migreny Laury i Natalii

07.07.17, 08:09
Salve! Otwieram kolejny malkontencki wątek.

Z kart książek wiemy, że Laura i Natalia cierpiały na nawracające bóle głowy nazywane przez autorkę "migreną". Oczywiście, mogła to nie być migrena w sensie ścisłym, ale jednak był to ból głowy, któremu towarzyszyło otępienie i nadwrażliwość na bodźce. I tutaj pojawiają się moje dwie, nieprawda, uwagi.

1. U Natalii czynnikiem sprzyjającym występowaniu objawów były upał i wysokie nasłonecznienie. Ponieważ mam dokładnie tak samo, więc wiem, że ktoś taki nigdy nie pojechałby do pracy na Cypr. Ba! Od lat nie byłam w tej strefie klimatycznej nawet turystycznie.

2. Człowiek z migreną ma nawyk patrzenia na swoje miejsce zamieszkania jak na statek, który w razie sztormu musi chronić się przed wodą, z tym że zamiast wody, występuje światło. Ktoś, kto zaznaje migren, nigdy nie pozwoliłby wyrżnąć w okiennicach żadnych sakramenckich aniołków z trąbami!

Tutaj w ogóle mam wątpliwości, po kiego naszpana są im te aniołki? Do czego służą dziurawe okiennice? Wśród złodziei, podglądaczy i wichur panuje jakiś honorowy kodeks, że przez otwory w kształcie aniołków nie dostaje się do okien?
    • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 09:14
      Nie zgodzę się z tezą number 2. Mam migreny, potworne i z niewiadomych przyczyn (sądzę, że to kwestie spadków ciśnienia atmosferycznego albo że powinnam porozmawiać o tym z jakimś specjalistą), tylko w czasie ciąży nie miałam migren. Moje bóle głowy dochodzą do tego, że jest mi aż niedobrze i każda zmiana pozycji powoduje falę mdłości. I zupełnie nie przeszkadza mi to w pomysłach designerskich typu te aniołki wyrżnięte w okiennicach. Okiennice natomiast w różnych regionach zawsze miały jakiś wyrżnięty element dekoracyjny - na przykład serduszko. Myślę, że Laurce spodobał się ten rustykalny w charakterze element dekoracyjny a wolała aniołki a nie serduszka, bo wtedy forum zawyłoby z radości, że nie szalet a wręcz sławojka. ;)
      • potworia Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 09:46
        Ze dwa razy w życiu zatrzymałam się w mniej lu bardziej stylowych gospodach ze staromodnymi okiennicami. Motywy dekoracyjne były, a jakże, wyrżnięte jak się patrzy, raz w tradycyjne serduszko, raz w awangardową gwiazdkę z półksiężycem. Światła toto przepuszczało niewiele, a szeroko rozumianej ładności sprzyjało wielce.
        • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 10:37
          Może to kwestia regionalna, zatem. Znane mi okiennice są przedmiotem ściśle użytkowym. W mojej okolicy okiennice zdarzają się w domach z czasów, w których szyby były kruche oraz bardzo drogie, dlatego chroniono je przed wiatrem i gradem. Dzisiaj, wydaje mi się, że są elementem zanikającym (tu nie Grecja, żeby chronić mieszkania przed nagrzaniem w ciągu dnia).

          Ale wracając do Fidelisów, w budowanym od zera domku o nikczemnej wielkości i wyposażeniu dążącym do zera ktoś musiał podjąć decyzję o przeznaczeniu ładnych, grubych desek (rzecz stosunkowo droga) na coś szalonego. A potem jeszcze ten ktoś musiał w tych grubych deskach ręcznie wyrżnąć aniołki! A-nioł-ki! Obrazek wymagający szczegółów - skrzydełek, trąbki, ręki a pewnie i powiewającej szaty. Już pomijając, jakie to czasochłonne, to zrobienie czegoś takiego metodami chałupniczymi wymusza stosowną wielkość aniołka - to musiała być dziura na pół okiennicy, skoro widać było, co przedstawia obrazek.

          Pewnie jest tak jak piszecie, Małgorzata Musierowicz chciała, żeby szalet uniesień był rustykalny. Ale odłóżmy na moment literacką fikcję i odbierzmy telefon od brutalnego realizmu. Czy Adam, jako chłopiec z kulturalnym obyciem i nienagannym gustem, naprawdę ustylizowałby szafę na środku przemysłowej plantacji na domek Baby Jagi z "Jasia i Małgosi"? Nie poszedłby raczej w bezpretensjonalny minimalizm albo stylistykę chat wielkopolskich?
          • lord_vmordevol Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 10:53
            przymrozki napisała:

            > Ale wracając do Fidelisów, w budowanym od zera domku o nikczemnej wielkości i w
            > yposażeniu dążącym do zera ktoś musiał podjąć decyzję o przeznaczeniu ładnych,
            > grubych desek (rzecz stosunkowo droga) na coś szalonego. A potem jeszcze ten kt
            > oś musiał w tych grubych deskach ręcznie wyrżnąć aniołki! A-nioł-ki! Obrazek wy
            > magający szczegółów - skrzydełek, trąbki, ręki a pewnie i powiewającej szaty. J

            Nie no, bez przesady. Ani deska na okiennicę nie musi być jakaś bardzo gruba - z półtora centymetra powinno wystarczyć aż nadto, ani janiołecek jako sylwetka nie jest wiele bardziej skomplikowany niż znany ze sławojek wypięty w górę tyłek, mylony często z serduszkiem. Włośnicą to się spokojnie zrobi.
            • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 11:14
              Małe serce można wyrżnąć nawet przy nieco ponadpodstawowych talentach, ale aniołka już raczej nie - więcej u niego obłości, więcej kątów. Adam nie ma ni sprzętu, ni umiejętności (bo one nie spadają z nieba), aby wycinać w drewnie centymetrową trąbkę. To musiał być kawał trąby.

              Zresztą, zakładając najprostszy możliwy wzór, który da się opisać jako "aniołka z trąbką" - pomiędzy ręką anioła, ustnikiem trąby i tułowiem i głową anioła powstaje nieregularny kształt, który z deską wiąże tylko przesmyk pomiędzy ustnikiem trąby i głową anioła. Przesmyk musi być zatem dość szeroki, żeby utrzymać ten kawałek drewna, a to wymusza skalę. Teoretycznie możliwy byłby aniołek prostszy, w którym ręka, trąba i anioł są jedną płaszczyzną, ale to, niestety, jako dziura wycięta w desce nie wyglądałoby jak anioł, ale jak tasiemiec uzbrojony albo maska gazowa.
              • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 11:24
                PS przyjmuję założenie, że anioł jest dziurą, a deska tłem. Gdyby było odwrotnie, możliwe by było, aby anioł miał trąbę w ustach, a przestrzeń pomiędzy ręką, trąbą i aniołem mogłaby być ze wszystkich stron zamknięta. ALE. Wtedy nikt czegoś takiego nie nazwałby "okiennicą". To by była płaska figurka aniołka na zawiasach przed szybą.

                Jeżeli, jak przypuszczam, dziurą jest anioł, to anioł trąby w ustach mieć nie może, bo kawałek deski musiałby lewitować albo całość nie wyglądałaby jak anioł.
                • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 11:41
                  okiennice w ogóle mogą mieć aspekt li i jedynie dekoracyjny, zatem deska może być dość cienka a anioł schematyczny, natomiast taką laubzegę na bank ma Gruszka. Jeśli nie elektryczną to na pewno ręczną.
                • gat45 Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 11:49
                  Ja już się kiedyś nad tym zastanawiałam i wyszło mi, że typowe "aniołki-trębacze", jak np taki :

                  data:image/png;base64,iVBORw0KGgoAAAANSUhEUgAAALcAAAETCAMAAABDSmfhAAAAgVBMVEX///8AAAD8/PwEBARCQkLT09MKCgr29va9vb3i4uKRkZFsbGzy8vLa2trv7+/BwcGioqKrq6tdXV09PT1VVVXl5eXFxcXOzs5+fn5iYmJ4eHhycnJqamoYGBgsLCyHh4c3NzceHh6VlZWlpaVMTEwZGRlJSUkwMDCzs7OUlJQiIiK4jwh5AAAMY0lEQVR4nO2dh3biOhCGVSAGgh16SwgESJbN+z/gVXGRbNmWbA3sPUf/2U0hIH8ej9VmJCMUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFNQoQp5N4C6CRsn/EZygryX78v8DRxhvvRuccOeThfJv/q1C0BhjnPguWEInSbJOYG4f5t6Y4guARaLZ65GZBJ8S70ULfbCyj7FncLLdf3JoZhOMI69Fy/JR9MsLX3jiTp06XuBMDDzxfjXZQYay+KufssUteN9jTQCOQtAitcrYl1HGojyqcE8B7sux8EB2mH3vooSto0vq1IUmqkX81C0ETfKDbFFfi7ObZfZbgpaVbFEwyar1fgeKlSs67mcM3rwsK8am+E0pliAfFmcFLJRDrPqWOBIeV7L3Tr+M8XXa7yBCc806o36FncoOIspeZ50fspl9pn/Y9HJJ2cSrGnXtYPEP3SqezX9P0vt1eMrPhHLwXh65Lx+new9ou6y6COXWFiUOV4ULsS+LWQ9q4SVUP8y5MzYu1dmywInoDUY3AZ3/edTv5tyU732mpXt5nGxbLkeexURYe/uJS+Y5JMJ5OhyLn/CyejAJ7lze0GABKm4XZmzj7SovRAduhAYmbIrP7qWZsLHoTjH7nPkfS3U6+/XYqdPCCjxV/VGC/3Gzg8lJeMlLXgGikemiigN/OdfjYtw0MtuI64wcfI+977NcAOfaieOMag7xcnjBeOjMLQc5tXLyc bKqXDj266wRGx9RlJx2jtyptWvBKR7YU6M3kwXG4sTf6q/pp+ipuIKLjkRtmeyMLKtDUqmVRKl7ifRWZxiu3wi5VCmEmC8fPx5VTuVg1TIQosOJAn43slk5NbkixZ+Rm73FlTXUtvKl38FgedqMhpZ3JtFvSl7GuzwftGrEZgS/jm4y0tpcRfvFZTjNDGl1DQlKSmWcR9JHtn/qoVNybnEHvWq3ZPrT/jBfryWJW+d+ll8uXujhTqQnvrZQy8/8iexcXF6+/Eql/nyaRN278rHiDe+j7ELtjaBV8M/Iyj5Ea5HFD+9JdkJdxD6XlfY7H8sWjf3/MAx7DNjsLZb9Wb0j8bUfo+xYnbuVye62Wt1mMSqq4/emO7KkltkP0f9jY/fC0Hg169LzqxZc+b2x2i6ZHH80ebh0uniQXx58/HDtHNQXnc4Z59wDB3O3GZxPfik+MouQt9ldojkaYaORdtdW9NHM8faNs/bwZ0vyO8izeKnGbn2jwQ3lpJZ4O+Zv42NfSFVGN22aGxxFTvqfllo1AjSNLnW3qQE1fRpKEdTCyi/5+3zNdBsVuVqbKS4jo5SaanfKAY6aoItTXSLFJ4KFY+Sdos1Z2Fq/cu+A9k6ONWwtushKRdLP0h59yQLe5ucNMkyjtEoYNc4cJPqrINO/fI4n54bTwgRmgc6ngkXvt+j1sS+3iE+pZfIdOcslO1Qdwa/Myba37Df+bzXk1yDvxt88dEpquNG6Mzarxhc8rvcigzZUUjNL5J0GuGqwHzfWKpBr2hUc5u9ZgOU+dOfO+VPsS17mNj+x/mGzesU9uYXhl5d8oE/QT14beuq/GkTQoS83Pi62qMikUOMhW0D/3vXFvkyLkTlXXntTHqUEU1/uu24H7QL+u9xUhMUUbjQt/vgN2Yvta289DqnMB1I8gKPu79/l+Kkyh7eE5O5bn9z14tTmAJC7f/1dMsP1Mdy928tZqTj1b3/guBHndh/u4GxApmCLhkeLCm8gu ZmDOw6KCy20YWYllPsGSE1IOU/BXvPyfM5Bv3aw3MrwxE0jpM+frWWWQkEOyV2+l6x1niolyNCQLopHYMMdedROnqLkQ4vZta/qW0aQKdOko6es1UKSg6lWgq1PuA7udeEJ5d6dmPsKL+DYXVr779Stt6d9TQsAz90JnM+NRBMxT2UOYz/A3oQHeBw1Q4THcCita7cguAmpRGnfsVVErdC1ZbYfxN4i6KK/NOYRzK5N/oO4x1+zUooAD5cMXZylJvAOy81GU786uQwwjsfvdnFj3H5p/HPzBHJ21EHKW9J0mpwmuXZNWS8Pt3csb8E3E3fplU0lFevZ3FS2eiVqLYTOfxi2IxplCl71VRr0p/hHdCIaEqeml44T+7b5B04iReM82GTTStthRVc+w91RA/+9WJJP44m67GfAZUxh7aF7O4czN/PbLOunqIVN9bFrRFaRKajsQbOuPPbcIArcj+V2SPH5p7jRdDwB5oYZFZPuk2yW3CDUoi0Hg8Yw7aVEh+XG7QSdwXnx3VuWZsGNiwnanU5d8wqeyS1ueKgKEXQeghC5lAnAWWC52X+RqOQfHHbeh2fOLPb7jklWz+NOnXznvwF6wPygkg3QTSYvewS3khTVRVfTi/8DbvTzFG7u4g3j33bPN7sZbDKyAG8MlbSNMSkbAv8YTg8yWzPFbmszG8F55Mxk8J5LzS1kWv2rKG4bYPxBpoW4fuOAcsKe5EJoeGuwJeVpUs3clE+pGd7i2d5qoCFaJ7O2ebS9EUrXWM1Pys5m5Nm/+QAtjsez19d3GVZqXAP4MrXg3lSXEopNJrxyo+VKKb2tnvtApJ2bjSVJ5cWFX2qCzm0YxWnJ3XhauX8Qqa4195vvY17xX6+ZDffNtETcN7cLuNwQqo2b4iErt+xxvvOrSJY1SJtCN+JPr6icg1kjHj2elQo7e+bm2r2+fsj1nLXxPPZytkFBK7aoO6LvErj3PFNZPy1kz6Pe5sd1+s527n11yQGFy EfmXp7wPuCxfpHXS5KeYdzeJfyQmfbA9k41w/M1kuuO9mf+9fgiG6FvsVRrmJ6hzZQzvxHQVA0ZUl4AZL4PGzJ8j0R+1ELuQEEniMxkBSjegf7acetrlGlpEyyPxGnHKlrxNdpowldlXY5yVyIUX7IkO6vEMWFvvo6z4Ka+G8wSvWTLlIyTNFafd79sanvJjb60FyG5W1Wzx42ZW0+oeCo3SmzyClLu+z/EbZXZnnLr2c3P5baKI3+It5a2zLg9D5pYJrZP0tyEq+ZTYOsBLbjvtayqYlkD6TVhaTnvY2UXjximC9H1uh58BqVekd3gKLestvUL5HrXFlmuf0i5S0Ojp3ET2yyl3N7abfxEe1uuS8q5tXmUdVPJgBJbq1lyZ/0ctam/P+u+tOX+TPITVcei78+hZhyWmzCsshx2fSET4D4LzdiGWSijforPjJWK8HncNms2qJa7lhTbcTyR+2Jn76Jh5IM1Zee1J8mq1aH4q6g3CComTZ90X5Z7G/VS3ESbtnpG/c0rCJutz7iUrfb55GPO/aT20nozLm1hlNLSP4V7fLZNktAyeNVx9EO5091ta/fZrOqqf7zo+T7W3tx4o5cGzrLUJzJoXZoHcycTPry1T+zQl70qVwqaO82359+S9aQhnGlWqbRifguWO43Esp+Gw8WXK3SVu6j1YceX6UTgeJ5GM50zf0rFFVsdQY/nyfX+mWWH9eYuZtsWfgL0Iiyf/stfGV36J4KXD5QlhfiYZyMqL5omSTLf+cqjrpjHJ7fkHcbj3evre5Z2R9uXxzlzs0N9+eNG69NttVKmHSkuLXf3xo2yXrsXbssRQDfu0u2XyODiv85d2e+Jj6YpVfa06iFjjp8fVZ8YJdKtPqdeqkG4pQyGFQF77LgFdL1sBy/uulYPRuLYx7NY2lIE+6kybE+Di14ay8q23x5lOpy/LlX/rdhquUGf+Qe3yghqSZeQj73vagScUdp9K58W3YDnuZ03r7AUxNJtV X03pawV9NYyvXdJNIlCb53EBFSh/LQfuZ/sotbOWkI/tJV0X8ffqNhj+2jChqoLIXfMlrpCrEWjeA0LTlDkugm/HTd0SMQ64u7GDW5w+xiZG3iWYQUJDuMpvpdhVLm7bA3fzo3XwHdm71WLJmzm4Q+Isu5SE/nVCbbx4dr7p5aJ09C+4ptaChabW6X3PutV+ZoRbFYMMkpeQfevCJCP7308o7mJ3PrRY27cwLlg8glT/reGoI9J3oiqD7nurdUD1kOzNv/sGZzCPpxJYvNbaGO/rNFOzs8k7apN9jxr2msslH0U8vEHJa3jg/D0hmV27dTyg6vJw6jlA5fGu4/U7D102kDPSGjc2dKo4aXHbn6zvyI/DLiPUqvRfI6P39a09Hiku/sc7tkvbkpGb0yb3XJg1vK04W94G3mKmvVVvpWB/SdcPwAiuZwlv7lqaXTOB96MQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQUFBQQ/Sf/W6h1uJhH1sAAAAAElFTkSuQmCC

                  nie dadzą się wyrżnąć. bo ta "wysepka" między trąbką a aniołkowym ramieniem musiałaby zawisnąć w próżni. Można temu zaradzić, odsuwając aniołkowi ustnik od buzi. No. To teraz proszę sobie wyobrazić skalę, w jakiej dałoby się wyciąć taki wzór w grubej z założenia desce domowym sposobem. Ja się nie podejmuję.
                  • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 11:56
                    MM ma wyższe wykształcenie artystyczne, więc nie strzeliłaby babola w postaci lewitującego drewna. Nawet po pijaku. Stąd założyłam, że anioł trzyma trąbę w dłoniach, ale nie przykłada jej do ust. Ale to by znaczyło, że to nie było małe wycięcie, tylko dziura pozbawiające okiennice funkcji użytkowych.

                    I właśnie stąd moje pytanie - po co im te okiennice?!
                    • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 12:06
                      dlaczego uważasz, że pozbawia? MM narysowała, jak te janiołki wyglądały i moim zdaniem jako dekoracyjne wycięcie oraz chwytadło, sprawdza się.
                      • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 12:27
                        Duża dziura w okiennicy sprawia, że okiennica nie pełni funkcji okiennicy (nie chroni szyb, nie zapobiega nagrzewaniu domku w upały etc.). A małe aniołki są, moim zdaniem, niemożliwe technicznie (przestrzeń pomiędzy ręką a ciałem aniołka odpadnie przy pierwszym trzaśnięciu, jeżeli pomiędzy ustnikiem a głową nie będzie dużej przerwy - dużej w centymetrach, a nie tylko stosunkowo dużej w skali obrazka).


                        • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 13:22
                          Czy ja wiem? Jeśli Gruszka był sprawny w laubzedze to ogarnął nieduże janiołki i okiennice działały, poza tym, tak jak mówię - sądzę, że te okiennice były im potrzebne bardziej dekoracyjnie niż użytkowo.
                          • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 13:57
                            Ale jak by one wyglądały, te małe aniołki? Czy miałyby "przerwę" między ręką, trąbą a ciałem?

                            Jeżeli tak, to nie mogłyby być małe (zbyt cienki byłby "przesmyk" między trąbą a głową, żeby utrzymać większy kawałek drewna będący tłem między ręką a ciałem. Przecież ten kawałek łączyłby się z tłem tylko tym przesmykiem między ustnikiem a głową).

                            Jeżeli nie, to by bardzo źle wyglądało. Obrys aniołka trzymającego w dłoni trąbę bez tej przerwy między ręką, trąbą a ciałem w ogóle nie wygląda jak anioł z trąbą.
                  • lord_vmordevol Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 07:23
                    gat45 napisała:

                    > Ja już się kiedyś nad tym zastanawiałam i wyszło mi, że typowe "aniołki-trębacz
                    > e", jak np taki :

                    > nie dadzą się wyrżnąć. bo ta "wysepka" między trąbką a aniołkowym ramieniem mus
                    > iałaby zawisnąć w próżni. Można temu zaradzić, odsuwając aniołkowi ustnik od bu
                    > zi. No. To teraz proszę sobie wyobrazić skalę, w jakiej dałoby się wyciąć taki
                    > wzór w grubej z założenia desce domowym sposobem. Ja się nie podejmuję.

                    Okno ma przynajmniej z metr wysokości, więc wycięcie na 20 cm zmieści się na nim bez problemu, a mniejsze to i tak być nie może, bo nie byłoby widać wzoru. Trąbkę można zrobić całkiem oddzielnie, bez połączenia i z głową, i z ręką. Po centymetrze odstępu przy takiej skali nie jest jakieś bardzo rażące, a to puste miejsce będzie wtedy połączone dwoma odcinkami z resztą. Można też próbować jakichś wyrafinowanych metod w rodzaju podwieszenia tego nieszczęsnego kawałka na dwóch, albo trzech gwoździach, to byłoby niemal niewidoczne. Da się. Umiejętności, przynajmniej do wersji podstawowej, potrzebne są minimalne, a z narzędzi tylko piła włośnicowa i jakiś tarnik do końcowego wygładzenia, co też się dostanie w byle GS-ie.
              • nigolla Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 13:17
                raskraski.link/uploads/9/2/9/9298-raskraska-prostoy-angel-kontur.png

                Czy ja wiem czy taki anioł skomplikowany? Mógłby być bez tych ząbków na dole przy skrzydłach
                • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 13:21
                  ale ten nie ma trąby :)
                • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 14:12
                  Ale jakby aniołkowi w tej pozycji dodać trąbę, aniołek nie wyglądałby, jakby grał (w najlepszym razie wyglądałby jak skrzydlaty słoń w sukience, bardziej jednak prawdopodobne, że nie wyglądałby jak nic konkretnego, taka bezładna plątanina obłości).

                  Ten fidelisowy aniołek musi być z profilu, z ręką podniesioną i z trąbą niedotykającą ust.
                  • nigolla Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 15:31
                    A w książce było coś o trąbie? Nie kojarzę tego, myślałam, że Wy tutaj zafiksowałyście się na tej wizji.
                    • nigolla Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 15:32
                      Tak czy siak to nadal mega prosta rzecz dla kogoś z pojęciem, kto dysponuje szablonem. Obstawiam, że mój mąż by to zrobił w 10 minut na okiennicę.

                      s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/1c/c3/67/1cc3679b89e42c6bb2058eb3e6fda334.gif
                      • jakgdyby.nigdynic Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 17:55
                        no nie wiem. zrobiłam wizualizację w pejncie. wygląda nieco nieforemnie.
                        przy okazji witam się. dzień dobry, cześć i czołem.
                        https://lh3.googleusercontent.com/TfBbjTqi8P6hKvPKRzvVXNgbA4OleGN8GAZaiL65-yzIz9yRW7mElhQobuy0EH31BgUQMm7robCifDPDbw0oZW9c5oItdMRhhIlX13_5EsNtwfzjqxhDvjbWXcRui6f_5UwCOeUck_djJPKL2Q4eUZKpzcpKpQW6qMEUnCl_FXbRqicNdKvuNxv5WUAwFtHGwnttVSaehq7zu-PALyxNieC0sRtBaV5QrRyO_gcPJ2tVrbE3epIW4zpd_k0Dn7dCS4N2Vn28f2StZ49C3JmdfibsvAYenBujZ8_FdJ0romX8i5HwCk9CZUKU-f0uFB_oK7Lj9fQ77NxiMo3NeFS4rwLVfEU5hjWlgK4ZcpC3hzBP0mvnAK_AH9OR-eT4LcTea5MDSX0YLKxJ8eZ_dx1fK4u94maiBJmDGZV-eOZSYx4NNUNkAZs-IvMhFFzvDn3jb82DNB2rWK7C8DghCj7UvKwYKpRaZ5Lrq7cAvp-P6pDBh39dIfcB3rzsS0yKgWYJEhas654S07SyWtOD_FbydIFyGF6hiP-A09uWRuASwhjkbzT2wmqYhzXlGaLAhFOH6SQ2vxewbgOjnNMXWv-F06IbiT0vbj3ldIdBIxqYSJyBUsxlUIrkqM9Y=w550-h425-no
                        • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 18:29
                          o proszę! Da się? Da się!
                          • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 18:53
                            Da się, ale tego wzoru nie sposób nazwać prostym. Jeżeli pozbawisz skrzydła piórek i trochę złagodzisz kąty (Adam pracował ręcznie i amatorsko, ograniczenia materiałowe nie dałyby mu osiągnąć aż takiej precyzji), to całość wyryta w drewnie będzie wyglądała jak pies Pluto.
                            • potworia Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 19:18
                              Ale czego Ty właściwie próbujesz dowieść, bo się zgubiłam? Że Laurze szkodzą te aniołki na migrenę, domkowi na styl, Adamowi na ogólne obycie estetyczne, czy, też że są niewykonalne w danych okolicznościach naszpańską ręką?
                              Bo w ramach tego kuriozum, jakim jest szalet miłości, muzykujące aniołki w okiennicach wydają się być realistycznym detalem. Wyrzynarkę miałam w ręku raz w życiu, ale to naprawdę nie jest jakieś szalenie skomplikowane narzędzie. A jeśli się dysponuje szablonem, to i Ostatnią Wieczerzę można wyrzezać bez dyplomu ze snycerki.
                              • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 20:07
                                mnie też by pies pluto w okiennicy szkodził na migrenę. Strasznie ciężko się śmiać jak łeb rypie, a wizji od siebie nie mogę odpędzić i jestem pewna, że jak mnie globus złapie to sobie przypomnę te psy pluto w oknie.
                                • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 09:22
                                  zuzudanslemetro napisała:

                                  > mnie też by pies pluto w okiennicy szkodził na migrenę. Strasznie ciężko się śm
                                  > iać jak łeb rypie, a wizji od siebie nie mogę odpędzić i jestem pewna, że jak m
                                  > nie globus złapie to sobie przypomnę te psy pluto w oknie.

                                  Ależ globus to NIE jest migrena!
                                  Nie wiem, skąd się to bierze, ale strasznie dużo ludzi myli te dwie dolegliwości. A tymczasem globus to:
                                  Globus, gałka (łac. globus hystericus) – zaburzenie czynnościowe przewodu pokarmowego objawiające się wrażeniem obecności ciała obcego albo ściskania w gardle, które ustępuje podczas spożywania pokarmów lub picia płynów. Objawom tym nie towarzyszy utrudnione lub bolesne przełykanie i nie można ich tłumaczyć chorobą organiczną.
                                  • marutax Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 09:51
                                    ciotka_scholastyka napisała:


                                    > Ależ globus to NIE jest migrena!
                                    > Nie wiem, skąd się to bierze, ale strasznie dużo ludzi myli te dwie dolegliwośc
                                    > i.

                                    Niedokładne wspomnienia z lektury i seansu "Nad Niemnem", gdzie te dolegliwości występowały w parze ;-) Wprawdzie Orzeszkowa pisze wprost, że przy globusie Emilia "ręką dotykała piersi i gardła, w których czuła nieznośne duszenie.", ale jeśli ktoś nie wie wcześniej, co to globus, to może mu się poplątać. Gdy byłam dzieckiem też myślałam, że globus=migrena ze względu na proste skojarzenie: okrągły globus=okrągła głowa...
                                    • gat45 Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 11:10
                                      No właśnie... Etymologia się kłania. Znakomita większość osób, cierpiących na bóle głowy, określa je jako migreny, podczas gdy migrena jest tylko jedną, ściśle odkreśloną odmianą cephalgii czy też cephalalgii, czyli bólu głowy właśnie.
                                      "Migraine" wywodzi się z greckiego "ημικρανίον" (w "Mistrzu i Małgorzacie" Piłat cierpi na hemikranię) i oznacza bóle jednej połowy głowy.
                                      Długo walczyłam o to rozróżnienie, ale jakiś czas temu złożyłam broń. Trzeba umieć uznać porażkę. O ileż bardziej elegancko jest cierpieć na migrenę niż na zwykły ból głowy....
                                  • zuzudanslemetro Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 13:49
                                    Ok, przyjmuję, że się mylę. Zapewne przez Martę Lipińską jako Korczyńską, utrwaliło mi się, że globus to migrena, gdyż w ekranizacji "Nad Niemnem" ilekroć wzdychała, że zaraz dostanie globusa, łapała się teatralnie za głowę.
                                    • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 10:32
                                      Dużo ludzi "migreną" nazywa dowolny ból głowy, nawet wtedy, gdy nie jest to migrena w sensie medycznym. To stąd się biorą porady "weź ibuprom, mi na migrenę pomaga" albo "nie łykaj tyle tych leków, przecież migrena to nic takiego". Ale to już jest chyba taki językowy usus, że się tego nie zwalczy.

                                      I, o ile mnie pamięć nie myli, Korczyńska faktycznie "na globusy" zalegała w łóżku, a Terenia jej podawała okłady na głowę. Ale też pamiętajmy, że ani jedna, ani druga nie były kreowane na osoby rozgarnięte i stabilne psychicznie. We współczesnym języku zaś "globus", jak na moją intuicję językową, w ogóle chyba zyskał znaczenie "nieuzasadnionej histerii połączonej z hipochondrią". Może stąd to skojarzenie z bólem głowy.
                                      • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 18:43
                                        przymrozki napisała:

                                        > Dużo ludzi "migreną" nazywa dowolny ból głowy, nawet wtedy, gdy nie jest to mig
                                        > rena w sensie medycznym.

                                        O tak, stąd ten - skądinąd fajny - stary dowcip:
                                        - Mam migrenę.
                                        - Migrenę to może mieć królowa angielska, a ciebie po prostu łeb nap***dala.
                              • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 22:02
                                Nie no. Poruszyłam w głównym poście trzy niezależne wątki, ale dyskusję wzbudził w zasadzie wyłącznie trzeci. Widać jest ciekawszy. Ale kształt otworów nie ma nic wspólnego z migreną, rzecz jasna. Tak jak nie ma nic wspólnego z Cyprem.

                                A problem aniołków z trąbkami nie jest aż taki głupi, wbrew pozorom. Stworzenie prostej grafiki, która odwzorowana w trudnym materiale będzie wyglądała jak to, na co ma wyglądać, to wcale nie jest taka bułka z masłem. Dlatego grafik to zawód i dlatego grafiki, na które nikt nie spojrzał krytycznym okiem bywają zabawnymi pomyłkami typu logo województwa pomorskiego. A tutaj mamy dodatkowe utrudnienia - powierzchnia aniołka musi być jedną płaszczyzną i będzie oglądana bez jakiegokolwiek kontekstu (patrzący nie będzie wiedział, że ma w tej plamie zobaczyć aniołka, więc obrazek musi być bardzo jednoznaczny, żeby patrzący tego aniołka zobaczył).
                                • pi.asia Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 00:04
                                  A czy ktoś jest w stanie podać dokładną liczbę okien szaletu zaopatrzonych w okiennice z wyrzezanymi jamiołkami? Bo skoro Adammm wycinał te jamiołki ręcznie laubzegą, to parę ładnych dni mu zeszło. I trochę materiału przy tym też napsuł - częściowo, bo źle pociągnął laubzegę, a częściowo, bo co jakiś czas ciskał okiennicą w drzewo, żeby sobie ulżyć. A z tych popsutych strzępków w przyszłości dobudują pokoik.

                                  Przypomniał mi się dowcip o bacy, który ściął wielkiego smreka i umyślić wystrugać sobie łódkę. Struga, struga, a tu idzie turysta.
                                  - Baco, co strugacie?
                                  - A łódecke se strugam.
                                  Struga dalej, sterta wiórów rośnie. Idzie drugi turysta.
                                  - Baco, a co strugacie?
                                  - Chciołek łódecke, ale ni dołek rady. Dyszel do woza strugam.
                                  Struga dalej, sterta wiórów rośnie. Idzie trzeci turysta, zadaje to samo pytanie. A baca ponuro:
                                  - Jak terozki nic nie spier...le to bydzie wykałacka.....
                                  • lord_vmordevol Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 07:32
                                    pi.asia napisała:

                                    > A czy ktoś jest w stanie podać dokładną liczbę okien szaletu zaopatrzonych w ok
                                    > iennice z wyrzezanymi jamiołkami? Bo skoro Adammm wycinał te jamiołki ręcznie l
                                    > aubzegą, to parę ładnych dni mu zeszło. I trochę materiału przy tym też napsuł

                                    Laubzega tnie naprawdę szybko. O ile ktoś nie jest całkowicie początkujący, to razem z wygładzeniem taki aniołek zająłby z piętnaście minut.

                                    ATSD, całość tematu przypomniała mi z gry półsłówek - kolonistę z piłą.
                                    • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 10:07
                                      Z drugiej strony, na co ja narzekam. Adaaaam był w stanie uwić wianek z róż. Na pewno był też demonem laubzegi. Pewnie w całym województwie trudno o powierzchnię drewnianą, której by nie zarył sonetami.
                                      • lord_vmordevol Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 10:45
                                        przymrozki napisała:

                                        > Z drugiej strony, na co ja narzekam. Adaaaam był w stanie uwić wianek z róż. Na

                                        Do splatania zdrewniałych łodyg róż akurat laubzega może być przydatna.

                                        > pewno był też demonem laubzegi. Pewnie w całym województwie trudno o powierzch
                                        > nię drewnianą, której by nie zarył sonetami.

                                        Ale naprawdę żeby wyciąć ozdobny kształt piłą włośnicową nie trzeba być żadnym demonem. Jeżeli człowiek coś w życiu przepiłował, zbił gwoździami i może skręcił jakąś śrubę, to ma wystarczające kwalifikacje, żeby wypiłować dziurę w kształcie aniołka. Z wielu rzeczy można się w tym przypadku nabijać, ale akurat okiennice z aniołkami są spokojnie do zrobienia.
                                        • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 11:22
                                          Właśnie te okiennice u mnie przelały czarę. To jest coś, co można wymyślić, ale potem, kiedy, się to robi, rzuca się laubzegą używając słów powszechnie uznanych za obelżywe względnie informuje się pomysłodawcę szorstko: "Laura, ja ci serduszka wytnę albo zająca, ale nie aniołka z trąbką!!!".

                                          Bo resztę tego szaletu uniesień bym strawiła. Dwoje niepraktycznych ludzi dochodzi do wniosku, że rówieśnicy biorący kredyty mieszkaniowe po prostu nie są zbyt mądrzy i tylko dlatego nie wpadli na obiektywnie doskonały pomysł postawienia szafy na środku uprawy roślin liczącej kilka hektarów (te kilka hektarów podaję za Małgorzatą Musierowicz, młode Fidelisy, z woli Autorki, nie mieszkają kilkaset metrów od skomunikowanego z cywilizacją domu teścia).

                                          Oczywiście, w prawdziwym życiu w takim szalecie niepraktyczna para może przeserduszkować najwyżej pierwszą wiosnę i lato, bo potem przeżyje załamanie, gdy w listopadzie po pracy będzie iść kilometr po ciemku w błocie i śniegu do swej nieogrzewanej chatki bez biurka. Codziennie. A rano tak samo, ale w drugą stronę, za to też codziennie. A potem w deszczu. A potem z chorym dzieckiem. Czyli szczęśliwe trwania w szalecie uważam za raczej wykluczone, ale sam pomysł, owszem, komuś takiemu jak Laura może zaświtać (Adaaamowi być może też, o nim wszak nic nie wiemy).
                                          • vi_san Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 11:06
                                            W prawdziwym życiu na serduszkowanie może jeszcze wczesna jesień... No, październik, góra początek listopada, jeśli rok wyjątkowo ciepły i pogodny. Ale już przełom listopada - grudnia w Polsce jakby nie przypomina Florydy klimatem... Już zresztą pal licho klimat i temperatury [które mi by osobiście dokopały nielicho i zapewne doprowadziły do zabójstwa współmałżonka]. Oboje, i Jadam i Larwa mają zawody związane z miastem. Dużym miastem. Co im do łbów strzeliło z centrum plantacji to za Boga nie wiem...I jakim cudem pan Fidelis senior w ogóle dał zgodę na ruinowanie plantacji, rozjeżdżanie młodych iglaczków betoniarkami i innym ciężkim sprzętem budowlanym, coby szalet wystawić? No ale niechby, amoku dostał. Wyobraźmy sobie przeciętny dzień, powiedzmy środę. Adam zaczyna lekcje o 8:00, ma dyżur, więc o 7:30 musi być na korytarzu szkolnym. Ile czasu zajmuje droga z Daglezji do Poznania? Wszak nie każdego dnia Adam może brać furgonetkę przedsiębiorstwa, ona bywa potrzebna do różnych celów w ogrodnictwie. No, ale powiedzmy, że nawet. Pobudka bladym świtem, spacer przez pół plantacji iglaków. Pod domem rodziców w furgonetkę i jazda. godziny lekcyjne, jakaś rada pedagogiczna, kółko polonistyczne i do domu, powiedzmy około 17:00 - 17:30. Kolejny spacer przez pół plantacji i już "home, sweet home". Fajnie. Tymczasem Laura... Próbę ma na 10:00. Więc ma wybór, albo zwlec się z łóżka bladym świtem i jechać do Poznania z mężem [furgonetką], albo też nie zwlec, tylko później kombinować zbiorkomem. Próby czy co tam, jakieś przygotowanie spektaklu czy co tam ma studentka/początkująca śpiewaczka operowa - w tej kwestii swobodnie można mi wmówić wszystko, bo znam się na tym jak kura na fizyce kwantowej. Ale mniemam, że raczej do godzin późnopopołudniowych - wieczornych.Kończy np. o 19:00. No i znów - albo czekać łaski pana męża, który będzie siedział jak kretyn i czekał na gwiazdę, albo zbiorkom, który ma to do siebie, że nie dostosowuje godzin kursowania do chęci gwiazdy...
                                            Już kiedyś tam optowałam, że 1 000 000 x rozsądniej byłoby napisać, że seniorzy w ramach prezentu ślubnego podarowali młodym kawałek ziemi oddzielony od żółtego domu plantacją iglaków, a położony tuż przy drodze do leśniczówki, na którym powoli powstawał domek, powoli, bo młodzi za bardzo nie mieli forsy na "szybko", a poza tym jeszcze zanim zaczęła się budowa trwały "pierepałki" z architektem, gdyż Laura i Adam uparli się, iż nie można budową naruszyć w żaden sposób starego świerka/buka/dębu/co to tam rosło. Za to domek był idealny - doskonale dopasowany dla zakochanego młodego małżeństwa, ale projekt uwzględniał też możliwość rozbudowy w razie powiększenia rodziny. A jeszcze lepiej niż 1 000 000 X byłoby, gdyby np. Fidelisowie seniorzy w ramach prezentu ślubnego sfinansowali młodym mieszkanie W POZNANIU. W centrum. Nawet nie na samych Jeżycach, ale się nie upieram. Tak, by nie musieli się co rano tłuc czort wie ile czasu, by nie mięli problemów logistycznych i tak dalej.
                                            • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 12:33
                                              Ciekawe, czy jakoś oświetlili drogę przez plantację, czy ganiają z latarkami.

                                              "Ach, rodzę! Adaaaaaam, nieś mnie ku automobilowi" wyszeptała Laura składając czajnik w kostkę.
                                              "Już, już, sarenko" Adam uświadomił sobie, że obie ręce będzie miał zajęte żoną, a na dworze jest ciemno, choć oko wykol "w tę rękę bierz walizkę z wyprawką, w tę kluczyki, latarkę w usta i oświecaj mi drogę" polecił z czułością. Adam był bowiem pomysłowy i zmyślny, w więzieniu miał nawet ksywę "Dobromir".
                                              "Ach Adaaaaam, czuję się jak lampa Akermanu" zakrzyknęła Sarna wypuszczając latarkę z ust niczym kruk kawałek sera. W wyniku utraty źródła światła, Adaaaam potknął się w ciemności o kamień, rymnął na dziób i zginął na miejscu.
                                            • bupu Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 20:29
                                              vi_san napisała:


                                              > o i zapewne doprowadziły do zabójstwa współmałżonka]. Oboje, i Jadam i Larwa ma
                                              > ją zawody związane z miastem. Dużym miastem. Co im do łbów strzeliło z centrum
                                              > plantacji to za Boga nie wiem...I jakim cudem pan Fidelis senior w ogóle dał zg
                                              > odę na ruinowanie plantacji, rozjeżdżanie młodych iglaczków betoniarkami i inny
                                              > m ciężkim sprzętem budowlanym, coby szalet wystawić? No ale niechby, amoku dost
                                              > ał. Wyobraźmy sobie przeciętny dzień, powiedzmy środę. Adam zaczyna lekcje o 8:
                                              > 00, ma dyżur, więc o 7:30 musi być na korytarzu szkolnym. Ile czasu zajmuje dro
                                              > ga z Daglezji do Poznania? Wszak nie każdego dnia Adam może brać furgonetkę prz
                                              > edsiębiorstwa, ona bywa potrzebna do różnych celów w ogrodnictwie. No, ale powi
                                              > edzmy, że nawet.

                                              Powiedzmy, że wątpię. Roślinki same nie chodzą, trzeba je rozwieźć. Nawozy i inne takie tam tegesy ogrodnicze same nie biegają, trzeba je przywieźć. To samo sadzonki, nasiona i co tam jeszcze. Furgonetka w takim przedsiębiorstwie, śmiem twierdzić, potrzebna jest na okrągło. Więc przykro mi, ale Fidelisy do pracy będą zapyrtalać zbiorkomem. I dymać z plantacji na przystanek. Co musi być upojne, zwłaszcza w zimie.

                                              Telefon zajazgotał wyjątkowo przenikliwym sygnałem budzenia. Laura sięgnęła po upiorne urządzenie i zaraz tego pożałowała. Wystawiona spod ciepłej kołdry kończyna pokryła się od razu gęsią skórką. W nocy zgasło w kominku i temperatura panująca w Altanie Miłości daleka była od tropików. Prawdę mówiąc zaś była dość bliska Arktyce.

                                              Laura zaklęła.
                                              - Mama, jeść! - sześcioletni Gerwazy Ignacy Fidelis stanął w drzwiach sypialni. Jego ojciec, typowe, spał snem kamiennym. Zaczynał lekcje o dwunastej, tymczasem Laura musiała wstać o świtaniu, aby odprowadzić Gerwazego na przystanek autobusu. On bowiem zaczynał zajęcia o ósmej.

                                              Spojrzała w okno, za którym rozciągała się nieprzenikniona ciemność. Nie, pomyślała, skreślić świtanie, to jest noc. Środek cholernej nocy.
                                              Opału oczywiście nie było. Adam, bez reszty zajęty klasówkami, zapomniał przynieść poprzedniego wieczora. Laura narzuciła pelerynę na koszulę nocną, długą, bawełnianą, jak z Domku na Prerii. Od dawna nie wkładała nic seksownego, ponieważ ich pożycie małżeńskie zakończyło się po narodzinach syna. Piekielny domek z resztek okazał się wyjątkowo akustyczny i najlżejsze chrząknięcie niosło się grzmotem po wszystkich pomieszczeniach. O westchnieniach i jękach nawet nie było co mówić.

                                              Na dworze padało, rozmiękły śnieg z deszczem, ponieważ zaś przez poprzednie dwa dni walił śnieg, teraz zalegała wszędzie lodowata breja. Trochę tego świństwa nalało się Laurze w gumiak, kiedy szła pod skuloną pod świerkiem wiatę na opał.
                                              - Kurwa mać - wymamrotała, wylewając lodowatą wodę z obuwia. Wyobraziła sobie jak wali tym gumiakiem Adama po głowie. Trochę jej ulżyło.
                                              Wilgotne drewno nie chciało się palić, do tego stopnia, że Laurze udało się zadymić cały dom. Nawet to jednak nie obudziło Adama.
                                              Cholera. Cholera jasna i psiakrew.
                                              Dlaczego on właściwie jeszcze śpi?
                                              Dlaczego on jej nie pomaga?

                                              Łazienka jak zwykle śmierdziała stęchlizną, piekielne ogrzewanie kominkowe bowiem nie pozwoliło nigdy należycie wysuszyć tego pomieszczenia. Po ablucjach Laura podała synowi śniadanie, jak zwykle obijając sobie biodro o blat stołu.
                                              - Kto wymyślił tak kretyńsko ciasną kuchnię - warknęła pod nosem, siadając do jedzenia.
                                              - Tatuś - odpowiedział ochoczo potomek, obdarzony nad wyraz dobrym słuchem. - Ale ty się w waszej Altanie Miłości zakochałaś od zaraz. Tak mówi tata.
                                              - Miłość sryłość - wymamrotała Laura, mieszając niemrawo w płatkach fit, zalanych mlekiem. Spojrzała na zegar i uświadomila sobie, że zaraz muszą wychodzić. Mieli bowiem do pokonania półtorakilometrową trasę, pokrytą piekielnie śliskim rozmiękłym śniegiem, co oznacza, że będą iść wolno. Bardzo wolno. A muszą zdążyć na autobus szkolny.

                                              Pozmywała po śniadaniu, bowiem w tej mikroskopijnej kuchence nawet dwa brudne talerze pozostawione w zlewie sprawiały wrażenie ostatecznego bałaganu. Wytarła naczynia i z rozmachem otwarła szafkę, waląc się przy tym drzwiczkami w czoło.
                                              - Kurrrrrrrrr... - warknęła, po czym urwała, widząc niewinny błękit wpatrzonych w siebie ócz swego dziecięcia. Rozmasowała miejsce uderzenia, schowała naczynia i potknęła się o plecak Gerwazego.
                                              - Szlag... - Jęknęła. - Wkładaj buty i kurtkę, musimy wychodzić!
                                              - Musisz mi ją wyjąć z szafy - oznajmił potomek z nieludzkim spokojem.
                                              Szafa, o której mowa, znajdowała się na korytarzu, czy raczej korytarzyku i była ścienna. Znakomicie mieściłyby się w niej wszystkie okrycia wierzchnie, przewidziane na daną porę roku, niestety, z uwagi na brak miejsca w domu wisiały tam wszystkie palta, kurtki i płaszcze, jakie posiadali.

                                              Laura zanurkowała z furią w zbity gąszcz odzieży, usiłując wyszarpać zeń okrycie własne i dziecka. Kurtka Gerwazego wyszła dość łatwo, natomiast jej płaszcz utknął na dobre. Z oczyma lśniącymi furią jak stalowe mutry Laura szarpnęła płaszcz.
                                              Coś trzasnęło, posypał się tynk i rurka na której wisiały wieszaki wyskoczyła z szafy na wolność.
                                              - KUUUURWAAAA! - zawyła Laura. - Adam! ADAAAAAAAM!
                                              Jej rozespany małżonek stanął w drzwiach sypialni, owinięty kołdrą.
                                              - Nie wyrażaj się tak - rzekł z niesmakiem. - Co się dzieje, Sarenko?
                                              - Gówno! - wrzasnęła Laura. - Te twoje szafy ścienne są o kant dupy potłuc! Cała ta chałupa jest o kant potłuc!
                                              - Boże, czy musisz być tak niegramatyczna? - polonista poprawił na sobie kołdrę, jakby była rzymską togą.
                                              - No nie! - Laura targnęła się oburącz za włosy. - Ja nie wytrzymam! Ludzie! Trzymajcie mnie! Tylko to cię obchodzi? Gramatyka?!
                                              - Dbam o czystość naszego języka ojczystego - rzekł z godnością Adam.
                                              Gerwazy obserwował kłótnię rodziców w milczeniu, jego niebieskie oczy lśniły zaciekawieniem.
                                              - Czystość języka! - Laura dla odmiany zasyczała jak stado żmij. - A to, że twoja żona i dziecko muszą zasuwać półtora kilometra po ciemku i przez błoto masz w dupie! Adam, dlaczego my do cholery nie mamy samochodu?!
                                              - Konsumpcjonizm... - zaczął Adam, bardziej niż kiedykolwiek przypominając Laurze z wyglądu własną matkę.
                                              - Sronizm! - ryknęła Laura. - Otóż informuję cię, że mam tego dosyć! Potąd! Po kokardę!
                                              Kopnęła kłębowisko płaszczy.
                                              - Ale jak dosyć? - zdziwił się Adam.
                                              - Normalnie - warknęła jego połowica. - Znajoma ma mieszkanie w bloku do wynajęcia, w Poznaniu. Mam zamiar się tam wyprowadzić, razem z dzieckiem.
                                              Przez organizm polonisty przeszedł dreszcz.
                                              - W bloku? - zapytał Adam ze zgrozą.
                                              - W bloku! - oznajmiła Laura z mocą.- A ty masz do wyboru, albo załatwisz nam normalne mieszkanie zamiast tej pieprzonej budki, albo zostaniesz rozwodnikiem!
                                              - ROZWODNIKIEM? - podbródek Adama zadrgał, pod grzywką ("dzielną grzywką" przemknęło przez myśl Laury) zalśniły łzy.
                                              - Właśnie tak - oznajmiła Laura. - A teraz wybacz, nie mam czasu, muszę się spakować.
                                              • vi_san Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 20:42
                                                Bupu - nie przypadkiem Cię uwielbiam... Sza-po-ba i panie tego, do nóżek ścielę dywany perskie... Umarłam ze śmiechu. Ale dokładnie tak to widzę. Tylko zapewne nie byłoby ócz dziecięcia, gdyż Laurkę szlag by jasny trafił pierwszej zimy i Adam przekonałby się, że jego sarenka w trybie natychmiastowym potrafi przeistoczyć się w szablozębnego Tygrysa... I tego mu życzę! Z całego serca. :D
                                              • lord_vmordevol Re: migreny Laury i Natalii 14.07.17, 08:11
                                                bupu napisała:

                                                > wełnianą, jak z Domku na Prerii. Od dawna nie wkładała nic seksownego, ponieważ
                                                > ich pożycie małżeńskie zakończyło się po narodzinach syna. Piekielny domek z r
                                                > esztek okazał się wyjątkowo akustyczny i najlżejsze chrząknięcie niosło się grz
                                                > motem po wszystkich pomieszczeniach. O westchnieniach i jękach nawet nie było c
                                                > o mówić.

                                                E, to jeszcze ze dwa, a nawet trzy lata po urodzeniu można było dość swobodnie wzdychać i jęczeć. Potem faktycznie towarzystwo dziecięcia zaczyna być kłopotliwe.


                                                > Wilgotne drewno nie chciało się palić, do tego stopnia, że Laurze udało się zad

                                                Ale jak, klasówkami źle się rozpala?
                                                • bupu Re: migreny Laury i Natalii 14.07.17, 08:50
                                                  lord_vmordevol napisała:
                                                  >
                                                  > E, to jeszcze ze dwa, a nawet trzy lata po urodzeniu można było dość swobodnie
                                                  > wzdychać i jęczeć. Potem faktycznie towarzystwo dziecięcia zaczyna być kłopotli
                                                  > we.

                                                  A co jeśli małżonek polonista żąda stanowczo zaprzestania zberezienstw, gdyż noworodek słucha i może mu to wypaczyc delikatną psychikę?
                                                  • lord_vmordevol Re: migreny Laury i Natalii 14.07.17, 09:23
                                                    bupu napisała:

                                                    > lord_vmordevol napisała:
                                                    > >
                                                    > > E, to jeszcze ze dwa, a nawet trzy lata po urodzeniu można było dość swob
                                                    > odnie
                                                    > > wzdychać i jęczeć. Potem faktycznie towarzystwo dziecięcia zaczyna być kł
                                                    > opotli
                                                    > > we.
                                                    >
                                                    > A co jeśli małżonek polonista żąda stanowczo zaprzestania zberezienstw, gdyż no
                                                    > worodek słucha i może mu to wypaczyc delikatną psychikę?

                                                    Wrzeszczeć w uniesieniu cytaty z erotyków Safony. Nie odważy się.
                                              • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 14.07.17, 08:43
                                                :-D Przez Ciebie zobaczyłam oczyma duszy tę książkę, której Gerwazy Fidelis będzie głównym bohaterem!

                                                Piętnastoletni Gerwazy Fidelis nie był duszą towarzystwo - to rzucało się w oczy od razu. Chudy, przygarbiony, z własnej inicjatywy nie odzywał się prawie nigdy, pytany odpowiadał monosylabami.
                                                Koledzy go nie lubili – tego też nie dało się ukryć. Nie tylko dlatego, że nie umiał grać w piłkę, kochał poezję i nazywał się jak przypadłość ginekologiczna. Gerwazy, zwany w rodzinie Tranzystorem z powodu trzeszczących pomruków, jakie wydawał, gdy był zmuszony publicznie się odezwać, był oprócz tego rudy jak marchewka i cienki jak wykałaczka. Wielkie oczy w kolorze szlamu sprawiały wrażenie nietrwale osadzonych w za małej dla nich czaszce, ale patrzyły na świat uważanie i jakby z czułością.

                                                O rodzinie Gerwazego krążyły po szkole legendy. Mieszkał z rodzicami i genialnym bratem, Laurentym, w jakimś szałasie pośrodku hipermarketu ogrodniczo-budowalnego sieci Obi. Teren należał kiedyś podobno do przedsiębiorstwa dziadka Gerwazego, ale został przejęty przez rozbuchany zagraniczny kapitał – jak wszystko w tych okropnych czasach.
                                                Matka Tranzystora, niespełniona diwa operowa, ważyła prawie 200 kilogramów i stanowiła lokalną atrakcję. W czarnej sukni z podrabianego atłasu i w koronkowych rękawiczkach z firanki chodziła po miasteczku żądając atencji dowolnego rodzaju. Często towarzyszyła jej dorodna kobieta o kochającym spojrzeniu brązowych oczu i dzielnej, sztywnej grzywce. Ta druga ceniona była mniej, miała bowiem zwyczaj zaczepiania przechodniów i zwierzania im się z doznanego wieki temu miłosnego zawodu – mąż fubrawiec opuścił ją i dwójkę jej dzieci.
                                                - Dlaczego – pytała ta z grzywką – dlaczego?
                                                - Pyza, daj już spokój – mówiła wtedy matka Gerwazego – Fryc nigdy nie był taki jak Adaaaaam, on cię nie sza-no-wał! Moja niespełniona kariera. Oto prawdziwy ambaras, do kroćset!
                                                Ojciec Gerwazego, lokalny pijaczyna, był podobno swego czasu wybitnym nauczycielem, florystą i mistrzem laubzegi. To ostatnie pozostawiło w nim zresztą pewien ślad – widywano go często, jak rył na przystankach autobusowych hasła sławiące zalety raz tego, raz innego, gatunku napoju alkoholowego.

                                                Z całej rodziny naprawdę lubiany był tylko mały Laurenty. Chłopak, genialny programista, założył na portalu Youtube konto, na które regularnie wrzucał scenki ze swojego życia rodzinnego. Nagrywał je sprytnie poukrywanymi kamerkami, które podobno dostał od rodziny z Poznania. Laurenty miał już ponad dwadzieścia milionów subskrybentów, w tym wielu naprawdę oddanych fanów. Każdy filmik, niezależnie od pory wrzucenia, od razu obrastał w kultowy już komentarz „ha ha ha, wiedziałam, że ona tak skończy!”. Cała Polska zastanawiała się, kim jest tajemniczy komentator, autor tych słów. Ukrywał się pod nickiem „Kala Mburka”.
                                                • gat45 zatkało mnie z podziwu... 14.07.17, 09:33
                                                  i nadal zatyka.
                                                  Cały dzień będę się zastanawiać, czym ten fanfik jest tak inny od wszystkich pozostałych - bo chyba nie tylko tym, że rzuciłaś bohaterów w tak odległą przyszłość.
                                                  Defilada mi nie przeszkodzi, będę myśleć i kombinować nawet jak Patrouille de France przeleci mi z wizgiem nad głową (bo oni gdzieś koło mnie lądują po pokazie).
                                              • mamuka_z_boru Re: migreny Laury i Natalii 16.07.17, 15:53
                                                Ale słuchajcie, dlaczego zakładamy, że Adam i Sarenka nie dorobili się własnego auta? W Febliku jakoś explicite stoi, że ciągle jeżdżą firmową furgonetką? Tzn. że jest to ich jedyny środek transportu? Bo nawet mając własne auto mogą sporadycznie korzystać z cudzego. Feblika nie czytałam, więc powiedzcie mi, czy tam jest napisane, że Adam swojego samochodu nie ma i nawet w perspektywie narodzin dziecka mieć nie zamierza? Bo jeszcze w MCD jak najbardziej to rozumiem - Adam, jak wielu młodych singli pracujących w wielkim mieście, nie czuje potrzeby posiadania samochodu, bo na co dzień szybciej i taniej poruszać się zbiorkomem. Utrzymanie auta kosztuje, parkingi w mieście też, stanie w korkach i szukanie miejsca parkingowego w centrum zajmuje często kilkakrotnie więcej czasu niż dojechanie z peryferiów szybkim tramwajem (czy jak tam się nazywa poznański odpowiednik metra), zakupy robi się po drodze w wiejskim sklepiku, tudzież przy okazji wyjazdu po coś furgonetką... Wszystko się zmienia, gdy trzeba wozić się z wózkiem i całym okołodziecięcym majdanem, więc oczywistym byłoby, gdyby Adam dalej do pracy jeździł zbiorkomem, ale jakieś małe, miejski auto do rodzinnych przewozów nabył. Znam kilka takich osób - do ok. 30 roku życia nie kupowały samochodu, bo nie miały takiej potrzeby, ale jak dorobiły się potomstwa / wyprowadziły poza miasto, to samochód nabyły.
                                                W końcu posiadanie / nieposiadanie auta to nie jest los nieodmienny, raz na zawsze przez Boga przypisany, a średniej klasy używane, kilkuletnie auto jest jak najbardziej w zasięgu możliwości finansowych nauczyciela.

                                                A na marginesie tak tylko się zastanawiam, czy stary Fidelis naprawdę nie miał zwykłego, osobowego auta? Bo że Adam jeździł furgonetką po np. nawozy to rozumiem, ale w samą wigilię też musiał po narzeczoną furgonetką jechać? Jakoś trudno mi uwierzyć, że zamożny przedsiębiorca nie ma innego środka transportu niż firmowy dostawczak. To nie jest mikroprzedsiębiorca startujący z biznesem, tylko duża firma, zatrudniająca pracowników i generująca zyski od lat.
                                                • bupu Re: migreny Laury i Natalii 16.07.17, 16:28
                                                  mamuka_z_boru napisała:

                                                  > Ale słuchajcie, dlaczego zakładamy, że Adam i Sarenka nie dorobili się własnego
                                                  > auta? W Febliku jakoś explicite stoi, że ciągle jeżdżą firmową furgonetką? Tzn
                                                  > . że jest to ich jedyny środek transportu?

                                                  Nigdy nie pojawił się żaden inny środek transportu, do Floplicowa też się przytoczyli firmowym furgonem. Gdyby mieli samochód osobowy, to zapewne dręczona mdłościami Laura wolałaby z niego skorzystać, zamiast tłuc się furgonetką.

                                                  > adycznie korzystać z cudzego. Feblika nie czytałam, więc powiedzcie mi, czy tam
                                                  > jest napisane, że Adam swojego samochodu nie ma i nawet w perspektywie narodzi
                                                  > n dziecka mieć nie zamierza?

                                                  W perspektywie narodzin to wiadomo tylko tyle, że pan Gruszka zwołał naradę rodzinną. Ale jednakowoż o dziecko Maszpaństwo zaczęło się starać od razu po ślubie, a samochodu nie nabyli.

                                                  > A na marginesie tak tylko się zastanawiam, czy stary Fidelis naprawdę nie miał
                                                  > zwykłego, osobowego auta? Bo że Adam jeździł furgonetką po np. nawozy to rozumi
                                                  > em, ale w samą wigilię też musiał po narzeczoną furgonetką jechać? Jakoś trudno
                                                  > mi uwierzyć, że zamożny przedsiębiorca nie ma innego środka transportu niż fir
                                                  > mowy dostawczak. To nie jest mikroprzedsiębiorca startujący z biznesem, tylko
                                                  > duża firma, zatrudniająca pracowników i generująca zyski od lat.

                                                  Szlachetne ubóstwo obowiązuje nawet odnoszącego sukcesy biznesmena z branży ogrodniczej. Osobnik godzien ręki Borejkówny nie może rozbijać się samochodem osobowym jak jakiś bogacz z Sołacza, on musi cechować się umiłowaniem łoża prostego, okrytego skórą oraz jeździć furgonetką.
                                                  • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 16.07.17, 21:54
                                                    > Nigdy nie pojawił się żaden inny środek transportu, do Floplicowa też się przytoczyli firmowym furgonem.

                                                    Ale w Febliku? Stoi gdzieś tam o furgonetce?
                                                  • bupu Re: migreny Laury i Natalii 16.07.17, 21:58
                                                    ciotka_scholastyka napisała:

                                                    > > Nigdy nie pojawił się żaden inny środek transportu, do Floplicowa też się
                                                    > przytoczyli firmowym furgonem.
                                                    >
                                                    > Ale w Febliku? Stoi gdzieś tam o furgonetce?

                                                    O piątej po południu upał osiągnął apogeum.
                                                    Laura i Adam pojechali mimo to (busik ogrodnictwa "Daglezja" miał klimatyzację).
                                                  • mamuka_z_boru Re: migreny Laury i Natalii 17.07.17, 07:48
                                                    Łomatko... i oni tak wszędzie tym busikiem? Przecież dostawczak pali więcej niż małe, miejskie auto. Więc primo - blokują firmowy samochód, secundo - niepotrzebnie wożą dwie osoby autem dostawczym, co jest nieekonomiczne (i może tym samym przyczyniać się do pogłębiania szlachetnego ubóstwa ;) )
                                                    Te katedry europejskie też zwiedzali busikiem Daglezji? A towar klientom/nawozy/inne szkółkarskie gabaryty to pan Gruszka w tym czasie taczką rozwozi?
                                                  • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 17.07.17, 12:40
                                                    mamuka_z_boru napisała:

                                                    > Łomatko... i oni tak wszędzie tym busikiem? Przecież dostawczak pali więcej niż
                                                    > małe, miejskie auto.

                                                    Zwłaszcza z odpaloną klimą! O ile w ogóle dostawczak, taki zwyczajny, ma klimę.

                                                    > Więc primo - blokują firmowy samochód, secundo - niepotrz
                                                    > ebnie wożą dwie osoby autem dostawczym, co jest nieekonomiczne (i może tym samy
                                                    > m przyczyniać się do pogłębiania szlachetnego ubóstwa ;) )

                                                    No więc tego też nie kapuję. MM tak się zafiksowała na tej furgonetce, nie przyszło jej do głowy, że Fidelisowie powinni mieć jakiś samochód osobowy! Nie że Adam z Laurą, tylko ogólnie, rodzina. Nawet jakiś stary opel by się nie nadał?

                                                  • iskrzy_54 Re: migreny Laury i Natalii 17.07.17, 15:49
                                                    No więc tego też nie kapuję. MM tak się zafiksowała na tej furgonetce, nie przyszło jej do głowy, że Fidelisowie powinni mieć jakiś samochód osobowy! Nie że Adam z Laurą, tylko ogólnie, rodzina. Nawet jakiś stary opel by się nie nadał?

                                                    Dobry redaktor by taki casus wyłapał, no ale...
                                                  • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 17.07.17, 12:33
                                                    bupu napisała:


                                                    > O piątej po południu upał osiągnął apogeum.
                                                    > Laura i Adam pojechali mimo to (busik ogrodnictwa "Daglezja" miał klimatyzację)
                                                    > .
                                                    >


                                                    O rrrany...
                                                  • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 17.07.17, 12:47
                                                    Może Naszpan rzucił posadę nauczyciela i przejął przedsiębiorstwo ojca? Akurat rozwoził róże po europejskich katedrach, to przy okazji żona, w ramach usługi dodatkowej, zapewniała oprawę muzyczną. Zresztą, o ile nam wiadomo, Laura nie jest nigdzie zatrudniona, a wykonywanie obowiązków sarny nie wymaga przestrzeni miejskiej.

                                                    Fidelisy mogą siedzieć całymi dniami w szalecie uniesień i się unosić.
                                                  • bupu Re: migreny Laury i Natalii 17.07.17, 12:52
                                                    przymrozki napisała:

                                                    > Może Naszpan rzucił posadę nauczyciela i przejął przedsiębiorstwo ojca? Akurat
                                                    > rozwoził róże po europejskich katedrach, to przy okazji żona, w ramach usługi d
                                                    > odatkowej, zapewniała oprawę muzyczną. Zresztą, o ile nam wiadomo, Laura nie je
                                                    > st nigdzie zatrudniona, a wykonywanie obowiązków sarny nie wymaga przestrzeni m
                                                    > iejskiej.
                                                    >
                                                    > Fidelisy mogą siedzieć całymi dniami w szalecie uniesień i się unosić.

                                                    Aha. A gdy Adam rozwoził po katedrach, pan Gruszka realizował zamówienia krajowe dygując zieleń na własnych plecach.
                                                  • mamuka_z_boru Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 10:01
                                                    bupu napisała:

                                                    > W perspektywie narodzin to wiadomo tylko tyle, że pan Gruszka zwołał naradę rod
                                                    > zinną. Ale jednakowoż o dziecko Maszpaństwo zaczęło się starać od razu po ślubi
                                                    > e, a samochodu nie nabyli.
                                                    >

                                                    Zaraz, zaraz, czy ja dobrze czytam? Pan Gruszka zwołał naradę rodzinną w sprawie planowanego rozpłodu Laury???? Jeżu polny, leśny i nawet nazarejski...
                                                    Ja rozumiem archetyp starego piastuna kochającego panicza jak własne dziecko, ale na Peruna, mamy XXI wiek! Dorośli, w pełni sprawni fizycznie i umysłowo, finansowo samowystarczalni ludzie o swoich sprawach intymnych (bo do takich należy przecież prokreacja) decydują sami. A tu co, pan Gruszka (którego NB wielbię jako postać i jako powiew "dawnej" MM w koszmarkach neo) wraz ze starym Fidelisem i szwagrostwem Laury będą decydować o tym, gdzie i jak Laura urodzi, jaką wyprawkę skompletować dla dziecięcia i jak zorganizowana będzie nad nim opieka?
                                                    IMHO, MM zagalopowała się trochę, tak jak w przypadku "staropolskiego" podprowadzania panny młodej do ołtarza.
                                                  • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 11:01
                                                    To akurat mnie nie dziwi. Gdy młodzi informują swoje rodziny o tym, że w drodze jest jeszcze młodsze, to to się może skończyć jakimś zebraniem osób poruszonych nowiną. Rzadko nazywa się je "naradą", częściej "spotkaniem rodzinnym". Omawia się, które z dziadków ma ile urlopu i może pomóc przy noworodku, kto się może dorzucić do zakupu wózka, a kto akurat wie, gdzie tanio kupić ładne łóżeczko. Poza tym się sobie nawzajem gratuluje, oddaje bezinteresownej radości i zaciska więzi. Bardzo pożyteczna i miła to okoliczność.

                                                    A w przypadku Laury do obgadania są także takie kwestie jak:
                                                    - kto będzie woził Laurę do lekarza na badania,
                                                    - kto będzie niósł lektykę z Laurą, jeżeli tę złapie niemoc akurat w szalecie miłości, kilometry od najbliższej drogi dojazdowej dla karetki,
                                                    - kto będzie niósł lektykę z nowo narodzoną Naszpanienką lub z nowo narodzonym Naszpaniczem, gdy ta/ten zaniemoże w szalecie miłości.
                                                  • mamuka_z_boru Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 12:46
                                                    przymrozki napisała:

                                                    > To akurat mnie nie dziwi. Gdy młodzi informują swoje rodziny o tym, że w drodze
                                                    > jest jeszcze młodsze, to to się może skończyć jakimś zebraniem osób poruszonyc
                                                    > h nowiną.

                                                    O, to ja w jakimś innym matrixie żyję... U nas się oznajmia radosną wieść rodzinie, która wyraża zachwyt i radość wielką a także gotowość pomocy. Ale o tym, czy i jakiej pomocy potrzebują przyszli rodzice, to już oni sami decydują i zgłaszają. Jakbym się dowiedziała, że moja rodzina urządza jakieś narady mające za przedmiot moją ciąże, poród i połóg, to bym potraktowała to jako zamach na mą niezawisłość i prawo do samostanowienia.
                                                    Ale skoro piszecie, że Was takie narady nie dziwią, to odszczekuję mój oburz i niedowierzanie.

                                                    > A w przypadku Laury do obgadania są także takie kwestie jak:
                                                    > - kto będzie woził Laurę do lekarza na badania,

                                                    Laura prowadzi samochód? Bo jeśli tak, to przez większą część ciąży może jeździć sama. Pod koniec rzeczywiście wskazane jest wożenie przez Adama, ale to ostatnie dwa tygodnie raptem.

                                                    > - kto będzie niósł lektykę z Laurą, jeżeli tę złapie niemoc akurat w szalecie miłości, kilometry od najbliższej drogi dojazdowej dla karetki,

                                                    Ojtam, ojtam, zadzwoni się po doktora Kowalika, a on szastu-prastu odbierze poród na jakiejś płachcie rozłożonej między tujami. Jakaś folia zawsze się na szkółce znajdzie. Przecież nie dzwoni się po karetkę, w której może być jakiś pierwszy-lepszy lekarz z pogotowia, no.

                                                    > - kto będzie niósł lektykę z nowo narodzoną Naszpanienką lub z nowo narodzonym
                                                    > Naszpaniczem, gdy ta/ten zaniemoże w szalecie miłości.

                                                    Jak to kto? Pan Gruszka wrzuci młode na taczkę i w dyrdy między choinkami. No bo ile takie młode waży? Tyle co pół donicy z tują. Zresztą, po co gdzieś wozić, jakby co zadzwoni się znów po Kowalika. Albo Idę. Komplikujecie sprawy, i tyle.

                                                  • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 13:29
                                                    Nie trzeba odszczekiwać oburzu. Wszak w zdrowej rodzinie takie negocjacje co do sposobu i zakresu pomocy uwzględniają prawo do prywatności i samostanowienia młodej rodziny. Dziadkowie, ciotki czy tam Gruszki najpierw pytają, czego potrzeba lub z wyżyn swego życiowego doświadczenia doradzają, co będzie potrzebne, a dopiero potem ustalają, kto to kupi albo kto na to weźmie wolne. Z tym łączą się problemy organizacyjne i te problemy organizacyjne rozwiązuje się właśnie na takich "naradach". Przecież nie ustala się na nich imienia dziecka czy metod wychowawczych (chyba).

                                                    Natomiast gorzej, że uświadomiłam sobie, że w "Ciotce zgryzotce" powinnam się spodziewać sceny porodu na folii do pakowania róż. Oczywiście zabawnie okraszonej łacińskimi cytatami obecnego przy całym tym wydarzeniu pradziadka Ignacego.
                                                  • mamuka_z_boru Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 13:47
                                                    przymrozki napisała:
                                                    >
                                                    > Natomiast gorzej, że uświadomiłam sobie, że w "Ciotce zgryzotce" powinnam się s
                                                    > podziewać sceny porodu na folii do pakowania róż. Oczywiście zabawnie okraszone
                                                    > j łacińskimi cytatami obecnego przy całym tym wydarzeniu pradziadka Ignacego.

                                                    Oczyma duszy mojej widzę scenę jak z Durrela - w "Moich ptakach, zwierzakach i krewnych", lub w "Mojej rodzinie i innych zwierzętach" jest opis greckiego porodu, gdzie cała zgromadzona rodzina sekunduje położnicy, a akuszerka poi ją alkoholem po każdym skurczu (akurat jak znalazł zajęcie dla Dorotki). Jak ja mogłam zapomnieć o Dorotce - po co Kowalik, Dorotka z Idą fachowo odbiorą poród, a Józwa odetnie pępowinę scyzorykiem.
                                                  • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 16:55
                                                    mamuka_z_boru napisała:

                                                    > Jak ja mogłam
                                                    > zapomnieć o Dorotce - po co Kowalik, Dorotka z Idą fachowo odbiorą poród, a Jó
                                                    > zwa odetnie pępowinę scyzorykiem.

                                                    Piłką!
                                                  • potworia Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 14:27
                                                    Bo też i rozpędzeni w swoim chciejstwie-dobrze dziadkowie gotowi są przeprowadzić taki zamach. Ale oburz nic tu nie daje, a źle robi na ciążę i cerę. Mówi się czasem "tak, poproszę", czasem (częściej) "nie dziękuję" i żyje po swojemu. Oni są z pewnej perspektywy nawet rozczulający w swoim przejęciu sytuacją.
                                                  • potworia Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 11:17
                                                    Żywioł babciostwa i dziadkostwa, poruszony nowiną o ciąży, jest nie do powstrzymania. Nie wiem i nie chcę wiedzieć ile narad i konferencji odbyli za moimi plecami dziadkowie mojej jeszcze nie narodzonej córki. Grunt to nie stracić decyzyjności i pilnować własnych granic.
                                                  • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 11:23
                                                    Tutaj jeszcze żywioł gruszkostwa, też zapewne nie do opanowania. Ale to on będzie nosił te wszystkie lektyki, więc może i dobrze, że będzie to robił dobrowolnie.
                                                • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 16.07.17, 21:56
                                                  > Adam, jak wielu młodych singli pracujących w wielkim mieście, nie czuje potrzeby posiadania samochodu, bo na co dzień szybciej i taniej poruszać się zbiorkomem.

                                                  Jeśli mieszkasz w tym mieście, to tak. Ale on mieszka tam gdzieś pod Kostrzynem.
                        • nigolla Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 01:06
                          Pomijając już własnoręczne wycinanki to proszę: allegro.pl/okiennice-drewniane-ozdobne-filunkowe-z-sercem-i6883336156.html

                          Przy 4-5 sztukach znegocjowałabym cenę do 150zł za sztukę. Poza tym pewnie Gruszka miał znajomego stolarza, który to za flaszkę ogarnął.
                  • k_linka Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 16:31
                    Prosze. Jest trabka, nie ma lewitujacego drewna

                    https://www.starplex.pl/kaes86/wymiary/d11.gif
                    • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 18:41
                      To wygląda jak zająć bez uszu, za to ze skrzydłami, a nie jak aniołek.
                      • iskrzy_54 Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 21:03
                        To wygląda jak zająć bez uszu, za to ze skrzydłami, a nie jak aniołek.

                        Jak się wie, że aniołek to widać aniołka, jak na tych psychologicznych obrazkach, których nie umiem wkleić.
                        • vi_san Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 22:33
                          Łeb wyjącego teriera? Jakby tak końcówki trąbki nie dostrzec... Na rżącego osła uszy za szerokie. Pardon, skrzydła. Kieca aniołka = szyja i kark psa, skrzydła = uszy, głowa = łeb i górna szczęka, a ręka i rękaw = żuchwa i "broda" charakterystyczna dla terierów... :D
                          • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 14.07.17, 07:49
                            Albo taki bardziej kreskówkowy czy może nawet komiksowy terier - głowa aniołka to oko, fryzura aniołka to psia powieka, ręka to psia kufa, końcówka trąby to coś, co przysiadło na nosie.
                    • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 21:44
                      Moim zdaniem, gdyby ten kształt wyciąć w drewnie (a na pewno straciłby przy wycince niektóre szczegóły np. pióra przy skrzydłach), to mniej niż jedna na pięć osób powiedziałoby, że to anioł z trąbą. Ludzkie oko jest pod tym względem bardzo uciążliwym odbiorcą - najpierw próbuje zobaczyć twarz albo coś, co podpowiada mu kontekst.
          • ciotka_scholastyka Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 19:28
            "odłóżmy na moment literacką fikcję i odbierzmy telefon od brutalnego realizmu"

            O boże, jakie piękne zdanie! *notuje, zachwycona*
          • turzyca Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 13:40
            > A-nioł-ki! Obrazek wymagający szczegółów - skrzydełek, trąbki, ręki a pewnie i powiewającej szaty. Już pomijając, jakie to czasochłonne, to zrobienie czegoś takiego metodami chałupniczymi wymusza stosowną wielkość aniołka - to musiała być dziura na pół okiennicy, skoro widać było, co przedstawia obrazek.

            Praktyczne Niemce podrzucaja taki wzor:
            https://www.taufe-texte.de/images-grafiken-vignetten/engel-taufe-Trompete-grau.jpg

            albo taki:
            https://www.naund-versand.de/item/images/12102/8000x6000/36891-14.jpg

            Ten drugi jest zreszta wzorem z dziurkacza.

            Jak sie chce, to sie da.
            • turzyca Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 13:44
              A jesli pan Adam byl jednak sprawny z laubzega, to mogl sie pokusic o ktorys z ponizszych, przy czym trzeci znowuz taki trudny nie jest, szczegolnie jakby zrezygnowac ze stopek:

              https://previews.123rf.com/images/pozitiw/pozitiw1404/pozitiw140400063/27735937-Angel-with-trumpet-Isolated-on-blue-background-Stock-Vector-angel-stencil-christmas.jpg

              https://harboarts.com/shirtdesigner/jpg_design_exports/flying-angel-artistic-outline-vector-graphic_template_1480087088750X7H.jpg

              https://harboarts.com/shirtdesigner/jpg_design_exports/artistic-angel-outline-vector-graphic_template_1476440026668O6G.jpg

              i swiatla to bedzie wpuszczac minimalnie.
              • iskrzy_54 Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 17:12
                A jesli pan Adam byl jednak sprawny z laubzega, to mogl sie pokusic o ktorys z ponizszych, przy czym trzeci znowuz taki trudny nie jest, szczegolnie jakby zrezygnowac ze stopek:

                ale te resztki po wycięciu miały wisieć jako ozdóbki...
              • marutax Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 20:14
                turzyca napisała:

                > i swiatla to bedzie wpuszczac minimalnie.

                Laura cieszy się właśnie, że będą wpuszczały światło:
                "Domek miał dach kryty zieloną dachówką z papy i duży komin z cegły, i okiennice z wyciętymi w deskach otworami w kształcie aniołów.
                - Jest tak cudownie, kiedy przez nie świeci słońce do środka! - powiedziała Laura."

                Poza tym wzór aniołków ponoć "wymyśliła i narysowała" sama Laura. I tu widzę problem, bo trudno mi uwierzyć, że wymyśliła aniołki proste i łatwe do wykonania. Z doświadczenia wiem, że osoba, która nie ma pojęcia o praktyce projektuje często wzory wręcz niewykonalne - bo nie zna materiału, techniki wykonania itd.
              • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 10.07.17, 10:39
                Akurat te są fizycznie niemożliwe do wycięcia - przestrzeń między trąbą, ręką a twarzą nie ma się na czym trzymać (ten kawałek drewna robiący za tło musiałby lewitować).

                Te dwa pierwsze (z posta o 13:40) są wykonalne, ale w praktyce mogą wyglądać gorzej. To, co identyfikuje kształt jako "aniołka" i "trąbę" to szczegóły (piórka, włosy, stopy), a je trudno dokładnie wyciąć.
                • turzyca Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 10:11
                  Popatrz jeszcze raz, ale uważniej, każdy z tych wzorów ma jakąś ciągłość, np. w okolicy szyi aniołka. Nie wyrzynałam w drewnie ale w pleksi ten wzór daje radę.
                  • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 13.07.17, 12:05
                    Ale np. ten na niebieskim tle w najcieńszym miejscu ma szerokość zapałki. Przecież to nie jest żadna ciągłość. Pozostałe dwa w ogóle nie mogłyby być wzorem do wycinanie, bo niektóre linie ograniczają przestrzeń tylko z jednej strony (zdefiniowanej szerokości nie ma np. ręka trzeciego aniołka). Żeby ocenić, jak by to wyglądało wycięte, trzeba by to przerysować. I wrócilibyśmy do punktu wyjścia.
              • kasiamat00 Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 00:25
                Az sie zaczelam zastanawiac jak te kilka lat temu bylo z dostepnoscia wycinarek laserowych. Wspolczesne modele to sobie z tymi aniolkami powinny poradzic bezproblemowo, nie wierze ze w Poznaniu wycinarki nigdzie nie ma. Ba, jak ktos koniecznie chce to robic osobiscie, to wystarczy skoczyc do Berlina*, w FabLabie nawet dwie wycinarki maja: fablab.berlin/en/3-machines

                * Berlin, bo najblizej, polskie hackerspace'y chyba sa za biedne na takie zabawki
                • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 20.07.17, 08:08
                  Ale w książce stoi jak byk, że Adaaaaam wycinał aniołki laubzegą.
      • gat45 Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 10:47
        Się podpisuję pod Zuzu. Akurat światłowstręt jest najmniej uciążliwym objawem moich migren. Najgorsze - oprócz samego bólu - są mdłości, wzmocnione omamami zapachowymi. A właściwie jednym zapachem, który zresztą występuje w charakterze zwiastuna razem z pulsującymi "migotkami" przed okiem. W literaturze spotkałam się z zapachem róż jako zapowiedzią migreny. Ale w ogóle literaccy migrenowcy są eleganccy i subtelni : słania się taki jeden z drugim (czy taka jedna z drugą) na rekamierze i woń róż go/ją otacza... Ja jestem migrenowcem prozaicznym, rzygającym i mającym w nosie pobudzający wciąż na nowo mdłości zapach waty cukrowej. Fuuuuuuj
        • przymrozki Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 10:55
          Wata cukrowa nie jest dziwniejsza niż moje osobiste doświadczenie jakiegoś oleisto-orzechowego zapachu. Też nie polecam.
          • gat45 Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 11:07
            Ja nie mówię, że ona jest w jakiś sposób szczególna czy dziwna. Po prostu nienawidzę tego zapachu, bo kojarzy mi się z MOJĄ migreną :( Niedawno przechodziłam koło jakiegoś jarmarku i nagle zalała mnie adrenalina - szybko, szybko, wracać do domu, idzie migrena... Na szczęście okazało się, że tym razem wata cukrowa była jak najbardziej rzeczywista - i w takiej postaci wcale mi nie przeszkadza.
    • mariamm87 Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 10:33
      Migreny mnie naspadają dosyć regularnie i owszem świecenie czy to słońca czy światła sztucznego prosto w oczy jest koszmarem ale już zasunięcie jasnych rolet czy wyłączenie górnego światła na rzecz małej lampki z abażurem wystarcza by poczuć ulgę.
    • nigolla Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 13:14
      A ja się nie zgodzę z pkt nr 1. Mam potworne bóle głowy wywoływane upałem i słońcem. W Polsce. We Włoszech, Hiszpanii, na Kanarach itd ich nie miewałam.
      • potworia Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 15:48
        Ja, jako silne i zdrowe prosię, migren raczej nie miewam, ale w śródziemnomorskim klimacie znakomicie funkcjonuję przy czterdziestu stopniach plus, natomiast w Polsce wymiękam przy trzydziestu. Co nie zmienia faktu, że Natalia na Cyprze to dużo gorszy koncept niż jej imienniczka w Brooklynie. Było na ten temat pierdyliard wyczerpujących wątków, w tym tak błyskotliwe interpretacje, jak ta z kliniką psychiatryczną, w której rodzina przez rok przechowała słabującą nerwowo panienkę.
        • iskrzy_54 Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 19:22
          Ja, jako silne i zdrowe prosię, migren raczej nie miewam, ale w śródziemnomorskim klimacie znakomicie funkcjonuję przy czterdziestu stopniach plus, natomiast w Polsce wymiękam przy trzydziestu. Co nie zmienia faktu, że Natalia na Cyprze to dużo gorszy koncept niż jej imienniczka w Brooklynie. Było na ten temat pierdyliard wyczerpujących wątków, w tym tak błyskotliwe interpretacje, jak ta z kliniką psychiatryczną, w której rodzina przez rok przechowała słabującą nerwowo panienkę.

          Ja migren nie miewam tylko mi oczy same wychodzą czasami z czaszki, zwłaszcza na zmianę pogody, ale jako osoba o delikatnej, jasnej karnacji zawsze się zastanawiałam nad tym Cyprem Natalii (i jej nagle obudzonymi zdolnościami organizacyjnymi - nie jestem pewna, czy to tak działa), ale moja przyjaciółka, której migren byłam świadkiem (i nie chciałabym powtórzyć tego doświadczenia) twierdzi, że dużo zależy od diety (ona nie jadła żadnych orzechów, tudzież nie piła kawy) i otoczenia (w Polsce i w Anglii migreny doprowadzały ją do prawie kompletnego odwodnienia, w USA nie tak zupełnie, a w Szwajcarii ich w ogóle nie miewała)
          • bupu Re: migreny Laury i Natalii 07.07.17, 21:49
            iskrzy_54 napisała:

            > Ja migren nie miewam tylko mi oczy same wychodzą czasami z czaszki, zwłaszcza n
            > a zmianę pogody, ale jako osoba o delikatnej, jasnej karnacji zawsze się zastan
            > awiałam nad tym Cyprem Natalii (i jej nagle obudzonymi zdolnościami organizacy
            > jnymi - nie jestem pewna, czy to tak działa), ale moja przyjaciółka, której mig
            > ren byłam świadkiem (i nie chciałabym powtórzyć tego doświadczenia) twierdzi, ż
            > e dużo zależy od diety (ona nie jadła żadnych orzechów, tudzież nie piła kawy)
            > i otoczenia (w Polsce i w Anglii migreny doprowadzały ją do prawie kompletnego
            > odwodnienia, w USA nie tak zupełnie, a w Szwajcarii ich w ogóle nie miewała)

            Szczerze mówiąc to z migreną jest jak z d...- każdy ma własną. Każdy ma osobisty zestaw zwiastunów i objawów. Jak tu dziewczyny pisały, jednej pachniało na atak watą cukrową, drugiej czymś innym, a mnie nie pachnie niczym, za to pierwszym objawem jest nadwrażliwość na światło (a zaraz potem na wszystko inne, dźwięki, dotyk, zapachy, nic ino się wystrzelić w kosmos).

            Każdy migrenowiec ma także prywatny zestaw triggerów, czyli rzeczy, które mogą atak wywołać. Mnie na przykład kawa podczas migreny ratuje, ale już na przykład niektóre czekoladki, czy jarzębiak mogą sprokurować taki atak, że ratunku.

            Przypuszczam, że z kwestiami geograficznymi też tak jest, znaczy się jeden migrenowiec w takiej na przykład Anglii będzie rześki jak skowronek i wolny od ataków, a drugi, w tej samej Anglii, będzie leżał z łbem pod kocem i tyrpany dreszczami, błagając resztką sił o dobicie (albo i nie błagając, gadanie czasami pogarsza sytuację).
            • sowca Re: migreny Laury i Natalii 08.07.17, 10:44
              A ja mam straszne, koszmarne migreny niezależnie od szerokości geograficznej. We Włoszech takie same jak w Polsce...
Pełna wersja