;)))
                • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 17:40
                  fornitta69 napisała:

                  > Od zmieniania pieluch sa rodzice,nie dziadkowie. Zauwazmy,ze dziadkowie nie maj
                  > a zadnych obowiazkow wobec wnuczat- moga,ale NIC nie muszą przy nich robic.

                  Jasne. Nawet w takiej uroczystej chwili jak slub-wyjscie z kosciola lepiej niech sie mloda gimnastykuje z ukupkanym niemowleciem w jednej rece i slubnym bukietem w drugiej nizby babcia Gabcia miala ja wyreczyc. Potrzymac przez chwile bukiet, zeby mloda mogla to dziecko przewinac bez komplikacji i dysponujac obiema rekami tez za ciezko bylo ?
                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 18:30

                    > Jasne. Nawet w takiej uroczystej chwili jak slub-wyjscie z kosciola lepiej niec
                    > h sie mloda gimnastykuje z ukupkanym niemowleciem w jednej rece i slubnym bukie
                    > tem w drugiej
                    Bukiet powinna odlozyc na czas zmieniania pieluchy ;)
                    nizby babcia Gabcia miala ja wyreczyc. Potrzymac przez chwile buk
                    > iet, zeby mloda mogla to dziecko przewinac bez komplikacji i dysponujac obiema
                    > rekami tez za ciezko bylo ?
                    Moze akurat wtedy babcia G sama za potrzeba wyszla...Taki zbrodniciel z tej Gaby! :D
                    • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 18:51
                      fornitta69 napisała:

                      > Moze akurat wtedy babcia G sama za potrzeba wyszla...Taki zbrodniciel z tej Gab
                      > y! :D

                      Wyszla ? Czyzby jej na tym zdjeciu nie bylo ?
                      Zbrodniciel nie, natomiast (ustami autorki i wlasnymi) autoreklamiara. Betonowe centrum, opoka, demon organizacji i co tam jeszcze, tylko dziwnym trafem akurat wtedy, kiedy rzeczywiscie bylaby przydatna, nie ma jej.
                      A w kontekscie malej Mili - tym to paskudniejsze, ze sama Gaba baaardzo obficie z pomocy rodzicow korzystala przy swoich dzieciach.
                      • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 18:57
                        tt-tka napisała:

                        > fornitta69 napisała:
                        >
                        > > Moze akurat wtedy babcia G sama za potrzeba wyszla...Taki zbrodniciel z t
                        > ej Gab
                        > > y! :D
                        >
                        > Wyszla ? Czyzby jej na tym zdjeciu nie bylo ?
                        Oj tego to nie pamietam juz- czy byla czy nie bylo jej na zdjeciu. Pomoc Pyze mogl kazdy. Ale moze koniecznie chciala sama,niektore mamuski tak maja.
                        > A w kontekscie malej Mili - tym to paskudniejsze, ze sama Gaba baaardzo obficie
                        > z pomocy rodzicow korzystala przy swoich dzieciach.
                        Co w tym paskudnego? Korzystanie z pomocy rodzicow ja obliguje do zmieniania pieluch corce Pyzy? Dlaczego?
                        • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 19:25
                          Co dostalas, oddaj innym. Przeciez to taka szlachetna dewiza ! Plus w tej rodzinie akurat pomoc rodzicow przy wnukach jest standardem, przynajmniej deklaratywnie. Wypadaloby nie robic z geby cholewy.

                          Scena, o ktorej mowa, to opuszczanie kosciola przez rodziny po slubie Rozy i Fryca. Jakos watpie, by akurat wtedy Gabunia poszla za potrzeba. Pomoc mogl ktokolwiek, ale fotka dowodzi, ze nie pomogl nikt. Przede wszystkim osoba "zawsze opiekuncza", "zawsze rwaca sie do pomocy", "kierowana swym odruchowym altruizmem" i co tam jeszcze.
                          • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 19:37
                            tt-tka napisała:

                            > Co dostalas, oddaj innym. Przeciez to taka szlachetna dewiza ! Plus w tej rodzi
                            > nie akurat pomoc rodzicow przy wnukach jest standardem, przynajmniej deklaratyw
                            > nie. Wypadaloby nie robic z geby cholewy.
                            Akurat Rozy przy dziecku cala rodzina pomagala,to sie gdzies tam w tle przewijalo. Nawet Jozin mala Mile nosil na rekach. Pomoc naprawde nie musi oznaczac zmieniania pieluch.
                            > Scena, o ktorej mowa, to opuszczanie kosciola przez rodziny po slubie Rozy i Fr
                            > yca. Jakos watpie, by akurat wtedy Gabunia poszla za potrzeba.
                            Jak jej nie ma na zdjeciu to mogla sie oddalic na chwile z wielu powodow. Wymieniac? ;)
                            Pomoc mogl ktoko
                            > lwiek
                            Ale jak nikt nie pomogl to tragedii nie ma,mlodzi sami ogarneli. Jezeli to bylo juz po wyjsciu z kosciola to nawet ryzyko zabrudzenia sukni slubnej juz nie takie straszne :)
                            • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:06
                              Znaczy jak ? Mlodzi odchodza od oltarza, staja na schodach (tak jest na zdjeciu), a matka panny mlodej przodem poleciala ? Nietwarzowo cokolwiek w takiej waznej dla corki chwili, nie sadzisz ? no chyba, ze corka malowazna.
                              Mlodzi ogarneli sie sami i wyniesli sie z Roosevelta w przyspieszonym tempie i daleko. Z pozytkiem dla siebie. Ale watek jest nie o mlodych, tylko o dziadkach i babkach, moze zauwazylas ? I w tej roli Gabuchna prezentuje sie nieszczegolnie, zeby nie powiedziec gorzej.
                              PS Watpie, by Roza slubowala z dzieckiem na rekach, do wymiany obraczek obie rece potrzebne. Wyglada na to, ze podczas uroczystosci ktos jednak to dziecko trzymal, a wtrynil je mlodej dokladnie w chwili.gdy narobilo w pieluche. Nie czekajac nawet, az mlodzi zejda ze stopni kosciola.
                              • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:14
                                tt-tka napisała:

                                > Znaczy jak ? Mlodzi odchodza od oltarza, staja na schodach (tak jest na zdjeciu
                                > ), a matka panny mlodej przodem poleciala ? Nietwarzowo cokolwiek w takiej wazn
                                > ej dla corki chwili, nie sadzisz ? no chyba, ze corka malowazna.
                                Moze wlasnie z tylu zostala? ;)
                                > Mlodzi ogarneli sie sami i wyniesli sie z Roosevelta w przyspieszonym tempie i
                                > daleko. Z pozytkiem dla siebie. Ale watek jest nie o mlodych, tylko o dziadkach
                                > i babkach, moze zauwazylas ? I w tej roli Gabuchna prezentuje sie nieszczegoln
                                > ie, zeby nie powiedziec gorzej.
                                W tej roli Gabuchny przede wszystkim prawie nie widzimy (dwie,trzy sceny?),wiec nijak sie jej w tej roli ocenic nie da- chyba,ze na podstawie domyslow.
                                > PS Watpie, by Roza slubowala z dzieckiem na rekach, do wymiany obraczek obie re
                                > ce potrzebne. Wyglada na to, ze podczas uroczystosci ktos jednak to dziecko trz
                                > ymal, a wtrynil je mlodej dokladnie w chwili.gdy narobilo w pieluche. Nie czeka
                                > jac nawet, az mlodzi zejda ze stopni kosciola.
                                Albo sama komus to dziecko z rak wyrwala, zeby je miec przy sobie jak najszybciej. Tego zwyczajnie nie wiemy. Jest tylko opis slubnej fotki- co tam sie dzialo tuz przed,tuz po zrobieniu zdjecia- brw. A raczej mrw ;)
                            • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:18
                              fornitta69 napisała:


                              > Akurat Rozy przy dziecku cala rodzina pomagala,to sie gdzies tam w tle przewija
                              > lo. Nawet Jozin mala Mile nosil na rekach. Pomoc naprawde nie musi oznaczac zmi
                              > eniania pieluch.

                              Nie pamiętam, żeby cała rodzina niańczyła Milę, nie pomyliło ci się z Kaziem ulejem? Ponadto Gaby nie widzimy pomagającej ANI RAZU.

                              > Pomoc mogl ktokolwiek

                              No właśnie. Gabunia też mogła, taka rwąca zawsze do pomocy. A nie pomogła.

                              > Ale jak nikt nie pomogl to tragedii nie ma,mlodzi sami ogarneli. Jezeli to bylo
                              > juz po wyjsciu z kosciola to nawet ryzyko zabrudzenia sukni slubnej juz nie ta
                              > kie straszne :)

                              Bo nie ma to jak w obfajdanej kiecce siedzieć na własnym weselu, prawdaż. Szczególnie jeśli wesele odbywało się poza domem, czyli młoda nie miała szafy pod ręką, a nie zaplanowała dostatecznie wytwornego przyodziewku na zmianę.
                              • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:31
                                bupu napisała:

                                > fornitta69 napisała:
                                >
                                >
                                > > Akurat Rozy przy dziecku cala rodzina pomagala,to sie gdzies tam w tle pr
                                > zewija
                                > > lo. Nawet Jozin mala Mile nosil na rekach. Pomoc naprawde nie musi oznacz
                                > ac zmi
                                > > eniania pieluch.
                                >
                                > Nie pamiętam, żeby cała rodzina niańczyła Milę, nie pomyliło ci się z Kaziem ul
                                > ejem? Ponadto Gaby nie widzimy pomagającej ANI RAZU.
                                Nie pomylilo. Jozin zabieral Mile z rak komus zdenerwowanemu Shoppami. I byla to albo Pyza albo ZUA Gaba wlasnie-nie pamietam juz.
                                > > Pomoc mogl ktokolwiek
                                >
                                > No właśnie. Gabunia też mogła, taka rwąca zawsze do pomocy. A nie pomogła.
                                Nawet nie mamy pewnosci,ze wtedy byla w poblizu. A moze Pyza zwyczajnie pomocy nie chciala. Mozemy sobie tak spekulowac do jutra :)
                                • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:51
                                  fornitta69 napisała:

                                  moze Pyza zwyczajnie pomocy
                                  > nie chciala. Mozemy sobie tak spekulowac do jutra :)

                                  Nie, no pewnie. Trzymajac w jedenj rece bukiet, a drugiej juz rozpowita Mile (tak zostala uwieczniona na zdjeciu) pomocy nie potrzebowala i nie chciala.

                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:55
                                    tt-tka napisała:

                                    > Nie, no pewnie. Trzymajac w jedenj rece bukiet, a drugiej juz rozpowita Mile (t
                                    > ak zostala uwieczniona na zdjeciu) pomocy nie potrzebowala i nie chciala.
                                    Spokojnie moglo tak byc. Znam takie mode matki kwoki,ktore wszystko zawsze przy dziecku muszą robic same. A tego bukietu nikt jej trzymac nie kazal,od czapy trzymac bukiet przy przewijaniu dziecka :D mogla na bok odlozyc i tyle.
                                    • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:48
                                      fornitta69 napisała:

                                      > tt-tka napisała:
                                      >
                                      > > Nie, no pewnie. Trzymajac w jedenj rece bukiet, a drugiej juz rozpowita M
                                      > ile (t
                                      > > ak zostala uwieczniona na zdjeciu) pomocy nie potrzebowala i nie chciala.
                                      > Spokojnie moglo tak byc. Znam takie mode matki kwoki,ktore wszystko zawsze przy
                                      > dziecku muszą robic same. A tego bukietu nikt jej trzymac nie kazal,od czapy t
                                      > rzymac bukiet przy przewijaniu dziecka :D mogla na bok odlozyc i tyle.

                                      Mogla, wszystko mogla. Ale nam podano TEN WLASNIE obrazek - Roza zostawiona sama sobie w bardzo uroczystej chwili, w wyjatkowo nietwarzowej i niewygodnej sytuacji.
                                      • ciotka_scholastyka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:25
                                        > Ale nam podano TEN WLASNIE obrazek - Roza zostawiona s
                                        > ama sobie w bardzo uroczystej chwili, w wyjatkowo nietwarzowej i niewygodnej sy
                                        > tuacji.

                                        Tylko widzisz, zarówno dla autorki, jak i dla Borejków, sytuacja jest anegdotyczna i zabawna - inaczej zdjęcie nie wylądowałoby na rodzinnej tablicy w kuchni. Więc nie ma co tutaj polemizować - tak miało być, było śmiesznie i jest miła wspominka.

                                        (Ja bym osobiście takiej foteczki nie eksponowała, ale ja też nie piszę hasełek o dłubaniu w zębach.)
                                        • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:29
                                          Ciotko, ze mialo byc smiesznie i anegdotycznie, to ja rozumiem :). Mialo byc.
                                          Oczywiscie, ze po rodzinie, ktora NAD STOLEM, przy ktorym sie je, wywiesza hasla o dlubaniu oraz apetyczne zdjecia IGS na nocniku i Mili z ufajdana pielucha mozna sie spodziewac wszystkiego. Na miejscu tych dzieciakow, gdy juz dorosna, puscilabym z dymem kuchnie. Osobiscie nawet albumy z takimi zdjeciami nie kazdemu pokazuje, a tu wystawa otwarta, wstep wolny...
                                          • gat45 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:40
                                            Komuś, kto jada w kuchni z wychodkiem w zasięgu nosa, widok nocnika na fotografii nie straszny.
                                        • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 13:17
                                          ciotka_scholastyka napisała:

                                          > > Ale nam podano TEN WLASNIE obrazek - Roza zostawiona s
                                          > > ama sobie w bardzo uroczystej chwili, w wyjatkowo nietwarzowej i niewygod
                                          > nej sy
                                          > > tuacji.
                                          >
                                          > Tylko widzisz, zarówno dla autorki, jak i dla Borejków, sytuacja jest anegdotyc
                                          > zna i zabawna - inaczej zdjęcie nie wylądowałoby na rodzinnej tablicy w kuchni.
                                          > Więc nie ma co tutaj polemizować - tak miało być, było śmiesznie i jest mił
                                          > a wspominka
                                          .
                                          >
                                          > (Ja bym osobiście takiej foteczki nie eksponowała, ale ja też nie piszę hasełek
                                          > o dłubaniu w zębach.)

                                          Uprzejmie przypominam, że dla tej rodziny powodem do śmiechu i żarcików jest bójka dwóch młodzieńców, w której najpierw jeden dusi drugiego kijem od mopa, a potem drugi rozbija pierwszemu nos rondelkiem. Do krwi. Poczucie humoru Borejków jest, delikatnie mówiąc, osobliwe.
                                          • ciotka_scholastyka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 14:44
                                            bupu napisała:

                                            > Uprzejmie przypominam, że dla tej rodziny powodem do śmiechu i żarcików jest bó
                                            > jka dwóch młodzieńców, w której najpierw jeden dusi drugiego kijem od mopa, a p
                                            > otem drugi rozbija pierwszemu nos rondelkiem. Do krwi. Poczucie humoru Borejków
                                            > jest, delikatnie mówiąc, osobliwe.

                                            No a o czym innym ja mówię?
                                        • vi_san Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 15:26
                                          Ja w ogóle jakaś dziwna jestem, ale jak przeczytałam o zdjęciu chyba IGS na nocniku [eksponowanym na tablicy rodzinnej] to mi się nasunęło, że ktoś powinien tej kretynce konkursowej matce młodego strzelić zdjęcie jak siedzi na... Tronie. Śmiało, majtki plączące się wokół kostek, łydki muskularne od teoretycznego biegania, w tle biała obłość muszli sedesowej... I to zdjęcie z dzielnym spojrzeniem spod dzielnej grzywki przyszpilić na tablicy. Albo wręcz wrzucić na fb, czy innego twittera. To by było, owszem, zabawne. No, nie rozumiem po prostu celu i idei robienia dziecku [czy komukolwiek] zdjęć w trakcie czynności tego typu!
                • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:11
                  fornitta69 napisała:

                  > Od zmieniania pieluch sa rodzice,nie dziadkowie. Zauwazmy,ze dziadkowie nie maj
                  > a zadnych obowiazkow wobec wnuczat- moga,ale NIC nie muszą przy nich robic.

                  Nie muszą, ale mogą, prawda? Na ten przykład mogą zająć się od czasu do czasu wnuczęciem, albo pomóc przy tymże wnuczęciu w sytuacji podbramkowej. Na przykład gdy rodzice wnuczęcia właśnie wychodzą z kościoła, wziąwszy przed chwilą ślub, a wnuczę akurat zdeponowało ładunek w pieluszce.

                  Z m
                  > ala Mila jest naprawde niewiele scen w Jezycjadzie i to,ze akurat "babciujaca"
                  > Gaba w nich nie wystepuje kompletnie o niczym nie swiadczy.

                  Brak scen pokazujących jak Gaba zajmuje się swoją pierwszą wnuczką o niczym nie świadczy? Żadnych wzmianek, żadnych westchnień Gabuni o tym jak za wnuczką tęskni, żadnych zdjęć małej Miluni w miejscu widocznym (prócz tego w trakcie wymiany pieluchy oczywiscie)?
                  Jasne.

                  > > Co innego ślubnie poczęte Fidelisię, tu Gaba małpiego rozumu dostaje grub
                  > o prze
                  > > d narodzinami, majacząc o pakowaniu tornistra i innych takich.
                  > Dostaje malpiego rozumu? Serio?

                  Serio. Podnieca się tym, jak to będzie pakować tornister dziecku, które się jeszcze nie narodziło i które z całą pewnością nie będzie z nią mieszkać. Znaczy cokolwiek odleciała.
                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 20:21
                    bupu napisała:

                    > Brak scen pokazujących jak Gaba zajmuje się swoją pierwszą wnuczką o niczym nie
                    > świadczy?
                    Swiadczy o tym,ze ksiazka ma byc ciekawa. W tym celu powinna zawierac fabule a nie szczegolowe opisy kazdego kroku Gaby.
                    Żadnych wzmianek, żadnych westchnień Gabuni o tym jak za wnuczką tęs
                    > kni, żadnych zdjęć małej Miluni w miejscu widocznym (prócz tego w trakcie wymia
                    > ny pieluchy oczywiscie)?
                    > Jasne.
                    Jasne,tylko ze takie sceny sa. Jestem na 99% pewna,ze gdzies tam bylo,ze Gaba do Rozy i do Mili lata w odwiedziny i nawet o tesknieniu tez cos tam bylo wspomniane...
                    > > > Co innego ślubnie poczęte Fidelisię, tu Gaba małpiego rozumu dostaj
                    > e grub
                    > > o prze
                    > > > d narodzinami, majacząc o pakowaniu tornistra i innych takich.
                    > > Dostaje malpiego rozumu? Serio?
                    >
                    > Serio. Podnieca się tym, jak to będzie pakować tornister dziecku, które się jes
                    > zcze nie narodziło i które z całą pewnością nie będzie z nią mieszkać. Znaczy c
                    > okolwiek odleciała.
                    Skoro to jest odlecenie,to 50% znanych mi dziadkow i babc jest odleciana :D
                    • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 21:56
                      fornitta69 napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > Brak scen pokazujących jak Gaba zajmuje się swoją pierwszą wnuczką o nicz
                      > ym nie
                      > > świadczy?
                      > Swiadczy o tym,ze ksiazka ma byc ciekawa. W tym celu powinna zawierac fabule a
                      > nie szczegolowe opisy kazdego kroku Gaby.

                      Po pierwsze, nikt nie wymaga szczegółowych opisów każdego kroku Gaby. Po drugie, Jezycjada już od dawna jest telenowelą o Borejkach, w której fabuła kuleje potężnie.

                      > Żadnych wzmianek, żadnych westchnień Gabuni o tym jak za wnuczką tęs
                      > > kni, żadnych zdjęć małej Miluni w miejscu widocznym (prócz tego w trakcie
                      > wymia
                      > > ny pieluchy oczywiscie)?
                      > > Jasne.
                      > Jasne,tylko ze takie sceny sa. Jestem na 99% pewna,ze gdzies tam bylo,ze Gaba d
                      > o Rozy i do Mili lata w odwiedziny i nawet o tesknieniu tez cos tam bylo wspomn
                      > iane...

                      W "Sprężynie" była wzmianeczka o tym, że Gaba raz odwiedziła Fryców w Oksfordzie, natomiast stęsknione za Milą były Milicja i pani Schoppe (nie Shoppe).
                      • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:04

                        > > bupu napisała:
                        > Po pierwsze, nikt nie wymaga szczegółowych opisów każdego kroku Gaby.
                        Alez wymaga,wymaga. Wszystko czego w ksiazce zwyczajnie nie ma (bo nie) jest interpretowane na niekorzysc oskarzonej ;)
                        Po drugie
                        > , Jezycjada już od dawna jest telenowelą o Borejkach, w której fabuła kuleje po
                        > tężnie.
                        Owszem. Ale gdyby MM jeszcze w to wepchnela dodatkowe opisy Gaby nianczacej niemowleciem byloby jeszcze bardziej nudno i slodko.
                        > W "Sprężynie" była wzmianeczka o tym, że Gaba raz odwiedziła Fryców w Oksfordzi
                        > e, natomiast stęsknione za Milą były Milicja i pani Schoppe (nie Shoppe).
                        No tak wzmianeczka,zamiast 10 stronicowego opisu tesknoty Gabona. To musi o czyms swiadczyc! :D A Gaba to tylko do Rozy jezdzila,na mala Mile na pewno nawet nie spojrzala w czasie wizyty. Tadaaam: mamy Najgorsza Babcie Jezycjady!
                        • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:26
                          fornitta69 napisała:

                          >
                          > > > bupu napisała:
                          > > Po pierwsze, nikt nie wymaga szczegółowych opisów każdego kroku Gaby.
                          > Alez wymaga,wymaga. Wszystko czego w ksiazce zwyczajnie nie ma (bo nie) jest in
                          > terpretowane na niekorzysc oskarzonej ;)
                          > Po drugie
                          > > , Jezycjada już od dawna jest telenowelą o Borejkach, w której fabuła kul
                          > eje po
                          > > tężnie.
                          > Owszem. Ale gdyby MM jeszcze w to wepchnela dodatkowe opisy Gaby nianczacej nie
                          > mowleciem byloby jeszcze bardziej nudno i slodko.

                          Ja nie wymagam opisów, wcześniej całkiem jasno pisałam o braku wzmianek na ten temat. Wzmianek, nie opisów. Takich, jak ta o wylocie Milicji i pani Schoppe do Anglii, dwa zdania i już.

                          > > W "Sprężynie" była wzmianeczka o tym, że Gaba raz odwiedziła Fryców w Oks
                          > fordzi
                          > > e, natomiast stęsknione za Milą były Milicja i pani Schoppe (nie Shoppe).
                          > No tak wzmianeczka,zamiast 10 stronicowego opisu tesknoty Gabona. To musi o czy
                          > ms swiadczyc! :D A Gaba to tylko do Rozy jezdzila,na mala Mile na pewno nawet n
                          > ie spojrzala w czasie wizyty. Tadaaam: mamy Najgorsza Babcie Jezycjady!

                          No jedna wzmianka o zainteresowaniu Gaby wnuczką na ileś tam tomów. Gaby, powtarzam, której duszne rozterki i dumania autorka serwuje nam z regularnością zegara z kukułką. Dla małej Mili tam jednak miejsca jakoś nie ma. Nie czyni to z Gaby najgorszej babci świata, ale babci roku też nie.
                          • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:37

                            > Ja nie wymagam opisów, wcześniej całkiem jasno pisałam o braku wzmianek na ten
                            > temat. Wzmianek, nie opisów. Takich, jak ta o wylocie Milicji i pani Schoppe do
                            > Anglii, dwa zdania i już.
                            >
                            > > > W "Sprężynie" była wzmianeczka o tym, że Gaba raz odwiedziła Fryców
                            > w Oks
                            > > fordzi
                            > > > e, natomiast stęsknione za Milą były Milicja i pani Schoppe (nie Sh
                            > oppe).
                            Podczytuje ostatnio to forum- gdyby MM chciala zamiescic wszystkie te wzmianki,ktorych Wam brakuje (Gaba teskniaca za Mila,odwiedzanie Metodego przez Grzegorza i tysiac innych) to juz na nic innego by jej nie zostalo miejsca.
                            Poza tym sorry,ale sama sobie przeczysz. Jest wzmianka o Gabie to nazywasz ja "wzmianeczka" - czyli: jest, ale sie nie liczy. Bo nie. Bo za krotka.
                            • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:44
                              fornitta69 napisała:



                              > Podczytuje ostatnio to forum- gdyby MM chciala zamiescic wszystkie te wzmianki,
                              > ktorych Wam brakuje (Gaba teskniaca za Mila,odwiedzanie Metodego przez Grzegorz
                              > a i tysiac innych) to juz na nic innego by jej nie zostalo miejsca.

                              Tak ? Ciekawe, ze w SK byla w stanie zamiescic WSZYSTKIE potrzebne i istotne informacje. I starczylo miejsca na akcje, na charakterystyke bohaterow, ich wzajemnych stosunkow - nawet na to, czego w neo brakuje najbardziej - ROZWOJ postaci. A ksiazka wcale nie gruba...


                              > Poza tym sorry,ale sama sobie przeczysz. Jest wzmianka o Gabie to nazywasz ja "
                              > wzmianeczka" - czyli: jest, ale sie nie liczy. Bo nie. Bo za krotka.

                              Nie w tym rzecz, ze za krotka, tylko zabraklo istotnej rzeczy - co mianowicie pchnelo Gabona do Oksfordu. Bo ze Milicje i pania Schoppe tesknota za wnuczka/prawnuczka, to autorka zdolala powiadomic.
                              Mo-ty-wac-ja dzialan i zaniechan. tego bardzo brak przy potwornie plaskiej i nudnej postaci, ktora stala sie GBS
                              • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:49
                                tt-tka napisała:


                                > Tak ? Ciekawe, ze w SK byla w stanie zamiescic WSZYSTKIE potrzebne i istotne in
                                > formacje. I starczylo miejsca na akcje, na charakterystyke bohaterow, ich wzaje
                                > mnych stosunkow - nawet na to, czego w neo brakuje najbardziej - ROZWOJ postaci
                                > . A ksiazka wcale nie gruba...

                                Otóż właśnie. Może jakby było mniej wzmianek, wzmianeczek i opisów o tym co bohaterowie zeżarli i wypili, mniej opisów przyrody i przemów Ignaca, to znalazłoby się miejsce na rzeczy istotne dla fabuły oraz dla rozwoju i charakterystyki postaci.
                              • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:54
                                tt-tka napisała:

                                > fornitta69 napisała:
                                > Nie w tym rzecz, ze za krotka, tylko zabraklo istotnej rzeczy - co mianowicie p
                                > chnelo Gabona do Oksfordu. Bo ze Milicje i pania Schoppe tesknota za wnuczka/pr
                                > awnuczka, to autorka zdolala powiadomic.
                                > Mo-ty-wac-ja dzialan i zaniechan. tego bardzo brak przy potwornie plaskiej i nu
                                > dnej postaci, ktora stala sie GBS
                                A co moglo tam Gabe pchnac? Chec zwiedzania? Naprawde wszystko trzeba pisac tak dokladnie? Baba odwiedza corke,jej meza i jej dziecko. Gdyby ich miala gdzies to po co by odwiedzala? Zeby kreowac swoj wizerunek zapewne? :P
                                • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 23:34
                                  A wzmianka o tesknocie babc B. i S. po co byla ? Naprawde trzeba wszystko pisac tak dokladnie ?
                                  Wzglednie - przy jednych postaciach pisac trzeba, a przy innych nie ? Bo ma byc oczywiste ? No wiec nie jest.
                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 23:44
                                    tt-tka napisała:

                                    > A wzmianka o tesknocie babc B. i S. po co byla ? Naprawde trzeba wszystko pisac
                                    > tak dokladnie ?
                                    > Wzglednie - przy jednych postaciach pisac trzeba, a przy innych nie ? Bo ma byc
                                    > oczywiste ? No wiec nie jest.
                                    No wiec byloby to kompletnie niestrawne wg mnie, gdyby MM wszystko tak dokladnie wyluszczala. Np. "Pyza poglaskala Fryderyka po policzku- bo go kochala. Ida nazwala Lusie wiewiora- bo ja kochala. Ida i Marek kochali sie nad jeziorem- bo sie kochali" ;) Zreszta...jak Gaba mysli "jak ja ich wszystkich kocham" to jest to milosc wylacznie deklaratywna,bo nie ida za nia czyny. Jak Gaba odwiedza corke i wnuczke (czyn) to tez jest zle, bo nie jest napisane czarno na bialym, ze robi to z milosci.
                                    Czyli odwiedzala "bo tak wypada"? Bo nie wiem, jakie jeszcze mogla miec powody? Niecne powody,to jasne. Ale jakie konkretnie?
                                    • zla.m Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 06:51
                                      Chciała sobie wreszcie te straszne zagramanicę obejrzeć, mając za darmo wikt, opierunek, obsługę i czułą publikę.

                                      Rozumiem, że wkurza Cię jeżdżenie niemiłosierne po Gabie, mnie też :) Ale faktycznie jako babci NIGDY jej nie widzimy, a widzimy ją jako: skowyczącą nad rodzicami córkę, siostrę wszystkich sióstr, żonę, mamusie oraz pania profesor, za którą studenci biegną jak psiaki. Więc ten brak jednak robi się znaczący (choć podejrzewam, że wynika jedynie z tego, że pani MM mała Mila służyła jedynie jako Nieślubna Ciąża i Jej Efekt, Który Wzrusza Zatwardziałe Serca, a obecnie jest po prostu wzmianką).
                                      • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 07:57
                                        zla.m napisała:

                                        > Chciała sobie wreszcie te straszne zagramanicę obejrzeć, mając za darmo wikt, o
                                        > pierunek, obsługę i czułą publikę.
                                        Mozna to i tak interpretowac. Ale nie trzeba ;)
                                        > Rozumiem, że wkurza Cię jeżdżenie niemiłosierne po Gabie, mnie też :)
                                        Nie tyle wkurza, co dziwi. Dlatego wkladam kij w mrowisko :P Bo im bardziej draze temat,tym bardziej zaskakujace interpretacje otrzymuje...
                                        Ale fakty
                                        > cznie jako babci NIGDY jej nie widzimy,
                                        Tez juz wczesniej pisalam,ze w roli babci jej praktycznie nie widzimy. Wiec nie ma na czym bazowac zeby jej babciowanie ocenic. Wiec skad ona w watku o dziadkach? Czemu Gaba (postac raczej nudna) pojawia sie niemal w kazdym watku? Czemu budzi az tyle emocji? Ciekawi mnie to.
                                        >
                                        • iskrzy_54 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:00
                                          Czemu Gaba (postac raczej nudna) pojawia sie niemal w kazdym watku? Czemu budzi az tyle emocji? Ciekawi mnie to.

                                          Zapewne dlatego, że zżera nas zazdrość: jesteśmy (we własnym mniemaniu) dużo lepszymi od Gaby matkami, córkami, siostrami, ciotkami, babciami, profesorami oraz koszykarkami, etc., ale nikt nas nie stawia na piedestale, nikt nie podziwia naszej dzielności, nikt nie potępia w czambuł osobników, które się nas ośmielają skrytykować. A w ogóle to pytanie Fornitty równie dobrze mogłoby brzmieć: dlaczego NeoJeżycjada budzi takie emocje? I odpowiedź będzie podobna: bo deklaracja odautorska rozjeżdża się z rzeczywistością, bo lansowanie patologii jako wzoru z Sevres w powieści dla nastolatek może im z mózgu uczynić kisielek i będą kilka dziesiątków lat szantażowały wszystkich dookoła swoją żałobą po CKNUKU jak dzielna, bardzo dzielna Gaba, bo nie lubimy jak się coś psuje, bo jesteśmy jak regularni oglądacze telenoweli, którzy nie znoszą przemiany bohatera o 180%, bo Autoressa zawzięcie nas przekonuje o doskonałości Gabona. Pewnie by się jeszcze inne powody znalazły, ale mi się nie chce myśleć (jest za wcześnie).

                                          PS. Z własnego doświadczenia wiem, że zafascynowanie literaturą może zdrowo namieszać w nastoletnim życiu, sama byłam Scarlet wzdychającą do Ashleya i poniewczasie zdałam sobie sprawę, co odrzuciłam.
                                          • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:12
                                            iskrzy_54 napisała:

                                            > Zapewne dlatego, że zżera nas zazdrość: jesteśmy (we własnym mniemaniu) dużo le
                                            > pszymi od Gaby matkami, córkami, siostrami, ciotkami, babciami, profesorami ora
                                            > z koszykarkami, etc., ale nikt nas nie stawia na piedestale, nikt nie podziwia
                                            > naszej dzielności, nikt nie potępia w czambuł osobników, które się nas ośmielaj
                                            > ą skrytykować.
                                            Nie kupuje tego wyjasnienia :D Juz predzej jest czego zazdroscic Mili,ktora robi kariere dramaturga i jak kogos ofuka to "tak cudownie wspiera jak nikt" ;)
                                            A w ogóle to pytanie Fornitty równie dobrze mogłoby brzmieć: dla
                                            > czego NeoJeżycjada budzi takie emocje? I odpowiedź będzie podobna: bo deklaracj
                                            > a odautorska rozjeżdża się z rzeczywistością, bo lansowanie patologii jako wzor
                                            > u z Sevres w powieści dla nastolatek może im z mózgu uczynić kisielek i będą ki
                                            > lka dziesiątków lat szantażowały wszystkich dookoła swoją żałobą po CKNUKU jak
                                            > dzielna, bardzo dzielna Gaba, bo nie lubimy jak się coś psuje, bo jesteśmy jak
                                            > regularni oglądacze telenoweli, którzy nie znoszą przemiany bohatera o 180%, bo
                                            Ale czemu cale rozczarowanie Neo skrupia sie na Gabie? A nie np na Ignacu,z ktorego MM zrobila jakies dziwne cos? Albo na Idzie,ktora w McDusi jest koszmarem sennym kazdej pulchnej nastolatki? Opis odautorski Mili z jej zachowaniem tez sie rozjezdza. Wiec ja tej fascynacji akurat Gaba dalej do konca nie rozumiem,pomimo Twoich wyjasnien.

                                            > PS. Z własnego doświadczenia wiem, że zafascynowanie literaturą może zdrowo nam
                                            > ieszać w nastoletnim życiu, sama byłam Scarlet wzdychającą do Ashleya i poniewc
                                            > zasie zdałam sobie sprawę, co odrzuciłam.
                                            W Neo jest wg mnie duzo gorszych "wychowawczo" rzeczy niz wkladanie na piedestal Gaby. Chocby Jozin przemocowiec jako wzorzec Prawdziwego Mezczyzny...
                                            • iskrzy_54 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 10:48
                                              Nie kupuje tego wyjasnienia :D Juz predzej jest czego zazdroscic Mili,ktora robi kariere dramaturga i jak kogos ofuka to "tak cudownie wspiera jak nikt" ;)

                                              Fornitto, to ironia była, kariery Kalającego Burka nikt nie zazdrości, bo mało kto ja kupuje, a i niewiele z nas widzi się w roli wziętego dramaturga w przeciwieństwie do pozostałych ról, które pełnimy. Rozczarowanie skupia się na Gabie bo jest najbardziej irytująca, dupowatego Ignaca Autoressa nigdy nie przedstawiała jako niewzruszonego centruma, od początku był dupowaty, a pozostałym tez się dostawało, wzorzec Gaby jako Matki Polki jest gorszy IMHO niż Niezłomnego Rycerza, bo właśnie takie Gabony wychowują takich rycerzy (oraz dzieci z DDD)
                                              • iskrzy_54 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 10:49
                                                PS. jak Co jeżdżenie po Gabie przeszkdza to po prostu nie czytaj Forum :)
                                                • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 11:01
                                                  iskrzy_54 napisała:

                                                  > PS. jak Co jeżdżenie po Gabie przeszkdza to po prostu nie czytaj Forum :)
                                                  Tzn czytac forum moze tylko ten,kto sie zgadza z jedynie slusznymi tezami forum? Równie dobrze moglabym Ci napisac: jak Cie denerwuja moje posty, to ich nie czytaj- ale tak nie napisze bo to dziecinada :P (Pisalam juz,ze jezdzenie z pasja po Gabie mnie ciekawi, a nie denerwuje.)
                                                  • iskrzy_54 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 11:08
                                                    Tzn czytac forum moze tylko ten,kto sie zgadza z jedynie slusznymi tezami forum? Równie dobrze moglabym Ci napisac: jak Cie denerwuja moje posty, to ich nie czytaj- ale tak nie napisze bo to dziecinada :P (Pisalam juz,ze jezdzenie z pasja po Gabie mnie ciekawi, a nie denerwuje.)

                                                    Masz rację co do meritum, moja wielka culpa, ale sądząc po Twoich (licznych) postach w obronie Gaby, nie jest to tak zupełnie prawdziwe.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 11:14
                                                    iskrzy_54 napisała:

                                                    > Masz rację co do meritum, moja wielka culpa,
                                                    Spoko,nie ma sprawy :)
                                                    ale sądząc po Twoich (licznych) po
                                                    > stach w obronie Gaby, nie jest to tak zupełnie prawdziwe.
                                                    Ja w zamierzeniu nie chcialam bronic Gaby,tylko raczej postulowac zeby interpretacje nie byly podawane jako niezaprzeczalne fakty. Bo wiekszosc dyskusji tutaj to przeciez wlasnie nasze interpretacje. I nie jest tak ,ze jedne sa sluszne,inne nie. Te same sceny/braki scen jak najbardziej mozna roznie odbierac :)
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 11:59
                                                    Ja tam mam coś na obronę Gaby w roli babci - otóż ona może się czuć zwyczajnie za młoda do tej roli i nie umieć się odnaleźć. Nawet rozumiem to myślenie o tornistrze dziecka Laury, moja osobista matka częściej myśli o nastolęctwie mojej córki niż o tym, że aktualnie to mała potrzebuje misia, butów co dwa tygodnie i znalezienia sensownych zajęć dla przedszkolaków. Moja matka myśli o tym - uwaga, uwaga - że kiedyś będzie fajnie pójść na piwo z moją córką i myślała o tym mniej więcej od czasu kiedy dowiedziała się, że zostanie babcią.
                                                    Natomiast zauważmy, że Grzegorz w ogóle nie poczuwa się do bycia dziadkiem. Już pal licho mała Mila, chociaż miło byłoby gdyby się jakoś tym przejął, on ma w nosie własne rodzone wnuki i jego dziadkowanie kończy się na informacjach, że Elka znowu rzyga.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 12:47
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Natomiast zauważmy, że Grzegorz w ogóle nie poczuwa się do bycia dziadkiem. Już
                                                    > pal licho mała Mila, chociaż miło byłoby gdyby się jakoś tym przejął, on ma w
                                                    > nosie własne rodzone wnuki i jego dziadkowanie kończy się na informacjach, że E
                                                    > lka znowu rzyga.
                                                    Elke juz wczesniej troche olewal- byl dla niej raczej kiepskim ojcem,wiec mnie jego brak dziadkowania jej dziecku (dzieciom?) w ogole nie dziwi. On sie w roli ojca zaczal jakos tam spleniac dopiero przy IGS- choc i tu biedak znowu zawalil.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 12:50
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Ja tam mam coś na obronę Gaby w roli babci - otóż ona może się czuć zwyczajnie
                                                    > za młoda do tej roli i nie umieć się odnaleźć.

                                                    Za mloda czy niedojrzala ? :)
                                                    Jak sie "zakotwiczyla duchem na swoich 17 latach", tak juz jej zostalo ?
                                                    Mnie sie wydaje raczej (i to nie obrona), ze ona programowo nie odnajduje sie w rolach matki, babci, macochy... jest taka migawka, nie pamietam w ktorym tomie (ale juz podwojnie zamezna i trzykrotnie dzieciata) "najstarsza corka, najstarsza siostra ! ktos taki musi byc niezawodny!". Ona sie definiuje i spelnia w tych dwoch rolach, corki i siostry, i wystarczy. Jej wystarczy, rodzinie tez i ma wystarczyc czytelnikom.
                                                  • apersona Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 14.02.17, 21:21
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Za mloda czy niedojrzala ? :)

                                                    Czy Gaba miała już aby 45 lat gdy została zrobiona w babcię? I czemu miałaby świrować do Mili bis, wszak przerabiała słoćkie ciumkanie z Pyzunią i IGS, może i Tygryskiem - niemowlęctwo Laury upłynęło poza akcją. Może Gaba zajęła się była wówczas karierą zawodową?
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 14.02.17, 21:38
                                                    Miala 43-44. Kariere zawodowa zrobila wczesniej, wedle MM juz w TiR jest habilitowana. Nie wnikam, ile w tym sensu, bo prawdopodobienstwa wiemy, ze zero. Poza tym w czasie, gdy Roza byla w pologu jej matka siedziala w porzeczkach, a nie na uczelni.
                                                  • pi.asia Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 14.02.17, 23:43
                                                    A myślałyście, jaką babcią byłaby pani Lelujkowa? Bo mnie się wydaje, że wspaniałą. Taki duet Metody i ona, albo Żaczek i ona to byłby wzorzec z Sevres! Ona - ciepła, wspaniale gotująca (zauważyłyście, że babcie z reguły cudownie gotują?), opiekuńcza, kochająca, a przy tym mądra, rozsądna i odpowiedzialna. Natomiast ten nieco narwany Metody wniósłby w życie wnuczęcia odrobinę szaleństwa i, tak pięknie nazwane, wszystkie rozkosze wieku dziecięcego. W zasadzie troszkę by konkurowali o względy wnuków ;)
                                                    Z kolei Żaczek cudownie by się z babcią Lelujkową uzupełniał. Byłby drugim filarem tej samej budowli. A ile wspaniałych opowieści z życia rodziny opowiedzieliby wnukom!

                                                    Ech, głupia ta Różyczka.... Gdyby wybrała Wiktora, miałaby za jednym zamachem fajnego, przystojnego i niegłupiego faceta, i świetną teściową, i wymarzoną babcię dla dziecka... A jej ciąża na pewno nie zostałaby nazwana "pułapką biologiczną"....
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 10:56
                                                    pi.asia napisała:

                                                    > A myślałyście, jaką babcią byłaby pani Lelujkowa? Bo mnie się wydaje, że wspani
                                                    > ałą. Taki duet Metody i ona, albo Żaczek i ona to byłby wzorzec z Sevres! Ona -
                                                    > ciepła, wspaniale gotująca (zauważyłyście, że babcie z reguły cudownie gotują?
                                                    > ), opiekuńcza, kochająca, a przy tym mądra, rozsądna i odpowiedzialna.
                                                    Mysle,ze bylaby dobra babcia,bo byla zwyczajnie dobrym czlowiekiem. Ale z tym "wzorcem" to juz chyba przegiecie ;)
                                                    > Ech, głupia ta Różyczka.... Gdyby wybrała Wiktora, miałaby za jednym zamachem f
                                                    > ajnego, przystojnego i niegłupiego faceta, i świetną teściową, i wymarzoną babc
                                                    > ię dla dziecka... A jej ciąża na pewno nie zostałaby nazwana "pułapką biologicz
                                                    > ną"....
                                                    E tam,ja w Wiktorze niczego szczególnego nie dostrzeglam poza uroda. Troche Roze traktowal jak bezwolny przedmiot...
                                                  • gat45 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 11:18
                                                    Różę wszyscy traktują jak bezwolny przedmiot. Inna rzecz, że kiedy raz zdecydowała coś zrobić sama (pod teleskopem) i wziąć inicjatywę w swoje... hmmm... ręce, to wiadomo, jak się skończyło.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 11:30
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Różę wszyscy traktują jak bezwolny przedmiot. Inna rzecz, że kiedy raz zdecydow
                                                    > ała coś zrobić sama (pod teleskopem) i wziąć inicjatywę w swoje... hmmm... ręce
                                                    > , to wiadomo, jak się skończyło.
                                                    Ales Ty zlosliwa ;D A....jezeli Roza faktycznie zastawila na Fryca pułapke biologiczna? Udalo jej sie go uwiesc i zaciazyc od pierwszego kopa? Moze my wszyscy lubej Różyczki nie doceniamy? Moze ona taka slodka tylko na buzi? :P
                                                  • gat45 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 11:49
                                                    Przecież chcesz dyskutować wyłącznie na podstawie słowa napisanego ? Więc wiemy, że chciała w ten sposób Frycka do siebie przywiązać, tako rzecze tekst źródłowy. Czy jej się uwidziało, że jak zada się z nią płciowo to od razu uroki NASA zbledną i młody, obiecujący naukowiec-pasjonat zrezygnuje z prestiżowego stypendium ? Czy brała pod uwagę możliwość zaistnienia owocu igraszek podteleskopowych ? I przede wszystkim : DLACZEGO zwlekała z oznajmieniem, że jest w stanie błogosławionym aż do przedednia planowanego wyjazdu Frycka ? Nie wiemy, MM tego nie pisze expressis verbis. Niemniej całość obrazu daje nam dziewczę o inteligencji naprawdę nienachalnej, delikatnie rzecz ujmując.
                                                    Poza tym w scenie ze słodką babunią ona nie płacze, że jest w ciąży - miała już blisko 3 miesiące na oswojenie się z tą myślą - tylko dlatego, że Frycek wybrał stypendium, a nie ją.
                                                    Wybacz, ale dla mnie całe postępowanie Róży w tej sprawie jest tak głupie, że aż trudno mi uwierzyć, że ona ma wszystko po kolei w tej ślicznej główce. Zahukali ją na amen.

                                                    PS Zasmuciłaś mnie. Bardzo się staram nie być złośliwa, od lat się staram niezliczonych. Widać jednak czasem przebija.... Taka natura plus fakt bycia młodszą siostrą starszego brata-awanturnika, więc to była moja jedyna broń :(
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 11:57
                                                    gat45 napisała:
                                                    Czy brała pod uwagę możliwość zaistnienia owocu igraszek podteleskopowyc
                                                    > h ?
                                                    Raczej nie. Wizja perfidnej Pyzy to byl z mojej strony tylko zart :)
                                                    > Wybacz, ale dla mnie całe postępowanie Róży w tej sprawie jest tak głupie, że a
                                                    > ż trudno mi uwierzyć, że ona ma wszystko po kolei w tej ślicznej główce. Zahuka
                                                    > li ją na amen.
                                                    Czy zahukali? Ona sie chyba po prostu juz urodzila "nienachalnie inteligentna" ;)
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 12:17
                                                    fornitta69 napisała:


                                                    > Czy zahukali? Ona sie chyba po prostu juz urodzila "nienachalnie inteligentna"
                                                    > ;)

                                                    A skad ! Mala - tak do 10 lat - Roza jest i nieglupia, i charakterek przejawia, i poczucie humoru. Cofnela sie w rozwoju pod wplywem zycia w tej cholernej rodzinie, ktora jej los przydzielil.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 12:22
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > A skad ! Mala - tak do 10 lat - Roza jest i nieglupia, i charakterek przejawia,
                                                    > i poczucie humoru. Cofnela sie w rozwoju pod wplywem zycia w tej cholernej rod
                                                    > zinie, ktora jej los przydzielil.
                                                    Mozna prosić o jakies przyklady charakterku Pyzy? Bo ja pamietam tylko jej dobre serduszko,przejawow charakteru czy inteligencji jakos nie...
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 16:18
                                                    A prosze bardzo. Juz zwijajaca sie (13-letnia) Roza w NiN po spotkaniu ze straszna Barbara zachowuje sie jak trzeba - Laura odyma sie i robi cierpietnicze miny, Natalia jaka sie i wylamuje palce, a Roza jako jedyna spokojnie zwraca uwage, ze przedzial jest dla niepalacych i pani powinna go opuscic. I jest skuteczna.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 16:34
                                                    Ajc. Pyza tutaj pokazuje,ze ma dobry charakter-w mgnienu oka wybacza chorej Laurce i staje w jej obronie. Ale jej interwencja nie pokazuje,zeby to bylo inteligentne,czy dowcipne dziewcze. W NiN Pyza ma 13 (!) lat a przez wiekszosc ksiazki zachowuje sie jakby miala ok 10...
                                                  • pi.asia Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:04
                                                    Pamiętam, że Pyza ostro postawiła się siostrze w obronie Grzesia, którego Tygrys nazwał "macochem". Kazała jej odszczekać i wypluć. Niestety, sympatyczny wydźwięk tej sceny został kompletnie spartolony przez odautorskie stwierdzenie "Laura splunęła SOCZYŚCIE". Błeeeeeeeyyyyeeee.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:17
                                                    pi.asia napisała:

                                                    > Pamiętam, że Pyza ostro postawiła się siostrze w obronie Grzesia, którego Tygry
                                                    > s nazwał "macochem". Kazała jej odszczekać i wypluć. Niestety, sympatyczny wydź
                                                    > więk tej sceny został kompletnie spartolony przez odautorskie stwierdzenie "Lau
                                                    > ra splunęła SOCZYŚCIE". Błeeeeeeeyyyyeeee.
                                                    No ok,ale to dowodzi posiadania "charakterku" czy dowcipu,czy moze inteligencji? Nie byla zapozniona,nie byla glupia,ale specjalnie bystra tez raczej nie.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:10
                                                    Totez pisze, jest to okres JUZ zwijania sie Rozy, nastolecie na dziewczyne padlo (okres intensywnego rozwoju, ale u Borejkow wrecz przeciwnie) - niemniej kiepsko, mam wrazenie, te scene pamietasz.
                                                    Roza oburzyla sie na krytyke matki, oczy Laury byly tylko (wcale dowcipnym w tej sytuacji) pretekstem wytkniecia Barbarze jej podlosci (!), ale zasadniczo chodzilo o zamkniecie pani buzi i pozbycie sie jej z przedzialu. I to zdzialala nie dorosla opiekunka Natalia, nie arogancka Laura, tylko wlasnie Roza.
                                                    Wczesniej tez cos bylo, nie chce mi sie w tej chwili grzebac, zreszta Rozy - dziecka (poza Noelka) prawie nie ma. Bardzo wygodne dziecko, w niczym matce nie przeszkadza...ale prezenty, ktore robi, jakies jej odzywki i zachowania swiadczyly o tym, ze i nieglupia, i ma wlasne zdanie (oraz objawia je, wtedy jeszcze tak). Przetrzepie P i DP, to dopisze, bo pozniej mamy juz nastolatke. Cofajaca sie.

                                                    Zreszta ten sam proces mamy u Laury, tylko przebiega pozniej. Do JT mniej wiecej Laura rozwija sie, a potem juz tylko cofa w rozwoju :(
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:26
                                                    tt-tka
                                                    > Roza oburzyla sie na krytyke matki, oczy Laury byly tylko (wcale dowcipnym w te
                                                    > j sytuacji) pretekstem wytkniecia Barbarze jej podlosci (!), ale zasadniczo cho
                                                    > dzilo o zamkniecie pani buzi i pozbycie sie jej z przedzialu. I to zdzialala ni
                                                    > e dorosla opiekunka Natalia, nie arogancka Laura, tylko wlasnie Roza.
                                                    Faktycznie slabo pamietam. Bo wydawalo mi sie,ze Roza doprowadzila do zgaszenia fajki. A do opuszczenia przedzialu doprowadzil niegrzeczny wybuch Laury. To nie Laura krzyknela "co ona tu chromoli o naszej mamie",czy cos w tym stylu?
                                                    > Wczesniej tez cos bylo, nie chce mi sie w tej chwili grzebac, zreszta Rozy - dz
                                                    > iecka (poza Noelka) prawie nie ma.
                                                    Nie ma jej,a jak juz jest to lagodna, dziecinna, o dobrym sercu...Ale z ktorej strony ona ma "charakterek"? Dowcipna owszem,bywala, jakis fajny cytat raz rzucila panu Jankowiakowi,kiedy zaproponowal dziewczynkom zeby pomyly mamie nacznia, z Tomkiem-Gwiazdorem sie przekomarzala w Noelce :) Nie byla tlukiem skonczonym,ale cieple kluchy z niej byly zawsze.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:31
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Roza oburzyla sie na krytyke matki, oczy Laury byly tylko (wcale dowcipnym w te
                                                    > j sytuacji) pretekstem wytkniecia Barbarze jej podlosci (!),
                                                    Serio byly tylko pretekstem? Inaczej to zapamietalam. Jako bardzo ladne zachowanie Pyzy,ktora bronila mlodszej,chorej siostry. Ale dawno czytalam,moglo mi sie cos pokrecic.
                                                  • gat45 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:44
                                                    Jest też gdzieś taka scena : Gaba z obiema dziewczynkami na ulicy. Pyza domaga się kilkakrotnie, żeby mama powiedziała Laurze, to ona ma rację, że nie wolno czytać cudzych listów. Chyba nawet szarpie matkę za rękaw. Tylko jakoś zupełnie nie pamiętam, żeby Gaba zainteresowała się tematem, ma coś innego na głowie.
                                                    Przypomni ktoś, jak to było i gdzie ? Bo to pominięcie takiego tematu milczeniem drażni mnie prawie tak mocno, jak tolerowanie u swojego dziecka złodziejstwa i sprzeniewierzenia.
                                                  • pi.asia Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:26
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Jest też gdzieś taka scena : Gaba z obiema dziewczynkami na ulicy. Pyza domaga
                                                    > się kilkakrotnie, żeby mama powiedziała Laurze, to ona ma rację, że nie wolno c
                                                    > zytać cudzych listów. Chyba nawet szarpie matkę za rękaw. Tylko jakoś zupełnie
                                                    > nie pamiętam, żeby Gaba zainteresowała się tematem, ma coś innego na głowie.
                                                    > Przypomni ktoś, jak to było i gdzie ? Bo to pominięcie takiego tematu milczenie
                                                    > m drażni mnie prawie tak mocno, jak tolerowanie u swojego dziecka złodziejstwa
                                                    > i sprzeniewierzenia.


                                                    Proszę bardzo, Noelka:

                                                    Gabrysia szła szybko, długimi, sprężystymi krokami, a córeczki, trajkocząc, pędziły za nią.
                                                    - Nieprawda! - Prawda! - A właśnie że nie! - słyszała za sobą Gabrysia ich głosy.
                                                    Znów się o coś wykłócały, ale nie chciało się jej interweniować. (...)
                                                    Narastający huk wiatru zmieszał się ze stukotem pociągu, przejeżdżającego pod mostem.
                                                    Poszły ciemnym skwerem w stronę świateł.
                                                    Jeżeli teraz jeszcze do tego zagwiżdże lokomotywa - pomyślała Gabrysia - to rzucę wszystko, wskoczę do pociągu i pojadę.
                                                    I zaraz się uśmiechnęła. Lokomotywy już nie gwiżdżą. Wydają tylko elektryczne buczenie.
                                                    - Mamuś, powiedz Tygrysowi, że nie wolno czytać cudzych listów! - szarpnęła ją za rękaw Pyza.
                                                    - Nie wolno, Tygrysku, nie wolno - odpowiedziała Gabrysia machinalnie.


                                                    Była już kiedyś dyskusja na temat zachowania Gaby w tym momencie. Zwyciężył pogląd, że jak się ma dzieci, to człowiek się niejako uodparnia na ich ciągłe dyskusje i przestaje interweniować, bo by zgłupiał. Argument, że reagować trzeba zawsze, a już bezwzględnie w sprawach istotnych, przepadł, dobity kontrargumentem, że osoby, które nie mają dzieci, nie bardzo wiedzą jak wygląda prawdziwe życie z dziećmi, i że w sumie Pyziakówny nie kłóciły się o nic ważnego. A w ogóle o co hałas, przecież Gaba powiedziała, że nie wolno.


                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:46
                                                    Nie, nie - obrona wyszla przy okazji i stanowila pretekst. Glownym powodem bylo dogadywanie na temat Gaby, ktora zaprzepascila naukowa przyszlosc i ugrzezla przy garach, Natalia nawet jaka cos w stylu "prosze pani....mowi pani o matce tych dziewczynek...", ale ewidentnie nie umie sobie z sytuacja poradzic.
                                                    Zreszta jest to - o ile pamietam - jedyna w CALEJ Jezycjadzie uwaga zrobiona doroslej osobie przez dziecko grzeczna, ale stanowcza, zasadna i skuteczna :)
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 17:50
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Nie, nie - obrona wyszla przy okazji i stanowila pretekst. Glownym powodem bylo
                                                    > dogadywanie na temat Gaby
                                                    Szkoda,ze nikt nam nie pomoze cytatem :( Bo mnie sie wlasnie cos kojarzy,ze Pyza popatrzyla na zle wygladajaca Laure i postanowienia przyjsc jej z odsiecza. I ze to nie byl zaden tam pretekst,tylko szczera siostrzana solidarnosc. No,ale upierac sie nie bede,bo ksiazki nie mam.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 18:32
                                                    Mam, zajrzalam - Twoja racja, cytowac nie bede, bo za dlugie. Roza postanowila wlaczyc sie, kiedy Laura zaproponowala, by zmienily (one) wagon. Powiedziala, ze nie one maja zmienic, tylko palaca pani. Nie odebralam tego jako wsparcia Laury, tylko raczej odegranie sie ("ja potrafie, a ty nie") za wszystko, czym Laura jej wczesniej nadokuczala.
                                                    Niemniej prezentuje tu Roza nie histerie, nie kaprysnosc, tylko spokoj pewnego swojej racji czlowieka (sila spokoju :)), chyba ostatni raz w J w jej wykonaniu.
                                                  • ciotka_scholastyka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 21:15
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Mam, zajrzalam - Twoja racja, cytowac nie bede, bo za dlugie. Roza postanowila
                                                    > wlaczyc sie, kiedy Laura zaproponowala, by zmienily (one) wagon. Powiedziala, z
                                                    > e nie one maja zmienic, tylko palaca pani. Nie odebralam tego jako wsparcia Lau
                                                    > ry, tylko raczej odegranie sie ("ja potrafie, a ty nie") za wszystko, czym Laur
                                                    > a jej wczesniej nadokuczala.

                                                    No widzisz, a ja to odebrałam jako (dziwne jak na Różę, owszem) energiczne stanięcie w obronie siostry. Na jakiej podstawie sądzisz, że to było jakieś odgrywanie się na Laurze? Sorry, ale NIC, co jest napisane, na to nie wskazuje. Nawet to, że Laura wcześniej ustawicznie robiła z Pyzy balona - ja też jako dziecko/nastolatka byłam sekowana przez siostrę, a ona przeze mnie, ale w sytuacjach kryzysowych stawałyśmy murem jedna za drugą.

                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 21:32
                                                    ciotka_scholastyka napisała:

                                                    > No widzisz, a ja to odebrałam jako (dziwne jak na Różę, owszem) energiczne stan
                                                    > ięcie w obronie siostry. Na jakiej podstawie sądzisz, że to było jakieś odgrywa
                                                    > nie się na Laurze? Sorry, ale NIC, co jest napisane, na to nie wskazuje.

                                                    Widzisz, a ja inaczej. Laura zazyczyla sobie - kaprysnie i zbolale (?) - zmiany przedzialu, a Roza powiedziala "nie musimy zmieniac wagonu, jest to bowiem wagon dla niepalacych". Barbara poradzila otwarcie okna, na co Pyza "grzecznie, ale stanowczo -ciociu, przepraszam, dlaczego ty nie reagujesz", po czym zrobila niewinnie-ironiczna mine ciotki Idy :)
                                                    I ja widze tu satysfakcje Rozy, ze znalazla wyjscie lepsze niz rejterada, ze okazala sie lepsza w tej rozgrywce i od siostry, i od ciotki. Odbior subiektywny, ale czytam to wlasnie tak - zawsze zmuszana do ustepstw wreszcie sama wymusila odpowiednie zachowanie na innych.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 21:53

                                                    > tt-tka napisała:
                                                    >
                                                    > Nie odebralam tego jako wsparc
                                                    > ia Lau
                                                    > > ry, tylko raczej odegranie sie ("ja potrafie, a ty nie") za wszystko,

                                                    A tam nie bylo wprost napisane,ze Pyza uznala,ze sytuacja dojrzala do natychmiastowego wybaczenia? Jezeli wybaczenie, no to NIE udowadnianie siostrze "ja potrafie a ty nie",tylko zwyczajna pomoc. Chyba,ze podswiadomie Różyczka chciala cos Laurze udowodnic? Ale dla mnie to jednak jakby naciagane.
                                                  • pi.asia Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:15
                                                    fornitta69 napisała:

                                                    >
                                                    > > tt-tka napisała:
                                                    > >
                                                    > > Nie odebralam tego jako wsparc
                                                    > > ia Lau
                                                    > > > ry, tylko raczej odegranie sie ("ja potrafie, a ty nie") za wszystk
                                                    > o,
                                                    >
                                                    > A tam nie bylo wprost napisane,ze Pyza uznala,ze sytuacja dojrzala do natychmia
                                                    > stowego wybaczenia? Jezeli wybaczenie, no to NIE udowadnianie siostrze "ja potr
                                                    > afie a ty nie",tylko zwyczajna pomoc. Chyba,ze podswiadomie Różyczka chciala co
                                                    > s Laurze udowodnic? Ale dla mnie to jednak jakby naciagane.


                                                    Fornitta ma rację:
                                                    (...) okadziła Laurę kolejnym obłokiem.
                                                    W tej właśnie chwili Pyza, dotąd siedząca spokojnie, zdecydowała, że sytuacja dojrzewa
                                                    do pełnego i natychmiastowego wybaczenia oraz puszczenia w niepamięć błahych uraz.
                                                    - Moja droga - zwróciła się do Laury. - Chyba nie musimy zmieniać wagonu. Jest to
                                                    bowiem wagon dla niepalących.
                                                    Porozumiały się wzrokiem.
                                                    - Dziękuję ci, moja droga - powiedziała Laura z miną prawdziwej damy - że mi na to
                                                    zwróciłaś uwagę. Proszę pani, czy pani zechciałaby zgasić tego papierosa? Jestem chora i
                                                    dym mi przeszkadza. A, jak już wspomniała moja siostra, znajdujemy się w wagonie dla niepalących.

                                                    - Otwórz sobie okno - poradziła jej pani Barbara, nie zaszczycając Laury nawet spojrzeniem.
                                                    - Szkoda Gabrieli - zauważyła. - Inteligentna kobieta, ale mało samodzielna.
                                                    - Ciociu, przepraszam - wtrąciła Pyza grzecznie, lecz stanowczo. - Dlaczego ty nie reagujesz?
                                                    Jesteśmy w wagonie dla niepalących, moja siostra ma ospę, a ta pani jej kopci prosto
                                                    w te biedne, chore oczy.
                                                    Zapadła cisza. Pani Barbara po raz pierwszy obdarzyła spojrzeniem Pyzę, która zrobiła
                                                    buzię w ciup i zatrzepotała rzęsami, wysoko unosząc ciemne brwi. Była to mina ciotki
                                                    Idy, jedna z najlepszych, niewinnie-ironiczna, bardzo udatnie podpatrzona i chyba skuteczna.
                                                    Pani Barbara zaciągnęła się raz jeszcze, raz jeszcze w sposób niepodległy zadymiła
                                                    wszystkich wokół, po czym, jakby znudzona, wyrzuciła papierosa do śmietniczki.
                                                    - Dziękuję ci, moja droga - powiedziała Laura do Pyzy. - Jeden zero dla ciebie - i uścisnęły
                                                    sobie rączki, wyraziście i irytująco nimi potrząsając.(...)

                                                    Dalsze pół godziny podróży upłynęło w warunkach komfortowych: nikt nie kopcił,
                                                    nikt nie atakował, a współpasażerowie rychło znaleźli inny temat do rozmów niż rozwydrzenie
                                                    dzisiejszej dziatwy i młodzieży. Co do Laury, była nieco wyczerpana, lecz zarazem przepełniona satysfakcją, a także wdzięczna siostrze za jej solidarne wystąpienie. Wszystkie te
                                                    uczucia razem spowodowały, że nieznacznie przycichła i pozwoliła Pyzie zabłysnąć trzema
                                                    bardzo dobrymi dowcipami.


                                                    Nie ma mowy o pokazywaniu swojej wyższości. Nastąpiło po prostu typowe zwarcie szeregów w koalicji przeciwko wspólnemu wrogowi :)


                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:27

                                                    > Nie ma mowy o pokazywaniu swojej wyższości. Nastąpiło po prostu typowe zwarcie
                                                    > szeregów w koalicji przeciwko wspólnemu wrogowi :)
                                                    Dzieki za caly,dlugi fragment! No i tak: dziewczynki zadzialaly razem kapitalnie. Natalia kompletnie nie potrafila zareagowac. A gdzie jest w tym wszystkim Filip?? Jedzie z dziewczyna,ktora mu sie bardzo podoba i z chory dzieckiem,ktore ewidentnie lubi. Wiec dla mnie to oczywiste,ze powinien sie jakos wtracic,pomoc Natalii i Laurze...
                                                    >
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:34
                                                    fornitta69 napisała:
                                                    Wiec dla mnie to oczywiste,ze powinien sie jakos wtracic,pomoc
                                                    > Natalii i Laurze...
                                                    No chyba,ze on wtedy sluchal walkmana i kompletnie odplynal...tez juz nie pamietam dokladnie ;)
                                                  • pi.asia Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:51
                                                    fornitta69 napisała:

                                                    > fornitta69 napisała:
                                                    > Wiec dla mnie to oczywiste,ze powinien sie jakos wtracic,pomoc
                                                    > > Natalii i Laurze...
                                                    > No chyba,ze on wtedy sluchal walkmana i kompletnie odplynal...tez juz nie pamie
                                                    > tam dokladnie ;)

                                                    Nie nie nie. Barbara nadawała o polityce, Natalia odpowiadała monosylabami, Pyza się nudziła, Filip także, a w Laurze narastało napięcie.

                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:55
                                                    pi.asia
                                                    > Nie nie nie. Barbara nadawała o polityce, Natalia odpowiadała monosylabami, Pyz
                                                    > a się nudziła, Filip także, a w Laurze narastało napięcie.
                                                    To co z tym Filipem? Bal sie ZUEJ feministki? ;D Rycerskie to nie bylo...
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 22:07
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > A prosze bardzo. Juz zwijajaca sie (13-letnia) Roza w NiN
                                                    A w ogole o co chodzi z tym zwijaniem sie?? Ze niby Laura tak skutecznie zaszczula i stlamsila siostre,ze az Pyzie IQ spadlo? :-O
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 22:14
                                                    fornitta69 napisała:

                                                    > tt-tka napisała:
                                                    >
                                                    > > A prosze bardzo. Juz zwijajaca sie (13-letnia) Roza w NiN
                                                    > A w ogole o co chodzi z tym zwijaniem sie?? Ze niby Laura tak skutecznie zaszcz
                                                    > ula i stlamsila siostre,ze az Pyzie IQ spadlo? :-O

                                                    A czy ja twierdze, ze Laura ? Cala rodzina ma w tym swoj udzial.
                                                    Czy IQ spadlo, czy tylko przestala okazywac, ze ma cos takiego/uzywac, to ja nie wiem. Ale w kazdym kolejnym tomie, az do CO jest bardziej nieporadna i niepozbierana. bez intelektu albo z nieuzywanym. Bez charakteru albo z nieuzywanym.
                                                    Ten sam proces da sie zaobserwowac rowniez u Laury, tylko u niej w troche pozniejszym wieku. Najpierw zahamowanie rozwoju, potem cofka.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 22:15
                                                    az do CP oczywiscie
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 22:22
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > fornitta69 napisała:
                                                    >
                                                    > > tt-tka napisała:
                                                    > >
                                                    > > > A prosze bardzo. Juz zwijajaca sie (13-letnia) Roza w NiN
                                                    > > A w ogole o co chodzi z tym zwijaniem sie?? Ze niby Laura tak skutecznie
                                                    > zaszcz
                                                    > > ula i stlamsila siostre,ze az Pyzie IQ spadlo? :-O
                                                    >
                                                    > A czy ja twierdze, ze Laura ? Cala rodzina ma w tym swoj udzial.
                                                    Ale W CZYM cala rodzina ma udzial??? Upupiali ta Pyze,czy ja dreczyli psychicznie? Co takiego jej robili,ze sa winni jej cielakowstosci? Nic nie kumam.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 08:13
                                                    fornitta69 napisała:


                                                    > Ale W CZYM cala rodzina ma udzial??? Upupiali ta Pyze,czy ja dreczyli psychiczn
                                                    > ie? Co takiego jej robili,ze sa winni jej cielakowstosci? Nic nie kumam.

                                                    Sama chcialabym wiedziec... Co oni wszyscy robili, co tam sie dzialo, ze z normalnej dziewczynki wyrasta niemota nie umiejaca odmawiac i chora na sama mysl o konflikcie, z drugiej, zadziornej i pyskatej, niunia widzaca jedyna ucieczke z domu w malzenstwo, rzucajaca sie na kazda pare portek w desperacji i poslusznie wracajaca do domu o nakazanej godzinie, trzymajaca ciurkiem wlaczony telefon, bo tak kazali... a ze spokojnego, pelnego godnosci chlopca zlosliwa i zakomleksiona miagwa ?
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 09:27
                                                    Róża moim zdaniem, poza OwR zawsze była cielakiem. Owszem miała jakieś zasady i mocny kręgosłup moralny, ale zawsze dawała się wmanewrowywać w sytuacje, które niekoniecznie były po jej myśli. W Noelce Laurka mimo jej sprzeciwów i czyta listy do Gładkiej Ropuszki, i przymierza welon i w efekcie to Róża pomaga w skróceniu tegoż. Jedyny raz, moim zdaniem, kiedy pokazała swój charakter, to kiedy się ujęła za małymi Cygankami. A poza tym, czemu ma być z niej melepeta? Bo ma być wiernym odbiciem swojej matki, ale nie tej z KK czy IS tylko tej już postawionej na pomniku. No i wychodzi karykatura. Tak samo jak z fajnego Ignasia, odkąd miał być wierną kopią swojego dziadka. A A Laurka, poza swoim zamążpójściem i czekaniem do ślubu z utratą wianka, jest postacią bardzo wiarygodną, szukającą miłości, bo w domu przecież jej nie znajduje - albo myślą o niej "to dziecko", albo nie stawiają granic, albo porównują do znienawidzonego przez całą rodzinę Pyziaka. Każdy myślałby na jej miejscu o ucieczce. Ja tam bardzo lubiłam Laurę i współczułam aż do McDusi, kiedy Laura wyraźnie postanowiła zamienić mózg na akt ślubu. Teraz pewnie będziemy mieli sportretowane klasyczne odpieluchowe zapalenie mózgu i karierka śpiewacza pójdzie się czesać. A nawiasem mówiąc, czy Różyczka zdobyła może była jakieś wykształcenie wreszcie oraz zawód, czy zupełnie wystarcza jej bycie hausfrau?
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 09:56
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Róża moim zdaniem, poza OwR zawsze była cielakiem (...) moim zdaniem, kiedy pokazała swój charakter, to kiedy
                                                    > się ujęła za małymi Cygankami.

                                                    O, tu sie nie zgodze. Roza mowi o czytanych listach (ze matka nie slucha, to inna rzecz, moze wtedy dziecko sie zaczelo uczyc, ze niewazne, co ma do powiedzenia), Roza broni "macocha", stawia czola Barbarze i koniec koncow Roza jako jedyna z rodziny oznajmia dziadu Boreju, ze "nie za wiele masz do powiedzenia" (w kwestii jej slubu) - fakt, ze juz pewna Fryca to mowi, ale jednak tylko ona zdobywa sie na otwarty i konsekwentny sprzeciw.
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:21
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > zuzudanslemetro napisała:
                                                    >
                                                    > > Róża moim zdaniem, poza OwR zawsze była cielakiem (...) moim zdaniem, kie
                                                    > dy pokazała swój charakter, to kiedy
                                                    > > się ujęła za małymi Cygankami.
                                                    >
                                                    > O, tu sie nie zgodze. Roza mowi o czytanych listach (ze matka nie slucha, to in
                                                    > na rzecz, moze wtedy dziecko sie zaczelo uczyc, ze niewazne, co ma do powiedzen
                                                    > ia), Roza broni "macocha", stawia czola Barbarze i koniec koncow Roza jako jedy
                                                    > na z rodziny oznajmia dziadu Boreju, ze "nie za wiele masz do powiedzenia" (w k
                                                    > westii jej slubu) - fakt, ze juz pewna Fryca to mowi, ale jednak tylko ona zdo
                                                    > bywa sie na otwarty i konsekwentny sprzeciw.


                                                    No w zasadzie masz rację. No i to ona Frycowi powiedziała, że nie chce go więcej znać, kiedy nazwał ich wspólną ciążę pułapką biologiczną.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:44
                                                    zuzudanslemetro napisała:


                                                    > No w zasadzie masz rację. No i to ona Frycowi powiedziała, że nie chce go więce
                                                    > j znać, kiedy nazwał ich wspólną ciążę pułapką biologiczną.

                                                    A to akurat to imho byl wq..., ewentualnie rozczarowanie takie, ze dech zapiera. I w tym postanowieniu nie wytrwala :), tak ze tego bym jej do proby charakteru nie zaliczyla
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:06
                                                    tt-tka
                                                    > Sama chcialabym wiedziec... Co oni wszyscy robili, co tam sie dzialo, ze z norm
                                                    > alnej dziewczynki wyrasta niemota nie umiejaca odmawiac i chora na sama mysl o
                                                    > konflikcie, z drugiej, zadziornej i pyskatej, niunia widzaca jedyna ucieczke z
                                                    > domu w malzenstwo, rzucajaca sie na kazda pare portek w desperacji i poslusznie
                                                    > wracajaca do domu o nakazanej godzinie, trzymajaca ciurkiem wlaczony telefon,
                                                    > bo tak kazali... a ze spokojnego, pelnego godnosci chlopca zlosliwa i zakomleks
                                                    > iona miagwa ?
                                                    To ciekawe, co Natalii robila rodzina,ze z niej niemota wyrosla? Tzn rozumiem,ze kazda cecha charakteru czlowieka jest wina jego rodziny? To ciekawe co takiego Cesce Zaczki robily,ze byla niesmiala? ;)
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:17
                                                    Ceśka była przygnieciona osobowością siostry. Była mniej efektowna i mniej efektowne miała hobby. W dodatku jako świeża licealistka w porównaniu ze studentką ASP wypadała słabo.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:37
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Ceśka była przygnieciona osobowością siostry. Była mniej efektowna i mniej efek
                                                    > towne miała hobby. W dodatku jako świeża licealistka w porównaniu ze studentką
                                                    > ASP wypadała słabo.
                                                    A nie jest tak,ze niektórzy ludzie sa niesmiali/ciamajdowaci/spokojni i tak dalej- niezaleznie od tego czy maja piekne przebojowe siostry albo wyrodne rodziny? W zyciu nie mialam siostry (a moj brat nie byl ani piekny,ani nie studiowal na ASP ;) ) a niesmiala i ciapowata jestem po prostu z natury. Zdarza sie...
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:48
                                                    fornitta69 napisała:



                                                    > To ciekawe, co Natalii robila rodzina,ze z niej niemota wyrosla?

                                                    No wlasnie - taka zywa, przebojowa dziewczynka, smiala, a po kilku latach sama o sobie i inni o niej (w tym altorka) mowia i mysla per "niedojda".

                                                    Tzn rozumiem,z
                                                    > e kazda cecha charakteru czlowieka jest wina jego rodziny?

                                                    Ale to NIE SA cechy charakteru postaci z wczesniejszych tomow. To jest wlasnie tych cech zaprzeczenie lub wykrzywienie.

                                                    To ciekawe co takieg
                                                    > o Cesce Zaczki robily,ze byla niesmiala? ;)

                                                    O, jak dlugo Cesia byla niesmiala ? Cale 15 stronic ? Bo jej zachowanie wobec Brodacza, Danki, koniec koncow Hajduka nijak na to nie wskazuje
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 10:56
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > fornitta69 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    > > To ciekawe, co Natalii robila rodzina,ze z niej niemota wyrosla?
                                                    >
                                                    > No wlasnie - taka zywa, przebojowa dziewczynka, smiala, a po kilku latach sama
                                                    > o sobie i inni o niej (w tym altorka) mowia i mysla per "niedojda".
                                                    Czlowiek nie jest taki sam w dziecinstwie,nastolectwie,doroslosci. Nie tylko Borejków to dotyczy.
                                                    > Tzn rozumiem,z
                                                    > > e kazda cecha charakteru czlowieka jest wina jego rodziny?
                                                    >
                                                    > To ciekawe co takieg
                                                    > > o Cesce Zaczki robily,ze byla niesmiala? ;)
                                                    >
                                                    > O, jak dlugo Cesia byla niesmiala ? Cale 15 stronic ? Bo jej zachowanie wobec B
                                                    > rodacza, Danki, koniec koncow Hajduka nijak na to nie wskazuje
                                                    Ceska np w Klamczusze tez byla niesmiala. Bo ona taka po prostu byla. Niesmialy czlowiek to nie jest ktos kto nie potrafi sie odezwac,nie ma wlasnego zdania. Niesmialosc to nie jest zaden defekt ani efekt zlego wychowania,nieszczesliwego zycia itd.
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 11:40
                                                    Ależ oczywiście, że są ludzie po prostu nieśmiali i już, ale posiadanie barwnej rodziny, na tle której czuje się, że się wypada blado, nie pomaga w przełamaniu nieśmiałości. Ceśka miała fajną rodzinę, prawdziwie wspierającą i wszelkie problemy czy kłopoty były ogólnorodzinne. Róża niestety ma to tylko w deklaracjach. No i jeszcze jedno: 16-letnia Cesia jest osobą dojrzałą. Nastolatką, z nastoletnim podejściem do świata, ale dojrzałą. 16-letnia Pyza jest mocno infantylnym cielęciem. Wcale się nie dziwię Frycowi, że wybrał ją sobie spośród milionów - idealna żona bez własnych ambicji.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 11:52
                                                    zuzudanslemetro napisała:
                                                    No i jeszcze jedno: 16-letnia Cesia jest osobą dojrzałą. Nastolatką, z nasto
                                                    > letnim podejściem do świata, ale dojrzałą. 16-letnia Pyza jest mocno infantylny
                                                    > m cielęciem. Wcale się nie dziwię Frycowi, że wybrał ją sobie spośród milionów
                                                    > - idealna żona bez własnych ambicji.
                                                    A skonczylo sie na tym,ze obie- Pyza i Cielecina zostaly kurami domowymi bawiacymi dzieci :) (Chyba,ze ktos wierzy,ze Ceska byla lekarka,ja nie wierze.) I co gorsza,chyba obie byly w tej roli zwyczajnie szczesliwe i spelnione :P
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 12:07
                                                    no i nie ma w tym nic złego, że się spełniają jako kury domowe, tyle, że Ceśka (nawet jeśli założymy, że rodzenie rozpoczęła równocześnie z maturą) coś tam zdążyła w życiu przeżyć: nielojalność przyjaciółki, romansik z brodaczem, wielką miłość z Hajdukiem, szkolny teatr i pewnie parę innych rzeczy, o których autorka nam nie napisała, ale nie mamy powodu podejrzewać, że życie Ceśki odbywało się pomiędzy kolejnymi herbatkami a pieczeniem rogalików.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 12:27
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > no i nie ma w tym nic złego, że się spełniają jako kury domowe, tyle, że Ceśka
                                                    > (nawet jeśli założymy, że rodzenie rozpoczęła równocześnie z maturą) coś tam zd
                                                    > ążyła w życiu przeżyć: nielojalność przyjaciółki, romansik z brodaczem, wielką
                                                    > miłość z Hajdukiem
                                                    No a Pyza miala wielka milosc do Fryca. Jeden-jeden.
                                                    Romansik z brodaczem jako "przezycie"? :D To równie dobrze mozna powiedziec,ze Pyza przezyla romansik z Lelujkami-pocalunkow nie bylo,ale randki tak.
                                                    Dziwne to stwierdzenie,ze "cos tam zdarzyla przezyc" przed slubem. Tzn,ze po slubie i wraz z pojawieniem sie dzieci,zycie sie konczy? I jak sie niewiele wczesniej zdazylo przezyc (romansow,podrozy) to jest sie pokrzywdzonym?

                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 12:35
                                                    nie, fornitto, to nadinterpretacja. I dobrze wiesz, że chodziło mi o to, że panieńskie życie Ceśki było daleko bardziej bogate niż panieńskie życie Pyzy. To, co po ślubie to już kwestie indywidualne. Gdybym ja miała zostać kurą domową, co to tylko mąż, dziecko i dom to bym się powiesiła, ale wiem, że dla niektórych jest to spełnienie marzeń i nie widzę w tym nic złego.
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 12:36
                                                    no i romans z brodaczem jest poważniejszy niż romans z Lelujkami, choćby z tego względu, że Lelujki się wzajemnie pilnowali, żeby czasem żaden z nich za długo z Różyczką nie przebywał sam.
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 12:53
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > I dobrze wiesz, że chodziło mi o to, że panieńskie życie Ceśki było daleko bardziej bogate niż panieńskie życie Pyzy.
                                                    Wlasnie stwierdzenie "daleko bardziej bogate" mi sie wydaje spora przesada... Ceska miala przyjaciol,Pyza- nie. To jedyna znaczna roznica. (Bo jezeli chodzi o kontakty damsko-meskie,to ich "przygody" sa równie smieszne.) Pyza nie miala przyjaciol (wg mnie ogromna strata,ale jej tego jakos nie brakowalo),ale za to miala Laure,ktora zapewniala jej rozne atrakcje ;)

                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 12:56
                                                    No i może całe szczęście, że miała tę Laurkę :)
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 13:10
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > No i może całe szczęście, że miała tę Laurkę :)
                                                    Oczywiscie,ze szczescie. Piszac o atrakcjach mialam na mysli wspólne robienie ankiet itp a nie dokuczanie.
                                                    No a jesli chodzi o inne sprawy dot. Pyzy, juz sie wypisalas z dyskusji,wiec nie bede ciagnac na sile tematu :)
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 13:49
                                                    fornitta69 napisała:

                                                    > zuzudanslemetro napisała:
                                                    >
                                                    > > No i może całe szczęście, że miała tę Laurkę :)
                                                    > Oczywiscie,ze szczescie. Piszac o atrakcjach mialam na mysli wspólne robienie a
                                                    > nkiet itp a nie dokuczanie.
                                                    > No a jesli chodzi o inne sprawy dot. Pyzy, juz sie wypisalas z dyskusji,wiec ni
                                                    > e bede ciagnac na sile tematu :)

                                                    yyy, to nie ja się wypisałam z dyskusji, ale luz :)
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 14:33

                                                    > > zuzudanslemetro napisała:
                                                    >
                                                    > yyy, to nie ja się wypisałam z dyskusji, ale luz :)
                                                    Aj,juz drugi raz Ci odpowiadam na nie Twoje slowa ;) Chyba jednak musze uwazniej patrzec na to kto, a nie tylko co pisze :)
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 14:40
                                                    to najwyraźniej jakiś feblik ;)
                                                  • gat45 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 13:01
                                                    fornitta69 napisała:


                                                    > Wlasnie stwierdzenie "daleko bardziej bogate" mi sie wydaje spora przesada... C
                                                    > eska miala przyjaciol,Pyza- nie. To jedyna znaczna roznica.

                                                    Składam broń. Jeżeli dla kogoś posiadanie lub nie grona przyjaciół, a co za tym idzie całego szeregu spraw i przeżyć "pozadomowych" to "jedyna znaczna różnica", to ja się wypisuję z dyskusji.
                                                    Bo dla mnie Cesia - czy zresztą nastoletnie Gaba i Ida - to cały świat różnicy z pannami Pyziakównami. Nie wiem, jak można stworzyć bardziej różne nastolatki nie idąc ani w egoztykę, ani w patologie wszelakiego autoramentu.
                                                    I to by było tyle.
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 13:12
                                                    Gat, więc właśnie: Ceśka jara się medycyną i troską o świat en generale, Aniela - teatrem, Gaba - koszykówką i ESD, Ida - też dramatem egzystencji, ale coś stara się z nim robić. Jest czuła społecznie; Kreska - uzdolnienia designerskie, co owocuje ukończeniem architektury; Noelka ma szerokie spektrum zainteresowań; Natalia pisze wiersze, gra na gitarze i jeździ na nartach; ale już nastoletnia Aurelia nie reprezentuje sobą właściwie nic poza sobą samą i swoim dramatem (żeby nie było, wcale go nie umniejszam); Laurka interesuje się głównie sobą, co jest akurat dobre zważywszy, że postanawia zostać solistką; a Pyza nie ma nic. Ma herbatki, pieczenie szarlotki i bycie rodzinnym słoneczkiem. Do kina z kolegami nie pójdzie, bo jeszcze Fryc by się obraził; nie powie, że ma w nosie kawiarnię zwłaszcza hotelową, żeby nie robić przykrości Lelujce; zgadza się na nie wyjaśnione sytuacje w rodzinie narzeczonego i jakoś nie widzimy jej ani na imprezie ani w kinie, ani z książką nawet (ostatnia wzmianka o książce przez nią czytanej było chyba w Pulpecji i było to "słoneczko").
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 13:23
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Aurelia nie reprezentuje sobą właściwie nic poza sobą samą i swoim dramatem (ż
                                                    > eby nie było, wcale go nie umniejszam)
                                                    Gdzies w DP chyba bylo o zainteresowaniu Aurelii malarstwem. Jakies albumy z reprodukcjami, wspomniane mimochodem, mi sie gdzies tam kolacza... Ale glowy nie dam,pamiec plata figle ;)
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 15:36
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Gat, więc właśnie: Ceśka jara się medycyną i troską o świat en generale


                                                    Nie tylko tym :) - zainteresowala sie poezja (Danki, ale zawsze), fizyka (w zw. z Jurkiem, ale na powaznie, do Feynmanna wlacznie), teatrem - no wlasnie nastolatka zyjaca swa nastoletnia pelnia zycia: jest przyjaciolka, ale i zwyczajne kolezanki, jest ukochany chlopak, ale sa i inni chlopcy, do flirtu i koledzy, jest szczenieca rozpacz i nastolatkowy bunt (uwienczony sukcesem !), relacja rodzinne pelne zainteresowania (praca mamy, dziedzina taty) i w druga strone - rodzina z szacunkiem odnosi sie do spraw Cesi, a przede wszystkim jest wyraziscie zarysowane wlasne JA - to cesine koncowe przeslanie do Jurka "pewnie bedziemy sie klocic" uskrzydla mnie za kazdym razem :)
                                                    To byla dziewczyna z krwi, kosci, rozumu, charakteru i serca !
                                                  • pi.asia Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 16:44
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Pyza nie ma nic.
                                                    > Ma herbatki, pieczenie szarlotki i bycie rodzinnym słoneczkiem. Do kina z koleg
                                                    > ami nie pójdzie, bo jeszcze Fryc by się obraził; nie powie, że ma w nosie kawia
                                                    > rnię zwłaszcza hotelową, żeby nie robić przykrości Lelujce; zgadza się na nie w
                                                    > yjaśnione sytuacje w rodzinie narzeczonego i jakoś nie widzimy jej ani na impre
                                                    > zie ani w kinie, ani z książką nawet (ostatnia wzmianka o książce przez nią czy
                                                    > tanej było chyba w Pulpecji i było to "słoneczko").


                                                    Szukałam czegoś innego, a znalazłam to:


                                                    Na Gwiazdkę dostały od Grzesia obie - Tygrys i Róża - po pięknym kalendarzu z
                                                    reprodukcjami Hundertwassera. Róża miała już w swoim pełno adresów i telefonów oraz wpisane (za dobrym przykładem Fryderyka) ważne spotkania, daty i terminy


                                                    Pełno adresów i telefonów. Czyich, kurna, czyich???? I jakie to ważne spotkania (oprócz tych z androidem, który miał dla niej tyle czasu, co brudu za paznokciami) miewała Pyzunia?

                                                    Do szału mnie nieodmiennie doprowadzała zawsze scena, gdy Laura dzwoni z Torunia do domu i odbiera Pyza:

                                                    Po pierwszym sygnale, a nawet w jego połowie, zgłosiła się Pyza.
                                                    - Hej! - powiedziała zdyszana, z cichym śmiechem, jakby spodziewała się, że dzwoni ktoś
                                                    miły. Na pewno nie - siostra. Laura, jakoś dziwnie dotknięta, milczała.
                                                    - Hej, to ty? - szepnęła czule Pyza. - No, odezwij się... - (...)
                                                    - No, co? - szeptała Pyza. - Przecież ja się już nie gniewam... Miałeś rację z tymi tangramami,
                                                    sprawdziłam w encyklopedii...


                                                    Usiłuję to jakoś rozgryźć i wychodzi mi na to, że pokłócili się o tangramy, bo Pyza nie wiedziała co to jest i w jaki sposób, a on pewnie nazwał ją głupią. Bo skoro ona już się nie gniewa, to znaczy że się gniewała, czyli miała powód, żeby się rozgniewać. Więc pewnie on jej ubliżył, ona strzeliła focha, wróciła do domu, sprawdziła, że Fryc miał rację, i czekała na jego telefon. Idiotyczna scena.

                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 15:20
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Różę wszyscy traktują jak bezwolny przedmiot. Inna rzecz, że kiedy raz zdecydow
                                                    > ała coś zrobić sama (pod teleskopem) i wziąć inicjatywę w swoje... hmmm... ręce
                                                    > , to wiadomo, jak się skończyło.

                                                    Eh! Gdyby to były ręce to Gaba nie zostałaby babcią a Milicja mogłaby sobie spokojnie pisać!...
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 15:19
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Miala 43-44. Kariere zawodowa zrobila wczesniej, wedle MM juz w TiR jest habili
                                                    > towana. Nie wnikam, ile w tym sensu, bo prawdopodobienstwa wiemy, ze zero. Poza
                                                    > tym w czasie, gdy Roza byla w pologu jej matka siedziala w porzeczkach, a nie
                                                    > na uczelni.

                                                    No to jeśli była w tym wieku, zostając babcią to ją doskonale rozumiem, że nie poczuwa się do babciostwa. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy jej rówieśniczki raczej zostają właśnie młodymi mamami a nie babciami.
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 16:22
                                                    zuzudanslemetro napisała:


                                                    > No to jeśli była w tym wieku, zostając babcią to ją doskonale rozumiem, że nie
                                                    > poczuwa się do babciostwa. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy jej rówieśni
                                                    > czki raczej zostają właśnie młodymi mamami a nie babciami.


                                                    Ona zrobila babcia 46-letnia Milicje. I Milicja do babciowania poczuwala sie, a Gabuchna ochoczo z tego korzystala.
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 20:30
                                                    tt-tka napisała:
                                                    >
                                                    > Ona zrobila babcia 46-letnia Milicje. I Milicja do babciowania poczuwala sie, a
                                                    > Gabuchna ochoczo z tego korzystala.

                                                    Może to kwestia tego, że były inne czasy? Wiesz, mam dwie koleżanki, obie 45-letnie, siłą rzeczy starsze ode mnie. No i jedna z nich ma dziecko w wieku mojego dziecka, czyli trzy lata, a druga ma w tym samym wieku wnuczkę. Ale chyba wtedy częściej się zdarzały młode babcie, które same spokojnie mogły by być mamami. Mogę się oczywiście mylić, bo nie prowadzę ani obserwacji ani statystyk :)
                                                  • tt-tka Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 20:37
                                                    Czasy byly jakby troche inne, ale ten przypadek to imho kwestia charakteru :(
                                                    Bo Ziutkiem rzygulcem (niemal ten sam czas) Gabunia zajmuje sie bez oporow, piesci go, przytula... tylko jakos Pyzowa corke omija w swoich czulosciach.
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 15.02.17, 20:43
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Czasy byly jakby troche inne, ale ten przypadek to imho kwestia charakteru :(
                                                    > Bo Ziutkiem rzygulcem (niemal ten sam czas) Gabunia zajmuje sie bez oporow, pie
                                                    > sci go, przytula... tylko jakos Pyzowa corke omija w swoich czulosciach.

                                                    No, ale Ziutek to był siostrzeniec, więc nikt kto by określał jej aktualną rolę życiową. Jak mnie swoją drogą Ziutek obrzydzał! Ble, fuj!
                                                    A tutaj może po prostu czuć się niegotowa do swojej roli. Nie wiem, dywaguję :)
                                                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 13:01
                                                    zuzudanslemetro napisała:

                                                    > Nawet rozumiem to myślenie o tor
                                                    > nistrze dziecka Laury, moja osobista matka częściej myśli o nastolęctwie mojej
                                                    > córki niż o tym, że aktualnie to mała potrzebuje misia, butów co dwa tygodnie i
                                                    > znalezienia sensownych zajęć dla przedszkolaków. Moja matka myśli o tym - uwag
                                                    > a, uwaga - że kiedyś będzie fajnie pójść na piwo z moją córką
                                                    Piwo z wnuczka dobra rzecz! ;)
                                                    A moja mama juz planuje,ze nauczy moje dziecie jezdzic na rowerze i plywac,choc dzieciecia jeszcze nie ma na swiecie. I nie uwazam z tego powodu,ze jej peron odjechal ;)
                                                  • zuzudanslemetro Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 14:24
                                                    fornitta, moja matka chce być kumpelą dla mojej córki (dla mnie też wolała być kumpelą niż matką, co oczywiście pociągnęło za sobą różne skutki, ale ja nie o tym) i odkąd mała jest komunikatywna to nawet ma w mojej matce niezłą koleżankę - bawią się fajnie lalkami albo karmią psa albo straszą koty (dla draki oczywiście a nie z krzywdą dla kotów). I właściwie wolę ten model babciowania niż model rodziny mojego męża, gdzie babcie są babciami, lubią jak się do nich tak mówi i zachowują się tak jak społeczeństwo tego oczekuje. Tyle tylko, że nie ma to elementu przygody, a dziadkowie to w końcu taka generacja, że jeszcze da radę pojeździć na rowerach, połazić po górach i zjeżdżać na nartach.
                                        • gat45 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:53
                                          fornitta69 napisała:

                                          [...]
                                          > Tez juz wczesniej pisalam,ze w roli babci jej praktycznie nie widzimy. Wiec nie
                                          > ma na czym bazowac zeby jej babciowanie ocenic. Wiec skad ona w watku o dziadk
                                          > ach? Czemu Gaba (postac raczej nudna) pojawia sie niemal w kazdym watku? Czemu
                                          > budzi az tyle emocji? Ciekawi mnie to.
                                          > >

                                          Sama sobie dałaś odpowiedź : bo ona jest nuuuuuudna do mdłości, bezbarwna, bezwonna i bezpłciowa, a autorka robi z niej wzór cnót i zalet wszelakich. Musimy sobie wyrównać poziomy, bo nam błędniki szaleją i równowaga nam się chwieje.
                                          Poza tym ja mam do niej wyjątkową awersję za zbagatelizowanie sprawy kradzieży Laury, no ale ja mam do pieniędzy podejście nieco kalwińskie, w sensie że nieustępliwie rygorystyczne.
                            • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:45
                              fornitta69 napisała:

                              > Poza tym sorry,ale sama sobie przeczysz. Jest wzmianka o Gabie to nazywasz ja "
                              > wzmianeczka" - czyli: jest, ale sie nie liczy. Bo nie. Bo za krotka.

                              Bo jest jedyna na ileś tam tomów.
                              Wiesz co, myślę, że łatwiej będzie, jeśli będziesz dyskutować z tym co ja faktycznie piszę, bo akurat długości wzmianki się nigdzie nie czepiałam.
                              • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:50
                                bupu napisała:

                                > fornitta69 napisała:
                                >
                                > > Poza tym sorry,ale sama sobie przeczysz. Jest wzmianka o Gabie to nazywas
                                > z ja "
                                > > wzmianeczka" - czyli: jest, ale sie nie liczy. Bo nie. Bo za krotka.
                                >
                                > Bo jest jedyna na ileś tam tomów.
                                I dalej sobie przeczysz. Na poczatkujacych piszesz,ze wzmianek nie ma,za chwile,ze jest tylko jedna i to za malo. To ile "powinno" byc? Dwie? Trzy? Chetnie sie dowiem.
                                > Wiesz co, myślę, że łatwiej będzie, jeśli będziesz dyskutować z tym co ja fakty
                                > cznie piszę, bo akurat długości wzmianki się nigdzie nie czepiałam.
                                To pisz precyzyjnie :P Skoro zdrabniasz "wzmianeczka" to odebralam to jako "zbyt krotka wzmianke"- nie zrozumialam,ze to bylo pieszczotliwe okreslenie.
                                >
                                • bupu Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:59
                                  fornitta69 napisała:


                                  > > Bo jest jedyna na ileś tam tomów.
                                  > I dalej sobie przeczysz. Na poczatkujacych piszesz,ze wzmianek nie ma,za chwile
                                  > ,ze jest tylko jedna i to za malo. To ile "powinno" byc? Dwie? Trzy? Chetnie si
                                  > e dowiem.

                                  Na pewno więcej niż jedna. Jeżeli na przestrzeni pięciu tomów w powieści o charakterze telenoweli dostajemy jedną jedyną wzmiankę o jakimkolwiek zainteresowaniu Gaby własną wnuczką, no to przepraszam, ale nie maluje to obrazu Gabrieli jako rewelacyjnej babci. a przypominam, że mówimy tu o postaci której wynurzenia i rozważania zajmują sporo miejsca w prawie każdym tomie.
                        • mika_p Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 12.02.17, 22:55
                          Udzielasz się, Fornitto, w wątku o Gabie CKNUK-u, forum.gazeta.pl/forum/w,25788,163247329,163247329,Gaba_CKNUK_sugestia_Guineapigs.html
                          więc tylko krótko przypomnę:
                          w "Czarnej polewce" jest w zasadzie jedna scena, podczas której Róża i Gaba przebywają pod jednym dachem, ta, kiedy rodzice Ignasia wracają z nim do domu po przygodzie na komisariacie, cała rodzina robi rumor w przedpokoju, budzi małą Milę, Róża żałuje, że babci nie ma w domu, bo by pogoniła towarzystwo do kuchni, a potem do Róży zagląda Ida.
                          A mogła zajrzeć Gaba. To ona też mogła uciszyć i przegonić towarzystwo do kuchni, przypominając o noworodku za ścianą. Nazajutrz Łucja mogła oprócz sandałków cioci wracającej z zakupów zobaczyć także wózek z Milą.
                          Tego jednak nie ma.
                          Jest za to dwukrotny wyjazd Gaby do siostry cierpiącej na urodzaj porzeczek i leśnych malin.
                          No to chyba jest jasne, kto jest dla Gaby ważny, a kto nie.
                      • kgxspace Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 17:54
                        Tylko że Gaba pracuje, ma inne dzieciaki, w tym zuą Laurę, starszych rodziców/dziwaczejącego Ignacego na głowie i jeszcze do tego wszystkiego wszyscy wiemy, jak zachowuje się rodzina, kiedy Gabrieli nie ma w domu - prąd wysiada, a wszyscy inni dostają depresji ;) Zresztą, Pyza odkąd urodziła się Mila posiadła całą wiedzę o życiu i o wychowaniu/pielęgnacji dzieci, a Gaba wg MM musi tylko się kimś martwić i mu pomagać. U Pyzy wszystko OK? A, no to babcia Gabrysia nie potrzeba tam jest, nara. Laura jest problematyczna, na bank jej nią i dzieckiem trzeba będzie się zajmować, to już sobie pośpiewamy o pakowaniu tornistra do szkoły. Znamy Laurę, na pewno zapomni spakować dziecku śniadania do szkoły! ;D

                        Ale serio, czego oczekiwać od Gabrysi, ona jest całe życie przede wszystkim córką, bycie żoną, matką, a co dopiero babcią. Na ślub córki obudziła się tydzień przed czasem, pewnie w okolicach osiemnastych urodzin Mili do niej dotrze, że przecież jest jej babcią!
                        • piotr7777 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 16.02.17, 18:02
                          Tylko że Gaba pracuje, ma inne dzieciaki, w tym zuą Laurę, starszych rodziców/d
                          > ziwaczejącego Ignacego na głowie i jeszcze do tego wszystkiego wszyscy wiemy, j
                          > ak zachowuje się rodzina, kiedy Gabrieli nie ma w domu - prąd wysiada, a wszysc
                          > y inni dostają depresji ;) Zresztą, Pyza odkąd urodziła się Mila posiadła całą
                          > wiedzę o życiu i o wychowaniu/pielęgnacji dzieci, a Gaba wg MM musi tylko się k
                          > imś martwić i mu pomagać. U Pyzy wszystko OK? A, no to babcia Gabrysia nie potr
                          > zeba tam jest, nara. Laura jest problematyczna, na bank jej nią i dzieckiem trz
                          > eba będzie się zajmować, to już sobie pośpiewamy o pakowaniu tornistra do szkoł
                          > y. Znamy Laurę, na pewno zapomni spakować dziecku śniadania do szkoły! ;D

                          Dorosła Róża to nie Pyza. Tak jak dorosły Florian to może być ewentualnie Baltona ale nie Bobcio.
                • vi_san Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:40
                  Fornitto - nie do końca.
                  Osoba określana od pięciuset lat jako centrum, opoka, pomoc dla wszechświata itd, i to nie tylko odautorsko, ale i przez WSZYSTKICH w swoim otoczeniu - automatycznie to upaprane niemowlę by od panny młodej odebrała, żeby je oczyścić i przewinąć. A jeśli matka ma fioła i nikt jej dziecięcia nie tknie poza nią samą - to właśnie odebrałaby od młodej bukiet, podała jej akcesoria potrzebne itd. Gabuchnie ani to w durnym łbie nie postało.
                  A w kwestii fidelisiątka - Larwa zwierza się, że jest w ciąży - zapewne w drugim, trzecim, no, najwyżej czwartym miesiącu, bo po smukłej kobitce nie widać "na oko". I co durna [o, pardon, dzielna] grzywka myśli? Nie jak się Laura czuje, nie że niemowlęce ciuszki, NIC o noworodku. O nie! Pakowanie plecaka szkolnego jej w łepetynie! No, logiczne, doprawdy...
                  • fornitta69 Re: Dziadkowie w Jeżycjadzie 13.02.17, 09:50
                    vi_san napisała:

                    > Fornitto - nie do końca.
                    >A jeśli matka ma fioła i nikt jej dziecięcia nie tknie poza nią samą -
                    > to właśnie odebrałaby od młodej bukiet, podała jej akcesoria potrzebne itd. Ga
                    > buchnie ani to w durnym łbie nie postało.
                    Ale,ze jej nie postalo, to jest dopowiedzenie. Jezeli jej nie bylo w poblizu (a nie bylo wspomniane zeby byla, prawda?) to jej przyjsc do lba zwyczajnie nie moglo. Na slubach czesto jest chaos,nie wiemy czy Gaba w tym czasie nie wiazala sznurowadla,nie zostala