Dodaj do ulubionych

smaki i zapachy

14.06.17, 21:52
Podobnie jak Genowefa Trombke vel Bombke vel Pompke uwielbiam tę stronę życia i chociaż odkąd pamiętam jestem na diecie, to jestem też bardzo czuła na opisy jedzenia i jego zapachów w literaturze. I tak zastanowiło mnie, że kiedy w SK Cesia łowiła nozdrzami subtelne wonie czosnku i bazylii, od razu (a miałam czytając, jakieś 10 lat) poniosło mnie do książki kucharskiej, z której niewątpliwie korzystała Julia, czyli "Kuchni francuskiej" wydanej w latach 70tych, żeby dowiedzieć się, jak się robi prowansalską zupkę i pstrąga a la parmenitere. A znowuż kiedy Józinek poczuł "rozkoszny zapach kiszonego ogóreczka" aż mnie zgięło z obrzydzenia. Czytając starą Jeżycjadę czułam smaki i zapachy makaroniku w domu Żaków, smażonych kartofli w domu Borejków, kartoflanych klusek u Lewandowskich i czułam drewnianość polędwicy w domu Lisieckiej, a w nowej Jeżycjadzie jedzenie mnie obrzydza? Jak to jest, że Julia nęciła ukochanego kuchnią francuską a potem nagle stało się coś strasznego z kuchnią w Jeżycjadzie bo ogranicza się jedynie do bardzo polskich smaków? Jak to jest, że Ignacy Borejko neguje at all pizzę (też nie lubię tych z sieciówek, ale sama pizza w swojej istocie jest jednym z dań doskonałych, dla których poświęcam swoją nietolerancję laktozy) i w ogóle nie ma refleksji dla kulturowego aspektu tego dania i sprostytuowania go? Albo jak to jest, że Ignacy Grzegorz brzydzi się wszystkim odzwięrzęcym a pochłania jogurt albo żółty ser z Agnieszką? Albo dlaczego ciasta Nutrii są tak źle opisane? Przecież jej ciasta to mógł być świetny jagielnik albo brownie? Nie wygląda toto imponująco a jest pyszne. Albo jakim cudem Borejkowie chcieli jednym udźcem jagnięcym nakarmić gości weselnych Idy? Jagnię to dziecko owcy, z definicji duże być nie może a jak dodamy do tego kości to... no, sami wiecie.
Obserwuj wątek
    • vi_san Re: smaki i zapachy 14.06.17, 23:09
      Rację masz. A do tego jest taka bardzo w moich oczach paskudna scena, bodajże w McD. Opis obiadu następuje. No i cała familia rąbie pyszniutki rosół z makaronem i drobniutko posiekaną natką pietruszki, a na drugie - pierogi z mięsem. Tymczasem dwaj ideowi wegetarianie, czyli Grześ i Ignaś co jedzą? Ano, kaszę z jogurtem i sok pomidorowy z kartonu. Czy tym egoistom potwornym coś by się stało, gdyby MM napisała np. "Na pierwsze była zupa pomidorowa na wywarze warzywnym, a na drugie pierogi - do wyboru z mięsem albo z serem."? Albo wręcz wyobraziłam sobie przewrotnie taki opis [oczywiście trzeba by to lepszymi słowy, ale ja nie pisarka]. "Rodzina Borejków [z przyległościami] zasiadła do stołu. Grześ i Ignaś, ideowi wegetarianie tego dnia raczyli się pachnącą mocno gęstą i apetycznie złocistą zupą - kremem z dyni, ozdobioną dodatkowo świeżo podpieczonymi grzankami. Na drugie zaś przygotowali sobie warzywne enchiladas. Żeby zaś nie całkiem odciąć się kulinarnie od reszty rodziny - dodatkowo podali na stół pięć salaterek z pierogami: w jednej były z serem i soczewicą, w drugiej z grzybami, w trzeciej fasolowo - orzechowe, w czwartej z truskawkami a w piątej z czarnymi jagodami... Magda widząc podany "dla reszty" nudny rosół z makaronem i pietruszką, oraz stertę mięsnych pierogów uznała, że nie - wegetarianie są w tym domu mocno poszkodowani..."... I dla jasności: jestem zadeklarowanym mięsożercą, nie wyobrażam sobie "na stałe" jedzenia wege, ze wszystkich łakoci najbardziej lubię kabanosy... Ale sam kontrast opisu posiłków mnie zatrząsł. Bo oczywiście mięsne jadło jest opisane ładnie, atrakcyjnie, podkreślono jego aromatyczność, zaznaczono, że gorące, pyszne i w ogóle. A obiad nie mięsny? Zimny sok z kartonu, i kasza z jogurtem. Chyba jeszcze brukselka się tam pętała, ale już za to łba na pniu nie położę. Zupełnie serio - kiedy odwiedza mnie moja wege - siostra: zawsze kombinuję, żeby posiłek dostała "normalny", czyli zbilansowany, apetyczny i smaczny. I bez mięsa! I nie rozumiem DLACZEGO nikt z tej [podobno] kochającej rodziny nie pomyślał, żeby obiad dla tych dwóch wegetarian uczynić jeśli nie równie apetycznym jak mięsny, to chociażby znośnym? I nie, nie "kupuję", że mogli sobie sami ugotować - oczywiście mogli, ale załóżmy, że akurat tego dnia nie, gdyż albowiem ponieważ.
      • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 14.06.17, 23:39
        Pamiętam to, bo aż mnie zatrzęsło, przy czym ja lubię i kaszę gryczaną i sok pomidorowy i brukselkę, ale opis całości był tak mdły i cierpiętniczy, że dzięki. Zauważyłam też, że nawet wcześniejsze opisy wegetariańskich posiłków MM nie bardzo wychodziły, te, w których promowała wegetarianizm. Ja jestem osobą, która przez lata nie jadła mięsa, dziś na zmianę kombinuję mięsne i bezmięsme, czasem wręcz wegańskie, i przysięgam, że na moim stole nigdy nie zagościły tak smutne potrawy jak nawet przysmak leniwej parysady, który owszem, mógł być smaczny, ale... czegoś mu brakowało.
        • mika_p Re: smaki i zapachy 15.06.17, 00:38
          Bo może MM nie załapała, nie poczuła związku między jarskim a wegetariańskim, albo zbyt mocno jej wytłumaczono róznicę między wegetarianizmem a lakto-ovo-wegetarianizmem.

          Mamy wszak w Pulpecji jarskie Paluszki Aspazji. A w NiN gazpacho-eliksir. I one są apetycznie opisane.
          • kkokos Re: smaki i zapachy 15.06.17, 11:07
            mika_p napisała:

            > Bo może MM nie załapała, nie poczuła związku między jarskim a wegetariańskim, a
            > lbo zbyt mocno jej wytłumaczono róznicę między wegetarianizmem a lakto-ovo-wege
            > tarianizmem.
            >
            > Mamy wszak w Pulpecji jarskie Paluszki Aspazji. A w NiN gazpacho-eliksir. I one
            > są apetycznie opisane.
            >


            bo wtedy pani mm nie wiedziała jeszcze, że wegetarianizm to zamach na katolicyzm i polskość. że prawdziwy polak nie może być wegetarianinem. że polska rodzina bez mięsa ulegnie pladze rozwodów.
            serio.
            • ssssen Re: smaki i zapachy 16.06.17, 08:49
              kkokos napisała:


              > bo wtedy pani mm nie wiedziała jeszcze, że wegetarianizm to zamach na katolicyz
              > m i polskość. że prawdziwy polak nie może być wegetarianinem. że polska rodzina
              > bez mięsa ulegnie pladze rozwodów.

              I że od braku mięsa wąsy wypadają.
          • iskrzy_54 Re: smaki i zapachy 15.06.17, 21:49
            Mamy wszak w Pulpecji jarskie Paluszki Aspazji. A w NiN gazpacho-eliksir. I one są apetycznie opisane.

            To gazpacho mnie urzekło i spróbowałam sama po lekturze NN. Niestety jak z większością przepisów w moim wykonaniu wyszło coś kompletnie niezjadliwego. Natomiast wspomniane na Forum kanapki babci Marty kompletnie mnie nie urzekły (chociaż zawsze na targach regionalnych zajadam się wiejskim chlebem ze smalcem i ogórkiem) być może ze względu na obleśne dla mnie sformułowanie "smaloszek". Moja Babcia, chociaż też prosta kobieta z Wielkopolski, na dodatek prawie niepiśmienna nigdy takiego określenia nie użyła. Smalec to smalec. Pyzy to pyzy a kluski to kluski. Pewnie się czepiam, ale nie lubię niepotrzebnych zdrobnień i babci Marty.
        • staua Re: smaki i zapachy 20.07.17, 19:19
          Moim zdaniem to wynika z tego, że dla MM wegetarianin to to samo, co niejadek. Wszyscy wegetarianie w Jeżycjadzie to niejadni albo bez apetytu, albo marudzące nad jedzeniem. Dlatego, jak już coś jedzą, to byle co, bo smakoszami byc nie mogą.
      • olkit0 Re: smaki i zapachy 16.06.17, 15:46
        vi_san napisała:

        > gurtem i sok pomidorowy z kartonu. Czy tym egoistom potwornym coś by się stało,
        > gdyby MM napisała np. "Na pierwsze była zupa pomidorowa na wywarze warzywnym,
        > a na drugie pierogi - do wyboru z mięsem albo z serem."?

        Z serem to może nie, jeśli Ignaś nie jadał, ale z tęże kaszą gryczaną i grzybami, no pyszulka, panie tego, zaśliniłam się...
        • vi_san Re: smaki i zapachy 16.06.17, 16:28
          Się nie upieram przy serze. Z kaszą gryczaną. Z grzybami. Z ziemniakami i kapustą [raz jadłam, cudo, nie mam odwagi spróbować sama zrobić, bo dobrego przepisu brak]. Z owocami. Z fasolą. Ze szpinakiem. Z soczewicą. Z orzechami. Możliwości jest sto milionów. Nie trzeba było kaszy z jogurtem i soku z kartonu... :(
        • gat45 Re: smaki i zapachy 16.06.17, 19:09
          Z tąże.
          Można było spożytkować tęże kaszę inaczej, ale pierogi mogły być z tąże.
          Tak się trzymamy krótko, żeby nie napisać/powiedzieć "tą" zamiast "tę", że kiedy "tą"jest poprawne, to jakoś nam się nie podoba. Biedne, małe tą....
          • zroya Re: smaki i zapachy 09.11.17, 23:24
            gat45 napisała:

            > Z tąże.
            > Można było spożytkować tęże kaszę inaczej, ale pierogi mogły być z tąże.
            > Tak się trzymamy krótko, żeby nie napisać/powiedzieć "tą" zamiast "tę", że kied
            > y "tą"jest poprawne, to jakoś nam się nie podoba. Biedne, małe tą....

            Mnie uczono, że pisze się (i mówi) tąż i tęż, bez e na końcu. Aż z ciekawości sprawdziłam w słowniku i podaje właśnie taką wersję. A więc: tęż kaszę, jakkolwiek dziwnie to może brzmieć. I pierogi z tąż.
    • fornitta69 Re: smaki i zapachy 15.06.17, 00:13
      Dla mnie jedynym co sie jeszcze jakos (czasem, nie zawsze!) broni w Neo sa opisy zarcia. Jozin ewakuujacy z kuchni kielbaske, zamiast brata mnie naprawde rozbawil. Budzenie Laury zapachem kielbasy- tez. Tylko czasem opisy zbyt bogatego menu (u Pulpy, u Borejkow, u Bernarda i Anielli) sprawiaja,ze mnie lekko mdli. Wole jedna sugestywnie opisana zwiedla kanapke z serem w CP, niz dlugasny spis smakolykow,ktorych "nie czuje".
    • mika_p Re: smaki i zapachy 15.06.17, 00:26
      W "Noelce" stoi, że na weselu miał byc indyk i udziec barani. Google mówi zaś, że udziec jagnięcy i trzy kilo może mieć. A weselników wszak niewielu - domownicy w liczbie 8 sztuk, pan młody, stryj Józeczek z rodziną, Monika, zapewne świadek. Dużo więcej być nie mogło, bo została połowa tortu. Z trzeciej strony, jak były jabłka Hesperyd, krem orzechowy i inne ciasta (o których w N. mowa, że mama B. zdązyła), to ja się nie dziwię, że tortu zostało :)

      Cudne sa kanapki ze smalcem babci Jedwabińskiej, sama mam na nie ochotę - na podstawie opisu, bo chleb ze smalcem to nie jest moja bajka, czasami się skuszę, bo apetycznie wygląda i ładnie pachnie (i w ksiazkach piszą, że cymes), jednak to nie to.

      Ale chyba własnie w DP mamy pierwszy przełom. Z jednej strony mamy spojrzenie optymistyczne:
      Gabriela już niejednokrotnie zastanawiała się, jakim to cudownym właściwościom tego lokalu należy zawdzięczać fakt, że ilekroć w kuchni jest coś do zjedzenia, natychmiast pojawia się tłum głodnych ludzi i - co najdziwniejsze - zawsze jakoś starcza dla wszystkich. Także i teraz udało się jej poczęstować wszystkich obecnych, choć do dyspozycji miała zaledwie kartonik zsiadłego mleka, cztery sztuki drobnych gołąbków w sosie pomidorowym, dwa i pół kilo truskawek oraz placek drożdżowy.

      a z drugiej wręcz przeciwnie:
      Konradowi bardzo, ale to naprawdę bardzo, smakował placek drożdżowy. Dawno nie jadł czegoś tak niewiarygodnie pysznego. Bebe, jego siostra, zazwyczaj kupowała jakieś gotowe babki czy pierniki i nawet nie przypuszczał, że domowe ciasto może być takie dobre. Zjadłby więcej, naprawdę, ale nie wypadało: miła pani o jasnych włosach i dobrym spojrzeniu krzątała się, zakłopotana, dzieląc mizerny posiłek pomiędzy gromadę ludzi.

      I faktycznie w McD "wspaniały rosół z domowym makaronem i drobniutko posiekaną natką pietruszki" to już tylko pozycja z karty dań, a nie opis ze smakiem i zapachem.

      Refleksyjnie chciałabym zauważyć, ze u Chmielewskiej poszło w druga stronę: jak początkowo jedzenie jest traktowane po macoszemu, tak w pewnym momencie pojawiają się kulinarne geniuszki, połowa "Harpii", 3/4 "Depozytu" i prawie cały "(Nie)boszczyk mąż" kręcą się wokół jedzenia i dobre ono :)
      • potworia Re: smaki i zapachy 15.06.17, 10:43
        A mnie zlały w się w jedno dwa detale z BB i stworzyły poruszającą, zmysłową całość. Deszcz pchnący jak zielone ogórki i prawdziwe ogórki na chłodnik, siekane z chrzęstem. Późne lato, późny PRL, nowalijkowa świeżość uczuć.
      • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 15.06.17, 20:48
        mika_p napisała:

        >
        > Refleksyjnie chciałabym zauważyć, ze u Chmielewskiej poszło w druga stronę: ja
        > k początkowo jedzenie jest traktowane po macoszemu, tak w pewnym momencie pojaw
        > iają się kulinarne geniuszki, połowa "Harpii", 3/4 "Depozytu" i prawie cały "(N
        > ie)boszczyk mąż" kręcą się wokół jedzenia i dobre ono :)
        >
        Słabo znam twórczość Chmielewskiej, ale z tego co zauważyłam, wbrew deklaracjom, miała jednak nabożny stosunek do jedzenia oraz z wiekiem chyba namiętności stołu zastąpiły jej inne namiętności i stąd ogrom żarcia w twórczości. MM z kolei zawsze lubowała się w potrawach, co widać w opisach jedzeniowych od początku Jeżycjady, tylko stały się one jakieś takie... ja wiem? Momentami obleśne. Ostatni, który mi się podobał to śniadanie u Rumianków, gdzie Ida się złamała. Ładnie to było opisane. Natomiast wcześniejsze, zwłaszcza te orgie żarcia u Pulpy, jakoś mnie odrzucają. Albo poświęcenie sałatce kilku stron powieści. Ja wiem, że o żarciu w prawdziwym życiu się rozmawia (na przykład ja zgłaszam do męża pretensje, że nie wiem po co mi wyższe wykształcenie jeśli bywają okresy w moim życiu, kiedy jedyne ważne decyzje jakie podejmuję to, co będzie na obiad. Co mnie rzecz jasna frustruje), ale w literaturze powinno to być po coś, tak jak morszczuk i późniejszy tort.
        • fornitta69 Re: smaki i zapachy 15.06.17, 21:11
          zuzudanslemetro napisała:
          ale w literaturze powinno to być po coś, tak jak morszc
          > zuk i późniejszy tort.
          Ja mam inaczej. Dla mnie opis jedzenia nie musi byc po cos. Moze byc tylko ozdobnikiem, jak opis przyrody. Ale wtedy ma byc fajny! Nawiasem mowiac, opisy przyrody u MM tez sie jak dla mnie strasznie popsuly. Te dorotkowe uroczyska strasznie mnie nudza zamiast zachwycac- a wies szczerze kocham.
      • iskrzy_54 Re: smaki i zapachy 15.06.17, 21:57
        Google mówi zaś, że udziec jagnięcy i trzy kilo może mieć.

        W czasie 7 lat tłustych często u znajomego rzeźnika zamawiałam udziec jagnięcy i na ogół nie przekraczał on był 1,5 kg. Podobnie zresztą w Anglii - udźce wahały się od 1 do 2 kg. Ale nie przeczę, że mógł być to udziec wielkiego jagnięcia, tylko, ze wtedy nie zmieściłby się w całości do piekarnika. Niezależnie od wielkości udźca, każdy gość dostał po kawałku, a gości tak znowu dużo nie było więc nawet bez indyka wystarczyło.
        • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 15.06.17, 23:22
          No dobra, mogę się nie czepiać udźca. Po prostu wszystkie jagnięta, jakie dotąd widywałam wydawały mi się raczej za małe, żeby móc ich udźcem obdzielić gości choćby ograniczających się do samej rodziny (hmmm, z drugiej strony to ciekawe, że przyjaciół pary młodej to na tej imprezie jakoś nie było. Może nie lubili jagnięciny?...), ale i tak jestem ciekawa, jakim cudem udało się go upiec w normalnym piekarniku i jeszcze potem jabłka Hesperyd i domyślam się, że zrobić parę innych dań, choćby wspomniany krem orzechowy i jeszcze zdążyć się ogarnąć i iść na ślub. Ida brała ślub wieczorem? Wydawało mi się, że z opisu wynikało, że jest jeszcze jasno, a w grudniu jasno być przestaje koło 15tej.
    • apersona Re: smaki i zapachy 16.06.17, 11:10
      Kuchnia francuska Julii to tylko wytwornie brzmiące nazwy, nie smaki, na co dzień rodzina Żaków jadała byle co np.makaron z przecierem pomidorowym, z resztą też ładnie nazwany po mediolańsku bodajże.
      I zastanawia mnie skąd Cesia w styczniu 1975 wzięła szczypiorek do jajecznicy.
          • jottka Re: smaki i zapachy 18.06.17, 11:47
            ekhm, a to jest problem nazewnictwa w rozmaitych częściach kraju:) na południu taka mała biała wiosenna cebulka z dużą ilością zielonego nosi nazwę dymki, na północy dymka to nazwa gatunkowa pewnej cebuli, zaś opisany produkt nazywa się szczypiorkiem albo młodą cebulką. czasem szczypiorkiem nazywa się wyłącznie taki cieniutki szczypiorek, grubsze zielone pędy to już jest szczypior albo pędy cebuli. i tak dalej i tak dalej. jedyne, czego możemy się domyślać, to to, że jajecznica była z czymś zielonym, co wyrosło cebuli od ogonka:)
      • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 16.06.17, 12:48
        a w 75 szczypiorek był dobrem reglamentowanym i nie dało się go zdobyć lub wyhodować poza latem? Mnie raczej zastanawia ta zupka Julii z książki kucharskiej. Zakładała bowiem dodatek bazylii. Mnie na świecie wtedy nie było, więc nie wiem, czy była bazylia wówczas dostępna w sklepach, ale z opowieści wyciągam wnioski, że przyprawy bardziej oryginalne niż sól, pieprz, papryka i majeranek to jakoś później weszły w użycie, ale tak jak mówię, nie wiem.
        A! I ta zupka zakłada również zdaje się użycie świeżych pomidorów i to dopiero pytanie: skąd Julia wzięła w 75 roku pomidory na przednówku?
        • kajaanna Re: smaki i zapachy 16.06.17, 15:11
          Żywych krzaczków świeżej bazylii nie było, ale były zioła suszone (w dość szerokim asortymencie) do kupienia w Herbapolu. Tak więc nie samą solą i cebulą jedzenie się przyprawiało. :D
              • kajaanna Re: smaki i zapachy 16.06.17, 18:03
                Wiem, wiem... ale w latach '70-'80 w stałym użyciu domowym były suszone zioła takie jak tymianek, bazylia, anyż, mięta, majeranek, lubczyk (liście i kłącza), tylko trzeba było szorować po nie do Herbapolu. A tam był nawet arcydzięgiel i kozieradka.
                  • potworia Re: smaki i zapachy 18.06.17, 20:34
                    Dlaczego nie? Większość znanych mi artystów gotuje z zamiłowaniem, fantazją i polotem, a Madame Żak uprawia na dodatek rzeźbiarstwo, najbardziej sensualną że sztuk pięknych...
                      • potworia Re: smaki i zapachy 18.06.17, 22:47
                        Przypalania nie pomnę, poza pamiętnym bigosem, ale to Celestyny dzieło i tak zjedzone. Gdybym miała jakąś mniejszość do uciśnięcia, to bym w te pędy zaprzęgła do codziennego garkotłuczenia, a sama odświętnie zadawała szyku czymś kulinarnie spektakularnym. Ale nie upieram się. Po prostu w mojej głowie mama Żakowa jest świetną kucharką, acz na co dzień bardziej pochłoniętą sztuką niż aprowizacją.
                        • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 18.06.17, 23:22
                          No i chyba była o tym mowa, że przy okazji świąt, mama Żakowa, chociaż niechętnie, stawała za garami, bo rodzina domagała się. Stąd wniosek, że od święta robiła cuda kulinarne a nie makaronik. Pyszny makaronik ;)
                        • dziabka1 Re: smaki i zapachy 10.11.17, 11:06
                          potworia napisał(a):

                          > Przypalania nie pomnę, poza pamiętnym bigosem, ale to Celestyny dzieło i tak zj
                          > edzone. Gdybym miała jakąś mniejszość do uciśnięcia, to bym w te pędy zaprzęg
                          > ła do codziennego garkotłuczenia, a sama odświętnie zadawała szyku czymś kulina
                          > rnie spektakularnym. Ale nie upieram się. Po prostu w mojej głowie mama Żakowa
                          > jest świetną kucharką, acz na co dzień bardziej pochłoniętą sztuką niż aprowiz
                          > acją.

                          Oooch, jak pięknie napisane - powiało poezją, Tuwimem! Dla pełnego obrazu rozszerzyłabym jeszcze tu jedno słowo "jest świetną KUCHARCZYNIĄ". :)
      • minerwamcg Re: smaki i zapachy 21.11.17, 14:22
        Jak to skąd??? Ze sklepu warzywniczego, u nas się mówiło "jarzynowego" :) W 1975 byłam młodsza od Cesi, ale i tak doskonale pamiętam kupowane w tymże sklepie wielkie grudy ziemi owinięte w gazetę, z której apetycznie sterczały zielone łodyżki. W domu wsadzało się toto w doniczkę albo do skrzynki na balkonie i strzygło do kanapek, zup i innych potraw. U nas cała skrzynka balkonowa była tego pełna. Wśród smaków mojego dzieciństwa chleb z masłem i szczypiorkiem stanowi, obok ukochanej zupy kminkowej, jedno z fajniejszych wspomnień.
    • kajaanna Re: smaki i zapachy 16.06.17, 18:20
      Mam "Łasucha literackiego" z 1991 roku, czyli z granicy Neo. I tam, na stronie trzynastej (co za pech!) jest zdanie: "nie zdarzyło się jeszcze, by mi smakował posiłek przyrządzony przez antypatyczną osobę", a na szesnastastej - "Wysoka, chuda melancholiczka o ambicjach intelektualnych i podłużnym, smętnym obliczu, z reguły oświadczy wam, ze niestety jest beztalenciem kulinarnym; wilgotny szary sernik, jakim was poczęstuje, kupiony został przedwczoraj w cukierni". No i tak oto wypieki Natalii (jak to było? Szare i gliniaste?) deprecjonują Borejkównę.
      • bupu Re: smaki i zapachy 16.06.17, 19:25
        kajaanna napisała:

        > Mam "Łasucha literackiego" z 1991 roku, czyli z granicy Neo. I tam, na stronie
        > trzynastej (co za pech!) jest zdanie: "nie zdarzyło się jeszcze, by mi smakował
        > posiłek przyrządzony przez antypatyczną osobę", a na szesnastastej - "Wysoka,
        > chuda melancholiczka o ambicjach intelektualnych i podłużnym, smętnym obliczu,
        > z reguły oświadczy wam, ze niestety jest beztalenciem kulinarnym; wilgotny szar
        > y sernik, jakim was poczęstuje, kupiony został przedwczoraj w cukierni". No i t
        > ak oto wypieki Natalii (jak to było? Szare i gliniaste?) deprecjonują Borejkówn
        > ę.

        Grząskie i wilgotne one były.
      • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 16.06.17, 20:08
        Coś w tym z gotowaniem przez antypatyczną osobę, jest. Sama osobiście kiedyś tłumaczyłam jednej mega toksycznej, patologicznej matce, gotującej swojej córce owsiankę, wzdychającą z udręką, że gotowanie to trochę jak alchemia i dobre jedzenie robi się z miłości.
        Do wysokich, chudych melancholiczek się nie odniosę. Znam parę, nie wiem jak gotują. O jednej wiem i faktycznie gotuje fatalnie, ale ma ambicje i stara się. Ja zaś staram się nie trafiać na jej posiłki. Z tym, że ona nie ma ambicji intelektualnych.
        • kajaanna Re: smaki i zapachy 16.06.17, 20:37
          <ona nie ma ambicji intelektualnych.

          Ale Nutria?! Krew z krwi i kość z kości Borejków miałaby zostać mamejowatą wywłoka wegańską, co to "grząskie" (w domyśle - bagniste) ciasta podaje, blade jak jej lico?
      • srebrny_lisek Re: smaki i zapachy 13.11.17, 17:08
        Te ciasta Nutrii mnie zabolały - Nutria przecież jest estetką (w jej pokoju nie było ANI JEDNEGO brzydkiego przedmiotu, przypominam) i umiała zrobić coś, co nie tylko brzmiało smacznie, ale też estetycznie, baśniowo i gustownie - przysmak leniwej Parysady, gazpacho, czy sałatka z ogórkami i chrzanem. Fakt, trochę stereotypowy jest ten jej wegetarianizm, ale nutriowe wyczyny kulinarne pomimo wszystko mają moje uznanie. Wyobrażam sobie, że Nutria,jako postać z kreowana konsekwentnie i z sympatią MM mogła wypiekać zakalce, ale po odkryciu alternatywnych przepisów i ciast, które zawsze się udają, rozbłysła jako nowy cukierniczy talent i raczyła Borejlandów tofurnikiem różanym z herbatą lawendową, leśnym mchem z borówkami i innymi cudami. :P Albo niechby robiła zakalce, ale tak pięknie przyrządzone, że wszyscy mieszkańcy Borejlandu przymykaliby na to oko. ;)
        • bupu Re: smaki i zapachy 13.11.17, 17:15
          srebrny_lisek napisał(a):

          > Te ciasta Nutrii mnie zabolały - Nutria przecież jest estetką (w jej pokoju nie
          > było ANI JEDNEGO brzydkiego przedmiotu, przypominam)

          A ja przypominam, że ta sama Nutria, w Noelce, uznała za odpowiednie obuwie dla panny młodej, idącej do ołtarza w romantycznej kreacji z kilometrowym welonem, toporne, skórkowe kamaszki, zapinane na zamek błyskawiczny. I za nic nie mogła pojąć, czemu rodzina stuka się bezgłośnie w czółka.
          Estetką Nutria bywa, kiedy akurat autorka ma taki kaprys.
          • srebrny_lisek Re: smaki i zapachy 17.11.17, 19:10
            Nutria dość długo nie przywiązywała wagi do ubioru i z tego co pamiętam, wzmianki o jej piękności i wdzięku zaczęły występować jakoś w momencie poznania Tunia. Wtedy wśród rekwizytów Nutrii pojawiły się perfumy, zwiewne sukienki, a nawet szminka i tusz do rzęs. Poza tym piękno Nutrii było podkreślane na inne sposoby - oczy pełne światła, źrebaczkowaty wdzięk, artystyczne zainteresowania i liczne nawiązania do baśni i czarów w wątkach z jej udziałem. Ostatecznie zmysł estetyczny Nutrii wywindował na taki poziom, że w jej pokoju stała zjawiskowo piękna kompozycja z suszonych kwiatów i nie było ani jednego brzydkiego przedmiotu (wzmianka pochodzi chyba z NiN). Innymi słowy można stwierdzić tutaj tendencję wzrostową, która osiąga apogeum w skomplikowanej relacji z Nerwusem, potem po zamążpójsciu Nutria wraz z Robrojkiem znika z pola widzenia i ostatecznie wyłania się z grząskimi wilgotnymi ciastami. ;(
    • emae Re: smaki i zapachy 16.06.17, 20:21
      Mnie zaczarował opis gazpacho, i do tego ten motyw z eliksirem miłosnym :) Robię czasem gazpacho, również w wersji na ciepło (wiem, że to profanacja, ale naprawdę wolę ciepłą zupę) :)
      • potworia Re: smaki i zapachy 18.06.17, 23:38
        A ja jeszcze lubię scenę, w której Patrycja z Baltonem siedzą podczas burzy w zaparowanej Syrence, wypełniającej się coraz silniejszą wonią kanapek: sardynka, jajko na twardo, ogórek, czosnkowa kiełbasa. I na koniec odświeżająca nuta deserowego jabłka.
        Połowy tych rzeczy nie jadam, ale scena sugestywna i bardzo zmysłowa.
          • potworia Re: smaki i zapachy 19.06.17, 00:02
            No właśnie nie uprawiali, tylko duszność narastała. Jedzenie zneutralizowało napięcie, a całowanie nastąpiło na zewnątrz, w poburzowych aromatach przyrody. A co do czosnku, to sprawdziłam organoleptycznie - jeśli jedzony przez oboje, to można się całować.
            • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 19.06.17, 00:33
              Może to kwestia osobistych upodobań, bo ja bym na przykład Pulpy za nic nie pocałowała. Zwyczajnie, nie jest w moim typie. Ale jakoś tak... No, lubię tę scenę bo jest dobrze napisana, z fajnym wyczuciem tego napięcia pomiędzy dwojgiem ludzi, ale jakoś mi te jajka i sardynki nie konweniują z zalotami. Nawet na zewnątrz syrenki bosto.
              • potworia Re: smaki i zapachy 19.06.17, 08:41
                zuzudanslemetro napisała:

                > Może to kwestia osobistych upodobań (...)

                No raczej:)

                bo ja bym na przykład Pulpy za nic nie pocałowała (...)

                Ja ją sobię wizualizuję w typie Scarlet Johansson z czasów Między słowami. I powiem szczerze, całowałabym. Również za nic:)
                • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 19.06.17, 09:07
                  Scarlet Johansson mogłabym całować, bo to świetna aktorka i ładna dziewczyna i faktycznie, nawet woń kiełbasy czosnkowej, by mi w tym nie przeszkadzała. Ja sobie Pulpę wizualizuję, ale nie jest to porywająca piękność tylko pulpet z fryzurą z podgolonym karczkiem. I zupełnie nie pomaga mi świadomość, że jest cała rzesza pięknych, okrągłych blondynek i sama taką znałam. Znaczna nadwaga a była tak piękna i tak seksi, że wszystkie laski przy niej bledły. A jakoś Pulpa w mojej głowie tak nie wygląda. Pewnie przez tego fryzjera, do którego wysłała ją Ida...
      • potworia Re: smaki i zapachy 19.06.17, 16:58
        Mistrzostwem świata jest dla mnie opis szarych klusek u Lewandowskich, zaiste homerycki. Zawsze wywoływał u mnie ślinotok (nigdy nie jadłam tej potrawy i w realu by mnie raczej nie skusiła).
        Lekturę opisów uczty weselnej Idy też często kończyłam z głową w lodówce. Dla odmiany jedzenie na imprezie Laury wydaje się plastikowe jak wianuszek z konwalii i tak samo aromatyczne. Ale na samą myśl o McDusi mam ochotę na frytki. (Oczywiście nie tylko wtedy, bo wielka jest moja miłość do smażonych kartofli.)
        • memphis90 Re: smaki i zapachy 20.07.17, 15:00
          Nic dziwnego- jedzenie u Laury pochodziło przecież z zajazdu dla TIR'owców, autorka już zadbała, żeby nie kojarzyło się dobrze. Dodajmy do tego trzydniowy, płynący tort i kilkudniowy skisły barszczyk. Jakoś trudno było uwierzyć, żeby ten barszczyk był mistrzowski - mimo zapewnień Grzegorza...
        • bupu Re: smaki i zapachy 20.07.17, 15:14
          potworia napisał(a):

          > Mistrzostwem świata jest dla mnie opis szarych klusek u Lewandowskich, zaiste h
          > omerycki. Zawsze wywoływał u mnie ślinotok (nigdy nie jadłam tej potrawy i w re
          > alu by mnie raczej nie skusiła.

          Błąd. Szare kluski są epicko pyszne, tak epicko iż jestem pewna, że serwują je na Olimpie, pod nazwą "ambrozja" .
          • potworia Re: smaki i zapachy 20.07.17, 18:09
            Może jak mnie zaniesie na Olimp, to spróbuję. A może - prędzej - będzie jakiś stan wojenny i wróci stanowojenne menu.
            A Ty z Poznania lub okolic? Bo to chyba tamtejszy specjał, w moich stronach nieznany.
            • bupu Re: smaki i zapachy 20.07.17, 18:12
              potworia napisał(a):

              > Może jak mnie zaniesie na Olimp, to spróbuję. A może - prędzej - będzie jakiś s
              > tan wojenny i wróci stanowojenne menu.
              > A Ty z Poznania lub okolic? Bo to chyba tamtejszy specjał, w moich stronach nie
              > znany.


              Ja z Pomorza y Kujaw, gdzie też się szare kluchy jada.
          • dziabka1 Re: smaki i zapachy 10.11.17, 11:09
            bupu napisała:


            >
            > Błąd. Szare kluski są epicko pyszne, tak epicko iż jestem pewna, że serwują je
            > na Olimpie, pod nazwą "ambrozja" .
            >
            Jak najbardziej. Onegdaj zaniosło mnie do Poznania i usadziło w knajpce, gdzie kluski owe serwowali, no tom zadysponowała. I wiecie - pora zimowa była, smakowało cudownie!

            • emae Re: smaki i zapachy 01.12.17, 12:13
              potworia napisał(a):

              > Jeśli trafię na wersję wegerariańsją, to w te pędy:-)

              To ja takie robię regularnie, nawet nie wiedziałam, że to się nazywa szare kluski :) Wersję wegetariańską można zrobić bardzo, bardzo łatwo, wystarczy dać inne dodatki. U nas np. sos pieczarkowy :)
            • zuzudanslemetro Re: smaki i zapachy 01.12.17, 12:46
              potworia napisał(a):

              > Jeśli trafię na wersję wegerariańsją, to w te pędy:-)

              Możesz podać jak pani Lewandowska z kiszoną kapustą na gorąco, tylko oczywiście bez skwarek. Do kapuchy dodaj grzyby suszone, rodzynki, cebulę, czy co tam jeszcze w niej lubisz i masz świetny wegetariański i dobry na zimę, posiłek.
              A odsmażone kluski kartoflane są jeszcze pyszniejsze i nie wymagają niczego oprócz oleju, na którym się je odsmaża.
              • emae Re: smaki i zapachy 01.12.17, 13:15
                zuzudanslemetro napisała:

                > A odsmażone kluski kartoflane są jeszcze pyszniejsze i nie wymagają niczego opr
                > ócz oleju, na którym się je odsmaża.

                Tak, odsmażone... Zastanawiam się, ile ja musiałabym tego zrobić, żeby zostało na odsmażenie :D
                • bupu Re: smaki i zapachy 01.12.17, 13:37
                  emae napisała:

                  > zuzudanslemetro napisała:
                  >
                  > > A odsmażone kluski kartoflane są jeszcze pyszniejsze i nie wymagają nicze
                  > go opr
                  > > ócz oleju, na którym się je odsmaża.
                  >
                  > Tak, odsmażone... Zastanawiam się, ile ja musiałabym tego zrobić, żeby zostało
                  > na odsmażenie :D

                  Tak z 10 kg kartofli. Wtedy zostaje coś do odsmażenia.
              • marzenna114 Re: smaki i zapachy 01.12.17, 13:18
                > potworia napisał(a):
                >
                > > Jeśli trafię na wersję wegerariańsją, to w te pędy:-)
                Polane podsmażoną na oleju lub na maśle cebulką będą pyszne :) + całkowicie wegetariańska kapusta wigilijna - mniam.
    • memphis90 Re: smaki i zapachy 20.07.17, 14:57
      Mnie zbrzydziło krojenie kiełbasy scyzorykiem i szykowanie mini-kanapek przez Józwę. Raz, że małe kanapeczki bez skórki i na jeden kęsik kojarzą mi się z jedzeniem dla dzidziusiów, a nie dla rosłego chłopa; dwa, że zabawa scyzorykiem przystoi na kempingu, a nie przy rodzinnym stole; trzy - scyzoryk używany do wszystkiego, włącznie z otwieraniem zamków, jest zwyczajnie brudny. Dziwię się, że Ida-higieniczna terrorystka nie wybiła latorośli takich pomysłów z głowy...
    • lezbobimbo Re: smaki i zapachy 15.11.17, 18:53
      zuzudanslemetro napisała:
      Czytając starą Jeżycjadę czułam smaki i zapachy makaroniku (...) a w nowej Jeżycjadzie jedzenie mnie obrzydza?

      Gdyż albowiem sami bohaterowie stali się okropni, odrażający i obrzydliwi, a sama MM bardzo już nienawidzi pisania tego tasiemca i tłucze cokolwiek dla chałturzenia.


      Jak to jest, że Ignacy Borejko neguje at all pi
      > zzę (też nie lubię tych z sieciówek, ale sama pizza w swojej istocie jest jedny
      > m z dań doskonałych, dla których poświęcam swoją nietolerancję laktozy)

      Kochana, ależ możesz jadać przepiękne pizze wegańskie z grilowanymi warzywami, oliwą,
      czosnkiem, przyprawami, sosami pomidorowymi i jakimi sosami tylko chcesz... Nawet w zwykłych pizzeriach możesz zamówić zwykłe *ale bez sera. Są też pizze z pysznym, roztopionym wegańskim serem. Sery wegańskie istnieją i są do dostania nawet na polskich rubieżach. Ewentualnie można pobawić się samemu i stworzyć piękną mozzarellę z mielonych nerkowców, z wszelakich innych orzechów i migdałów, a także bardzo szybką i łatwiuchną ricottę z zakwaszonego mleka sojowego czy innego roślinnego. Robi się taka ricottę błyskawicznie, i wiesza na ściereczce do odsączenia. Wuala, presto i po godzinie już masz pyszność prosto od ściery :)

      >i w ogóle nie ma refleksji dla kulturowego aspektu tego dania i sprostytuowania go?

      Heh, rzekomy znawca pizzy, 9-letni Józin Nekroworiusz zamawia tylko skromniutką margaritę (jakby MM nie orientowała się, że to przecież Bez Mięsa jest!) a cała afera z pizzerią jest tylko po to, aby napiętnować upadek obyczajów i książki dekoracyjnie rżnięte piłą.

      Jakieś refleksje nad pizzą i kulturą wymagałyby od Bominków wyściubienia nosa z kamienicy gumowej, jakiegokolwiek obycia kulinarnego i rzeczywistego zainteresowania kulturą śródziemnomorską. Ignac, rzekomy filolog klasyczny, który rzekomo uczy Borejkówny i Pyzówny klasycznej łaciny i greki, po przełomie ani razu nie jedzie do Włoch, ani do Grecji ani nawet do pobliskich Niemiec zwiedzić miasta legionistów z akweduktami, bo to oczywiście papierowy pseudobyt i kolejna karykatura tego, jak sobie MM wyobraża antykofila albo zainteresowanie kulturą śródziemnomorską. Italianistą to on na pewno nie jest. Morze Śródziemne dziadyga ma w nosie. Rzekoma Wenecja, a raczej pole namiotowe Gaby i rzekomy Cypr rzekomej Nutrii nawet tego papierowego buca nie zainteresują, bo są tak samo nierealnymi, bylejakimi i pustymi nazwami jak Copacabana Idusi.

      Al>bo jak to jest, że Ignacy Grzegorz brzydzi się wszystkim odzwięrzęcym a pochłan
      > ia jogurt albo żółty ser z Agnieszką?

      Bo dla MM, jak to dla Przysłowiowej Polnisze Babci, ser to przecież nie mięso, ani rosół na kościach trupa to też nie mięso, przecież zbolałego kurczaczka można z zupki wyjąć, kiełbasa to deser a skwarki można wydłubać... Stąd też Robroj swobodnie gotujący ten rosół Hannibala Lectera dla rzekomej wege-Nutrii o złamanej giczy.

      Ale że Ignaś brzydzący się jajek i mleka z racji zapachów i struktury, entuzjastycznie wsuwa JOGURT MLECZNY to oczywiście kompletna pomyłka i jakże uroczy brak konsekwencji beztroskiej MM. Jogurt nawet wegański jest o konsystencji gęstego lub rozwodnionego gluta, w dodatku woniejący kwaskowatym cuszkiem niczym skwaśniała szmata do podłogi. Żaden niejadek nie przyjąłby tego do ust. Ja sama nienawidzę jogurtów, kwarków itp ohydów konsystencji od urodzenia, nawet teraz wegańskiego jogurtu odmówię, chyba że jest częścią wegasosu czy wegasernika.

      Albo dlaczego ciasta Nutrii są tak źle op
      > isane? Przecież jej ciasta to mógł być świetny jagielnik albo brownie?

      Ciasta Nutrii opisane były bodajże w latach 90ych, kiedy brownie jeszcze nie było popularne w Polsce ani wegańskie jagielniki nie były tak dostępne jak dzisiaj.

      Ale najważniejsze jest, jak tu ktosia przytomnie zauważyła: dla MM wegetarianie to po prostu niewdzięczne NIEJADKI i elementy komiczne, co wypluwają Domowy Rosołek Babuni i Domowe Ciasto ze Smaloszkiem i Bitą Śmietanką. Ktoś taki jak wegetarianin w ogóle nie istnieje w jej świadomości, a co dopiero weganin, frutarianin czy witarianin :D

      MM sama nie jest nawet wegetarianką, epizodycznie tylko deklaruje, że preferuje spożywanie lodów i owoców, ale to chyba tylko latem. MM kocha tłusto, zwłaszcza na Gwiazdkę, a nie interesuje jej w ogóle, od kogo ten tłuszcz pochodzi..
      • emae Re: smaki i zapachy 15.11.17, 19:23
        lezbobimbo napisała:

        >
        > MM sama nie jest nawet wegetarianką, epizodycznie tylko deklaruje, że preferuje
        > spożywanie lodów i owoców, ale to chyba tylko latem. MM kocha tłusto, zwłaszcz
        > a na Gwiazdkę, a nie interesuje jej w ogóle, od kogo ten tłuszcz pochodzi..
        >

        Przebóg, kogo ja widzę na tym forum po latach! :)
        MM deklarowała kiedyś w Księdze Gości, że jest wegetarianką i dlatego w Jeżycjadzie nie ma zwierząt.
        • lezbobimbo Re: smaki i zapachy 15.11.17, 19:35
          emae napisała:
          > Przebóg, kogo ja widzę na tym forum po latach! :)

          Przebóg, powiałam poezją! Jelitko, opiaty z herbaty, cześć i czołem! To wszystko przez Zazulę z Metro, i bodajże Przymrozki, których niesamowity duet kanibalijski wywołał mnie z otchłani innych internetów. Do dzisiaj wydaję głosy nie do opisania, gdy wspomnę ich opisy jak to n.p. mała 150-kilowa Mila skacząc z kanapy rozpłaszczyła Miągwy truchełko...

          > MM deklarowała kiedyś w Księdze Gości, że jest wegetarianką i dlatego w Jeżycja
          > dzie nie ma zwierząt.

          Owszem, zwierząta są, NA STOLE i w ustach Murejków zombiów :( Rosół z kości ani ryba po grecku to nie jest nawet wegetarianizm, niestety.
      • bupu Re: smaki i zapachy 15.11.17, 19:42
        lezbobimbo napisała:


        > Ciasta Nutrii opisane były bodajże w latach 90ych, kiedy brownie jeszcze nie by
        > ło popularne w Polsce ani wegańskie jagielniki nie były tak dostępne jak dzisia
        > j.

        Ciasta Nutrii zostały opisane jako blade i grząskie w Makabrusi, dziejącej się w roku 2009. Tu raczej w grę wchodzi co innego, na co sama wskazałaś:

        > Ale najważniejsze jest, jak tu ktosia przytomnie zauważyła: dla MM wegetarianie
        > to po prostu niewdzięczne NIEJADKI i elementy komiczne

        Skoro wegetarianie na dobrym żarciu nie znajo sie, to oczywiście, że wegetarianka Nutria, nie może upiec przyzwoitego ciasta, tylko blade i grząskie. Bo sie nie zna!

        A tak a'propos wegetarian w Jeżycjadzie, kiedy na wegetarianizm przeszedł Człowiek z Kalarepy i Celofanu? Bo w takich na przykład "Imieninach" snuje wprawdzie dywagacje o mięsożerności, ale już na wspólną kolację z Gabonem (tę storpedowaną Bernardem), przygotował sandacza. Masochista, swoją drogą, bo przecież wyznawał przy okazji owych dywagacji, że ryb nie cierpi. Aczkolwiek żeby trwać w tym trzyosobowym związku z azbestowym centrum i widmem Pypyziaka faktycznie musiał mieć skłonności masochistyczne.
        Wróć, dygresja mnie poniesła.

        Zatem w "Imieninach" don Gregorio de Kallareppa konsumuje sandacza, w "języku Trolli" serwuje grzaneczki z serem żółtym, w Sprężynie zaś słowa nie ma o jego wegetarianizmie. I nagle brzdęk! Grześ w Makabrusi okazuje się być ideowym wegetarianinem (btw, jak do tej ideowości ma się konsumpcja jogurtu, produktu, było nie było, odzwierzęcego, tak samo jak pożerane w Febliku serki i twarożki?).
        • lezbobimbo Re: smaki i zapachy 15.11.17, 23:32
          bupu napisała:
          > Ciasta Nutrii zostały opisane jako blade i grząskie w Makabrusi, dziejącej się
          > w roku 2009. Tu raczej w grę wchodzi co innego, na co sama wskazałaś:

          W rzeczy samej! Pardon, od czasów Makabrusi mózg mój odmawia współpracy. A także pomylerdało mi się z Łasuchem z lat 90ych! *czy których? Kiedy to było pisane, bo grząskie też było? A to w Łasuchu właśnie MM uchyliła rąbka swej frapującej frenologii i fizjognomikę, czyli szufladkowanie ludzi nie tylko po wyglądzie ale i po jadłospisie. To właśnie w Łasuchu opisała nasza donna kuchenna element komiczny czyli wegetarianina. Według niej był to jakiś strasznie pocieszny hipis, żywiący się jeno kiełkami i jogurtem YYYY własnej produkcji (tak, sama napisała to YYY), "a masło i cukier to dla niego zabójcze pierwiastki". I tam właśnie też osoba "melancholijna i o pociągłym obliczu będzie podawała niedogotowane i smutne serniki czy inne ciasta...


          > Skoro wegetarianie na dobrym żarciu nie znajo sie, to oczywiście, że wegetarian
          > ka Nutria, nie może upiec przyzwoitego ciasta, tylko blade i grząskie. Bo sie n
          > ie zna!


          > A tak a'propos wegetarian w Jeżycjadzie, kiedy na wegetarianizm przeszedł Człow
          > iek z Kalarepy i Celofanu?

          Już w Noelce miał dysonans z nieszczęsnym karpiem wigilijnym, ale wtedy MM go nazywała po prostu MIĘCZAKIEM, nie wegetarianinem, w opozycji do toksycznego maczo Hemingwaya. Ale Celofan Kuchenny jest tylko "ideowym" wegetarianinem, czyli w sferze idei bawiącym się z takim dzikim pomysłem, żeby nie zabijać zwierzęcia, którego mu żal. Ale i tak potem zabija i gotuje ryby, bo ryba to według MM ani mięso ani zwierzę :< A wegetarianka może u MM swobodnie robić rybę po grecku (bo z Cypru wróciła, trzymajcie mnie) oraz jeść rosół z kości czyjegos szkieletu :/

          >Masochista, swoją drogą, bo przecież wyzna
          > wał przy okazji owych dywagacji, że ryb nie cierpi.

          Trudno właśnie dojść z MM do ładu, bo w Noelce ryby mu było żal a w Imieninach hejtował...

          >
          (btw, jak do tej ideowości ma się konsumpcja jogurtu, produktu, było
          > nie było, odzwierzęcego, tak samo jak pożerane w Febliku serki i twarożki?).

          Niestety, wegetarianizm wyklucza tylko jedzenie trupów zamordowanych zwierząt, ale dopuszcza zjadanie produktów odzwierzęcych. Nawet nabiału, dla którego mordowane są jednodniowe cielęta (bo inaczej by mleko swej matki wypiły, a to mleko chce im wszak zabrać człowiek). Dlatego w latach 40ych powstał weganizm, nie dopuszczający konsumpcji ani używania żadnego produktu odzwierzęcego, ani w ogóle traktowania zwierząt jako produkt, maszyny czy zabawki...

          Ale to już zupełnie obce krainy dla swojskiej MM z tragicznie krwawym smalczykiem i rosołkiem na kościach babci Kostuchny.
          • meduza7 Re: smaki i zapachy 16.11.17, 00:01
            >A wegetarianka może u MM swobodnie robić rybę po grecku (bo z Cypru wróciła, trzymajcie mnie)

            Dla ścisłości, Nutria nie robiła tej ryby po grecku, to kochana rodzinka przyrządziła ją na powitanie po powrocie z Cypru.
            • lezbobimbo Re: smaki i zapachy 16.11.17, 00:57
              meduza7 napisała:

              > >A wegetarianka może u MM swobodnie robić rybę po grecku (bo z Cypru wrócił
              > a, trzymajcie mnie)
              >
              > Dla ścisłości, Nutria nie robiła tej ryby po grecku, to kochana rodzinka przyrz
              > ądziła ją na powitanie po powrocie z Cypru.

              Pardon, Nutria, rzekoma flagowa wegetarianka, w takim razie rybę tę jadła *nie odmówiła wszak. A rodzinka wspaniała nadal nie widzi w martwej rybie dla N nic zdrożnego ani nie przygotuje czegoś jarskiego...

              Czy już mówiłam, jak bardzo nienawidzę tych patologicznych Imienin i spotworniałych w niej Borejków? :D Córka wraca po roku, a Ignac woła tęsknie za Gabą na jej oczach; córka woziła się po Cyprze, skąd sama kaliopygae Afrodyta, a rzekomy filolog rzekomo antykofil nawet nie zaszczyci jej rozmową; córka wraca po roku, a uroczystość nie jest powitalna tylko ku czci 2 berbeciów, którzy i tak nie kojarzą sytuacji i zachwyca ich najbardziej bójka i rzucanie jedzenia i to oczywiście musi trafić w Nutrię, chyba aby jeszcze bardziej podkreslić, jak jest nieważna według autorki...
      • potworia Re: smaki i zapachy 17.11.17, 19:48
        Przepraszam szanowne Bimbo, ja w sprawie tej mozzarelli z nerkowców i riccoty sojowej. Wprawdzie pomiędzy mną a weganizmem stoi moja wielka i grzeszna miłość do masła, ale wielce mnie zaintrygowały wyżej wymienione. Gdzie szukać przepisów?
    • lezbobimbo Re: smaki i zapachy 15.11.17, 23:06
      zuzudanslemetro napisała:

      > Podobnie jak Genowefa Trombke vel Bombke vel Pompke uwielbiam tę stronę życia i
      > chociaż odkąd pamiętam jestem na diecie, to jestem też bardzo czuła na opisy j
      > edzenia i jego zapachów w literaturze.

      A właśnie - podepnę się i pod to apetyczne meritum, mogę? Zawisnę ustami na Twym tropieniu potraw. Coby nie tylko psioczyć na nieszczęsną autorkę, ale i oddać jej nieco honoru :D

      Z opisów kulinarnych dawnej Rzężycjady najbardziej mnie ujęła Ida Sierpniowa: najsampierw upojna uczta wiśniowa u Józeczka i Feli - gorące wiśnie w miseczce dla smętnej buntowniczki, gotujące się przetwory i bodajże nawet jakiś wypiek z wiśniami (bułka to była czy rogalik czy kie licho, dobrze pomnę?). Następnie czarowne wypieki Basi, niewolnicy domowej przy Paszkiecie i parkiecie - buchty drożdżowe z jagodami i inne takie takie.
      Oraz wspaniały obiad JARSKI, który zrychtowały mama B i Gaba tuż po powrocie spod namiotów - z jabłkami w cieście na deser, świeżym chlebem z chrupiącą prosto od chłopa itp frykasami. Tak było. I co, można było skarmić nie tylko wegetarian ale i całą chmarę szarańczorodzinną przy jednym stole? MM mogłaby dzisiaj brać wzór z samej siebie wtedy ;)

      Z 6K i francuskiej kuchni Julii podobał mi się tylko murzynek w koszuli, a postne zupki z bazylią jakoś mnie nie zachwyciły, może dlatego, że wnerwiał mnie niesamowicie sam koncept Łapania Męża gotowaniem. I to wymuszany i to na kim, na Juleczce, mojej bohaterce, która jak prawdziwa artystka szklanki tłukła i uciekała od odrażających czynności domowych.

      Podobał mi się też wielce smakowity gazpacz siostrzany w NiN, czyli jedyny raz w postnoelkowej Jeżycjadzie, gdzie z autentyczną przyjemnością czytałam scenę, w której występowała Gaba. Ta scena w ogóle była jak spadający meteor, ostatni błysk dawnej jakości, bo Gaba nie była jakąś rozklejoną, paranoiczną mamunią, tylko siostrunią borejczą jak w najlepszych drzewiej tomach.

      A także dzisiaj, kiedy składam się tylko z popiołu i zgorzknienia, podoba mi się też wytrawny jadłospis Mamerciątek. Sucha bułka z musztardą to dla mnie bomba (zwłaszcza z parówką sojową albo wędzonym tofu, bo można wtedy zjeść jeszcze więcej musztardy. Musztardo, przybywaj).

      Frapował mnie też zawsze dziwaczny bo smażony ser Danusi, ale przez wielce sugestywne zatrucie pączkowe Pawełka nigdy nie chciałam powtórzyć tej smażeniny sama, bo czułam niestrawność solidarnie z nim :D
      • jottka Re: smaki i zapachy 16.11.17, 13:37
        apropo musztardy w dowolnych ilościach przypomniała mi się ulubiona sałatka pewnej koleżanki - pomidory i majonez kielecki. a jak nie ma pomidorów, to można i sam majonez:)
      • rosynanta Re: smaki i zapachy 17.11.17, 10:16
        A co do łapania męża na gotowanie... We mnie też wszystko protestuje na sam ten koncept, jednak w przypadku "Szóstej klepki" to się w mojej opinii trzyma kupy. Bo jak Julia miałaby wzbudzić romantyczne porywy w Tolku? Wiemy, że była ładna, ale to mogło zostać przyćmione przez myszy. Czy była inteligentna? Twierdziła, że się nie uczy, bo uważa, że jest na to za ładna. Uwieść go zaletami ciała ani intelektu nie mogła, to została droga przez żołądek... Zresztą tak naprawdę ten motyw dla mnie jest pokazany z przymrużeniem oka.

        Ale ja nigdy męża nie łapałam, więc może mam mało wyobraźni ;)
        • emae Re: smaki i zapachy 17.11.17, 11:00
          rosynanta napisał(a):

          > A co do łapania męża na gotowanie... We mnie też wszystko protestuje na sam ten
          > koncept, jednak w przypadku "Szóstej klepki" to się w mojej opinii trzyma kupy
          > . Bo jak Julia miałaby wzbudzić romantyczne porywy w Tolku? Wiemy, że była ładn
          > a, ale to mogło zostać przyćmione przez myszy. Czy była inteligentna? Twierdził
          > a, że się nie uczy, bo uważa, że jest na to za ładna. Uwieść go zaletami ciała
          > ani intelektu nie mogła, to została droga przez żołądek... Zresztą tak naprawdę
          > ten motyw dla mnie jest pokazany z przymrużeniem oka.
          >
          > Ale ja nigdy męża nie łapałam, więc może mam mało wyobraźni ;)

          Ja uwielbiam łapać męża na gotowanie! Nie dość, że to umiem i jest to bardzo skuteczne, to jeszcze przy okazji sama sobie zjem coś pysznego :)
            • emae Re: smaki i zapachy 17.11.17, 21:06
              potworia napisał(a):

              > A ilu mężów trzeba złapać na gotowanie, zanim nabierze się jakie takiej praktyki? ;)

              Ja łapię cały czas tego samego, jednego jedynego :)
          • rosynanta Re: smaki i zapachy 22.11.17, 12:56
            emae napisała:

            > Ja uwielbiam łapać męża na gotowanie! Nie dość, że to umiem i jest to bardzo sk
            > uteczne, to jeszcze przy okazji sama sobie zjem coś pysznego :)

            Jak już jesteście po ślubie, to nie jest łapanie męża :P
            Tak tylko uświadamiam ;)
            Też lubię gotować dla innych, akurat mój nie jest zbyt wdzięcznym obiektem, bo nie wzdycha z zachwytu jak Tolo, ale karmienie ludzi mi wychodzi i przepadam za tym. Jednak wzbudzać romantyczne porywy w wybranku wolę na inne sposoby i nie są to myszy ;)
            • emae Re: smaki i zapachy 23.11.17, 10:08
              rosynanta napisał(a):

              >
              > Jak już jesteście po ślubie, to nie jest łapanie męża :P
              > Tak tylko uświadamiam ;)

              Ależ jest, jest! :) Ja bardzo lubię łapać mojego męża, zdobywać, uwodzić, a gotowanie nie jest może jedynym sposobem, ale na pewno bardzo przyjemnym punktem programu :)

              Mówiąc odrobinę poważniej - wiem, czym innym jest uwodzenie tego samego mężczyzny od lat, a czym innym liczenie na to, że się rozkocha w sobie swój obiekt westchnień dzięki gotowaniu.

              Natomiast ja wychodzę z założenia, że gdybym starała się po ślubie mniej niż na etapie "zalotów", to to byłaby w sumie jakaś kara dla mężczyzny za to, że był tak dobry i ożenił się :) Dlatego moje zaloty trwają nieprzerwanie i będą trwały nawet, gdy będziemy starzy i pomarszczeni. Nawet jeśli odpowiedź na pytanie "wyjdziesz za mnie?" brzmi teraz "nie, Kochanie, ty z nim wyjdź" :D
    • rosynanta Nadrobiłam Feblik! 21.11.17, 13:18
      I powiem, że jest zaskakująco smacznie.

      "W oczekiwaniu na pierwszy dowcip kuzyna [Ignaś] jadł bezmyślnie zupę gazpacho z pomidorów, papryki i ogórków małosolnych, z koperkiem, czosnkiem i kostkami lodu."

      "wspaniałe kolorowe kanapki z żółtym serem, papryką i ogórkiem i zjedli je z wielkim smakiem, zagryzając pachnącymi pomidorami"

      "zrobi do spaghetti pesto ze świeżej bazylii, którą kupili na rynku Jeżyckim."

      "smażona cukinia w plasterkach, w cytrynowym sosie maślanym o lekkiej nucie czosnkowej
      (wszyscy chwalili!)" (to przysmak leniwej Parysady w wykonaniu Nutrii, ja tylko nie rozumiem, czemu oni smażyli cokolwiek w takim koszmarnym upale, jaki jest opisywany, ale sam opis brzmi fajnie - cytrynowy sos maślany to holenderski chyba?)

      "Obok widniały na talerzu świeżo przygotowane, wielkie, apetyczne kanapki (bez masła, tak jak lubił) i pachniała bazylia na sałatce z pomidorów malinowych."

      Równolegle czytam KK (a niedawno poprzednie tomy) i porównanie wypada na niekorzyść neo, ale też nie powiedziałabym, że jest obrzydliwie i niesmacznie. Plus większość posiłków jest warzywna - normalne, skoro bohaterem jest Ignaś, a czas akcji to środek lata i upały - i wydają się apetyczne :)
      • potworia Re: Nadrobiłam Feblik! 22.11.17, 20:46
        Moim zdaniem to niezbicie dowodzi, że przypinanie MM wegefobicznej łatki jest niesprawiedliwe i niewczesne. Być może jest ona - jak wiele osób z jej pokolenia - średnio zorientowna w różnicach pomiędzy lakto - owo - frutarianizmem, witarianizmem oraz freeganizmem, ale nie wierzę w jej aprioryczną niechęć czy poczucie wyższości wobec wegetarian i ich kuchni. Sympatię deklarowała wprost - i nie ma powodu, by nie dawać wiary tej deklaracji.
        • rosynanta Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 09:54
          Zgadzam się. Poza tym, jeśli chodzi o Ignasia, to on nie jest wege ideowo, tylko obrzydliwościowo ;) Do postaci pasowałoby równie dobrze niejedzenie pieczarek, bo ktoś mu powiedział, że rosną na gnojówce (abstrahując od prawdziwości tego stwierdzenia). Albo malin, bo nie da się ich porządnie umyć i zawsze jest szansa, że znajdzie się w niej robal.

          Mimo wszystko wydaje mi się sympatyczny ten dorosły Ignaś z fobiami żywieniowymi, może dlatego, że mój osobisty mąż ma podobne dziwne przekonania o różnych rzeczach ;)
          • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 15:27
            rosynanta napisał(a):

            > Zgadzam się. Poza tym, jeśli chodzi o Ignasia, to on nie jest wege ideowo, tylk
            > o obrzydliwościowo ;)

            Powiedz to autorce, która w Makabrusi określiła Grzesia i Ignasia mianem wegetarian ideowych.
            Co się tyczy antypatii MM do wegetarian, cóż, antypatia to może za duże słowo, niemniej zarówno z Łasucha Literackiego, jak i z niektórych fragmentów Jeżycjady przebija nastawienie typu "wegetarianie nie wiedzą co dobre!". Podparte solidną dawką ignorancji ze strony autorki, nie wiedzącej czym ten wegetarianizm jest i w efekcie każącej spożywać Nutrii rybę po grecku, albo chlebek juliański i zachwalać pomidorową na kościach. A ideowemu Grzegorzowi wkładać w usta ser żółty i inny nabiał, którego ideowiec ze względu na sposób pozyskiwania surowca i produkcji nie tknąłby nawet narzędziem na długim trzonku. O tym, że wrażliwa wegeNutria pocina do ołtarza na własnym ślubie w wyrobach z futra już w ogóle nie wspomnę.

            I niewiedza autorki nie jest tu żadną wymówką. Skoro się czegoś nie wie, należy się tego dowiedzieć, zanim się o tym zacznie pisać. Proste.
                • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 15:58
                  bupu napisała:

                  > potworia napisał(a):
                  >
                  > > Ignorancja i niechęć to dwa zupełnie różne zarzuty.
                  >
                  > Zgadza się, dwa różne. Gdzieś pisałam, że jeden?

                  Chociaż tak po prawdzie to jedno wynika z drugiego. Autorka nie ma pojęcia o kuchni wegetariańskiej, więc jej się wydaje, że taki wegetarianin jada byle co, aby tylko bezmięsne było. A ryba to w ogóle nie mięso, bo można jeść w poście. I dlatego dostajemy teksty jakie dostajemy.
                  • potworia Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 16:58

                    > > Zgadza się, dwa różne. Gdzieś pisałam, że jeden?
                    >
                    > Chociaż tak po prawdzie to jedno wynika z drugiego.

                    To ja się gubię (w przedmiocie dyskusji, nie we własnych poglądach, rzecz jasna). Zarzut wynika z zarzutu, niechęć z ignorancji, czy ignorancja z niechęci?
                    Dla porównania, nic nie wiedząc o Świadkach Jehowy (i tak po prawdzie nie pałając szczególną ciekawością) nie czuję żadnej wobec nich wyższości czy niechęci. Unikam też publicznych i niepublicznych wypowiedzi w tym temacie, ale to inna para kaloszy.
                    • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 19:04
                      potworia napisał(a):

                      >
                      > > > Zgadza się, dwa różne. Gdzieś pisałam, że jeden?
                      > >
                      > > Chociaż tak po prawdzie to jedno wynika z drugiego.
                      >
                      > To ja się gubię (w przedmiocie dyskusji, nie we własnych poglądach, rzecz jasna
                      > ). Zarzut wynika z zarzutu, niechęć z ignorancji, czy ignorancja z niechęci?

                      Boru. Wycięłaś akurat ten fragment mojego posta, w kórym wyjaśniałam, że niechęć MM bierze się z ignorancji, moim zdaniem, rzecz jasna.
                      Proponuję zapoznać się z całością posta przed napisaniem odpowiedzi, będzie łatwiej, a i może nie trza będzie się tak zaraz gubić.
                      • potworia Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 19:13
                        Ależ przeczytałam cały post, po wielokroć. I nijak tam nie znalazłam wyjaśnienia z uzasadnieniem. Twierdzeń w rodzaju "MM myśli" czy "MM się wydaje" nie mogę traktować merytorycznie. narracje nie konweniują, proponuję zawiesić dyskusję.
                        • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 19:24
                          potworia napisał(a):

                          > Ależ przeczytałam cały post, po wielokroć. I nijak tam nie znalazłam wyjaśnieni
                          > a z uzasadnieniem. Twierdzeń w rodzaju "MM myśli" czy "MM się wydaje" nie mogę
                          > traktować merytorycznie. narracje nie konweniują, proponuję zawiesić dyskusję.
                          >

                          Akurat to, że autorka nie ma zielonego pojęcia o diecie wegetariańskiej, udowodniła wiele razy w swoich dziełach. To, że rybę traktuje jak danie właściwe dla wegetarian (czyli coś, co mięsem nie jest), również. Ale bardzo proszę, możemy dyskusję zawiesić, skoro takie masz życzenie.
                            • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 19:51
                              potworia napisał(a):

                              > No dobra, spróbuję się porozumieć.
                              > Który z przejawów ignorancji dowodzi, twoim zdaniem, niechęci?

                              Ignorancja nie dowodzi niechęci, tylko ją rodzi. Nie wiedząc nic o wegetarianizmie autorka utożsamia taki rodzaj diety z czymś mało smacznym, a jej konsumentów z osobami, które nie znają się na jedzeniu (cytatę z Łasucha Literackiego polecam łaskawej pani, jak też inne dowody po wielekroć demonstrowane na forum).
                              • potworia Re: Nadrobiłam Feblik! 23.11.17, 20:01
                                Ignorancja może, ale nie musi rodzić niechęci.
                                Cytata z Łasucha, jak i pozostałe "dowody" może wskazywać zaledwie na pewien stereotyp wegetariańskiego jedzenia, nie zaś niechęć do wegetarian lub idei wegetarianizmu. Dowodów na coś wręcz preciwnego znajdziemy w Jeżycjadzie o wiele więcej. Ponadto należy wziąć pod uwagę, że dominujący w społecznym odbiorze obraz diety wegetariańskiej bardzo się w czasie tych trzydziestu lat zmieniał, co ma odzwierciedlenie w J.
                                Jeśli ta "łaskawa pani" ma wyrażać sarkazm, to ponawiam postulat o zakończenie dyskusji.
                                    • berrin Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 09:20
                                      Mam nadzieję, że niczego nie naruszę moja sugestią - ale według mnie MM utożsamia potrawy wegetariańskie z postnymi. I to postnymi w rozumieniu XX-wiecznie (względnie szlachecko) katolickim, a nie np. prawosławnym, czyli wege jest wszystko, co wprost nie zawiera mięsa czworonogów i drobiu. Ryba w poście dozwolona, zatem ryba to nie mięso. No skoro nie mięso, to wege. A skoro tak, to wegetarianin ideowy (przy czym nie mam pojęcia, co w tym wypadku taka ideowość naprawdę ma oznaczać, bo wcale niekoniecznie przekonanie o tym, że nie wolno w żaden sposób wykorzystywać zwierząt, może po prostu pryncypialną niechęć do mięsa) bez problemu może jeść i rybę (bo to nie mięso) i rosół na kościach (bo wyjęto z niego mięso) i skwarki (skwarki to wszak pochodne kawałka słoniny, czyli nie mięsa, tylko tłuszczu). Zresztą post to przecież umartwienie, nie ma co udawać, że nie, zatem nie jest możliwe, żeby ktoś tak się zachowywał z upodobania.

                                      Zarazem jest to trzymanie się wzoru zapadłego w człowieka we wczesnym dzieciństwie i bazowanie na nim podczas pisania o innych ludziach w innych czasach. Bo zapewne takie koncepcje wege, jakie są prezentowane w obecnej Neo, broniły się bez problemu w czasach SK czy KK, ponieważ i odbiór społeczny wegetarianizmu i świadomość czytelników była wtedy inna. I moim zdaniem to jest kolejna przyczyna braku zrozumienia koncepcji ideowego wegetarianizmu przez MM. Wyrosła w czasach, kiedy mięso uchodziło za niezbędne dla zdrowia rodziny. Na mięsie stała cała kuchnia. Chłop czy robotnik chciał w pracy jeść kiełbasę, bo inaczej nie miał siły do pracy, dziecko, żeby prawidłowo rosło, musiało jeść cielęcinkę, matka karmiąca rodzinę bezmięsnie mogła to robić wyłącznie z biedy lub z niemożności wystania mięsa. Wyrazem miłości i troski o rodzinę było karmienie jej zdrowo - a zatem - w potocznym rozumieniu - mięsnie! Jedzenia mięsa mógł ewentualnie zabronić lekarz, ale wtedy ofiara takiej terapii to był w odbiorze otoczenia istny męczennik. Kuchnia jarska, do której zachęcały kulinarne autorytety, jakoś nie zdobywała popularności – poza okresami niemożności kupienia żadnego ochłapa, ale wówczas była przymusem, nie wyborem. W każdym razie zazwyczaj, bo nawet w PRL wegetarianie się trafiali, jak choćby moja młodsza ciotka, którą wysłano na praktyki studenckie do PGR i przez przypadek pokazano jej ubojnię. W efekcie już nigdy nie wzięła do ust niczego, co kiedyś było zwierzęciem, a babcia ofiarnie gotowała jej buliony warzywne i leczo z kabaczka. Którego to kabaczka wraz z papryką i patisonami samodzielnie hodowała na działce, bo w warzywniaku nie było.

                                      Ponadto MM wydaje się uważać, że wegetarianizm nie jest postawą, tylko fanaberią i nie ma wiele wspólnego z empatią wobec braci mniejszych. Nutria – jak się połamała, jadła zupy na rosołku, bo wtedy fanaberia byłaby nie na miejscu, wszak rosołki są dobre na kości, jadała tez rybę po grecku. Ignaś - ma fobie żywieniowe, jego różne rzeczy poi prostu brzydzą, pochylenia się nad krzywda zwierzaków w tym nie ma. Nie sądzę, żeby odróżniał jajka „zerówki” od „trójek”. Ida „robi sobie urlop od wegetarianizmu” bo zapachniało jej wiejskie, tłuste, tradycyjne jedzenie. Co do Grzegorza nie mam zdania, ale chyba tez raczej nie skupia się na niechęci do uczestniczenia w zadawaniu cierpienia, skoro poradził sobie z przyrządzeniem dla Gaby rybnej nieudanej kolacji w domku z kominkiem. Zakładam bowiem, ze sam tez zamierzał ją spożywać. (to, ze jada ser, niekoniecznie pozwala na wnioski, może postarał się o ser na podpuszczce roślinnej, choć wątpię, by autorka miała pojęcie o istnieniu takowej).

                                      A przecież już nawet trzymanie się także w końcu bardzo tradycyjnej opcji „jarskości” (wszak „jarskie” potrawy były lansowane już w II RP jako zdrowe i smaczne) miałoby więcej sensu. Jarskie (nie postne!) jest bowiem to wszystko, co nie zawiera elementów zwierzaka dowolnej proweniencji, czyli ryby i krewetki też, za to nabiał, jajka są dozwolone. Zresztą opisy takiej jarskiej kuchni (gazpacho, ogórki małosolne, pomidorki, kanapeczki z żółtym serem, cukinia w sosie maślanym) są przekonujące i naprawdę dobrze MM wyszły.

                                      A jeszcze lepiej byłoby zapytać jakiegoś wegetarianina, jak to jest, co on myśli, dlaczego jest wege, co jada i jak się z tym czuje. Niekoniecznie nawiedzonego i nawracającego wszystkich na swój sposób jedzenia. To by może pozwoliło MM zauważyć, jak bardzo zmieniły się czasy, ludzie i jej właśni czytelnicy. Tylko, że mam wrażenie, ze właśnie tego pryncypialnie i IDEOWO MM dostrzec nie chce, bo zmiany w jej opinii są wyłącznie na gorsze.

                                      BTW. Całkiem niedawno w niewielkim barze w niewielkiej miejscowości na Mazurach na moje pytanie, czy jest coś wegetariańskiego, zaproponowano mi ruskie pierogi z okrasą ze śmietany ze smalcem i skwarkami. No mięsa jako takiego faktycznie w nich nie było.
                                      • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 09:59
                                        berrin napisała:



                                        > BTW. Całkiem niedawno w niewielkim barze w niewielkiej miejscowości na Mazurach
                                        > na moje pytanie, czy jest coś wegetariańskiego, zaproponowano mi ruskie pierog
                                        > i z okrasą ze śmietany ze smalcem i skwarkami. No mięsa jako takiego faktycznie
                                        > w nich nie było.

                                        A tak, moim znajomym wege w takiej sytuacji też bywało, że proponowano ruskie ze skwarkami. Albo zupę na kościach. No przecież mięsa w tym nie ma, o co chodzi?
                                        • emae Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 10:10
                                          bupu napisała:

                                          >
                                          > A tak, moim znajomym wege w takiej sytuacji też bywało, że proponowano ruskie z
                                          > e skwarkami. Albo zupę na kościach. No przecież mięsa w tym nie ma, o co chodzi
                                          > ?
                                          >

                                          Mnie tam nieraz (półżartem oczywiście) proponowano parówki, no bo o co chodzi, mięsa w nich nie ma :)
                                      • marzenna114 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 11:03
                                        berrin napisała:

                                        >>
                                        > Ponadto MM wydaje się uważać, że wegetarianizm nie jest postawą, tylko fanaberi
                                        > ą i nie ma wiele wspólnego z empatią wobec braci mniejszych. Nutria – jak się p
                                        > ołamała, jadła zupy na rosołku, bo wtedy fanaberia byłaby nie na miejscu, wszak
                                        > rosołki są dobre na kości, jadała tez rybę po grecku.
                                        Według mnie Nutria nie jadła ryby po grecku, ale dla pewności sprawdzę w książce.

                                        Ida „robi sobie urlop od wegetarianizmu” bo zapachniało jej wiejskie, tłuste, tradycyjn
                                        > e jedzenie.
                                        Ida nie robi sobie wakacji od wegetarianizmu. W tekście było napisane, że wakacje robi od "diety" (w domyśle niskokalorycznej). Bo Ida głównie skupia się na liczeniu kalorii, a nie na wegetarianizmie.

                                        A tak na marginesie, co złego jest w jedzeniu jajek - kura przecież nie cierpi z powodu znoszenia jajek? Oczywiście myślę o szczęśliwych "kurach".
                                        >
                                        • fornitta69 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:08
                                          marzenna114 napisał(a):
                                          > A tak na marginesie, co złego jest w jedzeniu jajek - kura przecież nie cierpi
                                          > z powodu znoszenia jajek? Oczywiście myślę o szczęśliwych "kurach".
                                          Tez nie wiem, dolaczam sie do pytania ;)
                                          • berrin Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:29
                                            fornitta69 napisała:

                                            > marzenna114 napisał(a):
                                            > > A tak na marginesie, co złego jest w jedzeniu jajek - kura przecież nie c
                                            > ierpi
                                            > > z powodu znoszenia jajek? Oczywiście myślę o szczęśliwych "kurach".
                                            > Tez nie wiem, dolaczam sie do pytania ;)

                                            W jajkach zerówkach, jak rozumiem, nic złego nie ma. Kury łażą po sadzie i podwórzu i jedzą co chca, dokarmiane z ręki ziarnem i ziemniakami. Sama takie jadam, od stada zielononóżek, w zakładaniu którego miałam finansowy udział.
                                            Rzecz w tym, ze z powodów oczywistych znakomita większośc jajek nie od takich kur pochodzi. A Ignaś - o co mi wczesniej chodziło - bojkotuje jajka z powodu obrzydzenia do zarodka wewnątrz, a nie ze względu na sposób ich pozyskiwania czy traktowania kur-niosek.
                                            Dopiero potem z fobii jedzeniowych wyłania sie wegetrianizm - ale wydaje mi sie on u Ignasia nadal "fiobiopochodny" a nie ideowy w znaczeniu niechęci do eksploatowania zwierząt.
            • marzenna114 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 10:35
              bupu napisała:


              > Powiedz to autorce, która w Makabrusi określiła Grzesia i Ignasia mianem wegeta
              > rian ideowych.
              Podparte solid ną dawką ignorancji ze strony autorki, nie wiedzącej czym ten wegetarianizm jes
              > t i w efekcie każącej spożywać Nutrii rybę po grecku, albo chlebek juliański i
              > zachwalać pomidorową na kościach. A ideowemu Grzegorzowi wkładać w usta ser żół
              > ty i inny nabiał, którego ideowiec ze względu na sposób pozyskiwania surowca i
              > produkcji nie tknąłby nawet narzędziem na długim trzonku. >
              > I niewiedza autorki nie jest tu żadną wymówką. Skoro się czegoś nie wie, należy
              > się tego dowiedzieć, zanim się o tym zacznie pisać. Proste.

              Wydaje mi się, że wegetarianin ideowy jak najbardziej może jeść jajka, żółty ser , mleko i nabiał. Pisała zresztą o tym Lezbobimbo. Więc Grześ i Ignaś jak najbardziej mogą jeść żółty ser. Nabiału i jajek nie jedzą weganie. Mam koleżankę wegetariankę, która spożywa nabiał, to mogę się podpytać. A może niech się jakaś wegetarianka wypowie. Poza tym korzystam z bloga kulinarnego i tam jest rozróżnienie na potrawy wegetariańskie i wegańskie.
              Co do Natalii, to chyba w Imieninach nikt jej nie widział żeby jadła rybę po grecku - ale można sprawdzić w książce. Chyba jedyną potrawą którą spożywała na przyjęciu był chlebek juliański z masłem. A potem porwał ją Filip.
              >
              • emae Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 10:50
                marzenna114 napisał(a):

                >
                > Wydaje mi się, że wegetarianin ideowy jak najbardziej może jeść jajka, żółty se
                > r , mleko i nabiał. Pisała zresztą o tym Lezbobimbo. Więc Grześ i Ignaś jak naj
                > bardziej mogą jeść żółty ser. Nabiału i jajek nie jedzą weganie. Mam kol
                > eżankę wegetariankę, która spożywa nabiał, to mogę się podpytać. A może
                > niech się jakaś wegetarianka wypowie. Poza tym korzystam z bloga kulinarnego i
                > tam jest rozróżnienie na potrawy wegetariańskie i wegańskie.

                Z tym wegetarianizmem to ja sama nie wiem, jak to jest :) Rozróżnienie, które podajesz, jest prawidłowe. Natomiast wielokrotnie spotkałam się też z określeniem laktoowowegetarianizm, czyli odmiana wegetarianizmu pozwalająca na spożywanie nabiału i jaj. Czyli skoro to jest odmiana, to oznaczałoby, że "prawdziwy" wegetarianin nie je tych rzeczy? Poza tym jeśli ktoś jest wegetarianinem ideowym, to znaczy, że leży mu na sercu los zwierząt i w związku z tym jedzenie produktów odzwierzęcych też nie powinno być dla niego do końca w porządku.
                • fornitta69 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:05
                  emae napisała:

                  > Poza tym jeśli ktoś jest wegetarianinem ideowym,
                  > to znaczy, że leży mu na sercu los zwierząt i w związku z tym jedzenie produktó
                  > w odzwierzęcych też nie powinno być dla niego do końca w porządku.
                  Bardzo przepraszam, ALE: produkty odzwierzece (mleko, jajka,sery) bywaja pozyskiwane w rozny sposob, nie zawsze nieetyczny- to raz. Dwa: mozna ideowo zrezygnowac z jedzenia miesa, ale nie byc juz w stanie zrezygnowac z jajek i nabialu. To mi juz przypomina rozliczanie wegetarian z tego, czy nosza skorzane buty :/ Wegetarianin to nie weganin, niezaleznie od tego czy jest "ideowy", czy "zdrowotny", czy jeszcze inny.
                  • emae Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:26
                    fornitta69 napisała:

                    > Bardzo przepraszam, ALE: produkty odzwierzece (mleko, jajka,sery) bywaja pozysk
                    > iwane w rozny sposob, nie zawsze nieetyczny- to raz. Dwa: mozna ideowo zrezygno
                    > wac z jedzenia miesa, ale nie byc juz w stanie zrezygnowac z jajek i nabialu. T
                    > o mi juz przypomina rozliczanie wegetarian z tego, czy nosza skorzane buty :/ W
                    > egetarianin to nie weganin, niezaleznie od tego czy jest "ideowy", czy "zdrowot
                    > ny", czy jeszcze inny.

                    Ale takie rozliczanie jest na porządku dziennym. Ja już dawno machnęłam ręką i przyznałam, że jestem zakałą wegetarianizmu, nie jem mięsa, bo się od niego odzwyczaiłam i najzwyczajniej w świecie go nie lubię.
                    • fornitta69 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 14:57
                      emae napisała:

                      > Ja już dawno machnęłam ręką i
                      > przyznałam, że jestem zakałą wegetarianizmu, nie jem mięsa, bo się od niego odz
                      > wyczaiłam i najzwyczajniej w świecie go nie lubię.
                      Ja mam inny patent: mowie,ze mi szkodzi na zoladek... i czy przejsc do szczegolow i opisac jak bardzo szkodzi ;)
              • bupu Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 11:14
                marzenna114 napisał(a):

                > Wydaje mi się, że wegetarianin ideowy jak najbardziej może jeść jajka, żółty se
                > r , mleko i nabiał. Pisała zresztą o tym Lezbobimbo. Więc Grześ i Ignaś jak naj
                > bardziej mogą jeść żółty ser.

                Moment, moment, wegetarianin ideowy, to taki, który przejmuje się losem zwierząt hodowlanych. A zatem leży mu na sercu także los bezlitośnie eksploatowanych krów mlecznych i kur nieśnych, czy zarzynanych cieląt, z których otrzymuje się podpuszczkę, niezbędną do wyrobu sera. W związku z powyższym ideowość nabiałożernych Strybów jest cokolwiek wybrakowana.

                > Co do Natalii, to chyba w Imieninach nikt jej nie widział żeby jadła rybę po gr
                > ecku - ale można sprawdzić w książce. Chyba jedyną potrawą którą spożywała na p
                > rzyjęciu był chlebek juliański z masłem. A potem porwał ją Filip.

                Ale ryba została przyrządzona przez Idę specjalnie dla Natalii. Notabene chlebek juliański zawiera w sobie skwarki.
                • zuzudanslemetro Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 11:40
                  Ryba została przyrządzona może nie specjalnie dla Natalii, ile żeby podkreślić greckość absencji Natalii i nikt nie oczekiwał, że ona ją będzie jadła. Natomiast chlebek juliański jedzony przez Natalię jest wtopą pierwszej klasy.
                • marzenna114 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:28
                  bupu napisała:

                  > Moment, moment, wegetarianin ideowy, to taki, który przejmuje się losem zwierzą
                  > t hodowlanych. A zatem leży mu na sercu także los bezlitośnie eksploatowanych k
                  > rów mlecznych i kur nieśnych, czy zarzynanych cieląt, z których otrzymuje się p
                  > odpuszczkę, niezbędną do wyrobu sera. W związku z powyższym ideowość nabiałożer
                  > nych Strybów jest cokolwiek wybrakowana.
                  >
                  Może temu wegetarianinowi leży na sercu los eksploatowanych zwierząt, ale jednak jada nabiał i jajka. Mam jeszcze inną znajomą wegetariankę, która deklarowała, że żal jej zabijanych zwierząt, ale ser kozi jadła. Jeszcze raz podkreślę - nabiału i produktów odzwierzęcych nie jedzą weganie. Wkładanie wegan i wegetarian do jednego worka według mnie jest błędne. Proponuję spojrzeć na wypowiedź Lezbobimbo, która jest zdaje się weganką i podaje definicję wegetarianina. Skoro my na forum nie możemy się dogadać do definicji wegetarianina, to co dopiero pani Musierowicz, która jest mięsożercą i podejście ma raczej tradycyjne.
                  • zuzudanslemetro Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:33
                    Ignaś nie był wegetarianinem ideowym, tylko tak się MM napisało. Nie jadł mlecznych produktów i jajek, bo obrzydzał go sposób pozyskiwania i nie chodziło mu o auschwitz dla krów bądź kur tylko o to, że mleko wyciska się z cycka a jajko wychodzi z kurzej pupy. Stąd też nie rozumiem, czemu nagle jadł żółty ser na śniadaniu z Agnieszką.
                    • marzenna114 Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:50
                      zuzudanslemetro napisała:

                      > Ignaś nie był wegetarianinem ideowym, tylko tak się MM napisało. Nie jadł mlecz
                      > nych produktów i jajek, bo obrzydzał go sposób pozyskiwania i nie chodziło mu o
                      > auschwitz dla krów bądź kur tylko o to, że mleko wyciska się z cycka a jajko w
                      > ychodzi z kurzej pupy. Stąd też nie rozumiem, czemu nagle jadł żółty ser na śni
                      > adaniu z Agnieszką.
                      Jadł ser, bo nie wiedział jak się go produkuje? - może myślał, że ser to nie z cycka:). Zresztą jogurty też jadł (np. z kaszą na obiad). Widocznie uznał, że po przetworzeniu mleko już nie jest obrzydliwe.
                    • emae Re: Nadrobiłam Feblik! 24.11.17, 12:53
                      zuzudanslemetro napisała:

                      > Ignaś nie był wegetarianinem ideowym, tylko tak się MM napisało. Nie jadł mlecz
                      > nych produktów i jajek, bo obrzydzał go sposób pozyskiwania i nie chodziło mu o
                      > auschwitz dla krów bądź kur tylko o to, że mleko wyciska się z cycka a jajko w
                      > ychodzi z kurzej pupy. Stąd też nie rozumiem, czemu nagle jadł żółty ser na śni
                      > adaniu z Agnieszką.

                      Przy dziewczynie nie wypadało mu się przyznać do fobii. Pamiętacie scenę jedzenia jajka na miękko...