Dodaj do ulubionych

nie rozumiem, dlaczego...

14.07.17, 14:24
Jest wątek "nie wierzę", przyszła pora na nie rozumiem.
Otóż ja nie rozumiem, dlaczego:
- Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to lata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.
- Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dżentelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba nie aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila nie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swojego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?
- Czy Nowakowscy w końcu mieszkają pod czy nad Żakami, bo sprawa jest mocno niejasna.
- Jakim cudem pół Poznania dało się nabrać na przebranie Kłamczuchy i jakim cudem nikt z domowników nie zauważył jej nigdy wymykającej się w kreacji Franciszki.
- Co jedli wegetarianie w Piastowskiej, kiedy nie udała im się podróż na koncert? Z moich obserwacji do dzisiaj ciężko o wegetariańskie potrawy w tego typu przybytkach, chyba że zjemy naleśniki na słodko. Weganie mają wszędzie przerąbane.
- Laura straciła gust przed ślubem i nie przyszło jej do głowy, że taki welon do kiecki powinien jednak pasować i że sprawdzić by to należało trochę wcześniej niż dzień przed (inna rzecz, że ja godzinę przed swoim ślubem zmieniałam marynarkę, bo ta którą sobie wymyśliłam nagle zaczęła źle wyglądać do tiulowej czerwonej kiecki, a dzień wcześniej jeszcze wszystko było w porządku)
- Ignac zabił gwoździami Laurę i nikt mu nie powiedział, że jest to ewidentnie jakiś przejaw demencji albo jakiegoś zatoru i że pomijając wszystko inne, nie ogranicza się wolności osobistej dorosłej osoby, gdyż jest to najzwyczajniej w świecie karalne.
- Z fajnego Ignasia wyrosła taka mameja i donosiciel
i pewnie jeszcze coś mi przyjdzie do głowy.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 18:17
      zuzudanslemetro napisała:

      > - Laura straciła gust przed ślubem i nie przyszło jej do głowy, że taki welon d
      > o kiecki powinien jednak pasować i że sprawdzić by to należało trochę wcześniej
      > niż dzień przed

      I że PLASTIKOWY!!! wianuszek nie będzie pasował do wypaśnej biedermeierowskiej kreacji. No chyba, że ogłuszona miełością Sarenka celowała jednak w styl bidetmajer.

      Natomiast ja nie rozumiem, dlaczego panna młoda załatwiała wszystkie sprawunki na piechotę i w szalejącej śnieżycy, chociaż na podorędziu były trzy samochody. No nie pojmuję za Bora Ojca i Matkę Ziemię.
      • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 23:27
        Dobrze chociaż, że tortu nie musiała odbierać osobiście i targać w tę śnieżycę. Nie wiem, czemu, ale zważ, że lata wcześniej w szalejącą śnieżycę nie można było uruchomić samochodu, żeby pojechać na zakupy tylko trzeba było wysłać na piechotę Grzegorza z Laurką. Może ta tradycja się przyjęła w domu Borejków?...
        • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 08:57
          Tak. Grzegorz Mam-w-nosie-córkę-nawet-w-wigilię uważał, że jego samochód ma wrażliwe usposobienie i cierpi na mrozie. Dlatego tenże Grzegorz wyszedł w śnieżycę na zakupy z Laurą nawet nie rzucając okiem na to, w jakich butach ona wychodzi z domu.

          I tutaj gładko przechodzimy do mojego osobistego "nie rozumiem, dlaczego", które nurtuje mnie od dawna. Jak to jest, że Eugeniusz Jedwabiński i Pyziak Samo Zło mają swoje sceny przeczołgania na dworcach kolejowych, a Grzegorz, chłop z tym samym co oni problemem, jest pozytywną postacią i MM nie ciągnie go w celach autorefleksji nawet na dworzec PKS.
                • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 10:48
                  Metody widziany był ostatnio w "Dziecku piątku", a konkretnie był niewidziany, ale jego brak był usprawiedliwiony - pojechał z Elką na wycieczkę do Wiednia. Gabrielę to martwiło, bo miała plan uszczęśliwić pasierbicę zaszczytem sprawowania osobistej opieki nad Pyzą i Tygrysem (w tym samym monologu ta sama Gabriela zdecydowanie odrzuca pomysł powierzenia córek Grzegorzowi, bo, jak zauważyła, jej dzieci z jej mężem nie za bardzo się lubią. Utrzymanie tego stanu poprzez stałe izolowanie ojczyma od pasierbic, z sobie tylko znanych powodów, Gaba uznała za wskazane).

                  Też w "Dziecku piątku" o istnieniu ojca jeszcze pamięta Grzegorz - dochodzi do wniosku, że musi go odwiedzić. Kiedyś. Być może. Bo ojciec kiedyś umrze, tak jak pan Broneczek, który też kiedyś umrze (tak streszczając smutne wywody Grzesiuli).

                  Metody najprawdopodobniej w tym Wiedniu rzeczywiście umarł nie doczekawszy wizyty syna, bo w chwili urodzenia Miągwy tenże Miągwa ma, o ile nam wiadomo, tylko jednego dziadka. W którejś z ostatnich książek Grzegorz coś tam snuje o tym, że jego ojciec nie żyje. Ale żeby to była jakaś szczególna szkoda albo żeby ojciec był gdzieś konkretnie pochowany, to nie. Grzegorz zakopał Metodego pod płotem i wrócił do swojej prawdziwej rodziny, czyli teścia i żony (w tej kolejności). Cyryl zaś rozpłynął się pokazowo w mroku dziejów, widocznie miejsca dla niego nie starczyło nawet pod płotem.
                  • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 11:24
                    Jeśli Metody umierał w tym Wiedniu to albo Elka pochowała go pod płotem (zapewne ambasady, jak się dowiedziała, ile to pieniędzy i wysiłku kosztuje sprowadzenie zwłok z kraju do kraju) albo zaczęła się sprzedawać, żeby jednak Metodego do Polski ściągnąć a świetlany Grzegorz palcem nie tknął bo wiadomo - ma kiepski kontakt z dziewczynkami. Najwyraźniej wszystkimi. Cyryl może jednak wyjechał do Terpentuli i wylał się na to całe towarzystwo?
                    • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 12:31
                      Jeszcze w McD obaj starsi Strybowie zyja, a przynajmniej tak sie twierdzi. Malo, maja na tyle wigoru, ze na swieta wyjechali, do Terpentuli wlasnie. Panowie od seniorow borejczych starsi mniej wiecej o dyche, a to w przedziale wiekowym 70-80 niejaka roznice juz robi. Zaprawde chec ucieczki od Wigilii z Borejkami i slubu Laury musiala byc w nich przeogromna.
                      W F dowiadujemy sie, ze umarl Metody - jak dawno, nie wiadomo. Co sie dzieje ze starszym od Metodego Cyryjkiem tez nie wiadomo, nikt sobie tym glowy nie zaprzata.
      • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 19:24
        ciotka_scholastyka napisała:

        > > Z fajnego Ignasia wyrosła taka mameja i donosiciel
        >
        > Dla mnie tam Ignaś nigdy nie był fajny, od niemowlaka kreowany na geniusza, co
        > to Plauta lekceważy, rysuje idealne okręgi, śpiewa Gaudeamus i nie ma potrzeby
        > posiadania zabawek.

        I chodzi w szlafroczku z wyłogami, Jezusie, Maryjo i Józeczku święty...
      • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 19:25
        Nawet pod siebie robił ironicznie, "dystansując się od tej czynności". Taka felix kupa. Miał też jakieś cztery lata, gdy podglądał, co Laura robiła na komputerze i zupełnie bezinteresownie doniósł o tym matce. To zawsze był śliski, zarozumiały lizusek. Jedyne, co się zmieniło, to stosunek Małgorzaty Musierowicz do Ignasia. Dopiero gdzieś w okolicach "Języka Trolli" zachowanie Miągwy przestało rozbiegać się z odautorskimi deklaracjami na jego temat, wcześniej jego irytujące zachowania były przedstawiane jako rozkoszne.

        Natomiast mi żal Łusi. Wydawała się dzieckiem z wyobraźnią i dobrym charakterem. Szkoda, że przerodziła się w nadętą starą maleńką z pierwszymi objawami chamstwa.
    • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 19:48
      Czemu Laura straciła gust przed ślubem? Zadaję sobie to samo pytanie. Kiczowaty wianek, bardzo strojny welon i suknia na granicy autoparodii. Na dodatek Laura po ślubie nie miała wesela, tylko obiad dla najbliższej rodziny. Gdzie ona chciała obnosić te krynoliny? Przecież taka stylówa poza konwencją balową wygląda groteskowo.

      Przemiana Ignaca w króla Leara byłaby zaś do zniesienia, gdyby reakcja rodziny była adekwatna. A nie była. Zresztą, Laura Laurą. To była dorosła kobieta z silnym, już ukształtowanym charakterem. Ale to, że mężczyźnie z zaburzeniami praktycznie oddano monopol na wychowanie małego Ignasia, to już jest szczyt braku rodzicielskiego wyczucia.

      Co do wegetarianizmu. W większości regionów pierogi ruskie są daniem wegetariańskim (tylko trzeba zaznaczyć, że się prosi bez skwarek - nie jestem wegetarianką, co prawda, ale ruskie zdecydowanie wolę w wersji bezmięsnej, więc mam to opracowane logistycznie). Niestety, na przykład w części Mazowsza skwarki wrzucane są to farszu. Nie wiem, jak w Wielkopolsce. Weganie w restauracji typu Piastowska zdecydowanie nie maja czego szukać. A już zwłaszcza zimą.
    • marutax Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 20:06
      zuzudanslemetro napisała:

      > Jest wątek "nie wierzę", przyszła pora na nie rozumiem.
      > Otóż ja nie rozumiem, dlaczego:
      > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to l
      > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się
      > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.

      Nie musiała, ale widocznie chciała i tyle. Nigdzie nie jest powiedziane, że zrobiła to by wystartować w konkursie. Ostrzyżoną Milę widzimy oczami zbulwersowanego tradycjonalisty Ignacego, nie znamy jej motywów. Wiemy za to, że: "Wyglądała ładnie, pociągająco i nowocześnie." Może nie cierpiała swojego warkocza, a może miała chwilę buntu? Albo na jakiejś imprezie studenckiej zrobili numer a la ESD? Albo uznała, że w krótkiej fryzurze będzie łatwiej występować w teatrzyku studenckim?

      > - Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dż
      > entelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba ni
      > e aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila n
      > ie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swoj
      > ego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?

      Akurat sytuacja Gizeli jest prawdopodobna i dobrze umotywowana. Najpierw skrajna nędza i fatalne doświadczenia z ojcem, który pił i kradł. Potem wojna i przygarnięcie Mili, co natychmiast zmieniło jej status - panna z dzieckiem, co z tego, że cudzym? Gizela musiała stać się całkowicie niezależna, samowystarczalna. Mężczyzn po prostu odstraszała swoją surowością i siłą. Znamienne, że jedyny "zainteresowany" przed Kaziem to facet spotkany nad morzem, gdy Gizela jest bardziej zrelaksowana niż na co dzień. A i on ucieka, gdy myśli, że Mila to córka Gizeli.
      Kiedy Mila odmawia zamieszkania na Roosvelta Gizela nie martwi się o jej cnotę, ale o brak rozsądku i niedojrzałość: "Mila z pewnością nie powinna mieszkać sama, bo jest postrzelona, naiwna, wszystkim wierzy, wszystkim ufa, a na ludziach się nie zna, chociaż Gizela od dziecka kładła jej do głowy pewne zasady." Po prostu kobieta obawia się, że gdy zostawi Milę samą, ta wpadnie w tarapaty - uczuciowe, finansowe, zdrowotne... A Gizela czuje się za nią przesadnie odpowiedzialna i ma poczucie, że wybierając Kazia porzuciłaby osobę, która najbardziej jej potrzebuje.
    • jakgdyby.nigdynic Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 20:17
      zuzudanslemetro napisała:

      > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to l
      > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się
      > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.

      Koński ogon to raczej lata 60. Gwiazdy lat 50. miewały raczej krótkie fryzury (do linii żuchwy maksymalnie): Marylin Monroe, Sophia Loren, Elizabeth Taylor, Ava Gardner, Audrey Hepburn (w wersji pixie), nawet sama ikoniczna Grace Kelly najchętniej nosiła włosy niesięgające nawet do ramion. Poza tym około 50% dziewczyn i kobiet reaguje polepszeniem samopoczucia i samooceny po zmianie fryzury. Niestety, drugie 50% ma dokładnie odwrotnie. Pewnie Mila należała do pierwszej grupy.
      Tu materiał ikonograficzny:

      https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/58/1c/59/581c59f29eaeaf1616ba93986b3836c6.jpg

      https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/5e/70/29/5e7029170982dd8a17adcd7f07b152a2.jpg

      https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/36/62/13/3662131ef5318f70d35c1223a42e891b.jpg

      > - Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dż
      > entelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba ni
      > e aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila n
      > ie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swoj
      > ego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?

      Gizela przez wiele lat była sama. Czasem trudno tak po prostu zmienić swoje życie po 20 latach, było nie było, samotnego macierzyństwa. Gizela była poza tym osobą (nad)odpowiedzialną i bardzo przywiązaną do pewnych form. W latach 50. samotne mieszkanie młodej dziewczyny mogło być jednak inaczej postrzegane niż dziś.

      > - Co jedli wegetarianie w Piastowskiej, kiedy nie udała im się podróż na koncer
      > t? Z moich obserwacji do dzisiaj ciężko o wegetariańskie potrawy w tego typu pr
      > zybytkach, chyba że zjemy naleśniki na słodko. Weganie mają wszędzie przerąbane

      Surówkę i frytki. Been there, done that.
      • pi.asia Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 21:06
        Ja nie rozumiem dlaczego Dorotka nieprzytomnej Idzie lała do gardła gorzałkę. Dorotka, interesująca się wszak medycyną, nieprawdaż. Czyżby chciała dowiedzieć się, dlaczego jest to zabronione? Miała szczęście, że się nie dowiedziała.
        • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 22:17
          pi.asia napisała:

          > Ja nie rozumiem dlaczego Dorotka nieprzytomnej Idzie lała do gardła gorzałkę. D
          > orotka, interesująca się wszak medycyną, nieprawdaż. Czyżby chciała dowiedzieć
          > się, dlaczego jest to zabronione? Miała szczęście, że się nie dowiedziała.

          Bo najwyraźniej w domu jedyną literaturą fachową z zakresu medycyny była "Mała encyklopedia zdrowia" z czasów młodości Wikty i jej siostry.
      • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 22:16
        Ja sprawdziłam sobie najpierw trendy :) I wcale nie przeczę, że te krótkie fryzury nie były modne, ale ten koński ogon to jednak 50te, chociażby bikiniarka w "Kapeluszu Pana Anatola" albo Ewa w "Ewa chce spać"... :)
        Mnie nie dziwi, że Gizela po latach nie układała sobie szybciutko życia, mnie dziwi, że nie próbowała tego zrobić wcześniej, zanim Mila stała się duża.
      • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 22:25
        jakgdyby.nigdynic napisała:

        > zuzudanslemetro napisała:
        >
        > > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końc
        > u to l
        > > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrob
        > ić się
        > > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.
        >
        > Koński ogon to raczej lata 60. Gwiazdy lat 50. miewały raczej krótkie fryzury (
        > do linii żuchwy maksymalnie): Marylin Monroe, Sophia Loren, Elizabeth Taylor, A
        > va Gardner, Audrey Hepburn (w wersji pixie), nawet sama ikoniczna Grace Kelly n
        > ajchętniej nosiła włosy niesięgające nawet do ramion.

        Ahaś.

        Ava Gardner w filmie "Bhovani Junction", rok 1956.

        https://68.media.tumblr.com/0e70e394172ef09193e029ec31857171/tumblr_n15loaSp8f1qc77b7o1_500.jpg

        Jane Russell, film "His kind of woman", rok 1951.

        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7b/Robert_Mitchum_Jane_Russell_His_Kind_of_Woman_1951.jpg

        Lucyna Winnicka, rok 1959:

        https://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/zdjecia/2015_07/66537/it_t_92104.jpg

        Barbara Kwiatkowska-Lass w "Ewa chce spać", rok 1957 (i modny naówczas koński ogon).

        https://oldfashionedgirl.pl/wp-content/uploads/2014/09/tumblr_mgjzjlVrRN1rsse9lo1_500.jpg

        Barbara Modelska w "Kapeluszu pana Anatola", rok 1957. Koński ogon widać?

        https://www.repozytorium.fn.org.pl/sites/default/files/video/PL7436f67c-b85c-4376-a76b-51d42bc06be1_trailer/kapelusz_pana_anatola_zw_00_00_56_00.jpg

        Nie, Mila nie musiała ścinać włosów, żeby zostać miss. Apppsolutnie nie.
        • zla.m Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 23:01
          No nie musiała. Ale całe życie nosiła długie i w warkoczu, to nic dziwnego, że chciała. I nie zależało jej na końskim ogonie, bo różnica nie jest wielka. I nie wygrała, bo ścięła włosy, tylko: ścięła włosy, spodobała się sobie, uwierzyła w siebie - i wygrała.
        • jakgdyby.nigdynic Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 14:58
          bupu napisała:

          > Ahaś.
          >
          > Ava Gardner w filmie "Bhovani Junction", rok 1956.
          >
          >
          > Jane Russell, film "His kind of woman", rok 1951.
          >

          > Lucyna Winnicka, rok 1959:

          >
          > Barbara Kwiatkowska-Lass w "Ewa chce spać", rok 1957 (i modny naówczas koński o
          > gon).

          > Barbara Modelska w "Kapeluszu pana Anatola", rok 1957. Koński ogon widać?
          >

          > Nie, Mila nie musiała ścinać włosów, żeby zostać miss. Apppsolutnie nie.
          >

          Nie napisałam, że żadna kobieta nie nosiła krótkich włosów, tylko, że akurat wtedy krótkie były uznawane za modne i chętniej noszone niż obecnie. Italian cut, pixie, bouffant, wystylizowane boby czy wreszcie szalony poodle - to wszystko typowe fryzury lat 50. Tutaj zwięzły opis modnych fryzur z lat 50. hair-and-makeup-artist.com/womens-1950s-hairstyles/

          Oczywiście Mila mogła wystartować z warkoczem (ba, mogła wystartować nawet w kitelku rolnej robotnicy), ale chyba chodziło o pokazanie jej przemiany. Mila tłumaczy Idzie, że była szarą myszą z kompleksami, ale postanowiła to przezwyciężyć i - tak sobie gdybam - poza zmianą zachowania zaplanowała również zmianę wizerunku. Nic w tym dziwnego, wiele kobiet tak robi ze świetnym skutkiem zresztą.
          • panterarei Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 21:17

            > Oczywiście Mila mogła wystartować z warkoczem (ba, mogła wystartować nawet w ki
            > telku rolnej robotnicy), ale chyba chodziło o pokazanie jej przemiany. Mila tłu
            > maczy Idzie, że była szarą myszą z kompleksami, ale postanowiła to przezwycięży
            > ć i - tak sobie gdybam - poza zmianą zachowania zaplanowała również zmianę wize
            > runku. Nic w tym dziwnego, wiele kobiet tak robi ze świetnym skutkiem zresztą.

            ech.. i wieku 40-paru lat jest przedstawiana, jako szara, stara, zaniedbana kobieta i tak juz zostaje na lat kolejnych 30 :(
    • potworia Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.07.17, 21:52
      Ja w kwestii wegetarianizmu, bo - nadmienię z weterańską dumą - wegetarianką zostałam jeszcze w mrokach lat dziewięćdziesiątych. Jeśli dobrze rozpoznaję specyfikę Piastowskiej, to do zjedzenia były tam tam na ogół: frytki plus tarta marchew, ewentualnie pierogi z kapustą i z grzybami (krzyczeć głośno, że bez omasty), marchewka z groszkiem, tak zwany bukiet jarzyn (mrożonka z mikrofali, czysta zgroza), ziemniaki w kilku opcjach, jak się miało szczęście to gryczana, a jak się akurat nie było w fazie wegańskiej to jajko sadzone. Generalnie w menu trzeba się było ograniczać do sekcji dodatki.
    • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 00:08
      I tak sobie myślę o samotności Gizeli - to akurat ten wątek nie dziwi mnie wcale. Nawet dzisiaj niezbyt ładna, szorstka w obejściu, niezamożna trzydziestoletnia panna z dzieckiem nie byłaby perłą na rynku matrymonialnym. Zwłaszcza gdyby nic w kierunku poznania odpowiedniego kawalera nie robiła, tak jak Gizela. W pracy znała szwaczki, po pracy wracała do domu, do Mili i sąsiadek. Ot, całe jej życie towarzyskie. A przecież sytuacja Gizeli żyjącej w dzisiejszych czasach byłaby, pod względem szans na udane życie uczuciowe, znacznie lepsza niż szanse Gizeli Kalemby, żyjącej tak, jak ją opisała Małgorzata Musierowicz.

      Z wojny szeregi panów w wieku poborowym wróciły do domów znacząco przerzedzone. Wolnych mężczyzn było mniej niż wolnych kobiet. Kiedy zaś Gizela w huku wojennej i powojennej zawieruchy wchodziła powoli w wiek wówczas staropanieński, na rynku pojawiło się kilkanaście roczników młodszych panienek przebierających do zamążpójścia nóżkami zgrabniejszymi niż gizeline. No bo nie oszukujmy się. Gizela, jak na pierwsze małżeństwo, była w latach '50 nietypowo dojrzała. Moja osobista Prababcia, rówieśnica Gizeli, wyszła za mąż w wieku lat 18. Jej córka, a moja Babcia, jeszcze z lat '60 pamięta, że w ostatnich klasach szkół niekończących się maturą likwidowano przynajmniej jeden oddział - taka była skala zamążpójść wśród uczennic (mężatki zaś nie chodziły do szkół dla młodzieży, jeżeli w ogóle kończyły szkoły, to dla dorosłych). Taki był wtedy standard.
      • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 10:06
        No nie jestem przekonana. Gizela wcale nie musiała być niezbyt ładna. Wysoka, dobrze zbudowana i smagła. Mogła wyglądać jak Kaśka Kariatyda i być pięknością prima sort, o tyle ciekawszą, że większą niż pozostałe panny. MM pisze, że Gizela nad morzem wyglądała jak Hinduska. Ja sobie ją wyobrażam w takim ładnym standardzie góralskim - mocna budowa, ciemne gęste włosy, regularne rysy. To, co mogło odstraszać to jej zasadniczość.
        Co do standardów wychodzenia za mąż - to chyba zależy jeszcze od warstw społecznych. W mojej rodzinie od czasów przedwojennych panienki wychodziły za mąż dopiero po ukończeniu 25 roku życia i niespecjalnie się spieszyły do zakładania własnej rodziny, ale z drugiej strony pamiętam jak moja koleżanka na studiach - ku mojemu rozbawieniu - opowiadała, dlaczego jej matka wyszła za mąż za drania ("wiesz, mama miała 26 lat, była już starą panną") a zupełnie nie była przedwojenną panienką (ta mama), bo działo się to na przełomie lat 70tych i 80tych, czyli czasy - że tak to ujmę - post hipisowskie i sądzę, że nie trzeba się było aż tak przejmować metryką a bardziej osobistymi upodobaniami.
        Co do Gizeli, nie tyle dziwi mnie układanie sobie życia dopiero w wieku mocno dojrzałym, ile, że wcześniej nie czyniła żadnych starań do poprawienia losu sobie i Mili poprzez męską opiekę, ale może faktycznie suma złych doświadczeń z rodzinnego domu i przerzedzony wojną kwiat męski, spowodowała tę samotność.
        • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 11:22
          Wiek zamążpójścia na pewno zależał od warstwy społecznej, ale Gizela była niewykwalifikowaną pracownicą fizyczną. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby miała jakieś realne plany dokształcania się, chociażby w zawodzie, nie mówiąc o ambicjach uniwersyteckich. Panny w jej sytuacji wychodziły za mąż chociażby ze względów praktycznych - dwie pensje to więcej niż jedna.

          A co do urody Gizeli - na pewno nie była piękna urodą uznawaną wówczas za klasyczną i najbardziej pożądaną. To nie znaczy, że nie miała szansy na miłość, ale może tłumaczyć, czemu po Poznaniu nie latały za nią tłumy adoratorów. To, w połączeniu z charakterem i brakiem zainteresowania życiem towarzyskim, ograniczało jej szanse na "zrobienie partii".
          • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 14:18
            No masz rację, aczkolwiek nie wiem, jakim cudem kobieta z krwi i kości jest bardziej zainteresowana pozytywistyczną pracą u podstaw niż poukładaniem sobie życia. No i postawiła wszystko na jedną kartę - Milę, i proszę! Wylądowała jak wylądowała.
            • verdana Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 15:21
              Dlaczego nie rozumiesz? Gizela a. miała adoptowane dziecko. Dla wielu kobiet zapewnienie takiemu dziecku dobrego życia jest absolutnym priorytetem. Chcą być dobrymi matkami, mają wobec siebie wyższe wymagania, niż matki biologiczne. b. Aby ułożyć sobie życie Gizela musiałaby znaleźć faceta, który byłby przyzwoity, uczciwy i dobry dla dziecka. Moja babcia, która straciła męża bardzo wcześnie, miała faceta, za którego nie zdecydowała się wyjść za mąż, bo pił. Nie by agresywny, był jednym z najbardziej znanych przed wojną adwokatów, ale uznała, ze nie moze tego zrobić swojemu synowi. c. Po wojnie mężczyzn było za mało. Mogli wybierać. Gizela z dzieckiem, bez wykształcenia, nie była dobrą partią. Ps. Moja babcia, rówieśnica Gizeli wyszła za maż mając lat 18, ale pierwsze dziecko miała w wieku lat 30-tu, co dziwiło pokolenie mojej mamy, ale nie rówieśników babci.
          • guineapigs Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 19:19
            Tak się wetnę między wódkę a zakąskę (ulubione powiedzonko mojego łojca - co się wcinasz między wódkę a zakąskę?, borrrskie): Gizela może nie była wykształcona, ale była cholernie inteligentna i niezależna w swych poglądach. To była taka.... sól w soli. Tak niedokładnie i tylko mniej więcej przypowiem za którąś ewangelią: bądźcie jak sól, bo jak sól straci swój smak, to kto i czym ją posoli? I Gizela taka, w moim odczuciu, była. Nie szukała miłości na siłę, tylko po to by 'złapać portki'.
            Czy była ładna/piękna/brzydka - nie wiem, ale z pewnością była tak samo pociągająca jak odpychająca. Pociągającą swą dumą, inteligencją wrodzoną i zadbaniem a la dama, jak i odpychającą tymi samymi cechami. Bo popatrzcie: czego taki byle chłop spodziewał się po prostej szwaczce z dzieciakiem i to podstarzałej? Że przyjmie go, takiego bylechłopa aby portki nosił, z otwartymi ramionami, obiadem, piwem i biletem na mecz. A tu - zonk. Bo Gizela nie z takich. Więc i jej sie pewno te okoliczne bylechłopy bały i pewno gadały, że 'pindy nie ma' (jak w Konopielce).
            A tu, nagle, po latach posuchy i nieczekania, pojawia się Pan Trak - praktyczny, inteligentny, rozsądny, dobry. I iskrzy. I juz Gizela nie ma wątpliwości, że warto w to iść. Czy to rozsądek, czy miłość - nie mi to oceniać, ważne, że stworzyli dobry związek.
            Gizela, mimo braków w wykształceniu, gdyby miała możliwość to z pewnością by je nadrobiła i z sukcesem ukończyłaby np. ekonomię - bo co jak co ale liczyć i patrzeć na rynek to umiała. To samo z historią - jestem pewna, że Gizela byłaby wzorcowym studentem historii, pytającym o wszystko i analizującym po nocach wszelkie umowy, traktaty, sojusze.
            Gizela nie była w tym czasie i miejscu gdzie żyła atrakcyjną partią - bo była niezależna od 'mania chłopa' i miała swoje poglądy.
            A czy wyobrażacie sobie, moi mili, że mam koleżankę, która teraz, w pierwszym dwudziestoleciu wieku dwudziestego pierwszego uważa, że jak kobiety nikt nie - pardon sorry - 'rucha', to ta kobieta jest jakoś 'gorsza'? Nie wyobrażacie sobie i myslicie, że konfabuluję - ale naprawdę znam taką osobę -KOBIETĘ - która tak uważa.
            No Gizela to jej by chyba parasolką po łbie pogrzmociła kilka razy.
            • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 21:31
              O, podoba mi się taka interpretacja Gizeli, natomiast zupełnie nie podoba mi się interpretacja koleżanki i sama poczekałabym aż Gizela wygrzmoci koleżankę po głowie parasolką, po czym pożyczyłabym tę parasolkę i też natłukła. Zawsze mnie dziwią kobiety, które są nastawione antyfeministycznie i uważające, że o wartości kobiety świadczy facet oraz dziecko.
            • ciotka_scholastyka Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:04
              > Więc i jej sie pewno te okoliczne bylechłopy bały i pewno gadały, że 'pindy nie ma' (jak w Konopielce).

              Z ciekawości - co wy z tą Konopielką? Przaśne, tępe, żenujące jak "kultowy" Bareja. A tu widzę, ludzie się wręcz do tego modlą.
              • potworia Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:37
                Brutalne, błyskotliwe, przewrotne. Bliższe rzeczywistości niż wypoetyzowane, magiczne wsie u Myśliwskiego, a przecież garściami czerpiące z różnych tradycji narracyjnych, od podań ludowych do epopei. Literacko bezbłędne, perfekcyjnie pomyślane i zrealizowane. Redliński jedną ręką mitologizuje tradycyjną społeczność , a drugą dekonstruuje ten mit. I nie traci humoru, co prawda bardzo cierpkiego, bo opisuje jednak dość bezwzględny świat. Uwielbiam.
                • neandertalka Re: nie rozumiem, dlaczego... 28.07.18, 18:43
                  potworia napisał(a):

                  > Brutalne, błyskotliwe, przewrotne. Bliższe rzeczywistości niż wypoetyzowane, ma
                  > giczne wsie u Myśliwskiego, a przecież garściami czerpiące z różnych tradycji n
                  > arracyjnych, od podań ludowych do epopei. Literacko bezbłędne, perfekcyjnie pom
                  > yślane i zrealizowane. Redliński jedną ręką mitologizuje tradycyjną społeczność
                  > , a drugą dekonstruuje ten mit. I nie traci humoru, co prawda bardzo cierpkieg
                  > o, bo opisuje jednak dość bezwzględny świat. Uwielbiam.

                  Potworio, dzięki za tę celną minirecenzję. Też "Konopielkę" uwielbiam - oprócz tego, co wymieniłaś, również za słuch językowy (ten szum, który o świcie idzie przez wieś, bo wszystkie chłopy wyszły przed chałupę i "szczo w koprzywy"!) Ale nie posunęłabym się do przeciwstawiania Redlińskiego Myśliwskiemu. Ten drugi też jest genialny - na swój, zupełnie inny, sposób.
              • lord_vmordevol Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 07:53
                ciotka_scholastyka napisała:

                > > Więc i jej sie pewno te okoliczne bylechłopy bały i pewno gadały, że 'pin
                > dy nie ma' (jak w Konopielce).
                >
                > Z ciekawości - co wy z tą Konopielką? Przaśne, tępe, żenujące jak "kultowy" Bar
                > eja. A tu widzę, ludzie się wręcz do tego modlą.

                Możliwe, że to skutek modnej ostatnio propagandy idealizującej przedwojenność. Ludzie się zainteresowali, jak to naprawdę wyglądało no i sięgnęli do niegdysiejszej lekturowej ramoty, która okazała się po bliższym poznaniu całkiem do rzeczy książką.
                • gat45 Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 08:43
                  lord_vmordevol napisała:

                  > Możliwe, że to skutek modnej ostatnio propagandy idealizującej przedwojenność.
                  > Ludzie się zainteresowali, jak to naprawdę wyglądało no i sięgnęli do niegdysie
                  > jszej lekturowej ramoty, która okazała się po bliższym poznaniu całkiem do rzec
                  > zy książką.

                  Przedwojenność ? Że co proszę ?
                  • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 09:33
                    "Konopielka" dzieje się już mocno po wojnie - to raz, Redliński jakoś tam był zaznajomiony z moją rodziną (chyba to był kumpel, któregoś z mężów jednej ciotki mojej matki - poczułam się jak ta babcia w Koglu moglu), pochodził z Podlasia. Ja osobiście studiowałam na Podlasiu i uważam, że tak "Konopielka", jak i "Malowany ptak" mówią prawdę i tylko prawdę o mentalności en generale (bo oczywiście, że są wyjątki i każdy z osobna jest czarujący, ale en block nie wygląda to już tak fajnie) tamtych stron. Nawiasem mówiąc, męża mam z Podlasia, więc proszę mnie nie podejrzewać o brzydkie rzeczy i dyskryminowanie kogokolwiek, a jedynie o poczynienie pewnych, przejaskrawionych troszkę, obserwacji.
                    • potworia Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 10:28
                      Dorzucę jeszcze, że gdyby Ministerstwo Edukacji wpadło na świetny pomysł zapytania mnie o radę w kwestii doboru lektur, to uważam K. za świetną odtrutkę na sienkiewiczowskie zaczadzenie. Bo chociaż ja nie z Podlasia, to od niepiśmiennych chłopów dzielą mnie raptem dwa pokolenia i moja mitologia bardziej tam niż w stepie szerokim. A takich jak ja jest jednak większość.
                      • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 11:02
                        potworia napisał(a):

                        > Dorzucę jeszcze, że gdyby Ministerstwo Edukacji wpadło na świetny pomysł zapyta
                        > nia mnie o radę w kwestii doboru lektur, to uważam K. za świetną odtrutkę na si
                        > enkiewiczowskie zaczadzenie. Bo chociaż ja nie z Podlasia, to od niepiśmiennych
                        > chłopów dzielą mnie raptem dwa pokolenia i moja mitologia bardziej tam niż w s
                        > tepie szerokim. A takich jak ja jest jednak większość.

                        Świętą prawdę kumo powiedacie, moja mitologia też pod strzechą i w opłotkach, a i nie tak wiela pokoleń minęło od czasów kiej moje przodki nawet na drukowanym rozebrać nie potrafily.
                    • kindzie Re: nie rozumiem, dlaczego... 29.07.18, 10:20
                      zuzudanslemetro napisała:

                      > "Konopielka" dzieje się już mocno po wojnie - to raz, Redliński jakoś tam był z
                      > aznajomiony z moją rodziną (chyba to był kumpel, któregoś z mężów jednej ciotki
                      > mojej matki - poczułam się jak ta babcia w Koglu moglu), pochodził z Podlasia.
                      > Ja osobiście studiowałam na Podlasiu i uważam, że tak "Konopielka", jak i "Mal
                      > owany ptak" mówią prawdę i tylko prawdę o mentalności en generale (bo oczywiści
                      > e, że są wyjątki i każdy z osobna jest czarujący, ale en block nie wygląda to j
                      > uż tak fajnie) tamtych stron. Nawiasem mówiąc, męża mam z Podlasia, więc proszę
                      > mnie nie podejrzewać o brzydkie rzeczy i dyskryminowanie kogokolwiek, a jedyni
                      > e o poczynienie pewnych, przejaskrawionych troszkę, obserwacji.

                      Zarówno "Konopielka", jak i "Malowany ptak" są mocno odrealnione - "Konopielka" w stronę groteski, "Malowany ptak" w stronę sadystycznej baśni. Przy czym jeśli "Malowany ptak" miałby cokolwiek mówić realnego o jakimkolwiek regionie, to raczej o Podkarpaciu, bo tam Kosiński spędził wojnę. Ale raczej niewiele realnego mówi, jeśli wierzyć biografom Kosińskiego.

                      A co do opinii na temat podlaskiej mentalności en generale poczynionej na podstawie przejaskrawionych tylko troszkę obserwacji - już chyba kiedyś dyskutowałam z Tobą na podobny temat. I powtórzę, że gdybym podobne generalizacje miała robić na przykład na temat Warszawy, to wyszłoby, że to jest najbardziej antysemickie miasto w Polsce (nigdzie indziej nie zdarzyło mi się, żeby taksówkarz rzucił nagle a propos niczego antysemickim bluzgiem. Albo żeby nobliwa starsza pani widząc na przystanku dziewczynę o pięknych czarnych lokach i charakterystycznych rysach twarzy zaczęła snuć na głos rozważania, kto naprawdę rządzi w Polsce i dlaczego trzeba to zmienić. Zresztą nie jestem odosobniona w tych obserwacjach, spotkałam się wiele razy z opinią prowincjuszy o antysemityźmie warszawiaków). Albo najbardziej mizoginiczne - w końcu Korwin-Mikke to rodowity warszawiak.
                      • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 31.07.18, 12:01


                        Zuzu - "prawda i tylko prawda o MENTALNOSCI"

                        Kindzie -
                        >
                        > Zarówno "Konopielka", jak i "Malowany ptak" są mocno odrealnione - "Konopielka"
                        > w stronę groteski, "Malowany ptak" w stronę sadystycznej baśni.

                        No i gdzie tu sprzecznosc ? Groteska, basn, inne formy jak najbardziej moga mowic prawdziwie i wyraziscie o mentalnosci.
                        Moja matka geolozka, ktora pol studenckiego i zawodowego zycia spedzila w tzw terenie czytajac Konopielke i inne wiejskie rzeczy Redlinskiego potwierdzala w calej rozciaglosci jego spostrzezenia co do ludzi, a w znacznej czesci i do faktow mentalnosc, pojecia, sposob bycia i zacia obrazujacych.
                        • kindzie Re: nie rozumiem, dlaczego... 31.07.18, 12:54
                          tt-tka napisała:

                          >
                          >
                          > Zuzu - "prawda i tylko prawda o MENTALNOSCI"
                          >
                          > Kindzie -
                          > >
                          > > Zarówno "Konopielka", jak i "Malowany ptak" są mocno odrealnione - "Konop
                          > ielka"
                          > > w stronę groteski, "Malowany ptak" w stronę sadystycznej baśni.
                          >
                          > No i gdzie tu sprzecznosc ? Groteska, basn, inne formy jak najbardziej moga mow
                          > ic prawdziwie i wyraziscie o mentalnosci.

                          Co do wyrazistości - jak najbardziej zgoda. Co do prawdy - groteska i baśń zw swej natury przedstawiają obraz rzeczywistości zniekształcony, udziwniony, okrojony albo przerysowany. Po to właśnie, żeby zwiększyć tę wyrazistość.

                          > Moja matka geolozka, ktora pol studenckiego i zawodowego zycia spedzila w tzw t
                          > erenie czytajac Konopielke i inne wiejskie rzeczy Redlinskiego potwierdzala w c
                          > alej rozciaglosci jego spostrzezenia co do ludzi, a w znacznej czesci i do fak
                          > tow mentalnosc, pojecia, sposob bycia i zacia obrazujacych.

                          Wszystkie moje babki oraz wszyscy dziadkowie byli wiejskimi ludźmi w wieku odpowiadającym mniej więcej wiekowi Kaziuka (jeśli założyć, że akcja "Konopielki" dzieje się jakoś niewiele po wojnie). Nie wiem, czy któreś z nich czytało tę książkę albo oglądało film na jej podstawie. Pewnie zresztą i książka, i film podobałyby się im i szczerze by ich ubawiły. Ale byliby pewnie ogromnie zdziwieni, że ktoś może uważać je za realistyczny obraz ich mentalności, pojęć albo sposobu życia.

                          Przy tym nie do końca rozumiem, co znaczy, że Twoja matka potwierdzała spostrzeżenia Redlińskiego "co do ludzi, a w znacznej części i do faktów"? Trafiła gdzieś na historię podobną do romansu Kaziuka i "uczycielki"?
                          • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 31.07.18, 20:55
                            Co do faktow teze mentalnosc potwierdzajacyxch. Oraz potwierdzajacych pojecia, sposob myslenia, bycia i zycia.

                            Takie historie jak Kaziuka i uczycielki tez sie zdarzaly, a co myslisz, ze nie ? Niemal kazda scena z Konopielki mogla sie zdarzyc na dowolnej wsi w dowolnym czasie w tym przedziale 1945 - 1970, a i wczesniej, i pozniej tez. Latwiej zmienic wystroj wnetrza i nawyki higieniczne niz nawyki myslowe.Caly cykl "literatury niepieknej" Hanny Ablewicz, wiejskie powiesci Ewy Ostrowskiej i inne pismiennictwo to obrazuja.
                            • kindzie Re: nie rozumiem, dlaczego... 31.07.18, 22:14
                              tt-tka napisała:

                              > Niemal kazda scena z Konopielki mogla sie zdarzyc na dowolnej wsi w dowolnym
                              > czasie w tym przedziale 1945 - 1970, a i wczesniej, i pozniej tez. Latwiej zmie
                              > nic wystroj wnetrza i nawyki higieniczne niz nawyki myslowe.Caly cykl "literatu
                              > ry niepieknej" Hanny Ablewicz, wiejskie powiesci Ewy Ostrowskiej i inne pismien
                              > nictwo to obrazuja.

                              Gruba przesada. Jakiś znacznie złagodzony wariant sceny końcowej (z sierpem i kosą) mógłby się zdarzyć, owszem, ale tak ze sto lat wcześniej. Scena ze złością ojca na dziecko, które uczy się czytać, jest w ogóle nierealistyczna - wiejska mentalność drugiej połowy XX wieku wręcz przesadnie fetyszyzowała wykształcenie: ludzie, którzy aż za dobrze poznali smak pogardy ze strony lepiej wykształconych oraz ciężkiej pracy fizycznej, jesli tylko mieli możliwość, robili wszystko, żeby swoje dzieci od tego uchronić. I tak dalej, i tak dalej - praktycznie każde scena z "Konopielki", jesli traktować ją dosłownie, jest absurdalnie nierealistyczna. Natomiast jeśli traktować je jak metafory - to owszem, mogłyby się zdarzyć wtedy, mogłyby się zdarzyć i teraz, zarówno na wsi, jak i w mieście.
                              • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 31.07.18, 23:41
                                kindzie napisała:




                                > Gruba przesada. Jakiś znacznie złagodzony wariant sceny końcowej (z sierpem i k
                                > osą) mógłby się zdarzyć, owszem, ale tak ze sto lat wcześniej.

                                Zebys sie nie zdziwila... na Kielecczyznie, gdzie jeszcze kilka lat po wojnie nedza byla niewyobrazalna i kazdy klos na wage zycia, wczesniej weszly na pola z zytem zniwiarki z kolek rolniczych niz kosy.Tzn kosy na chlebne zboza nie weszly tam wcale, przeskoczyli od sierpow do maszyn. A latka to byly tak przelom 50-tych i 60-tych...

                                Scena ze złością
                                > ojca na dziecko, które uczy się czytać, jest w ogóle nierealistyczna - wiejska
                                > mentalność drugiej połowy XX wieku wręcz przesadnie fetyszyzowała wykształceni
                                > e:

                                Chyba nie zrozumialas tej sceny i jej wymowy, sorki - tam nie o czytanie chodzi, tylko o wymadrzanie sie smarkacza i o to, ze kogo innego slucha chetniej niz ojca. A to juz realistyczne jak najbardziej.


                                - praktycznie k
                                > ażde scena z "Konopielki", jesli traktować ją dosłownie, jest absurdalnie niere
                                > alistyczna. Natomiast jeśli traktować je jak metafory - to owszem, mogłyby się
                                > zdarzyć wtedy, mogłyby się zdarzyć i teraz, zarówno na wsi, jak i w mieście.

                                Konopielka jak i inne rzeczy Redlinskiego (te wiejskie) cala jest jedna wielka metafora. Co nie zmienia faktu, ze wiele scen jest bardzo trafnie podpatrzonych albo wrecz z zycia wzietych. I kazda lub niemal kazda mogla sie zdarzyc lub zdarzyla sie naprawde, nawet jesli nie w tamtym roku w Taplarach.
                                • kindzie Re: nie rozumiem, dlaczego... 01.08.18, 00:05
                                  tt-tka napisała:

                                  > Zebys sie nie zdziwila... na Kielecczyznie, gdzie jeszcze kilka lat po wojnie n
                                  > edza byla niewyobrazalna i kazdy klos na wage zycia, wczesniej weszly na pola z
                                  > zytem zniwiarki z kolek rolniczych niz kosy.Tzn kosy na chlebne zboza nie wesz
                                  > ly tam wcale, przeskoczyli od sierpow do maszyn. A latka to byly tak przelom 50
                                  > -tych i 60-tych...

                                  I co? Ktoś się rzucał na operatorów tych żniwiarek, żeby ich zmusić do powrotu do sierpa? Bo takie było clou końcowej sceny "Konopielki" i to je miałam na myśli.

                                  > Chyba nie zrozumialas tej sceny i jej wymowy, sorki - tam nie o czytanie chodzi
                                  > , tylko o wymadrzanie sie smarkacza i o to, ze kogo innego slucha chetniej niz
                                  > ojca. A to juz realistyczne jak najbardziej.

                                  Ej, chyba pisałaś przed doczytaniem mojego posta do końca. Jesli potraktowac tę sceną jako metaforę, która ma obrazować złość ojca na wymądrzajacego się gówniarza, to ok - taka złość się zdarza i zdarzała. Jeśli czytać ją dosłownie, to mniej wiecej trzydziestoletni analfabeta gdzieś tak w latach pięćdziesiątych albo co najmniej pod koniec czterdziestych, który z zawiści zakazuje dziecku chodzenia do szkoły (a jego sąsiedzi go w tym naśladują) jest kompletnie nierealistyczny.
                                  Nieporównanie bardziej prawdopodobna byłaby scena - jak to na przykład opisywała jedna z autorek jeszcze przedwojennych "Pamiętników chłopów polskich" - że ojciec złości się na dziecko za zbyt wolną naukę czytania i z tego powodu sprawia mu lanie.
                                  • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 01.08.18, 02:16
                                    Na operatorow koparek - kolkowych, "urzedowych" - nikt sie nie rzucal. Na swojaka z kosa - nie wiadomo, nikt nie zaryzykowal takiej proby. O ile pamietam Konopielke, na Kaziuka nie rzucono sie, tylko cala wies upierala sie, ze na wlasne oczy widza, ze jego bratu sierpem szybciej idzie niz Kaziukowi kosa - a taki opor przed przyjeciem do wiadomosci tego, co golym okiem widoczne to i dzis sie zdarza, i w srodowiskach zgola nie wiejskich.

                                    Do szkoly - a tez do punktu opieki zdrowotnej na przyklad - zdarzalo sie. Jako element oporu czy zwalczania tej konkrretnej nauczycielki, lekarza czy dzialacza, nie oswiaty w ogole. I bywalo, ze konczylo sie zmiana osoby urzedowej, wies pozistawala nieprzejednana - a nowemu czy nowej szlo juz gladko, a przynajmniej lzej.
                            • kindzie Re: nie rozumiem, dlaczego... 31.07.18, 22:38
                              tt-tka napisała:

                              >
                              > Takie historie jak Kaziuka i uczycielki tez sie zdarzaly, a co myslisz, ze nie
                              > ?

                              A co romasów Kaziuków i "uczycielek" - oczywiście, że się zdarzały, zwłaszcza, że w rzeczywistości takie "uczycielki" to były bardzo często dziewczyny z tej samej albo z sąsiedniej wsi.
                • neandertalka Re: nie rozumiem, dlaczego... 28.07.18, 18:45
                  lord_vmordevol napisała:

                  > Możliwe, że to skutek modnej ostatnio propagandy idealizującej przedwojenność.
                  > Ludzie się zainteresowali, jak to naprawdę wyglądało no i sięgnęli do niegdysie
                  > jszej lekturowej ramoty, która okazała się po bliższym poznaniu całkiem do rzec
                  > zy książką.

                  Oj, lordzie, a toś się wsypał :-)
        • turzyca Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 19:43
          >ale z drugiej strony pamiętam jak moja koleżanka na studiach - ku mojemu rozbawieniu - opowiadała, dlaczego jej matka wyszła za mąż za drania ("wiesz, mama miała 26 lat, była już starą panną") a zupełnie nie była przedwojenną panienką (ta mama), bo działo się to na przełomie lat 70tych i 80tych,


          A jednoczesnie badania mowia wyraznie, ze wiek zawierania malzenstw chlopskich przez lata byl wlasnie w drugiej polowie trzeciej dekady zycia. Tak wiec ja tego jakos nie ogarniam.
          • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 23.08.17, 17:35


            > A jednoczesnie badania mowia wyraznie, ze wiek zawierania malzenstw chlopskich
            > przez lata byl wlasnie w drugiej polowie trzeciej dekady zycia. Tak wiec ja teg
            > o jakos nie ogarniam.


            Z jakich lat te badania, tzn jakiego okresu dotycza ? I druga polowa trzeciej dekady to srednia obuplciowa, czy tylko chlopakow dotyczy ? Bo jesli to drugie, to sprawa prosta - od czasow carskich do wspolczesnych panowie zenili sie zwykle po wojsku, wczesniej wyjatkowo. Czyli za cara od 26 roku zycia w gore, w miedzywojniu i po wojnie troche wczesniej szli do cywila, ale zanim taki troche popracowal, troche kawalerskiego zycia zazyl, obsprawil sie odrobine, to akurat cwiercwiecze mu mijalo :)
          • kasiamat00 Re: nie rozumiem, dlaczego... 03.08.18, 14:00
            Bo wczesne wychodzenie za maz to nie chlopstwo, a robotnicy - IIRC, wiek pierwszego zamazpojscia kobiet sie mocno (dobre kilka lat, szybkie guglanie wskazuje ze w Anglii srednia spadla z 26 do 22 lat) obnizyl w trakcie rewolucji przemyslowej.
      • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.07.18, 17:57
        .. bo mi sie wrocilo z moim nietrozumieniem, ale moje jest z innej bajki, wiec tylko dopisuje

        przymrozki napisała:

        > I tak sobie myślę o samotności Gizeli - to akurat ten wątek nie dziwi mnie wcal
        > e. Nawet dzisiaj niezbyt ładna, szorstka w obejściu, niezamożna trzydziestoletn
        > ia panna z dzieckiem nie byłaby perłą na rynku matrymonialnym.

        Nawet dzisiaj a wtedy - roznica, i to znaczaca.
        Primo, Gizela miala wlasny kat. Nie wiem, jak bardzo zniszczony byl akurat Poznan, ale ogolny glod mieszkan w tych i pozniejszych latach jest faktem.
        Dwa - Gizela mogla byc co najmniej przystojna, a w ogole uroda to kwestia gustu chetnego. Na pewno byla wysoka i postawna, a to wowczas walor.
        Trzy - niezamozna w dzisiejszej perspektywie. Miala prace w dobrych, rozwojowych zakladach, umiala szyc, byla zaradna (sklepikarz odklada dla niej swieze maslo), zona wymarzona :)
        Cztery - szorstkosc (a Gabunia dla Pyziaka jaka byla ?) to niekoniecznie wada. W popularyzowanym wowczas modelu to raczej wlasnie taka byla przedstawiana jako atrakcyjna niz przymilne kociatko. Kwiatkowska (Bielicka) z "Irena do domu" przykladowo :) - i chlopa znajduje bez wiekszego trudu :)

        >Zwłaszcza gdyby
        > nic w kierunku poznania odpowiedniego kawalera nie robiła, tak jak Gizela. W pr
        > acy znała szwaczki, po pracy wracała do domu, do Mili i sąsiadek. Ot, całe jej
        > życie towarzyskie. A przecież sytuacja Gizeli żyjącej w dzisiejszych czasach by
        > łaby, pod względem szans na udane życie uczuciowe, znacznie lepsza niż szanse G
        > izeli Kalemby, żyjącej tak, jak ją opisała Małgorzata Musierowicz.

        Ale to byl wybor Gizeli, nie byla skazana tylko na szwaczki, sasiadki i sklepikarza. Imprezy zakladowe, wspolne z innymi zakladami zalesianie czy inne prace spoleczne, imprezy masowe, nawet zebrania w robocie (w koncu nie same kobiety tam pracowaly, ze powolam sie na Kazia, poznanego w pracy), wczasy pracownicze (widzimy, jak z nich skorzystala splawiajac Bule) i wiele innych mozliwosci - Gizela po prostu nie chciala. Wybrala nianczenie Mili kilkunastoletniej i starszej, ale zrobila to sama i dobrowolnie. Imo szkoda, ze tak wybrala.




        > Gizel
        > a, jak na pierwsze małżeństwo, była w latach '50 nietypowo dojrzała. Moja osobi
        > sta Prababcia, rówieśnica Gizeli, wyszła za mąż w wieku lat 18. Jej córka, a mo
        > ja Babcia, jeszcze z lat '60 pamięta, że w ostatnich klasach szkół niekończącyc
        > h się maturą likwidowano przynajmniej jeden oddział - taka była skala zamążpójś
        > ć wśród uczennic (mężatki zaś nie chodziły do szkół dla młodzieży, jeżeli w ogó
        > le kończyły szkoły, to dla dorosłych). Taki był wtedy standard.

        A skad. Standardy zawsze byly rozne. Moja osobista babcia, rocznik 07 wyszla za maz w wieku 26, mama byla tylko rok mlodsza, jesli juz sypiemy rodzinnymi przykladami. I wychodzaca za maz przed matura uczennica w ich srodowisku to byl nieczesty wyjatek, a nie zjawisko masowe czy choc powszechne.
        Oraz niekoniecznie chetny do zwiazania sie z dorosla, odpowiedzialna kobieta polecialby na smarkata. Powojenny deficyt mezczyzn jest oczywisty, ale widzimy, ze Gizeli wystarczy na chwile wyjsc z domu/pracy, by znalazl sie adorator (znowu te wczasy). A i w pracy w koncu sie znalazl. To ona nie chciala.
        • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.07.18, 18:15
          tt-tka napisała:

          > I wychodzaca za maz przed matura uczennica w ich srodowisku to byl nie
          > czesty wyjatek, a nie zjawisko masowe czy choc powszechne.

          No tak, dlatego właśnie napisałam o szkołach niekończących się maturą. W liceach, zapewne, odczekanie przynajmniej do matury musiało być standardem, chociażby z powodu, o którym napisałam - obyczajowo nie było przyjęte, żeby mężatki chodziły do szkół dla młodzieży.

          Natomiast Gizela matury nie miała, w jej środowisku osiemnastoletnie panny młode raczej żadnym niezwykłym wydarzeniem nie były. Zresztą, co taka panna miała innego do roboty niż iść za mąż? We dwoje życie jest tańsze, dwie niskie pensje pracownika niewykwalifikowanego są lepsze niż jedna. O ile łatwiej byłoby Gizeli chociażby z takim czynszem, gdyby wyszła za Kazia w wieku dwudziestu lat.
          • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.07.18, 18:26
            przymrozki napisała:
            >
            > Natomiast Gizela matury nie miała, w jej środowisku osiemnastoletnie panny młod
            > e raczej żadnym niezwykłym wydarzeniem nie były. Zresztą, co taka panna miała i
            > nnego do roboty niż iść za mąż? We dwoje życie jest tańsze, dwie niskie pensje
            > pracownika niewykwalifikowanego są lepsze niż jedna. O ile łatwiej byłoby Gizel
            > i chociażby z takim czynszem, gdyby wyszła za Kazia w wieku dwudziestu lat.

            A, nie zalapalam. Niekoniecznie byloby latwiej...tzn za maz wyjsc zapewne, ale byla bieda, bezrobocie (Gizela 18 miala w 35 roku), a niechby przyszlo dziecko - redukcja, zostaja we troje z jedna pensja, o ile nie wchodzilyby w gre dniowkowe zarobki niewykwalifikowanego. Czemu Gizela nie wyszla za maz przed wojna, nie wiemy - moze u siebie byla za mloda i za biedna, a w Poznaniu w okresie, gdy ja widzimy, nie miala czasu/glowy/okazji, by kogos poznac. A potem mija ze strony na strone 10 lat i jak wygladaly te cztery przedwojemnne i szesc wojennych lat Gizeli, nie wiemy tym bardziej.
            Natomiast po wojnie - imo brak okazji i w efekcie bardzo dlugo brak mezczyzny to byl jej wybor.
    • potworia Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 18:02
      Laura zapłaciła utratą gustu za odautorski morał, że nie wymyślne suknie i koafiury zdobią pannę młodą, ale tradycja, skromność oraz dwuznacznie rozumiany wianek. Żeby ten drugi zestaw zalśnił pełnym blaskiem, ten pierwszy należało przedstawić nieco karykaturalnie. Na wypadek, gdyby tak wyrażone przesłanie było mało czytelne, dostaliśmy również opinię Prawdziwego Mężczyzny, sformułowaną jednoznacznie.
      • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 11:20
        Taki odautorski morał byłby w zasadzie w porządku, ale pod warunkiem, że byłby dobrze poprowadzony. Można by stworzyć Laurę, która tak zatraciła się w przygotowaniach do hucznego weselicha, że straciła z oczu sens całego przedsięwzięcia. Wzięła kredyt na dwumetrową rzeźbę z lodu w kształcie anioła z trąbą, zamówiła stepujące wielbłądy i osobiście trenowała stado białych gołębic, które miały w locie ułożyć się w napis "sto lat młodej parze". I w tym wszystkim nie zauważyła kryzysu w związku. Ale przecież tygrysie zaślubiny były w pomyśle i wykonaniu skromne. Jedynym szaleństwem była ta suknia.

        No i jeszcze jedno, podejrzewam, że to już na forum było omówione, ale historia z kostiumikiem babci jest zupełnie bez sensu. Już pomijając wszystko inne, przecież Laura i Mila nie mogły nosić tego samego rozmiaru! Mila opisywana była jako bardzo drobna (niski wzrost i chudość rzucały się w oczy, nawet w latach '70, kiedy średnia wzrostu kobiet była niższa). Laura zaś, jak wiemy z historii zakupu jej pierwszej sukni ślubnej, nosiła rozmiar 38, czyli miała ok. 78 cm w talii. Przy założeniu, że Tygrys ma proporcjonalną sylwetkę (raczej ma, skoro jest opisywany jako atrakcyjny) i jest średniego wzrostu (skoro nie dostajemy żadnej informacji o tym, że jest inaczej), to uznać należy, że Laura była po prostu szczupła (miała prawidłową masę ciała). Ale na pewno nie byłaby opisana jako "chudziutka" czy "drobniutka". Gdyby zaś Laura była bardzo niska i miała 78 cm w pasie, to już zdecydowanie nie byłaby "drobniutka". Znając upodobanie MM do kobiet kościstych, Laura byłaby nam wtedy przedstawiona jako "różowy wieloryb".
        • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 13:34
          Z tym 38 to sprawa śliska, bo jeśli Laura miałaby wzrostu 150 to byłaby raczej dość korpulentna, natomiast jeśli przy tym rozmiarze ubrania, odziedziczyła wzrost raczej po ojcu to jest chuda. Co oczywiście nie zmienia faktu, że pomysł z kostiumikiem był idiotyczny i jakbym życzliwie nie patrzyła na kostiumiki z lat 50tych, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego wiszenia na biodrach i że to dobrze wyglądało.
          • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 13:45
            zuzudanslemetro napisała:

            > Z tym 38 to sprawa śliska, bo jeśli Laura miałaby wzrostu 150 to byłaby raczej
            > dość korpulentna

            Bezedura. Mam wzrostu 155 centymetrów, a w czasach gdy nosiłam rozmiar 38 korpulentna nie byłam. Normalnie szczupła. W czasach zaś upiornej chudości, gdy ważyłam coś koło 37 kilo, nosiłam rozmiar 36. No ale zawsze miałam dość szeroką talię i takież biodra.

            > natomiast jeśli przy tym rozmiarze ubrania, odziedziczyła wzr
            > ost raczej po ojcu to jest chuda.

            O ile pamiętam LAura była raczej określana jako wysoka, co dziwnym nie jest, gdyż posiada dwoje wysokich rodziców.
            • verdana Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 15:13
              Rozmiar w talii to w ogóle inna sprawa niż rozmiar w ogóle. Nie byłam szczupła ani przez jeden dzień swojego życia, rozmiaru 38 nie nosiłam nigdy, a w talii przed urodzeniem dzieci miałam 64 cm. W biodrach 98.
              • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 15:28
                verdana napisała:

                > Rozmiar w talii to w ogóle inna sprawa niż rozmiar w ogóle. Nie byłam szczupła
                > ani przez jeden dzień swojego życia, rozmiaru 38 nie nosiłam nigdy, a w talii p
                > rzed urodzeniem dzieci miałam 64 cm. W biodrach 98.

                Rozmiar ubrań określany jest właśnie przez wymiary ciała. Rozmiar 38 to 38 cm szerokości paska spódnicy na płasko, czyli spódnica dla kobiety, która ma ok. 76 cm w talii. Dzisiaj uznaje się, że 78 cm (kobiety są dziś wyższe i trzeba było powiększyć rozmiarówkę).

                Natomiast faktem jest, że rozmiar zaskakująco często ma się nijak do wrażenia "szczupłości" mierzonej na oko. Kobieta, która ma 70 cm w pasie może wyglądać "ciężej" niż taka, która ma 80 cm.
                • turzyca Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 18:38
                  >Rozmiar ubrań określany jest właśnie przez wymiary ciała. Rozmiar 38 to 38 cm szerokości paska spódnicy na płasko, czyli spódnica dla kobiety, która ma ok. 76 cm w talii. Dzisiaj uznaje się, że 78 cm (kobiety są dziś wyższe i trzeba było powiększyć rozmiarówkę).


                  Ale problem w tym, ze rozmiar jest jeden a kobiety maja wiecej obwodow i one sa nieuwzglednione. A biust i biodra tez w ciuch trzeba zmiesci. Wiekszosc mlodych kobiet ma szczuple talie i luzy w tej talii, jesli akurat sklep nie szyje szczegolnie biodrzasto-biusciasto.
            • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 15:16
              U kobiet, przy średnim wzroście, BMI na granicy nadwagi to ok. 80 cm w talii. 78 cm to zatem raczej górne granice normy (przy czym ten "średni wzrost" to okolice 165 cm).

              Akacja "Czarnej polewki" działa się w czasach, w których rozmiarówka była już względnie ustalona i wspólna dla większości sklepów odzieżowych. Mało zatem prawdopodobne, aby Laura ubierała się gdzieś, gdzie rozmiar 38 to 60 cm w talii (tyle mają kobiety średniego wzrostu, jeżeli są bardzo szczupłe - przy czym, Laura, oczywiście, mogła mieć sylwetkę, dla której 60 cm w pasie osiągalne byłoby tylko niedożywieniem). Dlatego jest rzeczą bardzo mało prawdopodobną, aby kobieta, która w 2004 r. nosi rozmiar 38 i jest szczupła, mogła nosić kostium bardzo niskiej, bardzo chudej babci i to jeszcze tak, żeby ten kostium na niej wisiał.
              • potworia Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 17:13
                Pierwszą suknię ślubną Laury rozmiar 38 kupiła "na oko" Żaba. (W moim odczuciu po to, żeby w finale zmieściła się w nią Pyza, ale to domniemanie.) Tygrysica nawet jej nie przymierzyła, bo odkryła bulwersującą prawdę o swego oblubieńca obojętności wobec Mickiewicza. Tak, że nie wiemy, czy pasowała ta suknia. Na obrazkach Laura wygląda raczej smukło, a wręcz wiotko. Określana jest jako bardzo zgrabna, co moim zdaniem zakłada wzrost co najmniej średni. Kostiumik z piki jest kolejnym pomysłem z kategorii "z dupy".
                I zgadzam się, że słuszny skądinąd morał nie wybrzmiał jak trzeba, ale pamiętajmy jaką książką jest McD. Straszną.
                • marutax Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 17:54
                  potworia napisał(a):

                  > Pierwszą suknię ślubną Laury rozmiar 38 kupiła "na oko" Żaba. (W moim odczuciu
                  > po to, żeby w finale zmieściła się w nią Pyza, ale to domniemanie.) Tygrysica n
                  > awet jej nie przymierzyła, bo odkryła bulwersującą prawdę o swego oblubieńca ob
                  > ojętności wobec Mickiewicza. Tak, że nie wiemy, czy pasowała ta suknia.

                  Pewną poszlaką może być fakt, że Żaba kupuje tę sukienkę bez problemów - po prostu standardowe 38, w pierwszym lepszym sklepie. Gdyby Laura była wyjątkowo niska lub miała np. bardzo szerokie biodra to należałoby wziąć to pod uwagę przy zakupie. Plus Laura nosi też obuwie rozmiar 38, czyli stopę ma wielkości przeciętnej.

                  A już - jak było zresztą omawiane - kompletną głupotą jest fragment: "Kostium babci (...) leżał na pannie młodej całkiem nieźle, choć żakiet był troszkę za luźny. Spódnica lekko obwisała i sięgała Laurze prawie do kostek". I wcześniejsze stwierdzenie Mili, że przymierzała niedawno kostium i wciąż na nią pasuje. Czyli Mila w "McDusi" jest wyższa i szersza niż Laura?

                  Wiem, że są to poszlaki, ALE osoba taka jak Laura, świadoma swej urody, dogryzająca pulchnej siostrze, zadręczałaby się wszelkimi, nawet pozornymi, "niedoskonałościami". Gdyby była szczuplutką, płaską dziewczyną o wzroście 155 cm to na pewno by nad tym bolała. Nosiła buty na niebotycznych obcasach, zastanawiała się, po kim to... I tak dalej. Skoro żadnych wzmianek o podobnych problemach nie ma, to uznaję, że Laura była szczupłą osobą raczej przeciętnego wzrostu. I kostiumik Mili nie miał prawa na nią wejść.

                  • iskrzy_54 Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 20:33
                    ...żadnych wzmianek o podobnych problemach nie ma, to uznaję, że Laura była szczupłą osobą raczej przeciętnego wzrostu. I kostiumik Mili nie miał prawa na nią wejść.

                    Laura była mniej więcej wzrostu Wolfiego - o ile dobrze pamiętam (bredzenie Piotrusia na temat odpowiedniego wzrostu w Żabie) a Wolfi najniższy chyba nie był. Kostiumik (spódnica) Mili miał prawo na nią wejść - sama nosiłam spódnice mojej szczupłej Mamy z czasów panieńskich - ale raczej nie miał prawa zwisać. BTW skąd u tej małej Mili i niezbyt wysokiego Ignaca - Ida (170 cm była od niego wyższa), syna małej Hanny Borejko takie wysokie córki - po tych Kiejdańskich przodkach?
                    • marutax Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 20:56
                      iskrzy_54 napisała:

                      > Laura była mniej więcej wzrostu Wolfiego - o ile dobrze pamiętam (bredzenie Pio
                      > trusia na temat odpowiedniego wzrostu w Żabie) a Wolfi najniższy chyba nie był.
                      > Kostiumik (spódnica) Mili miał prawo na nią wejść - sama nosiłam spódnice moj
                      > ej szczupłej Mamy z czasów panieńskich - ale raczej nie miał prawa zwisać.

                      Niestety zwisa i to do kostek (!). A żakiet jest za luźny. Czyli Mila - i w młodości, i w wieku podeszłym - musiałaby być od Laury kilka centymetrów wyższa i trochę "szersza". Zważywszy, że Ignacy jest sporo niższy od Idy, a Mila nie jest od niego wyższa, to Laura musiałaby być niska - poniżej 160 cm? A że Wolfi ma być "mniej więcej podobnego wzrostu", to już w ogóle robi się problem ;-)
                      • gat45 Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 21:46
                        Skoro Marek Pałys ze swoim wzrostem 168 cm nie jest opisywany jako niski, to ile mierzyć może wyraźnie określony jako "mały" Robrojek? 160?
                        A historii z dopasowaniem liczącej pół wieku Milinej garsonki na Laurę nie przyjmuję i już. Po prostu to nie była ślubna garsonka Mili, tylko Gizeli. I wszystko wtedy się zgadza, Gizela była posągowa i jej przyodziewek ma prawo być luźny u góry i wisieć u dołu. A Mila ratuje sytuację jak może i wciska wnuczce sentymentalny kit o międzypokoleniowych garsonkach. Przecież tylko Ignac mógłby zauważyć, że nie w tym stroju występowała jego oblubienica (Monikę sprytnie zlikwidowane już wcześniej), ale przecież nikt nie podejrzewa tego osobnika o umiejętność zapamiętania takiej czy innej kreacji damskiej.
                        Dixi.
                        Jakim cudem garsonka Gizeli znalazła się w szafie Mili - nie pytajcie. Chwilowo wyczerpałam zapas inwencji ratunkowych. Jak się forum postara, to znajdzie tuzin, mendel albo i kopę wyjaśnień tego stanu rzeczy.
                        • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 08:47
                          Z "Córki Robrojka" wynika Robrojek ma 160 cm. Bella, jego zdaniem, rośnie jak na drożdżach, bo w wieku lat szesnastu jest już prawie jego wzrostu. Kiedy Robert tę myśl werbalizuje, córka zauważa w myślach, że nie jest to aż taki znowu wyczyn, skoro ojciec ma 160 cm. Nawiasem mówiąc, to by znaczyło, że Bella jest naprawdę bardzo niska, a fakt ten nie jest jakoś szczególnie uwzględniany w jej opisie.

                          Bardzo niska musi być też Natalia, skoro nie jest wyższa od męża (a zdaje się, że nie jest, choć na poparcie tej tezy przychodzą mi do głowy tylko poszlaki - Rojki na ich własnym ślubie oglądamy oczami Moniki. Pałysowa krytykuje fizyczność męża Natalii, ale nie zauważa różnicy wzrostu na korzyść panny młodej, a jest to jednak coś, na co raczej zwróciłoby się uwagę).

                • przymrozki Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 18:08
                  Być może pamięć mnie mami, ale to "38" wzięło się z zeznań Wolfiego. To on instruował Żabę co do rozmiarów i dyktując szczegóły zamówienia wyraził zaskoczenie świeżo odkrytym zbiegiem okoliczności, że i buty, i ubrania Laura nosiła w rozmiarze 38. Zakładam, że po prostu sprawdzał na bieżąco - rozmawiając z siostrą oglądał metki tygrysich ubrań i podeszwy tygrysich butów, gdy narzeczonej nie było w zasięgu słuchu (jest to dosyć słaba metoda, zwłaszcza gdy kupuje się dopasowaną sukienkę, ale też wpadł na nią młody chłopak, nie krawcowa, co trochę ten wątek ratuje).

                  Jeżeli Laura miała 170 cm wzrostu lub więcej i rozmiar 38, to mogła być bardzo zgrabna. Ale nie "drobna" jak Mila. Tym bardziej, że Ignacy chyba był od Mili wyższy, choć sam nie mógł być szczególnie wysoki, skoro średniego wzrostu Ida była od ojca wyższa. Kiedyś jednak, już nie pamiętam, o co chodziło dokładnie, ale zdarzyło mi się złapać MM na niekonsekwencji co do wzrostu bohaterów. To jest prawdopodobnie kolejny tego przykład, po prostu. Więc pewnie niepotrzebnie dorabiam piętrową teorię :-)

                  • aadrianka Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 21:53
                    przymrozki napisała:


                    . Tym bardziej, że Ignacy chyba był od Mili w
                    > yższy, choć sam nie mógł być szczególnie wysoki, skoro średniego wzrostu Ida by
                    > ła od ojca wyższa.
                    >
                    >

                    Ida miała 170 cm, Gaba, w zależności od tomu od 175 do 180 :) Obie, jak na swoje roczniki, są wysokie. Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila dorobili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek? Co najmniej w przypadku Gabrieli dopatrywałabym się interwencji zmysłowego Zbysława :)
                    • ciotka_scholastyka Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:07
                      aadrianka napisała:

                      >
                      > Ida miała 170 cm, Gaba, w zależności od tomu od 175 do 180 :) Obie, jak na swoj
                      > e roczniki, są wysokie. Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila doro
                      > bili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek? Co najmniej w przypadku
                      > Gabrieli dopatrywałabym się interwencji zmysłowego Zbysława :)
                      >
                      >
                      A dyć tam z interwencją, bez przesady. Znany mi osobiście już świętej pamięci oficer i jego brat to były chłopiska nieledwie dwumetrowe, barczyste i dość tęgie, podczas gdy ich rodzice byli mikrej postury i małego wzrostu. Synowie się śmieli, że na kozim mleku tak wyrośli :)
                    • mika_p Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:45
                      > Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila dorobili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek?

                      Wojna była. Niedożywienie w dzieciństwie i okresie dojrzewania skutkuje niższym wzrostem niż zaprogramowany w genach.
                    • milstar Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 23:39
                      aadrianka napisała:


                      > Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila doro
                      > bili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek? Co najmniej w przypadku
                      > Gabrieli dopatrywałabym się interwencji zmysłowego Zbysława :)
                      >
                      Przykład z mojej rodziny 2 siostry rodzone, jedna - 150, druga 170 cm.
                      • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 09:36
                        milstar napisała:

                        > aadrianka napisała:

                        > >
                        > Przykład z mojej rodziny 2 siostry rodzone, jedna - 150, druga 170 cm.

                        U mnie w rodzinie na odwrót. Jak poszłam z nieletnim wówczas bratem do lekarki, która była lekarką jeszcze naszej matki, to pani doktor wykrzyknęła: mama taka duża, a te dzieci takie malutkie!
                        Tajemnicy w tym nie ma żadnej. Matka po prostu odziedziczyła geny ze strony ojca swojego ojca, ja zaś wyglądam jak dokładna kopia matki ojca mojej matki a mój brat jest kopią swojego ojca, który jest dość drobny i niski, ale faktycznie bardzo zgrabny.
                      • berrin Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 13:58
                        No, to akurat mogło być uzasadnione tym, że dziewczynki w podstawówce generalnie bywają - do pewnego momentu - wyższe od chłopaków, bo my wcześniej wchodzimy w ten skok wzrostowy niż oni. Ja - obecnie legitymująca się wzrostem zaledwie średnim, długo byłam wyższa od większości moich klasowych kolegów, przegonili mnie dopiero około ósmej klasy,
                        Wydaje mi się zresztą, że wzrost dzieci szkolnych niekoniecznie jest dobrym przykładem na efekty genetycznych mieszanek. Moja sześć lat młodsza siostra, w mojem wieku będąc, była ode mnie - na ten sam moment mojego życia licząc - dobre 10 cm niższa. Czyli jakby zrobić fotomontaż z moich i jej fotek z wieku 10 lat, to by mi sięgała poniżej ucha. Teraz jest wyższa, niedużo, ale zauważalnie - po prostu rosła sobie w innym tempie.
                        Inna rzecz, że wydaje mi się, że te odautorskie opisy wzrostu rozmaitych osób w Jeżycjadzie są bardziej emocjonalne niż faktograficzne. Ta Ida "o głowę" wyższa od ojca - toż "o głowę" to jest 20 cm różnicy przynajmniej, chyba, ze uznamy, że tak naprawdę była od ojca wyższa o - np. 3 cm, różnica zauważalna, zwłaszcza, ze Ida-kobieta góruje tu nad Ignacym-facetem, i daje podstawę do rodzinnych uwag, ze "przerosła ojca o głowę". Liczy się wrażenie, a nie miarka centymetrowa.

                        BTW. moja koleżanka, która nadal jest w stanie czytać MM dla przyjemności (poza – co znamienne - McDusią), twierdzi, ze to dlatego, ze każdą książkę traktuje jak odrębną całość, nie powiązaną z pozostałymi. Lubiła to czytać jako dziecię niewinne, został jej sentyment i żeby sobie go nie poniszczyć, po prostu uznała, że to za każdym razem jest nowa "wariacja na temat", cos jak opisy z wszechświatów równoległych, niby to samo, a w każdym troszkę inaczej, i nie szuka konsekwencji pomiędzy tomami. Poza tym jest w stanie omijać/ignorować komentarze odautorskie (twierdzi, ze pomaga jej w tym wykształcenie, jest literaturoznawcą/filologiem/antropologiem kulturowym), a same obserwacje - bez tychże komentarzy - bywają szalenie trafne. Tylko ich interpretacja odautorska kuleje, ale interpretacje ona właśnie pomija. No w McD się nie dało, ale podobno już we Wnuczce i Febliku tak. Ja tak nie umiem, bo i bez odautorskich interpretacji niektórzy członkowie Borejversum zbyt niebotycznie mnie wkurzają…
                  • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:07
                    przymrozki napisała:

                    > Jeżeli Laura miała 170 cm wzrostu lub więcej i rozmiar 38, to mogła być bardzo
                    > zgrabna. Ale nie "drobna" jak Mila. Tym bardziej, że Ignacy chyba był od Mili w
                    > yższy, choć sam nie mógł być szczególnie wysoki, skoro średniego wzrostu Ida by
                    > ła od ojca wyższa.

                    I to znacznie wyższa. W którymś tomie była taka scena, w której Ida pochyla się, chcąc uścisnąć ojca. Nawet biorąc poprawkę na obcasy, Ignac musiał być kieszonkowy, coś w okolicach półtora metra wzrostu, co z kolei plasowałoby Milicję w okolicach metra czterdzieści. No ale w wyobraźni i tak dalej.
                • ciotka_scholastyka Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:18
                  > Pierwszą suknię ślubną Laury rozmiar 38 kupiła "na oko" Żaba. (W moim odczuciu po to, żeby w finale zmieściła się w nią Pyza, ale to domniemanie.)

                  No skąd ten powielany tutaj pomysł, że Pyza wzięła ślub zamiast Laury w tamtym dniu?! Oni tylko uznali z Frycem, że to jest fajne miejsce na ślub, i polecieli do księdza zaklepać termin!
    • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 21:35
      Nie rozumiem też, dlaczego dwie damy, urodzone w latach 30tych, u progu lat 90tych mają "siwe fryzurki". Już furda z tymi chryzantemkami nad czołem, może to było modne, nie pamiętam, bo wtedy bardziej mnie interesowały inne rzeczy, odpowiednie wiekowi. Ale, dlaczego do jasnej anielki, mama Pałys, elegancka w końcu kobieta, nosi się na siwo?! Mama Borejko była siwawa i starszawa już w wieku 40 lat (możliwe, że wtedy 40tka nie była nową 20tką i takie były trendy, żeby panie 40letnie były już na progu babciostwa), więc mogę uwierzyć, ale mama Pałysowa?!
      • jakgdyby.nigdynic Re: nie rozumiem, dlaczego... 15.07.17, 23:19
        zuzudanslemetro napisała:

        Ale, dlaczego do jasnej anielki, mama Pałys, elegancka w końcu
        > kobieta, nosi się na siwo?!

        Zawsze sobie wyobrażałam Monikę P. jako archetyp amerykańskiej damy w farbowanym siwo-blond hełmie utrwalonym toną lakieru. Do tego żakiecik Chanel, misternie zawiązana apaszka i klipsy wielkości pozłacanych mandarynek.
        Coś w stylu Krystle Carrington:

        https://ryanjillian.files.wordpress.com/2012/06/dynasty-dynasty-tv-series-012.jpg

        Lejdi Di

        https://68.media.tumblr.com/tumblr_lumg5fkRdq1r0j6mso1_400.jpg

        a zwłaszcza Nancy Reagan (w mojej wyobraźni Monika to Nancy. Nawet chryzantemka się zgadza).

        https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/58/1d/4b/581d4b992d542899250bbe9fca12e122.jpg

        https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/96/13/c1/9613c1eecf5a3fcaccbce255e24d2b9d.jpg
      • iskrzy_54 Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 17:22
        Mama Borejko była siwawa i starszawa już w wieku 40 lat (możliwe, że wtedy 40tka nie była nową 20tką i takie były trendy, żeby panie 40letnie były już na progu babciostwa), więc mogę uwierzyć, ale mama Pałysowa?!

        Raczej nie sądzę, większość znanych mi (wielkomiejskich) babć z lat 90-tych nie była ani siwa, ani babciowata. BTW - nie rozumiem dlaczego Św. Gabriela Jeżycka, której "kostium się marszczył już w wieku lat 30-tu (Noelka) nadal jest "młodą blondynką" w CP i chyba w następnych tomach też (nie chce mi się sprawdzać).
        • mika_p Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.07.17, 22:41
          Mamę Borejko poznajemy w sylwestra 1977. "Mama miała nieco ponad czterdzieści lat, wyglądała na więcej, gdyż jej twarz nosiła ślady wszystkich trosk i kłopotów, których nie dopuściła do głębin świadomości. Tylko oczy były w jej twarzy młode - świeciły miłym, dobrym, błękitnym spojrzeniem"
          W KK siwy jest Dmuchawiec i sąsiadka, a siwawy tata Borejko.
          W IS siwa jest Basia i pan Paszkiet, a mama Borejko ma siwiejący kok/głowę.

          A mamę Pałysową poznajemy 14 lat później. 50+ to naprawdę nie jest nowa 20tka
          • zuzudanslemetro Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 09:40
            50+ może nie jest nową dwudziestką, ale nie uwierzę w elegancką panią, która nie jest Manuelą Gretkowską i nie ma w sobie nic z braku poszanowania dla konwenansów, że nie farbuje włosów. Jeśli pani maluje sobie paznokcie na perłowo i szuka w Poznaniu lat 90tych fryzjera na miarę Beverly Hills to na bank włosy ma zrobione na zimny blond na przykład. Mama Pałysowa jawi mi się jako taka "zadbana stosownie do wieku", ale takie panie siwiznę pokazują jedynie fryzjerce. Ja tak to sobie wyobrażam.
            • berrin Re: nie rozumiem, dlaczego... 17.07.17, 14:36
              Hm. Sądzę, że nawet elegancka dama 50+ może się obejść bez farbowania (na przykładzie mej własnej matki to mówię, ona jest już wręcz 70minus (i to niewielki), a jako piaskowa blondynka osiwiała do najpiękniejszego, chłodnego blondu. Mam nadzieje, ze względu na podobieństwo kolorystyczne, ze z czasem osiągnę ten sam efekt, farbować się nie zamierza żadna z nas). Ale zgadzam się z Tobą, że Monika, jako dama lat 90-tych XX w, przybyła ze Stanów, raczej nie mogła mieć na głowie czegoś, co można by określić jako „siwą fryzurkę”. I to jeszcze na tak ważnej uroczystości. Ona raczej nie pozwoliłaby, żeby wiek, czas czy cokolwiek dyktowało jej, jaki kolor czy fason ma nosić na głowie. Ot, tak się MM napisało, bo panie „w pewnym wieku” mają przecież „siwe fryzurki”.
              Mila zaś jest przez MM wizualnie postarzana od początku, i to jest trochę jej wiek, bo człowiek raczej nie ma wpływu na to, kiedy zaczyna siwieć, ale chyba bardziej zaniedbanie; przy czym jej siwy koczek wynika zapewne z niechęci (ew. braku czasu) do odwiedzania fryzjera albo do samoobsługi i spania w wałkach do włosów. Nie pracuje zawodowo, mało bywa, znajomych za wielu nie mają, niewiele, poza znajomymi córek, przyjmują gości – może uważa, że nie ma po co się odstawiać i że jej się nie chce. Jeszcze wtedy (w KK i IS) nie jest „ponad to”, tylko – tak to odbierałam – właśnie trochę nie ma czasu a trochę jej się nie chce. Nie sądzę zaś, by chodziło przede wszystkim o kasę – jestem ciut młodsza od Patrycji i pamiętam wzajemne usługi pomiędzy siostrami/znajomymi/sąsiadkami w zakresie rozjaśniania/farbowania włosów, robienia manikiuru, pamiętam babcię, zawijającą sobie fale na głowie na „krokodylki” i piwo – jak się chciało, to się zrobiło. A że Mili się nie chce, jej rzecz, ewidentnie Ignacowi to nie wadzi, a podejrzewam, ze nawet nie zauważa – a gdyby Mila ganiała do fryzjera co dwa tygodnie, to by też nie dostrzegł żadnej różnicy. Takie panie się zdarzały – choć akurat nie w mojej rodzinie, ale matki koleżanek już takie pamiętam.
              I tylko nie trafia do mnie funkcja zaniedbanie→ hołdowanie wyższym wartościom (a taką zależność podaje nam się w komentarzu odautorskim, choćby przeciwstawiając zaniedbane Milę i Gabę Monice albo babciom, których – sorry, nie pomnę ścisłego cycata – wygląd zaprzecza roli społecznej, czy jakoś tak. W moim pobliżu najbardziej zaniedbani są lokalni menele spod jadłodajni bonifratrów i jakoś nie sądzę, by wszyscy hołdowali wyższym wartościom, a w każdym razie zależność ta wydaje mi się nieco bardziej złożona.
    • zabookowana-love_music Re: nie rozumiem, dlaczego... 20.08.17, 09:44
      Dla mnie z mameji i donosiciela wyrósł fajny Ignaś. Bo na początku ja go nie lubiłam jak kablował zwłaszcza na Laurę (chociaż Laury też z początku nie lubiłam, jak była taka pyskata).
      A Pyzę polubiłam tak mocno w Imieninach, jak się odcieła od Tygrysa.
      • iskrzy_54 Re: nie rozumiem, dlaczego... 25.08.17, 20:44
        W sąsiednim wątku ślubu w Kostrzynie (chyba) wynikła sprawa dyrektora Dambo. No więc ja nie rozumiem, jak nauczyciel z pasją (jakim nam przedstawiono Damba) może chcieć zostać dyrektorem? O ile jeszcze trochę rozumiem awans Hajduka - to wdrażanie z panem ministrem, li i jedynie... to rezygnacja z nauczania historii (z obserwacji wiem, że nawet jeśli ma jakieś godziny to nie jest to to smo co etat nauczycielski) na rzecz dyrektorzenia w przypadku Damba jest tajemnicza. Musi zarobić na liczne Bebisie?
    • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.07.18, 18:17
      I jeszcze co do fryzur - wlasnie wpadl mi w rece stary kryminal , akcja na pewno przed 56 rokiem, bo Katowice sa jeszcze Stalinogrodem, i tam wlasnie nadmienia sie o konkurowaniu fryzjerow lodzkich z warszawskimi - jedni lansowali konski ogon jako odpowiedz na preferowana przez drugich krotka fryzurke "na Simonke" ( Simone Signoret ? imie bohaterki popularnego filmu ? ). Czyli oba uczesania Mili, ogon i krotkie, byly na topie, wybierala miedzy modnym a modnym :)
      • bupu Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.07.18, 22:16
        tt-tka napisała:

        > I jeszcze co do fryzur - wlasnie wpadl mi w rece stary kryminal , akcja na pewn
        > o przed 56 rokiem, bo Katowice sa jeszcze Stalinogrodem, i tam wlasnie nadmieni
        > a sie o konkurowaniu fryzjerow lodzkich z warszawskimi - jedni lansowali kons
        > ki ogon jako odpowiedz na preferowana przez drugich krotka fryzurke "na Simonke
        > " ( Simone Signoret ? imie bohaterki popularnego filmu ? ). Czyli oba uczesania
        > Mili, ogon i krotkie, byly na topie, wybierala miedzy modnym a modnym :)


        Clou w tym, że Milicja nie musiała ścinać warkocza. Mogla się uczesac w ów ogon, mogla wybrać któryś z supermodnych w tym czasie kokow. Zero koniecznego poświęcenia.
        • jentyk_trawiasty Re: nie rozumiem, dlaczego... 09.09.18, 21:43
          bupu napisała:

          > Clou w tym, że Milicja nie musiała ścinać warkocza. Mogla się uczesac w ów ogon
          > , mogla wybrać któryś z supermodnych w tym czasie kokow. Zero koniecznego poświ
          > ęcenia.
          >
          Może to nie było dla niej poświęcenie, tylko wręcz przeciwnie - przyjemność z nowego wizerunku. Przypomniała mi się księżniczka Anna z "Rzymskich wakacji" - to rok 1953, a czy ten film był wyświetlany wtedy w Polsce?
          A poza wszystkim Mila z Gizelą nie miały łazienki, wyobrażam sobie, że mycie długich włosów w misce mogło dziewczynie obrzydnąć. Krótką czuprynkę umyć łatwiej.
      • neandertalka Re: nie rozumiem, dlaczego... 28.07.18, 19:23
        tt-tka napisała:

        > I jeszcze co do fryzur - wlasnie wpadl mi w rece stary kryminal , akcja na pewn
        > o przed 56 rokiem, bo Katowice sa jeszcze Stalinogrodem, i tam wlasnie nadmieni
        > a sie o konkurowaniu fryzjerow lodzkich z warszawskimi - jedni lansowali kons
        > ki ogon jako odpowiedz na preferowana przez drugich krotka fryzurke "na Simonke
        > " ( Simone Signoret ? imie bohaterki popularnego filmu ? ). Czyli oba uczesania
        > Mili, ogon i krotkie, byly na topie, wybierala miedzy modnym a modnym :)

        A nie miało to być raczej "na Sagankę"? Saganka (Francoise Sagan, "Witaj, smutku") i jej książka były wręcz ikoną tamtych czasów, no i Saganka nosiła krótką fryzurę. A zdjęcia Simone Signoret ukazują raczej bujne loki: www.google.pl/search?biw=1129&bih=895&tbm=isch&sa=1&ei=5qRcW4bDG6eTlwSo1pwo&q=simone+signoret&oq=simone+signoret&gs_l=img.3..0j0i30k1l9.59529.65204.0.67270.16.12.0.4.4.0.166.1525.0j11.11.0....0...1c.1.64.img..1.15.1617.0..35i39k1j0i67k1j0i5i30k1.0.XUpy8q_juuU#imgrc=DuOTzyclECerLM:

        • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 28.07.18, 20:26
          neandertalka napisał(a):



          > A nie miało to być raczej "na Sagankę"? Saganka (Francoise Sagan, "Witaj, smutku") i jej książka były wręcz ikoną tamtych czasów, no i Saganka nosiła krótką fryzurę. A zdjęcia Simone Signoret ukazują raczej bujne loki:

          Na simonke, z cakla pewnoscia. Simone Signoret zgadywalam, nietrafnie jak widac, ale fryz byl na simonke. Nawet w owczesnej satyrze to uwieczniono, autora nie pomne, ale cala rodzina idzie na niedzielny spacer
          - tatko (cos tam)
          Mama z pieskiem swym Filonkiem
          i coreczka w plaszczu w krate
          uczesana "na simonke"
          • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 28.07.18, 20:36
            Az sobie sprawdzilam z ciekawosci te Saganke, bo cos takiego tez mi w literaturze myknelo - film, ktory spopularyzowal bohaterke z jej uczesaniem byl z 1958 roku. O fryzurze, zwanej zreszta "witaj, smutku", a nie "na saganke", wspomina bohaterka Rolleczek w powiesci, ktorej akcja dzieje sie w tymze 58 roku. Nie mogla sie nia inspirowac Mila deczko wczesniej :)
    • rosynanta Re: nie rozumiem, dlaczego... 19.07.18, 11:44
      zuzudanslemetro napisała:

      > - Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dż
      > entelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba ni
      > e aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila n
      > ie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swoj
      > ego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?

      Myślę, że tak pojmowała opiekę, jakiej się podjęła. Mila została sama na świecie, bez rodziny, Gizela była jej jedyną opiekunką. Priorytetem było chyba wydanie jej za mąż - może też dlatego nie bardzo była zachwycona Ignacem, który na przejęcie opieki nadawał się tak, jak kozi zadek na waltornię ;)
    • ojsok Re: nie rozumiem, dlaczego... 05.08.18, 23:18
      Odnośnie ślubu laury, to czytałam mcdusie niedługo po swoim ślubie, cały ten opis wywoływał u mnie dreszcze , wygląd i ciuchy nie były dla mnie nigdy specjalnie ważne no ale w takim dniu chciałam się czuć godnie.czesto miałam koszmary że idę do ślubu w jakiejś sztruksowej spódnicy i zielonym sweterku, więc scena ślubu to opis mojego sennego koszmaru.jakis cza temu, odsiewazalam sobie noejezucjade( niewiadomo po co) i wydawało mi się że jej nie czytałam, aż do momentu scenie slubno-odziezowej, dreszcze wróciły i przypomniałam sobie że jednak ja czytalam
      • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 06.08.18, 00:12
        ojsok napisał(a):

        > Odnośnie ślubu laury, to czytałam mcdusie niedługo po swoim ślubie, cały ten op
        > is wywoływał u mnie dreszcze

        He, he. Nie pamietam, czy to MM, czy zlosliwy forum w jakims fiku, ale pamietam tekst Laury, cos w stylu, ze oni z Jadamem tak sie kochaja, ze wlasciwie wszystko inne to furda i ona moglaby isc do slubu w worku po ziemniakach :) - jesli to altoressa, a nie ktoras z nas, to mozna by powiedziec, ze exTygrysica ma, czego chciala. Wykrakala sobie :(
        • marzenna114 Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.08.18, 08:43
          tt-tka napisała:

          >- jesli to altoressa, a nie ktoras z nas, to mozna by powiedziec, ze exTygrysica ma, cz
          > ego chciala. Wykrakala sobie :(

          Naprawdę nie można użyć słowa autorka lub nazwiska? Według mnie "ałtoressa" w tym kontekście jest obraźliwe, niegrzeczne i skierowane personalnie do pani Musierowicz. Można jechać po jej książkach, ale może niekoniecznie obrażać pisarkę.
          • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.08.18, 11:57
            marzenna114 napisał(a):


            >
            > Naprawdę nie można użyć słowa autorka lub nazwiska?

            Mozna. Ale nie zawsze chce. W kontekscie McGniota - nie chce.

            > Według mnie "ałtoressa" w t
            > ym kontekście jest obraźliwe, niegrzeczne i skierowane personalnie do pani Musi
            > erowicz. Można jechać po jej książkach, ale może niekoniecznie obrażać pisarkę.

            Jest adekwatne do jej stosunku do wlasnej pracy i do czytelnikow.
              • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 08.08.18, 12:50
                Osobiscie - nie. Nie pisze o jej manierach, sposobie ubierania sie ani stosunkach rodzinnych.

                Natomiast produkcja slownego i tresciowego barachla, odwalanie spapranej fuchy i nazywanie tego solidna praca skutkuje ocena tejze pracy i pracownicy. Stad altoressa.
    • jentyk_trawiasty Re: nie rozumiem, dlaczego... 09.09.18, 21:31
      Dzień dobry, dzień dobry! Czy można się dołączyć? I czy można liczyć na jelitko?

      zuzudanslemetro napisała:

      > - Czy Nowakowscy w końcu mieszkają pod czy nad Żakami, bo sprawa jest mocno nie
      > jasna.
      Na pewno pod. Żakowie na drugim piętrze ("Gdyby ktoś potrafił unieść się na wysokość drugiego piętra i zajrzeć przez okna Żaków..."), a Nowakowscy bezpośrednio pod nimi i dlatego ich mieszkanie zostało zalane. Poza tym:
      "- Idę do Nowakowskich, przecież oni mają telefon.
      - Pójdę z tobą.
      Zeszli na dół. Drzwi otworzył mały Nowakowski, ubrany w piżamkę w czerwone kaczki." "mama zbiegła do Nowakowskich pożyczyć porcelanę do kawy".
      Nad Żakami jest już chyba tylko wieżyczka. Czy są jakieś sprzeczne dane?
      • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 09.09.18, 22:03
        jentyk_trawiasty napisał(a):


        > Nad Żakami jest już chyba tylko wieżyczka. Czy są jakieś sprzeczne dane?

        Ach, witaj, dziewczyno (a moze chlopaku) pieknie sie nazywajaca/y :)

        Wlasciwie tylko jedna dana - pani Nowakowska idac do siebie mija na polpietrze Cesie i Hajduka, wtedy, kiedy to Cesi rozmazalo sie oko. Co sugerowalo, ze mieszka wyzej niz Zakowie. Ale tylko w pierwszej chwili, bo na ogol nie pamieta sie, ze Zakowie byli na drugim pietrze, wiec oni pierwsze, pod nimi tylko parter, no to skoro p. N. wchodzi, to musi mieszkac wyzej. sama sie na to zlapalam :)
        • echt_poznaniara Re: nie rozumiem, dlaczego... 10.09.18, 11:55
          tt-tka napisała:


          > Wlasciwie tylko jedna dana - pani Nowakowska idac do siebie mija na po
          > lpietrze Cesie i Hajduka, wtedy, kiedy to Cesi rozmazalo sie oko. Co sugerowalo
          > , ze mieszka wyzej niz Zakowie.

          No i jeszcze jest druga poszlaka, znacznie ważniejsza, kiedy Cesia wraca ze szkoły nie wiedząc o Bobciowej zabawie w Nerona i patrząc na dom zastanawia się, dlaczego okna u Nowakowskich takie okopcone. Dym ma to do siebie, że leci do góry.
          Ale to w sumie jest drobna wpadka, jaka może zdarzyć się każdemu.
            • zla.m Re: nie rozumiem, dlaczego... 10.09.18, 20:05
              Pamiętam pożar u sąsiadów na czwartym piętrze. Tym na trzecim też się dostało dymem i okna jak najbardziej mieli okopcone. Taki dym ze spalania jest ciężki (sadza) i o ile nie ma wielkiego wiatru, to idzie na dół.
              • minerwamcg Re: nie rozumiem, dlaczego... 11.09.18, 00:53
                U nas w bloku też był pożar, dymu było na całe podwórze a elewacja nie okopciła się jakoś bardziej imponująco tylko dlatego, że paliło się w pokoju z loggią, która ochroniła przed rozprzestrzenianiem się sadzy. W starym budownictwie to mogło wyglądać różnie.
                • echt_poznaniara Re: nie rozumiem, dlaczego... 11.09.18, 09:14
                  minerwamcg napisała:

                  > U nas w bloku też był pożar, dymu było na całe podwórze a elewacja nie okopciła
                  > się jakoś bardziej imponująco tylko dlatego, że paliło się w pokoju z loggią,
                  > która ochroniła przed rozprzestrzenianiem się sadzy. W starym budownictwie to
                  > mogło wyglądać różnie.

                  O ile pamiętam, Żaczkowie mają balkon-loggię właśnie.
              • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 11.09.18, 00:28
                Bo Cesia nie odroznia jeszcze asekurowania sie w sensie zabezpieczenia siebie samej, nim zacznie ratowac kogos innego od asekuranctwa. Ten mlodzienczy idealizm i mlodziencza sklonnosc do powierzchownej krytyki, wiesz :)

                Tu by raczej nalezalo zjechac Dmucha za obarczanie uczennicy praca, ktora nie do niej nalezy i objezdzanie za to, ze nie wywiazuje sie z czegos, czego sie nie podejmowala.

                PS wyciagnelam wszystkie posiadane kosmetyki i bawie sie nakladaniem rozow na zielonosci. Ciekawe rzeczy wychodza...
                • jentyk_trawiasty Re: nie rozumiem, dlaczego... 12.09.18, 23:11
                  tt-tka napisała:

                  > Bo Cesia nie odroznia jeszcze asekurowania sie w sensie zabezpieczenia siebie s
                  > amej, nim zacznie ratowac kogos innego od asekuranctwa. Ten mlodzienczy idealiz
                  > m i mlodziencza sklonnosc do powierzchownej krytyki, wiesz :)

                  No dobra, niech będzie :) Cesia miewa różne naiwne myśli, które faktycznie nie są przesłaniem odautorskim do czytelnika. Tylko akurat w tym fragmencie nie dostrzegam takiego odautorskiego dystansu, jaki zwykle przy takich okazjach jest wyczuwalny. Ale chętnie przyjmę taką wersję.
                  >
                  > Tu by raczej nalezalo zjechac Dmucha za obarczanie uczennicy praca, ktora nie d
                  > o niej nalezy i objezdzanie za to, ze nie wywiazuje sie z czegos, czego sie nie
                  > podejmowala.
                  No, to swoją drogą: nie popisał się wrażliwością. Chociaż mam wrażenie, że w tamtych czasach zlecanie lepszym uczniom douczania dwójkowiczów było normalne i powszechne. Przynajmniej tak mi wynika z literatury :) I pewnie nieraz taki system był dobroczynny dla obu stron. Tutaj akurat nie.
                  • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 13.09.18, 10:37
                    jentyk_trawiasty napisał(a):


                    > No, to swoją drogą: nie popisał się wrażliwością. Chociaż mam wrażenie, że w t
                    > amtych czasach zlecanie lepszym uczniom douczania dwójkowiczów było normalne i
                    > powszechne. Przynajmniej tak mi wynika z literatury :) I pewnie nieraz taki sys
                    > tem był dobroczynny dla obu stron. Tutaj akurat nie.

                    Proponowanie, kolezanko o pieknym nicku. Proponowanie, jezeli bylo to w wykonaniu nauczyciela. Zlecic mogla organizacja mlodziezowa, mogla klasa podjac taka uchwale w ramach samopomocy kolezenskiej i to raczej w literaturze lat 50-tych i wczesnych 60-tych.
                    W czasach SK albo to byl dwustronna umowa dwoch uczniow/uczennic (Ewa Lach), albo korepetycje platne, szkola mogla co najwyzej polecic rodzicom dwojkowicza dobrego ucznia jako korepetytora (Ozogowska).
                    • jentyk_trawiasty Re: nie rozumiem, dlaczego... 13.09.18, 22:52
                      tt-tka napisała:
                      Proponowanie, jezeli bylo to w wykonaniu nauczyciela.

                      OK, ale sądzę, że - w zależności od atmosfery w klasie i stosunków nauczyciela z uczniami - to mogła być doprawdy propozycja nie do odrzucenia. Pewnie można było odmówić, ale wielu grzecznym uczniom nawet by to w głowie nie postało i psychicznie byłoby nie do przeprowadzenia, choćby propozycja była im nie w smak.
                      Dmuchawiec właściwie też grzecznie spytał i poprosił.
                      • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.09.18, 00:30
                        Nie powiedzialabym, ze Dmuch spytal i grzecznie poprosil, on jednak narzucil. A te pozniejsze pretensje "zawiodlas mnie", to juz w ogole szczyt wszystkiego.

                        Ani w zyciu (moim i kolezanek, nie tylko z mojej klasy), ani w literaturze lat 70-tych nie pada propozycja nie do odrzucenia. W "Przygrywce" dziewczyny wrecz musza prosic, zeby pozwolono im uczyc sie razem, bo matka zagrozonej chce wziac korepetytora. Wychowawczyni tez nie sugeruje "wyciagania" zagrozonej przez kolezanke. U Ozogowskiej dyrektor poleca rodzicom jako pomoc zdolnego ucznia ze starszej klasy, ale jako platnego korepetytora i oczywiscie po uzyskaniu zgody tegoz ucznia i jego rodzicow (istotne !). U Siesickiej padaja propozycje miedzy kolezankami/kolegami albo na zebraniu klasowym, ale jest to co najwyzej oczekiwanie grupy rwiesnikow, w zadnym wypadku nauczyciela. U Broszkiewicza to samo.
                        jezeli padlo pytanie/propozycja "moglabys troche pouczyc sie z...", to zawsze mozna bylo odpowiedziec "mam zajecia po poludniu / rodzice nie pozwola / cokolwiek innego". ORAZ - jezeli taka propozycja /pytanie padalo, dotyczylo zawsze jednego przedmiotu, w ktorym osoba pytana byla najlepsza w klasie albo przynajmniej bardzo dobra. Nikt nigdy nie oczekiwal wyciagania tumana czy leniwca z zaleglosci ze wszystkich przedmiotow. Oraz po raz drugi - zwykle na poczatku byla rozmowa nauczyciela z rodzicami zagrozonego ucznia, dopiero pozniej padaly propozycje srodkow zaradczych.

                        A Dmuchawcowi wisi, co sie dzieje z Danka czy u Danki, wcale nie zamierza sie tym zajmowac, niech sie Cesia zajmie. Po calosci. A mamy, zaznacze jeszcze, pierwszy semestr pierwszej klasy.
                        • jentyk_trawiasty Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.09.18, 00:01
                          tt-tka napisała:

                          > Nie powiedzialabym, ze Dmuch spytal i grzecznie poprosil, on jednak narzucil. A
                          > te pozniejsze pretensje "zawiodlas mnie", to juz w ogole szczyt wszystkiego.
                          >
                          Na początku było tak: "Nie miałabyś ochoty pomagać Danucie? Nie będzie to wdzięczne zajęcie, ponieważ dziewczę jest niechętne pracy umysłowej. No, co ty na to?" Moim zdaniem pytanie raczej w porządku, na pewno nie jest nakazem. Jest tu furtka do odmowy, tyle że Cesia nie była do niej zdolna. Dopiero potem nagle prof. D. wyjechał z pretensjami, które były okropne i bez sensu. I znienacka okazało się, że Ceśka nie miała "pouczyć się troszeczkę" z koleżanką, tylko przejąć odpowiedzialność za jej wyniki szkolne i postawę życiową...

                          tt-tka napisała:

                          U Siesickiej padaja propozycje miedzy kolezankami/kolegami albo na zebraniu klasowym, ale jest to co najwyzej oczekiwanie grupy rwiesnikow, w zadnym wypadku nauczyciela.
                          >
                          Właśnie z Siesickiej pamiętam chłopaka, którego nauczycielka prosi, żeby poćwiczył równania (czy coś tam innego z matematyki) z nielubianą w klasie dziewczyną. Prosi uprzejmie, ale sytuacja jest taka, że odmówić byłoby co najmniej niezręcznie. To było opowiadanie "Agnieszka".
                          Ale nawet nie w tym rzecz, czy to były prośby, sugestie czy polecenia. Problem z Dmuchawcem polega na tym, że pierwotnie sprawa dotyczyła po prostu wspólnego uczenia się (nic zdrożnego - wykonalne, potencjalnie pożyteczne, a nawet sympatyczne dla uczących się), a potem okazało się, że on ma wobec Cesi ogromne i nierealne oczekiwania. I pretensje, że dziewczyna ich nie realizuje.
                          • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 16.09.18, 03:01
                            jentyk_trawiasty napisał(a):


                            > Na początku było tak: "Nie miałabyś ochoty pomagać Danucie? Nie będzie to wdzię
                            > czne zajęcie, ponieważ dziewczę jest niechętne pracy umysłowej. No, co ty na to
                            > ?" Moim zdaniem pytanie raczej w porządku, na pewno nie jest nakazem. Jest tu f
                            > urtka do odmowy, tyle że Cesia nie była do niej zdolna.

                            Wlasnie. Bardzo celnie zwrocil sie do osoby niezdolnej do odmowy. Oraz "pomagac" zamiast "pomoc" sugeruje ciaglosc czynu ;), czyli wrzucenie na kark Cesi na dluzej dziewczyny "niechetnej pracy umyslowej" i ze sporymi zaleglosciami. Oraz - nie dal zadnych wskazowek ani pomocy.
                            Tak, wiem, czepiam sie. Ale ja nie znosze i Dmucha, i takiego podejscia do wlasnych obowiazkow. kto tu jest nauczycielem i pedagogiem, do diabla, pierwszoklasistka Cesia ?!!!



                            > >
                            > Właśnie z Siesickiej pamiętam chłopaka, którego nauczycielka prosi, żeby poćwic
                            > zył równania (czy coś tam innego z matematyki) z nielubianą w klasie dziewczyną
                            > . Prosi uprzejmie, ale sytuacja jest taka, że odmówić byłoby co najmniej niezrę
                            > cznie. To było opowiadanie "Agnieszka".

                            A rzeczywiscie, bylo cos takiego. Nie pamietalam. Powolywalam sie na "Czas Abrahama", "Beethovena..." i inne wieksze formy, gdzie samopomoc kolezenska nie jest odgornie sterowana, a przy uczniu z problemami nauczyciel rozmawia najpierw z rodzicami tego ucznia, a nie z jego kolegami.

                      • jakgdyby.nigdynic Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.09.18, 17:51
                        jentyk_trawiasty napisał(a):

                        > OK, ale sądzę, że - w zależności od atmosfery w klasie i stosunków nauczyciela
                        > z uczniami - to mogła być doprawdy propozycja nie do odrzucenia. Pewnie można b
                        > yło odmówić, ale wielu grzecznym uczniom nawet by to w głowie nie postało i psy
                        > chicznie byłoby nie do przeprowadzenia, choćby propozycja była im nie w smak.
                        > Dmuchawiec właściwie też grzecznie spytał i poprosił.

                        Szkoła podstawowa, połowa lat 80. Propozycja "nie do odrzucenia", żeby podciągnąć klasowego "osiołka" w historii.
                        Szkoła średnia, wczesne lata 2000. Kolejna propozycja "nie do odrzucenia", tym razem patentowy leniwiec i łacina.
                        I nie było zmiłuj. Dobrze, że leniwcowi chociaż nie chciało się przychodzić.
                        • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 14.09.18, 20:02
                          No to wynika, ze moje pokolenie (i pobliskie) mialo farta, bo nasze lata poznopodstawowkowe i licealne przypadly na wprowadzenie i szum wokol kodeksu ucznia i nikt nam takich propozycji nie do odrzucenia nie skladal. A gdyby zlozyl, mialby na karku rozwscieczonego rodzica z pytaniem, czy nauczyciel podzieli sie z dzieckiem swoja pensja, skoro spycha na dziecko swoje obowiazki.
                    • tt-tka Re: nie rozumiem, dlaczego... 13.09.18, 16:43
                      W takim razie zmienilo sie na gorsze. W moich licealnych latach 70-tych nauczyciel nie wyznaczal swoich zastepcow do nauczania wsrod uczniow. To byla sprawa rodzicow, korepetytorow, ew. kolezanek DOBROWOLNIE, BEZ NAKAZU pomagajacych zagrozonej.
    • jentyk_trawiasty Re: nie rozumiem, dlaczego... 10.09.18, 22:35
      Tak w ogóle przypomniałam sobie ostatnio "Klepkę" i chociaż jest przesympatyczna, to jedna rzecz zawsze trochę mną wstrząsa. I pasuje do wątku "nie rozumiem": ">>Jak mogłam zgodzić się na to wszystko i nawet nie próbować się zaasekurować? - pomyślała gniewnie Cesia i już na zapas zaczęło ją gnębić uczucie, że zawiodła. - Trzeba było powiedzieć, że Danka nie ma zamiaru się uczyć, że jest leniwa i uparta i że nie mogę dać za nią żadnych gwarancji.<< No, tak, ale to by znaczyło, że Celestyna donosi na nią. Poza tym wszelkie asekurowanie się było w mniemaniu Cesi czynnością odrażającą i żadną miarą nie mieściło się w jej pojęciu uczciwości." Tego ostatniego zdania - nie rozumiem. Czy każdy mógł narzucić Cesi dowolnie karkołomne zlecenie, a ona musiała je realizować bez zastrzeżeń, bo inaczej byłaby nieuczciwa? Dlaczego? Mnie znacznie bardziej wątpliwe etycznie wydaje się przyjęcie na siebie zadania, którego w zasadzie nie jest się w stanie wykonać. Cesia bierze na siebie odpowiedzialność za osobę, nad którą nie ma żadnej kontroli. Poza tym nie trzeba było koniecznie obmawiać Danki (chociaż Dmuchawiec zdawał sobie i tak sprawę ze wszystkich jej wad); można było powiedzieć, że w domu jest niemowlę, które płacze po nocach, że się Cesia nie wysypia i sama nie radzi sobie ze wszystkimi obowiązkami. I to wszystko nie znaczyłoby, że nie spróbuje pomóc Danuśce - ale gwarancji za efekt nie daje, bo dać nie może. Moim zdaniem właśnie to byłoby uczciwszym postawieniem sprawy.
      Plus nie bardzo wierzę, żeby Danka przez cztery czy pięć dni kucia nadrobiła kilkumiesięczne zaległości z pięciu przedmiotów, a także żeby po takiej sesji zmienił się jej stosunek do nauki, obowiązków, szkoły i życia w ogólności - no ale powiedzmy, że to jest do pewnego stopnia licentia poetica na rzecz happy endu.
      • minerwamcg Re: nie rozumiem, dlaczego... 11.09.18, 01:02
        To prawda, Dmuchawiec zwala na Cesię niewykonalne zadanie. Co on sobie wyobrażał, że Cesia najpierw zmieni cudownie charakter Danki i z patentowanej nyguski zrobi kujonkę, a potem w parę dni wbije jej do głowy wiedzę z paru miesięcy? I jeszcze miał pretensje, że się nie wywiązała, też coś! Na miejscu mamy Żakowej poszłabym do szkoły i zrobiła wiatrak, co innego koleżeńska pomoc w nauce, co innego robienie z uczennicy darmowej socjoterapeutki i korepetytorki.
        • takikurczak Re: nie rozumiem, dlaczego... 12.09.18, 13:24
          minerwamcg napisała:

          > To prawda, Dmuchawiec zwala na Cesię niewykonalne zadanie. Co on sobie wyobraż
          > ał, że Cesia najpierw zmieni cudownie charakter Danki i z patentowanej nyguski
          > zrobi kujonkę, a potem w parę dni wbije jej do głowy wiedzę z paru miesięcy?

          ale taki jest Dmuchawiec w SK: w sumie przyzwoity człowiek i pasjonat, ale nauczyciel słaby i leniwy. i takim pozostaje aż do OwR i pięknej rozmowy z Ewą Jedwabińską, która mówi mu, że uczniowie wiedzieli, kogo on lubi, a kogo nie. dopiero w BBB zwykłego, obciążonego ludzkimi słabościami i nie do końca kompetentnego Dmuchawca zastępuje Super-Dmuchawiec bohater młodzieży: i dopiero tego nie rozumiem!
    • ayo2137 Re: nie rozumiem, dlaczego... 23.04.21, 17:35
      zuzudanslemetro napisała:

      > Jest wątek "nie wierzę", przyszła pora na nie rozumiem.
      > Otóż ja nie rozumiem, dlaczego:
      > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to l
      > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się
      > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.

      Myślę, że po prostu chciała. Niektóre kobiety czują niekiedy nagłą potrzebę zmiany fryzury. Bardziej mnie dziwi, jakim prawem Ignacy się o to obraził. To jej włosy, może się obciąć na łyso i nic mu do tego.

      > - Jakim cudem pół Poznania dało się nabrać na przebranie Kłamczuchy i jakim cud
      > em nikt z domowników nie zauważył jej nigdy wymykającej się w kreacji Franciszk
      > i.
      Aniela nie była wcześniej nikomu znana w Poznaniu, zresztą w dużym mieście mija się codziennie dziesiątki osób i niekoniecznie trzeba się zorientować, że wczoraj widziało się Anielę w normalnym ubraniu, a dzisiaj w przebraniu. Zresztą, czasy fotografii analogowej, nie cykało się zdjęć byle jak i wszędzie. Dzisiaj pewnie taką Anielę by ktoś znalazł na fb i porównał twarze.


      > - Laura straciła gust przed ślubem i nie przyszło jej do głowy, że taki welon d
      > o kiecki powinien jednak pasować i że sprawdzić by to należało trochę wcześniej
      > niż dzień przed (inna rzecz, że ja godzinę przed swoim ślubem zmieniałam maryn
      > arkę, bo ta którą sobie wymyśliłam nagle zaczęła źle wyglądać do tiulowej czerw
      > onej kiecki, a dzień wcześniej jeszcze wszystko było w porządku)

      Cała McDusia wygląda jak pisana na siłę, mało co się tam trzyma kupy.

      > - Ignac zabił gwoździami Laurę i nikt mu nie powiedział, że jest to ewidentnie
      > jakiś przejaw demencji albo jakiegoś zatoru i że pomijając wszystko inne, nie o
      > granicza się wolności osobistej dorosłej osoby, gdyż jest to najzwyczajniej w ś
      > wiecie karalne.

      U Borejków w ogóle mało się rozmawia. To znaczy- mało się rozmawia o trudnych sprawach i bieżących kłopotach, raczej latają łacińskie cytaty i rozważania o Plutarchu. Więc to bardziej powierzchowna wymiana opinii niż szczera rozmowa.